Andrzej Gerlach „Abp Henryk Hoser” część 12,13,14

ABP HENRYK HOSER (1942-2021) –część XII.

Coraz bardziej wpływowy człowiek w Kościele rwandyjskim, który jak twierdzą teraz jego obecni obrońcy powołując się na jego własne wypowiedzi sprzed lat „całym sercem pokochał Afrykę”, pallotyński misjonarz z kraju polskiego papieża, ks. Henryk Hoser, jesienią 1993 roku, niespodziewanie dla wielu opuszcza „ukochaną Afrykę” i udaje się do Jerozolimy, aby tam, jak sam twierdzi po wielu latach, odbyć „formację zakonną”.

Co dziwne, Rwandę opuszcza też ówczesny tamtejszy nuncjusz, abp Giuseppe Bertello (rocznik 1942), a więc rówieśnik naszego bohatera. Jego zdjęcie dołączam do tego wpisu. Ks. Henryk Hoser to także od lat bliski współpracownik i powiernik wielu tajemnic nuncjusza. Panowie regularnie spotykali się zarówno z prezydentem tego kraju Juvenalem Habyavima (1937-1994), ale także z wpływowymi przedstawicielami najwyższych sił w armii tego afrykańskiego kraju. Kto zna historie tego kontynentu, ten wie, że na siłach zbrojnych oparta jest niemal każda afrykańska dyktatura.

Przypomnijmy tutaj, że od pokoleń obecna Rwanda była terytorium spornym, gdzie rywalizowały europejskie potęgi kolonialne. Ścierały się tutaj wpływy Wielkiej Brytanii, Niemiec i Belgii. I ta ostatnia wyszła z tych sporów zwycięsko. Praktycznie do lat sześćdziesiątych minionego wieku, administracja belgijska traktowała terytorium obecnej Rwandy jak własne terytorium kolonialne. Jednym z filarów kolonializmu, nie tylko w tym kraju, była religia chrześcijańska. Chrystianizacja rdzennej ludności Afryki i bezwzględne rugowanie ze świadomości czarnych mieszkańców tego kontynentu jakichkolwiek wierzeń pierwotnych, miała umocnić siłę państw kolonialnych, stąd też wspieranie misji było codziennością polityki rządu belgijskiego.

Terytorium Rwandy to niemal od zawsze był teren ostrej rywalizacji dwóch dominujących plemion: Tutsi i Hutu. Pisząc rywalizacji mam na myśli nie tylko rywalizację o wpływy gospodarcze, ekonomiczne czy polityczne, ale także dosłowne fizyczne unicestwienie przeciwnika. Tak było od pokoleń, a polityka kolonialna, a tym samym działalność wielu hierarchów Kościoła, świadomie podsycała wrogość oby plemion. Gdy hierarchami kościelnymi byli jeszcze wyłącznie biali biskupi, a Rwanda była w kolonialnych szponach Europejczyków, polityka Kościoła była w pełni zbieżna z polityką kolonistów. Co dziwne, także po stopniowej wymianie miejscowego episkopatu na rdzennych czarnych biskupów, polityka „dziel i rządź” pozostała nadal aktualna. Ofiarami tej polityki byli zawsze cywile, raz z jednego, a drugi raz z drugiego plemienia. Byli też, co warto także podkreślić, nieliczni duchowni pochodzący z krajów europejskich, a także rdzenni Rwandyjczycy, którzy nawoływali do jedności kraju, ale byli usuwani lub dyscyplinowani przez czynniki rządzące Kościołem w tym kraju. Episkopat był częścią establishmentu rządzącego Rwandą i szedł z czynnikami rządowymi „ręka w rękę”. Częścią tego establishmentu był także nuncjusz, abp Giuseppe Bertello i coraz bardziej wpływowy ks. Henryk Hoser.

