Ćwiczenia z ateizmu

Ćwiczenia z ateizmu.Część 38 „O religii w USA krytycznie”

Na podstawie sondaży spróbuję pokazać, jakie są i jak zmieniają się religijne przekonania Amerykanów. Może dziwić, że duży procent dorosłych Amerykanów ma poglądy, delikatnie mówiąc, zaskakujące. Oto około 1/3 chrześcijan w USA uważa, że Biblię należy rozumieć literalnie, dosłownie. Przekonanie to ma poważne konsekwencje. Odrzuca się na tej podstawie ewolucję biologiczną. Twierdzi się, że Ziemia i wszechświat zostały stworzone przez Boga około 6 tys. lat temu (tak ustalili na podstawie Biblii teolodzy w XVI/XVII w.). Biblię traktuje się jako podstawowe źródło wiedzy o świecie i człowieku, stawia wyżej niż wiedzę naukową.

Korzystam tu z sondażu U.S. Religious Landscape Survey (RLS), przeprowadzonego przez ośrodek badawczy Pew Research Center w 2014 r. (link podaję na końcu), a wcześniej w 2007 r., co pozwala śledzić zmiany. Jest to najlepsze źródło informacji o religii w USA (organy państwowe w USA nie są upoważnione do pytania obywateli o religię, można natomiast przeprowadzać sondaże na ten temat). Sondaż RLS zrealizowano na olbrzymiej, liczącej ponad 35 tys. osób, reprezentatywnej próbie mieszkańców USA w wieku lat 18 i więcej. Oznacza to, że wyniki informują z dużą dokładnością o całej badanej zbiorowości. Trzeba jednak wziąć po uwagę, że każdy sondaż zawiera pewien błąd pomiaru, przy małych próbach wynoszący kilka punktów procentowych. Ze względu na ten błąd, do małych różnic nie należy przywiązywać dużej wagi. Ponadto porównując różne sondaże trzeba uwzględnić, że nawet w podobnych sondażach pytania bywają odmiennie formułowane. Wyniki sondaży „mają prawo” różnić się o kilka punktów procentowych.

Na wstępie garść niezbędnych uwag.

W dziedzinie religii w USA dominują trzy grupy kościołów protestanckich, katolicy oraz osoby nie wyznające żadnej religii. Oto dane o ich wyznawcach według Religious Landscape Survey 2014 (dane dotyczą osób w wieku lat 18 i więcej):

.

,

25 % – Protestanccy ewangelikanie (Ewangelical Protestant) – konserwatywni

15 % – Protestanci „głównego nurtu” (Mainline Protestant) – liberalni

6,5 % – Protestanckie kościoły murzyńskie (Black Protestant)

21 % – Katolicy

23 % – Osoby bezwyznaniowe (nie wyznające żadnej religii)

Inne religie mają dużo mniej wyznawców: żydzi 1,9 %; mormoni 1,6 %; muzułmanie 0,9 %; świadkowie Jehowy 0,8 %; buddyści 0,7 %; hinduiści 0,7 %; inni 2,2 % (łącznie wszystkie te małe liczebnie religie stanowią około 6 %). Trzeba jednak podkreślić, że 1 % to nieco ponad 2,4 miliona Amerykanów w wieku lat 18 i więcej.

Scharakteryzuję dokładniej wyznawców różnych religii, pokazując ich przekonania w czterech ważnych dziś kwestiach: w sprawie interpretacji „świętych ksiąg”, ewolucji biologicznej, małżeństw homoseksualnych oraz wiary w Boga.

Pozwoli to ocenić, na ile religie te korespondują z przemianami światopoglądowymi zachodzącymi we współczesnym świecie i w USA, a na ile są – użyjmy potocznego słowa – zakałą współczesnej kultury. Obstawanie przy dosłownym rozumieniu „świętych ksiąg”, kwestionowanie ewolucji biologicznej, sprzeciwianie się legalizacji małżeństw homoseksualnych oraz kultywowanie archaicznego pojęcia Boga osobowego, to wskaźniki/cechy konserwatywnego światopoglądu, który zasługuje na ostrą negatywną ocenę.

Jeszcze jedna uwaga. Różne religie niosą ze sobą odmienne zasoby historycznie ukształtowanych wyobrażeń. Różnice te nie stanowią jednak przeszkody, by dziś oceniać, na ile wyznawcy różnych religii w USA są konfliktowi lub otwarci na przemiany światopoglądowe zachodzące współcześnie. Ich otwartość/zamknięcie dobrze można pokazać na przykładzie stosunku do „świętych ksiąg”, do pochodzenia człowieka, małżeństw homoseksualnych i wiary w Boga.

Interpretacja „świętych ksiąg”

Wszystkie wymienione w tabeli religie mają swoje „święte księgi”. Wierne trzymanie się „prawd” i zasad spisanych w tych księgach jest we współczesnym świecie źródłem poważnych problemów. Prowadzi do konfliktu z wiedzą naukową i prawami człowieka. Żeby złagodzić ten konflikt, kościoły podejmują próby reformy wierzeń, elastycznego ich traktowania, pokrętnego interpretowania, dostosowywania do wymogów współczesności tam, gdzie dawne wierzenia i zasady są najbardziej rażące i grożą utratą wyznawców.

bible kwadrat-1679746_960_720

Wierne trzymanie się treści „świętych ksiąg” i odrzucanie nowych interpretacji, nazwano fundamentalizmem religijnym. Jest to – inaczej mówiąc – trzymanie się tradycyjnych fundamentów/podstaw wyznawanej religii oraz odrzucenie nowych interpretacji, których celem miało być dostosowanie wierzeń i praktyk religijnych do wymogów współczesności. Według konsekwentnych fundamentalistów inne niż dosłowne rozumienie świętych ksiąg jest ich zniekształcaniem, odchodzeniem od prawdziwej wiary. Fundamentaliści chcą – jak mówią – odrzucić wszelkie późniejsze naleciałości. Często głoszą utopijną ideę „powrotu do źródeł” swojej religii.

Najgłośniejszy dziś jest fundamentalizm islamski, ale każda religia ma swój fundamentalizm, tylko nie tak głośny. W USA fundamentalizm protestancki jest ciągle bardzo żywotny, fundamentalistów nie brakuje.

W Kościele katolickim podkreśla się, że Pismo Święte zawiera przenośnie i symbole, dlatego nie może być rozumiane dosłownie. W wielu wypadkach nie wiadomo jednak, co jest a co nie jest przenośnią. Kościół naucza wyraźnie, że nie należy rozumieć jako symboli/przenośni takich biblijnych wyobrażeń jak: diabeł i demony, cuda, grzech pierworodny, objawienie boże, boskie pochodzenie Jezusa, zmartwychwstanie i sąd ostateczny. To mają być realia i należy je rozumieć zasadniczo tak, jak zapisano w Piśmie Świętym.

Przyjrzyjmy się wynikom badań przeprowadzonych w USA w 2014 r.

(Uwaga! jeżeli tabele się „rozpadają”, trzeba zmniejszyć tekst na ekranie np. do 80%).

Jak powinny być interpretowane święte księgi?

Kościoły i wyznania religijne

Jest to słowo boże, powinno być rozumiane dosłownie

To słowo boże, ale nie zawsze powinno być rozumiane dosłownie

Nie jest to słowo boże

Inne / nie wiem

%

%

%

%

Ogółem Amerykanie

31

27

33

10

Kościoły murzyńskie

Ewangelikanie

Świadkowie Jehowy

Muzułmanie

Mormoni

Katolicy

Protestanci liberalni

Prawosławni

Hinduiści

Żydzi

Bezwyznaniowi

Buddyści

59

55

47

42

33

26

24

22

12

11

10

5

23

29

40

31

53

36

35

39

16

24

11

9

9

8

2

12

6

28

28

27

60

55

72

73

9

8

11

15

8

11

12

12

13

10

8

13

Uwaga: Kościoły murzyńskie, ewangelikanie i protestanci liberalni (tj. protestanci „głównego nurtu”) – to wyznania protestanckie skupiające około 46 % Amerykanów w wieku lat 18 i więcej. Nazw protestanci liberalni i protestanci „głównego nurtu” używam zamiennie, gdyż ta druga jest zbyt długa i „rozbija” tabele.

Co w tej tabeli szczególnie zwraca uwagę?

1. Blisko 1/3 Amerykanów uznaje fundamentalistyczne przekonanie, że „święte księgi” (w przypadku chrześcijan Biblia) należy rozumieć dosłownie. Jest to, jak sądzę, zaskakująco dużo i nie świadczy dobrze o Amerykanach. Nie odrobiono tam lekcji, którą należało odrobić.

2. Również 1/3 uznaje, że „święte księgi” nie zawierają słowa bożego. Nie jest więc z Amerykanami tragicznie, zachowana jest równowaga stanowisk.

3. Protestancki fundamentalizm ma najwięcej zwolenników w „białych” protestanckich kościołach ewangelikalnych, a także w kościołach murzyńskich (Murzyni amerykańscy z reguły tworzą odrębne kościoły m.in. dlatego, że w rasistowskich stanach Południa do połowy XX w. w świątyniach obowiązywała segregacja rasowa, np. Murzynom nie wolno było zajmować miejsc siedzących i wyznaczano im odrębne sektory).

Kościoły murzyńskie mają znacznie mniej wyznawców niż ewangelikalne (Murzyni stanowią około 12 % ludności USA). Ponadto są dużo mniej wpływowe. Ewangelikanie to 1/4 ogółu Amerykanów, w zdecydowanej większości biali, wywierają duży wpływ na politykę amerykańską, trzęsą Partią Republikańską. To biali protestanccy ewangelikanie są największą zakałą USA. Są oni ostoją fundamentalizmu religijnego w USA.

Trzeba wziąć pod uwagę, że kościoły/wyznania protestanckie w USA są rozdrobnione i zdecentralizowane. Na pytanie, ile tych kościołów jest, właściwa odpowiedź brzmi: mnóstwo. W grupie kościołów ewangelikalnych dominują baptyści, zielonoświątkowcy i charyzmatycy.

Nazwę ewangelikanie trzeba odróżnić od popularnej w Polsce nazwy ewangelicy, odnoszonej do luteran i kalwinistów. W USA te dwa wyznania należą do protestantyzmu „głównego nurtu”, niegdyś dominującego, dziś już mniej licznego niż ewangelikanie.

4. Znacznie lepiej prezentują się protestanci z liberalnych kościołów „głównego nurtu” i katolicy (są do siebie wręcz bliźniaczo podobni). Fundamentalistów wśród nich nie brakuje, ale jest ich znacznie mniej niż wśród ewangelikanów. Co najciekawsze, po 28 % nie uznaje Biblii za słowo boże. Świadczy to o znacznej trzeźwości umysłu i pozwala lepiej „kontaktować” ze zmianami kulturowymi zachodzącymi współcześnie. Niestety, 24-26% protestantów liberalnych (tzw. protestantów „głównego nurtu”) i katolików obstaje przy dosłownym rozumieniu Biblii. Biblia hamuje przyswajanie nowych poglądów, np. dotyczących ewolucji biologicznej i homoseksualizmu. Jest przysłowiową „kulą u nogi”, ciągnie do tyłu.

5. Najlepiej prezentują się osoby bezwyznaniowe, tzn. nie wyznające żadnej religii (jest to prawie 1/4 Amerykanów). Są to osoby, które na pytanie o wyznawaną religię odpowiedziały, że są ateistami – 3 %; agnostykami – 4 %; albo wskazały odpowiedź „żadna konkretna” (Nothing in particular) – 16 %. Zdecydowana większość osób bezwyznaniowych uważa, że „święte księgi” nie zawierają słowa bożego. Również odpowiedzi na inne pytania wskazują, że są to osoby najbardziej otwarte na przemiany kulturowe zachodzące współcześnie. Jednak spory odsetek osób bezwyznaniowych – ale wyraźna mniejszość – zachowuje niektóre wierzenia religijne. Jak widzimy, 20 % żywi przekonanie, że Biblia zawiera słowo boże.

6. Zwracają uwagę buddyści, którzy – jak wskazują też odpowiedzi na inne pytania – są w USA zdecydowanie otwarci na współczesne przemiany kulturowe. Jest to jednak zbiorowość w USA nieliczna (tylko 0,7 % ogółu Amerykanów), odgrywająca bez porównania mniejszą rolą niż kategoria osób bezwyznaniowych. Badania wskazują, że amerykańscy buddyści nie mają kłopotów z uznaniem zmian kulturowych. Dotyczy to również – chociaż w mniejszym stopniu – hinduistów, którzy w USA są społecznością ludzi wykształconych i zamożnych.

7. Zwraca uwagę liberalizm żydów amerykańskich. Ponad połowa uważa, że Biblia nie jest słowem bożym. Wskazuje to na dużą trzeźwość umysłu. Tylko 11% wierzy, że Biblię należy rozumieć dosłownie. Żydzi są jednak mniej trzeźwi niż osoby bezwyznaniowe, bo wśród bezwyznaniowych 72 % nie uznaje „świętych ksiąg” za słowo boże, zaś wśród żydów 55 %.

Czy człowiek powstał w drodze ewolucji?

Fundamentaliści religijni negują ewolucję. Twierdzą, że Bóg stworzył wszystkie gatunki zwierząt i roślin zasadniczo w obecnej postaci. Również człowiek miał być stworzony przez Boga, nie pojawił się w drodze ewolucji.

monkey-1207338_960_720

Obecnie wiele kościołów i osób religijnych stara się godzić swoją religię z teorią ewolucji. Polega to zwykle na twierdzeniu, że Bóg ingerował w proces ewolucji i doprowadził do powstania człowieka. Tego rodzaju stanowisko zajmuje też oficjalnie Kościół katolicki, chociaż jest ono formułowane z dużą nieufnością wobec teorii ewolucji i jakby półgębkiem.

Fundamentaliści nie uznają tych kompromisowych koncepcji. Odrzucają teorię ewolucji całkowicie. Stoją na stanowisku, że Bóg stworzył człowieka tak jak opisuje to Pismo Święte. Nie mówi ono o jakiejkolwiek ewolucji.

Nauki biologiczne przedstawiają ewolucję i powstanie człowieka jako proces naturalny i nie stwierdzają ingerencji Boga czy sił nadprzyrodzonych.

Oto jak widzą powstanie człowieka wyznawcy różnych religii w USA:

Jak powstał człowiek?

Kościoły i wyznania religijne

Nie powstał w drodze ewolucji, zawsze istniał w obecnej postaci

Powstał w drodze naturalnych procesów ewolucyjnych

Powstał w drodze ewolucji, ale zgodnie z zamiarem Boga

Powstał w drodze ewolucji, ale nie wiem jak

Nie wiem

%

%

%

%

%

Ogółem Amerykanie

34

33

25

4

4

Św. Jehowy

Ewangelikanie

Mormoni

K. murzyńskie

Muzułmanie

Prawosławni

Protest. liberalni

Katolicy

Hinduiści

Żydzi

Bezwyznaniowi

Buddyści

74

57

52

45

41

36

30

29

17

16

15

13

6

11

11

16

25

29

28

31

62

58

63

67

15

25

29

31

25

25

31

31

14

18

14

13

<1

2

2

3

3

5

5

4

3

5

4

6

5

5

7

5

6

5

5

5

3

3

3

3

Z tabeli tej wyłania się podobny obraz jak z poprzedniej.

1. Potwierdza się, że 1/3 Amerykanów uznaje fundamentalistyczne przekonanie, że człowiek nie powstał w drodze ewolucji.

2. Również 1/3 przyjmuje pogląd przeciwny, uznaje, że człowiek powstał w drodze naturalnych procesów ewolucyjnych, bez ingerencji Boga.

3. Negowanie ewolucji jest bardzo popularne wśród ewangelikanów. Są niezmiennie liderami w złej sprawie. Przelicytowali ich tylko świadkowie Jehowy, a tuż za są mormoni, ale te dwa wyznania mają bez porównania mniej wyznawców. „Biali” ewangelikanie są najbardziej wpływową ostoją antyewolucjonizmu . Np. Konwencja Południowych Baptystów (jest to największa organizacja skupiająca ewangelikalne kościoły baptystyczne) w rezolucji z1982 r., obowiązującej do dziś, odrzuca ewolucjonizm, a popiera kreacjonizm i zabiega o jego nauczanie w szkołach państwowych (od lat toczy się o to w USA ciężka batalia polityczna). Według kreacjonizmu człowiek nie powstał w drodze ewolucji, lecz został stworzony przez Boga. W rezolucji baptystów czytamy: „Teoria ewolucji nigdy nie została udowodniona jako naukowy fakt (…) Wyrażamy nasze poparcie dla nauczania naukowego kreacjonizmu w naszych szkołach publicznych” (tj. w szkołach państwowych w USA).

4. Protestanci z kościołów liberalnych (tj. „głównego nurtu”) i katolicy wypadają znacznie lepiej, ale jednak zaskakująco dużo zajmuje fundamentalistyczne stanowisko. W porównaniu z ewangelikanami stosunkowo dobrze prezentują się protestanckie kościoły murzyńskie.

5. Uznanie naturalnego pochodzenia człowieka jest najczęstsze wśród osób bezwyznaniowych oraz amerykańskich buddystów, hinduistów i żydów. Wśród osób bezwyznaniowych spory odsetek zachowuje jednak niektóre tradycyjne wierzenia religijne i – jak widać – nie uznaje ewolucyjnego pochodzenia człowieka lub uznaje ingerencję Boga w proces ewolucji. Jest to jednak wyraźnie mniejszość.

6. Teoria ewolucyjnego, naturalnego pochodzenia człowieka spotyka się z szeroką akceptacją wśród amerykańskich buddystów i hinduistów. Istotne może być to, że w buddyzmie, a także w hinduizmie, mit stworzenia człowieka przez Boga nie odgrywa tak kluczowej roli jak w religiach opartych na Biblii. Może też być istotne, że 77 % hinduistów posiada wykształcenie wyższe, wobec 27 % ogółu Amerykanów.

Małżeństwa homoseksualne

Uznanie prawa do zawierania małżeństw homoseksualnych jest ważnym atrybutem współczesnego światopoglądu wolnościowego, liberalnego, opartego na prawach człowieka. Podstawowa jego zasada brzmi: Prawo nie powinno zakazywać tego, co nie jest szkodliwe. Dobrowolne stosunki homoseksualne osób dorosłych, a także małżeństwa homoseksualne, nie przynoszą żadnych szkód. Dlatego nie powinno być zakazu zawierania tych małżeństw.

Sprzeciwianie się legalizacji małżeństw homoseksualnych jest oznaką światopoglądu konserwatywnego, który tkwi korzeniami w nonsensach przeszłości.

love kwadrat-2467045_960_720

W USA karalność stosunków homoseksualnych zaczęto znosić w niektórych stanach od 1962 r., a na terenie całego kraju zniesiono dopiero w 2003 r. Małżeństwa homoseksualne zalegalizowano w 2015 r. w całych Stanach Zjednoczonych. Pierwszy zalegalizował je w 2004 r. stan Massachusetts.

Szybki wzrost poparcia dla legalizacji małżeństw homoseksualnych sondaże notowały już w ostatnim dziesięcioleciu XX w. Około 2010 r. poparcie przekroczyło 50 % i powoli rośnie. Ponieważ młode pokolenie Amerykanów akceptuje legalizację w olbrzymiej większości (ponad 70 %), z czasem poparcie będzie przyśpieszać.

Sprzeciw wobec legalizacji małżeństw homoseksualnych ma silne wsparcie w Biblii i w Koranie. W obu tych „świętych księgach” mamy nakaz karania śmiercią za stosunki homoseksualne.

Oto wyniki omawianych tu badań przeprowadzonych w USA w 2014 r.

Czy małżeństwa homoseksualne powinny być uznane przez prawo?

Kościoły i wyznania religijne

NIE

TAK

Nie wiem

%

%

%

Ogółem Amerykanie

39

53

8

Świadkowie Jehowy

Mormoni

Ewangelikanie

Kościoły murzyńskie

Muzułmanie

Prawosławni

Protestanci liberalni

Katolicy

Hinduiści

Żydzi

Bezwyznaniowi

Buddyści

76

68

64

52

52

41

35

34

23

18

16

13

14

26

28

40

42

54

57

57

68

77

78

84

10

6

7

9

6

5

8

9

9

5

6

3

1. Porównajmy najpierw USA z Europą. W Europie Zachodniej poparcie legalizacji małżeństw homoseksualnych jest dużo większe niż w USA. Według sondażu Eurobarometer z 2015 r. legalizację popiera 91 % Holendrów; 90 % Szwedów; 87 % Duńczyków; 84 % Hiszpanów; 80 % Irlandczyków; 71 % Francuzów; 66 % Niemców. Ale za to w Europie Środkowo-Wschodniej uznanie legalizacji małżeństw homoseksualnych jest dużo niższe niż w USA, np. w Polsce – jak wskazują dwa sondaże Pew Research Center – wynosi około 30 %, ale w wielu krajach dużo mniej, w Rosji 5 %, na Ukrainie 9 % (linki na końcu).

2. W USA to ewangelikanie znajdują się w czołówce przeciwników legalizacji małżeństw homoseksualnych. Można było się tego spodziewać. Wyprzedzają ich tylko świadkowie Jehowy i mormoni, dwa mniejsze fundamentalistyczne wyznania. Ale to ewangelikanie – chociażby ze względu na dużą liczebność – są w USA najbardziej odpowiedzialni za utrzymujący się znaczny sprzeciw wobec legalizacji małżeństw homoseksualnych.

3. Lepiej wypadają protestanci z kościołów liberalnych i katolicy, którzy w większości popierają legalizację. Trzeba docenić, że katolicy robią to wbrew ostro formułowanemu stanowisku najwyższych władz swojego kościoła.

4. Najlepiej wypadają – jak zwykle –  osoby bezwyznaniowe oraz buddyści, żydzi i hinduiści.

5. Zwraca uwagę, że amerykańscy muzułmanie są dużo mniej fundamentalistyczni niż ewangelikalni protestanci. I to nie tylko w sprawie legalizacji małżeństw homoseksualnych, ale we wszystkich wcześniej przedstawianych kwestiach.

6. W sondażu pytano też, czy odpowiadający uważa siebie za geja, lesbijkę albo osobę biseksualną. Odpowiedzi: za geja lub lesbijkę uznało siebie 2 % odpowiadających; za osobę biseksualną 3 %. Pytanie takie zadaje się w USA od ponad dwudziestu lat w badaniach exit poll, przeprowadzanych na wielkich próbach przy okazji wyborów prezydenckich i kongresowych. Odpowiedzi pozytywne oscylują wokół 4 %.

7. Instytut Gallupa od 1937 r. pyta Amerykanów, czy zaakceptowaliby kandydata na urząd prezydencki o określonych cechach: „Jeżeli Twoja partia w wyborach na urząd prezydenta nominowałaby kandydata mającego ogólnie dobre kwalifikacje, a byłby to ….. (tu pada określenie, np. Murzyn, muzułmanin, gej/lesbijka, ateista itp.), to głosowałbyś na niego?”. W 1978 r., kiedy po raz pierwszy zapytano o geja/lesbijkę, odpowiedzi pozytywnej udzieliło 26 % pytanych. W 2015 r. aż 74 %. Jest to dobry wskaźnik zmiany postaw wśród Amerykanów w ciągu około czterdziestu lat.

8. A jak jest w Polsce? Arcybiskup Jędraszewski niedawno wygłosił przemówienie, w którym roztaczał apokaliptyczne wizje: „Ideologia gender i związki partnerskie, homoseksualne to nowa szaleńcza doktryna, która zalewa współczesny świat. Możemy zwyciężyć tylko w imię Maryi, z różańcem w ręku” (link poniżej). No właśnie, nawet większość amerykańskich katolików popiera legalizację małżeństw homoseksualnych. W Polsce też tak będzie. Wbrew nadziejom kościelnych hierarchów głupota czasami przegrywa. W sondażu Pew Research Center z 2015 r. legalizację małżeństw homoseksualnych poparło w Polsce 29 % katolików i 32 % ogółu; sprzeciw wyraziło 62 % katolików i 59 % ogółu (link na końcu). Nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać.

Bóg czy bezosobowa siła wyższa?

Z odpowiedzią na pytanie, ilu Amerykanów wierzy w Boga, jest poważny problem. W Boga osobowego wierzy tylko 57 %; aż 26 % wierzy w istnienie bezosobowej siły wyższej, co jest sprzeczne z pojęciem Boga w Biblii, judaizmie, chrześcijaństwie, islamie i wielu innych religiach. Jest też sprzeczne z nauczaniem Kościoła katolickiego.

W omawianych tu badaniach pytano najpierw, czy wierzy się w Boga lub uniwersalnego ducha (universal spirit – to używany w USA odpowiednik nazwy siła wyższa). Wiarę zadeklarowało 89 % pytanych; tylko 9 % odpowiedziało „nie wierzę”(inne odpowiedzi 2 %). Następnie zapytano osoby, które zadeklarowały wiarę, czy Bóg, w którego wierzą, jest osobą, czy bezosobową siłą. Wtedy okazało się, że w Boga osobowego wierzy 57 %, a w bezosobową siłę duchową 26 %.

angel-910805_960_720

Wiara w Boga osobowego wskazuje na silną skłonność do trzymania się starożytnych, mitologicznych wyobrażeń. Pojęcie Boga osobowego powstało w starożytnych mitologiach przed kilkoma tysiącami lat i także dziś zachowuje ten starożytny, mitologiczny charakter. Przez wieki było co najwyżej modyfikowane, unowocześnione, stało się bardziej abstrakcyjne, ale zasadniczo trwa w niezmienionym kształcie. Obecnie traci na znaczeniu.

Wiara w osobowego Boga utrudnia kontakt z kulturą współczesną, w której starożytne, mitologiczne wyobrażenia są usuwane na margines przez nowe nurty kultury, w tym przez naukę. Nauka jest najbardziej dynamiczną częścią kultury współczesnej i pojęcie Boga osobowego konsekwentnie ignoruje.

Poniżej zamieszczam tabelę pokazującą odpowiedzi Amerykanów. Nie ma niespodzianek. Wśród dużych amerykańskich wyznań religijnych to protestanccy ewangelikanie zdecydowanie najczęściej wierzą w Boga osobowego (wyprzedzają ich tylko mormoni). Na przeciwnym biegunie są osoby bezwyznaniowe. Ewangelikanie, jak widać, zawsze wiodą prym, gdy idzie o pierwszeństwo w uporczywym trzymaniu się starożytnych wyobrażeń religijnych, sprzeciwiających się współczesnym trendom w kulturze.

W bezosobową siłę wyższą, a nie w Boga osobowego, wierzy 1/4 Amerykanów. Oto wyniki badań w USA w 2014 r.

Wiara w Boga i siłę wyższą

Kościoły i wyznania religijne

Wierzący w Boga osobowego Wierzący w bezosobową siłę Niewierzący w Boga ani siłę wyższą Inne / Nie wiem

%

%

%

%

Ogółem Amerykanie

57

26

9

8

Mormoni

Ewangelikanie

Świadkowie Jehowy

Kościoły murzyńskie

Protestanci liberalni

Katolicy

Prawosławni

Muzułmanie

Hinduiści

Bezwyznaniowi

Żydzi

Buddyści*

89

80

77

70

63

61

61

32

32

25

25

23

8

14

15

22

27

30

31

53

49

31

45

42

*

*

*

*

2

2

3

1

10

33

17

27

3

6

9

8

8

7

6

14

9

10

13

4

* Przeciw buddystom przemawia to, że na pytanie o wiarę w reinkarnację 67 % odpowiedziało, że wierzy; 25 % że nie wierzy. Wiara w reinkarnację jest równie nonsensowna, jak wiara w Boga osobowego.

W krajach Europy Zachodniej procent wierzących w istnienie Boga jest z reguły dużo niższy, a niewierzących w Boga ani w siłę wyższą dużo większy niż w USA.

W sondażu Eurobarometer, przeprowadzonym we wszystkich krajach Unii Europejskiej w 2010 r., pytano: „Które z poniższych stwierdzeń jest najbliższe Twoim przekonaniom?” 1. Wierzę, że Bóg istnieje. 2. Wierzę, że istnieje pewnego rodzaju duch lub siła wyższa (ang. life force). 3. Nie wierzę, że istnieje jakiegokolwiek rodzaju duch, Bóg lub siła wyższa.

We Francji wiarę w istnienie Boga deklarowało 27 %; wiarę w istnienie jakiegoś rodzaju ducha lub siły wyższej 27 %; nie wierzy w istnienie ducha, Boga lub siły wyższej 40 %. W Szwecji i Holandii wierzy w Boga odpowiednio 18 i 28 %; w istnienie ducha lub siły wyższej 45 i 39 %; nie wierzy w istnienie ducha, Boga lub siły wyższej 34 i 30 %.

W Polsce wiarę w istnienie Boga zadeklarowało 79 %; w ducha lub siłę wyższą 14 %; brak wiary w istnienie ducha, Boga lub siły wyższej 5 %.

Podkreślmy, wiara w istnienie nieokreślonego ducha czy siły wyższej to coś innego niż wiara w Boga w rozumieniu chrześcijaństwa, judaizmu, islamu i wielu innych religii (jest też sprzeczna z nauczaniem Kościoła katolickiego). Bóg w tych religiach jest duchem osobowym.

