Ćwiczenia z ateizmu

Ćwiczenia z Ateizmu. Część 16. Pismo Święte jakiego nie znacie

Zarówno katolicy, jak i ateiści, mogą być zaskoczeni tym, co zawiera Pismo Święte. Są tam rzeczy obłędne i straszne. Podręczniki szkolne i katechizm pomijają kompromitujące treści, a warto o nich wiedzieć. Tytuł tego artykułu zapożyczyłem z nieistniejącej już strony poświęconej Biblii.

Święte wojny, rzezie, masakry

Prorok Izajasz tak oto wieszczy wojnę, w której wrogowie zostaną za sprawą Boga zmasakrowani:

„Zawyjcie, bo bliski jest dzień Pański, nadchodzi jako klęska z rąk Wszechmocnego.(…) Każdy odszukany będzie przebity, każdy złapany polegnie od miecza. Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach, ich domy będą splądrowane, a żony – zgwałcone. (…) Wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone. Nad noworodkami się nie ulitują, ich oko nie przepuści także niemowlętom” (Iz 13, 6,15-16,18).

Jest też w Starym Testamencie ludobójstwo dokonane z bożego nakazu. Oto polecenie dane przez Boga narodowi wybranemu: 

„Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, aby ją posiąść, usunie liczne narody przed tobą: Chetytów, Girgaszytów, Amorytów, Kananejczyków, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebusytów: siedem narodów liczniejszych i potężniejszych od ciebie. Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz, obłożysz je klątwą, nie zawrzesz z nimi przymierza i nie okażesz im litości” (Pwt 7, 1-2).

Warto wiedzieć, co zrobił Mojżesz, kiedy schodząc z tablicami Dekalogu z góry Synaj, zastał w obozie Izraelitów rozpasanie i kult złotego cielca.

„Zatrzymał się Mojżesz w bramie obozu i zawołał: «Kto jest za Panem, do mnie!» A wówczas przyłączyli się do niego wszyscy synowie Lewiego. I rzekł do nich: «Tak mówi Pan, Bóg Izraela: „Każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego”». Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza, i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów. Mojżesz powiedział wówczas do nich: «Poświęciliście ręce dla Pana, ponieważ każdy z was był przeciw swojemu synowi, przeciw swemu bratu” (Wj 32, 26-28).

Obrazów masakry, wojennych zbrodni i ludobójstwa, dokonanych z nakazu Boga, jest w Biblii więcej.

Masowa zagłada

Oto scena potopu z Księgi Rodzaju:

„Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi (…) rzekł: >Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki< (…). Tylko Noego Pan darzył życzliwością” (Rdz 6,5-8). Rezultat: „Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7, 21).

A oto jak Bóg potraktował zbiorowo mieszkańców Sodomy i Gomory, których oskarżył o różne bezeceństwa:

„Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana >z nieba<. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność” (Rdz 19, 24-25).

Bóg zgładził, jak widać, także niemowlaki i małe dzieci, oraz kobiety w ciąży.

Kary okrutne

Prawo, przekazane Mojżeszowi przez Boga, nakazuje karę śmierci w kilkudziesięciu przypadkach. Za co?

„Jeśli się znajdzie człowieka śpiącego z kobietą zamężną, oboje umrą: mężczyzna śpiący z kobietą i ta kobieta. (…) Jeśli dziewica została zaślubiona mężowi, a spotkał ją inny jakiś mężczyzna w mieście i spał z nią, oboje wyprowadzicie do bramy miasta i kamienować ich będziecie, aż umrą” ( Pwt 22, 22-24 ).

Na czym polega kamienowanie? Na zabiciu kamieniami rzucanymi przez zgromadzony tłum. Wykonywane jest z wyroku sądowego, ale nierzadko – jak wynika z Biblii – ma charakter samosądu. 

  Kamienowaniem miał być karany brak dziewictwa u poślubionej młodej kobiety: „jeśli oskarżenie to okaże się prawdziwym, bo nie znalazły się dowody dziewictwa młodej kobiety, wyprowadzą młodą kobietę do drzwi domu ojca i kamienować ją będą mężowie tego miasta, aż umrze” (Pwt 22,20-21).

Także syn, zachowujący się nagannie, ma być ukamienowany:

Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny, ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, i powiedzą starszym miasta: «Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu». Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze” (21, 18-21).

Śmiercią miały być karane stosunki homoseksualne oraz seks ze zwierzętami:

„Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli. Jeżeli kto bierze za żonę kobietę i jej matkę, dopuszcza się rozpusty: on i ona będą spaleni w ogniu, aby nie było rozpusty wśród was. Ktokolwiek obcuje cieleśnie ze zwierzęciem wylewając nasienie, będzie ukarany śmiercią. Zwierzę także zabijecie. Jeśli kobieta zbliży się do jakiegoś zwierzęcia, aby z nim się złączyć, zabijesz i kobietę, i zwierzę” ( Kpł 20, 13-16).

A oto inny ciekawy fragment. Prawo, rzekomo objawione przez Boga, nakazuje zabijać członków własnej rodziny, jeśli nakłaniają do zmiany religii:

Jeśli cię będzie pobudzał skrycie twój brat, syn twojej matki, twój syn lub córka albo żona (…) mówiąc: <Chodźmy, służmy bogom obcym>, bogom, których nie znałeś ani ty, ani przodkowie twoi – jakiemuś spośród bóstw okolicznych narodów, czy też dalekich od jednego krańca ziemi do drugiego – nie usłuchasz go, nie ulegniesz mu, nie spojrzysz na niego z litością, nie będziesz miał miłosierdzia, nie będziesz taił jego przestępstwa. Winieneś go zabić, pierwszy podniesiesz rękę, aby go zgładzić, a potem cały lud. Ukamienujesz go na śmierć, ponieważ usiłował cię odwieść od Pana, Boga twojego (Pwt 13,7-11).

I jeszcze:

Jeśli usłyszysz (…) że wyszli spośród ciebie ludzie przewrotni i uwodzą mieszkańców swego miasta mówiąc: <Chodźmy, służmy obcym bogom!>, których nie znacie – przeprowadzisz dochodzenia, zbadasz, spytasz, czy to prawda. Jeśli okaże się prawdą, że taką obrzydliwość popełniono pośród ciebie, mieszkańców tego miasta wybijesz ostrzem miecza, a samo miasto razem ze zwierzętami obłożysz klątwą” (Pwt 13,13-16).

W innym miejscu Bóg nakazuje kamienować tych, którzy przechodzą „do bogów obcych, by służyć im i oddawać pokłon” (Pwt 17,3).

Wiara w cuda i opętanie

Nowy Testament przeładowany jest opisami cudownych uzdrowień, wskrzeszeń zmarłych, wypędzania złych duchów z ciał opętanych. Kościół podtrzymuje te wierzenia, poszukuje cudów przy okazji kanonizowania świętych, powołuje egzorcystów. Oto kilka scen z Ewangelii:

„Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: «Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. (…) Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!». Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli” (Mk 1, 21-27).

„I przypłynęli do kraju Gergezeńczyków (…) wybiegł Mu naprzeciw pewien człowiek, który był opętany przez złe duchy. Już od dłuższego czasu nie nosił ubrania i nie mieszkał w domu, lecz w grobach. (…) A Jezus zapytał go: «Jak ci na imię?» On odpowiedział: «Legion», bo wielu złych duchów weszło w niego. Te prosiły Jezusa, żeby im nie kazał odejść do Czeluści. A była tam duża trzoda świń, pasących się na górze. Prosiły Go więc [złe duchy], żeby im pozwolił wejść w nie. I pozwolił im. Wtedy złe duchy wyszły z człowieka i weszły w świnie, a trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i utonęła” (Łk 8, 26-33).

„Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił” (Mk 1, 32-34).

„Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!” Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom!” A gdy szli, zostali oczyszczeni” (Łk 17, 12-14).

Apokalipsa

W Nowym Testamencie znajduje się objawienie św. Jana, nazwane Apokalipsą. Obłędna halucynacja zawiera obraz zagłady mas ludzkich i dewastacji Ziemi przed nastaniem Sądu Bożego i Królestwa Bożego. Wszystko z woli Boga, o którym Kościół mówi, że jest Miłością.

Tekst Apokalipsy jest długi, zawiły, przytaczam tylko kilka zdań. Oto po różnych dziwacznych i strasznych zdarzeniach do dzieła przystępują aniołowie:

„I pierwszy zatrąbił. A powstał grad i ogień – pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. A spłonęła trzecia część ziemi i spłonęła trzecia część drzew, i spłonęła wszystka trawa zielona” (Ap 8, 7).

(…) „I zostali uwolnieni czterej aniołowie, gotowi na godzinę, dzień, miesiąc i rok, by pozabijać trzecią część ludzi. (…) I tak ujrzałem w widzeniu konie (…) a z pysków ich wychodzi ogień, dym i siarka. Od tych trzech plag została zabita trzecia część ludzi” (Ap 9, 15-18).

Słowo na zakończenie

Katechizm Kościoła katolickiego i Sobór Watykański II stwierdzają:Bóg jest Autorem Pisma świętego. Prawdy przez Boga objawione, które są zawarte i wyrażone w Piśmie świętym, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego. Święta Matka Kościół uważa, na podstawie wiary apostolskiej, księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości, ze wszystkimi ich częściami za święte i kanoniczne, dlatego że, spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, Boga mają za Autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane” (KKK 105).

Teolodzy mają dziś problem. Próbują kompromitujące fragmenty Pisma Świętego pomijać albo poddać pokrętnej interpretacji, złagodzić, przedstawić w wersji soft, zmiękczyć, zakamuflować. Mówi się, że tekstów biblijnych nie można rozumieć dosłownie, mamy tam metafory, przenośnie, symbole. Ale czy metaforyczna wizja, w której z woli Boga „wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone”, nie może budzić odrazy? I kto jest autorem tych słów?

A może zamiast szukać pokrętnych wyjaśnień, trzeba powiedzieć, że nie są to księgi spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, tylko zwyczajne pełne zmyśleń starożytne opowieści, jakich wiele. I traktować tak samo jak mitologię starogrecką.- Alvert Jann

PS. Wszystkie cytaty według: Biblia Tysiąclecia. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Pallottinum – http://biblia.deon.pl

Katechizm Kościoła Katolickiego cytuję za: – http://www.katechizm.opoka.org.pl/

……………………………………………………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu”  https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

………………………………………………………………………………………………………………………..

Ćwiczenia z Ateizmu 15. Ateizm na dziś.

Chciałbym napisać, jaki ateizm we współczesnej Polsce jest potrzebny i ma perspektywy rozwoju. Dziś ateizmowi najlepiej w towarzystwie naturalizmu, nauki i praw człowieka.

Naturalizm

Najlepszą filozoficzną podstawą ateizmu jest naturalizm. Główne twierdzenie naturalizmu mówi, że istnieje tylko przyroda, natura. Do przyrodniczej rzeczywistości należą także doznania psychiczne i wszelkie formy myślenia. Są to pochodne funkcjonowania układu nerwowego i mózgu, nie istnieją poza organizmami biologicznymi.

Na dobrą sprawę zamiast o ateizmie można by mówić właśnie o naturalizmie, chociaż nie postuluję takiej zmiany. Bez potrzeby nie warto burzyć językowych zwyczajów.

Przyroda (natura) to rzeczywistość, która nas otacza i której jesteśmy częścią. Obejmuje ona mikro i makrokosmos, wiele niepoznanych i trudnych do zrozumienia form. Nie ma żadnych uzasadnień, żadnych dowodów, by wierzyć, że istnieją jakiekolwiek byty nadprzyrodzone, nadnaturalne, bez względu na to, czy nazywa się je bogiem lub inaczej. To, że bóg nie istnieje, można dowieść/uargumentować bardzo dobrze (link poniżej). Natomiast tego, że bóg istnieje, nie można dowieść/uzasadnić w żaden sposób.

Bóg

Wyobrażenie boga występuje w świadomości ludzi w dwóch postaciach:

Po pierwsze, jako abstrakcyjna rzeczywistość nadprzyrodzona. To jakby bóg abstrakcyjny, nieokreślony. Nazywany jest transcendencją, absolutem, pierwszą przyczyną, pierwotną energią, siłą wyższą, uniwersalnym duchem, rozumem rządzącym wszechświatem, bytem przenikającym wszystko lub wręcz utożsamianym z przyrodą. To w zasadzie bóg bezosobowy, właściwy deizmowi i panteizmowi, ale bywa  eklektycznie łączony z wierzeniami chrześcijańskimi.

Pojęcie boga abstrakcyjnego występuje zarówno w umysłach niektórych dzisiejszych filozofów i naukowców, jak i w kulturach prymitywnych, w wyobrażeniach niepiśmiennych tubylców badanych przez etnologów i w pospolitych ludowych emocjach. W tej prostej postaci jest to wyobrażenie mocy tajemnych, zazwyczaj powiązane z magią. Pojęcie tzw. boga filozofów i fizyków jest niczym innym niż przetworzeniem owego pierwotnego wyobrażenia niepojętych mocy.

Po drugie, mamy pojęcie boga znane z wielu religii, w tym chrześcijaństwa. To istota duchowa, rozumna, ingerująca w życie ludzi, w szczególności opiekująca się nimi, ale także karząca za przewinienia. Każda religia nadaje bogu odmienne cechy. W judaizmie, chrześcijaństwie i islamie bóg wywodzi się z mitologii biblijnej, występuje jako wszechmocny stwórca świata i prawodawca. Pojęciu boga towarzyszy wiele innych wierzeń. W chrześcijaństwie są to wyobrażenia nieba, piekła, aniołów, szatana, duszy nieśmiertelnej, grzechu pierworodnego, sądu ostatecznego, zmartwychwstania, zbawienia, potępienia, cudów itp. Katolik powinien w to wszystko wierzyć.

Bóg abstrakcyjny i bóg ze znanych religii nie mają ze sobą nic wspólnego, poza może jednym – jest to przetworzenie pierwotnego wyobrażenia niepojętych mocy.

Z punktu widzenia chrześcijaństwa wiara w boga abstrakcyjnego jest ciężkim błędem i w średniowieczu można było za to spłonąć na stosie. Dziś, wobec kryzysu religii, Kościół katolicki toleruje te herezje także wśród wiernych, o ile zachowują lojalność wobec Kościoła i składają publiczną deklarację właściwej wiary.

Współcześnie idea boga abstrakcyjnego, np. nieokreślonej siły wyższej, bezosobowego ducha, transcendencji, stała się dość popularna w krajach zachodnich. Nie ma żadnych uzasadnień, dowodów, które świadczyłyby, że byty tego rodzaju istnieją realnie.

Można natomiast hipotetycznie brać pod uwagę, że istniała czy istnieje nieznana nam dziś pierwotna czy podstawowa forma rzeczywistości przyrodniczej, np. rzeczywistość kwantowa albo też rzeczywistość poprzedzająca tzw. wielki wybuch. Zauważmy jednak, że w obu przypadkach idzie o rzeczywistość jak najbardziej naturalną, a nie o boga i podobne mu wyobrażenia. Fizyka kwantowa, teoria cyklicznych wszechświatów poprzedzających powstanie naszego wszechświata i inne, dotyczą przyrody, rzeczywistości naturalnej, w żaden sposób nie uprawdopodobniają istnienia boga czy bytów nadnaturalnych.

Również transcendencję można by pojmować jako pierwotną czy podstawową rzeczywistość naturalną, przyrodniczą, chociaż kłóci się to z dotychczasowym rozumieniem tego słowa.

Naturalizm, odrzucający istnienie bytów nadprzyrodzonych, odgrywa we współczesnej kulturze i świadomości ludzi coraz większą rolę. Jest to skutek przede wszystkim rozwoju nauki.

Nauka

Konsekwentny ateizm odrzuca wiedzę pochodzącą z tzw. objawienia bożego, doświadczenia mistycznego, iluminacji, źródeł tajemnych, ezoteryki itp. Tylko wiedza zdobyta w sposób akceptowany na gruncie nauki współczesnej może być uznana za prawdziwą. Metody i procedury naukowe nie są czymś nadzwyczajnym, pozostają w zgodzie z naszym codziennym sposobem zdobywania wartościowej wiedzy za pomocą obserwacji, doświadczeń, eksperymentowania, racjonalnego myślenia. Poznanie naukowe, dzięki konsekwentnie przemyślanym metodom badawczym oraz instrumentom służącym obserwacji i analizie danych, osiąga znacznie wyższy poziom wiarygodności niż poznanie dostępne nam na co dzień.

Nauka współczesna, podobnie jak ateizm, stoi na stanowisku naturalizmu, tzn. przyjmuje w praktyce, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne. Nie bierze pod uwagę rzeczywistości nadprzyrodzonej. Dlaczego? Bo nigdzie nie znajduje przyczyn nadprzyrodzonych, duchów, boga. Naturalizm nauki harmonizuje z ateizmem, natomiast kłoci się zdecydowanie z teizmem.

Wbrew poglądom teistów, naturalizm nauki nie jest założeniem czy rezultatem światopoglądu naukowców, ale wynikiem naukowej działalności, faktu, że badania naukowe nie wskazywały i nie wskazują na istnienie bytów i przyczyn nadprzyrodzonych. Byty nadprzyrodzone nie dają o sobie znać. Naukowiec może wierzyć, że bóg czy boska transcendencja istnieją. W wywiadach dla mediów może mówić, że jest o tym przekonany. Są to jednak wyłącznie jego osobiste przekonania nie mające nic wspólnego z nauką, podobnie jak sympatyzowanie z tym lub innym klubem piłki nożnej. Religijni naukowcy nie potrafią przytoczyć żadnych dowodów czy uzasadnień przemawiających za istnieniem rzeczywistości nadnaturalnej. Nic dziwnego, że religijnych naukowców jest niewielu. Np. wśród członków amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk wiarę w boga zadeklarowało 7% (link poniżej).

Różnica między nauką a religią polega m.in. na tym, że nauka uznaje za prawdziwe tylko te twierdzenia, które przeszły procedury sprawdzania. Jeżeli nie znajdują dostatecznego uzasadnienia, mają status hipotez, przypuszczeń. Hipoteza naukowa nie jest jednakowoż dowolnym przypuszczeniem, musi znajdować oparcie w analizach i badaniach.

Twierdzenie głoszące, że bóg istnieje, nie jest w żaden sposób potwierdzone i nie może być uznane za prawdziwe. Nie ma nawet powodów, by uznawać je za hipotezę.

Na gruncie religii tzw. prawdy wiary uzasadniane są na podstawie fantastycznych opowieści, które nie wytrzymują żadnych racjonalnych prób sprawdzenia. Np. chrześcijaństwo i judaizm opierają się na przypuszczeniu, pozbawionym jakichkolwiek podstaw, że Biblia zawiera objawienie boże. Także uznając nawet historyczność Jezusa, nie da się potwierdzić czy uzasadnić, że był on synem bożym poczętym z Ducha Świętego, zesłanym by odkupić świat. Nie można uznać, że to prawda albo hipoteza – to wyłącznie fantastyczna mitologia.

Nauka współczesna nie potwierdza żadnych przypuszczeń, że istnieje bóg, który stworzył świat i życie, kieruje ewolucją, ustanowił prawa przyrody, ingeruje na poziomie kwantów, przenika wszystko i jest obecny wszędzie. Przypuszczenia te nie mogą być uznane za prawdziwe.

W żaden sposób nie jest potwierdzone stanowisko tych religijnych filozofów, którzy uważają, że prawdziwe poznanie – w tym naukowe – człowiek zawdzięcza bogu. Nieuprawnione jest przekonanie, że pojęcie prawdy wymaga istnienia boga czy transcendencji. Założenie, że istnieje boska skarbnica wiedzy, którą człowiek odsłania, jest wyłącznie literacką fikcją. Teistyczna teoria poznania ma cechy sofistyki, tj. filozoficznego krętactwa. Nauka i poznanie nie mają teistycznych podstaw

Nauka czyni olbrzymie postępy, ale nie wyjaśnia wszystkiego – przede wszystkim nie wiemy, jak przyroda powstała, czy może w jakiejś formie była wieczna. Trzeba jednak powiedzieć wyraźnie, że religia nic nie wyjaśnia, nie odpowiada na te pytania, podaje co najwyżej wyjaśnienia fikcyjne, podtrzymuje archaiczne wyobrażenia i mity.

Etyka praw człowieka

Ateizm stoi na gruncie etyki świeckiej. Współcześnie najdonioślejszą świecką etykę i aksjologię prezentują prawa człowieka. Nie są one tylko przepisami prawnymi – są to zasady etyczne przekładane na język przepisów prawa.

U podstaw etyki praw człowieka leży idea ograniczenia przemocy i krzywd doświadczanych przez ludzi w życiu społecznym. Prawa człowieka regulują – zgodnie z wartościami i etyką praw człowieka – stosunki między ludźmi, przede wszystkim ograniczają władzę państwową i mają chronić przed jej nadużywaniem, ale mają chronić człowieka także przed kościołami, wspólnotami, organizacjami, przed społecznością lokalną, rodziną i innymi grupami, także tymi, do których należy się dobrowolnie. Można powiedzieć, że mają chronić człowieka przed człowiekiem.

Nie sposób tu przedstawiać szerzej wartości i etyki praw człowieka. Wspomnijmy tylko o wolności słowa i przekonań, prawach socjalnych oraz zasadzie równego traktowania bez względu na narodowość, rasę, religię, światopogląd, płeć, orientację seksualną itp.

Kościół katolicki przeciwstawiał się zdecydowanie prawom człowieka aż do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965 ). Zmienił stanowisko z konieczności. Od zakończenia drugiej wojny światowej znaczenie praw człowieka we współczesnym świecie wzrosło na tyle, że ich otwarte negowanie groziło Kościołowi marginalizacją. Przedtem w encyklikach papieskich roiło się od zdecydowanego sprzeciwu wobec tych praw. Ciekawy przykład to papież Pius IX, który w encyklice „Quanta cura” z 1864 r. wymienił osiemdziesiąt dokładnie ponumerowanych błędnych – jego zdaniem – poglądów, których wierni nie mogą uznawać. Odrzucał prawa człowieka, uważał, że religia katolicka powinna mieć status religii państwowej, odrzucał wprost wolność słowa, wyznania, sumienia.

Kościół przyjmuje wsteczną, konserwatywną interpretację praw człowieka. Nadal przeciwstawia prawom człowieka tzw. prawo boże (nazywane też prawem naturalnym). Konflikt jest głębszy niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. „Prawo boże” ustalają kościelni hierarchowie zgodnie z własną wolą, powołując się dowolnie na objawienie boże i święte księgi. Prawa człowieka ustalane są w dyskursie publicznym niepoddanym kontroli kościołów, w państwach o liberalno-demokratycznych ustrojach są one podstawą prawa stanowionego, stoją wyżej niż rzekome prawo boże. Kościół próbuje stawiać tzw. prawo boże ponad prawem stanowionym. Widać tu dążenie Kościoła do klerykalizacji państwa.

Warto podkreślać, że chociaż prawa człowieka są wynalazkiem zachodnim, zyskują uniwersalny charakter. Ich rola we współczesnym świecie jest olbrzymia, są atrakcyjne także dla bardzo wielu muzułmanów i obywateli państw niedemokratycznych. Nie jest oczywiście łatwą sprawą wcielanie praw człowieka w życie, budzą one też wiele szczegółowych kontrowersji, ale stanowią najbardziej dynamiczną ideę moralną i polityczną współczesnego świata. – Alvert Jann

……………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 16 artykułów, m.in.:

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ilu naukowców wierzy w boga?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/

Ćwiczenia z ateizmu 13. „Sens” według teologów i nie tylko

Z odrobiną zdrowej bezczelności powiem, że człowiek nie potrzebuje jakiegoś szczególnego sensu wymyślonego przez teologów, księży, kapłanów, kaznodziei, proroków, guru, filozofów, pisarzy, ideologów itp. Jesteśmy istotami biologicznymi, podobnie jak inne gatunki mamy sens – chciałoby się powiedzieć – w sobie, w naszym organicznym wyposażeniu. To naturalny sens życia, dany nam przez przyrodę, tj. naturę. Co to takiego? To pragnienie życia, które nosimy w sobie. Jeżeli chęć życia dominuje, życie ma dla nas sens. Bez tej organicznej woli życia nasz gatunek (tak jak i inne gatunki zwierząt) by nie powstał i nie utrzymał się.

Ktoś mógłby nazwać to poczucie sensu zwierzęcym. Tak, to zwierzęce, naturalne poczucie sensu. Nie gardźmy zwierzęcością. Jesteśmy gatunkiem zwierząt i różne zwierzęce właściwości są dane także nam. Możemy dostrzegać szczególne właściwości naszego gatunku, ale nie wywyższajmy się za bardzo, bo – powiedzmy pół żartem, pół serio – zwierzęta przypomną nam, jak bardzo jesteśmy do nich podobni.

Naturalne pragnienie życia pozwala nam przeżyć życie bez konieczności wiary w jakiekolwiek religie. I nie znaczy to, że nasze życie miałoby się sprowadzać do bezmyślnej biologicznej wegetacji, do spania, jedzenia itp. Wbrew pozorom także życie zwierząt nie na tym polega. Są one aktywne, korzystają z życia na swój sposób, tak jak my możemy cieszyć się życiem po swojemu.

Spróbuję tu napisać, jak sens ludzkiego życia i świata przedstawiają teolodzy (mam na uwadze przede wszystkim religie odwołujące się do Biblii, najbliższe kulturze Europy i Polski). Chciałbym też pokazać ciekawy proces: jak ten „sens” staje się nonsensem. I jaki sens ma życie bez boga.

Bóg jako dostawca sensu

Według teologów, ludzkiemu życiu, człowiekowi, światu sens nadaje religia. Jako dostawca sensu występuje bóg. Jaki to sens? Mówią oni, że bóg stworzył świat i człowieka, a po śmierci będziemy żyć wiecznie w niebie. Czasami dodają, że bóg nas kocha i wspomaga. To jest ten sens. Dlatego naszym celem powinna być głęboka wiara, oddawanie czci bogu-stwórcy, dążenie do boga.

Ten „sens” jest przekazywany nieznośnym księżowskim żargonem, nieznośną retoryką, potokiem sloganów, jakby autorzy nie potrafili mówić ludzkim głosem. Wszystko przetykane religijną mitologią, z której wyparowały życiodajne soki.

Oto przykłady w miarę przejrzystych tekstów, chociaż przeładowanych teologią i księżowskim gadaniem (autorami są znani księża):

celem życia człowieka jest niebo, to znaczy zjednoczenie z Bogiem, który nas stworzył (tzn. „zrobił” z niczego, kodując w nas swój obraz i podobieństwo), zbawił (tzn. uratował od tego, co najbardziej nam ciąży, czyli od śmierci i lęku przed nią, od winy i od niszczącego jej poczucia) i w ogóle nas kocha. Wtedy (tzn. w niebie) osiągamy pełnię szczęścia dostępując pełni podobieństwa do Boga”. Inny ksiądz pisze: „W rozumieniu ludzkim, nie tylko chrześcijańskim, sensem życia powinna być miłość – czyli: jednoczenie się z Bogiem. Słowo ‚miłość’ jest tu brane w szerokim znaczeniu. Bo człowiek jednoczy się z Bogiem nie tylko w akcie modlitwy kontemplacyjnej, ale również gdy postępuje w prawości, mądrości, wolności, pokoju i miłości. Kiedy tak myśli, mówi i czyni, jednoczy się z Bogiem, uczestniczy w Jego Bóstwie. Specyfika zaś chrześcijaństwa polega na tym, że w tej drodze pomaga mu Jezus, który ową prawdę uwyraźnił w Ewangelii. Tak przez swoje nauczanie, jak i przez przykład własnego życia. I w ten sposób prowadzi swoich uczniów”.

Mieszanie teologii z fizyką

Są też bardziej wymyślne teologiczne koncepcje sensu. Np. ks. prof. Michał Heller – i nie tylko on – próbuje powiązać rozważania teologiczne z fizyką i filozofią, akcentuje związek sensu ludzkiego życia z sensem wszechświata. Przez mieszanie teologii z fizyką i filozofią rozważania Hellera mogą sprawiać wrażenie głębokich i opartych na osiągnięciach nauki. Wychodzi jednak na to samo: bóg stworzył świat i człowieka, w tym zawiera się sens wszystkiego. Zmieszanie religijnej mitologii z fizyką i filozofią sprawia, że jakość absurdów wyraźnie wzrasta.

Coraz częściej inspiracją teologicznych rozważań staje się teoria kwantów. Rzecz w tym, że fizyka kwantowa w żaden sposób nie uprawdopodabnia istnienia boga. Dotyczy ona przyrody, rzeczywistości naturalnej, ma charakter modeli matematycznych. W żaden sposób nie wynika z tego istnienie boga, tak jak nie wynika z teorii grawitacji czy z twierdzenia Pitagorasa.

W tekstach teologów i religijnych autorów pojawiają się najdziwniejsze sugestie. Można przeczytać, że bóg ingeruje w przyrodę na poziomie kwantów. Potrafią napisać, że bóg przenika w niewykrywalnej postaci wszystko, co istnieje i nas otacza, a istnienie przyrody jest dla nich dowodem istnienia boga. Jeszcze inni twierdzą, że bóg jest obecny w prawach przyrody, a istnienie tych praw świadczyć ma o istnieniu boga. Wszystkie te wątki występują u Hellera.

Można zapytać, skąd oni o tym wszystkim wiedzą? Z sufitu. To nie są nawet liczące się hipotezy, bo wartościowa hipoteza wymaga liczącego się uzasadnienia, a tu mamy do czynienia z pozbawionymi podstaw imaginacjami.

Po co to mieszanie nauki z religią? Do czego potrzebna ta przedziwna mikstura?

W religijnych tekstach, także u Hellera, nauka służy sofistycznym zabiegom mającym sugerować istnienie boga (sofistyka to nierzetelne argumentowanie i wnioskowanie, pokrętne rozumowanie – celowali w tym wędrowni filozofowie starogreccy zwani sofistami, mówiono o nich z ironią, że potrafią udowodnić każde twierdzenia). Religijni autorzy, odwołując się do nauki, próbują za pomocą sofistycznego kuglarstwa uratować archaiczne pojęcie boga, tracące w kulturze zachodniej na znaczeniu. Wygląda na to, że – parafrazując znane przysłowie – tonący brzytwy się chwyta, a teolog mechaniki kwantowej.

Co pisze Heller o sensie życia?

Według Hellera świat jest tworem racjonalnego boga, a racjonalny bóg nie czyni nic bez celu, każde jego działanie jest sensowne. Stwarzając świat i człowieka bóg miał w tym racjonalny zamysł. To główny argument na rzecz sensowności świata i ludzkiego życia. Zarówno świat, jak i człowiek nabierają sensu w racjonalnym zamyśle boga-stwórcy. Bo skoro racjonalny bóg stworzył celowo racjonalny świat i nas, to znaczy że wszechświat i nasze życie mają sens. Jaki to sens? Jaki to zamysł? Tu pojawia się bardzo ważne stwierdzenie: my, ludzie, możemy tego nie rozumieć. Świat ma sens, bo stworzył go racjonalny bóg, który miał w tym swój zamysł. Ale ten sens to Tajemnica, pisana koniecznie przez duże T, co wskazuje, że to tajemnica boża. Teolog nie wskazał sensu istnienia świata. Powiedział tylko, że niezbadane są wyroki boże. Inni teolodzy mówią przy różnych okazjach, że bóg ma swój „plan zbawienia”. Najdziwniejsze absurdy można wyjaśniać tym „planem zbawienia”, którego nie jesteśmy w stanie zrozumieć.

Heller pisze, że teolodzy muszą przemyśleć wiele problemów, by pogodzić religię z nauką. Tak, z pewnością nie poskąpią sofistycznych rozważań, pokrętnych wyjaśnień, które nic nie wyjaśniają.

Jak sens staje się nonsensem

Stworzenie świata i człowieka przez boga, plus nadzieja na zbawienie i wieczne życie w niebie, to jest ten sens-nonsens, o którym mówi teologia. Jest to ukształtowana przed tysiącami lat mitologiczna konstrukcja, przekazywana z pokolenia na pokolenie przez korporacje kapłanów. Mądry bóg może by się światu przydał, ale nic nie poradzimy, nie ma żadnych dowodów na jego istnienie. Czy mamy oszukiwać siebie? Dawać się oszukiwać? Żyć w kłamstwie?

Warto postawić niewygodne pytanie, skąd Heller wie, że bóg wszystko robi racjonalnie, celowo, z sensem? Z objawienia przekazanego przez tegoż boga? Objawienie to ciekawe, ale mało wiarygodne źródło wiedzy. Co gorsza, okazuje się, że coraz więcej prawd objawionych to przenośnie. Moja dobra znajoma, niepokorna teolożka Celestyna twierdzi, że samo pojęcie boga to tylko przenośnia. Z właściwym jej poczuciem humoru Celestyna mówi, że autorzy Biblii użyli tej przenośni, by zapanować nad zabobonnym, ciemnym ludem izraelskim, wierzącym w magię, wróżby, czary, co powodowało duże zamieszanie w głowach. Mędrcy wyznawali naturalizm, wiedzieli, że istnieje tylko przyroda, ale lud by w to nie uwierzył. Wymyślili więc boga, który jest metaforą przyrody. Dodajmy, że pogląd Celestyny to niewątpliwa herezja, a posądzenie autorów Biblii o wyznawanie naturalizmu jest skandalicznym nadużyciem. A co do racjonalności boga, to widząc bałagan panujący w mikro i makrokosmosie, wybuchy i zderzenia, można mieć wątpliwości, czy stwórca był racjonalny. Po co ustanowił tak niedoskonałe prawa przyrody, niezdolne zapewnić ład i porządek?

Nowożytna nauka podważała i w końcu odrzuciła mitologiczne wyobrażenia o stworzeniu świata i człowieka przez boga. Jeszcze Newton (XVII/XVIII w.) obliczał wiek świata na podstawie Biblii na kilka tysięcy lat, dziś taka metoda zdobywania wiedzy o świecie nie może być traktowana poważnie.

Co więcej, nauka odrzuciła sam podział na rzeczywistość naturalną (przyrodniczą) oraz rzeczywistość nadnaturalną, nadprzyrodzoną, boską. Na gruncie nauki siły nadprzyrodzone nie są brane pod uwagę, znikły z naukowych badań, twierdzeń, teorii. Nie dlatego, że tak sobie założono, ale dlatego, że nic nie wskazuje na istnienie boga i rzeczywistości nadprzyrodzonej.

Fakt ten wywiera głęboki wpływ na światopogląd naukowców i ogółu, odmienia i osłabia religijność, sprzyja laicyzmowi i ateizmowi. Bo skoro nauka obywa się bez boga, to być może wiara w jego istnienie jest bezpodstawna? Bóg traci grunt pod nogami. To realny proces, wielka zmiana w kulturze i świadomości ludzi, zachodząca powoli, ale dość wyraźnie.

W nauce – i nie tylko w nauce – zyskuje na znaczeniu integralny naturalizm. Jest to fundamentalna teoria stwierdzająca, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości, tj. przyroda, rzeczywistość naturalna, zaś byty nadprzyrodzone – w tym bóg – nie istnieją. Nie wszyscy naukowcy muszą tę teorię uznawać, ale naukowców niewierzących w istnienie boga przybywa.

Nadawanie światu sensu przez wskazanie, że stworzył go racjonalny bóg i miał w tym swój zamysł czy plan zbawienia, jest dziś gołosłowną konstrukcją pojęciową i werbalną. To podtrzymywanie najzwyklejszej archaicznej mitologii, która wchodzi w głęboką kolizję ze współczesną nauką.

Nie ma żadnych dowodów wytrzymujących krytyczną weryfikację, które wskazywałyby, że byty nadnaturalne istnieją. Dowodów nie potrafią dostarczyć także teolodzy. Dlatego nauka współczesna przesunęła boga do kategorii wyobrażeń takich jak fikcyjne postacie literackie, krasnoludki, magia i czary.

Ostatnią przysłowiową deską ratunku bywa przekonanie, że nauka jednak nie jest w stanie stwierdzić, że boga nie ma (czasami mówią tak również naukowcy, co bywa zwykłym unikiem). Powiedzmy wyraźnie, to nie jest tak, że być może jednak gdzieś tam bóg istnieje i nauka nie może temu zaprzeczyć. Nauka odrzuciła istnienie bytów nadprzyrodzonych, w tym boga, dlatego, że nic nie wskazuje, by byty takie istniały. Teza głosząca, że boga nie ma, jest bardzo dobrze uzasadniona. Nie ma natomiast dowodów/uzasadnień wskazujących na istnienie boga i bytów nadprzyrodzonych.

Żadne sofistyczne, definicyjne czy werbalne zabiegi teologów nie są w stanie powstrzymać rozpadu archaicznych mitów i pojęć. Sofistyką, krętactwem jest mówienie, że bóg to nadnaturalny byt, który wszystko stworzył, ale sam nie musiał być przez nikogo stworzony; albo że bóg istnieje w niewyobrażalnej i w żaden sposób nie dającej się stwierdzić postaci; albo że bóg przenika wszystko i jest obecny we wszystkim. To są wyłącznie fantazje. O bogu można mówić wszystko, co się chce – i wszystko jest pozbawione podstaw, z wyjątkiem twierdzenia, że nie istnieje (to twierdzenie jest – powtórzmy – bardzo dobrze uzasadnione).

Pod wpływem rosnącej w siłę nauki „sens” oferowany przez religię, oparty na pojęciu boga, staje się nonsensem. Nie jest to proces zakończony, ale od trzech wieków, wraz z rozwojem współczesnej nauki, wyraźnie postępuje.

Czy świat bez boga jest pozbawiony sensu?

Osoby religijne często twierdzą, że świat bez boga, to świat bez sensu, świat absurdalny. Tylko religia i bóg – mówią – nadaje światu i naszemu życiu sens, nieprzemijającą wartość, znaczenie. Powtarzają to czasami filozofowie, wraz z innym poglądem, że jeżeli boga nie ma, to wszystko wolno. Gdyby poglądy te były prawdziwe, gdyby poczucie sensu oraz porządek społeczny zależały od mocnej wiary w boga czy jakiś inny absolut, ludzkość chyba by już dawno nie istniała.

