Inwentaryzacja KK 2020. rozdział 1 i 2 okiem Andrzeja Gerlacha

KOŚCIÓŁ W POLSCE ANNO DOMINI 2021 – część I.

Rozpoczęcie nowego roku to najlepszy czas na podsumowania, analizy i opracowania, także w kontekście Kościoła w Polsce, tym bardziej, że żyjemy obecnie w czasach, gdy ta instytucja, od pokoleń ciesząca się powszechnym autorytetem w tym kraju, przeżywa obecnie poważny kryzys zaufania społecznego.

Już w 2020 rok, a więc równo przed rokiem, polski Kościół wchodził w poczuciu nadchodzącego kryzysu instytucjonalnego. Od co najmniej kilku już bowiem lat statystyki społecznego poparcia dla Kościoła i jego hierarchii systematycznie spadały. I ten spadek był z roku na rok coraz gwałtowniejszy, gdy badaniami obejmowano coraz młodsze roczniki Polaków.

Największym problemem polskiego Kościoła okazał się, podobnie jak w większości dawnych katolickich krajów Europy, stosunek hierarchii kościelnej do problemu seksualnego wykorzystywania osób nieletnich przez duchownych i ukrywanie tego zjawiska od pokoleń przez polskich biskupów i przełożonych zakonnych. Innym problemem Kościoła w Polsce okazała się kwestia hipokryzji i zakłamania naszych duchownych, którzy od zawsze stawiali wysokie poprzeczki moralne Polakom, ale sami ich nie stosowali we własnym życiu. Konkubiny, nieślubne dzieci, częste związki homoseksualne stanowiące wręcz trampolinę w awansach na kolejnych szczeblach drabiny kościelnej, to od pokoleń ciągle te same grzechy i grzeszki naszych polskich księży i zakonników.

Na to wszystko nałożył się powszechny problem lekceważenia przed polskich duchownych ciągle wzrastającego poziomu wykształcenia i potrzeb intelektualnych polskich wiernych. Obecne młode pokolenie nie można indoktrynować opowieściami na poziomie średniowiecznej scholastyki, katechizować opowieściami i przykładami, które młody człowiek jest w stanie obalić w kilka sekund za pomocą Internetu, zanim katecheta zakończy lekcję. Poziom kazań i homilii wygłaszanych w polskich świątyniach, także obrażał poziom intelektualny słuchaczy młodego pokolenia. Ich dziadkowie i częściowo też rodzice jeszcze tolerowali takie wystąpienia, bo posłuszeństwo duchowieństwu było niemal 11 przykazaniem w tym kraju. Ale dla osób wychowanych już w czasach niezwykle łatwego dostępu do wszelkiej wiedzy i informacji, to już nie działało i nigdy już nie zadziała.

Jeszcze w styczniu 2020 roku badania socjologiczne przeprowadzone przez znane gazety i instytuty kościelne potwierdziły, że polskiemu Kościołowi ufa 39,5% Polaków, czyli 4 na 10 obywateli tego kraju. Ale w tym samym okresie czasu aż 83% Polaków źle oceniało działania polskiego Kościoła w sprawach molestowania i wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży i ukrywaniu tego zjawiska przed opinią publiczną, 7% nie miało w tym względzie opinii, a dobrze oceniało te działania zaledwie 11% populacji Polaków. Te same pytania zadane młodym Polakom w wieku od 18 do 30 lat wykazały, że aż 97% respondentów oceniało te działania źle, 3% nie miało w tej kwestii własnego zdania, a dobrze nie oceniał działań polskiego Kościoła nikt z młodych Polaków.

Ale to był styczeń 2020 roku. Rok 2020, który właśnie zakończyliśmy przyniósł jednak kolejne wydarzenia i ujawnił następne fakty z historii, skompromitował najwyższych dostojników polskiego Kościoła, także tych okrytych kardynalską purpurą. Polski Kościół i jego autorytet systematycznie staczał się w dół przez ostatni rok. I nie pomogły mu już sojusze z obecną władzą, a także wsparcie finansowe z budżetu państwa. Wręcz przeciwnie, orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w kwestii aborcji, w którym zasiadają obecnie także funkcjonariusze partyjni PIS, wyprowadziło miliony Polaków na ulice. Jeszcze nigdy instytucja Kościoła i jej polityczni sojusznicy nie doprowadziła narodu do takiej wściekłości jak obecnie.