W bardzo wielu krajach wiara w Boga osobowego topnieje, przybywa za to wierzących w istnienie nieokreślonej siły wyższej lub duchowej, a także niewierzących ani w Boga ani w jakiegokolwiek rodzaju siłę wyższą czy duchową.

Nasila się to bardzo w USA. Np. według omawianego sondażu w 2007 r. nie wierzyło w istnienie ducha, Boga lub siły wyższej 5 % ogółu Amerykanów; w 2014 r. jest to 9 %. Wzrasta również liczba osób, które określiły się wprost jako ateiści. Według sondażu w 2007 r. stanowili oni 0,7 % ogółu Amerykanów, a w 2014 r. już 3,1 % (jest to wzrost z około 1,6 miliona, do ponad 7,3 miliona).

Jak widać, ciągle jeszcze bardzo wiele osób, które nie wierzą w istnienie Boga i siły wyższej, nie nazywa siebie ateistami. Przyczyną są negatywne skojarzenia związane z ateizmem oraz niejasności związane ze słowem ateizm.

W USA nie brakuje ciemniaków, którzy uważają, że ateizm to samo zło. To się jednak zmienia, uprzedzenia słabną. Np. we wspomnianym już sondażu Gallupa pytano: „Jeżeli Twoja partia w wyborach na urząd prezydenta nominowałaby kandydata mającego ogólnie dobre kwalifikacje, a byłby to ….. (tu pada określenie, np. Murzyn, muzułmanin, gej/lesbijka, ateista itp.), to głosowałbyś na niego?”. Kiedy w 1958 r. po raz pierwszy zapytano o ateistę, odpowiedzi pozytywnej udzieliło tylko 18 % pytanych. W 2015 r. było to już 58 %. Jak widać, poglądy Amerykanów zmieniają się na lepsze. Partia Demokratyczna może niebawem – to nie fantazja – wystawić w wyborach prezydenckich ateistę. I wygrać, ku zaskoczeniu konserwatystów. W 2008 r. demokraci wysunęli kandydaturę Murzyna Baracka Obamy. Wygrał dwukrotnie, a wygrałby prawdopodobnie po raz trzeci, gdyby prawo dopuszczało kandydowanie na trzecią kadencję.

Uprzedzenia wobec ateistów zanikają szczególnie szybko w młodszych pokoleniach Amerykanów. Zapowiada to szybkie pozytywne zmiany w najbliższych dziesięcioleciach.

Najważniejsze:

1. Główny wniosek, jaki przedstawiają autorzy referowanych wyżej badań, brzmi: Amerykanie stają się coraz mniej religijni, w szczególności „procent tych, którzy mówią, że wierzą w Boga, modlą się codziennie i regularnie chodzą do kościoła albo korzystają z innych rodzajów religijnej posługi, spada powoli w ostatnich latach”.

2. Młodsze pokolenie Amerykanów (w wieku 18-32 lat) jest znacznie mniej religijne niż starsze pokolenia. Np. rzadziej praktykuje, rzadziej wierzy z Boga, dużo rzadziej stwierdza, że religia odgrywa w ich życiu ważną rolę. Można zasadnie przypuszczać, że z upływem czasu Amerykanie będą stawać się jeszcze mniej religijni.

3. Bardzo szybko rośnie liczba osób bezwyznaniowych. Nie wyznają oni żadnej określonej religii i nie należą do żadnego kościoła lub zorganizowanej społeczności religijnej (od 2007 r. przybyło ich z 16 % do 23 % , co stanowi wzrost z 34 milionów do 56 milionów Amerykanów w wieku lat 18 i więcej). Warto dodać, że połowa Amerykanów (dokładnie 50 % !) nie należy do żadnego lokalnego zboru, parafii lub innej lokalnej jednostki organizacyjnej jakiejkolwiek społeczności religijnej (w niektórych sondażach pyta się nie o wyznawaną religię, ale o to, czy należy się do jakiegoś kościoła lub związku wyznaniowego – wtedy odsetek tak definiowanych osób bezwyznaniowych przekracza 30%). 

Chociaż spora część osób bezwyznaniowych zachowuje niektóre wierzenia religijne (szczególnie wiarę w bezosobową siłę wyższą, rzadziej w Boga osobowego), to religia odgrywa w ich życiu znacznie mniejszą rolę niż w przypadku osób wyznających jakąś określoną religię. Autorzy badań stwierdzają: „Osoby bezwyznaniowe stają się nie tylko coraz liczniejsze, ale także stają się z czasem mniej religijne”, tzn. ci spośród nich, którzy mimo wszystko wierzyli w siłę wyższą lub Boga i modlili się czasami, przestają wierzyć i modlić się.

4. Ostoją fundamentalistycznej i ostro konserwatywnej religijności są w USA protestanccy ewangelikanie. To największa zakała Ameryki. Jeżeli chcemy sobie wyobrazić, kim są owi protestanccy ewangelikanie, to wystarczy posłuchać w Polsce świadków Jehowy. To ta sama mentalność, to samo trzymanie się Biblii, religijny dogmatyzm, „zaprogramowanie” mózgu biblijnymi wyobrażeniami. Wśród ewangelikanów dominują baptyści, zielonoświątkowcy i grupy charyzmatyków.

Ewangelikanie w większości uznają, że Biblię należy rozumieć dosłownie, negują ewolucję, głoszą, że człowiek został stworzony przez Boga tak jak przedstawia to Biblia. Sprzeciwiają się legalizacji małżeństw homoseksualnych.

Ewangelikanie odgrywają destrukcyjną rolę w polityce amerykańskiej, w szczególności w Partii Republikańskiej. Rolę tę można z grubsza porównać do tej, jaką w Polsce i w PiS odgrywa nieformalne ugrupowanie Rydzyka (oczywiście nie idzie o porównanie pod każdym względem).

Na szczęście procent ewangelikanów nie wzrasta, a nawet nieznacznie zmniejszył się z 26 w 2007 r., do 25 % w 2014 r. Jest to jednak nadal największe ugrupowanie religijne w USA. Mam jednak dobrą wiadomość. Ponieważ liczba osób bezwyznaniowych bardzo szybko rośnie, można spodziewać się, że za kilka lat będzie ich więcej niż ewangelikanów.

Słowo na zakończenie

Bądźmy optymistami. W dziedzinie religijności Ameryka zmierza powoli w dobrym kierunku. Stopniowo „wyjdzie na ludzi”, upodobni się do krajów Europy Zachodniej, gdzie ateiści stanowią z reguły 20-40%, a tyleż samo wierzy w istnienie jakiegoś rodzaju siły wyższej czy też duchowej, ale nie w Boga osobowego. Jak dotąd Amerykanie są znacznie bardziej religijni, chociaż – co trzeba docenić – nie należą do najbardziej religijnych narodów świata. – Alvert Jann

PS. Przed miesiącem przedstawiałem wyniki sondażu przeprowadzonego w 2015/2016 r. w prawie wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej przez Pew Research Center, opublikowane w maju 2017 r.: „Ilu jest ateistów w Europie Środkowo-Wschodniej?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ateisci-niereligijni-bezwyznaniowi-ilu-ich/

………………………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów.

…………………………………………………………………………….

Źródła:

– Pew Research Center – http://www.pewforum.org/2015/11/03/u-s-public-becoming-less-religious/ (sondaż dotyczący USA) ; – http://www.pewforum.org/2017/05/10/religious-belief-and-national-belonging-in-central-and-eastern-europe/ (sondaż dotyczący Europy Środkowo-Wschodniej)

– Eurobarometer – http://ec.europa.eu/commfrontoffice/publicopinion/archives/ebs/ebs_341_en.pdf (wiara w Boga); – http://www.equineteurope.org/IMG/pdf/ebs_437_en.pdf (małżeństwa homoseksualne)

– Gallup – http://www.gallup.com/poll/183713/socialist-presidential-candidates-least-appealing.aspx?utm_source=Politics&utm_medium=newsfeed&utm_campaign=tiles

– Wypowiedź abp Jędraszewskiego podaję za Katolicką Agencją Informacyjną – https://ekai.pl/abp-jedraszewski-w-ludzmierzu-ideologia-gender-i-zwiazki-homoseksualne-to-szalencza-doktryna-ktora-zalewa-swiat/

– Rezolucja Konwencji Południowych Baptystów – http://www.sbc.net/resolutions/967

………………………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu. Część 37 „Ilu jest ateistów w Europie Środkowo-Wschodniej?”

Na podstawie międzynarodowych badań sondażowych można powiedzieć, ile jest w różnych krajach osób niereligijnych i ateistów. Różnice są olbrzymie. Są kraje, w których ateiści i osoby niereligijne stanowią większość. Są kraje, w których nie ma ich prawie wcale. W wielu krajach niereligijnych nic szczególnie złego się nie dzieje. Natomiast kraje religijne często toną w chaosie i krwawych walkach. Nie jest prawdą, jak twierdzą biskupi i kościelni autorzy, że religia jest niezbędna dla dobra ludzi, społeczeństw i państw. Nie jest niezbędna.

W maju 2017 r. opublikowano wyniki badań przeprowadzonych w 2015/2016 r. w prawie wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Badania były wielotematyczne i obszerne. Przedstawię najważniejsze wyniki dotyczące religijności. Dla porównania uwzględnię badania odnoszące się do innych regionów świata.

Przyjrzyjmy się najpierw trzem tabelom informującym o odsetku osób niewierzących w Boga (ateistów) w poszczególnych krajach, osób niereligijnych oraz osób nie identyfikujących się z żadnym kościołem/wyznaniem lub religią.

Przedstawiane poniżej badania prowadzone były na próbach reprezentatywnych. Ich wyniki mówią w przybliżeniu o przekonaniach wszystkich dorosłych mieszkańców poszczególnych krajów. Uzyskane wyniki znajdują potwierdzenie w wielu innych badaniach, których nie sposób tu przytaczać. Dane dotyczące Europy Środkowo-Wschodniej pochodzą z badań sondażowych przeprowadzonych w 2015/2016 r. przez Pew Research Center – http://www.pewforum.org/2017/05/10/religious-belief-and-national-belonging-in-central-and-eastern-europe/ . Dane dotyczące innych krajów pochodzą z programu badań sondażowych World Values Survey, z lat 2005-2014 (w większości z lat 2010-2014) http://www.worldvaluessurvey.org/wvs.jsp.

W badaniach pytano: Czy Pan/Pani wierzy, albo nie wierzy w Boga. Brak wiary w Boga jest główną cechą definicyjną ateizmu. Przedstawię wyniki badań przeprowadzonych w Europie Środkowo-Wschodniej w 2015/2016 r., a dla porównania wyniki badań dotyczących innych regionów świata.

(Uwaga! Jeżeli tabele się „rozpadają”, trzeba zmniejszyć tekst na ekranie np. do 80%).

Niewierzący w Boga (w %)

Europa Środkowo-Wschodnia

2015-2016

Wybrane kraje zachodnie i inne

2010-2014

Czechy

Estonia

Węgry

Bułgaria

Łotwa

Rosja

Litwa

Chorwacja

Serbia

Białoruś

Ukraina

Polska

Grecja

Armenia

Bośnia

Rumunia

Mołdawia

Gruzja

66

45

30

17

15

15

11

10

10

9

9

8

6

4

4

4

3

1

Holandia

Szwecja

Francja*

Australia**

Niemcy

Norwegia*

Hiszpania

USA

Daleki Wschód

Chiny

Korea Połud.

Hong Kong

Japonia

Kraje islamskie

Turcja

Maroko

Algieria

Jordania

52

50

40

34

34

29

23

11

.

72

49

41

28

.

0,7

0,1

0

0

*Dane dot. Francji i Norwegii pochodzą z sondażu Eurobarometer, 2010 (Biotechnology), gdyż w edycji World Values Survey, realizowanej w tych krajach, pytanie o wiarę w Boga nie było uwzględnione. W sondażu Eurobarometer można było wybrać jedną z trzech odpowiedzi: wierzę w Boga; wierzę w istnienie jakiegoś rodzaju ducha lub siły życiowej; nie wierzę w istnienie jakiegokolwiek rodzaju ducha, Boga lub siły życiowej („any sort of spirit, God or life force”, s.204). 40% Francuzów i 29% Norwegów wybrało tę ostatnią odpowiedź. Dodam też, że w World Values Survey 2010-2014 nie wszystkie kraje zachodnie zostały uwzględnione (np. brakuje W.Brytanii).

**Australia jest krajem o kulturze zachodniej.

Co zwraca uwagę?

1. Olbrzymie zróżnicowanie w naszym regionie. Brakiem wiary w Boga wyróżniają się trzy kraje: Czechy, Estonia i Węgry. Czechy znajdują się w ścisłej czołówce światowej.

2. Zwraca uwagę bardzo częsty brak wiary w Boga w krajach Dalekiego Wschodu. W kulturze religijnej Dalekiego Wschodu także w przeszłości pojęcie Boga odgrywało niewielką rolę, a nakładają się na to przemiany modernizacyjne zachodzące od połowy XX w., niosące ze sobą osłabienie roli religii. W Chinach przyczyniły się do tego władze komunistyczne, ale Korea Południowa, Hong Kong i Japonia nie zaznały władzy komunistów, a odsetek osób niewierzących w Boga jest tam na poziomie krajów zachodnich.

3. Ateistów jest bardzo dużo w krajach Europy Zachodniej. Jak wskazują inne badania, duży odsetek stanowią tam także osoby deklarujące – niezgodnie z religią chrześcijańską – wiarę w nieokreśloną siłę wyższą, ducha lub w boga bezosobowego. Np. według wspomnianego już sondażu Eurobarometer (2010 r.), w Wielkiej Brytanii w Boga wierzy tylko 37%; w „jakiegoś rodzaju ducha lub siłę życiową” 33%; nie wierzy w istnienie „jakiegokolwiek rodzaju ducha, Boga lub siły życiowej” 25%.

4. Na tle Europy Zachodniej religijnością wyróżniają się USA (do problemu tego jeszcze wrócę).

5. Z krajami zachodnimi (w tym z USA) i Dalekim Wschodem, kontrastują kraje islamskie, a także pominięte w tabeli kraje afrykańskie.

6. Pocieszające, że w Polsce niewierzących w Boga jest jednak dużo więcej niż w krajach islamskich.

7. Zaznaczmy, że wiele osób niewierzących w Boga nie nazywa siebie ateistami. Np. w omawianych tu badaniach pytano także: „Jaka jest Pana/Pani religia, czy też żadna z istniejących?” (w wersji ang. What is your current religion, if any?). Trzeba było wskazać jedną z religii spotykanych w danym kraju, ale można było też odpowiedzieć, że jest się ateistą, agnostykiem lub odpowiedzieć, że żadna konkretna. Np. w Czechach ateizm wskazało 25 %; agnostycyzm 1 %; zaś 46 % „żadna konkretna”. W Polsce ateizm zadeklarowało 2%; agnostycyzm 1%; zaś 4 % „żadna konkretna”. Powodem rzadkiego wskazywania ateizmu i agnostycyzmu są niejasności związane z tymi nazwami, a także utrzymujące się negatywne skojarzenia.

Niereligijni

O religijności informują też odpowiedzi na pytanie: Jak ważna jest religia w Pana/Pani życiu? Można było odpowiedzieć: bardzo ważna; raczej ważna; niezbyt ważna; w ogóle nieważna (ponadto, jak w przypadku innych pytań, można było wskazać „trudno powiedzieć). Zamieszczone dane wskazują, jak duży odsetek pytanych odpowiedział, że religia jest w ich życiu „w ogóle nieważna”, oraz jak duży jest łącznie odsetek osób odpowiadających: „w ogóle nieważna” i „niezbyt ważna” (są to w sumie osoby niereligijne, religia ma dla nich niewielkie znaczenie, albo żadne).

Osoby niereligijne ( w %)

Procent odpowiadających, że religia jest w ich życiu „w ogóle nieważna”, oraz łącznie procent odpowiadających, że „w ogóle nieważna” i „niezbyt ważna”

Europa Środkowo-Wschodnia

2015-2016

Wybrane kraje zachodnie i inne

2010-2014

W ogóle nieważna

W ogóle nieważna + niezbyt ważna

W ogóle nieważna

W ogóle nieważna + niezbyt ważna

Czechy

Estonia

Węgry

Łotwa

Rosja

Bułgaria

Chorwacja

Litwa

Ukraina

Armenia

Białoruś

Serbia

Grecja

Polska

Bośnia

Mołdawia

Rumunia

Gruzja

51

39

29

19

14

10

9

8

8

7

6

6

6

5

4

2

2

1

76

68

55

54

39

31

24

40

30

13

32

19

16

19

14

13

10

7

Holandia

Australia*

Hiszpania

Szwecja

Francja

Norwegia

Niemcy

USA

Daleki Wschód

Chiny

Japonia

Korea Połud.

Hongkong

Kraje islamskie

Turcja

Algieria

Pakistan

Egipt

44

37

36

34

28

26

26

13

.

50

34

23

18,5

.

3

0,9

0,6

0,1

73

65

67

73

59

67

63

31

.

79

67,5

66

45

.

7

2

1,8

0,1

*Australia jest krajem o kulturze zachodniej.

Tabela powyższa daje w ogólnych zarysach obraz podobny do wynikającego z tabeli poprzedniej.

Jakie zmiany zaszły w naszym regionie od czasu upadku komunizmu?

Pytanie o ważność religii, referowane przed chwilą, było zadawane w kilku krajach także w sondażach prowadzonych w samych początkach transformacji. Możliwa jest więc bardziej precyzyjna odpowiedź.

W większości krajów – ale nie wszędzie – nastąpił znaczny wzrost religijności i odsetek osób niereligijnych znacznie się zmniejszył.

Odsetek osób, dla których religia jest „w ogóle nieważna” zmniejszył się w Rosji z 32% do 14%; na Ukrainie z 18% do 8%; w Bułgarii z 24% do 10%; w Rumunii z 5% do 2%.

Odsetek osób niereligijnych (łącznie tych, dla których religia jest „w ogóle nieważna” i „niezbyt ważna”) zmniejszył się w Rosji z 62% do 39%; na Ukrainie z 42% do 30%; w Bułgarii z 75% do 31%; w Rumunii z 23% do 10%. W wymienionych krajach, poza Rumunią, odsetek ten jest nadal duży.

Natomiast w Czechach, Estonii, Węgrzech i Polsce nie nastąpiła wyraźna zmiana. Notowane zmiany mieszczą się na ogół w granicach błędu statystycznego, a w zależności od kategorii jest to spadek lub wzrost.

Odsetek osób niereligijnych (łącznie tych, dla których religia jest „w ogóle nieważna” i „niezbyt ważna”) w Czechach zmniejszył się z 78% do 76%; na Węgrzech z 58% do 55%; w Estonii z 70% do 68%; w Polsce nastąpił wzrost z 16% do 19%.

Odsetek osób, dla których religia jest „w ogóle nieważna” w Czechach zmniejszył się tylko z 52,5% do 51%; na Węgrzech wzrósł z 28,5% do 29%; w Estonii wzrósł z 33% do 39%; w Polsce wzrósł z 3% do 5%.

Można przypuszczać, że w tych czterech krajach osób niereligijnych będzie przybywać, zaś w wielu pozostałych jeszcze przez jakiś czas może ich ubywać, chociaż oczywiście są to tylko przypuszczenia.

Bezwyznaniowi

W wielu krajach rośnie liczba osób, które nie identyfikują się z żadną z istniejących religii i nie są związane z żadnym kościołem, społecznością lub grupą religijną. W badaniach tę kategorią osób określa się jako „religijnie nieafiliowani” (religiously unaffiliated)będę używał nazwy bezwyznaniowi, przyjętej w Polsce. Podkreślmy tylko, że idzie tu o nieidentyfikowanie się z jakimkolwiek kościołem, społecznością religijną lub religią, a nie o stan prawny czy formalną przynależność (np. w Polsce Kościół katolicki wszystkich ochrzczonych zalicza do swoich wyznawców, także ateistów, którzy byli ochrzczeni jako niemowlęta i w dorosłym życiu nie wystąpili z Kościoła).

Ile jest osób bezwyznaniowych?

W badaniach pytano o wyznawaną religię. Można było też odpowiedzieć: ateista, agnostyk lub żadna konkretna (ang. Nothing in particular). Wybierający te trzy możliwości to osoby bezwyznaniowe.

Bezwyznaniowość jest częsta w wielu krajach zachodnich. Według badań Pew Research Center z 2017 r., osoby bezwyznaniowe stanowią w Holandii 48 %; w Norwegii 43 %; w Szwecji 42 %; w Belgii 38 %; w Danii 30 %; w Hiszpanii 30 %; we Francji 28 %; w Niemczech 24 %; w Wielkiej Brytanii 23 %; w Finlandii 22 %; w Szwajcarii 21 %; w Austrii 16 %; w Irlandii, Portugalii i Włoszech po 15 %. W USA w 2014 r. – 23%.

Poniższa tabela pokazuje, jak dużo jest osób bezwyznaniowych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Osoby bezwyznaniowe w Europie Środkowo-Wschodniej

(nie identyfikujące się z żadnym wyznaniem religijnym lub religią)

w procentach (2015-2016 r.)

Czechy

Estonia

Węgry

Łotwa

Rosja

Chorwacja

Polska

Ukraina

Litwa*

72

45

21

21

15

7

7

7

6

Bułgaria

Serbia

Grecja

Białoruś

Bośnia

Mołdawia

Armenia

Rumunia

Gruzja

5

4

4

3

3

2

2

1

0

*Uwaga: Na Litwie wśród pozostałych aż 14 % określiło się ogólnie jako chrześcijanie, nie wskazując katolicyzmu, prawosławia lub innego wyznania czy kościoła (nie są oni wyróżnieni w tabeli).

Bezwyznaniowość nie wyklucza wiary w Boga. Ale badania wskazują, że wśród bezwyznaniowych wyraźna większość to niewierzący w Boga i osoby niereligijne. Bezwyznaniowość idzie w parze z ateizmem. W Czechach w Boga nie wierzy 88 % osób bezwyznaniowych, a dla 70 % religia jest „w ogóle nieważna”. W Estonii odpowiednio 80 % i 70 %; na Węgrzech 77 % i 76 %; w Rosji 74 % i 65 %.

Jakie zmiany nastąpiły w ciągu ćwierćwiecza od transformacji ustrojowej?

W większości krajów naszego regionu nastąpił znaczny wzrost przynależności do kościołów (w szczególności do cerkwi) oraz spadek bezwyznaniowości. Porównanie wyników badań z 1991 i 2015 wskazuje, że odsetek deklarujących prawosławie wzrósł w Rosji z 37 % do 71 %; na Ukrainie z 39 % do 78 %; w Bułgarii z 59 % do 75 %.

!! Natomiast w ciągu ćwierćwiecza od transformacji ustrojowej nastąpił wyraźny spadek deklarowanej przynależności do Kościoła katolickiego w przypadku Czech, Węgier i Polski. Ostatnio notuje się znaczny spadek na Litwie.

W Czechach Kościół katolicki poniósł katastrofalną porażkę: w 1991 r. katolicyzm deklarowało 44 %, a w 2015 r. tylko 21 %. Odsetek deklarujących bezwyznaniowość wynosi 72 %.

Na Węgrzech przynależność do Kościoła katolickiego w 1991 r. deklarowało 63 %, a w 2015 r. 56 %. Bezwyznaniowi stanowią obecnie 21 % (ponadto 20 % to protestanci).

Na Litwie w 2009 r. katolicyzm deklarowało 88% (brak badań dla wcześniejszego okresu), zaś w 2015 r. nastąpił spadek do 75 % . Wprawdzie odsetek bezwyznaniowych jest niewielki (6 %), ale przypomnijmy, aż 14 % określiło się ogólnie jako „chrześcijanie”, a nie jako katolicy, prawosławni lub inne wyznanie. Wobec słabnącego zainteresowania katolicyzmem i prawosławiem, mogą oni z czasem stać się raczej osobami bezwyznaniowymi, niż katolikami.

W Polsce akces do katolicyzmu był powszechny również pod rządami komunistycznymi. W 1991 r. jako katolicy określało się 96 % badanych, w 2015 r. jest to 87 %. Wysoki odsetek identyfikujących się jako katolicy w 1991 r. potwierdza, że w Polsce władze komunistyczne w odniesieniu do osób religijnych, a także po 1956 r. do Kościoła, nie stosowały polityki represyjnej, a jedynie ograniczały możliwości działania i rozwoju. Zwraca uwagę, że pod rządami komunistów liczba księży stopniowo wzrastała i z czasem było ich więcej niż przed II wojną światową. Nie pozwalano na budowę nowych kościołów, ale nie doprowadzano do likwidacji istniejących. W Rosji i na Ukrainie represje wobec Cerkwi były bardzo silne i w rezultacie w 1991 r. notowano tylko 37-39 % deklarujących się jako prawosławni.

W referowanych tu badaniach nie analizowano przyczyn regresu katolicyzmu w Czechach, na Węgrzech, Litwie i w Polsce. Główną rolę mogły tu odegrać dwa czynniki. Po pierwsze, Kościół przestał być w tych krajach czynnikiem oporu wobec władz komunistycznych. Po drugie, następował wzrost sekularyzacji (spadek roli religii) i ogólniejszy kryzys Kościoła katolickiego w Europie.

Bezwyznaniowość ma szeroki zasięg w wielu krajach zachodnich. W Polsce nie zaznacza się jeszcze na większą skalę, ale nie jest wykluczone, że to się zmieni. W Polsce wielu katolików mówi: „Wierzę w Boga, ale nie wierzę w księdza”, dystansując się w ten sposób wobec kleru, ale nie wobec Kościoła. Może się to zmienić. Katolicy mogą nabierać przekonania, że mogą „wierzyć w Boga, ale nie w Kościół”. Mogą przestać identyfikować się z Kościołem, wierząc w Boga. Taki właśnie brak poczucia związku z jakimkolwiek kościołem czy zorganizowaną religią, przy utrzymujących się wierzeniach religijnych, nasila się w USA. Zjawisko takie może nasilić się także w Polsce. Można wierzyć w Boga nie identyfikując się z żadnym kościołem.

Wierzenia magiczne

Spotyka się pogląd, że w niereligijnych Czechach szerzy się wiara we wróżby, horoskopy, magię i tym podobne quasi-religijne wierzenia. Badania zaprzeczają temu. Tego cholerstwa jest tam mniej niż w krajach religijnych i wśród katolików. W Czechach są oczywiście sklepy z tzw. ezoteryką, ale nie znaczy to, że dziwaczne wierzenia są tam częstsze i zastąpiły religię.

witch kwadrat mini-1506756_960_720

W omawianych tu badaniach pytano, czy wierzy się w to, że za pomocą magii lub czarów można wpływać na ludzi. W Polsce „tak” odpowiedziało 18 % katolików i tyleż biorąc pod uwagę wszystkich Polaków (osób bezwyznaniowych nie wyróżniano w analizach ze względu na małą liczebność). W Czechach „tak” odpowiedziało 39 % katolików, oraz 17 % osób bezwyznaniowych. To głównie katolicy wierzą w Czechach w magię i czary. Można ubolewać, że w te dziwactwa wierzy tam także 17 % osób bezwyznaniowych, ale nie jest prawdą, że bezwyznaniowi wierzą częściej. Jest odwrotnie.

Również w innych badanych krajach, nie tylko w Czechach, osoby religijne wierzą w magię i czary częściej niż osoby niereligijne. Na Węgrzech wierzy w magię i czary 12 % osób bezwyznaniowych, 15 % katolików i 14 % ogółu. W Estonii wierzy 26 % osób bezwyznaniowych i 32 % ogółu ( w Estonii główne religie to  prawosławie i luteranizm). W Rosji wierzy w to 24 % osób bezwyznaniowych, 48 % prawosławnych, 41 % muzułmanów, 44 % ogółu.

Wiara w magię i czary jest bardzo rozpowszechniona w najbardziej obecnie religijnych krajach naszego regionu. W Rumunii wierzy w to 34 % prawosławnych, w Mołdawii 37 %, w Gruzji 41 %, w Grecji 41 % (Grecja nigdy nie była pod władzą komunistów).

Podobnie jest z wiarą w horoskopy i wróżby. Religijni wierzą częściej. W badaniach pytano, czy korzysta się z horoskopów, kart tarota lub wróżb. W Czechach korzysta z tego cholerstwa 13 % bezwyznaniowych i 17 % katolików. Na Węgrzech 17 % bezwyznaniowych i 19 % katolików. W Rosji 12 % bezwyznaniowych i 19 % prawosławnych. W Rumunii 23 % prawosławnych, a w Mołdawii 19 % (w tych dwóch krajach bezwyznaniowi stanowią tylko około 1 %).

W Polsce w te dziwy wierzy 17 % katolików. Nie jest źle. Na Litwie wierzy aż 32 % katolików.

Jak widać, osoby religijne częściej wierzą w magię, czary, horoskopy i wróżby. Jest to zrozumiałe. Jeżeli ktoś wierzy w irracjonalne wyobrażenia religijne, jest też bardziej podatny na inne irracjonalizmy.

Kilka bardzo ważnych uwag

Badania sondażowe i statystyczne wskazują, że bardzo ważnym czynnikiem powodującym osłabienie religijności jest poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego, socjalnego i fizycznego. W społeczeństwach, w których ludzie cieszą się większym poczuciem bezpieczeństwa, religijność słabnie. Zaś tam, gdzie ludzie żyją w poczuciu zagrożenia, religijność zyskuje na znaczeniu. Potwierdza się znane przysłowie: Jak trwoga to do Boga.

