Rafał Betlejewski. „To dochody z mordowania zwierząt dla zysku finansują kłamstwa na temat osób LGBT i kościelnie promowaną nienawiść jednych Polaków do drugich.”

 

Dziś opowiem Wam historię oburzającą, proszę zapiąć pasy. Będzie piguła… Pokażę Wam, kto tak naprawdę w Polsce finansuje propagandę anty-LGBT oraz agresywną kampanią anty-UE. I zapewniam, zdziwicie się, gdyż pieniądze idą z najmniej oczywistego adresu. I od razu proszę o udostępnienie tego artykułu, warto byśmy się dowiadywali, kto nam w Polsce funduje wzajemną nienawiść.

 

Akt Pierwszy: film o Bartku LGBT.


Rok temu zrobiłem reportaż o trans płciowym Bartku – „Klepacka vs Dziecko LGBT”, który dziś na FB ma 5 milionów wyświetleń i poruszył olbrzymią ogólnopolską debatę na temat zjawiska trans płciowości. Ten reportaż był też początkowo na YT, ale któregoś dnia otrzymałem komunikat, że serwis zablokował jego wyświetlanie ze względu na zgłoszenie naruszenia praw autorskich przez inną osobę. Serwis YT nie bada zasadności takich zgłoszeń, tylko od razu zdejmuje materiał, pozostawiając sprawę do rozstrzygnięcia zainteresowanym stronom. Spojrzałem więc, kto zgłosił roszczenie, ale był to jakiś nic nie mówiący adres e-mail. Zdziwiłem się, gdyż w moim mniemaniu żadnego naruszenia w filmie nie ma.

 

 

Zagadka się pogłębiła, gdy ze skrzynki wyciągnąłem list z kancelarii prawnej reprezentującej – uwaga – Fundację Polska Ziemia. Słucham!? No tak! Ale jak to? Co ma wspólnego fundacja mająca wspierać rolników z moim filmem o Bartku, drapałem się w głowę. W liście zażądano ode mnie usunięcia filmu z emisji oraz 15 000 złotych na Ordo Iuris – Ordo Iuris!? czemu akurat Ordo Iuris!? i jeszcze 10 000 jakiejś nawiązki, czy czegoś. W sumie 25 000 złotych. Siadłem więc do neta.

Fundacja Polska Ziemia ma stronę internetową, a jakże, zrobioną w klimacie agencji PR-owej, gdzie językiem marketingowym mówi się o… patriotyzmie, Powstaniu Warszawskim, Żołnierzach Wyklętych i „ideologii LGBT”. Jak Boga kocham. Patrzę adres: Kolejowa 45, lokal 135, Warszawa. W ogóle, o co chodzi…. zastanawiam się, ale widzę, że Fundacja Wsparcia Rolnika Polska Ziemia jest producentem szkalującego środowiska LGBT filmu „dokumentalnego”, pt. Zmierzch Ofensywa Ideologii Gender. Nota bene warto zobaczyć, gdyż obrazuje on skalę nienawiści w polskim kościele.

 

OK, teraz zaczynam łapać… fragmenty filmu Zmierzch wykorzystałem w swoim reportażu o Bartku, by odnieść się do szkalujących treści. Takie działanie jest jednak całkowicie zgodne z prawem prasowym, które umożliwia w ten sposób polemikę z tezami stawianymi publicznie przez różnych autorów. Jest to także znana praktyka na YT, gdzie każdy polemizuje z każdym. Dlaczego jednak fundacja rolników produkuje tak szkalujący osoby LGBT film!? Po co, dlaczego, co to ma wspólnego z ziemią?

 

 

 

 

Zdziwiłem się jeszcze bardziej, gdy odkryłem, że w „dynamicznym zespole” fundacji jest Marek Miśko… mój były redakcyjny kolega, który przez dwa lata współtworzył ze mną audycję w Polskim Radiu… Whaat!? Co Miśko tam!? Więc googluję i mi wyskakuje film, na którym Miśko w żarliwym wystąpieniu broni przemysłu futerkowego w Polsce. Proszę spojrzeć. Film robił furorę w sieci. Film nazywa się: FACET MASAKRUJE SOCJALISTÓW Z PiS W TV TRWAM!!! NA ŻYWO!

 

 

 

 

 

Akt Drugi: Fundacja Viva.


Piszę więc na FB post, w którym relacjonuję moje zdziwienie atakiem polskich rolników na mój film o Bartku i na to odzywa się do mnie Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva! na rzecz zwierząt. I Cezary mnie pyta, czy znam nazwisko Szczepan Wójcik. Mówię, że nie. Na co Cezary zaprasza mnie na spotkanie w Fundacji, gdyż w Vivie znają człowieka od lat i chętnie podzielą się tą wiedzą. Wójcik? Co ma wspólnego ze mną jakiś Wójcik. Ale idę. Na spotkanie biorę jeszcze Przemka Witkowskiego, który jest specem od polskiej prawicy, bo czuję, że to w tym kierunku zmierza.

 

W pokoju konferencyjnym trójka aktywistów brifuje nas na temat Wójcika i jego ponurej działalności, a my powoli wsiąkamy w fotele… Staje przed nami obraz niezwykłego bestialstwa wobec zwierząt futerkowych i ludzi, skala pieniędzy, powiązań politycznych, lobbingu na rzecz dwóch rodzin w Polsce, no i pojawia się nazwisko… Rydzyk. Wyszyński kładzie przede mną dwie broszury, które Viva wydała na temat tego wstrętnego biznesu. Wszystko tam jest czarno na białym. A wszystko spina Wójcik.

 

Akt Trzeci: Szczepan Wójcik.


No więc kto to jest ten Wójcik!? Aktywiści mówią, że to rolnik spod Radomia, syn innego Wójcika, Wojciecha, który pozostaje w cieniu, a który jest prawdziwym capo di tutti capi. Stary Wójcik był małorolny, bez pieniędzy wyjechał do pracy w Holandii, ale jakimś cudem wrócił z milionami i kupił dziesiątki hektarów ziemi, które przerobił na fermy futrzarskie. Skąd miał pieniądze? Podejrzenie jest takie, że jest słupem dla pieniędzy holenderskich, które musiały uciekać z Holandii po wprowadzonym tam zakazie hodowli. W 2017 roku PiS zapowiedział taki sam zakaz w Polsce i wtedy rodzi się medialna kariera Szczepana, który podejmuje się stworzenia lobby na rzecz obrony biznesu rodzinnego. Ma pieniądze, ludzi znajduje. Znajduje ich w sejmie, po każdej stronie barykady, przede wszystkim u Kukiza, bo wtedy Konfederacji jeszcze nie było w Sejmie, ale także w PiSie i PO. Znajduje ich wśród dziennikarzy, stąd w jego orbicie pojawia się prawicowy demagog Marek Miśko a także Ewa Zajączkowska. To oni zbudują redakcje wsensie.pl, Świata Rolnika, Fundacji Polska Ziemia itd. Ale w końcu Wójcik znajduje sprzymierzeńca najważniejszego… Tadzia Rydzyka. Piniądz czuje piniądz.

 

Akt Czwarty: Imperium Medialne Wójcika


Wójcik postanawia podejść do obrony imperium całościowo i nowocześnie. Stawia na media i kształtowanie opinii publicznej. Zakłada sieć zależnych od siebie organizacji, które mają wzajemnie pompować przekaz. Maskuje też działalność lobbystyczną za fasadą „obrony wartości”, bezstronności naukowej i dziennikarskiej, troski o dobro wspólne. Wszystko ma się jednak opierać o imperium Rydzyka, które daje temu zasięgi. Sam Wójcik zamierza przyjąć rolę „bezstronnego eksperta” – w tym celu powołuje Instytut Gospodarki Rolnej, czyli jakąś placówkę niby badawczą, która ma mu służyć za podpis na ekranie. Teraz Wójcik może już występować na pasku w TV Trwam jako ekspert Instytutu Gospodarki Rolnej, a nie tani lobbysta spod Radomia. Potrzebuje jeszcze agencji PRowej, która mogłaby wytwarzać materiały propagandowe. W tym celu powołuje Fundację Wsparcia Rolnika Polska Ziemia, gdzie sprężyną nakręcającą staje się Miśko.

Jak mówiłem, Miśkę znam i wszystko można o nim powiedzieć, ale energii nie można mu odmówić. Fundacja zacznie produkować na rzecz TV Trwam filmy propagandowe w stylu Zmierzchu, ale także prowadzić akcje wsparcia dla Klepackiej np. „Nas reprezentujesz” czy pikiety antyekologiczne. W filmach pojawia się Miśko jako głos lektorski, czasami zakamuflowany, jako „anonimowe źródło”, gdy udaje po prostu kogoś innego, czasami wprost, jako on.

Sprawozdanie merytoryczne Fundacji za rok 2018 pokazuje, że Fundacja ma ponad 3 miliony darowizn od osób prawnych. Czy są w tym spółki skarbu państwa? (Do tej informacji dokopał się pan Piotr Rymarowicz). Ale i tego mało. Wójcik tworzy jeszcze portal wsensie.pl który ma udawać „niezależne źródło dziennikarskie” a szybko staje się prawicową szczujnią. Na dokładkę powstaje jeszcze Świat rolnika. Dziś Miśko jest redaktorem naczelnym tego portalu. Wszystko za pieniądze z mordowania zwierząt. Ale jak mówi Miśko: kochać można Boga, żonę, ale nie zwierzęta. Gdzie znajduje się redakcja wsensie.pl? Kolejowa 45…

 

Akt Piąty: Szczucie.


Media Wójcika zaczynają szczuć. Ich celem staje się Unia Europejska, działacze na rzecz zwierząt, w tym przede wszystkim Viva, Otwarte Klatki, ale także osoby LGBT. To wszystko podlane sosem „walki o POLSKIE rolnictwo” świetnie wpisuje się w działalność radia Maryja i TV Trwam, gdzie Wójcik jest co chwilę. W tej propagandzie jest wszystko, co słyszymy ze strony skrajnej prawicy: oskarżenia o neo-marksizm, komunizm, ekoterroryzm, niszczenie polskiej rodziny, ataki na kościół, degenerację Zachodu, a nawet rasizm itd itd. Ludzie Wójcika preparują informacje, opłacają „źródła”, przedstawiają „pokrzywdzonych rolników”, robią anty-unijne pikiety pod Sejmem, tworzą sieć fikcyjnych kont w mediach społecznościowych, z których rozsiewają nienawistną propagandę i szkalują działaczy na rzecz zwierząt. Celem tej propagandy jest także poseł Czabański wnioskodawca ustawy antyfuterkowej. Z fikcyjnych kont płyną oskarżenia o korupcję, dywersję, niszczenie rolników, alians z komunistami i agenturę na rzecz Rosjan i Niemców. W szkalowaniu nie ma granic dla Wójcika, Miśki i kolegów. W nagrodę za te dokonania, Rydzyk blokuje inicjatywę Kaczyńskiego w Sejmie i ustawa znika. Do dziś.

 

Akt Szósty: Film dokumentalny


Przez rok próbowałem znaleźć fundusze na film dokumentalny ukazujący cały ten paskudny proceder. Niestety bezskutecznie. Odmówili współpracy wszyscy główni wytwórcy treści od Canal+ przez TVN do Onetu. Jedni z braku pieniędzy inni z braku zainteresowania. A szkoda. Jest to wyjątkowo jaskrawy przykład tworzenia fałszywej propagandy w imię obrony interesu kilku rodzin z pieniędzmi z biznesu opartego o brutalne znęcanie się nad zwierzętami. To dochody z mordowania zwierząt dla zysku finansują kłamstwa na temat osób LGBT i kościelnie promowaną nienawiść jednych Polaków do drugich. Ubrani w „patriotyczne piórka” lobbyści blokują w Polsce rozsądny proces legislacyjny podjęty przez Kaczyńskiego, sprzedając zwykłym Polakom nienawiść do gejów i poczucie zagrożenia ze strony Niemców i UE. To jest smutna prawda na temat naszej współczesności. Koszty tego płacimy wszyscy, gdyż wyziewy z ferm norek skutecznie zatruły relacje między ludźmi w Polsce.

 

Rafał Betlejewski

Margot pokazała fakulca i przeklina. Komentuje Galopujący Major

Libki i medialne cytrynki płaczą, bo Margot śmiała pokazać fakulca

29/08/2020

Ojoj, jak ta Margot śmiała, pokazała fakulca i przeklina. Wyszła z aresztu i przeklina. Ojoj tak się nie robi pani Margot! To my dla pani tak wiele, a w sumie to nic, zrobiliśmy, aż dwa twitty i osiem lajków, a pani mówi fuck you! To straszne. Ojoj. Nie, nie nadaje się Pani na ikonę ruchu, trzeba zapytać pana Trzaskowskiego, kto się nadaje, on tam z Budką właśnie odgórnie jakiś oddolny ruch buduje. Może niech on wybierze, najlepiej w prawyborach hehe.

No więc drodzy, straszni mieszczanie:

Po pierwsze, aktywiście społeczni zwykle mają w rzyci, co o nich sądzicie. Serio, te Wasze rady z pluszowych foteli wzbudzają u nich tylko odruch politowania. Bo niby czemu wasze amatorskie rady mają mieć znaczenie dla nich, zawodowców?

Po drugie, aktywiści społeczni, zwykle mają w rzyci także polityczne sondaże. Każdy emancypacyjny ruch mniejszościowy z definicji ma przeciwko sobie większość, bo inaczej, uwaga, nie byłby mniejszościowy i emancypacyjny. A za czym idzie zawsze będzie miał na początku niskie sondaże. Przylatując i pokazując niskie sondaże, jesteście trochę jak gość z tłumu, który krzyczy, że odkrył, że Wasze 100kg jest lżejsze od ich tony. Tak, wiemy, debilu, że jest lżejsze, właśnie dlatego zaczynamy walkę.

