Nowelizacja w Konstytucji dla Nauki – minister Gowin ogranicza autonomię uczelni i otwiera drzwi „antyszczepionkowcom”

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosław Gowin, uznał za konieczne wprowadzić zmiany do Konstytucji dla Nauki, bo jak twierdzi :

W związku z odnotowanymi przypadkami naruszania zasady wolności wyrażania poglądów na uczelniach, resort nauki zdecydował się zaproponować rozwiązania, które mają wzmocnić akademicką wolność.

Nie wiemy o jakich przypadkach łamania wolności do głoszenia przekonań mówił. Czy chodziło mu o prof. Aleksandra Nalaskowskiego? Albo prof. Ewę Budzyńska? Całkiem możliwe też, że ostatecznie minister zaproponował nowelę, by w przyszłości ułatwić życie takim osobnikom jak Konrad Smuniewski – student UW i działacz Ruchu Narodowego?

…pani profesor ( Ewa Budzyńska) przekonywała, że stosowanie antykoncepcji jest zachowaniem aspołecznym.

…tabletki antykoncepcyjne mają działanie wczesnoporonne, a stosowanie wkładki domacicznej to aborcja.

…aborcję, bez względu na przyczynę, nazwała morderstwem.

Wyraźnie dawała do zrozumienia, że osoby homoseksualne to coś gorszego.

Oniemieliśmy. W XXI wieku na uczelni wykładowca przekazywała fałszywe informacje.

Żródło 

 

 

Czy pan minister widzi tu gdzieś miejsce na ścieranie się poglądów? Czy „wiedza”, jaką prezentuje pani profesor, ma cokolwiek wspólnego z nauką? I gdzie miała by się odbyć krytyka poglądów pani profesor – na egzaminie?

 

„UW wolne od marksizmu”, która odbywała się pod bramą uniwersytecką przy Krakowskim Przedmieściu. Mówił tam: „Albo oni nas usuną, albo my ich usuniemy. I o to będziemy walczyć”. I dalej: „To są jakieś jaja, co robią. Nauką nazywają jakieś cwelostwo, które przepychają na uniwersytetach na całym świecie. Nie będę mówić, gdzie oni sobie grzebią i nazywają to nauką”.

Jego przemówienie przerywały okrzyki: „Śmierć wrogom ojczyzny”.

Smuniewski kontynuował: „Powinniśmy robić to samo co oni – promować siebie na uniwersytetach. Ściągać na doktoraty, bo zaczną robić to co w Anglii, gdzie pedalstwo jest uczone. Musimy wywalić ich z uniwersytetów, musimy przegonić ich kadrę wykładowców, która z nauką nie ma nic wspólnego”.

A na koniec mówił, że nie będzie „obdzierania z kasy klasy pracującej” i rozdawania jej „napływowej ludności z Afryki, Bliskiego Wschodu, z Azji”. – Nie będzie takich rzeczy w Polsce. Dlatego, że my rośniemy w siłę, a wy macie HIV-a – krzyknął.

źródło wyborcza.pl

 

Czy to brzmi panu ministrowi jak zaproszenie do debaty? Czy raczej jak wstęp do wprowadzenia getta ławkowego?

 

 

Akademicka wolność debaty nie polega na wciskaniu kitu studentom, którzy podejmują studia na poważnej uczelni i oczekują poważnego traktowania. My jako podatnicy, którzy szkolnictwo finansujemy także mamy określone oczekiwania w stosunku do tych podmiotów. W związku z tym nie wydaje mi się, żeby preferencje pana Gowina i jego osobiste wyobrażenie o wolności akademickiej (???) – cokolwiek to dlań znaczy, miało być powodem do ograniczania autonomii uczelni. Tym bardziej zażalenia profesorów i studentów takiej proweniencji jak wyżej nie powinny mieć wpływu na postawę ministra.

