Jarosław Kaczyński ma przeprosić Radosława Sikorskiego za nieprawdziwe oskarżenie o zdradę – tak orzekł sąd.

 

 

 

A o co poszło? A o taką wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego z 2016 roku.

 

„Jest też sprawa wystąpienia, zgodnie z prawem międzynarodowym, zastępcy ambasadora [polskiego w Moskwie] Piotra Marciniaka do władz rosyjskich o eksterytorialność terenu, gdzie nastąpiła katastrofa. To rutynowa rzecz. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zdecydował się wycofać z tej decyzji. To bardzo poważna sprawa. Trudno sądzić, żeby została podjęta bez wiedzy i zgody premiera Donalda Tuska” – mówił dla PAP Kaczyński.

W rozmowie z Onetem prezes PiS był bardziej dosadny: „Wiceambasador w Moskwie Piotr Marciniak złożył notę w sprawie eksterytorialności miejsca katastrofy. Następnie polecono mu ją wycofać. To było posunięcie wykonane na polecenie Radosława Sikorskiego, ale czy bez wiedzy Tuska? Tu już jest bardzo poważny przepis kodeksu karnego – zdrada dyplomatyczna”.

 

Sąd pierwszej instancji dość dziwnie ocenił sprawę pozwu – zamiast rozpatrzyć, czy Kaczyński oceniał fakty, czy też jednak je zmyslił żeby oczernić Sikorskiego, sąd skupił się na na tym, czy Kaczyński miał prawo się tak a nie inaczej zachować. Przyznam, że to jakieś niebezpieczne novum w orzekaniu.

 

Sędzia podkreślała, że z obu wywiadów wynika, że Kaczyński negatywnie oceniał działania polskich władz (rządu PO-PSL) po katastrofie smoleńskiej. Ale – jako polityk, prezes PiS, poseł i jako brat zmarłego prezydenta – miał prawo do krytyki i wyrażał ją w interesie społecznym. W ocenie sędzi już tylko to wystarczyło by oddalić pozew Sikorskiego.

Kończąc trwające kilka minut uzasadnienie wyroku sędzia powiedziała, że wypowiedzi Kaczyńskiego są dopuszczalną, dozwoloną prawem krytyką.

 

Żródło

 

oskarżenie o zdradę dyplomatyczną najbardziej zabolało Sikorskiego. Zarzut zdrady własnego kraju jest jednym z najcięższych, jakie może usłyszeć polityk. Naraża go na utratę zaufania zarówno w Polsce, jak i za granicą.

To ważne dla Sikorskiego, bo jest znany w Europie i w USA. Dlatego pozwał Kaczyńskiego do sądu o ochronę dóbr osobistych, bo uważa, że ten celowo go zdyskredytował i wiedział, że mówi nieprawdę.

Sikorski podkreśla, że nie mógł cofnąć noty dyplomatycznej, bo wiceambasador w ogóle jej nie wystosował. Nie mógł więc cofnąć czegoś, czego nie było. Potwierdzili to świadkowie.

 

Żródło

 

Radosław Sikorski złożył apelację od wyroku na jego pozew w części dotyczącej przeprosin, natomiast odstąpił od żądania zadośćuczynienia. Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpatrzył sprawę pozwu ponownie i po przeanalizowaniu faktów nakazał Kaczyńskiemu przeprosić Radosława Sikorskiego za oskarżenie go o zdradę dyplomatyczną do której miało dojść w momencie gdy ten wycofał notę dyplomatyczną – której w ogóle, jak ustalił sąd, nie było, a o czym Kaczyński doskonale wiedział.

 

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ   PRZEPROŚ

Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

 

 

 

Komentarz PolskiegoAteisty

I niech się cieszy pan Kaczyński, że tylko tyle sąd orzekł ile prosił powód (R.S.) – gdyby na mnie trafił byłoby dużo poważnych konsekwencji – wszak poseł, który kłamie świadomie i z premedytacją, w celu podważenia wiarygodności swojego przeciwnika politycznego, to osoba niegodna być posłem. Jeśli wziąć pod uwagę, że jest to poseł, który zza kulis steruje destrukcją państwa, co mało trafnie nazywa „dobrą zmianą”, wymiar kary za nieodpowiedzialne i nierzetelne oceny winien być nie tylko surowy, ale i działać korygująco na postawy reszty polityków i osób publicznych.