Teorię, opartą na powyższej zależności, najszerzej rozwinął i uzasadnił Ronald Inglehart, inicjator i długoletni dyrektor programu badań sondażowych World Values Survey (Światowy Sondaż Wartości). Jego książek, niestety, nie czyta się łatwo.

Teoria ta wiele wyjaśnia. Co można jeszcze powiedzieć o niej najkrócej?

W dawnych społeczeństwach poczucie zagrożenia było z pewnością silniejsze niż w dzisiejszej Europie. Brak opieki medycznej, wysoka śmiertelność w młodym wieku, ciągła groźba nieurodzaju i głodu, przestępczość, rabunki i wojny, niepewna przyszłość – to przypadłości dawnych społeczeństw i średniowiecznej Europy, które owocowały wzmożoną religijnością. Ponurego obrazu średniowiecza nie da się zamazać opowieściami katolickich autorów o tym, jakie to były wspaniałe czasy, bo Kościół panował, a ludzie byli pełni wiary w Najwyższego.

Ostatnie półwiecze przyniosło w Europie Zachodniej wzrost poczucia bezpieczeństwa w skali masowej. Jest to skutek rozwoju gospodarki, nauki, medycyny, braku wojen na terytoriach tych krajów. Kluczową rolę odegrała polityka społeczna, wspierająca bezpieczeństwo ekonomiczne i socjalne. Owocowało to spadkiem religijności. I trzeba powiedzieć jasno, niereligijne, ateistyczne kraje zachodnie mają się dobrze. Kryzys religii niczego złego nie spowodował.

Złe jest represjonowanie religii, jak i jej narzucanie. Demokratyczne kraje zachodnie co najmniej od połowy XX w. potrafiły ustrzec się jednego i drugiego.

Teoria Ingleharta nie jest publicystyczną fantazją, jest dobrze udokumentowana, chociaż oczywiście nie wyjaśnia wszystkiego. W przypadku poszczególnych krajów i regionów istotną rolę odgrywały dodatkowo inne czynniki, wspierające lub osłabiające religijność. Poczucie bezpieczeństwa/zagrożenia nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na religijność.

Jak stwierdzają autorzy referowanych tu badań, „w wielu krajach Europy Środkowo-Wschodniej religia i tożsamość narodowa splatają się z sobą”. Religia uważana jest za cenny składnik kultury narodowej nawet przez osoby mało religijne i niepraktykujące. Tak jest np. w Rosji, ale także w Grecji. W Polsce skojarzenie religii z tożsamością narodową słabnie, ale jest uporczywie podtrzymywane w religijnym żargonie wielu biskupów polskich.

Trzeba powiedzieć wyraźnie, współczesny naród nie wymaga religii i kościoła jako składnika kultury i tożsamości. Może się bez tego obyć.

Dlaczego w USA religijność jest silniejsza niż w Europie Zachodniej, chociaż oczywiście USA nie  dorównują krajom islamskim i afrykańskim?

W USA są znacznie słabiej rozbudowane instytucje służące bezpieczeństwu ekonomicznemu i socjalnemu, co powoduje poczucie zagrożenia i irracjonalne zachowania, w tym wzmożoną religijność. Ale nie jest to czynnik jedyny.

Innym czynnikiem jest protestancki fundamentalizm religijny. Chociaż USA były budowane pod przemożnym wpływem ludzi wyznających idee Oświecenia, w tym trójpodział władzy, przyjeżdżało tam bardzo dużo protestanckich sekciarzy prześladowanych w Europie. Do dziś tworzą oni poważny segment amerykańskiego religijnego fundamentalizmu, nieobecnego w tych rozmiarach w Europie.

Główne w USA wyznania fundamentalistyczne to baptyści oraz inne wyznania i społeczności protestanckie, uznające literalne rozumienie Biblii. Na podstawie badań ocenia się, że stanowią oni 26 % dorosłej ludności USA (nazywa się ich ewangelikanami, co trzeba odróżnić od popularnej w Polsce nazwy ewangelicy, odnoszonej u nas do kościołów luterańskich i kalwińskich). Jeśli chcielibyśmy zrozumieć mentalność ewangelikalnych fundamentalistów, to wystarczy przyjrzeć się w Polsce Świadkom Jehowy. To jest to. Świadkowie Jehowy są produktem amerykańskiego, protestanckiego fundamentalizmu. Z tym że Świadkowie należą do wyznań pokojowych, gdy tymczasem amerykańscy fundamentaliści są najczęściej wojowniczymi militarystami.

Innym czynnikiem sprzyjającym religijności w USA jest napływ Latynosów. Wyznawcy kościołów wywodzących się z anglikanizmu, luteranizmu i kalwinizmu tracą wiarę, ale przybywa za to religijnych Latynosów.

Dlaczego Czesi są tak niereligijni?

Autorzy omawianych badań piszą, za historykami i socjologami czeskimi, że Czechy mają długą tradycję oporu wobec Kościoła katolickiego, silną od czasów Jana Husa, a później kontrreformacji, kiedy to Kościół katolicki był nachalnie wspierany przez Habsburgów, co budziło sprzeciw. Antyklerykalizm był silny również w okresie międzywojennym, kiedy Czechy po I wojnie światowej uzyskały niepodległość. Z Kościoła katolickiego odeszło wtedy około 1,5 miliona ludzi, a połowa z nich nie przystąpiła do jakiegokolwiek innego wyznania. Chciałoby się powiedzieć, że duch niezależności był, inaczej niż w Polsce, silny. Również po transformacji ustrojowej w latach 1990. Kościół katolicki zaczął szybko tracić wiernych. Czesi nie przystępowali do innych kościołów i stali się jednym z najbardziej niereligijnych, ateistycznych narodów świata. I nic złego w Czechach z tego powodu się nie stało.

W Polsce spadek religijności będzie postępował wraz z rozwojem gospodarczym i wzrostem bezpieczeństwa ekonomicznego i socjalnego. Ale ponieważ z poczuciem bezpieczeństwa krucho, trudno oczekiwać szybkiego kryzysu religii. Inaczej mówiąc, rozwój gospodarczy i cywilizacyjny będzie owocował spadkiem religijności, ale – z drugiej strony – utrzymujący się niski poziom bezpieczeństwa ekonomicznego i socjalnego będzie działał w przeciwnym kierunku, tj. na rzecz wzrostu religijności (Jak trwoga to do Boga).

Politycy tacy jak Jarosław Gowin, którzy są ostrymi katolikami i zarazem ostrymi wolnorynkowcami, działają jakby z szatańską premedytacją: chcą gospodarki wolnorynkowej w wersji zdecydowanie redukującej bezpieczeństwo ekonomiczne i socjalne. Taka gospodarka wzmaga religijność, napędza Kościołowi wiernych, a katolickim politykom – wyborców. Nie twierdzę, że tak to sobie oni wykoncypowali, ale tak to działa.

Co więcej, religia pomaga utrzymać zalęknionych pracowników i przedsiębiorców w posłuszeństwie, łagodzi stan psychicznego napięcia, staje się czymś w rodzaju środka uspokajającego, opium dla cierpiących, ich nadzieją i ucieczką od złego świata. Religia jest, jak pisał jeden z dawniejszych filozofów, westchnieniem uciśnionych stworzeń, sercem nieczułego świata, opium dla ludu.

Religijność pozwala jeszcze bardziej ograniczać bezpieczeństwo ekonomiczne i socjalne, co z kolei wzmacnia religijność. Koło się zamyka. Ten sam skutek ma straszenie Polaków Unią Europejską, spiskami przeciw Polsce, Rosją, imigrantami, nie liczące się z tym, na ile zagrożenia te są realne.

Warto jednak wyciągnąć wnioski z przeszłości. Jeżeli ludzi pozbawi się poczucia bezpieczeństwa za bardzo, to i religia nie pomoże. Zalęknieni przedsiębiorcy i pracownicy poprą masowo – nie tylko w Polsce – jakąś współczesną odmianę faszyzmu lub komunizmu. I wolny rynek się skończy. Ktoś w telewizji ogłosi, że właśnie skończył się kapitalizm.

Słowo na zakończenie

Osoby niewierzące w Boga, niereligijne, nie identyfikujące się z żadnym wyznaniem, są bardzo liczne – a czasami stanowią nawet większość – w trzech krajach naszego regionu: w Czechach, Estonii i na Węgrzech. W krajach tych po upadku komunizmu nie nastąpił i nie następuje „powrót religii”.

Jak można najkrócej przedstawić to, co w tych trzech krajach się zdarzyło?

Pozbyto się władzy komunistycznej, ale ludzie nie poddali się religijnemu zniewoleniu. Można powiedzieć, że pozbyli się jednych kajdanków, ale nie pozwolili nałożyć sobie innych. Nie uciekli od wolności (tak mógłby powiedzieć Erich Fromm, gdyby żył). Mając dość komunistycznej władzy, nie ulegli propagandzie religijnej i nie padli na kolana przed klerem.

Polacy masowo uklękli w czasach komunizmu i teraz z trudem przychodzi im wstać. Nie musieli klękać, nie jest prawdą, że bez Kościoła i religii Polska by nie przetrwała. Byłaby za to dziś zdrowsza, mniej konserwatywna i nie tak śmieszna w swej religijnej donkiszoterii.

city kwadrat mini-87344_960_720Polski ksiądz z kropidłem, święcący wszystko co popadnie, to Don Kichot współczesnej Europy. 

Powoli jednak religijność w Polsce słabnie, na szczęście jest dość powierzchowna. Dzięki temu Polska i inne religijne kraje naszego regionu różnią się na plus od krajów islamskich, gdzie ludzie stali się religijnymi kukłami kierowanymi przez żądny władzy kler. – Alvert Jann

……………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona”  – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/ – tytuł mówi za siebie.

Nowy sondaż o religijności w Europie Zachodniej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/nowy-sondaz-o-religijnosci/sondaż z 2017 r.

Sens” według teologów i nie tylko – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sens-wedlug-teologow-i-nie-tylko/ – o sensie życia.

Dowód na nieistnienie. Kogo?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/ – o dowodzeniu nieistnienia Boga.

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ – o tzw. opętaniach przez szatana i kościelnych egzorcystach.

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/ – o ukrywanych stronach Biblii.

………………………………………………………………………………

 

Ćwiczenia z ateizmu. Część 36 „Dlaczego Francuzi czczą rewolucję 1789 r.?”

france-63022_960_720Po transformacji ustrojowej w Polsce można było usłyszeć słowa zdziwienia, że Francuzi ciągle czczą rewolucję 1789 r. W kręgach prawicowych, konserwatywnych i katolickich rewolucję tę przedstawiano jako największe zło, być może większe niż rewolucja bolszewicka 1917 r. Oczekiwano nawet, że Francuzi niebawem potępią swoją rewolucję, tak jak u nas potępiono rewolucję bolszewicką. A tu stało się inaczej. 14 lipca, symboliczna data wybuchu rewolucji, to nadal święto narodowe Francji. Co więcej, do Paryża na obchody przybył nawet prezydent USA Donald Trump. Co za rozczarowanie dla polskich konserwatystów. Trump wyraźnie zawiódł ich ideologicznie i symbolicznie, mógłby z prezydentem Macronem rozmawiać, ale żeby czcić rewolucję 1789 r.?

Warto przypomnieć, dlaczego rewolucja francuska 1789 r. jest wielka i czczona wbrew przekonaniom polskich konserwatystów. Powiem tylko o jednym doniosłym akcie. Jest to Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 r.

Deklaracja ma charakter zarówno prawny i polityczny, jak i etyczny. Można bez przesady powiedzieć, że zawiera najbardziej dziś wpływową i dynamiczną etykę. Nie jest skostniała. Zaletą Deklaracji jest to, że „przekłada” wartości etyczne na język prawa i polityki.

Oczywiście nie wszędzie jest przyjmowana z kwiatami, budzi nie tylko szczegółowe kontrowersje, ale także totalny sprzeciw, jak w przypadku fundamentalistów różnych religii i dyktatorów.

* * *

Podstawy etyki i polityki praw człowieka stworzyli w Europie w XVIII w. myśliciele okresu Oświecenia. Przyjęta w 1789 r. przez francuskie Zgromadzenie Narodowe „Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela” stwierdza m.in.:

Ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w swych prawach. Zróżnicowania społeczne mogą być oparte wyłącznie na pożytku powszechnym” (art.1).

Wolność polega na możności czynienia wszystkiego, co nie szkodzi drugiemu (…) nie ma innych granic niż te, które zapewniają korzystanie z takich samych prawa innym członkom społeczeństwa” (art.4).

Kościelni autorzy oburzają się do dziś, że Kościół doznał krwawych represji w toku rewolucji francuskiej 1789 r., a rewolucja nie przestrzegała praw człowieka. Co najkrócej można odpowiedzieć? Że nie chcą dostrzegać, jak opresyjny był feudalny i stanowy ustrój, w którym Kościół był wielkim posiadaczem dóbr materialnych i wyzyskiwaczem. Że w historii jest też zasada: „gwałt niech się gwałtem odciska” (Adam Mickiewicz „Oda do młodości”). Że przeciw wolności i równości zbrojnie wystąpili arystokraci i europejscy monarchowie, a Kościół był po ich stronie. Zbrojne walki i wojny nie sprzyjają przestrzeganiu praw człowieka, sprzyjają za to okrucieństwu. Rewolucja francuska stanowi także przestrogę, by nie rozstrzygać przemocą konfliktów we własnych szeregach. 

Dziś władze kościelne twierdzą, że uznają prawa człowieka. To dobrze. Trzeba jednak powiedzieć, że do połowy XX w. Kościół odrzucał i negował prawa człowieka. Obecnie skłonny byłby wprowadzać liczne ograniczenia zgodne z własnym interesem, a nie z interesem ogółu.

Biskupi polscy do dziś nie pogodzili się z rozdziałem państwa i Kościoła. Uznają doktrynę wyższości „prawa bożego” nad prawem stanowionym zgodnym ze standardami praw człowieka, ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Mówią otwarcie, że chcą daleko idących zmian prawa obowiązującego w Polsce. I to oni mieliby decydować, jakie to prawo ma być, interpretując zgodnie ze swoim interesem Pismo Święte.

W kościelnych głowach majaczy całkowity zakaz używania środków antykoncepcyjnych, całkowity zakaz aborcji i karanie więzieniem kobiet za aborcję, represjonowanie homoseksualizmu, zakaz in vitro, zakaz prowadzenia badań prenatalnych (także USG), klerykalizacja szkolnictwa, w nieco dalszej perspektywie zakaz rozwodów, karalność seksu przed i pozamałżeńskiego (tak jest w państwach islamistycznych, a najostrzejsze kary dotyczą kobiet), odrzucenie zasady równości kobiet i mężczyzn, ograniczenie wolności religijnej i wprowadzenie w znacznym zakresie cenzury kościelno-państwowej. Co jeszcze?

Władze kościelne mogą dziś sprawiać wrażenie, jakby nie chciały stosować represji. Ale gdyby mogły, to by chciały.

* * *

Prawa człowieka mają regulować w pożądany etycznie sposób stosunki między ludźmi. Ograniczają władzę państwową i mają chronić przed jej nadużywaniem, ale mają chronić człowieka także przed kościołami, wspólnotami, organizacjami, przed społecznością lokalną, rodziną i innymi grupami, także tymi, do których należy się dobrowolnie. Można powiedzieć, że mają chronić człowieka przed człowiekiem. U podstaw etyki praw człowieka leży idea ograniczenia krzywd doświadczanych przez ludzi w życiu społecznym. Deklaracje i konwencje praw człowieka dotyczą właśnie powyższych spraw.

Główne zasady etyki praw człowieka to: zakaz dyskryminacji i równe traktowanie bez względu na narodowość, rasę, światopogląd, religię, płeć, orientację seksualną, majątek; wolność ograniczona tylko wolnością innych; wolność myśli, sumienia i wyznania; wolność słowa, zgromadzeń i stowarzyszeń; prawo do wolności osobistej i do sprawiedliwego procesu; prawo do regularnych wolnych wyborów; zakaz tortur; zakaz niewolnictwa; współcześnie bardzo wysoką rangę zyskują prawa socjalne. – Alvert Jann

……………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Gra królem Chrystusem” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/ (o ideologii zawartej w akcie uznania Chrystusa za króla Polski)

Lekcje religii w szkołach wyższych” –  https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/ (o ekspansji Kościoła w szkolnictwie wyższym)

Złe skutki lekcji religii, cz. 1” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii/ (tytuł mówi wszystko)

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/ (o dowodach na nieistnienie Boga)

……………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu. Część 35 „Diabeł i inne demony”

devil-32429_960_720Szatan, czyli diabeł, i inne demony są upadłymi aniołami, którzy w sposób wolny odrzucili służbę Bogu i Jego zamysłowi. (…) Usiłują oni przyłączyć człowieka do swego buntu przeciw Bogu” – tak czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego (pkt 414).

Katechizm jednoznacznie stwierdza, że diabeł to nie abstrakcja, nie symbol zła, nie przenośnia, ale realnie istniejąca osoba. Np. w jednym z punktów wyjaśnia się wiernym, że Zło, o którym mówi główna katolicka modlitwa Ojcze Nasz „nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza osobę, Szatana, Złego, anioła, który sprzeciwił się Bogu. Diabeł (dia-bolos) jest tym, który przeciwstawia się zamysłowi Boga” (pkt 2851).

Robią z wiernych głupków

Jeśli dziś władze kościelne każą wierzyć w istnienie diabła i demonów, to robią z siebie i wiernych głupków.

Opowieści o przedziwnych istotach, duchach, demonach, potworach, smokach są tak stare jak ludzka kultura. Fantastyczne stwory zasiedlają mitologie wszystkich ludów Bliskiego Wschodu. Nic więc dziwnego, że także w księgach Starego i Nowego Testamentu mamy – obok Boga – anioły, diabła, demony oraz mnóstwo niesamowitych wydarzeń. Także Bóg jest nikim więcej niż fantastycznym stworem ze starożytnych mitologii.

Mitologie religijne były starożytną próbą zrozumienia i wyjaśnienia świata. Rzecz w tym, że starożytność i średniowiecze dawno minęły, ale Kościół trwa przy ówczesnych fantastycznych wyobrażeniach.

Chciałbym podkreślić bardzo mocno. Nie idzie mi o to, że w Piśmie Świętym występuje diabeł i że są tam opowieści z tym osobnikiem w roli głównej. Jest zrozumiałe, że Pismo Święte zawiera wyobrażenia charakterystyczne dla tamtych czasów.

Idzie mi o to, że władze kościelne także dziś głoszą wiarę w istnienie osobowego diabła i osobowych demonów. Biblijne mity podają jako faktyczne wyjaśnienie – o czym napiszę za chwilę – zła, chorób i śmierci. Każą wierzyć w dziwaczne, starożytne wyobrażenia, wtłaczają w głowy uczniów na lekcjach religii.

W dawniejszych kościelnych publikacjach diabły występowały często jako strażnicy piekła. Widziałem popularny katechizm z końca XIX w. Na okładce widniał wielki kocioł, w którym w płonącej smole smażą się grzesznicy. Na obrzeżach kotła siedzą czarne diabły z długimi widłami i pilnują.

Sceny takie znikły dziś z kościelnego nauczania, ale diabeł ma się tam dobrze. Przedstawia się go najczęściej jako istotę kuszącą do grzechu, wmawia ludziom, że on ciągle działa. Powtarza się też literalnie średniowieczne ustalenia w kwestii diabła i demonów, w szczególności ustalenia soboru laterańskiego z 1215 r.

Od nauk o diable nie stronił Jan Paweł II. Papież powtarzał wiernie, bez dystansu i refleksji moralnej, średniowieczne nauki kościelne o diable. Pierwsze zdania jego głośnej katechezy na ten temat brzmią:

„Głoszenie królestwa Bożego zawsze oznacza zwycięstwo nad diabłem, ale jego budowanie stale narażone jest na zasadzki złego ducha. Mówić o tym (…) znaczy przygotowywać się do walki, która w tym ostatecznym czasie dziejów zbawienia jest właściwa życiu Kościoła (jak twierdzi tekst Apokalipsy)”.

Apokalipsa to księga wchodząca w skład Nowego Testamentu, zawierająca obłędną wizję walki Chrystusa i aniołów z siłami diabła. Interpretacja tego szalonego tekstu przysparza dziś teologom kłopotów. Sugerują, że to przenośnia, ale papież wpisuje się bez reszty w wizje Apokalipsy, powiela je. Można odnieść wrażenie, że papież popadł w obłęd w ślad za autorem Apokalipsy, prorokiem św. Janem (powstanie tej księgi datuje się na przełom I/II w. nowej ery).

end-of-the-world-mini-342343_960_720 (1)

Katecheza Jana Pawła II w większości składa się z urojeń zawartych w Piśmie Świętym, podawanych bez refleksji jako fakty, dosłownie a nie jako przenośnie. Oto papież stwierdza:Działalność szatana w stosunku do ludzi objawia się przede wszystkim w kuszeniu ich do zła. Zły duch usiłuje wpłynąć na człowieka, na jego wyobraźnię oraz na wyższe władze jego duszy, by odwrócić je od prawa Bożego” (tekst katechezy zamieszczam na końcu).

Kościół podtrzymuje dziś w pełni całą ustaloną w średniowieczu mitologię, przyznającą diabłom i demonom fundamentalną rolę. Co najwyżej łagodzi największe nonsensy. Ciągle zależy mu, jak widać, na straszeniu wiernych diabłem, by tym sposobem – powiem bez przesady – panować nad ich umysłami. Bo jeśli człowiek do wczesnego dzieciństwa jest faszerowany irracjonalnymi wierzeniami, to nie zawsze potrafi się tego balastu pozbyć i łatwiej poddaje się wpływom kościelnych władz.

Zło, choroby i śmierć według Kościoła

Kościół przypisuje olbrzymie znaczenie biblijnemu mitowi o tzw. grzechu pierworodnym.

Pierwsi ludzie zostali – jak głosi mit – skuszeni przez diabła do nieposłuszeństwa Bogu (to tzw. grzech pierworodny). Wskutek tego stali się skłonni do zła, doświadczają też chorób i śmierci. Mitologiczna opowieść biblijna jest traktowana jako rzeczywiste wyjaśnienie zła, cierpień, chorób i śmierci. Władze kościelne nie chcą powiedzieć, że mit ten niczego nie wyjaśnia, jest tylko fantastyczną opowieścią.

Zamiast tego w Katechizmie czytamy: „Za św. Pawłem Kościół zawsze nauczał, że ogromna niedola, która przytłacza ludzi, oraz ich skłonność do zła i podleganie śmierci nie są zrozumiałe bez ich związku z grzechem Adama i faktem, że on przekazał nam grzech, z którego skutkami rodzimy się wszyscy” (403). „Na skutek grzechu pierworodnego natura ludzka została osłabiona w swoich władzach, poddana niewiedzy, cierpieniu i panowaniu śmierci; jest ona skłonna do grzechu” (418).

Otóż cytat ten jest jedną wielką pomyłką. Nie można twierdzić sensownie, że przekazanie nam przez Adama grzechu pierworodnego to „fakt”. Jak ktoś chce, może w to wierzyć, ale nie ma najmniejszych podstaw, by mówić że to fakt. Zresztą Katechizm zawiera ciekawe wyjaśnienie potwierdzające, że to żaden fakt: W jaki sposób grzech Adama stał się grzechem wszystkich jego potomków? (…) Przekazywanie grzechu pierworodnego jest jednak tajemnicą, której nie możemy w pełni zrozumieć(404). Wygląda na to, że jak w Kościele ogłosi się coś bez sensu, to później mówi się, że to tajemnica, której nie można zrozumieć.

Katechizm, w tym co mówi o przyczynach zła, chorób i śmierci, opiera się wyłącznie na mitologicznej opowieści biblijnej. Mity mają to do siebie, że niczego nie wyjaśniają. Stwarzają złudzenie wyjaśniania.

Diabeł panuje??

Katechizm roztacza też paranoiczną wizję panowania diabła nad światem i człowiekiem:

„Nauka o grzechu pierworodnym (…) daje jasne spojrzenie na sytuację człowieka i jego działanie w świecie. Przez grzech pierwszych rodziców diabeł uzyskał pewnego rodzaju panowanie nad człowiekiem” (407). Czytamy też, że świat „cały … leży w mocy Złego” (409).

To całkowity odlot. Sprostujmy Katechizm, diabeł nie zyskał panowania nad człowiekiem i światem. Raczej można przypuszczać, że autorzy Katechizmu postradali rozum lub świadomie kłamią. Strasząc ludzi obłędnymi wizjami chcą uzyskać wpływ na ich umysły.

Katechizm, który cytuję i który obowiązuje dziś w Kościele, został ogłoszony przez Jana Pawła II w 1992 r. Przygotowała go komisja kościelne, powołana przez tegoż papieża. Na jej czele stał kardynał Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI. To oni odpowiadają za średniowiecze, wyzierające z tego katechizmu.

Błąd Katechizmu

Na czym polega błąd popełniany przez Katechizm? Na tym, że mity religijne podaje się jako rzeczywiste wyjaśnienie zła, chorób i śmierci. Na podstawie mitów twierdzi się też, że istnieje diabeł i demony, które kuszą ludzi do złego. Sugeruje się nawet, że diabeł panuje nad światem i człowiekiem.

Mity religijne są tylko mitami, zmyślonymi opowieściami. Przekonanie, że Katechizm i Pismo Święte mówią prawdę o istnieniu diabła, o grzechu pierworodnym i przyczynach zła, chorób i śmierci, jest pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienie poza samą wiarą religijną. Sytuacja katolików jest nie do pozazdroszczenia. Władze kościelne podają irracjonalne wyjaśnienia i każą w nie wierzyć.

Kościelni autorzy próbują czasami łagodzić wymowę mitów i nauk o diable. Ale wygląda to na przysłowiowe odwracanie kota ogonem. Najpierw pisze się nonsensy, a później się to odkręca.

Powstaje też ciekawy problem: Ilu biskupów, księży i szeregowych katolików rzeczywiście wierzy w istnienie diabłów? Ilu tylko mówi i udaje, że wierzy? I czy Jan Paweł II rzeczywiście wierzył w nauki o diable i demonach, które głosił? Kultywowanie wiary w istnienie diabła pogłębia i tak olbrzymie zakłamanie panujące w Kościele.

W najgorszej sytuacji są ci katolicy, którzy rzeczywiście w istnienie wszechobecnych demonów uwierzyli. Są tacy. W związku z intensywnym nauczaniem religii w Polsce, obecnie wzrasta liczba poważnych zaburzeń psychicznych na tle religijnym (są to w szczególności nerwice eklezjogenne i rzekome opętania przez szatana).

Rzeczywiste przyczyny zła

Wiedzy o rzeczywistych przyczynach zła, agresji, chorób i śmierci dostarczają nauki biologiczne. Nie mówią one o jakimś mitologicznym, wyimaginowanym grzechu pierworodnym, ani o diable i demonach, bo nie ma najmniejszych podstaw, by coś takiego brać pod uwagę. 

Tylko słów parę o przyczynach zła, rozumianego jako agresja. 

anger-1300528_960_720Agresja (zachowanie agresywne) to zabicie, pobicie, przemoc fizyczna, a także ranienie słowem, celowe krzywdzenia, dokuczanie, poniżanie, znęcanie się.

Agresja, przede wszystkim fizyczna, jest powszechna wśród zwierząt. Nie ma się więc czemu dziwić, że występuje także wśród ludzi, którzy są – czy to się komuś podoba, czy nie – jednym z gatunków zwierząt. Zwierzęta walczą ze sobą o terytorium, o pozycję w grupie, o dostęp do partnera seksualnego, o pożywienie. Polują, bronią się przed napastnikiem.

Zachowania agresywne wykształciły się w toku ewolucji. Są jednym ze sposobów przystosowywania się organizmów biologicznych do warunków otoczenia, stwarzają szansę życia i przeżycia. Również ludzkie zachowania agresywne ukształtowały się ewolucyjnie jako czynnik sprzyjający przetrwaniu.

Popędy, pchające do agresji, zlokalizowane są u ludzi i innych zwierząt w najstarszej ewolucyjnie części mózgu. Jest to tzw. jądro migdałowe, nazywane też mózgiem gadzim. Zlokalizowane są tam takie uczucia, jak pragnienie jedzenia i seksu, czy też poczucie zimna. Jak wskazują badania mózgu prowadzone za pomocą neuroobrazowania, w tej najstarszej warstwie mózgu znajduje się zarówno źródło agresji, jak i – co ciekawe – źródło zachowań polegających na współpracy, pomocy i empatii. Wskazuje to na głębokie ewolucyjne uwarunkowanie tych dwóch odmiennych rodzajów zachowań.

Trzeba podkreślić, że ewolucyjnie wykształciły się nie tylko zachowania agresywne, ale także zachowania kooperacyjne, takie jak współpraca, pomaganie, opieka nad potomstwem, grupowa solidarność, dzielenie się żywnością, zgodne współżycie, zabawa. U wielu gatunków, np. małp, słoni, delfinów, nie tylko u ludzi, występuje empatia, tj. współczucie.