Po trzecie, aktywiści społeczni, którzy walczą także na pięści, tym bardziej w rzyci mają statecznych mieszczan, którzy nie walczą. W rzyci mają partie polityczne. I w rzyci mają, ojoj, wybory do Sejmu. Albowiem, uwaga, nie są politykami. Walka z definicji jest brzydka. Walka z definicji wzbudza lęk. Walka prowadzi do niskiego poparcia sondażowego. Ale ktoś walczyć zacząć musi. A musi, bo to samo od Was, mieszczańskie libki, słyszały osoby blokujące dzikie eksmisje, że jak tak można? Dziś blokady są czymś oczywistym, chociaż kiedyś ta „przemoc” była nieakceptowalna przez strasznych mieszczan. Przecież są powództwa przeciwegzekucyjne, się doucz, lewaku!

Po czwarte, aktywiści społeczni, którzy walczą chcą waszego lęku. Chcą waszego srania w gatki. Albowiem, dzięki Waszemu strachowi poszerza się perspektywa i centrum przesuwa w stronę Lewicy. Nie wierzycie? Otóż dzięki Ziobro, ONR, Młodzieży Wszechpolskiej i neonazistom, Jarosław Gowin i Kosiniak-Kamysz uchodzą dziś za polityków centrowych. Więc żeby w DŁUŻSZEJ perspektywie centrum przesunęło się w lewą stronę, trzeba na jego flankach radykałów. Margot radykałką jeszcze nie jest, pokazała fakulca i nawet w połowie nie była tak chamska jak Wy, gdy wyzywacie Kaczyńskiego od gejowskiego karła a jego wyborców od szczającą na wydmach hołotę. Więc radykałów radykalniejszych od Margot potrzeba więcej.

A gdy już radykalizm napęcznieje, lewicowe centrum się od radykalizmu publicznie ODETNIE, a Wy, drogie libki, przyjmiecie wówczas socjaldemokracje Razemków jako głos rozsądku w przeciwieństwie do tych radykalnych Margotów.

Płaczcie więc i tuptajcie nogą, ale lewica już wie: po 20 latach eleganckiej walki różnych Biedroniów, Wasz kandydat Trzaskowski tak bardzo bał się prawicy, że nawet nie potrafił wymówić skrótu LGBT. Więc Wasze rady wsadźcie sobie tam, gdzie odwaga Trzaskowskiego i dajcie działać tym, którzy spowodują, że za ileś lat będziecie mieć Zandberga za stojącego w tym samym centrum, w którym według Was stoi dziś Gowin.

ŹRÓDŁO

Galopujący Major

 

Życie w „strefie wolnej od LGBT”, to nie tylko próżne słowa i puste uchwały. Przedsmak rzeczywistości dla tych, którzy nie grzeszą wyobraźnią…

 

 

Pisałem już o moskiewskiej parze gejów, którzy zaadaptowali dwoje dzieci; tym faktem narazili się machinie państwowej — propagandzie, śledczym, prokuraturze. Bo w Rosji jest ustawa, zakazująca „promocji homoseksualizmu wśród nieletnich” — taki sobie odpowiednik „strefy wolnej od LGBT”. Od 2012 roku był raczej nieczynną normą na użytek propagandowy, teraz wchodzi do praktyki śledczej.

Przypomnę: w połowie lipca Komitet Śledczy Rosji wszczął postępowanie przeciwko moskiewskiemu urzędnikowi, który „zezwolił” na wychowanie dwójki dzieci przez parę jednopłciową. Wszystko stało się po tym, jak jedno dziecko trafiło do szpitala z podejrzeniem na zapalenie wyrostka — w szpitalu dziecko, zapytane o mamę, poinformowało, że żyję z dwoma ojcami. Doktor złożył zawiadomienie, po czym parą zajęli się śledczy, a wraz z nimi i państwowe media, twierdząc, że nowi rodzice „promowali niekonwencjonalne relacje” z dziećmi, które „szkodziły ich zdrowiu”. Do nagonki włączyła się rzeczniczka praw dziecka Anna Kuzniecowej, marszałkini izby rosyjskiego parlamentu oraz szef Komitetu Śledczego Rosji Aleksandr Bastrykin.

Wkrótce rodzina wraz z synami, obecnie 12 i 13 lat, opuściła Rosję. Policja przeszukała ich moskiewskie mieszkanie, mieszkania rodziców. „Było życie. A teraz życia nie ma” — nazywa się wywiad z Jewgienijem Jerofiejewem i Andriejem Waganowem, moskiewską parą (na zdj. z dziećmi, Denisem i Jurijem). Cytaty przerażają znacznie bardziej, niż suchy opis historii.

Lekarz nie chciał oddać dziecka babci, mówiąc, że odda tylko rodzicom. Wyobraźcie, przychodzi do szpitala kobieta z aktem urodzenia dziecka, Jura krzyczy: »Babcia-babcia!«, a w szpitalu traktują ją jak Pani z ulicy. […] Gdy już byliśmy w samochodzie, zapytałem Jurę, o czym rozmawiał z lekarzem. I Jura: »Lekarz zapytał, kiedy przyjedzie moja matka. Powiedziałem: „Nie mam matki”. — „A kogo masz?” — „Dwóch ojców”«. Jura po chwili zrozumiał: »Chyba — mówi — coś spieprzyłem«”.

Nigdy nie prosiliśmy dzieci, aby coś ukrywały. To była nasza świadoma pozycja, bo to w jakiś sposób stygmatyzuje. Tutaj żyjemy, jesteśmy zwykłą rodziną. Czasem rozmawialiśmy, że rodzina może być różna. Zdarza się, że dzieci wychowuje babcia, zdarza się, że mama i ciocia, zdarza się, że mężczyzna lub dwóch mężczyzn”.

Brzmiało: »Tata Andriej i jego konkubent«. W oficjalnych dokumentach to jest wszędzie. Czy to sformułowanie śledczego, czy Jurija? Jura nie mógł tak powiedzieć. Mógł: »przyjaciel taty«, albo po prostu »Żenia«, rzadko mówi »tata Żenia«. W protokole napisano, ze słów Jurija, że tata i Żenia żyją jak przyjaciele. Pojawiły się pytania, czy widział, jak się przytulamy, czy całujemy. Jura odpowiedział, że nie widział”.

Około 16 śledczy poinformował, że Jura musi przejść badanie kryminalistyczne. […] Wysłano nas do laboratorium analizy i oceny stanów seksualnych. Tam robili różne rzeczy, nago, inspekcja, pobieranie biomateriału. To było bardzo traumatyczne dla dziecka. Jura ryczał, uciekał od nich wszystkich, wyzywał ich od »p..zd«. Bardzo negatywnie oceniał ludzi w białych fartuchach: »Wy, lekarze, wszyscy się sprzedaliście. To wszystko przez was«”.

Gdzieś wiosną tego roku dzieci po raz pierwszy usłyszały od rówieśników na ulicy, że »macie rodziców pedałów«. Wyjaśniłem, że można nazywać to różnie, ale mamy taką rodzinę, nie wszyscy nas lubią. Normalna rodzina — to nie charakterystyka cech rodziców ani dzieci, ale związków. Mówiąc wprost, w Moskwie nie ma zbyt dużo przykładowych rodzin heteronormatywnych. Matka najlepszej przyjaciółki jednego z naszych synów mieszka z kochankiem, ojciec z kochanką, mieszkają na tej samej klatce i czasem się spotykają. Może, i do nich też opieka przyjdzie z pytaniami?”.

Jura był zszokowany, że otaczający go ludzie tak negatywnie opisywali moje stosunki z Żenią: »Nam jest tu dobrze. Ale dlaczego nagle tak wiele o nas mówią? Są alkoholicy, dlaczego o nich nie mówią?« — pytał. To był pierwszy raz, kiedy musiałem wytłumaczyć dzieciom stosunek społeczeństwa do naszej rodziny. Powiedziałem, że są ludzie, którzy nie lubią czarnych, Żydów, kobiety. Że są rasiści, są antysemici, są mizoginiści. I są homofobowie. To było szokiem dla dzieci. Zwłaszcza dla Denisa — że tak wiele jest powodów do nienawiści”.

Rozmawiałem z adwokatem prawa rodzinnego, zapytałem o kierunek, w którym sprawa może się rozwijać. Adwokat powiedział, że powinienem być gotowy na wyjazd za granicę: w takich sytuacjach dzieci po prostu są zabierane z rodziny do zakończenia postępowania, które może trwać lata, bo zarzuty dotyczą seksualnej nietykalności dziecka. Stąd te wszystkie historie z testami. Adwokat powiedział, że z dużym prawdopodobieństwem znajdą się elementy przestępstwa — bez względu na to, jakie będą wyniki badań lekarskich. Tu w świetle prawa rosyjskiego nie koniecznie musi być przemoc seksualna, chodzi o przyjęte przez prawo »promowanie homoseksualizmu wśród nieletnich«”.

W piątek, około godziny szóstej, skontaktował się ze mną przedstawiciel opieki i poprosił mnie o dobrowolne umieszczenie Jury w Centrum Rehabilitacji Społecznej. Wyjaśnił, że dziecko i tak zostanie zabrane z rodziny i najprawdopodobniej nastąpi to w sobotę. Dlatego lepiej dla mnie jest umieścić go w Centrum samodzielnie, bo wtedy będę mógł go zobaczyć”.

Po półtorej godzinie wyszliśmy z domu. Wyjąłem kartę SIM z telefonu i przez cztery dni nie miałem łączności. Gdy tylko stało się jasne, że musimy wyjechać, zadzwoniłem do mojej matki na Ural, powiedziałem, że musimy opuścić miasto, niech przekaże [też drugiego zaadaptowanego syna] Denisa do mnie”.

[Policjanci] poszli do moich rodziców, gdzie jestem zameldowany. Według ojca, szukali dokumentu o naszym małżeństwie, nazywając go »dokumentem w języku duńskim«. Zebrałem rzeczy, wsiadłem do samochodu i wyjechałem. Nocowałem na parkingu klubu fitness, potem poszedłem do pracy, powiedziałem przełożonemu, że nie wrócę. Wsiadłem do samochodu i opuściłem kraj. Na początku lipca spotkaliśmy się z [mężem] Andriejem i dziećmi na neutralnym terytorium, poza granicami Rosji”.

Podobno, sprawa trafiła na stół do szefa Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej Aleksandra Bastrykina. Po tym, 15 lipca, przewodnicząca Rady Federacji Walentina Matwijenko sprzeciwiła się publicznie adopcji dzieci przez pary homoseksualne, bardzo surowo wypowiadając się o »degeneracji ludzkości«. 16 lipca Komitet Śledczy wszczyna postępowanie karne przeciwko bliżej nieokreślonemu kręgowi niedbałych urzędników z opieki. 17 lipca informacja o sprawie pojawia się w prasie. Jednocześnie, 15 lipca, [rzeczniczka praw dziecka] Anna Kuzniecowa oświadczyła, że zwróciła się do prokuratury z prośbą o usunięcie dzieci z rodziny. Zaczęły pojawiać się opinie ekspertów, że dzieci powinny być zabrane, a adopcja odwołana”.

 

 

Dzięki uprzejmości Igora Isajewa

Marcin Zegadło. Dziś temat okołopandemiczny – „posyłają was jak owce między wilki,”

Wiem, że większość Polek i Polaków nie wierzy w istnienie koronawirusa. Koronawirus to nie jest bolszewik, nie widać go, nie pali kościołów, nie gwałci i nie można z nim stoczyć bitwy pod Warszawą, więc wszystko wskazuje na to, że nie istnieje. Nie ma go po prostu. Załóżmy jednak na chwilę, że pandemia to jest jednak jakiś problem, w którego rozwiązaniu jak dotąd Matka Boska pozostaje bierna, co odróżnia tę sytuację od tej sprzed stu lat, kiedy czynnie włączyła się do działań zbrojnych, teraz natomiast najwyraźniej musi być zajęta czymś innym i na kolejny „cud nad Wisłą” nie ma co liczyć. Musimy sobie radzić sami, a to zwykle wróży kłopoty.

Tymczasem tuż po bohaterskim porzuceniu stanowiska, przez ministra Szumowskiego, który w środku pandemii okazał się niezłomny i tak długo dążył do dymisji, że ją ostatecznie złożył, jego zastępca, wiceminister Waldemar Kraska informuje, że Ministerstwo Zdrowia ma nową strategię walki z koroną. W skrócie:

 

 

 

– strategia ta polega, mniej więcej na tym, że Ministerstwo Zdrowia wobec planu posłania dzieci i młodzieży do szkół (wiadomo: mury nie zarażają) oraz spodziewanego gigantycznego wzrostu zachorowań będącego wynikiem wakacyjnego luzowania (kochamy to robić) jak również wobec stale rosnącej liczby dziennych zakażeń (wczoraj 735), zamierza zmniejszyć ilość szpitali jednoimiennych tak, aby jeden szpital przypadał na dwa województwa.

 

Wracając do przykładu wojny polsko-bolszewickiej, plan Ministerstwa Zdrowia jest mniej więcej czymś takim, czym byłoby oświadczenie rządu polskiego w chwili, w której Armia Czerwona stała na przedpolach Warszawy, że oto na ch*j nam tyle polskiego wojska, rozpuśćmy ze część dywizji do domów, możemy zacząć od tych najlepiej uzbrojonych i wyszkolonych. Wąsaty marszałek Piłsudski powinien już wtedy zamknąć się w Sulejówku i umrzeć na raka piętnaście lat wcześniej, bo i tak do niczego się już nie przyda, tak jak za chwilę do niczego nie przydadzą się miejsca dla chorych na Covid-19, które polski rząd właśnie ma zamiar zlikwidować.