Naturalny sens życia, chęć życia, którą nosimy w sobie, ma dużo większe znaczenie niż religijne złudzenia. Wiara religijna większości ludzi nie jest na tyle głęboka, by religia rzeczywiście zaspokajała potrzebę poczucia sensu. Nie należy wyolbrzymiać znaczenia abstrakcyjnych systemów symbolicznych, takich jak religie, ideologie, filozoficzne przekonania, abstrakcyjna wiedza. W konfrontacji z życiem codziennym, z praktycznymi celami motywującymi ludzi, rola religii jako dostawcy sensu dla większości ludzi nie może być duża, a w warunkach współczesnego społeczeństwa słabnie. Procesowi temu można tylko przyklasnąć.

Powierzchowność życia religijnego jest rozpowszechniona także w krajach islamskich i Indiach. Pozwala to ludziom normalnie żyć tam, gdzie religijne „sensy” nie doprowadzają do walk i prześladowań. Na szczęście obok boskiego sacrum, wszędzie istnieje profanum. Praktyczny sceptycyzm, zdrowa bezczelność, skłonność do konfrontowania religijnej i mitologicznej wiedzy z doświadczeniem, stwarzają często przeciwwagę totalitarnym zapędom kościołów, kapłanów, polityków wykorzystujących religię dla własnych partykularnych celów. Teolożka Celestyna mówi, że bóg na szczęście chroni ludzkość przed głęboko wierzącymi.

Nie możemy zdefiniować sensu istnienia świata wskazując stwórcę. Ani teologia, ani nauka nie jest w stanie powiedzieć, jak świat powstał. Przywoływanie archaicznych mitów i pojęć, wstawianie boga w tę lukę w wiedzy, niczego nie wyjaśnia. To sianie złudzeń. Nie można wskazać obiektywnego sensu istnienia świata i człowieka. Co więcej, taki obiektywny sens nie jest ludziom do niczego potrzebny. Wystarczy, że nasze życie i świat będą mieć sens dla nas. Żadna religia, żaden bóg nie jest do tego potrzebny.

To, co nazywa się utratą sensu życia, jest jednym ze wskaźników depresji psychicznej. Może mieć ona różne przyczyny, ale nie słychać, by nawet w Polsce tą przyczyną była utrata lub brak wiary religijnej (prędzej już utrata pracy).

Jaki sens może mieć świat bez boga dla nas? Największe znaczenie ma naturalny sens życia, pragnienie życia, które mamy w sobie jako istoty biologiczne. Dodajmy do tego poczucie sensu, które daje ludziom spełnianie codziennych obowiązków, życie rodzinne i społeczne. Nie powinno się lekceważyć codzienności jako źródła sensu. Jest ważniejsza niż abstrakcyjne systemy wierzeń religijnych. Istotną rolę odgrywają zabiegi o dobra materialne, pozycję społeczną, szacunek otoczenia. Nie należy deprecjonować tego rodzaju motywów, przeciwstawiając im religijność, „dążenie do boga” itp. Publicyści religijni zarzucają często ludziom, że ważna jest dla nich kasa, konto w banku, egzotyczne wakacje, a nie bóg. Niech religianci najpierw sami wyzbędą się agresji, pazerności, hipokryzji, kłamstwa, stawiania krzyży i pomników na każdym kroku (dziś w Polsce symbolizują one dążenie katolickich aktywistów, polityków i Kościoła do władzy i agresję, a nie cokolwiek innego).

Co mogę jeszcze powiedzieć ludziom, którzy mówią, że wszechświat bez boga pozbawiony jest sensu? Wszechświat ma taki „sens”, jaki nadają mu ludzie. Jeżeli osoby religijne mówią, że tylko bóg nadaje światu i życiu sens, to jest to tylko ich subiektywny pogląd – to nie bóg, ale oni nadają światu sens religijny. Bóg nie może nadać sensu, bo nie istnieje, został wymyślony przez ludzi, nie jest stwórcą świata i życia. Ja widzę ten sens inaczej niż teolodzy, też subiektywnie. Moje życie ma dla mnie sens samoistny, uważam że to dobrze, że istnieję. Dla osób religijnych samoistnego sensu ich życie nie ma, dlatego mówią o bogu – nie zazdroszczę im, raczej współczuję. A jeżeli moje życie ma dla mnie sens, to i wszechświat ma dla mnie sens.

Co jeszcze? Świat bez boga pozwala nam cieszyć się życiem. To bardzo ważna postać naturalnego sensu. Religie na ogół wydatnie przeszkadzają w cieszeniu się życiem. Nie tylko zresztą religie. Cieszenie się życiem bywa nazywane pejoratywnie hedonizmem i często krytykowane przez konserwatystów. Nie powinniśmy im ulegać, nie powinniśmy brać poważnie tych oskarżeń. Mamy prawo cieszyć się życiem. Jeżeli potrafimy cieszyć się życiem, świat ma dla nas sens. I nie będą nas obchodzić depresyjne wywody niektórych filozofów, nawet jeżeli będą to znani filozofowie egzystencjalistyczni lub nawrócony prof. Leszek Kołakowski.

Cieszenie się życiem może przybierać bardzo różne formy, mieć różną jakość, tak jak różna i różnej jakości może być np. muzyka. Radość życia można znajdować w poznawaniu świata, w nauce, w pozytywnych kontaktach z innymi ludźmi, a także w codziennym zwykłym życiu. Także w refleksji filozoficznej. Ale nie zachęcam do poważnego traktowania tych filozofów, których rozważania polegają na powtarzaniu, że życie jest absurdalne, bez sensu itp. Ani tych, którzy powielają slogany, że tylko religia nadaje życiu sens, a świat bez boga jest światem absurdalnym. Niewielu ludzi zawdzięcza poczucie sensu życia wierze religijnej, a utrata wiary w boga nie jest istotną przyczyną stanów depresji psychicznej. Przyczyny są inne.

Cieszenie się życiem niekoniecznie oznacza egoizm. Cieszyć się można także pomaganiem innym i pożyteczną pracą. Może zbyt łatwo dajemy narzucić sobie skojarzenie, że cieszenie się życiem jest równoznaczne z egoizmem i bezmyślnością. Dodam też, że osoby chore i stare (każdego to czeka) mogą cieszyć się życiem na swój sposób – może to polegać na tzw. pogodzie ducha. Warto nad tym się zastanowić, zamartwianie się nie jest dobrym podejściem do życia.

Jest też inny jeszcze sposób przeżywania sensu świata i życia. Warto o nim pamiętać. Jeżeli patrzymy na gwiaździste niebo (pisane przez małe n) albo na zaśnieżone szczyty Alp, możemy podziwiać piękno świata bez boga. Nasza zdolność do postrzegania piękna nadaje światu sens subiektywny, którego autorami jesteśmy my. Jest to sens głębszy niż ten, który daje wyobrażenie boga. A przede wszystkim jest to sens prawdziwy. Piękno postrzegamy rzeczywiście, zaś istnienie boga to trwające przez wieki złudzenie i oszustwo.

Warto powiedzieć o swoistym mistycyzmie bez boga (to mistycyzm naturalistyczny). Możemy podziwiać i przeżywać niepojętą tajemnicę świata. Nie wiemy, czym świat jest i jak powstał, ale ta wiedza nie jest potrzebna do szczęścia, ani nie musi nas wpędzać w depresję psychiczną. Piękna i tajemnicy świata możemy doświadczać bez boga. Być może pod tym względem zyskujemy takie samo poczucie sensu świata i życia, jak niektóre osoby religijne, gdy – jak mówią – doświadczają kontaktu z bogiem. Różnica polega na tym, że im w głowach zainstalowano boga (taki program instalacyjny sprzedawany przez kościoły i teologów), wskutek czego skłonni są wszędzie widzieć dzieło boga. Bez tegoż boga świat wydaje się im bez sensu. Jeżeli ktoś zaakceptuje religijny slogan, że tylko bóg czyni świat sensownym, skłonny jest też powtarzać, że świat bez boga nie ma sensu. To nieprawda, poczucie sensu nie zależy od wiary w boga. Warto zignorować ten kościelny program instalacyjny, nie dać się zaprogramować.

Słowo na zakończenie

Spotkać można pogląd, że utrata wiary religijnej doprowadzi ludzkość do upadku, ludzie nie będą przestrzegać prawa i moralności, nie będą pracować tylko kraść, utracą poczucie sensu życia i popadną w depresję. Teolożka Celestyna mówi, że to fałszywy pesymizm. Religie to abstrakcyjne systemy pojęć i poglądów, ich stopniowy upadek niczym złym nie grozi. Raczej przeciwnie.

W krajach zachodnich, w których religia znalazła się w kryzysie, ludziom żyje się lepiej bez religii niż wcześniej z religią. Zaś w wielu krajach religijnych dzieje się źle m.in. z powodu religijnych konfliktów. Nie od religii zależy porządek, dobrobyt, jakość życia, poczucie sensu. Laicyzacja niczego złego nie powoduje, wprost przeciwnie.

Sądzi się czasami, że gdyby odsunięto na margines dominujące dziś religie, to zapanowałyby prymitywne wierzenia i przesądy, wróżbiarstwo, szkodliwe sekty. Trzeba raczej uznać, że to dzisiejsze oficjalne religie napędzają i wzmacniają irracjonalne wierzenia i fanatyzm. Heller sądzi, że racjonalna religia pozwala okiełznać irracjonalne skłonności. Jak religia oparta na pojęciu boga, niedorzeczna od podstaw, mająca się nijak do współczesnej nauki, kultywująca wiarę w cuda i wskrzeszenia zmarłych, może być racjonalna? Ona irracjonalne skłonności utrwala, podsyca, potęguje, stwarza podatny grunt pod religijny fanatyzm i tzw. zabobony. – Alvert Jann 

………………………………………………………………………………..

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : „Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

Zachęcam do przeczytania:

Ewolucja i moralność” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

……………………………………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu 12. Komentarz do debaty przedwyborczej: Republika wyznaniowa

W przedwyborczej debacie telewizyjnej 19 października 2015 r. kandydatki unikały kontrowersyjnych tematów. Wyszła z tego parodia debaty. Jeden przykład. Pani Kopacz zarzuciła wprawdzie pisowi dążenie do ustanowienia republiki wyznaniowej, ale nie próbowała drążyć tematu. Pani Szydło w ogóle nie podjęła kwestii. A było po temu miejsce w części poświęconej sprawom konstytucyjnym. Temat jest ważny.

PiS optuje zdecydowanie na rzecz tzw. wartości chrześcijańskich i chce pełni władzy. Uczynił katolicyzm swoją ideologią, robi z katolicyzmu ideologię państwową. Skoro inne ideologie przeżywają kryzys, rodzi się pokusa, by lukę wypełnić religię z mocnym dodatkiem nacjonalizmu i dumy narodowej. Sojusz z kościołem staje się podstawową strategią. Podobną politykę prowadzi w Rosji Putin (tam oczywiście prawosławie i cerkiew). To ma być ta ryba na ideowym bezrybiu.

Również w PO poważna frakcja chce uczynić z katolicyzmu naczelną ideologię polityczną i państwową. Nie tak dawno poseł Niesiołowski (PO) ogłosił, że „nie ma alternatywy moralnej dla chrześcijaństwa”. Jarosław Kaczyński też niedawno: „Nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół”’. A biskup Ryczan pytał retorycznie: „Na kim oprzemy wartości? Na feministkach, Greenpeace, ekologach, a może stowarzyszeniu wegetarian?”. Przezornie, jak na katolika przystało, nie wymienił nazwy „etyka świecka”, bo nie jest nacechowana negatywnie wśród przeciętnych polskich katolików, i nie daj boże mogłoby niektórym przyjść do głowy, że lepiej może na niej się oprzeć.

Powiedzmy wyraźnie, w kraju takim jak Polska ludzie najczęściej praktycznie kierują się potoczną etyką świecką i tzw. zdrowym rozsądkiem – nie kierują się etyką katolicką, wybierają z niej co najwyżej to, co im odpowiada, nie myślą w kategoriach religijnych. Wiedzą, że nie wolno kraść, bo to złe, a ponadto można zostać ukaranym. Oczywiście wiedzą, że norma „nie kradnij” jest w Dekalogu, ale jest to zasada moralna uniwersalna (przynajmniej w wersji: „nie kradnij swoim bliskim”). Polska jest krajem na tyle świeckim, że myślenie w kategoriach religijnych nie ma większego znaczenia, co potwierdzają zresztą także wyniki sondaży opinii publicznej.

Warto byłoby pociągnąć w debacie przedwyborczej temat republiki wyznaniowej, zobaczyć, co PiS chciałoby wprowadzić zgodnie z doktryną/ideologią Kościoła katolickiego. Nie wnikając w szczegóły, chciałoby podporządkować kościelnej ideologii wszystkie sprawy bioetyczne, także związane z płcią i z małżeństwem. Nauczanie religii w szkołach będzie kwitło, całkowicie pod dyktando Kościoła. Rozwijać się będzie kościelne szkolnictwo wyższe, które finansuje i finansować będzie budżet państwa (szkolnictwo wszystkich szczebli daje mnóstwo miejsc pracy dla ludzi Kościoła). Będzie przybywało w nieskończoność różnego rodzaju kapelanów i asystentów kościelnych, może np. w każdym oddziale banków. Do prawa stanowionego przez organy państwowe będą inkorporowane przepisy prawa kościelnego. Wielu polityków odwołuje się wprost do tzw. społecznej nauki Kościoła. Zauważmy, że nie jest to żadna nauka, tylko kościelna doktryna/ideologia dotycząca spraw społecznych i politycznych. Idzie tu więc o kierowanie się ideologią Kościoła, a nie jakąkolwiek nauką.

Za poparcie Kościoła PiS będzie musiał się odpłacać ciągłymi ustępstwami. Na horyzoncie jest właśnie republika wyznaniowa, katolicka. Istniała w latach 1990. taka partia – Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, ZChN – która miała początkowo w programie ustanowienie w Polsce państwa chrześcijańskiego, później to wykreśliła, bo nie chwyciło, partia nie notowała sukcesów i upadła. PiS chce państwo katolickie ustanowić po cichu, wprowadzić tylnymi drzwiami, nie umieszczając tego hasła w programie. To niewątpliwie sprytniejsza taktyka. Pisowi wydaje się, że w katolicyzmie i Kościele zyska mocne podstawy władzy na długo.

A może polska rzeczpospolita katolicka byłaby państwem i społeczeństwem lepszym niż obecnie? Można żyć złudzeniami, ale warto na jedno chociażby zwrócić uwagę. Istnieje państwo watykańskie, kościelne, katolickie, oparte na silne władzy szefa, wręcz na zasadach absolutyzmu. I co? Pół biedy, że panuje tam wszechobecny kicz, kiczowate stroje, pantofelki, kiczowate obyczaje, kiczowata tzw. duchowość. Ale dzieje się tam wiele zła, któremu katolicyzm jak widać nie zapobiegł. Wysoki funkcjonariusz, arcybiskup Wesołowski okazał się pedofilem, nie brak afer korupcyjnych. Nie ma nic złego w stosunkach homoseksualnych, ale okazuje się, że w Kościele nie brak aktywnych homoseksualistów, co jest wskaźnikiem hipokryzji. To nie są incydenty. Wspomnijmy też o przemożnej skłonności Kościoła do eksploatowania państw, w których Kościół działa, i do strzyżenia owieczek. Książa – mówi się – muszą przecież z czegoś żyć, nie ma się czemu dziwić.

Katolicyzm niczego nie naprawi ani nie poprawi. Gołym okiem widać, że państwa i społeczeństwa, które przeszły cywilizacyjny proces laicyzacji i budowane są na demokratycznie wybranych zasadach świeckości, prosperuję lepiej niż te, w których religia i kościoły odgrywają wielką rolę. – Alvert Jann

* Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

„Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

Ćwiczenia z ateizmu 11. Ewolucja i moralność.

Badania nad zachowaniami zwierząt potwierdzają tezę, że nasze ludzkie zachowania moralne kształtowały się ewolucyjnie jako właściwość gatunków żyjących w grupach, tj. gatunków społecznych, do których należymy także my. Są one owocem rozwoju sięgającego naszych przedludzkich przodków

Czym jest ludzka moralność? To oceny i normy mówiące, co jest dobre, a co złe. Odnoszą się one do zachowań, mają regulować postępowanie ludzi. Zachowania zgodne z normami moralnymi nazywamy zachowaniami moralnymi.

Podobieństwa

Wśród zwierząt bliskich nam ewolucyjnie obserwujemy wiele zachowań bliźniaczo podobnych do naszych zachowań moralnych. Więcej. W zachowaniach zwierząt można odnaleźć podstawowy zrąb ludzkich zachowań moralnych. Są to zachowania starsze niż gatunek homo sapiens.

bali-1969975_960_720Najprostszy przykład. Jeżeli rodzice opiekują się dziećmi, jeżeli ktoś udziela pomocy osobie znajdującej się w potrzebie, mamy do czynienia z zachowaniami moralnymi. Nakaz opiekowania się dziećmi jest jedną z najsilniejszych ludzkich norm moralnych. I ludzie na ogół dziećmi się opiekują. Podobne zachowania obserwujemy wśród innych zwierząt, a w przypadku gatunków nam najbliższych podobieństwo bywa uderzające. Czasami mówi się, że opiekę nad dziećmi mamy „w genach”. Zwierzęta też to mają. Owe „geny opieki” (nie ma pojedynczego genu odpowiedzialnego za te zachowania) to ewolucyjne dziedzictwo, wspólne nam i wielu innym gatunkom.

Tak jak można prześledzić rozwój układu krwionośnego czy nerwowego od form najprostszych do najbardziej złożonych i ewolucyjnie najpóźniejszych, tak samo można śledzić rozwój zachowań moralnych. Formy zaczątkowe, pierwotne, przedmoralne i quasimoralne, występują zwłaszcza wśród ssaków, w rozwiniętej postaci wśród naczelnych, w tym najbliższych nam ewolucyjnie szympansów.

Czy, poza troską o dzieci, znajdziemy wśród zwierząt inne zachowania, które są wyraźnie pokrewne ludzkim zachowaniom moralnym? Tak, jest ich sporo.

Na podstawie badań w ostatnich kilku dziesięcioleciach opisano dość dokładnie życie społeczne naczelnych, w tym szympansów i goryli żyjących na wolności. Mamy wśród nich do czynienia z współpracą, pomocą bezinteresowną, pomocą wzajemną, objawami sympatii, altruizmu, współczucia, empatii. Zwierzęta te dzielą się jedzeniem, pomagają czyścić rany, usuwać pasożyty, uwalniać się z sideł kłusowników, adoptują niespokrewnione sieroty. Szczególne miejsce zajmują objawy sympatii, np. iskanie, towarzyskość, zabawa. Zwierzęta społeczne wspólnie bronią terytorium i przeciwstawiają się drapieżnikom, a także wspólnie polują, czasami w dość przemyślny sposób. Zwierzak broniący z wielką odwagą stada niewiele różni się pod względem emocji i zachowań od człowieka występującego w obronie swoich bliskich, co jest jednym z nakazów ludzkiej moralności.

Wśród niektórych gatunków ssaków – szczególnie szympansów i psów – zaobserwowano wyraźną zdolność do empatii, współczucia, rozumienia cierpienia innych i reagowanie pomocą i pocieszaniem. Szympansy pocieszają cierpiących i pokonanych w walce, udzielają pomocy.

Jak się przypuszcza, empatia rozwinęła się pierwotnie jako zachowanie sprzyjające opiece nad potomstwem.

Współpraca, udzielanie pomocy i inne wymienione wyżej umiejętności okazywały się zachowaniami funkcjonalnymi, adaptacyjnymi, sprzyjającymi wzrostowi liczebności gatunku. Utrwalały się one w toku długotrwałych procesów ewolucyjnych niektórych gatunków, pozwalały przetrwać i zwiększać populację.

Trzeba podkreślić, że ludzie dziedziczą po zwierzęcych przodkach – sami będąc gatunkiem zwierząt – także zachowania agresywne i pełne przemocy. Dotyczą one nie tylko wrogów zewnętrznych, ale także członków grupy własnej, w tym najbliższej. Zwierzęta społeczne konkurują i walczą o miejsce w grupie i w hierarchii społecznej, biją się, są kłótliwe.

Czasami sądzi się, że w ewolucji główną rolę odgrywa agresja i przemoc, przysłowiowa „walka na kły i pazury”. Tak jednak nie jest. W procesie ewolucji istotną rolę odgrywają bardzo różne czynniki, w tym współpraca i pomoc, co prowadziło do powstania gatunków społecznych. Także Karol Darwin nie widział ewolucji przez pryzmat agresji, ale jako proces adaptacji organizmów do otoczenia. Pisał także o współpracy jako jednym z istotnych mechanizmów ewolucji.

Głębokie podobieństwo emocji ludzi i innych ssaków potwierdzają prowadzone obecnie badania mózgu.

Różnice

Różnimy się od innych zwierząt tym, że nasze zasady moralne ujmujemy w kodeksy, w systemy wierzeń, ubieramy w skomplikowane i niejasne pojęcia, słowa, maksymy – religijne, filozoficzne, potoczne. Ale praktyka wśród ludzi zdaje się wyglądać zasadniczo podobnie jak wśród wielu innych gatunków zwierząt. Ludzka moralność to, można by powiedzieć, późniejsze wariacje na tematy zakorzenione w naszej odległej ewolucyjnej przeszłości.

Na czym polega zasadnicza różnica? Często sądzi się, że życie społeczne ludzi jest mniej brutalne. Zważywszy jednak na liczbę śmiertelnych ofiar powodowanych przez wojny i brutalną przestępczość kryminalną, trudno być optymistą w ocenach. Także Europa, w tym Polska, nie tak dawno, bo w pierwszej połowie XX w., naznaczona została niezmiernie krwawymi wojnami. Dopiero od kilkudziesięciu lat możemy mówić o istotnej poprawie.

Główna różnica polega na czymś innym.

Zachowania ludzi są w znacznej mierze kształtowane przez czynniki kulturowe, w tym przez normy zwyczajowe i prawne, formułowane za pomocą pojęć/słów i przekazywane za pośrednictwem środków komunikacji symbolicznej. Normy te pozostają w sprzężeniu zwrotnym z zachowaniami – wpływają na zachowania i znajdują się pod wpływem zachowań. Biologiczną podstawę kultury stanowi wyjątkowo rozwinięty u człowieka mózg, zdolny do abstrakcyjnego myślenia, do tworzenia i posługiwania się złożonymi systemami symboli, pojęć, słów.

Tylko ludzie dysponują tego rodzaju właściwościami i możliwościami. U innych gatunków znajdziemy zaczątki tych umiejętności. Zwierzęta uczą się, modyfikują świadomie swoje zachowania, porozumiewają się za pomocą symboli, ale wszystko to występuje w nieporównanie skromniejszej i niezwerbalizowanej postaci.

Konsekwencje wymienionych właściwości gatunku ludzkiego są przeogromne. Trzeba jednak przypomnieć przysłowie: nie ma róży bez kolców. Wspaniała ludzka zdolność do abstrakcyjnego myślenia umożliwiła rozwój nauki i poprawę warunków bytu materialnego, ale jednocześnie umiejętności te służą wojnie, zabijaniu i niszczeniu, przemyślnym formom agresji.

Ludzi stać na wiele. Możliwe jest doskonalenie i postęp moralny, ale – zauważmy – z jak zadziwiającą inwencją wymyślano normy nacechowane okrucieństwem. Umysł ludzki może służyć dobrej albo złej sprawie, pozwala obmyślać okrucieństwa, jakich nie są w stanie wymyślić inne zwierzęta. Składanie ofiar z ludzi, kary okrutne (m.in. przez kamienowanie, księgi biblijne nakazują je wielokrotnie), niewolnictwo, palenie wdów wraz z ciałami mężów, palenie na stosach, pojedynki honorowe, to najbardziej drastyczne przykłady norm świadomie wprowadzonych w wielu społeczeństwach i znoszonych często dopiero od czasów Oświecenia. To wszystko było gdzieś i kiedyś moralne.

Nie można powiedzieć, że człowiek jest „z natury” zły albo dobry. Ewolucja wyposażyła nas zarówno w zachowania agresywne i egoistyczne, jak i w zachowania altruistyczne i empatię. Jedne i drugie dają o sobie znać.

Religia i ewolucja

Moralność nie jest dana przez boga czy jakieś siły nadprzyrodzone, lecz wyewoluowała w procesach zmian, którym podlega przyroda. Ewolucyjne spojrzenie na naszą moralność jest niewątpliwym wielkim osiągnięciem nauki i ma duże znaczenie dla światopoglądu współczesnego człowieka. Stanowi nie lada wyzwanie dla Kościoła katolickiego i tych religii, które tradycyjnie przyjmowały, że to bóg objawił ludziom zasady moralne.

Moralność jest w dziejach człowieka zjawiskiem starszym niż religia w ściślejszym tego słowa znaczeniu. Religie nie stworzyły moralności lecz włączały do kanonu wierzeń zwyczajowe zasady moralne. Nie zabijaj swoich, nie kradnij swoim, pomagaj, szanuj rodziców, bądź uczciwy, lojalny, sprawiedliwy – wszystkie te zasady są starsze niż religie, zostały do religii inkorporowane ze zwyczajowej moralności grupowej, mającej odległe ewolucyjne korzenie.

W materiałach Soboru Watykańskiego II (Gaudium et spes 16) czytamy, że człowiek „ma w swym sercu wypisane przez Boga prawo, wobec którego posłuszeństwo stanowi o jego godności i według którego będzie sądzony” . Ta często powtarzana koncepcja boskiego pochodzenia moralności, oparta na religijnej mitologii, jest dziś nie do obrony. Podstawowe ludzkie wartości i normy, owo prawo wpisane w serce człowieka, to efekt długiego ewolucyjnego rozwoju i kultury. Nic nie wskazuje, że jest to dzieło jakiegokolwiek boga.

Dwie uwagi na zakończenie

Czasami można usłyszeć, że ewolucja organizmów biologicznych „to tylko teoria”. Jakkolwiek sceptycyzm nie jest czymś nagannym, to w tym wypadku trzeba podkreślić, że teoria ewolucji jest bardzo dobrze uzasadniona i udokumentowana. Wszystko wskazuje, że jest to teoria prawdziwa. Nic natomiast nie wskazuje, by prawdziwa była teoria stworzenia świata przez boga czy siły nadprzyrodzone. Jerry A. Coyne, jeden z wybitnych biologów badających procesy ewolucji, napisał książkę pt. „Ewolucja jest faktem” (wydaną także w języku polskim).

Na koniec pytanie: Czy w naszym ludzkim świecie ma miejsce postęp moralny? Czy można to badać? Można, chociaż jest to trudne. Trzeba przyjąć sensowne kryteria/wskaźniki postępu moralnego i przeprowadzić badania. Impresyjnie można uznać, że w starożytności czy średniowieczu, a i później, nie było lepiej niż teraz. W Europie porównanie pierwszej połowy XX w. z drugą i z chwilą obecną, zdecydowanie przemawia na rzecz czasów nam bliższych.

Są teorie, np. teoria rozwoju moralnego Lawrenca Kohlberga, które można wykorzystywać w badaniach sondażowych/ankietowych obejmujących wielkie populacje. Takie przedsięwzięcia badawcze są na dużą skalę trudne do zrealizowania. Ponadto, by coś pewniejszego na tej podstawie powiedzieć, trzeba badania prowadzić przez dość długi okres czasu. Na razie musimy zadowolić się impresjami. Jedno warto powiedzieć: popularny pogląd, że „kiedyś było lepiej” i „z moralnością jest coraz gorzej”, nie jest przekonujący. Gdyby tak było, ludzkość by prawdopodobnie już nie istniała.  –  Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” –  https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Zachęcam do przeczytania:

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Ćwiczenia z ateizmu 10. Bóg przed trybunałem nauki

Na czym polega największy wkład nauki w zaprzeczenie istnieniu boga? Nauka zakwestionowała i odrzuciła podział na rzeczywistość naturalną i nadnaturalną. Dokonała tego w praktyce badawczej. Naukowcy, prowadząc badania, konstruując teorie naukowe, przestali brać pod uwagę przyczyny i byty nadprzyrodzone. W praktyce przyjęli, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości – przyroda, rzeczywistość naturalna. Postępowali tak nie dlatego, że nakazywał im to ich światopogląd lub że przyjęli takie założenie. Raczej przeciwnie, wielu naukowców było ludźmi religijnymi. Rezygnowali z uwzględniania bytów nadprzyrodzonych, bowiem – podkreślmy mocno – nic nie przemawiało za ich istnieniem. Bóg, najznamienitszy z bytów nadnaturalnych, odszedł w niebyt, wraz z innymi nadprzyrodzonymi istotami i wierzeniami – duchami, bóstwami, aniołami, szatanem, niebem, piekłem, sądem ostatecznym, reinkarnacją, magią, przeznaczeniem, wróżbami. Na gruncie nauki nastąpiła głęboka zmiana obrazu świata. Wykreślona została cała rzeczywistość nadnaturalna, pozostała tylko natura (przyroda) i jej pochodne, np. przeżycia psychiczne i pojęcia, które nie istnieją samodzielnie, a są pochodnymi funkcjonowania układu nerwowego i mózgu.

*

Naturalizm nauki

Nauka współczesna stoi na gruncie naturalizmu. Odrzucono dualizm ontologiczny, tj. stanowisko zakładające istnienie dwóch rodzajów rzeczywistości – naturalnej i nadnaturalnej (nadprzyrodzonej). Dlaczego? Bo nic nie świadczy o istnieniu rzeczywistości nadnaturalnej, boga, transcendencji itp. Istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości, rzeczywistość naturalna, tj. przyroda i jej pochodne.

Często rozróżnia się naturalizm ontologiczny i metodologiczny. Ten drugi, to metodologiczna zasada, zgodnie z którą w badaniach i teoriach naukowych nie należy brać pod uwagę przyczyn i bytów nadnaturalnych. Zasada ta ma sens tylko dlatego, że byty i przyczyny nadnaturalne nie istnieją. Gdyby istniały, zasada byłaby pozbawiona podstaw. Dlatego naturalizm metodologiczny wiąże się z naturalizmem ontologicznym.

Są jednak naukowcy, którzy w badaniach stosują się do zasady naturalizmu metodologicznego, ale jednocześnie wierzą w istnienie rzeczywistości nadnaturalnej. Jest to brak konsekwencji zadziwiający, ale zrozumiały. Naukowcy zajmują się zwykle szczegółową dziedziną i mogą wierzyć, że gdzieś tam poza sferą ich badań bóg występuje, chociaż nie daje o sobie znać w ich badaniach. Wskazuje to też, że nasz mózg, ukształtowany w toku dość chaotycznej ewolucji, pozwala myśleć logicznie i nielogicznie zarazem. Odsetek naukowców religijnych jest niewielki („Ilu naukowców wierzy w Boga?” (link na końcu).

Bóg znikł nie tylko z nauk o przyrodzie, ale także z nauk społecznych, historycznych i humanistycznych. Przekonanie, że bóg kieruje zdarzeniami historycznymi i życiem społecznym, należy szczęśliwie do przeszłości, podobnie jak domniemanie, że jest sprawcą reakcji chemicznych i ruchu gwiazd. Wskazuje to na istotną jedność nauki nowożytnej.

Naturalizm nauki wywiera znaczny wpływ na sposób myślenia i światopogląd współczesnych ludzi. Bo skoro nauka zrezygnowała z pojęcia przyczyn i bytów nadprzyrodzonych, to może wiara w ich istnienie jest bezpodstawna? Naturalizm nauki podrywa zaufanie do „prawd” religijnych, przekształca religię, sprzyja sekularyzacji i przekonaniom ateistycznym. Można powiedzieć, posługując się retoryką Oświecenia, że bóg stanął przed trybunałem nauki i przegrywa proces.

Oskarżyciele boga zwracają uwagę, że współczesna nauka odkrywa zadziwiający mikro i makrokosmos, trudną do wyobrażenia fascynującą rzeczywistość. Ale wszystko okazuje się przyrodą, rzeczywistością naturalną. Tylko w przenośni nazywa się czasami jakiś obiekt boskim, np. boską cząstką. Nie odkryto jednak niczego, co byłoby prawdziwie boskie. To poważny argument – mówią oskarżyciele – że bóg to fikcja, pojęcie bez pokrycia. Gdyby istniał, dałby się metodami naukowymi zauważyć. Tymczasem na jego rzecz przytacza się jedynie argumenty spekulatywne, powtarzane od czasów św. Tomasza z Akwinu, zdecydowanie nieprzekonujące. Tak naprawdę pozostaje tylko argument wiary pozbawionej podstaw – przekonanie, że bóg jest, bo jest, chociaż brak na to dowodów.

*

Fałszywe prawdy społeczne”

Oskarżyciele wskazują, że ludzie potrafią wierzyć w najdziwniejsze nieprawdziwe historie. Nie zawsze są to tylko indywidualne złudzenia. Niektóre fantazyjne wyobrażenia podlegają instytucjonalizacji, tzn. stają się przekonaniami kultywowanymi w pewnej społeczności, uznaje się je za prawdziwe, przekazuje z pokolenia na pokolenie, naucza. Obrastają w rytuały, obrzędy, zwyczaje. W ten sposób powstają „fałszywe prawdy społeczne”. Są to przekonania, które dzięki ciągłemu powtarzaniu, nauczaniu i kultywowaniu, uchodzą za „prawdziwe”, chociaż nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Tak powstają mity, legendy i „prawdy plemienne”, właściwe zarówno ludom archaicznym, jak i współczesnym. Taka „prawda” nie jest już indywidualnym złudzeniem, urojeniem, halucynacją. To mitologia. Oskarżyciele mówią, że „bóg” to właśnie mit plemienny, fałszywa prawda społeczna.

Największy absurd może stać się fałszywą prawdą społeczną, mitem plemiennym. Jest to istotna różnica w porównaniu z nauką. W nauce istnieje obowiązek konfrontowania tez i teorii z rzeczywistością, respektowania zasad logiki, krytycznej analizy. Nie każda niedorzeczność może być uznana za prawdę, są granice fantazji i absurdu. Natomiast w religii i teologii nie ma granic absurdu. Dlatego teolodzy lubią mówić o granicach nauki i przenosić się poza te granice, gdzie za „prawdę” może uchodzić wszelka niedorzeczność. Teologia brnie w absurdy. Nie przesadzam. Np. w poważnym tekście rozważa się skutki grzechu pierworodnego i stwierdza, że przez ten grzech „wszyscy ludzie utracili łaskę uświęcającą, a tym samym prawo do nieba (…) odtąd musieli ciężko pracować, cierpieć, chorować i umierać”.

Dzisiejsze pojęcia boga, transcendencji, absolutu itp. nie zawierają żadnej wiedzy o świecie. To wyłącznie kontynuacja archaicznych mitów kulturowych, pierwotnych wyobrażeń mówiących o siłach tajemnych rządzących światem, i o bóstwach, które te siły ucieleśniały. Wskutek nawyku sądzi się nierzadko, że pojęcia te zachowały ważność. Warto spojrzeć krytycznie. Otóż wyobrażenie boga czy transcendencji wnosi do naszej wiedzy tyle samo, co wiara w duchy krążące po lasach. Podkreślmy, pojęcia takie jak bóg, transcendencja, idee platońskie, to mity kulturowe, a nie wiedza o rzeczywistości, mająca jakiekolwiek walory poznawcze.

Nauki społeczne i przyrodnicze dostarczają wystarczająco dużo informacji, by powiedzieć w zarysie, jak powstało wyobrażenie dwóch rzeczywistości – naturalnej oraz nadnaturalnej, boskiej. To ciekawa legenda. Równie ciekawe, że kilku fizyków i kosmologów legendę tę opowiada dziś, ubierając w nowe szaty, mieszając z naukowymi teoriami. To tak, jakby biolog-genetyk podtrzymywał na poważnie opowieści o wilkołakach, ludziach przemienionych w krwiożercze wilki.

*

U źródeł legendy o bogu

Nauki historyczne i społeczne wskazują, że pojęcie boga, jakie znamy z naszego kręgu kulturowego, pojawiło się stosunkowo późno. Przytaczany czasami pogląd, że w boga wierzono od zarania dziejów człowieka, jest pozbawiony podstaw. Bóg znany jest co najwyżej od kilku tysięcy lat.

Pojęcie boga ma charakter partykularny, a nie uniwersalny, także w tym znaczeniu, że pojawiło się tylko w niektórych, chociaż bardzo wpływowych, kulturach. W kulturze chińskiej nigdy chyba nie zakorzeniło się na dobre. Matecznikiem bogów/boga był w szczególności region dzisiejszego Bliskiego Wschodu. Przed trybunałem nauki wytknięto bogu, że gdyby nie inwencja rosnących w siłę korporacji kapłanów, chyba by o nim dziś w ogóle nie mówiono. Jest więc bóg pojęciem swojego czasu i swojego ludu, a nie uniwersalną postacią, za jaką chciałby uchodzić.

Badania sugerują natomiast, że dużo starsza i powszechniejsza była wiara w różne istoty, siły, byty i zdarzenia, które łączyło jedno: były nadzwyczajne, zasadniczo odmienne od tej rzeczywistości, której ludzie doświadczali zmysłami na co dzień. Czy to religia? Niekoniecznie, co najwyżej quasi-religia. Była to niejasna wiara w moce tajemne oraz w duchy, szczególnie w duchy ludzi zmarłych i przodków. Znalezione przez archeologów groby neandertalczyków świadczą o ceremoniach pogrzebowych i chyba także o wierze w życie po śmierci, chociaż na podstawie wykopalisk trudno powiedzieć coś więcej. Na pewno nie świadczy to o wierze w boga/bogów, zbyt pochopnie mówi się o religii i religijności. Wiara w życie pozagrobowe mogła powstać np. pod wpływem snów i należy do najbardziej elementarnych wyobrażeń protoreligijnych, ale nie oznacza wiary w bogów czy boga. Tego rodzaju powszechnie występujące imaginacje przypominają bardzo ludowe wierzenia w duchy, czary itp. Sam słyszałem, jak skądinąd normalna kobieta opowiadała, że przyszedł do niej w nocy zmarły niedawno mąż, stał w drzwiach, następnie powiedział: „Spotkamy się tam przed Wielkanocą”. Kobieta była przerażona. W dawnych społeczeństwach wierzenia te zostały zinstytucjonalizowane, stały się ważnymi składnikami ich kultury, a nie tylko pokątnymi opowieściami.

