Wybaczyć sobie błąd i dostrzec jego wartość – to znaleźć drogę do prawdy.

Wstałam dziś, jak zwykle za późno, jak zwykle zła, że za późno wstałam i znowu, jak co dzień musiałam sobie to wspaniałomyślnie wybaczyć. Uczyniwszy tak, zasiadłam przed kompem, z nieodłączną kawką poranną w zasięgu ręki, acz na tyle daleko, by nie zalać znowu klawiatury…

Normalnie, to bym dokończyła oglądać film, którego wczoraj nie zdążyłam obejrzeć do końca, ale dzisiaj jest mój dyżur na portalu, więc sami rozumiecie… MUS.

Jestem stara jak świat i umierać będę głupsza, niż się narodziłam. Skąd to wiem? Ano stąd, że jeden taki, nasz stały Zrzęda, przycinając jak zwykle moje różne zapędy, polecił pewną, niegłupią rozprawę na temat błędu. I ja to dzieło studiuję pilnie. Stąd wiem, że mylić się, być w błędzie, to być na drodze do prawdy. A prawda jest taka, że im jestem starsza, tym mniej zainteresowanych tym co mam do powiedzenia. Więc pytanie zasadnicze nie brzmi – czy mam rację? – tylko – kogo to obchodzi?

 

być w błedzie

Jednakowoż, mimo że moje próżne ego nie zasługuje na dalszą uwagę, to wniosek, jaki ono mi podsuwa już tak. I będzie to pierwsza głęboka myśl w tym artykuliku.

Człowiek zbyt krótko żyje,

by nabrać rozumu i zdążyć przećwiczyć mądre życie za życia,

stąd ten permanentny nawyk ludzkości, by powtarzać ciągle te same błędy.

********************************************

Teraz przyszła mi ochota podzielić się z Wami kolejną mądrością, jaka kwitnie od dawna w mojej głowie – tym razem na temat ekonomii. Ci, którzy czytają u nas, wiedzą że od czasu do czasu puszczam bąka niechęci w stronę tej dziedziny. No nie nazwę ją badawczą, bo byłby to zbyt na wyrost uszyty komplement. Ekonomia nie zasługuje na poważne traktowanie odkąd jej podmiotem uczyniono wyłącznie zyski. Zasługuje natomiast na baty krytyki i ukamienowanie przez wściekłe jej ofiary. Problem tylko w tym, że zwykle ofiary są wycieńczone, mają depresję i żyją w przekonaniu, że same są sobie winne. A wiekopomna myśl, jaką chcę się z Wami podzielić, jest taka:

Ekonomia – wyrosła z prawdziwej tezy o ograniczonych zasobach

i z gruntu fałszywej o, wiecznie niezaspokojonym, apetycie człowieka

jest drogą na manowce

przez gwałtowny postęp technologiczny i ocean tragedii ludzkich.

I myśl druga:

Ekonomia, jak religia, składa ofiary z żywych ludzi,

na ołtarzu zysków

i sama tworzy fakty statystyczne

z których rzekomo wyrasta jej mądrość.

****************************

Przed chwilą odebrałam telefon od siostry… Zadzwoniła z pytaniem, czy jestem zainteresowana posiadaniem zdjęcia naszego dziewiętnastoletniego Dziadka ze strony ojca… Jasne, że jestem.

I oto mam je już na swojej poczcie – ach ten cud szybkiej komunikacji! – chciałoby się zakrzyknąć, gdyby nie z dawna przemyślana refleksja, że:

Im więcej środków komunikacji, tym mniej samej komunikacji.

Skoro już je mam, znaczy to zdjęcie, cudownie ocalałe z rozbiórki domu rodzinnego mojego ojca Edwarda…

STOP!  Po kolei.

Ów dom, to chałupa kryta strzechą, z prawdziwym klepiskiem, białą izbą – z podłogą i łóżkiem z czystą pościelą, obrazem świętym w błękitach i czerwieniach z zielonym tłem – z alkierzem, gdzie sypiała moja, milcząca całymi dniami Babka i kuchnią już bardzo nowoczesną, bo kaflową z płytą żeliwną i zapieckiem z piecem chlebowym pod spodem.

Ktoś kupił ziemie z domostwem, już od dawna niezamieszkałym, z zamiarem kontynuowania zapisu historii tej okolicy… Byłam tam pierwszy i ostatni raz, gdy miałam lat sześć, a przeżyłam tak mocno ten pobyt, że pamiętam niezliczone szczegóły, takie jak zapachy, dźwięki, kolory, uczucia i emocje, jakby to było wczoraj. Kiedyś Wam chętnie opowiem, ale nie dziś.

dziadek Michał

Dziś przedstawię mojego Dziadka Michała, (P S Czarny), ojca mego ojca, męża Babci Honoraty. Jak większość okolicznych panien, tak i ona, zakochała się była w węgierskim żołdaku, na służbie Jego Wysokości Cysorza Franciszka Józefa, a potem ojca dwanaściorga dziecek, moich późniejszych wujków i ciotek. Jak niesie wieść, Dziadek Michał był niespokojnym duchem, wiecznie w podróżach, ale dbał o rodzinę, którą regularnie powiększał za każdą wizytą w Trzęsówce koło Kolbuszowej, koło Mielca, koło Rzeszowa… w Polszcze.