Wiem, że większość Polek i Polaków uważa, że koronawirus jest niegroźną grypą, pandemia to „ogólnoświatowy spisek Billów Getes’ów, Żydów, masonów, producentów szczepionek, firm farmaceutycznych i tajnych organizacji mających na celu wcielenie w życie huxleyowsko- orwellowskich wizji, a przede wszystkim odebranie Polkom i Polakom możliwości pójścia na grilla do znajomych bez tych jebanych maseczek”, ale jeżeli przyjmiemy na krótką chwilę założenie, że ten wirus jednak istnieje, to decyzja Ministerstwa Zdrowia jest nie tyle irracjonalna, co po prostu zbrodnicza.

Tym wszystkim, którzy tak bardzo boją się orwellowskich koszmarów, wszystkim „wolnościowcom” spod znaku karabeli i ryngrafu, powiadam:

Bracia i Siostry, już teraz posyłają was jak owce między wilki, a wy gotowi jesteście im za to dziękować.

Dzieci tylko szkoda. Bo „głupi dorosły” to jest zawsze dla dziecka zły przykład, a funkcjonowanie w rzeczywistości, w której białe nie jest białe, czarne nie jest czarne, kłamstwo nie jest kłamstwem, a prawda nie jest prawdą, musi skończyć się jakimś Orwellem, albo „Nowym Wspaniałym Światem”.Nie ma na to rady.

Marcin Zgadło

 

„Praca, płaca i rzeczywistość, która znowu skrzeczy. ” z bloga Brzytwa Ockhama. Adam Jaśkow.

 

Lato w pełni, pandemia też, ale posłowie klepią… podobno biedę. Klepią z winy byłej premier aktualnej europosłanki Beaty Szydło. To ona hojnie obdarzała premiami swoich ministrów chcąc im wynagrodzić te 8 lat chudych pod rządami PO. Sprawa się rypła, tj wyszła na jawa. Najwyższy (najbardziejśredni) Prezes się wkurzył i kazał oddać nagrody na Caritas. Caritas się nawet nie zdążył ucieszyć, bo okazało się, że nagrody oddali nieliczni. Prezes postanowił ukarać posłów, choć nie oni najbardziej zawinili, i nakazał obniżenie poselskich uposażeń. Dotknęło to najbardziej posłów i posłanki opozycji. Elita PiS mogła liczyć na konfitury w spółkach, bezpłatne loty do Rzeszowa i inne ciche apanaże.

Teraz, tuż przed świętem Cudu nad Wisłą do Sejmu wpłynął poselski projekt, wprowadzający możliwość podwyżki wynagrodzeń. Wygląda na to, że możliwości dorabiania poza Sejmem się kończą i posłowie PiS postanowili sięgnąć bezpośrednio do budżetu, tym bardziej, że do wyborów ponad 3 lata a tu kredyty trzeba spłacić lub zaciągnąć. W tej sytuacji kredyt zaufania u wyborców można wymienić na gotówkę i liczyć, że przez te trzy lata wszyscy zapomną.

Do tej pory wynagrodzenie parlamentarzystów oraz osób, sprawujących kierownicze funkcje w państwie regulowała ustawa z 31 lipca 1981 wielokrotnie nowelizowana. To oczywiste, że wynagrodzeń w wolnej Polsce nie może regulować socjalistyczna ustawa. Ustawa, po nowelizacji, przewidywała, że pensja Prezydenta ma wynosić 7-krotność kwoty bazowej, określanej w ustawie budżetowej, oraz dodatku funkcyjnego w wysokości 3 krotności kwoty bazowej. Czyli łącznie 10- krotność kwoty bazowej, która w tym roku wynosi 1789 PLN. Oraz dodatek stażowy. Jeśli pensja Prezydenta wynosi, w tym roku, 20138 złotych brutto, to łatwo obliczyć, że dodatek stażowy w jego przypadku to 2248. W sumie pan Prezydent dostaje 7,75 najniższych wynagrodzeń.

Autorzy „poselskiego” projektu wpadli na pomysł zmiany wskaźnika, powołując się na przykład UE. Już PRL-owski sposób obliczania wynagrodzeń dla stanowisk kierowniczych, choć nie był bardzo skomplikowany sprawia wiele trudności piszącym o tym dziennikarzom, i nie tylko im.

Nowe rozwiązania jeszcze bardziej to komplikują. Proponuje się ustalenie pensji w relacji do pensji sędziego Sądu Najwyższego poprzez sztywny wskaźnik. Wysokość wynagrodzenia sędziego Sądu Najwyższego – zgodnie z ustawą z dnia 8 grudnia 2017 roku o Sądzie Najwyższym – stanowi wielokrotność podstawy ustalenia tego wynagrodzenia, z zastosowaniem mnożnika 4,13.  Z kolei podstawę w danym roku stanowi przeciętne wynagrodzenie w drugim kwartale roku poprzedniego, ogłaszane w „Monitorze Polskim”. W drugim kwartale 2019 r wynosiło ono 4839,24 PLN. Żeby więc zgodnie z ustawową propozycją obliczyć wynagrodzenie osoby na wysokim stanowisko, warto sobie przygotować odpowiedni arkusz kalkulacyjny.

Ustawa nie wspomina o dodatkach funkcyjnych dla osób zajmujących najwyższe stanowiska więc można przyjąć, że je znosi, zostawiając je dla stanowisk nie wymienionych w ustawie. Nie wiadomo też jakie wynagrodzenie miałby mieć wojewoda bo w jednym punkcie projektu przewidziano dla niego wskaźnik 0,85 a w drugim 0,75.

Wedle moich obliczeń proponowane pensje, zgodnie z projektem ustawy wynosiłyby :

Prezydent 25982, Premier, Marszałkowie Sejmu i Senatu 21985, ministrowie 17987. Małżonek Prezydenta ( cytuję za projektem), tyle co minister czyli 17987.

Prezydentowi trzeba by doliczyć dodatek stażowy, bo projekt milczy o jego zniesieniu likwidując jednak dodatki funkcyjne. W rezultacie pensja prezydenta ostatecznie wynosiłaby 28230 PLN. Czyli 10,86 najniższych wynagrodzeń. I tu dochodzimy to sedna rozważań. Sedna, którego politycy unikają od dawna. Jak powinny kształtować się proporcje wynagrodzeń w demokratycznym państwie. Piszę demokratycznym niejako z przyzwyczajenia, ale przecież takiej debaty dawno nie było.

Czy na pewno Prezydent zasługuje na 10 minimalnych pensji, w kraju gdzie najczęściej wypłacane wynagrodzenie (dominanta 2018) wynosiło 2379 czyli niewiele ponad obowiązujące wtedy najniższe wynagrodzenie czyli 2100 złoty. Brutto oczywiście. Może warto, by posłowie się zastanowili ile warta jest ich praca dla społeczeństwa. Czy jest to trzykrotność najniższego wynagrodzenia. Czy czterokrotności? Bo więcej, to chyba jednak przesada. Zrozumiałbym pewnie, gdyby posłowie powrócili do poziomu wynagrodzeń sprzed zemsty prezesa, ale ten projekt to taki trochę policzek dla wyborców. Lekko nawet zaciśniętą pięścią.

A na koniec Dama. Tj. zgodnie z projektem ustawy Małżonek Prezydenta. Jakby trochę odchodzą od oceny zasług aktualnej Pierwszej damy, pardon Pierwszego Małżonka, to obiektywnie patrząc mamy problem. Przez okres kadencji Prezydenta, nie może zarabiać, a jeszcze ma obowiązki. Co prawda nie ponosi wydatków na utrzymanie domu, czyli pałacu i żyrandoli, ale wykonuje jakąś pracę. Czy należy jej się wynagrodzenie? To warto przedyskutować. Jednak bezwzględnie byłbym za zaliczeniem tego czasu jako okresu składkowego, liczonego do emerytury, zakładając wskaźnik na poziomie średniego wygrodzenia w kraju. To byłaby elementarna uczciwość. Czy, jak jest w projekcie, należy jej się pensja jak ministrowi? Odpowiem wymijająco, kto wie… szkodliwość społeczna jej czynów jest zapewne niższa niż większości ministrów.

A konkordat, wiecie sami…

ŹRÓDŁO

Adam Jaśkow

Tęczowa wojna toczy się o to, że „W ostatecznym rozrachunku obraźliwe jest po prostu to, że istniejemy.”

 

 

 

 

 

To, co się dzieje w Polsce wokół tęczowych flag, jest jakąś mieszaniną grozy i groteski. I coraz bardziej widzę, że nie da się do tego podejść jako do fenomenu logicznego.

Od dawna osoby LGBT są traktowane jako obywatele drugiej kategorii: nie są równe w prawach, nie są chronione przed mową nienawiści, prześladowanie nas ma formę systemową, od podstawy edukacyjnej, wypowiedzi najwyższych władz państwowych i szeregowych posłów, artykuły prasowe, kościelne kazania; ma też formę dotykalną: przemoc werbalną i fizyczną, która może nas spotkać zarówno w domu, w szkole, w miejscu pracy, jak i na ulicy. I często spotyka. Ostatnia fantazja Polaków – bo jest to fantazja znacznej części społeczeństwa – to fantazja o usunięciu. Strefy wolne od LGBT, „Polska najpiękniejsza bez LGBT”, „jak się nie podoba, to wyjedźcie”, w formach ekstremalnych to nawoływania do eksterminacji i że „Adolf nam pokazał, jak to zrobić”.

W odpowiedzi na to queerowe aktywistki zadziałały symbolicznie i pokojowo: wywiesiły flagi w przestrzeni publicznej (ale i przestrzeni symbolicznej), która jest nam odmawiana. Nie mam dość słów wdzięczności i szacunku dla tych osób, które narażają się na policyjne szykany, żeby zrobić rzecz tak w swojej istocie godną i bezbronną. Kto zna Warszawę i jej historię, ten wie, że te pomniki są głęboko związane z historią oporu wobec przemocy – Syrenka ma twarz Krahelskiej, Kopernik był polem walki symbolicznej z nazistowskim okupantem, a Jezus z Krakowskiego Przedmieścia jest jedną z ikon Powstania. Te symbole należą do nas wszystkich i wszyscy się możemy pod nimi podpisać jako warszawiacy i Polacy.

Wszyscy poza osobami LGBT.

To, co nastąpiło później, jest logiczne wyłącznie jeśli się pojmie tę wstydliwą prawdę: znaczna część Polaków, od prawa do lewa, ma taki właśnie pogląd. I to od neofaszystów, depczących i rozdzierających flagę tęczową z powstańczą kotwicą, po Lisa i Trzaskowskiego.

Choć gest powieszenia flag jest symbolicznie czysty – aktywistki porównywano do celebrytki, która rozbiła kamienną rzeźbę, a przecież nie wyrządziły rzeźbom żadnej szkody. Gest ten nie służył „obrażeniu pomnika” – przez wysmarowanie go ekskrementami (choć i takie porównania czytałem) czy pomazaniu wulgaryzmami. Jest taki, jak ozdobienie pomnika flagą biało-czerwoną (co już się zdarzało): wpisaniem się w jego sens. Tymczasem rozpoczęła się histeria: kardynał Nycz lamentował nad strasznym cierpieniem osób wierzących, premier pognał ze zniczem, Trzaskowski „potępił akty wandalizmu”, a Lis nazwał to „manifestacją braku szacunku”. Choć, jak mu szybko wytknięto, całkiem niedawno nie przeszkadzały mu pomniki poubierane w koszulki „Konstytucja”. Przy czym o ile w przypadku biskupów i władzy mamy do czynienia z otwartą homofobią w stylu antysemityzmu lat 30., o tyle sądzę, że Lis i Trzaskowski zadziałali tu po prostu w sposób zautomatyzowany: nawet nie zdają sobie sprawy, że dzielą Polaków na obywateli, którym wolno coś robić z pomnikami i takich, którym tego nie wolno. Że mają gdzieś z tyłu głowy taką maleńką ustawkę norymberską, wpajaną nam od małego przez heteromatrycę – pozbycie się jej wymaga niejakiego wysiłku i do podjęcia tego wysiłku obu panów namawiam.

Przede wszystkim jednak pojawił się chór komentarzy, że „geje sami sobie szkodzą”, że „coraz więcej homoseksualistów jest przeciwnych temu całemu LGBT”, „kiedyś nie było tego wszystkiego i nikomu się krzywda nie działa”. Wiele z tych słów jest wypowiadanych przez ludzi, którzy „nie są homofobami, ale”, a nawet przez ludzi którzy „są zwolennikami praw LGBT ale”. Oni po prostu lepiej wiedzą, jak mamy walczyć o emancypację. I wiecie, co? Emancypacja zawsze miała takich mądrych wujków i ciocie besserwisserki, co to z kanapy opowiadają, że czarni, kobiety, chłopi robią to nieodpowiednio i brzydko. Że ta Rosa Parks to jednak przesadza, przecież mogła usiąść gdzie indziej i nie prowokować. Dla swojego świętego pokoju są oni gotowi uwierzyć we wszystko – od tego, że „kiedyś krzywda się nikomu nie działa” (poczytajcie historie osób LGBT sprzed stu dwudziestu lat, sprzed stu lat, sprzed siedemdziesięciu lat, sprzed pięćdziesięciu lat, sprzed trzydziestu lat i przestańcie pitolić jak potłuczeni) po owych mitycznych „homoseksualistów coraz bardziej przeciwnych paradom”, choć z roku na rok liczba uczestników i marszów równości w Polsce rośnie w imponującym tempie.

