Ukraiński pat – czyli trochę o hipokryzji

 

Jeśli chcemy dyskutować o sytuacji na Ukrainie, musimy wrócić do upadku muru i sytuacji poprzedzającej połączenie Niemiec.

Jest rok 1989 i Niemcy czynią wszystko by mocarstwa pozwoliły na połączenie ich państwa. W październiku 1989 roku Hans-Dietrich Genscher udaje się z wizytą do USA. W wyniku rozmów z administracją George’a Busha 21.11.89 Genscher i James Becker wydają oświadczenie dotyczące celów atlantyckiego aliansu (moje tłumaczenie) –

„Jesteśmy zgodni, że z naszej strony nie istnieje chęć rozszerzenia systemu obronnego NATO na wschód. To nie dotyczy jedynie NRD, ale generalnie wszystkich państw (byłego układu warszawskiego/ przypisek autora).”

 

 

 

Rok Później 17.05.1990 na spotkaniu państw atlantyckich w Brukseli sekretarz generalny NATO Manfred Wörner oświadcza (moje tłumaczenie) –

„Celem następnych dziesięcioleci będzie budowa europejskiego systemu bezpieczeństwa, który będzie obejmował USA, ZSRR, oraz byłe państwa paktu warszawskiego. Jeśli rozumiemy obecną sytuację patową ZSRR, które pozostało bez sojuszników, rozumiemy życzenie ZSRR aby ze strony Europy nie powstało żadne zagrożenie militarne lub nacisk na ich państwo.”

Oficjalnego układu pomiędzy zachodem i ZSRR nie podpisano, ograniczono się do Gentlemen’s Agreement.

Dnia 26.12.1991 Rada Najwyższa ZSRR ogłasza deklarację o samorozwiązaniu ZSRR i powstanie na to miejsce Federacji Rosyjskiej. Plany polityczne Rosji przedstawia Putin 25.09.2001 w przemówieniu, które miało miejsce podczas oficjalnej wizyty w niemieckim Bundestagu.

 

Przemówienie to można odnaleźć w całości na stronie rządowej BRD, trwa 26 minut i tyle było potrzeba Putinowi, by wyciągnąć rękę do zachodu. Określił Rosję jako kraj europejski, któremu po przemianach zależy na bezpieczeństwie Europy. Twierdził, że czas odesłać na karty historii wrogość i przyzwyczajenia, że Rosja jest zainteresowana współpracą nad europejskim systemem bezpieczeństwa, do tworzenia którego zaprasza także USA. Nie było to wrogie przemówienie, które co i rusz było przerywane owacjami niemieckich parlamentarzystów.

Jak widać w tym czasie Europa, choć ostrożnie, ale była bardzo zainteresowana współpracą z Federacją Rosyjską. Był to czas nadziei na nowy początek, panowała euforia, która nie wszystkim była jednak do smaku.

 

Niestety, USA pretendujące do roli światowego policjanta widziały w takim rozwoju sprawy zagrożenie własnych interesów tak geopolitycznych, jak i gospodarczych. Uznali prawdopodobnie, że rozpad ZSRR zwalnia ich z tej dżentelmeńskiej umowy z poprzednich lat.

 

W 1999 roku do NATO wchodzi Polska, Węgry, Czechy. Potem kolejno Bułgaria, Litwa, Łotwa, Estonia, Rumunia, Słowacja i Słowenia (2002). Następnie Albania i Chorwacja (2009), Montenegro (2017) i Północna Macedonia (2020).

Podejście USA do spraw europejskich najlepiej charakteryzują legendarne już słowa Victorii Nuland, która była w rządzie Baracka Obamy podsekretarzem do spraw Europy w ministerstwie Johna Kerry. Znana jest z powiedzenia “Fuck the EU”, które to słowa wypowiedziała do amerykańskiego dyplomaty Geoffreya R. Pyatta. Niestety ta rozmowa została nagrana przez złych ludzi i upubliczniona.

 

Ta pani była bardzo aktywnym elementem tworzenia tak zwanego “Euromajdanu” i w grudniu 2014 roku przyznała, że USA wydały od 1991 roku około 5 miliardów dolarów na wyrwanie Ukrainy spod wpływu Rosji.

 

Do 2020 roku NATO wbrew obietnicom posunęło się ponad tysiąc kilometrów na wschód. Co może Rosję dosyć niepokoić. Tym bardziej, że NATO wydaje na zbrojenia dwudziestokrotność wydatków Rosji. Same USA w 2019 przeznaczyło na zbrojenia 732 miliardy dolarów, podczas gdy Rosja 65 miliardów. Jeśli dodać do tego wydatki pozostałych państwa NATO, suma wynosi ponad tysiąc miliardów.

Hipokryzja USA i naiwność europejskich polityków mogą służyć za wzorce tych zjawisk w Sèvres pod Paryżem. Postaram się kilka z tych pokrętnych argumentów przedstawić.

 

 

Joe Biden z miną jowialnego wujka twierdzi, że każde państwo ma prawo do samostanowienia, Ukraina także. Zgadzam się z tym, ale w obecnej sytuacji opowiadanie takich dyrdymałek zakrawa na żart. Ciekaw jestem reakcji USA gdyby na przykład Wenezuela, Meksyk, albo Panama postanowiły przystąpienie do paktu militarnego z Rosją, albo Chinami. Czy nadal Biden byłby tak otwarty na samostanowienie? Zresztą mieliśmy już taką sytuację w 1961 roku. Sprawa Kuby mało nie skończyła się następną wojną.

Joe Biden twierdzi, że Ukrainę należy wspomagać militarnie dostawami broni. Nawet wyraził niezadowolenie z opieszałości Niemiec w dozbrajaniu. Czyżby?

Ukraina na liście eksporterów broni znajduje się na dziewiątym miejscu w świecie (Polska na 74 miejscu). Czy zatem Ukraina jako “neutralne” państwo nie wchodzi w drogę interesom amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, więc należy ich zgarnąć i “zneutralizować”? Tym bardziej, że korupcja w tym biznesie jest przykładowa i tu Ukraina jest w sam raz na światowej szpicy.

Joe Biden jednoosobowo zadecydował za niemiecki parlament o zamknięciu Nord Stream 2. Twierdzi, że tu należy utrzeć Rosjanom nosa i nie brać niczego od imperium zła.

Czyżby Mister Biden?

Bo w tajemniczy sposób Rosja w 2020 roku awansowała na trzeciego w kolejności eksportera surowej ropy do USA, zaraz po Meksyku i Kanadzie. Ucieraj pan Rosji nosa u siebie i na własny koszt.

Nawiasem mówiąc dobre interesy z Rosją kwitną od 2014 roku, gdy to za namową USA Europa narzuciła na Rosję sankcje za aneksję Krymu. W lukę w biznesie weszły amerykańskie firmy. How clever? Oczywiście gotowość USA do zaopatrzenia Europy ich brudnym Frecking Gas, jest tylko przypadkowa.

 

Jako przykłady rosyjskiego zła służą takie wydarzenia jak otrucie Aleksieja Nawalnego. Nie popieram trucia ludzi, jako sposobu na oponentów i ta sprawa powinna być wyjaśniona. Osobiście jednak uważam, że gdyby rosyjskie służby chciały faktycznie po cichu usunąć owego Nawalnego, to by to zrobiły po cichu i skutecznie. Ale to tylko moje przypuszczenie.

Chodzi o dwie różne miarki.

Zastanawia mnie więc, że nie zrobiono takiego histerycznego medialnego krzyku po zamordowaniu na Słowacji dziennikarzy Jána Kuciaka i Mariny Kušnírovej, którzy odkryli afery korupcyjne polityków państwa będącego członkiem UE. Sprawców jak wiemy do dzisiaj nie znaleziono.

Natomiast z kilkoma państwami, w których praktykuje się publiczne egzekucje i inne prawa szariatu, USA utrzymuje całkiem poprawne stosunki i raczej nie krzyczy o łamaniu praw człowieka.

No dobrze, ale nie otruli Nawalnego, czy innego Litwinienkę.

W moich rozważaniach pominę sprawę Juliana Assange, wroga numer jeden USA. Cóż takiego Assange ujawnił? jedynie wstydliwe tajemnice USA. Czytałem specjalne wydanie “Sterna”, w którym wydrukowano jedynie czubek góry lodowej z dokumentów WikiLeaks. Bardzo pouczająca lektura dla osób chcących wiedzieć co w USA myślą o interesach Europy.

Może na koniec sprawa manewrów, które czynią wszystkich nerwowymi. Czy manewry amerykańskiej floty na Morzu Czarnym i Europie wschodniej są dla Rosji deklaracją przyjaźni?

 

Kończę. Jestem z przekonania lewicowcem i ktoś mógłby twierdzić, że właśnie z tego powodu mogę być pro-putinowski. Po pierwsze nie jestem pro-putinowski i wyjaśnię gdzie tkwi logiczny błąd takiego myślenia.

Putinowska Rosja to kapitalizm oligarchiczny, czyli najgorszy jaki można sobie wymyślić. Dlaczego lewicowiec miałby go popierać?

Problem jest tylko jeden. Być może tak zwany zachód nie ma złych zamiarów w stosunku do Rosji, choć jeśli chodzi o samo USA ręki nie dałbym sobie obciąć. Co z tego, jeśli Rosja tak właśnie czuje? Z Kremla świat wygląda inaczej niż z Pentagonu.

Włodek Kostorz

Kilka refleksji przy okazji „walentynek” Elżbieta Kurowska 2017 rok.

* Felieton powstał kilka lat temu. Na oświatowe krzesełko Zalewskiej wskoczył Piontkowski, a po nim rozsiadł się Czarnek. Torcikowi przybyło warstw i kolejne wisienki wieńczyły jego piramidalną głupotę.

Ciekawe, kiedy przyjdzie wystarczająco bolesna i powszechna niestrawność…

 

WISIENKA NA TORCIE

Wkrótce Walentynki. Zaroi się od serduszek. Będą takie do wzruszania, do jedzenia w różnych smakach, pobudzające wszelkie zmysły, uskrzydlone, pikantne, z podtekstem, dosadne, figlarne, praktyczne, nieśmiałe, pęknięte, złamane, kamienne, będą serca w rozterce, w plecaku, w młodej piersi i w starej, ściśnięte, na dłoni, serca z kamienia albo miękkie jak plastelina. Serca na każdą okazję. Może to i obce, kiczowate, banalne, ale… Ale otwiera furtki, staje się pretekstem, bodźcem, kruszy lody, upraszcza, dodaje odwagi, czasem pozwala coś zamknąć lub zacząć. Dla mnie też jest pretekstem, żeby poruszyć temat z pozoru drugorzędny.

PiS szykuje nam pacyfikację serc, aseksualną rewolucję, zamach na energię życia, zawłaszczenie testosteronu i progesteronu. To jedno z najbardziej rujnujących działań, precyzyjny cios w splot słoneczny. Przy ubezwłasnowolnieniu Trybunału Konstytucyjnego temat seksualności Polaków wydaje się zaledwie wątłą strugą w tym niedorzeczu wartko płynących spraw. A moim zdaniem ma znaczenie zasadnicze, jak Konstytucja dla państwa. Konstytucja urządza, ustanawia, reguluje. Z seksualnością przychodzimy na świat i jak przyjrzymy się uważnie sprawom tego świata, ludzkim sprawom, to nasza seksualność urządza nas, ustanawia i reguluje.

Seksualność jest naturalną funkcją organizmu człowieka. Decyduje o naszej witalności, determinuje role społeczne, przejawia się w kulturze, ma dla nas wartość osobistą, buduje kondycję psychiczną, integruje się z osobowością, wpływa na nasze relacje, jest źródłem potrzeb, tęsknot, motywacją naszych działań, trampoliną osobistych sukcesów. Najpierw istnieje poza świadomością, wystawiona na kontakt ze światem zewnętrznym, naga, bezbronna i zachłanna – chłonie każdy dotyk, łagodne dźwięki, bliskość, ciepło, kojące poczucie nasycenia, bycia jednią, kosmosem. Z czasem buduje się świadomość i zaczyna tę jednię dzielić, rozróżniać, konfigurować. Trwa proces doświadczania siebie: badanie wszelkimi zmysłami, poznawanie roli, nadawanie znaczenia. Rodzi się pierwsze poczucie płci, jej ekspresja w przestrzeni społecznej i kulturowej, w przeżywaniu.

Potem stopniowo pojawia się przeczucie nowej jakości, nowego znaczenia. Preświadomość własnej seksualności miesza się z niepokojem, z powracającą falą nowych emocji, zaciekawieniem, ekscytacją, nieznanym wcześniej poruszeniem. A wszystko to w dynamicznym procesie życia, w kontekście zdarzeń, w sieci relacji, w wewnętrznym przymusie szukania dla siebie drogi, miejsca, celu, sensu, przy wzmożonym oglądaniu siebie w społecznym lustrze. Aż przychodzi czas, że seksualność staje się świadoma i determinuje nasze najważniejsze wybory. Ważniejsze od politycznych. A często nawet wywiera na te polityczne znaczący wpływ.

I tu zaczyna się nieszczęście. Skoro politycy wiedzą, że seksualność jednostek decyduje o powodzeniu ich politycznej misji, to bywa, że dla swoich niecnych celów próbują ją spacyfikować. I teraz właśnie dzieje się coś takiego. Im bardziej pani Urszula Dudziak (nie ta od papai, broń boże) próbuje przekonać, że seks służy jedynie prokreacji, tym częściej sensacyjne opowieści z intymnego życia jej kolegów polityków wyciekają do przestrzeni publicznej. Im mocniej oszalała prawica stara się zaprzeczyć odkryciu Kopernika, tym bardziej wszystko kręci się wokół seksu. Im uporczywiej kościół zamiata pod dywan swoje sekscesy, tym szybciej dywan parcieje i odsłania ponure wysypisko. Im więcej publicznie manifestowanej niechęci do homoseksualistów, tym mocniej objawia się niejednoznaczność preferencji seksualnych samych manifestantów. Prawica, która zbiorowo i indywidualnie wypiera swoją seksualność, jednocześnie projektuje ją na społeczeństwo, przypisując mu rozpasanie i wyuzdanie. Im bardziej pikantne są jej skrywane fantazje erotyczne, tym większe przerażenie, że się wyda. A skoro tak, to trzeba wymyślić doskonałe mechanizmy kontroli. Mają być z tego rozliczne korzyści i gwarantowany święty spokój.

Natarcie dokonuje się na kilku frontach: zniechęcić osoby homoseksualne do manifestowania swojej orientacji, bo będą z tego same kłopoty i żadnego pożytku. Testosteron półgłówków zagospodarować w ramach formacji obrony terytorialnej i wszelkich bojówek podszytych faszyzmem i rasizmem. Ofiary przemocy pozbawić jakiegokolwiek wsparcia, a ich oprawcom dać gwarancję bezkarności, przy czym mają mieć poczucie dziejowej misji: one – cierpiętnice, oni – rycerze silnej ręki. Kobiety i mężczyzn pozbawić możliwości decydowania o tym, czy, kiedy i jak chcą zostać rodzicami. Dzieci utrzymywać jak najdłużej w przekonaniu, że winne są dozgonną wdzięczność rodzicom za to, że znaleźli je w kapuście, a edukację młodzieży powierzyć wspomnianej wyżej Urszuli Dudziak, która zjadła zęby na termometrze, kalendarzyku i śluzie szyjkowym, a przy okazji wszystkie rozumy łącznie z własnym. Ta pani przeprowadzi młodzież przez rafy zagrożeń, oblekając w pokutny wór winy i wstydu, przygotuje do płodzenia po bożemu i rodzenia po bożemu. Najlepiej w takiej ilości, żeby żaden obcy nie zmieścił się już w granicach Rzeczpospolitej, a źródła zasobności ojca Rydzyka nigdy nie wystygły. Podstawa programowa wychowania do życia w rodzinie ma być zatwierdzona do realizacji w Dniu Świętego Walentego. Taka walentynka od minister Zalewskiej dla umiłowanej dziatwy szkolnej.

Została jeszcze wisienka na torcie. I niech mnie kaczka kopnie, jeśli nie będzie to… No, zgadujcie, obstawiajcie, co zwieńczy ten ciężkostrawny torcik.

Elżbieta Kurowska

 

Minęło 5 lat i możemy sobie odpowiedzieć na postawione przez Elżbietę Kurowska pytanie…

Odpowiedź może przybrać postać listy kolejnych szykan, jakim jesteśmy poddawani w zakresie naszej seksualności. Możemy też pójść dalej i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie o skutki opresji seksualnej Polek i Polaków. W ostatnim czasie mogliśmy podziwiać całą serię skutków na samej prawicy – że tylko wspomnę afery w łonie Ordo Iuris, albo kłamstwa kurator oświaty małopolskiej Barbary Nowak i entuzjastyczne opinie na jej temat ze strony ministra Czarnka, choć już nawet pisowcy uważają, że ta pani powinna zejść z oczu i ust opinii publicznej, bo spektakularnie kompromituje prawicę. Gdzie tu skutek opresji życia seksualnego?

