Polityka historyczna generuje pytania. Jak z dekomunizacją poradzili sobie mieszkańcy Wielunia..

Jeśli ktoś wyobrażał sobie, że pisanie nowej historii państwa polskiego, to proste zadanie, polegające na  – odwracaniu kota ogonem, pomijaniu całych okresów, jak PRL chociażby, nadawaniu heroicznej interpretacji faktom, świadczącym raczej o barbarzyństwie i ludobójstwie – to był naiwnym optymistą – dyletantem. Bo chociaż target odbiorców, tak wykoślawionej opowieści o naszych przodkach, całkiem nie źle ją przyswaja, to jednak nawet oni czują, że coś w tej historii nie styka. I nie pomaga  świadomość, że dzieje wcale nie muszą układać się w bardzo logiczną całość. Mogą być zaskakujące, ale jednak rodzą pytania, na tyle ważne, by je zadawać i szukać na nie odpowiedzi…

Przykładowo takie jak te:

 

 

Tak sobie myślimy, że obecna „polityka historyczna” generuje cały szereg pytań, które ktoś w końcu musi zadać. I musi je zadać, chociaż by nie wiadomo jak głupio brzmiały.

– Jeżeli w latach 1944 i 1945 nie doszło do żadnej korzystnej z punktu widzenia egzystencji narodu polskiego zmiany sytuacji, jeżeli nie doszło do usunięcia z Polski okupacji przez same swe istnienie zagrażającej istnieniu narodu polskiego, jeżeli nie ma, jak twierdzą niektórzy, żadnej różnicy między okresem okupacji niemieckiej a okupacją sowiecką, jeżeli, cytując premiera Morawieckiego, przez kilkadziesiąt powojennych lat po prostu „Polski nie było”, to ustalmy w końcu: co tu było? Musimy „to” przecież jakoś nazwać.

– Burzymy się dziś (i słusznie!), że w kontekście II wojny światowej mówi się czasami o „polskich obozach zagłady”. Zwracamy uwagę, że odpowiedzialność za te obozy ponoszą nie „polskie”, a okupacyjne władze niemieckie, i nie możemy brać żadnego rodzaju odpowiedzialności za coś, co władze te wyczyniały w okresie obcej okupacji na naszych ziemiach. Komu jednak przypisać powinniśmy odpowiedzialność za działania władz państwowych w Polsce lat 1944-1989. Związkowi Radzieckiemu? Czy może przyjmiemy, że dobre rzeczy to polska „zasługa”, a złe to radziecka (bądź komunistyczna) „wina”?

– Jeżeli w roku 1944 czy 1945 nie doszło do żadnego rodzaju „wyzwolenia”, to jak określać powrót dużej części ziem polskich w granice państwa polskiego i jak określać ustanowienie nowej władzy na tzw. Ziemiach Odzyskanych? Czy to też „okupacja”? I czyja? Polska czy radziecka? A jeżeli to była „okupacja”, to kiedy się skończyła? Czy może w ogóle się nie skończyła?

– Czemu za te lata nieistnienia państwo polskie nie żąda reparacji ani zadośćuczynienia od Federacji Rosyjskiej, jako od kontynuacji Związku Radzieckiego? Żądamy przecież reparacji od Republiki Federalnej Niemiec, uznając ją za kontynuację Rzeszy Niemieckiej.

A jeżeli Polska dziś jednak już jest (no bo chyba jest, prawda?), to trzeba też odpowiedzieć sobie na pytania:

– Od kiedy Polska „jest”? Kiedy Polska stała się niepodległa? Czy Polskę wyzwolił Okrągły Stół? Czy demokratyczny wybór Lecha Wałęsy na prezydenta? Czy może wyjazd ostatniego żołnierza radzieckiego? A może dopiero wybory z 2005 czy 2015 roku? Kiedy nastąpił moment, który nazwać możemy „wyzwoleniem” Polski?

– I chyba najtrudniejsze: kto dał Polsce wolność i niepodległość? Kto miał na tyle duży udział w tych wydarzeniach, że stanie się symbolem tych wydarzeń? Solidarność? Wałęsa? Mazowiecki? Jaruzelski? Olszewski? Gorbaczow? Margaret Thatcher? Kaczyński? Prokurator Piotrowicz?

Wiemy, że te pytania brzmią na pierwszy rzut oka absurdalnie. Ale myśl, że państwo polskie burzyć będzie pomniki polskich żołnierzy walczących z Trzecią Rzeszą, bo uznawać je będzie za „jednoznacznie i bezspornie symbolizujące komunizm” też wydawała się kiedyś absurdalna.

 

I, żeby nie być gołosłownym, pierwszy z brzegu przykład…

 

W Wieluniu zburzono pomnik poświęcony „pogromcom hitleryzmu”.

Takie newsy już nikogo nie dziwią, prawda?

Nikogo też zdziwić nie powinno, że odpowiedzialność za zburzenie monumentu ponosi naturalnie PiS-owski wojewoda łódzki, a także Instytut Pamięci Narodowej. W ich mniemaniu pomnik pogromców hitleryzmu „w sposób jednoznaczny i bezsporny symbolizuje komunizm, a co za tym idzie nie może pozostawać w przestrzeni publicznej demokratycznego państwa prawa”.