Jest wiele niepotwierdzonych opinii, relacji i komentarzy na temat tego, kiedy tak naprawdę do Rwandy zaczęły napływać na masowa skalę transporty maczet i innych ostrych narzędzi, które potencjalnie mogłyby służyć do masowej eksterminacji ludności zwalczających się plemion. Były to transporty zamówione z dużym wyprzedzeniem, sprowadzane głównie z Azji, w większości przypadków z Chin. Sprowadzali je wojskowi, płacili wojskowi, a nadzorowali te dostawy…, wojskowi kapelani. Dziś znamy wiele nazwisk, stopni wojskowych, ale nie jesteśmy w stanie postawić tych ludzi przed żadnym sądem, bo w odpowiednim dla nich czasie uciekli z Rwandy. Gdzie i kiedy dowiecie się Państwo już wkrótce. Tak jak dowiecie się, gdzie obecnie mieszkają i co obecnie robią i kto zapewnił im dożywotnią bezkarność.

Nigdy nie wypowiedziana oficjalnie wojna domowa w tym kraju, pomiędzy plemionami Tutsi i Hutu toczyła się od lat, co najmniej od 1990 roku, ale nikt nie wiedział, że co najgorsze nadejdzie wkrótce. Potrzebna była tylko iskra, bo beczka prochu już była gotowa.

Abp Henryk Hoser już nic nie powie, a póki żył i tak albo milczał w tej sprawie, albo kłamał w niespecjalnie wybredny sposób. Bo w nagłe i niespodziewane „odbycie formacji w Jerozolimie”, nie wierzą już nawet jego obrońcy. Ale powiedzieć mógłby teraz abp Giuseppe Bertello, od 2012 roku kardynał, kto poinformował ich o konieczności opuszczenia kraju w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Wiemy na pewno, że nuncjusz o aktualnej sytuacji w Rwandzie, powiadomił w specjalnym szyfrowanym raporcie Watykan i papieża Jana Pawła II i od Sekretarza Stanu dostał zgodę na opuszczenie nuncjatury. Kto jednak powiadomił Hosera…?

Obecny kard. Giuseppe Bertello, to był od zawsze rasowy watykański dyplomata, niezwykle dyskretny i zawsze w pełni oddany polityce Stolicy Apostolskiej. Wyszedł ze starej sprawdzonej szkoły dyplomacji kard. Agostino Casarolego (1914-1998), ulubieńca i najbliższego współpracownika papieża Jana Pawła II (1920-2005). Jak dodam, że po Casarolim, Sekretarzem Stanu został w 1991 roku, z woli polskiego papieża, kard. Angelo Sodano (rocznik 1927), to chyba wyjaśnia to wiele. O moralności obu kardynałów pisze obszernie Frederick Martel w słynnej i już niemal kultowej „Sodomie”. Polecam wszystkim, którzy jej jeszcze nie czytali.

Nuncjusz w Rwandzie, za wierność i dyskrecję zostaje w 1995 roku nagrodzony stanowiskiem Stałego Obserwatora Stolicy Apostolskiej przy ONZ w Genewie, a od końca grudnia 2000 roku jest nuncjuszem w Meksyku, gdzie także współpracuje blisko z dyktaturą i woskowymi. Kiedy po latach wiernej służby pragnie powrócić do rodzinnej Italii, zostaje w styczniu 2007 roku, mianowany nuncjuszem we Włoszech i w Sam Marino, gdzie tuszuje skandale obyczajowe we włoskim Kościele.

W swoje 69 urodziny, w dniu 1 października 2011 roku, długoletni watykański dyplomata zostaje Gubernatorem Państwa Watykańskiego, czyli staje na czele najważniejszego organu władzy administracyjnej i wykonawczej tej monarchii. Przez jego ręce przechodzą miliony euro i największe finansowe tajemnice Watykanu. Ukoronowaniem kariery kościelnego milionera jest kardynalski biret, którym papież Benedykt XVI (rocznik 1927), nagradza wiernego i dyskretnego dyplomatę i sługę Kościoła Powszechnego.

Tymczasem w opuszczonej przez nuncjusza i ks. Henryka Hosera Rwandzie przychodzi dzień 6 kwietnia 1994 roku.

Ciąg dalszy nastąpi…

ABP HENRYK HOSER (1942-2021) – część XIII.