Tymczasem usłyszeliśmy z jego ust co następuje:

Celem projektowanej nowelizacji Konstytucji dla Nauki jest zagwarantowanie wszystkim członkom wspólnoty uczelni oraz pracownikom systemu szkolnictwa wyższego i nauki przynależnych im wolności związanych z kształceniem, wyrażaniem poglądów i prowadzeniem działalności naukowej. „Uczelnie muszą być przestrzenią, w której swobodnie ścierają się różne poglądy” – mówił 30 stycznia podczas śniadania prasowego w MNiSW minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

 

Wyrażanie poglądów  wymaga dyscypliny i trwania w konsekwencji intelektualnej. Wymaga też rzetelnego przygotowania merytorycznego i gotowości do przyjęcia krytyki. Nie wydaje mi się aby ludzie o takich właściwościach wymagali specjalnej ochrony ze strony Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, albowiem są najbardziej pożądanym elementem każdej uczelni. Powiem więcej – uczelnie ubiegają się o takich właśnie ludzi nauki, bo to tacy ludzie stanowią nie tylko o samym prestiżu placówki, ale rzutują na jej poziom wymagań i gwarantują jej rozwój. O cóż więc chodzi ministrowi Gowinowi? Prawo do czego chce on zagwarantować i komu?

Chcę też zwrócić uwagę pana ministra na raport z działalności Ordo Iuris za 2019 rok. Przewodniczący Jerzy Kwaśniewski, chwali się :

– Zbudowaliśmy machinę, która jest gotowa przeciwstawić się inwazji ideologii wchodzących do Polski – mówi szef Ordo Iuris

 

Ordo Iuris wymyśla wroga, buduje strategie obrony przed nim, wdraża je i chwali się sukcesami:

 

 Instytut przygotował kilkadziesiąt opinii do ustaw i nowelizacji.

Piszą analizy prawne i pseudoraporty, w których wykazują rzekomą niekonstytucyjność działań ludzi i organizacji o przeciwnym do własnego światopoglądzie. 

minister zdrowia Łukasz Szumowski powołał na stanowisko konsultanta krajowego ds. genetyki medycznej wieloletniego eksperta Ordo Iuris, przeciwnika aborcji, awaryjnej antykoncepcji i in vitro prof. Andrzeja Kochańskiego.

 

A to już jest bardzo groźne w skutkach działanie systemowe… Czy pan minister Gowin zechce łaskawie to zauważyć? Czy będzie dalej udawał, że wolność wyrażania poglądów na uczelniach wyższych jest zagrożona i wzorem Ordo Iuris nadal będzie odwracał kota ogonem i twierdził jak oni, że :

 

prawa mniejszości, np. osób homoseksualnych albo niewierzących, są dyskryminacją wierzących, rodzin itd.

 

I teraz to co powinno zainteresować ministra Gowina w kontekście jego obaw o wolność debaty akademickiej

 

 2019 r. to wejście na uczelnie z Akademią Ordo Iuris – mówił ( J. Kwaśniewski – przyp.red.). W szkoleniach dla studentów prawa na publicznych uniwersytetach wzięło udział do tej pory ponad sto osób. Zorganizowano je m.in. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, Uniwersytecie Łódzkim i Uniwersytecie Opolskim.

Najlepsi mogą ubiegać się o staż w Ordo – w ten sposób Instytut przeszkolił kolejną setkę młodych ludzi. – To początek dużego dzieła formacji prawników – stwierdził mec. Kwaśniewski. A na stronie organizacji pojawiają się kolejne propozycje pracy.

Mec. Kwaśniewski pochwalił się, że Ordo Iuris jest obecne w szkole, działa w samorządach. – Zaczęliśmy od poziomu szkolnego. Przygotowaliśmy poradnik dla rodziców, jak chronić dzieci przed inwazją ideologii LGBT na szkołę. Pomagamy w tym również samorządom. Naszą Kartę Praw Rodziny przyjęło do tej pory ponad 30 samorządów w Polsce – wyliczał.

źródło

 

Ideologia religijna od dawna sączy się w murach uczelni wyższych i łasi się do Nauki. Niekiedy usiłuje się z nią bratać, częściej jednak wprowadza powątpiewanie w jej ustalenia. Najchętniej wypełniła by wszystkie luki w wiedzy, by nabyć prawo do bycia nieodzowną w budowaniu obrazu rzeczywistości. A kiedy jej się to nie udaje – apologeci religii zaczynają lament porzuconej przed ołtarzem oblubienicy – plotą coś o dyskryminacji, nagonce, obrazie uczuć religijnych itd. A teraz pan minister Gowin stanął zdecydowanie po stronie religii i tych wszystkich, którzy za jej zasłoną będą realizować swoje ambicje, za pieniądze przeznaczone oficjalnie na rozwój Nauki.

