Wiara, to duża wartość w życiu każdego człowieka.

Wiara, to duża wartość w życiu każdego człowieka.

Pozwala przetrwać trudy, zastępuje światełko w tunelu, rozbudza nadzieję.

Niemowlę zostawione same sobie rozpacza, bo nie znając pojęcia czasu, trwa w wieczności,

w której nie ma przy nim matki.

Ja wierzę w moc, jaką daje człowiekowi poznawanie prawdy

na podstawie badań empirycznych i procesów inicjowanych w umyśle

wspartym przez zaczerpniętą wcześniej  wiedzę.

62_1

Na łamach PolskiegoAteisty ukazał się niedawno krótki tekst o ateistach pt. : „Poza stadem” Leszka Salomona, pod którym napisałam długaśny komentarz, ale ostatecznie go skasowałam, bo poczułam, że chcę napisać coś więcej na ten temat.

pozastadem

Definicje są ważne …

…dopóki adwersarz posługuje się tym samym kluczem pojęć i, co istotniejsze, tak samo je rozumie. Miejmy też świadomość, że zarówno język jak i definicje pojęć ulegają wietrzeniu. Rzadko, ale jednak zawężają się, czyli uściślają, albo wręcz przeciwnie stają się ponad miarę pojemne. Leszek Salomon omówił w skrócie definicje ateizmu, to może ja przyjrzę się terminowi antyklerykalizm, który, osobliwie w Polsce, jest chyba najczęściej nieprawidłowo definiowanym określeniem wobec osób takich jak ja.

Zgodnie z definicją PWN :

antyklerykalizm «postawa wyrażająca się w niechętnym lub wrogim stosunku do udziału kleru w życiu społecznym i politycznym»
• antyklerykalny • antyklerykał
Zdjęcie-01881
… nie zgadzam się na udział sacrum w profanum i jest to za każdym razem postawa zrodzona z oporu wobec, aż nadto wyraźnie widocznej, ekspansji KRK w obszar życia społecznego, w którym zaczyna istotnie  brakować przestrzeni dla mniejszości światopoglądowych i racjonalnego dyskursu na temat rzeczywistości – mówiąc w dużym skrócie.
Zdjęcie-01661
Niestety – od wielu miesięcy, tj. odkąd zaangażowałam się, w bardzo interesującą pracę nad określeniem podstaw aksjologicznych nowego państwa świeckiego, wielu moich kolegów niewierzących postrzega moją postawę antyklerykalną jako zagrożenie dla wiary i ludzi wierzących. Co ciekawsze, moi wierzący znajomi i przyjaciele nie czują z mojej strony żadnego zagrożenia. Być może dzieje się tak dlatego, że większość z nich nawet nie orientuje się w moim światopoglądzie – wiedzą tylko, że potępiam neoliberalizm za opłakane skutki społeczne i gospodarcze, w czym na ogół się ze mną zgadzają. Dlaczego więc ateiści, agnostycy i inni niedowiercy  stosują wobec mnie poszerzoną znacznie definicję antyklerykała? Rozdęta, niekiedy do monstrualnych rozmiarów, mieści w sobie między innymi takie strachy jak:
1.  brak szacunku dla osób wierzących
2.  poniżanie osób wierzących
3.  czerpanie przyjemności z obśmiewania wiary katolickiej
4. szydzenie z symboli religijnych
5.  brak szacunku dla osób duchownych – np. pisanie papież, bp. ks. kościół  z małej litery…
Nie muszę chyba dodawać, że żadnej z tych sfobizowanych emocji nie hoduję w sobie, ani też, w związku z powyższym, nie okazuję.
Zdjęcie-00631
I dodam, że nie potrafią ( niektórzy koledzy) sprostać prośbie, by podać jakikolwiek przykład takich zachowań z mojej strony. Oczywiście, że przykładów brak – wszak jestem antyklerykałem – tylko tyle. Skąd więc taka karykaturalna opozycja do antyklerykalizmu,  w bezpośrednim ataku na każdego, kto nie obawia się nim być otwarcie? Skąd posądzenie, graniczące z pewnością, że my, antyklerykalni ateiści, przepełnieni jesteśmy nienawiścią do człowieka jako takiego?
Brak wiedzy nie tłumaczy tego fenomenu, bo moje środowisko to ludzie wykształceni, inteligentni formalnie i nic ich nie usprawiedliwia, nawet to, że wiele definicji, wiele pojęć zostało skutecznie zredefiniowanych i są obecnie używane w zależności od potrzeb usera. Kiedy trzeba zhejtować antyklerykała – wystarczy wyssać z palca twierdzenie, dorobić mu gębę antyklerykalną i zacząć tłumaczyć mu, że tak nie wolno, że się myli, że to, że tamto, sro i owo. I na nic się nie zda tłumaczenie, oburzanie się i proszenie by zaprzestano tej wrednej metody dyskredytacji adwersarza.
Wybaczcie mi, proszę, że uprawiam tu tę odrobinę prywaty – jestem mocno zniesmaczona i nieco sfrustrowana faktem, że tak się dzieje od wielu miesięcy, w gronie ludzi na których mi zależy, a których coraz mniej szanuję, bo czuję, że w tym uporczywym hejcie nie chodzi o spór formalny czy ideologiczny. Czuję, że chodzi przede wszystkim o marginalizowanie tej, jedynie słusznej dzisiaj w Polsce,  postawy.

