Andrzej Gerlach. „Paolo Gabriele” część 12 i 13

PAOLO GABRIELE – część XII.

Niemal zupełnie w tle procesu Paolo Gabriele toczyły się inne procesy karne, których wiele mediów skupionych na procesie papieskiego kamerdynera, zupełnie wtedy nie zauważyło. A w tej sprawie wszystkie wątki okazują się bardzo istotne.

Pierwszym procesem, który powinien zwrócić wówczas uwagę mediów, był proces karny świeckiego urzędnika watykańskiego, a ściśle mówiąc komputerowca z Sekretariatu Stanu, Claudio Sciarpellettiego. Watykańscy śledczy postawili mu wówczas jedynie zarzuty utrudniania śledztwa i przekazywania władzom sprzecznych informacji w śledztwie dotyczącym Paolo Gabriele. Ten komputerowiec to dziwna postać zarówno w sprawie papieskiego kamerdynera jak i w kwestii jego rzeczywistej roli w przekazywaniu tajnych dokumentów dotyczących Kościoła Katolickiego z czasów pontyfikatu papieża Benedykta XVI. Claudio Sciarpelletti to przeciwieństwo papieskiego służącego, bystry, inteligentny, dobrze wykształcony i wręcz trudno uwierzyć w to, że jego rola ograniczyła się jedynie do utrudniania tego śledztwa.

Także samo śledztwo prowadzone przeciwko niemu, a następnie jego proces karny, pozostawiają więcej pytań niż odpowiedzi. Ostatecznie bowiem watykańscy śledczy postawili mu zarzuty, które skończyły się dla niego wyrokiem czterech miesięcy więzienia. Co dziwne, gdy tylko „opadł kurz” procesu, Claudio Sciarpelletti nie trafił do więzienia, bo niemal natychmiast zasądzoną karę zamieniono mu na dwa miesiące w zawieszeniu na okres pięciu lat. I co dziwne wypłacono skazanemu urzędnikowi wszystkie zaległe zarobki. Oficjalnie podano, że był to gest dobrej woli ze strony Watykanu, wykonany „ze względu na jego długi staż pracy w Watykanie i dotychczasową niekaralność”. Gdy dziś po latach pytam o były proces karny tego urzędnika i jego rzeczywistą rolę w całej aferze przecieków dokumentów ze Stolicy Apostolskiej, spotykam się albo z odmową komentarza lub z życzeniem, aby nie drążyć więcej tego tematu.

Ale na ławie oskarżonych watykańskiego wymiaru sprawiedliwości, w odrębnych postępowaniach karnych, zasiadły także osoby duchowne. O tych procesach napiszę już w kolejnej odsłonie cyklu.

Ciąg dalszy nastąpi…

 

PAOLO GABRIELE – część XIII.

Papież Benedykt XVI w dniu 11 lutego 2013 roku oficjalnie ogłosił swoją rezygnację w obecności kardynałów zebranych na kolejnym konsystorzu, a z końcem lutego abdykował i trudno jest nie widzieć zbieżności tego faktu z wydarzeniami związanymi z wyciekiem tajnych dokumentów z jego gabinetu i śledztwa, które ujawniło skalę wpływów lobby gejowskiego w Kościele Powszechnym.

W marcu 2013 roku jego następcą został wybrany przez kardynałów zebranych na kolejnym konklawe, kardynał z Argentyny i Prymas tego kraju, który przyjął imię Franciszka. W dziejach Kościoła rozpoczęła się nowa epoka, ale w sprawie Paola Gabriele odkrywano nowe karty. Robiono to jednak niezwykle dyskretnie, a do mediów docierały tylko te informacje, które były wygodne dla instytucji Watykanu.