 

 

Dopatruję się u pana Gowina pewnego wypaczenia widzenia rzeczywistości, jak wtedy, parę już ładnych lat temu, gdy na listę zawodów, całkiem poważnie, wpisał numerologię, wróżbiarstwo, różdżkarstwo, astrologię i jeszcze kilka, których nie pamiętam w tej chwili. Rozumiem, że minister Nauki i Szkodnictwa Wyższego ma jakieś inklinacje i osobiste sympatie dla tego rodzaju myśli twórczej, ale na litość- trzeba na takim odpowiedzialnym stanowisku umieć oddzielić od siebie prywatne powołanie od państwowego urzędu. Nie kieruje Pan swoim folwarkiem tylko naszym wspólnym zarządza  majątkiem – proszę o tym nie zapominać.

Zbliżamy się nieubłaganie do sedna.

Problem z wolnością wyrażania przekonań w takim miejscu jak uniwersytet polega na tym, że jeśli nie towarzyszy jej racjonalna  dyskusja i krytyczne podejście oponentów, to mamy jedynie do czynienia z biernym przenikaniem treści. Gdy treści te osiądą jak kurz na szacownych murach uczelni, zyskują prestiż i powagę – dwa atrybuty im nienależne, bo przydane tylko z powodu miejsca w jakim zostały zaimplementowane. Ideologie, gusła, religie – oczywiście mogą pojawić się na wyższej uczelni, ale tylko jako pretekst do dyskusji na temat nauki. Niestety –  paranaukowe tematy dość często są głównym zagadnieniem, nie towarzyszy im żadna dyskusja, oponenci jeśli nawet są, to dobrze się ukrywają, a brać akademicka, wychowana od urodzenia w oparach kadzidła,  już dawno nie widzi w tym nic niestosownego. A zwracam na ten szczegół uwagę, ponieważ to tłumaczy dlaczego nie protestuje przeciwko ideologizacji nauki, za to protestuje przeciwko wykładowi Romana Polańskiego…

Następny problem jaki zauważam, to rażący brak dyskusji wśród akademików na temat wprowadzania nienaukowych treści pod skrzydłami i ochroną uznanych autorytetów jak najbardziej naukowych. Nie będę tu przytaczać konkretnych nazwisk, bo nie o to chodzi, żeby kogoś piętnować personalnie, ale raczej o sygnał, że zauważamy ten proceder i  uważamy, że to kompromitacja i dewaluacja wartości akademickich i wartości samej nauki jako takiej. Nie może być tak, że ktoś w jednym zdaniu, na jednym wdechu miesza naukę z ideologią, względnie wypacza treści naukowe pod własną tezę ideologiczną.

Dlaczego to jest groźne?

Bo kiedy nikt wyraźnie nie oddziela tego co naukowe od tego co ideologiczne, to powoli przywyka się do takiej oto sytuacji, że ktoś, kogo znamy w innej roli, miesza nagle naukę z ideologią, ideologię z poglądami i przekonaniami i na odwrót. Z czasem zaś można zacząć na przykład widzieć boga wszędzie tam gdzie powinno się widzieć pytania naukowe. A kiedy zamiast pytań widzi się boga kwantowego, to jest koniec dociekliwości naukowej i pasji poznawania odpowiedzi.

To jest też koniec nauki i racjonalnej oceny rzeczywistości jaka jest nam dana do postrzegania. Niepoznawalność rzeczywistości takiej jaką ona jest w swej istocie, nie może być powodem łatania luk poznawczych za pomocą ezoteryki i wiary. Takie uproszczenia niczego nie upraszczają, tylko wyhamowują rozwój człowieka. A ten rozwój nie jest znowu aż tak oszałamiający, żebyśmy pozwolili go dodatkowo opóźniać. 