Badania etnologiczne prowadzone od połowy XIX w. w egzotycznych społecznościach tubylców, pozostających na prymitywnym poziomie rozwoju gospodarki i techniki, wskazywały – poza wiarą w duchy – na ważną rolę wiary w magię, w siły tajemne, które przenikają wszystko (Melanezyjczycy nazywali je „mana”), w tabu, totemizm, legendy. Czasami, np. wśród Indian Ameryki Płn., pojawiało się wyobrażenie istot duchowych, przypominających bóstwa.

Czy te dalece niejednorodne wierzenia miały jakiś wspólny mianownik? Jeżeli tak, to jest nim niejasne wyobrażenie rzeczywistości nadnaturalnej. Skłonność ku tego rodzaju fantazjom jest rzeczywiście pierwotna i szeroko rozpowszechniona. Wykazują ją też – na szczęście nieliczni – współcześni profesorowie fizyki i kosmolodzy.

Wyobrażenia i kulty bogów pojawiły się lokalnie przed kilkoma tysiącami lat w kulturach Bliskiego Wschodu. Stamtąd pochodzi znany nam bóg, w Biblii występujący często pod imieniem Jahwe.

Bogowie są postaciami antropomorficznymi, ale jednocześnie ucieleśniają moce nadnaturalne, nadprzyrodzoną rzeczywistość. Już w starożytności wyobrażeniom bogów i rzeczywistości nadnaturalnej zaczęto nadawać bardziej abstrakcyjny kształt, a z powstaniem filozofii przekształcać i opowiadać za pomocą pojęć filozoficznych. Bóg w tych filozoficznych opowieściach zamienia się np. w transcendencję lub absolut. Pojawia się bóg filozofów, deistów, panteistów. Ale nawet w najbardziej abstrakcyjnej postaci zachowuje on cechy ludzkie, jest np. tym, który jak rzemieślnik stworzył świat i nadał mu ruch. Albo jest najwyższą inteligencją, umysłem na kształt ludzki, tylko nieskończenie doskonalszym. Ten abstrakcyjny bóg, pozornie obdarty z ludzkich szat, pozostaje – jak bóg z archaicznych religii – głęboko antropomorficzny.

Trybunał nauki ogłosił, że bóg – także ten abstrakcyjny, transcendencja – to jedno z wielu wyobrażeń istoty nadnaturalnej, jakie pojawiały się i pojawiają w różnych religiach. Bóg jest dzieckiem swojego czasu i ludu. Bóg chrześcijan jest postacią mitologiczną tak samo jak Zeus, Ozyrys i inni. Czy stanie się kiedyś bogiem „martwym”, jak ci dwaj? Tacy bogowie przypominają nieużywane „martwe” języki.

W żadnym wypadku bóg nie jest istotą nadnaturalną, bo – jak twierdzi trybunał – istnienia rzeczywistości nadnaturalnej, nadnaturalnych sił i przyczyn nie stwierdzono. Bóg i transcendencja to tylko pojęcia, wytwory ludzkiego umysłu i kultury, a nie jakakolwiek rzeczywistość nadprzyrodzona, bo ta nie istnieje.

Nauka – twierdzi trybunał – odebrała pojęciu boga i transcendencji jakąkolwiek wartość poznawczą. Zaliczyła do kategorii archaicznych mitów, a nie pojęć z dziedziny wiedzy o świecie i nauki. Trybunałowi nie zabrakło poczucia humoru. Zwrócił uwagę, że nazywanie boga transcendencją może przynieść zaskakujące efekty. Niebawem ksiądz, pasjonujący się fizyką, powie do wiernych, że po śmierci będzie ich sądzić transcendencja. Kogo trybunał miał na myśli?

*

Boski eksperyment?

Nauka wymaga, by twierdzenia, które uznajemy za prawdziwe, były należycie uzasadnione. By spełniały wymogi logiki i metodologii badań naukowych. Czy twierdzenie, że bóg istnieje, jest wystarczająco uzasadnione? Czy opiera się jedynie na bezpodstawnej wierze i równie bezpodstawnych spekulacjach?

W naukach dedukcyjnych, formalnych, takich jak logika i matematyka, twierdzenia uzasadniamy przez poprawne wyprowadzenie z innych twierdzeń i aksjomatów. W naukach o rzeczywistości, tj. w naukach indukcyjnych, uzasadnianie opiera się na wynikach bezpośredniej lub pośredniej obserwacji, którą można wielokrotnie powtarzać, poddawać krytycznej analizie, sprawdzać, czy została prawidłowo wykonana (obserwacja pośrednia polega na badaniu objawów czy wskaźników dotyczących badanego obiektu, chociaż sam obiekt może być niedostępny obserwacji).

Na tej podstawie uznajemy dziś kulistość Ziemi, promieniowanie rentgenowskie, istnienie bakterii itp. Ale skąd wiemy, że Rzym istniał już w odległej starożytności? Wiemy pośrednio, na podstawie zabytków, wykopalisk, różnych dokumentów analizowanych krytycznie przez historyków. Mimo to, jeżeli ktoś bardzo chce, może wątpić w starożytność Rzymu. Może też nie wierzyć w istnienie bakterii. Rozmawiałem kiedyś z chrześcijańskim fundamentalistą, który twierdził powołując się na Biblię, że ludzkość liczy zaledwie kilka tysięcy lat. Powiedziałem, że badania naukowe wskazują na dużo dłuższą historię. Odpowiedział, że naukowcy popełniają błąd w datowaniu. Dla niego autorytetem było Pismo Święte, nie wyniki naukowych obserwacji i analiz.

Najlepszą metodą, stwierdzającą rzeczywiste istnienie boga, byłby eksperyment. Eksperymentalnie potwierdzono np. rzeczywiste istnienie takich cząstek, jak neutrino i cząstka Higgsa. Ich występowanie przewidywano na podstawie teorii i analiz, ale uznano dopiero na podstawie doświadczeń.

Nikt, jak dotąd, nie przedstawił możliwości eksperymentalnego potwierdzenia istnienia boga. Sfinansowaniem takiego eksperymentu powinna być zainteresowana wspierająca religię fundacja Templetona. Dotyczy to także takich pojęć, jak transcendencja, absolut czy platońskie idee, które pod względem istotnych treści utożsamiane są z bogiem. Czy projekt takiego doświadczenia, spełniającego wymogi przyjęte w nauce, pojawi się? Trybunał sądzi, że nie. Stanowi to poważny argument na rzecz tezy, że bóg to wyłącznie pojęcie, a nie rzeczywista istota.

*

Argumenty obrońców

Wszystkie argumenty, przytaczane na rzecz istnienia boga, to spekulacje, w których operuje się tzw. „bogiem luk”. Kto to taki? Jeżeli nauka czegoś nie wyjaśnia (luka w wiedzy), teolodzy i osoby wierzące przypisują sprawstwo bogu, wstawiają w lukę boga, „boga luk”. A istnienie luk w wiedzy miałoby dowodzić istnienia boga.

Łatwo zauważyć, że takie wyjaśnienia nic nie wyjaśniają. Np. zamiast uczciwie przyznać, że nie wiemy, jak świat powstał, mówi się, że to bóg go stworzył. To pozorne wyjaśnienie. To tak, jakby na pytanie, kto stworzył piramidy w Egipcie, odpowiedzieć, że stworzyciel. A dlaczego żelazo rdzewieje? Bóg to sprawia.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, ale religia nic nie wyjaśnia. Na gruncie nauki dokonuje się jednak postęp wiedzy o świecie, teologia nic nie wnosi, oferuje mitologię.

Obrońcy boga mówią, że świat musiał mieć stwórcę, ale pomijają pytanie, kto w takim razie stworzył boga? Twierdzą, że bóg to rzeczywistość ostateczna, nie musiał być już stworzony. To manipulowanie definicjami, a nie merytoryczne wyjaśnienie. Nie ma powodu, by uznawać taką definicję boga. Co więcej, skoro mielibyśmy przyjąć, że bóg nie musiał być już stworzony, to dlaczego nie uznać, że świat nie musiał być stworzony przez kogokolwiek? Równie dobrze świat, przyroda, może być rzeczywistością samoistną i ostateczną.

Ostatnio obrońcy boga szczególnie dużo mówią o prawach przyrody. Według nich o istnieniu boga świadczy istnienie praw przyrody, oraz to, że te prawa poznajemy. Prawa i zdolności poznawcze człowieka muszą – jak twierdzą – pochodzić od boga. Są to, powiedzmy wyraźnie, tylko spekulacje, za którymi nic nie przemawia. Prawa przyrody są nieodłącznym atrybutem przyrody, ich istnienie w żaden sposób nie świadczy o istnieniu boga czy transcendencji. Bez tych praw przyroda nie mogłaby istnieć.

Niektórzy obrońcy boga, używając frazy „prawa rządzące przyrodą”, dokonują przy tym intelektualnego nadużycia. Sugerują, że „prawa” są bytami istniejącymi poza przyrodą i realnie „rządzą” przyrodą. Takie prawa, to ma być boska rzeczywistość. Otóż nie ma praw jako odrębnych bytów. To, co często nazywa się prawami, to pewne właściwości przyrody. Rozróżnijmy, istnieje np. grawitacja jako właściwość przyrody, oraz – po drugie – prawo grawitacji (prawo nauki), które jest twierdzeniem sformułowanym przez naukowców, czyli przez ludzi.

Nie świadczy o istnieniu boga także tzw. matematyczność świata. Prawa przyrody są często ujmowane w matematyczne formuły/wzory, ale z tego w żaden sposób nie wynika istnienie boga. A co wynika? Niestety, tylko to, że naukowcy pewne właściwości przyrody odkrywają i zapisują w formie matematycznej. Podobnie jak w matematyczny sposób, za pomocą liczb, określamy temperaturę powietrza. Nie ma czegoś takiego, jak „matematyczność” świata w postaci istniejących niezależnie od przyrody praw matematycznych rządzących przyrodą.

Czasami mówi się, że w przyrodzie panuje zadziwiający ład. Ma to dowodzić istnienia boga, który ten ład zaprojektował. Ale – zauważmy – zachwyt nad ładem wynika z niedostrzegania nieładu. Tyle kosmicznych kolizji, zderzeń, wybuchów, żywiołowości, ile mamy w przyrodzie, nie świadczy o ładzie, ale co najwyżej o współwystępowaniu ładu i bezładu. Być może świat jest systemem otwartym, a to znaczyłoby, że ład ma charakter względny, częściowy, zaś cały system charakteryzuje się czymś w rodzaju bezładu.

A może nie jesteśmy w stanie zrozumieć ładu i doskonałości wszechświata (księża mówią, że „niezbadane są wyroki boże” lub „bóg ma swój plan zbawienia”)? Wszelki absurd można uzasadniać tą równie absurdalną metodą argumentacji.

Nie jest żadnym argumentem na rzecz istnienia boga to, że świat poznajemy. Mamy zdolność poznawania świata, bowiem jesteśmy jego częścią, z niego wyewoluowaliśmy i jesteśmy z nim „z natury” kompatybilni. Bez zdolności poznawczych nie moglibyśmy powstać i istnieć. Wszelkie zwierzęta, a w pewien sposób nawet rośliny, poznają swoje otoczenie. W żaden sposób nie dowodzi to istnienia boga. Można śledzić, jak ewolucyjnie zmieniał się układ nerwowy i mózg, jak rozwijało się życie psychiczne, świadomość i zdolności poznawcze. Teoria ewolucji, a nie bóg, to najlepsze wyjaśnienie, jakie znamy.

Przyroda, świat, jest skomplikowaną rzeczywistością. Może urzekać i zadziwiać. Nauka odsłania coraz to bardziej zaskakujące zjawiska. Czy są jakiekolwiek podstawy, by sądzić, że wszechświat rozwija się zgodnie z kosmicznym „planem”, wielkim „projektem”? Jak ktoś bardzo chce, może w to wierzyć, ale nic nie wskazuje, żeby istniał nadnaturalny umysł, który wszystko zaprojektował. Nie ma „inteligentnego projektu”. Nie wiemy, czy i jak świat powstał, ale twierdzenie, że taki „projekt” istnieje, jest niczym więcej niż kolejną wersją archaicznego mitu o stworzeniu świata przez boga.

*

Summa summarum

Bóg przed trybunałem nauki wypada fatalnie. Podsumujmy, pamiętając, że dotyczy to nie tylko boga, ale także pokrewnych mu wyobrażeń, takich jak transcendencja i absolut.

Po pierwsze, nic nie przemawia za istnieniem boga. Dlatego zarówno na gruncie nauki, jak i w praktyce w życiu codziennym, nie bierze się pod uwagę jego istnienia, nawet jeżeli bez dowodów w niego się wierzy.

Po drugie, pojęcie boga jest celowo przedstawiane niejasno, by można było powiedzieć, że może jednak w nieokreślonej postaci i nieokreślonym miejscu bóg istnieje.

Po trzecie, pojęcie boga to absurd, obciążone jest wewnętrzną sprzecznością, ma wszelkie cechy sofizmatu (triku, sprytnej kuglarskiej sztuczki). Według teologów bóg istnieje obiektywnie, ale nie ma żadnych właściwości obserwowalnych bezpośrednio lub pośrednio, jest niewykrywalny, jest niepojętą rzeczywistością nadnaturalną. Cóż to takiego? Mamy tu do czynienia z rozumowaniem niedorzecznym, a zarazem chytrym wybiegiem, w którym można dostrzec chęć oszustwa. Taka istota nie może istnieć, tak jak nie istnieje kwadratowe koło. Bóg to tzw. pojęcie puste, pozbawione desygnatów, tj. obiektów istniejących realnie.

I po czwarte, badania historyczne i religioznawcze wskazują, że bóg to pojęcie mitologiczne, postać fikcyjna. Zostało wykreowane w kulturach Bliskiego Wschodu, tak samo jak Ozyrys, Zeus i inni, a następnie przetworzone przez wieki w toku sofistycznych zabiegów. Nie ma żadnych dowodów i uzasadnień wskazujących, że te mitologiczne postacie istniały lub istnieją w rzeczywistości.

Trybunał nauki uznaje, że przedstawione zarzuty stanowią wystarczający dowód na nieistnienie boga. Półżartem trybunał dodaje, że według tzw. logiki religijnej, bóg istnieje, nawet jeżeli go nie ma.

*

Epitafium

Istnieje tylko jedna rzeczywistość. Jest to rzeczywistość naturalna, przyroda i jej pochodne, np. właściwe rozwiniętym organizmom biologicznym przeżycia psychiczne i świadomość. Nie ma rzeczywistości nadprzyrodzonej. To dlatego nauka nie może odkryć boga, ani nie można zaplanować doświadczeń, które by jego istnienie potwierdziły. Nie można odkryć czegoś, czego nie ma. To dlatego wszystko, co nauka odkrywa, okazuje się przyrodą, formą natury, a nie boską transcendencją. Rzeczywistość nadnaturalna w jakiejkolwiek postaci – bóg, transcendencja, absolut, idee platońskie, pierwszy poruszyciel – nie istnieje. To wyłącznie kulturowe mity i ludzkie złudzenia, które nie mają żadnej wartości poznawczej.

Z pewnością oczom nauki ukażą się niewyobrażalne dziś formy istnienia przyrody. Np. badania astrofizyczne wskazują na istnienie tzw. ciemnej energii, o której niewiele jeszcze wiadomo. Nie słyszałem, by teolodzy na poważnie uznali, że idzie tu o byt nadprzyrodzony. Zawsze okazuje się, że nowo odkryta forma rzeczywistości to postać przyrody, a nie coś boskiego. Dlaczego? Bo rzeczywistość nadprzyrodzona, bóg, transcendencja, to starodawne wyobrażenia mitologiczne, co najwyżej aktualizowane. Mają to do siebie, że nie istnieją realnie, podobnie jak duchy leśne, wilkołaki i krasnale.

Nauka odsłania zdumiewającą budowę naszego świata i nas samych, fascynującą rzeczywistość przyrody i jej pochodnych, ludzkiej psychiki i umysłu. To bez porównania ciekawsze niż religijne fantazje, nawet w filozoficznych wariantach. Czasami z nostalgią mówi się, że racjonalne myślenie i nauka odczarowują świat, niszczą wyobrażenia zakorzenione w religii i magii. Nie ma czego żałować. Lepiej mówić o odfałszowaniu, i nie żałować odczarowania. Obraz świata, który kreśli nauka, jest bardziej ekscytujący, ciekawszy i ma walor prawdy.

Strofy poetyckie czasami ujmują problem lepiej niż jakakolwiek analiza. Dlatego naukowcom, skłonnym dziś jeszcze wierzyć w boga lub transcendencję, polecam alegoryczny wiersz Juliana Tuwima (skróty i tytuł pochodzą od A. Janna):

SEN O TRANSCENDENCJI

Pomnę dzieciństwa sny niewysłowne

Baśń lat minionych wstaje jak żywa

Bajki czarowne, bajki cudowne

Opowiadała mi niania siwa

              O złotym smoku, śpiącej królewnie

              O tym jak walczył rycerzy huf

              A gdy skończyła, płakałem rzewnie

              Prosząc, nianiusiu, mów dalej mów

Mów dalej, mów dalej, mów jeszcze

Aż usnę i dalej śnić będę

Niech we śnie spokojnym wypieszczę

Złocistą tajemną legendę

               Złóż z marzeń wzorzystą mozaikę

               Niech przyjdą rycerze tu do mnie

               Mów dalej czarowną swą bajkę

               Ja bajki tak lubię ogromnie

Alvert Jann

……………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : „Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

Polecam pierwszy artykuł z cyklu ćwiczeń z ateizmu pt. „Dowód na nieistnienie. Kogo?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/ 

Podaję też link do artykułu pt. „Ilu naukowców wierzy w Boga?”  – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ ).  

Ćwiczenia z ateizmu 9. Czy wiara w Boga jest racjonalna?

„Wiara katolicka – czytamy w katechezie papieża Benedykta XVI – jest racjonalna i pokłada ufność w ludzkim umyśle”. Jan Paweł II pisał: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary”. Czy tak? Jak bez upokarzania rozumu uwierzyć w istnienie czegoś, czego w żaden sposób nie dowiedziono? Jak uwierzyć w istnienie Boga, aniołów, szatana, nieba, piekła? Jak uwierzyć, że Biblia zawiera rzeczywiście objawienie boże? Można co najwyżej przyjąć to wszystko „na wiarę”. A jeśli wierzy się w katolickie „prawdy wiary”, to równie dobrze można wierzyć we wróżby tarota, astrologię lub najdziwaczniejszą magię. Tak się zresztą działo i dzieje. Ludzie łatwowierni wierzą nie tylko w „prawdy” podawane przez Kościół, ale także w najprzeróżniejsze wróżby i znaki.

Jak odróżnić, które twierdzenia/wierzenia są prawdziwe, które bałamutne? Kluczowe znaczenie ma weryfikacja, sprawdzanie prawdziwości. Otóż zarówno tarot, astrologia, magia, jak i chrześcijańskie wierzenia dotyczące rzeczywistości nadprzyrodzonej, nie wytrzymują elementarnej weryfikacji. Nic nie wskazuje, że zawierają wiedzę prawdziwą.

Kiedy wiara jest racjonalna?

W najszerszym rozumieniu, zauważalnym także u Benedykta XVI, racjonalność to posługiwanie się rozumem. Rzecz w tym, że ludzie posługują się rozumem również wtedy, kiedy wierzą we wróżby, magię, a także w zdiagnozowane psychiatrycznie urojenia. Posługiwanie się rozumem, rozumowanie, nie jest więc wystarczającym argumentem na rzecz „racjonalności wiary w Boga” (to fraza użyta przez papieża Benedykta)

Kiedy można uznać, że wiara – nie tylko wiara religijna – jest racjonalna? Z pewnością wtedy, gdy jej przedmiotem są twierdzenia, które spełniają kryteria prawdy przyjęte w logice i nauce współczesnej. Wiara w istnienie krasnoludków (tj. w twierdzenie głoszące, że krasnoludki istnieją realnie) z pewnością nie jest racjonalna. Wiara w istnienie bakterii i wirusów jest racjonalna.

Podsumowując: Racjonalne jest tylko takie rozumowanie/myślenie które spełnia kryteria ustalone w logice i/albo jest w pewnej przynajmniej mierze  potwierdzone empirycznie, doświadczalnie (niekoniecznie na 100%). Nie jest racjonalna wiara w istnienie krasnoludków, aniołów, boga, bo ani logika, ani badania naukowe nie potwierdzają ich istnienia. Natomiast pogląd, że istnieje np. promieniowanie rentgenowskie, jest jak najbardziej racjonalny, bowiem potwierdzają to doświadczenia spełniające kryteria metodologii naukowej.

Czy istnieje życie w kosmosie?

Nie ma do tej pory dowodów, że organizmy biologiczne istnieją gdziekolwiek poza Ziemią. Wiara w istnienie życia w kosmosie byłaby nieracjonalna, bo pozbawiona dostatecznych podstaw. Ci, którzy wierzą bez dowodów, są jak błogosławieni, o których mówi Ewangelia: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29).

Badania wskazują natomiast, że we wszechświecie może istnieć olbrzymia liczba planet, a na niektórych z nich mogą panować warunki dopuszczające egzystencję organizmów biologicznych. Dlatego istnienia życia poza Ziemią nie można wykluczyć (jeżeli życie powstało na Ziemi, to w podobnych warunkach mogłoby powstać także gdzie indziej). Jest to hipoteza poważna, wsparta badaniami astrofizycznymi, ale – podkreślmy – tylko hipoteza.

Pogląd dopuszczający możliwość istnienia życia w kosmosie jest więc racjonalny. Wiara, że ono tam faktycznie istnieje, jest przy dzisiejszym stanie wiedzy nieracjonalna.

A jeżeli ktoś będzie snuć przypuszczenia, że być może istnieją cywilizacje, które kolonizują wszechświat, docierają do Ziemi, infekują nas szkodliwymi lub stymulującymi substancjami, szkodzą lub wspomagają, będzie to tylko czcza fantazja, na której rzecz nic nie przemawia. Nazwanie tych fantazji hipotezami byłoby przesadą, trzeba mówić o fantastyce. Wartościowa hipoteza powinna być wsparta istotną argumentacją.

A co, jeżeli ktoś powie, że kosmici istnieją, są wśród nas, ale są całkowicie niewykrywalni, nie można więc wskazać na ich istnienie żadnych dowodów? Taką sprytną argumentację nazywa się w logice sofistyką/sofizmatami. Jest to rozumowanie pozornie bez zarzutu, a w istocie obarczone błędem logicznym i oszukańcze. To celowe krętactwo, z którym można jednak sobie poradzić. Np. pojęcie istoty niewykrywalnej, na istnienie której z definicji nie może być dowodów, nie spełnia elementarnego wymogu logiki, jakim jest podanie poprawnej, w miarę jasnej definicji. Widoczna jest też sprzeczność, bo jeżeli na istnienie tego stworu nie może być dowodów, to na jakiej podstawie twierdzi się, że istnieje? Wiara w takie alogiczne istoty jest nieracjonalna.

Trzeba koniecznie odróżnić: fantazje, hipotezy, twierdzenia, sofizmaty

Jakkolwiek mogą być z tym poważne problemy, ludzie mają ukształtowaną w toku ewolucji zdolność odróżniania fantastycznych wyobrażeń od wiedzy sprawdzonej realnie, na której można polegać. Zdolność tę ujawniają dzieci już w bardzo wczesnym okresie życia. Nie może więc być zaskoczeniem, że także na gruncie logiki i metodologii nauki odróżnia się czcze fantazje od wartościowych hipotez, a wartościowe hipotezy od dobrze uzasadnionych twierdzeń. Ponadto zarówno w życiu codziennym, jak i w logice, powszechne jest przekonanie, że ludzie potrafią świadomie posługiwać się pokrętną, z pozoru logiczną, a w istocie niedorzeczną argumentacją (to sofistyka/sofizmaty).

A co z bogiem?

Czy przekonanie, że istnieje bóg i rzeczywistość nadprzyrodzona jest racjonalne? Jest nieracjonalne? A może to racjonalna hipoteza? Czy tylko fantazja? Sofizmat?

Nie ma wytrzymujących krytykę dowodów/uzasadnień wskazujących, że bóg czy rzeczywistość nadprzyrodzona istnieją. Np. koronny argument, że wszechświat musiał mieć stwórcę i tym stwórcą był bóg, opiera się na założeniu, że wszystko, co istnieje, musiało mieć stwórcę. Jeżeli tak, to można zapytać, kto w takim razie stworzył boga? Teolodzy robią unik, na mocy dowolnie przyjętej definicji twierdzą, że bóg to istota, która nie musiała już być przez nikogo stworzona. Nie ma powodu, by definicję taką przyjmować. Zauważmy ponadto, że skoro na mocy dowolnie przyjętej definicji uznaje się, że bóg nie musiał być stworzony, to równie dobrze można uznać, że cała przyroda nie musiała być stworzona przez kogokolwiek i jest rzeczywistością samoistną.

A może istnienie boga to hipoteza, którą można racjonalnie brać pod uwagę? Nie można. Dlaczego? Żeby jakąś hipotezę można było traktować poważnie i racjonalnie, muszą na jej rzecz przemawiać istotne argumenty. Nie można brać na serio wszystkiego, co komukolwiek przyjdzie do głowy, np. że w kosmosie krąży czajnik (znany przykład Bertranda Russella), że na Marsie żyją ludzie, że po lasach grasują wilkołaki, lub że gdzieś tam żyje czarnoksiężnik, który wyczarował świat i niebawem go zniszczy.

Nie ma argumentów, które uzasadniałyby, że istnienie boga można traktować poważniej niż istnienie duchów leśnych i czarodzieja, który stworzył wszechświat.

A co w szczególności miałoby przemawiać za rzeczywistym istnieniem tego boga, o którym mówi Biblia, Kościół katolicki czy jakakolwiek inna religia? W toku historii powstało co najmniej kilka tysięcy religii, każda z własnymi „prawdami wiary” – nie sposób w nich widzieć racjonalne hipotezy. Próba wyróżnienia wierzeń katolickich jako racjonalnych, jak chce Benedykt XVI, nie może być sensownie uargumentowana.

Religijne wyobrażenia są czystymi fantazjami, chociaż – co trzeba podkreślić – okraszonymi smakowitymi sofizmatami.

Sofizmaty religijne

Na forach spotykamy pogląd, że nie można wykluczyć istnienia czegokolwiek, co ktoś wymyśli. Jakby w myśl zasady „wszystko jest możliwe”. Albo że nie można udowodnić, że coś nie istnieje. Chętnie mówią to osoby religijne, bowiem wzmacnia to ich przekonanie, że mimo braku dowodów bóg być może istnieje. Pojawia się też pogląd, że logika wyklucza możliwość udowodnienia, że coś nie istnieje. Kwestię tę przedstawiałem w innym artykule (link poniżej), tu tylko kilka uwag.

Można udowodnić, że coś nie istnieje, jeżeli obiekt ten jest w miarę dobrze zdefiniowany i dobrze poznany jest teren, na którym ma występować. Możemy np. udowodnić, że na Ziemi nie istnieje góra wyższa niż Mount Everest. Problem pojawia się wtedy, gdy teren nie jest wystarczająco poznany. Tak jest w przypadku kosmosu i występowania organizmów żywych na innych planetach.

Ale innego rodzaju problem napotykamy, jeżeli ktoś twierdzi, że interesujący go obiekt istnieje, ale celowo definiuje go tak, by uniemożliwić jego zbadanie. Mówi się, jak w przypadku boga, że to istota duchowa, należąca do rzeczywistości innej kategorii niż obiekty poznawalne metodami naukowymi. Głosi się, że istnieje „coś” (bóg, rzeczywistość nadnaturalna, absolut, transcendencja), czego z definicji badać się nie da. Otóż trzeba powiedzieć zdecydowanie, że taki koncept to fantazja szczególnego rodzaju. To pojęciowe kuglarstwo, trik, zmyłka. Na gruncie logiki tego rodzaju krętactwo nazywa się sofistyką/sofizmatami. Idzie o rozumowanie pozornie poprawne, logiczne, ale w istocie obarczone błędem logicznym. Jakim? Jeżeli mówi się, że coś istnieje, to powinno się podać w miarę jasną definicję, opis, parametry (to podstawowy wymóg logiki). Teolodzy i filozofowie religijni, mówiąc o bogu, nie robią tego, uciekają celowo w niejasne formuły, pokrętne rozumowania. Np. podają cechy boga, a jednocześnie skorzy są zapewniać, że bóg jest niepojęty ludzkim umysłem.

Pokrętna sofistyka, pojęciowe manipulacje nie zmieniają faktu, że na rzecz prawdziwości wierzeń religijnych brakuje dowodów. Wiara w „prawdy wiary” pozostaje nieracjonalna.

Słowo na zakończenie

Mówiąc o religii wskazuje się często na pożytki, jakie ma dawać (mówi o nich także Benedykt XVI w cytowanej katechezie). Wierzenia religijne są w ten sposób postrzegane jako racjonalne, ale nie dlatego, że są prawdziwe, lecz dlatego że są pożyteczne czy przydatne. Nazywa się to racjonalnością pragmatyczną, użytecznością. To odrębny temat.

Zaznaczmy tylko, że pozytywny wpływ religii jest zwykle wyolbrzymiany, pomijane są mankamenty. Jeżeli spojrzymy na religię z pragmatycznego punktu widzenia, to trzeba powiedzieć, że jej pragmatyczna racjonalność jest bardzo ograniczona. Podkreślmy też, że ewentualnie pozytywna rola wierzeń religijnych nie stanowi argumentu na rzecz istnienia boga. To dwie różne sprawy.

Żeby wierzenia religijne uznać za racjonalne nie tylko pod względem pragmatycznym (instrumentalnym), trzeba by udowodnić/uzasadnić ich prawdziwość, przede wszystkim prawdziwość podstawowych tez mówiących, że istnieje bóg i rzeczywistość nadprzyrodzona. Nikt tego nie zrobił. Wierzenia religijne nie są racjonalne. A czy można udowodnić, że coś, np. bóg, nie istnieje? Polecam na ten temat: „Dowód na nieistnienie. Kogo? https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/„Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

Zachęcam do przeczytania:

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

O sobie piszę w: „Jak zostałem ateistą. Część 1”: https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jak-zostalem-ateista-czesc-1/

PS. Link do katechezy Benedykta XVI pt. „Racjonalność wiary” – http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/audiencje/ag_21112012.html

Ćwiczenia z ateizmu 8. Wypędzanie szatana.

W Polsce działa ponad stu egzorcystów *, oficjalnie powołanych przez biskupów. Zajmują się wypędzaniem szatana z dusz i ciał wiernych. Mają pełne ręce roboty. Najpierw trochę faktów, a na koniec sugestia, w jaki sposób Kościół mógłby pełnić konstruktywną rolę w profilaktyce i terapii choroby psychicznej nazwanej opętaniem (ang. possession – owładnięcie). Do zamieszczenia tego artykułu skłonił mnie nowy film Konrada Szołajskiego „Walka z szatanem”, dokumentalny, bardzo dobry.

  • dane z października 2015 roku kiedy ukazał się po raz pierwszy ten artykuł ( przyp. red.)

Opętanie i egzorcyzmy według Kościoła

Doktryna Kościoła katolickiego jednoznacznie stwierdza, że szatan to osoba i byt realny, żadna tam przenośnia/metafora zła, którego nie brakuje w świecie. Również opętanie to – według Kościoła – stan realny, a nie np. urojenie czy choroba psychiczna. Na czym polega opętanie? Oto dosłownie szatan, który jest osobą, dostaje się do czyjegoś ciała i duszy, i egzorcysta ma go przegonić.

Nie chcę być gołosłowny i posądzony o przesadne przedstawianie stanowiska kościelnego. Oto kilka przykładów:

Na oficjalnym portalu katolickim opoka.org.pl , prowadzonym przez Fundację Konferencji Episkopatu Polski, czytamy: „Szatan nie chce, aby o nim pisano. Przeszkadza. Wiedzą o tym zarówno autorzy poważnych teologicznych traktatów, jak i szukający sensacji dziennikarze. Ks. Roman Kempny zmarł, pracując nad tym tematem. Gdy podejmowano temat związany z szatanem, pojawiały się zastanawiające trudności, psuły się urządzenia, komplikowały się relacje międzyludzkie, a czasami następowały bardzo tragiczne wydarzenia. Niewiara w diabła jest jednym z jego sukcesów. Podobnie jak traktowanie go jedynie jako mitu lub symbolu ogólnego zła. Nauczanie Kościoła jest jasne: „Kiedy na zakończenie Modlitwy Ojcze nasz mówimy: »ale nas zbaw ode Złego«, zło o którym mówi ta prośba, nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza osobę, Szatana, Złego, anioła, który sprzeciwił się Bogu, a nie zło w ogólności (Katechizm, pkt. 2851)”.

To sugestywny tekst, może przemawiać do wyobraźni wierzących, o ile są podatni na tego rodzaju przekonania. Co może poczuć po przeczytaniu takich tekstów ktoś wierzący nieco naiwnie, niepewny, lękliwy? Są to teksty podawane przez autorytety kościelne, a nie przez domorosłych świętych lub przez autorów popularnych powieści o czarach. Można poczuć obecność szatana w swoim pokoju, poczuć wzmożony lęk? Sądzę, że kościelni autorzy robią to z premedytacją. Łowią – jak mówi przysłowie – ryby w mętnej wodzie. Takich tekstów jest w kościelnych publikacjach zatrzęsienie.

Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie stwierdza, że egzorcyzmy mają na celu wypędzenie złego ducha, szatana, a szatan to osoba: „Egzorcyzmy maja na celu wypędzenie złych duchów lub uwolnienie od ich demonicznego wpływu, mocą duchowej władzy, jaką Jezus powierzył Kościołowi. Czymś zupełnie innym jest choroba, zwłaszcza psychiczna, której leczenie wymaga wiedzy medycznej. Przed podjęciem egzorcyzmów należy więc upewnić się, że istotnie chodzi o obecność Złego, a nie o chorobę” (pkt. 1673). Obecnie Kościół rozróżnia rzeczywiste opętanie przez szatana i chorobę psychiczną, ale zdecydowanie stoi na stanowisku, że szatańskie opętania istnieją realnie.

Egzorcyści mówią o rzeczywistym wejściu szatana w ciało człowieka i powołują się często na katechezę Jana Pawła II z 13 września 1986 r. Papież powiedział: „W pewnych wypadkach działalność złego ducha może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka, wtedy mówimy o opętaniu”.

Liczne teksty i wypowiedzi przedstawiają opętanie w sposób dosadny i malowniczy. Przytoczę fragment znanego i szeroko kolportowanego wywiadu z egzorcystą kurii białostockiej ojcem Benedyktem Barkowskim. Przeprowadziła go dziennikarka „Gazety Polskiej”, sama nie stroniąca od wiary w opętanie:

„Egzorcysta: – Złego ducha mogą kierować na nas inni. Wrogi człowiek, który chce kogoś skrzywdzić, będzie uparcie prosił diabła, by ten nawiedził jego adwersarza.

Dziennikarka: Czy w ten właśnie sposób urok rzuca się na innego człowieka?

Egzorcysta: – Tak. Rzuca się urok, lub dokładniej przeklina go. Niekiedy takie przekleństwo może objąć całą rodzinę. (…)

Dziennikarka: Czy w opętanym człowieku diabeł jest ciągle, czy przychodzi do niego tylko co jakiś czas?

Egzorcysta: Oczywiście, że jest. Jednak diabeł potrafi doskonale się maskować, ukrywać. To, kiedy się ujawnia, zależy od sytuacji. Czasem wygodniej jest mu się nie objawiać, cicho siedzieć i ukrywać się.

Dziennikarka: A dlaczego się ukrywa? Boi się czegoś?

Egzorcysta: By zrozumieć diabelskie myślenie, trzeba uświadomić sobie jedną podstawową sprawę: on myśli odwrotnie niż człowiek. Oznacza to, że dobre rzeczy są dla niego czymś strasznym, a to, co dla niego jest do przyjęcia, dla nas jest okropne. Diabeł nie ma zatem interesu ujawniać się komuś, kto czyni zło, próbuje grzechu. Wprost przeciwnie – siedzi wówczas cicho, aby tylko nie przestraszyć swoją obecnością owego nieszczęśnika”. (…)

Dziennikarka: Czy podczas egzorcyzmu Ksiądz rozmawia z diabłem?

Egzorcysta: Tak. Rytuał przewiduje zadawanie pytań diabłu, ale jedynie tych, które mogą pomóc uwolnić opętanego człowieka od złego ducha. Nie można wypytywać diabła tylko z ciekawości.

Dziennikarka: Więc o co można go zapytać?

Egzorcysta: Na przykład o imię.

Dziennikarka: To takie ważne?

Egzorcysta: Oczywiście, że ważne. Każdy zły duch ma swoje imię. Poznanie go, a później wypowiedzenie podczas egzorcyzmu jest dla diabła ogromnym ciosem. Wtedy wprost wije się z nieszczęścia”.

Takich kwiatków jest mnóstwo. Byłoby to zabawne, gdyby nie było beznadziejnie głupie i jednocześnie szkodliwe. Przeczytałem wiele wypowiedzi egzorcystów i muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się aż takiej ciemnoty i prymitywizmu. To mocna ocena, ale trafna i nie formułowana pochopnie. Nasuwa się natomiast ważny wniosek. Nie powinno się egzorcystom powierzać tak ciężkich przypadków chorób psychicznych, jakimi są tzw. opętania. Mogą chorym bardzo zaszkodzić. Sądząc po wypowiedziach, egzorcyści sami wymagają leczenia. Ale egzorcyści to tylko pionki. Odpowiedzialność spada na kościelnych hierarchów, także na kościelne uczelnie.

Na wydziałach teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie zagadnienie egzorcyzmów i opętania jest ciągłym przedmiotem prowadzonych tam rzekomo naukowych badań. Ale łatwo można zauważyć, że „badania”, kształcenie i dydaktyka w zakresie opętania i egzorcyzmów mają tylko jeden cel, i innego mieć nie mogą. Jest nim umacnianie wiary w osobowego szatana, opętanie i egzorcyzmy.

Nie ma innej możliwości, cały KUL i tzw. wydziały kościelne na UKSW poddane są ścisłemu nadzorowi ze strony władz kościelnych, muszą statutowo przestrzegać doktryny Kościoła. A ta nakazuje wiarę w szatańskie opętanie i egzorcyzmy. Zatrudnienie tam wymaga (według statutu i obowiązujących przepisów) akceptacji przez władze kościelne, a w przypadku profesorów – zatwierdzenia aż przez watykańską Kongregację Wychowania Katolickiego.