Do stanowiska IPN-u i wojewody żadnych zastrzeżeń nie zgłosiły władze Wielunia, co podobno dla wojewody było potwierdzeniem, że „krytyczna wobec pomnika opinia została sporządzona w sposób rzetelny, zrozumiały i wyczerpujący”.

Zburzony pomnik postawiono w roku 1966, przedstawiał dwóch żołnierzy, polskiego i radzieckiego, i był wyrazem hołdu dla ludzi, którzy oswabadzali ziemię wieluńską spod okupacji niemieckiej.

Poczekajmy trochę, może za jakiś czas na ich miejscu stanie pomnik Brygady Świętokrzyskiej, która w tym samym momencie gdy „komunizm” wypędzał Niemców z Wielunia, bohatersko uciekała u ich boku na zachód.

 

Idąc tym tropem natrafiłam na ciekawą, obiektywną ocenę sytuacji wydaną przez mieszkańców i działaczy z samego Wielunia. Pomnika nie zburzono- tylko zdemontowano. Przetrwa dzięki mieszkańcom Wielunia…

 

Zapytaliśmy mieszkańców Wielunia, co sadzą o demontażu pomnika?

Wojewoda tego nie budował i nie miał prawa wydawać takiego rozkazu, żeby go zburzyć – mówi wzburzona mieszkanka Wielunia.

Historii się nie zmieni, choć byśmy chcieli. Jest 18 stycznia, gdzie została wyzwolona Warszawa, niestety przez wojska sowieckie i Wieluń też. Rozmawiałem z panem Henrykiem Strózikiem, który pamięta te czasy. W 1944 roku czytał prasę niemiecką, w której Goebbels (minister propagandy i oświecenia publicznego w rządzie Adolfa Hitlera jeden z jego najbliższych współpracowników i doradców, przyp.red.), mówił, że teren Warty, w tym Ziemi Wieluńskiej ma być oczyszczony z Polaków przede wszystkim – dodaje Stanisław Pioruński, wieluński historyk, regionalista, nauczyciel.

Był to pomnik „Pogromcom hitleryzmu” i historii nie powinno się wykreślać, powinniśmy o tym pamiętać. Uważamy, że my jako Wieluniacy powinniśmy o tej dacie pamiętać. Przecież były listy przygotowane, jak ma wyglądać eksterminacja poszczególnych ulic, poszczególnych miejscowości. O tym się nie mówi, przekłamuje się tę historię w prawo, w lewo. Czas płynie, życie się zmienia, ale są wartości, które zostają.

Jak pan Rau został wojewodą, to się cieszyłam bardzo, bo to prawnik, państwowiec, ale to, co zaczął robić i to, co zrobił, to tak się nie robi. To jest nasz Wieluń, nasze miasto i nasze sprawy – podsumowuje kolejna mieszkanka Wielunia.

Pomnik znalazł swoje miejsce na prywatnej działce.

 

 

Pozwolę sobie dodać, że postawa Wielunian jest godna naśladowania, pochwały i szerokiego propagowania. Takie akty niezgody na odgórne zarządzenia sprzeczne z wiedzą i odczuciami ludzi, którzy pamiętają jak było naprawdę, to poza wszystkim też dobra lekcja historii dla młodego pokolenia, które bez takiego przekazu skazane będą jedynie na bajki o wielkiej Polsce i złych sąsiadach. Nie wolno dopuścić do tego, żeby nasze dzieci rosły w fałszywym poczuciu dumy z przegranych kampanii, zaprzepaszczonych zwycięstw, nieporadnej polityki zagranicznej, ludobójstwa i barbarzyństwa na rubieżach wschodnich.

Nie chodzi też o to, by czuły kompleksy i odpowiedzialność za poprzednie generacje. Chodzi o to raczej, by znały dobrze swoją historię, wyciągnęły z niej wnioski i racjonalnie podejmowały przyszłe decyzje na jakimkolwiek będą stanowisku, gdziekolwiek będą pracować, w jakiejkolwiek sytuacji politycznej czy gospodarczej. Prawda historyczna, to czyste złoto doświadczeń poprzednich pokoleń – haniebne jest jej fałszowanie pod tezę, bo odbiera młodzieży dostęp do źródeł czystej wiedzy o życiu społecznym ich ojczyzny.

Trochę przeraża, że wychowuje się te nasze dzieci do wiary i ignorowania wiedzy. Ale może niepotrzebnie się martwię – z tego co obserwuję, młodzież jest mądrzejsza od systemu oświaty i dość dokładnie ignoruje  ich zapędy na wypaczanie ich świadomości historycznej. W zasadzie podatne środowiska lokalizuję wyłącznie wśród słuchaczy kursów dla prawdziwych Polaków, w organizacjach harcerskich, w Klubie Jagiellońskim. Jeszcze gdzieś? A przepraszam – jeszcze czytelnicy Ziemkiewicza i słuchacze Michalkiewicza, mogą być zagrożeni infekcją fikcji historycznej… jak np. Grzegorz Braun, który nie potrafi skonstatować jakie będą skutki izolacji Polski dla Polaków.

 

ŹRÓDŁA

grillowany IPN – czytaj, bądź świadomy

skutki kłamliwej obróbki IPN

Co się stało z pomnikiem „Pogromcom hitleryzmu” w Wieluniu?