 

 

W Ordo Iuris nie wydarzyło się nic takiego strasznego, w każdym razie nic, co  nie mieściłoby  się w ramach zwyczajnych ludzkich zachowań. Nasza uciecha nie miała końca, bo to czysta hipokryzja, że akurat ta organizacja, a w szczególności ten pan – Tymoteusz Zych i ta pani  – Karolina Pawłowska mieli nam maluczkim tak wiele do powiedzenia na temat moralności, wierności małżeńskiej i dobra rodziny. Owym fundamentalnym dobrom rozwód nie służy – dlatego będzie najpierw bardzo drogą procedurą, żeby biedne, niesamodzielne ekonomicznie  kobiety nie ważyły się o tym myśleć, a następnie całkowicie zabronione. I to jest kolejny szczyt deprywacji naszego życia seksualnego – zamknąć w czterech ścianach cały ból, przemoc i krzywdę dzieci, odebrać sens życia i uniemożliwić udane życie seksualne – i to po równo i kobietom i mężczyznom. choć ci ostatni jakoś sobie zawsze poradzą… Bo chyba nikt nie wierzy, że nienawidzący się  lub zwyczajnie wypaleni ludzie zechcą zastosować się do rad psychologów kurialnych i mediatorów przedrozwodowych. Przecież to tylko kolejne, niepotrzebne stanowiska pracy beznadziejnej, za które będziemy wszyscy płacić w podatkach. Ale to taka uwaga przy okazji. Jeśli jednak władza pieniądze i seks idą ramię w ramię – to uprawianie takiej nędznej profesji, w ramach opresji życia seksualnego obywateli, jest oznaką całkowitego braku przyzwoitości osób, które zechcą na tym polu pasożytować na tkance społecznej. Mówię o tym już dziś, żebyście drodzy i drogie nie udawali, że nie wiecie w czym uczestniczycie.

Że nie drgnie przyrost naturalny? No nie drgnie i nadal nie będzie zastępowalności pokoleń, a nawet gorzej – powoli będziemy się starzeć jako społeczeństwo, wymrzemy, a następnie zostaniemy zastąpieni – może to będą Ukraińcy, a może uchodźcy syryjscy, albo inni uciekający przed zmianami klimatycznymi – kto to wie? W każdym razie świat nawet tego nie odczuje, nie zauważy i nie będzie nad nami się pochylał z troską.

Bo i nie o przetrwanie tego konkretnego narodu chodzi w polityce antyspołecznej takich „mózgów” jak twórcy 500+, czy tym bardziej takim, całkowicie obcym nam organizacjom, jak Ordo Iuris, finansowanym przez Kreml, a działających w ramach polityki ekspansji wartości takich, jak w tytule nadrzędnej jednostki zarządzającej TFP – na polski język „Tradycja, Rodzina,Własność” – to fundamentalne i fundamentalistyczne wartości konserwatystów – ich chore idee są kosmopolityczne i rozlewają się szeroką, mętną wodą na całym świecie.

Takie oto skutki wróżę i taka jest moja odpowiedź na pytanie Elżbiety Kurowskiej. A wasza?

kuna2022kraków

Stoimy przed ścianą. Zamknąć oczy na różnice i przegonić szkodnika.

I oto, Moi Drodzy nastał ten czas, kiedy już polskiateista.pl nie musi bić w dzwony. Takich postów jak poniższy jest coraz więcej w sieci, w prasie, nawet wydaje się książki na temat polskiej frustracji społecznej, bezradności wyuczonej i klasycznego budzenia się z ręka w nocniku… Zaraz zaraz … czy to nie jakies 7 lat temu wołaliśmy na naszych łamach, że najwyższy czas, że potem będzie za późno itd…?

Tak. Teraz już nie musimy wołać. Teraz wszyscy świadomi rzeczywistości doświadczają tego co my 7 lat temu. Szkoda, że ne było nas stać na mobilizację, na walkę każdego we własnym zakresie, na własnym podwórku.

Dołączamy się do postulatu autora postu – Wojtka Fuska – bez względu na różnice poprzeć trzeba jednego polityka. Czy mamy coś do wyboru? Nie bardzo…

 

 

Pisać o bandzie złodziei, debili i rosyjskich agentów, nie ma już sensu, widać co te śmiecie i ich skarlały, nie tylko moralnie, wódz robią z Polską. Wyrok pseudo TK jest tylko gwoździem do trumny jaką nam wyfasowali. O bezmyślnej większości, która sądzi, że da się żyć obok polityki też nie będę pisał, nic nie rozumieją, zaczną płakać dopiero, gdy będzie już dawno za późno. Tak mają te pustogłowy.

Nie pytam też jak się czują Budki, Halickie, Siemoniaki, Kopacze, Kamysze oraz inni nieskuteczni i leniwi, którzy przespali te 6 lat w sejmowych ławach, bo mam ich w głęboki poważaniu. Podobnie jak symetrystycznych dziennikarzy, z Marcinem – nie straszcie pisem – Mellerem – na czele, o Wosiu, to nawet nie pomyślę. Podobnie jak nie wspomnę o tych co się sprzedali dla kasy. A jest ich niestety legion.

Pytam tych, których szanuję, choć często się z wieloma z Nich nie zgadzam, i czasem kompletnie nie rozumiem. Pytam koleżanki i kolegów z ruchów ulicznych, NGO-sów, pytam niezależnych dziennikarzy, wspaniałych, dzielnych prawników, pytam uczciwych zrozpaczonych obywateli. Pytam wszystkich, którzy chodzili na demonstracje, blokowali faszystów i marsze smoleńskie, głosowali i zasiadali w komisjach wyborczych, pisali ostro na FB i twetterze, czy wywieszali tęczowe flagi w oknach, jeździli na granice, by ratować uchodźców, zawieszali dziecięce buciki na ogrodzeniach biskupich pałaców, pytam tych, którzy zerwali kontakty z pisowcami albo wręcz przeciwnie poświęcali czas, by ich przekonać (zwykle bezskutecznie), że służą czystemu złu. Pytam nas wszystkich po jasnej stronie mocy. Wściekłych, załamanych, zobojętniałych w stuporze bezradności, miotających się od działania do rezygnacji.

Jak się teraz czujemy, my kilkanaście procent, które straciło 6 lat na marsze, blokady, kłótnie, dyskusje, wpisy na FB, wygłaszanie mądrości o nieteraziźmie, o wspaniałym Biedroniu, o jedynym Holowni, o tym, że podziały to też wynik naszej agresji, o tym, że mają w dupie d’Hondta.

Czy my kiedyś zaciśniemy zęby, staniemy za, bezsprzecznie, jedynym obecnie, politykiem – Tuskiem (też mam do niego tony uwag i pretensji) i zrobimy coś co nie tylko ukoi nasze sumienia, rozładuje złość i frustracje, połechcze nasze ego ale sprawi, że pisowska banda poczuje prawdziwy dreszcz strachu i zacznie się cofać.

Dość mam słuchania, że głosujący na PiS mają swoje racje, dość mam uwag, że pogarda wobec nich nie przystoi. Dość mam gadania, że odsunięcie PiS-owskich świń od koryta to nie jest żaden program. To jest program! To jest kluczowy krok, by stworzyć choć cień szansy powrotu do żywych. Bez tego nie będzie nadziei na małżeństwa jednopłciowe, dostęp do środków antykoncepcyjnych, prawa dla kobiet, normalną oświatę, bogate państwo, sprawiedliwsze i bezpieczniejsze, wolne media i niezależne sądy, i na ulice na których nie biją za skarpetki w tęcze.

Jak ktoś znów zacznie pieprzyć, że Tusk nie, że źle, nie teraz, nie on i równocześnie nie przedstawi sensownego i realnego planu, wywalę natychmiast z mojego FB, bo tylko tyle mogę.

Nie chce umrzeć w państwie rządzonym przez te moralne pokurcze, przez kretynów i szubrawców z PiS i solidarnej polski. Nie mam też ochoty do śmierci patrzeć jak panoszą się po kraju te pasibrzuchy w sutannach , ale nie zmienię niczego i wy nic nie zmienicie jeśli nie pójdziemy na kompromisy z własnym wyobrażeniem o oporze, jeśli nie zgodzimy się na to, że wszystkie siły trzeba rzucić na program minimum, który i tak wydaje się dziś nierealnym programem maksimum, jeśli nie zdecydujemy się na jednego lidera. Jeśli wspólnie nie wyprowadzimy jednego ciosu w splot słoneczny tej mafijnej ośmiornicy jaka nas oplotła i żywi się nasza pracą, naszą rozpaczą i naszym pieprzonym indywidualizmem.

Innej drogi niż zamknięcie oczu na różnice,

niż schowanie ambicji,

połączenie sił i wspólny cel,

NIE MA.

Wojtek Fusek

ŹRÓDŁO

 

Czy to przemawia desperacja? Tak!! To jest desperacja, jeśli nie mamy nikogo innego, by za nim stanąć i przegonić hołotę i złodziei, zdrajców racji stanu i apologetów episkopatu kościoła katolickiego. Tak. To jest desperacja. Ale czekanie na ruch UE w obronie wartości, to czekanie na Godota… Europa interesu zawsze spycha w otchłań Europę  wartości. I trzeba sobie z tego zdawać sprawę, choćby nie wiem jak była nam nie w smak.

kuna2021kraków

Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji

W Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji mamy dla Was news!

 

 

Belgia pierwszym krajem fundującym aborcje osobom z Polski!

Jako Aborcja Bez Granic jesteśmy wzruszone  informacją o tym, że belgijski rząd zapowiedział wsparcie finansowe dla osób, które muszą wyjechać z Polski, aby uzyskać dostęp do aborcji.

Belgijski minister zdrowia i wiceministra ds. równości płci, równych szans i różnorodności ogłosili właśnie, że przekażą 10 000 euro na Aborcję Bez Granic, aby wesprzeć osoby, które nie mają dostępu do aborcji w Polsce.

W dzisiejszym komunikacie (28 września) rząd belgijski podkreślił, że dostęp do opieki aborcyjnej jest kwestią ochrony zdrowia, której Polska nie chce zapewniać a odpowiedzialność za jej zapewnienie przenosi na inne państwa. Rząd Belgii zauważa, że państwo polskie nie chroni zdrowia swoich obywatelek.

Od 2019 roku, kiedy powstała Aborcja Bez Granic, nieustanie przekonujemy się czym jest aborcyjna międzynarodowa solidarność. Dziś okazał nam ją rząd belgijski, który nie tylko zaprasza osoby potrzebujące aborcji z Polski do swojego kraju, ale też zamierza za te aborcje zapłacić. Jesteśmy wdzięczne i wzruszone, bo to realna pomoc, której bardzo potrzebują osoby w drugim trymestrze ciąży szczególnie dotknięte wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku.

Sarah Schlitz ministra ds. równości płci z belgijskiego rządu powiedziała:

Dostęp do aborcji jest podstawowym prawem, które musi zapewnić każde demokratyczne państwo. Pozwala kobietom decydować o własnym ciele, chronić swoje zdrowie i nie być zmuszaną do rezygnowania z życiowych szans. Gdy państwo nie chroni swoich obywateli i obywatelek, społeczeństwo obywatelskie musi wkroczyć. Ponieważ polski rząd milcząco akceptuje, że Polki wyjeżdżają za granicę, aby uzyskać dostęp do usług, do których powinny mieć prawo w swoim kraju, dostęp do aborcji staje się jeszcze bardziej kwestią finansową.

Z tego powodu wraz z moim kolegą Frankiem Vandenbroucke, ministrem zdrowia, podjęliśmy decyzję o wysłaniu silnego sygnału poprzez wsparcie Abortion Support Network, która pomaga finansowo i logistycznie osobom z Polski, które potrzebują aborcji w innym kraju europejskim. Dotacja, którą zapewniamy, pokryje koszty aborcji w innym kraju europejskim dla kobiet, których na to nie stać.”

Czy to nie wspaniały akt międzynarodowej solidarności??? Czekamy na kolejne kraje!

Zdjęcie @agata Kubis z nałożonym różowym filtrem i napisem: Belgia pierwszym krajem fundującym aborcje osobom z Polski

Afganistan i Polska – ten sam problem z religią. Czy czeka nas katotaliban?

Kolejny, bardzo interesujący materiał na temat bieżących wydarzeń w Afganistanie, sporo historii, ale też jest refleksja dla nas, Polek i Polaków, którzy wciąż bagatelizujemy niebezpieczne kierunki, w jakich zmierza kościół katolicki w naszym kraju…

Nie należy lekce ważyć przestrogi, jaką są dla nas tragiczne wydarzenia w Afganistanie. I nie o to chodzi, żebyśmy zaczęli się bać. Chodzi o to byśmy podeszli do naszej rzeczywistości z należytą powagą i odpowiedzialnością, nie odsuwali od siebie konieczności reagowania za każdym razem, gdy religia depcze naszą wolność i wchodzi do naszego życia nie pytając o pozwolenie i nie czekając na nasze zaproszenie. Przemoc symboliczna i systemowe narzucanie katolicyzmu w Polsce, to nasza codzienność. Wielu z nas oportunistycznie podchodzi do tego problemu i dla własnego spokoju i wygody siedzi cicho i czeka, że coś lub ktoś za nich zrobi z religią porządek. Porządek w tym wypadku oznacza rozdział kościoła od państwa, wyprowadzenie religii ze szkół i usunięcie symboli religijnych z miejsc publicznych… i to jest to minimum jakiego wymagamy my, ateiści i agnostycy. Katolicy, wierzący chrześcijanie mogą mieć oczywiście wiele więcej życzeń, ale to już ich wewnętrzna sprawa, jak sobie układają dialog z pasterzami i czy w ogóle…

Zapraszam na spotkanie z Zenonem i trudnym tematem jaki porusza.

 

 

Adam Cioch „Święty, święty i po świętym”

 

Czy to nie jest niesamowite, że chyba najbardziej zdemoralizowana organizacja religijna na świecie,

wypowiada się z wielką pewnością siebie

o doskonałości czyjegoś życia?

Beatyfikacja prymasa Wyszyńskiego, to kolejny odcinek w niekończącym się serialu kościelnego orzekania o tym, kto z całą pewnością trafił do nieba. Kogo w tym kościelnym niebie już nie ma?! Cała plejada potworów i dziwaków, psychopatów i łajdaków. A także postaci, które najprawdopodobniej nigdy nie istniały, bo ich życiorysy są tak baśniowe, że mogłyby powstać na ich podstawie zupełnie ciekawe filmy z gatunku fantasy.

Stefek Wyszyński był podobno uroczym chłopcem i być może to zdecydowało o jego błyskawicznej i imponującej karierze kościelnej. Bo w wieku trzydziestu lat  był już redaktorem naczelnym czasopisma dla księży „Ateneum Kapłańskie”, gdzie puszczał do druku m.in. teksty sławiące nazizm, autorstwa innych polskich księży.

Niestety, nikt go po wojnie nie zdenazyfikował. Za to  awansowano go na najmłodszego w Polsce biskupa. Po rzezi Żydów w Kielcach, kiedy biskupów w Polsce błagano, aby wydali odezwy do wiernych potępiające antysemityzm, Wyszyński miał powiedzieć, że nie wiadomo jak to jest z tymi mordami żydowskimi na katolickich dzieciach. Innymi słowy, dał do zrozumienia, że są prawdopodobne.

 

 

Błyskawicznie został prymasem i szedł na rękę stalinowskiej władzy, m.in. potępiając zbrojne podziemie. Skądinąd na ogół słusznie, choć raczej nie tego chyba od niego oczekiwano w Watykanie.

Potem drogi władz i Stefka na jakiś czas rozeszły się. Został internowany. To było bardzo łaskawe, szczerze mówiąc, bo w tym czasie prominentny komunista i przyszły przywódca partii, Władysław Gomułka, po prostu siedział w stalinowskim więzieniu.

W czasach PRL Wyszyński czasem się dobrze dogadywał z władzą, jako to dyktatura z dyktaturą, czasem rywalizował.

Władze nadmiernie nie utrudniały życia kościołowi, a duchowni wiedli bardzo dostatnie i spokojne życie, o ile nadmiernie nie zajmowali się polityką. Cenzura partyjna ograniczała krytykę kościoła i religii, a kler pacyfikował wiernych, jak wtedy, gdy Wyszyński, latem 1980 roku, wzywał do zaprzestania strajków.

Z ciekawostek mniej znanych, warto przypomnieć przyjaźń Wyszyńskiego z Jerzym Zawiejskim, katolickim pisarzem i politykiem. Zawiejski mieszkał ze swoim partnerem życiowym, a Wyszyński odwiedzał ich w domu. Jak widać „życie w grzechu ciężkim” przyjaciół nie przeszkadzało „błogosławionemu”.      https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Zawieyski

 

 

 

 

 

 

 

Ale nie chcę się skupiać na Wyszyńskim, bo więksi krętacze, fanatycy i miłośnicy przemocy trafiali na katolickie ołtarze.