Paranoja „opętania” panuje więc od góry do dołu. Radosna twórczość profesorów, doktorów i magistrów kwitnie, przybywa publikacji, odczytów, rozwija się dydaktyka. W programie studiów na Wydziale Teologii KUL znajduje się temat: „zniewolenie szatańskie i egzorcyzmy”. Skoro Kościół uznaje oficjalnie opętania, temat musi być w programie. Nie można kwestionować paranoicznych wyobrażeń, obowiązuje wierność doktrynie kościelnej. Pisane są prace magisterskie. Jakie? Oto informacja dostępna na portalu UKSW:

Tytuł pracy magisterskiej: „Egzorcyzmy jako narzędzie walki Kościoła z szatanem. Studium teologiczno-moralne w świetle współczesnej literatury przedmiotu”.

Streszczenie: „Szatan i jego działanie stanowi przedmiot analizy wielu dziedzin wiedzy, w tym szczególnie teologii. Aktualność aktywności szatana we współczesnym świecie, a nawet jej charakterystyczne nasilenie, domaga się ciągłego analitycznego pochylenia się nad tym fenomenem. Rzeczywistość ta stała się problemem badawczym niniejszej pracy. Nie ma ona na celu demonizowania wszystkiego, co nas otacza, wyszukiwania sensacji, czy wzbudzania strachu u odbiorcy. Jest próbą analitycznego poznania prawdy i stwierdzeniem o istnieniu problemu z szatanem oraz jego „aniołami”. Praca ta podejmuje teologiczną analizę faktu istnienia dobra i zła, w kontekście współczesności. Tak określony problem koncentruje się na walce Kościoła z szatanem i jego działaniem przy pomocy szczególnego środka, jakim są egzorcyzmy, który w dzisiejszym świecie wzbudza trwogę, ciekawość lub obojętność”.

Urocze i przedziwne jest w tej pracy pomieszanie materii, jakby technika kontrapunktu. Z jednej strony deklaruje się analizą faktu istnienia dobra i zła, w kontekście współczesności, a z drugiej – wiarę w osobowego szatana i walkę z nim za pomocą kościelnych egzorcyzmów. Sądzę, że w streszczeniu tym ujawnia się doskonale głęboki konflikt między kulturą współczesną a kulturą głębokiego średniowiecza, do której należy wiara w opętanie przez szatana. Autor zapewnia, że nie chce demonizować, wzbudzać strachu i trwogi. A co chce? Chce napisać pracę magisterską na bałamutny temat, a kościelne uczelnie to umożliwiają.

Wydziały teologii istnieją także na sześciu uniwersytetach państwowych, finansowane z budżetu państwa.

Choroba psychiczna

Międzynarodowa klasyfikacja chorób WHO wymienia zaburzenie transowe i opętaniowe (trance and possession disorder) jako chorobę psychiczną. Mieści się w tej kategorii także poczucie opętania (owładnięcia) przez diabła. Nie uznaje się tzw. rzeczywistego opętania człowieka przez szatana. Psychiatria jest tu zdecydowanie sprzeczna z religią katolicką i niektórymi innymi. Według psychiatrii chory ma poczucie (!), że owładnęły nim szatańskie moce – na tym polega jego choroba. Natomiast Kościół z uporem twierdzi, że są przypadki, kiedy to szatan rzeczywiście opętuje. W efekcie egzorcyzmów – jak przekonuje Kościół – szatan jest skutecznie wypędzany.

Jak wygląda choroba opętaniowa? Jakie są jej przyczyny? Choroba charakteryzuje się czasową utratą dotychczasowego poczucia osobistej tożsamości i normalnej świadomości. Chory ma poczucie, że owładnęła nim jakaś zewnętrzna siła. W przypadku osób religijnych może być przekonany, że to szatan. Choroba wiąże się z czasowymi atakami/wybuchami niekontrolowanych zachowań, ruchów, krzyków, agresji, halucynacji. Osoby przekonane, że są w mocy szatana, często agresywnie reagują na symbole religijnie. Mogą słyszeć głosy nakazujące im czynić zło. Choroba ujawnia elementy histerii, transu, psychozy, schizofrenii, paranoi.

Przyczyny tych stanów mogą być bardzo różne. Z jednej strony w grę wchodzi podatność czy swoista nadwrażliwość psychiczna. Z drugiej – życiowe trudności, z którymi chory nie mógł sobie poradzić, traumatyczne wydarzenia i nieszczęścia. Może to prowadzić do poważnych zaburzeń, a u osób religijnych rodzić poczucie opętania przez szatańskie moce.

To, co widzimy, rzekome opętanie, jest objawem procesów zachodzących w ludzkiej psychice/umyśle. Według psychiatrii poczucie owładnięcia przez szatana to przypadek absorpcji religijnej, tj. pochłonięcia przez religijne wyobrażenia aż do stanu chorobowego. Ludzie różnią się znacznie między sobą podatnością na absorpcję i urojenia. Czasami ta podatność jest tak duża, że prowadzi do choroby psychicznej.

Kościół wśród przyczyn umieszcza szatana. Można powiedzieć, że egzorcysta, Kościół i chory doświadczają tych samych urojeń.

Dodajmy, że efektem procesów absorpcji, zachodzących w mózgu/umyśle osób głęboko religijnych, bywa poczucie mistycznego kontaktu z bogiem, a także patologiczne przypadki religijności.

Skuteczność egzorcyzmów

Głównym argumentem, przytaczanym często na rzecz realności szatańskich opętań, są przypadki skuteczności egzorcyzmów. Można usłyszeć: ale przecież egzorcyzmy są skuteczne. Zaznaczmy najpierw, że egzorcyzmy dość rzadko są skuteczne, nie można pochopnie uogólniać. A po drugie, skuteczność egzorcyzmów nie polega na tym, że egzorcysta rzeczywiście wygania rzeczywistego szatana. Psychiatria jednoznacznie wskazuje, że mamy tu do czynienia z działaniem sugestii. Opętanie to choroba psychiczna, w której wiara religijna, sugestia i autosugestia odgrywają szczególnie dużą rolę. Jeżeli psychicznie chory głęboko wierzy, że opętał go szatan, to jest też w stanie uwierzyć, że egzorcyzmy, moce boskie, uwolnią go od złych mocy. Inaczej mówiąc, zachodzi tu tzw. efekt placebo. To tak, jakbyśmy komuś nadmiernie pobudzonemu podali pastylkę zawierającą mąkę, a on wierzy, że dostaje skuteczny środek farmakologiczny. Wielu ludzi, podatnych na sugestię, poczuje się znacznie lepiej. Skuteczność sugestii potwierdzają liczne eksperymenty, chociaż oczywiście nie zawsze sugestia działa.

W przypadku rzekomego opętania chory zawdzięcza Kościołowi swoje chorobliwe wyobrażenia. I Kościół czasami może go od tych wyobrażeń uwolnić. Koło się zamyka, błędne koło. Lepiej byłoby, żeby Kościół zrezygnował ze swoich interpretacji „opętania”, przestał je głosić, i co najwyżej pomagał psychiatrom w uzasadnionych przypadkach (np. kiedy psychiatra uzna, że odprawienie modłów przez księdza jest pożądane). Kościół z uporem nie chce zrezygnować z propagowania swoich interpretacji, szkodliwych w rezultacie, bo często pobudzających i nasilających stany chorobowe.

Szkodliwość egzorcyzmów

Egzorcyzmy rzadko dają pozytywny skutek, sami egzorcyści mówią o trudnościach, nawrotach opętania, konieczności długotrwałego kontaktu z opętanym. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że egzorcyzmy często szkodzą, pobudzają i utrwalają chorobę, powodują stany krytyczne, niebezpieczne.

Notuje się przypadki silnych wybuchów histerii i agresji na widok kapłana-egzorcysty, krzyża, religijnych akcesoriów, obrazów, wody święconej, którą egzorcysta podczas rutynowych rytuałów kropi chorego. W ten sposób chory wyładowuje tłumioną w sobie agresję, mającą różne podłoże, ale głęboka wiary w szatana sprawia, że jest ona zgodna z wyobrażeniem o tym, jak szatan postępuje. Nie ma co się dziwić tym zachowaniom, dopiero w szpitalach psychiatrycznych możemy poznać prawdę o umyśle człowieka i jego patologiach.

Egzorcyści w tych agresywnych zachowaniach widzą potwierdzenie, że szatan rzeczywiście owładnął chorym. To obłędny wniosek. Chciałoby się powiedzieć, boże zlituj się nad swoimi orędownikami i uwolnij ich od tych urojeń. O ile chorym trzeba współczuć, to egzorcystów i Kościół trzeba krytykować, obnażać fałszerstwo.

Sygnalizowane czasami takie zachowania chorych, jak niespotykana siła fizyczna, są znane z innych sytuacji, np. w przypadku silnego poczucia zagrożenia życia. Reakcja organizmu bywa wtedy „nadludzka”, wydziela się niespotykana ilość adrenaliny, dają o sobie znać mechanizmy mobilizujące organizm do niezwykłych działań. Wszystkie te efekty (także tzw. mówienie językami, halucynacje, doświadczenia mistyczne) można osiągnąć za pomocą środków farmakologicznych. Nie trzeba szatana ani boga.

Obecnie Kościół w swoim nauczaniu szerzy paranoiczne wyobrażenia, że szatan może wstąpić w człowieka. M.in. za sprawą Kościoła liczba opętanych w Polsce rośnie. Kościół „leczy” opętanych, a jednocześnie ich produkuje. Przypomina strażaka, który podpala po to, by mieć co gasić.

Warto podkreślić znaczne podobieństwo między niegdysiejszą wiarą w czary i czarownice, a dzisiejszą wiarą w opętanie i egzorcyzmy. Kościół nauczał, że istnieją czarownice, które mają konszachty z diabłami. Wierzono w czary i czarownice. Skoro tak, w społeczeństwach o zakorzenionej religijności rzekome czarownice się pojawiały. Nieszczęsne kobiety pod wpływem różnych okoliczności i urojeń były przekonane, że są w kontaktach z szatanem. Procesy czarownic były czymś oczywistym i kończyły się dla nich często tragicznie.

Na szczęście pod wpływem Oświecenia Kościół utracił możliwość wytaczania procesów. Ale nie łudźmy się, gdyby mógł, to by chciał. Można zauważyć, że skoro Kościół zrezygnował z nauczania o czarownicach, czarownic jest mniej. Byłoby lepiej, gdyba dziś zaczął nauczać, że tzw. opętania to wyłącznie choroba psychiczna. Straciłby jednak jedną z dziedzin swej działalności i wpływów.

Czego powinniśmy wymagać od Kościoła

Działalność egzorcystów jest zbędna i Kościół nie powinien ich powoływać. Nie powinien też nauczać, że rzeczywiste diabelskie opętania mają miejsce. W uzasadnionych wypadkach ksiądz mógłby, pod kierownictwem psychiatry, pomagać w leczeniu choroby, o ile psychiatra uzna to za wskazane. Ksiądz nie powinien występować jako egzorcysta, lecz tylko jako kapłan. Nie powinien potwierdzać opętania swoją obecnością. Powinien swym autorytetem zaświadczać choremu, że nie jest opętany, tylko chory.

Warto spojrzeć szerzej. Kościół musi wiele zmienić w swej działalności, by przestać być ostoją obskurantyzmu, ciemnoty, zabobonu. Sprawa szatańskich opętań i egzorcyzmów to przykład ciemnej strony Kościoła. Powołując egzorcystów Kościół kompromituje siebie. Swoimi naukami szerzy paranoiczne wyobrażenia, że szatan może wstąpić w człowieka.

W jaki sposób Kościół mógłby uzasadnić rezygnację z głoszenia wiary w opętanie i egzorcyzmy? Teolodzy mówią, że według Ewangelii sam Chrystus wypędzał demony z opętanych, Kościół nie może więc odstąpić od tych nauk i praktyk. Sądzę, że to żaden problem. Przez wieki Kościół wypracował sposoby wycofywania się z absurdalnych poglądów i dziś nie twierdzi, że bóg stworzył świat dosłownie w ciągu sześciu dni. Powinien ogłosić, że w tamtych czasach były to przekonania i praktyki odpowiadające mentalności ludzi, nie było też psychiatrów i dzisiejszych metod terapii. Natomiast dziś trzeba korzystać z terapii psychiatrycznej, a nie z egzorcyzmów.

Spotkać można pogląd, że jeżeli Kościół zrezygnowałby z egzorcyzmowania, rozrosłoby się podziemie egzorcystyczne. To nieprzekonujący argument na rzecz utrzymania obecnego stanu rzeczy. W dzisiejszej Polsce jasne opowiedzenie się Kościoła przeciw wierze w opętanie i egzorcyzmy powodowałoby stopniowe ograniczenie przypadków tej choroby.

Rezygnując z egzorcyzmów Kościół uczyniłby krok w kierunku myślenia racjonalnego. Obecnie teolodzy powtarzają, że ich wiara jest racjonalna, a wspierają wierzenia, które mają charakter paranoiczny i irracjonalny. Wspierają praktyki rodem ze starożytności i średniowiecza, która nie powinny obecnie mieć miejsca. – Alvert Jann

PS. Od opublikowania tego artykułu po raz pierwszy w 2015 r. w sprawie egzorcystów nie nastąpiły w Kościele żadne istotne zmiany. – Alvert Jann

………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 49 artykułów.

………………………………………………………………….

Ćwiczenia z ateizmu 6. Dowód na nieistnienie. Kogo?

W Kościele katolickim mówi się coraz częściej, że wiara nie wymaga dowodów ani uzasadnień, jest zawierzeniem Bogu. Przywoływane są słowa Ewangelii: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”(J 20,29). Inaczej mówiąc, katoliku, chrześcijaninie, masz wierzyć i nie pytać o argumenty.

Ale czy można udowodnić, że Bóg istnieje albo nie istnieje?

Czy istnieją krasnoludki?

Pytanie o dowody na istnienie/nieistnienie boga prowadzi do innego ciekawego pytania: Czy można udowodnić, że istnieją krasnoludki? Albo że nie istnieją?

Weźmy pod uwagę dwie hipotezy: Pierwsza, krasnoludki istnieją w rzeczywistości, nie są jedynie postaciami z bajek. Druga, krasnoludki nie istnieją w rzeczywistości, to postacie fikcyjne. Która hipoteza jest prawdziwa?

Według zasad logiki, jeżeli ktoś twierdzi, że „coś” istnieje, to na nim spoczywa obowiązek przeprowadzenia dowodu (ciężar dowodu). Jeżeli nie udowodni, jego pogląd nie może być uznany za prawdziwy.

Nikomu nie udało się udowodnić, że krasnoludki istnieją. Dlatego przekonania, że istnieją, nie uznajemy za prawdę. Natomiast wierzący w krasnoludki uważają, że to prawda, nazywają prawdą wiary. Otóż trzeba powiedzieć, że nie jest to żadna prawda, tylko pogląd podawany do wierzenia. Żeby jakiekolwiek zdanie uznać za prawdę, musi być ono udowodnione albo dobrze uzasadnione, uargumentowane. Jeżeli bardzo wątpliwą tezę nazywa się „prawdą”, to przychodzi na myśl świat orwellowski. Tam nieprawdą nazywano prawdę, i odwrotnie.

Ale czy można udowodnić, że krasnoludki nie istnieją? Niektórzy twierdzą, że w ogóle nie można udowodnić, że coś nie istnieje. To pogląd fałszywy.

Możemy udowodnić, że coś nie istnieje, jeżeli obiekt ten jest w miarę dobrze zdefiniowany (to elementarny wymóg logiki) oraz dobrze poznany jest teren, na którym ma występować. Oto trzy przykłady różnej kategorii. Nie istnieje cadillac będący moją własnością (w życiu codziennym bardzo często udowadniamy sobie i innym, że coś nie istnieje). Inny przykład: Nie istnieje na Ziemi góra wyższa niż Mount Everest. Jeszcze inny: Na Księżycu nie istnieją rozwinięte organizmy biologiczne, takie jak np. drzewa, ssaki itp. We wszystkich podanych przykładach przeprowadzenie „dowodu na nieistnienie” nie nastręcza trudności. Np. o Księżycu wiemy wystarczająco dużo, by twierdzić, że rozwinięte organizmy biologiczne tam nie istnieją.

Jeżeli zdefiniujemy krasnoludki w miarę precyzyjnie jako kilkunastocentymetrowe ludziki zamieszkujące naszą planetę, to z udowodnieniem nieistnienia nie ma problemu. Ziemię znamy na tyle dobrze, by twierdzić, że nie występują tu takie istoty. Ponadto żadne wiarygodne materiały nie potwierdzają ich istnienia. Stwierdzimy natomiast, że krasnoludki występują w legendach, pierwotnie głównie germańskich, a wiemy, że ludzie lubią opowiadać pełne zmyśleń legendy. Wszystko wskazuje, że krasnoludki to zmyślone postacie z legend, nie istnieją w rzeczywistości.

Ale pojawia się poważny problem. Jaki?

Sofizmaty

Według niektórych legend krasnoludki istnieją gdzieś w niedostępnych głębinach Ziemi lub są niewidocznymi duchowymi postaciami, niedostępnymi zmysłom i badaniu. Jak udowodnić, że takie coś nie istnieje? Chwila zastanowienia wystarcza, by powiedzieć, że w opowieściach tych krasnoludki celowo przedstawiane są tak, by ich istnienia lub nieistnienia nie można było stwierdzić. Wtedy łatwiej mówić, że istnieją.

Mamy tu do czynienia ze zmyłką, kuglarską sztuczką, trikiem, krętactwem. Jest to przykład tego, co na gruncie logiki nazywa się sofistyką/sofizmatem, tzn. rozumowaniem czy argumentowaniem z pozoru bez zarzutu, a w istocie zwodniczym i obarczonym błędem logicznym. W starożytnej Grecji i Rzymie celowali w tym często wędrowni filozofowie zwani sofistami, stąd sofistyka to pokrętna, nierzetelna argumentacja. Kiedy jednemu z nich mówiono, że ponieważ wszyscy ludzie umierają, to on także umrze – odpowiedział, że nie, bo jest synem Zeusa, a synowie Zeusa są nieśmiertelni. Logiczne? Niedorzeczne. Dlaczego? Bo twierdzenia, że każdy umrze, jest bardzo dobrze uzasadnione, zarówno indukcyjnie (na podstawie znanych przypadków), jak i w oparciu o znajomość procesów biologicznych.

Pojęcie niedostrzegalnego krasnoludka przebywającego w niedostępnych głębinach Ziemi, to sofizmat/sofistyka. Na czym polega błąd logiczny? Jeżeli mówimy, że jakiś obiekt istnieje, to powinniśmy w miarę ściśle podać jego opis czy parametry. To warunek, by możliwe było potwierdzenie lub zaprzeczenie jego istnienia. Sofistyką, oszukańczym rozumowaniem będzie powiedzenie, że to obiekt niewykrywalny, umiejscowiony celowo tak, by nie móc go badać.

Sofizmatami, kuglarską sztuczką, są takie pojęcia jak istota duchowa, duch, duch doskonały, bóg itp., zadomowione dobrze w wielu religiach. To byty celowo przedstawiane i definiowane w taki sposób, by uniknąć możliwości sprawdzenia, czy w ogóle istnieją. Nie wiadomo co to, gdzie i jak. Nic nie wiadomo.

Wiadomo natomiast, że krasnoludki, bóg i różne istoty duchowe to postacie z legend, z mitologii. Kultywowany dziś Bóg chrześcijan pochodzi z mitów Bliskiego Wschodu, z biblijnych opowieści. Od Ozyrysa, Zeusa i wielu innych różni się tym, że ci nie są już czczeni, przypominają martwe języki, którymi nikt nie mówi. Bóg biblijny, a także np. starożytni bogowie hinduistyczni, mają miliony wyznawców.

Tworzywem, z którego kapłani i religijni filozofowie przez wieki tkali – nie stroniąc od sofistyki – pojęcie boga, były pierwotne wierzenia w niewidzialne duchy, zwidy i siły tajemne. Są to wyobrażenia starsze niż pojęcie boga/bogów, a dziś występują w pospolitych ludowych emocjach.

Charakter sofizmatów lub paralogizmów (paralogizm to rozumowanie obarczone podobnymi błędami logicznymi jak sofizmat, podejmowane jednak w dobrej wierze, a nie jako kuglarska sztuczka) mają pojęcia boga deistów i panteistów, pierwszego poruszyciela, pierwszej przyczyny, nieznanej energii, rozumu kierującego wszystkim i przenikającego wszystko itp. To niejasne wizje odnoszące się do nieokreślonej rzeczywistość utożsamionej z bogiem. Rzeczywistość ta rzekomo istnieje, ale jest niewykrywalna. Sprytnie wymyślone – chciałoby się powiedzieć.

A może jednak istnieje jakaś rzeczywistość nadprzyrodzona? Transcendencja, absolut, siła wyższa? Zwróćmy uwagę, że pojęcia te – utożsamiane z bogiem – mają charakter sofizmatów. Odnoszą się do nieokreślonej, niewykrywalnej rzeczywistości. To sofistyka w pełnej krasie. Taka rzeczywistość nadprzyrodzona jest tylko wydumaną fantazją, tak jak niewidzialny krasnoludek i wiele innych fantastycznych tworów ludzkiej wyobraźni i kultury.

Często, mówiąc o transcendencji lub absolucie, ma się na myśli nieznaną nam hipotetyczną rzeczywistość pierwotną, wieczną, podstawową. Zauważmy, że wtedy pojęcia te nie muszą oznaczać rzeczywistości nadprzyrodzonej; utożsamienie z bogiem, z nadprzyrodzonością jest nieuprawnione. Może to być nieznana nam rzeczywistość pierwotna, ale jak najbardziej przyrodnicza. To tak jak z niewidzialnym promieniowaniem rentgenowskim, przenikającym przez wszystko niczym duch. Było nieznane jeszcze w połowie XIX, zostało odkryte i zbadane na przełomie XIX/XX w. Nikt poważnie nie twierdził, że to jakaś rzeczywistość nadprzyrodzona.

Słowo na zakończenie

Słyszymy dość często: nie można udowodnić, że bóg nie istnieje. To nieprawda.

W jaki sposób można udowodnić jakąś tezę? Po pierwsze, można to zrobić dedukcyjnie, tzn. wywodząc z przyjętych założeń lub udowodnionych już twierdzeń. I po drugie, można dowód przeprowadzić wskazując bardzo mocne uzasadnienie, argumenty. Droga dedukcyjna nie jest możliwa w przypadku tezy o istnieniu/nieistnieniu boga. Pozostaje uzasadnienie, argumentacja. Tą drogą udowodniliśmy, że nie istnieją krasnoludki. A jak jest z bogiem? Trzeba powiedzieć jasno, wszystko wskazuje, że boga nie ma; nic nie wskazuje, że istnieje.

Podsumujmy:

Po pierwsze, pojęcie boga jest celowo przedstawiane niejasno, by łatwiej było mówić, że może jednak w nieokreślonej postaci i nieokreślonym miejscu bóg istnieje.

Po drugie, pojęcie boga to niedorzeczność, obciążone jest wewnętrzną sprzecznością, ma wszelkie cechy sofizmatu (triku, rozumowania zwodniczego). Cała teologia sofizmatami stoi. Według teologów bóg istnieje obiektywnie, ale nie ma żadnych właściwości obserwowalnych bezpośrednio lub pośrednio, jest niewykrywalny, nazywa się go duchem doskonałym. To absurd, a zarazem chytry wybieg, w którym można dostrzegać chęć oszustwa. Taka istota nie może istnieć, tak jak nie istnieje kwadratowe koło. Bóg to tzw. pojęcie puste, pozbawione desygnatów, tj. obiektów istniejących realnie.

I po trzecie, badania historyczne i religioznawcze wskazują, że bóg to pojęcie mitologiczne, postać fikcyjna. Zostało wykreowane w kulturach Bliskiego Wschodu, tak samo jak Ozyrys, Zeus i inni, a następnie przetworzone przez wieki w toku sofistycznych zabiegów. Nie ma żadnych dowodów i uzasadnień wskazujących, że te mitologiczne postacie istniały lub istnieją w rzeczywistości.

Powyższe trzy punkty zawierają wystarczający dowód na nieistnienie boga. A przed teologami stoi karkołomne zadanie, jak dowieść/uzasadnić, że istnieją aniołowie, szatan, niebo, piekło, dusza nieśmiertelna. Nie da się tego zrobić. – Alvert Jann

PS. Polecam artykuł „Teoria Boga krótko wyłożona” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

……………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

O nauce i religii piszę m.in. w:

Sprzeczności między nauką a religią: 10 przykładów” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sprzecznosci-miedzy-nauka-a-religia-10-przykladow/

Jak ks. prof. Heller dowodzi istnienia Boga?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ks-prof-heller-dowodzi-istnienia-boga/

Teologia nie jest nauką!” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teologia-nie-jest-nauka/

„Teoria Boga krótko wyłożona” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Polecam artykuł o ekspansji Kościoła w szkolnictwie wyższym pt. „Lekcje religii w szkołach wyższych” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

……………………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu 4. Ilu naukowców wierzy w Boga?

Autor: Alvert Jann.

Pojawiają się na forach różne, często rozbieżne informacje dotyczące odsetka amerykańskich naukowców wierzących w Boga. Głównym problemem jest oczywiście to, jaką populację/zbiorowość bierzemy pod uwagę w badaniach, czy np. wszystkich wykonujących prace badawcze w instytucjach naukowych, czy też legitymujących się wysokiej rangi osiągnięciami. Ponadto ważne jest, jakie dziedziny nauki uwzględniamy, np. czy tylko nauki przyrodnicze, „ścisłe”, czy także społeczne i humanistyczne. Ważne jest też, jakie przyjmujemy kryteria wiary/niewiary w Boga. Uznaje się, że podstawowe znaczenie ma deklarowanie osobistej wiary w Boga.

Wyniki badań wskazują na wyraźną zależność: im grupa naukowców charakteryzuje się wyższymi osiągnięciami naukowymi, tym odsetek deklarujących brak wiary w Boga jest wyższy. Wśród członków amerykańskiej National Academy of Sciences, zrzeszającej najwybitniejszych naukowców amerykańskich, wierzący w Boga stanowią tylko kilka procent. Wyniki badań opublikowano w „Nature” w 1998 r. (vol. 394, No 6691). Podaję dane dotyczące wiary w Boga osobowego. Oto one:

 – Wierzący w Boga – 7.0 %

– Niewierzący w Boga 72.2 %

– Nie mający pewności lub agnostycy – 20.8 %

Wyniki te dotyczą członków amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk (National Academy of Sciences) z dziedziny nauk przyrodniczych i matematycznych. Dodajmy, że wśród biologów wierzy w Boga 5.5 %, wśród fizyków i astronomów 7.5 %). Akademia liczy około 2000 członków, ok. 200 nagrodzonych Noblem.

Jeżeli uwzględnia się bardzo szeroką kategorię naukowców, tj. wszystkich prowadzących prace badawcze, a nie tylko tych, którzy są członkami National Academy of Sciences, to według badań Pew Research Center z 2009 r. (to wysoko ceniony ośrodek badawczy), naukowcy wierzący w Boga stanowią 33 %. Mamy tu bardzo duży kontrast w stosunku do ogółu Amerykanów: 83 % dorosłych Amerykanów deklaruje wiarę w Boga.

Informacje powyższe wzbudziły znaczne zainteresowanie i pytania na fb, podaję linki i kilka uwag w uzupełnieniu:

Badanie dotyczące wiary w boga i religijności napotykają znaczne trudności powodowane np. tym, że w krajach zachodnich obecnie znaczny odsetek pytanych deklaruje wiarę w bezosobową siłę wyższą lub bezosobowego ducha, odrzucając zdecydowanie wiarę w boga osobowego. W chrześcijaństwie, islamie, hinduizmie i judaizmie, a więc w religiach liczących współcześnie najwięcej wyznawców, występuje wyraźnie pojęcie boga osobowego. Deklarowanie wiary w bezosobową siłę wyższą lub bezosobowego ducha, a wyraźne odrzucanie wiary w boga osobowego, jest wskaźnikiem odchodzenia od wierzeń religijnych, przynajmniej w ich tradycyjnym rozumieniu (bezosobowa siła wyższa lub bezosobowy duch nie jest „Bogiem”)

W buddyzmie pojęcie boga nie odgrywa istotnej roli, ale trzeba wziąć pod uwagę, że w USA buddyści stanowią bardzo mały odsetek. Według amerykańskiego sondażu identyfikacji religijnej z 2008 r., buddystów było w USA ok. 0,5 % , a wśród naukowców przypuszczalnie znacznie mniej (chociaż nie mam danych). Kwestia buddyzmu komplikuje badania nad religijnością, ale w odniesieniu do USA nie wpływa w istotny sposób na podane wyżej wyniki badań.

Artykuł w „Nature” dostępny jest odpłatnie, ale można przeczytać dość obszerny skrót zrobiony przez autorów (Edward J. Larsen i Larry Witham):  – https://www.nature.com/nature/journal/v394/n6691/pdf/394313a0.pdf

Artykuł z Pew Research Center: http://www.pewforum.org/2009/11/05/scientists-and-belief/  

Polecam ponadto: Nowy sondaż o religijności w Europie Zachodniej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/nowy-sondaz-o-religijnosci/

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Ćwiczenia z ateizmu 3. Chrześcijaństwo obłędu.

Chrześcijaństwo obłędu nie należy do przeszłości. „Mówienie językami”, wiara w rzucanie uroku, w opętanie przez szatana, egzorcyzmy, cudowne uzdrowienia, to wszystko znajduje się dziś w oficjalnej doktrynie i praktyce Kościoła katolickiego oraz wielu kościołów protestanckich. Warto powiedzieć o tych urojeniach i sięgnąć do wyników badań neurologicznych.

Mówienie językami”

W Nowym Testamencie czytamy:Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy (tj. Zielonych Świąt), znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (1 Kor 12).

„Mówienie językami” zdarza się do dziś. Wierni wprawiają się w stan religijnego uniesienia/ekstazy i wyrzucają z siebie potoki niezrozumiałych słów. Na gruncie chrześcijaństwa „mówienie językami” (inaczej glossolalia) jest obecnie kultywowane przede wszystkim w protestanckich kościołach zielonoświątkowych (pentekostalianie/pentecostals), a także w katolickich wspólnotach Odnowy w Duchu Świętym. W Polsce istnieją one we wszystkich diecezjach i cieszą się pełną aprobatą władz kościelnych. To tam mówi się „językami”, wydając niezrozumiałe dźwięki. Rzecz traktowana jest z całą powagą, wartą chyba lepszej sprawy.

Na jezuickim portalu służącym temu ruchowi profesor teologii z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego pisze:Tematyka „mówienia językami” jest współcześnie niezwykle aktualna. W naszych czasach tysiące chrześcijan we wspólnotach Odnowy w Duchu Świętym odkryły w sobie ten charyzmat: mówią, modlą się i śpiewają Panu w nowym języku: w języku niezrozumiałym, którego nawet sami ci ludzie nie potrafią wyjaśnić. Są przekonani, że w ten sposób realizują charyzmat glossolalii, o którym mówi św. Paweł w Liście do Koryntian. To doświadczenie i to przekonanie należą do najbardziej charakterystycznych cech Odnowy Charyzmatycznej (F. Sullivan). Modlitwa ich staje się bardziej spontaniczna i intensywna, a równocześnie wyzwalająca”.

W Nowym Testamencie o mówieniu językami wspomina się kilkanaście razy. Teolodzy na ogół twierdzą, że to „mówienie” jest niezrozumiałe dla innych, ale czasami być może ma charakter mowy zrozumiałej. Delikatnie rzecz ujmując, natchnione „mówienie językami” to zwykły bełkot, ale Kościół uznaje, że to charyzmat, dar Ducha Świętego. Analogiczne zachowania (słowny bełkot) zdarzają się u osób z zaburzeniami psychicznymi, także w przypadku rzekomych opętań przez szatana, kiedy to – jak twierdzi Kościół – szatan owładnął ciałem chorego. Kościelni egzorcyści widzą w tym wypadku inspirację szatana, a nie ducha świętego.

W każdym przypadku mamy tu do czynienia z psychozą, zaburzeniem psychicznym występującym z różną częstością i nasileniem. Może być nieszkodliwe, ale może też mieć poważne konsekwencje psychiczne i życiowe.

Psychoza kryjąca się pod nazwą „mówienia językami” znana była na długo przed powstaniem chrześcijaństwa, a etnolodzy w XIX/XX w. opisali ja dokładnie w społecznościach tubylców w Afryce i Indian amerykańskich.

ghosts-572038_1280

Cuda i opętanie

W Afryce ważną dziś postacią Odnowy w Duchu jest katolicki ks. Bashobora, rzekomo uzdrawiający chorych za sprawą Chrystusa. W Polsce znany jest ze spektakli na Stadionie Narodowym, organizowanych przez abp Hosera specjalnie dla niego.

Chrześcijaństwo obłędu, którego znakomitym przykładem są zielonoświątkowcy i katolicka Odnowa w Duchu Świętym, wyrasta wprost z Nowego Testamentu. Cały Nowy Testament przeładowany jest cudownymi uzdrowieniami, wypędzaniem szatana z ciał opętanych, obecnością ducha świętego i szatana, apokaliptycznymi wyobrażeniami końca świata. To niewątpliwy pierwowzór i inspiracja gatunku literackiego i filmowego nazywanego horrorem, tematów grozy, cudów, uzdrowień, duchów, demonów.

Jezus uzdrawiał i egzorcyzmował nie tylko pojedyncze osoby, ale czynił to masowo. Rzecz jest ważna, bo dostarcza uzasadnienia stadionowym spektaklom z uzdrawiaczami w roli głównej (doktryna kościelna głosi, że to nie „uzdrawiacz” uzdrawia, ale Chrystus za sprawą uzdrawiacza, np. za sprawą ks. Bashobory na Stadionie Narodowym).

Oto przykłady grupowego uzdrawiania przez Jezusa:

„Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił” (Mk 1, 32-34).

„Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!” Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom!” A gdy szli, zostali oczyszczeni” (Łk 17, 12-14).

Szatan

Wielkim tematem paranoicznego chrześcijaństwa jest szatan. Także Jan Paweł II, w katechezie przywoływanej często przez egzorcystów, nauczał: „W pewnych wypadkach działalność złego ducha może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka, wtedy mówimy o opętaniu”.

Religia chrześcijańska nie jest tylko pogodną wiarą w boga, dziedziną wzniosłych rytuałów, modlitwy, pocieszającej wiary w życie wieczne i zbawienie. Taka pocieszająca wiara jest – jak się często uważa – ludziom potrzebna. Chrześcijaństwo ma też ponurą stronę, pełną paranoicznych urojeń, obłędnych lęków, niezdrowych emocji, chorobliwej religijności, zabobonnej wiary w cuda. Kościoły skutecznie podtrzymują te urojenia.

Kościół katolicki mocno podkreśla, że demony istnieją realnie jako duchy i są bytami osobowymi, a nie jakąś abstrakcją, symbolem czy personifikacją zła. Katechizm wprost stwierdza: „Kiedy na zakończenie Modlitwy Ojcze nasz mówimy: „ale nas zbaw ode Złego”, zło o którym mówi ta prośba, nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza osobę, Szatana, Złego, anioła, który sprzeciwił się Bogu, a nie zło w ogólności (Katechizm, pkt. 2851)”. Katechizm mówi też: „Egzorcyzmy maja na celu wypędzenie złych duchów lub uwolnienie od ich demonicznego wpływu, mocą duchowej władzy, jaką Jezus powierzył Kościołowi” (pkt. 1673).

Przekonanie, że szatan istnieje rzeczywiście, pozbawione jest jakichkolwiek sensownych uzasadnień. To fałszywa i szkodliwa koncepcja. Pojęcie szatana jest wytworem chorobliwej religijnej wyobraźni.

W tekstach religijnych nierzadko mówi się, że szatan jest władcą tego świata. Teolodzy mają problem z wyjaśnieniem tego zdania, pochodzącego z Ewangelii. Cokolwiek by powiedzieli, sugeruje ono niedwuznacznie, że szatan jest wszędzie. Satanizacja obrazu świata to jedno ze szkodliwych dokonań chrześcijaństwa. Kościół z tego przesłania wiary do dziś nie zrezygnował, tylko nieco złagodził.

Zdrowy rozum na ogół każe ludziom ignorować lub neutralizować te urojenia. Gdzieś tam jednak w umysłach szatańskie koszmary tkwią i czasami wyłażą, wzmagając niepokój i lęki towarzyszące nieuchronnie ludzkiemu życiu. U niektórych ludzi prowadzi to do zaburzeń psychicznych, a szatańskie urojenia napełniają nierzadko umysły cierpiących na schizofrenię i paranoję. Urojeń tych doświadczać mogą także osoby niereligijne, cierpiące na te choroby, bowiem religijne wyobrażenia są im znane i w stanie choroby umysłu mogą się u nich mimowolnie aktywizować.

demon-177816_1280

Czary

Wydawać się by mogło, że wiara w czary to w Kościele przeszłość, co najwyżej pokątny zabobon katolickiego ludu. Tak nie jest.

Wiara w czary jest zawarta w doktrynie Kościoła katolickiego, chociaż nie na miejscu eksponowanym. Kościół zakazuje czarów, ale nie zaprzecza, że są możliwe i mają miejsce. Jak wygląda dziś teologiczna teoria czarów?

Kościół uznaje, że czary polegają na posłużeniu się szatanem. Ktoś, przywołując skutecznie szatana, może za jego pośrednictwem wyrządzić drugiemu człowiekowi poważną krzywdę, spowodować nawet śmierć lub opętanie przez szatana. Nazywa się taki proceder czarami lub – w bardziej księżowskim żargonie – rzucaniem uroku, rzucaniem klątwy, rzucaniem przekleństwa na kogoś.

Czary są jakby odwrotnością cudów. Cudów uzdrowienia dokonuje bóg wysłuchując modlitwy ks. Bashobory lub przyszłego świętego. Czary to zło wyrządzane przez szatana za sprawą jakiegoś złego człowieka. Kościół nie potrafi wyzbyć się wiary w cudowne uzdrowienia, i tak samo nie potrafi otrząść się z wiary w rzucanie uroku.

