Ćwiczenia z ateizmu

Alvert Jann: Opowieść z przyszłości

W kanionie Colorado, „tam gdzie Bóg dotyka nogami ziemi”, w opustoszałych budowlach Indian Pueblo, gnieździło się kilku mnichów pustelników o imionach biblijnych proroków. Zbierali korzonki, modlili się, od lat chowali zmarłych w skalnych jaskiniach, chociaż było to zakazane przez prawo. Nie mieli elektryczności, laptopów, jeden tylko telefon satelitarny na baterię słoneczną zapewniał im od czasu do czasu łączność z odległą kurią biskupią.

Z tego telefonu dowiedzieli się pewnego ranka, że Kościół katolicki w ich kraju został rozwiązany, nie ma go, koniec. Tajemniczy esemes donosił ponadto, że biskup uciekł wraz z szyfrem do konta bankowego kurii i sekretarką (przystojną). Tym drugim pustelnicy zaskoczeni byli nawet bardziej niż rozwiązaniem Kościoła, który od dawna chylił się ku upadkowi. Ale biskup? Z sekretarką? Oni sami nie odczuwali popędu seksualnego, nie mieli wzwodów ani zmaz nocnych. Wskutek niskokalorycznej diety i odpowiednich ziół stali się ludźmi łagodnymi, nie mieli nawet zdrożnych myśli i snów. Również agresywne skłonności właściwe ludziom opuściły ich, jak się wydawało, raz na zawsze. Sądzili, że biskup także odżywia się odpowiednio i zna zioła, które w dużych ilościach rosną na zboczach kanionu. Próbowali zresztą dostarczać je do kurii.

Sytuacja przerosła mnichów z kanionu. Po raz pierwszy od lat nie mogli pogodzić się z rzeczywistością, chociaż nawykli niczemu się już nie dziwić, żyć cicho, pracować cicho, umierać cicho.

– A mówiłem: po co nam ten telefon. Gdybyśmy nie mieli tego telefonu byłoby lepiej – narzekał ojciec Jeremiasz. – Bóg wie wszystko, gdyby chciał nam coś ważnego powiedzieć, dałby znak.

– Tak, ojcze Jeremiaszu, zaufaliśmy ludziom. Trzeba ufać tylko Bogu – zgodził się ojciec Izajasz.

W tej chwili przyszedł następny esemes. Najmłodszy zakonnik, Daniel, który pełnił funkcję sekretarza i umiał odbierać telefony i esemesy (ale nie nadawać), przeczytał uważnie, pobladł i powiedział: – Papież ogłosił, że Boga nie ma.

Tego było już za wiele, w pustelnikach zaczęła się tlić agresja, ale – wskutek diety niskokalorycznej i ziół – bardzo słaba. Postanowili jednak coś robić, nie kłaniać się okolicznościom. Najwięcej energii wykazywał ojciec Zachariasz.

– Musimy się wzmocnić – zaczął mówić Zachariasz. – W imię Pana musimy nabrać siły, ziemskiej siły, bo boskiej to mamy dosyć. Codziennie nadstawiamy policzka, codziennie miłujemy nieprzyjacioły nasze, codziennie modlimy się za spotwarzających nas. A Pan powiedział też: „nie przyniosłem pokoju, ale miecz”. W Księdze napisano: jest czas pokoju i jest czas wojny. Musimy nabrać siły, musimy zjeść mięsa. Nadchodzi czas wojny.

– Co masz na myśli, ojcze Zachariaszu? – spytał ojciec Ezechiel.

– Biorę nóż swój i ruszam na wojnę – odpowiedział Zachariasz. – Najpierw upoluję oposa, upiekę, zjem, nabiorę siły.

– Z kim chcesz walczyć? – pytał Ezechiel.

Zachariasz zatrząsł się, oczy wyszły mu z orbit, zawirował i wykrztusił:

– Z wrogami Pana, z szatanem-papieżem. Jestem żołnierzem Pana.

Takie rzeczy mogły dziać się tylko w Stanach Zjednoczonych, gdzie przetrwały głębokie tradycje biblijne, gdzie jest największa na Ziemi liczba sekt chrześcijańskich i niechrześcijańskich, najwięcej szalonych kaznodziei, fałszywych proroków, guru, psychoterapeutów, psychopatów i coachów. Jeszcze nie tak dawno, w 2013 r., światowe agencje informacyjne obiegła ciekawa wiadomość. W Filadelfii, jednym z centrów cywilizacyjnych Ameryki, nie gdzieś tam na zapadłej wsi, skazano na 10 lat dozoru sądowego małżeństwo (biali rodowici Amerykanie o starych angielskich korzeniach), które doprowadziło do śmierci swojego czteroletniego syna. Dziecko cierpiało przez tydzień na coraz ostrzejsze bóle brzucha i biegunkę, ale rodzice nie wezwali lekarza, tylko modlili się o jego zdrowie. Są członkami chrześcijańskiego Filadelfijskiego Kościoła Ewangelii Pierwszego Wieku. Kościół ten głosi, że modlitwa skutecznie zastępuje opiekę medyczną. Pójście do lekarza wskazywałoby, że są ludźmi małej wiary. Mają jeszcze siedmioro dzieci, które nigdy nie były u lekarza. Sąd objął dzieci opieką kuratora i nakazał badania lekarskie. W uzasadnieniu wyroku pisano, że w przypadku tych oskarżonych nie może mieć zastosowania klauzula sumienia (sprzeciwu sumienia). Nie można zwolnić rodziców od odpowiedzialności karnej, chociaż postępowali w zgodzie z sumieniem ukształtowanym w Kościele, którego od wielu lat są członkami i którego zasad wiary szczerze się trzymali. Na portalach i blogach pojawiały się ciekawe komentarze. W jednym ze wschodnioeuropejskich krajów grupa posłów oświadczyła, że sąd nie miał racji. „Ten wyrok to dyskryminacja wierzących” – pisano.

Ale wróćmy do kanionu Colorado, który ma 349 km długości i odnóża gęste jak u stonogi, sięgające po kilkadziesiąt kilometrów.

Pod wieczór ojciec Zachariasz wyruszył na polowanie, ubił dwa oposy, oprawił, upiekł, zjadł. W nocy czuł, jak przybywa mu sił. Miał sny o potędze, widział, jak wbija nóż w ciało szatana-papieża, jak wymawia słowa: „Idź precz, szatanie”. Cieszyło go, że po spożyciu mięsa nie miał wzwodów. „Nie będę pragnął kobiety w swej długiej wędrówce, to dobrze” – pomyślał. Wiedział, że mięso dodaje siły, ale nie pobudza popędu płciowego ani nie zwiększa potencji. Raczej przeciwnie.

Nie zamierzał natomiast jeść cukru, słodyczy, które zdecydowanie zwiększają seksualne żądze. Mięsa też zamierzał jeść niewiele. Obawiał się bowiem, że mógłby stać się zbyt agresywny i wdać się w bójkę z jakimś przypadkowo spotkanym mężczyzną. Dopiero przy placu Świętego Piotra, gdzie miał spotkać szatana-papieża, chciał zjeść pachnącą świeżą krwią wołową wątróbkę i popić czerwonym winem.

Następnego dnia ojciec Zachariasz wyruszył w długą drogę do Rzymu. Najpierw szedł piechotą przez góry, wąwozy i potoki, przeskakując pagórki. Ubrany w pustelnicze łachmany. Nóż trzymał za pazuchą. Później się nieco ucywilizował, dotarł do lotniska i odleciał do Rzymu. Czterech jego braci pozostawionych w kanionie modliło się w intencji powodzenia tej misji. „Zabić szatana” – kołatało w głowach mnichów.

Ojca Zachariasza aresztowała policja na placu Świętego Piotra w Rzymie. Był zakrwawiony po zjedzeniu w barze surowej wątróbki, którą dla pobudzenia w sobie jeszcze większej agresji popił czerwonym winem. Za pazuchą miał jakiś sterczący przedmiot i dopytywał się o audiencję generalną papieża. Zamknięto go w więzieniu w tym samym miejscu, gdzie przed wiekami przetrzymywano świętego Pawła. Nazywano je pospolicie więzieniem świętego Pawła.

– Na podstawie opowieści mnicha Izajasza zredagował Alvert Jann

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – https://polskiateista.pl/

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów.

O religijności Amerykanów piszę na podstawie sondaży w:

O religii w USA krytycznie”https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/o-religii-usa-krytycznie/

………………………………………………………………………..

Ćwiczenia z ateizmu.Część 38 „O religii w USA krytycznie”

Na podstawie sondaży spróbuję pokazać, jakie są i jak zmieniają się religijne przekonania Amerykanów. Może dziwić, że duży procent dorosłych Amerykanów ma poglądy, delikatnie mówiąc, zaskakujące. Oto około 1/3 chrześcijan w USA uważa, że Biblię należy rozumieć literalnie, dosłownie. Przekonanie to ma poważne konsekwencje. Odrzuca się na tej podstawie ewolucję biologiczną. Twierdzi się, że Ziemia i wszechświat zostały stworzone przez Boga około 6 tys. lat temu (tak ustalili na podstawie Biblii teolodzy w XVI/XVII w.). Biblię traktuje się jako podstawowe źródło wiedzy o świecie i człowieku, stawia wyżej niż wiedzę naukową.

Korzystam tu z sondażu U.S. Religious Landscape Survey (RLS), przeprowadzonego przez ośrodek badawczy Pew Research Center w 2014 r. (link podaję na końcu), a wcześniej w 2007 r., co pozwala śledzić zmiany. Jest to najlepsze źródło informacji o religii w USA (organy państwowe w USA nie są upoważnione do pytania obywateli o religię, można natomiast przeprowadzać sondaże na ten temat). Sondaż RLS zrealizowano na olbrzymiej, liczącej ponad 35 tys. osób, reprezentatywnej próbie mieszkańców USA w wieku lat 18 i więcej. Oznacza to, że wyniki informują z dużą dokładnością o całej badanej zbiorowości. Trzeba jednak wziąć po uwagę, że każdy sondaż zawiera pewien błąd pomiaru, przy małych próbach wynoszący kilka punktów procentowych. Ze względu na ten błąd, do małych różnic nie należy przywiązywać dużej wagi. Ponadto porównując różne sondaże trzeba uwzględnić, że nawet w podobnych sondażach pytania bywają odmiennie formułowane. Wyniki sondaży „mają prawo” różnić się o kilka punktów procentowych.

Na wstępie garść niezbędnych uwag.

W dziedzinie religii w USA dominują trzy grupy kościołów protestanckich, katolicy oraz osoby nie wyznające żadnej religii. Oto dane o ich wyznawcach według Religious Landscape Survey 2014 (dane dotyczą osób w wieku lat 18 i więcej):

.

,

25 % – Protestanccy ewangelikanie (Ewangelical Protestant) – konserwatywni

15 % – Protestanci „głównego nurtu” (Mainline Protestant) – liberalni

6,5 % – Protestanckie kościoły murzyńskie (Black Protestant)

21 % – Katolicy

23 % – Osoby bezwyznaniowe (nie wyznające żadnej religii)

Inne religie mają dużo mniej wyznawców: żydzi 1,9 %; mormoni 1,6 %; muzułmanie 0,9 %; świadkowie Jehowy 0,8 %; buddyści 0,7 %; hinduiści 0,7 %; inni 2,2 % (łącznie wszystkie te małe liczebnie religie stanowią około 6 %). Trzeba jednak podkreślić, że 1 % to nieco ponad 2,4 miliona Amerykanów w wieku lat 18 i więcej.

Scharakteryzuję dokładniej wyznawców różnych religii, pokazując ich przekonania w czterech ważnych dziś kwestiach: w sprawie interpretacji „świętych ksiąg”, ewolucji biologicznej, małżeństw homoseksualnych oraz wiary w Boga.

Pozwoli to ocenić, na ile religie te korespondują z przemianami światopoglądowymi zachodzącymi we współczesnym świecie i w USA, a na ile są – użyjmy potocznego słowa – zakałą współczesnej kultury. Obstawanie przy dosłownym rozumieniu „świętych ksiąg”, kwestionowanie ewolucji biologicznej, sprzeciwianie się legalizacji małżeństw homoseksualnych oraz kultywowanie archaicznego pojęcia Boga osobowego, to wskaźniki/cechy konserwatywnego światopoglądu, który zasługuje na ostrą negatywną ocenę.

Jeszcze jedna uwaga. Różne religie niosą ze sobą odmienne zasoby historycznie ukształtowanych wyobrażeń. Różnice te nie stanowią jednak przeszkody, by dziś oceniać, na ile wyznawcy różnych religii w USA są konfliktowi lub otwarci na przemiany światopoglądowe zachodzące współcześnie. Ich otwartość/zamknięcie dobrze można pokazać na przykładzie stosunku do „świętych ksiąg”, do pochodzenia człowieka, małżeństw homoseksualnych i wiary w Boga.

Interpretacja „świętych ksiąg”

Wszystkie wymienione w tabeli religie mają swoje „święte księgi”. Wierne trzymanie się „prawd” i zasad spisanych w tych księgach jest we współczesnym świecie źródłem poważnych problemów. Prowadzi do konfliktu z wiedzą naukową i prawami człowieka. Żeby złagodzić ten konflikt, kościoły podejmują próby reformy wierzeń, elastycznego ich traktowania, pokrętnego interpretowania, dostosowywania do wymogów współczesności tam, gdzie dawne wierzenia i zasady są najbardziej rażące i grożą utratą wyznawców.

bible kwadrat-1679746_960_720

Wierne trzymanie się treści „świętych ksiąg” i odrzucanie nowych interpretacji, nazwano fundamentalizmem religijnym. Jest to – inaczej mówiąc – trzymanie się tradycyjnych fundamentów/podstaw wyznawanej religii oraz odrzucenie nowych interpretacji, których celem miało być dostosowanie wierzeń i praktyk religijnych do wymogów współczesności. Według konsekwentnych fundamentalistów inne niż dosłowne rozumienie świętych ksiąg jest ich zniekształcaniem, odchodzeniem od prawdziwej wiary. Fundamentaliści chcą – jak mówią – odrzucić wszelkie późniejsze naleciałości. Często głoszą utopijną ideę „powrotu do źródeł” swojej religii.

Najgłośniejszy dziś jest fundamentalizm islamski, ale każda religia ma swój fundamentalizm, tylko nie tak głośny. W USA fundamentalizm protestancki jest ciągle bardzo żywotny, fundamentalistów nie brakuje.

W Kościele katolickim podkreśla się, że Pismo Święte zawiera przenośnie i symbole, dlatego nie może być rozumiane dosłownie. W wielu wypadkach nie wiadomo jednak, co jest a co nie jest przenośnią. Kościół naucza wyraźnie, że nie należy rozumieć jako symboli/przenośni takich biblijnych wyobrażeń jak: diabeł i demony, cuda, grzech pierworodny, objawienie boże, boskie pochodzenie Jezusa, zmartwychwstanie i sąd ostateczny. To mają być realia i należy je rozumieć zasadniczo tak, jak zapisano w Piśmie Świętym.

Przyjrzyjmy się wynikom badań przeprowadzonych w USA w 2014 r.

(Uwaga! jeżeli tabele się „rozpadają”, trzeba zmniejszyć tekst na ekranie np. do 80%).

Jak powinny być interpretowane święte księgi?

Kościoły i wyznania religijne

Jest to słowo boże, powinno być rozumiane dosłownie

To słowo boże, ale nie zawsze powinno być rozumiane dosłownie

Nie jest to słowo boże

Inne / nie wiem

%

%

%

%

Ogółem Amerykanie

31

27

33

10

Kościoły murzyńskie

Ewangelikanie

Świadkowie Jehowy

Muzułmanie

Mormoni

Katolicy

Protestanci liberalni

Prawosławni

Hinduiści

Żydzi

Bezwyznaniowi

Buddyści

59

55

47

42

33

26

24

22

12

11

10

5

23

29

40

31

53

36

35

39

16

24

11

9

9

8

2

12

6

28

28

27

60

55

72

73

9

8

11

15

8

11

12

12

13

10

8

13

Uwaga: Kościoły murzyńskie, ewangelikanie i protestanci liberalni (tj. protestanci „głównego nurtu”) – to wyznania protestanckie skupiające około 46 % Amerykanów w wieku lat 18 i więcej. Nazw protestanci liberalni i protestanci „głównego nurtu” używam zamiennie, gdyż ta druga jest zbyt długa i „rozbija” tabele.

Co w tej tabeli szczególnie zwraca uwagę?

1. Blisko 1/3 Amerykanów uznaje fundamentalistyczne przekonanie, że „święte księgi” (w przypadku chrześcijan Biblia) należy rozumieć dosłownie. Jest to, jak sądzę, zaskakująco dużo i nie świadczy dobrze o Amerykanach. Nie odrobiono tam lekcji, którą należało odrobić.

2. Również 1/3 uznaje, że „święte księgi” nie zawierają słowa bożego. Nie jest więc z Amerykanami tragicznie, zachowana jest równowaga stanowisk.

3. Protestancki fundamentalizm ma najwięcej zwolenników w „białych” protestanckich kościołach ewangelikalnych, a także w kościołach murzyńskich (Murzyni amerykańscy z reguły tworzą odrębne kościoły m.in. dlatego, że w rasistowskich stanach Południa do połowy XX w. w świątyniach obowiązywała segregacja rasowa, np. Murzynom nie wolno było zajmować miejsc siedzących i wyznaczano im odrębne sektory).

Kościoły murzyńskie mają znacznie mniej wyznawców niż ewangelikalne (Murzyni stanowią około 12 % ludności USA). Ponadto są dużo mniej wpływowe. Ewangelikanie to 1/4 ogółu Amerykanów, w zdecydowanej większości biali, wywierają duży wpływ na politykę amerykańską, trzęsą Partią Republikańską. To biali protestanccy ewangelikanie są największą zakałą USA. Są oni ostoją fundamentalizmu religijnego w USA.

Trzeba wziąć pod uwagę, że kościoły/wyznania protestanckie w USA są rozdrobnione i zdecentralizowane. Na pytanie, ile tych kościołów jest, właściwa odpowiedź brzmi: mnóstwo. W grupie kościołów ewangelikalnych dominują baptyści, zielonoświątkowcy i charyzmatycy.

Nazwę ewangelikanie trzeba odróżnić od popularnej w Polsce nazwy ewangelicy, odnoszonej do luteran i kalwinistów. W USA te dwa wyznania należą do protestantyzmu „głównego nurtu”, niegdyś dominującego, dziś już mniej licznego niż ewangelikanie.

4. Znacznie lepiej prezentują się protestanci z liberalnych kościołów „głównego nurtu” i katolicy (są do siebie wręcz bliźniaczo podobni). Fundamentalistów wśród nich nie brakuje, ale jest ich znacznie mniej niż wśród ewangelikanów. Co najciekawsze, po 28 % nie uznaje Biblii za słowo boże. Świadczy to o znacznej trzeźwości umysłu i pozwala lepiej „kontaktować” ze zmianami kulturowymi zachodzącymi współcześnie. Niestety, 24-26% protestantów liberalnych (tzw. protestantów „głównego nurtu”) i katolików obstaje przy dosłownym rozumieniu Biblii. Biblia hamuje przyswajanie nowych poglądów, np. dotyczących ewolucji biologicznej i homoseksualizmu. Jest przysłowiową „kulą u nogi”, ciągnie do tyłu.

5. Najlepiej prezentują się osoby bezwyznaniowe, tzn. nie wyznające żadnej religii (jest to prawie 1/4 Amerykanów). Są to osoby, które na pytanie o wyznawaną religię odpowiedziały, że są ateistami – 3 %; agnostykami – 4 %; albo wskazały odpowiedź „żadna konkretna” (Nothing in particular) – 16 %. Zdecydowana większość osób bezwyznaniowych uważa, że „święte księgi” nie zawierają słowa bożego. Również odpowiedzi na inne pytania wskazują, że są to osoby najbardziej otwarte na przemiany kulturowe zachodzące współcześnie. Jednak spory odsetek osób bezwyznaniowych – ale wyraźna mniejszość – zachowuje niektóre wierzenia religijne. Jak widzimy, 20 % żywi przekonanie, że Biblia zawiera słowo boże.

6. Zwracają uwagę buddyści, którzy – jak wskazują też odpowiedzi na inne pytania – są w USA zdecydowanie otwarci na współczesne przemiany kulturowe. Jest to jednak zbiorowość w USA nieliczna (tylko 0,7 % ogółu Amerykanów), odgrywająca bez porównania mniejszą rolą niż kategoria osób bezwyznaniowych. Badania wskazują, że amerykańscy buddyści nie mają kłopotów z uznaniem zmian kulturowych. Dotyczy to również – chociaż w mniejszym stopniu – hinduistów, którzy w USA są społecznością ludzi wykształconych i zamożnych.

7. Zwraca uwagę liberalizm żydów amerykańskich. Ponad połowa uważa, że Biblia nie jest słowem bożym. Wskazuje to na dużą trzeźwość umysłu. Tylko 11% wierzy, że Biblię należy rozumieć dosłownie. Żydzi są jednak mniej trzeźwi niż osoby bezwyznaniowe, bo wśród bezwyznaniowych 72 % nie uznaje „świętych ksiąg” za słowo boże, zaś wśród żydów 55 %.

Czy człowiek powstał w drodze ewolucji?

Fundamentaliści religijni negują ewolucję. Twierdzą, że Bóg stworzył wszystkie gatunki zwierząt i roślin zasadniczo w obecnej postaci. Również człowiek miał być stworzony przez Boga, nie pojawił się w drodze ewolucji.

monkey-1207338_960_720

Obecnie wiele kościołów i osób religijnych stara się godzić swoją religię z teorią ewolucji. Polega to zwykle na twierdzeniu, że Bóg ingerował w proces ewolucji i doprowadził do powstania człowieka. Tego rodzaju stanowisko zajmuje też oficjalnie Kościół katolicki, chociaż jest ono formułowane z dużą nieufnością wobec teorii ewolucji i jakby półgębkiem.

Fundamentaliści nie uznają tych kompromisowych koncepcji. Odrzucają teorię ewolucji całkowicie. Stoją na stanowisku, że Bóg stworzył człowieka tak jak opisuje to Pismo Święte. Nie mówi ono o jakiejkolwiek ewolucji.

Nauki biologiczne przedstawiają ewolucję i powstanie człowieka jako proces naturalny i nie stwierdzają ingerencji Boga czy sił nadprzyrodzonych.

Oto jak widzą powstanie człowieka wyznawcy różnych religii w USA:

Jak powstał człowiek?

Kościoły i wyznania religijne

Nie powstał w drodze ewolucji, zawsze istniał w obecnej postaci

Powstał w drodze naturalnych procesów ewolucyjnych

Powstał w drodze ewolucji, ale zgodnie z zamiarem Boga

Powstał w drodze ewolucji, ale nie wiem jak

Nie wiem

%

%

%

%

%

Ogółem Amerykanie

34

33

25

4

4

Św. Jehowy

Ewangelikanie

Mormoni

K. murzyńskie

Muzułmanie

Prawosławni

Protest. liberalni

Katolicy

Hinduiści

Żydzi

Bezwyznaniowi

Buddyści

74

57

52

45

41

36

30

29

17

16

15

13

6

11

11

16

25

29

28

31

62

58

63

67

15

25

29

31

25

25

31

31

14

18

14

13

<1

2

2

3

3

5

5

4

3

5

4

6

5

5

7

5

6

5

5

5

3

3

3

3

Z tabeli tej wyłania się podobny obraz jak z poprzedniej.

1. Potwierdza się, że 1/3 Amerykanów uznaje fundamentalistyczne przekonanie, że człowiek nie powstał w drodze ewolucji.

2. Również 1/3 przyjmuje pogląd przeciwny, uznaje, że człowiek powstał w drodze naturalnych procesów ewolucyjnych, bez ingerencji Boga.

3. Negowanie ewolucji jest bardzo popularne wśród ewangelikanów. Są niezmiennie liderami w złej sprawie. Przelicytowali ich tylko świadkowie Jehowy, a tuż za są mormoni, ale te dwa wyznania mają bez porównania mniej wyznawców. „Biali” ewangelikanie są najbardziej wpływową ostoją antyewolucjonizmu . Np. Konwencja Południowych Baptystów (jest to największa organizacja skupiająca ewangelikalne kościoły baptystyczne) w rezolucji z1982 r., obowiązującej do dziś, odrzuca ewolucjonizm, a popiera kreacjonizm i zabiega o jego nauczanie w szkołach państwowych (od lat toczy się o to w USA ciężka batalia polityczna). Według kreacjonizmu człowiek nie powstał w drodze ewolucji, lecz został stworzony przez Boga. W rezolucji baptystów czytamy: „Teoria ewolucji nigdy nie została udowodniona jako naukowy fakt (…) Wyrażamy nasze poparcie dla nauczania naukowego kreacjonizmu w naszych szkołach publicznych” (tj. w szkołach państwowych w USA).

4. Protestanci z kościołów liberalnych (tj. „głównego nurtu”) i katolicy wypadają znacznie lepiej, ale jednak zaskakująco dużo zajmuje fundamentalistyczne stanowisko. W porównaniu z ewangelikanami stosunkowo dobrze prezentują się protestanckie kościoły murzyńskie.

5. Uznanie naturalnego pochodzenia człowieka jest najczęstsze wśród osób bezwyznaniowych oraz amerykańskich buddystów, hinduistów i żydów. Wśród osób bezwyznaniowych spory odsetek zachowuje jednak niektóre tradycyjne wierzenia religijne i – jak widać – nie uznaje ewolucyjnego pochodzenia człowieka lub uznaje ingerencję Boga w proces ewolucji. Jest to jednak wyraźnie mniejszość.

6. Teoria ewolucyjnego, naturalnego pochodzenia człowieka spotyka się z szeroką akceptacją wśród amerykańskich buddystów i hinduistów. Istotne może być to, że w buddyzmie, a także w hinduizmie, mit stworzenia człowieka przez Boga nie odgrywa tak kluczowej roli jak w religiach opartych na Biblii. Może też być istotne, że 77 % hinduistów posiada wykształcenie wyższe, wobec 27 % ogółu Amerykanów.

Małżeństwa homoseksualne

Uznanie prawa do zawierania małżeństw homoseksualnych jest ważnym atrybutem współczesnego światopoglądu wolnościowego, liberalnego, opartego na prawach człowieka. Podstawowa jego zasada brzmi: Prawo nie powinno zakazywać tego, co nie jest szkodliwe. Dobrowolne stosunki homoseksualne osób dorosłych, a także małżeństwa homoseksualne, nie przynoszą żadnych szkód. Dlatego nie powinno być zakazu zawierania tych małżeństw.

Sprzeciwianie się legalizacji małżeństw homoseksualnych jest oznaką światopoglądu konserwatywnego, który tkwi korzeniami w nonsensach przeszłości.

love kwadrat-2467045_960_720

W USA karalność stosunków homoseksualnych zaczęto znosić w niektórych stanach od 1962 r., a na terenie całego kraju zniesiono dopiero w 2003 r. Małżeństwa homoseksualne zalegalizowano w 2015 r. w całych Stanach Zjednoczonych. Pierwszy zalegalizował je w 2004 r. stan Massachusetts.

Szybki wzrost poparcia dla legalizacji małżeństw homoseksualnych sondaże notowały już w ostatnim dziesięcioleciu XX w. Około 2010 r. poparcie przekroczyło 50 % i powoli rośnie. Ponieważ młode pokolenie Amerykanów akceptuje legalizację w olbrzymiej większości (ponad 70 %), z czasem poparcie będzie przyśpieszać.

Sprzeciw wobec legalizacji małżeństw homoseksualnych ma silne wsparcie w Biblii i w Koranie. W obu tych „świętych księgach” mamy nakaz karania śmiercią za stosunki homoseksualne.

Oto wyniki omawianych tu badań przeprowadzonych w USA w 2014 r.

Czy małżeństwa homoseksualne powinny być uznane przez prawo?

Kościoły i wyznania religijne

NIE

TAK

Nie wiem

%

%

%

Ogółem Amerykanie

39

53

8

Świadkowie Jehowy

Mormoni

Ewangelikanie

Kościoły murzyńskie

Muzułmanie

Prawosławni

Protestanci liberalni

Katolicy

Hinduiści

Żydzi

Bezwyznaniowi

Buddyści

76

68

64

52

52

41

35

34

23

18

16

13

14

26

28

40

42

54

57

57

68

77

78

84

10

6

7

9

6

5

8

9

9

5

6

3

1. Porównajmy najpierw USA z Europą. W Europie Zachodniej poparcie legalizacji małżeństw homoseksualnych jest dużo większe niż w USA. Według sondażu Eurobarometer z 2015 r. legalizację popiera 91 % Holendrów; 90 % Szwedów; 87 % Duńczyków; 84 % Hiszpanów; 80 % Irlandczyków; 71 % Francuzów; 66 % Niemców. Ale za to w Europie Środkowo-Wschodniej uznanie legalizacji małżeństw homoseksualnych jest dużo niższe niż w USA, np. w Polsce – jak wskazują dwa sondaże Pew Research Center – wynosi około 30 %, ale w wielu krajach dużo mniej, w Rosji 5 %, na Ukrainie 9 % (linki na końcu).

2. W USA to ewangelikanie znajdują się w czołówce przeciwników legalizacji małżeństw homoseksualnych. Można było się tego spodziewać. Wyprzedzają ich tylko świadkowie Jehowy i mormoni, dwa mniejsze fundamentalistyczne wyznania. Ale to ewangelikanie – chociażby ze względu na dużą liczebność – są w USA najbardziej odpowiedzialni za utrzymujący się znaczny sprzeciw wobec legalizacji małżeństw homoseksualnych.

3. Lepiej wypadają protestanci z kościołów liberalnych i katolicy, którzy w większości popierają legalizację. Trzeba docenić, że katolicy robią to wbrew ostro formułowanemu stanowisku najwyższych władz swojego kościoła.

4. Najlepiej wypadają – jak zwykle –  osoby bezwyznaniowe oraz buddyści, żydzi i hinduiści.

5. Zwraca uwagę, że amerykańscy muzułmanie są dużo mniej fundamentalistyczni niż ewangelikalni protestanci. I to nie tylko w sprawie legalizacji małżeństw homoseksualnych, ale we wszystkich wcześniej przedstawianych kwestiach.

6. W sondażu pytano też, czy odpowiadający uważa siebie za geja, lesbijkę albo osobę biseksualną. Odpowiedzi: za geja lub lesbijkę uznało siebie 2 % odpowiadających; za osobę biseksualną 3 %. Pytanie takie zadaje się w USA od ponad dwudziestu lat w badaniach exit poll, przeprowadzanych na wielkich próbach przy okazji wyborów prezydenckich i kongresowych. Odpowiedzi pozytywne oscylują wokół 4 %.

7. Instytut Gallupa od 1937 r. pyta Amerykanów, czy zaakceptowaliby kandydata na urząd prezydencki o określonych cechach: „Jeżeli Twoja partia w wyborach na urząd prezydenta nominowałaby kandydata mającego ogólnie dobre kwalifikacje, a byłby to ….. (tu pada określenie, np. Murzyn, muzułmanin, gej/lesbijka, ateista itp.), to głosowałbyś na niego?”. W 1978 r., kiedy po raz pierwszy zapytano o geja/lesbijkę, odpowiedzi pozytywnej udzieliło 26 % pytanych. W 2015 r. aż 74 %. Jest to dobry wskaźnik zmiany postaw wśród Amerykanów w ciągu około czterdziestu lat.

8. A jak jest w Polsce? Arcybiskup Jędraszewski niedawno wygłosił przemówienie, w którym roztaczał apokaliptyczne wizje: „Ideologia gender i związki partnerskie, homoseksualne to nowa szaleńcza doktryna, która zalewa współczesny świat. Możemy zwyciężyć tylko w imię Maryi, z różańcem w ręku” (link poniżej). No właśnie, nawet większość amerykańskich katolików popiera legalizację małżeństw homoseksualnych. W Polsce też tak będzie. Wbrew nadziejom kościelnych hierarchów głupota czasami przegrywa. W sondażu Pew Research Center z 2015 r. legalizację małżeństw homoseksualnych poparło w Polsce 29 % katolików i 32 % ogółu; sprzeciw wyraziło 62 % katolików i 59 % ogółu (link na końcu). Nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać.

Bóg czy bezosobowa siła wyższa?

Z odpowiedzią na pytanie, ilu Amerykanów wierzy w Boga, jest poważny problem. W Boga osobowego wierzy tylko 57 %; aż 26 % wierzy w istnienie bezosobowej siły wyższej, co jest sprzeczne z pojęciem Boga w Biblii, judaizmie, chrześcijaństwie, islamie i wielu innych religiach. Jest też sprzeczne z nauczaniem Kościoła katolickiego.

W omawianych tu badaniach pytano najpierw, czy wierzy się w Boga lub uniwersalnego ducha (universal spirit – to używany w USA odpowiednik nazwy siła wyższa). Wiarę zadeklarowało 89 % pytanych; tylko 9 % odpowiedziało „nie wierzę”(inne odpowiedzi 2 %). Następnie zapytano osoby, które zadeklarowały wiarę, czy Bóg, w którego wierzą, jest osobą, czy bezosobową siłą. Wtedy okazało się, że w Boga osobowego wierzy 57 %, a w bezosobową siłę duchową 26 %.

angel-910805_960_720

Wiara w Boga osobowego wskazuje na silną skłonność do trzymania się starożytnych, mitologicznych wyobrażeń. Pojęcie Boga osobowego powstało w starożytnych mitologiach przed kilkoma tysiącami lat i także dziś zachowuje ten starożytny, mitologiczny charakter. Przez wieki było co najwyżej modyfikowane, unowocześnione, stało się bardziej abstrakcyjne, ale zasadniczo trwa w niezmienionym kształcie. Obecnie traci na znaczeniu.

Wiara w osobowego Boga utrudnia kontakt z kulturą współczesną, w której starożytne, mitologiczne wyobrażenia są usuwane na margines przez nowe nurty kultury, w tym przez naukę. Nauka jest najbardziej dynamiczną częścią kultury współczesnej i pojęcie Boga osobowego konsekwentnie ignoruje.

Poniżej zamieszczam tabelę pokazującą odpowiedzi Amerykanów. Nie ma niespodzianek. Wśród dużych amerykańskich wyznań religijnych to protestanccy ewangelikanie zdecydowanie najczęściej wierzą w Boga osobowego (wyprzedzają ich tylko mormoni). Na przeciwnym biegunie są osoby bezwyznaniowe. Ewangelikanie, jak widać, zawsze wiodą prym, gdy idzie o pierwszeństwo w uporczywym trzymaniu się starożytnych wyobrażeń religijnych, sprzeciwiających się współczesnym trendom w kulturze.

W bezosobową siłę wyższą, a nie w Boga osobowego, wierzy 1/4 Amerykanów. Oto wyniki badań w USA w 2014 r.

Wiara w Boga i siłę wyższą

Kościoły i wyznania religijne

Wierzący w Boga osobowego Wierzący w bezosobową siłę Niewierzący w Boga ani siłę wyższą Inne / Nie wiem

%

%

%

%

Ogółem Amerykanie

57

26

9

8

Mormoni

Ewangelikanie

Świadkowie Jehowy

Kościoły murzyńskie

Protestanci liberalni

Katolicy

Prawosławni

Muzułmanie

Hinduiści

Bezwyznaniowi

Żydzi

Buddyści*

89

80

77

70

63

61

61

32

32

25

25

23

8

14

15

22

27

30

31

53

49

31

45

42

*

*

*

*

2

2

3

1

10

33

17

27

3

6

9

8

8

7

6

14

9

10

13

4

* Przeciw buddystom przemawia to, że na pytanie o wiarę w reinkarnację 67 % odpowiedziało, że wierzy; 25 % że nie wierzy. Wiara w reinkarnację jest równie nonsensowna, jak wiara w Boga osobowego.

W krajach Europy Zachodniej procent wierzących w istnienie Boga jest z reguły dużo niższy, a niewierzących w Boga ani w siłę wyższą dużo większy niż w USA.

W sondażu Eurobarometer, przeprowadzonym we wszystkich krajach Unii Europejskiej w 2010 r., pytano: „Które z poniższych stwierdzeń jest najbliższe Twoim przekonaniom?” 1. Wierzę, że Bóg istnieje. 2. Wierzę, że istnieje pewnego rodzaju duch lub siła wyższa (ang. life force). 3. Nie wierzę, że istnieje jakiegokolwiek rodzaju duch, Bóg lub siła wyższa.

We Francji wiarę w istnienie Boga deklarowało 27 %; wiarę w istnienie jakiegoś rodzaju ducha lub siły wyższej 27 %; nie wierzy w istnienie ducha, Boga lub siły wyższej 40 %. W Szwecji i Holandii wierzy w Boga odpowiednio 18 i 28 %; w istnienie ducha lub siły wyższej 45 i 39 %; nie wierzy w istnienie ducha, Boga lub siły wyższej 34 i 30 %.

W Polsce wiarę w istnienie Boga zadeklarowało 79 %; w ducha lub siłę wyższą 14 %; brak wiary w istnienie ducha, Boga lub siły wyższej 5 %.

Podkreślmy, wiara w istnienie nieokreślonego ducha czy siły wyższej to coś innego niż wiara w Boga w rozumieniu chrześcijaństwa, judaizmu, islamu i wielu innych religii (jest też sprzeczna z nauczaniem Kościoła katolickiego). Bóg w tych religiach jest duchem osobowym.

W bardzo wielu krajach wiara w Boga osobowego topnieje, przybywa za to wierzących w istnienie nieokreślonej siły wyższej lub duchowej, a także niewierzących ani w Boga ani w jakiegokolwiek rodzaju siłę wyższą czy duchową.

Nasila się to bardzo w USA. Np. według omawianego sondażu w 2007 r. nie wierzyło w istnienie ducha, Boga lub siły wyższej 5 % ogółu Amerykanów; w 2014 r. jest to 9 %. Wzrasta również liczba osób, które określiły się wprost jako ateiści. Według sondażu w 2007 r. stanowili oni 0,7 % ogółu Amerykanów, a w 2014 r. już 3,1 % (jest to wzrost z około 1,6 miliona, do ponad 7,3 miliona).

Jak widać, ciągle jeszcze bardzo wiele osób, które nie wierzą w istnienie Boga i siły wyższej, nie nazywa siebie ateistami. Przyczyną są negatywne skojarzenia związane z ateizmem oraz niejasności związane ze słowem ateizm.

W USA nie brakuje ciemniaków, którzy uważają, że ateizm to samo zło. To się jednak zmienia, uprzedzenia słabną. Np. we wspomnianym już sondażu Gallupa pytano: „Jeżeli Twoja partia w wyborach na urząd prezydenta nominowałaby kandydata mającego ogólnie dobre kwalifikacje, a byłby to ….. (tu pada określenie, np. Murzyn, muzułmanin, gej/lesbijka, ateista itp.), to głosowałbyś na niego?”. Kiedy w 1958 r. po raz pierwszy zapytano o ateistę, odpowiedzi pozytywnej udzieliło tylko 18 % pytanych. W 2015 r. było to już 58 %. Jak widać, poglądy Amerykanów zmieniają się na lepsze. Partia Demokratyczna może niebawem – to nie fantazja – wystawić w wyborach prezydenckich ateistę. I wygrać, ku zaskoczeniu konserwatystów. W 2008 r. demokraci wysunęli kandydaturę Murzyna Baracka Obamy. Wygrał dwukrotnie, a wygrałby prawdopodobnie po raz trzeci, gdyby prawo dopuszczało kandydowanie na trzecią kadencję.

Uprzedzenia wobec ateistów zanikają szczególnie szybko w młodszych pokoleniach Amerykanów. Zapowiada to szybkie pozytywne zmiany w najbliższych dziesięcioleciach.

Najważniejsze:

1. Główny wniosek, jaki przedstawiają autorzy referowanych wyżej badań, brzmi: Amerykanie stają się coraz mniej religijni, w szczególności „procent tych, którzy mówią, że wierzą w Boga, modlą się codziennie i regularnie chodzą do kościoła albo korzystają z innych rodzajów religijnej posługi, spada powoli w ostatnich latach”.

2. Młodsze pokolenie Amerykanów (w wieku 18-32 lat) jest znacznie mniej religijne niż starsze pokolenia. Np. rzadziej praktykuje, rzadziej wierzy z Boga, dużo rzadziej stwierdza, że religia odgrywa w ich życiu ważną rolę. Można zasadnie przypuszczać, że z upływem czasu Amerykanie będą stawać się jeszcze mniej religijni.