Nieodmiennie bawi mnie kościelna procedura, która wymaga cudów zrobionych za pośrednictwem kandydatów na świętych i błogosławionych, aby mogli za takich być uznani.

Pojawia się więc nagle jakaś pobożna pani lub pan i opowiada, że modliła się/modlił się do jeszcze nieświętego nieboszczyka (?!), a ten zdziałał cud, czyli doszło do niewyjaśnionego uzdrowienia.

Jak wiadomo, cudowne uzdrowienia są zwykle spowodowane wadliwymi diagnozami. Po prostu zdiagnozowano u kogoś jakąś chorobę poważniejszą, która w końcu przechodziła. Bo poważna nie była. Medycyna do dzisiaj się myli, mimo ogromnych postępów, a wiele chorób daje bardzo zbliżone objawy. O pomyłkę łatwo. A pomyłka w medycynie to cud w religii.

Ale nie ta naiwność mnie zdumiewa najbardziej. Otóż, niesamowite jest to, że wszyscy wierzą, że jak pani Kowalska powiedziała, że cud zrobił Wyszyński, to wszyscy nagle jej wierzą ? Jaki ten kler jest wierzący! ? Jak to mnie wzrusza u tych wiecznych cyników! ?

 

 

Przyjmijmy na chwilę, że rzeczywistość religijna istnieje naprawdę. Jeżeli zdarzył się cud, to skąd wiadomo, że Kowalska mówi prawdę? To po pierwsze. Po drugie, skąd wiadomo, że cud wymodlił nieboszczyk Wyszyński? A nie np. święty Franciszek? Czy jak się mówi do Wyszyńskiego, to inni święci tego nie słyszą? A co, jeśli nad chorą Kowalską zlitował się… Kriszna. Albo… Mahomet. Albo jakiś chasydzki cadyk siedzący po prawicy Jahwe? ? Czy oni wszyscy są bez serca, poza jednym Stefkiem Wyszyńskim, który chciał sobie zarobić w ten sposób na wyniesienie na ołtarze. Zawsze był taki skromny! ?

W historii pana Stefana, jeszcze i to jest ciekawe, że jego świętość tak bardzo się odwlekła, jak na ekspresowe standardy wymyślone przez Jana Pawła II, który zaludniał katolickie niebo hurtowo i ekspresowo. Wyszyński umarł dawno – w 1981 roku. Że sam Wojtyła Wyszyńskiemu nie załatwił świętości, to nie dziwi, bo panowie chyba się nie lubili. Ale że Stefan trafił na ołtarz dopiero w 16 lat po śmierci Jana Pawła II?! Dużo później niż on sam?!

 

 

Czy czekano aż jakiś ważny świadek (nie)świętości Wyszyńskiego umrze, aby nie narobił hałasu? Nie wiem czy się tego kiedykolwiek dowiemy, ale byłoby miło. Szkoda, że nawrócenia na przyzwoitość katolickich notabli i osób dobrze poinformowanych zdarzają się tak rzadko. Stąd przepływ informacji taki ograniczony. Ale dobór kadr jest tam tak bardzo negatywny, że o nawrócenia raczej trudno.

Adam Cioch (Marek Krak), autor książki o manipulacji religijnej (www.letraprint.pl)

Henryk Hoser już nie odpowie na żadne pytania. KK nadal istnieje i zna odpowiedzi. Dlaczego nikt nie pyta?

ABP HENRYK HOSER (1942-2021) -część I.

W ostatni piątek, w dniu 13 sierpnia 2021 roku, po długiej chorobie nowotworowej i po licznych komplikacjach wynikających z przebytego koronawirusa, zmarł emerytowany ordynariusz warszawsko-praski, abp Henryk Hoser, kapłan ze Zgromadzenia Pallotynów.

W obliczu cierpienia i śmierci każdego człowieka człowiek schyla nisko głowę i wyraża swoją empatię wobec rodziny zmarłego i tych, których ta śmierć dotyka. Ale w wypadku śmierci kogoś ważnego, kogoś powszechnie znanego, a przede wszystkim kogoś, kto wywierał konkretne wpływ na życie innych ludzi, poza zadumą nad jego odejściem, mamy prawo dokonać pewnego podsumowania. Tego co zrobił w swoim życiu i czego nie zrobił, a powinien. Co powiedział i czego nie powiedział, a powinien. Jak wpłynął na życie innych ludzi i czy ten wpływ był właściwy, godny i nie krzywdzący dla innych ludzi. Takie podsumowanie należy się każdemu człowiekowi, który był osobą publiczną. Tym bardziej należy się ono biskupowi.

W polskiej tradycji mówimy od dawna, że „o człowieku zmarłym mówimy dobrze lub wcale”. Mam co do tej tego powiedzenia pewne wątpliwości, gdyż uważam, że o każdym człowieku, bez względu na to czy żywym czy zmarłym, należy mówić przede wszystkim prawdę. I tę prawdę należy mówić także nad trumną zmarłego arcybiskupa…

Zadumie nad jego trumną towarzyszą jednak padające na nią cienie. Te cienie są niezwykle bolesne i dlatego warto o nich nie tylko rozmawiać, ale także głęboko nad nimi się zadumać. Tym bardziej, gdy doczesne życie hierarchy dobiegło końca i trwają obecnie intensywne przygotowania do jego uroczystości pogrzebowych.

Najciemniejsze cienie padają z dalekiej afrykańskiej Rwandy, gdzie przed laty pracował przez ponad dwadzieścia lat, zmarły polski hierarcha. To niezwykle dramatyczne wydarzenia w historii tego afrykańskiego kraju i całego regionu. A cieniom blisko miliona ofiar tych krwawych dni towarzyszą liczne pytania stawiane zmarłemu arcybiskupowi. Na wiele z nich nigdy nie odpowiedział, a te odpowiedzi, które udzielił stoją w sprzeczności z wieloma dokumentami i wspomnieniami innych świadków tych krwawych wydarzeń.

Afrykańska tragedia to także setki tysięcy gwałtów i aktów seksualnej przemocy wobec kobiet na całym świecie. Słowa arcybiskupa o odczuciach gwałconej kobiety i ewentualnych poczęciach w wyniku tego gwałtu, powtórzone także w stosunku do polskich kobiet podczas ich ulicznych protestów sprzed kilku miesięcy, to także cienie, które padają w tych dniach na jego trumnę.

Cienie na tę trumnę padają obecnie także znad Wisły. Padają one na rzekome bruzdy na czołach dzieci, poczętych metodą pozaustrojowego zapłodnienia in vitro. Dzieci te są największą radością ich rodziców, owocem ich wielkiego poświęcenia i prawdziwej miłości. Są także darem od Boga, tak jak darem od Boga jest umysł ludzki, rozwój medycyny i talent współczesnych lekarzy. Zmarły hierarcha, mimo iż sam także lekarz ze swojego pierwszego wykształcenia, zwalczał tę metodę wszelkimi dostępnymi metodami, a za słowa które w tej walce padły nigdy nie przeprosił.

Wielokrotnie zmarły hierarcha odwoływał się w swoich wypowiedziach do etyki i moralności. Ale cieniami kryje się jego własne postępowanie jako człowieka, lekarza i jako biskupa. Jego osobisty naganny stosunek do swoich kościelnych podwładnych, opisywany ze szczegółami przez polskie media. A równocześnie milczenie w stosunku do afer z udziałem jego podwładnych, a przede wszystkich jego braci w biskupstwie.

Odniosę się więc szczegółowo do tych cieni, jakie padają w tych dniach na trumnę zmarłego arcybiskupa w odrębnym cyklu.

Ciąg dalszy nastąpi…

Andrzej Gerlach

Kościół a pandemia. Część 11 i 12

KOŚCIÓŁ POLSKI, A PANDEMIA – część XI.

W moim prywatnym archiwum znalazłem słynną książkę, która w 1904 roku, wywołała wielką burzę, początkowo na terenie austro-węgierskiej Galicji, a następnie innych diecezji w pozostałych zaborach.

Mam tu na myśli kontrowersyjną książkę „O krzyczącej niedorzeczności i strasznej szkodliwości szczepienia ospy” autorstwa ks. Wincentego Pixa, wydanej w Berlinie w 1904 roku. Na przeszło 200 stronach autor, powołując się na znane autorytety medyczne dowodzi, że szczepienie przeciwko ospie jest niezwykle szkodliwe i grozi mam zagładą całej ludzkości.

Autorem tego szokującego „dzieła” nie był jakiś nieznany pleban jakiejś wiejskiej parafii na terenie Galicji, ale znany i powszechnie szanowany kanonik diecezji krakowskiej, długoletni katecheta wielu szkół na terenie Krakowa, a potem długoletni spowiednik Kościoła Mariackiego w Krakowie, ks. kanonik Wincenty Pixa (1836-1927). Był niezwykle wpływowym kanonikiem w diecezji krakowskiej, w czasach gdy na jej czele stał kard. Jan Puzyna, a następnie bp Stefan Sapieha (od 1925 arcybiskup, a od 1946 kardynał). Po wydaniu swojej książki w Berlinie w 1904 roku, ksiądz kanonik stał się „autorytetem” wśród polskiego duchowieństwa, w kwestii walki ze wszelkimi szczepionkami, które ratowały ludzi przed chorobami zakaźnymi dziesiątkującymi całą ludzkość od stuleci.

Nie wchodząc w szczegóły dodam tylko, że autor dowodził w swojej książce, że to właśnie katolicy, ludzie wierzący, mają wręcz obowiązek sprzeciwić się wszelkim szczepionkom, które są nie do pogodzenia z nauczaniem biblijnym i wizją Boga, który stworzył świat i człowieka. Oczywiście za ochronę dzieci przed szczepionkami odpowiedzialni są ich rodzice i oni będą odpowiedzialni za ich zaszczepienie.

Książka krakowskiego kanonika wywołała prawdziwa burzę zarówno w środowisku kościelnym jak i medycznym, gdyż znany autor w sposób tendencyjny powoływał się w niej na rzekome autorytety medyczne, czym jeszcze potęgował całe zamieszanie społeczne wobec szczepień przeciw ospie, która dziesiątkowała ludzkość od wieków. O całej skali zamieszania świadczy chociażby fakt, że po przeszło stu latach, obecni przeciwnicy szczepionek powołują się nadal na autorytet ks. kanonika Wincentego Pixa i jego książkę z 1904 roku.

Aby zrozumieć jak ważne dla nauki było to „dzieło” przed stu laty, dodam jedynie, że szczepionki na ospę, według księdza kanonika, wywoływały nie tylko choroby weneryczne i inne groźne choroby zakaźne, ale także wzmagały masturbację u młodzieży, powodowały wysychanie piersi u młodych kobiet i uniemożliwiały im karmienie piersią, a także powodowały problemy z rekrutacją młodych mężczyzn do wojska.

Oto dwa krótkie, ale moim zdaniem jakże wymowne cytaty z tego ponad dwustu stronnicowego dzieła:

„Groźne ze szczepienia ospy wymienić należy weneryzm, którym wedle twierdzenia uczonych cała prawie ludzkość europejska jest zarażona, gdyż z niewielkim wyjątkiem wszędzie praktykuje się to nieszczęsne szczepienie, a ospa ludzka i krowianka mają powinowactwo z weneryzmem i podobnymi chorobami, jakiemi są: gruźlica, szkarlatyna, odra (żarnica), zołzy, suchoty płuc, cholera i rak” (pisownia oryginalna).

„Również powszechne niestety ! u młodzieży szkolnej zepsucie moralne (onanizm) wedle opinii lekarzy (-) ma swoją przyczynę często w szczepieniu ospy, bo jadowita materja podrażnia narządy płciowe i przyspiesza płciową dojrzałość. W Niemczech żalą się, że z powodu powtórnego szczepienia dziewcząt powszechne panuje u nich plaga wyschnięcia gruczołów mlecznych, że zostawszy matkami nie mogą dawać piersi swoim dzieciom, a wiadomo, że najlepszym dla niemowląt pokarmem jest mleko macierzyńskie i żadnym innym, ani mamczynym, ani sztucznym, zastąpić się nie da. Także słabości żołądka u dzieci, niebezpieczna róża, osłabienie wzroku itd. ze szczepienia powstają. Wreszcie tej operacji przypisuje się degeneracje zwyrodnienie i osłabienie rodu ludzkiego, mający z każdym rokiem wzrost spisowych młodzieńców i choroby w wojsku, na co uwagę p. Ministra wojny zwrócićby wypadało, aby rekrutów nie kazano szczepić” (pisownia oryginalna).

Minęło już ponad sto lat od ukazania się tej kontrowersyjnej książki ks. kanonika Wincentego Pixa, o szkodliwości szczepień przeciw ospie, ale warto ją nadal przywoływać w obecnej dyskusji, gdyż wywołała ona niezwykłe zamieszanie i śmiem twierdzić, doprowadziła na początku XX wieku, do tysięcy niepotrzebnych zgonów tych, którzy uwierzyli w jej argumentacje. Teraz świat zwalcza pandemię koronawirusa, a ludzie Kościoła nadal uważają się za jedynych fachowców od wszelkich pandemii i medycznych zagrożeń ludzkości… Czy kogoś to dziwi?

 

 

KOŚCIÓŁ POLSKI, A PANDEMIA – część XII.

Od kilku dni piszę o absurdach podejścia instytucji polskiego Kościoła do problemu obecnej pandemii, do obowiązujących praw biologii czy współczesnej wiedzy medycznej. I wydawało mi się, że temat jest już wyczerpany, ale wczorajsze oświadczenie bp Józefa Wróbla (rocznik 1952) i jego zespołu współpracowników na temat „moralnych i tych niemoralnych” szczepionek „wbił mnie w ziemię”. Poddaję się. Nie mam już siły „kopać się z koniem”.

Mógłbym przytaczać liczne argumenty o tym, że przecież każdy ksiądz i osoba życia konsekrowanego, w ciągu swojego całego życia sama wielokrotnie była szczepiona, zarówno jako dziecko czy osoba dorosła, różnymi szczepionkami, które pochodzą z linii komórkowej, która wczoraj została uznana przez biskupa pomocniczego lubelskiego i jego zespół za niemoralną. Tylko po co?

Mógłbym przypomnieć, że przecież większość ludzi Kościoła, w tym także ci najmłodsi, oraz cały episkopat jest już dawno zaszczepiony, mimo iż ich świeccy rówieśnicy najczęściej jeszcze czekają na swoją kolej. Mógłbym zadać ważne pytanie, czy zaszczepili was moralnymi szczepionkami? Tylko po co?

Mógłbym przypomnieć wyczyny młodego studenta, ks. Józefa Wróbla, ze Zgromadzenia Księży Sercanów, podczas jego pobytu na studiach rzymskich. Mógłbym przypomnieć, że jego znany osobisty protektor i konsekrator, australijski kardynał zmarł zaledwie pięć dni temu. Nosisz Wróbelku po nim żałobę?

Mógłbym przy tym zapytać czy to normalne, że po ośmiu latach bycia ordynariuszem w Helsinkach, składa się „dobrowolną rezygnację” na ręce papieża, który czyści kadry po swoim poprzedniku, i ląduje się na stanowisku biskupa pomocniczego lubelskiego? Tylko po co?

Nie wiem co jeszcze wydarzy się w naszym kraju w dobie obecnych problemów z szalejąca pandemią? Czym zaskoczy nas jeszcze nasze duchowieństwo? Możemy spodziewać się wszystkiego. W końcu jak ktoś dysponuje siłą kadzidła, wody święconej, monstrancji, mocy relikwii, zawierzenia, poświęcenia, litanii, nowenny czy procesji, jest go stać na wszystko.

Powołałem się na znane mi, absurdalne z punktu widzenia nauki, przykłady działań naszych księży w dobie obecnej pandemii. Ale w ciągu tych dni dostałem od swoich czytelników, aż 138 przykładów (!!!) podobnych działań na terenie naszego kraju, i to wszystkie zaledwie w ciągu ostatniego roku. Skala tego szaleństwa nadaje się nie na wpisy na Facebooku, ale na książkę, albo cały cykl wydawniczy…

Nie spodziewam się zatem żadnej refleksji ze strony tych szarlatanów, którzy pomylili sobie czasy obecnej pandemii z okresem mroków głębokiego średniowiecza. Ale nie ukrywam, że równocześnie liczę na zdrowy rozsądek zwykłych ludzi, także tych głęboko wierzących.

Kończąc ten cykl o pandemii, życzę wszystkim dużo zdrowia i dedykuję czytelnikom słowa ks. prof. Józefa Tischnera (1931-2000):

„POBOŻNOŚĆ JEST NIEZWYKLE WAŻNA, ALE ROZUMU NIE ZASTĄPI”.