(obrazek: Bettmann Archive, Wiki: Rosa Parks w autobusie w dniu, w którym przepisy zniosły segregację rasową miejsc)

Problem w tym, że żadnego z naszych praw w żadnym kraju nie dostaliśmy od większości, tylko wywalczyliśmy je sobie, ponosząc ciężkie ofiary – w tym śmiertelne. Setki, tysiące osób LGBT (i nasi sojusznicy, ci prawdziwi) angażują swój czas, uwagę, pracę, zdrowie, czasem sporą część życia, żeby dzieciaki, które teraz przychodzą na świat, żyły w mniej nienawistnym kraju. Takim działaniom zawsze i wszędzie towarzyszyły kręcące noskiem paniusie i pouczający z namaszczeniem redaktorzy pism. Stonewall was a riot. Podajcie mi przykład kraju, gdzie osoby LGBT uzyskały równość wobec prawa bez sarkania ludzi na „te zniechęcające metody”, na te „obraźliwe marsze przebierańców”. Nie ma takiego kraju? No, nie ma. Dziękuję.

 

Rzekoma straszliwa „obraza”, która spotkała pomniki, histeria wokół tej „obrazy” jest bowiem częścią większej całości. Jeśli nie obrażałaby tęcza na pomniku, to obrażałaby tęcza wywieszona w oknie; jeśli nie obrażałoby nabożeństwo odprawione przez ks. Niemca, to obrażałaby sugestia, że katolicy mogą przekazać osobom LGBT znak pokoju; jeśli nie obrażałaby Parada Równości, to obrażałoby trzymanie się za ręce „bo dziecko może to zobaczyć”; ostatnio jakąś lodziarę obraziła tęczowa karta kredytowa Revolut i lodziara odmówiła klientowi sprzedaży lodów.

W ostatecznym rozrachunku obraźliwe jest po prostu to, że istniejemy.

ŹRÓDŁO

Jacek Dehnel

 

„Ave Maria” J.S.Bacha na indeksie kościelnym utworów zabronionych podczas ślubów. Jeszcze jeden kroczek do krawędzi przepaści. Gratulujemy i cieszymy się.

Kościół podał listę zakazanych utworów na ślubach. Oto jej fragment.

 

Ed Sheeran – „Perfect”
Leonard Cohen – „Hallelujah”
Jan Sebastian Bach – „Ave Maria”
John Paul Young – „Love Is In The Air”
The Beatles – „All You Need Is Love”
Mieczysław Fogg – „Serce Matki”
Piotr Rubik – „Niech mówią, że to nie jest miłość”
Josh Groban – „You Raise Me Up”

 

ŹRÓDŁO

 

Diecezja Płocka wprowadza specjalne obowiązkowe kursy, w których trakcie uczestnicy dowiedzą się m.in. jak dobierać prawidłowy repertuar muzyczny podczas ceremonii ślubnej.

— Często wynika to z niewiedzy czy braku przygotowania do tego, aby poprawnie dobierać śpiewy na taką liturgię. Z tego powodu będziemy organizować kurs liturgiczny dla takich osób: żeby zrozumiały czym jest liturgia, jak ona przebiega, jakie śpiewy mogą być podczas niej wykonywane — informuje na stronie diecezji ksiądz i dyrektor Diecezjalnego Instytutu Muzyki Kościelnej „Musicum” Marcin Sadowski: „Muzyka jest integralną częścią liturgii, podczas której udzielany jest sakrament małżeństwa. Ona musi był w pełni włączona w liturgię eucharystyczną, będącą pamiątką męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, dlatego też śpiewy nie mogą być wtedy świeckie, ale dostosowane do tego, co dzieje się w czasie liturgii”.

 

Odjęło nam mowę. Komentarza nie będzie. Wyrobicie sobie Państwo własne zdanie na ten temat.

A podpowiemy tylko – można żyć bez ślubu albo z cywilnym dokumentem prawnym. Można nie zadłużać się ponad rozsądek i nie dokarmiać mafii. Takie rozwiązanie problemu wydaje się na wskroś obywatelskim obowiązkiem a nawet czynem patriotycznym, przynajmniej w takich podłych czasach…

 

Kuna2020Kraków

Z życia świętych krów. Co oferuje urząd powiatowy kościelnej osobie prawnej w ramach tarczy…

 

 

Do przywilejów kościoła przywykliśmy tak bardzo, że pisanie o tym dzisiaj jest już tylko kolejnym doniesieniem na ten sam temat. A niektórzy naiwni jak ja, myśleli, że kościół dostał już wszystko… Otóż nie moi drodzy Państwo. Kreatywność rządzących w tej materii jest chyba niewyczerpalna.

W ramach tarczy, która miała złagodzić następstwa lockdown’u, premier rządu wprawdzie naobiecywał nam gruszki na wierzbie, ale żeby je faktycznie zerwać pracodawcy musieli pokonać nie lada przeszkody, a najczęściej i tak nic dostali, bo tak. W świetle tych przykrych konstatacji,   że oto rząd udaje tylko, że ma szczerą chęć dopomóc drobnym biznesom nie upaść zbyt nisko, to co zaoferował kościołowi – jednej z najbogatszych korporacji zawodowych duchownych – oraz warunki jakich nie muszą oni spełniać, by być jedynymi beneficjentami premiera ewangelisty Mateusza – woła jednak o pomstę do Nieba. Mamy oczywiście świadomość, że w tzw. Niebie nikt naszych westchnień nie słucha i że żadna sprawiedliwość się nie dokona. Tym niemniej warto wiedzieć co następuje:

 

 

 

 

 

Wsparcie przysługuje kościelnej osobie prawnej działającej na podstawie przepisów o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej, o stosunku Państwa do innych kościołów i związków wyznaniowych oraz o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, oraz jej jednostce organizacyjnej.

 

Wsparcie może być przyznane na okres nie dłuższy niż 3 miesiące od miesiąca złożenia wniosku w wysokości nie wyższej niż suma 70% wynagrodzeń pracowników objętych wnioskiem (kwota dofinansowania nie może przekroczyć 70% kwoty minimalnego wynagrodzenia powiększonego o składki na ubezpieczenie społeczne od pracodawcy). Beneficjent jest zobowiązany do utrzymania w zatrudnieniu pracowników przez okres, na który zostało przyznane dofinansowanie. Wnioskodawca nie jest zobowiązany do wskazywania spadku obrotów/ przychodów z działalności.

 

Wsparcie w zakresie dofinansowania części wynagrodzeń pracowników oraz składek na ubezpieczenia społeczne stanowi pomoc publiczną, mającą na celu zaradzenie poważnym zaburzeniom w gospodarce, o której mowa w Sekcji 3.1 Komunikatu Komisji – Tymczasowe ramy środków pomocy państwa w celu wsparcia gospodarki w kontekście trwającej epidemii COVID-19 (2020/C 91 I/01) (Dz. Urz. UE C 91I z 20.03.2020, str. 1).

Uwaga! Usługa realizowana jest wyłącznie przez Powiatowe Urzędy Pracy.

A to mnie akurat nie dziwi…

ŹRÓDŁO

 

Kościelna osoba prawna i wsparcie dla gospodarki? Przyznam, że to dość zaskakujące – jak też może się nazywać ta gałąź gospodarki? Handel dewocjonaliami? Tylko to przychodzi mi do głowy. No można jeszcze handlować odpustami, ale one chyba są zakazane przez szefa kościoła katolickiego i to już od dość dawna. Pewnie o czymś nie wiem, np. że księżna prowadzą wydawnictwa, albo handlują samochodami, w końcu mają zielone światło na działalność gospodarczą. Ale jest jedno ale – kościół raczej się z nami nie dzieli swoimi osiągnięciami gospodarczymi, są zwolnieni od wielu podatków i robią wyłącznie na własny pożytek. Skąd więc pomysł, by akurat znowu oni i tylko oni zostali otoczeni parasolem ochronnym z powodu covid19, w którego zresztą nie wierzą, a którego tak skutecznie rozsiewają wokół siebie i pośród praktykujących gromadnie katolików… Doprawdy zadziwiająca bywa konsekwentność naszego rządu w obdarowywaniu tej szczególnie szkodliwej dla Polski organizacji.

 

 

 

 

 

 

 

I tylko przewraca mi się wątroba, gdy konstatuję, że te dary rozdaje się z naszej wspólnej kasy, z podatków od podmiotów i osób fizycznych. A jeszcze bardziej wkurza mnie to, że z tej kasy nie finansuje się usług publicznych – a to dla tych usług warto płacić podatki, bo tylko w tej formie wracają one do nas. Wracać powinny w postaci dobrej nowoczesnej szkoły dla naszych dzieci, szkoły wolnej od religii. Dalej, w postaci dobrej, sprawnej i nowoczesnej opieki zdrowotnej, wolnej od kolejek, w których ludzie zwyczajnie umierają nie doczekawszy się konsultacji i leczenia. Chcemy też obcować z kulturą za niewielkie pieniądze i to kulturą na wysokim poziomie, a nie wyłącznie disco-polo i naśladowców rocka w sutannach. Potrzebujemy komunikacji z miasteczkami i wsiami – izolowanie grup społecznych oraz dzielenie kraju na Polskę A i B, to skutek uboczny likwidacji wielu tras komunikacyjnych i linii kolejowych.

 

 

 

 

 

kuna2020Kraków

 

 

 

 

 

Kocham ploteczki z dobrego źródła. Andrzej Gerlach przy okazji ślubów Kurskiego…

Jestem po lekturze kolejnych materiałów prasowych na temat Jacka Kurskiego i jego rodziny. Widzę, że kolejny ślub kościelny tego głównego propagandzisty „Dobrej Zmiany”, wywołał w całym kraju i w środowisku dziennikarskim prawdziwą burzę medialną.
Oczywiście głównym powodem tego jest hipokryzja i zakłamanie nie tylko samego Jacka Kurskiego, którego cała niemal kariera polityczna oparta była od początku na zakłamaniu i półprawdach, a jego powiedzenia w stylu „ciemny lud to kupi”, przeszły już do klasyki powiedzonek w temacie manipulacji ludźmi w naszym kraju.


W całej sprawie ponownego kościelnego ślubu Jacka Kurskiego obrywa się także reprezentantom Kościoła, bo to oni od wielu lat podkreślają religijne zaangażowanie polityków prawicy, stawiając ich za wzór prostemu Ludowi Bożemu polskich miast i wsi, mimo iż dobrze wiedzą jak naprawdę wygląda ich życie osobiste. Być może urzędnikom Pana Boga na Ziemi jest w ten sposób znacznie łatwiej zaakceptować zawirowania osobiste polityków których popierają, bo w tyle głowy mają swoje własne liczne życiowe epizody…

 

 


Jacek Kurski zawsze politycznie „jechał” na swoim przywiązaniu do wartości chrześcijańskich, gdy miał przedmałżeńskie epizody, gdy mu się trzydzieści lat temu odwróciła kolejność w zakładaniu rodziny, najpierw wniósł wkład w męskiego potomka, a potem przypomniał sobie, że nie stanął jeszcze z jego matką na ślubnym i do tego kościelnym kobiercu. Po trzydziestu zresztą latach, ta ślubna, osobista, kościelna żona przestała być nie tylko ślubna, osobista, ale nawet stała się niekościelna. A dzieci Zdzisław (rocznik 1991) i Zuzanna (rocznik 1994), pobłogosławione przez Świętego Papieża w listopadzie 1999 roku, stały się teraz nieślubnymi bękartami, zachowując nazewnictwo kościelne. Dołączył do nich w 2007 roku ich młodszy braciszek Olgierd, którego tatuś ofiarował mamusi przed rozstaniem.

 

 


Od wczoraj media rozpisują się o pedofilskich wyczynach tegoż Zdzisława, który w mediach społecznościowych od czasów licealnych przedstawia się nie wiedząc czemu jako Antoni i który przez blisko cztery lata molestował córkę przyjaciół rodziny Kurskich, także działaczy PIS, gdy ta miała 8 – 12 lat. Zdzisław miał wówczas blisko dziesięć lat więcej, a więc trudno byłoby teraz uznać, że 18 – 22 latek nie wiedział co robi z małą Magdą podczas wspólnych wakacji obu rodzin w Leśniczówce „Danielówka” w Donielinie koło Malborka.


Gdy sprawa wyszła na jaw w obu rodzinach w 2015 roku, wydawało się, że rodzice staną na wysokości zadania i zmierzą się z tym dramatem własnych dzieci. Świadczył o tym chociażby jeden z maili „Nie chcę, aby mój syn był dalej zagrożeniem dla innych”, ale gdy „zreformowana” prokuratura pod wodzą prokuratora Mniej Niż Zero, podjęła sprawę z urzędu, tak skandaliczna sprawa moralna i do tego rozgrywająca się między znanymi gdańskimi działaczami PIS, stać się miała prawdopodobnie już na zawsze jedynie tajemnicą partyjną. Tatusiowi dziewczyny miano nawet podobno proponować dochodowe stanowisko w spółce LOTOS, a według innej wersji wydarzeń, sam zainteresowany miał postawić taką cenę za swoją dyskrecję. Jednym słowem, PIS-owskie wysokie, katolickie standardy moralne.


Nie przesądzając o niczyjej winie czytam teraz z niesmakiem, jak obie strony przerzucają się wzajemnymi oskarżeniami i aż trudno uwierzyć, że dotyczy to dwóch zaprzyjaźnionych przez długie rodzin, do tego pochodzących z jednej opcji partyjnej.
Po wczorajszej publikacji w jednym z ogólnopolskich dzienników, w którym zastępcą redaktora naczelnego jest starszy brat Jacka Kurskiego i równocześnie stryj Zdzisława, widać najlepiej jak teraz przebiegają podziały polityczne, moralne i emocjonalne, także w obrębie naszych polskich rodzin. Samo życie.
A kiedy do tego czyta się na forach internetowych jak obecnie dziennikarki zdobywają prace, a aktorki role w produkcjach TVP, opłacanych także z naszych wspólnych podatków i abonamentu, to dopełnia to w pełni obraz moralny tej całej tuby propagandowej, tak równocześnie wychwalanej z tysięcy ambon w naszym kraju.