3. Bardzo szybko rośnie liczba osób bezwyznaniowych. Nie wyznają oni żadnej określonej religii i nie należą do żadnego kościoła lub zorganizowanej społeczności religijnej (od 2007 r. przybyło ich z 16 % do 23 % , co stanowi wzrost z 34 milionów do 56 milionów Amerykanów w wieku lat 18 i więcej). Warto dodać, że połowa Amerykanów (dokładnie 50 % !) nie należy do żadnego lokalnego zboru, parafii lub innej lokalnej jednostki organizacyjnej jakiejkolwiek społeczności religijnej (w niektórych sondażach pyta się nie o wyznawaną religię, ale o to, czy należy się do jakiegoś kościoła lub związku wyznaniowego – wtedy odsetek tak definiowanych osób bezwyznaniowych przekracza 30%). 

Chociaż spora część osób bezwyznaniowych zachowuje niektóre wierzenia religijne (szczególnie wiarę w bezosobową siłę wyższą, rzadziej w Boga osobowego), to religia odgrywa w ich życiu znacznie mniejszą rolę niż w przypadku osób wyznających jakąś określoną religię. Autorzy badań stwierdzają: „Osoby bezwyznaniowe stają się nie tylko coraz liczniejsze, ale także stają się z czasem mniej religijne”, tzn. ci spośród nich, którzy mimo wszystko wierzyli w siłę wyższą lub Boga i modlili się czasami, przestają wierzyć i modlić się.

4. Ostoją fundamentalistycznej i ostro konserwatywnej religijności są w USA protestanccy ewangelikanie. To największa zakała Ameryki. Jeżeli chcemy sobie wyobrazić, kim są owi protestanccy ewangelikanie, to wystarczy posłuchać w Polsce świadków Jehowy. To ta sama mentalność, to samo trzymanie się Biblii, religijny dogmatyzm, „zaprogramowanie” mózgu biblijnymi wyobrażeniami. Wśród ewangelikanów dominują baptyści, zielonoświątkowcy i grupy charyzmatyków.

Ewangelikanie w większości uznają, że Biblię należy rozumieć dosłownie, negują ewolucję, głoszą, że człowiek został stworzony przez Boga tak jak przedstawia to Biblia. Sprzeciwiają się legalizacji małżeństw homoseksualnych.

Ewangelikanie odgrywają destrukcyjną rolę w polityce amerykańskiej, w szczególności w Partii Republikańskiej. Rolę tę można z grubsza porównać do tej, jaką w Polsce i w PiS odgrywa nieformalne ugrupowanie Rydzyka (oczywiście nie idzie o porównanie pod każdym względem).

Na szczęście procent ewangelikanów nie wzrasta, a nawet nieznacznie zmniejszył się z 26 w 2007 r., do 25 % w 2014 r. Jest to jednak nadal największe ugrupowanie religijne w USA. Mam jednak dobrą wiadomość. Ponieważ liczba osób bezwyznaniowych bardzo szybko rośnie, można spodziewać się, że za kilka lat będzie ich więcej niż ewangelikanów.

Słowo na zakończenie

Bądźmy optymistami. W dziedzinie religijności Ameryka zmierza powoli w dobrym kierunku. Stopniowo „wyjdzie na ludzi”, upodobni się do krajów Europy Zachodniej, gdzie ateiści stanowią z reguły 20-40%, a tyleż samo wierzy w istnienie jakiegoś rodzaju siły wyższej czy też duchowej, ale nie w Boga osobowego. Jak dotąd Amerykanie są znacznie bardziej religijni, chociaż – co trzeba docenić – nie należą do najbardziej religijnych narodów świata. – Alvert Jann

PS. Przed miesiącem przedstawiałem wyniki sondażu przeprowadzonego w 2015/2016 r. w prawie wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej przez Pew Research Center, opublikowane w maju 2017 r.: „Ilu jest ateistów w Europie Środkowo-Wschodniej?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ateisci-niereligijni-bezwyznaniowi-ilu-ich/

………………………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów.

…………………………………………………………………………….

Źródła:

– Pew Research Center – http://www.pewforum.org/2015/11/03/u-s-public-becoming-less-religious/ (sondaż dotyczący USA) ; – http://www.pewforum.org/2017/05/10/religious-belief-and-national-belonging-in-central-and-eastern-europe/ (sondaż dotyczący Europy Środkowo-Wschodniej)

– Eurobarometer – http://ec.europa.eu/commfrontoffice/publicopinion/archives/ebs/ebs_341_en.pdf (wiara w Boga); – http://www.equineteurope.org/IMG/pdf/ebs_437_en.pdf (małżeństwa homoseksualne)

– Gallup – http://www.gallup.com/poll/183713/socialist-presidential-candidates-least-appealing.aspx?utm_source=Politics&utm_medium=newsfeed&utm_campaign=tiles

– Wypowiedź abp Jędraszewskiego podaję za Katolicką Agencją Informacyjną – https://ekai.pl/abp-jedraszewski-w-ludzmierzu-ideologia-gender-i-zwiazki-homoseksualne-to-szalencza-doktryna-ktora-zalewa-swiat/

– Rezolucja Konwencji Południowych Baptystów – http://www.sbc.net/resolutions/967

………………………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu. Część 37 „Ilu jest ateistów w Europie Środkowo-Wschodniej?”

Na podstawie międzynarodowych badań sondażowych można powiedzieć, ile jest w różnych krajach osób niereligijnych i ateistów. Różnice są olbrzymie. Są kraje, w których ateiści i osoby niereligijne stanowią większość. Są kraje, w których nie ma ich prawie wcale. W wielu krajach niereligijnych nic szczególnie złego się nie dzieje. Natomiast kraje religijne często toną w chaosie i krwawych walkach. Nie jest prawdą, jak twierdzą biskupi i kościelni autorzy, że religia jest niezbędna dla dobra ludzi, społeczeństw i państw. Nie jest niezbędna.

W maju 2017 r. opublikowano wyniki badań przeprowadzonych w 2015/2016 r. w prawie wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Badania były wielotematyczne i obszerne. Przedstawię najważniejsze wyniki dotyczące religijności. Dla porównania uwzględnię badania odnoszące się do innych regionów świata.

Przyjrzyjmy się najpierw trzem tabelom informującym o odsetku osób niewierzących w Boga (ateistów) w poszczególnych krajach, osób niereligijnych oraz osób nie identyfikujących się z żadnym kościołem/wyznaniem lub religią.

Przedstawiane poniżej badania prowadzone były na próbach reprezentatywnych. Ich wyniki mówią w przybliżeniu o przekonaniach wszystkich dorosłych mieszkańców poszczególnych krajów. Uzyskane wyniki znajdują potwierdzenie w wielu innych badaniach, których nie sposób tu przytaczać. Dane dotyczące Europy Środkowo-Wschodniej pochodzą z badań sondażowych przeprowadzonych w 2015/2016 r. przez Pew Research Center – http://www.pewforum.org/2017/05/10/religious-belief-and-national-belonging-in-central-and-eastern-europe/ . Dane dotyczące innych krajów pochodzą z programu badań sondażowych World Values Survey, z lat 2005-2014 (w większości z lat 2010-2014) http://www.worldvaluessurvey.org/wvs.jsp.

W badaniach pytano: Czy Pan/Pani wierzy, albo nie wierzy w Boga. Brak wiary w Boga jest główną cechą definicyjną ateizmu. Przedstawię wyniki badań przeprowadzonych w Europie Środkowo-Wschodniej w 2015/2016 r., a dla porównania wyniki badań dotyczących innych regionów świata.

(Uwaga! Jeżeli tabele się „rozpadają”, trzeba zmniejszyć tekst na ekranie np. do 80%).

Niewierzący w Boga (w %)

Europa Środkowo-Wschodnia

2015-2016

Wybrane kraje zachodnie i inne

2010-2014

Czechy

Estonia

Węgry

Bułgaria

Łotwa

Rosja

Litwa

Chorwacja

Serbia

Białoruś

Ukraina

Polska

Grecja

Armenia

Bośnia

Rumunia

Mołdawia

Gruzja

66

45

30

17

15

15

11

10

10

9

9

8

6

4

4

4

3

1

Holandia

Szwecja

Francja*

Australia**

Niemcy

Norwegia*

Hiszpania

USA

Daleki Wschód

Chiny

Korea Połud.

Hong Kong

Japonia

Kraje islamskie

Turcja

Maroko

Algieria

Jordania

52

50

40

34

34

29

23

11

.

72

49

41

28

.

0,7

0,1

0

0

*Dane dot. Francji i Norwegii pochodzą z sondażu Eurobarometer, 2010 (Biotechnology), gdyż w edycji World Values Survey, realizowanej w tych krajach, pytanie o wiarę w Boga nie było uwzględnione. W sondażu Eurobarometer można było wybrać jedną z trzech odpowiedzi: wierzę w Boga; wierzę w istnienie jakiegoś rodzaju ducha lub siły życiowej; nie wierzę w istnienie jakiegokolwiek rodzaju ducha, Boga lub siły życiowej („any sort of spirit, God or life force”, s.204). 40% Francuzów i 29% Norwegów wybrało tę ostatnią odpowiedź. Dodam też, że w World Values Survey 2010-2014 nie wszystkie kraje zachodnie zostały uwzględnione (np. brakuje W.Brytanii).

**Australia jest krajem o kulturze zachodniej.

Co zwraca uwagę?

1. Olbrzymie zróżnicowanie w naszym regionie. Brakiem wiary w Boga wyróżniają się trzy kraje: Czechy, Estonia i Węgry. Czechy znajdują się w ścisłej czołówce światowej.

2. Zwraca uwagę bardzo częsty brak wiary w Boga w krajach Dalekiego Wschodu. W kulturze religijnej Dalekiego Wschodu także w przeszłości pojęcie Boga odgrywało niewielką rolę, a nakładają się na to przemiany modernizacyjne zachodzące od połowy XX w., niosące ze sobą osłabienie roli religii. W Chinach przyczyniły się do tego władze komunistyczne, ale Korea Południowa, Hong Kong i Japonia nie zaznały władzy komunistów, a odsetek osób niewierzących w Boga jest tam na poziomie krajów zachodnich.

3. Ateistów jest bardzo dużo w krajach Europy Zachodniej. Jak wskazują inne badania, duży odsetek stanowią tam także osoby deklarujące – niezgodnie z religią chrześcijańską – wiarę w nieokreśloną siłę wyższą, ducha lub w boga bezosobowego. Np. według wspomnianego już sondażu Eurobarometer (2010 r.), w Wielkiej Brytanii w Boga wierzy tylko 37%; w „jakiegoś rodzaju ducha lub siłę życiową” 33%; nie wierzy w istnienie „jakiegokolwiek rodzaju ducha, Boga lub siły życiowej” 25%.

4. Na tle Europy Zachodniej religijnością wyróżniają się USA (do problemu tego jeszcze wrócę).

5. Z krajami zachodnimi (w tym z USA) i Dalekim Wschodem, kontrastują kraje islamskie, a także pominięte w tabeli kraje afrykańskie.

6. Pocieszające, że w Polsce niewierzących w Boga jest jednak dużo więcej niż w krajach islamskich.

7. Zaznaczmy, że wiele osób niewierzących w Boga nie nazywa siebie ateistami. Np. w omawianych tu badaniach pytano także: „Jaka jest Pana/Pani religia, czy też żadna z istniejących?” (w wersji ang. What is your current religion, if any?). Trzeba było wskazać jedną z religii spotykanych w danym kraju, ale można było też odpowiedzieć, że jest się ateistą, agnostykiem lub odpowiedzieć, że żadna konkretna. Np. w Czechach ateizm wskazało 25 %; agnostycyzm 1 %; zaś 46 % „żadna konkretna”. W Polsce ateizm zadeklarowało 2%; agnostycyzm 1%; zaś 4 % „żadna konkretna”. Powodem rzadkiego wskazywania ateizmu i agnostycyzmu są niejasności związane z tymi nazwami, a także utrzymujące się negatywne skojarzenia.

Niereligijni

O religijności informują też odpowiedzi na pytanie: Jak ważna jest religia w Pana/Pani życiu? Można było odpowiedzieć: bardzo ważna; raczej ważna; niezbyt ważna; w ogóle nieważna (ponadto, jak w przypadku innych pytań, można było wskazać „trudno powiedzieć). Zamieszczone dane wskazują, jak duży odsetek pytanych odpowiedział, że religia jest w ich życiu „w ogóle nieważna”, oraz jak duży jest łącznie odsetek osób odpowiadających: „w ogóle nieważna” i „niezbyt ważna” (są to w sumie osoby niereligijne, religia ma dla nich niewielkie znaczenie, albo żadne).

Osoby niereligijne ( w %)

Procent odpowiadających, że religia jest w ich życiu „w ogóle nieważna”, oraz łącznie procent odpowiadających, że „w ogóle nieważna” i „niezbyt ważna”

Europa Środkowo-Wschodnia

2015-2016

Wybrane kraje zachodnie i inne

2010-2014

W ogóle nieważna

W ogóle nieważna + niezbyt ważna

W ogóle nieważna

W ogóle nieważna + niezbyt ważna

Czechy

Estonia

Węgry

Łotwa

Rosja

Bułgaria

Chorwacja

Litwa

Ukraina

Armenia

Białoruś

Serbia

Grecja

Polska

Bośnia

Mołdawia

Rumunia

Gruzja

51

39

29

19

14

10

9

8

8

7

6

6

6

5

4

2

2

1

76

68

55

54

39

31

24

40

30

13

32

19

16

19

14

13

10

7

Holandia

Australia*

Hiszpania

Szwecja

Francja

Norwegia

Niemcy

USA

Daleki Wschód

Chiny

Japonia

Korea Połud.

Hongkong

Kraje islamskie

Turcja

Algieria

Pakistan

Egipt

44

37

36

34

28

26

26

13

.

50

34

23

18,5

.

3

0,9

0,6

0,1

73

65

67

73

59

67

63

31

.

79

67,5

66

45

.

7

2

1,8

0,1

*Australia jest krajem o kulturze zachodniej.

Tabela powyższa daje w ogólnych zarysach obraz podobny do wynikającego z tabeli poprzedniej.

Jakie zmiany zaszły w naszym regionie od czasu upadku komunizmu?

Pytanie o ważność religii, referowane przed chwilą, było zadawane w kilku krajach także w sondażach prowadzonych w samych początkach transformacji. Możliwa jest więc bardziej precyzyjna odpowiedź.

W większości krajów – ale nie wszędzie – nastąpił znaczny wzrost religijności i odsetek osób niereligijnych znacznie się zmniejszył.

Odsetek osób, dla których religia jest „w ogóle nieważna” zmniejszył się w Rosji z 32% do 14%; na Ukrainie z 18% do 8%; w Bułgarii z 24% do 10%; w Rumunii z 5% do 2%.

Odsetek osób niereligijnych (łącznie tych, dla których religia jest „w ogóle nieważna” i „niezbyt ważna”) zmniejszył się w Rosji z 62% do 39%; na Ukrainie z 42% do 30%; w Bułgarii z 75% do 31%; w Rumunii z 23% do 10%. W wymienionych krajach, poza Rumunią, odsetek ten jest nadal duży.

Natomiast w Czechach, Estonii, Węgrzech i Polsce nie nastąpiła wyraźna zmiana. Notowane zmiany mieszczą się na ogół w granicach błędu statystycznego, a w zależności od kategorii jest to spadek lub wzrost.

Odsetek osób niereligijnych (łącznie tych, dla których religia jest „w ogóle nieważna” i „niezbyt ważna”) w Czechach zmniejszył się z 78% do 76%; na Węgrzech z 58% do 55%; w Estonii z 70% do 68%; w Polsce nastąpił wzrost z 16% do 19%.

Odsetek osób, dla których religia jest „w ogóle nieważna” w Czechach zmniejszył się tylko z 52,5% do 51%; na Węgrzech wzrósł z 28,5% do 29%; w Estonii wzrósł z 33% do 39%; w Polsce wzrósł z 3% do 5%.

Można przypuszczać, że w tych czterech krajach osób niereligijnych będzie przybywać, zaś w wielu pozostałych jeszcze przez jakiś czas może ich ubywać, chociaż oczywiście są to tylko przypuszczenia.

Bezwyznaniowi

W wielu krajach rośnie liczba osób, które nie identyfikują się z żadną z istniejących religii i nie są związane z żadnym kościołem, społecznością lub grupą religijną. W badaniach tę kategorią osób określa się jako „religijnie nieafiliowani” (religiously unaffiliated)będę używał nazwy bezwyznaniowi, przyjętej w Polsce. Podkreślmy tylko, że idzie tu o nieidentyfikowanie się z jakimkolwiek kościołem, społecznością religijną lub religią, a nie o stan prawny czy formalną przynależność (np. w Polsce Kościół katolicki wszystkich ochrzczonych zalicza do swoich wyznawców, także ateistów, którzy byli ochrzczeni jako niemowlęta i w dorosłym życiu nie wystąpili z Kościoła).

Ile jest osób bezwyznaniowych?

W badaniach pytano o wyznawaną religię. Można było też odpowiedzieć: ateista, agnostyk lub żadna konkretna (ang. Nothing in particular). Wybierający te trzy możliwości to osoby bezwyznaniowe.

Bezwyznaniowość jest częsta w wielu krajach zachodnich. Według badań Pew Research Center z 2017 r., osoby bezwyznaniowe stanowią w Holandii 48 %; w Norwegii 43 %; w Szwecji 42 %; w Belgii 38 %; w Danii 30 %; w Hiszpanii 30 %; we Francji 28 %; w Niemczech 24 %; w Wielkiej Brytanii 23 %; w Finlandii 22 %; w Szwajcarii 21 %; w Austrii 16 %; w Irlandii, Portugalii i Włoszech po 15 %. W USA w 2014 r. – 23%.

Poniższa tabela pokazuje, jak dużo jest osób bezwyznaniowych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Osoby bezwyznaniowe w Europie Środkowo-Wschodniej

(nie identyfikujące się z żadnym wyznaniem religijnym lub religią)

w procentach (2015-2016 r.)

Czechy

Estonia

Węgry

Łotwa

Rosja

Chorwacja

Polska

Ukraina

Litwa*

72

45

21

21

15

7

7

7

6

Bułgaria

Serbia

Grecja

Białoruś

Bośnia

Mołdawia

Armenia

Rumunia

Gruzja

5

4

4

3

3

2

2

1

0

*Uwaga: Na Litwie wśród pozostałych aż 14 % określiło się ogólnie jako chrześcijanie, nie wskazując katolicyzmu, prawosławia lub innego wyznania czy kościoła (nie są oni wyróżnieni w tabeli).

Bezwyznaniowość nie wyklucza wiary w Boga. Ale badania wskazują, że wśród bezwyznaniowych wyraźna większość to niewierzący w Boga i osoby niereligijne. Bezwyznaniowość idzie w parze z ateizmem. W Czechach w Boga nie wierzy 88 % osób bezwyznaniowych, a dla 70 % religia jest „w ogóle nieważna”. W Estonii odpowiednio 80 % i 70 %; na Węgrzech 77 % i 76 %; w Rosji 74 % i 65 %.

Jakie zmiany nastąpiły w ciągu ćwierćwiecza od transformacji ustrojowej?

W większości krajów naszego regionu nastąpił znaczny wzrost przynależności do kościołów (w szczególności do cerkwi) oraz spadek bezwyznaniowości. Porównanie wyników badań z 1991 i 2015 wskazuje, że odsetek deklarujących prawosławie wzrósł w Rosji z 37 % do 71 %; na Ukrainie z 39 % do 78 %; w Bułgarii z 59 % do 75 %.

!! Natomiast w ciągu ćwierćwiecza od transformacji ustrojowej nastąpił wyraźny spadek deklarowanej przynależności do Kościoła katolickiego w przypadku Czech, Węgier i Polski. Ostatnio notuje się znaczny spadek na Litwie.

W Czechach Kościół katolicki poniósł katastrofalną porażkę: w 1991 r. katolicyzm deklarowało 44 %, a w 2015 r. tylko 21 %. Odsetek deklarujących bezwyznaniowość wynosi 72 %.

Na Węgrzech przynależność do Kościoła katolickiego w 1991 r. deklarowało 63 %, a w 2015 r. 56 %. Bezwyznaniowi stanowią obecnie 21 % (ponadto 20 % to protestanci).

Na Litwie w 2009 r. katolicyzm deklarowało 88% (brak badań dla wcześniejszego okresu), zaś w 2015 r. nastąpił spadek do 75 % . Wprawdzie odsetek bezwyznaniowych jest niewielki (6 %), ale przypomnijmy, aż 14 % określiło się ogólnie jako „chrześcijanie”, a nie jako katolicy, prawosławni lub inne wyznanie. Wobec słabnącego zainteresowania katolicyzmem i prawosławiem, mogą oni z czasem stać się raczej osobami bezwyznaniowymi, niż katolikami.

W Polsce akces do katolicyzmu był powszechny również pod rządami komunistycznymi. W 1991 r. jako katolicy określało się 96 % badanych, w 2015 r. jest to 87 %. Wysoki odsetek identyfikujących się jako katolicy w 1991 r. potwierdza, że w Polsce władze komunistyczne w odniesieniu do osób religijnych, a także po 1956 r. do Kościoła, nie stosowały polityki represyjnej, a jedynie ograniczały możliwości działania i rozwoju. Zwraca uwagę, że pod rządami komunistów liczba księży stopniowo wzrastała i z czasem było ich więcej niż przed II wojną światową. Nie pozwalano na budowę nowych kościołów, ale nie doprowadzano do likwidacji istniejących. W Rosji i na Ukrainie represje wobec Cerkwi były bardzo silne i w rezultacie w 1991 r. notowano tylko 37-39 % deklarujących się jako prawosławni.

W referowanych tu badaniach nie analizowano przyczyn regresu katolicyzmu w Czechach, na Węgrzech, Litwie i w Polsce. Główną rolę mogły tu odegrać dwa czynniki. Po pierwsze, Kościół przestał być w tych krajach czynnikiem oporu wobec władz komunistycznych. Po drugie, następował wzrost sekularyzacji (spadek roli religii) i ogólniejszy kryzys Kościoła katolickiego w Europie.

Bezwyznaniowość ma szeroki zasięg w wielu krajach zachodnich. W Polsce nie zaznacza się jeszcze na większą skalę, ale nie jest wykluczone, że to się zmieni. W Polsce wielu katolików mówi: „Wierzę w Boga, ale nie wierzę w księdza”, dystansując się w ten sposób wobec kleru, ale nie wobec Kościoła. Może się to zmienić. Katolicy mogą nabierać przekonania, że mogą „wierzyć w Boga, ale nie w Kościół”. Mogą przestać identyfikować się z Kościołem, wierząc w Boga. Taki właśnie brak poczucia związku z jakimkolwiek kościołem czy zorganizowaną religią, przy utrzymujących się wierzeniach religijnych, nasila się w USA. Zjawisko takie może nasilić się także w Polsce. Można wierzyć w Boga nie identyfikując się z żadnym kościołem.

Wierzenia magiczne

Spotyka się pogląd, że w niereligijnych Czechach szerzy się wiara we wróżby, horoskopy, magię i tym podobne quasi-religijne wierzenia. Badania zaprzeczają temu. Tego cholerstwa jest tam mniej niż w krajach religijnych i wśród katolików. W Czechach są oczywiście sklepy z tzw. ezoteryką, ale nie znaczy to, że dziwaczne wierzenia są tam częstsze i zastąpiły religię.

witch kwadrat mini-1506756_960_720

W omawianych tu badaniach pytano, czy wierzy się w to, że za pomocą magii lub czarów można wpływać na ludzi. W Polsce „tak” odpowiedziało 18 % katolików i tyleż biorąc pod uwagę wszystkich Polaków (osób bezwyznaniowych nie wyróżniano w analizach ze względu na małą liczebność). W Czechach „tak” odpowiedziało 39 % katolików, oraz 17 % osób bezwyznaniowych. To głównie katolicy wierzą w Czechach w magię i czary. Można ubolewać, że w te dziwactwa wierzy tam także 17 % osób bezwyznaniowych, ale nie jest prawdą, że bezwyznaniowi wierzą częściej. Jest odwrotnie.

Również w innych badanych krajach, nie tylko w Czechach, osoby religijne wierzą w magię i czary częściej niż osoby niereligijne. Na Węgrzech wierzy w magię i czary 12 % osób bezwyznaniowych, 15 % katolików i 14 % ogółu. W Estonii wierzy 26 % osób bezwyznaniowych i 32 % ogółu ( w Estonii główne religie to  prawosławie i luteranizm). W Rosji wierzy w to 24 % osób bezwyznaniowych, 48 % prawosławnych, 41 % muzułmanów, 44 % ogółu.

Wiara w magię i czary jest bardzo rozpowszechniona w najbardziej obecnie religijnych krajach naszego regionu. W Rumunii wierzy w to 34 % prawosławnych, w Mołdawii 37 %, w Gruzji 41 %, w Grecji 41 % (Grecja nigdy nie była pod władzą komunistów).

Podobnie jest z wiarą w horoskopy i wróżby. Religijni wierzą częściej. W badaniach pytano, czy korzysta się z horoskopów, kart tarota lub wróżb. W Czechach korzysta z tego cholerstwa 13 % bezwyznaniowych i 17 % katolików. Na Węgrzech 17 % bezwyznaniowych i 19 % katolików. W Rosji 12 % bezwyznaniowych i 19 % prawosławnych. W Rumunii 23 % prawosławnych, a w Mołdawii 19 % (w tych dwóch krajach bezwyznaniowi stanowią tylko około 1 %).

W Polsce w te dziwy wierzy 17 % katolików. Nie jest źle. Na Litwie wierzy aż 32 % katolików.

Jak widać, osoby religijne częściej wierzą w magię, czary, horoskopy i wróżby. Jest to zrozumiałe. Jeżeli ktoś wierzy w irracjonalne wyobrażenia religijne, jest też bardziej podatny na inne irracjonalizmy.

Kilka bardzo ważnych uwag

Badania sondażowe i statystyczne wskazują, że bardzo ważnym czynnikiem powodującym osłabienie religijności jest poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego, socjalnego i fizycznego. W społeczeństwach, w których ludzie cieszą się większym poczuciem bezpieczeństwa, religijność słabnie. Zaś tam, gdzie ludzie żyją w poczuciu zagrożenia, religijność zyskuje na znaczeniu. Potwierdza się znane przysłowie: Jak trwoga to do Boga.

Teorię, opartą na powyższej zależności, najszerzej rozwinął i uzasadnił Ronald Inglehart, inicjator i długoletni dyrektor programu badań sondażowych World Values Survey (Światowy Sondaż Wartości). Jego książek, niestety, nie czyta się łatwo.

Teoria ta wiele wyjaśnia. Co można jeszcze powiedzieć o niej najkrócej?

W dawnych społeczeństwach poczucie zagrożenia było z pewnością silniejsze niż w dzisiejszej Europie. Brak opieki medycznej, wysoka śmiertelność w młodym wieku, ciągła groźba nieurodzaju i głodu, przestępczość, rabunki i wojny, niepewna przyszłość – to przypadłości dawnych społeczeństw i średniowiecznej Europy, które owocowały wzmożoną religijnością. Ponurego obrazu średniowiecza nie da się zamazać opowieściami katolickich autorów o tym, jakie to były wspaniałe czasy, bo Kościół panował, a ludzie byli pełni wiary w Najwyższego.

Ostatnie półwiecze przyniosło w Europie Zachodniej wzrost poczucia bezpieczeństwa w skali masowej. Jest to skutek rozwoju gospodarki, nauki, medycyny, braku wojen na terytoriach tych krajów. Kluczową rolę odegrała polityka społeczna, wspierająca bezpieczeństwo ekonomiczne i socjalne. Owocowało to spadkiem religijności. I trzeba powiedzieć jasno, niereligijne, ateistyczne kraje zachodnie mają się dobrze. Kryzys religii niczego złego nie spowodował.

Złe jest represjonowanie religii, jak i jej narzucanie. Demokratyczne kraje zachodnie co najmniej od połowy XX w. potrafiły ustrzec się jednego i drugiego.

Teoria Ingleharta nie jest publicystyczną fantazją, jest dobrze udokumentowana, chociaż oczywiście nie wyjaśnia wszystkiego. W przypadku poszczególnych krajów i regionów istotną rolę odgrywały dodatkowo inne czynniki, wspierające lub osłabiające religijność. Poczucie bezpieczeństwa/zagrożenia nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na religijność.

Jak stwierdzają autorzy referowanych tu badań, „w wielu krajach Europy Środkowo-Wschodniej religia i tożsamość narodowa splatają się z sobą”. Religia uważana jest za cenny składnik kultury narodowej nawet przez osoby mało religijne i niepraktykujące. Tak jest np. w Rosji, ale także w Grecji. W Polsce skojarzenie religii z tożsamością narodową słabnie, ale jest uporczywie podtrzymywane w religijnym żargonie wielu biskupów polskich.

Trzeba powiedzieć wyraźnie, współczesny naród nie wymaga religii i kościoła jako składnika kultury i tożsamości. Może się bez tego obyć.

Dlaczego w USA religijność jest silniejsza niż w Europie Zachodniej, chociaż oczywiście USA nie  dorównują krajom islamskim i afrykańskim?

W USA są znacznie słabiej rozbudowane instytucje służące bezpieczeństwu ekonomicznemu i socjalnemu, co powoduje poczucie zagrożenia i irracjonalne zachowania, w tym wzmożoną religijność. Ale nie jest to czynnik jedyny.

Innym czynnikiem jest protestancki fundamentalizm religijny. Chociaż USA były budowane pod przemożnym wpływem ludzi wyznających idee Oświecenia, w tym trójpodział władzy, przyjeżdżało tam bardzo dużo protestanckich sekciarzy prześladowanych w Europie. Do dziś tworzą oni poważny segment amerykańskiego religijnego fundamentalizmu, nieobecnego w tych rozmiarach w Europie.

Główne w USA wyznania fundamentalistyczne to baptyści oraz inne wyznania i społeczności protestanckie, uznające literalne rozumienie Biblii. Na podstawie badań ocenia się, że stanowią oni 26 % dorosłej ludności USA (nazywa się ich ewangelikanami, co trzeba odróżnić od popularnej w Polsce nazwy ewangelicy, odnoszonej u nas do kościołów luterańskich i kalwińskich). Jeśli chcielibyśmy zrozumieć mentalność ewangelikalnych fundamentalistów, to wystarczy przyjrzeć się w Polsce Świadkom Jehowy. To jest to. Świadkowie Jehowy są produktem amerykańskiego, protestanckiego fundamentalizmu. Z tym że Świadkowie należą do wyznań pokojowych, gdy tymczasem amerykańscy fundamentaliści są najczęściej wojowniczymi militarystami.

Innym czynnikiem sprzyjającym religijności w USA jest napływ Latynosów. Wyznawcy kościołów wywodzących się z anglikanizmu, luteranizmu i kalwinizmu tracą wiarę, ale przybywa za to religijnych Latynosów.

Dlaczego Czesi są tak niereligijni?

Autorzy omawianych badań piszą, za historykami i socjologami czeskimi, że Czechy mają długą tradycję oporu wobec Kościoła katolickiego, silną od czasów Jana Husa, a później kontrreformacji, kiedy to Kościół katolicki był nachalnie wspierany przez Habsburgów, co budziło sprzeciw. Antyklerykalizm był silny również w okresie międzywojennym, kiedy Czechy po I wojnie światowej uzyskały niepodległość. Z Kościoła katolickiego odeszło wtedy około 1,5 miliona ludzi, a połowa z nich nie przystąpiła do jakiegokolwiek innego wyznania. Chciałoby się powiedzieć, że duch niezależności był, inaczej niż w Polsce, silny. Również po transformacji ustrojowej w latach 1990. Kościół katolicki zaczął szybko tracić wiernych. Czesi nie przystępowali do innych kościołów i stali się jednym z najbardziej niereligijnych, ateistycznych narodów świata. I nic złego w Czechach z tego powodu się nie stało.

W Polsce spadek religijności będzie postępował wraz z rozwojem gospodarczym i wzrostem bezpieczeństwa ekonomicznego i socjalnego. Ale ponieważ z poczuciem bezpieczeństwa krucho, trudno oczekiwać szybkiego kryzysu religii. Inaczej mówiąc, rozwój gospodarczy i cywilizacyjny będzie owocował spadkiem religijności, ale – z drugiej strony – utrzymujący się niski poziom bezpieczeństwa ekonomicznego i socjalnego będzie działał w przeciwnym kierunku, tj. na rzecz wzrostu religijności (Jak trwoga to do Boga).

Politycy tacy jak Jarosław Gowin, którzy są ostrymi katolikami i zarazem ostrymi wolnorynkowcami, działają jakby z szatańską premedytacją: chcą gospodarki wolnorynkowej w wersji zdecydowanie redukującej bezpieczeństwo ekonomiczne i socjalne. Taka gospodarka wzmaga religijność, napędza Kościołowi wiernych, a katolickim politykom – wyborców. Nie twierdzę, że tak to sobie oni wykoncypowali, ale tak to działa.

Co więcej, religia pomaga utrzymać zalęknionych pracowników i przedsiębiorców w posłuszeństwie, łagodzi stan psychicznego napięcia, staje się czymś w rodzaju środka uspokajającego, opium dla cierpiących, ich nadzieją i ucieczką od złego świata. Religia jest, jak pisał jeden z dawniejszych filozofów, westchnieniem uciśnionych stworzeń, sercem nieczułego świata, opium dla ludu.

Religijność pozwala jeszcze bardziej ograniczać bezpieczeństwo ekonomiczne i socjalne, co z kolei wzmacnia religijność. Koło się zamyka. Ten sam skutek ma straszenie Polaków Unią Europejską, spiskami przeciw Polsce, Rosją, imigrantami, nie liczące się z tym, na ile zagrożenia te są realne.

Warto jednak wyciągnąć wnioski z przeszłości. Jeżeli ludzi pozbawi się poczucia bezpieczeństwa za bardzo, to i religia nie pomoże. Zalęknieni przedsiębiorcy i pracownicy poprą masowo – nie tylko w Polsce – jakąś współczesną odmianę faszyzmu lub komunizmu. I wolny rynek się skończy. Ktoś w telewizji ogłosi, że właśnie skończył się kapitalizm.

Słowo na zakończenie

Osoby niewierzące w Boga, niereligijne, nie identyfikujące się z żadnym wyznaniem, są bardzo liczne – a czasami stanowią nawet większość – w trzech krajach naszego regionu: w Czechach, Estonii i na Węgrzech. W krajach tych po upadku komunizmu nie nastąpił i nie następuje „powrót religii”.

Jak można najkrócej przedstawić to, co w tych trzech krajach się zdarzyło?

Pozbyto się władzy komunistycznej, ale ludzie nie poddali się religijnemu zniewoleniu. Można powiedzieć, że pozbyli się jednych kajdanków, ale nie pozwolili nałożyć sobie innych. Nie uciekli od wolności (tak mógłby powiedzieć Erich Fromm, gdyby żył). Mając dość komunistycznej władzy, nie ulegli propagandzie religijnej i nie padli na kolana przed klerem.

Polacy masowo uklękli w czasach komunizmu i teraz z trudem przychodzi im wstać. Nie musieli klękać, nie jest prawdą, że bez Kościoła i religii Polska by nie przetrwała. Byłaby za to dziś zdrowsza, mniej konserwatywna i nie tak śmieszna w swej religijnej donkiszoterii.

city kwadrat mini-87344_960_720Polski ksiądz z kropidłem, święcący wszystko co popadnie, to Don Kichot współczesnej Europy. 

Powoli jednak religijność w Polsce słabnie, na szczęście jest dość powierzchowna. Dzięki temu Polska i inne religijne kraje naszego regionu różnią się na plus od krajów islamskich, gdzie ludzie stali się religijnymi kukłami kierowanymi przez żądny władzy kler. – Alvert Jann

……………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona”  – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/ – tytuł mówi za siebie.

Nowy sondaż o religijności w Europie Zachodniej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/nowy-sondaz-o-religijnosci/sondaż z 2017 r.

Sens” według teologów i nie tylko – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sens-wedlug-teologow-i-nie-tylko/ – o sensie życia.

Dowód na nieistnienie. Kogo?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/ – o dowodzeniu nieistnienia Boga.

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ – o tzw. opętaniach przez szatana i kościelnych egzorcystach.

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/ – o ukrywanych stronach Biblii.

………………………………………………………………………………

 

Ćwiczenia z ateizmu. Część 36 „Dlaczego Francuzi czczą rewolucję 1789 r.?”

france-63022_960_720Po transformacji ustrojowej w Polsce można było usłyszeć słowa zdziwienia, że Francuzi ciągle czczą rewolucję 1789 r. W kręgach prawicowych, konserwatywnych i katolickich rewolucję tę przedstawiano jako największe zło, być może większe niż rewolucja bolszewicka 1917 r. Oczekiwano nawet, że Francuzi niebawem potępią swoją rewolucję, tak jak u nas potępiono rewolucję bolszewicką. A tu stało się inaczej. 14 lipca, symboliczna data wybuchu rewolucji, to nadal święto narodowe Francji. Co więcej, do Paryża na obchody przybył nawet prezydent USA Donald Trump. Co za rozczarowanie dla polskich konserwatystów. Trump wyraźnie zawiódł ich ideologicznie i symbolicznie, mógłby z prezydentem Macronem rozmawiać, ale żeby czcić rewolucję 1789 r.?

Warto przypomnieć, dlaczego rewolucja francuska 1789 r. jest wielka i czczona wbrew przekonaniom polskich konserwatystów. Powiem tylko o jednym doniosłym akcie. Jest to Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 r.

Deklaracja ma charakter zarówno prawny i polityczny, jak i etyczny. Można bez przesady powiedzieć, że zawiera najbardziej dziś wpływową i dynamiczną etykę. Nie jest skostniała. Zaletą Deklaracji jest to, że „przekłada” wartości etyczne na język prawa i polityki.

Oczywiście nie wszędzie jest przyjmowana z kwiatami, budzi nie tylko szczegółowe kontrowersje, ale także totalny sprzeciw, jak w przypadku fundamentalistów różnych religii i dyktatorów.

* * *

Podstawy etyki i polityki praw człowieka stworzyli w Europie w XVIII w. myśliciele okresu Oświecenia. Przyjęta w 1789 r. przez francuskie Zgromadzenie Narodowe „Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela” stwierdza m.in.:

Ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w swych prawach. Zróżnicowania społeczne mogą być oparte wyłącznie na pożytku powszechnym” (art.1).

Wolność polega na możności czynienia wszystkiego, co nie szkodzi drugiemu (…) nie ma innych granic niż te, które zapewniają korzystanie z takich samych prawa innym członkom społeczeństwa” (art.4).

Kościelni autorzy oburzają się do dziś, że Kościół doznał krwawych represji w toku rewolucji francuskiej 1789 r., a rewolucja nie przestrzegała praw człowieka. Co najkrócej można odpowiedzieć? Że nie chcą dostrzegać, jak opresyjny był feudalny i stanowy ustrój, w którym Kościół był wielkim posiadaczem dóbr materialnych i wyzyskiwaczem. Że w historii jest też zasada: „gwałt niech się gwałtem odciska” (Adam Mickiewicz „Oda do młodości”). Że przeciw wolności i równości zbrojnie wystąpili arystokraci i europejscy monarchowie, a Kościół był po ich stronie. Zbrojne walki i wojny nie sprzyjają przestrzeganiu praw człowieka, sprzyjają za to okrucieństwu. Rewolucja francuska stanowi także przestrogę, by nie rozstrzygać przemocą konfliktów we własnych szeregach. 

Dziś władze kościelne twierdzą, że uznają prawa człowieka. To dobrze. Trzeba jednak powiedzieć, że do połowy XX w. Kościół odrzucał i negował prawa człowieka. Obecnie skłonny byłby wprowadzać liczne ograniczenia zgodne z własnym interesem, a nie z interesem ogółu.

Biskupi polscy do dziś nie pogodzili się z rozdziałem państwa i Kościoła. Uznają doktrynę wyższości „prawa bożego” nad prawem stanowionym zgodnym ze standardami praw człowieka, ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Mówią otwarcie, że chcą daleko idących zmian prawa obowiązującego w Polsce. I to oni mieliby decydować, jakie to prawo ma być, interpretując zgodnie ze swoim interesem Pismo Święte.