Andrzej Gerlach

Adam Mazguła rozlicza władzę PIS z ofiar i szkód jakie Polacy ponieśli za jej przyczyną. Prosto z mostu i bez owijania w bawełnę.

ŹRÓDŁO

 

PiS-okupant morduje Polskę” – to tytuł najnowszego felietonu Pułkownika w stanie spoczynku, Adama Mazguły. Zdaniem Oficera, J. Kaczyński, A. Duda, M. Morawiecki, Z. Ziobro, …, wszyscy senatorowie i posłowie PiS oraz wspierający ich hierarchowie Kościoła rzymskokatolickiego, odpowiadają za największą dewastację kraju w powojennej Polsce.

Gdańsk. Debata przedwyborcza kandydatów na prezydenta Gdańska

Niewielu zdaje sobie sprawę z faktu, że za tej opresyjnej władzy straciło zdrowie i życie więcej osób niż w stanie wojennym i podczas wszystkich protestów robotniczych tego okresu łącznie. Zaznaczam, że nie chodzi tu o pandemię, bo to jeszcze całkiem inna historia. Wstrząsnęła całym krajem najbardziej pokazowa akcja terroru politycznego i zabójstwa Pawła Adamowicza, którego morderca i wyznawca PiS-u, jak wynika z doniesień prasowych, uniknie kary za ten polityczny mord.

 

 

 

 

Podobało się tej władzy torturowanie Igora Stachowiaka, z morderczym finałem na komisariacie we Wrocławiu. Do tej pory, tuszując sprawę, władza doprowadziła do postawienia zarzutów świadkom, a nie mordercom czy prominentnym działaczom PiS-u, którzy zaangażowali się w mataczenie i wspieranie sprawców zakatowania niewinnego człowieka. Zarzuty dla morderców w mundurach brzmią jak pogarda dla prawa – przekroczenie uprawnień. Policjanci zamordowali człowieka w Piwnicznej-Zdroju, bo chciał kupić piwo. Niewiele osób wie o zastrzeleniu przez Policję Adama Czerniejewskiego – 21-letniego mieszkańca Konina.

 

 

Nie żyje Dawid Kostecki „Cygan”, znany bokser, który ujawnił podkarpackie afery seksualne z udziałem prominentnych działaczy rządzącej partii. Przebywając w zakładzie karnym, podobno popełnił samobójstwo, wieszając się na leżąco i jest tylko jednym z przykładów seryjnych śmierci w więzieniach PiS-u. Moją odrazę wywołuje prezentowane przez obóz władzy zadowolenie ze śmierci, co najmniej 60 byłych funkcjonariuszy państwowych, w wyniku ustawy represyjnej PiS.

 

 

 

Niewyjaśnione są okoliczności śmierci Andrzeja Leppera, byłego komendanta głównego policji, generała Sławomira Petylickiego twórcy „Gromu”, czy pułkownika Sławomira Berdychowskiego — dowódcy jednostki specjalnej AGAT. Nie wiadomo, kto zamordował posła na sejm, na drodze, sprawca wypadku drogowego zawrócił, aby ostatecznie dobić rannego polityka.PiS-władzę obciąża śmierć, przez samospalenie, Piotra Szczęsnego, ale też innej utajnionej przez władze śmierć w dniu 30 kwietnia 2019 r. pod Kancelarią Rady Ministrów.

 

Pamiętamy Barbarę Blidę, której śmierć, podczas zatrzymania w domu przez władze, zakończyła się wielkim sprzątaniem i zmianą umundurowania sprawców, zanim Z. Ziobro ujawnił tragedię tej swojej propagandowej akcji. Nikt nie zliczy zahamowanych przez Z. Ziobrę przeszczepów, a więc ludzi skazanych na śmierć. Wycofanie się rządzących z dofinansowywania leków dla osób po przeszczepach, a cena tych lekarstw podniesiona została o setki procent, zablokowała leczenie setek, jak nie tysięcy ludzi.Totalny PiS-bałagan i słynne „zmieścisz się” spowodowały tragedię smoleńską i śmierć 96 osób w tym urzędującego prezydenta, a później jeszcze pilota „Jaka”.

 

Remigiusz Muś pilot „Jaka-40” z jednostki 36 specsił powietrznych

 

Śmierć towarzyszy pandemii koronawirusa, na którą władza kompletnie nie była przygotowana. Przez wiele miesięcy PiS oszukiwał Polaków, co do prawdziwych danych zachorowań i zgonów. Nie robi się dostatecznej ilości testów, a więc nie leczy się zarażonych. Jednak z tej przyczyny zamknięto szpitale i przychodnie dla pacjentów, odwołano planowane zabiegi. Trudno ocenić nawet skalę zgonów, która dziennie wynosi ok 500 osób. Tymczasem resort zdrowia robi bezkarne prywatne interesy na pandemii, a nawet pod tym przykryciem, zakupuje sprzęt podsłuchowy dla służb specjalnych.

 

Od 2015 roku trwa krucjata obecnej władzy przeciwko ludziom starszym, a przejawia się w systemowym zamykaniu szpitali, w „wyganianiu” z kraju lekarzy i pielęgniarek, w całkowitym zniszczeniu oddziałów geriatrycznych. Nie wykorzystuje się możliwości leczenia onkologicznego Polaków, bo dla partii, to za drogo. Do tego dochodzą osoby oczekujące latami na wizytę u lekarza specjalisty czy na zabiegi. Pandemia tylko dokonała finału tej farsy zdrowotnej PiS-u. Ofiarami tej władzy są też kobiety, dla których władza wymyśliła stosowanie przez lekarzy klauzuli sumienia.

Obliczono, że około 40 tys. Polaków umiera rocznie z powodu zatrutego powietrza, w czasie, kiedy władza zatrzymała energetyczne programy alternatywne dla spalania węgla i potęguje wielkość jego import z Rosji.Kto policzy skalę zniszczenia i śmierci, w wyniku przemocy w rodzinie, jeśli PiS zlikwidował większość programów pomocy dla poszkodowanych?

Kto odważy się policzyć setki ofiar będących rezultatem: frustracji społecznej, wynikającej z agresji władzy, skłócenia rodzin, wzrostu spożycia alkoholu (aż o 30% na jednego mieszkańca, co jest z pewnością efektem

15.03.2018 Wroclaw Tomasz Komenda

ubocznym programu 500+).Kto jest w stanie ukazać tragedię ludzi zwolnionych z pracy w celu udostępnienia stanowisk dla PiS-Misiewiczów czy przeniesionych karnie na drugi koniec Polski za uczciwość (jak chociażby prokurator ze Szcze1cina, który zmarł w Łańcucie)? PiS-władza dopiero zaczyna się rozwijać. Widać to po agresji propagandowej, dzieleniu ludzi, wskazywaniu wrogów, liczbie przetrzymywanych ludzi w aresztach wydobywczych, bez sądu i wyroku, po liczbie polityczno-propagandowych więźniach, takich jak chociażby niewinny Tomasz Komenda, którego skazano na 25 lat więzienia dla dobrego samopoczucia Lecha Kaczyńskiego.

 

 

W niewyjaśnionych okolicznościach nagle i niespodziewanie popełnili samobójstwa w samotności, pełni chęci życia dziennikarze śledczy – Wiktor Bater oraz reporterka Polsatu Ewa Żarska, która zainteresowała się pedofilią na szczytach władzy. Ilość samobójstw, szczególnie zaszczuwanych przez PiS-oprawców osób LGBT jest zastraszająca. Przemoc policjantów wobec pokojowo protestujących członków opozycji demokratycznej jest już standardem tej władzy. Nawet w rocznicę Powstania Warszawskiego czy Święta Niepodległości pokazali swoje siłowe wsparcie dla faszyzmu.

 

 

Zamordowano człowieka w Warszawie, bo nie podobały mu się barierki na Krakowskim Przedmieściu miesięcznicy smoleńskiej. Wybuch nienawiści PiS-policji politycznej i jej nadzorców wywołało nawet tak neutralne słowo, jak KONSTYTUCJA albo osiem gwiazdek. Teraz i za nie można być zatrzymanym, spisanym, wyrzuconym ze szkoły i z pracy, a jeśli jest się prawnikiem — można być prześladowanym zawodowo. PiS nie tylko morduje ludzi. Jego łupem jest też przyroda. Do swoich sukcesów zalicza masowe wycinki lasów i puszczy.

Cieszy go każde ścięte drzewo, nawet w wielkich miastach, gdzie parki i każda roślina decydują o jakości powietrza. Ślepa i chora potrzeba niszczenia każe tym wrogom przyrody zabijać również zwierzęta. Masowe mordowanie zaczęło się od zniszczenia dumy polskiej hodowli — stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim. Doprowadzono do upadku jednego z najbardziej dochodowych towarów eksportowych Polski. Moc i twarz PiS-u mają również decydenci Lasów Państwowych i Polskiego Związku Łowieckiego. To myśliwi otrzymali zlecenie odstrzału bobrów, żubrów i innych chronionych gatunków. Co jeszcze wymyślą ci zakompleksieni i myślący inaczej ludzie? Specjalnością partii rządzącej stało się mordowanie niezależnych myśli. Zabijają pamięć historyczną, kulturę narodową, prawdę, przyzwoitość, skromność, empatię… Niszczą wolne myśli i zapisy konstytucyjne naszego kraju.

PiS zamordował podstawowe zasady parlamentaryzmu, wprowadził prostactwo, a wraz z nim — tolerancję dla przestępstw urzędniczych. Zniszczył prawo do wolności wyznawania wiary i religii, …Szczyt hipokryzji osiągnęła partia rządząca, uchwalając, pod osłoną pandemii koronawirusa wybory pocztowe przeprowadzane nie przez Państwową Komisję Wyborczą, a przez PiS-owski aparat władzy i urzędy pocztowe. Na uwagę zasługuje fakt, że te pseudo wybory nie miały cech konstytucyjności i nie mają możliwości prowadzenia kampanii wyborczej.To oznacza, że zamiarem PiS-u jest raz zdobytej władzy nigdy nie oddać. Za tą myślą idą dalsze represje i przemoc wobec politycznych przeciwników.

Prokuratura Z. Ziobro odmówiła wszczęcia ponad 450 aferalnych spraw wobec zamieszania w nie członków partii rządzącej. W Polsce rządzi partia wyznawców męczeńskiej śmierci, panów świata, sędziów ostatecznych, ciemnych sił zawiści i kompleksów, które każą jej unicestwiać wszystko, co pojawia się na jej drodze do bezkarności, władzy i bogactwa. Partia ta wyzwala prymitywną moc panowania ludzi niegodnych i nikczemnych. Każdy zakompleksiony i niedowartościowany człowiek tak już ma, że czuje silną potrzebę gotowania piekła albo, chociaż sprawiania przykrości innym. Dlatego partia, która jest zbiorem niedowartościowanych i zagubionych życiowo ludzi, tworzy swoje sukcesy przez sztuczne wywyższanie i nadawanie przywilejów indywidualnych.

Partia rekompensuje brak wykształcenia i snobizm swoich wyznawców wysokimi stanowiskami, służbowymi limuzynami, wzmożoną ochroną. Przykładem niech będzie marszałek, który się „wylatał”. Ludzie słabi, którzy wyrastali w upokorzeniu, marzą o sile, która ich dowartościuje i pokaże, jak są mocni wielkością swoich stanowisk i wpływów. Tacy ludzie zawsze mają skłonność do przemocy i poniżania innych dla swojego dobrego samopoczucia. Jeśli dzisiaj spotykam ludzi, którzy przyzwyczajają się do zawłaszczania kraju przez narodowo-socjalistyczną partię wyznaniową PiS szybciej, niż następuje ich percepcja rozumienia świata, to wyjaśniam: faszyzm dopiero na końcu swojego rozwoju niesie ze sobą obozy śmierci i przemysł przerobu ludzi na mydło, ale droga do tego haniebnego celu prowadzi przez umysły takich jak Wy, ignorantów, ludzi biernych, chowających się przed życiem i odpowiedzialnością, niewolników wiary, wielbicieli kłamstwa i zwykłych tchórzy z łupieżem na głowie. Nie chcę się z wami tego piekła doczekać.

W tej sytuacji szokuje, że ludzie siedzą spokojnie w domach i godzą się na przemoc, nawet domową, skierowaną na nasze żony czy córki; przemoc, która staje się prawem, która staje się wylęgarnią patologii w stosunku do dzieci i rodzin. Pozostaje nadzieja, że chociaż ci, którzy jeszcze wiedzą, jak żyć normalnie, w poczuciu odpowiedzialności i ochrony własnego świata, wolnego od przemocy, przepojonego przyzwoitością, nie będą się urządzać na tej wielkiej PiS-owskiej kupie gnoju. Aby koniec bezprawia tej władzy i to wielkie mordowane Polski i Polaków znalazło swój pewny finał na ławach oskarżonych dla morderców narodowych.

Adam Mazguła

Kościół polski, a pandemia. Cz.5, 6, 7 i 8 …

KOŚCIÓŁ POLSKI, A PANDEMIA – część V.

Właśnie minął rok od słynnych procesji eucharystycznych jakie miały, wiosną 2020 roku, uratować nasz katolicki kraj przed ogólnoświatową pandemią. Już pewnie nie wszyscy pamiętają jak to nasi polscy księża masowo i niezwykle ochoczo organizowali przed rokiem takie akcje, poprzedzone specjalnymi nabożeństwami, po których z Najświętszym Sakramentem w ręku, przechodzili wybranymi ulicami polskich miast i ratowali mieszkańców przed pandemicznym zagrożeniem.

I tu kilka uwag. Po pierwsze księża przechodzili w procesji tylko ściśle wyznaczoną wcześniej trasą, wokół tych bloków mieszkalnych, których mieszkańcy opłacili ofiarę w intencji ochrony przed pandemią. I to jest w pełni zrozumiałe, bo jak ktoś nie opłacił to trudno, aby się domagał ochrony Najświętszym Sakramentem.

Po drugie. W ciągu ostatniego roku nie przeprowadzono badań wśród mieszkańców tych bloków mieszkalnych, w jakim stopniu pandemia ich nie dotknęła, co mocno mnie rozczarowuje. Jest bowiem niezwykle istotnym pytanie, które się teraz po roku nasuwa w sposób naturalny, czy mielecka procesja eucharystyczna okazała się skuteczna, bo jeżeli tak, to powinna się odbywać regularnie i to nie tylko w tej mieleckiej parafii.

Wspomnianą akcję na mieleckim Osiedlu Smoczka prowadził przed rokiem ksiądz diecezji tarnowskiej, od niedawna miejscowy proboszcz, a prywatnie najbliższy kuzyn jednego z wpływowych tarnowskich biskupów, a asystowali mu jego wikarzy. Skoro więc aż taka kościelna szarża zaangażowała się przed rokiem w Mielcu w walkę z pandemią, to zapewne koronawirus w tym pobożnym mieście przebiegł zupełnie bezobjawowo i dotknął jedynie niewierzących mieszkańców Osiedla na Smoczce.

A może zamiast szczepień ochronnych organizowanych obecnie przez państwo, Ksiądz Prałat zorganizuje w swojej mieleckiej parafii kolejną procesję eucharystyczną? Może podobna akcja nie wyjdzie taniej, ale ewentualne koszty pokryją ofiary wiernych…

 

KOŚCIÓŁ POLSKI, A PANDEMIA – część VI.

 

Żadnych maseczek ochronnych, żadnego dystansu pomiędzy uczestnikami procesji eucharystycznych…,

ale jest siła modlitwy.

Tylko czy obecną pandemię powstrzyma modlitwa i procesja fanatyków?

 

 

KOŚCIÓŁ POLSKI, A PANDEMIA – część VII.

Walka polskiego duchowieństwa z obecną pandemią miała także swoje legnickie epizody. Tamtejszy jeden z miejscowych proboszczów doszedł do wniosku, że nic tak skutecznie nie posłuży zwalczaniu pandemii jak przejazd z Najświętszym Sakramentem po całym mieście.

Przewielebny Ksiądz Proboszcz nie tylko przejechał po mieście, ale także nagrał w związku z tym przejazdem specjalny film, który przy okazji reklamował samochody lokalnego dilera, co było oczywiście działaniem zupełnie przypadkowym…

Film nie tylko został umieszczony na stronie parafii, ale także był w tysiącach egzemplarzy rozsyłany do parafian i mieszkańców całej Legnicy. Także zapewne przypadkowo…

Niestety, po ilości zakażeń koronawisusem w samym mieście, setek ofiar śmiertelnych w Legnicy jak i w całym regionie Dolnego Śląska w kolejnych miesiącach rozwijającej się pandemii wynika jednoznacznie, że siła rażenia Najświętszego Sakramentu była widać niewystarczająca. Widocznie organizatorzy zapłacili za całą akcję zbyt mało i dlatego poniosła ona pandemiczną klęskę…

Ale na szczęście, setki opłat za pogrzeby ofiar pandemii w kolejnych miesiącach, tysiące gregorianek i intencji mszalnych za zmarłych na koronawirusa i inne choroby współistniejące, uratowały cały budżet miejscowej parafii. I to już nie była zapewne działanie przypadkowe…

 

KOŚCIÓŁ POLSKI, A PANDEMIA – część VIII.