 

 


Przypadek Jacka Kurskiego to tylko mały fragment większej całości, gdyż wyliczankę podobnych grzechów, można by zastosować niemalże do większości prawicowych polityków, którzy na co dzień grzmią świętym oburzeniem na zmiany społeczne i kulturowe zachodzące w naszym społeczeństwie. Raz jeszcze okazuje się, że ten kto bardziej głośno się modli, ten kto dłużej klęczy przed każdą kamerą, ten co bardziej składa ręce przed każdym aparatem fotograficznym, ten ma więcej do ukrycia z grzechów własnego życia.


Wypadałoby zatem zadać pytanie kiedy „ciemny lud już tego nie kupi” i kiedy zacznie wybierać wyłącznie tych polityków, którzy nie będą zaglądać im pod kołdry, decydować jak i z kim mają iść przez życie, ale sami żyjąc w szczęśliwych i nie zawsze sformalizowanych związkach, będą podejmowali decyzje jedynie kierując się dobrem wspólnym narodu i państwa.

 

Andrzej Gerlach

Dlaczego Polska wypowiada konwencję antyprzemocową? Skoro jest tak dobrze? Skoro mamy wystarczające zabezpieczenia w prawie?

Co łączy PIS, Ordo Iuris, Konwencję stambulską i znikający projekt „przemoc plus” ?

Agenda Europe – to organizacja skupiająca i koordynująca działania całej sieci organizacji typu Ordo Iuris. Celem zakrojonych na szeroką skalę działań jest zmiana podstawy dzisiejszego prawa – dziś są to wciąż jeszcze prawa człowieka. Jaką podstawę szykują na podmianę fundamentu? Dokładnie nie wiadomo, być może będą to prawa boskie- cokolwiek to znaczy, albo prawa pięści, może nawet prawa rasowe? Cokolwiek by to nie było, najpierw organizacja musi spowodować, by prawa człowieka przestały determinować konstrukcję obowiązującego dziś prawa.

Póki co wiadomo, że po drodze do celu siatka fundamentalistycznych organizacji ciśnie w kierunku wprowadzenia szeregu zakazów – od zakazu aborcji, poprzez zakaz antykoncepcji, rozwodów, in-vitro, kryminalizację orientacji seksualnych innych niż hetero itd… Krótko mówiąc nie prawa ale zakazy mają w przyszłości determinować zachowania społeczne. Nie wolność, tylko zniewolenie ma uczynić z ludzkości nowy gatunek i nową jakość. Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało – w głowach fundamentalistów taka agenda brzmi jak chóry anielskie, a paranoja rozwija się w procesie burzliwego naporu na synapsy w centralnym systemie nerwowym. Tak drodzy Państwo. Mamy do czynienia z patologią, złym wychowaniem i interesami oligarchii, które tak naprawdę kryją się za tym całym bełkotem ideologicznym.

 

Marta Lempart o szczegółach bieżącej awantury – tłumaczy dlaczego wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej nie jest celem tylko zaledwie środkiem do celu. Celem jest zmiana prawa i legalizacja przemocy domowej. Czytajcie całą wypowiedź Marty pod linkiem… ŹRÓDŁO

Znikające dokumenty

Najwyższy czas, żeby sobie o historii projektu #PrzemocPlus przypomnieć, bo on właśnie wraca, i to z hukiem.

Cóż w nim było? Legalizacja „pierwszego pobicia” na wzór kremlowski, skasowanie kategorii przemocy psychicznej, likwidacja obowiązku zakładania Niebieskiej Karty przez służby. Tak, taki potworek pojawił się na kolegium resortu ministry Rafalskiej w lipcu 2017 – dokładnie wtedy, kiedy my staliśmy pod Sejmem w sprawie sądów, wtedy, kiedy było najostrzej. Stało się to dwa miesiące po wizycie ministry Rafalskiej na Światowym Kongresie Rodzin – zjeździe międzynarodowej siatki fundamentalistów religijnych, z którymi związane jest także polskie Ordo Iuris, realizujące „Agendę Europe” – program wprowadzenia zakazu aborcji, antykoncepcji, edukacji seksualnej i rozwodów, kryminalizacji homoseksualizmu i legalizacji przemocy domowej.

 

grafika Marta Frej.

 

 

Jest wyrok w sprawie homofobusa. Nie odbyła się ani jedna rozprawa…

W kraju, gdzie głosuje się poprawki do nie istniejących ustaw, drukuje karty wyborcze na <niewybory>, zarządza koniec epidemii w dowolnym wygodnym terminie… nie dziwi taki porządek prawny, w którym nie ma procesu, nie odbywają się rozprawy ale jest wyrok…

 

 

Jest wyrok w sprawie homofobusa – sąd oddalił nasze powództwo.

Musimy zapłacić 5.417 PLN Fundacji Pro – Prawo do życia jako zwrot kosztów procesu.

Nie odbyła się ani jedna rozprawa, a Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał wyrok na posiedzeniu niejawnym, czyli bez udziału nas i publiczności!

Czy homofobus może jeździć po polskich ulicach bez żadnych konsekwencji, bo nikogo nie obraża? Czy Tolerado – jako reprezentant gdańskiej społeczności LGBT – nie ma nawet prawa, żeby przedstawić naszą sprawę w sądzie?

To nie koniec – walczymy dalej o nasze prawa. Wyrok jest nieprawomocny i będziemy się odwoływać.
Zbieramy kasę na słone rachunki: https://zrzutka.pl/f47psm

Więcej o sprawie: https://bit.ly/2CuQpPf

Mamy tylko #JednoŻycie

 

ŹRÓDŁO

Wiecie z czego chcą zapłacić za „niewybory 10 maja”? Nocna zmiana PIS 22.07.20 znowu nas okradła.

Powiem bardzo brzydko – kurwa jego mać! Wiecie z czego chcą zapłacić za „niewybory 10 maja”?

Nie wiecie?  – to czytajcie …

Nie mam siły komentować, więc tylko powiem, że ukraść pieniądze jednemu z najbardziej niedofinansowanych sektorów państwa to wyjątkowe skurwysyństwo.

Nie zakręcić kurka kościołowi, płacić setki milionów dla IPN-u, czy przeznaczać 50 mln na kolejną szczujnię medialną księdza katolickiego i to z funduszu dla ofiar przestępstw, oraz dziesiątki i setki milionów przeznaczać tylko na propagandę i utrzymanie władzy dla władzy….to rozbój w biały dzień; to pozbawianie nas usług publicznych- edukacji, ochrony zdrowia, dostępu do kultury, opieki społecznej itd….

Usiedli w nocy i sobie uchwalili kolejną podstawę pod złodziejstwo. Dziś w nocy. Co za bandytyzm!!!

 

 

 

Z pieniędzy na walkę z koronawirusem będą spłacone koszty wyborów korespondencyjnych, które miały się odbyć 10 maja. Taką poprawkę przegłosowali w nocy posłowie PiS.

W nocy z 21 na 22 lipca sejmowa komisja zdrowia przez kilkanaście godzin pracowała nad poprawkami do kwietniowej ustawy o „szczególnych instrumentach wsparcia w związku z epidemią COVID-19”. Przed północą w projekcie pojawił się zapis (art. 117 a) wskazujący, kto ma pokryć koszty wyborów korespondencyjnych z 10 maja.

Za „niewybory” zapłacimy z pieniędzy na ochronę zdrowia i likwidację skutków epidemii koronawirusa.

ŻRÓDŁO

kuna2020kraków

 

Morawiecki w kolejce po kasę… Marcin Zegadło. Komentarz

W najprostszym ujęciu wygląda to tak:

* UE może zamrozić dla Polski część funduszy, ponieważ polski rząd kato-prawicy narusza standardy praworządności ustalone przez wspólnotę, której jest dobrowolnym członkiem.

* Premier Mateusz Morawiecki, żeby uspokoić Suwerena twierdzi natomiast, że to ile dostaniemy unijnych pieniędzy nie ma związku z ową praworządnością i tym, że ktoś kto nam chce dać te pieniądze oczekuje od polskiego rządu kato-prawicy, że ten nie będzie w Polsce urządzał drugiej Białorusi, putinowskiej Rosji, czy nie wiadomo, jakiej jeszcze wsiowej dyktaturki, pokracznej i kulejącej, jak to w tej części Europy bywa.

* Tym samym premier Mateusz Morawiecki mówi nam, że nie mamy się czym martwić, bo pomimo tego, że polski rząd kato-prawicy ma na europejskie standardy praworządności wywalone i tę praworządność narusza (no bo skoro wszystko jest u nas w porządku, to dlaczego ten brak związku jest tak przez Morawieckiego podkreślany) to wszystko będzie zajebiście i sos popłynie gęstym i tłustym strumieniem.

Oni w ogóle mają taką skłonność do zachowań z gruntu dziecinnych, bo przecież to my ustawiamy się w kolejce po te pieniądze, bo od lat szesnastu złota rzeka euro zasila nasz budżet i w chuj ludzi ma pracę dzięki temu, że „zła, lewacka, żydowska, gejowska, laicka, ateistyczna, bezbożna” Unia smaruje nam dupska miodem, a polski rząd od czasu do czasu mówi: „O tutaj tego miodziku więcej! Jeszcze na pośladeczek! O tak, jak miło! A teraz jeszcze na nadżereczkę!” – żeby w końcu, kiedy smarujący miodzikiem czegoś jednak oczekuje, na przykład tego, żeby w demokracji istniał, dajmy na to, trójpodział władzy, istniały niezawisłe sądy, przestrzegało się antyprzemocowych, wypracowanych przez wspólnotę, której jesteśmy dobrowolnym członkiem, konwencji, nasz rząd (głuchej na wezwania kato-prawicy), rzuca się jak przedszkolak, któremu pani nie chce dać ciasteczka, bo narobił na podłogę i sobie tym wysmarował rączki.

Pani mówi:

Jak chcesz ciasteczko, to najpierw posprzątaj, potem umyj łapki i dopiero po ciasteczko!”

A rząd (przedszkolak) na to:

Ciasteczko nie ma związku z umyciem rączek i sprzątaniem. Mogę zjeść ciasteczko rączkami umazanymi gównem. Mniam, mniam!”

Tak to mniej więcej wygląda.

(fot. Adam Chelstowski)

 

Marcin Zegadło

Mądrość, powaga, odpowiedzialność. Sędziowie mówią Ziobrze- sprawdzam!

No i proszę! Ruszyło towarzystwo! Odczuwam coś w rodzaju dochodzenia do…. dosłownie.

Sędziowie piszą na siebie samych donosy.

Czyli mówią Ziobrze- sprawdzam!

 

 

 

I dobrze. Cienki Bolek to tylko cienki Bolek. Wystarczy wyciągnąć takiego za uszko na środek klasy, a zaraz obleje się pąsem po czubek nosa… pamiętam jeszcze ze szkoły powszechnej. Każdy gieroj postawiony pod ścianą wymiękał i wychodził zeń mały karzeł. Czasem taki nie wiedział co ma zrobić z rękami, jakoś przestawał nimi wymachiwać, wygrażać pięściami, grozić palcem… Czasem nawet taki się rozbeczał… Smutny widok.

 

 

 

 

28 kwietnia 2020 roku.

Jej Ekscelencja Ambasador

Ingibjörg Sólrún Gísladóttir

Dyrektor Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OSCE/ODIHR)

Jako sędziowie polskich sądów powszechnych i sądów administracyjnych wszystkich szczebli, jesteśmy zaniepokojeni zmianami w prawie regulującym zarządzone na 10 maja 2020 roku, wybory na urząd Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Proponowane przepisy rodzą prawdopodobieństwo naruszenia podstawowych norm prawnych, a szczególnie prawa naszych współobywateli do uczestniczenia w kierowaniu sprawami publicznymi kraju. Zwracamy się z apelem o wsparcie, dialog oraz wnikliwe monitorowanie przebiegu trwającego procesu wyborczego i prawodawczego.

Z dużą uwagą i satysfakcją zapoznaliśmy się z Pani wypowiedzią udzieloną po przyjęciu przez polski Sejm zmian w prawie wyborczym (1). Po przeanalizowaniu tekstu ustawy przyjętej przez Sejm, podzielamy Pani spostrzeżenia. Nasz niepokój budzi zagrożenie tak podstawowych norm jak zasada powszechności wyborów i tajności głosowania.

Na terenie całego kraju wprowadzono prawny stan epidemii, z którym wiążą się ograniczenia praw obywatelskich, takich jak swoboda poruszania się, wolność zgromadzeń, prawo do informacji. Trwająca formalnie kampania wyborcza nie spełnia więc warunków do swobodnego wyboru przedstawicieli przez uprawnionych do głosowania. Przyjęte przez Sejm rozwiązania pozwalają także na arbitralną zmianę, ustalonej wcześniej w oparciu o przepisy Konstytucji RP, daty wyborów.

Wprowadzany jest system głosowania korespondencyjnego, jako jedynej drogi do wyrażania prawa głosu. Obawiamy się, że dotarcie “pakietów z kartami wyborczymi” do każdego wyborcy jest w obecnych warunkach niemożliwe. Ta forma wyborów niesie za sobą wyzwania w zwykłym trybie wprowadzania do prawa wyborczego. Tym bardziej, zastosowana na tak krótko przed datą głosowania, rodzi wątpliwości czy wyborcy będą mieli, oprócz prawa, także realną możliwość oddania głosu.

Obecnie, rozpoznanie protestów wyborczych i stwierdzenie ważności wyborów toczyć się będzie przed Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Jej członkowie zostali powołani w wadliwym prawnie procesie wywołującym brak niezależność tej izby (2).

