„Czy Kopernik była kobietą?” czyli jak bańka katolicka niszczy świat nauki.

Świat Nauki – to  moja ulubiona bańka – odeszłam z tego kręgu bardzo dawno temu i nie mogłam przyglądać się procesowi destrukcji całkiem z bliska… I może dobrze, bo to nawet z zewnątrz niesamowicie przygnębiający obraz. A zwróciłam uwagę na problem deprecjacji tego środowiska przez pełzającą klerykalizację na tyle wcześnie by można było jeszcze zapobiec upadkowi uniwersytetów… Jeśli ja, mały żuczek, mogłam zauważyć symptomy choroby, to cóż dopiero sami zainteresowani? Zatem dlaczego? Odpowiedź nie jest bardzo skomplikowana, ale trudna do przyjęcia. Uzależniony też długo zaprzecza swojej chorobie i twierdzi, że nad wszystkim panuje…

W poprzednim moim artykuliku „Bańka katolicka i semafory znowu opuszczone” zajmowałam się opisem tytułowej bańki jako czegoś w rodzaju matrixu, w którym zachodzą zmiany wsteczne i hamowanie dojrzewania społeczeństwa obywatelskiego. Obecnie przyjrzymy się jak jedna bańka wsysa inną, właśnie tę naukową, tę, wydawałoby się, ostoję racjonalnego myślenia, mocno stojącą na gruncie logiki i rozumnej kontemplacji świata rzeczywistego… ostatnią barykadę przed potopem absurdu.

 

szcz

Zdumiewające i zaskakujące jest dla mnie, jak słabo się bronili na tej barykadzie,  gdzie nie gdzie nawet nie podjęto walki i oddano walkowerem – kolaborując z kościołem katolickim, zachowali stanowiska, a nawet, niektórzy zaczęli „błyskotliwą” karierę, balansując bez wdzięku na styku teologii i nauki. Jak raz przypomina to pozycjonowanie się za komuny, w PRL-u, bo żeby robić karierę naukową bez specjalnych przeszkód, trzeba było dysponować wybitnym umysłem albo zapisać się do PZPR-u. Dziś jest jeszcze gorzej, bo wybitne umysły nie mają zielonego światła, zaś od pozostałych wymaga się uznania, zadeklarowania określonego światopoglądu, oraz wykazania się błyskotliwością w przeprowadzaniu sofistycznych wywodów na temat udziału ducha świętego w pracach naukowych. Na poziomie większego uogólnienia trzeba jasno sobie powiedzieć, że przenikanie ideologii do nauki przeważnie źle się kończy dla prawdziwych jej pasjonatów, wynosi zaś na pozorne wyżyny nieuprawnionych, co najwyżej sprawnych rzemieślników.

 

tnauka4           nauka1           nauka3

 

 

A zatem rekwizyty- tło i język opisu, to składowe katolickiego anturażu, który ma nas przekonać, że o świeckości nie ma co marzyć- bo nie ma powrotu do racjonalnego, naukowego myślenia, skoro katolicka większość uważa, że wystarczy się gorąco modlić. Jednakowoż, mimo tylu starań by utrzymać złudzenie w randze namacalnej rzeczywistości, ludzie nadal korzystają z usług lekarzy gdy chorują, akceptują krągłość Ziemi gdy podróżują samolotem, a kiedy zbliża się kres życia – całkiem po staremu – żal im odchodzić i boją się śmierci, bo wiedzą doskonale, że obietnica życia wiecznego to tylko obietnica, nie poparta żadnym dowodem naukowym.

źródło

 

Czy na pewno nauka nie dostarcza dowodów? Dziś poranek przyniósł mi kolejną porcję absurdu – tym razem prosto z Gazety Lekarskiej, z kwietnia 2017, gdzie czytamy, że :

 

Wiara i religijne przekonania pomagają w przejściu przez trudne życiowe chwile m.in. dzięki temu, że zmniejszają lęk. Dowody na to, że takie postępowanie faktycznie przynosi korzyści znaleźli ostatnio naukowcy z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. W ramach grantu Narodowego Centrum Nauki, zespół kierowany przez prof. Małgorzatę Kossowską zbadał blisko 40 osób, deklarujących, że są chrześcijanami – katolikami. […] Wyszli z założenia, że znaczenie ma nie tylko sama wiara, ale przede wszystkim sposób jej przejawiania: silny i dogmatyczny. […] Wyniki pozwalają wnioskować, że silna religijność rzeczywiście stanowi bufor zabezpieczający przed lękiem, a osoby o silnych, dogmatycznych przekonaniach religijnych reagują spokojniej w sytuacji niepewności i dyskomfortu, w porównaniu do badanych o słabszej i niedogmatycznej wierze- mówi badaczka.