Czy to wyjaśnienia zadowalające? Religijni autorzy zarzucają często nauce, że nie wyjaśnia wszystkiego. Co odpowiedzieć? Nigdy nie można wyjaśnić wszystkiego, zawsze pojawiają się nowe pytania. Nauka jednak wyjaśnia dużo. Natomiast religia nic nie wyjaśnia, podaje fikcyjne, mitologiczne wyjaśnienia. A powielanie dziś w Kościele starożytnych mitów i wyobrażeń o diable, demonach i grzechu pierworodnym, to karykatura religii. Religia, która takie rzeczy głosi dziś w najważniejszych swych dokumentach, kompromituje sama siebie. – Alvert Jann

…………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiat artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ (o tzw. opętaniach przez szatana)

Złe skutki lekcji religii, cz. 1.”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii/ (o złym wpływie lekcji religii na uczniów)

Co zamiast religii?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/co-zamiast-religii/ (o etyce i polityce praw człowieka)

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/ (mało znane lub pomijane fragmenty Biblii)

………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Katecheza Jana Pawła II o upadłych aniołach wygłoszona 13 sierpnia 1986 r.

Głoszenie królestwa Bożego zawsze oznacza zwycięstwo nad diabłem, ale jego budowanie stale narażone jest na zasadzki złego ducha. Mówić o tym – co zmierzamy uczynić podczas dzisiejszej katechezy – znaczy przygotowywać się do walki, która w tym ostatecznym czasie dziejów zbawienia jest właściwa życiu Kościoła (jak twierdzi tekst Apokalipsy, por. 12, 7).


Równocześnie pozwala to wyjaśnić słuszną wiarę Kościoła, głoszoną w obliczu tych, którzy wprowadzają doń zamieszanie, przypisując zbyt duże znaczenie roli szatana, oraz tych, którzy negują bądź minimalizują jego złowrogą moc (…). Ten „upadek”, który posiada charakter odrzucenia Boga, a co za tym idzie – potępienia, jest stanem dobrowolnie wybranym przez tych wśród duchów stworzonych, którzy radykalnie i nieodwracalnie odrzucili Boga i Jego królestwo, chcąc zagarnąć Jego władzę i zburzyć ekonomię zbawienia oraz porządek całego stworzonego wszechświata. Echem tego są słowa, które brzmią u początku biblijnych dziejów człowieka: będziecie jako Bóg lub jako bogowie (por. Rdz 3, 5). W słowach tych zły duch usiłuje przeszczepić na człowieka tę wewnętrzną postawę rywalizacji, nieposłuszeństwa i opozycji wobec Boga, która jest jakby osią całej jego egzystencji.


Opowieść o upadku człowieka, przekazana przez Stary Testament w Księdze Rodzaju, nawiązuje do owej postawy rywalizacji, którą szatan usiłuje wzbudzić w człowieku, aby skłonić go do występku (por. Rdz 3,5). Także w Księdze Hioba (por. 1, 11; 2, 5.7) czytamy, że szatan usiłuje wywołać bunt u cierpiącego człowieka. W Księdze Mądrości (por. 2, 24) szatan jest przedstawiony jako sprawca śmierci, która weszła w dzieje człowieka wraz z grzechem.


Nauka Kościoła, przedstawiona na Soborze Laterańskim IV (1215 r.), głosi, że diabeł (czy szatan) i inne demony zostali stworzeni przez Boga jako dobre duchy, a stali się złymi z własnej woli (Denz. 428 [800]). Tak więc czytamy w Liście św. Judy: Pan (…) aniołów, tych, którzy nie zachowali swojej godności, ale opuścili własne mieszkanie, spętanych wiekuistymi więzami, zatrzymał w ciemnościach na sąd wielkiego dnia (w. 6). Podobnie w Drugim Liście św. Piotra, gdzie czytamy o aniołach, którzy zgrzeszyli, a Bóg im nie odpuścił, ale wydał [ich] do ciemnych lochów Tartaru, aby byli zachowani na sąd (2, 4). Jeśli Bóg nie odpuszcza grzechu aniołów, to z tej racji, że trwają oni w swym grzechu, że są wiekuiście spętani wiązami tego wyboru, jakiego dokonali na początku, odrzucając Boga wbrew prawdzie o Dobru najwyższym i ostatecznym, którym Bóg sam jest. W tym sensie pisze św. Jan, że diabeł trwa w grzechu od początku (1 J 3, 8). Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma (J 8, 44).


Powyższe teksty pozwalają nam zrozumieć naturę i wielkość grzechu szatana, który polegał właśnie na odrzuceniu prawdy o Bogu, poznanym w świetle rozumu i Objawienia jako nieskończone Dobro, jako Miłość i Świętość sama. A grzech ten był tym większy, im większa była doskonałość i przenikliwość poznawcza rozumu anielskiego, im większa jego wolność oraz pierwotna bliskość w stosunku do Boga. Odrzucając tę prawdę o Bogu aktem swojej wolnej woli, szatan staje się jakby kosmicznym kłamcą i ojcem kłamstwa (J 8, 44): sam żyje w radykalnej negacji Boga i zarazem to własne, tragiczne kłamstwo o Dobru, jakim jest Bóg. usiłuje narzucić stworzeniu, innym istotom stworzonym na obraz Boga, a w szczególności ludziom. W Księdze Rodzaju znajdujemy precyzyjny zapis takiego właśnie zakłamania prawdy o Bogu. które szatan (pod postacią węża) usiłuje przekazać pierwszym przedstawicielom rodzaju ludzkiego, mówiąc, że Bóg nakłada na człowieka pewne ograniczenia, gdyż zazdrośnie strzeże swoich przywilejów (por. Rdz 3,5). Szatan nakłania człowieka, by wyzwolił się spod tego jarzma i stał się jak Bóg.


W swym egzystencjalnym zakłamaniu szatan staje się – jak mówi św. Jan – także zabójcą, czyli niszczycielem tego nadprzyrodzonego życia, jakie Bóg od początku zaszczepił w nim samym, a także w stworzeniach będących z natury obrazem Boga: w innych czystych duchach i w ludziach. Szatan chce zniszczyć życie wedle prawdy, życie w pełni dobra, nadprzyrodzone życie łaski i miłości. Dlatego autor Księgi Mądrości pisze: śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą (Mdr 2, 24). W Ewangelii zaś Chrystus przestrzega: Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10,28).


Na skutek grzechu pierwszych rodziców ów upadły anioł zdobył w pewnej mierze panowanie nad człowiekiem. Naukę tę, stale wyznawaną i głoszoną przez Kościół, potwierdził Sobór Trydencki w Dekrecie o grzechu pierworodnym (por. Denz. 788 [1511]). Wyraża się ona w sposób dramatyczny w liturgii chrztu św., która wzywa katechumena do wyrzeczenia się szatana i jego spraw. Ów wpływ na człowieka, pewne panowanie nad dyspozycjami jego ducha (i ciała), znajduje odzwierciedlenie w Piśmie św., gdzie szatan bywa nazywany księciem tego świata(por. J 12, 31; 14, 30; 16, 11), a nawet bogiem tego świata (por. 2 Kor 4, 4). Znajdujemy poza tym wiele innych nazw określających jego zgubne kontakty z człowiekiem, takie jak Belzebub lub Belial, poza tym duch nieczysty, kusiciel, zły, wreszcie Antychryst (1 J4, 3). Oprócz tego znajdujemy porównania do lwa (1 P 5, 8), do smoka (w Apokalipsie) oraz do węża (Rdz 3). Bardzo często jest używane określenie diabeł – od wyrażenia greckiego diaballein (stąd diabolos), co znaczy: powodować zniszczenie, dzielić, rzucać oszczerstwa, oszukiwać. Prawdę mówiąc, to wszystko przejawia się od początku w działalności złego ducha, którego Pismo św. przedstawia jako osobę, równocześnie wskazując na to, że nie jest sam: jest nas wielu – wołają do Jezusa duchy nieczyste w kraju Gerazeńczyków (por. Mk 5, 9); diabeł i jego aniołowie – mówi Jezus w opisie Sądu Ostatecznego (por. Mt 25,41).


Pismo św., a zwłaszcza Nowy Testament, w wielu miejscach mówi o tym, że panowanie i działanie szatana oraz innych złych duchów obejmuje cały świat. Świadczy o tym choćby przypowieść Chrystusa o roli (którą jest świat), o dobrym nasieniu i o złym, które diabeł zasiewa jakby chwast wśród pszenicy, starając się równocześnie wyrywać z serc to dobro, jakie zostało w nich zasiane (por. Mt 13, 38-39). I stąd też te liczne wezwania do czujności (por. Mt 26,41; 1 P 5, 8), do modlitwy i postu (por. Mt 17,21). Stąd dobitne stwierdzenie Pana Jezusa: Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą (Mk 9,29). Działalność szatana w stosunku do ludzi objawia się przede wszystkim w kuszeniu ich do zła. Zły duch usiłuje wpłynąć na człowieka, na jego wyobraźnię oraz na wyższe władze jego duszy, by odwrócić je od prawa Bożego. „Szczytowym” przejawem tego działania jest kuszenie samego Chrystusa (por. Łk4, 3-13), w którym szatan usiłuje stanąć na przeszkodzie ustanowionym przez Boga wymogom ekonomii zbawienia.


W pewnych wypadkach działalność złego ducha wywiera wpływ nie tylko na rzeczy materialne, ale może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka, wtedy mówimy o opętaniu (por. Mk 5, 2-9). Nie zawsze łatwo jest określić to, co w tego rodzaju wypadkach jest wynikiem działania sił nadprzyrodzonych. Kościół nie popiera i nie może popierać tendencji do zbyt pochopnego przypisywania wielu faktom bezpośredniego działania demona. Zasadniczo nie może jednak zaprzeczyć temu, że szatan, powodowany chęcią szkodzenia i prowadzenia do zła, może posunąć się do tego krańcowego przejawu swojej wyższości.


Wypada nam dodać na koniec, że wstrząsające słowa Jana apostoła: cały (…) świat leży w mocy złego (1 J 5, 19), wskazują na obecność szatana w historii ludzkości, nasilającą się w miarę jak człowiek i społeczeństwa odsuwają się od Boga. Wówczas też wpływ złego ducha może się pełniej i skuteczniej „zakonspirować”, co z pewnością odpowiada jego „interesom”. Najskuteczniej może on działać wówczas, gdy udaje mu się skłonić człowieka, by zaprzeczył jego istnieniu w imię racjonalizmu lub jakiegokolwiek innego prądu myślowego, który nie chce wiedzieć o jego działaniu w świecie. Oczywiście działalność szatana nie eliminuje wolnej woli oraz odpowiedzialności człowieka ani też nie niweczy zbawczego działania Chrystusa. Chodzi tu raczej o konflikt pomiędzy ciemnymi siłami zła a siłą odkupienia. Jakże przejmujące są w związku z tym słowa, które Chrystus u progu swej męki wypowiedział do Piotra: Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara (Łk 22, 31-32).
Rozumiemy więc teraz, dlaczego Pan Jezus w tak stanowczy sposób kończy modlitwę królestwa Bożego Ojcze nasz, której nas nauczył, w odróżnieniu od wielu innych modlitw tamtych czasów, przypominając nam o tym, że w życiu jesteśmy stale narażeni na podstępne działanie Zła-Złego. Chrześcijanin, zwracając się do Ojca w duchu Jezusa i wzywając Jego królestwa, woła z całą mocą swojej wiary: Nie wódź nas na pokuszenie, wybaw nas od Zła, ode Złego. Spraw, Panie, byśmy nie zgrzeszyli niewiernością, do której namawia nas ten, który od samego początku był niewierny.

(Źródło: https://archiwum.milujciesie.org.pl/nr/temat_numeru/katecheza_jana_pawla_ii.html )

…………………………………………………………………………………………………………………..

Ćwiczenia z ateizmu. Część 34 „Teologia nie jest nauką!!”

Teologia to – najprościej mówiąc – nauka o Bogu” – tak piszą jezuici na stronie rekrutującej studentów do Kolegium Bobolanum, nie podając żadnych wyjaśnień. W tygodniku „Niedziela” doktor teologii pisze: „Teologia zaś jest nauką o Bogu, człowieku i świecie, o całej rzeczywistości, widzianej w świetle Bożego objawienia”.

Nazywanie teologii nauką, to strojenie jej w nieswoje szaty. Teologia nie jest nauką, teologia podszywa się pod naukę. Ma to podnieść jej prestiż, poprawić wizerunek. Służy też tworzeniu na uniwersytetach wydziałów teologii, finansowanych z budżetu państwa (no bo skoro teologia jest nauką, to jej miejsce jest na uniwersytetach). Powiedzmy wyraźnie, miejsce teologii jest w Kościele.

Ze względu na rolę, jaką odgrywa w Polsce Kościół katolicki, będę pisał tylko o teologii katolickiej. Ale teologie innych religii również nie należą do dziedziny nauki.

Czym jest teologia?

Według teologów, teologia jest nauką lub wiedzą o Bogu, człowieku, świecie, zasadach wiary religijnej i zasadach moralnych, opartą na objawieniu bożym, zawartym w Piśmie Świętym. Teologia przyjmuje, że w Piśmie Świętym Bóg objawił ludziom doniosłe „prawdy” – i teologia tych prawd docieka.

Jak pisze jeden z biskupów, profesor teologii: „Teologia bezpośrednio zajmuje się badaniem przekazu Objawienia. Zawiera się ono w Piśmie Świętym i Tradycji. (…) Teologia jest wysiłkiem zrozumienia Bożego Objawienia”. Zaznaczmy, że zwykle dla uproszczenia pomija się tradycję. Według Kościoła jest to przekaz ustny pochodzący z czasów, kiedy Nowy Testament jeszcze nie powstał, ale jest on z Nowym Testamentem ściśle związany.

Teologia nie spełnia wymogów stawianych nauce

1. Podstawowym wymogiem nauki jest empiryczne uzasadnianie twierdzeń. Twierdzenia w nauce nie muszą być całkowicie pewne – chociaż wiele jest całkowicie pewnych! – ale muszą na ich rzecz przemawiać wyniki badań empirycznych, tj. eksperymentów, doświadczeń, obserwacji, analizy zebranych materiałów badawczych różnego rodzaju (dotyczy to nie tylko nauk przyrodniczych, w tym fizyki, ale także społecznych i humanistycznych, o czym później).

Np. naukowa wiedza w dziedzinie astrofizyki jest dalece niepełna i w wielu punktach niepewna, ale jest uzasadniona badaniami empirycznymi. Co więcej, jest w znacznym zakresie potwierdzona w praktyce, bo pozwala na umieszczanie w kosmosie sztucznych satelitów i na loty międzyplanetarne. Potwierdza to jej wartość, wskazuje, że nie jest iluzją, złudzeniem.

Dodajmy, że także hipotezy naukowe (przypuszczenia) muszą opierać się na wynikach wcześniejszych analiz i badań empirycznych. Nie są całkowitą fantazją.

A co z teologią?

Twierdzenia teologii pozbawione są jakiegokolwiek uzasadnienia empirycznego. Może to będzie przykre dla osób religijnych, ale niestety, teologia i wierzenia religijne to czysta fantazja, fikcja. Spójrzmy na najważniejsze twierdzenia teologii: Istnieje Bóg osobowy, aniołowie i szatan (też istoty osobowe); Bóg dał człowiekowi duszę nieśmiertelną, dzięki czemu człowiek będzie żyć wiecznie po śmierci ciała; Bóg sądzi ludzi po śmierci i są oni zbawieni, potępieni lub przez pewien czas odbywają karę; Choroby i śmierć to skutek grzechu pierworodnego, tj. nieposłuszeństwa Bogu, jakiego dopuścili się pierwsi ludzie; Przed końcem świata Chrystus ponownie zstąpi na ziemię, wszyscy ludzie zmartwychwstaną i odbędzie się sąd ostateczny; Pismo Święte zawiera boże objawienie, tj. „prawdy”, które zawarł tam sam Bóg.

Na rzecz powyższych twierdzeń nie przemawiają żadne uzasadnienia empiryczne, które na gruncie nauki można by uznać. Nie można też uznać, że zostały potwierdzone w praktyce. Nie ma dowodów, że np. przestrzegając kościelnych nakazów rzeczywiście można być zbawionym, a nie przestrzegając – potępionym.

Teolodzy twierdzą często wprost, że wierzenia religijne nie podlegają empirycznemu sprawdzeniu (tj. za pomocą obserwacji, doświadczeń, eksperymentów), bo dotyczą zjawisk nadprzyrodzonych. Coraz częściej mówi się też, że wiara religijna nie wymaga żadnego uzasadnienia, bo wiara polega właśnie na tym, że wierzy się bez dowodów. Jeżeli tak, to mamy dodatkowe potwierdzenie, że teologia, która te wierzenia głosi, nie jest nauką. Co więcej, stawia to teologię i wiarę religijną w trudnej sytuacji, bo odbiera im wiarygodność.

2. Teolodzy twierdzą, że zdobywają wiedzę w sposób nadprzyrodzony, tj. za pośrednictwem objawienia bożego i za pomocą wiary, którą zawdzięczają łasce bożej. Np. Jan Paweł II pisał, że „obok poznania właściwego ludzkiemu rozumowi … istnieje poznanie właściwe wierze” (idzie o wiarę religijną); „w pierwszym przypadku poznajemy przy pomocy naturalnego rozumu, a w drugim przy pomocy wiary” (Encyklika „Wiara i rozum” 8-9).

Metodologia nauki nie uwzględnia nadprzyrodzonych metod zdobywania wiedzy. Dlaczego? Bo przekonanie, że metody te są czymś realnym i że można w ten sposób cokolwiek zbadać, jest niewiarygodne, pozbawione uzasadnienia, bezpodstawne. Teolodzy przypominają mistrzów magii.

3. Teologii nie można uznać za dziedzinę nauki także ze względu na przedmiot badań. Dlaczego?

Badania naukowe wymagają, by przedmiot badań istniał realnie. Tym przedmiotem jest przyroda, mikro i makrokosmos, organizmy żywe, psychika, życie społeczne, kultura, język, sztuka.

Brak natomiast argumentów pozwalających sądzić, że realnie istnieje przedmiot badań teologii. Nic nie wskazuje, że w Piśmie Świętym Bóg rzeczywiście cokolwiek objawił, oraz że rzeczywistość nadprzyrodzona istnieje realnie. Nic nie wskazuje, że badając Pismo Święte, badamy boże objawienie i możemy dowiedzieć się czegoś o Bogu.

Przedmiotem badań naukowych może być treść Pisma Świętego (zajmują się tym religioznawcy, historycy, filolodzy) oraz wierzenia i urojenia religijne dotyczące objawień, ale nie objawienie boże i rzeczywistość nadprzyrodzona jako takie. Podobnie przedmiotem badań filologicznych mogą być bajki o krasnoludkach, ale nie krasnoludki, bo ich realnego istnienia nie stwierdzono.

Teolodzy badają tekst Pisma Świętego, tj. zawartość starożytnych mitologicznych ksiąg, a mówią, że badają objawienie boże i zdobywają wiedzę o Bogu i sprawach nadprzyrodzonych. Teologia bada własne złudzenia, jest jak wąż, który karmi się własnym ogonem.

Dodajmy, że w publikacjach naukowych czasami pojawia się „objawienie” jako temat badań, ale idzie tam o coś innego niż w teologii. Psychologia/psychiatria zajmuje się poczuciem objawienia, doznaniem psychicznym doświadczanym przez niektórych ludzi, albo też omamami/halucynacjami, które nazywa się objawieniami. Zaś religioznawcy i etnolodzy opisują zjawiska religijne, nazywane często „objawieniami”, jakich doświadczają mistycy, szamani itp. Celem wymienionych badań nie jest jednak – inaczej niż w teologii – dociekanie, jakie to prawdy przekazuje Bóg, Matka Boska, siły wyższe czy duchy.

Co więcej, nie ma argumentów pozwalających uznać, że domniemany obiekt dociekań teologów, jakim ma być Bóg, istnieje. W związku z tym mówi się czasami humorystycznie, że teologia jest nauką, której przedmiot nie istnieje.

Przytaczane są oczywiście argumenty na rzecz istnienia boga, ale są one błędne i niewiarygodne. Podam jeden przykład. Teolodzy powołują się na zasadę, że wszystko musi mieć swoją przyczynę, swojego stwórcę. Na tej podstawie twierdzą, że przyczyną istnienia świata jest Bóg, który świat stworzył. Jest to argumentacja bezzasadna.

Dlaczego?

Teolodzy bezpodstawnie, z definicji przyjmują, że Bóg nie musiał być przez nikogo stworzony, że jest rzeczywistością ostateczna. Nie ma powodu, by się z nimi zgadzać. Skoro wszystko musi mieć swojego stwórcę, to trzeba zapytać, kto stworzył Boga. A jeżeli Bóg nie musiał być – jak twierdzą teolodzy – przez nikogo stworzony, to równie dobrze świat jako całość wraz z prawami przyrody – nie musiał być stworzony.

W ten właśnie sposób na bezzasadność argumentacji teologicznej wskazywał Bertrand Russell (logik, matematyk, filozof,1872-1970) i wielu późniejszych krytyków religii.

Świat jest rzeczywistością niezwykłą. Jest bardzo możliwe, że w ciągle zmieniającej się postaci świat istnieje wiecznie (także przed tzw. wielkim wybuchem). Przekonanie, że wszystko musi mieć swoją przyczynę, swojego stwórcę, można odnieść co najwyżej do obiektów istniejących wewnątrz świata, ale nie do świata jako całości. Świat ma cechy rzeczywistości niezniszczalnej, wiecznej, samoistnej, nie stworzonej przez nikogo. Teza, że świat musiał być przez kogoś stworzony, a tym kimś jest Bóg, jest bezpodstawnym urojeniem, nie wytrzymującym logicznej, a tym bardziej empirycznej, krytyki.

Powyższe trzy punkty wystarczą, by stwierdzić, że teologia nie jest nauką.

Podsumujmy: Teologia nie jest nauką, bowiem:

1. Twierdzeniom teologicznym brak jakiegokolwiek empirycznego uzasadnienia, a uzasadnienie empiryczne jest wymogiem nauki.

2. Teolodzy mówią, że zdobywają wiedzę w sposób nadprzyrodzony, tj . za pośrednictwem objawienia bożego i wiary zawdzięczanej łasce bożej – nauka nie może uznać takiej metody.

3. Przedmiotem teologii jest objawienie boże zawarte w Piśmie Świętym. Zasady, obowiązujące w nauce, nie pozwalają uznać, że Bóg rzeczywiście cokolwiek tam objawił. Nie ma też argumentów pozwalających uznać, że istnieje Bóg.

Teologia i duch Poppera

Teolodzy, chcąc osłabić zarzut, że ich ustalenia nie są wsparte badaniami empirycznymi, zwracają uwagę, że także twierdzenia nauk przyrodniczych nie są całkowicie pewne i ustalone raz na zawsze. W efekcie nowych badań bywają zmieniane lub odrzucane. W szczególności metody indukcyjne, powszechnie stosowane w nauce, nie prowadzą do twierdzeń całkowicie pewnych (najkrócej mówiąc, metody te polegają na formułowaniu twierdzeń na podstawie wielu zbadanych przypadków, tj. na uogólnianiu, co może być zawodne). Wiadomo też, że procedury weryfikacji twierdzeń nie gwarantują, że twierdzenie nie będzie obalone w przyszłości.

Ulubieńcem teologów jest dziś często Karl Popper (1902-1994), filozof zajmujący się problematyką nauki, który w publikacjach z połowy XX w. akcentował właśnie, że twierdzeń naukowych nie można traktować jako całkowicie pewnych.

Dziś, po ponad półwiecznej dyskusji, okazuje się, że problem niepewności wiedzy naukowej nie jest tak ważny, jak początkowo się wydawało. Można nieco prześmiewczo powiedzieć:

No i co z tego, że wiedza naukowa nie jest całkowicie pewna? Nic. Wystarczy, że – po pierwsze – jest uzasadniona wynikami badań empirycznych. I po drugie, jest dostatecznie pewna, by skutecznie sprawdzać się w praktyce, by na jej podstawie skutecznie leczyć ludzi, konstruować samoloty, umieszczać w kosmosie sztuczne satelity i sondy, zorganizować błyskawiczną telekomunikację w skali globu, podejmować loty międzyplanetarne, na razie bezzałogowe. Wiedza naukowa nie jest iluzją. Ponadto wiele twierdzeń naukowych jest całkowicie pewnych.

A teologia? Jej ustalenia nie mają żadnego wsparcia w badaniach empirycznych. I o ile ustalenia nauki nie są całkowicie pewne, to ustalenia teologii są całkowicie niepewne (zero pewności). Wiarygodność wiedzy naukowej, uzasadnionej empirycznie i potwierdzonej w praktyce, jest wysoka, wiarygodność teologii – żadna.

Trzeba też powiedzieć zdecydowanie, wbrew przesadnym sceptykom, że wiedza naukowa jest w znacznym zakresie całkowicie pewna. Twierdzenie, że w Układzie Słonecznym planety krążą wokół Słońca, a nie Słońce wokół Ziemi, jest całkowicie, absolutnie pewne. Taka jest rzeczywistość. Nie jest to złudzenie, ani wytwór naszych zawodnych zdolności poznawczych. Ludzki mózg jest wytworem przyrody i w znacznym zakresie potrafi mówić prawdę o otoczeniu, które go wytworzyło. Wiadomo też, że nauka potrafi przekraczać kolejne bariery poznawcze, sięgać, gdzie wzrok nie sięga.

Sam Harris, biolog i propagator ateizmu, wypowiedział garść cierpkich słów pod adresem „nieuważnych zwolenników” Karla Poppera i Thomasa Kuhna, fizyka i historyka nauki (1922-1996), który podnosił szczególnie kwestię zmienności teorii naukowych. Harris nie zgadza się ze spotykanym czasami poglądem, że nauka jest dziedziną dyskursu równoważną z literaturą piękną czy religią. Akcentuje, że wiedza naukowa jest uzasadniona wieloma badaniami empirycznymi, co – przypomnijmy – w przypadku teologii i wierzeń religijnych w ogóle nie ma miejsca. Wiemy dziś – pisał jako biolog – że DNA jest podstawą genetycznej dziedziczności i szanse na to, że okaże się to całkowicie nieprawdziwe, są w rzeczywistości zerowe. Inaczej mówiąc, wiedza na temat dziedziczności będzie się zmieniać, ale rola DNA nie zostanie całkowicie zakwestionowana (Sam Harris, Koniec wiary, s. 84-85).

Dodam dużo prostszy przykład z dziedziny nauk historycznych: Badania wskazują, że istniały starożytne cywilizacje – egipska, grecka i inne. Jest to całkowicie pewne, chociaż wiedza o nich będzie się w wielu punktach zmieniać.

Z problemów pewności i zawodności wiedzy naukowej warto zdawać sobie sprawę, ale nie są trafne wypowiedzi sugerujące, że wszelkie dyskursy – nauka, mitologia, religia, literatura – są równoważne, lub że wszelka wiedza naukowa jest niepewna, albo że wszystko jest możliwe.

Podsumowując:

1. Wiedza naukowa jest wprawdzie w wielu punktach niepewna, ale jest uzasadniona badaniami empirycznymi i sprawdza się w praktyce. To wystarczy.

2. Wiele ustaleń nauki ma charakter całkowicie pewny, wraz z postępem nauki zasób tych ustaleń wzrasta. Trzeba to przypominać, bo niektórzy zapominają.

3. Wiedza naukowa jest bez porównania bardziej wartościowa poznawczo niż mitologia, literatura piękna, religia i teologia, ezoteryka itp. (z wymienionych tylko niektóre rodzaje literatury pięknej mają w pewnym zakresie wartość poznawczą).

Teologia a nauki humanistyczne i społeczne

Często porównuje się teologię do nauk humanistycznych, albo wręcz traktuje jako naukę humanistyczną. Niesłusznie. Podobieństwo jest powierzchowne, różnice fundamentalne. Potwierdzają, że teologia nie jest nauką.

Na czym polega podobieństwo?

Teolodzy, badając Pismo Święte i historię tamtego okresu, korzystają z metod badawczych i osiągnięć językoznawstwa, filologii, nauk historycznych (historia jest nauką społeczną), religioznawstwa. Teolog, podobnie jak badacz reprezentujący wymienione dziedziny nauki, analizuje źródła historyczne, bada biblijne języki, znaczenie słów i pojęć występujących w biblijnych księgach, interpretuje teksty.

Dlaczego mimo to nie można uznać, że teologia jest jedną z nauk humanistycznych, lub że wykazuje daleko idące do nich podobieństwo?

Bo nauka i teologia należą do zasadniczo odmiennych dziedzin ludzkiej kultury, pozostających ze sobą w głębokim konflikcie, w sprzeczności.

1. Nauki humanistyczne i społeczne, tak jak nauka ogólnie, nie dociekają objawienia bożego. Ich celem jest zdobycie wiedzy o człowieku i o kulturze. Natomiast głównym celem teologii jest dociekanie, co też Bóg w Piśmie Świętym przekazał. Z punktu widzenia współczesnej metodologii nauk humanistycznych i społecznych jest to cel iluzoryczny, pozbawiony uzasadnienia i sensu. Nauki te badają tekst Pisma Świętego, wierzenia i wyobrażenia religijne, ale nie badają zawartego tam objawienia bożego, bo nic nie wskazuje, że objawienie boże to zjawisko realne.

2. Wbrew temu, co się czasami sądzi, współczesne nauki humanistyczne i społeczne mają charakter empiryczny. Ustalenia tych nauk – tak jak nauki ogólnie – są uzasadniane wynikami badań empirycznych, analizą tekstów źródłowych, badaniami archeologicznymi, obserwacją życia społecznego ludzi, analizą statystyk, badaniami opinii publicznej.