Chcemy podkreślić, że nasze zastrzeżenia nie wynikają z oceny politycznej przyjmowanych rozwiązań, a jedynie z roli w jakiej przychodzi nam na co dzień uczestniczyć w funkcjonowaniu państwa.Naszą konstytucyjną rolą w strukturze organów państwowych jest stosowanie prawa, które nie może być sprzeczne z Konstytucją RP ani obowiązującym Polskę prawem międzynarodowym. Jako sędziowie jesteśmy także odpowiedzialni za rozstrzyganie sporów i odwołań w kwestiach wyborczych. Pełnimy m.in. funkcję Komisarzy Wyborczych i członków Komisji Wyborczych. W tych warunkach możliwość wykonywania naszej służby publicznej zostaje podważona. Tym samym, także prawo Polaków do skutecznego odwołania.Postulujemy, aby podjąć szczególne starania oceny, na ile podstawowe gwarancje praw człowieka są zachowane w trwających obecnie wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Z wyrazami szacunku,

ŹRÓDŁO

 

List podpisało 1278 sędziów ich listę znajdziecie pod linkiem do listu…

 

tylko sędziowie rejonowi z okręgu Piotrkowa Trybunalskiego są teraz ścigani za podpisanie tego listu. Rzeczniczka dyscyplinarna z Piotrkowa w wysłanych im wezwaniach do złożenia wyjaśnień napisała, że podpisanie listu do OBWE może być przewinieniem dyscyplinarnym. Stwierdziła też, że konstytucja zakazuje sędziom prowadzenia działalności publicznej, która nie daje się pogodzić z zasadami niezależności sędziowskiej.

W ostatnich tygodniach sędziowie masowo „donosili” na siebie do zastępcy rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim. Rzecznik ten zasłynął na całą Polskę wszczęciem postępowania wyjaśniającego wobec 15 sędziów z sądów rejonowych podległych pod Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim. Rzecznik zażądał, by sędziowie wytłumaczyli się z podpisania listu do OBWE. Chodzi o pismo dotyczące organizacji korespondencyjnych wyborów prezydenckich zaplanowanych pierwotnie na 10 maja.

źródło

Jawnie antyamerykańska petycja/ustawa o przeciwdziałaniu wpływom obcym na kulturę polską będzie procedowana? Witek robi swoje.

„Każdy ma prawo składać petycje, wnioski i skargi w interesie publicznym, własnym lub innej osoby za jej zgodą do organów władzy publicznej oraz do organizacji i instytucji społecznych w związku z wykonywanymi przez nie zadaniami zleconymi z zakresu administracji publicznej. Tryb rozpatrywania petycji, wniosków i skarg określa ustawa.”.

Tajemnicza ustawa, o której mowa w art. 63 Konstytucji RP, to ustawa z dnia 11 lipca 2014 r. o petycjach (u.p.), która określa, jak dokładnie przebiega składanie i rozpatrywanie petycji. W tymże akcie ustawodawca wskazał między innymi, że przedmiotem petycji może być „żądanie, w szczególności, zmiany przepisów prawa, podjęcia rozstrzygnięcia lub innego działania w sprawie dotyczącej podmiotu wnoszącego petycję, życia zbiorowego lub wartości wymagających szczególnej ochrony w imię dobra wspólnego, mieszczących się w zakresie zadań i kompetencji adresata petycji” (art. 3 u.p.).

ŹRÓDŁO

 

Cała ustawa w jej oryginalnym brzmieniu jest tutaj

 

W skrócie chodzi o to, że ma nie być Halloween. Kropka.

Może to być też papierek lakmusowy, sprawdzający naszą społeczną gotowość do przyjęcia kolejnych, absurdalnych oczekiwań… Na przykład, że będzie karane każde spóźnienie na mszę świętą, albo za brak obrazka z rorat -bęc- grzywna! A co! Nie podoba się? To wypad z baru! Nie, no żartuję sobie trochę, ale tylko trochę.

Najlepsze, że jak pierwszy raz usłyszałam od mojej córki, lat wtedy siedem, że w szkole językowej, do której uczęszczała, będą obchodzić święto Halloween, to nie bardzo wiedziałam o co chodzi. A potem jak już wiedziałam, to wcale mi się nie podobało, że naśladujemy Stany, bo ja to USA nie bardzo lubię. Ale skoro po 30 latach się przyjęło, podobnie jak Walentynki, to dajmy sobie spokój z wojną kulturową. Dzieciaki lubią, zakochani też nie mają nic przeciwko, to o co chodzi?

 

 

I można by przejść nad tym dziwolągiem (petycją) obojętnie, jak nad wieloma petycjami będącymi wydzieliną niesubordynowanego umysłu, gdyby nie to, że pani marszałek sejmu, niejaka Witek „wielkie oko”,  nadała bieg onemu projektowi. Poważnie. Będzie procedowany.

W najgorszym wypadku 31 października powiemy władzy – sprawdzam! …  i wyjdziemy przebrani, w ilościach przekraczających zdrowy rozsądek, na ulice, a pukać będziemy przede wszystkim do kruchty kościelnej,  na komisariaty, do urzędów miast i gmin i do naszych niechętnych amerykańskiej tradycji sąsiadów, słuchaczy radia Maryja…

W najlepszym zaś PIS potraktuje ustawę jako materiał i pretekst, by przećwiczyć procedowanie ustaw we właściwy sposób, z należytą powagą, merytorycznie i w oparciu o dialog społeczny. Takie ćwiczenie bardzo by się PIS-owi przydało, bo nie najlepiej sobie z tym radzą – albo pracują po nocach, albo głosują wielokrotnie i w miejscach które nie mieszczą posłów, albo załatwiają sprawy pod stołem, piszą coś na kolanie – no czas najwyższy zażyć nieco edukacji w zakresie demokratycznych procedur. I to może być całkiem dobra okazja.

Czy jest możliwe, że ustawa o przeciwdziałaniu wpływom amerykańskim w kulturze polskiej jest traktowana przez „wielkie oko” poważnie? Cóż, wszystko jest możliwe w tej formacji politycznej, bo bazuje ona na populizmie skierowanym do określonego targetu. Jedna z osób tej proweniencji  napisała projekt omawianej tu ustawy. PIS chce być postrzegany jako zbawca tej grupy, zatem powinien się zastanowić jakie może ponieść straty wizerunkowe jeśli tę ustawę zlekceważy. Mówię całkiem poważnie.

No i nie zazdroszczę zagwozdki…

 

kuna2020kraków

Punkty widzenia. Radek Wiśniewski o arytmetyce wyborów.

[Nie byłem z Wami na ulicach, ale kto wie?]

 

Mówicie – śpiewki moje smutne –
lecz życie kocham tak jak wy
tak jak oni…
Nie chce by palce, które struny szarpią
musiały szarpać jutro za spust broni. ”
(Jan Krzysztof Kelus, „Jesień w pasiece”)

 

 

Kto mnie zna to wie, że ja zazwyczaj nie piszę o polityce, jak nie czuję, że absolutnie muszę. Nakładka profilowa – może czasem na ulicę wyjdę, ale nie jestem streetfighter, raczej pisarz powiatowy czy gminny ze mnie. No cóż. Zdarza się.

 

Wybory jak wybory chciałoby się powiedzieć. Przed wyborami obietnice urzędującego, po wyborach radosny ryk jego przydupasów (na przykład taki Janusz Kowalski) że teraz się przejmie już całkiem media i całkiem się dokręci śrubę, przejmie szkoły, uniwerki i wychowa posłusznych wykonawców woli prezesa za pięć lat. O. A o tym Ążej nic nie mówił w kampanii. Dziwne.

 

Podobnie dziwne, że już nazajutrz nieumundurowani funkcjonariusze służb wywieźli w nieznanym kierunku aktywistkę Małgorzatę Szutowicz, bez butów, bez prawa do kontaktu z nikim. I oczywiście kajdanki, bo ustawa o policji już nie działa, działa ustawka policyjna. Szybko poszło. „Prawo mój panie? Ja jestem prawem” – tak to szło? Przedsmak tego, co czeka ludzi, którym nie jest wszystko jedno. A takim z władzą zazwyczaj nie po drodze.

 

 

Ale okej. Gdyby ostatnie wybory to była wyraźna przewaga któregoś z kandydatów, to bym się nie dziwił i nie brąchał. Jechaliśmy z Małgosią między pierwsza a drugą turą interiorem na Podlasie, widziałem wsie i miasteczka od Piotrkowa po granicę z Białorusią i wiem w ilu z nich nie było nic poza banerem urzędującego prezydenta Chociaż w wielu też były zaskakująco samotne, powieszone przez prywatne osoby na prywatnych płotach banery kandydata opozycji. Samotne, przytłoczone, ale chwackie. Bo to na takiej wsi trzeba mieć cojones, żeby się nie bać i powiesić baner, który pokazuje, że się jest samemu, nie raz samemu przeciwko wszystkim.

 

 

Różnica w tych wyborach wyniosła podobno około 400 tysięcy głosów.

To że w społeczności, która gremialnie nie czyta, spora grupa ludzi pragnących głosować poza miejscem zamieszkania pomyliła zaświadczenie do głosowania poza miejscem zamieszkania z dopisaniem się do listy wyborców i w konsekwencji w pierwszej i drugiej turze musiała oddać głos  w tym samy miejscu, w którym się dopisała do listy wyborców – nie wspominam. Niespecjalnie mnie to dziwi. Nie da się w prawie zapisać, że jak ktoś nie rozumie co robi, to ma jednak rozumieć. Także to pomijam.

Ale:

Podobno – za tym co znalazł Marcin Murzyński – w Domach Pomocy Społecznej nagle okazuje się, że między 90 a 100% głosów dostawał urzędujący prezydent. Ja rozumiem, że DPS-y to ludzie starsi, często ciężko potraktowani przez los, być może, ale coś nie wierzę w ich jednomyślność na poziomie 100%. (Adriana Porowska – Pani zna się lepiej, może nie mam racji, ale mnie wydaje się to dziwne). To jakieś 250 tysięcy głosów.

No i wiadomo, ludzie z DPS-ów to nie są ci, którzy wnoszą najwięcej protestów wyborczych.

W głosowaniu korespondencyjnym podobno 200 tysięcy głosów unieważniono.

Kartki bez pieczątki były podobno nagminne, bo kto by zwracał uwagę na pieczątkę? Na skutek tego, gdy trafiła się kartka bez pieczątki na Czaskoskiego, można było ją uznać za głos nieważny przy liczeniu. A gdy na tego drugiego – przybić pieczątkę i głos stawał się ważny. Proste? Proste. Ile takich kartek było? Dużo, ale nikt nie zliczył. Sygnałów o tych kartkach bez pieczątek czytałem dużo. Prawda Radek Kobierski?

Do tego w wielu komisjach, szczególnie na wschodzie i południu nie było przedstawicieli demokratycznej opozycji. Zarzucić nic się nie da, skoro nikt nikogo za rękę nie złapał, ale pono pojedynek wyrównany a tam nagle wygrywa urzędujący i to przewagą 70 do 30. Skoro nie było tam mężów i żon zaufania (a pisała o tym tuż przed druga turą m.in. Elżbieta Podleśna) to mogło, chociaż nie musiało być, nie halo tu i ówdzie. Albo w bardzo wielu miejscach.

W jednym z bliskich mi miast w pierwszej turze żona zaufania po powrocie z papierosa przy liczeniu głosów zauważyła, że spora kupka kartek do głosowania znikła z biurka, więc zapytała czy dzwonić na policję już, czy może pójść na drugą fajkę i może jednak kartki się znajdą. I się znalazły. Ile było takich komisji?

 

 

Mój wujek porusza się na wózku inwalidzkim. Syn podwiózł go pod komisję, ale okazało się, że podjazd do komisji jest niewłaściwy i wujo nie wjedzie do komisji. Nikt z komisji nie wyszedł pomóc ewentualnie w przeniesieniu wózka do środka, nikt nie wyszedł z urną, żeby mógł oddać głos, nic. Niepełnosprawny przebył swoją droga pod drzwi i pocałował klamkę.

Nie od dzisiaj wiadomo gdzie niepełnosprawnych z ich prawami ma urzędująca władza, ale ile było takich komisji, niepełnosprawnych, wózków, wujków?

 

 

 

O głosowaniu za granicą nie wspomnę. Ludzie, żeby zdążyć z oddaniem głosu musieli np. w UK wykupywać drogie usługi kurierskie, co z gruntu eliminowało tych, których na takie usługi nie było stać. Wiele osób nie dostało na czas pakietów do głosowania i w pierwszej i drugiej turze, bo ogłoszone terminy wyborów były za krótkie. Ile to tysięcy? Liczba też szła w dziesiątki tysięcy różnicy miedzy pakietami wydanymi a odesłanymi na czas.

Nie wiem co z mężami i żonami zaufania w komisjach zagranicznych?

 

 

 

Wszystkie inne okoliczności dalece pomijam, nie są tematem tego posta i nie chce mi się o nich pisać.

Chodzi mi o czystą arytmetykę i rachunek prawdopodobieństwa. Bo to wszystko daje asumpt do przypuszczenia, że jednak ta różnica między kandydatami nie była tak wielka i zasadniczo nie wiadomo kto tak naprawdę wygrał. Tak, napisałem to – nie mam żadnej pewności kto wygrał ostatnie wybory bo wiele wskazuje na to że skala nieprawidłowości przy wyborach była dużo większa niż kiedykolwiek od czasów PRL. One zawsze się zdarzały, ale nie miały charakteru systemowego.

Napiszę to jeszcze raz – od 1989 roku nie było nieprawidłowości w wyborach idących w setki tysięcy.

A różnica podobno wyniosła 422 tysiące. Więc każda nieprawidłowość mogła mieć dalekosiężne skutki.

I to powinien rozważyć ni e z a w i s ł y sąd. Tylko jego nie pozostawiające niedopowiedzeń, jeżeli chodzi o ewentualne polityczne naciski orzeczenie, mogłoby rozwiać wszelkie wątpliwości.

Śmiejecie się już? Z samych siebie się śmiejecie. Bo jak wiadomo tych niezależnych instancji w naszym kraju już nie ma. Władza nie słucha nikogo poza sobą i zapchała szlamem wszelkie kanały komunikacji. Nie wiem co teraz będzie bo i potencjał gniewu chyba nie ten, co potrzebny, żeby wywrzeć naciski na władzę, żeby władza się zaczęła bać.