 

Hmmm… fanatyczna wiara przynosi korzyści (?)… warto sobie zapamiętać ten wniosek, hmm, naukowy. Mam kilka pytań

Po pierwsze – co spowodowało, że w kraju, gdzie żyje podobno 90% katolików wybrano zaledwie niespełna 40 -stu ochotników i wg. jakiego klucza dokonano wyboru  tych a nie innych. Jaki był rozkład wg. płci, miejsca dorastania, poziomu wykształcenia, zamożności itd…  O ile mi wiadomo ludzkie zachowania determinuje bardzo wiele złożonych czynników zatem trudno mi zaakceptować tezę o tak prostym wynikaniu…

Po drugie – jeśli faktycznie …

 

[…]W trakcie całej procedury naukowcy rejestrowali przebieg fal mózgowych osób badanych ( sygnał EEG ) – W warunkach komfortu silniejszą reakcję mózgową przejawiały osoby o silniejszych przekonaniach fundamentalistycznych. Efekt ten był jednak bardzo nieznaczny. Natomiast w warunkach niepewności i konfliktu pokazaliśmy, że silny fundamentalizm wiąże się ze słabszą reakcją mózgową, a słabszy fundamentalizm z silniejszą reakcją – informuje prof. Kossowska […]

*w wolnym tłumaczeniu – fanatycy w sytuacji zagrożenia, niepewności, stresu – mniej się telepią ze strachu, odczuwają mniejszy lęk, a mniej sfanatyzowani katolicy wręcz odwrotnie- mają dość rozumu by się bać i telepać jak należy, stosownie do sytuacji i stopnia zagrożenia.*

 

…to, czy można uznać te badania za podstawę naukową np. do segregacji uchodźców? Jeśli tak, czy naukowcy polscy chcieliby wprowadzić ustawę eugeniczną, na mocy której, już bez żadnych etyczno-moralnych przeszkód, zamknięto by granice przed potencjalnymi fundamentalistami islamskimi, a przy okazji naszych rodzimych fundamentalistów katolickich posłano by w kamasze by dzielnie bronili polskiej ziemi przed licznymi wrogami u bram? Pytanie jest jak najbardziej poważne. I to nie mój wymysł tylko jeden z licznych dogmatów neoliberalnych dla nauki… mianowicie ten, który mówi o samofinansowaniu się badań, ergo, wszystkie badania naukowe powinny być opłacalne, czyli wyniki powinny dać się zastosować odpowiednio, by wydoić rynek z kasy, czy jakoś tak to brzmiało…

Po trzecie – od zawsze słyszałam, że w Polsce na rozwój nauki idą śladowe fundusze. Skoro tak, to spodziewamy się, że zapewne starannie wybiera się te projekty, które są kluczowe i ważne z różnych powodów. Z jakich powodów – ta akurat praca została sfinansowana przez grant z Narodowego Centrum Nauki?

Moje pytanie jest napastliwe, przyznaję, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że praca ta jest tak żenująco mało ambitna, żeby nie powiedzieć nienaukowa, a wnioski, jakie by nie były, są nie do zastosowania bez złamania zasad etyki, a nawet wprost godzą w prawa człowieka. Zgoda na realizację tego tematu to diagnostyczny sygnał, że w polskiej nauce źle się dzieje, a elita naukowa cienko przędzie skoro firmuje ewidentne badziewie pseudonaukowe.

nauka

Niepokoi też brak reakcji tzw. środowiska – kto jak kto, na pewno nie ja, ale wybitne osobowości naukowe, powinny wydać z siebie jakiś słyszalny głos sprzeciwu. Jedynie oportunizm i strach może tłumaczyć fakt, że w Polsce nie odbył się w kwietniu Marsz dla Nauki – zamiast symbolicznej solidarności mieliśmy diagnostyczne milczenie przedstawicieli tego świata. No, ale jeśli milczą wzorem polityków i postanowili przetrwać do normalnych czasów, co nawet mogę zrozumieć, choć nie pochwalam, to niechaj mają świadomość, że ludzie patrzą, pamiętają i wypomną. I mnie w tym gronie nie będzie, bo ja akurat natychmiast wszystko zapomnę z pierwszym dniem w normalnym świecie – poważnie. Ja tak mam, że nie płaczę nad rozlanym mlekiem.

Zauważcie Państwo, że zakładam iż środowisko naukowe jest zróżnicowane i nie wszyscy przeszli na służbę w szeregach okupanta , ale też zakładam, i tu mogę się mylić, że moja ocena tej, konkretnej pracy jest słusznie tak niska.