Przykład z dziedziny filologii: Jeżeli filolodzy twierdzą, że Mickiewicz był poetą romantycznym, uzasadniają to empirycznie wskazując na treść jego utworów. Również pojęcie romantyzmu, przyjęte w badaniach kultury i literatury europejskiej, jest uzasadnione empirycznie przez wskazanie odpowiadających mu idei i cech utworów artystycznych.

Natomiast ustalenia teologii (twierdzenia teologiczne, „prawdy wiary”) są pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienia empirycznego. Można oczywiście stwierdzić, że w Piśmie Świętym występuje potężna, niewidzialna postać nazywana Bogiem, oraz aniołowie i szatan. Można stwierdzić, że według Biblii Bóg stworzył świat, sądzi ludzi po ich śmierci itd. Nie ma jednak żadnych wiarygodnych badań empirycznych, które nawet w niewielkim stopniu potwierdzałyby rzeczywiste istnienie tych postaci oraz realność sądu bożego po śmierci, zbawienia, potępienia itp.

3. Inny głęboki konflikt, to religijna stronniczość w przeciwieństwie do bezstronności. Teologia jest stronnicza, zaś nauki humanistyczne i społeczne przyjmują zasadę bezstronności. Na czym to polega?

Teologię cechuje wyznaniowe, religijne traktowanie Pisma Świętego. Jest to dla teologii dokument wyjątkowy, ma przymioty nadnaturalne, zawierać ma jedyną prawdę objawioną przez Boga. Zaś teksty innych religii są w tym rozumieniu fałszywe. Również jedna tylko religia, chrześcijaństwo, jest – według teologii – prawdziwa, a inne są fałszywe.

Taki pogląd na Pismo Święte i religię pozostaje w sprzeczności z zasadami współczesnych nauk humanistycznych i społecznych. Nie wartościują one jednych ksiąg religijnych jako zawierających rzeczywiście boże objawienie, a innych jako nie zawierających objawienia. Nie wartościują też jednych religii jako prawdziwych, a innych jako fałszywe. Dlaczego? Bo przekonanie, że jedne religie zawierają rzeczywiste boże objawienie i są prawdziwe, a inne nieprawdziwe, jest pozbawione jakiegokolwiek wiarygodnego uzasadnienia empirycznego i racjonalnego (rozumowego, logicznego). Jest to przekonanie całkowicie dowolne, oparte wyłącznie na wierze religijnej, a nie na wiarygodnych argumentach.

Teologia a nauki formalne/dedukcyjne

Jest jeden bardzo szczególny i ważny rodzaj nauk. To nauki formalne, dedukcyjne, a właściwie matematyczno-logiczne (matematyka i logika). W odróżnieniu od nauk przyrodniczych, społecznych i humanistycznych, nie są to nauki empiryczne, nie zajmują się badaniem otaczającej nas rzeczywistości. Opierają się na logicznie uzasadnionych aksjomatach i wyprowadzaniu z nich twierdzeń. Są to nauki bardzo ważne w badaniach empirycznych, pozwalają liczyć, tworzyć modele matematyczne, wyciągać zasadnie wnioski. Ale matematyka i logika nie badają wprost rzeczywistości.

Czy teologię można zaliczyć do nauk formalnych/dedukcyjnych?

Nie można. Teologia opiera się na przekonaniu, że Pismo Święte zawiera boże objawienie. Nie jest to aksjomat, który można porównać do aksjomatów matematyki i logiki. Objawienie boże to religijne wyobrażenie, a nie formalny, matematyczno-logiczny aksjomat. Nauki formalne/dedukcyjne nie polegają na tym, że można przyjąć jakikolwiek aksjomat i już mamy naukę. Aksjomat musi mieć poważne logiczne uzasadnienie. Nie stworzymy formalnej/dedukcyjnej nauki o krasnoludkach przyjmując aksjomat, że istnieją, bo tak mówią bajki o krasnoludkach.

Również istnienia Boga nie można uznać za racjonalnie/logicznie uzasadniony aksjomat formalny. Np. rozumowanie, że wszystko musi mieć swoją przyczynę, więc musi istnieć pierwsza przyczyna, którą jest Bóg, nie może pełnić roli logicznie uzasadnionego aksjomatu. Nawet jeżeli uznamy, że pierwsza przyczyna musi istnieć, to pozostaje całkowicie nieuzasadnione przekonanie, dlaczego tą pierwszą przyczyną ma być Bóg – i to Bóg, o którym mówi teologia, tzn. osobowa istota duchowa, opiekująca się ludźmi, karząca ich za grzechy itp. A ponadto nie wynika z tego, że istnieją aniołowie, szatan, sąd boży po śmierci, zbawienie i potępienie.

Teologia a filozofia

Wskazuje się często na podobieństwo między teologią a filozofią, bo filozofia również nie spełnia kryteriów stawianych nauce współczesnej. Są to podobieństwa powierzchowne, a próby łączenia filozofii z teologią dają w rezultacie hybrydę, twór niespójny, eklektyczny. Wygląda to jak łączenie wiary w duchy z racjonalnymi rozważaniami.

Filozofia od zarania swoich dziejów (VI w. starej ery) była próbą wyjaśnienia świata zrywającą z mitologią religijną, w której głównymi postaciami byli bogowie. Do dziś rdzeniem filozofii są rozważania i analizy racjonalne, bez odwoływania się do objawienia bożego i Pisma Świętego.

Zaś dzisiejsza teologia jest kontynuatorką starożytnej mitologii zawartej w księgach Starego i Nowego Testamentu.

Najkrócej mówiąc, teologia docieka, co też Bóg objawił ludziom w Piśmie Świętym. Zaś filozofia docieka spraw świata i człowieka wyłącznie w oparciu o ludzkie zdolności myślenia, o ludzki rozum. Teologia ma opierać się na źródłach nadnaturalnych, na objawieniu bożym i poznawaniu za pomocą wiary danej przez Boga – zaś filozofia na naturalnych, ludzkich zdolnościach poznawczych.

Czasami mówi się, że teologia, tak jak filozofia, posługuje się metodami spekulatywnymi, tzn. rozumowaniem nie opartym na empirii. Jednak podobieństwo jest tu powierzchowne. Spekulacje teologiczne i filozoficzne mają głęboko odmienne podstawy. Spekulacje teologiczne opierają się na bożym objawieniu, zaś źródłem spekulacji filozoficznych ma być ludzka zdolność myślenia, bez czerpania ze źródeł nadprzyrodzonych. Filozofia współczesna ma charakter racjonalnych przemyśleń i refleksji dotyczących świata, człowieka, kultury, nauki, etyki i wartości. Natomiast teologia nieuchronnie skazana jest na powielanie religijnych wyobrażeń wywodzonych z Pisma Świętego.

Teologia nie jest wiedzą

Teologia nazywana jest często wiedzą, ale nie jest to określenie trafne.

Współcześnie najczęściej definiuje się wiedzę jako zasób sprawdzonych informacji z jakiejś dziedziny. Wiedzą w tym rozumieniu jest nie tylko wiedza naukowa, ale także wiedza praktyczna z różnych dziedzin, począwszy od ludowego ziołolecznictwa po przepisy kiszenia kapusty; od znajomości zasad ruchu drogowego po wiedzę potrzebną do konstruowania komputerów.

Teologia nie jest wiedzą, bo jej tezy nie są w żadnym stopniu uzasadnione wynikami badań empirycznych i nie są w sposób wiarygodny sprawdzone praktycznie. Teologia nie dostarcza twierdzeń, które mogą być na gruncie nauki uznane, ani wiedzy praktycznej, która byłaby w sposób wiarygodny sprawdzona. Np. nie ma dowodów, że wypełniając kościelne nakazy można być zbawionym, a nie wypełniając – potępionym. Nic bowiem nie wiadomo, by jacyś grzesznicy, innowiercy, heretycy i ateiści zostali potępieni, lub by osoby religijne zostały zbawione. Nie ma też wiarygodnych dowodów, że Bóg rzeczywiście wysłuchuje ludzkich modlitw o zdrowie i pomyślność. Chyba dlatego osoby religijne nie są skore polegać tylko na modlitwie i na wszelki wypadek biorą leki.

Trzeba dodać, że pojęcie wiedzy używane bywa także w bardzo szerokim znaczeniu. Ma się wtedy na myśli każdy zasób informacji z jakiejkolwiek dziedziny, bez względu na wiarygodność i racjonalne, empiryczne lub praktyczne potwierdzenie.

Wiedzą nazywa się wtedy także np. znajomość magii i wróżbiarstwa, okultyzm, ezoterykę, mistycyzm, chociaż nie dostarczają żadnych sprawdzonych wiarygodnie informacji o czymkolwiek. Przy tak szerokim pojęciu wiedzy, również teologię można nazwać wiedzą.

Powstaje wtedy pytanie, do jakiego rodzaju wiedzy trzeba by teologię zaliczyć? Otóż do tego samego, co znajomość magii, wróżbiarstwa, czarów itp. Tę dziedzinę ludzkiej myśli można by nazwać (łącznie z teologią) wiedzą fantastyczną, iluzoryczną lub irracjonalną, chociaż najlepiej w tych przypadkach nie mówić o wiedzy, bo to zakrawa na nonsens.

Podsumowując: Teologia nie jest wiedzą z podobnych powodów, z jakich nie jest nauką: jej ustalenia nie zostały w żadnym stopniu wiarygodnie potwierdzone.

Czym teologia jest dziś naprawdę?

1. Teologia jest częścią religii, kultywuje i porządkuje wierzenia religijne, należy do dziedziny religii. Nie jest nauką, ani wiedzą. Badania naukowe dotyczące Pisma Świętego, prowadzone przez teologów – filologiczne, historyczne i religioznawcze – mają charakter jedynie pomocniczy. Gdyby teolodzy poprzestawali na nich, teologia przestałaby praktycznie istnieć. Stałaby się dziedziną religioznawstwa. Tak dzieje się na zachodnich uniwersytetach, gdzie nierzadko wydziały teologii tracą religijny charakter, przekształcają się w wydziały studiów nad religią. Jest to wtedy religioznawstwo, a nie teologia w dawnym rozumieniu.

2. Teologia pełni służebną rolę wobec władz Kościoła. Jako zasób wierzeń religijnych i instytucji jest ściśle podporządkowana interesom władz kościelnych. Mamy tu pełną analogię między rolą teologii i instytutów teologicznych, a rolą marksizmu-leninizmu i instytutów marksizmu-leninizmu w krajach byłego bloku komunistycznego. Jedni teolodzy są ekspertami od kościelnych wierzeń, inni propagandystami, jeszcze inni dydaktykami w szkolnictwie wszystkich poziomów. Teolodzy są dziś pracownikami frontu ideologicznego Kościoła (nazwa „front ideologiczny” używana była w PRL w odniesieniu do działań propagandowych i pracowników partyjnych działających w tej dziedzinie – analogia jest tu pełna).

3. W Polsce wydziały teologii, istniejące na kilku państwowych uczelniach, są ściśle podporządkowane władzy biskupa diecezjalnego. Pełni on funkcję  „wielkiego kanclerza”. Wszystkie ważne decyzje muszą być przez niego zatwierdzone, również dotyczące zatrudnienia. Podstawą prawną jest konkordat oraz umowa między Rządem RP a Kościołem katolickim.

Możliwe są dwa wyjścia z tej niezdrowej sytuacji: albo usuniecie wydziałów teologicznych z państwowych uniwersytetów, albo taka  zmiana statutów, by nie były to wydziały podporządkowane władzom Kościoła, ale funkcjonowały na takich samych warunkach jak inne (czyli przekształcenie wydziałów teologii w wydziały religioznawstwa). – Alvert Jann

PS. O wydziałach teologii i uczelniach kościelnych finansowanych przez budżet państwa pisałem szerzej w: „Lekcje religii w szkołach wyższych” (link poniżej).

…………………………………………………………………

Alvert Jann „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. 

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Lekcje religii w szkołach wyższych” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/ (o wydziałach teologii i uczelniach katolickich)

Argumenty przeciw istnieniu Boga” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/argumenty-przeciw-istnieniu-boga-komentarz-podrecznikow-religii/ (tytuł mówi za siebie)

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/ (o dowodzeniu nieistnienia Boga)

……………………………………………………………………………………………..

Ćwiczenia z Ateizmu. Część 33 „Sprzeczności między nauką a religią: 10 przykładów”

pope-309611_640Kościół twierdzi, że między nauką a religią katolicką nie ma sprzeczności. Są to zapewniania ogólnikowe. Liczne sprzeczności są faktem, podam 10 przykładów dotyczących chrześcijaństwa, przede wszystkim katolicyzmu. W przypadku innych religii przykłady pod różnymi względami musiałyby wyglądać inaczej. Trzeba jednak powiedzieć wyraźnie, że sprzeczne z nauką są wszystkie religie.

1. Religia katolicka stoi na stanowisku, że świat został stworzony przez osobowego Boga. Nauka nie może tego twierdzenia uznać. Nie ma wprawdzie dziś wystarczająco uzasadnionej naukowej teorii powstania świata, ale nie oznacza to, że prawdziwe są wyjaśnienia religijne. Twierdzenie o stworzeniu świata przez Boga jest pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienia, które na gruncie nauki może być wzięte pod uwagę. Jest ono zaczerpnięte z Biblii i ma charakter mitologiczny (teolodzy za przenośnię uznali stworzenie świata w ciągu sześciu dni, ale biblijny mit o stworzeniu świata przez Boga obowiązuje w Kościele). Różne religie głoszą różne mity dotyczące powstania świata; starożytni Grecy uznawali, że jest wieczny. Między wyjaśnieniami mitologicznymi a wyjaśnieniami naukowymi istnieje nieprzekraczalna sprzeczność.

2. Sprzeczna z nauką jest teoria końca świata, której naucza Kościół. Jak w skrócie wygląda ta teoria? Według Kościoła Chrystus ponownie zstąpi na Ziemię, odbędzie się sąd ostateczny, po czym z woli Boga nastąpi koniec obecnego świata. Tak można przeczytać również w szkolnych podręcznikach religii.

Żadne naukowe teorie przyszłości świata nie przewidują takiej wersji wydarzeń. Badania naukowe wskazują na „koniec świata” – w niewyobrażalnie odległym czasie – w efekcie zjawiska rozszerzania się wszechświata (ucieczki galaktyk) lub ponownego zacieśniania się. Pojawiają się też hipotezy dotyczące cykliczności, tj. cyklicznego rozszerzania się i zacieśniania wszechświata.

Koncepcja końca świata, której naucza Kościół, opiera się na biblijnych mitach, a nie na badaniach naukowych. Między religią a nauką mamy tu ewidentną sprzeczność.

3. Kościół uznaje dziś fakt ewolucji w przyrodzie, ale nadal stoi na stanowisku, że człowiek powstał wskutek ingerencji Boga w proces ewolucji. Oto oficjalne stanowisko polskich biskupów w sprawie ewolucji (2006 r.): „Ewolucja wiedzie ku pojawieniu się człowieka jako istoty wolnej, odpowiedzialnej i świadomej. Ale sama z siebie tego progu nie pokonuje. W celu powołania do życia człowieka Bóg mógł posłużyć się jakąś istotą przygotowaną na planie cielesnym przez miliony lat ewolucji i tchnąć w nią duszę – na swój obraz i podobieństwo”.

Stanowisko Kościoła jest sprzeczne z nauką. Nauki biologiczne przedstawiają proces ewolucji dokonujący się bez bożej ingerencji. Bardzo dobrze pokazują, jak ewolucja „sama z siebie” pokonuje próg oddzielający człowieka od innych gatunków. Biologia na przykład bardzo dobrze dokumentuje, jak stopniowo w toku ewolucji kształtował się układ nerwowy i mózg – od form najprostszych, po bardzo złożone u ssaków i człowieka. Nauka nie uznaje ingerencji Boga w proces ewolucji, bo brak na to jakiegokolwiek uzasadnienia poza wiarą religijną.

4. Kościół stoi niezmiennie na stanowisku, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną daną mu przez Boga i dzięki temu będzie mógł żyć wiecznie. Czekać go ma zbawienie, tj. stan wiecznej szczęśliwości, pokuta, albo potępienie. Żadne badania naukowe nie potwierdzają istnienia duszy i perspektywy wiecznego życia. Kościół powołuje się na Pismo Święte i twierdzi, że to prawda.

5. Kościół zupełnie poważnie twierdzi, że choroby i śmierć to skutek grzechu pierworodnego, tj. nieposłuszeństwa Bogu, jakiego mieli się dopuścić pierwsi ludzie. Podkreślmy, że to mitologiczne wyjaśnienie, zaczerpnięte z Biblii, nie jest uznane za przenośnię. Także szkolne podręczniki religii mówią o nim wyraźnie jako o wyjaśnieniu realnym, a nie w przenośni.

Nauka nie może tego wyjaśnienia uznać, gdyż opiera się ono wyłącznie na biblijnej opowieści o grzechu pierworodnym. Nie przeszkadza to teologom i religijnym naukowcom głosić, że między nauką a religią nie ma sprzeczności.

6. Nauka wymaga, by twierdzenia, które uznaje się za prawdziwe, były uzasadnione wynikami badań empirycznych, tj. obserwacji, doświadczeń, eksperymentów, analizy dostępnych materiałów (sposobami uzasadniania twierdzeń zajmuje się metodologia nauki). Twierdzenia naukowe mogą nie być pewne na 100%, ale ich bezpośrednie lub pośrednie empiryczne potwierdzenie jest konieczne.

Także hipotezy naukowe (przypuszczenia) muszą opierać się na analizach i badaniach naukowych. Nie mogą być dowolnymi fantazjami.

Podstawowe twierdzenia podawane przez Kościół, mówiące o istnieniu Boga, aniołów, szatana, duszy nieśmiertelnej, o objawieniu bożym zawartym w Piśmie Świętym i inne, nie są w żadnym stopniu uzasadnione empirycznie. Z tego powodu nie mogą być na gruncie nauki uznane, ani nawet potraktowane jako hipotezy. Natomiast władze kościelne twierdzą, że są prawdziwe. Stwarza to przepaść i sprzeczność między nauką a religią.

7. Sprzeczny z nauką jest sposób, w jaki Kościół dochodzi do swoich ustaleń.

Kościół twierdzi, że Pismo Święte zawiera prawdy objawione przez Boga. Dla Kościoła jest to wiarygodne źródło wiedzy o Bogu, człowieku i świecie. Teolodzy kościelni badają Pismo Święte, by zawarte tam prawdy poznać.

Nauka nie może uznać, że Pismo Święte rzeczywiście zawiera boże objawienie, bo brak jakichkolwiek argumentów, które by to przekonanie uzasadniały (nie ma też zresztą podstaw, by uznać istnienie Boga). Z punktu widzenia nauki Pismo Święte nie jest wiarygodnym źródłem wiedzy. Zawiera, obok niektórych historycznych i geograficznych faktów, masę zmyśleń i mitów. Poszukiwanie w Piśmie Świętym prawd objawionych przez Boga jest – z punktu widzenia współczesnej nauki – religijną fikcją, urojeniem. Nauka nie szuka w Biblii prawd objawionych.

8. Kościół twierdzi, że korzysta z nadprzyrodzonego sposobu poznawania prawdy o Bogu, świecie i człowieku. Ma to być poznawanie przy pomocy wiary, którą zawdzięcza łasce bożej. Pisze o tym także Jan Paweł II: „obok poznania właściwego ludzkiemu rozumowi … istnieje poznanie właściwe wierze” (idzie o wiarę religijną); „w pierwszym przypadku poznajemy przy pomocy naturalnego rozumu, a w drugim przy pomocy wiary” (Encyklika „Wiara i rozum” 8-9).

Otóż nauka nie może uznać, że coś takiego, jak badanie/poznawanie „przy pomocy wiary” istnieje. Powód: brak uzasadnienia. Władze kościelne bez żadnego uzasadnienia głoszą, że taka metoda istnieje i każą w to wierzyć także w podręcznikach religii. Nie ma argumentów wskazujących, że Bóg rzeczywiście dał teologom katolickim czy komukolwiek dar poznawania wiarą.

Podsumujmy punkty 7 i 8: Nauka nie uznaje żadnych nadprzyrodzonych źródeł wiedzy – ani objawienia bożego, ani poznawania przy pomocy wiary. Konsekwencje tego są dla religii i Kościoła druzgocące. Nauka odmawia teologii i religii jakiegokolwiek udziału w poznawaniu świata i człowieka, a także w poznawaniu rzeczywistości nadprzyrodzonej (bo nawet jeśli przyjmie się, że rzeczywistość nadprzyrodzona nie jest tylko religijną fantazją, to teolodzy nie mają sposobu, by tę rzeczywistość badać).

Kościół nie chce się z tym werdyktem pogodzić, zgłasza roszczenia poznawcze i formułuje wiele twierdzeń dotyczących rzeczywistości nie tylko nadprzyrodzonej, ale także naturalnej (dotyczących świata, przyrody, człowieka, np. że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, a choroby i śmierć są skutkiem grzechu pierworodnego). Z punktu widzenia nauki są to twierdzenia pozbawione uzasadnienia; nie są to nawet hipotezy.

9. Religia opiera się wyłącznie na wierze – zaś nauka opiera się na badaniach empirycznych, spełniających wymogi metodologii obowiązującej w nauce. Są to praktyki sprzeczne, prowadzące do sprzecznych wyników. Religia przyjmuje, że istnieje Bóg, aniołowie, szatani, rzeczywistość nadprzyrodzona, dusza nieśmiertelna, objawienie boże zawarte w Piśmie Świętym – zaś nauka niczego takiego nie stwierdza i traktuje jako wierzenia religijne.

Czy mamy tu sprzeczność między nauką a religią? Sprzeczności by nie było, gdyby nauka chociaż w niewielkim stopniu potwierdziła istnienie rzeczywistości nadprzyrodzonej. Ale nie potwierdza.

10. Nauka współczesna stoi na stanowisku naturalizmu: w praktyce przyjmuje, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości, tj. natura, czyli przyroda. Natura to makro i mikrokosmos, wszechświat i cząstki elementarne, przyroda nieożywiona i organizmy żywe oraz ich pochodne, tj. doznania psychiczne i świadomość (są to pochodne funkcjonowania organizmów żywych, nie istnieją niezależnie od nich).

Dla nauki nie istnieje rzeczywistość nadnaturalna, nadprzyrodzona czy boska. Dlaczego? Bo jej istnienia nie stwierdzono. Dlatego nauka – w sprzeczności z religią – ignoruje rzeczywistość nadnaturalną, Boga, aniołów, szatana, podobnie jak ignoruje duchy leśne i niewidzialne krasnoludki pomagające ludziom lub psocące.

Komentarz

1. Wbrew temu, co się czasami sądzi, naturalizm nauki (tj. uznanie, że istnieje tylko natura/przyroda i jej pochodne) nie jest założeniem, aksjomatem, dogmatem, filozofią, światopoglądem czy ideologią przyjmowaną przez naukowców. Wynika z praktyki badawczej. Gdyby istnienie rzeczywistości nadnaturalnej dało się stwierdzić chociażby w niewielkim stopniu, na gruncie nauki by to z pewnością uznano. Ale nie stwierdza się.

Rozróżnia się czasami naturalizm ontologiczny i metodologiczny. Jak mówią zwolennicy tego rozróżnienia, pierwszy uznaje, że istnieje tylko natura, przyroda. Zaś drugi przyjmuje jedynie, że w badaniach naukowych nie należy brać pod uwagę przyczyn nadnaturalnych. Rozróżnienie to wprowadzono dlatego, że są naukowcy, którzy wierzą w istnienie Boga, chociaż w badaniach naukowych tego nie uwzględniają.

Można zauważyć, że rozróżnienie to dotyczy poglądów naukowców, a nie nauki. W przypadku badań i teorii naukowych sprawa jest jednoznaczna: Boga i przyczyn nadprzyrodzonych pod uwagę się nie bierze, bowiem ich istnienia w żadnym stopniu nie stwierdza się. Oznacza to w konsekwencji, że pojęcie Boga i rzeczywistości nadprzyrodzonej zostaje przeniesione do dziedziny wierzeń religijnych lub fantastyki paranaukowej.

Natomiast na gruncie religii przyjmuje się, że Bóg, aniołowie i szatan istnieją realnie jako osoby duchowe i ingerują w sprawy świata i człowieka.

Oto zajmujący przykład. Kościół nie wstydzi się oficjalnie głosić, że szatan może realnie wstąpić w ludzkie ciało (nazwano to opętaniem). Biskupi powołują egzorcystów, którzy tego szatana mają wypędzić. W Polsce działa ponad stu egzorcystów. Obiektem ich zabiegów, często szokujących, stają się osoby doznające zaburzeń psychicznych polegających na poczuciu, że owładnął nimi szatan.

Według neurologii i psychiatrii to poważne zaburzenia psychiczne z kategorii schorzeń schizofrenicznych i paranoicznych. Wiara w opętania przez demony pochodzi z czasów starożytnych, ale Kościół z niej nie rezygnuje.

2. Naukowiec może osobiście wierzyć w Boga lub jakąś formę rzeczywistości nadprzyrodzonej, ale jest to jego prywatny pogląd. W badaniach naukowych nie bierze się czegoś takiego pod uwagę.

Jak wyjaśnić fakt, że człowiek może w swoim umyśle łączyć zarówno religijne urojenia, jak i wiedzę naukową? 

Najkrócej mówiąc, mózg ludzki powstawał w toku przebiegającej dość chaotycznie ewolucji, wskutek czego tworzy on wewnętrznie niezborną całość. W efekcie poglądy ludzkie również bywają niezborne. Człowiek myśli w znacznej mierze racjonalnie, ale często także nieracjonalnie. Wiara w boga jest nieracjonalna, ale odpowiada na pewne ludzkie potrzeby. Dlatego jest szeroko akceptowana i skutecznie wdrażana w toku wychowania i życia w społeczeństwie. Naukowcy są takimi samymi ludźmi jak inni. Ulegają religijnej indoktrynacji i irracjonalnym skłonnościom, chociaż na ogół rzadziej i w mniejszym stopniu niż przeciętnie w danym społeczeństwie. Czasami dochodzą do tego zaburzenia psychiczne polegające na przykład na uznawaniu, obok poglądów racjonalnych, także poglądów ewidentnie dziwacznych. W grę mogą wchodzić także urojenia oraz tzw. objawienia, wizje i głosy, w przekonaniu doznającego pochodzące od boga, aniołów, świętych itp.

Podsumujmy 10 punktów:

Kiedy ma miejsce sprzeczność poglądów lub twierdzeń?

Ze sprzecznością poglądów czy twierdzeń mamy do czynienia wtedy, gdy są one ze sobą niezgodne, w szczególności gdy wykluczają się. Tak jest często między nauką a religią.

Metodologia współczesnej nauki (tj. zasady uprawiania nauki) neguje jakiekolwiek twierdzenia i wyjaśnienia odwołujące się do czynników nadnaturalnych i Boga, bo ich działania nie stwierdzono. Teologia zaś na takich twierdzeniach się opiera. Mamy ewidentną sprzeczność.

Religia katolicka opiera się na starożytnych mitach i na tej podstawie wyjaśnia powstanie i koniec świata, oraz głosi, że choroby i śmierć to skutek grzechu pierworodnego. Religia obiecuje człowiekowi wieczne życie. Kościół głosi, że Bóg ingerował w proces ewolucyjny i człowiek powstał w efekcie tchnięcia duszy nieśmiertelnej w przedludzką istotę. Wszystkie te wyobrażenia to mity pochodzące z Pisma Świętego, których nauka nie uznaje.

Katolicyzm i nauka różnią się stosunkiem do Pisma Świętego. Dla nauki Pismo Święte nie jest autorytetem ani źródłem wiedzy objawionej przez Boga. Dla katolicyzmu jest autorytetem i źródłem najwyższym, bo nadprzyrodzonym.

Nauka nie uznaje nadprzyrodzonych źródeł i metod zdobywania wiedzy o świecie, człowieku i Bogu; nie uznaje objawienia bożego oraz poznawania przy pomocy wiary zawdzięczanej łasce bożej. Natomiast religia nadprzyrodzone źródła i sposoby zdobywania wiedzy uznaje jak najbardziej.

Nauka ignoruje istnienie rzeczywistości nadprzyrodzonej, bo na jej istnienie brak uzasadnienia. Religia wiarę w rzeczywistość nadprzyrodzoną kultywuje. Religia opiera się jedynie na wierze, nauka na badaniach empirycznych.

Relację nauki do religii sugestywnie charakteryzuje wypowiedź Alberta Einsteina: „Słowo Bóg jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić”. W szerszym rozumieniu, nie ograniczającym się tylko do Biblii, odnosi się to także do innych religii. – Alvert Jann 

PS. Polecam artykuł zamieszczony 1 stycznia 2020 r.: „Teoria Boga krótko wyłożona” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

……………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Koniec świata według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/ (religia i nauka o „końcu świata”)

Ewolucja według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/ (o stosunku Kościoła do ewolucji biologicznej)

Grzech pierworodny” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/ (o ukrytym sensie grzechu pierworodnego)

Argumenty przeciw istnieniu Boga” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/argumenty-przeciw-istnieniu-boga-komentarz-podrecznikow-religii/ (tytuł mówi za siebie)

Kim jest Bóg?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/ (o pojęciu Boga)

„Ilu naukowców wierzy w Boga?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ (wyniki badań dotyczące religijności naukowców)

…………………………………………………………………………………………………

PS. Podaję link do cytowanej wypowiedź Alberta Einsteina: http://wyborcza.pl/1,75400,12641586,Czy_Albert_Einstein_wierzyl_w_Boga_.html 

Link do cytowanego oficjalnego stanowiska Kościoła w sprawie ewolucji: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WE/kep/kosciol_ewolucja_27112006.html

……………………………………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu część 32 „Co zamiast religii?”