Podobne badania przeprowadzone pod koniec 2020 roku ujawniły wyniki, które są dla Kościoła porażające. Zdecydowanie ufa obecnie Kościołowi zaledwie 16% dorosłych Polaków, 19% obecnej populacji nie ufa instytucji, ale ufa jedynie nielicznym duchownym ze swojego najbliższego otoczenia, 31% nie ufa, ale ma do Kościoła neutralny stosunek. Aż 32% dorosłych Polaków, czyli co trzeci obywatel tego kraju, nie tylko nie ufa polskiemu Kościołowi, ale wielu z nich wręcz go nienawidzi i żąda jego delegalizacji. Pozostałe 2% pytanych dorosłych Polaków nie ma w tej kwestii wyrobionego zdania.

To badania zostały przeprowadzone zaledwie przed miesiącem na grupie dorosłych Polaków. Jeszcze gorzej wypadają wyniki tych badań w grupie wiekowej od 18 do 30 lat. Aż 47% spośród młodych Polaków zdecydowanie źle ocenia Kościół w naszym kraju i jego hierarchię i nie chce mieć z tą instytucja nic wspólnego. Kolejne 44% też ocenia tą instytucje negatywnie, ale ma do niej neutralny stosunek i grupie tej jest obojętny los Kościoła w przyszłości. Zaledwie 9% młodych, a więc co jedenasty z dorosłych Polaków ocenia działania Kościoła w Polsce pozytywnie i utożsamia się z tą instytucją w swoim życiu.

Wielu naszych rodaków prawdopodobnie Kościół w Polsce już nigdy nie odzyska, tym bardziej jeżeli diametralnie nie zmieni siebie i swojej dotychczasowej wizji działania i niesienia misji do której jest powołany. Niewiele też wskazuje, patrząc na obecne działania Episkopatu i ich podwładnych, aby chciał się zmienić, ale to już temat na odrębny wpis. Może jednak niewątpliwie zawalczyć o te 31% tych z ogółu polskiego społeczeństwa, które w ostatnim badaniu zdeklarowało się jako obecnie neutralni wobec działań Kościoła. Z grupy tej 47% uznaje się za wierzących, ale praktykujących okazjonalnie, 31% jako wierzących, ale zupełnie nie praktykujących, a 22% z tej grupy deklaruje się jako niewierzący, ale mający do instytucji Kościoła neutralny stosunek.

Z takim bagażem wchodzi Polski Kościół w nowy 2021 rok. Wygląda na to, że w dramatyczny sposób traci on jednak swoich dotychczasowych wiernych i to w tempie do tej pory nieznanym w jego najnowszych dziejach. Czy zatem polskie świątynie będą wkrótce świecić pustkami? Ale ta gwałtowna utrata wiernych to zaledwie jeden, niezwykle ważny, ale nie jedyny poważny problem przed którym staje ta instytucja u progu tego nowego 2021 roku. O kolejnych, równie ważnych, napiszę w kolejnych odsłonach tego cyklu.

Ciąg dalszy nastąpi…

KOŚCIÓŁ W POLSCE ANNO DOMINI 2021 – część II.

Nawet sympatycy polskiego Kościoła muszą przyznać, że Kościół w Polsce systematycznie traci wiernych, ale przede wszystkim stracił w ostatnich latach kontakt z młodym pokoleniem Polaków.

Takie negatywne zjawisko ma zawsze przełożenie na spadek powołań zakonnych i kapłańskich, a śledząc od wielu lat to zjawisko w krajach Europy Zachodniej oraz w Ameryce Północnej, mogę potwierdzić pewną prawidłowość, a mianowicie, że pierwszy kryzys z nowymi powołaniami ujawnia się zawsze w zgromadzeniach żeńskich. Nie inaczej jest obecnie także w naszym kraju. Nawet bym powiedział, że idziemy jako kraj niemal dokładnie ścieżką irlandzką czy hiszpańską w Europie, ale podobnie to wygląda także w odniesieniu do krajów Ameryki Północnej. Popełniamy jako polski Kościół te same błędy i wyciągamy takie same błędne wnioski, co Kościoły w wymienionych wcześniej krajach na świecie. Podobny kryzys w Kościele, tym razem z powołaniami w zakonach i zgromadzeniach męskich i równolegle we wszystkich seminariach diecezjalnych w danym kraju, tradycyjnie następuje z pewnym opóźnieniem czasowym, wynoszącym przeważnie od 5 do 10 lat. Nie inaczej jest także nad Wisłą, ale temu zjawisku poświęcę odrębny wpis.

A teraz nieco twardych danych z 2019 roku, pochodzących z instytucji kościelnych jak i danych z 2000 roku pochodzących z moich własnych badań i archiwów. Ponieważ obecne dane nie są publikowane przez władze kościelne lub są one publikowane jedynie cząstkowo z często tendencyjnym komentarzem, odnoszącym się do rzekomych powodów tego załamania, tym bardziej dziękuję tym spośród autorów tych badań, którym zawdzięczam te aktualne dane. Dziękuję wszystkim i oczywiście zapewniam o pełnej dyskrecji z mojej strony.