Głosicielami kościelnej doktryny o czarach są przede wszystkim powoływani przez biskupów egzorcyści, zajmujący się praktycznie rzekomym wypędzaniem szatana z ciał opętanych (w Polsce jest ich grubo ponad stu). Kilka przykładów:

Ksiądz egzorcysta mówi w jednym z wywiadów:

„Pytanie: Jak to się dzieje, że >działanie< przez słowo (tj. klątwę) jest tak skuteczne?

Egzorcysta: – Jeżeli ten człowiek, który źle życzy, rzuca klątwę, jest w stanie grzechu, nie ma więzi z Bogiem, ma w sercu zło, nienawiść, zazdrość, to wtedy otwiera się na moc demonów. Wówczas to słowo jest spotęgowane siłami demonicznymi. (…) Jeżeli człowiek, na którego została rzucona klątwa, nie jest w stanie łaski uświęcającej, nie ma ochrony od Pana Boga, to uderzenie może być druzgocące”.

Trzeba powiedzieć, że to chytre uzasadnienie interesów Kościoła i egzorcystów.

Na jednym z portali polskich katolików brazylijski egzorcysta przedstawia sprawy według tego samego schematu:

„Pytanie: Czy często zdarza się, żeby ludzie rzucali czary, uroki lub przekleństwa na innych?

Egzorcysta: – Niestety zdarzają się takie przypadki. Nie możemy zapominać, że istnieją osoby, pełne zazdrości, urazów osobistych czy złej woli, bądź takie, które pragną zła dla innych i w tym celu szukają w diable sprzymierzeńca. (…) Czasem efekt czarów jest fizyczny i dana osoba może czuć bóle różnych części ciała, czasem nachodzą ją koszmary, a innym razem – ataki paniki lub psychicznej depresji. W niektórych przypadkach rzucony czar może spowodować, że dotknięta nim osoba przeżyje dramat osobisty lub rodzinny”.

Polski ksiądz jezuita uczenie wyjaśnia: „Gdzie więc kryje się istotna przyczyna skuteczności działań magicznych? Trudno bowiem uznać, że nagle zupełnie neutralne przedmioty czy słowa mogą nabierać niezwykłej mocy, i to o charakterze szkodliwym dla człowieka.(…) Objawienie Boże mówi nam o Bogu i o całej rzeczywistości istot duchowych niewidzialnych dla ludzi, które mają wpływ na życie człowieka i świat go otaczający. Ten wpływ może być zgodny z Bożym planem dla świata – o tych duchach mówimy: anioły; ale może być sprzeczny z Bożym planem i o takich duchach mówimy: duchy złe, nieczyste. Działanie tychże duchów sprawia, że ryty, zaklęcia czy inne praktyki magiczne, same z siebie wyglądające na niewinne, okazują się skuteczne i niszczące człowieka, jego zdrowie i życie, więzi rodzinne czy innego rodzaju dobro”.

Czytając wypowiedzi egzorcystów wkraczamy w świat niedorzecznych urojeń, zwidów, zinstytucjonalizowanego szalbierstwa. Chrześcijaństwo obłędu w pełnej krasie. Ciekawy stan umysłu ujawnił jeden z egzorcystów warszawskich, warto przeczytać:

„Przed jego kościołem – mówi o swoim znajomym, polskim księdzu z Ukrainy – szamani pozawieszali kolorowe wstążeczki. Miejscowi ludzie dobrze wiedzieli, co to znaczy. Nikt nie odważył się ich zerwać, by wejść do kościoła. Przychodzi wspomniany ksiądz. Pyta, co się stało. Zrywa wstążeczki i wszyscy wchodzą. A konsekwencje? Po niedługim czasie pojawiły się u niego poważne dolegliwości z kolanem. Najpierw z jednym, później z drugim. Miejscowi twierdzili, że to poważna sprawa, że choroba może okazać się śmiertelna. Gdy kłopot pojawił się z drugim kolanem, ksiądz był akurat w Krakowie. Badano go w różnych klinikach, nie wykryto śladu jakiejkolwiek choroby, choć kolano było spuchnięte jak balon. Nie mógł chodzić. Po tygodniu wszystko przeszło. Wtedy on, a po jego świadectwie i ja, uwierzyliśmy, że czarna magia to nie żarty”.

Pismo „Egzorcysta”, zajmujące się kościelnymi egzorcyzmami, znajduje się od lat w powszechnej sprzedaży, jest reklamowane, żeruje na ludzkich słabościach, na ludzkiej łatwowierności, szerzy kościelną ciemnotę (przepraszam, nie można tego inaczej nazwać). Od Kościoła można by oczekiwać czegoś więcej. A wypowiedzi egzorcystów wskazują, że poziom ich kwalifikacji jest bardzo niski. Odradzałbym korzystania z ich usług, mogą bardzo zaszkodzić.

Koniec świata

Obłędne wyobrażenia wiążą się w chrześcijaństwie z oczekiwaniem końca świata, sądu ostatecznego i nadejścia królestwa bożego. Zapowiada to Stary i Nowy Testament w wielu miejscach. Wielostronicowy opis tego horroru zawiera Objawienie św. Jana, obłędna halucynacja włączona do kanonu Nowego Testamentu. Ze względu na rozwlekłość i wyjątkową niedorzeczność nie sposób ten tekst cytować.

Apokaliptyczne proroctwo miało się spełnić za życia pokolenia z czasów Chrystusa. Mimo że okazało się fałszywe, pobudza do dziś apokaliptyczne nastroje grozy i nadziei w różnych środowiskach i odłamach chrześcijaństwa.

Według Ewangelii św. Łukasza, Chrystus zapowiedział:

Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego (tj. Chrystusa), nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie (…) gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie” (Łk 21, 25-26).

W wielu kościołach chrześcijańskich wyciszono – chociaż nie do końca – sprawę tych urojeń, bowiem mijały kolejne stulecia i nic. W kościołach fundamentalistycznych i ewangelikalnych mówi się o tych fantazjach często. Świadkowie Jehowy powtarzają niestrudzenie przy każdej okazji, że apokaliptyczny koniec nastanie wkrótce. Baptyści głoszą, że Królestwo Boże nadchodzi, chociaż – jak można zauważyć – miało nadejść już dawno.

Armagedon1024x768

Neurologia

Warto wiedzieć, że bardzo intensywna religijność, a także poczucie opętania przez szatana, są skorelowane z chorobowymi zmianami w mózgu. Zwyczajna religijność może pozytywnie wpływać na stan i samopoczucie człowieka, ale w artykule tym piszę o religijności i ideach religijnych związanych z zaburzeniami psychicznymi i paranoicznymi urojeniami. „Mówienie językami”; tzw. „upadki w Duchu Świętym” zdarzające się podczas religijnych wydarzeń (stany przypominające atak padaczki); poczucie owładnięcia przez szatana, którego częściej doświadczają osoby wrażliwe religijnie niż niereligijne; dezorganizujące normalne życie poczucie kontaktu z bogiem; obsesyjne przekonanie o wszechobecności osobowego szatana; słyszenie głosów boga czy szatana, co jest częstym objawem schizofrenii – to nie jest zdrowa, zwyczajna religijność. To religijność, najdelikatniej mówiąc, paranormalna, związana często z zaburzeniami psychicznymi i patologicznymi zmianami w mózgu.

Jakie to zmiany? Literatura medyczna nie jest łatwa do prezentowania, ale wnioski płynące z badań prowadzonych za pomocą rezonansu magnetycznego i tomografii nie pozostawiają wątpliwości. Wysoki poziom religijności (można powiedzieć, zbyt wysoki), przeżyć religijnych, mistycznych, medytacyjnych, poczucie opętania itp., skorelowane są w szczególności z zaburzeniami synchroniczności półkul mózgowych. Skorelowane są też z nadmierną podatnością na absorpcję religijną (opanowanie świadomości przez religijne wyobrażenia).

W Anglii duże zainteresowanie, a także protesty, wzbudziły wypowiedzi Kathleen Taylor z Oxfordu, prowadzącej neurologiczne badania dotyczące m.in. ekstremalnych form religijności. Sugerowała ona możliwość leczenia neurologicznego takich osób. Wielu komentatorów odniosło to do ekstremizmu czy fundamentalizmu islamistycznego. Inni posądzali autorkę o chęć zamykania osób religijnych w szpitalach psychiatrycznych. Są to zarzuty bezpodstawne. Kathleen Taylor nie mówi o przymusie, tylko o możliwości leczenia. Nie ma nic złego w tym, że muzułmanin zwróci się do neurologa lub psychiatry, gdy poczuje nadmierne wzmożenie religijne i gotowość do złożenia ofiary z własnego życia i zabijania innych. Możliwości leczenia nie należy zakazywać, raczej trzeba dać szansę. Od przymusowego „zamykania” to są siły policyjne, a nie lekarze.

W Polsce mamy problemy inne niż w Anglii. Ale jeżeli kogoś zaczynają poważnie interesować wspólnoty w Duchu Świętym lub fronda, to warto wykonać rezonansem magnetycznym badania, bo objawy te mogą świadczyć o początkach chorobowych zmian w mózgu i zaburzeń psychicznych. Obecnie medycyna jest w stanie zapobiec pogłębianiu się schorzenia, a im wcześniej wykryje się chorobowe zmiany, tym lepiej. Badania neurologiczne pozwalają zdiagnozować patologiczne zmiany już w bardzo wczesnych stadiach (por.M.S. Keshavan, G. Berger, R.B. Zipursky, Neurobiology of early psychosis, British Journal of Psychiatry, 2005).

Warto wziąć pod uwagę coś jeszcze. Jak wskazują badania psychiatryczne, obłęd może się udzielać w grupie, w kontaktach z innymi ludźmi (nazywa się to indukowanym zaburzeniem urojeniowym lub obłędem indukowanym). W objawach takie indukowane urojenie jest bliskie schizofrenii.

Ludzie bardzo się różnią podatnością na uleganie zbiorowym urojeniom i psychozom. Różnią się też zdolnością do ich kreowania i przekazywania innym (posiadający tę zdolność to charyzmatyczni przywódcy lub charyzmatyczni psychotycy).

kto-sie-tak-przezywa..

Słowo na zakończenie

Prawa człowieka i polskie ustawodawstwo gwarantują swobodę wyznania i praktyk religijnych. Jak ktoś chce, może sobie „mówić językami” i wierzyć, że władcą tego świata jest szatan. Ale prawa człowieka i nasze ustawy gwarantują też prawo do krytyki przekonań i praktyk religijnych oraz kościołów. Można krytykować. Także dlatego, że Kościół i część wiernych wykazują przemożną skłonność do narzucania innym zasad przyjętych w ich religii. Chcą to robić za pośrednictwem prawa stanowionego przez państwo. Mając takie ambicje, chcąc urządzić życie innym, muszą liczyć się ze zdecydowanym oporem i krytyką. – Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : „Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 17 artykułów, m.in.:

„Jan  Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ewolucja i moralność” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

 

 

 

Ćwiczenia z ateizmu 2. Ks. Bashobora i katoliccy intelektualiści

Redakcja portalu PolskiAteista.pl postanowiła przypominać od czasu do czasu dawniejsze publikacje. Dziś artykuł Alverta Janna z 2015 r. Dotyczy spraw ciągle aktualnych.

*

W „Tygodniku Powszechnym” ukazał się artykuł Piotra Sikory dotyczący ks. Bashobory i ruchów charyzmatycznych w Polsce. Nie zgadzam się z poglądami autora. W dość obszernym artykule zabrakło kilku bardzo ważnych kwestii. Powstał obraz dalece, najdelikatniej mówiąc, zniekształcony. Nie zgadzam się też z głównym postulatem autora artykułu.

1. „Pentekostalizacja” Kościoła katolickiego w Polsce

„Kilka dni temu – pisze Sikora – w całodniowym spotkaniu z ugandyjskim księdzem i charyzmatykiem Johnem Bashoborą na Stadionie Narodowym wzięło udział ok. 40 tys. ludzi. Jednak członków ruchów charyzmatycznych o duchowości podobnej do tej, która reprezentowana była w czasie wydarzenia <Jezus na stadionie>, jest znacznie więcej – stanowią oni gros zaangażowanych katolików w Polsce” (TP, 31/2015).

Redaktor „Tygodnika Powszechnego” pomija całkowicie fakt, że religijny spektakl, o którym pisze, zorganizował i firmował Kościół, a osobiście arcybiskup diecezji warszawsko-praskiej Henryk Hoser. Z opisu można by sądzić, że to wydarzenie znacznie niższej rangi. Widzę w tym unik ze strony autora. A rzecz jest ważna. Bo to „gros” hierarchów popiera i wytycza taki właśnie kierunek działania: wiara w cuda, granie na niedojrzałych religijnych emocjach, wzniecanie religijnych uniesień, religijny „szoł”.

Kiedy zabrakło JPII, budzącego masowe emocje, Kościół stawia na spektakle z cudotwórcami w roli głównej. „Pentekostalizacja” (przejmowanie praktyk i form ekspresji charakterystycznych dla zielonoświątkowców, tj. pentekostalian/pentecostals), to ważny świadomy wybór dokonany przez hierarchów kościelnych. Ks. Bashobora to pionek, arcybiskup Hoser to ręka. Ruchy charyzmatyczne nie są rzeczywistością samoistną, są „przykościelne”, odpowiadają za nie księża i hierarchowie. Bashobora nie wystąpił incydentalnie, w polskim Kościele zagnieździł się na dobre, ma przed sobą – jak kiedyś mówiono w odniesieniu do czegoś innego – kolosalną przyszłość.

Kościół wybrał i animuje charyzmatyczny kierunek rozwoju. Dzięki celowemu pobudzaniu przez Kościół tej formy religijności – pentekostalizacja będzie trwałym rysem kościelnej działalności. Sikorze nie najbardziej się to podoba, ale w obecnej sytuacji jego propozycje – wrócę do niej jeszcze – sprowadzające się do wezwania, by studiować dzieła teologiczne, to iluzja.

Nadzieja w czym innym. Charyzmatyczny nurt może wkrótce wyczerpać swoje możliwości rozwoju, nie zyskiwać zwolenników, słabnąć. Charyzmatycy staną się (oby!) wyspą na tle laicyzującego się społeczeństwa polskiego. Co dziś warto robić? Trzeba wspierać laicyzację, a nie zalecać studiowanie teologii.

25

2. Kłamstwa? Urojenia?

Sikora pomija szokującą prawdę o ks. Bashoborze. Nosi to znamiona kamuflażu. Gdyby ktoś opierał swoją wiedzę tylko na artykule Sikory, mógłby sądzić, że jest to normalny ksiądz, który wygłasza kazania, prowadzi rekolekcje, tylko w sposób nieco bardziej emocjonalny, poruszający, egzotyczny. Tak nie jest. Bashobora szerzy wiarę w cudotwórstwo, uzdrowienia i wskrzeszenia zmarłych. To, co robi, to sianie zabobonów i złudzeń. Nawet w wywiadzie dla TVP info (jest w sieci) mówił, że kiedyś we Włoszech na spotkaniu z nim spośród 150 chorych 40 wstało z wózków zdrowymi. Wspomniał też, że innym razem do chorego na wózku powiedział „wstań”, i ten wstał.

Trudno się dziwić, że na rekolekcje cudotwórcy przychodzi dużo chorych. Czy złudna nadzieja, jaką mogą chwilowo zyskać, usprawiedliwia te spektakle? Czy ich depresji nie pogłębi rozczarowanie, kiedy okaże się, że także Bashobora nie pomógł? Czy Bashobora jest wiarygodny, kiedy mówi o chorych, których dzięki jego posłudze uzdrowił Jezus? Czy chorzy rzeczywiście zostali uzdrowieni? Czy jest dokumentacja medyczna potwierdzająca te uzdrowienia? To retoryczne pytania.

Działalność Bashobory odsłania głębię urojeń kultywowanych w Kościele. Przy okazji Bashoborowych imprez szerzona jest wiara nie tylko w cuda, ale także w moce szatańskie, które wręcz panują nad światem. Ilu w to uwierzy? Jaki jest skutek tych urojeń? W ludzkich umysłach Kościół instaluje demoniczny obraz świata. To żerowanie na ludzkich lękach i naiwności. Redaktor Sikora nawet nie wspomina o tym.

Nie chcę być posądzony o przesadę. Warto chociażby zwrócić uwagę na dwa wywiady, jakich udzielił fronda.pl ks. Łukasz Turek, koordynator diecezjalny ruchów charyzmatycznych w Warszawie, zaangażowany w stadionowe spektakle Bashobory.

Ks. Turek uprawia zaawansowaną demonologię. Mówi: „żyjemy w świecie, w którym dominuje grzech – bo władcą tego świata jest szatan”. Czy nie jest to aby promowanie satanizmu? Nie Bóg, tylko szatan jest władcą świata – mówi ksiądz.

Charakterystyczne, że Turek nie zaprzeczył przypadkom uzdrowień i wskrzeszania zmarłych, uściśla tylko, dokonując kamuflażu i uników, że to nie Bashobora uzdrawia i wskrzesza, tylko Chrystus za sprawą Bashobory. Trzeba powiedzieć, że to sprytne wyjaśnienie: Bashobora się tylko modli, zaś Chrystus jak chce, to wysłuchuje, uzdrawia, wskrzesza. No, no!

Oto fragment wywiadu:

Fronda: Niedawno usiłowano w dość niefortunny sposób „reklamować” rekolekcje z O. Johnem (Bashoborą), mówiąc o „wskrzeszeniach”.

Ks. Turek: Prawda… ciągnie się za o. Johnem taka czarna legenda, że niby mówił o tym, że wskrzesza ludzi… Tymczasem o. John nawet gdyby całe życie się wysilał, to z pewnością nikogo by nie uzdrowił, a tym bardziej nie wskrzesił… A Jezus… z Nim to już inna sprawa. (…) Jezus nadal jest skuteczny i jeżeli chce taki cud uczynić z wiadomego sobie powodu – może to uczynić. Czy uczynił to przez o. Johna? – dlaczego nie?

Kościół oficjalnie nie uznał żadnych cudów dokonanych za sprawą Bashobory, ale nie spieszy z zaprzeczaniem. Katolickie media, tak jak i ks. Turek, niedwuznacznie cuda te uznają za fakt.

Stałym tematem w mediach katolickich jest podkreślanie różnicy między Bashoborą a „uzdrawiaczami”. Nie wskazuje się na fałszywość samej wiary w cudowne uzdrowienia. Mówi się, że Bashobora działa rzeczywiście w imię Chrystusa, zaś inni to oszuści lub – co ciekawsze – znajdują się w rękach szatana. Inaczej mówiąc, nasz zabobon jest dobry, ich zabobon jest zły. Kościół chce tępić cudze zabobony za pomocą własnych.

Fronda: Jaka jest różnica między Ks. Johnem Bashobora a uzdrawiaczem ?

Ks. Turek:Różnica generalnie polega na tym, w czyje imię następuje to <uzdrowienie>. Nie może być tu najmniejszej wątpliwości, że w przypadku o. Johna czynione jest to w Imię Jezusa Chrystusa.

Skąd ta pewność? Kościół już raz zawiódł się na innym, znanym także w Polsce uzdrawiaczu, Harrisie, co zostało przypomniane. Kościół długo patronował Harrisowi, a w końcu uznał, że Harris służy diabłu.

Odnosząc się do sprawy Harrisa, ks. Turek mówi, że szatanowi udało się przez pewien czas oszukiwać wszystkich:

Ks. Turek: Znając diabelską przebiegłość i jego skłonność do małpowania Boga można wnioskować, że szatan zadbał o to, by wprowadzić zamieszanie w sercach ludzi. Musiało zatem nieco czasu upłynąć, abyśmy zaobserwowali, że coś w tym się nie zgadza. Jeżeli chodzi o tego słynnego Harrisa, to pierwsza chyba zorientowała się jego tłumaczka, której wygadał się, że uzdrawia mocą <duchów>, zaobserwowano również okoliczności w których widać było, że modlitwa mu przeszkadza.

Szatan został zdekonspirowany dzięki tłumaczce. Dziś pod rozwagę katolickich intelektualistów chciałbym wnieść coś równie ważnego. Zauważyłem, że redaktor frondy i ks. Turek mówią rzeczy podejrzane. Ogłaszają mianowicie, że mocą Chrystusa można uwalniać od nałogowego uprawiania masturbacji i praktyk gejowskich. Czy to nie ośmiesza Kościoła i Chrystusa?

Fronda: Słyszałam wypowiedź psychologa, i to katolickiego, który negował fakt że wyzwolenie z nałogowego grzechu np. praktyk gejowskich, czy masturbacji może nastąpić nagle, dzięki modlitwie. Powoływał się na „prawa psychologii”, że na studiach psychologicznych uczą o „konieczności długotrwałej terapii”. Czy jest możliwe cudowne, nagłe przekroczenie „praw psychologii”?

Ks. Turek: Jezus na szczęście jest większy od psychologii. Skoro może sprawić nagłe uzdrowienie fizyczne, to tym bardziej może uwolnić człowieka od największych nawet zniewoleń. Potwierdza to niejedno świadectwo. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

W sprawie Harrisa Kościół zawierzył polskiej tłumaczce, niech spróbuje teraz zawierzyć polskiemu ateiście. Sądzę, że za powyższą wypowiedzią, za Bashobarą, ks. Turkiem i frondą, stoi szatan. Teraz jest sprytniejszy i skutecznie unika dekonspiracji. Ale łatwo zauważyć, jaki jest jego cel. Szatan chce skompromitować Kościół w oczach co bardziej myślących wiernych oraz żądnych sensacji ateistów. Po to robi imprezy z udziałem ks. Bashobory. Po to inspiruje na łamach frondy publikacje, które ośmieszają Kościół i Chrystusa.

26e2f8b80006cda74d826c65

Redaktorzy „Tygodnika Powszechnego” mogą sądzić, że sobie żartuję. Jeżeli tak, to tylko pod względem formy. Treść jest jak najbardziej poważna. Warto ją wziąć pod uwagę.

3. Szkodliwość ruchów charyzmatycznych

Sikora pomija sprawę szkodliwości Bashobory i ruchów charyzmatycznych. Nie idzie o to, że ruchom charyzmatycznym brakuje – jak uważa Sikora – intelektualnych kompetencji. Sprawa jest poważniejsza. Pod ich wpływem ludzie potrafią zaprzestać leczenia, polegając na charyzmatycznych praktykach. Udział w ruchach charyzmatycznych często zwiększa niepokój i lęk. W wielu wypadkach prowadzi to do zaburzeń psychicznych, nawet ciężkich. Ruchy i spektakle charyzmatyczne wzmacniają irracjonalizm, sprzyjają urojeniom.

Psychiatria zna dobrze zjawisko „absorpcji religijnej”, tj. pochłonięcia ludzkiej świadomości przez religijne wyobrażenia aż do stanu chorobowego. Ludzie różnią się znacznie między sobą podatnością na religijne urojenia. Czasami podatność ta jest tak duża, że prowadzi do choroby psychicznej. U uczestników ruchów i spektakli charyzmatycznych religijna absorpcja może powodować zaburzenia z elementami histerii, psychozy, transu, schizofrenii, paranoi. Np. na rekolekcjach Bashobory i im podobnych dochodzi do tzw. upadków w Duchu Świętym. Nadwrażliwe osoby padają jakby w konwulsjach, przypomina to atak padaczki. U uczestników ruchów dają o sobie znać zaburzenia mniej widoczne, ale o dużej trwałości. Kościół lekceważy te zagrożenia.

monster-602548_1280

Jednym z zaburzeń psychicznych może być poczucie tzw. opętania przez szatana. W ten sposób daje o sobie znać kościelne nauczanie o obecności osobowego szatana w świecie. Nie ma „prawdziwych” opętań, ale Kościół głosi, że są. Liczba psychoz opętaniowych na tle religijnym rośnie w Polsce.

Być może straszę Bashoborą, ale Kościół, ks. Turek i inni straszą szatanem. Co gorsze?

4. Czy warto studiować teologię?

Sikora zaleca ruchom charyzmatycznym i katolikom w Polsce studiowanie teologii. To jego główna rada, czy raczej przesłanie. Chce w ten sposób podnieść jakość polskiego katolicyzmu. „Wspólnotom Kościoła w Polsce potrzeba zatem – pisze – gruntownych studiów nad tradycją teologiczną chrześcijaństwa”.

Nie sądzę, by przyniosło to pozytywne rezultaty. Obawiam się, że propozycja Sikory to przejście z deszczu pod rynnę. Teologia zawiera zbyt dużo elementów irracjonalnych, urojeń. Sednem teologii jest dociekania spraw nadprzyrodzonych. To sytuuje ją w kategorii szeroko rozumianej ezoterycznej wiedzy o zjawiskach nadnaturalnych. O ile ruchy charyzmatyczne bazują na emocjonalnych przeżyciach, to teologia jest dziedziną wyrozumowanych urojeń. Studiowanie teologii chrześcijańskiej prowadzi do zanurzanie się w pojęciach boga, szatana, nieba, piekła, duszy nieśmiertelnej, sądu ostatecznego, cudów, opętań, dogmatów kościelnych, biblijnych mitów. To droga donikąd. Studiowanie teologii grozi zejściem rozumu na manowce, nie powoduje rozwoju intelektualnego, na którym zależy redaktorowi Sikorze.

Czy jest coś wartościowego w teologii? Wartości etyczne? Bywa, że tak, ale trzeba wziąć pod uwagę, że tradycją teologii katolickiej jest odnoszenie wszystkich problemów etycznych do wersetów Pisma Świętego. Katolikom bardzo trudno rozważać zagadnienia etyczne, bo te wersety przygniatają mentalnie. Chyba że katolik oderwie się od religii, teologii, świętych ksiąg. Weźmy karę śmierci? Zamiast refleksji etycznej, w teologicznej tradycji dominują wiekowe rozważania nad znaczeniem kilku wersetów. A homoseksualizm? Biblijne potępienia nie pozwalają myśleć. Katolicyzmowi trzeba raczej wyzwolenia od teologii, a nie zanurzenia się w teologii.

Niedawno Agnieszka Sabor, redakcyjna koleżanka Sikory, przejechała się krytycznie po ateistach, korzystając z wysłużonego wehikułu, jakim jest „Rzeczpospolita”. Dziwię się, że ateistom nie polecała gruntownego studiowania teologii.

Nie zgadzam się z finalnym stwierdzeniem redaktora Piotra Sikory: „dobrze się dzieje, że w Kościele w Polsce rośnie świadomość konieczności zanurzenia w Duchu”. Dlaczego niby dobrze? Sikora nie odpowiedział. „Brakuje nam jednak – czytamy dalej – sposobu patrzenia na to wydarzenie, jakie prezentuje Ewangelia Jana – w której Duch Święty, nazwany Duchem Prawdy, prowadzi do coraz głębszego zrozumienia działania Boskiego Logosu i do konkretnego zaangażowania miłości. A wszelkie cuda są przede wszystkim znakami niosącymi Boże objawienia”. Czytając te słowa, chciałoby się powiedzieć, boże zmiłuj się nad biegłymi w teologii. Cytat potwierdza moje obawy. Na jego podstawie widać, do jakich zwidów prowadzi zanurzenie się w świętych księgach.

Co może pomóc katolikom w oderwaniu się od religijnych wyobrażeń? Teologiczne lektury niczego dobrego nie spowodują. Może raczej czytanie książek popularno-naukowych lub naukowych, ale takich, które nie propagują między wierszami religijnych lub parareligijnych idei. Współczesna wiedza naukowa jest naprawdę fascynująca, dużo ciekawsza niż teologia i religia. Zapewniam.  –  Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Zmartwychwstanie Jezusa.

Kościół ma problem ze zmartwychwstaniem Jezusa. Przybywa chrześcijańskich teologów, którzy negują realność zmartwychwstania. Natomiast władze Kościoła nadają zmartwychwstaniu najwyższą rangę. W wielu dokumentach kościelnych, także w katechizmie, powtarza się za św. Pawłem: „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1Kor 15,14). Hierarchowie i księża mówią wręcz, że bez wiary w zmartwychwstanie Jezusa nie ma chrześcijaństwa. 

Pojawia się pytanie, czy rozumny człowiek może dziś w zmartwychwstanie uwierzyć. Jak wynika z ewangelii, nawet wśród pierwszych chrześcijan nie brakowało niedowiarków. Nie bez powodu św. Paweł w liście do wiernych w Koryncie pytał około 50-60 roku nowej ery: „dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał” (1Kor 15,12-13).

Od lat wzrasta zainteresowanie twórczością niemieckiego luterańskiego teologa Rudolpha Bultmanna (1884-1976). Głosił on ideę „demitologizacji chrześcijaństwa”, a za mity uznawał dziewicze poczęcie Jezusa, jego cielesne zmartwychwstanie, cuda opisane w ewangeliach itp. Dla protestanckich ortodoksów i Kościoła katolickiego jest to oczywiście nie do przyjęcia. Ale „Bultmannowska zaraza” zdaje się szerzyć. Przybywa chrześcijańskich teologów, którzy skłonni są uznać zmartwychwstanie za legendę, za ludową opowieść.

Nie tak dawno jeden z wielkich kardynałów katolickich Walter Kasper, znany szeroko w Niemczech i Watykanie, został przez katolickich ortodoksów zaatakowany za nieuznawanie zmartwychwstania Jezusa, czyli za herezję. Kardynałowi Kasperowi zarzucono nie bez podstaw, że „od lat ma problem z naczelnym dogmatem wiary katolickiej jakim jest Zmartwychwstanie. (…) – Pusty grób przedstawia sobą wieloznaczny fenomen, otwarty na różne interpretacje – twierdzi kardynał, mówiąc o powstaniu z martwych Pana Jezusa”. Ortodoksyjny krytyk kardynała pyta: „A co z wiarą apostołów czy relacjami zapisanymi w Biblii? Według niemieckiego hierarchy są to <wierzenia i świadectwa przekazane przez ludzi, którzy w nie wierzyli>”. No właśnie, apostołowie wierzyli, ale nie jest pewne, czy Jezus rzeczywiście zmartwychwstał fizycznie.

„Świadectwa biblijne apostołów – piszą katoliccy ortodoksi – są dla kard. Kaspera jedynie spotkaniem Chrystusa mającym naturę duchową, tak jak obecnie wierni spotykają się z Nim poprzez wiarę. Według hierarchy <z gruntu fałszywy rodzaj twierdzenia, jakoby Pan Jezus był dotykany ich rękami oraz jadł przy stole wraz ze swymi uczniami, (…) prowadzi do ryzyka przyjęcia zbyt topornej wiary paschalnej>” (link na końcu).

Skłonność, by ignorować kościelne dogmaty, a za to przeżywać wiarę, wywraca do góry nogami Katechizm Kościoła Katolickiego i kościelną teologię. Jak widać, ciekawe problemy ma Kościół i wierni.

1. „Bajki czarowne, bajki cudowne”

Nie można się dziwić, że relacje ewangelistów budzą sceptycyzm. Są jak bajki dla dzieci lub dla niezbyt rozgarniętych dorosłych. Jezus mógł być jednym z nawiedzonych kaznodziejów, jakich wówczas i dziś nie brakuje. Mógł być skazany na śmierć i ukrzyżowany przez Rzymian. Takie rzeczy tam się zdarzały. Ale nie ma podstaw, by człowiek rozumny wierzył w realność takich wydarzeń jak dziewicze poczęcie i zmartwychwstanie Jezusa. To są religijne fantazje, mity i urojenia. W artykule o narodzinach Jezusa napisałem – posługując się swobodnie frazą z wiersza Juliana Tuwima – że są to bajki czarowne, bajki cudowne.

Przyjrzyjmy się nieco bliżej ewangelicznym opowieściom o zmartwychwstaniu, by posmakować uroczej bajkowej naiwności tych relacji.

2. Zmartwychwstanie według Mateusza

W ewangeliach czytamy, że ciało Jezusa złożono w komnacie wykutej w skale, a wejście przywalono wielkim głazem. Mateusz pisze, że na żądanie kapłanów żydowskich przy grobie wystawiono straże rzymskie oraz opieczętowano wejście, by nikt nie wykradł zwłok (inni ewangeliści o strażach i opieczętowaniu nie wspominają).

Po co te zabezpieczenia? Jak pisze Mateusz, kapłani słyszeli, że Jezus zapowiadał swoje zmartwychwstanie. Obawiali się więc, że uczniowie Jezusa wykradną jego zwłoki i powiedzą ludowi: „Powstał z martwych” (Mt 27,62-66). Sprawie tej Mateusz poświęca sporo miejsca i wrócę jeszcze do niej.

Co się działo trzeciego dnia po zamknięciu grobu Jezusa?

Ewangelista Mateusz pisze: „Po upływie szabatu o świcie … przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli. Anioł zaś przemówił do niewiast: <Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie>” (Mt 28,1-7).

Afera korupcyjna: Ale to nie wszystko. Mateusz pisze, że kapłani przekupili strażników, by rozgłaszali, że uczniowie wykradli ciało Jezusa. W ewangelii czytamy: „niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: <Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu>. Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego” (Mt 28,11-15).

Wojna informacyjna: Wszystko wskazuje, że wśród chrześcijan toczyła się wówczas swoista wojna informacyjna. Z jednej strony szerzyły się wieści, że grób był pusty i Jezus zmartwychwstał. Z drugiej strony opowiadano, że to uczniowie wykradli zwłoki i kłamliwie rozgłaszają, że zmartwychwstał. Aby odeprzeć te oskarżenia, Mateusz mówi o wystawieniu i przekupieniu straży przez kapłanów. Być może wcześniej wersję taką rozgłaszali wyznawcy Jezusa.

3. Zmartwychwstanie według Jana

Oto co pisze Jan (długie, ale warto przeczytać): „A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: <Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono>. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu (zgodnie z żydowskim zwyczajem zmarłych zawijano w płótna). Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. (…) Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: <Niewiasto, czemu płaczesz?> Odpowiedziała im: <Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono>. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: <Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?> Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik (grób znajdował się w ogrodzie), powiedziała do Niego: <Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę>. Jezus rzekł do niej: <Mario>. A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: <Rabbuni>, to znaczy: Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: <Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego>. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: <Widziałam Pana i to mi powiedział>” (J 20).

Relacje Mateusza i Jana, a także dwóch pozostałych ewangelistów, różnią się w wielu szczegółach. Wskazuje to, że wśród wyznawców Jezusa krążyły różne opowieści, spisywane przez ewangelistów, oraz że ewangeliści puszczali wodze własnej fantazji, urozmaicali opis, dodawali dialogi, dokonywali selekcji.

W odróżnieniu od Mateusza, pozostali trzej ewangeliści nie wspominają o wystawieniu straży rzymskich, ani o trzęsieniu ziemi i aniele odsuwającym kamień. Kobiety zastają kamień już odsunięty.

Ewangeliści nie są zgodni co do tego, kto przyszedł do grobu i stwierdził, że grób jest pusty. Mateusz mówi o dwóch kobietach wymienionych z imienia, Marek o trzech. Łukasz pisze o kobietach nie wymieniając imion ani liczby. Według Jana do grobu przyszła Maria Magdalena oraz apostoł Piotr i jeden z młodszych uczniów Jezusa, a przy grobie pojawił się też zmartwychwstały Jezus.

Zawsze o zmartwychwstaniu informuje anioł lub tajemnicza postać (w domyśle anioł). Ma to chyba rozwiać podejrzenia, że zwłoki zostały wykradzione.

4. Spotkania ze zmartwychwstałym

Opowieści o spotkaniach ze zmartwychwstałym Jezusem są jak bajki dla dorosłych, ale niezbyt mądrych. W ewangeliach jest kilkanaście takich scen, podam tylko fragmenty dwóch.

Łukasz, tak jak i pozostali ewangeliści, stara się pokazać, że Jezus rzeczywiście zmartwychwstał fizycznie, cieleśnie, a nie jako duch. Oto Jezus niespodziewanie pojawia się wśród apostołów: „Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: <Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam>. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: <Macie tu coś do jedzenia?> Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich” (Łk 24,36-43).

A teraz fragment z ewangelii Jana:

Apostołowie przez noc łowili ryby w jeziorze, ale nic nie złowili: „A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: <Dzieci, czy macie co na posiłek?> Odpowiedzieli Mu: <Nie>. On rzekł do nich: <Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie>. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. (…) A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: <Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili>. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: <Chodźcie, posilcie się!> Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: <Kto Ty jesteś?> bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał” (J 21,4-14).

Ewangelię kończy Jan jak prawdziwy bajkopisarz: „Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać” (J 21,25).

Trudno się dziwić, że wielu teologów chciałoby powyższe opowieści interpretować jako metafory, przenośnie, a nie dosłownie. Jest to jednak w kontekście Nowego Testamentu trudne. W opowieściach ewangelistów zmartwychwstanie Jezusa ma charakter cielesny. Również katechizm i oficjalne dokumenty kościelne mówią o zmartwychwstaniu rozumianym fizycznie. Ortodoksi podkreślają, że w Kościele obowiązuje dogmat o cielesnym zmartwychwstaniu Jezusa.

5. Moment śmierci Jezusa

Cudowna fantazja dopisywała ewangelistom także przy opisie ukrzyżowania Jezusa. Ewangeliści mówią o przedziwnych zdarzeniach, które nastąpiły w momencie śmierci Jezusa na krzyżu: trzęsienie ziemi, zaćmienie słońca, pęknięcie zasłony w Świątyni Jerozolimskiej. Mateusz dorzuca jeszcze – co zasługuje na szczególną uwagę – liczne zmartwychwstania: „A oto zasłona przybytku (tj. w Świątyni Jerozolimskiej) rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu” (Mt 27,51-53). Mateusz nie opisuje, niestety, jak wyglądały spotkania z owymi zmartwychwstałymi.

6. Gdy rozum śpi …

Wieści o zmartwychwstaniu Jezusa szerzyły się najpewniej żywiołowo, tak jak dziś nierzadko szerzą się wieści o objawieniu Matki Boskiej gdzieś na działkach lub w Medjugorie. Przypomnijmy, w tym chorwackim miasteczku Matka Boska miała się ukazywać regularnie od 1981 r. kilkorgu dzieciom. Zrobił się z tego wielki międzynarodowy kult, ale Kościół powstrzymuje się od oficjalnego uznania tej szytej grubymi nićmi afery, by się nie ośmieszyć.

Jak widać, nie tylko w odległej przeszłości, także we współczesnej Europie wiara w cudowne zjawiska znajduje dość szeroki oddźwięk.