Na koniec recenzji obywatelskiej muszę dodać, że pani prof. Kossowska zasiada w 24-o  osobowej Radzie NCN, która przyznaje fundusze i rozstrzyga konkursy na najlepszy projekt naukowy w kilku różnych dziedzinach, a to : nauki humanistyczne, społeczne i o sztuce;  nauki o życiu; nauki ścisłe i techniczne. Na wstępie wspominałam o budowie bańki katolickiej i jej perfekcyjnym uszczelnianiu – myślę sobie, że m.in. tak to się odbywa – przez powoływanie odpowiednich ludzi do gremiów decyzyjnych takich jak kapituły prestiżowych nagród, jury konkursów, komisje egzaminacyjne, wyborcze, dyscyplinarne … i, a to wiadomość z ostatniej chwili, na stanowiska sędziów, prokuratorów, biegłych sądowych – wow! chyba mamy pozamiatane, jak sądzicie?

prawo polakie

 

Konkluzje końcowe

Żeby jednak nie porzucać ciekawej  skądinąd tezy łączącej fundamentalizm z redukcją lęku, wypada zauważyć, że jeśli męczennikiem na chwałę Allacha jest dziecko, to terroryści nie biorą pod uwagę wyników badań naukowych na Uniwersytecie Jagiellońskim, tylko na wszelki wypadek dołączają do kamizelki / bomby –  telefon komórkowy, za pośrednictwem którego „pomagają” dostać się malcowi do nieba, a to za pomocą jednego naciśnięcia odpowiedniego guzika na klawiaturze numerycznej. Amen

 

MINUTA CISZY    MINUTA CISZY     MINUTA CISZY      MINUTA CISZY      MINUTA CISZY     MINUTA CISZY     MINUTA CISZY    MINUTA CISZY    MINUTA CISZY

 

Tak. Niektórym dorosłym samobójcom puszczają nerwy szybciej niż dzieciakom, więc dorosłym też doczepiają elektroniczne zabezpieczenie.

 

Nie jestem psychologiem, ale nawet ja wiem z obserwacji, że modlitwa i skupienie wzroku na przedmiocie kultu lub dowolnie, jakimkolwiek innym, działa przeciwlękowo i uspokajająco, zupełnie na tej samej zasadzie jak joga, zen, techniki relaksacyjne oraz indywidualne sposoby radzenia sobie ze stresem. Zatem, tak, owszem religia, religijność, nawyk modlitewny w chwilach zagrożenia i wysokiego poziomu lęku może być przydatny. Ale co ma do tego fundamentalizm? Bardzo wątpię, czy fundamentalizm to jeszcze wiara, ba, nawet wątpię mocno czy ma z nią cokolwiek wspólnego. To raczej głęboka deprywacja, patologia, efekt szkolenia, gdzie religia to tylko otoczka, treść wypełniająca jakąś bezdenną pustkę w życiu fanatyka.

Mam  takie niejasne poczucie, że ta konkretna „praca naukowa” nie ma wiele z nauką wspólnego. Zarówno temat jak i metodologia pozostawiają wiele do życzenia. A tak poza wszystkim- po co wyważać otwarte drzwi?

Wnioski końcowe brzmią jak hasło reklamowe religii, niemal jak: zostań fundamentalistą katolickim, a lęk nigdy cię nie dosięgnie. A to już prawie jak: JP2:  NIE LĘKAJCIE SIĘ!!

 

Jak doszło do aneksji bańki naukowej?

Prawdopodobnie po cichu, przy okazji przekształceń formalnych, związanych z powrotem  autonomii uczelni wyższych, ktoś wpisał  parę słów w statucie. Nie wiadomo czy było to tylko formalne stwierdzenie faktu, czy stawianie uczelni i studentów przed faktem dokonanym. Jakby jednak nie było, od tego momentu uczelnie znowu, jak przed wojną, stanęły na straży wartości chrześcijańskich.

Prawdopodobnie studenci nie mają pojęcia, że w uczelniach, na których studiują, to nie nauka, nie etyka ani poszukiwanie prawdy jest w centrum uwagi i sednem wysiłku naukowców. I nim to zrozumieją, wiele razy będą zaskoczeni, zdziwieni, rozdarci przez dysonans poznawczy, podczas niejednego wykładu. Będą też musieli przedefiniować pojęcia takie jak autorytet, dowód naukowy, falsyfikacja, paradygmat i kilka innych. Wiem jak to paranoicznie brzmi, ale takie są fakty. Dla kogoś, kto jest nawykły do ścisłego, logicznego myślenia są one wyraźne i niepokojące, dla kogoś, kto wyrósł w nowej, po PRL-owskiej Polsce – wcale takie nie musi być. To kwestia akceptacji środowiska  w którym człowiek się urodził. Wiadomo, że jeśli urodziłeś się i wychowałeś w środowisku, w którym np. mówi się wyłącznie szeptem i na ucho, zachowanie kogoś mówiącego głośno i wyraźnie może być szokujące i wywoływać naturalny niepokój.