Źródła frustracji i obaw

Być może pewnym wyjaśnieniem mogłoby być rzutowanie na nas – antyklerykałów – swoich własnych frustracji, nabytych pośród wściekłych antyteistów, których łatwo rozbawić byle czym na fb-owych  grupach ateistycznych, gdzie faktycznie, nie przebiera się w słowach. Tylko, że ateiści, to jednak mniejszość i to ona podlega ciśnieniu, dyskryminacji i marginalizacji w konfesyjnym społeczeństwie. Wypadałoby więc, aby wykazano się wrażliwością i zrozumieniem,  że zamknięte grupy na portalach społecznościowych to wentyl bezpieczeństwa, a nie agora antyklerykałów. Taki wentyl funkcjonuje także na grupach teistycznych, co daje w realu spokój w życiu społecznym, przynajmniej dopóty, dopóki ojdyr albo inny Macierewicz nie każe strzelać do niewierzącej mniejszości Polaków i Polek.
Zdjecie-01641
Myślę sobie, że wielu ateistów, tak bardzo obawia się o dobrostan swoich znajomych – katolików, kalwinistów, protestantów i innych pochodnych chrześcijaństwa – że wykazują dziwną aberrację – usiłują chronić wierzących przed ateistami/ antyklerykałami, mimo, że postawa tych ostatnich nie odnosi się do osób wierzących, a jedynie do instytucji którą większość z nich legitymizuje. Wykazują więc dość mało przyzwoitą, biorąc pod uwagę proporcje obu populacji i ich sytuację w rzeczywistym życiu, postawę protekcjonizmu religijnego wobec, podobno silnej grupy, należącej do chrześcijańskich kościołów w Polsce.
ochrona1
A skoro już jesteśmy przy legitymacji dla KRK, to wypada stwierdzić po raz kolejny, że bardzo wielu wierzących to także antyklerykałowie, oraz, że dla równowagi chyba, równie wielu niewierzących, zarówno zdeklarowanych jak i kryptoateistów, to ludzie, którzy w czasie pełzającego klerykalizmu, posiedli w stopniu mistrzowskim, umiejętność przybierania barw ochronnych . Jest to najczęściej spotykana wśród wszystkich grup społecznych postawa, którą określam jako konformizm, jego bardziej świadoma wersja oportunizm, a współcześnie obie te postawy zwykłam nazywać łącznie serwilizmem, ponieważ rozumna czy bezrozumna postawa podporządkowania władzy ma ten sam, społecznie naganny, skutek.
poddaństwo2

Wierzący/niewierzący – gatunek stadny

Tak twierdzę, bo zarówno badania jak i uważna obserwacja wskazują że teiści i ateiści, czyli świadomi swojej postawy wobec kwestii boga/ów ludzie, to zaledwie ułamek procenta.