Z pewnością do powstania wieści o zmartwychwstaniu Jezusa walnie przyczynili się jego pierwsi uczniowie. Bibliści wskazują na szczególną rolę apostoła Piotra i jego otoczenia. Opowieści, krążące wśród wyznawców Jezusa, zostały po kilku dziesięcioleciach spisane przez ewangelistów. Dodali oni coś od siebie, ale zachowali ich ludowy, naiwny charakter, odpowiadający umysłowości wiernych i potrzebom propagowania kultu Jezusa.

Zmartwychwstanie było koronnym argumentem, że Jezus jest rzeczywiście zapowiedzianym w Starym Testamencie mesjaszem i synem bożym, a nie tylko zwykłym prorokiem, jak za przeproszeniem Jan Chrzciciel, którego ścięto i nic, kropka. Jezus – pisali ewangeliści – zmartwychwstał, jest w niebie i powróci „w chwale” przed sądem ostatecznym i końcem świata. Opowieści te skutecznie tworzyły kult Jezusa.

7. Zmartwychwstanie według Kościoła

Według oficjalnego stanowiska Kościoła katolickiego, wyłożonego w katechizmie, Jezus zmartwychwstał dosłownie, nie w przenośni. Wszystko odbyło się tak, jak opisali to ewangeliści. Katechizm skrzętnie przywołuje opowieści ewangelistów.

Stwierdza się wprost, że zmartwychwstanie Jezusa jest wydarzeniem rzeczywistym, które posiadało potwierdzone historycznie znaki, jak świadczy o tym Nowy Testament”. I dalej: Przedmiotem wiary w Zmartwychwstanie jest wydarzenie historyczne poświadczone przez uczniów, którzy rzeczywiście spotkali Zmartwychwstałego” (Katechizm 639 i 656).

Relacje pozostawione przez ewangelistów traktowane są jako wiarygodne źródło historyczne. Katechizm uznaje zmartwychwstanie Jezusa za fakt, bo według ewangelii stwierdziło je kilka kobiet, które przyszły do grobu Jezusa, apostoł Piotr oraz inni apostołowie i uczniowie.

„Wobec tych świadectw – czytamy w Katechizmie – nie można interpretować Zmartwychwstania Chrystusa poza porządkiem fizycznym i nie uznawać go za fakt historyczny” (pkt 643). Zmartwychwstanie Jezusa jest, według Kościoła, faktem historycznym i fizycznym. Głosząc takie nauki Kościół i wierni brną w kłamstwo.

Dlaczego władze kościelne nie chcą uznać wprost, że opowieści ewangelistów o zmartwychwstaniu Jezusa nie są opisem rzeczywistych zdarzeń? Dlaczego nie chcą uznać, że ewangelie spisane zostały dla niezbyt rozgarniętego, przesądnego ludu?

Uznanie zmartwychwstania za przenośnię, za opis metaforyczny, byłoby dla władz Kościoła ryzykowne. Wymagałoby wielkich zmian w całej doktrynie kościelnej, wzbudziłoby wielki opór ortodoksów. Przede wszystkim podważyłoby wiarygodność wszystkiego, co ewangelie i Nowy Testament zawierają. No bo skoro zmartwychwstanie to tylko przenośnia, to wszystko w ewangeliach może być przenośnią i opowieścią dla ciemnego zabobonnego ludu, gotowego wierzyć w najprzeróżniejsze cudowności. Przenośnią może być również to, że Jezus był mesjaszem, synem bożym, bogiem. Może powstać wśród wiernych podejrzenie, że także Bóg, o którym mówi Pismo Święte, to fikcja literacka stworzona przez kapłanów i władców, by lud trzymać w posłuszeństwie.

8. Zmartwychwstanie jest sprzeczne z wiedzą naukową

Nie ma rozumnych, racjonalnych, intelektualnych podstaw, by zmartwychwstanie Jezusa uznać za fakt realny fizycznie i historycznie.

Władze kościoła ignorują to, że z punktu widzenia metodologii nauk historycznych opowieści o zmartwychwstaniu/wskrzeszeniu kogokolwiek muszą być traktowane jako legenda, mit, a nie jako historyczny fakt.

Nie można traktować ewangelii, listów św. Pawła, Nowego Testamentu bezkrytycznie jako wiarygodnych źródeł historycznych. Nauki historyczne każą dokonywać krytyki źródeł, nie brać wszystkiego za dobrą monetę. Istnieją bowiem, jak wiadomo, monety fałszywe. To, co zapisane jest w źródłach, poddaje się krytycznej analizie, sprawdza na różne sposoby. Na tej podstawie jedne informacje uznaje się za prawdziwe, inne za możliwe, jeszcze inne za nieprawdopodobne twory ludzkiej fantazji, urojenia lub kłamstwa. Zmartwychwstanie i wskrzeszanie zmarłych należą do kategorii religijnych mitów. Metodologia nauk historycznych nie pozwala uznać zmartwychwstania Jezusa za fakt historyczny.

Również racjonalna ludzka wiedza i nauka nie zna czegoś takiego jak zmartwychwstanie czy wskrzeszenie zmarłych. Zmartwychwstanie/wskrzeszenie jest sprzeczne z wiedzą naukową.

Na podstawie krytycznej analizy można co najwyżej przypuszczać, że Jezus istniał realnie, był nawiedzonym kaznodzieją, nauczycielem wiary. Takie postacie nie były rzadkością wówczas, tak jak nie są rzadkością dziś. Natomiast nie można uznać, że był Bogiem, narodził się z dziewicy, a po ukrzyżowaniu zmartwychwstał itp. Takie wydarzenia pozostają w sprzeczności z racjonalną wiedzą naukową o człowieku i świecie. Nie przeszkadza to kościelnym teologom głosić, że między religią katolicką a nauką nie ma sprzeczności. – Alvert Jann

……………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

– Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili ponad 70 artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Kim był Jezus?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/kim-byl-jezus/

Dziewicze narodziny Jezusa” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dziewicze-narodziny-jezusa/

Sprzeczności między nauką a religią: 10 przykładów” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sprzecznosci-miedzy-nauka-a-religia-10-przykladow/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

……………………………………………………………………….

Cytowane źródła:

Artykuł dotyczący kard. Kaspera – https://gloria.tv/article/opDcV3zkpRqi12amVsmmY26eY

Stary i Nowy Testament cytuję za Biblią Tysiąclecia (wydawnictwo Pallottinum) – http://biblia.deon.pl/

Katechizm Kościoła Katolickiego – http://www.katechizm.opoka.org.pl/

……………………………………………………………..

Nowy sondaż o religijności w Europie Zachodniej

Jak wskazuje nowy sondaż, wiara w Boga w Europie Zachodniej szybko słabnie. Już w trzech krajach ponad połowa pytanych stwierdziła, że w Boga nie wierzy. Zaś wśród wierzących duża część deklaruje wiarę w nieokreśloną siłę nadnaturalną, ale nie w Boga w rozumieniu chrześcijańskim. Nic nie świadczy, by idea rechrystianizacji Europy, podjęta ostatnio także przez premiera Polski, miała jakiekolwiek szanse, poza ośmieszaniem naszego kraju.

Referowane tu badania sondażowe, dotyczące religijności w 15 krajach Europy Zachodniej, przeprowadził w 2017 r. renomowany amerykański ośrodek badawczy Pew Research Center. Wyniki zostały opublikowane w maju 2018 (link na końcu). Sondaż zrealizowano na reprezentatywnych próbach mieszkańców badanych krajów (osoby pytane wybierano losowo). Oznacza to, że wyniki informują ze znaczną dokładnością o całej badanej zbiorowości. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że każdy sondaż zawiera błąd pomiaru, w przypadku prezentowanego sondażu wynoszący około 3 punktów procentowych. Ze względu na ten błąd, do małych różnic nie należy przywiązywać wagi. Porównując sondaże trzeba uwzględnić, że nawet w podobnych sondażach pytania bywają odmiennie formułowane. Ponadto sondaże pochodzące z różnych lat mogą odzwierciedlać zmiany zachodzące w poglądach badanych. Wyniki sondaży „mają prawo” różnić się o kilka punktów procentowych.

Sondaż zawierał ponad 50 pytań, opublikowano 190 tabel z wynikami. Przedstawię oczywiście tylko kilka zagadnień.

Czy wierzysz w Boga?

Na pytanie: Czy wierzysz, albo nie wierzysz w Boga? – NIE WIERZĘ odpowiedziało 60% Szwedów; 54% Belgów; 53% Holendrów; 47% Norwegów; 46% Duńczyków. Ponad 1/3 niewierzących mamy we Francji, Finlandii, Niemczech, Wielkiej Brytanii; około 1/3 w Szwajcarii i Hiszpanii; ponad 20% we Włoszech, Irlandii i Austrii. Najmniej niewierzących odnotowano w Portugalii (13%).

Sytuacja kościołów chrześcijańskich jest jednak jeszcze gorsza niż można by sądzić na podstawie powyższych danych. Wśród deklarujących wiarę w Boga wielka część ma na myśli nieokreśloną siłę nadnaturalną, a nie Boga w rozumieniu przyjętym w chrześcijaństwie i wielu innych religiach. Bóg nie jest dla nich istotą duchową, która troszczy się o ludzi i ocenia ich uczynki. To raczej duchowa rzeczywistość lub pierwotna „energia”, „coś”, czemu świat zawdzięcza istnienie. Kościoły chrześcijańskie odrzucają takie rozumienie Boga. Kościelni teolodzy mówią wprost, że Bóg nie jest siłą bezosobową, „energią”. To Bóg osobowy, o którym mówi Pismo Święte.

Dodajmy, że także wśród osób odrzucających wiarę w Boga, część deklaruje wiarę w istnienie jakiejś siły nadnaturalnej. Nie są to konsekwentni ateiści. W dzisiejszym rozumieniu ateizm to odrzucenie wiary zarówno w istnienie Boga, jak i wszelkich sił i istot nadnaturalnych.

Teiści, nadnaturaliści i ateiści

W prezentowanych tu badaniach na podstawie kilku pytań starano się stwierdzić, jak liczni w poszczególnych krajach są:

1. Wierzący w Boga rozumianego zgodnie z chrześcijaństwem (pytano, czy wierzy się w Boga przedstawionego w Biblii). Są to teiści.

2. Wierzący w jakąś inną siłę nadnaturalną czy duchową działającą we wszechświecie (ang. higher power or spiritual force in the universe), a nie w Boga przedstawionego w Biblii. To nadnaturaliści.

3. Niewierzący w istnienie Boga ani jakiejkolwiek siły nadnaturalnej lub duchowej. To ateiści.

Wyniki przedstawia poniższa tabela. Obejmuje ona osoby, które określiły siebie jako chrześcijanie (katolicy, protestanci i in.) lub jako osoby bezwyznaniowe, tzn. nie identyfikujące się z żadną religią (bezwyznaniowi to kategoria bardzo liczna w krajach zachodnich). Tabela nie uwzględnia muzułmanów, którym pytań tych nie zadawano, bowiem dotyczyły one wiary w Boga przedstawionego w Biblii (muzułmanie stanowią w niektórych badanych krajach zbiorowość kilkuprocentową). Tabela włącza inne mniejszościowe wyznania, są one liczebnie niewielkie.

Procentowy udział teistów, nadnaturalistów i ateistów w badanych krajach

Kraj

Wierzę w Boga przedstawionego w Biblii

(teiści)

%

Nie wierzę w Boga przedstawionego w Biblii, ale wierzę w istnienie jakiejś innej siły nadnaturalnej lub duchowej

(nadnaturaliści)

%

Nie wierzę w istnienie Boga ani jakiejkolwiek siły nadnaturalnej lub duchowej

(ateiści)

%

Szwecja

Belgia

Dania

Holandia

Norwegia

Hiszpania

Finlandia

Francja

Niemcy

W.Brytania

Szwajcaria

Austria

Portugalia

Irlandia

Włochy

14

14

17

20

20

22

24

27

28

29

30

32

36

39

46

37

41

48

42

38

48

45

33

38

34

36

39

46

34

27

41

39

29

34

33

20

24

27

26

27

25

19

9

18

15

Mediana*

27

38

26

* Mediana to wartość środkowa, powyżej i poniżej której znajduje się taka sama liczba elementów. Jest ona często miarą lepszą niż średnia arytmetyczna.

Źródło: Pew Research Center – http://assets.pewresearch.org/wp-content/uploads/sites/11/2018/05/14165352/Being-Christian-in-Western-Europe-FOR-WEB1.pdf . Procenty nie sumują się do 100, gdyż niektórzy pytani udzielali innych odpowiedzi, wybierali „nie wiem” lub odmawiali odpowiedzi.

*

Jakie uwagi nasuwa powyższa tabela?

1. Wierzący w Boga w rozumieniu chrześcijańskim prawie wszędzie stanowią wyraźną mniejszość. W żadnym kraju nie są większością.

2. W czterech krajach uważanych tradycyjnie za katolickie, tj. w Hiszpanii, Portugalii, Irlandii i we Włoszech, osoby wierzące w Boga przedstawionego w Biblii stanowią tylko 22-46%. Katolickość tych krajów odchodzi do przeszłości.

3. W Hiszpanii, która uchodzi za kraj katolicki, tylko 22% pytanych zadeklarowało wiarę w Boga w rozumieniu chrześcijańskim. Hiszpania jest obecnie jednym z najbardziej świeckich krajów zachodnich. Sojusz Kościoła i prawicowej dyktatury frankistowskiej (1936-1975), oraz przemiany zachodzące po ustanowieniu demokracji, skutecznie zredukowały religijność Hiszpanów.

4. W zdecydowanej większości krajów ateiści stanowią 20-40%. Tylko w Portugalii, Irlandii i Włoszech jest to odsetek stosunkowo niewielki (9-15%).

5. Wszędzie bardzo liczną zbiorowość stanowią osoby niewierzące w Boga w rozumieniu chrześcijańskim, ale deklarujące wiarę w istnienie jakiejś innej nadnaturalnej lub duchowej siły (od 27% we Włoszech, do 48% w Danii i Hiszpanii). To nadnaturaliści.

6. Inne badania dają w ogólnym zarysie podobny obraz religijności w Europie Zachodniej. Najmniej religijne są kraje skandynawskie oraz Holandia i Belgia. Najbardziej religijne są Włochy, Portugalia i Irlandia, ale także tym krajom daleko pod względem religijności do krajów muzułmańskich. Na szczęście!

Co z Polską? Polska znajduje się w grupie krajów z najmniejszą ilością ateistów w Europie. W sondażu Eurobarometru z 2010 r., o którym pisałem przed kilkoma miesiącami, tylko 5 % Polaków wybrało odpowiedź: Nie wierzę w istnienie jakiegokolwiek rodzaju istoty duchowej, Boga lub siły nadnaturalnej (jest to sformułowanie, które dość dokładnie odpowiada użytemu w referowanym tu sondażu). W odniesieniu do dwóch pozostałych opcji, w omawianych sondażach użyto odmiennych sformułowań, inaczej też zadawano pytania, co ogranicza możliwość porównywania. W sondażu Eurobarometru pytano o wiarę w Boga, a nie w Boga przedstawionego w Biblii. 79 % Polaków wybrało opcję Wierzę, że istnieje Bóg; 14 % Wierzę, że istnieje jakiegoś rodzaju istota duchowa lub siła nadnaturalna. Takie sformułowania z reguły zwiększają odsetek wybierających pierwszą opcję, kosztem drugiej. Można przypuszczać, że spora część deklarujących wiarę w istnienie Boga miała na myśli abstrakcyjną siłę nadnaturalną, a nie Boga osobowego w rozumieniu chrześcijańskim.

Trzeba dodać, że w Polsce – jak wskazują systematycznie prowadzone badania – religijność powoli słabnie. Np. spada udział w niedzielnych nabożeństwach, duży odsetek katolików nie wierzy w podstawowe dogmaty, religia odgrywa w ich życiu niewielką rolę, przynależność do Kościoła ma charakter czysto formalny. Opublikowane w czerwcu 2018 r. wyniki badań Pew Research Center (link na końcu) wskazują, że w Polsce młodsze pokolenie jest zdecydowanie mniej religijne niż starsze. Mimo intensywnego nauczania religii i indoktrynacji! Jest szansa na znaczny spadek religijności.

Chrześcijanie kulturowi (niereligijni)

Chrześcijaństwo dominowało w przeszłości we wszystkich badanych krajach Europy Zachodniej. Powoduje to, że dziś bardzo wiele osób identyfikuje się z chrześcijaństwem, a jednocześnie nie wierzy w Boga. Chrześcijanin nie wierzący w Boga, to – trzeba powiedzieć – dziwne stworzenie. Można to rozumieć jako identyfikację kulturową czy nawykową, albo czysto werbalną, a nie religijną. Są to osoby z reguły niepraktykujące (również w Polsce nie brakuje „wierzących ale niepraktykujących”).

Warto zaznaczyć, że także deklaracje wiary w Boga mają często charakter nawykowy. Wiele osób mówi, że wierzy się w Boga, ale religia nie odgrywa istotnej roli w ich życiu.

Nie będę zamieszczać tabel, podam tylko, że na pytanie, jaka jest obecnie twoja religia, w poszczególnych krajach od 41 do 83 % wskazało jedno z wyznań chrześcijańskich. Można też było wskazać inne religie albo ateizm, agnostycyzm lub „żadna szczególna” (ang. nothing in particular).

Zwraca uwagę, że wszędzie wśród osób uznających się za chrześcijan większość nie wierzy w Boga przedstawionego w Biblii.

Chrześcijanami nazwało się 83 % Portugalczyków, ale wśród nich tylko 41 % deklaruje wiarę w Boga przedstawionego w Biblii; we Włoszech odpowiednio 80 % i 54 %; w Wielkiej Brytanii 73 % i 38 %; w Niemczech 71 % i 37 %; w Hiszpanii 66 % i 32 %; we Francji 64 % i 38 %; w Szwecji 52 % i 25 %; w Holandii 41 % i 42 %.

Jak widać, określanie siebie jako chrześcijanina, protestanta, katolika itp. bardzo często nie oznacza wiary religijnej. Nie oznacza też praktykowania. Jak piszą autorzy badań: „Chociaż większość ludzi w Europie Zachodniej identyfikuje się jako chrześcijanie, niewielu regularnie uczęszcza do kościoła”. Kościoły opustoszały, przypominają martwe muszle, skorupy, z których wyparowało życie.

Wśród osób określających się jako chrześcijanie, we wszystkich krajach – z wyjątkiem Włoch – zdecydowanie przeważają nieuczęszczający do kościoła. Według własnej oceny, do kościoła chodzi kilka razy w roku lub nigdy 82-88% chrześcijan w Finlandii, Szwecji, Danii i Belgii ; 65-75% w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Holandii, Austrii i Szwajcarii ; 58% w Portugalii; 57% w Irlandii; 49% we Włoszech. Jak widać, nawet we Włoszech połowa chrześcijan bywa w kościele sporadycznie.

Szerzy się bezwyznaniowość

W krajach zachodnich bardzo duży odsetek obywateli nie identyfikuje się z żadną religią. W badaniach na pytanie o religię wybierają odpowiedź: ateista, agnostyk lub „żadna szczególna” (ang. nothing in particular). Osoby te są klasyfikowane jako bezwyznaniowe (ang. unaffiliated). Kategoria ta liczy w krajach zachodnich od 15 do 48% procent. Oznacza to, że słabnie nawet czysto werbalna identyfikacja z chrześcijaństwem. W wielu krajach osób bezwyznaniowych jest więcej niż praktykujących chrześcijan.

Jak wygląda to w poszczególnych krajach?

Osoby bezwyznaniowe (tj. nie identyfikujące się z żadną religią, określające siebie jako ateiści, agnostycy lub jako niewyznające żadnej religii) stanowią w Holandii 48 %; w Norwegii 43 %; w Szwecji 42 %; w Belgii 38 %; w Danii 30 %; w Hiszpanii 30 %; we Francji 28 %; w Niemczech 24 %; w Wielkiej Brytanii 23 %; w Finlandii 22 %; w Szwajcarii 21 %; w Austrii 16 %; w Irlandii, Portugalii i Włoszech po 15 %.

Wśród nich 1-6 % określiło się jako agnostycy (najwięcej w Hiszpanii 6 % i w Belgii 5 %).

Ateizm wskazało 5-19 % (najwięcej Belgów 19 %, oraz Duńczyków, Francuzów, Szwedów i Holendrów po 14-16 %). Oczywiście odsetki te nie pokrywają się z ogółem niewierzących w Boga i siły nadnaturalne, bowiem wielu rzeczywistych ateistów uznało się za chrześcijan lub za niewyznających żadnej religii.

Od 7 do 31 % pytanych o ich religię, odpowiedziało, że „żadna szczególna”. Najwięcej w Holandii 31 %; Norwegii 27 %; Szwecji 23 %.

Dodajmy, że jak wskazują inne badania, w krajach zachodnich około 10 % muzułmanów z czasem zmienia przekonania religijne i staje się osobami bezwyznaniowymi lub zmienia religię na inną. Muzułmanie liczą w Europie Zachodniej od 0,4 % w Portugalii, do blisko 9 % we Francji (link na końcu).

Podsumujmy:

W krajach Europy Zachodniej nie wierzy w Boga od 20 do 60 % mieszkańców.

Tylko 14-46% wierzy w Boga pojmowanego zgodnie z chrześcijaństwem.

Olbrzymia część deklaruje wiarę w jakiegoś rodzaju siłę nadnaturalną, ale nie w Boga chrześcijańskiego.

Nie wierzy w żadnego Boga ani w jakąkolwiek siłę nadnaturalną od 9 do 41 %. Są to ateiści.

Mimo kryzysu wiary religijnej, większość mieszkańców Europy Zachodniej identyfikuje się z jednym z wyznań chrześcijańskich (w poszczególnych krajach 41-83 %). Jednak identyfikacja ta ma najczęściej charakter nawykowy i czysto werbalny. W kościołach chrześcijańskich bardzo mało wiernych praktykuje. Za to bardzo wielu mówi, że nie wierzy w Boga.

Bardzo liczną kategorię stanowią osoby nie identyfikujące się z żadną religią, tj. bezwyznaniowe (15-48%). Pytani o wyznanie, odpowiadają, że są ateistami, agnostykami lub że nie wyznają żadnej religii.

Inne religie liczą łącznie nie więcej niż kilka procent wyznawców (najliczniejszą grupę stanowią muzułmanie). Nominalni chrześcijanie oraz osoby bezwyznaniowe łącznie stanowią wszędzie ponad 90 %.

Dodajmy, że w Europie Zachodniej nie obserwuje się żadnego „odrodzenia religijnego”. Zamiast historycznej dominacji i powszechności chrześcijaństwa, kształtuje się tzw. chrześcijaństwo wyspowe. Mówiąc impresyjnie, w morzu świeckości powstają i działają – często bardzo aktywnie – środowiska i organizacje religijne.

Słowo na zakończenie

Jak trafnie zauważył Jan Paweł II: „w połowie ubiegłego tysiąclecia rozpoczął się, a od XVIII w. rozwinął na szeroką skalę proces laicyzacji, zmierzający do wykluczenia Boga i chrześcijaństwa z wszystkich dziedzin życia ludzkiego. Wynikiem tego procesu były często agnostyczny lub ateistyczny laicyzm i sekularyzacja, a więc zdecydowane i totalne wykluczenie Boga i naturalnego prawa moralnego z wszystkich dziedzin ludzkiego życia. W ten sposób religia chrześcijańska została zepchnięta do prywatnej sfery życia człowieka” (link na końcu). Dodajmy, że naturalne prawo moralne, o którym pisze papież, to – mówiąc najkrócej – zasady moralne, które podaje Kościół jako pochodzące od Boga.

Europa Zachodnia przechodzi od XVI w. wielką transformację kulturową. Polega ona na znacznym osłabieniu roli religii (w naukach społecznych nazywa się to sekularyzacją), na rozwoju świeckiej kultury, etyki, świeckiego państwa. Zamiast „wartości chrześcijańskich” i religii, na znaczeniu zyskuje etyka świecka i świecki światopogląd. Etyka świecka zastępuje etykę chrześcijańską. Źródłem wiedzy o świecie i człowieku stała się nauka, a nie – jak w średniowiecznym chrześcijaństwie – Pismo Święte i teologia. Osoby religijne i teolodzy mówią często, że nauka nie wyjaśnia wszystkiego. Tak, ale religia niczego nie wyjaśnia, jest zbiorem starożytnych mitów i urojeń.

Nie jest prawdą, że upadek religii prowadzi do chaosu, moralnej zapaści, nihilizmu. Kraje Europy Zachodniej, gdzie rola religii została zdecydowanie ograniczona, nie są wprawdzie spełnieniem ideału, ale prosperują znacznie lepiej niż kraje religijne. – Alvert Jann

PS. O tym, czym jest wiara w Boga oraz wierzenia religijne, piszę w:

„Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

„Wiara w cuda” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wiara-w-cuda/

……………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły prezentujące wyniki badań sondażowych:

Wiara w Boga w krajach Unii Europejskiej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wiara-boga-krajach-unii-europejskiej/

Ilu jest ateistów w Europie Środkowo-Wschodniej?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ateisci-niereligijni-bezwyznaniowi-ilu-ich/

O religii w USA krytycznie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/o-religii-usa-krytycznie/

………………………………………………………………………..

Linki do cytowanych publikacji

Prezentowane tu badania Pew Research Center dotyczące Europy Zachodniej: „Being Christian in Western Europe” – http://assets.pewresearch.org/wp-content/uploads/sites/11/2018/05/14165352/Being-Christian-in-Western-Europe-FOR-WEB1.pdf ; http://assets.pewresearch.org/wp-content/uploads/sites/11/2018/05/24150841/Full-Topline-FINAL-FOR-PUBLICATION.pdf

Dwa inne przywoływane raporty Pew Research Center:

Europe’s Growing Muslim Population” (raport dotyczący muzułmanów) – http://assets.pewresearch.org/wp-content/uploads/sites/11/2017/11/06105637/FULL-REPORT-FOR-WEB-POSTING.pdf

The Age Gap in Religion Around the World” (analiza międzypokoleniowych różnic w religijności w ponad 100 krajach) – http://assets.pewresearch.org/wp-content/uploads/sites/11/2018/06/14112107/ReligiousCommitment-FULL-WEB.pdf

Cytowana wypowiedź Jana Pawła II: „Europa potrzebuje Jezusa Chrystusa” – https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/przemowienia/alcidedegasperi_23022002.html

………………………………………………………………………..

Kim był Jezus?

Zwykle pomija się negatywne cechy charakteru, nauczania i działalności Jezusa, a warto na nie zwrócić uwagę. Nie rozstrzygam, czy istniał naprawdę, czy był tylko postacią mityczną. Pokazuję Jezusa na podstawie ewangelii, tak jak na przykład na podstawie „Lalki” Prusa można nakreślić sylwetkę Wokulskiego. Zacznę od niezbyt chwalebnej metody wpływania na ludzi, jaką się posługiwał.

1. STRASZENIE OGNIEM PIEKIELNYM

Jezus wielokrotnie straszył słuchaczy wiecznymi mękami. Z jego słów wyziera wręcz okrucieństwo i sadyzm. Wygląda to na psychiczne znęcanie się nad bliźnimi i nieprzebieranie w środkach, by zyskać wiernych. Straszenie ogniem piekielnym należało do stałego repertuaru nauk Jezusa. Można powiedzieć, że szukał wyznawców strachliwych, łatwowiernych i głupich.

Przykłady: Jezus mówi, że pod koniec świata „pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 13, 40-42). Podobnymi obrazkami wiecznego cierpienia Jezus raczył słuchaczy wielokrotnie.

A oto inny werset z Jezusowego nauczania:Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. (…) Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła” (Mk 9,42-47).

Jasno mówił też Jezus, że większość ludzi pójdzie w ogień piekielny: „Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (Mt 22,14). To nie jedyna wypowiedź w tym stylu.

Ktoś może powiedzieć, że to metafory, nie można ich brać dosłownie. Ale nawet jeśli tak, to metafory te wygłaszał Jezus po to, by budzić lęk u słuchaczy. Ponadto biorąc pod uwagę skłonność Jezusa do urojeń, trzeba uznać, że najprawdopodobniej wierzył dosłownie w istnienie piekła pełnego płomieni.

Jezus obiecywał też nagrodę: sprawiedliwi mają posiąść niebo. Ale skłonność do straszenie i karania brzmiała niezwykle donośnie i groźnie. Jezus nie złagodził prymitywnej maniery rzucania gróźb, wyzierającej z ksiąg Starego Testamentu.

Ewangelie i postać Jezusa w głównej chyba mierze odpowiadają za powszechne w chrześcijaństwie straszenie wiecznymi mękami w piekle. W tym duchu w średniowieczu większość teologów i świętych głosiła, że tylko nieliczni chrześcijanie zostaną zbawieni. Już św. Augustyn, wybitny autorytet teologiczny, stwierdzał, że„niewielu jest zbawionych w porównaniu z tymi, którzy będą potępieni”. Podobnie twierdził na przykład św. Anzelm, także wybitny teolog: „niewielu jest tych, którzy są zbawieni”. Dziś teolodzy na ogół starają się złagodzić kościelne nauczanie, „teologię strachu” zastępują „teologią miłości”. Zamiast straszyć, starają się ugłaskiwać wiernych. Nie idzie im łatwo, bo straszących piekłem nie brakuje.

Zapytałem moją znajomą, niepokorną teolożkę Celestynę, co sądzić o tych teologicznych kontrowersjach? Odpowiedziała bez wahania: Olewać do parteru!

2. UROJENIA

Według ewangelii Jezus głosił, podobnie jak wielu nawiedzonych kaznodziejów i założycieli sekt, że otrzymał szczególną misję od Boga. Powtarzał wielokrotnie, że posłał go Bóg i niedwuznacznie sugerował, że jest istotą boską: „Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał”. „Z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał” (J 8,38-42).To podręcznikowy przykład urojeń.

Psychiatria o urojeniach

„Urojenia to zaburzenia myślenia, czyli przekonanie chorego o istnieniu rzeczy, zjawisk czy wydarzeń wokół niego, które naprawdę nie istnieją. Pewne zdarzenia mogą co prawda mieć miejsce, ale chory nadaje im nieadekwatne znaczenie, nadbudowuje wokół nich chorobowe treści, tzw. system urojeń. (…) nie daje on sobie wyjaśnić, wytłumaczyć, że to, co myśli, nie ma miejsca w rzeczywistości, nie dzieje się naprawdę. Pacjent jest głęboko przekonany o prawdziwości swoich urojeń (…). Zaburzenia urojeniowe charakteryzuje długotrwały i nawrotowy charakter oraz pewna ‚uporczywość’, ciągłość objawów, stąd też ich nazwa: uporczywe zaburzenia urojeniowe. Zazwyczaj rozwijają się u osób w średnim wieku, najczęściej pomiędzy 35. a 45. rokiem życia. Szacuje się, że dotyczą około 0,05% populacji, chociaż wielu profesjonalistów uważa, że jest to wynik zaniżony, ponieważ część chorych nie podejmuje leczenia” („Zaburzenia urojeniowe” – https://psychiatria.mp.pl/choroby/73534,zaburzenia-urojeniowe)

Zaburzenia urojeniowe nie są, jak widać, rzadkością. Np. w Polsce mieszka około 30 mln. osób dorosłych, daje to ok.15 tys. osób z uporczywymi zaburzeniami urojeniowymi. Nie ma powodu sądzić, że wśród Żydów w czasach Jezusa odsetek ten był mniejszy.

Zazwyczaj zaburzeniom urojeniowym „nie towarzyszą zaburzenia struktury osobowości i intelektu. Również zachowanie i funkcjonowanie społeczne danej osoby w obszarach życia niezwiązanych z urojeniami mogą być niezaburzone i dezintegrować jej codzienne życie dopiero w rozwijającym się procesie chorobowym lub okresie jego nasilenia”.

W przypadku Jezusa mamy do czynienia z zaawansowanym procesem chorobowym, dezintegrującym jego dotychczasowe życie. Jezus opuścił swój dom rodzinny, udał się do Jerozolimy, zaczął głosić, że został posłany przez Boga z wielką misją i jest istotą boską. Nie wrócił do swoich wcześniejszych zajęć. Zaburzenia nie miały charakteru incydentalnego, tylko trwały.

Nie jest chorobą urojeniową wiara w Boga czy w cuda, o ile wierzenia te mieszczą się w przyjętych w danym społeczeństwie ramach i nie pociągają za sobą drastycznych zmian w sposobie życia. Natomiast jeśli ktoś wśród Żydów w czasach Jezusa czy obecnie gdziekolwiek nabierze głębokiego przekonania, że jest mesjaszem zapowiedzianym w Biblii, albo istotą boską, która zstąpiła z niebios – to mamy do czynienia z ewidentnym urojeniowym zaburzeniem myślenia. Jeżeli osoba ta zacznie „nauczać” o swej misji, podporządkowując temu swoje życie, świadczy to o głębokiej i ciężkiej chorobie urojeniowej.

W psychiatrii wyróżnia się urojenia wielkościowe (megalomańskie): to bezpodstawne przekonanie, że jest się kimś wielkim, że odgrywa się wielką rolę w świecie itp. Urojenia wielkościowe mogą mieć charakter religijny i objawiać się przekonaniem, że jest się bogiem, mesjaszem, prorokiem, aniołem, matką boską itp.

A teraz wyobraźcie sobie, że wasz znajomy zaczyna opowiadać, że zstąpił z nieba, bo Bóg powierzył mu wielką misję do spełnienia. Znajomy porzucił pracę i zaczął nauczać pod kościołami. Co pomyślicie? Że zwariował. Tak samo pomyślało wielu Żydów, a nawet najbliższa rodzina Jezusa.

O traktowaniu Jezusa jako kogoś niespełna rozumu powiem za chwilę, najpierw przyjrzyjmy się bliżej jego urojeniom.

Urojenia Jezusa

Urojenia, których doświadczał Jezus, wyrastały z wierzeń zawartych w księgach Starego Testamentu. Można powiedzieć, że księgi dostarczyły materiału, z którego Jezus utkał swoje imaginacje, swoją tożsamość, wyobrażenie o tym, kim jest.

Jak czytamy w ewangeliach, Jezus wyobrażał sobie, że jest wspaniałą postacią pojawiającą się w proroctwach Starego Testamentu, którą w czasach Jezusa Żydzi nazywali najczęściej mesjaszem, tj. chrystusem (mesjasz to słowo hebrajskie, jego dokładnym greckim odpowiednikiem jest słowo chrystus). Mesjasz miał z woli Boga odbudować królestwo Izraela i ustanowić wieczne królestwo boże pod swoim panowaniem. W proroctwach owego wybawiciela różnie nazywano i przedstawiano za pomocą poetyckich alegorii i obrazów.

Wielki prorok Daniel nazywał mesjasza Synem Człowieczym (w znaczeniu syna bożego wcielonego w postać człowieka). Jezus utożsamił się z tą postacią i często nazywał siebie właśnie „synem człowieczym”. Wyobrażał sobie, że jest istotą boską wcieloną w ludzką postać.

Jezus stawiał się wyżej niż Abraham, Mojżesz i prorocy. Ci bowiem mieli być wybrani przez Boga do wielkich zadań, ale byli tylko ludźmi. Natomiast Jezus wielokrotnie dawał słuchaczom do zrozumienia, że jest istotą boską, bogiem-synem. Wręcz utożsamiał się z Bogiem:„Ja i Ojciec to jedno” – miał powiedzieć podczas jednej z awantur (J 10,30).

Jezus kilkakrotnie mówił, czego to dokona w roli mesjasza/syna człowieczego. Są to wizje zaczerpnięte ze starotestamentowych proroctw. Np. do apostołów powiedział:„Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania”,  czyli osądzi ludzi. Przyjście w chwale przedstawiał Jezus groźnie, w duchu starotestamentowych proroctw: „słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku; gwiazdy zaczną padać z nieba i moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wówczas ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy będą narzekać wszystkie narody ziemi” (Mt 24,29-30).

Straszył Jezus, jak zwykle, ogniem piekielnym i wiecznymi mękami. Porównał czekający ludzi sąd do ukarania Sodomy przez Boga, kiedy to – jak powiedział – „spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi”. Ujawniają się tu sadystyczne cechy Jezusa, często pomijane dziś w kościelnym nauczaniu, bo ukazują go jako okrutnika (Mt 16,27; 24,29-30; 25,31-46; Łk 17,29-30).

Z Nowego Testamentu wynika wyraźnie, że wydarzenia te mają nastąpić niebawem, chociaż Jezus mowił, że daty nie zna nikt poza Bogiem. Np. do swoich uczniów Jezus powiedział: „Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim” (Mt 16,28). A tu upłynęło prawie 2000 lat – i nic.

Jezusa brano za szaleńca

Jezus zdobywał słuchaczy i wiernych, ale dość często uznawano, że jest niespełna rozumu. Nawet najbliższa rodzina, łącznie z matką, nie bez powodu skłonna była tak go widzieć. W ewangelii św. Marka mamy następującą ciekawą scenę.

Oto Jezus naucza w otoczeniu tłumu: „Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: <Odszedł od zmysłów>. (…) Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: <Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie>”. Jezus nie posłuchał dobrych rad rodziny i nie zaprzestał nauczania (Mk 3,21-35).

W ewangeliach jest sporo wzmianek świadczących, że nie chciano uwierzyć w boskie posłannictwo Jezusa. Sądzono, że oszalał, bluźni, lub że opętały go złe duchy. Kilkakrotnie go przeganiano, a nawet chciano zabić. W rodzinnym Nazarecie „wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się” (Łk 4,29-30).

4. PODSUMUJMY: KIM BYŁ JEZUS?

Postać Jezusa, nakreślona w ewangeliach, odpowiada popularnemu dziś pojęciu guru. Można powiedzieć, że Jezus był samozwańczym nauczycielem wiary religijnej, kaznodzieją, guru, który uroił sobie, że jest boską postacią w ludzkiej skórze i ma do spełnienia wielką misję. Takie postacie nie były rzadkością wówczas, tak jak nie są rzadkością dziś. Mógł być też za swoją działalność ukrzyżowanym, bo takie rzeczy zdarzały się w ówczesnej Palestynie.