W kościelnych głowach majaczy całkowity zakaz używania środków antykoncepcyjnych, całkowity zakaz aborcji i karanie więzieniem kobiet za aborcję, represjonowanie homoseksualizmu, zakaz in vitro, zakaz prowadzenia badań prenatalnych (także USG), klerykalizacja szkolnictwa, w nieco dalszej perspektywie zakaz rozwodów, karalność seksu przed i pozamałżeńskiego (tak jest w państwach islamistycznych, a najostrzejsze kary dotyczą kobiet), odrzucenie zasady równości kobiet i mężczyzn, ograniczenie wolności religijnej i wprowadzenie w znacznym zakresie cenzury kościelno-państwowej. Co jeszcze?

Władze kościelne mogą dziś sprawiać wrażenie, jakby nie chciały stosować represji. Ale gdyby mogły, to by chciały.

* * *

Prawa człowieka mają regulować w pożądany etycznie sposób stosunki między ludźmi. Ograniczają władzę państwową i mają chronić przed jej nadużywaniem, ale mają chronić człowieka także przed kościołami, wspólnotami, organizacjami, przed społecznością lokalną, rodziną i innymi grupami, także tymi, do których należy się dobrowolnie. Można powiedzieć, że mają chronić człowieka przed człowiekiem. U podstaw etyki praw człowieka leży idea ograniczenia krzywd doświadczanych przez ludzi w życiu społecznym. Deklaracje i konwencje praw człowieka dotyczą właśnie powyższych spraw.

Główne zasady etyki praw człowieka to: zakaz dyskryminacji i równe traktowanie bez względu na narodowość, rasę, światopogląd, religię, płeć, orientację seksualną, majątek; wolność ograniczona tylko wolnością innych; wolność myśli, sumienia i wyznania; wolność słowa, zgromadzeń i stowarzyszeń; prawo do wolności osobistej i do sprawiedliwego procesu; prawo do regularnych wolnych wyborów; zakaz tortur; zakaz niewolnictwa; współcześnie bardzo wysoką rangę zyskują prawa socjalne. – Alvert Jann

……………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Gra królem Chrystusem” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/ (o ideologii zawartej w akcie uznania Chrystusa za króla Polski)

Lekcje religii w szkołach wyższych” –  https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/ (o ekspansji Kościoła w szkolnictwie wyższym)

Złe skutki lekcji religii, cz. 1” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii/ (tytuł mówi wszystko)

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/ (o dowodach na nieistnienie Boga)

……………………………………………………………………

O wyższości protestantyzmu nad katolicyzmem

Kościoły protestanckie są – w porównaniu z Kościołem katolickim – znacznie bardziej otwarte na pozytywne przemiany zachodzące w świecie współczesnym. Chciałbym pokazać najważniejsze różnice, które pozwalają mówić o wyższości protestantyzmu nad katolicyzmem.

Są w protestantyzmie także kościoły ostro konserwatywne i fundamentalistyczne. Ale główny nurt to kościoły otwarte, „z ludzką twarzą”, odrzucające dogmatyzm. Wierni mają tam dużo do powiedzenia, nie są poddani dyktaturze księży czy pastorów. Starożytne i średniowieczne „prawdy” nie są podawane do wierzenia jako niezmienne i aktualne.

W Kościele katolickim jest odwrotnie. Nurt religijności otwartej został zepchnięty na margines.

1. Demokracja kościelna

W wielu kościołach protestanckich wielką rolę odgrywają wybory. Z udziałem ogółu członków kościoła wybiera się wielu funkcjonariuszy kościelnych spośród osób mających odpowiednie kwalifikacje.

Najwyższą władzą w kościołach protestanckich są synody, w których liczną reprezentację mają przedstawiciele ogółu wiernych, pochodzący z wyborów. Synody mają bardzo duże uprawnienia decyzyjne, wybierają też zarząd kościoła i zwierzchnika kościoła. Np. w skład synodu Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego (luterańskiego) w Polsce wchodzą, poza biskupami i przedstawicielami pastorów, wybierani w zborach delegaci świeccy. Stanowią oni około połowy składu synodu.

Zbory (odpowiednik parafii w Kościele katolickim) mają w kościołach protestanckich daleko idącą autonomię i samorządność. Ogół wiernych wybiera proboszcza, funkcjonariuszy i przedstawicieli.

W Kościele katolickim panuje skrajny centralizm władzy. Świeccy katolicy nie mają żadnego wpływu na obsadę stanowisk i urzędów kościelnych. Nie ma odpowiednika protestanckich synodów, w których reprezentowany jest ogół wiernych, i które są najwyższą władzą w kościele (synody, które odbywają się obecnie w Kościele katolickim, mają jedynie charakter doradczy i są zebraniami przedstawicieli duchowieństwa; osoby świeckie są tam tylko słuchaczami bez prawa udziału w głosowaniach).

W Kościele katolickim pełna władza należy do papieża, który sprawuje ją za pomocą podległych mu organów jako władca absolutny. Wyboru papieża dokonuje kolegium złożone z kardynałów, którzy pochodzą z papieskich nominacji, a nie z wyboru.

Jak dotąd, w Kościele katolickim demokratyczne procedury są nie do pomyślenia. A może by tak na początek świeccy katolicy, wzorem wielu kościołów protestanckich, mogli wybierać proboszczów? Czy to zły pomysł? Także biskupów mogłyby powoływać w drodze wyborów rady diecezjalne, w których 1/2 stanowiłyby osoby świeckie, wybrane przez świeckich katolików?

2. Równość praw kobiet i mężczyzn

W Kościele katolickim kobiety tradycyjnie nie mogą pełnić funkcji księży, biskupów, ani sprawować wielu innych stanowisk i urzędów kościelnych. Jest to oczywista nierówność praw, dyskryminująca kobiety. Kłóci się z zasadą równych praw bez względu na płeć, coraz pełniej realizowaną w nowoczesnych społeczeństwach.

Natomiast równouprawnienie kobiet i mężczyzn jest z sukcesem wprowadzane w wielu kościołach protestanckich. Kobiety są tam obecnie dopuszczane do sprawowania wszelkich funkcji i stanowisk kościelnych. Np. w Kościele anglikańskim w Wielkiej Brytanii w kilku diecezjach kobiety pełnią funkcje biskupów. Podobnie jest w wielu kościołach protestanckich w innych krajach. W Kościele Ewangelicko-Luterańskim w Szwecji (to główny kościół szwedzki) kobiety mogą obejmować wszelkie stanowiska kościelne już od 1958 r. Dziś blisko połowa księży w tym Kościele to kobiety. W 2013 r. arcybiskupem Uppsali i prymasem, zwierzchnikiem Kościoła, została wybrana Antje Jackelén.

W Polsce synod Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego wprowadził – chociaż dopiero w 2021 r. – możliwość ordynowania (wyświęcenia) kobiet na księży i sprawowania stanowisk kościelnych na równi z mężczyznami. W Kościele Ewangelicko-Reformowanym w Polsce (kalwińskim) pierwszą kobietę ordynowano na księdza już w 2003 r.

Dodam na marginesie, że protestanci używają nazw ksiądz i pastor zamiennie. W Kościele katolickim ksiądz to nazwa potoczna, przyjęta w języku polskim. Prawo kanoniczne używa nazwy prezbiter (z greckiego starszy). Jego odpowiednikiem w protestantyzmie jest pastor (z łaciny pasterz).

3. Uznanie antykoncepcji

Kościoły protestanckie powszechnie dopuszczają stosowanie środków antykoncepcyjnych. Już w okresie międzywojennym zaczęto decyzję w tej sprawie pozostawiać sumieniu wiernych. Ograniczenia pojawiają się co najwyżej w przypadku środków wczesnoporonnych, ale na ogół nie zalicza się do nich np. tabletki „dzień po”.

W Kościele katolickim za grzeszne i zabronione uważa się nawet używanie prezerwatyw. W okresie II Soboru Watykańskiego (1962-1965) katolicy spodziewali się, że władze Kościoła zmienią w tej sprawie swoje stanowisko. Sobór antykoncepcją się nie zajął. Natomiast niedługo później ukazała się encyklika papieża Pawła VI „Humanae Vitae” z 1968 r., zakazująca zdecydowanie stosowania wszelkich środków antykoncepcyjnych. Stanowisko to obowiązuje do dziś. Do jego utwierdzenia przyczynił się walnie Jan Paweł II, wykazujący nadmierne chyba zainteresowanie sprawami seksu i antykoncepcji w swych enuncjacjach, zamiast pozostawić sprawę osobistym decyzjom wiernych.

4. Dopuszczalność aborcji

Liberalne kościoły protestanckie z reguły nie sprzeciwiają się ustawodawstwu państwowemu, zezwalającemu na aborcję we wczesnym okresie ciąży. Decyzję o aborcji pozostawia się sumieniu wyznawców. Przykładem mogą być kościoły luterańskie w Niemczech i państwach skandynawskich (są to główne kościoły protestanckie w tych państwach). Również w Anglii Kościół anglikański dopuszcza aborcję w wielu sytuacjach.

W USA prawo aborcyjne jest przedmiotem bardzo ostrych sporów politycznych i religijnych. Legalna aborcja jest w USA możliwa w szerokim zakresie i według sondaży większość Amerykanów to akceptuje.

Obowiązujące w USA prawo aborcyjne popierają główne historyczne kościoły amerykańskie. Szczególnie aktywnym poparciem wyróżnia się np. Amerykański Kościół Episkopalny (anglikański).

Zdecydowaną kampanię na rzecz ograniczenia prawa do aborcji prowadzą natomiast protestanckie kościoły fundamentalistyczne. Największe znaczenie ma pod tym względem wpływowa Południowa Konwencja Baptystów.

Dodać jeszcze trzeba, że kościoły protestanckie w większości pozytywnie odnoszą się do zapładniania in vitro. Kościół katolicki jest zdecydowanie przeciw.

5. Pełna akceptacja LGBT

Władze Kościoła katolickiego zdecydowanie przeciwstawiają się legalizacji homoseksualnych małżeństw i związków partnerskich. Osobom o homoseksualnej orientacji katechizm każe żyć w tzw. czystości.

W Kościele katolickim zrozumienie problemów osób homoseksualnych i LGBT nie przekracza poziomu moralnego prymitywizmu. Przykładem są kazania arcybiskupa Jędraszewskiego. Kościół nie jest w stanie uznać, że osoby homoseksualne powinny mieć takie same warunki życia jak osoby heteroseksualne, by mogły żyć zgodnie ze swoją orientacją seksualną – nie ukrywając się, bez poczucia niższości. W tym duchu zachodzą zmiany przekonań w protestantyzmie.

W wielu kościołach protestanckich wprowadzono kościelne śluby par tej samej płci. Możliwość tę uzyskują także homoseksualne pary pastorów/pastorek. W kościołach, w których nie wprowadzono homoseksualnych ślubów, często praktykuje się błogosławienie cywilnych małżeństw homoseksualnych.

Decyzja należy z reguły do synodów kościelnych, w których reprezentowani są wszyscy wierni, a nie tyko kościelni funkcjonariusze.

Jak najczęściej uzasadnia się wprowadzenie homoseksualnych ślubów kościelnych? W największym skrócie odpowiedź brzmi następująco: Negatywne nastawienie do homoseksualizmu i małżeństw homoseksualnych nie należy do niezmiennych zasad wiary. Było uwarunkowane historycznie i dziś powinno być zmienione. Chrześcijańskie kościoły nie powinny sprzeciwiać się pozytywnym przemianom zachodzącym w kulturze współczesnej, powołując się na teksty Pisma Świętego powstałe w innym kontekście historycznym. Niezmienne trzymanie się litery Pisma Świętego i dawnych zasad, to dla protestantów przejaw moralnego skostnienia i bezduszności wobec osób homoseksualnych i LGBT.

Można powiedzieć, że protestanci reprezentują postawę Jezusa, który ostro krytykował faryzeuszy za bezduszne trzymanie się litery skostniałych praw religijnych. A tak właśnie bezdusznie, po faryzejsku, postępują władze Kościoła katolickiego.

6. Uznanie rozwodów

W Kościele katolickim nie ma rozwodów małżeńskich. Małżeństwo może być co najwyżej uznane za zawarte nieważnie, czyli w kościelnym rozumieniu nie zaistniało. Nawet jeżeli trwało wiele lat i małżonkowie dorobili się kilkorga dzieci. Pod pewnymi warunkami sąd kościelny może stwierdzić nieważność takiego małżeństwa, co jednak nie nazywa się rozwodem. Jest to dla małżonków i Kościoła sposób na obejście zakazu kościelnych rozwodów.

Ale trzeba też powiedzieć, że sądy kościelne stosują swoje dość szczególne zasady. Np. nie stwierdzają nieważności na tej podstawie, że małżeństwo rozpadło się całkowicie i trwale. W rozumieniu władz Kościoła katolickiego małżeństwo takie trwa.

Mamy tu do czynienia z teologiczną fikcją i obłudą. U podstaw leży kuglarski dogmatyzm panujący w Kościele katolickim. Nierozerwalność małżeństwa została uznana za sakrament po to, by tę nierozerwalność uczynić wręcz dogmatyczną zasadą wiary.

Skutek? Katolicy ignorują kościelne zakazy i biorą rozwód cywilny. Mogą zawrzeć nowe małżeństwo cywilne. Rzadko występują do sądów kościelnych o nieważność małżeństwa kościelnego. No bo po co? Zaś władze i sądy kościelne obłudnie omijają zakaz rozwodów, dość łatwo i pokrętnie godząc się na stwierdzanie nieważności małżeństwa kościelnego.

Sytuacja ta ma jeszcze inny skutek. W kościelnych głowach kołacze myśl, by zakazać rozwodów cywilnych. A skoro nie mogą zakazać, to chcą utrudniać, zwiększać opłaty, komplikować procedury itp.

Protestanci mają dużo bardziej trzeźwe podejście do małżeństwa i rozwodów. W wielu kościołach protestanckich sprawa rozwodów pozostawiona jest sądom państwowym. O ile sąd państwowy orzeknie rozwód, w kościele jest on uznawany, a rozwiedzeni małżonkowie mogą zawrzeć nowe małżeństwa kościelne.

W teologii protestanckiej przyjmuje się trafnie, że zakaz rozwodów nie należy do podstawowych zasad religii chrześcijańskiej i nie ma dostatecznego uzasadnienia w Piśmie Świętym. Nie ma też podstaw, by małżeństwo uznawać – jak w katolicyzmie – za sakrament.

7. Bez celibatu

W kościołach protestanckich pastorów/księży nie obowiązuje celibat, tzn. zakaz zawierania małżeństw. Celibat księży nie był praktykowany w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Był wprowadzany stopniowo i stał się wymogiem dopiero w XI-XII w. Ostatecznie został usankcjonowany w Kościele katolickim przez Sobór Trydencki w połowie XVI w., właśnie w odpowiedzi na jego znoszenie przez protestantów.

Celibat w Kościele katolickim zawsze był fikcją. Ukrywane konkubinaty i pokątne stosunki seksualne księży były powszechnie znaną „tajemnicą”. Mniej lub bardziej jawne żądania zniesienia celibatu są obecne w Kościele katolickim od wieków, ale zwyrodnienie to jest ciągle kultywowane.

8. Bez spowiedzi „do ucha”

W kościołach protestanckich z reguły nie praktykuje się wyznawania grzechów „do ucha” spowiednika, co jest tak charakterystyczne dla Kościoła katolickiego. Praktykowane jest zbiorcze wyznanie grzechów. Podczas nabożeństwa wierni wyznają grzechy „w myśli”, ale nie „do ucha” księdza. Po modlitwie pastor/ksiądz udziela rozgrzeszenia zbiorczo. W teologii protestanckiej mówi się, że ostateczne wybaczenie grzechów należy do Boga.

Odrzucenie spowiedzi „do ucha” ma u podstaw przekonanie o wielu nieprawidłowościach z nią związanych.

Władze Kościoła katolickiego nie biorą tego pod uwagę. Co ciekawe, uważają, że celowe przemilczanie grzechów i nieszczera obietnica poprawy sprawia, że spowiedź i rozgrzeszenie są nieważne. Ale pomijają nieprawidłowości po stronie spowiednika. Wielu księży nie traktuje pracy spowiednika poważnie. Jest sporo księży nieuczciwych i niegodnych – spowiadanie się u nich wygląda na nonsens. Można trafić na księdza, który dopuszcza się seksualnego wykorzystywania dzieci, albo uprawia seks hetero lub homoseksualny. Spowiadanie się u takiego księdza z grzechu „cudzołóstwa”, z przedmałżeńskich i pozamałżeńskich stosunków seksualnych, wygląda na kpinę.

Dotykamy tu istotnego problemu teologicznego: Czy rozgrzeszenie uzyskane od niegodziwego księdza jest ważne? Władze Kościoła katolickiego przyjmują, że jest ważne. Nie da się jednak zaprzeczyć, że odbiera to spowiedzi moralny autorytet i powagę. To tak jakby złodziej pouczał, że nie należy kraść.

Władze kościelne, uznając ważność rozgrzeszenia uzyskanego od niegodziwego spowiednika, kierują się własnym interesem, bo przyznanie, że jest nieważne, stwarzałoby sytuację dla Kościoła bardzo trudną. Czy więc protestanci, znosząc spowiedź „do ucha”, nie postąpili rzetelnie?

Protestanci mieli świętą rację, że znieśli spowiedź u spowiednika. Wykazali się uczciwością, rozważając tę sprawę. Spowiedź u księdza nie ma sensu, poza tym, że pogłębia władzę i przemoc psychiczną księży w stosunku do wiernych.

9. Słowo na zakończenie

Kościoły protestanckie – wyjąwszy fundamentalistyczne – prezentują się lepiej niż Kościół katolicki. Nie należy jednak oczekiwać, że w Polsce napłyną do nich nowi wierni w większej ilości. Jak wskazują badania sondażowe, w Polsce przybywa osób niewierzących i niepraktykujących. Wśród młodych Polaków w wieku 18-24 lata już prawie 30% odpowiada, że są całkowicie niewierzący lub raczej niewierzący (CBOS, 2021 r.). Nie wydaje się, by byli oni skłonni – poza stosunkowo rzadkimi przypadkami – wstępować do jakiegokolwiek kościoła. Nie jest to powód do zmartwień. Kraje zachodnie, w których kościoły opustoszały i z religijnością jest bardzo źle, mają się lepiej niż kraje religijne. – Alvert Jann

Alvert Jann: Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

W związku z zamieszczonym wyżej artykułem polecam:

Co to jest płeć kulturowa (gender)?” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/co-to-jest-plec-kulturowa/

Gender i kapłaństwo kobiet” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gender-i-kaplanstwo-kobiet/

Władze Kościoła kontra wierni: Małżeństwa homoseksualne” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wladze-kosciola-kontra-wierni-malzenstwa-homoseksualne/

Rozwody kościelne” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/rozwody-koscielne/

Kara śmierci a Kościół katolicki i Jan Paweł II” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/kara-smierci-a-kosciol-katolicki-i-jan-pawel-ii/

……………………………………………………………………………………….

Ćwiczenia z ateizmu. Część 35 „Diabeł i inne demony”

devil-32429_960_720Szatan, czyli diabeł, i inne demony są upadłymi aniołami, którzy w sposób wolny odrzucili służbę Bogu i Jego zamysłowi. (…) Usiłują oni przyłączyć człowieka do swego buntu przeciw Bogu” – tak czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego (pkt 414).

Katechizm jednoznacznie stwierdza, że diabeł to nie abstrakcja, nie symbol zła, nie przenośnia, ale realnie istniejąca osoba. Np. w jednym z punktów wyjaśnia się wiernym, że Zło, o którym mówi główna katolicka modlitwa Ojcze Nasz „nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza osobę, Szatana, Złego, anioła, który sprzeciwił się Bogu. Diabeł (dia-bolos) jest tym, który przeciwstawia się zamysłowi Boga” (pkt 2851).

Robią z wiernych głupków

Jeśli dziś władze kościelne każą wierzyć w istnienie diabła i demonów, to robią z siebie i wiernych głupków.

Opowieści o przedziwnych istotach, duchach, demonach, potworach, smokach są tak stare jak ludzka kultura. Fantastyczne stwory zasiedlają mitologie wszystkich ludów Bliskiego Wschodu. Nic więc dziwnego, że także w księgach Starego i Nowego Testamentu mamy – obok Boga – anioły, diabła, demony oraz mnóstwo niesamowitych wydarzeń. Także Bóg jest nikim więcej niż fantastycznym stworem ze starożytnych mitologii.

Mitologie religijne były starożytną próbą zrozumienia i wyjaśnienia świata. Rzecz w tym, że starożytność i średniowiecze dawno minęły, ale Kościół trwa przy ówczesnych fantastycznych wyobrażeniach.

Chciałbym podkreślić bardzo mocno. Nie idzie mi o to, że w Piśmie Świętym występuje diabeł i że są tam opowieści z tym osobnikiem w roli głównej. Jest zrozumiałe, że Pismo Święte zawiera wyobrażenia charakterystyczne dla tamtych czasów.

Idzie mi o to, że władze kościelne także dziś głoszą wiarę w istnienie osobowego diabła i osobowych demonów. Biblijne mity podają jako faktyczne wyjaśnienie – o czym napiszę za chwilę – zła, chorób i śmierci. Każą wierzyć w dziwaczne, starożytne wyobrażenia, wtłaczają w głowy uczniów na lekcjach religii.

W dawniejszych kościelnych publikacjach diabły występowały często jako strażnicy piekła. Widziałem popularny katechizm z końca XIX w. Na okładce widniał wielki kocioł, w którym w płonącej smole smażą się grzesznicy. Na obrzeżach kotła siedzą czarne diabły z długimi widłami i pilnują.

Sceny takie znikły dziś z kościelnego nauczania, ale diabeł ma się tam dobrze. Przedstawia się go najczęściej jako istotę kuszącą do grzechu, wmawia ludziom, że on ciągle działa. Powtarza się też literalnie średniowieczne ustalenia w kwestii diabła i demonów, w szczególności ustalenia soboru laterańskiego z 1215 r.

Od nauk o diable nie stronił Jan Paweł II. Papież powtarzał wiernie, bez dystansu i refleksji moralnej, średniowieczne nauki kościelne o diable. Pierwsze zdania jego głośnej katechezy na ten temat brzmią:

„Głoszenie królestwa Bożego zawsze oznacza zwycięstwo nad diabłem, ale jego budowanie stale narażone jest na zasadzki złego ducha. Mówić o tym (…) znaczy przygotowywać się do walki, która w tym ostatecznym czasie dziejów zbawienia jest właściwa życiu Kościoła (jak twierdzi tekst Apokalipsy)”.

Apokalipsa to księga wchodząca w skład Nowego Testamentu, zawierająca obłędną wizję walki Chrystusa i aniołów z siłami diabła. Interpretacja tego szalonego tekstu przysparza dziś teologom kłopotów. Sugerują, że to przenośnia, ale papież wpisuje się bez reszty w wizje Apokalipsy, powiela je. Można odnieść wrażenie, że papież popadł w obłęd w ślad za autorem Apokalipsy, prorokiem św. Janem (powstanie tej księgi datuje się na przełom I/II w. nowej ery).

end-of-the-world-mini-342343_960_720 (1)

Katecheza Jana Pawła II w większości składa się z urojeń zawartych w Piśmie Świętym, podawanych bez refleksji jako fakty, dosłownie a nie jako przenośnie. Oto papież stwierdza:Działalność szatana w stosunku do ludzi objawia się przede wszystkim w kuszeniu ich do zła. Zły duch usiłuje wpłynąć na człowieka, na jego wyobraźnię oraz na wyższe władze jego duszy, by odwrócić je od prawa Bożego” (tekst katechezy zamieszczam na końcu).

Kościół podtrzymuje dziś w pełni całą ustaloną w średniowieczu mitologię, przyznającą diabłom i demonom fundamentalną rolę. Co najwyżej łagodzi największe nonsensy. Ciągle zależy mu, jak widać, na straszeniu wiernych diabłem, by tym sposobem – powiem bez przesady – panować nad ich umysłami. Bo jeśli człowiek do wczesnego dzieciństwa jest faszerowany irracjonalnymi wierzeniami, to nie zawsze potrafi się tego balastu pozbyć i łatwiej poddaje się wpływom kościelnych władz.

Zło, choroby i śmierć według Kościoła

Kościół przypisuje olbrzymie znaczenie biblijnemu mitowi o tzw. grzechu pierworodnym.

Pierwsi ludzie zostali – jak głosi mit – skuszeni przez diabła do nieposłuszeństwa Bogu (to tzw. grzech pierworodny). Wskutek tego stali się skłonni do zła, doświadczają też chorób i śmierci. Mitologiczna opowieść biblijna jest traktowana jako rzeczywiste wyjaśnienie zła, cierpień, chorób i śmierci. Władze kościelne nie chcą powiedzieć, że mit ten niczego nie wyjaśnia, jest tylko fantastyczną opowieścią.

Zamiast tego w Katechizmie czytamy: „Za św. Pawłem Kościół zawsze nauczał, że ogromna niedola, która przytłacza ludzi, oraz ich skłonność do zła i podleganie śmierci nie są zrozumiałe bez ich związku z grzechem Adama i faktem, że on przekazał nam grzech, z którego skutkami rodzimy się wszyscy” (403). „Na skutek grzechu pierworodnego natura ludzka została osłabiona w swoich władzach, poddana niewiedzy, cierpieniu i panowaniu śmierci; jest ona skłonna do grzechu” (418).

Otóż cytat ten jest jedną wielką pomyłką. Nie można twierdzić sensownie, że przekazanie nam przez Adama grzechu pierworodnego to „fakt”. Jak ktoś chce, może w to wierzyć, ale nie ma najmniejszych podstaw, by mówić że to fakt. Zresztą Katechizm zawiera ciekawe wyjaśnienie potwierdzające, że to żaden fakt: W jaki sposób grzech Adama stał się grzechem wszystkich jego potomków? (…) Przekazywanie grzechu pierworodnego jest jednak tajemnicą, której nie możemy w pełni zrozumieć(404). Wygląda na to, że jak w Kościele ogłosi się coś bez sensu, to później mówi się, że to tajemnica, której nie można zrozumieć.

Katechizm, w tym co mówi o przyczynach zła, chorób i śmierci, opiera się wyłącznie na mitologicznej opowieści biblijnej. Mity mają to do siebie, że niczego nie wyjaśniają. Stwarzają złudzenie wyjaśniania.

Diabeł panuje??

Katechizm roztacza też paranoiczną wizję panowania diabła nad światem i człowiekiem:

„Nauka o grzechu pierworodnym (…) daje jasne spojrzenie na sytuację człowieka i jego działanie w świecie. Przez grzech pierwszych rodziców diabeł uzyskał pewnego rodzaju panowanie nad człowiekiem” (407). Czytamy też, że świat „cały … leży w mocy Złego” (409).

To całkowity odlot. Sprostujmy Katechizm, diabeł nie zyskał panowania nad człowiekiem i światem. Raczej można przypuszczać, że autorzy Katechizmu postradali rozum lub świadomie kłamią. Strasząc ludzi obłędnymi wizjami chcą uzyskać wpływ na ich umysły.

Katechizm, który cytuję i który obowiązuje dziś w Kościele, został ogłoszony przez Jana Pawła II w 1992 r. Przygotowała go komisja kościelne, powołana przez tegoż papieża. Na jej czele stał kardynał Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI. To oni odpowiadają za średniowiecze, wyzierające z tego katechizmu.

Błąd Katechizmu

Na czym polega błąd popełniany przez Katechizm? Na tym, że mity religijne podaje się jako rzeczywiste wyjaśnienie zła, chorób i śmierci. Na podstawie mitów twierdzi się też, że istnieje diabeł i demony, które kuszą ludzi do złego. Sugeruje się nawet, że diabeł panuje nad światem i człowiekiem.

Mity religijne są tylko mitami, zmyślonymi opowieściami. Przekonanie, że Katechizm i Pismo Święte mówią prawdę o istnieniu diabła, o grzechu pierworodnym i przyczynach zła, chorób i śmierci, jest pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienie poza samą wiarą religijną. Sytuacja katolików jest nie do pozazdroszczenia. Władze kościelne podają irracjonalne wyjaśnienia i każą w nie wierzyć.

Kościelni autorzy próbują czasami łagodzić wymowę mitów i nauk o diable. Ale wygląda to na przysłowiowe odwracanie kota ogonem. Najpierw pisze się nonsensy, a później się to odkręca.

Powstaje też ciekawy problem: Ilu biskupów, księży i szeregowych katolików rzeczywiście wierzy w istnienie diabłów? Ilu tylko mówi i udaje, że wierzy? I czy Jan Paweł II rzeczywiście wierzył w nauki o diable i demonach, które głosił? Kultywowanie wiary w istnienie diabła pogłębia i tak olbrzymie zakłamanie panujące w Kościele.

W najgorszej sytuacji są ci katolicy, którzy rzeczywiście w istnienie wszechobecnych demonów uwierzyli. Są tacy. W związku z intensywnym nauczaniem religii w Polsce, obecnie wzrasta liczba poważnych zaburzeń psychicznych na tle religijnym (są to w szczególności nerwice eklezjogenne i rzekome opętania przez szatana).

Rzeczywiste przyczyny zła

Wiedzy o rzeczywistych przyczynach zła, agresji, chorób i śmierci dostarczają nauki biologiczne. Nie mówią one o jakimś mitologicznym, wyimaginowanym grzechu pierworodnym, ani o diable i demonach, bo nie ma najmniejszych podstaw, by coś takiego brać pod uwagę. 

Tylko słów parę o przyczynach zła, rozumianego jako agresja. 

anger-1300528_960_720Agresja (zachowanie agresywne) to zabicie, pobicie, przemoc fizyczna, a także ranienie słowem, celowe krzywdzenia, dokuczanie, poniżanie, znęcanie się.

Agresja, przede wszystkim fizyczna, jest powszechna wśród zwierząt. Nie ma się więc czemu dziwić, że występuje także wśród ludzi, którzy są – czy to się komuś podoba, czy nie – jednym z gatunków zwierząt. Zwierzęta walczą ze sobą o terytorium, o pozycję w grupie, o dostęp do partnera seksualnego, o pożywienie. Polują, bronią się przed napastnikiem.

Zachowania agresywne wykształciły się w toku ewolucji. Są jednym ze sposobów przystosowywania się organizmów biologicznych do warunków otoczenia, stwarzają szansę życia i przeżycia. Również ludzkie zachowania agresywne ukształtowały się ewolucyjnie jako czynnik sprzyjający przetrwaniu.

Popędy, pchające do agresji, zlokalizowane są u ludzi i innych zwierząt w najstarszej ewolucyjnie części mózgu. Jest to tzw. jądro migdałowe, nazywane też mózgiem gadzim. Zlokalizowane są tam takie uczucia, jak pragnienie jedzenia i seksu, czy też poczucie zimna. Jak wskazują badania mózgu prowadzone za pomocą neuroobrazowania, w tej najstarszej warstwie mózgu znajduje się zarówno źródło agresji, jak i – co ciekawe – źródło zachowań polegających na współpracy, pomocy i empatii. Wskazuje to na głębokie ewolucyjne uwarunkowanie tych dwóch odmiennych rodzajów zachowań.

Trzeba podkreślić, że ewolucyjnie wykształciły się nie tylko zachowania agresywne, ale także zachowania kooperacyjne, takie jak współpraca, pomaganie, opieka nad potomstwem, grupowa solidarność, dzielenie się żywnością, zgodne współżycie, zabawa. U wielu gatunków, np. małp, słoni, delfinów, nie tylko u ludzi, występuje empatia, tj. współczucie.

Czy to wyjaśnienia zadowalające? Religijni autorzy zarzucają często nauce, że nie wyjaśnia wszystkiego. Co odpowiedzieć? Nigdy nie można wyjaśnić wszystkiego, zawsze pojawiają się nowe pytania. Nauka jednak wyjaśnia dużo. Natomiast religia nic nie wyjaśnia, podaje fikcyjne, mitologiczne wyjaśnienia. A powielanie dziś w Kościele starożytnych mitów i wyobrażeń o diable, demonach i grzechu pierworodnym, to karykatura religii. Religia, która takie rzeczy głosi dziś w najważniejszych swych dokumentach, kompromituje sama siebie. – Alvert Jann

…………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiat artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ (o tzw. opętaniach przez szatana)

Złe skutki lekcji religii, cz. 1.”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii/ (o złym wpływie lekcji religii na uczniów)

Co zamiast religii?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/co-zamiast-religii/ (o etyce i polityce praw człowieka)

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/ (mało znane lub pomijane fragmenty Biblii)

………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Katecheza Jana Pawła II o upadłych aniołach wygłoszona 13 sierpnia 1986 r.

Głoszenie królestwa Bożego zawsze oznacza zwycięstwo nad diabłem, ale jego budowanie stale narażone jest na zasadzki złego ducha. Mówić o tym – co zmierzamy uczynić podczas dzisiejszej katechezy – znaczy przygotowywać się do walki, która w tym ostatecznym czasie dziejów zbawienia jest właściwa życiu Kościoła (jak twierdzi tekst Apokalipsy, por. 12, 7).


Równocześnie pozwala to wyjaśnić słuszną wiarę Kościoła, głoszoną w obliczu tych, którzy wprowadzają doń zamieszanie, przypisując zbyt duże znaczenie roli szatana, oraz tych, którzy negują bądź minimalizują jego złowrogą moc (…). Ten „upadek”, który posiada charakter odrzucenia Boga, a co za tym idzie – potępienia, jest stanem dobrowolnie wybranym przez tych wśród duchów stworzonych, którzy radykalnie i nieodwracalnie odrzucili Boga i Jego królestwo, chcąc zagarnąć Jego władzę i zburzyć ekonomię zbawienia oraz porządek całego stworzonego wszechświata. Echem tego są słowa, które brzmią u początku biblijnych dziejów człowieka: będziecie jako Bóg lub jako bogowie (por. Rdz 3, 5). W słowach tych zły duch usiłuje przeszczepić na człowieka tę wewnętrzną postawę rywalizacji, nieposłuszeństwa i opozycji wobec Boga, która jest jakby osią całej jego egzystencji.


Opowieść o upadku człowieka, przekazana przez Stary Testament w Księdze Rodzaju, nawiązuje do owej postawy rywalizacji, którą szatan usiłuje wzbudzić w człowieku, aby skłonić go do występku (por. Rdz 3,5). Także w Księdze Hioba (por. 1, 11; 2, 5.7) czytamy, że szatan usiłuje wywołać bunt u cierpiącego człowieka. W Księdze Mądrości (por. 2, 24) szatan jest przedstawiony jako sprawca śmierci, która weszła w dzieje człowieka wraz z grzechem.


Nauka Kościoła, przedstawiona na Soborze Laterańskim IV (1215 r.), głosi, że diabeł (czy szatan) i inne demony zostali stworzeni przez Boga jako dobre duchy, a stali się złymi z własnej woli (Denz. 428 [800]). Tak więc czytamy w Liście św. Judy: Pan (…) aniołów, tych, którzy nie zachowali swojej godności, ale opuścili własne mieszkanie, spętanych wiekuistymi więzami, zatrzymał w ciemnościach na sąd wielkiego dnia (w. 6). Podobnie w Drugim Liście św. Piotra, gdzie czytamy o aniołach, którzy zgrzeszyli, a Bóg im nie odpuścił, ale wydał [ich] do ciemnych lochów Tartaru, aby byli zachowani na sąd (2, 4). Jeśli Bóg nie odpuszcza grzechu aniołów, to z tej racji, że trwają oni w swym grzechu, że są wiekuiście spętani wiązami tego wyboru, jakiego dokonali na początku, odrzucając Boga wbrew prawdzie o Dobru najwyższym i ostatecznym, którym Bóg sam jest. W tym sensie pisze św. Jan, że diabeł trwa w grzechu od początku (1 J 3, 8). Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma (J 8, 44).


Powyższe teksty pozwalają nam zrozumieć naturę i wielkość grzechu szatana, który polegał właśnie na odrzuceniu prawdy o Bogu, poznanym w świetle rozumu i Objawienia jako nieskończone Dobro, jako Miłość i Świętość sama. A grzech ten był tym większy, im większa była doskonałość i przenikliwość poznawcza rozumu anielskiego, im większa jego wolność oraz pierwotna bliskość w stosunku do Boga. Odrzucając tę prawdę o Bogu aktem swojej wolnej woli, szatan staje się jakby kosmicznym kłamcą i ojcem kłamstwa (J 8, 44): sam żyje w radykalnej negacji Boga i zarazem to własne, tragiczne kłamstwo o Dobru, jakim jest Bóg. usiłuje narzucić stworzeniu, innym istotom stworzonym na obraz Boga, a w szczególności ludziom. W Księdze Rodzaju znajdujemy precyzyjny zapis takiego właśnie zakłamania prawdy o Bogu. które szatan (pod postacią węża) usiłuje przekazać pierwszym przedstawicielom rodzaju ludzkiego, mówiąc, że Bóg nakłada na człowieka pewne ograniczenia, gdyż zazdrośnie strzeże swoich przywilejów (por. Rdz 3,5). Szatan nakłania człowieka, by wyzwolił się spod tego jarzma i stał się jak Bóg.


W swym egzystencjalnym zakłamaniu szatan staje się – jak mówi św. Jan – także zabójcą, czyli niszczycielem tego nadprzyrodzonego życia, jakie Bóg od początku zaszczepił w nim samym, a także w stworzeniach będących z natury obrazem Boga: w innych czystych duchach i w ludziach. Szatan chce zniszczyć życie wedle prawdy, życie w pełni dobra, nadprzyrodzone życie łaski i miłości. Dlatego autor Księgi Mądrości pisze: śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą (Mdr 2, 24). W Ewangelii zaś Chrystus przestrzega: Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10,28).


Na skutek grzechu pierwszych rodziców ów upadły anioł zdobył w pewnej mierze panowanie nad człowiekiem. Naukę tę, stale wyznawaną i głoszoną przez Kościół, potwierdził Sobór Trydencki w Dekrecie o grzechu pierworodnym (por. Denz. 788 [1511]). Wyraża się ona w sposób dramatyczny w liturgii chrztu św., która wzywa katechumena do wyrzeczenia się szatana i jego spraw. Ów wpływ na człowieka, pewne panowanie nad dyspozycjami jego ducha (i ciała), znajduje odzwierciedlenie w Piśmie św., gdzie szatan bywa nazywany księciem tego świata(por. J 12, 31; 14, 30; 16, 11), a nawet bogiem tego świata (por. 2 Kor 4, 4). Znajdujemy poza tym wiele innych nazw określających jego zgubne kontakty z człowiekiem, takie jak Belzebub lub Belial, poza tym duch nieczysty, kusiciel, zły, wreszcie Antychryst (1 J4, 3). Oprócz tego znajdujemy porównania do lwa (1 P 5, 8), do smoka (w Apokalipsie) oraz do węża (Rdz 3). Bardzo często jest używane określenie diabeł – od wyrażenia greckiego diaballein (stąd diabolos), co znaczy: powodować zniszczenie, dzielić, rzucać oszczerstwa, oszukiwać. Prawdę mówiąc, to wszystko przejawia się od początku w działalności złego ducha, którego Pismo św. przedstawia jako osobę, równocześnie wskazując na to, że nie jest sam: jest nas wielu – wołają do Jezusa duchy nieczyste w kraju Gerazeńczyków (por. Mk 5, 9); diabeł i jego aniołowie – mówi Jezus w opisie Sądu Ostatecznego (por. Mt 25,41).


Pismo św., a zwłaszcza Nowy Testament, w wielu miejscach mówi o tym, że panowanie i działanie szatana oraz innych złych duchów obejmuje cały świat. Świadczy o tym choćby przypowieść Chrystusa o roli (którą jest świat), o dobrym nasieniu i o złym, które diabeł zasiewa jakby chwast wśród pszenicy, starając się równocześnie wyrywać z serc to dobro, jakie zostało w nich zasiane (por. Mt 13, 38-39). I stąd też te liczne wezwania do czujności (por. Mt 26,41; 1 P 5, 8), do modlitwy i postu (por. Mt 17,21). Stąd dobitne stwierdzenie Pana Jezusa: Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą (Mk 9,29). Działalność szatana w stosunku do ludzi objawia się przede wszystkim w kuszeniu ich do zła. Zły duch usiłuje wpłynąć na człowieka, na jego wyobraźnię oraz na wyższe władze jego duszy, by odwrócić je od prawa Bożego. „Szczytowym” przejawem tego działania jest kuszenie samego Chrystusa (por. Łk4, 3-13), w którym szatan usiłuje stanąć na przeszkodzie ustanowionym przez Boga wymogom ekonomii zbawienia.