Mimo iż wojna domowa w Rwandzie trwała od co najmniej czterech lat, a rywalizacja międzyplemienna pomiędzy plemionami Hutu i Tutsi rozgrywała się od pokoleń, to momentem decydującym w niej był dzień 6 kwietnia 1994 roku. W tym właśnie tragicznym dniu doszło do pamiętnej katastrofy lotniczej nad stolicą kraju, Kigali, w której zginęli prezydenci: Juvenal Habyarimana (1937-1994), prezydent Rwandy, którego zdjęcie dołączam do tego wpisu oraz Cyprien Ntaryamira (1955-1994), prezydent sąsiedniego Burundi. Co ważne w tej historii to fakt, że obaj zamordowani w tym dniu prezydenci należeli do tego samego plemienia Hutu, co niemal natychmiast wywołało gwałtowne reakcje rebeliantów z tego plemienia. Wraz z obu prezydentami zginęli wszyscy towarzyszący im ich współpracownicy i ochroniarze. Katastrofa w Kigali była przysłowiową „iskrą na beczce prochu” zarówno w tym afrykańskim kraju jak i w całym regionie.

Do dzisiaj okoliczności tej katastrofy lotniczej, która była niewątpliwie zamachem, budzi w tym kraju i w sąsiednim Burundi niezwykłe emocje. Wiele wskazuje na to, że zamach zorganizowali właśnie żołnierze Hutu, należący do rwandyjskiej gwardii prezydenckiej. Prawdopodobnie więc obu prezydentów zabili przedstawiciele ich własnego plemienia, ale odpowiedzialność za zamach miał spaść na konkurencyjne plemię Tutsi.

Kiedy doszło do zamachu na prezydencki samolot (zdjęcia z katastrofy dołączam do dzisiejszego odcinka), ks. Henryk Hoser był daleko od Rwandy. Podobnie jak nuncjusz apostolski w tym kraju, wspomniany już abp Giuseppe Bertello (obecnie kardynał). Przez wiele lat obaj hierarchowie nie odpowiadali na szereg niezwykle istotnych pytań, jakie im zadawano publicznie w związku z wręcz niewyobrażalnym ludobójstwem jakie nastąpiło w Rwandzie po zamachu i trwało przez kilka miesięcy w tym kraju. Kto ich uprzedził o niebezpieczeństwie? Dlaczego opuścili Rwandę? Dlaczego nie uprzedzili o nadciągającym dramacie innych członków rwandyjskiego Kościoła, a jedynie Watykan? Takich pytań jest znacznie więcej i padną one w stosunku do osoby abp Henryka Hosera w dalszej odsłonach tego cyklu.

Po wielu latach, na skutek publikacji w prasie światowej i w polskich mediach, abp Henryk Hoser podjął próbę udzielenia odpowiedzi na niektóre z tych pytań. Wywiad ten omówię dokładnie w odrębnym odcinku, gdyż jest on niezwykle istotny w tej sprawie, choć został przeprowadzony bardzo nieudolnie, a odpowiedzi arcybiskupa są delikatnie mówiąc mało wiarygodne i rodzą kolejne liczne pytania i wątpliwości.

Według jednej z wersji arcybiskupa, jeszcze przed masakrą w Rwandzie, wyjechał on do Ziemi Świętej, do Jerozolimy, rzekomo w celu „odbycia i pogłębienia formacji”. Jakoś dziwne, że nie pogłębiał jej od czasu swoich święceń kapłańskich, a także później, gdy pracował w Europie Zachodniej i wtedy gdy został arcybiskupem w Watykanie, a następnie ordynariuszem diecezji warszawsko-praskiej. W innym wywiadzie abp Henryk Hoser powołuje się na fakt, że wyjechał wówczas do Polski i podnosił swoje kwalifikacje lekarskie, będąc na stażu ultrasonografii w Szpitalu Bródnowskim w Warszawie. Doprawdy jakoś trudno uwierzyć, że kiedy Rwandyjczycy, pod koniec XX wieku, mordują się wzajemnie w barbarzyński sposób, ks. Henryk Hoser podnosi swoje kwalifikacje w zakresie ultrasonografii, a równocześnie „organizuje” sobie wygodna posadę w strukturach kościoła francuskiego pod Paryżem.