Dzisiejszy wpis napisało samo życie i to napisało pod murami Jasnej Góry, gdzie odbyła się coroczna, cykliczna pielgrzymka motocyklistów i pierwsza w tym sezonie. Kolejne już w drugiej połowie kwietnia.

W dobie obecnej fali pandemii koronawirusa, w województwie śląskim, gdzie statystyki wskazują najwyższe ilości zakażeń i zgonów, tysiące motocyklistów spotkało się na swojej tradycyjnej pielgrzymce.

Jeden z paulinów, rzecznik prasowy Klasztoru Jasnogórskiego, mówił co prawda, że wszyscy zebrani przestrzegają obostrzeń i wymogów sanitarnych, ale zdjęcia i relacje filmowe z tej imprezy temu wyraźnie przeczą.

Zdecydowanie bliżsi prawdzie byli sami uczestnicy pielgrzymki, którzy reporterom mediów odpowiadali z rozbrajająca szczerością, że „kto się powierzy opiece Matki Boskie Częstochowskiej nie musi się obawiać epidemii, nie musi obawiać się o swoje zdrowie i życie”. I te słowa chyba wystarczą za wszelki komentarz. Można jedynie pozazdrościć głębokiej wiary…

Pod murami częstochowskiego sanktuarium byli w dniu dzisiejszym także liczni polscy narodowcy, skrajni zwolennicy polskiej prawicy i przeciwnicy szczepień, członkowie licznych stowarzyszeń i bractw katolickich, którzy na swoich sztandarach mają obronę „zagrożonego Kościoła w naszym kraju”. Brakowało tylko Szwedów i kolumbryn Karola Gustawa…

 

Andrzej Gerlach

 

Bp Tyrawa rezygnuje… a raczej z niego rezygnuje papież Franciszek…

Więź zamieściła bardzo grzeczny komunikat w sprawie rezygnacji biskupa Tyrawy z zarządzania diecezją bydgoską. Stało się to dopiero po zakończeniu śledztwa w sprawie jego postawy wobec wiedzy na temat nadużyć seksualnych wobec dzieci, jakie miały miejsce w tej diecezji przez dziesięciolecia, pod jego zarządem. To jedna z wielu bulwersujących nas spraw. A to, że ta akurat doczekała się jakiegoś finału i że zawdzięczamy to decyzji Franciszka, jest jedynie zabiegiem PR-owym. Ma pokazać prawym katolikom, że Watykan nie stoi po stronie przestępców.

Jako zabieg polityczny być może zadowala świat polityki. Dla ofiar nie znaczy nic albo prawie nic. Ofiary i społeczeństwo oczekują zdecydowanych działań, a resztka katolików praktykujących, że to się więcej nie powtórzy, że instytucja KK wdroży odpowiednie zarządzenia, uniemożliwiające kontakty duchownych z potencjalnymi ofiarami w sytuacjach izolowanych sam na sam. W praktyce oznacza to zero wyjazdów, pielgrzymek, spotkań na plebaniach itd, bez obecności osób trzecich. I nie! Nie wystarczy zgoda rodziców. Rodzice nie okazali się wystarczająco odpowiedzialni za swoje dzieci, zatem to państwo powinno systemowo zagwarantować dzieciom ochronę przed zakusami księży.

Nie może być tak, żeby jakaś sekta bezkarnie krzywdziła część młodego pokolenia, bo rodzice mają prawo wychowywać dzieci zgodnie z własnym światopoglądem i chrzczą swoje dzieci bez ich świadomej zgody. I nie może być tak, że kiedy te dzieci dorosną nie mogą skutecznie wypisać się ze związku wyznaniowego, który nie odpowiada ich prawdziwemu światopoglądowi. To nie są zdrowe zasady współżycia społecznego tylko realizacja polityki kościoła w zakresie zabezpieczania własnych interesów.

 

 

kuna2021kraków

Ordo Iuris pod lupą Centrum Zwalczania Organizacji Sekciarskich w Belgii. Kiedy zostanie zdelegalizowana w Polsce?

Kerstine Vanderput, kierująca pracą belgijskiego CIAOSN, (Centrum Informacji i Analiz Szkodliwych Organizacji Sekciarskich) podała do wiadomości, że:

Ordo Iuris jest odgałęzieniem światowej sieci TFP ( Tradition, Family and Property) stworzonej w Brazylii w 1960 roku przez Plinio Correa De Oliveira, a ich działalność, finansowana milionami, jest niesłychanie szkodliwą krucjatą konserwatywną.

Warto dodać, że w ramach tej krucjaty, Ordo Iuris w Polsce inicjuje wszystkie inicjatywy w zakresie propagandy antychoice,  klerykalizacji uczelni wyższych, podsyca konflikty na tle obrażonych uczuć religijnych – wręcz poszukuje takich organizacji i osób fizycznych, które skłonne są pod ich wpływem poczuć się jakoś obrażone i sygnować pozwy z art. 196 kk. To nie kto inny tylko Ordo Iuris stoi za strefami wolnymi od LGBTQ i Kartą Rodziny, która wprost prowadzić może do dyskryminacji nie tylko osób LGBTQ, ale także niepełnych rodzin, samotnego rodzicielstwa, i ofiar przemocy domowej. Jest dziś w Polsce postrzegana jako jedna z najbardziej szkodliwych społecznie organizacji, prowadzi bowiem nachalną propagandę rozbijającą więzy rodzinne poprzez antagonizowanie bliskich po dwóch stronach jakiejś sztucznej barykady.

Osobnego omówienia wymaga ich działalność na polu dyskryminacji kobiet, niszczenia ich praw i wolności – co jest zgodne z agendą TFP, która marzy o zniesieniu praw człowieka. Na temat metody działania, powiązań i działalności TFP oraz licznych klonów tej sekty można się dowiedzieć więcej z lektury pod tytułem „To jest wojna” Klementyny Suchanow. Lektura nie łatwa, ani przyjemna, za to nie pozostawia wątpliwości co do charakteru, celu i motywacji ludzi działających w Ordo Iuris. Polecamy każdemu, kto nie chce żyć z szeroko zamkniętymi oczami.

księgarnia

 

 

Kto odpowie za zaniedbania w szkole świeckiej w zakresie edukacji seksualnej i brak nadzoru nad treściami i programem zajęć z katechezy?

 

Też mam pytanie. Czy minister Czarnek czegoś nie zrozumiał? Czy minister Czarnek umie czytać? Czy minister Czarnek czytał kiedykolwiek Konstytucję w całości, czy  poprzestał jedynie na preambule? Jeśli jest tak jak przypuszczam, to uczynię mu tę uprzejmość i przypomnę, że szkolnictwo, edukacja to usługa publiczna, finansowana z naszych obywatelskich składek i ma ona być obojętna światopoglądowo. Ma też być, bo tak chcą nauczyciele, rodzice i uczniowie edukacją czerpiącą z osiągnięć nauki, a zatem ma być zgodna z jej ustaleniami na temat naszej rzeczywistości. Nie jest racją stanu wychowywanie dzieci i młodzieży w duchu absurdów paranaukowych, religijnych dogmatów i tworzenie przestrzeni oraz atmosfery stresu,  podstawy do tworzenia nerwic i depresji wśród dorastających ludzi płci obojga.

Język fundamentalistów, w jakim wykłada swoje kredo kościół katolicki poprzez katechetów i siostry zakonne w przedszkolu, szkole podstawowej gimnazjum i liceum, oraz materiały propagandowe o znacznym nasileniu treści i obrazów emocjonalnie nie do przyjęcia i zreflektowania przez młodych, to nic innego jak przemoc ideologiczna i bezpardonowa produkcja przyszłych frustratów z silnymi zaburzeniami postrzegania płciowości, seksu, niezdolnych do budowania zdrowych i silnych związków będących jedyną podstawą i szansą trwałej rodziny. Zatem to co robi minister Czarnek chcąc się przypodobać klerowi jest przeciwskuteczne, bo szkodliwe dla przyszłości rodzin polskich.

Wszystko zdaje się przemawiać za tym, że ministra Czarnka nie obchodzą skutki takiej skandalicznej edukacji w murach szkół, prowadzonych za nasze , podatników pieniądze i w najbliższym półwieczu pragnie on, nie wiedzieć dla kogo i po co, zniszczyć całe pokolenie Polek i Polaków. Do tego należy podkreślić, że nie mamy od lat zastępowalności pokoleń i nie uratuje tej sytuacji ani 500+, ani przemoc religijna i coraz częściej również przemoc ustawowa, oparta na dogmatach katolickich.

Nawiasem mówiąc cała narracja religijna to zwykłe stręczenie do wczesnej inicjacji bez wiedzy i pojęcia o co chodzi w odpowiedzialnym rodzicielstwie. Puszczanie sfery reprodukcyjnej i seksualności na żywioł, bez odpowiedniej dawki wiedzy, to nic innego jak sprowadzane dzieciaków na drogę instynktu zwierzęcego – takie idźcie i się rozmnażajcie, a Bóg wszechmogący wam pobłogosławi… albo i nie, któż by się tam z nim spierał… Nikt nie zna wszak jego wyroków…

Sytuacji nie uratują też ci młodzi, dzielni ludzie, których spotykam na plantach krakowskich w niedzielne popołudnia, gdzie ONA, ze skupioną uwagą na dzieciach, w ciąży,  pcha wózek z bliźniakami, a po obu stronach do wózka podczepione idzie pozostały nieco tylko starszy narybek. On wygląda jak własna śmierć, a na obliczu obojga nie ma śladu zachwytu nad ich sytuacją rodzinną, ani nie gości tam radość. Oboje są skrajnie umęczeni na własne życzenie, ale też dlatego, że uwierzyli kościołowi i edukacji pozbawionej rzetelnej wiedzy na temat płci, seksu, zagrożeń i skutków ignorancji w życiu osobistym. Mieli za to okazję, co najmniej 4 razy w ciągu katechezy w szkole obejrzeć „Niemy krzyk”, pokazujący od pierwszego do ostatniego kadru wierutne bzdury na temat aborcji, co wielokrotnie już było udowodnione przez specjalistów i filmowców.

 

a tak BTW :

 

Właściwie to taka para ma pełne prawo złożyć pozew przeciwko państwu polskiemu za złamanie gwarancji konstytucyjnych danych obywatelom i przekreślenie ich przyszłości z powodu dyletantyzmu i braku nadzoru nad treściami i programem zajęć religijnych w szkole państwowej i świeckiej już tylko z nazwy.

 

 

 

 

 

Poniżej fragmenty z publikacji na wyborcza.pl jako drobny wyimek z tej potwornej rzeczywistości polskiej sklerykalizowanej szkoły…

 

 

Piąte pytanie z testu brzmi: „Czy pigułka dzień po jest formą zabójstwa dziecka i grzechem wyjątkowo ciężkim?” Można wybrać jedną z dwóch odpowiedzi: tak lub nie. Pytanie ósme: „Kto z osób biorących czynny lub bierny udział w aborcji popełnia grzech ciężki? Odpowiedzi do wyboru:

  • chirurg dokonujący tego,
  • matka zabijająca swoje dziecko,
  • ten, kto finansuje,
  • osoba sprzątająca w szpitalu,
  • każdy kto zachęca do tego.

 

– Z taką retoryką na lekcjach religii mamy do czynienia coraz częściej – mówi radna Warszawy Agata Diduszko-Zyglewska. – Kościół nie odwołuje się tu do nauczania Chrystusa czy zapisów z Nowego Testamentu. Szkolnych zajęć używa, by powielać swój anachroniczny model świata, który jest niezgodny z prawami człowieka. Zabieg aborcji nie jest zabiciem dziecka, taka retoryka fundamentalistów jest szalenie niebezpieczna i może mieć tragiczne konsekwencje. „

Kilka dni temu minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek zapowiedział na łamach „Gazety Polskiej”: „Będziemy chcieli zlikwidować to, co wiele lat temu zostało wprowadzone, czyli możliwość wyboru jednego z trzech wariantów: albo religia, albo etyka, albo nic. To »nic« stało się dość powszechne na przykład w dużych miastach. I właśnie to »nic« służy temu, by odbywały się podobne zbiegowiska, które kompletnie bezrefleksyjnie podchodzą do życia. Nauka albo religii, albo etyki będzie obligatoryjna, by do młodzieży docierał jakikolwiek przekaz o systemie wartości”. Minister dodał, że trzeba będzie również wykształcić nauczycieli etyki i napisać „porządny podręcznik”.

Dziś w szkołach religia i etyka to zajęcia nieobowiązkowe. Jedne i drugie formalnie szkoła powinna zorganizować na wniosek rodziców. W praktyce prawie 100 proc. szkół organizuje religię, etyka jest w części szkół. Uczniowie mogą uczyć się obydwu przedmiotów, mogą też nie chodzić na żaden. – Propozycja ministra Czarnka to rzucenie koła ratunkowego tonącemu Kościołowi w Polsce – komentuje radna Agata Diduszko-Zyglewska. – W ostatnim roku mamy do czynienia z ogromną falą rezygnacji z lekcji religii, co wiąże się z odcięciem Kościoła od funduszy. Wybór, który proponuje minister, jest pozorny. W przytłaczającej większości szkół obowiązkowa będzie religia, bo placówki mają problem ze znalezieniem kadry do nauki etyki. W ten sposób minister zmusi tysiące dzieci do powrotu na lekcje religii. A to jawne łamanie konstytucji, która zapewnia obywatelom wolność wyznania.

ŹRÓDŁO

 

 

Z takim podejściem do edukacji możemy od razu pozamykać szkoły i uniwersytety. Dedykuję do rozważenia nauczycielom i dyrektorom szkół, bo to jest już stanie przed ścianą płaczu. Niestety dzisiejsza Polska jest pod zarządem takiej klasy politycznej i to się prawdopodobnie jeszcze długo nie zmieni. Ponownie apeluję o tajne komplety

 

kuna2021kraków

 

 

 

 

 

Enfant terrible znowu w natarciu – Polska poucza Czechów jak mają współpracować z rządem RP w dyskryminacji Polek

Polska ambasada w Pradze domagała się od czeskiego ministerstwa zdrowia, by ograniczono dostępność do aborcji dla Polek. Czesi nie zamierzają się podporządkować.

 

I w zasadzie to wystarczy za cały news. Bohaterami wymiany zdań na ten temat byli:

Antoni Wręga, zastępca polskiego ambasadora w Pradze

Jan Blatny czeski minister zdrowia

Listy dyplomatyczne od Wręgi do Blatnego i z powrotem…

Senat czeski

A wszystko to miało miejsce 10 marca 2021 po tym jak polski TK mgr Przyłębskiej potwierdził, zgodnie z oczekiwaniem Kaczyńskiego, że aborcja z wskazania o letalności płodu jest nie zgodna z Konstytucją. BTW – zastanawiam się czy ktoś nie powinien wreszcie sprawdzić czy ta pani potrafi w ogóle czytać tekst ze zrozumieniem… Inne wyjaśnienie tej przedziwnej interpretacji mogłoby wynikać z  tego, że czytałam inną , zupełnie inną Konstytucję!

Treść listu miała dotyczyć poprawki czeskiego senatu do ustawy o aborcji. Dokument ma doprecyzować warunki, na jakich cudzoziemki mogą poddawać się aborcji w Czechach. Wręga miał zapewnić, że „Polska szanuje suwerenność Republiki Czeskiej”, jednak oczekuje z jej strony „szacunku dla procesów demokratycznych i wartości kulturowych”. Chodzi o tzw. turystykę aborcyjną.

 

ŹRÓDŁO

ŹRÓDŁO

„Po co nam liberałowie” – to ważniejsze pytanie niż nagonka na Lewicę co paktuje z PIS-em. Komentarz tygodnia – Jakub Żaczek

Na naszym portalu staramy się prezentować ciekawe, nie zawsze oczywiste punkty widzenia. Musimy tak podchodzić do polityki i oceny rzeczywistości, albowiem w tak skrajnie niekiedy spolaryzowanych społeczeństwie istotne jest zapoznanie się z nimi w jak najszerszej perspektywie.

Dzisiaj komentarz w sprawie udziału Lewicy w negocjacjach z PIS-em i bardzo w tym kontekście  na czasie pytanie o to,

czy Polki i Polacy potrzebują liberałów?