Papież -małe1Według konserwatywnych polityków i Kościoła, religia katolicka ma być podstawą etyki życia prywatnego i publicznego w Polsce. Dobitnie wyraził to Jarosław Kaczyński na Jasnej Górze w lipcu 2015: nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół (…) nie ma Polski bez Kościoła, nie ma Polski bez tego fundamentu, który trwa od przeszło tysiąca lat”.

To nieprawda. Najbardziej dynamiczną koncepcją etyczną, prawną i polityczną są we współczesnym świecie prawa człowieka. Politycy nie powinni zapominać, że obowiązują także w Polsce i mają charakter świecki. Czasy Mieszka I i średniowiecze dawno minęły.

Polskę i przekonania moralne Polaków trzeba budować na fundamencie praw człowieka. Nie na religii i Kościele.

A w życiu osobistym? W życiu osobistym drogowskazem lepszym od religii jest tak zwany zdrowy rozsądek. Dzięki niemu ludzie nie stają się marionetkami w rękach władz kościelnych.

Etyka praw człowieka

Współcześnie najdonioślejszą świecką etykę prezentują prawa człowieka. Nie są one tylko przepisami prawnymi – są to zasady etyczne i wartości przekładane na język przepisów prawa.

Główne zasady etyki praw człowieka to: zakaz dyskryminacji i równe traktowanie bez względu na narodowość, rasę, światopogląd, religię, płeć, orientację seksualną, majątek; wolność ograniczona tylko wolnością innych; wolność myśli, sumienia i wyznania; wolność słowa, zgromadzeń i stowarzyszeń; prawo do wolności osobistej i do sprawiedliwego procesu; prawo do regularnych wolnych wyborów; zakaz tortur; zakaz niewolnictwa; współcześnie bardzo wysoką rangę zyskują prawa socjalne.

Prawa człowieka mają regulować – zgodnie z wartościami i etyką praw człowieka – stosunki między ludźmi. Ograniczają władzę państwową i mają chronić przed jej nadużywaniem, ale mają chronić człowieka także przed kościołami, wspólnotami, organizacjami, przed społecznością lokalną, rodziną i innymi grupami, także tymi, do których należy się dobrowolnie. Można powiedzieć, że mają chronić człowieka przed człowiekiem. U podstaw etyki praw człowieka leży idea ograniczenia krzywd doświadczanych przez ludzi w życiu społecznym. Deklaracje i konwencje praw człowieka dotyczą właśnie powyższych spraw.

france-63022_960_720Podstawy etyki i polityki praw człowieka stworzyli w Europie w XVIII w. myśliciele okresu Oświecenia. Przyjęta w 1789 r. przez francuskie Zgromadzenie Narodowe „Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela” stwierdza m.in.:

„Ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w swych prawach. Zróżnicowania społeczne mogą być oparte wyłącznie na pożytku powszechnym” (art.1).

„Wolność polega na możności czynienia wszystkiego, co nie szkodzi drugiemu (…) nie ma innych granic niż te, które zapewniają korzystanie z takich samych prawa innym członkom społeczeństwa” (art.4).

To nie kościelni teolodzy sformułowali zasadę równości wobec prawa i wolności ograniczonej tylko wolnością innych, w tym wolności słowa i wolności wyznania. Takich zasad nie ma w Piśmie Świętym i w katolickiej tradycji. Jeżeli są one tam odszukiwane, to teolodzy robią to w nierzetelny, naciągany sposób. Prześmiewczo można powiedzieć, że teolodzy nawet w działalności inkwizycji dopatrzyliby się genezy wolności słowa i wyznania. Do połowy XX w. władze kościelne otwarcie potępiały prawa człowieka.  

Kościelni autorzy oburzają się do dziś, że Kościół doznał krwawych represji w toku rewolucji francuskiej 1789 r., a rewolucja nie przestrzegała praw człowieka. Co najkrócej można odpowiedzieć? Że nie chcą dostrzegać, jak opresyjny był feudalny i stanowy ustrój, w którym Kościół był wielkim posiadaczem dóbr materialnych i wyzyskiwaczem. Że w historii jest też zasada: „gwałt niech się gwałtem odciska” (Adam Mickiewicz „Oda do młodości”). Że przeciw wolności i równości zbrojnie wystąpili arystokraci i europejscy monarchowie, a Kościół był po ich stronie. Zbrojne walki i wojny nie sprzyjają przestrzeganiu praw człowieka, sprzyjają za to okrucieństwu.

Zamiast religii

Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 r., jak i Powszechna Deklaracja Praw Człowieka przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1948 r. oraz późniejsze konwencje międzynarodowe i dokumenty takie jak Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej, nie powstały pod dyktando władz kościelnych, nie opierają się na religii, nie odwołują się do rzekomego bożego objawienia, do żadnych pism świętych, do żadnej religii, mają charakter świecki.

Można powiedzieć, że świeckie społeczeństwo wzięło sprawy etyki, prawa i polityki w swoje ręce, odrzucając roszczenie władz kościelnych do panowania nad umysłami i państwem. Stało się to nie bez powodu. Duchowieństwo ulegało i ulega dewiacjom, pazerności, korupcji, żądzy władzy. To dlatego powiedziano Kościołowi „dziękujemy, spadajcie”.

Społeczność księży nie potrafi bez nacisku z zewnątrz korygować własnych błędów i dewiacji. Jak diabeł święconej wody boi się wszelkiej kontroli. Np. zawzięcie broni się przed ujawnianiem i karaniem seksualnego wykorzystywania dzieci przez księży. Z trudem czasami udaje się to na Kościele wymusić.

Do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965) Kościół zdecydowanie odrzucał prawa człowieka. Ale także dziś władze kościelne próbują stawiać się ponad prawem, powołują się na rzekomo znane im prawdy objawione i prawo boże. Prawa człowieka uznały tylko dlatego, że ich negowanie groziło Kościołowi marginalizacją. Próbują formułować je po swojemu i stawiać się ponad nimi. Zauważmy, że dla własnego dobra Kościół od początku nie powinien był praw człowieka negować.

Nie ma powodu, by polegać na uczciwości i mądrości władz kościelnych i duchowieństwa. Nic nie wskazuje, że zasługują na to. Już lepiej polegać na świeckiej etyce i polityce praw człowieka, niezależnej od jakichkolwiek kościołów i religii.

Nie widać, by papież Franciszek wprowadzał rzeczywiste zmiany. Rzucane luźno powiedzonka nie zmienią kościelnej rzeczywistości. A zapowiedziana większa niezależność kościołów krajowych od Watykanu może spowodować, że Kościół w Polsce będzie jeszcze większym zadupiem moralnym niż jest.

Katolicki fundamentalizm

Warto pamiętać, że katoliccy fundamentaliści ciągle praw człowieka nie uznają. Dawał temu wyraz np. pisowski poseł Stanisław Pięta: Są ludzie, do których ja siebie zaliczam, którzy uważają, że prawa człowieka nie istnieją. Istnieją obowiązki człowieka i lepiej definiować człowieka poprzez jego obowiązki”.

Po 1989 r. działała zapomniana dziś partia Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, hołdujące idei państwa chrześcijańskiego (w 1991 r. miała 49 posłów i senatorów). Dziś gdzieś w niszowych pismach i umysłach kołacze wizja Polski jako „republiki wyznaniowej”, będąca katolickim odpowiednikiem republiki islamskiej.

Nie tak dawno polscy biskupi uznali schizofreniczne wizje Rozalii Celakówny za rzeczywiste objawienia boże i uroczyście dokonali aktu intronizacji Jezusa na króla Polski. Twierdzą, że „Polska … uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa” (podkreślmy, według nich to Polska uznała, a nie ci, którzy ten akt ogłosili i uznali za swój). Biskupi nie wyzbyli się maniery mówienia za wszystkich Polaków, chociaż nie mają do tego żadnych podstaw; nie zostali wybrani ani przez ogół obywateli, ani nawet przez społeczność katolików. Biskupi przywołali też średniowieczną ideę panowania Jezusa nad wszystkimi narodami. Piszą, że Jezus jest jedynym prawowitym władcą wszystkich państw i narodów, co było i jest niedorzecznością.

revolution-30590_960_720Jak słychać, pisowski rząd przygotowuje wypowiedzenie „Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”, zwanej konwencją antyprzemocową. W kościelnych głowach majaczy całkowity zakaz aborcji i karanie więzieniem kobiet za aborcję, zakaz używania środków antykoncepcyjnych (zdołali  zakazać sprzedaży bez recepty tabletki „dzień po”), zakaz in vitro, zakaz badań prenatalnych (także USG), w nieco dalszej perspektywie karalność stosunków homoseksualnych oraz przed i pozamałżeńskch (tak jest w państwach islamistycznych, a najostrzejsze kary dotyczą kobiet), odrzucenie zasady równości kobiet i mężczyzn, zakaz rozwodów, klerykalizacja szkolnictwa, wprowadzenie w znacznym zakresie cenzury kościelno-państwowej.

To są wszystko śmieciowe koncepcje, wywlekane na światło dzienne, ale przegrywające z etyką i polityką praw człowieka. Również obecna fala demagogicznego radykalizmu w Polsce, Europie i Ameryce może odnosić tylko częściowe i chwilowe sukcesy. Nie ma powrotu do społeczeństwa, w którym władze kościelne dyktowały prawa i zasady moralne.

Słowo na zakończenie

Twierdzenie, że nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż katolicka, jest propagandowym kłamstwem. Świecka etyka i polityka praw człowieka istnieje realnie; PiS, Kościół i kościelni fundamentaliści muszą się z nią liczyć. Czasy dominacji Kościoła w dziedzinie etyki i wartości dawno minęły.

Od epoki Oświecenia Kościół utracił w tych dziedzinach, a także w innych, inicjatywę. Cofa się, próbuje się dostosowywać, ale nie tworzy nowych wartości. Broni starożytnych wierzeń i mitów, którym brak wiarygodności. W najlepszym wypadku poprzestaje na głoszeniu, że chce, by ludzie byli uczciwi i dobrzy. Ale do tego nie jest potrzebna żadna religia ani Bóg.

Nakazy takie jak: bądź uczciwy, nie kradnij, nie rabuj, nie morduj, pomagaj potrzebującym, bądź przyjazny ludziom, to są zasady uniwersalne, starsze niż religie i niezależne od religii. Człowiek nie musi się tych zasad uczyć na lekcjach religii, uczy się ich w rodzinie, szkole i praktycznie w życiu społecznym. Nie trzeba korzystać z nauk kościelnych, by wiedzieć, że kradzież jest czymś złym.

W Polsce, tak jak w krajach zachodnich, zamiast etyki kościelnej wystarczy etyka praw człowieka, powszechne zasady etyczne (nie kradnij, pomagaj potrzebującym itp.) oraz zdrowy rozsądek. Zresztą w Polsce i tak większość ludzi nie kieruje się zasadami i naukami Kościoła. To, czy ktoś postępuje etycznie lub nieetycznie, nie zależy od tego, czy jest wierzącym katolikiem. Zaś społeczność księży sama nie potrafiła i nie potrafi leczyć się z błędów i wypaczeń. Za to skrupulatnie ukrywa zło we własnych szeregach.

Widać też, że w niereligijnych krajach Europy zachodniej żyje się przyjemniej niż w krajach religijnych. Akty terroryzmu są dziś dziełem przede wszystkim religijnych fanatyków.Alvert Jann

………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.  Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Złe skutki lekcji religii (część 1)”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii

Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Chrześcijaństwo obłędu” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

„Lekcje religii w szkołach wyższych” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Argumenty przeciw istnieniu Boga. Komentarz do podręczników religii” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/argumenty-przeciw-istnieniu-boga-komentarz-podrecznikow-religii/

Kim jest Bóg?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

…………………………………………………………………………..

Ćwiczenia z ateizmu. Część 31 „Życie w kłamstwie. Złe skutki lekcji religii, cz. 2.”

child mini-1044177_960_720Jednym ze skutków religii jest, najkrócej mówiąc, życie w kłamstwie. Na czym polega? „Prawdy wiary”, których naucza Kościół, są – najdelikatniej mówiąc – niewiarygodne. Katolicy wierzą w kłamstwa. Jeżeli w kłamstwa się wierzy, to jest się okłamanym i w kłamstwie się żyje.

Autorzy „Pisma Świętego”, na które powołuje się Kościół, dokładali starań, by to co piszą przedstawić jako głos Boga. Np. Mojżesz miał otrzymywać polecenia i zasady prawa bezpośrednio od Boga. Biblijni prorocy głoszą to, co mieli usłyszeć od Boga. Trzeba okazać bezgraniczną łatwowierność, by uwierzyć, że to prawda. Widać wyraźnie, że autorzy spisujący święte księgi dopuszczają się oszustwa. Postępują w myśl zasady, że ciemny lud wszystko kupi.

Władze kościelne postępują podobnie. Powołują się na boże objawienie, które według nich zawierają księgi Starego i Nowego Testamentu. Mamy ciekawą sytuację. Nie dość, że starożytne księgi zostały oszukańczo spreparowane, to jeszcze Kościół twierdzi, że rzeczywiście zawierają boże objawienie. Nie ma na to jakichkolwiek dowodów, argumentów, uzasadnień. Wszystko wskazuje, że to szyte grubymi nićmi kłamstwo. Dlatego wierzyć w to, czego naucza Kościół, to żyć w kłamstwie.

Skupiam tu uwagę na Kościele katolickim, odgrywającym w Polsce największą rolę, ale inne kościoły i religie mają tę samą skazę.

* * *

„Pismo Święte”, tak jak mitologia grecka, zawiera pewne historyczne i geograficzne fakty. Ale jest tam mnóstwo zmyśleń.

Mojżesz co i rusz rozmawia z Bogiem, a następnie obwieszcza bożą wolę Izraelitom. Np. Bóg polecił Mojżeszowi wyprowadzić Izraelitów z Egiptu: „Pan mówił: «Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców, znam więc jego uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z ręki Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód” (Wj 3, 7-8). Według Biblii Bóg kazał Mojżeszowi ogłosić, że zawarł z Izraelitami przymierze. W ten sposób Izraelici dowiedzieli się, że są narodem wybranym.

Można zrozumieć, że Mojżesz i autorzy Biblii, powołując się na Boga, chcieli pokrzepić serca Izraelitów, umocnić patriotycznego ducha. Podobny cel przyświecał Sienkiewiczowi, gdy pisał Trylogię. Sienkiewicz raczej nie podpierał się bożym objawieniem. Natomiast autorzy Biblii i Kościół robią to ciągle. Uporczywe i bezpodstawne powoływanie się na boże objawienie ma smak propagandowego kłamstwa.

Czy mamy wierzyć, że Bóg rzeczywiście przekazał Mojżeszowi wszelkie prawa i zasady mające obowiązywać Izraelitów, łącznie z Dekalogiem? A może najzwyczajniej chciano dodać prawom większego autorytetu mówiąc, że pochodzą od Boga?

Także prorocy mówią to, co mieli usłyszeć wprost od Boga. Np. Izajasz, jeden z głównych biblijnych proroków, tak zaczyna: „Niebiosa, słuchajcie, ziemio, nadstaw uszu, bo Pan przemawia” – i następnie cytuje Boga wytykającego Izraelitom niewierność i liczne nieprawości (Iz 1,2-20).

Zwróćmy uwagę, że także dziś niektórzy ludzie słyszą głos Boga. W klinikach psychiatrycznych diagnozuje się to jako schizofrenię. Izajasz albo cierpiał na to schorzenie, albo kłamał, że ma wieści bezpośrednio od Boga. Współcześni teolodzy i biskupi na ogół nie twierdzą, że słyszą głos Boga. Powołują się na objawienie boże zawarte w „Piśmie Świętym” i na „zmysł wiary”, który mają zawdzięczać łasce bożej. Wychodzi na to samo. Albo mają urojenia, albo próbują wprowadzić wiernych w błąd. Zamiast mówić własnym głosem, powołują się na głos Boga.

Boskie pochodzenie ma mieć mitologia religijna podawana przez Kościół do wierzenia. Mówi ona o stworzeniu świata i człowieka przez Boga, o raju i grzechu pierworodnym, przymierzu Boga z Izraelitami, narodzinach Jezusa, który miał być synem Boga-Ojca poczętym przez Ducha Świętego, został ukrzyżowany, zmartwychwstał i przed końcem świata ma sądzić żywych i umarłych. Jest tam też o duszy nieśmiertelnej, zbawieniu i potępieniu, aniołach, szatanie, licznych cudownych wydarzeniach, w tym uzdrowieniach i wskrzeszaniu zmarłych. Itd.

Podsumujmy: Na prawdziwość wierzeń religijnych, także na istnienie Boga, o którym mówią religie, brak jakichkolwiek dowodów, argumentów, uzasadnień. Wszystko wskazuje, że mamy do czynienia z fantazją przedstawianą jako prawda, czyli z kłamstwem. Dlatego wyznawanie jakiejkolwiek religii to nieuchronnie życie w kłamstwie.

* * *

Teolodzy bronią „Pisma Świętego” twierdząc, że nie można go rozumieć dosłownie, literalnie. Są tam – mówią – przenośnie, symbole, trzeba też wziąć pod uwagę, że księgi miały przemówić do ludzi odległych epok.

Jest to nieskuteczna obrona prawdziwości „Pisma Świętego”. Pozwala natomiast przeinaczać jego treść, dowolnie interpretować, usprawiedliwiać absurdy. Gdy jakieś treści są zupełnie nie do obrony, teolodzy mówią, że to przenośnie, symbole. W ten sposób, mimo absurdów i kompromitującej zawartości, Kościół katolicki niezmiennie utrzymuje, że – jak czytamy w katechizmie – księgi Starego i Nowego Testamentu zawierają prawdy objawione przez Boga, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego i „Boga mają za Autora” (Katechizm 105).

Nie dajmy się zwariować, dziś Bóg nie przemawia do papieży i biskupów – i tak samo nie przemawiał wówczas do Mojżesza i proroków. Nic nie objawił i nie objawia.

Moja znajoma, niepokorna teolożka Celestyna twierdzi, że autorzy ksiąg biblijnych znajdowali się pod natchnieniem poetyckim, powstającym pod wpływem wina a nie Ducha Świętego. Daje ono niepohamowaną zdolność zmyślania. Z Biblii wynika niezbicie, że Izraelici spożywali wina bardzo dużo i traktowali jako produkt pierwszej potrzeby. Wyjaśniałoby to, dlaczego w księgach mamy tyle niedorzeczności i słów wzniosłych jednocześnie.

Wrabianie Boga w autorstwo Biblii, jak robi to katechizm Kościoła katolickiego, jest nie fair. Celestyna mówi, że Bóg, gdyby istniał, na pewno nie zgodziłby się ze stanowiskiem Kościoła. Nie potwierdziłby kłamstwa o boskim pochodzeniu treści zawartych w „Piśmie Świętym”. Zważywszy na dziwactwa i niedorzeczności, których tam pełno, trudno byłoby mu się dziwić.

Oto na przykład w Biblii napisano – mówi Celestyna – że Bóg spowodował śmierć czterdziestu dwojga dzieci, bo biblijny prorok Elizeusz przeklął je imieniem Bożym za niemądre wygłupy. A było to tak: „Kiedy (Elizeusz) postępował drogą, mali chłopcy wybiegli z miasta i naśmiewali się z niego wzgardliwie, mówiąc do niego: «Przyjdź no, łysku! Przyjdź no, łysku!» On zaś odwrócił się, spojrzał na nich i przeklął ich w imię Pańskie. Wówczas wypadły z lasu dwa niedźwiedzie i rozszarpały spośród nich czterdzieści dwoje dzieci.” (2Krl 2,23-24).

A oto co Bóg przekazał ludowi swojemu za pośrednictwem Mojżesza: „Jeśli się bić będą mężczyźni, mężczyzna i jego brat, i zbliży się żona jednego z nich i – chcąc wyrwać męża z rąk bijącego – wyciągnie rękę i chwyci go za części wstydliwe, odetniesz jej rękę, nie będzie twe oko miało litości” (Pwt 25,11-12).

Czy to nie głupota przypisywać Bogu coś takiego? – pyta retorycznie Celestyna.

Nie ma też – dodaje – żadnego uzasadnienia przekonanie, że Bóg uznaje Kościół katolicki za swój.

* * *

Wielu ludzi, wychowywanych w religijnych rodzinach, zrywa z religią wchodząc w okres dojrzewania, gdzieś między 12 a 16 rokiem życia. Sam to przeszedłem. Jak napisałem w innym miejscu, stojąc w kościele w tłumie ludzi coraz bardziej miałem poczucie, że uczestniczę w przedziwnym kulcie nieprawdy, fałszu. Dziwiłem się, że ludzie mogą w te zmyślone „prawdy wiary” wierzyć. Wstydziłem się być w kościele, uczestniczyć w kłamstwie. – Alvert Jann

………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. 

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Złe skutki lekcji religii (część 1)” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

„Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Dusza nieśmiertelna i życie po śmierci” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dusza-niesmiertelna-i-zycie-po-smierci/

Jak ks. prof. Heller dowodzi istnienia Boga?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ks-prof-heller-dowodzi-istnienia-boga/

Kościół jest niepotrzebny!” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/kosciol-jest-niepotrzebny/

Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Mit narodu wybranego i przymierza z Bogiem – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/mit-narodu-wybranego-i-przymierza-z-bogiem/

……………………………………………………………………………………….

Ćwiczenia z ateizmu. Część 30 „Czytanie Pisma Świętego”

married-23778_960_720Oto co Bóg przekazał ludowi swojemu za pośrednictwem Mojżesza: Jeśli się bić będą mężczyźni, mężczyzna i jego brat, i zbliży się żona jednego z nich i – chcąc wyrwać męża z rąk bijącego – wyciągnie rękę i chwyci go za części wstydliwe, odetniesz jej rękę, nie będzie twe oko miało litości” (Pwt 25,11-12).

Co to za Bóg, który wymyśla tak dziwaczne i okrutne prawa? Czy komuś mądremu i sprawiedliwemu mogło przyjść do głowy tak niemądre i niesprawiedliwe prawo? A może to tylko przenośnia i wcale nie idzie o obcinanie żonie ręki, bo ratując męża przed napastnikiem chwyciła go za części wstydliwe?

Za dużo tych przenośni, teolodzy dowolnie sugerują, co jest a co nie jest przenośnią.

Ponadto z przenośniami trzeba uważać, bo same z siebie mogą być jak walenie obuchem w łeb. Słyszałem, że potop, za pomocą którego Bóg miał wytępić wszystkich ludzi i zwierzęta (z wyjątkiem nielicznych osobników uratowanych w arce) to tylko przenośnia. Czego przenośnia? Bożej miłości, sprawiedliwości, czy okrucieństwa? To jakaś głupota, a nie przenośnia. Jeżeli autorzy Biblii chcieli postraszyć grzeszników i wymyślili taką przenośnię, to dali złe świadectwo o sobie. Jeżeli uznamy, że Bóg ich do tego natchnął, to źle świadczy o Bogu.

Absurdów zawartych w Piśmie Świętym nie da się usprawiedliwić żadnymi pokrętnymi wyjaśnieniami.

Niedorzeczność powyższego prawa kontrastuje z tym, co o Piśmie Świętym mówi Katechizm: „Prawdy przez Boga objawione, które są zawarte i wyrażone w Piśmie świętym, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego. Święta Matka Kościół uważa, na podstawie wiary apostolskiej, księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości, ze wszystkimi ich częściami za święte i kanoniczne, dlatego że, spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, Boga mają za Autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane” (KKK 105).

Co wobec tego? Trzeba uczciwie powiedzieć, że Pismo Święte nie zawiera żadnego bożego objawienia. Zostało spisane ok. 2-3 tys. lat temu na użytek starożytnych Izraelitów i ówczesnych wyznawców Jezusa Chrystusa. Zawiera pewne fakty historyczne i geograficzne, ale przede wszystkim mamy tam masę zmyśleń, religijną mitologię i nonsensy. – Alvert Jann

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów.

O Biblii piszę w: „Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Złe skutki lekcji religii”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii/  

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/  

Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/  

Podręczniki do religii. Co wyjaśnia teologia?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/

Ćwiczenia z ateizmu. Część 29: „Złe skutki lekcji religii, cz. 1.”

smiley-1171432_960_720Rodzice często sądzą, że na lekcjach religii dzieci uczą się czegoś dobrego i pożytecznego, uczciwości, zasad moralnych. Mówi się też, że dobrze, by dziecko poznało religię. Rzecz w tym, że na lekcjach religii uczniowie nie otrzymują żadnej wartościowej wiedzy religijnej. Katecheci nauczają biblijnych mitów i religijnych dogmatów, absurdów jak ten, że cierpienia i śmiertelność ludzi to skutek grzechu pierworodnego. Starożytne mity sprzed 2-3 tys. lat podają jako „prawdy wiary”. Nie ma w tym nic dobrego.

Słyszy się czasami, że religia sprzyja prawidłowemu rozwojowi psychicznemu dzieci i młodzieży. To nieprawda. Religia nie jest potrzebna do właściwego rozwoju psychicznego. To, czego dzieci i młodzież uczą się na lekcjach religii, to starożytne wierzenia i mity. Nie są one potrzebne współczesnemu człowiekowi. 

Dziecko uczy się norm moralnych i wszystkiego, co potrzebne do życia, w rodzinie, szkole, otoczeniu rówieśniczym i społecznym. Nie jest do tego potrzebna religia. Nie są do tego potrzebne żadne religijne mity o Bogu, aniołach, szatanach, grzechu pierworodnym, objawieniu, duszy nieśmiertelnej, życiu wiecznym, zbawieniu, potępieniu i Jezusie Chrystusie, który umarł na krzyżu, zmartwychwstał i przed końcem świata będzie sądzić żywych i umarłych. 

Wiedza o Biblii i wierzeniach chrześcijańskich jest potrzebna jedynie jako część ogólnego wykształcenia, podobnie jak wiedza o Iliadzie i mitologii greckiej. Nie jest potrzebna jako przedmiot wiary.

W kościelnych programach nauczania religii mówi się wprost, że celem jest katecheza, nauczanie wierzeń katolickich i wychowanie katolików posłusznych władzom kościelnym. Czytając programy i podręczniki widać wyraźnie, że jest to cel jedyny.

Na końcu zamieszczam dwie katechezy, z pięciu przewidzianych na styczeń, z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele” (Wydawnictwo WAM – Księża Jezuici, Kraków 2012, płyta CD; do płyty dołączony jest notes ucznia zawierający z reguły skróconą wersję tekstu z płyty).

* * *

Nauczanie religii wywiera pod wieloma względami negatywny wpływ na osobowość dzieci i młodzieży, z czego na ogół nie zdajemy sobie sprawy. Powiem o kilku sprawach.

devil-32429_960_720Poczucie lęku

Mówi się, że religia daje wsparcie psychiczne, ale to półprawda. Religia rodzi też poczucie lęku przed Bogiem i – nie śmiejmy się – szatanem, piekłem i nadprzyrodzonym światem duchów. W przypadku bardziej wrażliwych dzieci może być ono bardzo silne i utrzymywać się w dorosłym życiu.

Wzbudzenie lęku przed Bogiem i potępieniem jest jednym z podstawowych celów religii. Ma to miejsce także współcześnie w kościelnym nauczaniu i w treści podręczników. Aby ten lęk nie prowadził do zaburzeń psychicznych, człowiek musi – brzmi to paradoksalnie – nauczyć się ignorować religię. Inaczej, zważywszy na grożące mu kary, nie potrafiłby normalnie żyć. Na ogół osoby religijne, także dzieci, potrafią osłabić w sobie ten lęk do znośnego poziomu, ale doznają trwale mniej lub bardziej widocznych zaburzeń.

Co wobec tego?

Dla właściwego rozwoju psychicznego najlepiej ignorować religię całkowicie.

Irracjonalne skłonności

Nauczanie religii buduje w dzieciach i młodzieży irracjonalne skłonności, np. skłonność do wiary w fantastyczne wyjaśnienia, cuda, duchy, nadprzyrodzone zdarzenia. Skłonność ta ujawnia się z różnym nasileniem, u jednych silniej, u innych słabiej.

W łagodniejszej formie prowadzi to do osłabienia trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. Dziecko, a później dorosły człowiek, może na przykład wierzyć, że rzeczywiście gdzieś na drzewie objawiła się Matka Boska. Religijni oszuści w Medjugorie mają tłumy ciekawskich i wierzących.

bashobora_34Inny przykład to wiara w uzdrowicieli i cudowne uzdrowienia. Irracjonalne skłonności, kształtowane od wczesnego dzieciństwa, napędzają klientów uzdrowicielom i cudotwórcom, jak chociażby katolicki ksiądz Bashobora z Afryki, gromadzący tłumy na Stadionie Narodowym w Warszawie i na rekolekcjach regularnie prowadzonych w Polsce. Bashobora twierdzi, że za jego wstawiennictwem Bóg uzdrawia chorych i wskrzesił kilkunastu zmarłych. Nauczanie religii sprzyja, by traktować to poważnie, nie dostrzegać niedorzeczności i oszustwa, jakiego dopuszcza się nie tylko cudotwórca, ale także biskupi firmujący te przedsięwzięcia.