Konsumpcja bańki naukowej zaczęła się więc dawno temu, od zmiany statutu i zwrotu pełnej autonomii uczelniom wyższym. Po co pełna autonomia skoro taki statut? Ano po to, być może, aby rząd, sejm czy jakakolwiek inna instytucja państwowa nie była w stanie ingerować w to co się na tych uczelniach realizuje. Wyniki wyborów, mimo znacznej kontroli wyborców przez KK, są jednak w pewnym zakresie nieprzewidywalne i mogłoby się zdarzyć, choć to mało prawdopodobne, że władzę przejmie lewica lub ktokolwiek inny niż konserwatyści i zechce przywrócić uczelniom ich faktyczną rolę i znaczenie.

Nie można by było nadal korzystać z ich infrastruktury i zaplecza technicznego, a także, przede wszystkim z autorytetu i powagi tych miejsc dla realizacji tematów antynaukowych i paranaukowych, jak od lat ma to miejsce na polskich uniwersytetach. Obecnie w  murach uczelni znajdują przyjazną miejscówkę konferencje na temat szkodliwości szczepień profilaktycznych, rewelacje z zakresu „ukrytych terapii”, kreacjonizm, dlaczego Ziemia jest płaska z dowodami naukowymi oczywiście, i cały szereg konferencji poświęconych teologii jako nauce całkiem serio i w oparciu o autorytety profesorskie.

W ostatnim okresie studenci i niektórzy pracownicy uniwersytetów, nareszcie zabrali głos w tej skandalicznej sprawie i wiele tego typu paranaukowych i całkiem nienaukowych konferencji udaremniono. Jednak fakt, że komukolwiek mogło przejść przez myśl, że z powodów czysto komercyjnych, można udostępnić sale uniwersyteckie podobnym imprezom, jest niepokojący i znajduję na to tylko jedno wytłumaczenie. Neoliberalne wypaczenie celów i zasad funkcjonowania każdej ludzkiej aktywności, od zakładów produkcyjnych, przez placówki kultury i instytucje edukacyjne, po imprezy sportowe, festiwale filmowe i teatralne, placówki ochrony zdrowia publicznego, nie oszczędziło po drodze także uniwersytetów.

syzyf2

Skrzywienie tego typu dopadło większość z nas, bo nie byliśmy przygotowani na spotkanie z  filozofią ekonomiczną, wedle której celem i sensem naszych działań ma być ZYSK, rozumiany w sposób trywialny jako przychód, pieniądz realny i namacalny. Nie ma nic poza nim. A cały ten humanistyczny chłam, należy wyrzucić na śmietnik dziejów. I choć te wiekopomne myśli narodziły się na szacownym uniwersytecie w Bostonie, by jak zaraza przelecieć wszystkie kontynenty, w ciągu ostatnich osiemdziesięciu lat, choć pochłonęły miliony ofiar, co można z całą pewnością określić mianem ludobójstwa ekonomiczno-gospodarczego, nadal czarują, niektórych zachwycają, samą tylko perspektywą posiadania więcej niż można skonsumować, ale także dlatego, że neoliberalny sposób myślenia odwołuje się do prymitywnych, prostych zachowań, inspirowanych domniemaną koniecznością walki o byt, co w sumie sprawia, że kolejne roczniki młodych, niedoświadczonych życiowo ludzi od początku  i wciąż od nowa padają łupem potwora o odrastających głowach a to kolejno – chciwości, egoizmowi, chorej ambicji, bezwzględności i zwykłej głupocie.

Po niemal trzydziestu latach odchodzenia od humanizmu, nie będzie łatwo przywrócić ład i porządek w opiece zdrowotnej, w kulturze,  nauce i edukacji, bo to kwestia zmiany mentalności i sposobu myślenia o drugim człowieku i jego potrzebach. A to są zmiany najtrudniejsze do przeprowadzenia i będą wymagały ogromnego wysiłku na wszystkich etapach rozwoju społecznego od zera.

PS.: I tak oto, niepostrzeżenie od troski o naukę, przechodzę do tematu, który porzuciłam wiele miesięcy temu – ale chyba nie zaszkodzi wrócić do niego i podzielić się z Państwem konkluzjami… Będzie o ekonomii – już wkrótce.

 

A tymczasem niechaj straszy nas codziennie perspektywa spełnienia się jednego z wielu dziwacznych marzeń małego duce :

„Nie wszyscy będą geniuszami, nie wszyscy będą nadzwyczajnie zdolni, ale będą zdyscyplinowani” – anonsował przyszły rząd PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” na początku listopada.

źródło

humor 1