Jest jeszcze trzecia wersja wydarzeń, a mianowicie, w jednej ze swoich wypowiedzi dla polskiej katolickiej gazety, abp Henryk Hoser stwierdza po wielu latach, że na polecenie Watykanu wyjechał wtedy do Rzymu na intensywny kurs języka włoskiego. Rozumiem, że mordującym się w 1994 roku Rwandyjczykom zależało, aby pracujący od lat w ich kraju misjonarz, a do tego lekarz, mówił płynnie po włosku…

Każdy ma prawo do swojej własnej obrony w życiu. Miał ją także abp Henryk Hoser. A ja mam prawo odnieść się do jego wypowiedzi w tej sprawie, dlatego omówię je w kolejnych odcinkach.

Ale póki co powrócę w ramach tego cyklu do kolejnego, niezwykle istotnego dnia w chronologii tych dramatycznych wydarzeń w Rwandzie. Do dnia 7 kwietnia 1994 roku. Pierwszego dnia po zamachu w Kidali.

Ciąg dalszy nastąpi…

ABP HENRYK HOSER (1942-2021) –część XIV.

Jedną z niewyjaśnionych też kwestii, budzących do tej pory niezwykłe emocje, zarówno w Rwandzie jak i w innych krajach, jest tu sprawa stosunku ks. Henryka Hosera względem rwandyjskich kobiet. Już jako arcybiskup, pracownik struktur watykańskich urzędów, a potem znany hierarcha w polskim episkopacie, nigdy nie odniósł się on do trudnych pytań stawianych mu przez media afrykańskie, głównie rwandyjskie, w kwestii jego wizji roli kobiety w rodzinie i społeczeństwie. Ks. Henryk Hoser jako wpływowy kapłan w strukturach rwandyjskiego Kościoła, bo misjonarzem już wówczas dawno nie był, miał decydujący wpływ na pracę i podejmowane decyzje w rwandyjskim episkopacie, w komisjach dotyczących zdrowia i rodziny. Jego wizja roli kobiety w rodzinie i w społeczeństwie rwandyjskim, budziła u jednych wręcz szok, a u drugich niedowierzanie. Kobiety rwandyjskie dążyły do zdobywania edukacji, niezależności w życiu i w społeczeństwie zdominowanym przez świat mężczyzn, powszechnego prawa do antykoncepcji i decydowania o swojej seksualności i płodności, a tymczasem nieznany im kapłan z dalekiej ojczyzny polskiego papieża, posiadający niewątpliwe wpływy w rwandyjskim episkopacie, pozbawiał ich podstawowych praw, jakie posiadały ich rówieśniczki w innych krajach świata. To budziło sprzeciw i protesty.

Pamiętamy jakim wymagającym i nieustępliwym hierarchą w kwestiach moralnych był abp Henryk Hoser, jako ordynariusz warszawsko-praski. Jego wypowiedzi w dziedzinie etyki i moralności to temat na odrębne cykle. Internet jest pełen komentarzy, licznych polemik i ostrych reakcji na wypowiedzi arcybiskupa w tych kwestiach społecznych. Hierarcha stał się niemal symbolem Kościoła zamkniętego na zmiany społeczne zachodzące we współczesnym świecie.

Jego współcześni obrońcy podkreślają jego niezłomność w kwestiach etycznych i moralnych, uważają go za wzór kapłana, walczącego ze złem moralnym i emancypacją kobiet. Proponuję tym obrońcom, aby przypomnieli nam teraz, ilu czynnych homoseksualistów w diecezji warszawsko-praskiej arcybiskup upomniał i wezwał do nawrócenia, ilu pedofilów suspendował i usunął z szeregów kapłaństwa? A kogo zaś zwalczał i usuwał przypomnę już wkrótce.

Prawdziwym symbolem i wręcz wzorem dla wielu rwandyjskich kobiet stała się w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku Agatha Uwilingiyimana (1953-1994). Wszechstronnie wykształcona i pierwsza kobieta, która doszła nawet do stanowiska szefa rządu w tym afrykańskim kraju. O ostrych wypowiedziach ks. Henryka Hosera na jej temat można by pisać wiele. Zainteresowanych tym bliżej odsyłam do Internetu. Wielu rwandyjskich polityków, też niechętnych kobietom w strukturach rządowych, wtórowało wówczas polskiemu księdzu. Jak się teraz czyta teksty o stawianych wobec niej zarzutach, że chociażby jest „krytykowana za zbyt naukowe wykształcenie”, to wręcz trudno nawet to zrozumieć i komentować. W czasach, gdy kobiety stają na czele katedr uniwersyteckich, operują i ratują życie chorym, kierują rządami i czynnie wpływają na życie w wielu krajach, są mężczyźni, którzy chcą je zamknąć w domach, a ich aktywność ograniczyć do prac domowych, wychowywania dzieci i służenia mężczyznom.