Irracjonalizm w polityce

Skłonność do odlotowych wierzeń religijnych przenosi się także na inne dziedziny życia, np. na politykę.

Wierzy się politykom żerującym na religii, wykorzystującym religijność wyborców dla własnych celów. Wierzy się w różne fantastyczne koncepcje, np. w spiski, chociaż nie ma po temu racjonalnych podstaw. Przykładem jest wiara w spisek smoleński.

Nauczanie religii jest jedną z przyczyn zadziwiającej łatwości, z jaką tak wielu ludzi wierzy w teorie spiskowe. Bezkrytyczna wiara w pozbawione podstaw wyjaśnienia jest główną cechą religii i rozszerza się na inne dziedziny.

szatan w nosieOpętanie przez szatana

Dobrym przykładem silnego irracjonalizmu są przypadki chorych psychicznie, którzy są przekonani, że opętał ich szatan. Po lekcjach religii, na których sporo mówi się o szatanie, wielu ludzi skłonnych jest traktować coś takiego poważnie, a nie jako niedorzeczność.

Kościół kultywuje starożytną wiarę w możliwość opętania człowieka przez szatana i w egzorcyzmy, tj. wypędzanie szatana (szatan ma dosłownie wstępować w ciało człowieka i kapłan-egzorcysta ma go stamtąd usunąć). Mówią o tym obowiązujące dziś oficjalne dokumenty kościelne, a biskupi powołują egzorcystów – w Polsce jest ich blisko 200. Opętania i egzorcyzmy potwierdzał słowem i czynem Jan Paweł II, co zasługuje na wyśmianie.

Rzekome opętania przez szatana są przez psychiatrię diagnozowane jako poważne zaburzenie psychiczne o charakterze urojeń właściwych paranoi i schizofrenii. Zdarzają się jednakowoż psycholodzy i lekarze, którzy sami wierzą w szatana lub są związani z Kościołem wspólnym interesem. Ci potrafią wszystko, nawet zdiagnozować obecność szatana w ciele chorego.

Łatwo zauważyć, że nauczanie religii i sianie wiary w szatana i nadprzyrodzone zdarzenia, jest jedną z przyczyn szerzenia się tej choroby psychicznej. Kościół nie podaje, ile przypadków tzw. opętań notuje się w Polsce, ale jak słychać egzorcyści mają pełne ręce roboty (na końcu podaję link do artykułu na temat opętań).

gosc.pl 975416_100514_Odnowa_009_34Odlotowe grupy katolickie

Niektórzy młodzi ludzie trafiają do odlotowych katolickich grup religijnych, takich jak Odnowa w Duchu Świętym. Praktykuje się tam wpadanie w trans (chwilowe zaburzenie psychiczne osiągane w trakcie religijnych rytuałów i spektakli), „mówienie językami” (uczestnicy wydają nieartykułowane dźwięki i niezrozumiałe słowa, twierdząc, że są pod wpływem Ducha Świętego). Zdarzają się tzw. „upadki w Duchu Świętym”, kiedy to ktoś pada i wije się jak w konwulsjach, przypomina to atak epilepsji.

Kościół ostrzega przed sektami, a sam wspiera katolickie grupy będące sektami w ramach Kościoła. Wywierają one tak samo negatywny wpływ na osobowość jak inne destrukcyjne sekty.

Irracjonalizm wierzeń religijnych sprzyja sekciarskim, często psychopatycznym formom religijności. Przykładem może być społeczność zwolenników intronizacji Chrystusa na króla Polski, wierzących w objawienia Rozalii Celakówny.

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)Ubrani w czerwone peleryny z dziwacznym wizerunkiem Chrystusa Króla, organizują od czasu do czasu modły na ulicach. Głośno było o nich przy okazji kościelnych uroczystości 19 listopada 2016 r. w krakowskich Łagiewnikach, gdzie według biskupów Polska uznała królowanie Chrystusa.

Przykładem może być też działalność ks. Piotra Natanka, suspendowanego kapłana katolickiego, który w założonym przez siebie ośrodku religijnym skupia grupy młodych ludzi i naucza w duchu odlotowego chrześcijaństwa. Jest ponadto aktywistą wspomnianego przed chwilą ruchu intronizacyjnego.

Uczniowie i ludzie młodzi są głównymi odbiorcami odlotowych internetowych portali katolickich, jak chociażby Fronda. Dziwić może, dlaczego religijne banialuki, które tam się pojawiają, są traktowane poważnie. Można to jednak zrozumieć. Po lekcjach religii żadne już cuda i dziwy nie mogą młodych ludzi zaskoczyć. Dziwactwa publikowane na odlotowych portalach nie różnią się zbytnio od tego, co zawierają podręczniki religii, a także papieskie encykliki i oficjalne dokumenty kościelne. Różnice dotyczą raczej formy, języka, a nie treści. Strony internetowe są bardziej strawne pod względem językowym i ciekawsze niż podręczniki. Nie stronią od religijnych sensacji, byle przyciągnąć uwagę. Oficjalne kościelne publikacje są w zasadzie nie do czytania przez normalnych ludzi, ale zawierają te same niedorzeczności, co wspomniane portale.

Absurdów, publikowanych na odlotowych stronach, żadne kościelne instancje nie prostują, bo musiałyby prostować same siebie.

Na szczęście umysł większości ludzi broni się przed zbyt silną akceptacją wierzeń religijnych. Moja znajoma, niepokorna teolożka Celestyna nazywa to „olewaniem” i przygotowuje pracę doktorską pt. „Olewanie jako skuteczna metoda obrony przed religią i Kościołem”. Zamierza ją przedstawić radzie wydziału teologicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Ha ha!

„Brudna wspólnota”

Jeszcze jeden skutek nauczania religii chciałbym wskazać. Wprawdzie ostatnio coraz mniej maturzystów wybiera seminaria duchowne, ale takie nieszczęsne decyzje się zdarzają. Polska ciągle pozostaje największym chyba w Europie zagłębiem tzw. powołań kapłańskich.

Młodzi ludzie, decydując się z jakichkolwiek powodów na bycie księdzem, nie zdają sobie sprawy, że nie będą mieli normalnego ludzkiego życie. Wchodzą w kościelne tryby, które zmienią ich na wiele sposobów. Nie zdają sobie sprawy chociażby z problemów z seksualnością. O ile nie mają wybitnie obniżonego poziomu potrzeb seksualnych, będą żyć w olbrzymim stresie, prowadzącym do zaburzeń osobowościowych i konfliktów sumienia. Mogą uprawiać seks w ukryciu, łamiąc zasady obowiązujące księży. Najpewniej będą skazani na masturbowanie się, co na dokładkę Kościół uznaje za grzech (tak na marginesie, ciekawe, czy księża spowiadają się z masturbacji). Najgorzej, jeżeli ulegną przestępczej dewiacji, jaką jest seksualne wykorzystywanie dzieci.

Michalik pedofiliaKościół stanowi zamkniętą korporację, w której dewiacje i przestępstwa seksualne są tolerowane na zasadzie wzajemnego zrozumienia i porozumienia. Celibat jest dziś utrzymywany m.in. po to, by tę korupcyjną więź stwarzać i wzmacniać. Wzajemna wiedza o seksualnych przewinach sprawia, że kapłani trzymają się nawzajem w szachu: wiemy o tobie wszystko, nie podskakuj. To bardzo ważna przyczyna księżowskiego posłuszeństwa. Tylko wtedy, gdy drastycznych przypadków nie uda się ukryć, dochodzi do ujawnienia, a nawet do skazania księży na karę więzienia.

W socjologii znane jest pojęcie brudnej wspólnoty. To grupa o silnych więziach i wspólnych interesach, w której mają miejsce naganne praktyki, włącznie z naruszaniem prawa, ale są one tolerowane i ukrywane. Jest to, można powiedzieć, zła, brudna solidarność społeczna. Ważną rolę odgrywa możliwość wzajemnego szantażu oraz nieformalne i niekontrolowane korzyści finansowe i praktyki korupcyjne.

Nie brzmi to przyjemnie, ale trzeba powiedzieć, że Kościół ma cechy brudnej wspólnoty. Ukrywa naganne praktyki, nie poddaje się społecznej kontroli, czerpie dochody z dowolnie pobieranych opłat, nie podlegających dostatecznej kontroli. W drastycznej postaci zła, brudna solidarność księży polega na ukrywaniu przypadków seksualnego wykorzystywania dzieci, co sięga najwyższych władz kościelnych.

enforce-46910_640Słowo na zakończenie

Wierzenia religijne, nabyte w toku długoletniego nauczania szkolnego, w mniejszym lub większym stopniu owocują skłonnością do irracjonalizmu, ograniczają zdolność rozumnego pojmowania świata, utrudniają kierowanie się pozytywnie rozumianym zdrowym rozsądkiem. Nierzadko pozostają w umyśle jak koszmarny sen, powodując problemy i zaburzenia psychiczne.

Co jest prawdziwym celem nauczania religii?

Programy i podręczniki nie pozostawiają wątpliwości. Celem jest wytworzenie w uczniach psychicznego uzależnienia od urojonej „siły nadprzyrodzonej”, od Boga, a w rezultacie uzależnienie od władz Kościoła. I o to idzie.

Praktyczną metodą, dzięki której mimo wszystko człowiek nie staje się marionetką w rękach Kościoła, jest – mówiąc popularnie – olewanie religii i Kościoła. Alvert Jann

* * *

Dla zilustrowania tego, co zawierają podręczniki do religii, zamieszczam poniżej pełny tekst dwóch katechez (lekcji), z pięciu przewidzianych na styczeń.

Katechezy pochodzą z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele” (Wydawnictwo WAM – Księża Jezuici, Kraków 2012, płyta CD; do płyty dołączony jest notes ucznia zawierający z reguły skróconą wersję tekstu z płyty).

Katecheza 22. Tajemnica Ducha Świętego

Chrześcijanie wyznają, że Duch Święty jest Trzecią Osobą Boską, a więc Bogiem. Wiarę swą opierają na Objawieniu zawartym w Nowym Testamencie, gdzie prawda o tym, że Bóg jest Trójcą została wyraźnie ukazana. Stary Testament nie mówił jeszcze wprost o Duchu jako Osobie. Bóg objawiał ludziom swą tajemnicę stopniowo – najpierw ukazał swą jedyność, by dopiero potem odsłonić swą troistość. Duch Święty jest ostatni w objawieniu Osób Trójcy Świętej. „«Święty Grzegorz z Nazjanzu, Teolog», wyjaśnia ten rozwój pedagogią Boskiego «zstępowania»: Stary Testament głosił wyraźnie Ojca, Syna zaś bardzo niejasno. Nowy objawił Syna i pozwolił dostrzec Bóstwo Ducha. Teraz Duch mieszka pośród nas i udziela nam jaśniejszego widzenia samego siebie. Nie było bowiem rzeczą roztropną głosić otwarcie Syna, gdy nie uznawano jeszcze Bóstwa Ojca, i dodawać Ducha Świętego jako nowy ciężar, jeśli można użyć nieco śmiałego wyrażenia, kiedy jeszcze Bóstwo Syna nie było uznane… Jedynie na drodze postępu i przechodzenia «od chwały do chwały» światło Trójcy Świętej zajaśnieje w pełniejszym blasku” (KKK 684).

 Duch w Biblii

Chrześcijanie patrząc z perspektywy Nowego Testamentu, dostrzegają w Starym Testamencie wiele tekstów, które wspominają o działaniu Ducha Pańskiego – „Ruah Jahweh”. O Jego obecności i działaniu mówi już Księga Rodzaju przy okazji opowiadania o Bożym dziele stworzenia: „Duch Boży unosił się nad wodami” (Rdz 1, 2). Z całego tego tekstu opowiadania o dziele stworzenia wynika też, że to Słowo Boga i Jego Tchnienie stały u początków każdego istnienia, co autor księgi Psalmów tak wyraził: „Przez słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego” (Ps 33, 6). W Starym Testamencie Duch Boży działał też przez przywódców narodu wybranego, królów, sędziów, proroków, mędrców. Szczególnie ważne są starotestamentowe teksty mówiące o Duchu, który miał spocząć na Mesjaszu – proroctwa mesjańskie, między innymi: „Wyrośnie różdżka z pnia Jessego (…) i spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości, i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej” (Iz 11, 1-2); „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę” (Iz 61, 1). Zapowiadały one Sługę Jahwe – Mesjasza, pochodzącego z rodu Dawida (Jesse był ojcem Dawida) i napełnionego Duchem Bożym. Mesjasz, czyli Namaszczony (Duchem) miał za cenę swojego cierpienia przynieść ludziom zbawienie.

 Symbole działania Ducha Świętego

 Wiemy, że te prorockie zapowiedzi zrealizowały się w Jezusie Chrystusie i że to On, pełen Ducha, objawił ostatecznie ludziom Osobę Ducha Świętego. Choć Duch Święty został objawiony, pozostaje tajemniczy, ukryty. Z racji bycia duchem – sam jest niewidoczny, choć dostrzegalne jest Jego działanie. „Teraz Duch jest Tym, który objawia Boga, pozwala nam poznać Chrystusa, Słowo Boga, Jego żywe Słowo, ale nie wypowiada samego siebie. Ten, który «mówił przez proroków», pozwala nam usłyszeć Słowo Ojca. Jego samego jednak nie słyszymy. Poznajemy Go, gdy objawia nam Słowo i czyni nas zdolnymi do przyjęcia Go w wierze”. Ta „nieuchwytność” Ducha Świętego sprawia, że w wyjaśnianiu Jego tajemnicy Kościół posługuje się często znakami i symbolami (niektóre z nich kojarzono z działaniem Ducha już w Starym Testamencie (zobacz np. Iz 44, 3; 1 Sm 16, 13; ). Są to:

– woda oznacza działanie Ducha Świętego w sakramencie chrztu; narodzenie i płodność życia w Duchu Świętym;

– namaszczenie jest znakiem sakramentalnym bierzmowania. Imię „Chrystus” (w języku hebrajskim Mesjasz) oznacza namaszczony;

– ogień symbolizuje przekształcającą energię działania Ducha Świętego, w językach ognistych Duch spoczął nad Apostołami w dniu Pięćdziesiątnicy;

– obłok i światło odsłaniają transcendencję chwały Ducha Świętego;

– pieczęć wskazuje na niezatarte znamię namaszczenia Ducha Świętego w sakramentach chrztu, bierzmowania i kapłaństwa, zostawia niezatarty charakter tych sakramentów. Dlatego nie udziela się ich ponownie;

– gołębica jest znakiem Ducha Świętego przynoszącego człowiekowi nadzieję ostatecznego spełnienia przez Boga jego pragnień (w tym symbolu Duch ukazał się nad Jezusem podczas chrztu w Jordanie);

– wiatr – widać w nim nadprzyrodzony dynamizm, przez który Bóg zbliża się do ludzi; symbol działania i obecności Ducha, np. podczas Pięćdziesiątnicy.

Symbole te pozwalają nam poznawać różne aspekty działania i obecności w świecie Trzeciej Osoby Bożej.

 

Katecheza 24. Duch Święty i Jezus Chrystus

Duch Święty przygotowywał czas objawienia Syna Bożego. Działał przez Jana Chrzciciela, który był Nim napełniony już w łonie matki (Łk 1, 15. 41), działał w życiu Maryi, zachowując ją najpierw od grzechu pierworodnego, potem zachowując jej dziewictwo i przygotowując ją na przyjęcie Jezusa. Duch Święty jest bezpośrednim sprawcą Wcielenia Syna Bożego Jezusa Chrystusa. To za Jego sprawą dokonuje się dziewicze poczęcie i narodzenie Syna Bożego jako Syna Maryi. Odtąd Duch Święty jest z Jezusem nierozerwalnie związany.

 Duch Święty w ziemskim życiu Jezusa

Ewangeliści zaznaczają, że Duch Święty towarzyszy Jezusowi w całym Jego życiu. W momencie nawiedzenia Elżbiety przez Maryję Duch napełnia Elżbietę i wywołuje w niej słowa powitania na widok Matki noszącej w łonie Pana (Łk 1, 42-45). Duch Święty działa przez Symeona (Łk 2, 26) i Annę, kiedy Maryja i Józef ofiarowują Jezusa w świątyni. Jest obecny we wszystkich kluczowych momentach wypełnianego przez Jezusa posłannictwa. Podczas chrztu, który Jezus przyjmuje od Jana, Duch Święty zstępuje na Jezusa w znaku gołębicy (Mt 3, 16). Jest z Jezusem podczas pobytu na pustyni i kuszenia Go przez Szatana (Łk 4, 1). O ścisłym związku posłannictw Syna Bożego i Ducha Świętego świadczy też, że Jezus działa i naucza w mocy Ducha (Łk 4, 14), a w synagodze nazaretańskiej odnosi do siebie słowa Izajaszowego proroctwa: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę” (Łk 4, 18). „Jezus nie objawia w pełni Ducha Świętego, dopóki sam nie zostanie uwielbiony przez swoją Śmierć i swoje Zmartwychwstanie. Powoli jednak wskazuje na Niego, nauczając tłumy, gdy objawia, że Jego Ciało będzie pokarmem na życie świata. Wskazuje Go Nikodemowi, Samarytance i uczestnikom Święta Namiotów. Swoim uczniom mówi otwarcie o Duchu Świętym w związku z modlitwą i świadectwem, które powinni dawać” (KKK 728). Jezus zawsze mówi o Duchu Świętym jako o Kimś, komu przysługuje działanie osobowe (kto naucza, działa, przekonuje, świadczy, przypomina), a więc jako o odrębnej Osobie.

 Obietnica Ducha Świętego

Na koniec składa uczniom obietnicę zesłania Ducha Świętego: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie” (J 14, 16-17). Uzależnia też Jego zesłanie od swojego odejścia, zapewniając uczniów, że nie zostawi ich samych. Spełnienie tej obietnicy nastąpiło dla całego Kościoła w dniu Pięćdziesiątnicy – zesłania Ducha Świętego. Kościół uczy, że bez Ducha Świętego nie da się zrozumieć Chrystusa – ani tego, kim jest, ani tego, co uczynił dla ludzi. I odwrotnie – bez Chrystusa nie dałoby się zrozumieć Osoby i działania Ducha Świętego. – Koniec Katechezy 24 z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele”.

……………………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

 Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Życie w kłamstwie. Złe skutki lekcji religii, część 2. – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zycie-klamstwie-zle-skutki-lekcji-religii-cz-2/

Wypędzanie szatana”(artykuł o tzw. opętaniu przez szatana)  – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ 

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Kim jest Bóg?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

Co wyjaśnia teologia?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/ 

Argumenty przeciw istnieniu Boga. Komentarz do podręczników religii” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/argumenty-przeciw-istnieniu-boga-komentarz-podrecznikow-religii/

Ewolucja według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Koniec świata według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/ 

Ewolucja i moralność” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

……………………………………………………………………….

Ćwiczenia z ateizmu. Cześć 27 „Kim była mistyczka Rozalia Celakówna?”

bishops-1343063_960_720Episkopat polski wydał w czerwcu 2016 r. „Komentarz do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”, w którym wyjaśnia sens całego przedsięwzięcia. Czytamy tam, że potrzeba intronizacji Chrystusa wynika z objawień, jakich doświadczyła około 1937 r. Rozalia Celakówna, krakowska pielęgniarka i mistyczka. W objawieniach tych, jak piszą biskupi, „Jezus domaga się m.in. aktu intronizacyjnego od narodu polskiego. Świadczy o tym choćby ten zapis (cytuje się fragment objawienia): >Jest ratunek dla Polski: jeżeli mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga<”.

Dokument, który zacytowałem, został włączony do materiałów upowszechnianych przez episkopat z okazji uroczystości intronizacyjnych 19 listopada 2016 r. Ma więc wysoką rangę.

Warto bliżej przyjrzeć się Rozalii Celakównie i jej objawieniom (zamieszczam poniżej fragment artykułu „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – link na końcu).

Kim była Rozalia Celakówna?

Sama Rozalia Celakówna jest najmniej winna całej tej aferze z intronizacją, chociaż to jej wizje stały się podstawą pomysłów intronizacyjnych.

Rozalia ZdjęcieByła pielęgniarką, zwykłą i uczciwą kobietą, ale nadmiernie przejmującą się religią i cierpiącą na poważne zaburzenia psychiczne. Miała wielokrotnie widzenia i słyszała głosy (częsty symptom zaburzeń psychicznych i schizofrenii), które pojmowała jako objawienia pochodzące od Jezusa. Zaburzenia te wpływały niekorzystnie na jej życie i powinno się jej z tego powodu współczuć.

Pretensję trzeba mieć do kościelnego otoczenia, które w dobrej lub złej wierze zaczęło żerować na jej przypadłości. Duchowni zachęcali ją do spisywania wizji, pobudzali zamiast uspokajać, umacniali wiarę w prawdziwość jej kontaktów z Jezusem. Rozalia doznawała objawień, dokładnie i obszernie przez nią spisanych, które stały się podstawą późniejszego ruchu intronizacyjnego.

Znalazł się lekarz, który na zlecenia władz kościelnych w 1938 r. wydał pozytywne orzeczenie o jej stanie psychicznym.

Sprawa objawień i intronizacji zaczęła żyć własnym życiem, machina kościelna produkująca cuda, objawienia i świętych, mełła powoli ale skutecznie. Rozalia zmarła w 1944 r., a po jej śmierci znajdowali się wpływowi ludzie zdolni nadawać jej objawieniu coraz większe znaczenie i rozgłos. Odpowiednie instancje kościelne, zamiast powiedzieć zdecydowane „nie”, uwiarygodniały prawdziwość jej rozmów z Chrystusem. W 1996 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny, zakończony pozytywnie na szczeblu diecezjalnym w 2007. Dokumenty zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że jeszcze przed wojną Rozalia spotykała czasami trzeźwych kapłanów. W jej notatkach czytamy: „Jedni spowiednicy mówili, że mam pomieszanie zmysłów, inni, że im Bóg nie dał zrozumienia mej duszy, a inni jeszcze mnie besztali, że opowiadam takie rzeczy, które się nie dzieją na świecie, a jeszcze inni wprost mówili, że to wszystko jest nienormalne”.

Objawienia

Jeśli starczy wam cierpliwości, przeczytajcie poniższe cytaty z obszernych notatek Rozalii. Warto przeczytać, bo inaczej trudno zrozumieć, jak wielkich nadużyć intelektualnych i moralnych dokonują pospołu episkopat, Kościół i ruchy intronizacyjne.

Pewnego razu Rozalia upadła zemdlona i tak opisuje swój stan:

„Odczuwałam ogień piekielny na sobie, który zdawał się palić me ciało. Ryk i wycie szatanów było tak przejmujące, że żaden rozum ludzki tego nie pojmie. Gdy Bóg w ten sposób duszę krzyżuje i zostawia w ciemności – wówczas człowiek nic nie może pomóc”.

Inne widzenie:

„Zbliżył się do mnie Pan Jezus, ujął mnie za ramię i wyszedł z tej sali na korytarz ze mną. Był ubrany w suknię białą i płaszcz bordo. Nie mogę określić z czego względnie jaki był materiał. W boku Jezusowym była Rana. O z jakąż miłością i słodyczą przemówił do mnie, do tak ogromnie nędznej duszy (…): >Moje drogie dziecko popatrz, jak straszną boleść zadają mi grzechy nieczyste<„.

Narastające w Polsce od około 1937 r. obawy przed możliwą wojną, atmosfera niepokoju, stymulowały lęk i apokaliptyczne nastroje. Pojawiają się widzenia coraz częściej mające za temat Polskę, świat, wojnę i intronizację Chrystusa jako ratunek przed katastrofą. Oto Rozalia widzi postać i słyszy głos:

„Nastaną straszne czasy dla Polski. Burza z piorunami oznacza karę Bożą, która dotknie naród Polski za to, że ten naród odwrócił się od Pana Boga przez grzeszne życie. Naród Polski popełnia straszne grzechy i zbrodnie, a najstraszniejsze z nich są grzechy nieczyste i morderstwa, i wiele innych grzechów”.

,,Moje dziecko, za grzechy i zbrodnie (wymieniając zabójstwa i rozpustę) popełniane przez ludzkość na całym świecie ześle Pan Bóg straszne kary. Sprawiedliwość Boża nie może znieść dłużej tych występków. Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić Intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną”.

,,Trzeba wszystko uczynić, by Intronizacja była przeprowadzona. Jest to ostatni wysiłek Miłości Jezusowej na te ostatnie czasy! Pytam z bojaźnią tej osoby, czy Polska się ostoi? Odpowiada mi, że Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeżeli się podporządkuje pod prawo Boże, pod prawo Jego miłości; inaczej, moje dziecko, nie ostoi się. (…) W tej chwili powstał straszliwy huk – owa kula (glob ziemski) pękła. Z jej wnętrza wybuchnął ogromny ogień, za nim polała się obrzydliwa lawa jak z wulkanu, niszcząc doszczętnie wszystkie państwa, które nie uznały Chrystusa. Widziałam zniszczone Niemcy i inne zachodnie państwa Europy. Z przerażeniem uciekałam wprost do tej osoby – pytam – czy to koniec świata, a ten ogień i lawa czy to jest piekło – otrzymuję odpowiedź: to nie jest koniec świata ani piekło, tylko straszna wojna, która ma dopełnić dzieła zniszczenia. Granice Polski były nienaruszone – Polska ocalała. Ta osoba nieznana mówi jeszcze do mnie: >Państwa oddane pod panowanie Chrystusa i Jego Boskiemu Sercu dojdą do szczytu potęgi i będzie już jedna owczarnia i jeden pasterz<. Po tych słowach wszystko znikło”.

I na koniec fragment, z którego pochodzi cytat eksponowany przez episkopat w „Komentarzu do Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla” (tekst zaznaczony kursywą):

„Zdawało mi się, że ten ogień zniszczy całkowicie cały świat. Po pewnym czasie ten ogień ogarnął całe Niemcy niszcząc je doszczętnie tak, że ani śladu nie pozostało z dzisiejszej Trzeciej Rzeszy. Wtem usłyszałam w głębi duszy głos i równocześnie odczułam pewność niezwykłą, że tak się stanie, czego nie potrafię opisać: >Moje dziecko, będzie wojna straszna, która spowoduje takie zniszczenie. Niemcy upadną i już nigdy nie powstaną za karę, bo Mnie nie uznają jako Boga Króla i Pana swego. Wielkie i straszne są grzechy i zbrodnie Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten naród za grzechy, a zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski, jeżeli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez Intronizację nie tylko poszczególnych części kraju, ale całego Państwa z Rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga”. (…)

Szerzej z objawieniami Rozalii Celakówny można zapoznać się w obszernej publikacji, przygotowanej w środowisku wspólnot intronizacyjnych: Ewa Wieczorek, Służebnica Boża Rozalia Celakówna. Życie i misja, Ustroń 2006. Stamtąd pochodzą przytoczone wyżej cytaty.

Ksiądz, duszpasterz wspólnot intronizacyjnych, w wymienionej przed chwilą publikacji z 2006 r., tak podsumowuje sens objawień: „Przesłanie Rozalii do Narodu Polskiego jest wyjątkowo alarmujące: na świat może nadejść kara, a jego losy w dużej mierze zależne są od nas, od tego, czy wypełnimy zleconą nam przez Boga misję Intronizacji.” (…)

schizophrenia-388869_960_720Psychiatria

„>Na schizofrenię cierpi 1 proc. społeczeństwa. Ponad trzy czwarte z tych osób doświadcza w pewnym okresie choroby halucynacji słuchowych czy wzrokowych< – mówi w rozmowie z PAP psycholog dr Łukasz Gawęda z II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu SWPS. (…)

Badacz podkreśla, że chorzy pochodzenie głosów mogą różnie wyjaśniać. >Niektórzy sądzą, że mówi do nich mafia z Moskwy. Innym wydaje się, że mówi do nich sąsiad przez ścianę. Niektórzy uważają, że ktoś przesyła im myśli przez nadajnik radiowy. A czasem ludzie są pewni, że słyszą głos Boga lub szatana. Mechanizm słyszenia halucynacji jest podobny, ale różne są przekonania co do pochodzenia tych głosów. Najprawdopodobniej znaczenie ma tutaj historia życia pacjentów, ich doświadczenia, związki z innymi i przekonania na temat ludzi i siebie w ogóle< (…).

Neuropsycholodzy omamy słuchowe wyjaśniać mogą pobudzeniem kory słuchowej. >Wiemy, że jak kora słuchowa jest pobudzona, zaczyna produkować doświadczenia słuchowe. Czasem – na razie nie wiemy dlaczego – ta część mózgu pobudza się spontanicznie. Oznacza to, że bez odpowiednich dźwięków, słów z otoczenia możemy słyszeć głosy< – mówi rozmówca PAP i zapewnia, że zdrowa osoba zaczęłaby słyszeć głosy lub dźwięki, gdyby wszczepiło się jej odpowiednią elektrodę do kory słuchowej. Pobudzenie pierwszorzędowej kory słuchowej sprawiłoby, że osoba ta słyszałaby trzaski i szumy, a przy pobudzeniu drugorzędowej kory słuchowej – bardziej złożone wrażenia słuchowe, np. głosy”.