W pewnych wypadkach działalność złego ducha wywiera wpływ nie tylko na rzeczy materialne, ale może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka, wtedy mówimy o opętaniu (por. Mk 5, 2-9). Nie zawsze łatwo jest określić to, co w tego rodzaju wypadkach jest wynikiem działania sił nadprzyrodzonych. Kościół nie popiera i nie może popierać tendencji do zbyt pochopnego przypisywania wielu faktom bezpośredniego działania demona. Zasadniczo nie może jednak zaprzeczyć temu, że szatan, powodowany chęcią szkodzenia i prowadzenia do zła, może posunąć się do tego krańcowego przejawu swojej wyższości.


Wypada nam dodać na koniec, że wstrząsające słowa Jana apostoła: cały (…) świat leży w mocy złego (1 J 5, 19), wskazują na obecność szatana w historii ludzkości, nasilającą się w miarę jak człowiek i społeczeństwa odsuwają się od Boga. Wówczas też wpływ złego ducha może się pełniej i skuteczniej „zakonspirować”, co z pewnością odpowiada jego „interesom”. Najskuteczniej może on działać wówczas, gdy udaje mu się skłonić człowieka, by zaprzeczył jego istnieniu w imię racjonalizmu lub jakiegokolwiek innego prądu myślowego, który nie chce wiedzieć o jego działaniu w świecie. Oczywiście działalność szatana nie eliminuje wolnej woli oraz odpowiedzialności człowieka ani też nie niweczy zbawczego działania Chrystusa. Chodzi tu raczej o konflikt pomiędzy ciemnymi siłami zła a siłą odkupienia. Jakże przejmujące są w związku z tym słowa, które Chrystus u progu swej męki wypowiedział do Piotra: Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara (Łk 22, 31-32).
Rozumiemy więc teraz, dlaczego Pan Jezus w tak stanowczy sposób kończy modlitwę królestwa Bożego Ojcze nasz, której nas nauczył, w odróżnieniu od wielu innych modlitw tamtych czasów, przypominając nam o tym, że w życiu jesteśmy stale narażeni na podstępne działanie Zła-Złego. Chrześcijanin, zwracając się do Ojca w duchu Jezusa i wzywając Jego królestwa, woła z całą mocą swojej wiary: Nie wódź nas na pokuszenie, wybaw nas od Zła, ode Złego. Spraw, Panie, byśmy nie zgrzeszyli niewiernością, do której namawia nas ten, który od samego początku był niewierny.

(Źródło: https://archiwum.milujciesie.org.pl/nr/temat_numeru/katecheza_jana_pawla_ii.html )

…………………………………………………………………………………………………………………..

10 powodów, dla których jestem ateistą

Dziesięć powodów, dla których jestem ateistą:

1. Bo nie dałem się ogłupić księżom.

2. Bo nie chcę być zbawiony.

3. Bo są dowody, że istnieje materia, a nie ma dowodów, że istnieje Bóg.

4. Bo religia jest bez sensu, zaś życie bez religii ma sens.

5. Bo bóg to zinstytucjonalizowane urojenie.

6. Bo nie boję się piekła.

7. Bo Kościół opiera się na fałszu, zaś ateizm na prawdzie.

8. Bo nie ma cudów.

9. Bo świat bez religii byłby lepszy.

10. Bo prawda zwycięży, a religia polegnie.

Powody dodatkowe:

11. Bo religia jest sprzeczna z nauką.

12. Bo Pismo Święte kłamie.

13. Bo nauka nie wyjaśnia wszystkiego, ale religia nic nie wyjaśnia.

14. Bo Kościół nie jest święty, a tworzą go grzeszni ludzie.

15. Bo religia odbiera nadzieję.

16. Bo Jezus nie zmartwychwstał, a co najwyżej umarł.

17. Bo człowiek nie ma duszy nieśmiertelnej.

18. Bo agnostycyzm to nonsens.

19. Bo teologia nie jest nauką.

20. Bo religia to życie w kłamstwie.

– Tyle w punktach. Więcej w artykułach na blogu:

Alvert Jann „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów. Polecam w szczególności:

Teoria Boga krótko wyłożona” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

…………………………………………………….

Ćwiczenia z ateizmu. Część 34 „Teologia nie jest nauką!!”

Teologia to – najprościej mówiąc – nauka o Bogu” – tak piszą jezuici na stronie rekrutującej studentów do Kolegium Bobolanum, nie podając żadnych wyjaśnień. W tygodniku „Niedziela” doktor teologii pisze: „Teologia zaś jest nauką o Bogu, człowieku i świecie, o całej rzeczywistości, widzianej w świetle Bożego objawienia”.

Nazywanie teologii nauką, to strojenie jej w nieswoje szaty. Teologia nie jest nauką, teologia podszywa się pod naukę. Ma to podnieść jej prestiż, poprawić wizerunek. Służy też tworzeniu na uniwersytetach wydziałów teologii, finansowanych z budżetu państwa (no bo skoro teologia jest nauką, to jej miejsce jest na uniwersytetach). Powiedzmy wyraźnie, miejsce teologii jest w Kościele.

Ze względu na rolę, jaką odgrywa w Polsce Kościół katolicki, będę pisał tylko o teologii katolickiej. Ale teologie innych religii również nie należą do dziedziny nauki.

Czym jest teologia?

Według teologów, teologia jest nauką lub wiedzą o Bogu, człowieku, świecie, zasadach wiary religijnej i zasadach moralnych, opartą na objawieniu bożym, zawartym w Piśmie Świętym. Teologia przyjmuje, że w Piśmie Świętym Bóg objawił ludziom doniosłe „prawdy” – i teologia tych prawd docieka.

Jak pisze jeden z biskupów, profesor teologii: „Teologia bezpośrednio zajmuje się badaniem przekazu Objawienia. Zawiera się ono w Piśmie Świętym i Tradycji. (…) Teologia jest wysiłkiem zrozumienia Bożego Objawienia”. Zaznaczmy, że zwykle dla uproszczenia pomija się tradycję. Według Kościoła jest to przekaz ustny pochodzący z czasów, kiedy Nowy Testament jeszcze nie powstał, ale jest on z Nowym Testamentem ściśle związany.

Teologia nie spełnia wymogów stawianych nauce

1. Podstawowym wymogiem nauki jest empiryczne uzasadnianie twierdzeń. Twierdzenia w nauce nie muszą być całkowicie pewne – chociaż wiele jest całkowicie pewnych! – ale muszą na ich rzecz przemawiać wyniki badań empirycznych, tj. eksperymentów, doświadczeń, obserwacji, analizy zebranych materiałów badawczych różnego rodzaju (dotyczy to nie tylko nauk przyrodniczych, w tym fizyki, ale także społecznych i humanistycznych, o czym później).

Np. naukowa wiedza w dziedzinie astrofizyki jest dalece niepełna i w wielu punktach niepewna, ale jest uzasadniona badaniami empirycznymi. Co więcej, jest w znacznym zakresie potwierdzona w praktyce, bo pozwala na umieszczanie w kosmosie sztucznych satelitów i na loty międzyplanetarne. Potwierdza to jej wartość, wskazuje, że nie jest iluzją, złudzeniem.

Dodajmy, że także hipotezy naukowe (przypuszczenia) muszą opierać się na wynikach wcześniejszych analiz i badań empirycznych. Nie są całkowitą fantazją.

A co z teologią?

Twierdzenia teologii pozbawione są jakiegokolwiek uzasadnienia empirycznego. Może to będzie przykre dla osób religijnych, ale niestety, teologia i wierzenia religijne to czysta fantazja, fikcja. Spójrzmy na najważniejsze twierdzenia teologii: Istnieje Bóg osobowy, aniołowie i szatan (też istoty osobowe); Bóg dał człowiekowi duszę nieśmiertelną, dzięki czemu człowiek będzie żyć wiecznie po śmierci ciała; Bóg sądzi ludzi po śmierci i są oni zbawieni, potępieni lub przez pewien czas odbywają karę; Choroby i śmierć to skutek grzechu pierworodnego, tj. nieposłuszeństwa Bogu, jakiego dopuścili się pierwsi ludzie; Przed końcem świata Chrystus ponownie zstąpi na ziemię, wszyscy ludzie zmartwychwstaną i odbędzie się sąd ostateczny; Pismo Święte zawiera boże objawienie, tj. „prawdy”, które zawarł tam sam Bóg.

Na rzecz powyższych twierdzeń nie przemawiają żadne uzasadnienia empiryczne, które na gruncie nauki można by uznać. Nie można też uznać, że zostały potwierdzone w praktyce. Nie ma dowodów, że np. przestrzegając kościelnych nakazów rzeczywiście można być zbawionym, a nie przestrzegając – potępionym.

Teolodzy twierdzą często wprost, że wierzenia religijne nie podlegają empirycznemu sprawdzeniu (tj. za pomocą obserwacji, doświadczeń, eksperymentów), bo dotyczą zjawisk nadprzyrodzonych. Coraz częściej mówi się też, że wiara religijna nie wymaga żadnego uzasadnienia, bo wiara polega właśnie na tym, że wierzy się bez dowodów. Jeżeli tak, to mamy dodatkowe potwierdzenie, że teologia, która te wierzenia głosi, nie jest nauką. Co więcej, stawia to teologię i wiarę religijną w trudnej sytuacji, bo odbiera im wiarygodność.

2. Teolodzy twierdzą, że zdobywają wiedzę w sposób nadprzyrodzony, tj. za pośrednictwem objawienia bożego i za pomocą wiary, którą zawdzięczają łasce bożej. Np. Jan Paweł II pisał, że „obok poznania właściwego ludzkiemu rozumowi … istnieje poznanie właściwe wierze” (idzie o wiarę religijną); „w pierwszym przypadku poznajemy przy pomocy naturalnego rozumu, a w drugim przy pomocy wiary” (Encyklika „Wiara i rozum” 8-9).

Metodologia nauki nie uwzględnia nadprzyrodzonych metod zdobywania wiedzy. Dlaczego? Bo przekonanie, że metody te są czymś realnym i że można w ten sposób cokolwiek zbadać, jest niewiarygodne, pozbawione uzasadnienia, bezpodstawne. Teolodzy przypominają mistrzów magii.

3. Teologii nie można uznać za dziedzinę nauki także ze względu na przedmiot badań. Dlaczego?

Badania naukowe wymagają, by przedmiot badań istniał realnie. Tym przedmiotem jest przyroda, mikro i makrokosmos, organizmy żywe, psychika, życie społeczne, kultura, język, sztuka.

Brak natomiast argumentów pozwalających sądzić, że realnie istnieje przedmiot badań teologii. Nic nie wskazuje, że w Piśmie Świętym Bóg rzeczywiście cokolwiek objawił, oraz że rzeczywistość nadprzyrodzona istnieje realnie. Nic nie wskazuje, że badając Pismo Święte, badamy boże objawienie i możemy dowiedzieć się czegoś o Bogu.

Przedmiotem badań naukowych może być treść Pisma Świętego (zajmują się tym religioznawcy, historycy, filolodzy) oraz wierzenia i urojenia religijne dotyczące objawień, ale nie objawienie boże i rzeczywistość nadprzyrodzona jako takie. Podobnie przedmiotem badań filologicznych mogą być bajki o krasnoludkach, ale nie krasnoludki, bo ich realnego istnienia nie stwierdzono.

Teolodzy badają tekst Pisma Świętego, tj. zawartość starożytnych mitologicznych ksiąg, a mówią, że badają objawienie boże i zdobywają wiedzę o Bogu i sprawach nadprzyrodzonych. Teologia bada własne złudzenia, jest jak wąż, który karmi się własnym ogonem.

Dodajmy, że w publikacjach naukowych czasami pojawia się „objawienie” jako temat badań, ale idzie tam o coś innego niż w teologii. Psychologia/psychiatria zajmuje się poczuciem objawienia, doznaniem psychicznym doświadczanym przez niektórych ludzi, albo też omamami/halucynacjami, które nazywa się objawieniami. Zaś religioznawcy i etnolodzy opisują zjawiska religijne, nazywane często „objawieniami”, jakich doświadczają mistycy, szamani itp. Celem wymienionych badań nie jest jednak – inaczej niż w teologii – dociekanie, jakie to prawdy przekazuje Bóg, Matka Boska, siły wyższe czy duchy.

Co więcej, nie ma argumentów pozwalających uznać, że domniemany obiekt dociekań teologów, jakim ma być Bóg, istnieje. W związku z tym mówi się czasami humorystycznie, że teologia jest nauką, której przedmiot nie istnieje.

Przytaczane są oczywiście argumenty na rzecz istnienia boga, ale są one błędne i niewiarygodne. Podam jeden przykład. Teolodzy powołują się na zasadę, że wszystko musi mieć swoją przyczynę, swojego stwórcę. Na tej podstawie twierdzą, że przyczyną istnienia świata jest Bóg, który świat stworzył. Jest to argumentacja bezzasadna.

Dlaczego?

Teolodzy bezpodstawnie, z definicji przyjmują, że Bóg nie musiał być przez nikogo stworzony, że jest rzeczywistością ostateczna. Nie ma powodu, by się z nimi zgadzać. Skoro wszystko musi mieć swojego stwórcę, to trzeba zapytać, kto stworzył Boga. A jeżeli Bóg nie musiał być – jak twierdzą teolodzy – przez nikogo stworzony, to równie dobrze świat jako całość wraz z prawami przyrody – nie musiał być stworzony.

W ten właśnie sposób na bezzasadność argumentacji teologicznej wskazywał Bertrand Russell (logik, matematyk, filozof,1872-1970) i wielu późniejszych krytyków religii.

Świat jest rzeczywistością niezwykłą. Jest bardzo możliwe, że w ciągle zmieniającej się postaci świat istnieje wiecznie (także przed tzw. wielkim wybuchem). Przekonanie, że wszystko musi mieć swoją przyczynę, swojego stwórcę, można odnieść co najwyżej do obiektów istniejących wewnątrz świata, ale nie do świata jako całości. Świat ma cechy rzeczywistości niezniszczalnej, wiecznej, samoistnej, nie stworzonej przez nikogo. Teza, że świat musiał być przez kogoś stworzony, a tym kimś jest Bóg, jest bezpodstawnym urojeniem, nie wytrzymującym logicznej, a tym bardziej empirycznej, krytyki.

Powyższe trzy punkty wystarczą, by stwierdzić, że teologia nie jest nauką.

Podsumujmy: Teologia nie jest nauką, bowiem:

1. Twierdzeniom teologicznym brak jakiegokolwiek empirycznego uzasadnienia, a uzasadnienie empiryczne jest wymogiem nauki.

2. Teolodzy mówią, że zdobywają wiedzę w sposób nadprzyrodzony, tj . za pośrednictwem objawienia bożego i wiary zawdzięczanej łasce bożej – nauka nie może uznać takiej metody.

3. Przedmiotem teologii jest objawienie boże zawarte w Piśmie Świętym. Zasady, obowiązujące w nauce, nie pozwalają uznać, że Bóg rzeczywiście cokolwiek tam objawił. Nie ma też argumentów pozwalających uznać, że istnieje Bóg.

Teologia i duch Poppera

Teolodzy, chcąc osłabić zarzut, że ich ustalenia nie są wsparte badaniami empirycznymi, zwracają uwagę, że także twierdzenia nauk przyrodniczych nie są całkowicie pewne i ustalone raz na zawsze. W efekcie nowych badań bywają zmieniane lub odrzucane. W szczególności metody indukcyjne, powszechnie stosowane w nauce, nie prowadzą do twierdzeń całkowicie pewnych (najkrócej mówiąc, metody te polegają na formułowaniu twierdzeń na podstawie wielu zbadanych przypadków, tj. na uogólnianiu, co może być zawodne). Wiadomo też, że procedury weryfikacji twierdzeń nie gwarantują, że twierdzenie nie będzie obalone w przyszłości.

Ulubieńcem teologów jest dziś często Karl Popper (1902-1994), filozof zajmujący się problematyką nauki, który w publikacjach z połowy XX w. akcentował właśnie, że twierdzeń naukowych nie można traktować jako całkowicie pewnych.

Dziś, po ponad półwiecznej dyskusji, okazuje się, że problem niepewności wiedzy naukowej nie jest tak ważny, jak początkowo się wydawało. Można nieco prześmiewczo powiedzieć:

No i co z tego, że wiedza naukowa nie jest całkowicie pewna? Nic. Wystarczy, że – po pierwsze – jest uzasadniona wynikami badań empirycznych. I po drugie, jest dostatecznie pewna, by skutecznie sprawdzać się w praktyce, by na jej podstawie skutecznie leczyć ludzi, konstruować samoloty, umieszczać w kosmosie sztuczne satelity i sondy, zorganizować błyskawiczną telekomunikację w skali globu, podejmować loty międzyplanetarne, na razie bezzałogowe. Wiedza naukowa nie jest iluzją. Ponadto wiele twierdzeń naukowych jest całkowicie pewnych.

A teologia? Jej ustalenia nie mają żadnego wsparcia w badaniach empirycznych. I o ile ustalenia nauki nie są całkowicie pewne, to ustalenia teologii są całkowicie niepewne (zero pewności). Wiarygodność wiedzy naukowej, uzasadnionej empirycznie i potwierdzonej w praktyce, jest wysoka, wiarygodność teologii – żadna.

Trzeba też powiedzieć zdecydowanie, wbrew przesadnym sceptykom, że wiedza naukowa jest w znacznym zakresie całkowicie pewna. Twierdzenie, że w Układzie Słonecznym planety krążą wokół Słońca, a nie Słońce wokół Ziemi, jest całkowicie, absolutnie pewne. Taka jest rzeczywistość. Nie jest to złudzenie, ani wytwór naszych zawodnych zdolności poznawczych. Ludzki mózg jest wytworem przyrody i w znacznym zakresie potrafi mówić prawdę o otoczeniu, które go wytworzyło. Wiadomo też, że nauka potrafi przekraczać kolejne bariery poznawcze, sięgać, gdzie wzrok nie sięga.

Sam Harris, biolog i propagator ateizmu, wypowiedział garść cierpkich słów pod adresem „nieuważnych zwolenników” Karla Poppera i Thomasa Kuhna, fizyka i historyka nauki (1922-1996), który podnosił szczególnie kwestię zmienności teorii naukowych. Harris nie zgadza się ze spotykanym czasami poglądem, że nauka jest dziedziną dyskursu równoważną z literaturą piękną czy religią. Akcentuje, że wiedza naukowa jest uzasadniona wieloma badaniami empirycznymi, co – przypomnijmy – w przypadku teologii i wierzeń religijnych w ogóle nie ma miejsca. Wiemy dziś – pisał jako biolog – że DNA jest podstawą genetycznej dziedziczności i szanse na to, że okaże się to całkowicie nieprawdziwe, są w rzeczywistości zerowe. Inaczej mówiąc, wiedza na temat dziedziczności będzie się zmieniać, ale rola DNA nie zostanie całkowicie zakwestionowana (Sam Harris, Koniec wiary, s. 84-85).

Dodam dużo prostszy przykład z dziedziny nauk historycznych: Badania wskazują, że istniały starożytne cywilizacje – egipska, grecka i inne. Jest to całkowicie pewne, chociaż wiedza o nich będzie się w wielu punktach zmieniać.

Z problemów pewności i zawodności wiedzy naukowej warto zdawać sobie sprawę, ale nie są trafne wypowiedzi sugerujące, że wszelkie dyskursy – nauka, mitologia, religia, literatura – są równoważne, lub że wszelka wiedza naukowa jest niepewna, albo że wszystko jest możliwe.

Podsumowując:

1. Wiedza naukowa jest wprawdzie w wielu punktach niepewna, ale jest uzasadniona badaniami empirycznymi i sprawdza się w praktyce. To wystarczy.

2. Wiele ustaleń nauki ma charakter całkowicie pewny, wraz z postępem nauki zasób tych ustaleń wzrasta. Trzeba to przypominać, bo niektórzy zapominają.

3. Wiedza naukowa jest bez porównania bardziej wartościowa poznawczo niż mitologia, literatura piękna, religia i teologia, ezoteryka itp. (z wymienionych tylko niektóre rodzaje literatury pięknej mają w pewnym zakresie wartość poznawczą).

Teologia a nauki humanistyczne i społeczne

Często porównuje się teologię do nauk humanistycznych, albo wręcz traktuje jako naukę humanistyczną. Niesłusznie. Podobieństwo jest powierzchowne, różnice fundamentalne. Potwierdzają, że teologia nie jest nauką.

Na czym polega podobieństwo?

Teolodzy, badając Pismo Święte i historię tamtego okresu, korzystają z metod badawczych i osiągnięć językoznawstwa, filologii, nauk historycznych (historia jest nauką społeczną), religioznawstwa. Teolog, podobnie jak badacz reprezentujący wymienione dziedziny nauki, analizuje źródła historyczne, bada biblijne języki, znaczenie słów i pojęć występujących w biblijnych księgach, interpretuje teksty.

Dlaczego mimo to nie można uznać, że teologia jest jedną z nauk humanistycznych, lub że wykazuje daleko idące do nich podobieństwo?

Bo nauka i teologia należą do zasadniczo odmiennych dziedzin ludzkiej kultury, pozostających ze sobą w głębokim konflikcie, w sprzeczności.

1. Nauki humanistyczne i społeczne, tak jak nauka ogólnie, nie dociekają objawienia bożego. Ich celem jest zdobycie wiedzy o człowieku i o kulturze. Natomiast głównym celem teologii jest dociekanie, co też Bóg w Piśmie Świętym przekazał. Z punktu widzenia współczesnej metodologii nauk humanistycznych i społecznych jest to cel iluzoryczny, pozbawiony uzasadnienia i sensu. Nauki te badają tekst Pisma Świętego, wierzenia i wyobrażenia religijne, ale nie badają zawartego tam objawienia bożego, bo nic nie wskazuje, że objawienie boże to zjawisko realne.

2. Wbrew temu, co się czasami sądzi, współczesne nauki humanistyczne i społeczne mają charakter empiryczny. Ustalenia tych nauk – tak jak nauki ogólnie – są uzasadniane wynikami badań empirycznych, analizą tekstów źródłowych, badaniami archeologicznymi, obserwacją życia społecznego ludzi, analizą statystyk, badaniami opinii publicznej.

Przykład z dziedziny filologii: Jeżeli filolodzy twierdzą, że Mickiewicz był poetą romantycznym, uzasadniają to empirycznie wskazując na treść jego utworów. Również pojęcie romantyzmu, przyjęte w badaniach kultury i literatury europejskiej, jest uzasadnione empirycznie przez wskazanie odpowiadających mu idei i cech utworów artystycznych.

Natomiast ustalenia teologii (twierdzenia teologiczne, „prawdy wiary”) są pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienia empirycznego. Można oczywiście stwierdzić, że w Piśmie Świętym występuje potężna, niewidzialna postać nazywana Bogiem, oraz aniołowie i szatan. Można stwierdzić, że według Biblii Bóg stworzył świat, sądzi ludzi po ich śmierci itd. Nie ma jednak żadnych wiarygodnych badań empirycznych, które nawet w niewielkim stopniu potwierdzałyby rzeczywiste istnienie tych postaci oraz realność sądu bożego po śmierci, zbawienia, potępienia itp.

3. Inny głęboki konflikt, to religijna stronniczość w przeciwieństwie do bezstronności. Teologia jest stronnicza, zaś nauki humanistyczne i społeczne przyjmują zasadę bezstronności. Na czym to polega?

Teologię cechuje wyznaniowe, religijne traktowanie Pisma Świętego. Jest to dla teologii dokument wyjątkowy, ma przymioty nadnaturalne, zawierać ma jedyną prawdę objawioną przez Boga. Zaś teksty innych religii są w tym rozumieniu fałszywe. Również jedna tylko religia, chrześcijaństwo, jest – według teologii – prawdziwa, a inne są fałszywe.

Taki pogląd na Pismo Święte i religię pozostaje w sprzeczności z zasadami współczesnych nauk humanistycznych i społecznych. Nie wartościują one jednych ksiąg religijnych jako zawierających rzeczywiście boże objawienie, a innych jako nie zawierających objawienia. Nie wartościują też jednych religii jako prawdziwych, a innych jako fałszywe. Dlaczego? Bo przekonanie, że jedne religie zawierają rzeczywiste boże objawienie i są prawdziwe, a inne nieprawdziwe, jest pozbawione jakiegokolwiek wiarygodnego uzasadnienia empirycznego i racjonalnego (rozumowego, logicznego). Jest to przekonanie całkowicie dowolne, oparte wyłącznie na wierze religijnej, a nie na wiarygodnych argumentach.

Teologia a nauki formalne/dedukcyjne

Jest jeden bardzo szczególny i ważny rodzaj nauk. To nauki formalne, dedukcyjne, a właściwie matematyczno-logiczne (matematyka i logika). W odróżnieniu od nauk przyrodniczych, społecznych i humanistycznych, nie są to nauki empiryczne, nie zajmują się badaniem otaczającej nas rzeczywistości. Opierają się na logicznie uzasadnionych aksjomatach i wyprowadzaniu z nich twierdzeń. Są to nauki bardzo ważne w badaniach empirycznych, pozwalają liczyć, tworzyć modele matematyczne, wyciągać zasadnie wnioski. Ale matematyka i logika nie badają wprost rzeczywistości.

Czy teologię można zaliczyć do nauk formalnych/dedukcyjnych?

Nie można. Teologia opiera się na przekonaniu, że Pismo Święte zawiera boże objawienie. Nie jest to aksjomat, który można porównać do aksjomatów matematyki i logiki. Objawienie boże to religijne wyobrażenie, a nie formalny, matematyczno-logiczny aksjomat. Nauki formalne/dedukcyjne nie polegają na tym, że można przyjąć jakikolwiek aksjomat i już mamy naukę. Aksjomat musi mieć poważne logiczne uzasadnienie. Nie stworzymy formalnej/dedukcyjnej nauki o krasnoludkach przyjmując aksjomat, że istnieją, bo tak mówią bajki o krasnoludkach.

Również istnienia Boga nie można uznać za racjonalnie/logicznie uzasadniony aksjomat formalny. Np. rozumowanie, że wszystko musi mieć swoją przyczynę, więc musi istnieć pierwsza przyczyna, którą jest Bóg, nie może pełnić roli logicznie uzasadnionego aksjomatu. Nawet jeżeli uznamy, że pierwsza przyczyna musi istnieć, to pozostaje całkowicie nieuzasadnione przekonanie, dlaczego tą pierwszą przyczyną ma być Bóg – i to Bóg, o którym mówi teologia, tzn. osobowa istota duchowa, opiekująca się ludźmi, karząca ich za grzechy itp. A ponadto nie wynika z tego, że istnieją aniołowie, szatan, sąd boży po śmierci, zbawienie i potępienie.

Teologia a filozofia

Wskazuje się często na podobieństwo między teologią a filozofią, bo filozofia również nie spełnia kryteriów stawianych nauce współczesnej. Są to podobieństwa powierzchowne, a próby łączenia filozofii z teologią dają w rezultacie hybrydę, twór niespójny, eklektyczny. Wygląda to jak łączenie wiary w duchy z racjonalnymi rozważaniami.

Filozofia od zarania swoich dziejów (VI w. starej ery) była próbą wyjaśnienia świata zrywającą z mitologią religijną, w której głównymi postaciami byli bogowie. Do dziś rdzeniem filozofii są rozważania i analizy racjonalne, bez odwoływania się do objawienia bożego i Pisma Świętego.

Zaś dzisiejsza teologia jest kontynuatorką starożytnej mitologii zawartej w księgach Starego i Nowego Testamentu.

Najkrócej mówiąc, teologia docieka, co też Bóg objawił ludziom w Piśmie Świętym. Zaś filozofia docieka spraw świata i człowieka wyłącznie w oparciu o ludzkie zdolności myślenia, o ludzki rozum. Teologia ma opierać się na źródłach nadnaturalnych, na objawieniu bożym i poznawaniu za pomocą wiary danej przez Boga – zaś filozofia na naturalnych, ludzkich zdolnościach poznawczych.

Czasami mówi się, że teologia, tak jak filozofia, posługuje się metodami spekulatywnymi, tzn. rozumowaniem nie opartym na empirii. Jednak podobieństwo jest tu powierzchowne. Spekulacje teologiczne i filozoficzne mają głęboko odmienne podstawy. Spekulacje teologiczne opierają się na bożym objawieniu, zaś źródłem spekulacji filozoficznych ma być ludzka zdolność myślenia, bez czerpania ze źródeł nadprzyrodzonych. Filozofia współczesna ma charakter racjonalnych przemyśleń i refleksji dotyczących świata, człowieka, kultury, nauki, etyki i wartości. Natomiast teologia nieuchronnie skazana jest na powielanie religijnych wyobrażeń wywodzonych z Pisma Świętego.

Teologia nie jest wiedzą

Teologia nazywana jest często wiedzą, ale nie jest to określenie trafne.

Współcześnie najczęściej definiuje się wiedzę jako zasób sprawdzonych informacji z jakiejś dziedziny. Wiedzą w tym rozumieniu jest nie tylko wiedza naukowa, ale także wiedza praktyczna z różnych dziedzin, począwszy od ludowego ziołolecznictwa po przepisy kiszenia kapusty; od znajomości zasad ruchu drogowego po wiedzę potrzebną do konstruowania komputerów.

Teologia nie jest wiedzą, bo jej tezy nie są w żadnym stopniu uzasadnione wynikami badań empirycznych i nie są w sposób wiarygodny sprawdzone praktycznie. Teologia nie dostarcza twierdzeń, które mogą być na gruncie nauki uznane, ani wiedzy praktycznej, która byłaby w sposób wiarygodny sprawdzona. Np. nie ma dowodów, że wypełniając kościelne nakazy można być zbawionym, a nie wypełniając – potępionym. Nic bowiem nie wiadomo, by jacyś grzesznicy, innowiercy, heretycy i ateiści zostali potępieni, lub by osoby religijne zostały zbawione. Nie ma też wiarygodnych dowodów, że Bóg rzeczywiście wysłuchuje ludzkich modlitw o zdrowie i pomyślność. Chyba dlatego osoby religijne nie są skore polegać tylko na modlitwie i na wszelki wypadek biorą leki.

Trzeba dodać, że pojęcie wiedzy używane bywa także w bardzo szerokim znaczeniu. Ma się wtedy na myśli każdy zasób informacji z jakiejkolwiek dziedziny, bez względu na wiarygodność i racjonalne, empiryczne lub praktyczne potwierdzenie.

Wiedzą nazywa się wtedy także np. znajomość magii i wróżbiarstwa, okultyzm, ezoterykę, mistycyzm, chociaż nie dostarczają żadnych sprawdzonych wiarygodnie informacji o czymkolwiek. Przy tak szerokim pojęciu wiedzy, również teologię można nazwać wiedzą.

Powstaje wtedy pytanie, do jakiego rodzaju wiedzy trzeba by teologię zaliczyć? Otóż do tego samego, co znajomość magii, wróżbiarstwa, czarów itp. Tę dziedzinę ludzkiej myśli można by nazwać (łącznie z teologią) wiedzą fantastyczną, iluzoryczną lub irracjonalną, chociaż najlepiej w tych przypadkach nie mówić o wiedzy, bo to zakrawa na nonsens.

Podsumowując: Teologia nie jest wiedzą z podobnych powodów, z jakich nie jest nauką: jej ustalenia nie zostały w żadnym stopniu wiarygodnie potwierdzone.

Czym teologia jest dziś naprawdę?

1. Teologia jest częścią religii, kultywuje i porządkuje wierzenia religijne, należy do dziedziny religii. Nie jest nauką, ani wiedzą. Badania naukowe dotyczące Pisma Świętego, prowadzone przez teologów – filologiczne, historyczne i religioznawcze – mają charakter jedynie pomocniczy. Gdyby teolodzy poprzestawali na nich, teologia przestałaby praktycznie istnieć. Stałaby się dziedziną religioznawstwa. Tak dzieje się na zachodnich uniwersytetach, gdzie nierzadko wydziały teologii tracą religijny charakter, przekształcają się w wydziały studiów nad religią. Jest to wtedy religioznawstwo, a nie teologia w dawnym rozumieniu.

2. Teologia pełni służebną rolę wobec władz Kościoła. Jako zasób wierzeń religijnych i instytucji jest ściśle podporządkowana interesom władz kościelnych. Mamy tu pełną analogię między rolą teologii i instytutów teologicznych, a rolą marksizmu-leninizmu i instytutów marksizmu-leninizmu w krajach byłego bloku komunistycznego. Jedni teolodzy są ekspertami od kościelnych wierzeń, inni propagandystami, jeszcze inni dydaktykami w szkolnictwie wszystkich poziomów. Teolodzy są dziś pracownikami frontu ideologicznego Kościoła (nazwa „front ideologiczny” używana była w PRL w odniesieniu do działań propagandowych i pracowników partyjnych działających w tej dziedzinie – analogia jest tu pełna).

3. W Polsce wydziały teologii, istniejące na kilku państwowych uczelniach, są ściśle podporządkowane władzy biskupa diecezjalnego. Pełni on funkcję  „wielkiego kanclerza”. Wszystkie ważne decyzje muszą być przez niego zatwierdzone, również dotyczące zatrudnienia. Podstawą prawną jest konkordat oraz umowa między Rządem RP a Kościołem katolickim.

Możliwe są dwa wyjścia z tej niezdrowej sytuacji: albo usuniecie wydziałów teologicznych z państwowych uniwersytetów, albo taka  zmiana statutów, by nie były to wydziały podporządkowane władzom Kościoła, ale funkcjonowały na takich samych warunkach jak inne (czyli przekształcenie wydziałów teologii w wydziały religioznawstwa). – Alvert Jann

PS. O wydziałach teologii i uczelniach kościelnych finansowanych przez budżet państwa pisałem szerzej w: „Lekcje religii w szkołach wyższych” (link poniżej).

…………………………………………………………………

Alvert Jann „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. 

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Lekcje religii w szkołach wyższych” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/ (o wydziałach teologii i uczelniach katolickich)

Argumenty przeciw istnieniu Boga” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/argumenty-przeciw-istnieniu-boga-komentarz-podrecznikow-religii/ (tytuł mówi za siebie)

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/ (o dowodzeniu nieistnienia Boga)

……………………………………………………………………………………………..

Wzrost akceptacji małżeństw homoseksualnych w Polsce

Mimo nagonki na LGBT, rozpętanej przez PiS, prezydenta RP, arcybiskupa Jędraszewskiego i innych, wzrasta w Polsce akceptacja małżeństw homoseksualnych i osób LGBT. Wskazują na to sondaże CBOS, przeprowadzone co dwa lata.

Obecnie prawo do zawierania małżeństw homoseksualnych akceptuje 34% Polaków. Zaś prawo do zawierania homoseksualnych związków partnerskich akceptuje 43% (sondaż CBOS z września 2021 r.).

Przed objęciem rządów przez PiS akceptowało małżeństwa homoseksualne 26%, zaś homoseksualne związki partnerskie 33%. Mamy więc znaczny wzrost.

Również inne sondaże (np. cenionego amerykańskiego ośrodka badawczego Pew Research Center) wskazują, że małżeństwa homoseksualne akceptuje ponad 30% Polaków. Jest to wprawdzie mniejszość, ale znaczna i rosnąca.

A teraz bardzo ważne!

W młodszych grupach wiekowych akceptacja jest znacznie wyższa niż w starszych.

Prawo do zawierania małżeństw homoseksualnych akceptuje:

w grupie osób w wieku

                  18-24 – 55% (większość!)

                  55-64 – 29%

                  65+    – 22%

Prawo do zawierania homoseksualnych związków partnerskich akceptuje:

w grupie osób w wieku

                  18-24 – 60% (większość!)

                  55-64 – 36%

                  65+    – 27%

Można na tej podstawie prognozować, że akceptacja prawa do zawierania homoseksualnych małżeństw i związków partnerskich będzie rosnąć także w najbliższych latach.

W Polsce są przygotowane projekty ustaw dające prawo do zawierania związków partnerskich przez osoby tej samej płci. Kolejne wybory mogą spowodować, że będzie to realne. Zapis w Konstytucji: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej” (art. 18) – z całą pewnością nie wyklucza legalizacji homoseksualnych związków partnerskich. Natomiast jest on często interpretowany błędnie jako wykluczający małżeństwa homoseksualne (wtedy legalizacja małżeństw homoseksualnych musiałaby zyskać poparcie co najmniej 2/3 głosujących, co jeszcze dość długo nie będzie realne). Trzeba jednak zwrócić uwagę, że zapis w Konstytucji dotyczy małżeństw heteroseksualnych i nie wyklucza małżeństw homoseksualnych, gdyby miały one inny status prawny niż małżeństwa heteroseksualne i były regulowane odrębnymi ustawami. Jest to jednak sprawa znacznie bardziej kontrowersyjna niż w przypadku homoseksualnych związków partnerskich

*

Na koniec podam jeszcze, jak brzmiały pytania w sondażu CBOS i jakie były odpowiedzi ogółem:

Czy, Pana(i) zdaniem, pary gejów i lesbijek, czyli dwóch osób tej samej płci pozostających ze sobą w intymnym związku, powinny mieć prawo zawierać związki małżeńskie?

Ogółem odpowiedzi: Tak 34%; Nie 56%; Trudno powiedzieć 10%.

Czy, Pana(i) zdaniem, możliwość zawierania formalnych związków partnerskich powinny mieć dwie osoby tej samej płci żyjące wspólnie w związku?

Ogółem odpowiedzi: Tak 43% ; Nie 49%; Trudno powiedzieć 8%.

(Źródło: CBOS: Stosunek Polaków do osób homoseksualnych. Komunikat z badań. Październik 2021)

Opracował: Alvert Jann

Polecam artykuły:

Władze Kościoła kontra wierni: Małżeństwa homoseksualne” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wladze-kosciola-kontra-wierni-malzenstwa-homoseksualne/

Co to jest płeć kulturowa (gender)?” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/co-to-jest-plec-kulturowa/

……………………………………………………

Ćwiczenia z Ateizmu. Część 33 „Sprzeczności między nauką a religią: 10 przykładów”

pope-309611_640Kościół twierdzi, że między nauką a religią katolicką nie ma sprzeczności. Są to zapewniania ogólnikowe. Liczne sprzeczności są faktem, podam 10 przykładów dotyczących chrześcijaństwa, przede wszystkim katolicyzmu. W przypadku innych religii przykłady pod różnymi względami musiałyby wyglądać inaczej. Trzeba jednak powiedzieć wyraźnie, że sprzeczne z nauką są wszystkie religie.

1. Religia katolicka stoi na stanowisku, że świat został stworzony przez osobowego Boga. Nauka nie może tego twierdzenia uznać. Nie ma wprawdzie dziś wystarczająco uzasadnionej naukowej teorii powstania świata, ale nie oznacza to, że prawdziwe są wyjaśnienia religijne. Twierdzenie o stworzeniu świata przez Boga jest pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienia, które na gruncie nauki może być wzięte pod uwagę. Jest ono zaczerpnięte z Biblii i ma charakter mitologiczny (teolodzy za przenośnię uznali stworzenie świata w ciągu sześciu dni, ale biblijny mit o stworzeniu świata przez Boga obowiązuje w Kościele). Różne religie głoszą różne mity dotyczące powstania świata; starożytni Grecy uznawali, że jest wieczny. Między wyjaśnieniami mitologicznymi a wyjaśnieniami naukowymi istnieje nieprzekraczalna sprzeczność.

2. Sprzeczna z nauką jest teoria końca świata, której naucza Kościół. Jak w skrócie wygląda ta teoria? Według Kościoła Chrystus ponownie zstąpi na Ziemię, odbędzie się sąd ostateczny, po czym z woli Boga nastąpi koniec obecnego świata. Tak można przeczytać również w szkolnych podręcznikach religii.