Człowiek, to istotnie zwierze stadne. Spoiwem dużych grup ludności jest ich wspólny los – historia i zagrożenia tu i teraz, wspólne perspektywy, cele, zachowania stadne czyli behawior, przekaz kulturowy, język relacji międzyludzkich, folklor, itd. Te same elementy mogą niekiedy równie dobrze antagonizować a nawet atomizować społeczeństwo – dokładnie jak to obserwujemy w Polsce, od co najmniej dwudziestu paru lat. Pomijając przyczyny takiego stanu rzeczy, trzeba sobie powiedzieć uczciwie, że to kim jestem/teś/są lub będą dopiero, nie zależy od człowieka, a zależy od:

  1. rozdania w grze – o zestaw genetyczny lepszy czy gorszy
  2.  ruletki  – społecznej przynależności do określonej grupy, uprzywilejowanej lub nie
  3. czasu i miejsca pojawienia się na świecie, czyli de facto dostępności usług publicznych
  4. okoliczności nie przewidzianych powyżej…

A zatem idąc dalej tą ścieżką trzeba sobie zdać sprawę z prostego faktu, że rodziny i środowiska religijne produkują podobnych do siebie. Tak samo też czynią  środowiska ateistyczne. I w większości nie czynią tego jakoś szczególnie świadomie, nie analizują sytuacji, nie zadają sobie pytań o wybór, jakiego mogłyby dokonać ich dzieci, gdyby dać im tę szansę. Decydują za nie, nie koniecznie biorąc odpowiedzialność za konkretny wybór.

 

chrzest1

Tak formatowane dzieci, zaliczam do nosicieli światopoglądu wyssanego z mlekiem matki. Takich wierzących i niewierzących mamy największy odsetek. Nic w tym odkrywczego oczywiście. Jednym z fajniejszych, ewolucyjnych przystosowań do przetrwania, jest używanie do procesu uczenia się w dzieciństwie, od niemowlaka, neuronów lustrzanych. To one powodują, że dziecinka uśmiecha się do znanych jej twarzy opiekunów, jeśli i ci uśmiechają się do niej. Tak uczą się mowy, intonacji, ruchów dowolnych – wszystko na zasadzie klasycznego małpowania.

 

małpowanie

I to nie właściwości wody święconej, którą pokropiono niemowlę na chrzcie sprawia, że dziecko jest katolikiem. Ono staje się nim przez naśladownictwo, powtarzanie, a potem indoktrynację czyli formatowanie do określonych zachowań. I nie musi w tym być nic więcej. Nie musi katolik rozumieć co czyni znakiem krzyża, nie musi rozumieć ewangelii, ba, nie musi czytać biblii, a jeśli czyta, nie musi jej w żaden sposób rozumieć, by zaliczać się i  być zaliczonym w poczet wierzących. Nie musi nawet być praktykującym katolikiem. Nie musi nawet w boga wierzyć.

Podobnie jest z dziećmi rodziców niewierzących. I to do tego stopnia dokładnie, że pary utworzone z niewierzącej osoby z wierzącą, pochodzące z takiej hodowli, nie odczuwają absolutnie żadnego dyskomfortu, tym bardziej, że najczęściej też niewierząca część związku jak najbardziej poprawnie praktykuje tradycje związane z religią katolicką. Lubi święta, pasterkę, nie ma nic przeciwko ochrzczeniu potomstwa, rozumie marzenie oblubienicy by choć raz być jak królewna w białej cud-kreacji…

 

sukienka ślubna

W domu, nie koniecznie wszędzie wiszą krzyże, a ściany ozdabiają gustowne grafiki zamiast świętych obrazów. Dzieci zapiszą na religię w szkole, żeby nie było dyskryminowane, poślą do pierwszej komunii z powodu okazji do otrzymania prezentów- wieść niesie, że coraz kosztowniejszych. I nawet nie jest potrzebny ten osławiony ostracyzm środowiska rodzinnego – za którym niekiedy zawstydzeni chowają się ze swoimi decyzjami – wystarczy stara, sprawdzona polska dulszczyzna – co ludzie powiedzą?

 

komunia

Świadomy wybór – intelektualne przeżycie albo kres możliwości

Tak jak powyżej opisana para ludzi, z narzuconym przez środowisko światopoglądem, może się wzajemnie nie tylko tolerować, ale kochać i szanować bez ograniczeń mentalnych, tak świadomi swojego wyboru ateiści i teiści mogą całe życie przeciągać linę, każdy w swoją stronę, w intelektualnych debatach na temat dowodu na istnienie i nieistnienie boga/ów. Uczestniczymy w tych potyczkach od czasu Dawkinsa i pozostałych, trzech  z czterech  jeźdźców apokalipsy ateistycznej, czasem nawet z podziwem i atencją z obu stron…sporu.