Na początku 2000 roku w Polsce było łącznie 26 018 sióstr zakonnych, należących do przeszło 100 zakonów i zgromadzeń żeńskich. Były to zarówno zakony czynne, które mają kontakt z otoczeniem i bardzo często prowadzą działalność na rzecz swojego środowiska w którym żyją jak i wspólnoty kontemplacyjne, które ze swojego założenia koncentrują się głównie na modlitwie i pełnej izolacji od środowiska zewnętrznego. Po blisko dwudziestu latach liczba zakonnic spadła w naszym kraju do 16 297 sióstr po ślubach wieczystych, choć pojawiły się w Polsce przez ten okres czasu także nowe zakony i zgromadzenia żeńskie. Jak więc widać, to bardzo drastyczny spadek liczby zakonnic w naszym kraju, sięgający na przestrzeni ostatnich dwóch dziesięcioleci do blisko 10 tysięcy kobiet. W ciągu ostatniego dwudziestolecia bywały lata, że liczba sióstr w naszym kraju spadała o kilkaset rocznie, teraz dochodzi ona do niemal tysiąca i jest to jednak stale tendencja rosnąca. O pewnych powodach tego drastycznego spadku powołań żeńskich napiszę w odrębnym wpisie.

Także liczba polskich zakonnic pracujących poza granicami naszego kraju, na misjach lub w różnego rodzaju instytucjach kościelnych, z czego zawsze byliśmy tak dumni, w okresie tych ostatnich dwudziestu lat także spadła znacząco. W 2000 roku takich oddelegowanych do pracy za granicą polskich zakonnic było 2570, a po dwudziestu latach ta liczba spadła do 1952 sióstr zakonnych.

Ale największy kryzys widać w ilości nowych powołań. Większość polskich żeńskich zakonów i zgromadzeń zakonnych boryka się z zupełnym brakiem zainteresowania życiem zakonnym młodych dziewcząt z naszego kraju. Dzisiejsze polskie postulaty i nowicjaty żeńskie przypominają te ich siostrzane wspólnoty w Irlandii, Hiszpanii czy Ameryce Północnej sprzed pół wieku. Polskie nowicjaty ratuje obecnie niekiedy kilka nowicjuszek pochodzących z krajów dawnego Związku Radzieckiego czy krajów misyjnych, ale polskich powołań jednak brak i nie zanosi się na to, że ta negatywna tendencja się zmieni w ciągu najbliższych lat. Przed dwudziesty laty we wszystkich naszych nowicjatach żeńskich przebywało 1 188 nowicjuszek, a obecnie jest tam zaledwie 170 młodych dziewcząt. To katastrofa, która nie pozwala nawet na utrzymanie dotychczasowych domów i dzieł prowadzonych przez te zgromadzenia. Mamy obecnie w Polsce zakony i zgromadzenia żeńskie, gdzie nie pojawiła się ani jedna nowicjuszka od lat, albo jeżeli nawet się pojawiła, to opuściła zgromadzenie czy zakon przed złożeniem ślubów wieczystych.

Takiej zapaści powołań nie notowano w polskim Kościele od czasów zaborów, gdy zaborcy masowo likwidowali liczne zgromadzenia i zakony na ziemiach polskich.

Kryzys powołań powoduje, że obecnie średnia wieku polskich zakonnic gwałtownie wzrasta. Są wspólnoty, gdzie 60-75% zakonnic to emerytki lub rencistki. Wiele domów pomocy prowadzonych przez polskie zakonnice obsługuje teraz wyłącznie swoje własne członkinie. Coraz częściej zdarzają się sytuacje, gdzie zakony zatrudniają do obsługi medycznej i prac kuchennych kobiety świeckie, a pensjonariuszkami są wyłącznie siostry zakonne.

Odrębnym dramatem polskich zakonów i zgromadzeń żeńskich jest coraz częstsze zjawisko odchodzenia sióstr, po ślubach wieczystych, ze wspólnot do życia świeckiego. Takiej ilości odejść nie notowano w polskich zakonach nawet w czasach PRL, gdy państwo wspierało to zjawisko systemowo walcząc z Kościołem w Polsce.

Dlaczego tak się dzieje w kraju, który jeszcze nie tak dawno słynął w całym katolickim świecie z licznych powołań zakonnych i kapłańskich i czy władze kościelne odpowiedzialne za formację i rozwój polskich żeńskich wspólnot życia konsekrowanego wyciągają z tego zjawiska odpowiednie wnioski? Podejmę próbę odpowiedzi na to pytanie już wkrótce.

Ciąg dalszy nastąpi…

 

Andrzej Gerlach