Tak na marginesie – to ucina wszelkie spekulacje o tym kto miałby / nie miał szans wygrać z urzędującym prezydentem w drugiej turze, Panie Szymonie. Bo nikt nie miał szans. Teraz może Pan płakać nad konstytucją ile wlezie. I wiele wskazuje na to, że tak już zostanie na długo, nie tylko w wyborach prezydenckich. Mimo, że być może wcale nas, z tej strony nie jest mniej, tylko więcej!

Tymczasem na Białorusi protesty, bo urzędujący prezydent aresztował wszelkich konkurentów z i tak podzielonej i słabej opozycji. I kiedy patrzę na te zdjęcia, nie tylko zmięta flaga Wolnej Białorusi wydaje mi się dziwnie przypominać polską.

Nie tylko ta flaga.

Wiele rzeczy wygląda mi podobnie.

Boję się.

Do czwartku można składać protesty wyborcze.

 

Radek Wisniewski

 

 

Refleksje powyborcze by Filip Przytulski…

Refleksje powyborcze.

A więc wróciliśmy do PRL. W czasach Polski Ludowej można było mniemać, że jesteśmy narodem niepokornym, tolerancyjnym, otwartym, spragnionym wolności i demokracji, jedynie zła władza nie pozwala nam wzbić się na wyżyny kulturowego rozwoju. Czas chyba porzucić te złudzenia. Wróciliśmy do PRL-u na własne życzenie. W gruncie rzeczy nie powinno to dziwić w peryferyjnym kraju z krótkim i powierzchownym oświeceniem, za to bardzo długim feudalizmem, tyle razy podbijanym, gwałconym, poddanym okupacji i dyktaturze, gdzie większość ludzi nauczono czytać dopiero 70. kilka lat temu, z żenująco niskim poziomem edukacji, a edukacją demokratyczną na poziomie zerowym, w kraju, w którym autorytetem nadal cieszy się kasta rozprawiająca o cudach i żyjąca z potępiania innych. Może wręcz cieszyć, że kandydat demokratyczny uzyskał aż takie poparcie. Tym bardziej, że wybory nie były uczciwe. Duda jest łże-prezydentem.

Pokój i pojednanie.

Po wielkiej burzy słychać głosy nawołujące do pojednania. Hehe… PiS i jego elektorat do pojednania nie skłoniła nawet śmierć prezydenta Gdańska – przypomnijcie sobie ile było wtedy apeli po stronie demokratycznej o rozmowę i hejt, jaki się wtedy wylał na Adamowicza – to zwycięstwo ich kandydata ma ich skłonić do dialogu? Pojednania nie będzie, bo PiS nie uznaje kompromisów, walka to jego żywioł, ani jego kierownictwo ani jego elektorat, zwany przez TVP “Polakami”, nie chce pojednania ze zdrajcami, złodziejami, zaprzańcami, nie-Polakami, którymi dla nich jesteśmy. Śmieszą mnie te wezwania do dialogu, bo ich autorzy nie uświadamiają sobie chyba, że do dialogu potrzebne są dwie strony, a po stronie “prawdziwych Polaków” nie ma analogicznych wezwań. PiS się dialogiem nie przejmuje, prowadzi rewolucję, wie czego chce. I robi to z determinacją, której naszej stronie zabrakło.

Na gołąbka pokoju, który gładzi grzechy PiS wyrasta Kinga Duda, która ujawniła się jako zwolenniczka równości i przeciwniczka dyskryminacji. Żałosne, że tak nic nie znaczący gest, obliczony na złagodzenie homofobicznego wizerunku obrzydliwego kabotyna, jest przedmiotem rozlicznych komentarzy. Gdyby córka kabotyna naprawdę miała coś do powiedzenia, zrobiłaby to od razu, teraz jej słowa przydadzą się jak zmarłemu kadzidło. Zresztą, kabotyn jeszcze nie raz da wyraz swojej pogardzie wobec ludzi i zobaczymy, czy Kinga Duda zabierze głos.

Rozczulają mnie też nawołujący do dialogu ludzie żyjący za granicą, w Niemczech albo Wielkiej Brytanii i z tej racji nie doświadczający na własnej skórze ciężaru gatunkowego umysłowości wyborców PiS-u. Bardzo łatwo z perspektywy Londynu, Berlina czy Nowego Yorku udzielać mądrych rad, ale może lepiej przyjechać tutaj i pokazać nam „jak się to robi”?

Inteligencja i lud.

W XIX w. w Rosji inteligencja szła w lud, by przekonać go o potrzebie walki o wolność i obalenia caratu. A ten lud wichrzycieli zabijał, wiązał, wydawał władzy. Porażka Trzaskowskiego wywołała u niektórych przedstawicieli inteligencji – przede wszystkim lewicowej, ale nie tylko – potrzebę porzucenia tej ohydnej warszawki, tego krakówka, tych „wielkich miast” i zejścia do powiatów, do gmin, do ludu. Proszę bardzo, idźcie do ludu. Jest tylko jedno “ale”. Lud, najdelikatniej mówiąc, nie podziela waszych wartości i żeby się z nim pojednać, musicie się ich wyrzec. To tam, w gminach i powiatach dużo się tańczy disco polo i mało czyta, przemoc domową uważa się za “sprawę rodzinną”, tam się wybacza księdzu pedofilie i jazdę po pijanemu, tam się pluje na gejów, Niemców, Żydów i Ukraińców, a jedynym sensem bycia w UE są płynące od niej pieniądze. Oczywiście mentalność taka występuje także w miastach, ale na prowincji ma ona szczególne stężenie. Nie da się jednocześnie kochać ludu z wzajemnością, walcząc o prawa kobiet i gejów, pozostając otwartym na dialog. PiS to wie, Razem się już o tym przekonało, choć chyba nie zrozumiało. Jeśli chodzi o Polskę powiatową, nie ma na razie sposobu.

Symetryści.

Ujawnili się też rozmaici mędrcy, którzy stojąc ponad podziałami  stwierdzają z troską, że “obie strony” są równie agresywne. Nie wiem kim trzeba być, by tak jawnie zafałszowywać rzeczywistość. Oczywiście, że po stronie wyborców partii demokratycznych narasta frustracja i agresja. Ale te gwizdy i okrzyki przeciwko Dudzie, zarzuty że się elektorat Dudy PiS-owi sprzedał, że jest intelektualnie mało lotny i prostacki po pierwsze są stwierdzeniem faktów, po drugie są niczym w porównaniu z agresją, którą mogliśmy oglądać na wiecach Dudy, oskarżeniami o zdradę, promocją pedofilii, dehumanizacją, hejtem w necie, groźbami kreowanymi wobec każdego, kto się narazi PiS-owi, jak ostatnio Philippa Fritza z “Die Welt”. Tak się przyzwyczailiśmy do pogardy i agresji ze strony PiS-u i jego elektoratu, że już go nie zauważamy, koncentrując się na zachowaniu elektoratu demokratycznego, który jeśli nie nadstawia drugiego policzka, jest dla niektórych równie odpowiedzialny za napięcia w kraju jak elektorat PiS-u, który na każdą krytykę reaguje jak byk na czerwoną płachtę.

Hołownia.

Apostoł Szymon tak udzielił poparcia RT, że właściwie zniechęcał do głosowania na kandydata demokratycznego. Nie mogę zapomnieć jego twarzy, kiedy ze stoickim spokojem w ostatnim wywiadzie beształ Trzaskowskiego i zrównywał PO z PiS-em. Przykre, że interes partyjny – tak, partyjny – okazał się dla  dla osoby kreującej się na zbawiciela Polski, ważniejszy niż interes Polski właśnie. Gdyby mu naprawdę zależało, powiedziałby: „słuchajcie ludzie, też nie lubię PO, ale sytuacja jest taka, że stawką w tych wyborach jest polska demokracja, więc trzeba zagłosować na kandydata demokratycznego”, a nie najpierw 20 minut narzekał jaki to RT jest zły i że PO od PiS-u niczym się nie różnią, żeby na końcu dodać, że jednak, mimo wszystko, na Trzaskowskiego… Komu ten facet robił łaskę, PO czy Polsce? Ale nie to jest najistotniejsze. Główny problem z SH jest taki, że jego narracja o „wojnie polsko-polskiej” zafałszowuje prawdziwe przyczyny i przebieg toczącego się w Polsce konfliktu. Kaczyński i jego formacja odrzucili nie tylko demokrację i prawo, dokonali inwazji na państwo i społeczeństwo obywatelskie, ale także sieją jawną pogardę wobec opornej im części społeczeństwa, a wszystko celem wprowadzenia jednowładztwa. Zakończyć ten konflikt można tylko podporządkowując się PiS-owi i jego dyktatowi. Nie można tych, którzy bronią polskiego porządku demokratycznego i jeśli nie bronią słabszych, to przynajmniej nie szczują, zrównywać z tymi, którzy łamią prawo i konstytucję, piętnują „obcych”, swoich przeciwników politycznych uważają za zdrajców. Apostoł Szymon, sugerując że za ten konflikt odpowiedzialne są obie strony, a on ma jakiś cudowny sposób na jego zakończenie po prostu albo kłamie, albo nie rozumie polskich realiów. Gdyby Hołownia jakimś cudem dostał się do drugiej tury, PiS skierowałby na niego wszystkie działa swojej propagandy, natychmiast przyrósłby mu elektorat negatywny i też musiałby wziąć udział w tej „wojnie”, którą tak się brzydzi, zresztą już w niej uczestniczy. PiS prędzej czy później wykopie topór wojenny przeciwko każdemu, kto się pojawi na scenie politycznej, jeśli apostoł Szymon tego nie rozumie, nadaje się na polityka jak Sasin na ministra.

Publicyści.

Publicyści lubią rozpatrywać kwestie, których nie ma. Znany i ceniony przeze mnie publicysta zastanawia się w rozmowie z pewnym politologiem, jak na sukces Trzaskowskiego zareagują działacze PiS-u młodego i średniego pokolenia, którzy mogą zacząć sabotować politykę Jarosława Kaczyńskiego. Przypomina mi to fantazje Jadwigi Staniszkis, która publicznie wyrażała pewność, że młodzi, racjonalni w PiS-ie powstrzymają szaleństwa Kaczyńskiego i Macierewicza. PiS zareaguje na sukces Trzaskowskiego w jedyny znany sobie sposób – dokręci śrubę, żeby nigdy więcej jego kandydat nie mógł przegrać, rozkręci machinę kłamstw, krętactw, kradzieży, fałszerstw bezprawia i represji jeszcze bardziej, no i zawalczy o wyborców Konfederacji.

Ale jest tez dobra wiadomość. Opozycja wreszcie ma kandydata, który może coś zbudować, może powalczyć w następnych wyborach. O ile oczywiście będą jakieś wybory, a PiS Trzaskowskiego do tego czasu nie zniszczy. I Polski.

 

Filip Przytulski 2020

Stenogram rozmowy prezydenta Dudy z youtuberami rosyjskimi… To nie był fejk…

Treść całej rozmowy

Andrzej Duda: Halo? Dzień dobry Panie Sekretarzu Generalny.

Dzwoniący: Dobry wieczór Panie prezydencie. Po pierwsze, chciałby pogratulować panu imponującego zwycięstwa.

Dziękuję ekscelencjo.

Polska ma bardzo duży wkład.

Robimy co tylko w naszej mocy.

Gdzie Pan teraz jest?

W centralnej Polsce. Podróżuję.

Jak sobie radzicie z koronawirusem?

Koronawirus w Polsce jest pod kontrolą. Sytuacja nie jest bardzo zła. Jest całkiem dobrze.

Mam nadzieję, że to nie miało wpływu na wasze wybory?

Na wybory? Nie. Nie było zagrożenia dla wyborów, ani wpływu.

Wiem, że sytuacja u waszego sąsiada, na Ukrainie, jest straszna.

Tak. Sytuacja jest trudna. Wiemy o tym. Szczęśliwie mamy tylko 38 tysięcy przypadków wirusa. A nasza populacja to 38 milionów.

Kto jest głównym źródłem pana zdaniem?

Koronawirusa? Ciężko powiedzieć. To może być Ukraina, bo mamy wielu ludzi z Ukrainy u nas. Ale nie ma wielu przypadków, więc mogę powiedzieć, że sytuacja jest pod kontrolą.

Dobrze. To proszę mi pozwolić sobie pogratulować drugiego zwycięstwa.

Dziękuję bardzo.

Wie pan. Prezydent Tusk dał mi kiedyś prezent z waszego kraju nazywany Żubrówką. To bardzo mocny alkohol. Wie Pan czemu go wspominam? Bo rozmawiałem z nim wczoraj. Wyraził obawę, że będzie pan dyskryminował społeczność LGBT. Mam nadzieję, że to nie jest prawda?

Ekscelencjo. Ja ich nie dyskryminuję. Mam ogromny szacunek dla każdego człowieka.

Nie wiem, czemu tak się o to martwił.

W czasie kampanii była na ten temat szeroka dyskusja. Na temat ruchu LGBT, na temat adopcji dzieci i małżeństw jednopłciowych.

Nie wiem, czemu tak się o to martwił. Może on sam należy do tych ludzi. (śmiech).

On mnie nie lubi. (śmiech) Przykro mi.

Donald także martwi się, że relacje z Unią Europejską i Niemcami się pogorszą. Dlatego do mnie dzwonił.

Ahhhhh.

Przy okazji. Ciągle pan walczy. Podziwiam pana zwycięstwa. Mocno też pan walczył z pomnikami Armii Czerwonej w Polsce.

Nie. Nie. Nie walczyliśmy z pomnikami. Mieliśmy kilka przypadków. Ale tylko kilka. To nie jest wielki problem.

Wiem, że macie tu konflikt z panem Putinem.