Przyznam, że dawniej złościło mnie, że ci szanowani powszechnie badacze i znawcy przedmiotu, tracą tyle energii na dyskurs, który nie ma kompletnie sensu. Ale w końcu zaczęłam patrzeć na ten ich tytaniczny wysiłek z przymrużeniem oka. W końcu to ich sprawa jak wypełnią swój czas istnienia. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że w tego rodzaju dysputy wdają się ci, którzy po przejściu długiej drogi do świadomego wyboru swojego światopoglądu, po przetrawieniu wielu argumentów, przeprowadzeniu wielu dowodów – nadal wciąż od nowa, muszą utwierdzać siebie samych, w swoim, nie do końca uwewnętrznionym poglądzie na rzeczywistość.

 

dowkins

Nazwijmy ich Syzyfami z pogranicza niemożliwego. Tak proszę Państwa – bo obie strony trwają w klinczu z podobnych powodów – nie potrafią prawidłowo odpowiedzieć na pytanie o istnienie boga/ów. Prawidłowa odpowiedź jest znana i brzmi – nie wiemy i nigdy się nie dowiemy jaki był początek, czy w ogóle był. A poza tym –  jakie to ma znaczenie? Przecież dziś nawet duchowni, teologowie z wysokiej półki mają świadomość, że nawet jeśli jest tam coś, to i tak nie ma to absolutnie żadnego znaczenia i wpływu na nasze życie.

ksiadz-strzelczyk

Nurtuje mnie inne pytanie – czy są oni wciąż teistami czy już tylko formalnymi katolikami, inteligentnymi jednostkami w habitach, trudniącymi się tzw. przewodnictwem duchowym dla mniejszych formatów? Niby praca jak każda, może nawet na krótką metę bywa efektywna terapeutycznie, ale jako ignostyczka jestem zniesmaczona nieco. Oceniać nie chcę i nie będę.

Prawdziwe nieszczęście/ szczęście człowieka – w zależności od punktu widzenia – polega na tym, że mając to wszystko co jest niezbędne, by pojąć i zrozumieć, odrzuca prawdę o gatunkowych ograniczeniach poznawczych i ucieka przed skutkami tej prawdy, prosto w szeroko rozwarte ramiona jakiejś religii. To jest ten moment, który nazywam lenistwem intelektualnym.  Ogromna większość wierzących jest lustrzanym odbiciem ateistów kształtowanych w ateistycznych domach i środowiskach. Jedni i drudzy zatrzymują się jeden krok przed prawdą, bo albo jest to kres możliwości osobniczych, albo samoograniczenie intelektualnej siły, by nie przebić się przez obawy, strach, nadwrażliwość…

 

Wszyscy rodzimy się ateistami?

Kiedyś wydawało mi się to takie oczywiste… Ale dorosłam i teraz widzę to inaczej. Nie wystarczy nie podzielać wiary w boga/ów, żeby nazwać się ateistą. Aby określić się w taki sposób, trzeba mieć świadomość braku wiary w boga/ów, a to wymaga pogodzenia się z faktami. Ergo, ktoś kto nie podlegał formatowaniu stadnemu, nie wie nic o bogu/ach, jest w tej sferze niezapisaną kartą i zawsze może być sformatowany do wiary – to się może zdarzyć w każdym wieku, o ile pole wiedzy, a więc i krytycyzm poznawczy, jest niezaoranym nigdy ugorem.

To tak jak z twierdzeniem, że miłość jest najważniejsza, albo, że kobieta rozkwita jak kwiat… dwa wydawałoby się banały, znane i powtarzane w literaturze, sztuce i poezji… Kto powtarza to mechanicznie – jest grafomanem, ale kto przerobił temat, odkrył dla siebie, osobiście te prawdy – staje się ich oryginalnym autorem, poetą, artystą i filozofem. Tylko wtedy takie prawdy są naszymi prawdami, tylko wtedy mamy prawo do tych tytułów…

 

I na koniec takie nieskromne, pełne pychy stwierdzenie

Więcej mam wspólnego z moim znajomym katolikiem,

który twierdzi, że jego wiara jest irracjonalna i nie ma z tym stwierdzeniem problemu,

niż z ateistą który twierdzi, że boga nie ma, bo nie da się udowodnić, że jest.

290405ankieta3 10620565_677202465682306_4753062769399105824_n