Morawiecki w kolejce po kasę… Marcin Zegadło. Komentarz

W najprostszym ujęciu wygląda to tak:

* UE może zamrozić dla Polski część funduszy, ponieważ polski rząd kato-prawicy narusza standardy praworządności ustalone przez wspólnotę, której jest dobrowolnym członkiem.

* Premier Mateusz Morawiecki, żeby uspokoić Suwerena twierdzi natomiast, że to ile dostaniemy unijnych pieniędzy nie ma związku z ową praworządnością i tym, że ktoś kto nam chce dać te pieniądze oczekuje od polskiego rządu kato-prawicy, że ten nie będzie w Polsce urządzał drugiej Białorusi, putinowskiej Rosji, czy nie wiadomo, jakiej jeszcze wsiowej dyktaturki, pokracznej i kulejącej, jak to w tej części Europy bywa.

* Tym samym premier Mateusz Morawiecki mówi nam, że nie mamy się czym martwić, bo pomimo tego, że polski rząd kato-prawicy ma na europejskie standardy praworządności wywalone i tę praworządność narusza (no bo skoro wszystko jest u nas w porządku, to dlaczego ten brak związku jest tak przez Morawieckiego podkreślany) to wszystko będzie zajebiście i sos popłynie gęstym i tłustym strumieniem.

Oni w ogóle mają taką skłonność do zachowań z gruntu dziecinnych, bo przecież to my ustawiamy się w kolejce po te pieniądze, bo od lat szesnastu złota rzeka euro zasila nasz budżet i w chuj ludzi ma pracę dzięki temu, że „zła, lewacka, żydowska, gejowska, laicka, ateistyczna, bezbożna” Unia smaruje nam dupska miodem, a polski rząd od czasu do czasu mówi: „O tutaj tego miodziku więcej! Jeszcze na pośladeczek! O tak, jak miło! A teraz jeszcze na nadżereczkę!” – żeby w końcu, kiedy smarujący miodzikiem czegoś jednak oczekuje, na przykład tego, żeby w demokracji istniał, dajmy na to, trójpodział władzy, istniały niezawisłe sądy, przestrzegało się antyprzemocowych, wypracowanych przez wspólnotę, której jesteśmy dobrowolnym członkiem, konwencji, nasz rząd (głuchej na wezwania kato-prawicy), rzuca się jak przedszkolak, któremu pani nie chce dać ciasteczka, bo narobił na podłogę i sobie tym wysmarował rączki.

Pani mówi:

Jak chcesz ciasteczko, to najpierw posprzątaj, potem umyj łapki i dopiero po ciasteczko!”

A rząd (przedszkolak) na to:

Ciasteczko nie ma związku z umyciem rączek i sprzątaniem. Mogę zjeść ciasteczko rączkami umazanymi gównem. Mniam, mniam!”

Tak to mniej więcej wygląda.

(fot. Adam Chelstowski)

 

Marcin Zegadło