Żadne naukowe teorie przyszłości świata nie przewidują takiej wersji wydarzeń. Badania naukowe wskazują na „koniec świata” – w niewyobrażalnie odległym czasie – w efekcie zjawiska rozszerzania się wszechświata (ucieczki galaktyk) lub ponownego zacieśniania się. Pojawiają się też hipotezy dotyczące cykliczności, tj. cyklicznego rozszerzania się i zacieśniania wszechświata.

Koncepcja końca świata, której naucza Kościół, opiera się na biblijnych mitach, a nie na badaniach naukowych. Między religią a nauką mamy tu ewidentną sprzeczność.

3. Kościół uznaje dziś fakt ewolucji w przyrodzie, ale nadal stoi na stanowisku, że człowiek powstał wskutek ingerencji Boga w proces ewolucji. Oto oficjalne stanowisko polskich biskupów w sprawie ewolucji (2006 r.): „Ewolucja wiedzie ku pojawieniu się człowieka jako istoty wolnej, odpowiedzialnej i świadomej. Ale sama z siebie tego progu nie pokonuje. W celu powołania do życia człowieka Bóg mógł posłużyć się jakąś istotą przygotowaną na planie cielesnym przez miliony lat ewolucji i tchnąć w nią duszę – na swój obraz i podobieństwo”.

Stanowisko Kościoła jest sprzeczne z nauką. Nauki biologiczne przedstawiają proces ewolucji dokonujący się bez bożej ingerencji. Bardzo dobrze pokazują, jak ewolucja „sama z siebie” pokonuje próg oddzielający człowieka od innych gatunków. Biologia na przykład bardzo dobrze dokumentuje, jak stopniowo w toku ewolucji kształtował się układ nerwowy i mózg – od form najprostszych, po bardzo złożone u ssaków i człowieka. Nauka nie uznaje ingerencji Boga w proces ewolucji, bo brak na to jakiegokolwiek uzasadnienia poza wiarą religijną.

4. Kościół stoi niezmiennie na stanowisku, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną daną mu przez Boga i dzięki temu będzie mógł żyć wiecznie. Czekać go ma zbawienie, tj. stan wiecznej szczęśliwości, pokuta, albo potępienie. Żadne badania naukowe nie potwierdzają istnienia duszy i perspektywy wiecznego życia. Kościół powołuje się na Pismo Święte i twierdzi, że to prawda.

5. Kościół zupełnie poważnie twierdzi, że choroby i śmierć to skutek grzechu pierworodnego, tj. nieposłuszeństwa Bogu, jakiego mieli się dopuścić pierwsi ludzie. Podkreślmy, że to mitologiczne wyjaśnienie, zaczerpnięte z Biblii, nie jest uznane za przenośnię. Także szkolne podręczniki religii mówią o nim wyraźnie jako o wyjaśnieniu realnym, a nie w przenośni.

Nauka nie może tego wyjaśnienia uznać, gdyż opiera się ono wyłącznie na biblijnej opowieści o grzechu pierworodnym. Nie przeszkadza to teologom i religijnym naukowcom głosić, że między nauką a religią nie ma sprzeczności.

6. Nauka wymaga, by twierdzenia, które uznaje się za prawdziwe, były uzasadnione wynikami badań empirycznych, tj. obserwacji, doświadczeń, eksperymentów, analizy dostępnych materiałów (sposobami uzasadniania twierdzeń zajmuje się metodologia nauki). Twierdzenia naukowe mogą nie być pewne na 100%, ale ich bezpośrednie lub pośrednie empiryczne potwierdzenie jest konieczne.

Także hipotezy naukowe (przypuszczenia) muszą opierać się na analizach i badaniach naukowych. Nie mogą być dowolnymi fantazjami.

Podstawowe twierdzenia podawane przez Kościół, mówiące o istnieniu Boga, aniołów, szatana, duszy nieśmiertelnej, o objawieniu bożym zawartym w Piśmie Świętym i inne, nie są w żadnym stopniu uzasadnione empirycznie. Z tego powodu nie mogą być na gruncie nauki uznane, ani nawet potraktowane jako hipotezy. Natomiast władze kościelne twierdzą, że są prawdziwe. Stwarza to przepaść i sprzeczność między nauką a religią.

7. Sprzeczny z nauką jest sposób, w jaki Kościół dochodzi do swoich ustaleń.

Kościół twierdzi, że Pismo Święte zawiera prawdy objawione przez Boga. Dla Kościoła jest to wiarygodne źródło wiedzy o Bogu, człowieku i świecie. Teolodzy kościelni badają Pismo Święte, by zawarte tam prawdy poznać.

Nauka nie może uznać, że Pismo Święte rzeczywiście zawiera boże objawienie, bo brak jakichkolwiek argumentów, które by to przekonanie uzasadniały (nie ma też zresztą podstaw, by uznać istnienie Boga). Z punktu widzenia nauki Pismo Święte nie jest wiarygodnym źródłem wiedzy. Zawiera, obok niektórych historycznych i geograficznych faktów, masę zmyśleń i mitów. Poszukiwanie w Piśmie Świętym prawd objawionych przez Boga jest – z punktu widzenia współczesnej nauki – religijną fikcją, urojeniem. Nauka nie szuka w Biblii prawd objawionych.

8. Kościół twierdzi, że korzysta z nadprzyrodzonego sposobu poznawania prawdy o Bogu, świecie i człowieku. Ma to być poznawanie przy pomocy wiary, którą zawdzięcza łasce bożej. Pisze o tym także Jan Paweł II: „obok poznania właściwego ludzkiemu rozumowi … istnieje poznanie właściwe wierze” (idzie o wiarę religijną); „w pierwszym przypadku poznajemy przy pomocy naturalnego rozumu, a w drugim przy pomocy wiary” (Encyklika „Wiara i rozum” 8-9).

Otóż nauka nie może uznać, że coś takiego, jak badanie/poznawanie „przy pomocy wiary” istnieje. Powód: brak uzasadnienia. Władze kościelne bez żadnego uzasadnienia głoszą, że taka metoda istnieje i każą w to wierzyć także w podręcznikach religii. Nie ma argumentów wskazujących, że Bóg rzeczywiście dał teologom katolickim czy komukolwiek dar poznawania wiarą.

Podsumujmy punkty 7 i 8: Nauka nie uznaje żadnych nadprzyrodzonych źródeł wiedzy – ani objawienia bożego, ani poznawania przy pomocy wiary. Konsekwencje tego są dla religii i Kościoła druzgocące. Nauka odmawia teologii i religii jakiegokolwiek udziału w poznawaniu świata i człowieka, a także w poznawaniu rzeczywistości nadprzyrodzonej (bo nawet jeśli przyjmie się, że rzeczywistość nadprzyrodzona nie jest tylko religijną fantazją, to teolodzy nie mają sposobu, by tę rzeczywistość badać).

Kościół nie chce się z tym werdyktem pogodzić, zgłasza roszczenia poznawcze i formułuje wiele twierdzeń dotyczących rzeczywistości nie tylko nadprzyrodzonej, ale także naturalnej (dotyczących świata, przyrody, człowieka, np. że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, a choroby i śmierć są skutkiem grzechu pierworodnego). Z punktu widzenia nauki są to twierdzenia pozbawione uzasadnienia; nie są to nawet hipotezy.

9. Religia opiera się wyłącznie na wierze – zaś nauka opiera się na badaniach empirycznych, spełniających wymogi metodologii obowiązującej w nauce. Są to praktyki sprzeczne, prowadzące do sprzecznych wyników. Religia przyjmuje, że istnieje Bóg, aniołowie, szatani, rzeczywistość nadprzyrodzona, dusza nieśmiertelna, objawienie boże zawarte w Piśmie Świętym – zaś nauka niczego takiego nie stwierdza i traktuje jako wierzenia religijne.

Czy mamy tu sprzeczność między nauką a religią? Sprzeczności by nie było, gdyby nauka chociaż w niewielkim stopniu potwierdziła istnienie rzeczywistości nadprzyrodzonej. Ale nie potwierdza.

10. Nauka współczesna stoi na stanowisku naturalizmu: w praktyce przyjmuje, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości, tj. natura, czyli przyroda. Natura to makro i mikrokosmos, wszechświat i cząstki elementarne, przyroda nieożywiona i organizmy żywe oraz ich pochodne, tj. doznania psychiczne i świadomość (są to pochodne funkcjonowania organizmów żywych, nie istnieją niezależnie od nich).

Dla nauki nie istnieje rzeczywistość nadnaturalna, nadprzyrodzona czy boska. Dlaczego? Bo jej istnienia nie stwierdzono. Dlatego nauka – w sprzeczności z religią – ignoruje rzeczywistość nadnaturalną, Boga, aniołów, szatana, podobnie jak ignoruje duchy leśne i niewidzialne krasnoludki pomagające ludziom lub psocące.

Komentarz

1. Wbrew temu, co się czasami sądzi, naturalizm nauki (tj. uznanie, że istnieje tylko natura/przyroda i jej pochodne) nie jest założeniem, aksjomatem, dogmatem, filozofią, światopoglądem czy ideologią przyjmowaną przez naukowców. Wynika z praktyki badawczej. Gdyby istnienie rzeczywistości nadnaturalnej dało się stwierdzić chociażby w niewielkim stopniu, na gruncie nauki by to z pewnością uznano. Ale nie stwierdza się.

Rozróżnia się czasami naturalizm ontologiczny i metodologiczny. Jak mówią zwolennicy tego rozróżnienia, pierwszy uznaje, że istnieje tylko natura, przyroda. Zaś drugi przyjmuje jedynie, że w badaniach naukowych nie należy brać pod uwagę przyczyn nadnaturalnych. Rozróżnienie to wprowadzono dlatego, że są naukowcy, którzy wierzą w istnienie Boga, chociaż w badaniach naukowych tego nie uwzględniają.

Można zauważyć, że rozróżnienie to dotyczy poglądów naukowców, a nie nauki. W przypadku badań i teorii naukowych sprawa jest jednoznaczna: Boga i przyczyn nadprzyrodzonych pod uwagę się nie bierze, bowiem ich istnienia w żadnym stopniu nie stwierdza się. Oznacza to w konsekwencji, że pojęcie Boga i rzeczywistości nadprzyrodzonej zostaje przeniesione do dziedziny wierzeń religijnych lub fantastyki paranaukowej.

Natomiast na gruncie religii przyjmuje się, że Bóg, aniołowie i szatan istnieją realnie jako osoby duchowe i ingerują w sprawy świata i człowieka.

Oto zajmujący przykład. Kościół nie wstydzi się oficjalnie głosić, że szatan może realnie wstąpić w ludzkie ciało (nazwano to opętaniem). Biskupi powołują egzorcystów, którzy tego szatana mają wypędzić. W Polsce działa ponad stu egzorcystów. Obiektem ich zabiegów, często szokujących, stają się osoby doznające zaburzeń psychicznych polegających na poczuciu, że owładnął nimi szatan.

Według neurologii i psychiatrii to poważne zaburzenia psychiczne z kategorii schorzeń schizofrenicznych i paranoicznych. Wiara w opętania przez demony pochodzi z czasów starożytnych, ale Kościół z niej nie rezygnuje.

2. Naukowiec może osobiście wierzyć w Boga lub jakąś formę rzeczywistości nadprzyrodzonej, ale jest to jego prywatny pogląd. W badaniach naukowych nie bierze się czegoś takiego pod uwagę.

Jak wyjaśnić fakt, że człowiek może w swoim umyśle łączyć zarówno religijne urojenia, jak i wiedzę naukową? 

Najkrócej mówiąc, mózg ludzki powstawał w toku przebiegającej dość chaotycznie ewolucji, wskutek czego tworzy on wewnętrznie niezborną całość. W efekcie poglądy ludzkie również bywają niezborne. Człowiek myśli w znacznej mierze racjonalnie, ale często także nieracjonalnie. Wiara w boga jest nieracjonalna, ale odpowiada na pewne ludzkie potrzeby. Dlatego jest szeroko akceptowana i skutecznie wdrażana w toku wychowania i życia w społeczeństwie. Naukowcy są takimi samymi ludźmi jak inni. Ulegają religijnej indoktrynacji i irracjonalnym skłonnościom, chociaż na ogół rzadziej i w mniejszym stopniu niż przeciętnie w danym społeczeństwie. Czasami dochodzą do tego zaburzenia psychiczne polegające na przykład na uznawaniu, obok poglądów racjonalnych, także poglądów ewidentnie dziwacznych. W grę mogą wchodzić także urojenia oraz tzw. objawienia, wizje i głosy, w przekonaniu doznającego pochodzące od boga, aniołów, świętych itp.

Podsumujmy 10 punktów:

Kiedy ma miejsce sprzeczność poglądów lub twierdzeń?

Ze sprzecznością poglądów czy twierdzeń mamy do czynienia wtedy, gdy są one ze sobą niezgodne, w szczególności gdy wykluczają się. Tak jest często między nauką a religią.

Metodologia współczesnej nauki (tj. zasady uprawiania nauki) neguje jakiekolwiek twierdzenia i wyjaśnienia odwołujące się do czynników nadnaturalnych i Boga, bo ich działania nie stwierdzono. Teologia zaś na takich twierdzeniach się opiera. Mamy ewidentną sprzeczność.

Religia katolicka opiera się na starożytnych mitach i na tej podstawie wyjaśnia powstanie i koniec świata, oraz głosi, że choroby i śmierć to skutek grzechu pierworodnego. Religia obiecuje człowiekowi wieczne życie. Kościół głosi, że Bóg ingerował w proces ewolucyjny i człowiek powstał w efekcie tchnięcia duszy nieśmiertelnej w przedludzką istotę. Wszystkie te wyobrażenia to mity pochodzące z Pisma Świętego, których nauka nie uznaje.

Katolicyzm i nauka różnią się stosunkiem do Pisma Świętego. Dla nauki Pismo Święte nie jest autorytetem ani źródłem wiedzy objawionej przez Boga. Dla katolicyzmu jest autorytetem i źródłem najwyższym, bo nadprzyrodzonym.

Nauka nie uznaje nadprzyrodzonych źródeł i metod zdobywania wiedzy o świecie, człowieku i Bogu; nie uznaje objawienia bożego oraz poznawania przy pomocy wiary zawdzięczanej łasce bożej. Natomiast religia nadprzyrodzone źródła i sposoby zdobywania wiedzy uznaje jak najbardziej.

Nauka ignoruje istnienie rzeczywistości nadprzyrodzonej, bo na jej istnienie brak uzasadnienia. Religia wiarę w rzeczywistość nadprzyrodzoną kultywuje. Religia opiera się jedynie na wierze, nauka na badaniach empirycznych.

Relację nauki do religii sugestywnie charakteryzuje wypowiedź Alberta Einsteina: „Słowo Bóg jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić”. W szerszym rozumieniu, nie ograniczającym się tylko do Biblii, odnosi się to także do innych religii. – Alvert Jann 

PS. Polecam artykuł zamieszczony 1 stycznia 2020 r.: „Teoria Boga krótko wyłożona” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

……………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Koniec świata według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/ (religia i nauka o „końcu świata”)

Ewolucja według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/ (o stosunku Kościoła do ewolucji biologicznej)

Grzech pierworodny” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/ (o ukrytym sensie grzechu pierworodnego)

Argumenty przeciw istnieniu Boga” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/argumenty-przeciw-istnieniu-boga-komentarz-podrecznikow-religii/ (tytuł mówi za siebie)

Kim jest Bóg?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/ (o pojęciu Boga)

„Ilu naukowców wierzy w Boga?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ (wyniki badań dotyczące religijności naukowców)

…………………………………………………………………………………………………

PS. Podaję link do cytowanej wypowiedź Alberta Einsteina: http://wyborcza.pl/1,75400,12641586,Czy_Albert_Einstein_wierzyl_w_Boga_.html 

Link do cytowanego oficjalnego stanowiska Kościoła w sprawie ewolucji: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WE/kep/kosciol_ewolucja_27112006.html

……………………………………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu część 32 „Co zamiast religii?”

Papież -małe1Według konserwatywnych polityków i Kościoła, religia katolicka ma być podstawą etyki życia prywatnego i publicznego w Polsce. Dobitnie wyraził to Jarosław Kaczyński na Jasnej Górze w lipcu 2015: nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół (…) nie ma Polski bez Kościoła, nie ma Polski bez tego fundamentu, który trwa od przeszło tysiąca lat”.

To nieprawda. Najbardziej dynamiczną koncepcją etyczną, prawną i polityczną są we współczesnym świecie prawa człowieka. Politycy nie powinni zapominać, że obowiązują także w Polsce i mają charakter świecki. Czasy Mieszka I i średniowiecze dawno minęły.

Polskę i przekonania moralne Polaków trzeba budować na fundamencie praw człowieka. Nie na religii i Kościele.

A w życiu osobistym? W życiu osobistym drogowskazem lepszym od religii jest tak zwany zdrowy rozsądek. Dzięki niemu ludzie nie stają się marionetkami w rękach władz kościelnych.

Etyka praw człowieka

Współcześnie najdonioślejszą świecką etykę prezentują prawa człowieka. Nie są one tylko przepisami prawnymi – są to zasady etyczne i wartości przekładane na język przepisów prawa.

Główne zasady etyki praw człowieka to: zakaz dyskryminacji i równe traktowanie bez względu na narodowość, rasę, światopogląd, religię, płeć, orientację seksualną, majątek; wolność ograniczona tylko wolnością innych; wolność myśli, sumienia i wyznania; wolność słowa, zgromadzeń i stowarzyszeń; prawo do wolności osobistej i do sprawiedliwego procesu; prawo do regularnych wolnych wyborów; zakaz tortur; zakaz niewolnictwa; współcześnie bardzo wysoką rangę zyskują prawa socjalne.

Prawa człowieka mają regulować – zgodnie z wartościami i etyką praw człowieka – stosunki między ludźmi. Ograniczają władzę państwową i mają chronić przed jej nadużywaniem, ale mają chronić człowieka także przed kościołami, wspólnotami, organizacjami, przed społecznością lokalną, rodziną i innymi grupami, także tymi, do których należy się dobrowolnie. Można powiedzieć, że mają chronić człowieka przed człowiekiem. U podstaw etyki praw człowieka leży idea ograniczenia krzywd doświadczanych przez ludzi w życiu społecznym. Deklaracje i konwencje praw człowieka dotyczą właśnie powyższych spraw.

france-63022_960_720Podstawy etyki i polityki praw człowieka stworzyli w Europie w XVIII w. myśliciele okresu Oświecenia. Przyjęta w 1789 r. przez francuskie Zgromadzenie Narodowe „Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela” stwierdza m.in.:

„Ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w swych prawach. Zróżnicowania społeczne mogą być oparte wyłącznie na pożytku powszechnym” (art.1).

„Wolność polega na możności czynienia wszystkiego, co nie szkodzi drugiemu (…) nie ma innych granic niż te, które zapewniają korzystanie z takich samych prawa innym członkom społeczeństwa” (art.4).

To nie kościelni teolodzy sformułowali zasadę równości wobec prawa i wolności ograniczonej tylko wolnością innych, w tym wolności słowa i wolności wyznania. Takich zasad nie ma w Piśmie Świętym i w katolickiej tradycji. Jeżeli są one tam odszukiwane, to teolodzy robią to w nierzetelny, naciągany sposób. Prześmiewczo można powiedzieć, że teolodzy nawet w działalności inkwizycji dopatrzyliby się genezy wolności słowa i wyznania. Do połowy XX w. władze kościelne otwarcie potępiały prawa człowieka.  

Kościelni autorzy oburzają się do dziś, że Kościół doznał krwawych represji w toku rewolucji francuskiej 1789 r., a rewolucja nie przestrzegała praw człowieka. Co najkrócej można odpowiedzieć? Że nie chcą dostrzegać, jak opresyjny był feudalny i stanowy ustrój, w którym Kościół był wielkim posiadaczem dóbr materialnych i wyzyskiwaczem. Że w historii jest też zasada: „gwałt niech się gwałtem odciska” (Adam Mickiewicz „Oda do młodości”). Że przeciw wolności i równości zbrojnie wystąpili arystokraci i europejscy monarchowie, a Kościół był po ich stronie. Zbrojne walki i wojny nie sprzyjają przestrzeganiu praw człowieka, sprzyjają za to okrucieństwu.

Zamiast religii

Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 r., jak i Powszechna Deklaracja Praw Człowieka przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1948 r. oraz późniejsze konwencje międzynarodowe i dokumenty takie jak Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej, nie powstały pod dyktando władz kościelnych, nie opierają się na religii, nie odwołują się do rzekomego bożego objawienia, do żadnych pism świętych, do żadnej religii, mają charakter świecki.

Można powiedzieć, że świeckie społeczeństwo wzięło sprawy etyki, prawa i polityki w swoje ręce, odrzucając roszczenie władz kościelnych do panowania nad umysłami i państwem. Stało się to nie bez powodu. Duchowieństwo ulegało i ulega dewiacjom, pazerności, korupcji, żądzy władzy. To dlatego powiedziano Kościołowi „dziękujemy, spadajcie”.

Społeczność księży nie potrafi bez nacisku z zewnątrz korygować własnych błędów i dewiacji. Jak diabeł święconej wody boi się wszelkiej kontroli. Np. zawzięcie broni się przed ujawnianiem i karaniem seksualnego wykorzystywania dzieci przez księży. Z trudem czasami udaje się to na Kościele wymusić.

Do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965) Kościół zdecydowanie odrzucał prawa człowieka. Ale także dziś władze kościelne próbują stawiać się ponad prawem, powołują się na rzekomo znane im prawdy objawione i prawo boże. Prawa człowieka uznały tylko dlatego, że ich negowanie groziło Kościołowi marginalizacją. Próbują formułować je po swojemu i stawiać się ponad nimi. Zauważmy, że dla własnego dobra Kościół od początku nie powinien był praw człowieka negować.

Nie ma powodu, by polegać na uczciwości i mądrości władz kościelnych i duchowieństwa. Nic nie wskazuje, że zasługują na to. Już lepiej polegać na świeckiej etyce i polityce praw człowieka, niezależnej od jakichkolwiek kościołów i religii.

Nie widać, by papież Franciszek wprowadzał rzeczywiste zmiany. Rzucane luźno powiedzonka nie zmienią kościelnej rzeczywistości. A zapowiedziana większa niezależność kościołów krajowych od Watykanu może spowodować, że Kościół w Polsce będzie jeszcze większym zadupiem moralnym niż jest.

Katolicki fundamentalizm

Warto pamiętać, że katoliccy fundamentaliści ciągle praw człowieka nie uznają. Dawał temu wyraz np. pisowski poseł Stanisław Pięta: Są ludzie, do których ja siebie zaliczam, którzy uważają, że prawa człowieka nie istnieją. Istnieją obowiązki człowieka i lepiej definiować człowieka poprzez jego obowiązki”.

Po 1989 r. działała zapomniana dziś partia Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, hołdujące idei państwa chrześcijańskiego (w 1991 r. miała 49 posłów i senatorów). Dziś gdzieś w niszowych pismach i umysłach kołacze wizja Polski jako „republiki wyznaniowej”, będąca katolickim odpowiednikiem republiki islamskiej.

Nie tak dawno polscy biskupi uznali schizofreniczne wizje Rozalii Celakówny za rzeczywiste objawienia boże i uroczyście dokonali aktu intronizacji Jezusa na króla Polski. Twierdzą, że „Polska … uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa” (podkreślmy, według nich to Polska uznała, a nie ci, którzy ten akt ogłosili i uznali za swój). Biskupi nie wyzbyli się maniery mówienia za wszystkich Polaków, chociaż nie mają do tego żadnych podstaw; nie zostali wybrani ani przez ogół obywateli, ani nawet przez społeczność katolików. Biskupi przywołali też średniowieczną ideę panowania Jezusa nad wszystkimi narodami. Piszą, że Jezus jest jedynym prawowitym władcą wszystkich państw i narodów, co było i jest niedorzecznością.

revolution-30590_960_720Jak słychać, pisowski rząd przygotowuje wypowiedzenie „Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”, zwanej konwencją antyprzemocową. W kościelnych głowach majaczy całkowity zakaz aborcji i karanie więzieniem kobiet za aborcję, zakaz używania środków antykoncepcyjnych (zdołali  zakazać sprzedaży bez recepty tabletki „dzień po”), zakaz in vitro, zakaz badań prenatalnych (także USG), w nieco dalszej perspektywie karalność stosunków homoseksualnych oraz przed i pozamałżeńskch (tak jest w państwach islamistycznych, a najostrzejsze kary dotyczą kobiet), odrzucenie zasady równości kobiet i mężczyzn, zakaz rozwodów, klerykalizacja szkolnictwa, wprowadzenie w znacznym zakresie cenzury kościelno-państwowej.

To są wszystko śmieciowe koncepcje, wywlekane na światło dzienne, ale przegrywające z etyką i polityką praw człowieka. Również obecna fala demagogicznego radykalizmu w Polsce, Europie i Ameryce może odnosić tylko częściowe i chwilowe sukcesy. Nie ma powrotu do społeczeństwa, w którym władze kościelne dyktowały prawa i zasady moralne.

Słowo na zakończenie

Twierdzenie, że nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż katolicka, jest propagandowym kłamstwem. Świecka etyka i polityka praw człowieka istnieje realnie; PiS, Kościół i kościelni fundamentaliści muszą się z nią liczyć. Czasy dominacji Kościoła w dziedzinie etyki i wartości dawno minęły.

Od epoki Oświecenia Kościół utracił w tych dziedzinach, a także w innych, inicjatywę. Cofa się, próbuje się dostosowywać, ale nie tworzy nowych wartości. Broni starożytnych wierzeń i mitów, którym brak wiarygodności. W najlepszym wypadku poprzestaje na głoszeniu, że chce, by ludzie byli uczciwi i dobrzy. Ale do tego nie jest potrzebna żadna religia ani Bóg.

Nakazy takie jak: bądź uczciwy, nie kradnij, nie rabuj, nie morduj, pomagaj potrzebującym, bądź przyjazny ludziom, to są zasady uniwersalne, starsze niż religie i niezależne od religii. Człowiek nie musi się tych zasad uczyć na lekcjach religii, uczy się ich w rodzinie, szkole i praktycznie w życiu społecznym. Nie trzeba korzystać z nauk kościelnych, by wiedzieć, że kradzież jest czymś złym.

W Polsce, tak jak w krajach zachodnich, zamiast etyki kościelnej wystarczy etyka praw człowieka, powszechne zasady etyczne (nie kradnij, pomagaj potrzebującym itp.) oraz zdrowy rozsądek. Zresztą w Polsce i tak większość ludzi nie kieruje się zasadami i naukami Kościoła. To, czy ktoś postępuje etycznie lub nieetycznie, nie zależy od tego, czy jest wierzącym katolikiem. Zaś społeczność księży sama nie potrafiła i nie potrafi leczyć się z błędów i wypaczeń. Za to skrupulatnie ukrywa zło we własnych szeregach.

Widać też, że w niereligijnych krajach Europy zachodniej żyje się przyjemniej niż w krajach religijnych. Akty terroryzmu są dziś dziełem przede wszystkim religijnych fanatyków.Alvert Jann

………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.  Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Złe skutki lekcji religii (część 1)”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii

Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Chrześcijaństwo obłędu” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

„Lekcje religii w szkołach wyższych” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Argumenty przeciw istnieniu Boga. Komentarz do podręczników religii” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/argumenty-przeciw-istnieniu-boga-komentarz-podrecznikow-religii/

Kim jest Bóg?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

…………………………………………………………………………..

Alvert Jann: „Rozwody kościelne”

W Kościele katolickim uznano w starożytności, że małżeństwo kościelne w żaden sposób nie może być rozwiązane. Rozwodów nie ma. Ale na wszystko są sposoby. Sąd kościelny może stwierdzić nieważność małżeństwa. Możliwości są tak duże, że należy mówić o rozwodach kościelnych.

Mógłby z tego być wielki biznes, gdyby wierni częściej wnosili do sądów kościelnych o stwierdzenie nieważności. W katolickich uczelniach i wydziałach nakształcono sporo prawników od prawa kościelnego (tzw. prawa kanonicznego). Ludzie ci muszą z czegoś żyć, szkoda żeby ich kwalifikacje się marnowały. Kancelarii adwokackich z odpowiednimi uprawnieniami mogłoby być więcej. Księża też powinni mieć jakieś intratne zajęcie, nie mogą żywić się pyłkiem kwiatowym i jeździć tylko rowerem. A zasiadanie w sądzie kościelnym powinno być godziwie wynagradzane.

Ale spraw o stwierdzenie nieważności wpływa tylko około 5 tysięcy rocznie. Zaś sądy państwowe orzekają rocznie ponad 50 tys. rozwodów cywilnych. Większość rozwodzących się to katolicy, którzy wzięli ślub kościelny. Prosta analiza biznesowa wskazuje, że istnieje tu olbrzymi potencjał rozwojowy. Gdyby wpływało więcej spraw do sądów kościelnych, mogłyby powstawać start-upy, dobrze prosperujące nowe kancelarie adwokackie. Bez tego prawnikom od prawa kanonicznego grozi bezrobocie. Będą musieli się wziąć za jakąś inną pracę. A myśleli, że ukończą prawo kanoniczne i będą żyć lekko z Kościoła i religii.

Widać jednak, że wierni gwiżdżą na sądy kościelne. Biorą rozwód cywilny, zawierają nowe małżeństwo cywilne, a o stwierdzenie nieważności kościelnego nie wnoszą.

Nietrudno zauważyć, że jest na to rada. Trzeba wiernym mocniej uświadamiać, że trwale żyją w grzechu cudzołóstwa, cudzołożą. Zawarcie i konsumowanie nowego małżeństwa cywilnego jest bowiem według Kościoła grzechem cudzołóstwa i tacy wierni nie mogą przyjmować komunii świętej, chyba że przestaną małżeństwo konsumować, będą żyć z poszanowaniem seksualnej abstynencji. Zdarza się to raczej rzadko.

Trzeba by też poluzować jeszcze bardziej kryteria stwierdzania nieważności małżeństwa oraz pouczać, żeby wierni korzystali z odpowiednich kancelarii adwokackich.

Wprawdzie obecnie w zdecydowanej większości spraw sądy kościelne orzekają stwierdzenie nieważności małżeństwa i większość delikwentów jest zadowolona – ale mogłoby być lepiej, np. 99,7%.

Po tym wstępie, nieco humorystycznym, potraktujmy sprawę zupełnie poważnie.

1. U protestantów

W wielu kościołach protestanckich sprawa rozwodów pozostawiona jest sądom państwowym. O ile sąd państwowy orzeknie rozwód, w kościele jest on uznawany, a rozwiedzeni małżonkowie mogą zawrzeć nowe małżeństwo kościelne. Np. w katechizmie Zjednoczonego Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Niemiec (to największy kościół protestancki w Niemczech) można przeczytać: „Małżeństwo stanowi dobry Boży początek, ale jest ono przeżywane w niedoskonałości ziemskiego życia. Chociaż więc rozwód z zasady jest przeciwny woli Boga, to w pojedynczych przypadkach trwanie we wszystkich uwarunkowaniach niedobrego związku małżonków może okazać się wielką szkodą dla ich ciała i duszy”. Kościół ten honoruje rozwody orzeczone przez sądy państwowe i nie wyklucza możliwości ponownego zawarcia małżeństwa przez osoby rozwiedzione. Podobnie jest w innych kościołach ewangelickich, w tym w Kościele Ewangelicko-Augsburskim (luterańskim) w Polsce.

Kościoły protestanckie powołują się na te same fragmenty Pisma Świętego i słowa Jezusa, co Kościół katolicki, ale wyciągają z nich odmienne wnioski praktyczne. Nie można powiedzieć, że popełniają błąd i że tylko katolicka interpretacja jest prawdziwa. Z obiektywnego punktu widzenia można stwierdzić, że Pismo Święte nie przesądza, jak wyglądać mają sprawy rozwodów. Zawiera zapisy zwięzłe i niejasne, powstało w odległej epoce, w określonym kontekście historycznym, który dziś trudno ustalić i uwzględniać. Sens poszczególnych wypowiedzi, nawet znaczenie poszczególnych słów, jest wręcz niemożliwe do bliższego ustalenia. Natomiast poszczególne kościoły skłonne są postępować w myśl przysłowia: „Każda pliszka swój ogonek chwali”. Bardzo to ludzkie.

Wykluczenie rozwodów nie ma dostatecznego uzasadnienia w Piśmie Świętym. Raczej przeciwnie. Więcej przemawia za protestantami.

2. Co mówi Pismo Święte i Jezus?

Zarówno kościoły protestanckie, jak i Kościół katolicki, powołują się na te same fragmenty Pisma Świętego i słowa Jezusa. Przyjrzyjmy się, oto one.

W Starym Testamencie, w „Księdze rodzaju” czytamy, że po stworzeniu świata Bóg stworzył mężczyznę i kobietę i złączył tak ściśle, jakby byli jednym ciałem: „Stworzył więc Bóg (…) mężczyznę i niewiastę”. Niewiastę ulepił – jak jest to opisane – z ciała mężczyzny. „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 1,27; 2,24).

Ale oto po wiekach Bóg przekazuje Izraelitom za pośrednictwem Mojżesza następujące prawo (to tzw. prawo mojżeszowe): „Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz nie będzie jej darzył życzliwością, gdyż znalazł u niej coś odrażającego (erwat dawar), napisze jej list rozwodowy (get), wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie” (Pwt 24,1). Są duże trudności z ustaleniem, jak prawo to było rozumiane. Nie wiadomo, co znaczą słowa „erwat dawar”. Pojawiają się różne interpretacje. Księga pochodzi być może z VII w. starej ery. Trudno dociec, jak rozumiano wówczas treść tego prawa. W judaizmie w czasach Jezusa, a i obecnie, uważano, że zezwala ono mężczyznom dość swobodnie na rozwód.

Można domniemywać, że zapis w „Księdze rodzaju” dotyczył ludzi w raju i mówi, że pierwotnym zamysłem Boga było małżeństwo nierozerwalne. Zaś prawo przekazane Mojżeszowi dotyczyło ludzi już grubo po wygnaniu z raju, kiedy to stali się krnąbrni i grzeszni. Oznaczałoby to, że Bóg dopuszcza rozwody, chociaż kłócą się z jego pierwotnym zamysłem. Odpowiada to sposobowi, w jaki widzą rozwody protestanci.

Interpretację taką potwierdzają słowa Jezusa. Jezus nie odrzuca wymienionego wyżej prawa mojżeszowego. Oto scena z Nowego Testamentu, najpełniej przedstawiona w ewangelii św. Mateusza.

Faryzeusze (członkowie jednego z żydowskich ugrupowań religijnych), odnoszący się do Jezusa nieprzychylnie, pytają go prowokacyjnie:

„«Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On odpowiedział: «Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela». Odparli Mu: «Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?» Odpowiedział im: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku (tj. w pierwotnym zamyśle Boga – AJ) tak nie było” (Mt 19,6-9).

Jak rozumieć słowa Jezusa?

Jezus mówi, że małżonkowie nie powinni „rozdzielać” małżeństwa. Ustanawia powinność, normę moralną, przykazanie. Mamy wyraźnie powiedziane: „niech nie rozdziela”, bo jest to niezgodne z pierwotnym zamysłem Boga.

Ale Jezus mówi też, że Mojżesz pozwolił oddalać żony z powodu „zatwardziałości serc”, z powodu grzesznego charakteru ludzi. I Jezus nie odrzuca mojżeszowego prawa do rozwodu (a jest to prawo pochodzące od Boga, które Mojżesz tylko przekazuje).

Rzecz jest więc skomplikowana, ale daje się zrozumieć. Oto mamy przykazanie: Nie będziesz się rozwodził. Ale w ostateczności, jeżeli już małżeństwo jest beznadziejnie chore, Bóg pozwolił na rozwód.

Interpretację tę potwierdzają słowa Jezusa finalizujące dyskusję z faryzeuszami. Szczególnie stanowczo brzmią one w ewangelii Łukasza: „Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo; i kto oddaloną przez męża bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo” (Łk 16,18). U Mateusza jest nieco inaczej: „Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo” (Mt 19,3-9).

Zdania te są różnie interpretowana. Ale spójrzmy, co Jezus rzeczywiście w tym zdaniu mówi. A mówi, że każde powtórne małżeństwo jest grzechem cudzołóstwa (wstawka „w przypadku nierządu”, różnie interpretowana, zdaje się dotyczyć sytuacji, kiedy to po ślubie mąż stwierdza, że żona nie była dziewicą, chociaż powinna – wtedy jej oddalenie jest według Jezusa całkowicie usprawiedliwione).

Ale jednocześnie, jak wynika z wcześniejszych wypowiedzi Jezusa, dopuszczał on – wzorem prawa mojżeszowego – rozwód w szczególnych sytuacjach ze względu na „zatwardziałość serc”, tj. krnąbrność i grzeszność ludzi.

Co wobec tego?

Powszechnie wiadomo, że małżonkowie czasami rozdzielają się. W świetle słów Jezusa można co najwyżej powiedzieć, że popełniają grzech. Nie oznacza to jednak, że Kościół jest zobowiązany nie uznawać faktu rozdzielania się małżeństw, czyli rozwodów. Raczej przeciwnie, powinien rozwody uznawać. Tak właśnie zapatrują się na rozwody protestanci. I w duchu ewangelicznym skorzy są przypuszczać, że Bóg może wybaczyć rozwód. Uważają też, że dla wyprostowania krętych ścieżek ludzkiego życia, powinno się zezwalać na zawieranie nowych małżeństw przez rozwodników.

Władze Kościoła katolickiego głoszą coś innego. Od wieków stoją na stanowisku nieuznawania rozwodów. W katechizmie czytamy:Dopóki żyje prawowity współmałżonek, zawarcie powtórnego związku przez rozwiedzionych sprzeciwia się zmysłowi i prawu Bożemu, jak tego nauczał Chrystus” (pkt 1665).

Można domniemywać, że Luter i protestanci, reformując od XVI w. kościelne nauczanie, spojrzeli na małżeństwo trzeźwiej. Widzieli, że kurczowe trzymanie się zasady niedopuszczania rozwodów przynosi więcej złego niż dobrego. Podobnie jak celibat księży oraz stworzenie w Kościele kasty kapłanów. Dostrzegli też, że słowa Jezusa nie wykluczają rozwodów.

Osobiście powiedziałbym, że najlepiej w ogóle nie zawierać ślubów kościelnych. A na podstawie tzw. zdrowego rozsądku wiadomo, że czasami rozwód jest wskazany.

3. W judaizmie

Judaizm dopuszczał i dopuszcza rozwody w dość szerokim zakresie.

Biblijną podstawę rozwodów są w judaizmie te same fragment Starego Testamentu, o których dyskutował z faryzeuszami Jezus. Największe znaczenie ma krótki zapis w „Księdze powtórzonego prawa”: „Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz nie będzie jej darzył życzliwością, gdyż znalazł u niej coś odrażającego (erwat dawar), napisze jej list rozwodowy (get), wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie” (Pwt 24,1). Owo „erwat dawar” bywa różnie tłumaczone. Np. w przekładzie rabina Izaaka Cylkowa z 1883 r. jest to „coś sprośnego” (Tora. Kraków: Wydawnictwo Austeria 2010).

Rabini poświęcali dużo uwagi ustalaniu, jakie to odrażające sprawy mogą być podstawą rozwodu. I udzielali różnych odpowiedzi. W rezultacie szczegółowe procedury i warunki udzielania rozwodu były różne w zależności od epoki, kraju i gminy żydowskiej.

Powszechnie o rozwodzie decydował religijny sąd rabinacki, przed którym spisywano „list rozwodowy” (get), potwierdzany przez świadków. Sąd kierował się zasadami uznanymi w gminie żydowskiej.

Stary Testament przyjęto za podstawę prawa regulującego sprawy rozwodów we współczesnym Izraelu. Więc w Izraelu rozwody są. Problemem jest co innego. Po pierwsze, ewidentne uprzywilejowanie mężczyzn i dyskryminacja kobiet (Stary Testament zezwala na rozwód dość swobodnie mężczyznom, ale nie kobietom).

Po drugie, sprawy małżeństw i rozwodów pozostają w gestii sądów religijnych, które stosują stare ortodoksyjne prawa judaistyczne (wyznawcy innych religii, mieszkający w Izraelu, mają własne sądy religijne). To archaizm. W Izraelu nie ma więc małżeństw i rozwodów cywilnych. Nie można też zawrzeć małżeństwa międzywyznaniowego. Sposobem na obejście tego zakazu jest zawarcie małżeństwa w innym państwie.