Tak łagodne potraktowanie Kaczyńskiego jest demoralizujące i ośmiesza wymiar sprawiedliwości. Niestety jak to mówią- kruk krukowi oka nie wykole, bo dzisiaj to on, a jutro to mogę być ja– myślą sobie koledzy z kuluarów sejmowych… No i w Polsce wciąż nie mamy wypracowanych standardów kultury politycznej.  Prawdopodobnie z tego trywialnego powodu, żadne sankcje nie spotkają ani Kaczyńskiego, ani  ministrów, ani kolejnych premierów rządu.

Mamy w tym swój udział – jako suweren nawet nie wiemy czego powinniśmy oczekiwać od naszych reprezentantów w parlamencie – to efekt braku edukacji społecznej… Nic więc dziwnego w tym, że mają nasze zdanie o nich w tyle, a pozwalają sobie na to na co my im pozwalamy. Przecież KOD już dawno przestał martwić się o demokrację. Teraz martwi się o miejsce kościoła katolickiego w układzie władzy, bo chyba słabo kojarzy, że zblatowanie się władzy z kościołem, to zawsze sromotny koniec demokracji. I tak roztrwonili 50 tysięczny entuzjazm i energię społeczną, która wyszła na „spacer” w Warszawie na pierwsze demo KOD-u.

 

źródło: ShutterStock

 

A po 5 latach, w Krakowie KOD odmówił wzięcia udziału w demonstracji, agitującej do niegłosowania na Dudę (!! ). Dlaczego?  Bo niektóre organizacje miały, już tradycyjnie zresztą, antyklerykalne postulaty np. konieczność przywrócenia w Polsce świeckiego państwa- czyli rzeczywistego rozdziału kościoła od władzy. To wszystko bardzo jest zasmucające i nastraja depresyjnie. Zapomnieliśmy, że tylko solidarni możemy być siłą, której nikt nie może ignorować.

 

 

 

Ale tak to bywa, gdy do władzy dopuści się chamów w gumiakach, dla których liczy się tylko dostęp do koryta i władzy. A wykorzystać ją potrafią tylko w jeden sposób – ustawiają kolejkę dziobania i określają wielkość tortu jaka się komu „należy”. Polska i Polacy to tylko populistyczne dźwięki- nawet nie ma w nich treści. IPN próbuje wyprodukować podstawy do dumy narodowej, ale co rusz się kompromituje brakiem wiedzy historycznej, co niestety zupełnie elektoratowi PIS-u nie przeszkadza. Są więc politycy jak pusty cymbał brzmiący, bo nie kochają tego kraju, nie szanują ludzi, a nienawiść to ich ulubione narzędzie i chleb powszedni. To manna i papka, którą nafaszerowali swoich zwolenników – widzieliśmy ich w działaniu, w wielu materiałach dokumentalnych na FB. Nie do wiary, że jeszcze nie dawno rodziny potrafiły rozmawiać o swoich różnych sympatiach politycznych, a dziś są skłócone i nie spotykają się już na rodzinnych zjazdach przy różnych okazjach. Trudno uznać to za sukces w zakresie dbania o kondycję polskiej rodziny, o czym nieustająco trąbi TVPIS, tuba władzy….

 

 

Wracając do wyroku sądu apelacyjnego – trudno mi się cieszyć z tego wyroku, bo trudno mi sobie wyobrazić, żeby miał on jakikolwiek wpływ na postawy wyborców PIS-u. Będą przekonani jedynie, że PIS za mało podporządkował sobie sądy i dlatego ukarały one ich ukochanego przywódcę… 12 lipca zrobią wszystko, żeby utrzymać swoje status quo i iluzję wpływu na cokolwiek, w szczególności na swoje i swoich bliskich życie oraz perspektywę poprawy swojego losu. Zresztą nie tylko wyborcy prawicy kochają iluzje…

 

 

PS.:

 Ostatnim politykiem, którego kojarzę z wysoką kulturą polityczną, zdarzył się Polsce dawno temu – a był nim Włodzimierz Cimoszewicz, kiedy kandydował na urząd prezydenta RP i wycofał się natychmiast z tych wyborów, kiedy spróbowano podważyć jego wiarygodność, przez fałszywe oskarżenia jego bliskiej współpracowniczki…  Pamiętam, że był moim pozytywnym wyborem. Kiedy się wycofał pozostało mi już tylko głosować na mniejsze zło… A strasznie mnie to już wkurza.

 

 

 

 

kuna2020Kraków