Podczas prywatnej rozmowy papieża Franciszka z przedstawicielami kilku episkopatów z Ameryki Łacińskiej sporządzono tajne notatki, które w dniu 12 czerwca 2013 roku wyciekły do opinii publicznej. Wszystkie te informacje nawiązywały do sprawy Paolo Gabriele i do walki nowego papieża z lobby gejowskim w centrali Kościoła. Pojawiają się tam liczne sformułowania takie jak: „strumień korupcji”, „lobby gejów w Watykanie”, „watykańscy śledczy zidentyfikowali sieć prałatów gejów”. Skalą tego zjawiska będziemy się jeszcze zajmować wiele lat. Miejmy jednak świadomość, że obaj ostatni papieże zwalczali, a papież Franciszek nadal skutecznie zwalcza tych zdeprawowanych gejów w sutannach, których nominował i często osobiście konsekrował Wielki Święty Papież z Kraju nad Wisłą.

W dniu 22 sierpnia 2013 roku rozpoczął odsiadywanie kary więzienia ks. prałat Lucio Balda, który także za ujawnianie tajnych dokumentów papieskich został skazany na 18 miesięczne więzienie. Podobnie jak papieski kamerdyner karę odsiadywał nie w więzieniu włoskim lecz w specjalnej celi na terenie samego Watykanu, aby nie miał podczas odbywania kary żadnego kontaktu z osobami spoza kościelnej centrali. Przypominało to raczej areszt domowy niż więzienie, ale nie warto tu tej kwestii rozstrzygać szczegółowo. Znacznie ciekawszy jest fakt, że skazany prałat zwrócił się niemal natychmiast po ogłoszeniu wyroku do papieża Franciszka o ułaskawienie licząc, że powtórzy się sytuacja jak z papieżem Benedyktem XVI, jego osobistym kamerdynerem czy komputerowcem Claudio Sciaepelletti. I tu nastąpiło pełne zaskoczenie zarówno dla samego skazanego prałata jak i jego otoczenia. Mimo błagań i kolejnych próśb skazanego duchownego, papież Franciszek milczał i dopiero po dziewięciu miesiącach odbytej kary ułaskawił prałata z kolejnych dziewięciu miesięcy więzienia.

Ostatni akord sprawy Paolo Gabriele nastąpił w lipcu 2016 roku, kiedy to przed watykańskim sądem stanęli dziennikarze, którzy opublikowali skradziony dokumenty papieskie. Gianluigi Nuzzi i Emiliano Fittipaldi zostali uniewinnieni przez watykańskiego sędziego Giuseppe Della Torte, który ogłaszając wyrok stwierdził publicznie, że „sąd nie miał tu prawomocnej jurysdykcji”. Sędzia powołał się tutaj także na wolność słowa. Oby w Watykanie i całym Kościele Powszechnym jak najczęściej pamiętano o tych jakże mądrych słowach tego sędziego.

Tymczasem były papieski kamerdyner pracował już we wspomnianym rzymskim szpitalu Imienia Dzieciątka Jezus i unikał dziennikarzy, co prawdopodobnie było jednym z warunków jego porozumienia z byłym pryncypałem i warunkiem ułaskawienia. Zajmował się trojgiem dzieci i żoną. I tak było przez lata, aż do 2020 roku, kiedy mimo zaledwie 54 lat życia poważnie zachorował. Zmarł w obecności najbliższych w dniu 24 listopada 2020 roku.

Kościół Katolicki zrobił doprawdy wiele, aby bagatelizować wszystkie negatywne skutki przecieku tajnych dokumentów z gabinetu papieża Benedykta XVI, jednak jego kamerdyner, Paolo Gabriele, już na zawsze ma zapewnione miejsce w historii Kościoła i tego pontyfikatu. Nikt i nic bowiem nie jest w stanie wymazać tego co wówczas wyciekło do opinii publicznej. Pamiętajmy jednak, że takich kamerdynerów na papieskim dworze powinniśmy mieć znacznie więcej i to w każdej epoce historii tej instytucji. Bylibyśmy dziś znacznie bogatsi o jakże wiele informacji z dziejów Kościoła i jego pasterzy, dlatego bez względu na moralną ocenę Paolo Gabriele i jego działań, pamiętajmy o nim i wspominajmy niekiedy z nutką sympatii i wdzięczności.

Ciąg dalszy już nie nastąpi, chyba że inaczej zadecyduje los i kolejne przecieki zza Spiżowej Bramy.

Andrzej Gerlach