Dyskryminacja kobiet jest ewidentna. Rozwód wymaga zgody męża, ale nie żony. Według frazeologii biblijnej, rozwód wymaga wręczenia „listu rozwodowego” żonie przez męża – odwrotna sytuacja jest niemożliwa.

Stworzyło to w Izraelu poważny problem kobiet, które – mimo całkowitego rozpadu małżeństwa i wieloletniej separacji – nie mogą uzyskać rozwodu, gdy mąż odmawia im listu rozwodowego. Nie mogą one zawrzeć ponownego małżeństwa. Wprawdzie sądy rabinackie mają pewne środki nacisku na opornego małżonka, ale używają ich rzadko; często środki te są nieskuteczne.

Izraelskie feministki dzielnie walczą o zmianę prawa małżeńskiego, ale bezskutecznie. Światowy rozgłos zyskał film „Viviane chce się rozwieść” z 2014 r.

4. Małżeństwo sakramentalne

Małżeństwu nadano w Kościele katolickim charakter sakramentu, świętości najwyższej rangi ustanowionej przez Boga. W katechizmie czytamy: „przymierze małżeńskie (…) zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu” (pkt 1601).

W rozumieniu teologii kościelnej oznacza to, że władze Kościoła nie mogą zmienić jego głównych zasad, np. nie mogą wprowadzić rozwodów. Sakramenty są w mocy Boga.

Prawo kościelne (tzw. prawo kanoniczne) jednoznacznie stwierdza: „Małżeństwo zawarte i dopełnione nie może być rozwiązane żadną ludzką władzą i z żadnej przyczyny, oprócz śmierci” (kanon 1141). W katechizmie czytamy: Dopóki żyje prawowity współmałżonek, zawarcie powtórnego związku przez rozwiedzionych sprzeciwia się zmysłowi i prawu Bożemu, jak tego nauczał Chrystus” (pkt 1665).

Sakramentalność małżeństwa jest często przytaczana jako główny argument przeciw dopuszczeniu rozwodów. Teolodzy twierdzą, że z woli Jezusa małżeństwo jest sakramentem i jest nierozerwalne. Zaś Kościół nie ma żadnej władzy, by zmieniać istotne treści sakramentów.

W kościołach protestanckich małżeństwo nie jest uznawane za sakrament. Najczęściej uznawane są tylko dwa sakramenty: chrzest i eucharystia/komunia.

Natomiast w Kościele katolickim przyjęto siedem sakramentów: chrzest, bierzmowanie, eucharystia (komunia święta), pokuta, namaszczenie chorych, święcenia kapłańskie, małżeństwo.

Wprowadzenie „sakramentów”, firmowanych przez władze kościelne, miało na celu usztywnienie, utrwalenie i ujednolicenie zasad obowiązujących w Kościele katolickim. Miało i ma zapobiegać zmianom. Podobną rolę pełni pojęcie „dogmatów”. Małżeństwo zostało uznane za sakrament właśnie po to, by utrwalić zasadę nierozerwalności małżeństwa i wykluczyć rozwody.

Pojęcie sakramentu jest dalekie od jakiejkolwiek jasności. Nie ma kryteriów pozwalających ustalić, co i dlaczego jest albo nie jest sakramentem. Zwykle podaje się, że jest to widzialny znak łaski bożej, a w sakramentach obecny jest Chrystus. Trudno jednak uznać, że wyjaśnia to cokolwiek. W praktyce sakramenty ustalają dowolnie władze kościelne.

Początkowo w chrześcijaństwie nie było sakramentów. Ich ustalanie trwało wieki. W Kościele katolickim zestaw obowiązujących sakramentów – w ilości siedmiu – ustalił się w XII w. Ostatecznie potwierdził je, w postaci obowiązującej do dziś, Sobór Trydencki w połowie XVI w. Potwierdzona została też katolicka doktryna dotycząca małżeństwa, akcentująca jego sakramentalność i nierozerwalność, wykluczająca rozwody. Sobór był zwrócony głównie przeciw protestantom. Odegrał on olbrzymią rolę w skostnieniu, „zabetonowaniu” kościelnej doktryny i wierzeń.

Czy sakramentalność małżeństwa to rzeczywiście poważny argument przeciw rozwodom? Nie, to argument pozorny.

Po pierwsze, pojęcie sakramentu to religijna fikcja. Jak pisałem, nie ma elementarnej jasności, co i dlaczego jest albo nie jest sakramentem. Wyjaśnianie, że sakrament jest znakiem łaski bożej i oznacza obecność Chrystusa, nie ma żadnego realnego, dającego się stwierdzić znaczenia.

Po drugie, nawet uznając pojęcie sakramentu, nie ma podstaw, by za ustanowiony przez Jezusa sakrament uznać małżeństwo. Z Nowego Testamentu dowiadujemy się, że Jezus tylko przelotnie wypowiadał się na temat małżeństwa, w szczególności zagadnięty przez faryzeuszy. To za mało, by twierdzić, że – jak mówi katechizm – małżeństwo zostało „podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu”. Dla protestantów małżeństwo nie jest sakramentem. Powiem tylko w największym skrócie, że dla teologów protestanckich małżeństwo i rozwód to instytucje świeckie, chociaż mają też znaczenie religijne. Natomiast sakramenty to jakości istotne dla zbawienia. Małżeństwo nie ma cech sakramentu.

Po trzecie, nawet uznając małżeństwo za sakrament, można uznawać rozwody. Otóż w dokumentach kościelnych stwierdza się, że Kościół może wprowadzać pewne zmiany dotyczące sakramentów, o ile nie obejmują one istoty sakramentu. Analiza teologiczna wskazuje, że istotą małżeństwa jest złączenie małżonków. Natomiast nierozdzielność jest religijną powinnością, mocnym zaleceniem, tym, co jest pożądane. Ale jak wcześniej wskazywałem, według Pisma Świętego Bóg i Jezus dopuszczali rozwód w szczególnych okolicznościach (Jezus mówił, że ze względu na „zatwardziałość serc” ludzkich).

Prowadzi to do wniosku, że władze Kościoła mogą zmienić obowiązujące obecnie prawo kościelne, które nie dopuszcza rozwodów. Mogą dokonać zmiany w treści sakramentu małżeństwa oraz dopuścić rozwody i zezwolić na zawarcie nowego małżeństwa kościelnego.

Władze Kościoła katolickiego wolą jednak wykluczać rozwody i brnąć w bagnisty teren, jakim jest naciągane stwierdzanie nieważności małżeństwa. Kłoci się to z elementarnym poczuciem przyzwoitości i kompromituje sądy kościelne.

5. „Rozwody” w Kościele katolickim

Doktryna i prawo obowiązujące w Kościele katolickim (tzw. prawo kanoniczne) nie przewidują czegoś takiego jak rozwód. Natomiast sąd kościelny może stwierdzić nieważność małżeństwa. Jest to, inaczej mówiąc, stwierdzenie, że małżeństwo nie zostało zawarte w sposób prawidłowy, a więc nie zaistniało. Prawo kanoniczne jest jednak tak skonstruowane i tak dziurawe, że w rzeczywistości mamy do czynienia z rozwodami, tylko inaczej nazwanymi. Potoczna nazwa „rozwód kościelny” jest jak najbardziej uzasadniona.

Głośne stają się przypadki, kiedy np. sąd kościelny stwierdza nieważność małżeństwa po dwudziestu latach od ślubu i spłodzeniu kilkorga dzieci, albo kilkakrotnie w przypadku tej samej osoby.

Władze Kościoła wolą jednak utrzymywać fikcję prawną i teologiczną, niż uznać rozwody.

Nie budzi wątpliwości, jeżeli stwierdza się nieważność małżeństwa z takich powodów jak równoczesne pozostawanie w innym związku małżeńskim (bigamia) czy ewidentny przymus. Także sądy państwowe przewidują unieważnienie małżeństwa cywilnego, a nie tylko rozwód. Rzecz jednak w tym, że sądy kościelne orzekają stwierdzenie nieważności małżeństwa także wtedy, kiedy należałoby mówić o rozwodzie. W Kościele mamy dwa w jednym: rozwody nie są w ogóle orzekane, zaś pod nazwą „stwierdzania nieważności małżeństwa” kryją się zarówno unieważnienia małżeństwa, jak i rozwody.

Ale wadą jest przede wszystkim co innego. Sądy kościelne stwierdzają nieważność małżeństwa z bardzo wątpliwych przyczyn, zaś nie biorą pod uwagę przyczyn bardzo ważnych. Np. sąd kościelny nie stwierdza nieważności, jeżeli małżonkowie zerwali ze sobą kontakt i pozostają w innych związkach nieformalnych lub małżeńskich. Natomiast stwierdza nieważność, jeżeli co najmniej jedna ze stron, zawierając małżeństwo, nie wykluczała rozwodu (np. rodzina zezna, że kobieta miała wątpliwości, czy zawrzeć małżeństwo, ale mówiła, że „w razie czego to wezmę rozwód”).

Na jakiej podstawie sąd kościelny może stwierdzić nieważność małżeństwa?

Według prawa kanonicznego sakramentu małżeństwa nie może przyjąć osoba, która nie uznaje jakiegokolwiek z jego elementów (kanon 1101). Idzie tu np. o nierozerwalność małżeństwa, wierność małżeńską i gotowość do posiadania dzieci. Jeżeli więc ktoś zawiera ślub kościelny, ale nie akceptuje wszystkich związanych z nim kościelnych zasad, małżeństwo zawarte zostało nieważnie. Oznacza to też, że złożył przysięgę nieszczerze. Sąd kościelny uznaje wobec tego, że małżeństwo w ogóle nie zaistniało.

Kilka przykładów.

W Kościele uważa się, że gotowość do posiadania dzieci jest niezbędnym atrybutem małżeństwa. Sąd kościelny może stwierdzić nieważność małżeństwa, jeżeli jedna lub obie strony, zawierając małżeństwo, od samego początku nie chciały mieć dzieci (nie idzie o bezpłodność). Jeżeli z czasem wynikł z tego w małżeństwie konflikt, to można wnieść o stwierdzenie jego nieważności i sąd może się na to zgodzić.

Sąd może stwierdzić nieważność małżeństwa w przypadku, kiedy biorąc ślub jedna lub obie strony nie zamierzały dochować wierności małżeńskiej. Mogły ten zamiar ukrywać, albo mogły powiedzieć o tym przyszłemu małżonkowi. Oznacza to jednak, że biorąc ślub złożyły fałszywą przysięgę, mówi się w niej bowiem, że dochowa się wierności małżeńskiej. O ile się uwiarygodni tak niecny zamiar, sąd kościelny może stwierdzić nieważność małżeństwa.

Co ciekawe, według prawa kanonicznego małżeństwo w ogóle nie zaistniało, chociaż para żyła wspólnie przez lata, jeżeli w momencie jego zawierania któreś z małżonków zamierzało nie mieć dzieci lub nie dochowywać wierności. Wygląda to na kabaret kościelny.

Wątpliwych i zawiłych sytuacji jest dużo więcej. Tytułem do stwierdzenia nieważności małżeństwa może być dla sądu kościelnego zawarcie małżeństwa pod wpływem bojaźni i nacisków (np. jeżeli dziewczyna zaszła w przedmałżeńską ciążę, zawarła małżeństwo, ale później decyduje się na rozwód). Sprawa sensownie kwalifikuje się jako rozwodowa. Ale sąd kościelny stosuje swoje teologiczne koncepcje i prawo kanoniczne, co ma istotne konsekwencje.

Stwierdzanie nieważności małżeństwa przez sąd kościelny jest tak dziwaczne, że nasuwa się jeden tylko wniosek. Zdecydowanie lepiej by było, gdyby Kościół katolicki, wzorem kościołów protestanckich, pozostawił sprawy rozwodów sądom państwowym. Największe dziwactwo, a właściwie absurd, to orzekanie stwierdzenia nieważności małżeństwa przede wszystkim na podstawie dociekań, jakie były intencje delikwentów w momencie zawierania małżeństwa. Natomiast nie stwierdza się nieważności na tej podstawie, że małżeństwo rozpadło się całkowicie i trwale. Kościół utrzymuje fikcję, małżeństwa, które nie istnieją realnie. Widocznie władze Kościoła przywykły do tolerowania i głoszenia fikcji.

Nie namawiam tu do zmiany prawa kanonicznego ani do występowania o uznanie nieważności nie istniejącego realnie małżeństwa. Nasuwa się tylko jedna sensowna rada: Nie zawierajcie małżeństw w Kościele.

6. Na zakończenie

Olbrzymia większość Polaków, w tym katolików, akceptuje rozwody. Uznaje więc poglądy niezgodne z nauczaniem Kościoła. Sondaże na ten temat są prowadzone od wielu lat i wskazują na stopniowy wzrost akceptacji rozwodów. Według sondażu z 2018 r. rozwody akceptuje aż 84% Polaków (link na końcu).

Oto dokładniejsze wyniki.

Pytanie: Jaki, ogólnie rzecz biorąc, jest Pana(i) stosunek do rozwodów?

1. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem rozwodów, bez względu na sytuację – 12%

2. Nie popieram rozwodów, ale dopuszczam je w pewnych sytuacjach – 52%

3. Jestem zwolennikiem rozwodów, uważam, że jeśli oboje małżonkowie zdecydują się na rozwód, nie powinni mieć ku temu żadnych przeszkód – 32%

4. Mam inne zdanie na ten temat – 2%

5. Trudno powiedzieć – 2%

Łącznie akceptujący rozwody – 84%

Alvert Jann

…………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Co to jest płeć kulturowa (gender)?” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/co-to-jest-plec-kulturowa/

Gender i kapłaństwo kobiet” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gender-i-kaplanstwo-kobiet/

Władze Kościoła kontra wierni: Małżeństwa homoseksualne” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wladze-kosciola-kontra-wierni-malzenstwa-homoseksualne/

Kara śmierci a Kościół katolicki i Jan Paweł II” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/kara-smierci-a-kosciol-katolicki-i-jan-pawel-ii/

………………………………………

Linki do cytowanych źródeł:

Stary i Nowy Testament cytuję za Biblią Tysiąclecia (Wydawnictwo Pallottinum) – http://biblia.deon.pl/

Katechizm Kościoła Katolickiego http://www.katechizm.opoka.org.pl/

Kodeks prawa kanonicznego http://www.katolicki.net/ftp/kodeks_prawa_kanonicznego.pdf

CBOS. Stosunek Polaków do rozwodów – https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2019/K_007_19.PDF

…………………………………………………………………..

Ćwiczenia z ateizmu. Część 31 „Życie w kłamstwie. Złe skutki lekcji religii, cz. 2.”

child mini-1044177_960_720Jednym ze skutków religii jest, najkrócej mówiąc, życie w kłamstwie. Na czym polega? „Prawdy wiary”, których naucza Kościół, są – najdelikatniej mówiąc – niewiarygodne. Katolicy wierzą w kłamstwa. Jeżeli w kłamstwa się wierzy, to jest się okłamanym i w kłamstwie się żyje.

Autorzy „Pisma Świętego”, na które powołuje się Kościół, dokładali starań, by to co piszą przedstawić jako głos Boga. Np. Mojżesz miał otrzymywać polecenia i zasady prawa bezpośrednio od Boga. Biblijni prorocy głoszą to, co mieli usłyszeć od Boga. Trzeba okazać bezgraniczną łatwowierność, by uwierzyć, że to prawda. Widać wyraźnie, że autorzy spisujący święte księgi dopuszczają się oszustwa. Postępują w myśl zasady, że ciemny lud wszystko kupi.

Władze kościelne postępują podobnie. Powołują się na boże objawienie, które według nich zawierają księgi Starego i Nowego Testamentu. Mamy ciekawą sytuację. Nie dość, że starożytne księgi zostały oszukańczo spreparowane, to jeszcze Kościół twierdzi, że rzeczywiście zawierają boże objawienie. Nie ma na to jakichkolwiek dowodów, argumentów, uzasadnień. Wszystko wskazuje, że to szyte grubymi nićmi kłamstwo. Dlatego wierzyć w to, czego naucza Kościół, to żyć w kłamstwie.

Skupiam tu uwagę na Kościele katolickim, odgrywającym w Polsce największą rolę, ale inne kościoły i religie mają tę samą skazę.

* * *

„Pismo Święte”, tak jak mitologia grecka, zawiera pewne historyczne i geograficzne fakty. Ale jest tam mnóstwo zmyśleń.

Mojżesz co i rusz rozmawia z Bogiem, a następnie obwieszcza bożą wolę Izraelitom. Np. Bóg polecił Mojżeszowi wyprowadzić Izraelitów z Egiptu: „Pan mówił: «Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców, znam więc jego uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z ręki Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód” (Wj 3, 7-8). Według Biblii Bóg kazał Mojżeszowi ogłosić, że zawarł z Izraelitami przymierze. W ten sposób Izraelici dowiedzieli się, że są narodem wybranym.

Można zrozumieć, że Mojżesz i autorzy Biblii, powołując się na Boga, chcieli pokrzepić serca Izraelitów, umocnić patriotycznego ducha. Podobny cel przyświecał Sienkiewiczowi, gdy pisał Trylogię. Sienkiewicz raczej nie podpierał się bożym objawieniem. Natomiast autorzy Biblii i Kościół robią to ciągle. Uporczywe i bezpodstawne powoływanie się na boże objawienie ma smak propagandowego kłamstwa.

Czy mamy wierzyć, że Bóg rzeczywiście przekazał Mojżeszowi wszelkie prawa i zasady mające obowiązywać Izraelitów, łącznie z Dekalogiem? A może najzwyczajniej chciano dodać prawom większego autorytetu mówiąc, że pochodzą od Boga?

Także prorocy mówią to, co mieli usłyszeć wprost od Boga. Np. Izajasz, jeden z głównych biblijnych proroków, tak zaczyna: „Niebiosa, słuchajcie, ziemio, nadstaw uszu, bo Pan przemawia” – i następnie cytuje Boga wytykającego Izraelitom niewierność i liczne nieprawości (Iz 1,2-20).

Zwróćmy uwagę, że także dziś niektórzy ludzie słyszą głos Boga. W klinikach psychiatrycznych diagnozuje się to jako schizofrenię. Izajasz albo cierpiał na to schorzenie, albo kłamał, że ma wieści bezpośrednio od Boga. Współcześni teolodzy i biskupi na ogół nie twierdzą, że słyszą głos Boga. Powołują się na objawienie boże zawarte w „Piśmie Świętym” i na „zmysł wiary”, który mają zawdzięczać łasce bożej. Wychodzi na to samo. Albo mają urojenia, albo próbują wprowadzić wiernych w błąd. Zamiast mówić własnym głosem, powołują się na głos Boga.

Boskie pochodzenie ma mieć mitologia religijna podawana przez Kościół do wierzenia. Mówi ona o stworzeniu świata i człowieka przez Boga, o raju i grzechu pierworodnym, przymierzu Boga z Izraelitami, narodzinach Jezusa, który miał być synem Boga-Ojca poczętym przez Ducha Świętego, został ukrzyżowany, zmartwychwstał i przed końcem świata ma sądzić żywych i umarłych. Jest tam też o duszy nieśmiertelnej, zbawieniu i potępieniu, aniołach, szatanie, licznych cudownych wydarzeniach, w tym uzdrowieniach i wskrzeszaniu zmarłych. Itd.

Podsumujmy: Na prawdziwość wierzeń religijnych, także na istnienie Boga, o którym mówią religie, brak jakichkolwiek dowodów, argumentów, uzasadnień. Wszystko wskazuje, że mamy do czynienia z fantazją przedstawianą jako prawda, czyli z kłamstwem. Dlatego wyznawanie jakiejkolwiek religii to nieuchronnie życie w kłamstwie.

* * *

Teolodzy bronią „Pisma Świętego” twierdząc, że nie można go rozumieć dosłownie, literalnie. Są tam – mówią – przenośnie, symbole, trzeba też wziąć pod uwagę, że księgi miały przemówić do ludzi odległych epok.

Jest to nieskuteczna obrona prawdziwości „Pisma Świętego”. Pozwala natomiast przeinaczać jego treść, dowolnie interpretować, usprawiedliwiać absurdy. Gdy jakieś treści są zupełnie nie do obrony, teolodzy mówią, że to przenośnie, symbole. W ten sposób, mimo absurdów i kompromitującej zawartości, Kościół katolicki niezmiennie utrzymuje, że – jak czytamy w katechizmie – księgi Starego i Nowego Testamentu zawierają prawdy objawione przez Boga, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego i „Boga mają za Autora” (Katechizm 105).

Nie dajmy się zwariować, dziś Bóg nie przemawia do papieży i biskupów – i tak samo nie przemawiał wówczas do Mojżesza i proroków. Nic nie objawił i nie objawia.

Moja znajoma, niepokorna teolożka Celestyna twierdzi, że autorzy ksiąg biblijnych znajdowali się pod natchnieniem poetyckim, powstającym pod wpływem wina a nie Ducha Świętego. Daje ono niepohamowaną zdolność zmyślania. Z Biblii wynika niezbicie, że Izraelici spożywali wina bardzo dużo i traktowali jako produkt pierwszej potrzeby. Wyjaśniałoby to, dlaczego w księgach mamy tyle niedorzeczności i słów wzniosłych jednocześnie.

Wrabianie Boga w autorstwo Biblii, jak robi to katechizm Kościoła katolickiego, jest nie fair. Celestyna mówi, że Bóg, gdyby istniał, na pewno nie zgodziłby się ze stanowiskiem Kościoła. Nie potwierdziłby kłamstwa o boskim pochodzeniu treści zawartych w „Piśmie Świętym”. Zważywszy na dziwactwa i niedorzeczności, których tam pełno, trudno byłoby mu się dziwić.

Oto na przykład w Biblii napisano – mówi Celestyna – że Bóg spowodował śmierć czterdziestu dwojga dzieci, bo biblijny prorok Elizeusz przeklął je imieniem Bożym za niemądre wygłupy. A było to tak: „Kiedy (Elizeusz) postępował drogą, mali chłopcy wybiegli z miasta i naśmiewali się z niego wzgardliwie, mówiąc do niego: «Przyjdź no, łysku! Przyjdź no, łysku!» On zaś odwrócił się, spojrzał na nich i przeklął ich w imię Pańskie. Wówczas wypadły z lasu dwa niedźwiedzie i rozszarpały spośród nich czterdzieści dwoje dzieci.” (2Krl 2,23-24).

A oto co Bóg przekazał ludowi swojemu za pośrednictwem Mojżesza: „Jeśli się bić będą mężczyźni, mężczyzna i jego brat, i zbliży się żona jednego z nich i – chcąc wyrwać męża z rąk bijącego – wyciągnie rękę i chwyci go za części wstydliwe, odetniesz jej rękę, nie będzie twe oko miało litości” (Pwt 25,11-12).

Czy to nie głupota przypisywać Bogu coś takiego? – pyta retorycznie Celestyna.

Nie ma też – dodaje – żadnego uzasadnienia przekonanie, że Bóg uznaje Kościół katolicki za swój.

* * *

Wielu ludzi, wychowywanych w religijnych rodzinach, zrywa z religią wchodząc w okres dojrzewania, gdzieś między 12 a 16 rokiem życia. Sam to przeszedłem. Jak napisałem w innym miejscu, stojąc w kościele w tłumie ludzi coraz bardziej miałem poczucie, że uczestniczę w przedziwnym kulcie nieprawdy, fałszu. Dziwiłem się, że ludzie mogą w te zmyślone „prawdy wiary” wierzyć. Wstydziłem się być w kościele, uczestniczyć w kłamstwie. – Alvert Jann

………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. 

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Złe skutki lekcji religii (część 1)” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

„Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Dusza nieśmiertelna i życie po śmierci” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dusza-niesmiertelna-i-zycie-po-smierci/

Jak ks. prof. Heller dowodzi istnienia Boga?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ks-prof-heller-dowodzi-istnienia-boga/

Kościół jest niepotrzebny!” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/kosciol-jest-niepotrzebny/

Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Mit narodu wybranego i przymierza z Bogiem – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/mit-narodu-wybranego-i-przymierza-z-bogiem/

……………………………………………………………………………………….

Ćwiczenia z ateizmu. Część 30 „Czytanie Pisma Świętego”

married-23778_960_720Oto co Bóg przekazał ludowi swojemu za pośrednictwem Mojżesza: Jeśli się bić będą mężczyźni, mężczyzna i jego brat, i zbliży się żona jednego z nich i – chcąc wyrwać męża z rąk bijącego – wyciągnie rękę i chwyci go za części wstydliwe, odetniesz jej rękę, nie będzie twe oko miało litości” (Pwt 25,11-12).

Co to za Bóg, który wymyśla tak dziwaczne i okrutne prawa? Czy komuś mądremu i sprawiedliwemu mogło przyjść do głowy tak niemądre i niesprawiedliwe prawo? A może to tylko przenośnia i wcale nie idzie o obcinanie żonie ręki, bo ratując męża przed napastnikiem chwyciła go za części wstydliwe?

Za dużo tych przenośni, teolodzy dowolnie sugerują, co jest a co nie jest przenośnią.

Ponadto z przenośniami trzeba uważać, bo same z siebie mogą być jak walenie obuchem w łeb. Słyszałem, że potop, za pomocą którego Bóg miał wytępić wszystkich ludzi i zwierzęta (z wyjątkiem nielicznych osobników uratowanych w arce) to tylko przenośnia. Czego przenośnia? Bożej miłości, sprawiedliwości, czy okrucieństwa? To jakaś głupota, a nie przenośnia. Jeżeli autorzy Biblii chcieli postraszyć grzeszników i wymyślili taką przenośnię, to dali złe świadectwo o sobie. Jeżeli uznamy, że Bóg ich do tego natchnął, to źle świadczy o Bogu.

Absurdów zawartych w Piśmie Świętym nie da się usprawiedliwić żadnymi pokrętnymi wyjaśnieniami.

Niedorzeczność powyższego prawa kontrastuje z tym, co o Piśmie Świętym mówi Katechizm: „Prawdy przez Boga objawione, które są zawarte i wyrażone w Piśmie świętym, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego. Święta Matka Kościół uważa, na podstawie wiary apostolskiej, księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości, ze wszystkimi ich częściami za święte i kanoniczne, dlatego że, spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, Boga mają za Autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane” (KKK 105).

Co wobec tego? Trzeba uczciwie powiedzieć, że Pismo Święte nie zawiera żadnego bożego objawienia. Zostało spisane ok. 2-3 tys. lat temu na użytek starożytnych Izraelitów i ówczesnych wyznawców Jezusa Chrystusa. Zawiera pewne fakty historyczne i geograficzne, ale przede wszystkim mamy tam masę zmyśleń, religijną mitologię i nonsensy. – Alvert Jann

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów.

O Biblii piszę w: „Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Złe skutki lekcji religii”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii/  

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/  

Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/  

Podręczniki do religii. Co wyjaśnia teologia?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/

Ćwiczenia z ateizmu. Część 29: „Złe skutki lekcji religii, cz. 1.”

smiley-1171432_960_720Rodzice często sądzą, że na lekcjach religii dzieci uczą się czegoś dobrego i pożytecznego, uczciwości, zasad moralnych. Mówi się też, że dobrze, by dziecko poznało religię. Rzecz w tym, że na lekcjach religii uczniowie nie otrzymują żadnej wartościowej wiedzy religijnej. Katecheci nauczają biblijnych mitów i religijnych dogmatów, absurdów jak ten, że cierpienia i śmiertelność ludzi to skutek grzechu pierworodnego. Starożytne mity sprzed 2-3 tys. lat podają jako „prawdy wiary”. Nie ma w tym nic dobrego.

Słyszy się czasami, że religia sprzyja prawidłowemu rozwojowi psychicznemu dzieci i młodzieży. To nieprawda. Religia nie jest potrzebna do właściwego rozwoju psychicznego. To, czego dzieci i młodzież uczą się na lekcjach religii, to starożytne wierzenia i mity. Nie są one potrzebne współczesnemu człowiekowi. 

Dziecko uczy się norm moralnych i wszystkiego, co potrzebne do życia, w rodzinie, szkole, otoczeniu rówieśniczym i społecznym. Nie jest do tego potrzebna religia. Nie są do tego potrzebne żadne religijne mity o Bogu, aniołach, szatanach, grzechu pierworodnym, objawieniu, duszy nieśmiertelnej, życiu wiecznym, zbawieniu, potępieniu i Jezusie Chrystusie, który umarł na krzyżu, zmartwychwstał i przed końcem świata będzie sądzić żywych i umarłych. 

Wiedza o Biblii i wierzeniach chrześcijańskich jest potrzebna jedynie jako część ogólnego wykształcenia, podobnie jak wiedza o Iliadzie i mitologii greckiej. Nie jest potrzebna jako przedmiot wiary.

W kościelnych programach nauczania religii mówi się wprost, że celem jest katecheza, nauczanie wierzeń katolickich i wychowanie katolików posłusznych władzom kościelnym. Czytając programy i podręczniki widać wyraźnie, że jest to cel jedyny.

Na końcu zamieszczam dwie katechezy, z pięciu przewidzianych na styczeń, z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele” (Wydawnictwo WAM – Księża Jezuici, Kraków 2012, płyta CD; do płyty dołączony jest notes ucznia zawierający z reguły skróconą wersję tekstu z płyty).

* * *

Nauczanie religii wywiera pod wieloma względami negatywny wpływ na osobowość dzieci i młodzieży, z czego na ogół nie zdajemy sobie sprawy. Powiem o kilku sprawach.

devil-32429_960_720Poczucie lęku

Mówi się, że religia daje wsparcie psychiczne, ale to półprawda. Religia rodzi też poczucie lęku przed Bogiem i – nie śmiejmy się – szatanem, piekłem i nadprzyrodzonym światem duchów. W przypadku bardziej wrażliwych dzieci może być ono bardzo silne i utrzymywać się w dorosłym życiu.

Wzbudzenie lęku przed Bogiem i potępieniem jest jednym z podstawowych celów religii. Ma to miejsce także współcześnie w kościelnym nauczaniu i w treści podręczników. Aby ten lęk nie prowadził do zaburzeń psychicznych, człowiek musi – brzmi to paradoksalnie – nauczyć się ignorować religię. Inaczej, zważywszy na grożące mu kary, nie potrafiłby normalnie żyć. Na ogół osoby religijne, także dzieci, potrafią osłabić w sobie ten lęk do znośnego poziomu, ale doznają trwale mniej lub bardziej widocznych zaburzeń.

Co wobec tego?

Dla właściwego rozwoju psychicznego najlepiej ignorować religię całkowicie.

Irracjonalne skłonności

Nauczanie religii buduje w dzieciach i młodzieży irracjonalne skłonności, np. skłonność do wiary w fantastyczne wyjaśnienia, cuda, duchy, nadprzyrodzone zdarzenia. Skłonność ta ujawnia się z różnym nasileniem, u jednych silniej, u innych słabiej.

W łagodniejszej formie prowadzi to do osłabienia trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. Dziecko, a później dorosły człowiek, może na przykład wierzyć, że rzeczywiście gdzieś na drzewie objawiła się Matka Boska. Religijni oszuści w Medjugorie mają tłumy ciekawskich i wierzących.

bashobora_34Inny przykład to wiara w uzdrowicieli i cudowne uzdrowienia. Irracjonalne skłonności, kształtowane od wczesnego dzieciństwa, napędzają klientów uzdrowicielom i cudotwórcom, jak chociażby katolicki ksiądz Bashobora z Afryki, gromadzący tłumy na Stadionie Narodowym w Warszawie i na rekolekcjach regularnie prowadzonych w Polsce. Bashobora twierdzi, że za jego wstawiennictwem Bóg uzdrawia chorych i wskrzesił kilkunastu zmarłych. Nauczanie religii sprzyja, by traktować to poważnie, nie dostrzegać niedorzeczności i oszustwa, jakiego dopuszcza się nie tylko cudotwórca, ale także biskupi firmujący te przedsięwzięcia.

Irracjonalizm w polityce

Skłonność do odlotowych wierzeń religijnych przenosi się także na inne dziedziny życia, np. na politykę.

Wierzy się politykom żerującym na religii, wykorzystującym religijność wyborców dla własnych celów. Wierzy się w różne fantastyczne koncepcje, np. w spiski, chociaż nie ma po temu racjonalnych podstaw. Przykładem jest wiara w spisek smoleński.

Nauczanie religii jest jedną z przyczyn zadziwiającej łatwości, z jaką tak wielu ludzi wierzy w teorie spiskowe. Bezkrytyczna wiara w pozbawione podstaw wyjaśnienia jest główną cechą religii i rozszerza się na inne dziedziny.

szatan w nosieOpętanie przez szatana

Dobrym przykładem silnego irracjonalizmu są przypadki chorych psychicznie, którzy są przekonani, że opętał ich szatan. Po lekcjach religii, na których sporo mówi się o szatanie, wielu ludzi skłonnych jest traktować coś takiego poważnie, a nie jako niedorzeczność.

Kościół kultywuje starożytną wiarę w możliwość opętania człowieka przez szatana i w egzorcyzmy, tj. wypędzanie szatana (szatan ma dosłownie wstępować w ciało człowieka i kapłan-egzorcysta ma go stamtąd usunąć). Mówią o tym obowiązujące dziś oficjalne dokumenty kościelne, a biskupi powołują egzorcystów – w Polsce jest ich blisko 200. Opętania i egzorcyzmy potwierdzał słowem i czynem Jan Paweł II, co zasługuje na wyśmianie.

Rzekome opętania przez szatana są przez psychiatrię diagnozowane jako poważne zaburzenie psychiczne o charakterze urojeń właściwych paranoi i schizofrenii. Zdarzają się jednakowoż psycholodzy i lekarze, którzy sami wierzą w szatana lub są związani z Kościołem wspólnym interesem. Ci potrafią wszystko, nawet zdiagnozować obecność szatana w ciele chorego.

Łatwo zauważyć, że nauczanie religii i sianie wiary w szatana i nadprzyrodzone zdarzenia, jest jedną z przyczyn szerzenia się tej choroby psychicznej. Kościół nie podaje, ile przypadków tzw. opętań notuje się w Polsce, ale jak słychać egzorcyści mają pełne ręce roboty (na końcu podaję link do artykułu na temat opętań).

gosc.pl 975416_100514_Odnowa_009_34Odlotowe grupy katolickie

Niektórzy młodzi ludzie trafiają do odlotowych katolickich grup religijnych, takich jak Odnowa w Duchu Świętym. Praktykuje się tam wpadanie w trans (chwilowe zaburzenie psychiczne osiągane w trakcie religijnych rytuałów i spektakli), „mówienie językami” (uczestnicy wydają nieartykułowane dźwięki i niezrozumiałe słowa, twierdząc, że są pod wpływem Ducha Świętego). Zdarzają się tzw. „upadki w Duchu Świętym”, kiedy to ktoś pada i wije się jak w konwulsjach, przypomina to atak epilepsji.

Kościół ostrzega przed sektami, a sam wspiera katolickie grupy będące sektami w ramach Kościoła. Wywierają one tak samo negatywny wpływ na osobowość jak inne destrukcyjne sekty.

Irracjonalizm wierzeń religijnych sprzyja sekciarskim, często psychopatycznym formom religijności. Przykładem może być społeczność zwolenników intronizacji Chrystusa na króla Polski, wierzących w objawienia Rozalii Celakówny.

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)Ubrani w czerwone peleryny z dziwacznym wizerunkiem Chrystusa Króla, organizują od czasu do czasu modły na ulicach. Głośno było o nich przy okazji kościelnych uroczystości 19 listopada 2016 r. w krakowskich Łagiewnikach, gdzie według biskupów Polska uznała królowanie Chrystusa.

Przykładem może być też działalność ks. Piotra Natanka, suspendowanego kapłana katolickiego, który w założonym przez siebie ośrodku religijnym skupia grupy młodych ludzi i naucza w duchu odlotowego chrześcijaństwa. Jest ponadto aktywistą wspomnianego przed chwilą ruchu intronizacyjnego.

Uczniowie i ludzie młodzi są głównymi odbiorcami odlotowych internetowych portali katolickich, jak chociażby Fronda. Dziwić może, dlaczego religijne banialuki, które tam się pojawiają, są traktowane poważnie. Można to jednak zrozumieć. Po lekcjach religii żadne już cuda i dziwy nie mogą młodych ludzi zaskoczyć. Dziwactwa publikowane na odlotowych portalach nie różnią się zbytnio od tego, co zawierają podręczniki religii, a także papieskie encykliki i oficjalne dokumenty kościelne. Różnice dotyczą raczej formy, języka, a nie treści. Strony internetowe są bardziej strawne pod względem językowym i ciekawsze niż podręczniki. Nie stronią od religijnych sensacji, byle przyciągnąć uwagę. Oficjalne kościelne publikacje są w zasadzie nie do czytania przez normalnych ludzi, ale zawierają te same niedorzeczności, co wspomniane portale.

Absurdów, publikowanych na odlotowych stronach, żadne kościelne instancje nie prostują, bo musiałyby prostować same siebie.

Na szczęście umysł większości ludzi broni się przed zbyt silną akceptacją wierzeń religijnych. Moja znajoma, niepokorna teolożka Celestyna nazywa to „olewaniem” i przygotowuje pracę doktorską pt. „Olewanie jako skuteczna metoda obrony przed religią i Kościołem”. Zamierza ją przedstawić radzie wydziału teologicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Ha ha!

„Brudna wspólnota”

Jeszcze jeden skutek nauczania religii chciałbym wskazać. Wprawdzie ostatnio coraz mniej maturzystów wybiera seminaria duchowne, ale takie nieszczęsne decyzje się zdarzają. Polska ciągle pozostaje największym chyba w Europie zagłębiem tzw. powołań kapłańskich.

Młodzi ludzie, decydując się z jakichkolwiek powodów na bycie księdzem, nie zdają sobie sprawy, że nie będą mieli normalnego ludzkiego życie. Wchodzą w kościelne tryby, które zmienią ich na wiele sposobów. Nie zdają sobie sprawy chociażby z problemów z seksualnością. O ile nie mają wybitnie obniżonego poziomu potrzeb seksualnych, będą żyć w olbrzymim stresie, prowadzącym do zaburzeń osobowościowych i konfliktów sumienia. Mogą uprawiać seks w ukryciu, łamiąc zasady obowiązujące księży. Najpewniej będą skazani na masturbowanie się, co na dokładkę Kościół uznaje za grzech (tak na marginesie, ciekawe, czy księża spowiadają się z masturbacji). Najgorzej, jeżeli ulegną przestępczej dewiacji, jaką jest seksualne wykorzystywanie dzieci.

Michalik pedofiliaKościół stanowi zamkniętą korporację, w której dewiacje i przestępstwa seksualne są tolerowane na zasadzie wzajemnego zrozumienia i porozumienia. Celibat jest dziś utrzymywany m.in. po to, by tę korupcyjną więź stwarzać i wzmacniać. Wzajemna wiedza o seksualnych przewinach sprawia, że kapłani trzymają się nawzajem w szachu: wiemy o tobie wszystko, nie podskakuj. To bardzo ważna przyczyna księżowskiego posłuszeństwa. Tylko wtedy, gdy drastycznych przypadków nie uda się ukryć, dochodzi do ujawnienia, a nawet do skazania księży na karę więzienia.

W socjologii znane jest pojęcie brudnej wspólnoty. To grupa o silnych więziach i wspólnych interesach, w której mają miejsce naganne praktyki, włącznie z naruszaniem prawa, ale są one tolerowane i ukrywane. Jest to, można powiedzieć, zła, brudna solidarność społeczna. Ważną rolę odgrywa możliwość wzajemnego szantażu oraz nieformalne i niekontrolowane korzyści finansowe i praktyki korupcyjne.

Nie brzmi to przyjemnie, ale trzeba powiedzieć, że Kościół ma cechy brudnej wspólnoty. Ukrywa naganne praktyki, nie poddaje się społecznej kontroli, czerpie dochody z dowolnie pobieranych opłat, nie podlegających dostatecznej kontroli. W drastycznej postaci zła, brudna solidarność księży polega na ukrywaniu przypadków seksualnego wykorzystywania dzieci, co sięga najwyższych władz kościelnych.

enforce-46910_640Słowo na zakończenie

Wierzenia religijne, nabyte w toku długoletniego nauczania szkolnego, w mniejszym lub większym stopniu owocują skłonnością do irracjonalizmu, ograniczają zdolność rozumnego pojmowania świata, utrudniają kierowanie się pozytywnie rozumianym zdrowym rozsądkiem. Nierzadko pozostają w umyśle jak koszmarny sen, powodując problemy i zaburzenia psychiczne.