Tematem tygodnia są pieniądze z Planu Odbudowy i to czy Lewica dobrze zrobiła negocjując z PiS w sprawie warunków poparcia. Zacznijmy od rzeczy oczywistych. Duża część tych pieniędzy zostanie rozkradziona. Ale to się stanie niezależnie od tego, czy PiS będzie jeszcze u władzy, gdy nastąpi dzielenie tego tortu. Korupcja jest kosztem polityki w ustroju, w którym żyjemy. Nie ma ugrupowania, które się tym nie splamiło.

Druga rzecz, że uzyskane „gwarancje” będą mogły zostać złamane, a nawet jeśli nie, to obietnica budowy 75 tys. mieszkań w systemie TBS (z czynszem 20 zł za metr plus opłaty) nijak się ma do potrzeb osób, które straciły źródło dochodów przez COVID i chaotyczne działania rządu. Nie wspomnę o tym że Mieszkań Plus (jeszcze droższych) miało być 100 tys. a efekty są takie jak każdy widzi. Jest jasne, że głód mieszkaniowy i polityka robienia dobrze deweloperom kosztem mieszkańców jest konsensusem postsolidarnościowym. To niemal dogmat wyniesiony na ołtarze przez wąsatych styropianowców, pełniących (czy jeszcze?) rząd dusz w tym smutnym kraju na wiecznym „dorobku”.

I oto „rząd dusz” ewidentnie się męczy, pęka w szwach, co próbuje się zakryć coraz głośniejszym jazgotem. Prymitywna doktryna „każdy kowalem własnego losu” (co w praktyce przekłada się na hasło „j*b*ć biedę”) była rządzącą ideologią ostatnich 30 lat. To się kończy i musi się skończyć i jeśli oszalałe z wściekłości libki chcą tu robić Rejtana, to jakie nie będzie ich zdziwienie, gdy zostaną po prostu całkowicie zignorowani, jak groteskowe ultimatum wystosowane przez duumwirat Lempart & Suchanow.

Ewidentnie rządy Zjednoczonej Prawicy mają ogromne grzechy na sumieniu: tworzenie quasi-nazistowskich nagonek na imigrantów i osoby LGBT, co skutkowało wzrostem przemocy wobec obcokrajowców i samobójstw wśród młodych ludzi. Trudno o bardziej podłą kampanię, której celem było przecież tylko zdobycie kilku punktów procentowych poparcia. Podłość i sromota. Jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że temat imigracji został całkowicie wypalony, a Polska przeżyła największy w swojej historii napływ imigrantów, a ich obecność stała się elementem codzienności. Ten napływ ludności ewidentnie był nadzorowany i dozwolony przez rząd. I bardzo dobrze, nie ma w tym nic złego.

Powoli wypala się też temat LGBT. Tępe okrucieństwo tej kampanii nienawiści spowodowało reakcję zwrotną: normalizację tych wielu tożsamości i coming out wielu osób (w tym mój). W tym samym czasie Koalicja Obywatelska traktowała temat całkowicie instrumentalnie, wyłącznie jako „bat na PiS” i nie robiła nic, by posunąć prawa osób LGBT do przodu, z obawy przed utratą swojego zacofanego, pełnego uprzedzeń elektoratu. Po co ci liberałowie są nam potrzebni? Naprawdę nie wiem. Ani nie rozumieją gospodarki, ani nie pragną większej wolności. Chcą tylko władzy i udziału w rozkradaniu państwa. Poniekąd zrozumiałe (tego chcą wszyscy politycy), ale skąd przekonanie o ich „wyższości moralnej”? Doprawdy bardzo to tajemnicze.

ŹRÓDŁO

Jakub Żaczek

Serwis – samo gęste by „Doniesienia z putinowskiej Polski”

Podsumowanie tygodnia w reżimie zwanym Polską – odcinek 7

? Brace yourself, Gilead is coming.

Fundamentalistyczna sekta znana jako Fundacja Pro – Prawo do Życia, zaczęła zbierać podpisy pod kolejnym już projektem ustawy. Tak, chodzi o aborcję. Tak, aborcja (także farmakologiczna, czyli tabletka „dzień po”) ma być wedle projektu traktowana jak zabójstwo. Czyli może za nią grozić i dożywocie. Zapamiętajcie to sobie, żebyście za rok-dwa nie byli zdziwieni jak nagle stanie się to sprawą dyskutowaną w mainstreamie. Niestety, ale doświadczenie ostatnich kilku lat (circa od Światowego Kongresu Rodzin w – werble i brak zaskoczenia – Moskwie w 2014 roku) pokazuje, że opłacani przez Kreml fundamentaliści zdobywają w naszym kraju coraz większą władzę. Osobiście nie zdziwiłbym się, gdyby stopień infiltracji Partii przez tych fanatyków był daleko większy niż się Prezesowi śni.

 

? W międzyczasie niektórzy obywatele zabrali się do egzekwowania prawa, którego wyegzekwować nie chciało państwo pod rządami Partii i cisnących ją od prawej fanatyków. Otóż najpierw w Krakowie, a później w Warszawie, nieznani sprawcy spalili dwie furgonetki ww. fundacji. Furgonetka warszawska stała pod Szpitalem Bielańskim, mimo że nie powinna tam stać, bo szpital już raz wygrał z fundacją w sądzie. Ale nie po to się ma do dyspozycji aparat państwa, żeby się przejmować jednym głupim wyrokiem, prawda? No więc ktoś inny też się nie przejął prawem i furgonetkę zjarał. Osobiście spodziewam się naśladowców i kontynuatorów, choć pewnie tzw. policja w całym kraju będzie teraz z wielką odwagą bronić poparkowanych płodobusów. Czekam na zdjęcia, bo będą zapewne konkurowały ze szpalerami policjantów broniących smoleńskich schodów. Albo kościołów, których nikt nie atakował.

? Przemysław Czarnek, który z niewyjaśnionych przyczyn jest nadal ministrem edukacji, pozazdrościł Fundacji Pro i również uczynił

kolejny krok w kierunku zamiany Polski w fikcyjny Gilead (lub realny Iran) oraz ośmieszenia jej na arenie międzynarodowej. Zapowiedział bowiem dołączenie biblistyki do oficjalnej klasyfikacji polskich dziedzin naukowych. Dodam tylko, że obecnie mamy 7 dziedzin (w tym teologię…), które dzielą się na 46 dyscyplin. Biblistyka to, za Wikipedią, grupa dyscyplin naukowych zajmujących się badaniem Biblii. Jeśli plan Czarnka wejdzie w życie, badanie Biblii będzie traktowane na równi z fizyką, biologią, matematyką, astronomią i wszystkimi 9 dyscyplinami technicznymi. Oczywiście przy okazji grupa kościelnych „naukowców” dostanie sowite granty za badanie ciągle tej samej książki, ale jestem pewien, że to nie o to tu chodziło.

PS. Miałem już ten punkt napisany, a tu mi nagle Czarnek wyskoczył z nowym genialnym pomysłem, żeby religia/etyka były w szkole obowiązkowe. Rozumiecie, Amerykanie latają autonomicznymi dronami na Marsie, a my będziemy wbijać modlitwy w głowy młodzieży, która – wedle WSZYSTKICH badań na ten temat – ma to głęboko w dupie.

? Zazdrości też dał się ponieść wójt gminy Grunwald, który napisał 20-stronnicowy (!) list do premiera i prezydenta, żaląc się, że opozycyjna rada gminy nie pozwala mu rządzić i generalnie rzuca kłody pod nogi. A żeby trafić swoją argumentacją do serca Adriana i Pinokia, dodał, że dwie radne są dodatkowo podejrzane, bo „prywatnie są matkami lesbijek”. Nie powinno nas to dziwić. Skoro prezydent może sobie publicznie mówić, że mniejszości seksualne to nie ludzie tylko ideologia (niedługo rocznica tej śmiałej tezy, będę o tym pisał), to czyż wójt nie może uczciwie założyć, że jak ktoś ma córkę lesbijkę to chyba naturalne, że będzie stawiał opór uchwałom o remont gminnego boiska? Pewnie, że może, bo taki mamy polityczny klimat.

 

? Dane ponad 22 tysięcy funkcjonariuszy różnych polskich służb wyciekły z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa za pośrednictwem portalu ArcGIS. Byłby to może zabawny popis niekompetencji, gdyby nie fakt, że w tej grupie prawdopodobnie są także funkcjonariusze, którzy do minionego tygodnia działali niejawnie. Możemy tylko przypuszczać jakim prezentem dla obcych służb jest taka lista.

 

 

 

? A skoro jesteśmy przy niekompetencji, to uprzejmie donoszę, że polska myśl tupolewistyczna ma się niemal tak dobrze jak biblistyka. Otóż okazuje się, że dekadę po katastrofie, w której kolektywna niekompetencja i tumiwisizm urzędników z Kancelarii Prezydenta doprowadziły do śmierci owego prezydenta i szeregu innych oficjeli, historia zatacza koło i wraca jako farsa. Oto bowiem prezydentem jest człowiek, który jest przynajmniej częściowo odpowiedzialny za tamtą katastrofę, a z pewnością na tamtej katastrofie zbudowany został kapitał polityczny, który w ogóle pozwolił mu zostać prezydentem. No i ten człowiek lub ktoś z jego najbliższych doradców (czyli de facto on) naciskali na pilotów żeby startowali z lotniska w Zielonej Górze, mimo że nie pozwalały na to procedury, bo lotnisko było już zamknięte. No ale Adrian śpieszył się do Warszawy, bo trwała kampania, więc heloł, są chyba rzeczy ważne i ważniejsze?

Żeby było jeszcze zabawniej, to Wirtualna Polska dotarła do zapisu rozmów grupy ważnych ludzi z branży lotniczej, którzy ustalali spójną strategię komunikowania mediom o tym incydencie (czytaj: ustalali przekaz). W skład grupy weszli m.in.:

– prezes PLL LOT Rafał Milczarski

– prezes PAŻP Janusz Janiszewski

– wiceminister infrastruktury Marcin Horała ❗

– wiceminister aktywów państwowych Maciej Małecki ❗

– dyrektor biura prasowego w Kancelarii Prezydenta Marcin Kędryna ❗

– kilku członków struktur PLL LOT

Zwróćcie uwagę na to ile energii poświęcono na przestrzeganie dosyć logicznych procedur, a ile na zatajanie, że się na nie miało wywalone. Oraz wyobraźcie sobie na chwilę, jaką histerię rozpętałaby Partia, gdyby na skutek niedopełnienia procedur ten samolot się rozbił…

? Dwie ważne wiadomości płyną z frontu demontowania polskiego wymiaru sprawiedliwości przez sektę Ziobry. Otóż najpierw okazało się, że złożona z najwierniejszych ziobrowych prawników Izba Dyscyplinarna nie zezwoliła na zatrzymanie sędziego Igora Tulei, który jak mało kto zalazł Partii za skórę. Tajemnicą pozostaje, czy ludzie Ziobry zmiękli, być może bojąc się przyszłej odpowiedzialności karnej za takie jawne łamanie prawa, czy też jest to zabieg PR-owy, mający pokazać wszystkim, że Izba Dyscyplinarna jest od Ziobry niezależna i ogólnie w Polsce nie ma nacisków na sędziów. Czas pokaże.

 

 

Fun fact: prokuratorem oskarżającym Tuleyę jest niejaki Adam Roch, który za pierwszego pisu wsławił się przesłuchiwaniem kobiety w trakcie porodu. To taka dygresja dotycząca standardów etycznych u Ziobry.

Drugim ważnym wydarzeniem na froncie Temidy jest oświadczenie Stowarzyszenia Sędziów Iustitia. Otóż stwierdzono w nim, że wszystkie uchwały przejętej przez Partię Krajowej Rady Sądowniczej, dotyczące powoływania nowych sędziów, powinny zostać uznane za nieważne. Implikacje prawne takiego oświadczenia mogą być liczne i zawiłe, ale zasadniczo sprowadzają się do tego: jak już Partia upadnie i sobie swoją głupią twarz rozwali, to w wymiarze sprawiedliwości nie będzie „opcji zero” ani „grubej kreski”, tylko czas poważnych rozliczeń. Znowu: czas pokaże. Ale iskierka nadziei jest. Prezes Iustitii zapewnia, że porządkowanie po Partii powinno trwać rok-dwa i ja mu tego optymizmu zazdroszczę.

 

 

PS. Jak gdzieś dorwiecie zdjęcie mundurowych pilnujących płodobusów to nie wahajcie się nimi podzielić ?

 

ŹRÓDŁO

Kościół polski, a pandemia. Cz.1. i 2.

KOŚCIÓŁ POLSKI, A PANDEMIA – część I.

W dniu dzisiejszym Pierwszy Pinokio Rzeczypospolitej ogłosił kolejne obostrzenia dotyczące naszego kraju, w świetle kolejnej fali pandemii koronawirusa. Nie będę przypominał niekonsekwencji i wręcz błędów w walce z pandemią, popełnionych w ciągu ostatniego roku przez ludzi obecnej władzy. Nie będę przypominał także wielomilionowych prywatnych fortun naszych prawicowych polityków, jakie wyrosły na publicznych pieniądzach na fali zagrożenia Covid-19. Ani tego, że tym tworzonym fortunom towarzyszy, ciągle trwający upadek tysięcy prywatnych firm, fakt że miliony ludzi pozostaje nadal bez pracy i że, ponad 50 tysięcy polskich rodzin opłakuje tych swoich bliskich, którzy w dobie trwającej już ponad rok pandemii zapłacili najwyższą cenę, cenę życia.

Jedną z bulwersujących kwestii jakie dziś są komentowane w mediach i w tysiącach polskich domów, jest temat dziwnego stosunku naszych prawicowych polityków do Kościoła Katolickiego w świetle obostrzeń pandemicznych i rozmiar pomocy finansowej państwa polskiego dla instytucji Kościoła ze środków budżetowych przeznaczonych także do zwalczania negatywnych skutków obecnej pandemii.

A jak instytucjonalny Kościół w naszym kraju odnosił się do zagrożenia pandemią w ciągu ostatniego roku? Czy czynnie lub organizacyjnie włączył się do walki z wirusem zabijającym wiernych Kościoła, ale i niewierzących rodaków? Czy w dobie troski o zdrowie nas wszystkich, Kościół zawsze podporządkowywał swoje zarządzenia administracyjne zasadom sanitarnym?

W ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat istnienia chrześcijaństwa, przez cały świat przetoczyły się setki zaraz i pandemii o zasięgu światowym. Niestety w świetle tych historycznych faktów i jakże dramatycznych wydarzeń, zbyt często ludzie Kościoła prawa biologii, medycyny czy wprost zasad higieny, podporządkowywali zarówno teologii jak i swojej własnej wizji świata. Miliony ludzi odeszło przedwcześnie tylko dlatego, że fanatyzm, zabobon i zwykła chęć podporządkowania sobie władzy nad swoimi wiernymi, przegrała z nauką i wiedzą jaką posiadali wtedy ludzie świata medycyny i przedstawiciele szeroko rozumianych nauk przyrodniczych.

I zdawać by się mogło, że to co wydarzyło się przed wiekami, nie ma prawa zdarzyć się w naszym kraju współcześnie. Wydawało się, że w dobie lotów w kosmos, w czasach gdy medycyna wykonuje operacje i zabiegi o jakich nie mogli marzyć nasi przodkowie, średniowieczny fanatyzm nie ma prawa zwyciężyć i pokonać rozum i zwykły rozsądek współczesnego człowieka.

W marcu 2020 roku, gdy światowa pandemia koronawirusa dotarła także do naszego kraju, gdy zabiła już miliony ludzi na wszystkich kontynentach świata, gdy uśmierciła tysiące mieszkańców wielu krajów europejskich, a w naszym kraju zostały wydane obostrzenia sanitarne dotyczące także wszystkich polskich kościołów przed zbliżającymi się wówczas Świętami Wielkie Nocy, szczecińsko-kamieński metropolita, abp Andrzej Dzięga, wydał swój słynny list pasterski odczytany we wszystkich kościołach jego archidiecezji.

Kto dziś pamięta ten list i kolejne wypowiedzi tego hierarchy na temat tej pandemii i zagrożeń z niej wynikających? Kto dzisiaj z katolickich dziennikarzy i przedstawicieli skrajnych mediów w Internecie sięga do zeszłorocznych cytatów z wypowiedzi tego arcybiskupa, bohatera większości prawicowych mediów i niemal wszystkich fanatycznych katolickich portali internetowych?

A walka w tych skrajnie katolickich mediach i portalach internetowych szła niemal o ratowanie wiary naszych przodków, religii katolickiej i wszelkich wartości chrześcijańskich. Gdyż świątynie w naszym kraju miały zostać zamknięte w okresie świątecznym, a następnie miały być wprowadzone określone limity dla wiernych, którzy mieli możliwość uczestniczyć w nabożeństwach w zależności od kubatury danego kościoła. Wierni mieli nosić w świątyniach obowiązkowe maseczki na ustach i nosie i przyjmować komunie św. na rękę. Zalecano dystans między wiernymi i nie dotykanie krucyfiksów, co jest tradycyjnym zwyczajem wielu polskich wiernych, szczególnie w okresie Wielkanocy, niewkładanie rąk do wody święconej i do przestrzegania ogólnych zasad zdrowego rozsądku.