Najciekawsze jest to, że od tamtego czasu, gdy wojska cesarstwa austro-węgierskiego stacjonowały w tej okolicy, w pobliskich siołach i wioskach, wiele rodzin zupełnie ze sobą niespokrewnionych, noszą do dziś to samo nazwisko. Swego czasu przepytałam na tę okoliczność mego ojca i ten przedstawił mi, zapewne swoją własną wersję wydarzeń. Otóż twierdził, że węgierski był tak łamiącym się językiem, że miejscowi proboszczowie uzgodnili, że dzieci powstałe wskutek naturalnej rozwiązłości niewieściej, będą nosiły to samo nazwisko. Jest to jakieś wyjaśnienie. Nazwiska nie podaję, bo liczni potomkowie, licznych rodzin mogliby sobie nie życzyć tej historii… zwłaszcza, że kompletnie nie zweryfikowanej.

I znowu czas na wniosek:

Historia najczęściej jest powodem wstydu,

dlatego tak często jest fałszowana,

i już niczego nas nie uczy.

****************************************

To mi przypomina, że choć jestem feministką, to szczerze nie znoszę jednego z jej nurtów. A dokładnie tego, który posługuje się metodą, językiem i obrazami, zapożyczonymi z świata wartości i pojęć patriarchatu. I nie jestem, jak sądzę, daleka od prawdy, gdy mówię, że jest to teren zawłaszczony przez kobiety elitarne, z dużym kapitałem kulturowym, dobrze wykształcone, ustosunkowane i… znudzone swoją pozycją społeczną.

Głośno o nich, bo są

agresywne jak…,

ekspansywne jak…,

śmieszne jak…,

i także nieskuteczne jak większość ruchów kobiecych, gdzie motywacja daleka jest od chęci realizacji idei równości i wolności dla obydwu płci. Zostałam już wielokrotnie pouczona, że walka toczy się o prawa kobiet, bo statystycznie to one są bardziej poszkodowane w podziale przywilejów, to one umierają w wyniku przemocy domowej i to one obciążone są obowiązkami ponad siły, a także

  • pomijane w badaniach farmakologicznych

  • nieuwzględniane w projektowaniu samochodów

  • obrażane w reklamach

  • pomijane przy awansach

  • niżej opłacane za tą sama pracę

  • niechętnie widziane w armii z bronią w ręku

  • w kopalni na przodku

  • na kartach historii ludzkości…

I choć to prawda, nadal nie znoszę tego nurtu feminizmu, z prostej przyczyny – nie dość, że jego ostrze jest nieskuteczne to jeszcze skierowane pod niewłaściwym adresem. W dzisiejszej Polsce widać to lepiej niż gdziekolwiek indziej na świecie. Nawet w krajach islamskich nie jest tak źle z świadomością kobiet jak u nas, w sercu Europy.

I być może jestem w błędzie, ale w moim środowisku i wśród moich pacjentów mężczyźni stanowią wielokrotnie większy odsetek tych, którzy mogą siebie nazwać feministą, niż kobiet feministek bez wstydu i winy. Nigdy, żaden mężczyzna, nawet taki, którego na kilometr czuć patriarchalnym dupkiem alfa, nie odważył się w mojej obecności puścić seksistowskiego bąka, a znam wykształcone kobiety-feministki, które chichoczą z dowcipów o głupiej dupie blądlokowanej, żeby podkreślić jaki maja zajebisty dystans do siebie.

I co najistotniejsze w tej mojej niechęci do feminizmu z wyższych sfer – nie jest już w stanie wyprodukować treści skierowanej do zwyczajnej kobiety z miasta czy wsi, takiej, która nie ma siły na intelektualne rozkminianie swojej sytuacji życiowej, takiej, która ma w głębokim poważaniu felietony prof. Magdaleny Środy, czy pisarki Manueli Gretkowskiej, czy nawet Agnieszki Graff, bo i zwyczajnie nie ma kiedy czytać tych natchnionych tekstów, skądinąd mądrych, o ile czytelniczka je zrozumie.

Wiem jakie to klasistowskie co napisałam, ale taka jest prawda – podoba się to komu czy nie – żyjemy w kraju, w którym wszyscy mówimy w języku polskim ale poszczególne klasy społeczne czy grupy ekonomiczne, już dawno przestały się rozumieć.

Czas na lans:

Żeby osiągnąć zamierzony cel,

nie wystarczy działanie poprzedzić rzetelną diagnozą,

dobrać odpowiednią metodę,

określić czas i koszty przedsięwzięcia.

Nieodzowna jest siła poparcia, odpowiedni sojusznicy,

właściwa i silna motywacja…

a i to nie zawsze się uda.

888888888888888***************888888888888888