Mamy dyskusję o historii z panem Putinem. Oskarżył nas o wywołanie II wojny światowej.

Ale wie Pan, że Rosja też miała wielki udział w zwycięstwie.

Wiem o tym dobrze. Problem w tym, że oni także okupowali nasz kraj.

To dobrze, więc walczycie z pomnikami… A Ukraina. Kwestia Lwowa. Też to robili…

To różnica w rozumieniu historii. Rosjanie mówią, że te pomniki to były dowody przyjaźni. Dla nas to była okupacja. (śmiech)

Nie chce Pan odzyskać terenów Ukrainy? Wielu ludzi Pana tam popiera.

Na Ukrainie?

Tak. We Lwowie.

Nie! To jest Ukraina.

Bo wiem o tej sprawie.

Nie. Nie. Nie. Nie ma żadnej dyskusji na ten temat w Polsce. To dziś tereny Ukrainy i tyle.

Dobrze.

To nie jest przedmiotem politycznej dyskusji w Polsce. Nie mówimy o tym. Żadna polityczna siła o tym nie mówi.

Czyli jak zadzwonię do prezydenta (Ukrainy) Zełenskiego, to mu o tym powiem i się ucieszy?

Mamy bardzo dobre stosunki z Ukrainą. Wspieramy ich.

Zełenski to dobry człowiek?

Moim zdaniem tak.

Przy okazji. Miałem taką sytuację. Pana rywal, pan Trzaskowski zadzwonił do mnie wczoraj i poprosił, by mu pogratulować zwycięstwa i zapewnił mnie, że wygrał. I niestety mu pogratulowałem.

Tak?

Tak.

(śmiech) Kiedy to się stało?

Wieczorem waszego czasu.

Dziwne. Ha.

Pewnie był pijany.

To dziwne.

Tak.

Jestem zaskoczony.

Niebywałe.

Niebywałe. Miałem ponad 1 procent więcej głosów niż on. Około pół miliona głosów.

Mówił, że próbował Pan oszukiwać i on wygrał.

Nie.

Okej. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Z naszą współpracą i współpracą z Trumpem.

Wszystko będzie dobrze. Czekam na oficjalne wyniki. Liczę na to, że ogłoszą wyniki za godzinę.

Prezydent Trump panu gratulował?

Nie dzwonił, ale może wysłał list. Nie wiem. Nie jestem w Warszawie.

Wiem, że macie dobrą współpracę w NATO.

Tak.

To raz jeszcze gratuluję.

Dziękuję.

Proszę się cieszyć. Mam nadzieje, że nie spędzi pan wieczoru bez Żubrówki.

Do widzenia.

 

Można odsłuchać całą rozmowę TUTAJ , a także poznać osoby odpowiedzialne za brak zabezpieczeń przed tego typu sytuacjami.

Tłumaczą się, że nie ma zwyczaju kontrolowania rozmów prezydenckich… Poważnie? Nie przewidziano takiego żenujące poziomu wśród najwyższych urzędników państwa? Może jednak czas zweryfikować nieco pogląd na kwestie takie jak kto, dlaczego i z jakimi kompetencjami staje się marionetką w państwie polskim?

Zaczęło się. Cywile zgarniają ludzi; nie podają żadnych informacji. Terror stalinowski wraca?

No to się zaczęło…

 

Aktywistka Małgorzata Szutowicz z walczącego z homofobią kolektywu Stop Bzdurom została zatrzymana przez policję. „Została wyciągnięta z mieszkania bez butów i ubrania” – napisała na Facebooku Marta Puczyńska z Kolektywu antyrepresyjnego SZPIL(A).

ŹRÓDŁO

 

Terror tajnej policji cywilnej szeryfa Ziobry zaczyna działać wg. schematu z lat 50-tych. Ludzi zabiera się jak stoją, nie mówi się dokąd i odjeżdża nieoznakowanym pojazdem w siną dal.

A dlaczego ta aktywistka? Bo jest transpłciową kobietą i zalazła za skórę blokując onegdaj furgon, który darł ryja przez megafony i ogłaszał kłamliwe bzdury o społeczności LGBT. Furgon i jego właściciele nie zostali zatrzymani? – oczywiście, że nie!! Przecież Kościół to głosi, a zatem to nie podlega ocenie. Taką mamy teraz rzeczywistość; w takim kraju obudziliśmy się w poniedziałek po wyborach.

W komentarzach pod info o zatrzymaniu Małgorzaty Szutowicz:

Gdzie jest Kinga Duda? Ma okazję się wykazać jako prawnik!

„Chciałabym zaapelować do państwa o to, by nikt w naszym kraju nie bał się wyjść z domu. Niezależnie od tego, w co wierzymy, jaki mamy kolor skóry, jakie mamy poglądy i kogo kochamy, wszyscy jesteśmy równi. Wszyscy zasługujemy na szacunek. Nikt nie zasługuje, by być obiektem nienawiści.”

Te słowa to policzek. To splunięcie w twarz.

„Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie.” (J. Cyrankiewicz, 1956)
Zaczęło się. Już drugiego dnia po wyborach zaczynają się represje i zaczynają znikać LUDZIE. Zemsta Kaczyńskiego na kobietach i inaczej myślących. 10 mln wyborców i opozycjonistów tak „znikną”?! PiS jak wschodni barbarzyńcy!

Jarosław Kaczyński ma przeprosić Radosława Sikorskiego za nieprawdziwe oskarżenie o zdradę – tak orzekł sąd.

 

 

 

A o co poszło? A o taką wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego z 2016 roku.

 

„Jest też sprawa wystąpienia, zgodnie z prawem międzynarodowym, zastępcy ambasadora [polskiego w Moskwie] Piotra Marciniaka do władz rosyjskich o eksterytorialność terenu, gdzie nastąpiła katastrofa. To rutynowa rzecz. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zdecydował się wycofać z tej decyzji. To bardzo poważna sprawa. Trudno sądzić, żeby została podjęta bez wiedzy i zgody premiera Donalda Tuska” – mówił dla PAP Kaczyński.

W rozmowie z Onetem prezes PiS był bardziej dosadny: „Wiceambasador w Moskwie Piotr Marciniak złożył notę w sprawie eksterytorialności miejsca katastrofy. Następnie polecono mu ją wycofać. To było posunięcie wykonane na polecenie Radosława Sikorskiego, ale czy bez wiedzy Tuska? Tu już jest bardzo poważny przepis kodeksu karnego – zdrada dyplomatyczna”.

 

Sąd pierwszej instancji dość dziwnie ocenił sprawę pozwu – zamiast rozpatrzyć, czy Kaczyński oceniał fakty, czy też jednak je zmyslił żeby oczernić Sikorskiego, sąd skupił się na na tym, czy Kaczyński miał prawo się tak a nie inaczej zachować. Przyznam, że to jakieś niebezpieczne novum w orzekaniu.

 

Sędzia podkreślała, że z obu wywiadów wynika, że Kaczyński negatywnie oceniał działania polskich władz (rządu PO-PSL) po katastrofie smoleńskiej. Ale – jako polityk, prezes PiS, poseł i jako brat zmarłego prezydenta – miał prawo do krytyki i wyrażał ją w interesie społecznym. W ocenie sędzi już tylko to wystarczyło by oddalić pozew Sikorskiego.

Kończąc trwające kilka minut uzasadnienie wyroku sędzia powiedziała, że wypowiedzi Kaczyńskiego są dopuszczalną, dozwoloną prawem krytyką.

 

Żródło

 

oskarżenie o zdradę dyplomatyczną najbardziej zabolało Sikorskiego. Zarzut zdrady własnego kraju jest jednym z najcięższych, jakie może usłyszeć polityk. Naraża go na utratę zaufania zarówno w Polsce, jak i za granicą.

To ważne dla Sikorskiego, bo jest znany w Europie i w USA. Dlatego pozwał Kaczyńskiego do sądu o ochronę dóbr osobistych, bo uważa, że ten celowo go zdyskredytował i wiedział, że mówi nieprawdę.

Sikorski podkreśla, że nie mógł cofnąć noty dyplomatycznej, bo wiceambasador w ogóle jej nie wystosował. Nie mógł więc cofnąć czegoś, czego nie było. Potwierdzili to świadkowie.

 

Żródło

 

Radosław Sikorski złożył apelację od wyroku na jego pozew w części dotyczącej przeprosin, natomiast odstąpił od żądania zadośćuczynienia. Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpatrzył sprawę pozwu ponownie i po przeanalizowaniu faktów nakazał Kaczyńskiemu przeprosić Radosława Sikorskiego za oskarżenie go o zdradę dyplomatyczną do której miało dojść w momencie gdy ten wycofał notę dyplomatyczną – której w ogóle, jak ustalił sąd, nie było, a o czym Kaczyński doskonale wiedział.

 

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ   PRZEPROŚ

Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

PRZEPROŚ  PRZEPROŚ  PRZEPROŚ

 

 

 

Komentarz PolskiegoAteisty

I niech się cieszy pan Kaczyński, że tylko tyle sąd orzekł ile prosił powód (R.S.) – gdyby na mnie trafił byłoby dużo poważnych konsekwencji – wszak poseł, który kłamie świadomie i z premedytacją, w celu podważenia wiarygodności swojego przeciwnika politycznego, to osoba niegodna być posłem. Jeśli wziąć pod uwagę, że jest to poseł, który zza kulis steruje destrukcją państwa, co mało trafnie nazywa „dobrą zmianą”, wymiar kary za nieodpowiedzialne i nierzetelne oceny winien być nie tylko surowy, ale i działać korygująco na postawy reszty polityków i osób publicznych.

Tak łagodne potraktowanie Kaczyńskiego jest demoralizujące i ośmiesza wymiar sprawiedliwości. Niestety jak to mówią- kruk krukowi oka nie wykole, bo dzisiaj to on, a jutro to mogę być ja– myślą sobie koledzy z kuluarów sejmowych… No i w Polsce wciąż nie mamy wypracowanych standardów kultury politycznej.  Prawdopodobnie z tego trywialnego powodu, żadne sankcje nie spotkają ani Kaczyńskiego, ani  ministrów, ani kolejnych premierów rządu.

Mamy w tym swój udział – jako suweren nawet nie wiemy czego powinniśmy oczekiwać od naszych reprezentantów w parlamencie – to efekt braku edukacji społecznej… Nic więc dziwnego w tym, że mają nasze zdanie o nich w tyle, a pozwalają sobie na to na co my im pozwalamy. Przecież KOD już dawno przestał martwić się o demokrację. Teraz martwi się o miejsce kościoła katolickiego w układzie władzy, bo chyba słabo kojarzy, że zblatowanie się władzy z kościołem, to zawsze sromotny koniec demokracji. I tak roztrwonili 50 tysięczny entuzjazm i energię społeczną, która wyszła na „spacer” w Warszawie na pierwsze demo KOD-u.

 

źródło: ShutterStock

 

A po 5 latach, w Krakowie KOD odmówił wzięcia udziału w demonstracji, agitującej do niegłosowania na Dudę (!! ). Dlaczego?  Bo niektóre organizacje miały, już tradycyjnie zresztą, antyklerykalne postulaty np. konieczność przywrócenia w Polsce świeckiego państwa- czyli rzeczywistego rozdziału kościoła od władzy. To wszystko bardzo jest zasmucające i nastraja depresyjnie. Zapomnieliśmy, że tylko solidarni możemy być siłą, której nikt nie może ignorować.

 

 

 

Ale tak to bywa, gdy do władzy dopuści się chamów w gumiakach, dla których liczy się tylko dostęp do koryta i władzy. A wykorzystać ją potrafią tylko w jeden sposób – ustawiają kolejkę dziobania i określają wielkość tortu jaka się komu „należy”. Polska i Polacy to tylko populistyczne dźwięki- nawet nie ma w nich treści. IPN próbuje wyprodukować podstawy do dumy narodowej, ale co rusz się kompromituje brakiem wiedzy historycznej, co niestety zupełnie elektoratowi PIS-u nie przeszkadza. Są więc politycy jak pusty cymbał brzmiący, bo nie kochają tego kraju, nie szanują ludzi, a nienawiść to ich ulubione narzędzie i chleb powszedni. To manna i papka, którą nafaszerowali swoich zwolenników – widzieliśmy ich w działaniu, w wielu materiałach dokumentalnych na FB. Nie do wiary, że jeszcze nie dawno rodziny potrafiły rozmawiać o swoich różnych sympatiach politycznych, a dziś są skłócone i nie spotykają się już na rodzinnych zjazdach przy różnych okazjach. Trudno uznać to za sukces w zakresie dbania o kondycję polskiej rodziny, o czym nieustająco trąbi TVPIS, tuba władzy….

 

 

Wracając do wyroku sądu apelacyjnego – trudno mi się cieszyć z tego wyroku, bo trudno mi sobie wyobrazić, żeby miał on jakikolwiek wpływ na postawy wyborców PIS-u. Będą przekonani jedynie, że PIS za mało podporządkował sobie sądy i dlatego ukarały one ich ukochanego przywódcę… 12 lipca zrobią wszystko, żeby utrzymać swoje status quo i iluzję wpływu na cokolwiek, w szczególności na swoje i swoich bliskich życie oraz perspektywę poprawy swojego losu. Zresztą nie tylko wyborcy prawicy kochają iluzje…

 

 

PS.:

 Ostatnim politykiem, którego kojarzę z wysoką kulturą polityczną, zdarzył się Polsce dawno temu – a był nim Włodzimierz Cimoszewicz, kiedy kandydował na urząd prezydenta RP i wycofał się natychmiast z tych wyborów, kiedy spróbowano podważyć jego wiarygodność, przez fałszywe oskarżenia jego bliskiej współpracowniczki…  Pamiętam, że był moim pozytywnym wyborem. Kiedy się wycofał pozostało mi już tylko głosować na mniejsze zło… A strasznie mnie to już wkurza.

 

 

 

 

kuna2020Kraków