Do najostrzejszych wypowiedzi ks. Henryka Hosera względem Agathy Uwilihgiyimany doszło wówczas, gdy w 1992 roku została rwandyjskim ministrem edukacji. Jej pomysł edukowania dziewczynek na równi z chłopcami, edukacja dorosłych kobiet analfabetek, edukacja seksualna to tematy sporów z ks. Henrykiem Hoserem. Do największego starcia doszło, gdy pani minister edukacji podjęła decyzję o powszechnym edukowaniu niezamężnych matek. Takie kobiety w tym społeczeństwie budziły spore emocje, choć było ich w tym kraju bardzo dużo. Trudno wręcz uwierzyć, że pod koniec dwudziestego wieku, gdy rwandyjska pani minister edukacji zaledwie podjęła próbę wyrwania tych kobiet z marginesu społecznego, spotkała się ze zdecydowaną krytyką szefa komisji do spraw rodziny episkopatu rwandyjskiego. A kto wówczas pełnił te funkcję?

W dniu 18 lipca 1993 roku Agatha Uwilihgiyimana została pierwsza kobietą w Rwandzie, która stanęła na czele rządu. O emocjach jakie to wywołało w konserwatywnych kręgach kościelnych możemy pisać długo. Także wielu polityków rwandyjskich patrzyło na panią premier z wyraźną niechęcią. Pierwsza pani premier była niezwykle aktywna we wszystkich przemianach społecznych w Rwandzie, o czym świadczą wszystkie działania jakie wówczas podejmowała ona sama i jej rząd. Ale wszystkie one zostały przerwane w dniu 7 kwietnia 1994 roku.

 

Dzień wcześniej zginęli w katastrofie lotniczej prezydenci Rwandy i Burundi z plemienia Hutu. Zgodnie z konstytucją Rwandy, w chwili śmierci prezydenta jego obowiązki przejmował szef rządu. W tym dniu premierem była Agatha Uwilingiyimana, a więc ona przejęła obowiązki prezydenta. Pełniła je jednak zaledwie przez 14 godzin…

Do jej domu, gdzie mieszkała z mężem, którym był Ignace Barahira, i małymi dziećmi, wdarli się żołnierze z plemienia Hutu z Rwandyjskiej Gwardii Prezydenckiej i dokonali brutalnego wymordowania: pani premier, jej rodziny oraz całej jej ochrony. O tym co zrobiono wtedy z ciałem zamordowanej kobiety trudno nawet pisać spokojnie po latach. Żołnierzy z jej osobistej ochrony, w tym także europejskich żołnierzy ONZ-MINUAR, wymordowano, wykastrowano i wypatroszono jak wieprze w rzeźni. Ich zbiorowa mogiła to do dziś wstydliwy symbol barbarzyństwa jaki się wówczas dokonał w tym kraju. Ale to dopiero były pierwsze tak dramatyczne i krwawe wydarzenia w tym kraju. Jeszcze gorsze sceny rozegrały się w kolejnych miesiącach, o czym jeszcze wspomnimy w kolejnych odsłonach tego cyklu.

A jak na brutalną śmierć pani premier, jej bliskich i ochrony zareagował ks. Henryk Hoser? Czy wypowiedział się o tym publicznie? Wspomniał ofiary w swoich wywiadach po latach? Czy może jako osoba duchowna potępił barbarzyństwo i okrucieństwo oprawców? A może skomentują to obecni obrońcy arcybiskupa? Do jednego, wręcz kompromitującego, wywiadu abp Henryka Hosera jeszcze powrócimy.

Ciąg dalszy nastąpi…

Andrzej Gerlach