Co jest prawdziwym celem nauczania religii?

Programy i podręczniki nie pozostawiają wątpliwości. Celem jest wytworzenie w uczniach psychicznego uzależnienia od urojonej „siły nadprzyrodzonej”, od Boga, a w rezultacie uzależnienie od władz Kościoła. I o to idzie.

Praktyczną metodą, dzięki której mimo wszystko człowiek nie staje się marionetką w rękach Kościoła, jest – mówiąc popularnie – olewanie religii i Kościoła. Alvert Jann

* * *

Dla zilustrowania tego, co zawierają podręczniki do religii, zamieszczam poniżej pełny tekst dwóch katechez (lekcji), z pięciu przewidzianych na styczeń.

Katechezy pochodzą z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele” (Wydawnictwo WAM – Księża Jezuici, Kraków 2012, płyta CD; do płyty dołączony jest notes ucznia zawierający z reguły skróconą wersję tekstu z płyty).

Katecheza 22. Tajemnica Ducha Świętego

Chrześcijanie wyznają, że Duch Święty jest Trzecią Osobą Boską, a więc Bogiem. Wiarę swą opierają na Objawieniu zawartym w Nowym Testamencie, gdzie prawda o tym, że Bóg jest Trójcą została wyraźnie ukazana. Stary Testament nie mówił jeszcze wprost o Duchu jako Osobie. Bóg objawiał ludziom swą tajemnicę stopniowo – najpierw ukazał swą jedyność, by dopiero potem odsłonić swą troistość. Duch Święty jest ostatni w objawieniu Osób Trójcy Świętej. „«Święty Grzegorz z Nazjanzu, Teolog», wyjaśnia ten rozwój pedagogią Boskiego «zstępowania»: Stary Testament głosił wyraźnie Ojca, Syna zaś bardzo niejasno. Nowy objawił Syna i pozwolił dostrzec Bóstwo Ducha. Teraz Duch mieszka pośród nas i udziela nam jaśniejszego widzenia samego siebie. Nie było bowiem rzeczą roztropną głosić otwarcie Syna, gdy nie uznawano jeszcze Bóstwa Ojca, i dodawać Ducha Świętego jako nowy ciężar, jeśli można użyć nieco śmiałego wyrażenia, kiedy jeszcze Bóstwo Syna nie było uznane… Jedynie na drodze postępu i przechodzenia «od chwały do chwały» światło Trójcy Świętej zajaśnieje w pełniejszym blasku” (KKK 684).

 Duch w Biblii

Chrześcijanie patrząc z perspektywy Nowego Testamentu, dostrzegają w Starym Testamencie wiele tekstów, które wspominają o działaniu Ducha Pańskiego – „Ruah Jahweh”. O Jego obecności i działaniu mówi już Księga Rodzaju przy okazji opowiadania o Bożym dziele stworzenia: „Duch Boży unosił się nad wodami” (Rdz 1, 2). Z całego tego tekstu opowiadania o dziele stworzenia wynika też, że to Słowo Boga i Jego Tchnienie stały u początków każdego istnienia, co autor księgi Psalmów tak wyraził: „Przez słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego” (Ps 33, 6). W Starym Testamencie Duch Boży działał też przez przywódców narodu wybranego, królów, sędziów, proroków, mędrców. Szczególnie ważne są starotestamentowe teksty mówiące o Duchu, który miał spocząć na Mesjaszu – proroctwa mesjańskie, między innymi: „Wyrośnie różdżka z pnia Jessego (…) i spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości, i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej” (Iz 11, 1-2); „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę” (Iz 61, 1). Zapowiadały one Sługę Jahwe – Mesjasza, pochodzącego z rodu Dawida (Jesse był ojcem Dawida) i napełnionego Duchem Bożym. Mesjasz, czyli Namaszczony (Duchem) miał za cenę swojego cierpienia przynieść ludziom zbawienie.

 Symbole działania Ducha Świętego

 Wiemy, że te prorockie zapowiedzi zrealizowały się w Jezusie Chrystusie i że to On, pełen Ducha, objawił ostatecznie ludziom Osobę Ducha Świętego. Choć Duch Święty został objawiony, pozostaje tajemniczy, ukryty. Z racji bycia duchem – sam jest niewidoczny, choć dostrzegalne jest Jego działanie. „Teraz Duch jest Tym, który objawia Boga, pozwala nam poznać Chrystusa, Słowo Boga, Jego żywe Słowo, ale nie wypowiada samego siebie. Ten, który «mówił przez proroków», pozwala nam usłyszeć Słowo Ojca. Jego samego jednak nie słyszymy. Poznajemy Go, gdy objawia nam Słowo i czyni nas zdolnymi do przyjęcia Go w wierze”. Ta „nieuchwytność” Ducha Świętego sprawia, że w wyjaśnianiu Jego tajemnicy Kościół posługuje się często znakami i symbolami (niektóre z nich kojarzono z działaniem Ducha już w Starym Testamencie (zobacz np. Iz 44, 3; 1 Sm 16, 13; ). Są to:

– woda oznacza działanie Ducha Świętego w sakramencie chrztu; narodzenie i płodność życia w Duchu Świętym;

– namaszczenie jest znakiem sakramentalnym bierzmowania. Imię „Chrystus” (w języku hebrajskim Mesjasz) oznacza namaszczony;

– ogień symbolizuje przekształcającą energię działania Ducha Świętego, w językach ognistych Duch spoczął nad Apostołami w dniu Pięćdziesiątnicy;

– obłok i światło odsłaniają transcendencję chwały Ducha Świętego;

– pieczęć wskazuje na niezatarte znamię namaszczenia Ducha Świętego w sakramentach chrztu, bierzmowania i kapłaństwa, zostawia niezatarty charakter tych sakramentów. Dlatego nie udziela się ich ponownie;

– gołębica jest znakiem Ducha Świętego przynoszącego człowiekowi nadzieję ostatecznego spełnienia przez Boga jego pragnień (w tym symbolu Duch ukazał się nad Jezusem podczas chrztu w Jordanie);

– wiatr – widać w nim nadprzyrodzony dynamizm, przez który Bóg zbliża się do ludzi; symbol działania i obecności Ducha, np. podczas Pięćdziesiątnicy.

Symbole te pozwalają nam poznawać różne aspekty działania i obecności w świecie Trzeciej Osoby Bożej.

 

Katecheza 24. Duch Święty i Jezus Chrystus

Duch Święty przygotowywał czas objawienia Syna Bożego. Działał przez Jana Chrzciciela, który był Nim napełniony już w łonie matki (Łk 1, 15. 41), działał w życiu Maryi, zachowując ją najpierw od grzechu pierworodnego, potem zachowując jej dziewictwo i przygotowując ją na przyjęcie Jezusa. Duch Święty jest bezpośrednim sprawcą Wcielenia Syna Bożego Jezusa Chrystusa. To za Jego sprawą dokonuje się dziewicze poczęcie i narodzenie Syna Bożego jako Syna Maryi. Odtąd Duch Święty jest z Jezusem nierozerwalnie związany.

 Duch Święty w ziemskim życiu Jezusa

Ewangeliści zaznaczają, że Duch Święty towarzyszy Jezusowi w całym Jego życiu. W momencie nawiedzenia Elżbiety przez Maryję Duch napełnia Elżbietę i wywołuje w niej słowa powitania na widok Matki noszącej w łonie Pana (Łk 1, 42-45). Duch Święty działa przez Symeona (Łk 2, 26) i Annę, kiedy Maryja i Józef ofiarowują Jezusa w świątyni. Jest obecny we wszystkich kluczowych momentach wypełnianego przez Jezusa posłannictwa. Podczas chrztu, który Jezus przyjmuje od Jana, Duch Święty zstępuje na Jezusa w znaku gołębicy (Mt 3, 16). Jest z Jezusem podczas pobytu na pustyni i kuszenia Go przez Szatana (Łk 4, 1). O ścisłym związku posłannictw Syna Bożego i Ducha Świętego świadczy też, że Jezus działa i naucza w mocy Ducha (Łk 4, 14), a w synagodze nazaretańskiej odnosi do siebie słowa Izajaszowego proroctwa: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę” (Łk 4, 18). „Jezus nie objawia w pełni Ducha Świętego, dopóki sam nie zostanie uwielbiony przez swoją Śmierć i swoje Zmartwychwstanie. Powoli jednak wskazuje na Niego, nauczając tłumy, gdy objawia, że Jego Ciało będzie pokarmem na życie świata. Wskazuje Go Nikodemowi, Samarytance i uczestnikom Święta Namiotów. Swoim uczniom mówi otwarcie o Duchu Świętym w związku z modlitwą i świadectwem, które powinni dawać” (KKK 728). Jezus zawsze mówi o Duchu Świętym jako o Kimś, komu przysługuje działanie osobowe (kto naucza, działa, przekonuje, świadczy, przypomina), a więc jako o odrębnej Osobie.

 Obietnica Ducha Świętego

Na koniec składa uczniom obietnicę zesłania Ducha Świętego: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie” (J 14, 16-17). Uzależnia też Jego zesłanie od swojego odejścia, zapewniając uczniów, że nie zostawi ich samych. Spełnienie tej obietnicy nastąpiło dla całego Kościoła w dniu Pięćdziesiątnicy – zesłania Ducha Świętego. Kościół uczy, że bez Ducha Świętego nie da się zrozumieć Chrystusa – ani tego, kim jest, ani tego, co uczynił dla ludzi. I odwrotnie – bez Chrystusa nie dałoby się zrozumieć Osoby i działania Ducha Świętego. – Koniec Katechezy 24 z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele”.

……………………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

 Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Życie w kłamstwie. Złe skutki lekcji religii, część 2. – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zycie-klamstwie-zle-skutki-lekcji-religii-cz-2/

Wypędzanie szatana”(artykuł o tzw. opętaniu przez szatana)  – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ 

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Kim jest Bóg?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

Co wyjaśnia teologia?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/ 

Argumenty przeciw istnieniu Boga. Komentarz do podręczników religii” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/argumenty-przeciw-istnieniu-boga-komentarz-podrecznikow-religii/

Ewolucja według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Koniec świata według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/ 

Ewolucja i moralność” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

……………………………………………………………………….

Ćwiczenia z ateizmu. Cześć 27 „Kim była mistyczka Rozalia Celakówna?”

bishops-1343063_960_720Episkopat polski wydał w czerwcu 2016 r. „Komentarz do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”, w którym wyjaśnia sens całego przedsięwzięcia. Czytamy tam, że potrzeba intronizacji Chrystusa wynika z objawień, jakich doświadczyła około 1937 r. Rozalia Celakówna, krakowska pielęgniarka i mistyczka. W objawieniach tych, jak piszą biskupi, „Jezus domaga się m.in. aktu intronizacyjnego od narodu polskiego. Świadczy o tym choćby ten zapis (cytuje się fragment objawienia): >Jest ratunek dla Polski: jeżeli mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga<”.

Dokument, który zacytowałem, został włączony do materiałów upowszechnianych przez episkopat z okazji uroczystości intronizacyjnych 19 listopada 2016 r. Ma więc wysoką rangę.

Warto bliżej przyjrzeć się Rozalii Celakównie i jej objawieniom (zamieszczam poniżej fragment artykułu „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – link na końcu).

Kim była Rozalia Celakówna?

Sama Rozalia Celakówna jest najmniej winna całej tej aferze z intronizacją, chociaż to jej wizje stały się podstawą pomysłów intronizacyjnych.

Rozalia ZdjęcieByła pielęgniarką, zwykłą i uczciwą kobietą, ale nadmiernie przejmującą się religią i cierpiącą na poważne zaburzenia psychiczne. Miała wielokrotnie widzenia i słyszała głosy (częsty symptom zaburzeń psychicznych i schizofrenii), które pojmowała jako objawienia pochodzące od Jezusa. Zaburzenia te wpływały niekorzystnie na jej życie i powinno się jej z tego powodu współczuć.

Pretensję trzeba mieć do kościelnego otoczenia, które w dobrej lub złej wierze zaczęło żerować na jej przypadłości. Duchowni zachęcali ją do spisywania wizji, pobudzali zamiast uspokajać, umacniali wiarę w prawdziwość jej kontaktów z Jezusem. Rozalia doznawała objawień, dokładnie i obszernie przez nią spisanych, które stały się podstawą późniejszego ruchu intronizacyjnego.

Znalazł się lekarz, który na zlecenia władz kościelnych w 1938 r. wydał pozytywne orzeczenie o jej stanie psychicznym.

Sprawa objawień i intronizacji zaczęła żyć własnym życiem, machina kościelna produkująca cuda, objawienia i świętych, mełła powoli ale skutecznie. Rozalia zmarła w 1944 r., a po jej śmierci znajdowali się wpływowi ludzie zdolni nadawać jej objawieniu coraz większe znaczenie i rozgłos. Odpowiednie instancje kościelne, zamiast powiedzieć zdecydowane „nie”, uwiarygodniały prawdziwość jej rozmów z Chrystusem. W 1996 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny, zakończony pozytywnie na szczeblu diecezjalnym w 2007. Dokumenty zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że jeszcze przed wojną Rozalia spotykała czasami trzeźwych kapłanów. W jej notatkach czytamy: „Jedni spowiednicy mówili, że mam pomieszanie zmysłów, inni, że im Bóg nie dał zrozumienia mej duszy, a inni jeszcze mnie besztali, że opowiadam takie rzeczy, które się nie dzieją na świecie, a jeszcze inni wprost mówili, że to wszystko jest nienormalne”.

Objawienia

Jeśli starczy wam cierpliwości, przeczytajcie poniższe cytaty z obszernych notatek Rozalii. Warto przeczytać, bo inaczej trudno zrozumieć, jak wielkich nadużyć intelektualnych i moralnych dokonują pospołu episkopat, Kościół i ruchy intronizacyjne.

Pewnego razu Rozalia upadła zemdlona i tak opisuje swój stan:

„Odczuwałam ogień piekielny na sobie, który zdawał się palić me ciało. Ryk i wycie szatanów było tak przejmujące, że żaden rozum ludzki tego nie pojmie. Gdy Bóg w ten sposób duszę krzyżuje i zostawia w ciemności – wówczas człowiek nic nie może pomóc”.

Inne widzenie:

„Zbliżył się do mnie Pan Jezus, ujął mnie za ramię i wyszedł z tej sali na korytarz ze mną. Był ubrany w suknię białą i płaszcz bordo. Nie mogę określić z czego względnie jaki był materiał. W boku Jezusowym była Rana. O z jakąż miłością i słodyczą przemówił do mnie, do tak ogromnie nędznej duszy (…): >Moje drogie dziecko popatrz, jak straszną boleść zadają mi grzechy nieczyste<„.

Narastające w Polsce od około 1937 r. obawy przed możliwą wojną, atmosfera niepokoju, stymulowały lęk i apokaliptyczne nastroje. Pojawiają się widzenia coraz częściej mające za temat Polskę, świat, wojnę i intronizację Chrystusa jako ratunek przed katastrofą. Oto Rozalia widzi postać i słyszy głos:

„Nastaną straszne czasy dla Polski. Burza z piorunami oznacza karę Bożą, która dotknie naród Polski za to, że ten naród odwrócił się od Pana Boga przez grzeszne życie. Naród Polski popełnia straszne grzechy i zbrodnie, a najstraszniejsze z nich są grzechy nieczyste i morderstwa, i wiele innych grzechów”.

,,Moje dziecko, za grzechy i zbrodnie (wymieniając zabójstwa i rozpustę) popełniane przez ludzkość na całym świecie ześle Pan Bóg straszne kary. Sprawiedliwość Boża nie może znieść dłużej tych występków. Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić Intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną”.

,,Trzeba wszystko uczynić, by Intronizacja była przeprowadzona. Jest to ostatni wysiłek Miłości Jezusowej na te ostatnie czasy! Pytam z bojaźnią tej osoby, czy Polska się ostoi? Odpowiada mi, że Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeżeli się podporządkuje pod prawo Boże, pod prawo Jego miłości; inaczej, moje dziecko, nie ostoi się. (…) W tej chwili powstał straszliwy huk – owa kula (glob ziemski) pękła. Z jej wnętrza wybuchnął ogromny ogień, za nim polała się obrzydliwa lawa jak z wulkanu, niszcząc doszczętnie wszystkie państwa, które nie uznały Chrystusa. Widziałam zniszczone Niemcy i inne zachodnie państwa Europy. Z przerażeniem uciekałam wprost do tej osoby – pytam – czy to koniec świata, a ten ogień i lawa czy to jest piekło – otrzymuję odpowiedź: to nie jest koniec świata ani piekło, tylko straszna wojna, która ma dopełnić dzieła zniszczenia. Granice Polski były nienaruszone – Polska ocalała. Ta osoba nieznana mówi jeszcze do mnie: >Państwa oddane pod panowanie Chrystusa i Jego Boskiemu Sercu dojdą do szczytu potęgi i będzie już jedna owczarnia i jeden pasterz<. Po tych słowach wszystko znikło”.

I na koniec fragment, z którego pochodzi cytat eksponowany przez episkopat w „Komentarzu do Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla” (tekst zaznaczony kursywą):

„Zdawało mi się, że ten ogień zniszczy całkowicie cały świat. Po pewnym czasie ten ogień ogarnął całe Niemcy niszcząc je doszczętnie tak, że ani śladu nie pozostało z dzisiejszej Trzeciej Rzeszy. Wtem usłyszałam w głębi duszy głos i równocześnie odczułam pewność niezwykłą, że tak się stanie, czego nie potrafię opisać: >Moje dziecko, będzie wojna straszna, która spowoduje takie zniszczenie. Niemcy upadną i już nigdy nie powstaną za karę, bo Mnie nie uznają jako Boga Króla i Pana swego. Wielkie i straszne są grzechy i zbrodnie Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten naród za grzechy, a zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski, jeżeli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez Intronizację nie tylko poszczególnych części kraju, ale całego Państwa z Rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga”. (…)

Szerzej z objawieniami Rozalii Celakówny można zapoznać się w obszernej publikacji, przygotowanej w środowisku wspólnot intronizacyjnych: Ewa Wieczorek, Służebnica Boża Rozalia Celakówna. Życie i misja, Ustroń 2006. Stamtąd pochodzą przytoczone wyżej cytaty.

Ksiądz, duszpasterz wspólnot intronizacyjnych, w wymienionej przed chwilą publikacji z 2006 r., tak podsumowuje sens objawień: „Przesłanie Rozalii do Narodu Polskiego jest wyjątkowo alarmujące: na świat może nadejść kara, a jego losy w dużej mierze zależne są od nas, od tego, czy wypełnimy zleconą nam przez Boga misję Intronizacji.” (…)

schizophrenia-388869_960_720Psychiatria

„>Na schizofrenię cierpi 1 proc. społeczeństwa. Ponad trzy czwarte z tych osób doświadcza w pewnym okresie choroby halucynacji słuchowych czy wzrokowych< – mówi w rozmowie z PAP psycholog dr Łukasz Gawęda z II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu SWPS. (…)

Badacz podkreśla, że chorzy pochodzenie głosów mogą różnie wyjaśniać. >Niektórzy sądzą, że mówi do nich mafia z Moskwy. Innym wydaje się, że mówi do nich sąsiad przez ścianę. Niektórzy uważają, że ktoś przesyła im myśli przez nadajnik radiowy. A czasem ludzie są pewni, że słyszą głos Boga lub szatana. Mechanizm słyszenia halucynacji jest podobny, ale różne są przekonania co do pochodzenia tych głosów. Najprawdopodobniej znaczenie ma tutaj historia życia pacjentów, ich doświadczenia, związki z innymi i przekonania na temat ludzi i siebie w ogóle< (…).

Neuropsycholodzy omamy słuchowe wyjaśniać mogą pobudzeniem kory słuchowej. >Wiemy, że jak kora słuchowa jest pobudzona, zaczyna produkować doświadczenia słuchowe. Czasem – na razie nie wiemy dlaczego – ta część mózgu pobudza się spontanicznie. Oznacza to, że bez odpowiednich dźwięków, słów z otoczenia możemy słyszeć głosy< – mówi rozmówca PAP i zapewnia, że zdrowa osoba zaczęłaby słyszeć głosy lub dźwięki, gdyby wszczepiło się jej odpowiednią elektrodę do kory słuchowej. Pobudzenie pierwszorzędowej kory słuchowej sprawiłoby, że osoba ta słyszałaby trzaski i szumy, a przy pobudzeniu drugorzędowej kory słuchowej – bardziej złożone wrażenia słuchowe, np. głosy”.

Fragmenty artykułu: Osoby ze schizofrenią swój głos w głowie uznają za obcy. „Nauka w Polsce”, Servis PAP, 22.07.2015.

Od siebie dodam, że dopiero w klinice psychiatrycznej możemy zobaczyć, co potrafi ludzki mózg, co mogą widzieć i słyszeć ludzie.

Objawienia Rozalii Celakówny to halucynacje typowe dla schizofrenii.

Memento

To, że episkopat i ruchy przykościelne robią sobie polityczny i religijny spektakl, wykorzystując przeżycia kobiety doznającej halucynacji i słyszącej „głosy”, źle świadczy przede wszystkim o episkopacie. Wykorzystywanie zaburzeń psychicznych, doświadczanych przez wiernych i kapłanów, ma miejsce w Kościele od wieków. Nie znaczy to, że tak musi być nadal. Dziś przynosi to wstyd. – Alvert Jann

…………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu”https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów.

Linki do artykułów o intronizacji Chrystusa na króla Polski:

Intronizacja Chrystusa już 19 listopada!!” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacja-chrystusa-juz-19-listopada/

Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Gra królem Chrystusem” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/ . W artykule tym szerzej komentuję treść „Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” oraz zamieszczam pełny jego tekst.

Akt-Jubileuszowy-2016_full.

Zdjęcie Rozalii Celakówny pochodzi z Oficjalnej Strony Biura Postulacji Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny. Powyższe ogłoszenie – z oficjalnej strony Konferencji Episkopatu Polski. 

Gender i kapłaństwo kobiet

Kościół katolicki stanowi doskonały przykład społeczności, w której panuje nierówność praw kobiet i mężczyzn. Zgodnie z prawem obowiązującym w Kościele, kobiety nie mogą przyjmować święceń kapłańskich, nie mogą pełnić funkcji księży, biskupów, ani sprawować wielu innych stanowisk i urzędów kościelnych. Kobiety mogłyby z cała pewnością wszystkie te funkcje wykonywać, ale w Kościele katolickim są one zarezerwowane tylko dla mężczyzn. Zakazy te nie są uwarunkowane żadnymi czynnikami biologicznymi. Nie uzasadniają ich odmienne cechy anatomiczne i fizjologiczne kobiet i mężczyzn. Kobiety są pozbawione równych praw dlatego, że są kobietami.

Jest to archaizm, pozostałość po dawnych czasach, jawna dyskryminacja, dziś poza Kościołem stopniowo ograniczana i znoszona.

Równouprawnienie kobiet i mężczyzn jest z sukcesem wprowadzane w wielu chrześcijańskich kościołach protestanckich. Kobiety są tam obecnie dopuszczane do sprawowania wszelkich funkcji i stanowisk kościelnych. Np. w Kościele anglikańskim w Wielkiej Brytanii w kilku diecezjach kobiety pełnią funkcje biskupów. Podobnie jest w wielu kościołach protestanckich w innych krajach. W Kościele Ewangelicko-Luterańskim w Szwecji (to główny kościół szwedzki) kobiety mogą obejmować wszelkie stanowiska kościelne już od 1958 r. Dziś blisko połowa księży w tym Kościele to kobiety. W 2013 r. arcybiskupem Uppsali i prymasem, zwierzchnikiem Kościoła, została wybrana Antje Jackelén (na zdjęciu z lewej strony).

W kościołach tych uznaje się, że zakazy sprawowania funkcji i stanowisk kościelnych przez kobiety, obowiązujące tradycyjnie w kościołach chrześcijańskich, nie należą do niezbywalnego i ustalonego raz na zawsze kanonu wiary. Podkreśla się, że zakazy te, jak i ogólnie wierzenia religijne, są uwarunkowane kulturowym i historycznym kontekstem. Mogą więc być zmieniane wraz ze zmianami zachodzącymi w społeczeństwie i w świadomości wiernych.

W podobny sposób rozumują zwolennicy zmian w Kościele katolickim.

Władze kościelne odrzucają tę argumentację. Starają się dowieść, że to nie okoliczności historyczne są przyczyną dyskryminujących kobiety zakazów, a wola samego Jezusa Chrystusa, której Kościół nie może zmienić.

Stanowisko władz Kościoła nie wytrzymuje krytyki także z katolickiego punktu widzenia. Władze Kościoła powołują się bowiem na działalność Jezusa, który nie wybrał do grona 12 apostołów żadnej kobiety. To główny argument, ale złudny. Nie można na tej podstawie wiarygodnie twierdzić, że Jezus ustanowił wieczną, stałą zasadę niedopuszczania kobiet do kapłaństwa i stanowisk kościelnych, której dziś Kościół nie może zmienić.

Nie ma również podstaw, by twierdzić – jak robią to władze Kościoła – że wykluczenie kobiet z kapłaństwa należy do głównych i niezmiennych treści sakramentu kapłaństwa. Także z katolickiego punktu widzenia jest to dowolne ustalenie władz kościelnych.

Temat praw kobiet w Kościele odgrywał istotną rolę już w toku przygotowań do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965 r.). Sobór jednak nic w tej sprawie nie zrobił.

Dziś żądania dopuszczenia kobiet do wszystkich funkcji i urzędów w Kościele, a także do święceń kapłańskich, są głośne i silne głównie w krajach zachodnich, chociaż nie omijają Polski. Na rzecz kapłaństwa kobiet wypowiedziało się wielu teologów katolickich, zarówno świeckich, jak i księży.

Ale władze Kościoła katolickiego były i są zdecydowanie przeciw. Mówią to jasno najważniejsze dokumenty kościelne i papieskie encykliki. Kobiety mogą sprawować w Kościele tylko funkcje podrzędne czy pomocnicze. Zasada równouprawnienia kobiet i mężczyzn nie obowiązuje.

W Kościele katolickim podkreśla się jedynie werbalnie potrzebę zwiększenia roli kobiet, ale kobiety są tam „obywatelami drugiej kategorii”. Realne zmiany trudno nazwać nawet kosmetycznymi. Taki charakter ma też powołanie przez papieża Franciszka zakonnicy, siostry Nathalie Becquart, na stanowisko podsekretarza generalnego Synodu Biskupów (w lutym 2021 r.). To pierwszy taki przypadek w Kościele. Ale jest to raczej pozorowanie zmian, niż realny krok w kierunku równouprawnienia. Synod Biskupów jest tylko ciałem doradczym i konsultacyjnym papieża, nie ma władzy decyzyjnej. A jedna zakonnica, jak jedna jaskółka, wiosny nie czyni.

Rzeczywistą zmianą, o którą toczy się dziś spór, byłoby dopuszczenie kobiet do święceń kapłańskich oraz wszystkich funkcji i stanowisk w Kościele.

Można zapytać, dlaczego zakonnica na stanowisku proboszcza lub biskupa to coś absolutnie niedopuszczalnego w Kościele katolickim? I na ile katolicy w Polsce po przemyśleniu byliby skłonni uznać taką innowację? Oraz jak silny byłby bunt zagorzałych konserwatystów w Kościele?

Społeczne podłoże żądań. Jakie jest społeczne podłoże żądań równouprawnienia kobiet w Kościele?

W nowoczesnych państwach i społeczeństwach obowiązuje zasada równouprawnienia płci. Jest ona coraz szerzej uznawana i realizowana. Nierówność praw kobiet i mężczyzn, ewidentna w Kościele katolickim, pozostaje w ostrej sprzeczności z tą zasadą. Nic więc dziwnego, że żądanie równouprawnienia ma miejsce również w Kościele katolickim. Podłożem żądań równościowych są zmiany kulturowe, cywilizacyjne, zachodzące w świecie współczesnym.

„Gender”. Obowiązująca w Kościele katolickim nierówność praw kobiet i mężczyzn, to przykład różnic między płciami uwarunkowanych kulturowo (zwyczajowo lub także prawnie), w żaden sposób nie mających podstaw w biologicznych odmiennościach kobiet i mężczyzn. Różnice takie są współcześnie w naukach społecznych nazywane różnicami genderu, a w języku polskim różnicami płci kulturowej (angielskie słowo gender, oznaczające pierwotnie rodzaj w znaczeniu gramatycznym, obecnie odnosi się także do różnic kulturowych między kobietami a mężczyznami; na język polski gender jest zwykle tłumaczone jako płeć kulturowa).

Różnice genderu, płci kulturowej, są najbardziej widoczne w odmiennych zwyczajowo sposobach zachowywania się i ubierania (np. noszenie sukienek jest w naszej kulturze cechą kobiecości, płci żeńskiej). Ale w wielu społeczeństwach różnice te polegają też na odmiennych prawach dyskryminujących kobiety. W drastycznej postaci było to odmawianie kobietom prawa do studiowania, udziału w wyborach, dysponowania własnym majątkiem. Żona była też z mocy zwyczajów i prawa podległa mężowi (np. jeszcze do połowy XX w. w niektórych krajach europejskich podjęcie pracy zawodowej przez kobietę wymagało formalnej zgody męża).

Pojęcie genderu, płci kulturowej, jest przedmiotem ostrych oskarżeń ze strony przedstawicieli Kościoła oraz konserwatywnych i prawicowych polityków. Odmawia mu się wręcz racji bytu. A jest ono jak najbardziej uzasadnione i potrzebne. Zwraca bowiem uwagę na kulturowe (zwyczajowe i prawne) – a nie tylko biologiczne – różnice między kobietami a mężczyznami.

Współcześnie standardem cywilizacyjnym stała się zasada równouprawnienia i równego traktowania bez względu na płeć. Wszędzie tam, gdzie jest to możliwe i uzasadnione, w nowoczesnych społeczeństwach dąży się do zapewnienia równości. Bezpodstawne, dyskryminujące różnice genderu, płci kulturowej – są stopniowo z sukcesem znoszone. Ale w Kościele katolickim przetrwały i trzymają się mocno.

Szerzej o pojęciu gender, czyli płci kulturowej, piszę w artykule: „Co to jest płeć kulturowa (gender)?” – link 1 na końcu.

*

Zróbmy krótki przegląd argumentów, jakimi posługują się władze Kościoła katolickiego odmawiając kobietom równych praw. Można będzie wtedy ocenić, jak złudne są to argumenty. Dlatego także z religijnego i katolickiego punktu widzenia są one coraz częściej odrzucane.

Dyskryminacja kobiet ma bowiem źródło w zwyczajach charakterystycznych dla dawnych kultur. Władze Kościoła twierdzą, że zasady te pochodzą od Boga.

Kościelne argumenty pokażę na podstawie obowiązujących w Kościele najważniejszych oficjalnych dokumentów. Głównym dokumentem, zawierającym rozwinięte uzasadnienie, jest „Deklaracja o dopuszczeniu kobiet do kapłaństwa urzędowego: Inter insigniores” (link 2), ogłoszona przez watykańską Świętą Kongregację Nauki Wiary w 1976 r. Jest to obowiązujące dziś stanowisko władz Kościoła.

Na argumenty kościelne postaram się spojrzeć obiektywnie. Spojrzenie takie jest możliwe zarówno w przypadku osoby religijnej, katolika, jak i ateisty.

Można obiektywnie ocenić, co wynika, a co nie wynika z treści Nowego Testamentu i historii Kościoła.

Nie uważam oczywiście, że jakiekolwiek rozstrzygnięcia na podstawie Pisma Świętego i tradycji kościelnej mają moc obowiązującą i walor prawdy.

Na początek zwróćmy uwagę na rzecz nie najważniejszą, ale ciekawą. Wspomniana deklaracja ma tytuł orwellowski. W tytule stoi, że jest to Deklaracja o dopuszczeniu kobiet do kapłaństwa urzędowego, natomiast jest to deklaracja o niedopuszczeniu kobiet …

1. Jezus i 12 apostołów

Uzasadniając zakaz wyświęcania kobiet i powierzania im stanowisk kościelnych, władze Kościoła powołują się przede wszystkim na przykład Jezusa i kościelną tradycję. Za najważniejszy uznają jednak przykład Jezusa. Deklaracja „Inter insigniores” stwierdza w konkluzji: Kościół, pragnąc pozostać wierny przykładowi Pana, uważa, że nie jest upoważniony, by dopuścić kobiety do Święceń kapłańskich”. O jaki przykład idzie?

Wskazuje się, że Jezus wybrał na dwunastu apostołów samych mężczyzn. W Katechizmie czytamy: „Pan Jezus wybrał mężczyzn (viri), by utworzyć kolegium Dwunastu Apostołów (…). Kościół czuje się związany tym wyborem dokonanym przez samego Pana. Z tego powodu nie są możliwe święcenia kobiet” (1577). To samo mówi deklaracja „Inter insigniores”.

Argumentacja powyższa jest bezzasadna nie tylko dla zwolenniczek/zwolenników równouprawnienia, a także z obiektywnego punktu widzenia. Dlaczego?

Po pierwsze, według Nowego Testamentu Jezus rzeczywiście wybrał do grona 12 apostołów tylko mężczyzn, ale nie wynika z tego, że ustanowił niezmienną zasadę zabraniającą wyświęcania kobiet i sprawowania przez kobiety ważnych funkcji i stanowisk w Kościele. W Nowym Testamencie nie ma żadnych sformułowań, które pozwalałyby twierdzić, że taka zasada miałaby obowiązywać w Kościele po wsze czasy.

Po drugie, Jezus w ogóle nie praktykował wyświęcania. Apostołowie nie byli wyświęcani na kapłanów. Ponadto w najwcześniejszym okresie chrześcijaństwa w ogóle nie było kapłanów. O wyświęcaniu kapłanów nie ma nawet wzmianki w „Dziejach apostolskich” w Nowym Testamencie, przedstawiających najdawniejszą historię chrześcijaństwa. Praktyka wyświęcania i kapłani to późniejsze kościelne innowacje.

Jezus nie dał szansy. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że działalność Jezusa nie dostarcza argumentów na rzecz kapłaństwa i równouprawnienia kobiet.

Z ewangelii wynika jasno, że Jezus do kobiet odnosił się dobrze, jednak żadna kobieta nie należała do osób blisko z nim współpracujących. Nie wyznaczył też kobietom jakiejś ważnej roli w przyszłości.

Na podstawie ewangelii można twierdzić, że Jezus zamierzał łagodzić panujące wówczas zwyczaje dyskryminujące kobiety, ale nic nie wskazuje, że chciał te zwyczaje zmieniać głębiej.

Kobiety były słuchaczkami nauk Jezusa i wiernymi uczestniczkami jego kaznodziejskich wędrówek. Niektóre wymieniane są z imienia, na przykład „Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów, Joanna, żona Chuzy, zarządcy Heroda, Zuzanna i wiele innych” (Łk 8,2-3). Jezus rozmawiał z Samarytanką, co było niezgodne z żydowskimi zwyczajami, oraz wybaczał cudzołożnicom.

Nie dostarcza to jednak argumentów na rzecz wyświęcania kobiet i obejmowanie przez nie wszelkich stanowisk w Kościele.

Gdyby Jezus, rozsyłając uczniów i apostołów, albo mówiąc o przyszłości Kościoła, uwzględniał kobiety – byłby to może jakiś argument za równouprawnieniem kobiet w Kościele. Najlepiej gdyby w gronie 12 apostołów znalazła się chociaż jedna kobieta. Ale żadnej kobiety tam nie było.

Ci, którzy domagają się równouprawnienia kobiet w Kościele, nie bardzo mogą powołać się na przykład Jezusa. Jezus nie dał im szansy.

Czy Jezus uwzględniał okoliczności? Kościelni teolodzy odrzucają zdecydowanie argument, że Jezus wybrał na apostołów samych mężczyzn, bo kierował się ówczesnymi zwyczajami, wyznaczającymi kobietom do pełnienia tylko role podrzędne.

W „Inter insigniores” argumentuje się, że Jezus nie respektował wielu zwyczajów żydowskich, a więc także w tym wypadku z pewnością nie dostosowywał się do okoliczności: „Jezus Chrystus nie powołał żadnej kobiety do grona Dwunastu. Jeżeli tak postąpił, to nie dlatego, by dostosować się do ówczesnych obyczajów, ponieważ właśnie Jego postawa wobec kobiet różniła się wyraźnie od postawy Jego współczesnych; co więcej, świadomie i odważnie zrywał z taką postawą”. Wymienia się rozmowę z Samarytanką i kilka innych zachowań Jezusa.

Trzeba jednak podkreślić, że Jezus nie zmieniał głębiej żydowskich zwyczajów. Raczej tylko łagodził, ganił formalizm akcentując potrzebę szczerej wiary, co powszechnie czynili też prorocy w Starym Testamencie. Ale Jezus nie odrzucał na przykład tzw. obrzezania (obcinania napletka), praktykowanego przez Żydów i początkowo także przez chrześcijan przy nawróceniu. Do odrzucenia obrzezania doprowadzili św. Paweł i św. Piotr na tzw. soborze jerozolimskim około 49 r.

Ostatecznie w „Inter insigniores” stwierdza się w sprawie pominięcia kobiet przy wyborze 12 apostołów: „Nikt jednak nie udowodnił – ani z pewnością nie może udowodnić – że ta postawa wypływała tylko z przyczyn społeczno-kulturowych”. Tak, ale nikt nie udowodnił też, że Jezus nie uwzględniał społeczno-kulturowych okoliczności. Przy wyborze apostołów mógł liczyć się z ówczesnymi zwyczajami.

Nie wiadomo, jaka była motywacja i wola Jezusa. Oba konkurencyjne stanowiska są co najmniej równoprawne. Wobec tego zakaz kapłaństwa kobiet może być zniesiony.

2. Tradycja kościelna

Władze Kościoła katolickiego powołują się na tradycję trwającą w Kościele od czasów apostolskich (I w.n.e.), zgodnie z którą nigdy nie udzielano kobietom święceń kapłańskich, a ważne funkcje pełnili wyłącznie mężczyźni. W deklaracji „Inter insigniores” stwierdza się:Kościół katolicki nigdy nie uważał, że kobietom można ważnie udzielić Święceń kapłańskich lub biskupich”.

Powoływanie się na kościelną tradycję to jednak żaden argument. Nie da się uzasadnić, także z katolickiego punktu widzenia, dlaczego tradycja ta miałaby obowiązywać dziś.

Jak już pisałem, nie uzasadnia jej przykład Jezusa. A w najwcześniejszym okresie chrześcijaństwa w ogóle nie praktykowano święceń kapłańskich i nie było kapłanów. Święcenia wprowadzano stopniowo dużo później, kiedy w gminach chrześcijańskich trzeba było ustalać, kto jest uprawniony do wykonywania określonych czynności religijnych i kierowniczych.

Natomiast z Nowego Testamentu wynika jasno, że kobiety w gminach chrześcijańskich odgrywały co najwyżej role pomocnicze. Kierownictwo w gminach sprawowali tzw. starsi – byli to wyłącznie mężczyźni, nigdzie w tym kontekście nie ma nawet wzmianki o kobietach.

Kiedy więc później stopniowo wprowadzano święcenia kapłańskie i instytucję kapłanów, kobiety pomijano. Wykluczenie kobiet z kapłaństwa i stanowisk kościelnych to wynik zwyczajów, mentalności, kultury panującej w społeczności chrześcijańskiej od czasów starożytnych.

O tym, jak wyglądały sprawy kobiet w gminach chrześcijańskich w czasach apostolskich (I w.), mówią sporo listy apostołów i Dzieje apostolskie. Ponieważ są to teksty włączone do Nowego Testamentu, w Kościele przyznaje się im duże znaczenie normotwórcze dotyczące problemów aktualnych także dziś. Postaram się krótko przedstawić te kwestie, które są bardzo często podejmowane przy okazji kapłaństwa kobiet.