Wywołało to prawdziwą burzę tradycjonalistów katolickich w całym naszym kraju, którym przewodził między innymi także wspomniany metropolita szczecińsko-kamieński. Swoje oburzenie obrońca jedynie słusznych i jak zawsze zagrożonych wartości katolickich wyraził we wspomnianym liście pasterskim. Oto kilka znamiennych cytatów z tego teologicznego dzieła.

„Nie można zarazić się przez przyjmowanie komunii św. do ust”.

„Bez żadnych obaw możemy korzystać z wody święconej”.

„Nie lękajcie się sięgać z wiarą po wodę święconą. Nie lękajcie się świątyni”.

„Nie lękajcie się Chrystusa, prawdziwi obecnego w konsekrowanej Hostii, czyli pod postacią Chleba i pod każdą cząstką tej Postaci”.

„Chrystus nie roznosi zarazków ani wirusów. Chrystus rozdaje Świętą czystość i Życie, przywraca zdrowie”.

O tym arcybiskupie pisałem już wielokrotnie, także o jego moralności i osobistym podejściu do obecnych afer w naszym polskim Kościele, licznych skandali z wykorzystaniem seksualnym dzieci i młodzieży oraz preferencji seksualnych polskich duchownych. Ale tymi kwestiami zajmuje się obecnie Watykan…

Dziś zadaje publicznie kilka pytań. Czy arcybiskup odwołał swoje słowa sprzed roku? Czy przeprosił wszystkie rodziny, które posłuchały słów listu swojego hierarchy, w wyniku czego ich krewni ulegli zakażeniu, a niektórzy nawet z tego powodu zmarli przedwcześnie? Czy stając nad grobami swoich potencjalnych ofiar zapłakał i zmówił w ich intencji chociaż symboliczną modlitwę? Czy spośród przeszło 120 biskupów z naszego episkopatu, znalazł się chociaż jeden sprawiedliwy i upomniał swojego brata w biskupstwie? A czy przeprosili swoich czytelników, za cytowanie tych wypowiedzi abp Andrzeja Dzięgi, wydawcy któregoś z katolickich portali lub skrajnie fanatycznych mediów?

Ale takich podobnie skrajnych wypowiedzi, gdzie fanatyzm i dewocja zastąpiła rozum, wydarzyło się w naszym kraju znacznie więcej w ciągu ostatniego roku, więc nasz nowy cykl, który dziś rozpoczynamy, potrwa jeszcze stosunkowo długo.

Ciąg dalszy nastąpi…

 

KOŚCIÓŁ POLSKI, A PANDEMIA – część II.

Nie tylko nasi polscy biskupi zasłynęli w ostatnim czasie z wypowiedzi o obecnej pandemii, z których każdy rozsądny i myślący człowiek byłby się zapewne wstydził. Są wśród nich także znani ludzie Kościoła z tytułami naukowymi, wykładowcy renomowanych uczelni katolickich w naszym kraju.

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych od lat w naszym kraju, jest długoletni wykładowca na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim im. Jana Pawła II, ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz (rocznik 1959). Jego publiczne wypowiedzi, wykłady i wystąpienia w mediach, głównie toruńskich należących do jego słynnego imiennika, wywołują od wielu lat liczne oficjalne protesty, także przedstawicieli ośrodków akademickich spoza Polski.

Kiedy na całym świecie obchodzono uroczyście 500-lecie wystąpienia Marcina Lutra, Ksiądz Profesor wygłaszał takie teorie, że interweniowali na KUL-u także katoliccy wykładowcy. Kilku z nich w swoich oficjalnych polemikach nie pozostawiło przysłowiowej „suchej nitki” na ks. prof. Tadeuszu Guzie, a jego macierzysta uczelnia przepraszała i wydawała mu oficjalny zakaz wypowiadania się na temat protestantyzmu. Pozostał jednak Toruń i tamtejsze media…

Podobnie było w kwestiach narodu żydowskiego. W XXI wieku ten katolicki wykładowca akademicki próbował wytłumaczyć antysemityzm Polaków tym, że od wieków to właśnie Żydzi zabijali i zjadali małe chrześcijańskie dzieci, a ich krew używali do wyrobu rytualnej macy. A tu mały cytat: „Mordy rytualne popełniane przez Żydów są faktem i nie da się ich wymazać z historii”. Burza trwała wiele tygodni w mediach na całym świecie i dopiero w dniu 16 listopada 2018 roku wydano komunikat, że: „Arcybiskup Metropolita Lubelski i Rektor KUL uznają przytoczone w piśmie wypowiedzi ks. prof. Guza za niedopuszczalne”. Ale konsekwencji żadnych za to nie poniósł, a mediach toruńskich okrzyknięto go ofiarą wrogiej nagonki. Całe szczęście jeszcze nie beatyfikowano…

Także w dziedzinie ekologii i ochrony środowiska, za rządów ministra z PIS-u prof. Jana Szyszki, nasz bohater zasłynął w całej Zjednoczonej Europie. Na konferencji zorganizowanej przez tego ministra oraz toruńskiego Ojca Dyrektora, w dniu 13 maja 2017 roku, padły z jego ust słowa, że: „ekologia to ateistyczny, materialistyczny i nihilistyczny neokomunizm, a jej celem jest negacja Boga” Nazwał ją też zielonym nazizmem. I ponownie władze jego lubelskiej uczelni wydały po tej konferencji komunikat, że: „Wypowiedzi ks. prof. T. Guza są wyrazem jego indywidualnych poglądów o charakterze pozanaukowym, za które bierze pełną odpowiedzialność, a osoby urażone tymi wypowiedziami powinny zostać przez niego przeproszone. Władze uczelni odcinają się od tych wypowiedzi”. Władze się oficjalnie odcięły, ale konsekwencji, ani przeprosin żadnych nie było…

Trudno się więc dziwić, że kiedy na wiosnę 2020 roku, pojawił się w naszym kraju problem zagrożenia pandemią koronawirusa, nasz bohater znów dał znać o swoim postrzeganiu świata. W dniu 25 marca 2020 roku na antenie Telewizji Trwam i Radia Maryja powiedział, że podczas mszy nie można się w żaden sposób zarazić koronawirusem. „Pan Bóg żadnych wirusów nie rozprzestrzenia. Bo jest święty i jego bytowość jest święta. Niektórzy się obawiali, że kapłan, który celebruje – i jest komunia święta do ust – że kapłan może zarażać. Kapłan ma, po pierwsze, konsekrowane dłonie. Po drugie, jako jedyna osoba w zgromadzeniu liturgicznym ma umywane dłonie przy ofiarowaniu darów dla Boga. Więc kapłan nie tylko umyte ręce w takim sensie, jakiego oczekuje pan minister zdrowia, lecz także ma umyte ręce w sensie nadprzyrodzonym. A zatem żadne udzielanie komunii świętej do ust nie zagraża ani jednemu Polakowi roznoszeniem jakichkolwiek wirusów, bo to jest akt święty, w ramach mszy świętej, która jest świętym aktem. A zatem nie jest miejscem, przestrzenią i czasem rozprzestrzeniania wirusów, tylko przychodzenia Pana Boga”. KUL się odniósł krytycznie do tych słów, ale mimo to jego wykładowca oświadczył, że podtrzymuje swoje stanowisko.

Zastanawia mnie tylko jedno. Dlaczego zatem od tego czasu ks. prof. Tadeusz Guz występuje w programach toruńskim mediów poprzez połączenia na Skype, co widać na załączonym zdjęciu? Gdyby był konsekwentny, powinien ignorować wszelkie zagrożenie obecną pandemią, nieprawdaż?

Zapewne zadajecie sobie Państwo teraz pytanie, jak ktoś taki, z takim dorobkiem naukowym i budzący takie zamieszanie w całym świecie naukowym, także na swojej macierzystej uczelni, zdobywa kolejne tytuły naukowe. Za cały mój komentarz w tej sprawie niech posłuży jedynie stwierdzenie, że Prezydent RP Andrzej Duda, nadał mu tytuł profesora nauk humanistycznych… Odrzucając równocześnie wielu innych kandydatów, o czym rozpisuje się szczegółowo prasa i Internet. Ale widać zatem, że jaka Prezydentura takie nominacje profesorskie.

Obecna pandemia ma jeszcze innym swoich bohaterów w naszym polskim Kościele. O niektórych z nich napiszę już wkrótce.

Ciąg dalszy nastąpi…

Andrzej Gerlach

Andrzej Gerlach. PAOLO GABRIELE – część 1 i 2

PAOLO GABRIELE – część I.

Pisałem materiał do pewnej włoskiej gazety na temat zmarłego, pod koniec listopada 2020 roku, byłego kamerdynera papieża Benedykta XVI, Paolo Gabriele. Postanowiłem więc podzielić się i z Państwem w dniu dzisiejszym kilkoma informacji na jego temat.

Paolo Gabriele to służący, kamerdyner, osoba świecka, nie mająca właściwie żadnego formalnego wykształcenia, a więc w hierarchii watykańskiej „Pan Nikt”, a tymczasem to właśnie on przeszedł już do historii nie tylko pontyfikatu papieża, któremu służył, ale także całego Watykanu.

Był zatrudniony w domu papieskim jako osobisty służący i kamerdyner papieża Benedykta XVI, osobiście budził go codziennie rano, niezwykle dbał o jego garderobę, bo o czym warto wiedzieć, ten papież miał wręcz obsesje na punkcie swoich strojów, bielizny i wszystkich rzeczy, które go otaczały. Tym zajmował się właśnie Paolo…

Ale to właśnie on jako jeden z pierwszych zauważył, że wiele niezwykle ważnych informacji, które nie docierają do papieża, nie dociera, bo jego hierarchiczne otoczenie robi wszystko, aby tak właśnie było. I to właśnie zwykły służący, osobisty kamerdyner papieski, był niekiedy tym człowiekiem z najbliższego otoczenia papieża Benedykta XVI, który informował go o tym, czego nie dowiadywał się ze swoich spotkań z dumnymi członkami kolegium kardynalskiego, swoimi najbliższymi współpracownikami czy z raportów które dla niego przygotowywano. Najlepszymi okazjami do szczerych rozmów papieża z jego służącym były chwile ubierania papieża i podawania mu posiłków. Niekiedy sam papież pytał, a Paolo jedynie odpowiadał, niekiedy to Paolo inicjował rozmowę, a wiedział wiele, bo umiał słuchać…

Oficjalną osobą numer jeden u boku papieża Benedykta XVI był jego osobisty sekretarz, niemiecki prałat Georg Ganswein, czyli taki ks. Stanisław Dziwisz z czasów pontyfikatu papieża Jana Pawła II, jak pisały włoskie, francuskie i amerykańskie media „Piękny Georg”. Wzdychały do niego liczne i bardzo wpływowe kobiety, ale i watykańscy geje, a kiedy w kalendarzu dla gejów ukazały się jego piękne i pozowane zdjęcia, wybuch prawdziwy skandal… Ale to nie osobisty sekretarz papieża Benedykta XVI jest dziś tematem tego wpisu.

Ze względu na swoje codzienne obowiązki zawodowe Paolo Gabriele miał duże, kilkupokojowe mieszkanie w samym Watykanie, gdzie mieszkał ze swoją żoną i trojgiem dzieci. To wyjątkowa sytuacja dla osób świeckich, gdyż tylko nieliczni z nich mają takie przywileje w tym państwie sutann i habitów.

Co zatem stało się, i kiedy do tego doszło, że ten skromny, niepozorny i małomówny człowiek, wręcz niezauważany często przez dumnych kardynałów, arcybiskupów, biskupów oraz watykańskich prałatów, złamał obowiązujące go zasady i zrobił coś, co drastycznie wpłynęło nie tylko na jego osobiste życie, ale wręcz wstrząsnęło całą Stolicą Apostolską i opinią publiczną na całym świecie? O tym dowiedzą się ci wszyscy, którzy będą odwiedzali mój profil w najbliższych dniach.

Ciąg dalszy nastąpi…

P.S.

Na zdjęciu, papież Benedykt XVI ze swoim osobistym sekretarzem, prałatem Georgiem Gansweinem i kamerdynerem Paolo Gabriele (na pierwszym planie).

PAOLO GABRIELE – część II.

To historia niemal jak z filmu szpiegowskiego i to takiego, którego fabuła nie mogłaby wydarzyć się w życiu. Ale ta historia nie tylko się wydarzyła, ale także trwała wiele lat.

Śledztwo jakie przeprowadzono w samym Watykanie po aresztowaniu papieskiego kamerdynera Paolo Gabriele wykazało niezbicie, że co najmniej od 2006 do 2010 roku, sam systematycznie fotografował lub kopiował niezwykle ciekawe dokumenty z osobistego biurka papieża Benedykta XVI i jego sekretarza prałata Georga Gansweina. A były to dokumenty niezwykłe. Nie tylko dlatego, że tajne, w pełni poufne, ale także ujawniające działania o charakterze kryminalnym. A dotyczyły najwyższych dostojników kościelnych i to w samej centrali tej instytucji. Były to zarówno poufne raporty opracowane na potrzeby samej Głowy Kościoła, ale także takie dokumenty, które w pełni ujawniały działania protekcyjne, łapówkarskie i wręcz kryminogenne jego otoczenia.

Osobisty służący papieża Benedykta XVI z racji pełnionej funkcji miał nieograniczony dostęp do samego papieża, ale tym samym do jego prywatnych apartamentów, jego sypialni, biurka i sejfu… Z jednej strony dostarczał papieżowi informacje o tym co mówiło się za jego plecami, a z drugiej strony sam szperał, czytał i kopiował dokumenty do których formalnie nie powinien mieć dostępu.

I tu zapewne pada pytanie, które paść musi. Dla kogo kamerdyner, człowiek niewykształcony, kopiował i fotografował dokumenty z gabinetu swojego pracodawcy. Niewątpliwie jedną z osób, które skorzystała z tego niebywałego i niezwykłego przecieku był włoski dziennikarz Gianluigi Nuzzi, który na podstawie części z nich napisał niezwykłą książkę „Jego Świętobliwość – tajne papiery Benedykta XVI”. Ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że osób które miały dostęp do tajemnic z osobistego biurka i sejfu papieża Benedykta XVI, było znacznie więcej. Śledztwo jakie wówczas przeprowadzono, a przede wszystkim proces sądowy jaki następnie wytoczono papieskiemu kamerdynerowi to jedno z najdziwniejszych rzeczy, z prawnego punktu widzenia, jakie temu wydarzeniu towarzyszyło. Napisze na ten temat w przyszłości znacznie więcej, ale teraz powiem tylko jedno. Zrobiono wszystko, aby nie ujawnić wszystkich tych, którzy stali za zdradą Paolo Gabriele i aby nie odpowiedzieć na żadne pytania, które nasuwały się wówczas każdemu, kto przyglądał się tej sprawie.

Tysiące kompromitujących dokumentów z lat 2006-2010, które ujrzały wówczas światło dzienne i zostały nazwane przez wielu watykanistów Vatileaks (w nawiązaniu do analogicznej afery w USA), nie pozostawiają żadnych złudzeń co do moralnych postaw tych najważniejszych ludzi Kościoła, których te dokumenty dotyczyły. A jestem przekonany, że nie wszystko co wówczas wyciekło z Watykanu już znamy.

Moralny upadek, łapówki, korupcja, kupowanie stanowisk i godności, wykorzystywanie pieniędzy Kościoła na własne niegodziwe cele, w tym środki finansowe z licznych fundacji charytatywnych na zakup swoich nieruchomości i wydatki na partnerki i partnerów seksualnych. To już wszystko było i historia Kościoła jest pełna tego typu historii. Ale jeżeli komuś naiwnemu się do niedawna wydawało, że tak było jedynie w dobie Borgiów, to zapewniam, że współcześni Borgiowie nazywają się Piusami, Pawłami, Janami Pawłami i Benedyktami…

No właśnie, skoro już o Benedykcie XVI mowa, to dla mnie staje się zupełnie jasne, że ten dobrotliwy staruszek to nie był nieświadom niczego świętobliwy kapłan, piszący jedynie te swoje słynne traktaty teologiczne, całkowicie oderwany on tej całej moralnej zgnilizny, która go otaczała. Skoro to wszystko leżało na jego osobistym biurku, było przechowywane w jego sejfie…?

Nie oceniam moralnej postawy papieskiego kamerdynera, czy zdradził i dlaczego swojego pracodawcę. Czy miał jednak do tego prawo? Czy rzeczywiście zrobił to z wyższych pobudek moralnych, o czym mówił chociażby na swoim procesie? Ale to właśnie jemu zawdzięczamy to, ze ten smród z Pałacu Apostolskiego rozniósł się po świecie. I śmierdzi nadal.