Ale w opowieściach zwolenników i ewangelistów Jezus został całkowicie zmitologizowany. Przedstawiono go jako rzeczywistego syna bożego, który narodził się z dziewicy. Miał być prawdziwym mesjaszem zapowiedzianym w proroctwach Starego Testamentu, który czynił cuda, został ukrzyżowany, zmartwychwstał, przebywa w niebiosach, ale powróci na ziemię, by osadzić ludzi i wiernym zapewnić wieczną szczęśliwość. To mitologia chrześcijańska w pełnej krasie.

Do tego obrazu trzeba jeszcze dodać, że w naukach Jezusa zawarty jest niedościgniony wzór ideologii totalitaryzmu.

5. RYS TOTALITARNY

To, co głosił Jezus, jest doskonałym przykładem totalitarnej ideologii. W ideologii tej wódz, religijny przywódca, założyciel sekty, guru, bóg w ludzkiej skórze, w imię najwyższych racji rości sobie prawo do pełnej władzy nad umysłami i postępowaniem ludzi. Nie kto inny tylko Jezus głosił: Znam prawdę najwyższą, przysłał mnie Bóg, musicie we mnie wierzyć, musicie być mi posłuszni w myślach i uczynkach. Jeśli nie, będziecie odtrąceni i srodze ukarani, skazani na wieczne męki. Ideałem totalitaryzmu jest całkowite panowanie nad umysłami i postępowaniem ludzi. Idee, które głosił Jezus, przyznawały mu taką władzę. Przyjrzyjmy się temu nieco bliżej.

Wcielenie najwyższej prawdy

„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca (tj. do Boga) inaczej jak tylko przeze Mnie”. „A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca ” (J 14,6,24). Podobnych wypowiedzi Jezusa można by przytoczyć więcej.

Jezus głosił, że posiada najwyższą prawdę, która pochodzi od Boga, oraz ma monopol na ekspediowanie ludzi do nieba lub karanie wiecznymi mękami. Mówił uczniom, że jest boską postacią, synem Boga, a na ziemię posłał go Bóg z wielką misją zbawienia i wymierzenia sprawiedliwości. Z ewangelii wynika, że w te urojenia wierzył głęboko.

Wymóg całkowitego posłuszeństwa

Jezus wymagał całkowitego posłuszeństwa, strasząc niepokornych ogniem piekielnym. Utożsamiał posłuszeństwo sobie z posłuszeństwem Bogu, miłość do niego z miłością do Boga, a Bogu należy się najwyższe posłuszeństwo i miłość. Wymóg najwyższego posłuszeństwa wyrażał za pomocą rożnych aforyzmów i przypowieści:

Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien” (Mt 10,37).

Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”. I dalej: „Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14,26,33).

Jak widać, Jezus głosił ideę tworzenia wspólnoty podległej wodzowi absolutnie. Jak ambitny polityk o totalitarnych zapędach Jezus mówi: „kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie” (Mt.12,30)

Teolodzy próbują wyjaśniać, że aforyzmy o nienawiści do rodziny, to metafory. Ale metafory mają coś przekazywać. Nie da się w tym wypadku odwrócić kota ogonem, Jezus mówił, że posłuszeństwo i miłość do niego jest ważniejsze niż rodzina. To w totalitarnych ideologiach posłuszeństwo i miłość do wodza/guru stoją ponad wszystkim.

Obietnica wiecznej szczęśliwości i unicestwienia

Totalitarne ideologie zawierają obietnicę budowy doskonałego świata dla swoich i unicestwienia obcych. A co głosił Jezus? Mówił, że z woli Boga ustanowi niebiańskie królestwo boże, w którym sprawiedliwi będą żyć szczęśliwie. Niewierni zostaną srodze ukarani. Jezus obiecywał, że strąci ich do piekła. Są to idee zaczerpnięte ze Starego Testamentu.

Jezus mówił o świecie nadprzyrodzonym, ale jego wizje zawierały charakterystyczną dla ideologii totalitarnych nadzieję na życie wolne od dotychczasowej udręki, na przywrócenie sprawiedliwości, na ukaranie niesprawiedliwych. Apostoł św. Piotr, uczeń Jezusa, pisał do wiernych: „Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość” (2P 3,13). Nadzieje niebiańskie i ziemskie mieszają się ze sobą.

W wizjach Jezus widzi siebie w roli wszechpotężnej istoty, demiurga tworzącego nową rzeczywistość i mającego totalną władzę nad ludźmi. Wygląda to następująco: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody”. Do jednych powie: „weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!”. A do drugich: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! (…). I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego ” (Mt 25,31-46).

Moja dobra znajoma, niepokorna teolożka Celestyna powiedziała, że bardziej podobają się jej bajki o smoku wawelskim.

4. UWAGI NA ZAKOŃCZENIE

Jezus nie tylko straszył wiecznymi mękami w ogniu piekielnym. Wygłaszał także znane wzniosłe maksymy moralne, mówiące o miłości bliźniego, łagodzące okrutną moralność Starego Testamentu: „Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!”. „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,38-44). W ślad za tym św. Paweł pisał do wiernych: „Nie daj się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21).

Jak widać, nauki moralne Jezusa charakteryzują się krańcową zmiennością nastroju. Jezus wygłasza wielkie słowa o miłości, by za chwilę stawiać siebie w roli kata, który będzie wykonywał okrutne wyroki boże. Sprawia wrażenie jakby raz ludzi kochał, a za chwilę nienawidził.

Dziś próbuje się łagodzić okrutne frazesy o wiecznych mękach. Nie da się. Nawet jeżeli potraktujemy je jako metafory, przenośnie, Jezus używał tych metafor, by budzić lęk, zdobywać zwolenników, wymuszać posłuszeństwo. To przemoc psychiczna w bardzo złej postaci.

Na koniec trzeba powiedzieć coś jeszcze. Nie zasługuje na uznanie taka miłość bliźniego i taki moralizator, który głosi maksymalistyczne zasady moralne o miłowaniu nieprzyjaciół, nadstawianiu policzka i zwyciężaniu zła dobrem, a jednocześnie straszy wiecznymi mękami. – Alvert Jann

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/: Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

„Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Co zamiast religii?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/co-zamiast-religii/

Przenośnie w Biblii: 12 przykładów” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/przenosnie-biblii-12-przykladow/ 

…………………………………………………………………………………………….

Linki do cytowanych publikacji

Zaburzenia urojeniowe” – https://psychiatria.mp.pl/choroby/73534,zaburzenia-urojeniowe

Stary i Nowy Testament cytuję za Biblią Tysiąclecia (wydawnictwo Pallottinum) – http://biblia.deon.pl/ 

 ……………………………………………………………………………………………………

Wiara w Boga w krajach Unii Europejskiej

Przedstawiam tu wyniki sondażu przeprowadzonego w 2010 r. we wszystkich krajach Unii Europejskiej oraz w Islandii, Norwegii i Szwajcarii.

W większości krajów Europy Zachodniej, a także w niektórych w Europie Środkowo-Wschodniej, wierzący w Boga znaleźli się w mniejszości. W wielu krajach wiarę w istnienie Boga zadeklarowało mniej niż 30 % pytanych. 20-40 % stanowią ateiści, a około 40 % to osoby deklarujące wiarę w istnienie siły nadnaturalnej czy też duchowej, ale nie w istnienie Boga (poniżej zamieszczam tabelę zawierającą dane dla każdego badanego kraju).

Rozróżnienie wiary w Boga i wiary w istnienie siły nadnaturalnej/duchowej wymaga, być może, komentarza.

W rozumieniu judaizmu, chrześcijaństwa, islamu i wielu innych religii Bóg jest istotą duchową, obdarzoną rozumem i uczuciami, która opiekuje się ludźmi i ocenia ich uczynki. Ludzie modlą się do niego i czczą, by zapewnił im pomyślność w życiu ziemskim i po śmierci. Jest to, jak naucza Kościół katolicki, Bóg osobowy.

Obok tego pojęcia Boga, właściwego wielu religiom, funkcjonuje w świadomości ludzi bardziej abstrakcyjne pojęcie siły nadnaturalnej czy duchowej. Zazwyczaj widzi się w niej coś, czemu świat, istoty żywe i człowiek, zawdzięczają istnienie. Siła ta nie zajmuje się ludźmi, nie ocenia ich uczynków. Nie ma sensu zwracać się do niej o pomyślność. Modlić się do niej, to tak jakby modlić się do energii elektrycznej.

Mamy więc dwa różne pojęcia, w stosunku do których używa się często tej samej nazwy – Bóg. Jest to mylące, zaciera głęboką odmienność tych dwóch pojęć.

Na szczęście coraz więcej ludzi dostrzega tę różnicę i nie nazywa Bogiem domniemanej siły nadnaturalnej czy duchowej – bezosobowej, nie zajmującej się ludźmi. W Polsce potocznie mówi się przy tej okazji, że musi istnieć „coś”, mając na myśli jakąś nieznaną siłę nadnaturalną czy pierwotną „energię”. Czasami mówi się o bogu bezosobowym. Ale bezosobowy bóg lub „coś”, albo też pierwotna energia, to nie jest Bóg ze znanych powszechnie religii. Kościół zdecydowanie odrzuca takie rozumienie Boga. Także w podręcznikach religii można przeczytać, że Bóg nie jest bogiem bezosobowym czy energią.

W sondażach dotyczących religijności z reguły nie rozróżnia się wymienionych wyżej dwóch pojęć, tj. pojęcia Boga i pojęcia siły nadnaturalnej. Pada proste pytanie, czy wierzysz w Boga, albo czy wierzysz, że Bóg istnieje. Powoduje to zawyżenie liczby osób wierzących w Boga, bowiem duży odsetek pytanych deklaruje wiarę w Boga, ale rozumie przez to jakąś bezosobową siłę nadnaturalną czy duchową. Są to często osoby nie wyznające żadnej ze znanych religii, niereligijne i niepraktykujące, nie związane z żadnym kościołem czy społecznością religijną.

Dlatego na szczególną uwagę zasługują badania, w których rozróżnia się: po pierwsze, wiarę w istnienie Boga (czyli teizm); po drugie, wiarę w istnienie jakiegoś rodzaju siły nadnaturalnej czy duchowej, która nie jest Bogiem (to nadnaturalizm).

Natomiast ateizm to brak wiary zarówno w istnienie Boga, jak i w istnienie siły nadnaturalnej/duchowej.

Zamieszczona poniżej tabela pokazuje, w jakich proporcjach występują w różnych krajach te trzy stanowiska.

Sondaż Eurobarometer 341 z 2010 r., którego wyniki przedstawiam, zrealizowano na reprezentatywnych próbach mieszkańców badanych krajów (osoby pytane wybierano w drodze losowania). Oznacza to, że wyniki informują ze znaczną dokładnością o całej badanej zbiorowości. Trzeba jednak wziąć po uwagę, że każdy sondaż zawiera błąd pomiaru, w przypadku prezentowanego sondażu wynoszący około 2-3 punktów procentowych. Ze względu na ten błąd, do małych różnic nie należy przywiązywać wagi. Ponadto porównując różne sondaże trzeba uwzględnić, że nawet w podobnych sondażach pytania bywają odmiennie formułowane. Wyniki sondaży „mają prawo” różnić się o kilka punktów procentowych.

Sondaże Eurobarometer przeprowadzane są na zlecenie organów Unii Europejskiej od 1973 r. (Standard Eurobarometer przeprowadzany jest dwa razy do roku; ponadto przeprowadzane są sondaże dotyczące wybranych problemów Special Eurobarometer).

Wyniki sondażu

W sondażu Eurobarometer, przeprowadzonym w 2010 r. we wszystkich krajach Unii Europejskiej oraz w Islandii, Norwegii i Szwajcarii, pytano:

Które z poniższych stwierdzeń jest najbliższe Pana/Pani przekonaniom:

1. Wierzę, że istnieje Bóg. 

2. Wierzę, że istnieje jakiegoś rodzaju istota duchowa lub siła nadnaturalna.

3. Nie wierzę w istnienie jakiegokolwiek rodzaju istoty duchowej, Boga lub siły nadnaturalnej

Wybierający trzecią opcję to ateiści.

(Uwaga! Jeżeli poniższa tabela się „rozpada”, trzeba zmniejszyć tekst na ekranie np. do 80%)

Przekonania religijne mieszkańców Unii Europejskiej

Kraj

1.

Wierzący w istnienie Boga

2.

Wierzący w istnienie siły nadnaturalnej

3.

Niewierzący w istnienie Boga i siły nadnaturalnej 

%

%

%

Czechy

Szwecja

Estonia

Norwegia

Francja

Dania

Holandia

Islandia

Słowenia

Finlandia

Bułgaria

W.Brytania

Belgia

Łotwa

Niemcy

Austria

Szwajcaria

Węgry

Luksemburg

Litwa

Hiszpania

Słowacja

Chorwacja

Portugalia

Irlandia

Włochy

Polska

Grecja

Cypr

Rumunia

Malta

16

18

18

22

27

28

28

31

32

33

36

37

37

38

44

44

44

45

46

47

59

63

69

70

70

74

79

79

88

92

94

44

45

50

44

27

47

39

49

36

42

43

33

31

48

25

38

39

34

22

37

20

23

22

15

20

20

14

16

8

7

4

37

34

29

29

40

24

30

18

26

22

15

25

27

11

27

12

11

20

24

12

19

13

7

12

7

6

5

4

3

1

2

UE 27*

51

26

20

Uwaga: Procenty nie sumują się do 100, gdyż w poszczególnych krajach 1-8% pytanych nie udzieliło odpowiedzi.

* Bez Chorwacji, która do UE przystąpiła w 2013 r. Chorwacja liczy ok. 4,5 mln. ludności i jej uwzględnienie nie zmieniłoby w istotnej mierze podanego wyniku.

Źródło: Special EUROBAROMETER 341 

http://ec.europa.eu/commfrontoffice/publicopinion/archives/ebs/ebs_341_en.pdf  (s. 204)

Jakie uwagi nasuwa powyższa tabela?

1. W 17 krajach Unii Europejskiej, a także w Norwegii, Islandii i Szwajcarii, wierzący w Boga stanowią mniejszość.

2. W krajach postkomunistycznych sytuacja jest bardzo zróżnicowana. Czechy i Estonia należą do najbardziej ateistycznych krajów Europy (dodam, że także świata!), a Rumunia do najmniej ateistycznych. Nie tak dawno w jednym z artykułów przedstawiłem szerzej wyniki sondażu dotyczącego religijności we wszystkich krajach postkomunistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Przedstawiłem tam również podane przez badaczy wyjaśnienie, dlaczego Czesi są wyjątkowo niereligijnym narodem (link na końcu).

3. W krajach Europy Zachodniej Bóg został usunięty z ludzkich sumień/przekonań (i bardzo dobrze!!) w największej mierze w krajach skandynawskich oraz we Francji i Holandii. Dokonało się to w drodze przemian cywilizacyjnych, a nie politycznych nacisków. Propaganda katolicka głosi, że ateizm jest skutkiem rządów komunistycznych lub wpływu komunizmu. Jest to teza ewidentnie fałszywa. W krajach skandynawskich i Holandii ruch komunistyczny nigdy nie był wpływowy, a we Francji ateizm jest przede wszystkim rezultatem oświeceniowego racjonalizmu, upowszechniającego się od XVIII w. Zresztą we wszystkich krajach europejskich, także w Polsce, ateizm kształtował się przede wszystkim pod wpływem przemian światopoglądowych będących spuścizną epoki Oświecenia. W Polsce międzywojennej ateizm nie był rzadkością w środowiskach inteligencji, o czym się dziś często zapomina.

4. Wiara w Boga trzyma się najmocniej w krajach europejskiego południa (Włochy, Grecja, Cypr, Malta, Portugalia, w mniejszym stopniu Hiszpania) oraz w kilku innych, przede wszystkim w Irlandii, Rumunii i Polsce. W Hiszpanii zwraca uwagę duży procent ateistów (20%). 

5. Trzeba podkreślić, że laicyzacja zachodzi również w krajach o wysokim odsetku wierzących w Boga – powszechne stają się tam przekonania świeckie, sprzeczne z stanowiskiem kościołów chrześcijańskich. Istotnym wskaźnikiem laicyzacji jest uznanie prawa do zawierania małżeństw homoseksualnych. Można je zgodnie z prawem zawrzeć także w Hiszpanii, Portugalii, Irlandii i na Malcie. Prawo to jest akceptowane – jak wskazuje wiele sondaży – przez większość obywateli w tych krajach. W Polsce akceptacja prawa do zawierania małżeństw homoseksualnych jest wyższa niż się na ogół przypuszcza – wynosi ok. 30%. Perspektywa legalizacji budzi jednak niezmiernie silny sprzeciw władz kościelnych i działaczy katolickich, oddziałując także na opinię publiczną. W wymienionych wcześniej krajach sprzeciw Kościoła nie był skuteczny. Warto dodać, że niektóre liberalne kościoły protestanckie uznały małżeństwa homoseksualne (np. luterańskie kościoły w Norwegii i Szwecji).

Komentarz ogólniejszy:

Wolność od religii WP_20170825_015

Europa nie jest dziś chrześcijańska, ma wprawdzie za sobą chrześcijańską przeszłość, ale dziś podstawą tożsamości europejskiej są prawa człowieka, nauka i świecka kultura. Są to trzy kluczowe osiągnięcia cywilizacyjne Europy, którym zawdzięcza ona swoją obecną wielkość i atrakcyjność. Prezentowana wyżej tabela pokazuje, że nawet wiara w Boga bardzo stopniała i dziś w większości krajów Europy Zachodniej wierzący w Boga stanowią mniejszość.

Wbrew temu, co się czasami słyszy, odchodząc od chrześcijaństwa Europa nie stanie się muzułmańska. Problemy związane z integracją muzułmanów i terroryzmem islamistycznym są poważne, ale nie mają tej rangi, by zagrozić rozwojowi Europy.

Demokratyczne kraje zachodnie, w których mieszkańcy masowo przestają wierzyć w Boga, mają się lepiej, niż wiele krajów religijnych, tonących w biedzie i chaosie. Nie jest prawdą, że utrata wiary w Boga grozi czymś złym, upadkiem, bezładem. Nie jest też prawdą, że w przeszłości religia zapewniała społeczeństwom spokój i pomyślność. Wystarczy zapoznać się z historią Europy, by zobaczyć, że tak nie było. – Alvert Jann

Od autora (Dopisane w lipcu 2018): W maju 2018 r. opublikowane zostały wyniki najnowszego sondażu przeprowadzonego w 15 krajach Europy Zachodniej (bardzo ciekawe !!) : „Nowy sondaż o religijności w Europie Zachodniej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/nowy-sondaz-o-religijnosci/

Dorzucę jeszcze wniosek, jaki formułują Ronald Inglehart i Pippa Norris na podstawie  badań pod nazwą World Values Survey, tj. Światowy Sondaż Wartości, prowadzonych od 1981 r., a także innych wcześniejszych badań: „Niemal we wszystkich rozwiniętych przemysłowo państwach w ciągu ostatnich piećdziesięciu lat ogół społeczeństwa zmieniał orientację na coraz bardziej świecką”. Dodam, że Ronald Inglehart jest długoletnim kierownikiem Światowego Sondażu Wartości. Przytoczony wniosek pochodzi z książki opublikowanej w 2005 r. ( wydanie polskie: Sacrum i profanum. Religia i polityka na świecie, Wydawnictwo Nomos 2006, s. 30). Późniejsze sondaże potwierdzają ten wniosek. 

Przypomnę jeszcze główny wniosek z badań Pew Research Center, dotyczących USA, które referowałem w poprzednim artykule. Autorzy stwierdzają: Amerykanie stają się mniej religijni, w szczególności „procent tych, którzy mówią, że wierzą w Boga, modlą się codziennie i regularnie chodzą do kościoła albo korzystają z innych rodzajów religijnej posługi, spada powoli w ostatnich latach”. Alvert Jann

………………………………………………………..

Inne artykuły, w których przedstawiam wyniki międzynarodowych sondaży dotyczących religijności:

– Wyniki sondażu przeprowadzonego w 15 krajach Europy Zachodniej : „Nowy sondaż o religijności w Europie Zachodniej” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/nowy-sondaz-o-religijnosci/

– Artykuł dotyczący religijności w postkomunistycznych krajach Europy Środkowo-Wschodniej: „Ilu jest ateistów w Europie Środkowo-Wschodniej?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ateisci-niereligijni-bezwyznaniowi-ilu-ich /

– Artykuł dotyczący religijności w USA: „O religii w USA krytycznie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/o-religii-usa-krytycznie/

………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajdują się w tej chwili 52 artykuły, m.in.:

Co zamiast religii?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/co-zamiast-religii/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

……………………………………………………………………………

Stulecie objawień fatimskich już za chwilę!!

800px-Jacinta_marto_lucia_santos13 maja 2017 r. mija sto lat od pierwszego objawienia w portugalskiej Fatimie. W Kościele odbędą się z tej okazji liczne uroczystości. Czy katolicy wiedzą, że każe im się czcić halucynacje, jakich miała doznać trójka dzieci w wieku 7-10 lat, spisane ponad 20 lat później? Warto, żeby wiedzieli, bo władze Kościoła robią z nich – trzeba to powiedzieć jasno – durniów. Zresztą nie tylko władze Kościoła. Także posłowie PiS sądzą najwyraźniej, że ciemny lud wszystko kupi.

PiS 7 kwietnie 2017 r. uczcił w Sejmie, przy sprzeciwie klubów PO i Nowoczesnej, rocznicę objawień fatimskich uchwałą, podkreślającą ich rzekomą doniosłość (tekst uchwały zamieszczam na końcu). Poseł Jacek Żalek, uzasadniając w telewizji TVN słuszność sejmowej uchwały, powołał się na autorytet nauki. Twierdził, że są opracowania naukowe potwierdzające realność objawień. Ale posłowie nigdzie tych opracowań nie zamieścili, ani nawet nie wymienili, a powinni.

Żalek powiedział też: „Nauka mówi, że są zjawiska niewytłumaczalne”, czyli nadprzyrodzone, np. objawienia. Poprawmy wypowiedź posła. Nauka nie mówi, że są zjawiska niewytłumaczalne. Mówi tylko, że są zjawiska, których przy dzisiejszym stanie wiedzy nie można wyjaśnić (np. głębsze przyczyny niektórych chorób). Tego, że są zjawiska niewytłumaczalne, nauka powiedzieć nie może, bo niby na jakiej podstawie. Na podstawie przekonań osób religijnych? Trzeba powiedzieć wyraźnie: jeżeli nauka czegoś nie wyjaśnia, to nie znaczy, że wyjaśnienia religijne są trafne i że mamy do czynienia z cudem.

Czym są objawienia?

Nauka wyjaśnia, czym są objawienia. Oto co mówi neurologia i psychiatria:

„>Na schizofrenię cierpi 1 proc. społeczeństwa. Ponad trzy czwarte z tych osób doświadcza w pewnym okresie choroby halucynacji słuchowych czy wzrokowych< – mówi w rozmowie z PAP psycholog dr Łukasz Gawęda z II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu SWPS. (…)

Badacz podkreśla, że chorzy pochodzenie głosów mogą różnie wyjaśniać. >Niektórzy sądzą, że mówi do nich mafia z Moskwy. Innym wydaje się, że mówi do nich sąsiad przez ścianę. Niektórzy uważają, że ktoś przesyła im myśli przez nadajnik radiowy. A czasem ludzie są pewni, że słyszą głos Boga lub szatana. Mechanizm słyszenia halucynacji jest podobny, ale różne są przekonania co do pochodzenia tych głosów. Najprawdopodobniej znaczenie ma tutaj historia życia pacjentów, ich doświadczenia, związki z innymi i przekonania na temat ludzi i siebie w ogóle< (…).

>Wiemy, że jak kora słuchowa jest pobudzona, zaczyna produkować doświadczenia słuchowe. Czasem – na razie nie wiemy dlaczego – ta część mózgu pobudza się spontanicznie. Oznacza to, że bez odpowiednich dźwięków, słów z otoczenia możemy słyszeć głosy< – mówi rozmówca PAP i zapewnia, że zdrowa osoba zaczęłaby słyszeć głosy lub dźwięki, gdyby wszczepiło się jej odpowiednią elektrodę do kory słuchowej. Pobudzenie pierwszorzędowej kory słuchowej sprawiłoby, że osoba ta słyszałaby trzaski i szumy, a przy pobudzeniu drugorzędowej kory słuchowej – bardziej złożone wrażenia słuchowe, np. głosy”. (Fragmenty artykułu: Osoby ze schizofrenią swój głos w głowie uznają za obcy. „Nauka w Polsce”, Servis PAP, 22.07.2015 – link na końcu).

Objawienia to właśnie halucynacje, omamy, których doświadczają osoby cierpiące na schizofrenię lub na inne, łagodniejsze zaburzenia psychiczne. Zanim powiem o objawieniach w Fatimie, krótko o dwóch przypadkach objawień, głośnych w Polsce.

Objawienia św. Faustyny Kowalskiej i Rozalii Celakówny

W Polsce ostatnio kultywuje się objawienia, jakich miały doznać św. Faustyna Kowalska (1905-1938) i Rozalia Celakówna (1901-1944). Przeczytajcie, co pisały, a zrozumiecie, że cierpiały na poważne zaburzenia psychiczne.

W „Dzienniczku” św. Faustyny co i rusz mamy spotkania i rozmowy z Jezusem i Matką Boską. Np. podczas nowicjatu w zakonie doświadczyła następującej wizji (1925 r.):

„Po chwili jasno się zrobiło w mojej celi i ujrzałam na firance Oblicze Pana Jezusa bolesne bardzo. Żywe rany na całym Obliczu i duże łzy spadały na kapę mojego łóżka. Nie wiedząc, co to wszystko ma znaczyć, zapytałam Jezusa: Jezu, kto Ci wyrządził taka boleść? – A Jezus odpowiedział, że ty mi wyrządzisz taką boleść, jeżeli wystąpisz z tego zakonu. Tu cię wezwałem, a nie gdzie indziej i przygotowałem wiele łask dla ciebie (Dz 19)”.

Inne objawienie: ” W jednej chwili duch mój został porwany jakoby w zaświaty, ujrzałam Jasność nieprzystępną, a w niej jakoby trzy źródła jasności, której pojąć nie mogłam. A z tej Jasności wychodziły słowa w postaci gromu i okrążyły niebo i ziemie. Nic nie rozumiejąc z tego zasmuciłam się bardzo. Wtem z morza jasności wyszedł nasz ukochany Zbawiciel w piękności niepojętej, z Ranami jaśniejącymi. A z onej jasności było słychać głos taki: Jakim jest Bóg w Istocie swojej, nikt nie zgłębi, ani umysł anielski, ani ludzki. Jezus mi powiedział: Poznawaj Boga przez rozważanie przymiotów Jego. Po chwili Jezus zakreślił ręka znak krzyża i znikł (Dz 30)”.

Rozalia ZdjęciePodobnie wyglądały wizje Rozalii Celakówny z lat 1930. (beatyfikacja wizjonerki jest w toku):

„Zbliżył się do mnie Pan Jezus, ujął mnie za ramię i wyszedł z tej sali na korytarz ze mną. Był ubrany w suknię białą i płaszcz bordo. Nie mogę określić z czego względnie jaki był materiał. W boku Jezusowym była Rana. O z jakąż miłością i słodyczą przemówił do mnie, do tak ogromnie nędznej duszy (…): >Moje drogie dziecko popatrz, jak straszną boleść zadają mi grzechy nieczyste<„.

„Pytam z bojaźnią tej osoby (Jezusa), czy Polska się ostoi? Odpowiada mi, że Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeżeli się podporządkuje pod prawo Boże, pod prawo Jego miłości; inaczej, moje dziecko, nie ostoi się”. 

To własnie objawienia Rozalii Celakówny z 1937 r. stały się podstawą intronizacji Chrystusa w czasie kościelnej uroczystości 19 listopada 2016 r. w sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach.

Kościół nie zaprzecza, że schizofreniczne wizje religijne, urojenia i halucynacje mają rzeczywiście miejsce. Władze kościelne upierają się jednak, że są także objawienia prawdziwe, nadprzyrodzone. Twierdzą też oficjalnie, że są prawdziwe opętania przez szatana, rzucanie uroku (czyli czary), doświadczanie Ducha Świętego w postaci „mówienia językami” (jest to wydawanie niezrozumiałych dźwięków pod wpływem religijnego pobudzenia – piękne słowo bełkot jest tu najodpowiedniejsze, a praktykuje się to w kościelnych grupach Odnowy w Duchu Świętym).

Objawienia fatimskie

13 maja 1917 r. w Fatimie, małej miejscowości w Portugalii, objawienia Matki Boskiej miała doświadczyć trójka dzieci w wieku 7-10 lat. Dzieci twierdziły, że za wsią na łąkach, gdzie pasały owce, widziały na drzewie wspaniałą postać w bieli i rozmawiały z nią. Postać ta kazała im przychodzić na łąkę co miesiąc, do października. Okazało się, że to Matka Boska. Rzecz stawała się głośna, co można zrozumieć, mając w pamięci rozgłos, jaki od czasu do czasu zyskują wieści o objawieniach Matki Boskiej współcześnie w Polsce, np. gdzieś w oknie czy na działkach.

Pozytywne zainteresowanie, z jakim spotkała się ta opowieść (podaż trafiła na popyt), musiało stanowić dla dzieci olbrzymią zachętę do kontynuowania cudownych spektakli. Przez kolejne sześć miesięcy, każdego trzynastego, z dziećmi na łąkę przychodziło coraz więcej ludzi, w końcu tłumy. Nie chcę być złośliwy, ale w tej sytuacji dzieci miały silną motywację, by mówić, że Matkę Boską widzą i słyszą, nawet gdy żadnego objawienia nie widziały.

Spisane relacje o objawieniach pochodzą od Łucji dos Santos (dwoje młodszych dzieci zmarło dwa/trzy lata później, podczas epidemii grypy hiszpanki). Łucja była najstarsza i odgrywała główną rolę w objawieniach. Rzecz w tym, że notatki Łucja zaczęła robi dopiero po 1925 r., kiedy wstąpiła do zakonu. Właściwy tekst objawień pochodzi z 1941-1944 r., spisany został po ponad dwudziestu latach od objawień. Mamy sytuację, kiedy to dorosła już osoba mówi szczegółowo o tym, co widziała i słyszała jako dziesięcioletnie dziecko.

Na coś bardzo ważnego trzeba zwrócić uwagę. W relacjach Łucji, obok dziecięcych jakby bajkowych opowieści, mamy także wizje piekła i kataklizmów, charakterystyczne dla wielu cierpiących na schizofrenię.

Oto pierwsze objawienie w relacji Łucji dos Santos, która w momencie wydarzenia miała 10 lat, a relację spisywała jako osoba dorosła:

13 maja 1917 r. bawiliśmy się z Hiacyntą i Franciszkiem na szczycie zbocza Cova da Iria. Budowaliśmy murek dookoła gęstych krzewów, kiedy nagle ujrzeliśmy jakby błyskawicę.
– „Lepiej pójdźmy do domu – powiedziałam do moich krewnych. – Zaczyna się błyskać, może przyjść burza”.
– „Dobrze!” – odpowiedzieli.
Zaczęliśmy schodzić ze zbocza, poganiając owce w stronę drogi. Kiedy doszliśmy mniej więcej do połowy zbocza, blisko dużego dębu, zobaczyliśmy znowu błyskawicę, a po zrobieniu kilku kroków dalej, ujrzeliśmy na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą jak słońce. Jaśniała światłem jeszcze jaśniejszym niż promienie słoneczne, które świecą przez kryształowe naczynie z wodą. Zaskoczeni tym widzeniem zatrzymaliśmy się.
Byliśmy tak blisko, że znajdowaliśmy się w obrębie światła, które Ją otaczało, lub którym Ona promieniała, mniej więcej w odległości półtora metra.

Potem Nasza Droga Pani powiedziała:
– „Nie bójcie się! Nic złego wam nie zrobię!”
– „Skąd Pani jest?” – zapytałam.
– „Jestem z Nieba!”
– „A czego Pani ode mnie chce?”
– „Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez 6 kolejnych miesięcy, dnia 13 o tej samej godzinie”
(Objawienia fatimskie– link na końcu).

 W kolejnych miesiącach z dziećmi przychodziło coraz więcej ludzi, w końcu kilkutysięczny tłum.

Co naprawdę wydarzyło się w Fatimie?

Dzieci nie musiały zmyślić wszystkiego od podstaw. Neurologii znane są dokładnie różnego rodzaju zaburzenia percepcji. Nie są to zjawiska częste, ale zdarzają się. Jak już była o tym mowa, człowiek może widzieć rzeczy, których nie ma. Słyszeć rozmowy, których nie odbył w rzeczywistości. Są też osoby bardzo podatne na sugestię i wpływ ze strony innych osób (ludzie różnią się zdolnościami sugerowania i podatnością na sugestię).

Oto kilka informacji z zakresu neurologii:

Gdy ludzie doznają uszkodzenia nakrywki – części mózgu powyżej tworu siatkowatego – mają bajecznie kolorowe skomplikowane halucynacje dotyczące scen z życia codziennego. Jeden z pacjentów obserwował rozgrywające się na jego dłoni przedstawienie cyrkowe z klownami, linoskoczkami, żonglerami. W podręcznikach neurologii można znaleźć opis mężczyzny, który widywał ducha przypominającego jego własną twarz. (…) W lewym płacie czołowym kory mózgowej znajduje się obszar odpowiadający za sprawdzanie, co jest rzeczywiste, a co wymyślone. Uszkodzenie go może pogorszyć zdolność mózgu do odróżniania bodźców z zewnątrz od generowanych wewnętrznie” (Olga Woźniak, Skąd się biorą halucynacje? Magazyn „Focus”- link na końcu).

Halucynacje mające za przedmiot Chrystusa, Matkę Boską, piekło, szatana itp. nie należą do rzadkości. Wśród tych, które stają się głośne, Kościół dokonuje selekcji. Niektóre uznaje za autentyczne i otacza oficjalnie kultem. Nazwano je objawieniami prywatnymi, tzn. doświadczanymi indywidualnie przez wybrańców Boga, w odróżnieniu od objawienia publicznego, bożego, jakie stanowią według Kościoła czyny i słowo samego Boga. Objawienia św. Faustyny, Rozalii Celakówny, dzieci z Fatimy i sporo innych, zostały oficjalnie uznane przez Kościół. Są to według Kościoła oczywiście objawienia prywatne, bo publiczne przynależą tylko Bogu.

Objawienia należą do patologicznych przeżyć religijnych. Oprócz osób ewidentnie cierpiących na schizofrenię, inną najliczniejszą chyba kategorię stanowią dzieci. Np. w Polsce rozwija się kult objawień w Gietrzwałdzie, gdzie w 1877 r. dwóm dziewczynkom w wieku 12 i 13 lat Matka Boska miała objawić się na klonie przy kościele.

U dzieci objawienia są zwykle nie tyle skutkiem schizofrenii, lecz efektem lżejszych zaburzeń psychicznych, w szczególności skutkiem podatności na halucynacje/omamy oraz trudnością w odróżnianiu rzeczywistości od fikcji i własnych wyobrażeń. W pewnych wypadkach objawia się to silną skłonnością do konfabulacji (konfabulacja to bezwiedne kłamstwo, opowiadanie o zdarzeniach, które nie miały miejsca, przy czym osoba ta jest przekonana, że mówi prawdę, lub bardzo szybko utwierdza się w tym; wynika to z braku dostatecznej kontroli nad własną wyobraźnią, oraz z zaburzeń w odróżnianiu zdarzeń rzeczywistych od fikcji).

U dzieci mamy też często silną podatność na sugestię ze strony innych osób. Stąd objawienia mają często charakter grupowy. Dziecko o silniejszych zdolnościach oddziaływania i manipulacji sugeruje skutecznie swoje wizje innym (zwykle nie wchodzi w grę większa grupa, a najwyżej kilkoro zżytych ze sobą dzieciaków). W przypadku Fatimy, z trójki dzieci Łucja była najstarsza i najbardziej wpływowa; mogła sugestywnie wpływać na dwójkę młodszych.

U dzieci skłonność do halucynacji, konfabulacji, ulegania sugestii i autosugestii, nie musi wiązać się z poważniejszymi zaburzeniami psychicznymi. Jest raczej skutkiem niestabilności układu psychicznego. Na ogół dzieci z tego „wyrastają”, ale czasami jest to zapowiedź trwalszych zaburzeń i wywiera poważny wpływ na późniejsze życie (np. Łucja z Fatimy utwierdziła się w wierze w objawienia i wstąpiła do zakonu).

W przypadku objawień fatimskich mamy wyraźnie do czynienia z dziecięcymi halucynacjami, konfabulacjami i kłamstewkami, które spotkały się z bardzo pozytywną reakcją otoczenia.

W przypadku Łucji dos Santos pojawia się jednak poważne pytanie o jej rzeczywisty stan psychiczny. Niektóre fragmenty spisanych przez nią relacji, w szczególności wizja piekła, są typowymi objawami ostrych zaburzeń schizofrenicznych i występują w analogicznej postaci u wielu osób cierpiących ewidentnie na te zaburzenia, w tym także u św. Faustyny i Rozalii Celakowny. Ludzie zdrowi psychicznie nie doświadczają wizji piekła.

Oto wizja piekła w relacji Łucji dos Santos:

Matka Boska „rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich miesiącach. Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zanurzeni byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. (Na ten widok musiałam krzyczeć «aj», bo ludzie to podobno słyszeli.) Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle”.

Jeśli wizja piekła jest rzeczywiście opisem doznań, jakich Łucja doświadczyła w wieku dziesięciu lat, wskazywałoby to, że już wówczas miała typowe epizody schizofreniczne.

Ale wizji tej mogła Łucja doświadczyć dużo później, w czasie pobytu w zakonie – i włączyć nieświadomie lub świadomie do objawień z dzieciństwa. Wskazywałoby to na problemy z odróżnianiem zdarzeń z dzieciństwa od zdarzeń znacznie późniejszych (jest to zaburzenie znane neurologii), albo na nierzetelność.

Łucja mogła też w ogóle wizji piekła nie doświadczyć, będąc święcie przekonana, że wizję taką miała (piekło jest częstym tematem objawień i siostra Łucja z pewnością opisy piekła znała). Byłaby to wtedy nieświadoma konfabulacja lub urojenie wpisane to tekstu objawień.