Kobiety tylko pomagają. W „Inter insigniores” wskazuje się na podstawie Listów św. Pawła i Dziejów apostolskich, że niektóre kobiety współpracowały z apostołami w głoszeniu ewangelii, ale pełniły jedynie role pomocnicze (autorzy „Inter insigniores” bardzo to podkreślają!). Teolodzy nie widzą tu argumentu na rzecz kapłaństwa kobiet. Raczej przeciwnie.

Na tę samą aktywność kobiet zwracają uwagę także katoliccy zwolennicy równouprawnienia kobiet w Kościele. Ale dla nich jest to argument za dopuszczeniem kobiet do kapłaństwa.

Co można obiektywnie powiedzieć?

Skromna, pomocnicza działalność kobiet jest często przez zwolenników równouprawnienia kobiet przesadnie akcentowana i wyolbrzymiana. Nie dostarcza ona argumentu na rzecz kapłaństwa kobiet. Szczególnie jeżeli uwzględni się inne wypowiedzi św. Pawła, który odgrywał olbrzymią rolę w najwcześniejszym okresie chrześcijaństwa.

Kobiety mają siedzieć cicho. Nowy Testament nie pozostawia złudzeń. Jeżeli prawa kobiet w Kościele miałyby być określone na podstawie Nowego Testamentu, to kobiety nie powinny w ogóle zabierać głosu w sprawach Kościoła, a na wszelkich zgromadzeniach kościelnych powinny milczeć. O żadnym kapłaństwie kobiet i sprawowaniu stanowisk kościelnych nie może być mowy.

Św. Paweł nie widział dla kobiet innej roli niż tylko pomaganie. A w jednym z listów do wiernych rozstrzygał: „Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych (tak określali siebie wówczas chrześcijanie), kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje (tj. prawo mojżeszowe). A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu” (1 Kor 14,33-35).

A w innym liście czytamy: „Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości. Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem – Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo” (1 Tm 2,11-14). Niektórzy teolodzy twierdzą, że św. Paweł nie jest autorem tego listu lub tego fragmentu, ale – podkreślmy – list w tym brzmieniu znajduje się w Piśmie Świętym, należy do kanonu tekstów uznanych za powstałe pod natchnieniem Ducha Świętego i ma określać zasady panujące w Kościele. Niezależnie od tego, kto jest autorem, list odzwierciedlał stanowisko i mentalność kręgów decydujących o sprawach Kościoła. Za autorstwem św. Pawła przemawia jednak fakt, że w innym liście wypowiada się w podobnym duchu: „To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny” (1 Kor 11,8).

W świetle powyższych listów jest oczywiste, że kobiety nie powinny sprawować funkcji kapłańskich i żadnych stanowisk w Kościele.

„Nie ma już mężczyzny ani kobiety”. Jest w Nowym Testamencie wypowiedź św. Pawła, która bywa rozumiana jako głos na rzecz równouprawnienia kobiet: Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” [Ga 3,28]. Podobny fragment jest też w dwóch innych listach, chociaż nie ma tam wzmianki o mężczyznach i kobietach.

Wbrew pochopnym interpretacjom, św. Pawłowi nie idzie o równość praw kobiet i mężczyzn w gminach chrześcijańskich czy społeczeństwie. Idzie mu o jedność w wierze w Jezusa Chrystusa. Zwykle przytacza się tylko zacytowane wyżej zdanie, a pomija wcześniejsze. A warto je przytoczyć: Wszyscy bowiem dzięki tej wierze (w Jezusa Chrystusa) jesteście synami Bożymi – w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,26-29).

Św. Paweł nie postulował równouprawnienia kobiet w gminach chrześcijańskich. Jak widzieliśmy, kazał kobietom siedzieć cicho. Udział kobiet w kierowaniu gminą chyba nie mieścił się św. Pawłowi w głowie. Z pewnością nie widział kobiet w gronie „starszych”, którzy decydowali o sprawach gminy.

Z tekstu listów wynika jednoznacznie, że św. Paweł nie postulował równości praw ani ogólnie, ani w Kościele. Np. w cytowanym liście pisał, że „nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego”, ale tu również miał na myśli jedność w Chrystusie. W listach nakazywał, by niewolnicy byli posłuszni panom. Akceptował posiadanie niewolników przez wyznawców Jezusa i nie postulował, by ci wyzwalali niewolników (a prawo rzymskie zezwalało na wyzwalanie niewolników). Św. Paweł pisał: „Wszyscy, którzy są pod jarzmem jako niewolnicy, niech własnych panów uznają za godnych wszelkiej czci (…). Ci zaś, którzy mają wierzących panów, niechaj ich nie lekceważą z tego powodu, że są braćmi, ale niech im lepiej służą, dlatego że są oni wierzącymi i umiłowanymi jako uczestnicy dobrodziejstwa” (1 Tm 6,1-2; Tt 2,9-10).

Dlaczego w dawnych gminach chrześcijańskich nie było równości praw kobiet i mężczyzn? I czy jest to praktyka wiążąca dla Kościoła także obecnie?

Kościelni teolodzy twierdzą, że kierowano się wiernością Chrystusowi.

To interpretacja oparta wyłącznie na domniemaniu. Natomiast faktem jest, że w ówczesnych społeczeństwach i państwach kobietom powszechnie nie przysługiwały prawa równe mężczyznom. To najpewniej dlatego również w gminach chrześcijańskich wszelkie ważniejsze stanowiska powierzano wyłącznie mężczyznom. A kiedy wprowadzono święcenie kapłańskie, to – zgodnie z tym dyskryminującym kobiety nastawieniem – kobiety wykluczono.

Pierwsi wyznawcy Jezusa wywodzili się ze środowisk żydowskich, a w judaizmie podrzędna rola kobiet zaznaczała się bardzo ostro. Kobiety nie pełniły liczących się funkcji i stanowisk, nie nauczały zasad religii, nie było – inaczej niż wśród Greków – kobiet-kapłanek. Przed sądem żydowskim świadectwo kobiety nie miało znaczenia. W Sanhedrynie (najwyższy żydowski organ religijny o dużych kompetencjach) byli sami mężczyźni.

Władze kościelne odrzucają argument, że dyskryminacja kobiet w chrześcijaństwie spowodowana była zwyczajami, mentalnością, kulturą tamtych czasów. W „Inter insigniores” twierdzi się zdecydowanie, że apostołowie i Kościół pozostawali wierni postawie Chrystusa. W ten sposób odpowiedzialność za odmawianie kobietom równych praw zrzuca się na Jezusa Chrystusa, Boga.

Powołując się na przykład Jezusa, władze kościelne osiągają kilka celów: tłumaczą wiernym przyczyny dyskryminacji, pozbywają się własnej odpowiedzialności, uzasadniają, że nie mogą tego stanu rzeczy zmienić, a także utrwalają i dogmatyzują dyskryminację.

Czy można zmieniać kościelne zasady? Można, zmieniano nawet bardzo ważne – i to od czasów najdawniejszych po dziś dzień. Przykłady?

Jak już wspominałem, około 49 r. św. Paweł i św. Piotr doprowadzili na tzw. soborze jerozolimskim do porzucenia obrzezania (obcinania napletka) przez chrześcijan, praktykowanego początkowo przy nawróceniu. Sprawie tej Nowy Testament poświęca sporo uwagi. Jezus nigdzie nie wypowiadał się przeciw obrzezaniu, nie zniósł tego archaicznego zwyczaju. Natomiast apostołowie uznali, że obowiązek obrzezania hamuje ekspansję chrześcijaństwa poza środowiskami żydowskimi. Kierowali się więc przyczynami społeczno-kulturowymi, wręcz koniunkturalizmem.

Skoro znieśli obrzezanie, które według Pisma Świętego jest świadectwem przymierza zawartego z Bogiem, to mogli też umożliwić kobietom sprawowanie wszelkich stanowisk w gminach. Nie zrobili tego, bo podrzędna rola kobiet apostołom w niczym nie przeszkadzała.

Władze Kościoła w ciągu wieków zmieniały wiele w zasadach praktycznych i w wierzeniach religijnych – o ile tylko chciały. Przykłady?

Wprowadzono święcenia kapłańskie i funkcję kapłana, celibat, instytucję zakonów. Połączono wyobrażenia i mity biblijne z filozofią grecką w niezborny system teologiczny. Zmieniano wyobrażenie Boga (z okrutnie karzącego ludzi na miłującego ludzi), złagodzono wyobrażenie piekła/potępienia, rozwinięto kult Matki Bożej Marii i kult obrazów religijnych oraz świętych. Z oporami uznano w połowie XX w. potępiane przez dwa wieki prawa człowieka. W 2018 r. uznano karę śmierci za niedopuszczalną bez względu na okoliczności (odpowiednio do tego zmieniono punkt 2267 katechizmu).

3. Sakrament

Władze Kościoła przypuszczalnie zdają sobie sprawę ze słabości swojej argumentacji. Żeby kruche uzasadnienie wzmocnić, wykluczenie kobiet z kapłaństwa powiązano z istotą sakramentu kapłaństwa. W ten sposób wykluczenie weszło do kanonu wiary katolickiej.

Według władz kościelnych kapłaństwo to sakrament, świętość ustanowiona przez samego Chrystusa. Ale to nie wszystko.

Ustalono, że sakrament święceń kapłańskich mogą przyjmować tylko mężczyźni, oraz że wykluczenie kobiet należy do istotnych, niezbywalnych treści tego sakramentu, których władze Kościoła nie mogą zmieniać (jak twierdzą, mogą zmieniać tylko mniej ważne elementy sakramentu, a wykluczenie kobiet z kapłaństwa należy – ich zdaniem – do istoty tego sakramentu).

Kodeks Prawa Kanonicznego, czyli prawo kościelne, stanowi jasno: „Święcenia ważnie przyjmuje tylko mężczyzna ochrzczony” (1024). A deklaracja „Inter insigniores” potwierdza stanowisko Piusa XII: „Kościołowi nie przysługuje żadna władza co do istoty sakramentów, to znaczy w odniesieniu do tego, co zostało przekazane nam w Objawieniu jako ustanowione i nakazane przez samego Chrystusa w sprawie znaku sakramentalnego”.

W „Inter insigniores” urasta to wręcz do roli głównego argumentu przeciw kapłaństwu kobiet.

Trzeba powiedzieć, że są to wszystko dowolne, całkowicie subiektywne ustalenia władz Kościoła. Własne ustalenia władze kościelne przedstawiają jako pochodzące od Chrystusa. W Nowym Testamencie nie ma nawet wzmianki pozwalającej twierdzić, że wykluczenie kobiet z sakramentu kapłaństwa należy do istotnych treści tego sakramentu.

Jak już pisałem, w Nowym Testamencie i wczesnym chrześcijaństwie w ogóle nie było ustalonego pojęcia sakramentu. Nie było też kapłanów. Także większość kościołów protestanckich nie uznaje kapłaństwa za sakrament. Uznaje tylko dwa sakramenty: chrzest i eucharystię. Według teologów protestanckich, tylko te dwa sakramenty zostały ustanowione przez samego Jezusa.

W Kościele katolickim sakrament kapłaństwa wprowadzono, by stworzyć zamkniętą kastę kapłanów, sprawujących nad wiernymi dyktatorską władzę. Wierni mieli słuchać bez prawa głosu. Do dziś z wielkimi oporami „przebija się” idea aktywnego uczestnictwa osób świeckich w sprawach Kościoła.

Ale nawet uznając pojęcie sakramentu kapłaństwa, z katolickiego punktu widzenia nie ma żadnych wystarczających argumentów, by twierdzić, że wykluczenie kobiet z kapłaństwa należy do istotnych treści sakramentu kapłaństwa.

Z katolickiego punktu widzenia istotą kapłaństwa jest pośredniczenie w kontakcie z Bogiem, spełnianie czynności sakramentalnych i wzgląd organizacyjny, tj. urzędowe upoważnienie do pełnienia określonych funkcji religijnych. Natomiast wykluczenie kobiet nie należy do istoty sakramentu kapłaństwa, lecz jest historycznie przyjętą praktyką, która może być zmieniona. Kościelni dostojnicy grubo przesadzili dopatrując się w wykluczeniu kobiet istotnej i niezmiennej zasady sakramentu kapłaństwa.

Z wyświęcaniem kobiet jest podobnie jak z celibatem księży. Celibat został wprowadzony decyzją władz kościelnych i decyzją władz kościelnych może być zniesiony. Przyznają to władze Kościoła. Podobnie zakaz sakramentalnego wyświęcania kobiet został wprowadzony decyzją władz kościelnych – i decyzją władz kościelnych może być zniesiony.

Zauważmy, że celibatu nie uznano jednak za istotną i niezmienną treść sakramentu kapłaństwa. Natomiast wykluczenie kobiet z kapłaństwa za treść istotną i niezmienną uznano. W obu przypadkach mamy do czynienia z dowolną decyzją władz kościelnych.

4. Wyjątkowość Kościoła

W „Inter insigniores” argumentuje się, że Kościół jest wyjątkową społecznością, w której nie obowiązuje świecka zasada równości płci. Dlaczego? Argumentacja jest dość zawiła, ale sprowadzić ją można do stwierdzenia, że Kościół jest organizacją, w której obowiązują zasady ustanowione przez Boga. Kapłani/księża zyskują władzę dzięki sakramentowi kapłaństwa, a mocą decyzji bożej kobiety tego sakramentu nie mogą przyjmować. Innymi słowy, twierdzi się, że Jezus Chrystus, Bóg, ustanowił w Kościele zasady inne niż równość praw przysługująca w państwie.

Rzecz jednak w tym, że argumentacja wykluczająca kobiety z kapłaństwa sakramentalnego ma charakter dowolnej, tendencyjnej interpretacji. Także w Kościele katolickim można by realizować zasadę równych praw, przysługującą współcześnie każdemu w państwie i społeczeństwie.

To nie wyjątkowość Kościoła stoi na przeszkodzie równouprawnieniu kobiet w Kościele. Przeszkodą są władze Kościoła wspierane przez zwolenników panowania mężczyzn w Kościele.

5. Chrystus jest mężczyzną

W „Inter insigniores” rozwijana jest obszernie koncepcja teologiczna, którą można najkrócej streścić następująco: Kapłan nie tylko reprezentuje Chrystusa, ale przez kapłana działa sam Chrystus. A ponieważ Chrystus jest mężczyzną, także kapłan powinien być mężczyzną. Po dłuższych rozważaniach teolodzy konkludują: „Nigdy więc nie należy pomijać milczeniem faktu, że Chrystus jest mężczyzną. (…) trzeba przyjąć, że w tych czynnościach, które wymagają Święceń i w których jest reprezentowany sam Chrystus (…) powinien działać mężczyzna”.

Trzeba powiedzieć, że to zaskakująca argumentacja, którą można potraktować w najlepszym przypadku z humorem jako teologiczne dziwactwo. Trudno bowiem za sensowne uznać, że biologiczna płeć Chrystusa, która jest cechą anatomiczną, ma znaczenie dla sprawowania eucharystii i innych czynności sakramentalnych. Argumentacja ta jest owocem tendencyjnego myślenia teologów, szukania wszelkich możliwych i niemożliwych uzasadnień dla wcześniej przyjętego stanowiska.

6. Natchnienie Ducha Świętego

Podkreśla się też, że Urząd Nauczycielski Kościoła podejmuje rozstrzygnięcia kierując się natchnieniem Ducha Świętego: „Kościół wypowiada swoje zdanie na mocy obietnicy Pana i obecności Ducha Świętego”.

Trzeba jednak powiedzieć, że to bardzo zawodna, subiektywna podstawa rozstrzygnięć. W żaden sposób nie da się ustalić, czy i co Duch Święty sugeruje. Każdy może słyszeć po swojemu. Nie brak katolickich teologów – świeckich i księży – którzy twierdzą, że odmawianie kobietom święceń kapłańskich nie ma uzasadnienia teologicznego.

Może lepiej w ogóle na nadprzyrodzone czynniki się nie powoływać, nie zasłaniać się Jezusem i Duchem Świętym?

7. Teologiczna metoda

Warto na koniec zwrócić uwagę na metodę stosowaną powszechnie przez kościelnych teologów i władze Kościoła. Otóż najpierw przyjmują określone stanowisko, a następnie tendencyjnie szukają uzasadnienia w Piśmie Świętym, Objawieniu bożym, Duchu Świętym i tradycji. I zawsze znajdą to, co chcą znaleźć, a pominą to, co im nie odpowiada. Sprawa zakazu obejmowania przez kobiety stanowisk kościelnych i kapłaństwa dostarcza doskonałych przykładów tej metody.

8. Słowo na zakończenie

„Chciałbym, żebyście wiedzieli, że głową każdego mężczyzny jest Chrystus, mężczyzna zaś jest głową kobiety, a głową Chrystusa – Bóg. (…) Mężczyzna zaś nie powinien nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga, a kobieta jest chwałą mężczyzny. To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny” (1 Kor 11,3-8). Tak św. Paweł wyjaśnia wiernym, dlaczego modląc się, kobieta powinna mieć nakrytą głowę, zaś mężczyzna odsłoniętą. Nakrycie głowy było w tamtych czasach znakiem poddania i pokory. Alvert Jann

*

Już po opublikowaniu tego artykułu synod Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego (luterańskiego) w Polsce opowiedział się za wprowadzeniem ordynacji kobiet na księży z dniem 1 stycznia 2022 r. Oto komunikat z oficjalnej strony tego kościoła, ogłoszony 16 października 2021 r.:

Synod Kościoła opowiedział się za wprowadzeniem ordynacji kobiet na księży.

Obradujący w Warszawie Synod Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce, na wniosek synodalnej komisji kobiet, uchwalił zrównanie praw duchownych poprzez wprowadzenie możliwości ordynacji (wyświęcenia) kobiet na posługę księdza.

Za głosowało 45 osób, 13 było przeciw, 1 głos był wstrzymujący. Zgodnie z procedurą, uchwalenie tej zmiany wymagało uzyskania bezwzglednej większości czyli większości 2/3 głosów synodałów.

Dyskusja na temat ordynacji kobiet w Kościele Ewangelicko-Augsburskim w Polsce toczyła się z przerwami od ponad 70 lat. W 1963 roku umożliwiono absolwentkom teologii wprowadzenie w urząd nauczania kościelnego, dzięki czemu katechetki nauczały, odprawiały nabożeństwa i zajmowały się pracą duszpasterską w parafiach.

W 2008 roku Synodalna Komisja Teologii i Konfesji stwierdziła, że nie istnieją przeszkody natury teologicznej w ordynowaniu kobiet na posługę księdza.

Od 1999 r., dzięki zmianom w Pragmatyce Służbowej, kobiety w Kościele mogły być duchownymi w posłudze diakona. Mogły podejmować pracę charytatywną, ewangelizacyjno-misyjną oraz pomocniczą służbę Słowa Bożego (m.in. prowadzenie nabożeństw, ślubów i pogrzebów, sprawowanie sakramentów, od 2016 r. także Sakramentu Komunii Świętej), nie miały jednak możliwości samodzielnego prowadzenia parafii.

Uchwała wejdzie w życie z dniem 1 stycznia 2022 r.

( Źródło; – https://bik.luteranie.pl/pl/nowosci/ordynacja_kobiet,3411.html)

……………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ :

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów.

O gender i LGBT piszę w artykułach:

Co to jest płeć kulturowa (gender)?” –https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/co-to-jest-plec-kulturowa/

Władze Kościoła kontra wierni: Małżeństwa homoseksualne” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wladze-kosciola-kontra-wierni-malzenstwa-homoseksualne/

Polecam ponadto:

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

………………………………………………….

Linki do cytowanych tekstów:

1 „Co to jest płeć kulturowa (gender)?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/co-to-jest-plec-kulturowa/

2 „Deklaracja o dopuszczeniu kobiet do kapłaństwa urzędowego: Inter insigniores”- https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/zbior/t_1_30.html

Pismo Święte cytuję za Biblią Tysiąclecia (Wydawnictwo Pallottinum) – http://biblia.deon.pl/ .

Katechizm Kościoła Katolickiego cytuję za: – http://www.katechizm.opoka.org.pl/

………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu. Część 26. „Argumenty przeciw istnieniu Boga. Komentarz do podręczników religii”

Bóg, jak twierdzą teolodzy, jest niedostępny badaniom naukowym, jednak z całą pewnością istnieje. Hm! To ciekawe. Może istnieć rzeczywistość niedostępna jakimkolwiek badaniom empirycznym, nie ma problemu. Ale żeby ot tak, z definicji przyjmować, że niedostępny naukowym badaniom jest Bóg, to wygląda na intelektualne kuglarstwo, chytrą sztuczkę, trik.

Tradycyjnie takie chytre sztuczki nazywa się sofistyką. W starożytnej Grecji działali wędrowni filozofowie, nauczyciele retoryki, sztuki przekonywania, filozofii. Nazywano ich sofistami. Nie stronili od filozoficznego krętactwa i kuglarstwa. Dlatego przyjęło się, że sofistyka to pokrętne, oszukańcze rozumowanie.

Kościelne nauki i teologia toną w sofistyce. Bóg ma istnieć w rzeczywistości, obiektywnie, ale jest z założenia niewykrywalny za pomocą metod empirycznych (obserwacji, doświadczeń, eksperymentów). To tak jakby powiedzieć, że istnieje żaba, która wszystko może, ale jest z definicji niedostępna naszym zmysłom. Czy musimy tę żabę zjeść? Nie musimy.

Przedstawiam 10 argumentów przeciw istnieniu Boga, o którym naucza Kościół katolicki, oraz przeciw prawdziwości kościelnych nauk. Nie znaczy to, że inne religie głoszą prawdę.

Czy argumenty te wystarczą, by uznać, że Boga nie ma, a nauki kościelne są fałszywe? Tak, zgodnie z zasadą: ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka.

* * *

1. Może istnieć rzeczywistość, która nigdy nie będzie dostępna badaniom empirycznym. Ale przypuszczenie, że jest to rzeczywistość nadprzyrodzona lub jakikolwiek bóg (w tym Bóg, o którym naucza Kościół) jest tyle samo warte, co domniemanie, że istnieje Krasnal, który wyczarował świat. W obu przypadkach brak jakichkolwiek argumentów wspierających te przypuszczenia. Dodajmy, że istnienie Boga wymaga argumentacji, bowiem w przekonaniu osób religijnych Bóg istnieje obiektywnie, tj. niezależnie od człowieka i jego wyobrażeń. Inaczej jest w przypadku np. wartości, zasad moralnych, idei, postulatów. Są one wytworem ludzkiego umysłu i kultury. Uzasadniać trzeba ich słuszność, zaś ich istnienie jest równoznaczne z ich głoszeniem. Tak nie jest w przypadku Boga. To, że głosi się wiarę w Boga, nie znaczy, że Bóg istnieje.

2. Podając argumenty na rzecz istnienia Boga, ma się często na myśli nieznaną wieczną rzeczywistość, nieokreśloną nadnaturalną siłę wyższą, boga bezosobowego lub „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę ładu panującego w przyrodzie. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że argumenty tego rodzaju nie odnoszą się do Boga, o którym naucza Kościół. Kościół odrzuca pojęcie boga jako abstrakcyjnej, bezosobowej siły wyższej. Mówi się o tym wprost w podręcznikach religii. Według Kościoła Bóg jest osobą, opiekuje się światem i ludźmi, nagradza, karze.

3. Argumenty, przytaczane na rzecz istnienia boga, są błędne i niewiarygodne. Podam jeden przykład. Teolodzy powołują się na zasadę, że wszystko musi mieć swoją przyczynę, swojego stwórcę. Na tej podstawie twierdzą, że przyczyną istnienia świata jest Bóg, który świat stworzył. Jest to argumentacja bezzasadna.

Dlaczego?

 Skoro wszystko musi mieć swojego stwórcę, to trzeba zapytać, kto stworzył Boga. A jeżeli Bóg nie musiał być – jak twierdzą teolodzy – przez nikogo stworzony, to równie dobrze świat jako całość nie musiał być przez nikogo stworzony. Teolodzy bezpodstawnie, z definicji przyjmują jednak, że tylko Bóg nie musiał być przez nikogo stworzony. Nie ma powodu, by się z nimi zgadzać.

W ten właśnie sposób na bezzasadność argumentacji teologicznej wskazywał Bertrand Russell (logik, matematyk, filozof,1872-1970) i wielu późniejszych krytyków religii (1).

Świat jest rzeczywistością niezwykłą. Jest bardzo możliwe, że w ciągle zmieniającej się postaci świat istnieje wiecznie (także przed tzw. wielkim wybuchem). Przekonanie, że wszystko musi mieć swoją przyczynę, swojego stwórcę, można odnieść co najwyżej do obiektów istniejących wewnątrz świata, ale nie do świata jako całości. Świat ma cechy rzeczywistości niezniszczalnej, wiecznej, samoistnej, nie stworzonej przez nikogo. Teza, że świat musiał być przez kogoś stworzony, a tym kimś jest Bóg, jest bezpodstawnym urojeniem, nie wytrzymującym logicznej, a tym bardziej empirycznej, krytyki.

4. Kościół każe wierzyć nie tylko w Boga, ale w wiele innych „prawd” wiary. Np. w istnienie aniołów i szatana, w duszę nieśmiertelną, w życie wieczne po śmierci, w sąd boży, w Jezusa Chrystusa, który jest synem Boga-Ojca, został poczęty bez stosunku seksualnego, a po śmierci zmartwychwstał. W szkolnym podręczniku religii czytamy, że poczęcie Jezusa nastąpiło poza normalnym, fizjologicznym aktem seksualnym kobiety i mężczyzny” (2).

Wszystko to pozbawione jest wiarygodnej argumentacji. Kościół może powoływać się tylko na Pismo Święte. Brak argumentów, które wskazywałyby, że to coś więcej niż mity religijne. Np. kościelne nauki o duszy nieśmiertelnej i życiu wiecznym są tyle samo warte, co greckie opowieści o Hadesie, hinduskie o reinkarnacji i ludowe o duchach zmarłych, odwiedzających ziemię.

5. Potrafimy powiedzieć, kim jest Zeus. To bóg z mitologii greckiej, postać fikcyjna. W jego istnienie dziś chyba nikt nie wierzy. A kim jest Bóg, o którym naucza Kościół? To postać ze starożytnych ksiąg Izraelitów, modyfikowana przez tysiąclecia zgodnie z wyobrażeniami kolejnych epok. Wiara w jego istnienie jest tyle samo warta, co wiara w istnienie Zeusa, bóstw hinduistycznych i innych. Żadne argumenty nie wspierają przekonania, że to byty istniejące w rzeczywistości. Fakt, że Bóg, w którego każe wierzyć Kościół katolicki, to postać ze starożytnych mitologii, można uznać za wystarczający dowód, że nie istnieje on w rzeczywistości. Bogowie z mitów istnieją tylko w mitach.

6. Wierzenia religijne, podawane przez Kościół, opierają się na Piśmie Świętym i jego interpretacjach. Są to księgi pochodzące sprzed około 2-3 tys. lat. Przypuszczenie, że zawierają rzeczywiście treści objawione przez Boga, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Księgi Pisma Świętego, jak wiele innych starożytnych tekstów, zawierają pewne historyczne i geograficzne fakty, ale mamy tam mnóstwo zmyśleń i religijnych mitów. Uznanie Pisma Świętego za mitologię religijną jest jak najbardziej uzasadnione.

7. Jezus mógł być postacią rzeczywistą, bo w tamtych czasach – jak i dziś – działało wielu tzw. proroków, guru, założycieli sekt. Ale mitem religijnym jest twierdzenie, że był synem bożym, został poczęty bez stosunku seksualnego, wskrzeszał zmarłych, uzdrawiał chorych, po śmierci zmartwychwstał i będzie sądzić ludzi przed końcem świata. Jak ktoś chce, może w to wierzyć, ale jeżeli nie ulegliśmy religijnej indoktrynacji, możemy to uznać wyłącznie za mity i urojenia.

8. Kościół podaje mitologiczne wyjaśnienia dotyczące przyrody, świata i człowieka. Opierają się one na opowieściach biblijnych i nie mają żadnego uzasadnienia w racjonalnej, sprawdzonej wiedzy. Karykaturalnym przykładem jest – powtarzane także w podręcznikach – wyjaśnianie chorób i śmierci grzechem pierworodnym, tj. nieposłuszeństwem, jakiego mieli się dopuścić wobec Boga pierwsi ludzie. Kościół bożym aktem stworzenia wyjaśnia powstanie i koniec świata. Wprawdzie biblijny opis stworzenia świata został uznany za przenośnię, to samo stworzenie świata przez Boga jest podawane jako wiedza prawdziwa. Nie mówi się jednak, w jaki to sposób Bóg świat stworzył. Upodabnia to całkowicie stworzenie świata do bajkowych opowieści o czarownikach, którzy potrafią wszystko, a Boga – do czarownika z bajki. Trochę więcej dowiadujemy się o końcu świata. Chrystus ma ponownie zstąpić na ziemię, osądzić ludzi, po czym z bożej woli obecny świat przestanie istnieć. Bajkowy, mitologiczny charakter tych wydarzeń jest uderzający, ale Kościół nie podaje tego jako przenośni. Inny przykład. Kościół uznał fakt ewolucji, ale naucza, że Bóg w toku ewolucji tchnął duszę nieśmiertelną w ciało człowieka, dzięki czemu człowiek zyskał właściwe ludziom zdolności myślenia i świadomość. Znów Bóg występuje jak czarownik z bajki, który w magiczny sposób zapewnił ludziom umiejętności myślenia i nieśmiertelność w Królestwie Bożym. Są to wszystko wyjaśnienia mitologiczne, nie oparte na jakichkolwiek racjonalnych przesłankach. Bajkowa fikcja i fantazja.

9. W swoim nauczaniu Kościół pomija lub przeinacza kompromitujące treści zawarte w Piśmie Świętym. Np. według Biblii Bóg nakazywał masowe rzezie. Oto co kazał Izraelitom zrobić z ludami zamieszkującymi ziemię obiecaną: Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz (…), nie okażesz im litości” (Pwt 7,1-2). Biblijny Bóg w potopie zgładził wszystkich ludzi, z wyjątkiem Noego, jego najbliższych i zwierząt uratowanych w arce. Zginęły wszystkie niemowlaki i dzieci nienarodzone. I na dodatek wszystkie zwierzęta. W Biblii czytamy: Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7,21). Podobnych przykładów można podać więcej. Kościół naucza, że „Bóg jest Miłością”, ale nawet jeśli powyższe opisy potraktujemy jako przenośnie, nie przystają do obrazu miłosiernego i mądrego Boga. Jaki z tego wniosek? Kościół manipuluje zawartością Pisma Świętego, teolodzy żonglują cytatami, znajdują w Piśmie Świętym to, co chcą znaleźć.

10. Kościół naucza, że wierzenia katolickie są racjonalne. Wielką wagę nadawali tej tezie Jan Paweł II i Benedykt XVI. Zwróćmy jednak uwagę, że źródłem katolickich wierzeń jest – jak głosi Kościół – objawienie boże i poznanie religijne, które Kościół ma zawdzięczać łasce bożej. Wierzeń tych nie można racjonalnie uzasadnić, pozostają one w sprzeczności z racjonalną wiedzą o świecie i człowieku. Przykładem jest chociażby wiara w to, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, a Jezus zmartwychwstał i przed końcem świata będzie ludzi sądzić. W encyklice Jana Pawła II można przeczytać: ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary” (3). Nieprawda. Można uznać dające się racjonalnie uzasadnić normy etyczne, podawane przez Kościół (nie znaczy to, że wszystkie, które Kościół nakazuje). Ale wiara w podawane przez Kościół „prawdy” jest nie do pogodzenia z godnością istoty rozumnej jaką jest człowiek. Dlaczego? Bo wiara w duszę nieśmiertelną, zmartwychwstanie Jezusa, cuda, sąd ostateczny itp., jest pozbawiona racjonalnej argumentacji i sprzeczna z racjonalną wiedzą o świecie i człowieku. Aby te „prawdy wiary” uznać, człowiek musi zaprzeczyć własnemu rozumowi i upokorzyć się.

Komentarz

Obowiązek udowodnienia, że istnieje Bóg osobowy, dusza nieśmiertelna, a Pismo Święte zawiera boże objawienie, spoczywa na Kościele. Wiarygodnych argumentów brak. Nie ma też argumentów uzasadniających, że Jezus mógł być poczęty bez aktu seksualnego, mógł wskrzeszać zmarłych, mógł zmartwychwstać. Zdarzenia te pozostają w sprzeczności z racjonalną wiedzą o człowieku i przyrodzie. Za to dobrze wpisują się w nurt wyobrażeń mitologicznych. Wszystko to, czego naucza Kościół katolicki, ma taki sam status jak opowieści o bogach starogreckich, krasnoludkach i reptilianach.

Każde twierdzenie wymaga argumentacji, uzasadnienia. A jaką argumentacją posługuje się Kościół? Nie ma co do tego wątpliwości. W podstawowych sprawach Kościół powołuje się na boże objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na poznanie religijne, które zawdzięczać ma łasce bożej. Tak twierdzą władze kościelne, teolodzy i podręczniki religii.

Nie jest to argumentacja racjonalna, nie opiera się na ludzkich zdolnościach rozumowania i myślenia, ani na badaniach empirycznych. Kościół odwołuje się do nadprzyrodzonych źródeł wiedzy. Dlatego trzeba powiedzieć wyraźnie, że wiedza religijna, podawana przez Kościół, należy do tej samej kategorii, co wiedza różnego rodzaju magów, guru, proroków. Czym innym zresztą mogłyby być kościelne nauki o duszy nieśmiertelnej, zmartwychwstaniu Jezusa, wniebowzięciu Maryi Panny, sądzie ostatecznym, który ma się odbyć przed końcem świata itp.

Katecheci wbijają uczniom do głów irracjonalne wierzenia, starożytne mity zapisane w Starym i Nowym Testamencie. Nie jest to żadna racjonalna wiedza. Mity te trzeba traktować tak samo jak mity greckie. Kościół nie może tego zrobić. W programach nauczania religii wprost stwierdza, że celem jest katecheza, nauczanie wiary katolickiej. Dlatego nie powinno być religii w szkole.

W cytowanym już podręczniku religii czytamy: To, że czegoś nie potrafimy wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, nie oznacza, że tego nie ma!” (4). I co z tego, że nie oznacza? Nic. Żeby uznać, że Bóg istnieje, a ludzie mają duszę nieśmiertelną i przed końcem świata będą sądzeni przez Chrystusa, trzeba podać argumenty wskazujące, że nie są to jedynie starożytne mity. Nie wystarczy powiedzieć, że chociaż nie możemy tego wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, to jednak być może jest to prawda. W ten sposób można by tłumaczyć uczniom, że być może istnieją krasnoludki, reptilianie i duchy grasujące po lasach.

Zamiast humoru

– Czy ksiądz może zajść w ciążę?

– Ależ oczywiście. To, że czegoś nie potrafimy wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, nie oznacza, że tego nie ma lub nie może się zdarzyć!

– A z jakiego powodu Bóg jest niedostępny badaniom naukowym?

– Z tego samego, co krasnoludki. – Alvert Jann

……………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Dowód na nieistnienie. Kogo?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ i inne.

……………………………………………………………

Przypisy

1 B. Russell „Dlaczego nie jestem chrześcijaninem?” – http://bacon.umcs.lublin.pl/~lukasik/wp-content/uploads/2012/09/Russell-Dlaczego-nie-jestem-chrześcijaninem3.pdf 

2 Podręcznik religii dla liceum: „Drogi świadków Chrystusa w Kościele”, jezuickie Wydawnictwo WAM, notes ucznia, s. 69.

3 Jan Paweł II, Encyklika „Wiara i rozum” – http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/fides_ratio_0.html

4 Cyt. wyżej podręcznik religii, s. 36.

………………………………………………………………………………

Cwiczenia z ateizmu. Część 25. „Katolicki Uniwersytet Lubelski zajmie się magią”

Nie uwierzycie, na wydziale filozoficznym KUL pojawił się tubylec z Wysp Trobriandzkich (Zachodni Pacyfik) i chce robić doktorat nie o magii, ale z magii. Przywiózł dziełko, w którym dowodzi, że moce magiczne istnieją naprawdę, a tradycyjna magia odprawiana od wieków w jego kraju jest skuteczna.

Magię trobriandzką dokładnie badał i opisał przed laty nasz rodak Bronisław Malinowski (1884-1942). Za badania kultur tamtego regionu otrzymał katedrę na Uniwersytecie Londyńskim. Tubylec nie omieszkał zaznaczyć, że niedawno minęło  100 lat od uzyskania przez Malinowskiego doktoratu na Uniwersytecie Londyńskim. „Ta okrągła rocznica zobowiązuje Polaków” – mówił na posiedzeniu rady wydziału.

Tubylec nie w pełni zgadzał się z wielkim etnologiem. „Cenię bardzo Bronisława Malinowskiego – powiedział – ale różnię się od niego. Bronisław Malinowski nie wierzył w magię, tylko ją wnikliwie opisywał. Ja postępuję inaczej. Nie tylko analizuję, ale dowodzę, że praktyki magiczne, zaklęcia, mają moc realną i są skuteczne, o ile tylko są prawidłowo wykonywane”.

Zebrani filozofowie i teolodzy ze szczególnym uznaniem przyjęli następującą ideę, mocno akcentowaną przez tubylca: „Wy dowodzicie istnienia mocy Bożej, a ja mocy magicznych. To bliskie sobie zagadnienia, właściwie tożsame. Dziś, Czcigodna Rado, czas zjednoczyć siły. Musimy działać wspólnie, ponad historycznymi podziałami. Dotychczas podkreślaliśmy różnice, a pomijaliśmy podobieństwa. Niesłusznie. Magia i religia to jedno”.

– Obiektywnie patrząc, ma rację – szeptano na sali ze zrozumieniem.

„Przyjrzyjmy się. Podobieństwa są fundamentalne, różnice tylko formalne – kontynuował tubylec. – W magii idzie o bezbłędne wypowiedzenie właściwego zaklęcia, by wpłynąć na rzeczywistość. W waszej religii zwracacie się do świętego o wstawiennictwo u Boga, by spowodować uzdrowienie. Co więcej, odpowiednio wykonana czynność, jaką jest chrzest, powoduje związek z Bogiem, którego nie da się odkręcić. W innej znanej religii bez tzw. obrzezania, obcięcia napletka, nie ma przymierza z Bogiem. Ale wróćmy do katolicyzmu. Kościelni egzorcyści słowem i święconą wodą wypędzają szatana z ciał opętanych. Egzorcysta i mag to różne odmiany tego samego gatunku. Co więcej, Kościół wierzy w magię, wierzy, że człowiek może rzucić mocą szatana urok na drugiego człowieka. Nie tak jak ateiści, którzy podważają wiarę zarówno w religię, jak i w magię. Magię trzeba udoskonalić, ucywilizować, a nie zwalczać”.

Wniosek ten zebrani przyjęli ze zrozumieniem.

„Zarówno w magii, jak i w religii – kontynuował tubylec – moc nadprzyrodzona tkwi w czynnościach religijnych lub magicznych, co na jedno wychodzi. Ale religia i magia mają jeszcze głębsze wspólne podstawy. Łączy nas starożytna wiara w nadprzyrodzone moce tajemne, w rzeczywistość inną niż przyrodnicza, zwyczajna. To rzeczywistość, która jest boska i magiczna zarazem”.

Na posiedzeniu rady wydziału wywiązała się ciekawa dyskusja. Zgodzono się, że pojęcia Boga i mocy magicznych nie są ze sobą sprzeczne, lecz uzupełniają się. Uznano, że moce magiczne, tak samo jak moce boskie, usytuowane są tam, gdzie rozum nie sięga, logiczna zasada sprzeczności nie obowiązuje, badania empiryczne są niemożliwe. Można więc twierdzić, że istnieją z całą pewnością.

Na zakończenie wyrażono ubolewanie, że magia nie jest nauczana w szkołach. Zgodzono się, że trzeba to zmienić. Aby przygotować kadry zdolne nauczać nie tylko religii, ale i magii, postanowiono powołać Katedrę Filozofii Boga i Mocy Magicznych (katedry filozofii Boga istnieją na katolickich uczelniach, np. na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie). – Alvert Jann

Warszawa, 1 kwietnia br.

.………………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Lekcje religii w szkołach wyższych” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Chrześcijaństwo obłędu” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Savage-Memory

Bronisław Malinowski na Wyspach Trobriandzkich, 1916.