A sprawca tego całego zamieszania wpadł po czterech latach w ręce watykańskich śledczych z powodu jednego niepozornego czeku… I bynajmniej nie wystawionego na osobę samego Paolo Gabriele. Czeku jaki został wystawiony za papieską protekcję, pewnie niejedną podczas tego pontyfikatu, ale o tym napiszę już innym razem.

Ciąg dalszy nastąpi…

Jak Solidarna Polska zadba o kobiety podejrzane o letalną ciążę. Lekarze, pielęgniarki i psycholodzy – mają donosić na swoje pacjentki.

Niniejszym zamieszczam suplement do poprzedniej informacji na temat projektu ustawy Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro… Jest bowiem jeszcze gorzej, niż na pierwszy rzut oka się wydawało.

Po fali krytyki na temat „pokoju do wypłakania się” ultrakatolicka partia postanowiła „zaopiekować” się kobietami na swój zwyczajowy sposób i ma zamiar uczynić z lekarzy, pielęgniarek i psychologów wykonawców ustawy. Po tym, jak środowisko medyków odniosło się milcząco i akceptująco do afery profesora Chazana w 2014 roku nie wykluczone, że nadzieje Ziobro na owocną współpracę z donosicielami ma szansę się ziścić.

 

 

Wasz Wonż zapoznał się z treścią projektu ustawy i donosi co następuje:

Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry, w trybie inicjatywy poselskiej, wniosła do Sejmu projekt rozszerzający zakres programu „Za życiem”, który ma za zadanie troskliwe przypilnowanie kobiet w ciąży z wadą letalną płodu.

Lektura projektu dostarcza silnych emocji i wskazuje po raz kolejny w historii na ułomność i podłość niektórych przedstawicieli naszego gatunku.

Projekt zakłada systemową kontrolę nad postępowaniem nie tylko kobiety w ciąży z rozpoznaną wadą letalną płodu, ale także takiej, u której się taką wadę podejrzewa !

Kontrola ma przebiegać według schematu :

– poinformowanie kobiety przez lekarza o podejrzeniu lub rozpoznaniu wady letalnej płodu

– skierowanie kobiety do dalszych badań diagnostycznych lub konsultacji

– skierowanie kobiety do hospicjum perinatalnego

– skierowanie kobiety do psychologa

– udostępnienie kobiecie dokumentacji potwierdzającej rozpoznanie wady letalnej płodu, a na żądanie- wydanie tejże dokumentacji

Następnie w szpitalu powoływany ma być KOORDYNATOR perinatalnej opieki paliatywnej, którym może zostać lekarz, położna lub psycholog.

Ów koordynator przesyła dokumentację kobiety, której rozpoznano lub podejrzewa się wadę letalną płodu do ordynatora oddziału ginekologicznego, dopilnowuje, żeby kobieta była zaopiekowana przez lekarza, położną i psychologa oraz ma obowiązek zgłosić urodzone dziecko, U KTÓREGO PODEJRZEWANO LUB STWIERDZONO wadę letalną, do podmiotu leczniczego, zajmującego się opieką paliatywną dla dzieci.

Przed porodem lekarz, po uzyskaniu zgody kobiety, wplątanej już w system kontroli, jak mucha w sieć pająka, zgłasza ją na KONSYLIUM, w którym bierze udział ona sama, wskazana bliska osoba, ginekolog, neonatolog, położna i psycholog oraz wymieniony wcześniej koordynator, a opcjonalnie przedstawiciel hospicjum perinatalnego.

W trakcie konsylium zapewnia się kobiecie MOŻLIWOŚĆ SWOBODNEJ WYPOWIEDZI.

Prezesa SP, Ziobrę, kobiety powinny za to po rękach całować. Oj, będą ci, będą…..na pewno o nim nie zapomną….

Oczywiście nikt nie gwarantuje, że tę swobodną wypowiedź kobiety ktokolwiek weźmie pod uwagę.

W trakcie konsylium ustala się również miejsce i zaplanowany przebieg porodu oraz opieki poporodowej i sporządza się podpisany przez wszystkich uczestników protokół.

Szczęśliwie zapędzonej wszelkimi sposobami do porodu kobiecie, u której PODEJRZEWA SIĘ lub stwierdza ciążę z wadą letalną płodu, gwarantuje się obecność osoby bliskiej, stały kontakt z urodzonym dzieckiem oraz pożegnanie się z nim i kontakt z psychologiem lub duchownym. A także zabezpieczenie pamiątek po dziecku, „ w szczególności odcisków rąk lub stóp i fotografii”. WZRUSZAJĄCE.

Cały ten projekt tak mnie mocno wzruszył, że gdybym posiadał moce, jakich, niestety, nie mam, to życzyłbym wszystkim twórcom tej opresji, podpisanym imiennie :

Tadeuszowi Cymańskiemu,

Mariuszowi Goskowi,

Sebastianowi Kalecie,

Mariuszowi Kałużnemu,

Janowi Kanthakowi,

Januszowi Kowalskiemu,

Marii Kurowskiej,

Dariuszowi Olszewskiemu,

Jackowi Ozdobie,

Piotrowi Sakowi,

Edwardowi Siarce,

Piotrowi Uruskiemu,

Michałowi Wosiowi,

Tadeuszowi Woźniakowi,

Michałowi Wójcikowi

i

Zbigniewowi Ziobro-

natychmiastowego zajścia w ciążę z wadą letalną płodu oraz donoszenia jej i urodzenia dziecka, które umrze na ich oczach, a wszystko według zaprojektowanych przez nich procedur.

Ten projekt albo nie wejdzie w życie, albo kobiety sobie poradzą, mając w d..pie swoich dręczycieli. A potem pokażą im bardzo dokładnie, gdzie jest ich miejsce.

Być może pozwolą im tam NA MOŻLIWOŚĆ SWOBODNEJ WYPOWIEDZI. Trudno powiedzieć ….

W załączeniu projekt ustawy na stronie sejmowej:

https://www.sejm.gov.pl/sejm9.nsf/druk.xsp?documentId=D901A9E10FD5EF59C12586A80038543B&fbclid=IwAR26TZQ8Yy5NsMa_tsQrAdKgSihTlBQ0anR9rMrGzma6YfXtRIYgGsGblxY

 

Wasz Wonż

 

 

Inwentaryzacja kk 2020. okiem Andrzeja Gerlacha. Cz. 11 i 12

KOŚCIÓŁ W POLSCE ANNO DOMINI 2021 – część XI.

Wracam do raportu o współczesnych polskich klerykach, nad którym pracowali wszyscy rektorzy wyższych seminariów duchownych w naszym kraju. Tym razem chciałbym się skupić nad kwestią tego z jakich środowisk pochodzą współcześni kandydaci do kapłaństwa.

Kiedy badałem pochodzenie kleryków diecezji południowej Polski w okresie międzywojennym, to niemal 95% z nich pochodził ze wsi lub małych miasteczek dawnej Galicji. Obecnie jest w tym środowisku większy pluralizm. Około 39% seminarzystów pochodzi ze środowiska wiejskiego, 41 procent z małych miasteczek i małych parafii liczących zaledwie kilka tysięcy osób. Jedynie co piąty polski kleryk pochodzi obecnie z dużych miast.

Przed wojną niemal 9 na 10 rodziców posyłających swoich synów do seminariów było wiejskimi analfabetami, z tych nielicznych z małych miasteczek nie było lepiej. Jedynie nieliczni synowie rzemieślników czy organistów mogło się pochwalić rodzicem umiejącym czytać czy pisać. I był to najczęściej ojciec. Kleryków pochodzenia mieszczańskiego i szlacheckiego było zaledwie kilku.

Współcześni klerycy nie mają rodziców analfabetów, a wielu może pochwalić się nawet rodzicami z wyższym wykształceniem. I tu mała ciekawostka. Co trzeci obecny polski kleryk ma matkę po studiach i równocześnie co piąty z nich ma ojca z dyplomem wyższej uczelni, co wyraźnie pokazuje przewagę kobiet, z pokolenia matek obecnych studentów teologii, pod względem posiadanego wykształcenia.

Aż 90% rodziców kleryków jeszcze żyje, co dziesiąty seminarzysta jest półsierotą. Ale coraz częściej trafiają się studenci teologii z rodzin rozbitych, rozwiedzionych lub żyjących w separacji. To zupełnie nowe zjawisko w Kościele polskim, gdyż jeszcze dwadzieścia lat temu takich kandydatów nie przyjmowano do seminariów duchownych w tym kraju. Teraz w czasach kompletnego załamania ilości powołań do stanu kapłańskiego w naszym kraju, przełożeni w seminariach zmienili tę skandaliczną politykę dyskryminacji synów swoich rozwiedzionych rodziców. To najlepszy dowód, że „niezmienne” stanowiska polskiego Kościoła ulegają zmienności. To tylko kwestia czasu. A ci którzy jeszcze niedawno dyskryminowali innych, dziś nawet nie przeprosili za swój niedawny stosunek do innych.

Kiedyś polscy seminarzyści pochodzili przeważnie z niezwykle licznych rodzin. Kiedy opracowuje biogramy wielu duchownych wspominam o tym jak liczne rodzeństwo wychowywało się w takiej rodzinie. Księża często to podkreślają i są z tego dumni, ale kiedy bada się to zjawisko bliżej, wychodzą na jaw liczne patologie, które temu zjawisku często towarzyszyły w tych rodzinach. Nieprawdopodobna bieda, przemoc w rodzinie, nałogi, to częste zjawiska, które towarzyszyły wielodzietności. A oddanie wówczas któregoś syna dla Kościoła to była często „jedna gęba mniej do wykarmienia”, a ponadto poza prestiżem we wsi, szansa na poprawę bytu, gdy syn kapłan wspierał rodzinę, bo „kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie” mówiono w dawnej Galicji.

Współcześni polscy klerycy pochodzą już z zupełnie innych środowisk rodzinnych. Badania z 2020 roku wskazują, że 7% z nich to jedynacy, choć przyjmowanie jedynaków do naszych seminariów duchownych jest obwarowane pewnymi ograniczeniami. Kościół wymaga bowiem, aby rodzice jedynaków wstępujących do seminariów, podpisywali odpowiednie dokumenty, że nie będą sobie rościć pretensji na starość o ewentualną opiekę ze strony diecezji czy zakonu. No cóż. Powołanie, powołaniem, ale jak już takowym Bóg dotknie jedynaka, to niech rodzicom na starość Bóg płaci za opiekę, a nie diecezja czy wspólnota zakonna ich syna. Chyba Bóg to rozumie.

Takiego problemu już nie ma, gdy kandydat na seminarzystę ma jakieś rodzeństwo. Aż 40% obecnych kleryków ma jednego brata lub siostrę, 41% ma dwoje lub troje rodzeństwa, 7% ma czworo rodzeństwa, a 5% pięcioro rodzeństwa lub więcej.

Ale to nie są jeszcze najciekawsze informacje dotyczące kandydatów do polskich seminariów. Zdecydowanie ciekawsze są jeszcze przed nami i one zaskoczą pewnie jeszcze niejednego czytelnika.

Ciąg dalszy nastąpi…

 

 

 

KOŚCIÓŁ W POLSCE ANNO DOMINI 2021 – część XII.

Otrzymuje coraz częściej „dobre rady”, abym nie zajmował się dłużej zakonami i seminarzystami w naszym kraju i nic na ten temat więcej nie pisał. Nie wiem dlaczego ta tematyka tak denerwuje wielu ludzi, ale uprzedzam, że będę o tym pisał dalej, bo dzisiejszy narybek w polskich nowicjatach zakonnych i w seminariach diecezjalnych, to przyszłość polskiego Kościoła i to nie tylko w wymiarze personalnym.

A teraz powróćmy do naszych współczesnych seminarzystów. Z badań przeprowadzonych przed kilkoma miesiącami wynika, że 68% z nich jako jeden z głównych powodów wstąpienia do seminarium wymienia wewnętrzną potrzebę, 65% pogłębienie relacji z Bogiem i służenie mu, 61% służenie ludziom, a 55% chce służyć Kościołowi.

A tych co wstąpili do seminariów, aż 84% było przed wstąpieniem ministrantami, 33% należało do oazy, 12% uczestniczyło w zajęciach Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, co dziesiąty był zaangażowany w duszpasterstwo akademickie, a co dwudziesty piąty był w Odnowie w Duchu Świętym.

Ciekawe dane dotyczą odpowiedzi na pytanie kto nalegał i wspierał tych seminarzystów w drodze do furt zakonnych i seminaryjnych. Otóż w wypadku 81% kandydatów do kapłaństwa byli to zaprzyjaźnieni z nimi duchowni, aż trzech na czterech kleryków wymienia wsparcie i presje matki i nikt nie wymienia tu żadnego ojca. Przy tak licznym zaangażowaniu matek (75% przypadków), może wręcz zadziwiać obojętność ojców.

I jeszcze jedna zaskakująca informacja. Aż 73% kandydatów wymienia bliskiego kolegę, jako osobę, która miała znaczący wpływ na wybór tego, a nie innego seminarium. To dla mnie zaskakująca wiadomość. Pytany przeze mnie w tej sprawie terapeuta kościelny, który od lat zawodowo zajmuje się terapią duchownych, dopatruje się w tych danych elementów o charakterze homoseksualnym. Tym bardziej, że obaj wstępują do tego samego seminarium i tam będą przebywali przez kolejne sześć lat.

Ale nie wszyscy na wieść o chęci wstąpienia do seminarium czy zakonu młodego człowieka reagowali wówczas entuzjazmem. Byli też i tacy, którzy starali się go odwieść od tej właśnie decyzji. We wspomnianych badaniach wymienia się aż 35% seminarzystów, których rówieśnicy, koledzy ze szkoły i przyjaciele odradzali mu taką przyszłość. Odradzali mu to także w 11% jego nauczyciele. Nie wszyscy także rodzice byli zwolennikami takiego wyboru swoich synów. Aż 13% kleryków przyznało się, że ich matki były przeciwne ich wyborowi w życiu. W wypadku ojców to cztery punkty procentowe mniej. Aż 32% kleryków spotkało się także z brakiem wsparcia ze strony dalszych krewnych, głównie ludzi młodych.

Większość, bo 66% kleryków wstępujących do naszych seminariów i zakonów, to ludzi którzy byli bezpośrednio po maturze. Ale aż 27% z nich przed wstąpieniem do seminarium lub zakonu podjęło jakieś inne studia, które przerwali i wówczas wybrali studia teologiczne. Nie wszyscy takie studia przerwali, 7% obecnych seminarzystów wstąpiło do seminarium lub zakonu mając już dyplom jakiejś uczelni wyższej.

Nasi współcześni kandydaci do kapłaństwa bardzo mało czytają, a przecież są albo bezpośrednio po maturze lub po innych kierunkach studiów wyższych. Niemal co dziesiąty zakonnik lub seminarzysta nie przeczytał ani jednej książki w ciągu ostatniego roku. Pięć lub więcej książek w roku przeczytało 45% z nich, ale większość z nich była im narzucona, a nie przeczytana z własnej inicjatywy. Pocieszające jest to, że co trzeci z polskich kleryków niemal codziennie przegląda Internet i z niego czerpie informacje o bieżących wydarzeniach na świecie. Ale gazet codziennych i tygodników niemal nie czytają wcale.

Przeprowadzone badania jednoznacznie wskazują na niezwykle niski poziom wiedzy religijnej kandydatów do kapłaństwa w naszym kraju. Kandydaci do seminariów i zakonów nie znają Katechizmu Kościoła Katolickiego, jeszcze gorzej wygląda ich znajomość Ewangelii czy Biblii. Moi koledzy wykładowcy teologii potwierdzają, że kandydaci na księży nie znają nawet liczby sakramentów czy ewangelistów. Osobiście mogę potwierdzić już z własnego doświadczenia, iż niemal żaden kandydat na kleryka nie potrafił wymienić najważniejszych soborów Kościoła Katolickiego, papieży XX wieku w kolejności panowania czy okoliczności wprowadzenia najważniejszych dogmatów Kościoła w którym chcą być kapłanami. A przypominam, że wszyscy klerycy uczęszczali przez ostatnie 12 lat na lekcje religii. To pokazuje skalę tego zjawiska, beznadziejności katechizacji w obecnym wymiarze i formie oraz dramatycznie niski poziom wiedzy religijnej tych, którzy chcą za sześć lat stawać przy ołtarzach w naszych świątyniach i uczyć religii młode pokolenie Polaków.

Ale najgorsze wyniki polskich kandydatów do kapłaństwa nie dotyczą ich wiedzy religijnej czy ogólnej, lecz ukazują ich niski poziom moralny i etyczny oraz wysoki stopień ich uzależnienia od różnych nałogów. Ale o tym napisze już wkrótce.

Ciąg dalszy nastąpi…