W końcu siostra Łucja mogła, naruszając zasadę rzetelności, wpisać wizję piekła do swoich relacji, by je wzmocnić lub uatrakcyjnić (osoby głęboko religijne potrafią ostro kłamać i manipulować otoczeniem w imię – w ich mniemaniu – wyższego celu).

Nie można dziś rozstrzygnąć, która z tych wersji jest prawdziwa.

Nie budzi zaufania, że siostra Łucja po wielu latach relacjonuje słowo w słowo dość długie rozmowy, jakie prowadziła z Matką Boską podczas objawień. Trudno oprzeć się podejrzeniu, że Łucja nie mogłaby tak dokładnie rozmów pamiętać. Dialogi brzmią na ogół dziecinnie, co przemawia na ich rzecz, ale z kolei niektóre wizje, jak ta dotycząca Rosji, nie odpowiadają pod względem sposobu wyrażania i myślenia umysłowości dziesięcioletniego dziecka.

Siostra Łucja tłumaczy: „Wiele ludzi było zdumionych pamięcią, którą Bóg mi raczył dać. Dzięki nieskończonej dobroci Bożej jest to pod każdym względem naprawdę wielki dar”. I rzeczywiście, tylko bezkrytyczna wiara religijna może skłaniać do uznania jej relacji za wiarygodne.

Podsumujmy: Objawienia w Fatimie to przypadek dziecięcych halucynacji, konfabulacji i kłamstewek, zdobywających coraz większy rozgłos i urosłych do rozmiarów kultu religijnego uznanego urzędowo przez Kościół. To historia o tym, jak trójka dzieci w wieku 7-10 lat, doświadczających zaburzeń psychicznych urozmaiconych domieszką kłamstw, dostarczyła iskry, z której wybuchł płomień. W przypadku Łucji dos Santos wiele wskazuje na zaburzenia schizofreniczne.

Są jeszcze inne fakty dyskwalifikujące kościelną teorię, że w Fatimie dokonał się cud objawienia.

Fatimski „cud słońca”

W pisowskiej uchwale sejmowej mówi się o „spektakularnym cudzie słońca”, który miał zdarzyć się w Fatimie. W czym rzecz?

Latem 1917 r. w kolejnych miesiącach, jak już pisałem, na łące wraz z trojgiem dzieci gromadziło się coraz więcej ludzi. Odmawiano różaniec, następnie dzieci miały widzieć błysk i na dębie skalnym miała objawiać się im Matka Boska. Łucja dokładnie relacjonuje dość długie rozmowy, jakie z nią prowadziła. Jak wynika z relacji, zebrani ani błysku ani Matki Boskiej nie widzieli i nie słyszeli. Zbiorowa ekscytacja musiała być jednak duża, co warto podkreślić.

Oto Łucja relacjonuje: 13 września 1917. Kiedy zbliżyła się godzina, przeciskałam się z Hiacyntą i Franciszkiem przez tłum ludzi, który nam ledwo pozwalał przejść. Ulice były pełne ludzi. Wszyscy chcieli nas widzieć i rozmawiać z nami. Tam się jeden drugiego nie bał. Wiele osób, nawet zacne panie i panowie przeciskali się przez tłum, który nas otaczał. Padali na kolana przed nami, prosząc, byśmy Matce Bożej przedstawili ich prośby”.

Łucja ogłosiła, że w czasie ostatniego objawienia (tj. 13 października 1917 r.) będzie miał miejsce szczególny cud. Matka Boska miała jej powiedzieć, że „W październiku przybędzie również Nasz Pan (Jezus), Matka Boża Bolesna i z Góry Karmelu, św. Józef z Dzieciątkiem Jezus, żeby pobłogosławić świat (…) uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli”.

sun-451441_960_720Zebrało się kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Jak zwykle nikt żadnego objawienia nie widział, ale w pewnym momencie Łucja zawołała, by spojrzeć na Słońce. Z opisów tego wydarzenia wynika, że wielu zebranych widziało przez kilka minut niezwykłe drgania Słońca, ale wielu nic takiego nie dostrzegło. I to właśnie miał być ten „cud Słońca”, o którym mówią w uchwale posłowie PiS.

Chciałoby się powiedzieć, że jak na wielki cud, wydarzenie było mało efektowne. Poza fatimską łąką nigdzie nie dostrzeżono jakichś szczególnych perturbacji słonecznych w tym czasie, a i na łące dalece nie wszyscy widzieli. Żadne też obserwacje astronomiczne niczego szczególnego nie zanotowały.

Zebrani nie widzieli Matki Boskiej, św. Józefa i Chrystusa. Za to, według relacji Łucji, trójka dzieci widziała wszystko, o czym powiedziała Łucji Matka Boska. Łucja mówi: „zobaczyliśmy po stronie słońca św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Naszą Dobrą Panią ubraną w bieli, w płaszczu niebieskim. Zdawało się, że św. Józef z Dzieciątkiem błogosławi świat ruchami ręki na kształt krzyża. Krótko potem ta wizja znikła i zobaczyliśmy Pana Jezusa z Matką Najświętszą. Miałam wrażenie, że jest to Matka Boska Bolesna”.

Czy autorzy pisowskiej uchwały rzeczywiście w fatimskie objawienia i cud słońca wierzą, czy łżą, próbując żerować na ludzkiej naiwności? Jaki mają cel, podejmując uchwałę o uczczeniu objawień fatimskich? Możemy się tylko domyślać.

„Tajemnice fatimskie”, czyli proroctwa

W Fatimie, jak głosi oficjalna kościelna wersja wydarzeń, Matka Boska miała dzieciom przekazać trzy tajemnice, czyli trzy proroctwa. Spisała je siostra Łucja. Mówienie o tajemniczych proroctwach do dziś sprzyja podtrzymywaniu atmosfery ekscytacji wokół objawień fatimskich.

Tekst „tajemnic fatimskich” zamieszczam poniżej na końcu. To w nich, jak głosi pisowska uchwała sejmowa, Matka Boża miała w 1917 r. objawić „największe wydarzenia XX w.”

Przeczytajcie, warto wiedzieć, czym są te tajemnice. Zauważycie, że tajemnice fatimskie mają postać obłędnych, chorobliwych wizji. Jeżeli posłowie głosujący za uchwałą uważają, że rzeczywiście „w swoim orędziu (tj. w tajemnicach fatimskich) Matka Boża objawiła największe wydarzenia XX w.”, to albo nie czytali objawień fatimskich (czego nie można wykluczyć), albo sądzą, że ciemny lud wszystko kupi, albo są niespełna rozumu. Wydaje się, że w sejmowym klubie PiS wszystkie te opcje mają swoich reprezentantów.

W chwili rzekomych objawień w 1917 r. Łucja dos Santos miała 10 lat, a objawienia spisała dopiero w 1944 r. Tajemnice, jak przystało na proroctwa i wróżby, są niejasne i mają ewidentnie postać schizofrenicznych, religijnych przywidzeń.

Co zawierają?

Jest tam na początku wizja piekła, typowo schizofreniczna, mówiłem już o niej. Następnie mamy niejasne, obłędne wizje, w których ogólnikowo mówi się o możliwości następnej wojny i zagrożeniu ze strony Rosji. Nie sposób uznać, że to – jak głosi pisowska uchwała – prorocza zapowiedź największych wydarzeń XX w.

Są tam też strofy wyrażające uwielbienie Niepokalanego Serca Maryi.

Charakter tych relacji, styl, sposób wyrażania i myślenia nie pozwalają uznać, że relacje chociażby w przybliżeniu odzwierciedlają to, co Łucja jako dziesięcioletnie dziecko mogła opowiadać w 1917 r. Są to wypowiedzi osoby dorosłej, zakonnicy, spisane w 1944 r., kiedy druga wojna światowa była w toku, a Rosja znajdowała się pod rządami Stalina. Jest to rzutowanie teraźniejszości w przeszłość.

Dodajmy jeszcze, że przepowiedni nowych wojen, kataklizmów i zagrożeń ze strony tego lub innego kraju, nigdy nie brakowało i nie brakuje. Wystarczy dziś posłuchać Świadków Jehowy oraz wielu innych przepowiadaczy przyszłości. Chorobliwe, paranoiczne wizje zagrożeń nie muszą mieć charakteru religijnego, często mają charakter wyłącznie polityczny.

Trzecia tajemnica fatimska jest najbardziej tajemnicza. To całkowity odlot w stylu apokalipsy św. Jana (księgi wchodzącej w skład Nowego Testamentu). Siostra Łucja mówi tam – w konwencji obłędu – o jakimś kataklizmie i o zabiciu przez jakichś żołnierzy papieża, biskupów i wielu osób świeckich. Wielu katolików zaczęło tę scenę przedstawiać jako proroczą przepowiednię zamachu terrorystycznego na Jana Pawła II. Powiem zdecydowanie, ci, którzy to głoszą, ujawniają bezgraniczną oszukańczą skłonność do tworzenia kłamliwych mitów religijnych. Analogiczną skłonność ujawniają w polityce ci, którzy stworzyli oszukańczy mit smoleński.

„Tajemnice fatimskie” nie zawierają żadnych proroczych przepowiedni. Niejasne, ogólnikowe wizje, których miała doznać dziesięcioletnia dziewczynka, nie są żadnym objawieniem największych wydarzeń XX w. Ich charakter wskazuje, że autorka doświadczała różnorakich zaburzeń psychicznych, przede wszystkim wizji schizofrenicznych oraz zaburzeń łagodniejszych, objawiających się skłonnością do omamów (halucynacji) i konfabulacji, a także trudnościami z odróżnianiem zdarzeń z dzieciństwa do zdarzeń znacznie późniejszych, oraz zdarzeń realnych od wyobrażeń. Ponadto wiele wskazuje, że już w 1917 r., jak i później, mogła dużo i świadomie zmyślać.

Słowo na zakończenie

Doznawanie objawień to patologiczna, chorobliwa forma religijności. Wbrew temu, co sądzi poseł Żalek, objawienia, opętania przez szatana, wizje religijne, halucynacje, omamy i tym podobne zjawiska – są na gruncie nauki wytłumaczalne. Są to skutki zaburzeń psychicznych. Posłowie PiS mogą oczywiście wierzyć, że Jezus i inne boskie postacie realnie objawiają się niektórym ludziom. Lepiej jednak byłoby, gdyby nie głosili swoich religijnych poglądów w formie uchwał sejmowych. Nawet prymas abp Wojciech Polak powiedział w Polskim Radiu, że „takie akty powinny być w Kościele, a nie w Sejmie” („Sygnały Dnia” 14.04.2017 – link na końcu).

Coś jednak warto dodać. Kultywowanie dziś w Kościele starożytnych, patologicznych form religijności, takich jak objawienia, wręcz urąga godności człowieka jako istoty rozumnej i czyni z Kościoła moralne i cywilizacyjne zadupie.

Dodam na koniec, że jeżeli ktoś osobiście wierzy w objawienia, to – o ile sam nie ma tego typu doznań – nie jest to objaw schizofrenii czy halucynacji. Jest to stosunkowo lekkie zaburzenie racjonalnego sposobu myślenia, zły skutek wychowania i nauki religii w szkole. Można się tego pozbyć, krytycznie spojrzeć na religię i dać sobie spokój z wiarą w te rzeczy, a najlepiej w ogóle dać sobie spokój z Kościołem i religią. – Alvert Jann

………………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 46 artykułów, m.in.:

Chrześcijaństwo obłędu” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/ (o odlotowych wierzeniach i praktykach w chrześcijaństwie)

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ (o tzw. opętaniach przez szatana)

Jeszcze o intronizacji Chrystusa. Kim była mistyczka Rozalia Celakówna?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jeszcze-o-intronizacji-chrystusa-byla-mistyczka-rozalia-celakowna/ (o objawieniach Rozalii Celakówny)

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/ (mało znane lub pomijane fragmenty Biblii)

………………………………………………………………………………….

Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 7 kwietnia 2017 r.

w sprawie uczczenia objawień fatimskich w ich 100. rocznicę

W 2017 r. przypada 100. rocznica objawień fatimskich. W swoim orędziu Matka Boża objawiła największe wydarzenia XX w., a jego przesłanie jest nadal aktualne. W sposób niezwykle dramatyczny, poprzez przekazanie trzyczęściowej tajemnicy oraz spektakularny cud słońca, Matka Boża przypomniała ewangeliczną prawdę, że ludziom do szczęścia tak naprawdę potrzebny jest tylko wszechmocny Bóg, który stworzył nas dla siebie i pragnie podzielić się z nami pełnią szczęścia. Rzadko które wydarzenie religijne odegrało tak ważną rolę w dziejach Kościoła i całego świata, jak objawienia fatimskie. Mają one także istotny wymiar dla naszej Ojczyzny. Z powodu wagi i doniosłości orędzia z 1917 r. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, przekonany o jego szczególnym znaczeniu, pragnie uczcić objawienia fatimskie w ich 100. rocznicę.

(Źródło: http://orka.sejm.gov.pl/opinie8.nsf/nazwa/1372_u/$file/1372_u.pdf )

………………………………………………………………………………..


Trzy części fatimskiej tajemnicy

na podstawie Wspomnień Siostry Łucji

 

1. Pierwsza część fatimskiej tajemnicy – wizja piekła

A więc tajemnica składa się z trzech odmiennych części. Z tych dwie teraz wyjawię. Pierwszą więc była wizja piekła. Pani nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi, widzieliśmy w tym morzu demony i dusze jakby były przezroczystymi czarami lub brunatnymi żarzącymi się węgielkami w ludzkiej postaci. Unosiły się w pożarze, unoszone przez płomienie, które z nich wydobywały się wraz z kłębami dymu. Padały na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, bez wagi, w stanie nieważkości, wśród bolesnego wycia i rozpaczliwego, krzyku. Na ich widok można by ogłupieć i umrzeć ze strachu.
Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt. Lecz i one były przejrzyste i czarne. Ten widok trwał tylko chwilę. Dzięki niech będą Matce Najświętszej, która nas przedtem uspokoiła obietnicą, że nas zabierze do nieba (w pierwszym widzeniu). Bo gdyby tak nie było, sądzę, że bylibyśmy umarli z lęku i przerażenia.
Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem: «Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca św. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec św. będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec św. poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju.

2. Druga część fatimskiej tajemnicy – Niepokalane Serce Maryi

Druga tajemnica odnosi się do nabożeństwa Niepokalanego Serca Maryi. Jak już poprzednio mówiłam, Nasza Pani 13 VI 1917 r. zapewniła mnie, że nigdy mnie nie opuści i że Jej Niepokalane Serce będzie zawsze moją ucieczką i drogą, która mnie będzie prowadziła do Boga.
Mówiąc te słowa, rozłożyła swe ręce i przeszyła nasze serca światłością, która z nich płynęła. Wydaje mi się, że tego dnia to światło miało przede wszystkim utwierdzić w nas poznanie i miłość szczególną do Niepokalanego Serca Maryi, tak jak to było w dwóch innych wypadkach odnośnie do Boga i do tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Od tego dnia odczuliśmy w sercu bardziej płomienną miłość do Niepokalanego Serca Maryi. Hiacynta mówiła mi nieraz: «Ta Pani powiedziała, że jej Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga. Kochasz ją bardzo? Ja kocham Jej Serce bardzo. Ono jest tak dobre!» Kiedy Pani w lipcu powiedziała nam w tajemnicy, jak to już wcześniej opisałam, że Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca, aby zapobiec przyszłej wojnie, i że przyjdzie, aby żądać poświęcenia Rosji jej Niepokalanemu Sercu i Komunii św. wynagradzającej w pierwsze soboty, Hiacynta słysząc to powiedziała do mnie: «Tak mi żal, że nie mogę przyjmować Komunii św. na zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi». Mówiłam też już, że Hiacynta spośród aktów strzelistych, które O. Cruz nam polecił, wybrała następujący: «Słodkie Serce Maryi, bądź moim ratunkiem». Gdy te słowa wypowiadała, dodawała ze swoją zwykłą prostotą: «Lubię tak bardzo Serce Maryi! Jest to przecież Serce naszej Matki Niebieskiej. Czy ty też lubisz powtarzać: «Słodkie Serce Maryi, bądź moim ratunkiem? Ja to tak chętnie czynię. Tak bardzo lubię».
Często zrywała kwiaty polne i śpiewała sobie na melodię, którą spontanicznie sama wymyślała «Słodkie Serce Maryi, bądź moim ratunkiem. Niepokalane Serce Maryi nawróć grzeszników, wybaw dusze z piekła».

 3. Trzecia część fatimskiej tajemnicy

J.M.J.
Trzecia część tajemnicy wyjawionej 13 lipca 1917 w Cova da Iria-Fatima.

Piszę w duchu posłuszeństwa Tobie, mój Boże, który mi to nakazu­jesz poprzez Jego Ekscelencję Czcigodnego Biskupa Leirii i Twoją i moją Najświętszą Matkę.
Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie Naszej Pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta! I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: „coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim” Biskupa odzianego w Biel „mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty”. Wielu innych Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zruj­nowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cier­pieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napo­tykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wiel­kiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugo­dzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga.
Tuy-3-1-1944

Tłumaczenie odtwarza wiernie tekst oryginalny, w tym także niedokładności interpunkcji, co zresztą nie przeszkadza w zrozumieniu tego, co widząca chciała powiedzieć.

Orędzie fatimskie, Kongregacja Nauki Wiary, Citta del Vaticano 2000

(Źródło: http://www.sekretariatfatimski.pl/fatima-objawienia-403/264-trzecia-cz-tajemnicy-fatimskiej )

…………………………………………………………………………………

Linki do tekstów cytowanych:

Osoby ze schizofrenią swój głos w głowie uznają za obcy. „Nauka w Polsce”, Servis PAP, 22.07.2015 – http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,405857,psycholog-osoby-ze-schizofrenia-swoj-glos-w-glowie-uznaja-za-obcy.html

– Olga Woźniak, Skąd się biorą halucynacje? Magazyn „Focus” – http://www.focus.pl/sekrety-nauki/skad-sie-biora-halucynacje-12176

– Rozmowa z prymasem abp Wojciechem Polakiem – http://www.polskieradio.pl/13/53/Artykul/1752551,Sygnaly-Dnia-14-kwietnia-2017-roku-rozmowa-z-prymasem-Polski-Wojciechem-Polakiem

– Wypowiedź posła PiS Jacka Żalka – http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/babilon-o-projekcie-uchwaly-o-fatimie,724721.html

– Objawienia św. Faustyny Kowalskiej – http://www.zaufaj.com/dzienniczek-swietej/529.html?task=view

– Objawienia Rozalii Celakówny: Ewa Wieczorek: „Służebnica Boża Rozalia Celakówna. Życie i misja” – http://www.regnumchristi.com.pl/celakowna.pdf

– Objawienia fatimskie – http://www.sekretariatfatimski.pl/fatima-objawienia-403/397-objawienia-matki-boej-w-fatimie-1917 ; http://www.sekretariatfatimski.pl/fatima-objawienia-403/264-trzecia-cz-tajemnicy-fatimskiej

Zdjęcia pochodzą ze stron:

Zdjęcie Łucji i Hiacinty – https://en.wikipedia.org/wiki/Sister_L%C3%BAcia

Zdjęcie Rozalii Celakówny pochodzi z Oficjalnej Strony Biura Postulacji Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny – http://celakowna.pl/

………………………………………………………………………………………………………..

Afera z doktoratem na Uniwersytecie Kardynała Wyszyńskiego

Na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie odbyła się niedawno publiczna obrona pracy doktorskiej, której treść budzi, jak słychać, poważne zastrzeżenia władz Kościoła. Sprawa dotarła podobno do Watykanu. O co idzie? Praca została pozytywnie oceniona przez recenzentów, obrona przebiegała bardzo dobrze, rada wydziału teologicznego nadała autorce stopień doktora. Wystarczy jednak spojrzeć na tytuł, by zrozumieć niepokój władz kościelnych: „Olewanie jako skuteczna metoda obrony przed religią i Kościołem”.

costume-15816_960_720Nie będę ukrywał, autorka to moja znajoma, niepokorna teolożka Celestyna. Jej wypowiedzi wielokrotnie na naszym portalu przywoływałem.

* * *

Przedstawiam poniżej obszerne fragmenty wniosku o nadanie Celestynie stopnia doktora teologii, przedłożonego przez dziekana wydziału teologicznego UKSW na posiedzeniu rady wydziału. Dziekan krótko scharakteryzował pracę, omówił recenzje i dał jednoznacznie pozytywną ocenę. Oto jego wypowiedź: 

Autorka rozwija na wstępie „nową metodologię nauk teologicznych”. Główny punkt tej koncepcji, to zerwanie z poprawnością polityczną obowiązującą w teologii. W czym rzecz?

Poprawność polityczna nakazuje – pisze autorka – by z szacunkiem odnosić się do mniejszości etnicznych i seksualnych, do kobiet, do wszystkich narodów i kultur, a także, co dla teologii jest najważniejsze, do religii i Kościoła. Idzie o to, by nikt nie czuł się dyskryminowany.

Czy zawsze jest to słuszne? – pyta autorka i odpowiada: Nie zawsze. Czasami trzeba powiedzieć prawdę w oczy, byle tylko była to prawda.

Weźmy religię i Kościół. Dość tego szacunku nie pozwalającego powiedzieć prawdy – pisze autorka pracy. Dziś o religii i Kościele teolog nie może mówić prawdy, mamy zamknięte usta. Teologia jest zakłamana od stóp do głów. To musi się zmienić – czytamy w pracy – musimy mówić prawdę i tylko prawdę.

Kierując się nową metodologią, autorka stawia tezę, że „teolodzy pieprzą głupoty”. Powiedziała to bez ogródek, bez poprawności politycznej, prostym, zrozumiałym językiem.

Recenzenci zgodzili się w pełni z tezami autorki. Szczególnie poruszony był ksiądz profesor TG z zaprzyjaźnionej uczelni. „Trzeba uznać nową metodologię nauk teologicznych – napisał – trzeba mówić prawdę i tylko prawdę. Już Albert Einstein, chociaż nie teolog, powiedział trafnie: >Słowo Bóg jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić<„.

head-306726_960_720Ks. prof. TG stwierdził, że to, co pisał dotychczas, to były same głupoty. „Pieprzyłem głupoty” – powiedział. Na dowód zacytował fragment swojego dzieła o posłannictwie Polski. Przytoczę ten fragment. Jeśli nie będziecie mogli wysłuchać do końca, zatkajcie uszy, albo czytając przeskoczcie do następnego akapitu:

„We wcielonym Synu Bożym Jezusie Chrystusie Bóg Ojciec pomyślał i stworzył świat i Polskę jako Naród, Ojczyznę i Państwo. Zarówno Naród Polski, jak też i pozostali mieszkańcy Polski wraz z całą Ojczyzną i naszym Państwem zostaliśmy pomyślani w wiecznym rozumie Boskim jako prawdziwy, dobry i piękny byt. W tym sensie Polska jako idea jest w myślach Bożych wieczna jak sam Bóg. Święty Tomasz z Akwinu naucza, iż Pan Bóg tak długo myśli o stworzeniu, którego cząstką jest Polska, jak długo jest Bogiem, czyli wiecznie, bo Boski Stwórca nie ma początku ani kresu, lecz jest wieczny. Czas jest przecież też Jego stworzeniem. Dlatego wszystko, co stanowi o Polsce, pochodzi od tego Boga Ojca, który w swoim Synu pomyślał Polskę i w Nim oraz z Nim i Duchem Świętym ją stworzył oraz posłał swojego Syna na świat nie po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat został przez Niego zbawiony.

Polska jest zatem Boża – pochodzi od Boskiego Stwórcy, ponieważ tylko i wyłącznie ON podarował Polsce realne istnienie. Naród Polski, Ojczyzna i Państwo Polskie są z ustanowienia Boskiego. To znaczy, że nasze myślenie o Polsce i wszelkie działanie tylko wtedy będzie mieć najgłębszy fundament, gdy Polska na płaszczyźnie natury i łaski, czyli rozumu, pamięci i wolnej woli duchowej oraz na płaszczyźnie łaski przyjmie bez skrótów tę prawdę o Boskim pochodzeniu Polski. W każdym momencie naszej egzystencji w Narodzie, Ojczyźnie, Państwie, tj. w Sejmie, Senacie, Rządzie i na Urzędzie Prezydenckim kultywujmy tę prawdę oraz każdy akt myślenia i działania opierajmy na Chrystusie”.

Czyż nie napisałem kupy głupot? – pyta ksiądz profesor retorycznie (link do pracy ks. prof. TG podaję na końcu).

(…) 

Przechodząc do  oceny głównej części pracy Celestyny, dziekan powiedział:

Na uwagę zasługuje termin „olewanie”. Został zaczerpnięty ze slangu młodzieżowego. Autorka w swoich badaniach stwierdziła, że tym właśnie słowem młodzież określa coraz częściej swój stosunek do religii i Kościoła. Wielu badanych używało też frazy często spotykanej w potocznej mowie Polaków: „mam to gdzieś”. Padały też słowa wulgarne.

Słownictwo to wskazuje, że młodzież wyzbywa się poprawności politycznej w stosunku do religii i Kościoła. Wielu badanych mówi, że nie wiadomo, która religia jest prawdziwa, więc olewa wszystkie. To repulsja wywołana wieloletnim nauczaniem religii w szkołach. Widać, że religia i Kościół przyjadły się młodzieży do cna, podobnie jak nam, duchownym i teologom, cierpiącym powszechnie na wypalenie zawodowe. Można powiedzieć, że co za dużo, to niezdrowo.

(…)

Autorka udowodniła tezę, że postawa wyrażana słowem „olewam” jest najskuteczniejszą metodą obrony przed religią i Kościołem.

„Człowiek – czytamy w pracy mgr Celestyny – musi nauczyć się ignorować religię i kościoły. Inaczej stałby się marionetką w rękach władz kościelnych i nie mógłby normalnie żyć. Już dzieci potrafią zredukować religijność do znośnego poziomu, a nawet sprowadzić do parteru. To zdrowa reakcja. Umysł ludzki broni się przed zbyt silną akceptacją wierzeń religijnych.

Gorzej mają osobniki, które traktują religię poważnie, przejmują się niepotrzebnie, chodzą często do kościoła, niektórzy należą do grup charyzmatycznych, nawet tak maniakalnych jak Odnowa w Duchu Świętym. Nie używają środków antykoncepcyjnych, co kończy się aborcją.

Najgorzej mają nieszczęśnicy doznający poważnych zaburzeń psychicznych, takich jak nerwica eklezjogenna, spowodowana poczuciem nie dość skrupulatnego spełniania obowiązków i norm religijnych. Często wymaga to leczenia klinicznego”.

(…)

Mgr Celestyna trafnie pisze, że cała teologia opiera się na chytrym, oszukańczym pomyśle, że istnieją istoty z definicji niewykrywalne: bogowie, duchy dobre i złe, dusze nieśmiertelne. Ponieważ są niewykrywalne z założenia, można mówić, że istnieją, chociaż nie ma na to żadnych dowodów. Co sprytniejsi teolodzy mówią, że w istnienie tych istot trzeba wierzyć bez dowodów. Na tym polega – mówią – wiara.

Według nowej metodologii to czystej wody łgarstwo, a mówiąc elegancko – sofistyka, co na jedno wychodzi.

Jak twierdzi autorka, wiara w istnienie aniołów, szatana i Boga, pozbawiona jakichkolwiek dowodów, to głupia wiara. Już lepiej wierzyć w krasnoludki. Nikt nie widział krasnoludków? Nie szkodzi. Są one, jak Bóg i aniołowie, istotami duchowymi, bytami transcendentnymi całkowicie odmiennymi od świata przyrody, przebywają poza czasem i przestrzenią. Ich istnienia nie można udowodnić, ale można wierzyć, że istnieją.

Można też wierzyć – twierdzi autorka – we własnego, prywatnego Boga. W przyszłości każdy, kto będzie chciał, będzie miał swoją prywatną religię i własnego Boga. Nie będzie należeć do żadnego kościoła. Będzie praktykować po swojemu we własnym domu. Nie będzie musiał – jak dziś – słuchać głupot, jakie opowiadają duchowni, pastorzy, katecheci, kaznodzieje.

Są już – twierdzi autorka – oznaki zmian w tym kierunku. Jak wskazują badania socjologiczne, większość Polaków wierzy po swojemu, wierzy w to, w co chce wierzyć, a nie w to, w co im każą wierzyć. Np. blisko połowa nie za bardzo wierzy w istnienie piekła i diabła. „To po kiego czorta łażą do kościoła?” – pyta autorka piękną polszczyzną.

(…)

Zbliżając się ku końcowi dziekan powiedział:

Mgr Celestyna konsekwentnie zrywa z poprawnością polityczną panującą w naszej dziedzinie wiedzy, co zasługuje na olbrzymie uznanie. Ale idzie o coś więcej.

Nowa metodologia wyzwala także nas, teologów i księży, pozwala nam mówić własnym głosem. Nie musimy hołdować poprawności politycznej, możemy w końcu powiedzieć, że Boga nie ma, Jezus nie zmartwychwstał, człowiek nie ma duszy nieśmiertelnej. To dla nas bardzo ważne. Kiedyś jako młodzi, naiwni ludzie zostaliśmy duchownymi. Później nie zdołaliśmy się z tego cholerstwa wyzwolić. Teraz dopada nas depresja, wypalenie zawodowe, alkoholizm. Czasami na starość zapadamy na seksoholizm. To rekompensata za lata wyrzeczeń stracone w służbie katolickiego fantazmatu, fikcji religijnej poczytywanej za rzeczywistość.

Biorąc wszystko pod uwagę, wnoszę o nadanie pani magister Celestynie stopnia naukowego doktora teologii.

Jak czytamy w protokole z posiedzenia rady wydziału, wniosek dziekana przyjęto gromkimi brawami.

Na koniec głos zabrał najstarszy członek rady wydziału i powiedział:

– Przez 60 lat mojej posługi kapłańskiej musiałem kłamać. My, jezuici, napisaliśmy w szkolnym podręczniku religii, że „poczęcie Jezusa nastąpiło poza normalnym, fizjologicznym aktem seksualnym kobiety i mężczyzny”. To wierutne kłamstwo. Teraz, dzięki nowej metodologii nauk teologicznych, zrywającej z poprawnością polityczną, będziemy mogli mówić prawdę i tylko prawdę.

Wystąpienie seniora przyjęto entuzjastycznie.

* * *

Na tym kończę relację z posiedzenia rady wydziału teologicznego UKSW. Wniosek dziekana o nadaniu Celestynie stopnia doktora teologii przyjęto jednomyślnie.

Wydaje się wam to nieprawdopodobne? Nie mieści się wam w głowie? Nie szkodzi. Wystarczy sięgnąć do Pisma Świętego, by zauważyć, że nie takie cuda zdarzały się na świecie.

attractive-15766_960_720 Chciałbym dodać, że doktorat Celestyny jest po części także moją zasługą. Przez długie miesiące każdego wieczoru ćwiczyliśmy trudne pozycje z obfitej bibliografii zgromadzonej przez Celestynę.

Co jeszcze? Mimo dąsów ze strony władz kościelnych, praca Celestyny będzie przedstawiona do nagrody ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jesteśmy dobrej myśli, bo olewanie Kościoła i religii ma przed sobą kolosalną przyszłość. Olewajcie!! – Alvert Jann. 

Warszawa, 1 kwietnia br.

PS. Przy okazji chciałbym polecić artykuł sprzed miesiąca, będący polemiką z politycznymi ideami Jarosława Kaczyńskiego: Co zamiast religii?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/co-zamiast-religii/

Według konserwatywnych polityków i Kościoła, religia katolicka ma być podstawą etyki życia prywatnego i publicznego w Polsce. Dobitnie wyraził to Jarosław Kaczyński na Jasnej Górze w lipcu 2016: „nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół (…) nie ma Polski bez Kościoła, nie ma Polski bez tego fundamentu, który trwa od przeszło tysiąca lat”. – To nieprawda. Najbardziej dynamiczną koncepcją etyczną, prawną i polityczną są we współczesnym świecie prawa człowieka. Politycy nie powinni zapominać, że obowiązują także w Polsce i mają charakter świecki” …

……………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajdują się w tej chwili 43 artykuły, m.in.:

Lekcje religii w szkołach wyższych” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/ (o katolickim szkolnictwie wyższym w Polsce)

Katolicki Uniwersytet Lubelski zajmie się magią” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/katolicki-uniwersytet-lubelski-zajmie-sie-magia/ (artykuł sprzed roku o ciekawej pracy doktorskiej na KUL)

 „Co zamiast religii?”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/co-zamiast-religii/ (krytyka politycznych idei Jarosława Kaczyńskiego)

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej (krytyka encykliki JPII „Wiara i rozum”)

Argumenty przeciw istnieniu Boga” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/argumenty-przeciw-istnieniu-boga-komentarz-podrecznikow-religii/ (tytuł mówi za siebie)

………………………………………………………………………………

Przypisy:

– Link do cytowanego artykułu ks. prof. TG: http://www.naszdziennik.pl/mysl/172953,jak-ocalic-polske-jako-dziedzictwo-jezusa-chrystusa.html

– Cytowany podręcznik religii dla liceum i technikum to: „Drogi świadków Chrystusa w Kościele”, jezuickie Wydawnictwo WAM, s. 69.

– Link do cytowanej wypowiedzi Alberta Einsteina: http://wyborcza.pl/1,75400,12641586,Czy_Albert_Einstein_wierzyl_w_Boga_.html

…………………………………………………………………………………………

Jeszcze o karpiu wigilijnym

fish karp-884694_960_720Minęła wigilia, czas na krótką refleksję: Może być wigilia bez karpia. W mojej polskiej, tradycyjnej, katolickiej rodzinie nigdy nie było na wigilię karpia, ani żadnej ryby. Główną potrawą były pierogi z grzybami oraz kluski z makiem i rodzynkami na słodko. Dzieci te kluski uwielbiały.

Matka mówiła, że karp na wigilię to głupia moda, rozpowszechniona przez spikerów i dziennikarzy radiowych i telewizyjnych, którzy przed świętami nic tylko karp, karp, karp … Matka mówiła, że ten karp to niektórym na mózg padł. I chyba miała rację. – Alvert Jann

Więcej o wigilijnym karpiu: „Religijna ofiara z karpia. Felieton satyryczny na wigilię” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/religijna-ofiara-karpia-felieton-satyryczny-wigilie/

Religijna ofiara z karpia. Felieton satyryczny na wigilię

fish-1553046_960_720Starożytni Izraelici, Grecy i wszelkiej maści barbarzyńcy składali powszechnie zwierzęta w ofierze bogom. Zarzynano zwierzę na ołtarzu, bóg był usatysfakcjonowany.

Zwyczaj składania krwawych ofiar przetrwał w zakamuflowanej postaci do dziś. Kupuje się żywego karpia i tłucze na wigilię. Barbarzyństwo wyłazi z religii jak tylko ma okazję.

Izraelici składali Bogu ofiarę zarzynając uroczyście zwierzęta hodowlane przed specjalnym ołtarzem i spalając je uroczyście. Obrzęd ten nazywano całopaleniem. Według Biblii nakazał go Izraelitom Bóg za pośrednictwem Mojżesza. Biblia mówi o całopaleniu ponad 40 razy. Ofiary te składano przy różnych okazjach. W świątyni jerozolimskiej robiono to codziennie rano i wieczorem, bo tak przykazał Bóg.

Grecy do spraw religii i całopalenia mieli bardziej trzeźwy stosunek. Mięso zwierzęcia zarżniętego w ofierze zjadali, zaś na ołtarzu spalali kości i skórę. Wierzyli święcie, że bogowie nie jedzą mięsa, za to odżywiają się dymem. W ogóle Grecy byli mało dogmatyczni w sprawach religii, w przeciwieństwie do Izraelitów. Wynikało to chyba stąd, że nie mieli poczucia „oblężonej twierdzy”. Zaś Izraelici mieli, obawiali się, że ich niewielkie plemię może stracić tożsamość, roztopić się w ludzkiej masie. Dlatego napisali w swej świętej księdze: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” Grekom taka nieszczęsna zasada nie przyszła do głowy.

Drodzy czytelnicy, „zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł” (Konstytucja RP), wyśmiewajcie się z katolików tłukących karpia na wigilię. Może śmiech obudzi w nich rozum.

Słyszałem, że Prezes sam nie zabija karpi, chociaż nie ma nic przeciw. W sumie nie wygląda to dobrze.

Miejmy jednak nadzieję, że szanowni księża biskupi, którzy często powołują się na wersety Starego Testamentu, nie ustanowią wzorem Izraelitów liturgii tłuczenia karpia na ołtarzu. Wspominam o tym, bo po niedawnym uroczystym proklamowaniu, że „Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”, wszystkiego po biskupach można się spodziewać.

W USA panuje zwyczaj, by w obchodzone tam ważne Święto Dziękczynienia w każdej rodzinie upiec indyka. Od pewnego czasu prezydenci USA z tej okazji ułaskawiają parkę indyków. Symboliczny akt ma pobudzić Amerykanów do zastanowienia się nad sensem barbarzyńskiego w swej istocie zwyczaju.

U nas w sprawie karpia słychać: to tradycja, to tradycja, „u mnie w domu nie może być wigilii bez karpia”. Może być. Nie wszystkie zwyczaje są warte kultywowania.

A może Prymas Kościoła katolickiego w Polsce w przeddzień wigilii uroczyście wypuszczałby chociaż jednego karpia z powrotem do stawu? Nawet jeżeli i tak później karp zostanie zjedzony, to ten symboliczny akt może przyczyni się do zastanowienia nad sensownością zabijania karpi na wigilię. – Alvert Jann

fish karp-884694_960_720

Dodane 25.12.2016: W mojej polskiej, tradycyjnej, katolickiej rodzinie nigdy nie było na wigilię karpia, ani żadnej ryby. Główną potrawą były pierogi z grzybami oraz kluski z makiem i rodzynkami na słodko. Dzieci te kluski uwielbiały.

Matka mówiła, że karp na wigilię to głupia moda, rozpowszechniona przez spikerów i dziennikarzy radiowych i telewizyjnych, którzy przed świętami nic tylko karp, karp, karp … Matka mówiła, że ten karp to niektórym na mózg padł. I chyba miała rację. – Alvert Jann 

……………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” –

https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

carp-1800340_960_720

prymas episkopat.pl-324x235Zdjęcie Prymasa pochodzi z portalu episkopat.pl

Wpisy Obserwatorium

Nic nie znaleziono

Sorry, no posts matched your criteria