Kinga przy tatusiu. Nepotyzm czy arogancja władzy? Marcin Zegadło – komentarz.

Kolejny przypadek angażowania bardzo młodej osoby w charakterze doradcy, zastępcy, wiceministra itp, do której to funkcji nie dorosła z racji chociażby wieku, a w związku z tym braku koniecznego doświadczenia. Że dotyczy to córki prezydenta, to i ocena jest jeszcze bardziej surowa, ponieważ to klasyczny nepotyzm i cwaniactwo. Że jednak ojciec Kingi Dudy postanowił zignorować następstwa takiej decyzji, może świadczyć o braku obycia, kultury politycznej, być może to jakiś rodzaj rozhamowania – co by to jednak nie było – jest dość niebezpieczne, gdy przejawia tego typu skłonności pierwsza osoba w państwie (nawet jeśli takie stwierdzenie mija się z prawdą).

Istnieje też inna interpretacja – że zwyczajnie facet sobie pogrywa, pokazuje elektoratowi facka i daje do zrozumienia barejowskie – „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”. Ergo, arogancja w stosunku do krytycznej części społeczeństwa i udowadnianie że „ciemny lud wszystko kupi”jeśli chodzi o ich własny elektorat – to dwie jednoczesne postawy obecnej władzy w stosunku do społeczeństwa. Obydwie nie do zaakceptowania.

Ale niepokojące jest nie tylko to co robi i jak postępuje w stosunku do swojej córki prezydent. Co najmniej tak samo martwi mnie postawa samej Kingi. Bo choć 25 lat to sama młodość, jednakowoż słabo rokuje pani Kinga na przyszłość, albowiem brak choćby zarysu jakiegoś kręgosłupa etycznego w tym wieku, wskazuje na marny potencjał i brak charakteru.

Czy to nas czegoś uczy? Czy dwie kadencje PIS-u odcisną się jakimś trwałym znakiem w naszej świadomości i w jakikolwiek sposób zabezpieczą nas w przyszłości przed uleganiem śpiewom pięknych syren co wabiły Odyseusza? Oby. Bo jeśli nie wyciągniemy z tej lekcji żadnych wniosków, to biada nam rodacy, biada.

 

Kuna2020Kraków

 

Poniżej Marcin Zegadło o tym samym z własnego punktu widzenia…

 

Kinga Duda została powołana na doradczynię społeczną swojego taty. Tak się składa, że tata pani Kingi pełni funkcję Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Dla przypomnienia to ten prezydent, który sam siebie nazywa „niezłomnym” i której to niezłomności owoce możemy obecnie obserwować analizując stan polskiej demokracji.

Pani Kinga Duda jest 25-latką, prawniczką, co oznacza, że jest prawniczką od bardzo niedawna. Kancelaria podkreśla jednak jej niebywałe doświadczenie. A że absolwentka. A że podyplomówka. A że przewodnicząca Koła Naukowego. A że praca w licznych kancelariach. Jednym słowem pani Kinga Duda nasiąknięta jest kompetencjami jak wiosenna ziemia deszczówką. Na wypadek gdyby jakiś złośliwy komentator chciał przyczepić się do tego, że oto tata załatwia córce jedynaczce intratną posadkę, to sam dumny ojciec wskazuje, że to jest praca „społeczna” i gdyby się chamstwo nie zorientowało, za pracę społeczną pani Kinga, córka jedynaczka, nie otrzymuje wynagrodzenia. Informacja o braku wynagrodzenia jest charakterystyczna dla tej władzy, która właśnie w pieniądzach uparuje sposób na kupowanie sobie elektoratu, zatem fakt nieodpłatności powierzonej pani Kindze funkcji ma załatwiać sprawę. Osobiście jednak uważam, że nie załatwia.

Sugerowanie, że pani Kinga Duda została doradczynią społeczną „po kompetencjach” nie „po znajomości” jest w pewnym sensie przedsięwzięciem karkołomnym. Upraszczając jest tak z dwóch powodów.

Pierwszy powód jest taki, że należy założyć, że aby zostać doradcą/doradczynią najważniejszej osoby w państwie, należy jednak zdobyć jakieś doświadczenie, które niestety przychodzi z wiekiem i okresem wykonywania jakiejś jednak konkretnej pracy. Spodziewam się natomiast, że obecnym doświadczeniem pani Kingi mogłyby poszczycić się również jej liczne koleżanki i koledzy, inni 25-letni absolwenci i absolwentki wydziałów prawa i administracji krajowych uczelni. Niestety ich tata nie jest głową państwa i nie mają możliwości tak promiennie rozświetlić sobie CV na, tak zwany, dobry początek.

Drugi powód jest taki, że z obserwacji tej władzy boleśnie bije jej skłonność do upychania po różnego rodzaju państwowych instytucjach, spółkach oraz powiązanych z rządem jednostkach, członków swoich rodzin – synów, żon, mężów, szwagrów i zięciów. Nie odróżnia to tej władzy od poprzednich władz, jednak ta władza czyni to w sposób ostentacyjny, bezwstydny i bezczelny, ponieważ to władza ludzi nikczemnych, którzy do sprawowania funkcji na szczeblu centralnym w większości po prostu jeszcze nie dojrzeli lub wprost mają cechy, które predestynują ich do poziomu powiatów, gmin i sołectw, nie ministerstw i departamentów. I proszę mi tu nie pisać, że to jest jakiś klasizm. To jest smutna prawda. Ktoś rodzi się Dyzmą, a ktoś inny dużo bardziej pasuje do salonów. Tak bywa. Zatem w kontekście rozpasania i bezczelności tej władzy, zdałoby się niewinny wolontariat, bez wątpienia utalentowanej absolwentki krakowskiej uczelni, nabiera cokolwiek innego wymiaru i wpisuje się cudnie w przyjętą przez tę władzę linię obsadzania stanowisk.

A że pani Kinga u ojca nie zarobi, to nic nie szkodzi. Z całą pewnością bycie doradczynią prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, kiedyś zwróci się – jak powiadają – z nawiązką. A przecież o to tutaj chodzi. I ostatecznie trzeba ojca zrozumieć, że chce dziecku pomóc. Szkoda tylko, że stara się nas przekonać, że to jest jakaś sytuacja o charakterze obiektywnym i przejrzystym, a nie rodzinna nasiadówka z wpisem do CV.

 

Marcin Zegadło