A niestety już dziś można stwierdzić, że powolna osmoza nienaukowej myśli do wnętrza uczelni wyższych odbywa się przy całkowitym milczeniu i w atmosferze nie znoszącej krytyki oraz pod  zewnętrznym naciskiem na władze uczelni. Jak można w tej sytuacji bezczelnie twierdzić, że nowelizacja Konstytucji dla Nauki, to wzmocnienie wolności wyrażania poglądów jej pracowników. Nie panie ministrze – to co pan robi z Konstytucją dla Nauki ma na celu odebranie uczelniom autonomii. Teraz to szef MEN, który dzierży kasę dla Nauki, będzie pokazywał palcem kto może, a kto nie może wykładać na uczelni wyższej. I Rektor ma nie mieć już więcej prawa do wyrażania się na ten temat.

Pan minister ma po prostu dość telefonów od swoich protegowanych, że znowu jakaś uczelnia nie chce go wpuścić do auli uniwersyteckiej z jego przezacnymi poglądami na różne tematy. Teraz te telefony będą się urywać do członków 9-osobowej grupy opiniującej – kto, kiedy i na jaki temat będzie mógł się wywnętrzyć swobodnie i nie niepokojony przez nikogo krytyką. Naprawdę myślał pan, panie ministrze, że nikt nie dojrzy prawdy i pańskich intencji poprzez okrągłe zdanka  na temat nowelizacji KdN?

Ale to nie wszystko. W uczelniach wyższych już dziś zatrudnionych jest wielu paranaukowców. Pan minister chce także, żeby pracownicy mieli wolność do badań naukowych i treści dydaktycznych – prawda, że to dobrze brzmi? Ale jeśli wziąć pod uwagę tę szczególną  koincydencję, o której tu rozprawiamy – to nie można wykluczyć, że środki, znowu nie tak wielkie, pochłoną w całości ambitni paranaukowcy pod protektoratem MEN. Za bardzo wybiegam w przód? Być może. Być może źle oceniam działania ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jeśli się mylę, to z wielka przyjemnością i radością wejdę pod stół i odszczekam, Słowo!

 

Nauka, i to nie tylko w Polsce, boryka się ze zjawiskiem ideologizacji – wydaje się, że minister Gowin pragnie, by ten proces w Polsce przyspieszył. A to jest bardzo niebezpieczne, degraduje bowiem naukę do paradygmatu ideolo. 

 

Po wprowadzeniu nowelizacji, która używa nieścisłych pojęć, będzie problem z interpretacją takich zachowań jak agresja słowna czy symboliczna, nawoływanie do eksterminacji, uwłaczanie godności ludzkiej czy obrazą godzącą w dobra osobiste. Żadnego z tych zachowań nie da się podciągnąć pod wolność debaty akademickiej czy ścieranie się poglądów, co nie znaczy, że w ocenie komisji specjalnej nie okaże się być li tylko brakiem poprawności politycznej. Wydaje się ponad to, że nowelizacja nie wychodzi na przeciw potrzebie pobudzenia debaty w murach uniwersyteckich – ta bowiem toczy się zawsze i stanowi jedno z wielu zadań uczelni wyższej.

Nowelizacja będzie raczej chroniła przed odpowiedzialnością dyscyplinarną ludzi przekraczających granice debaty i dobrych obyczajów. Sprawi, że ocena wspólnoty akademickiej na temat takich zachowań straci moc i skuteczność w zapobieganiu szerzenia się np. poglądów faszystowskich. Ponieważ wdzieranie się różnych ideologii na uniwersytety ma już miejsce od dłuższego czasu i doskonale widoczne są następstwa takiej sytuacji, to dość niepokojąca jest aktywność ministra w stronę eskalacji zjawiska, czemu skutecznie sprzyjać będzie  proponowana nowelizacja KdN. Nie bądźmy dyletantami i korzystajmy z wiedzy jakiej dostarcza historia. Nie trzeba być jasnowidzem, żeby przewidzieć skutki krytykowanej noweli.

 

PS>: artykuł powstał przed wieloma tygodniami, gdy Jarosłąw Gowin był jeszcze ministrem Nauki I S.W. – tym niemniej mechanizm i sposób myślenia opcji, którą minister reprezentuje nie zmienia się i w tym sensie artykuł jest nadal aktualny.

wyborcza.pl

Założenia nowelizacji Konstytucji dla Nauki

wpolityce

 

Kuna 2020 Kraków