Fragmenty artykułu: Osoby ze schizofrenią swój głos w głowie uznają za obcy. „Nauka w Polsce”, Servis PAP, 22.07.2015.

Od siebie dodam, że dopiero w klinice psychiatrycznej możemy zobaczyć, co potrafi ludzki mózg, co mogą widzieć i słyszeć ludzie.

Objawienia Rozalii Celakówny to halucynacje typowe dla schizofrenii.

Memento

To, że episkopat i ruchy przykościelne robią sobie polityczny i religijny spektakl, wykorzystując przeżycia kobiety doznającej halucynacji i słyszącej „głosy”, źle świadczy przede wszystkim o episkopacie. Wykorzystywanie zaburzeń psychicznych, doświadczanych przez wiernych i kapłanów, ma miejsce w Kościele od wieków. Nie znaczy to, że tak musi być nadal. Dziś przynosi to wstyd. – Alvert Jann

…………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu”https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów.

Linki do artykułów o intronizacji Chrystusa na króla Polski:

Intronizacja Chrystusa już 19 listopada!!” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacja-chrystusa-juz-19-listopada/

Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Gra królem Chrystusem” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/ . W artykule tym szerzej komentuję treść „Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” oraz zamieszczam pełny jego tekst.

Akt-Jubileuszowy-2016_full.

Zdjęcie Rozalii Celakówny pochodzi z Oficjalnej Strony Biura Postulacji Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny. Powyższe ogłoszenie – z oficjalnej strony Konferencji Episkopatu Polski. 

Ćwiczenia z ateizmu. Część 26. „Argumenty przeciw istnieniu Boga. Komentarz do podręczników religii”

Bóg, jak twierdzą teolodzy, jest niedostępny badaniom naukowym, jednak z całą pewnością istnieje. Hm! To ciekawe. Może istnieć rzeczywistość niedostępna jakimkolwiek badaniom empirycznym, nie ma problemu. Ale żeby ot tak, z definicji przyjmować, że niedostępny naukowym badaniom jest Bóg, to wygląda na intelektualne kuglarstwo, chytrą sztuczkę, trik.

Tradycyjnie takie chytre sztuczki nazywa się sofistyką. W starożytnej Grecji działali wędrowni filozofowie, nauczyciele retoryki, sztuki przekonywania, filozofii. Nazywano ich sofistami. Nie stronili od filozoficznego krętactwa i kuglarstwa. Dlatego przyjęło się, że sofistyka to pokrętne, oszukańcze rozumowanie.

Kościelne nauki i teologia toną w sofistyce. Bóg ma istnieć w rzeczywistości, obiektywnie, ale jest z założenia niewykrywalny za pomocą metod empirycznych (obserwacji, doświadczeń, eksperymentów). To tak jakby powiedzieć, że istnieje żaba, która wszystko może, ale jest z definicji niedostępna naszym zmysłom. Czy musimy tę żabę zjeść? Nie musimy.

Przedstawiam 10 argumentów przeciw istnieniu Boga, o którym naucza Kościół katolicki, oraz przeciw prawdziwości kościelnych nauk. Nie znaczy to, że inne religie głoszą prawdę.

Czy argumenty te wystarczą, by uznać, że Boga nie ma, a nauki kościelne są fałszywe? Tak, zgodnie z zasadą: ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka.

* * *

1. Może istnieć rzeczywistość, która nigdy nie będzie dostępna badaniom empirycznym. Ale przypuszczenie, że jest to rzeczywistość nadprzyrodzona lub jakikolwiek bóg (w tym Bóg, o którym naucza Kościół) jest tyle samo warte, co domniemanie, że istnieje Krasnal, który wyczarował świat. W obu przypadkach brak jakichkolwiek argumentów wspierających te przypuszczenia. Dodajmy, że istnienie Boga wymaga argumentacji, bowiem w przekonaniu osób religijnych Bóg istnieje obiektywnie, tj. niezależnie od człowieka i jego wyobrażeń. Inaczej jest w przypadku np. wartości, zasad moralnych, idei, postulatów. Są one wytworem ludzkiego umysłu i kultury. Uzasadniać trzeba ich słuszność, zaś ich istnienie jest równoznaczne z ich głoszeniem. Tak nie jest w przypadku Boga. To, że głosi się wiarę w Boga, nie znaczy, że Bóg istnieje.

2. Podając argumenty na rzecz istnienia Boga, ma się często na myśli nieznaną wieczną rzeczywistość, nieokreśloną nadnaturalną siłę wyższą, boga bezosobowego lub „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę ładu panującego w przyrodzie. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że argumenty tego rodzaju nie odnoszą się do Boga, o którym naucza Kościół. Kościół odrzuca pojęcie boga jako abstrakcyjnej, bezosobowej siły wyższej. Mówi się o tym wprost w podręcznikach religii. Według Kościoła Bóg jest osobą, opiekuje się światem i ludźmi, nagradza, karze.

3. Argumenty, przytaczane na rzecz istnienia boga, są błędne i niewiarygodne. Podam jeden przykład. Teolodzy powołują się na zasadę, że wszystko musi mieć swoją przyczynę, swojego stwórcę. Na tej podstawie twierdzą, że przyczyną istnienia świata jest Bóg, który świat stworzył. Jest to argumentacja bezzasadna.

Dlaczego?

 Skoro wszystko musi mieć swojego stwórcę, to trzeba zapytać, kto stworzył Boga. A jeżeli Bóg nie musiał być – jak twierdzą teolodzy – przez nikogo stworzony, to równie dobrze świat jako całość nie musiał być przez nikogo stworzony. Teolodzy bezpodstawnie, z definicji przyjmują jednak, że tylko Bóg nie musiał być przez nikogo stworzony. Nie ma powodu, by się z nimi zgadzać.

W ten właśnie sposób na bezzasadność argumentacji teologicznej wskazywał Bertrand Russell (logik, matematyk, filozof,1872-1970) i wielu późniejszych krytyków religii (1).

Świat jest rzeczywistością niezwykłą. Jest bardzo możliwe, że w ciągle zmieniającej się postaci świat istnieje wiecznie (także przed tzw. wielkim wybuchem). Przekonanie, że wszystko musi mieć swoją przyczynę, swojego stwórcę, można odnieść co najwyżej do obiektów istniejących wewnątrz świata, ale nie do świata jako całości. Świat ma cechy rzeczywistości niezniszczalnej, wiecznej, samoistnej, nie stworzonej przez nikogo. Teza, że świat musiał być przez kogoś stworzony, a tym kimś jest Bóg, jest bezpodstawnym urojeniem, nie wytrzymującym logicznej, a tym bardziej empirycznej, krytyki.

4. Kościół każe wierzyć nie tylko w Boga, ale w wiele innych „prawd” wiary. Np. w istnienie aniołów i szatana, w duszę nieśmiertelną, w życie wieczne po śmierci, w sąd boży, w Jezusa Chrystusa, który jest synem Boga-Ojca, został poczęty bez stosunku seksualnego, a po śmierci zmartwychwstał. W szkolnym podręczniku religii czytamy, że poczęcie Jezusa nastąpiło poza normalnym, fizjologicznym aktem seksualnym kobiety i mężczyzny” (2).

Wszystko to pozbawione jest wiarygodnej argumentacji. Kościół może powoływać się tylko na Pismo Święte. Brak argumentów, które wskazywałyby, że to coś więcej niż mity religijne. Np. kościelne nauki o duszy nieśmiertelnej i życiu wiecznym są tyle samo warte, co greckie opowieści o Hadesie, hinduskie o reinkarnacji i ludowe o duchach zmarłych, odwiedzających ziemię.

5. Potrafimy powiedzieć, kim jest Zeus. To bóg z mitologii greckiej, postać fikcyjna. W jego istnienie dziś chyba nikt nie wierzy. A kim jest Bóg, o którym naucza Kościół? To postać ze starożytnych ksiąg Izraelitów, modyfikowana przez tysiąclecia zgodnie z wyobrażeniami kolejnych epok. Wiara w jego istnienie jest tyle samo warta, co wiara w istnienie Zeusa, bóstw hinduistycznych i innych. Żadne argumenty nie wspierają przekonania, że to byty istniejące w rzeczywistości. Fakt, że Bóg, w którego każe wierzyć Kościół katolicki, to postać ze starożytnych mitologii, można uznać za wystarczający dowód, że nie istnieje on w rzeczywistości. Bogowie z mitów istnieją tylko w mitach.

6. Wierzenia religijne, podawane przez Kościół, opierają się na Piśmie Świętym i jego interpretacjach. Są to księgi pochodzące sprzed około 2-3 tys. lat. Przypuszczenie, że zawierają rzeczywiście treści objawione przez Boga, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Księgi Pisma Świętego, jak wiele innych starożytnych tekstów, zawierają pewne historyczne i geograficzne fakty, ale mamy tam mnóstwo zmyśleń i religijnych mitów. Uznanie Pisma Świętego za mitologię religijną jest jak najbardziej uzasadnione.

7. Jezus mógł być postacią rzeczywistą, bo w tamtych czasach – jak i dziś – działało wielu tzw. proroków, guru, założycieli sekt. Ale mitem religijnym jest twierdzenie, że był synem bożym, został poczęty bez stosunku seksualnego, wskrzeszał zmarłych, uzdrawiał chorych, po śmierci zmartwychwstał i będzie sądzić ludzi przed końcem świata. Jak ktoś chce, może w to wierzyć, ale jeżeli nie ulegliśmy religijnej indoktrynacji, możemy to uznać wyłącznie za mity i urojenia.

8. Kościół podaje mitologiczne wyjaśnienia dotyczące przyrody, świata i człowieka. Opierają się one na opowieściach biblijnych i nie mają żadnego uzasadnienia w racjonalnej, sprawdzonej wiedzy. Karykaturalnym przykładem jest – powtarzane także w podręcznikach – wyjaśnianie chorób i śmierci grzechem pierworodnym, tj. nieposłuszeństwem, jakiego mieli się dopuścić wobec Boga pierwsi ludzie. Kościół bożym aktem stworzenia wyjaśnia powstanie i koniec świata. Wprawdzie biblijny opis stworzenia świata został uznany za przenośnię, to samo stworzenie świata przez Boga jest podawane jako wiedza prawdziwa. Nie mówi się jednak, w jaki to sposób Bóg świat stworzył. Upodabnia to całkowicie stworzenie świata do bajkowych opowieści o czarownikach, którzy potrafią wszystko, a Boga – do czarownika z bajki. Trochę więcej dowiadujemy się o końcu świata. Chrystus ma ponownie zstąpić na ziemię, osądzić ludzi, po czym z bożej woli obecny świat przestanie istnieć. Bajkowy, mitologiczny charakter tych wydarzeń jest uderzający, ale Kościół nie podaje tego jako przenośni. Inny przykład. Kościół uznał fakt ewolucji, ale naucza, że Bóg w toku ewolucji tchnął duszę nieśmiertelną w ciało człowieka, dzięki czemu człowiek zyskał właściwe ludziom zdolności myślenia i świadomość. Znów Bóg występuje jak czarownik z bajki, który w magiczny sposób zapewnił ludziom umiejętności myślenia i nieśmiertelność w Królestwie Bożym. Są to wszystko wyjaśnienia mitologiczne, nie oparte na jakichkolwiek racjonalnych przesłankach. Bajkowa fikcja i fantazja.

9. W swoim nauczaniu Kościół pomija lub przeinacza kompromitujące treści zawarte w Piśmie Świętym. Np. według Biblii Bóg nakazywał masowe rzezie. Oto co kazał Izraelitom zrobić z ludami zamieszkującymi ziemię obiecaną: Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz (…), nie okażesz im litości” (Pwt 7,1-2). Biblijny Bóg w potopie zgładził wszystkich ludzi, z wyjątkiem Noego, jego najbliższych i zwierząt uratowanych w arce. Zginęły wszystkie niemowlaki i dzieci nienarodzone. I na dodatek wszystkie zwierzęta. W Biblii czytamy: Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7,21). Podobnych przykładów można podać więcej. Kościół naucza, że „Bóg jest Miłością”, ale nawet jeśli powyższe opisy potraktujemy jako przenośnie, nie przystają do obrazu miłosiernego i mądrego Boga. Jaki z tego wniosek? Kościół manipuluje zawartością Pisma Świętego, teolodzy żonglują cytatami, znajdują w Piśmie Świętym to, co chcą znaleźć.

10. Kościół naucza, że wierzenia katolickie są racjonalne. Wielką wagę nadawali tej tezie Jan Paweł II i Benedykt XVI. Zwróćmy jednak uwagę, że źródłem katolickich wierzeń jest – jak głosi Kościół – objawienie boże i poznanie religijne, które Kościół ma zawdzięczać łasce bożej. Wierzeń tych nie można racjonalnie uzasadnić, pozostają one w sprzeczności z racjonalną wiedzą o świecie i człowieku. Przykładem jest chociażby wiara w to, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, a Jezus zmartwychwstał i przed końcem świata będzie ludzi sądzić. W encyklice Jana Pawła II można przeczytać: ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary” (3). Nieprawda. Można uznać dające się racjonalnie uzasadnić normy etyczne, podawane przez Kościół (nie znaczy to, że wszystkie, które Kościół nakazuje). Ale wiara w podawane przez Kościół „prawdy” jest nie do pogodzenia z godnością istoty rozumnej jaką jest człowiek. Dlaczego? Bo wiara w duszę nieśmiertelną, zmartwychwstanie Jezusa, cuda, sąd ostateczny itp., jest pozbawiona racjonalnej argumentacji i sprzeczna z racjonalną wiedzą o świecie i człowieku. Aby te „prawdy wiary” uznać, człowiek musi zaprzeczyć własnemu rozumowi i upokorzyć się.

Komentarz

Obowiązek udowodnienia, że istnieje Bóg osobowy, dusza nieśmiertelna, a Pismo Święte zawiera boże objawienie, spoczywa na Kościele. Wiarygodnych argumentów brak. Nie ma też argumentów uzasadniających, że Jezus mógł być poczęty bez aktu seksualnego, mógł wskrzeszać zmarłych, mógł zmartwychwstać. Zdarzenia te pozostają w sprzeczności z racjonalną wiedzą o człowieku i przyrodzie. Za to dobrze wpisują się w nurt wyobrażeń mitologicznych. Wszystko to, czego naucza Kościół katolicki, ma taki sam status jak opowieści o bogach starogreckich, krasnoludkach i reptilianach.

Każde twierdzenie wymaga argumentacji, uzasadnienia. A jaką argumentacją posługuje się Kościół? Nie ma co do tego wątpliwości. W podstawowych sprawach Kościół powołuje się na boże objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na poznanie religijne, które zawdzięczać ma łasce bożej. Tak twierdzą władze kościelne, teolodzy i podręczniki religii.

Nie jest to argumentacja racjonalna, nie opiera się na ludzkich zdolnościach rozumowania i myślenia, ani na badaniach empirycznych. Kościół odwołuje się do nadprzyrodzonych źródeł wiedzy. Dlatego trzeba powiedzieć wyraźnie, że wiedza religijna, podawana przez Kościół, należy do tej samej kategorii, co wiedza różnego rodzaju magów, guru, proroków. Czym innym zresztą mogłyby być kościelne nauki o duszy nieśmiertelnej, zmartwychwstaniu Jezusa, wniebowzięciu Maryi Panny, sądzie ostatecznym, który ma się odbyć przed końcem świata itp.

Katecheci wbijają uczniom do głów irracjonalne wierzenia, starożytne mity zapisane w Starym i Nowym Testamencie. Nie jest to żadna racjonalna wiedza. Mity te trzeba traktować tak samo jak mity greckie. Kościół nie może tego zrobić. W programach nauczania religii wprost stwierdza, że celem jest katecheza, nauczanie wiary katolickiej. Dlatego nie powinno być religii w szkole.

W cytowanym już podręczniku religii czytamy: To, że czegoś nie potrafimy wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, nie oznacza, że tego nie ma!” (4). I co z tego, że nie oznacza? Nic. Żeby uznać, że Bóg istnieje, a ludzie mają duszę nieśmiertelną i przed końcem świata będą sądzeni przez Chrystusa, trzeba podać argumenty wskazujące, że nie są to jedynie starożytne mity. Nie wystarczy powiedzieć, że chociaż nie możemy tego wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, to jednak być może jest to prawda. W ten sposób można by tłumaczyć uczniom, że być może istnieją krasnoludki, reptilianie i duchy grasujące po lasach.

Zamiast humoru

– Czy ksiądz może zajść w ciążę?

– Ależ oczywiście. To, że czegoś nie potrafimy wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, nie oznacza, że tego nie ma lub nie może się zdarzyć!

– A z jakiego powodu Bóg jest niedostępny badaniom naukowym?

– Z tego samego, co krasnoludki. – Alvert Jann

……………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Dowód na nieistnienie. Kogo?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ i inne.

……………………………………………………………

Przypisy

1 B. Russell „Dlaczego nie jestem chrześcijaninem?” – http://bacon.umcs.lublin.pl/~lukasik/wp-content/uploads/2012/09/Russell-Dlaczego-nie-jestem-chrześcijaninem3.pdf 

2 Podręcznik religii dla liceum: „Drogi świadków Chrystusa w Kościele”, jezuickie Wydawnictwo WAM, notes ucznia, s. 69.

3 Jan Paweł II, Encyklika „Wiara i rozum” – http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/fides_ratio_0.html

4 Cyt. wyżej podręcznik religii, s. 36.

………………………………………………………………………………

Cwiczenia z ateizmu. Część 25. „Katolicki Uniwersytet Lubelski zajmie się magią”

Nie uwierzycie, na wydziale filozoficznym KUL pojawił się tubylec z Wysp Trobriandzkich (Zachodni Pacyfik) i chce robić doktorat nie o magii, ale z magii. Przywiózł dziełko, w którym dowodzi, że moce magiczne istnieją naprawdę, a tradycyjna magia odprawiana od wieków w jego kraju jest skuteczna.

Magię trobriandzką dokładnie badał i opisał przed laty nasz rodak Bronisław Malinowski (1884-1942). Za badania kultur tamtego regionu otrzymał katedrę na Uniwersytecie Londyńskim. Tubylec nie omieszkał zaznaczyć, że niedawno minęło  100 lat od uzyskania przez Malinowskiego doktoratu na Uniwersytecie Londyńskim. „Ta okrągła rocznica zobowiązuje Polaków” – mówił na posiedzeniu rady wydziału.

Tubylec nie w pełni zgadzał się z wielkim etnologiem. „Cenię bardzo Bronisława Malinowskiego – powiedział – ale różnię się od niego. Bronisław Malinowski nie wierzył w magię, tylko ją wnikliwie opisywał. Ja postępuję inaczej. Nie tylko analizuję, ale dowodzę, że praktyki magiczne, zaklęcia, mają moc realną i są skuteczne, o ile tylko są prawidłowo wykonywane”.

Zebrani filozofowie i teolodzy ze szczególnym uznaniem przyjęli następującą ideę, mocno akcentowaną przez tubylca: „Wy dowodzicie istnienia mocy Bożej, a ja mocy magicznych. To bliskie sobie zagadnienia, właściwie tożsame. Dziś, Czcigodna Rado, czas zjednoczyć siły. Musimy działać wspólnie, ponad historycznymi podziałami. Dotychczas podkreślaliśmy różnice, a pomijaliśmy podobieństwa. Niesłusznie. Magia i religia to jedno”.

– Obiektywnie patrząc, ma rację – szeptano na sali ze zrozumieniem.

„Przyjrzyjmy się. Podobieństwa są fundamentalne, różnice tylko formalne – kontynuował tubylec. – W magii idzie o bezbłędne wypowiedzenie właściwego zaklęcia, by wpłynąć na rzeczywistość. W waszej religii zwracacie się do świętego o wstawiennictwo u Boga, by spowodować uzdrowienie. Co więcej, odpowiednio wykonana czynność, jaką jest chrzest, powoduje związek z Bogiem, którego nie da się odkręcić. W innej znanej religii bez tzw. obrzezania, obcięcia napletka, nie ma przymierza z Bogiem. Ale wróćmy do katolicyzmu. Kościelni egzorcyści słowem i święconą wodą wypędzają szatana z ciał opętanych. Egzorcysta i mag to różne odmiany tego samego gatunku. Co więcej, Kościół wierzy w magię, wierzy, że człowiek może rzucić mocą szatana urok na drugiego człowieka. Nie tak jak ateiści, którzy podważają wiarę zarówno w religię, jak i w magię. Magię trzeba udoskonalić, ucywilizować, a nie zwalczać”.

Wniosek ten zebrani przyjęli ze zrozumieniem.

„Zarówno w magii, jak i w religii – kontynuował tubylec – moc nadprzyrodzona tkwi w czynnościach religijnych lub magicznych, co na jedno wychodzi. Ale religia i magia mają jeszcze głębsze wspólne podstawy. Łączy nas starożytna wiara w nadprzyrodzone moce tajemne, w rzeczywistość inną niż przyrodnicza, zwyczajna. To rzeczywistość, która jest boska i magiczna zarazem”.

Na posiedzeniu rady wydziału wywiązała się ciekawa dyskusja. Zgodzono się, że pojęcia Boga i mocy magicznych nie są ze sobą sprzeczne, lecz uzupełniają się. Uznano, że moce magiczne, tak samo jak moce boskie, usytuowane są tam, gdzie rozum nie sięga, logiczna zasada sprzeczności nie obowiązuje, badania empiryczne są niemożliwe. Można więc twierdzić, że istnieją z całą pewnością.

Na zakończenie wyrażono ubolewanie, że magia nie jest nauczana w szkołach. Zgodzono się, że trzeba to zmienić. Aby przygotować kadry zdolne nauczać nie tylko religii, ale i magii, postanowiono powołać Katedrę Filozofii Boga i Mocy Magicznych (katedry filozofii Boga istnieją na katolickich uczelniach, np. na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie). – Alvert Jann

Warszawa, 1 kwietnia br.

.………………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Lekcje religii w szkołach wyższych” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Chrześcijaństwo obłędu” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Savage-Memory

Bronisław Malinowski na Wyspach Trobriandzkich, 1916.

Ćwiczenia z ateizmu. (część 24) „O religii i nauce. Komentarz do podręczników religii”

angel-910805_960_720Autorzy podręczników do religii starają się przekonać uczniów, że religia katolicka i nauka pozostają ze sobą w zgodzie. Jest to oficjalne stanowisko władz Kościoła katolickiego, a jego gorącym orędownikiem był Jan Paweł II. Pisałem już na ten temat, dziś skupiam uwagę na podręcznikach.

Sprzeczności

W podręcznikach pomija się liczne sprzeczności między nauką a religią. Podam kilka przykładów i spróbuję powiedzieć, na czym polega sprzeczność zasadnicza.

W jednym z podręczników czytamy, że „poczęcie Jezusa nastąpiło poza normalnym, fizjologicznym aktem seksualnym kobiety i mężczyzny”. Na jakiej podstawie nauka miałaby to uznać za prawdę? Nauka i racjonalna wiedza nie pozostają tu w zgodzie z religią.

W encyklice Jana Pawła II „Wiara i rozum” czytamy: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary”. To nieprawda. Aby uznać, że Jezus został poczęty bez aktu seksualnego, trzeba zaprzeczyć rozumowi, upokorzyć rozum i siebie.

Podręczniki, które cytuję w tym artykule, to: „Drogi świadków Chrystusa w Kościele” i „Drogi Świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM (dla liceum i technikum, płyta DVD i notes ucznia). Inne podręczniki zawierają podobne treści. Smakowity cytat dotyczący poczęcia Jezusa pochodzi z pierwszego z podręczników, notes, s.69.

Inne przykłady sprzeczności:

Władze kościelne uznały w końcu XX w., że ewolucja w przyrodzie rzeczywiście ma miejsce. Obstają jednak przy twierdzeniu, że Bóg ingeruje w proces ewolucji. Bóg miał (czytamy o tym w podręczniku) tchnąć duszę w istotę ukształtowaną w toku ewolucji, dzięki czemu zyskała ona właściwe ludziom umiejętności. Na gruncie nauk biologicznych jest to nie do przyjęcia.

Przypomnijmy też, że według Kościoła ludzkie cierpienia, choroby i śmierć to skutek grzechu pierworodnego, nieposłuszeństwa Bogu, jakiego dopuścili się pierwsi ludzie (inaczej zapewne ludzie żyliby w zdrowiu i byli nieśmiertelni). Kościół nie traktuje grzechu pierworodnego jako metafory, podaje jako rzeczywiste wyjaśnienie. Jest to wyjaśnienie mitologiczne, nie do przyjęcia na gruncie nauki.

Władze kościelne kultywują wiarę w cuda, we wskrzeszanie zmarłych, w możliwość opętania człowieka przez szatana (szatan ma realnie wstępować w ludzkie ciało, mówią o tym oficjalne dokumenty kościelne), w duszę nieśmiertelną, objawienia, zmartwychwstanie ludzi przed sądem ostatecznym itp. Są to treści pochodzące z Pisma Świętego, czyli sprzed tysięcy lat. Nie da się ich pogodzić ze współczesną nauką. Dobrze daje temu wyraz następująca wypowiedź Alberta Einsteina: „Słowo >Bóg< jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić”.

Neurologia i psychiatria dobrze wyjaśniają tzw. opętania, objawienia, widzenia, mistyczne kontakty z bogiem, postrzeganie „światła w tunelu” itp. Najkrócej mówiąc, są to doznania powodowane procesami zachodzącymi w ludzkim mózgu, można je wywołać także środkami farmakologicznymi. Kościół z uporem próbuje wyjaśniać je działaniem sił nadprzyrodzonych. Także Jan Paweł II mówił, że szatan może realnie owładnąć ludzkim ciałem. W podręcznikach religii nigdzie nie prostuje się absurdów, od których roi się w katolickim piśmiennictwie. Dlaczego? Z pewnością dlatego, że te same lub podobne absurdy mamy w papieskich encyklikach i oficjalnych kościelnych dokumentach.

Kościół nie odpuszcza, nie chce zrezygnować ze starożytnych mitów. Tam, gdzie głosi niedorzeczności, mówi, że to tajemnica wiary, albo że Bóg jest wszechmocny i może wszystko. Niestety, to wykręt, unik, a nie wyjaśnienie czegokolwiek. Kościół brnie w absurdy do kwadratu.

A może sprzeczności nie ma, bo religia zajmuje się czymś zupełnie innym niż nauka? Religia – światem nadprzyrodzonym, zaś nauka – przyrodą. Pogląd ten nazwano akomodacjonizmem (łac. accommodatiodostosowanie), chociaż lepiej byłoby nazwać go separacjonizmem. Nie jest on trafny. Katolicyzm i inne religie zajmują się przyrodą, światem, człowiekiem – i wchodzą w konflikt z nauką. Podałem przykłady, można je mnożyć. Fundamentalne dla wielu religii twierdzenie, że bóg stworzył świat, dotyczy przyrody. Nauka nie może uznać go za prawdziwe, kościoły twierdzą, że jest prawdziwe. Mamy sprzeczność.

Podsumujmy: W podręcznikach i kościelnych publikacjach mówi się ogólnikowo, że „nauka i religia mogą iść ze sobą w parze”. To nieprawda. Dlaczego?

jesus-christ-1149720_960_720Religie, także katolicyzm, opierają się na mitologii, na fantastycznych opowieściach o bogach i świecie nadprzyrodzonym, na „prawdach objawionych”. Nauka opiera się na badaniach empirycznych (łac. empiricus – oparty na doświadczeniu). Powoduje to, że religia mówi coś innego niż nauka – nie da się jednego z drugim pogodzić.

Naukowiec może wierzyć w Boga i godzić tę wiarę z prowadzeniem badań naukowych, bo większość badań nie dotyczy wprost zagadnień związanych z religią. Można badać DNA – i nie ma znaczenia, czy się wierzy lub nie wierzy w boga. Ale nie oznacza to – podkreślmy – że nauka i religia pozostają w zgodzie. Sprzeczność jest faktem.

Po pierwsze, w sprzeczności z nauką pozostają same wierzenia i dogmaty religijne (podałem kilka przykładów).

Po drugie, głęboka sprzeczność występuje w metodach uzyskiwania wiedzy. Religie nie opierają się na źródłach empirycznych, nauka – tak. Np. teologia katolicka za źródło wiedzy przyjmuje święte księgi i tzw. poznanie religijne, które wierzący mają zawdzięczać łasce bożej. Nauka tych metod nie akceptuje, bo są niewiarygodne.

Warto dodać, że na temat religijności naukowców pojawiają się często informacje z badań nie spełniających elementarnych wymogów rzetelności. Trzeba uważać. Wyniki dwóch dobrze wykonanych badań przedstawiam w artykule „Ilu naukowców wierzy w Boga?” (link na końcu).

„Prawdy objawione”

Chrześcijaństwo i katolicyzm opierają się na Piśmie Świętym, które ma zawierać prawdy objawione przez Boga. Jak twierdzi Kościół, nie podlegają one możliwościom empirycznego sprawdzenia. Również w podręczniku czytamy: „Bóg nie może być przedmiotem bezpośredniego i jednoznacznego poznania”, „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”.

Nauka nie może uznać za prawdziwe twierdzeń, które nie zostały sprawdzone, potwierdzone, zweryfikowane w drodze badań empirycznych. „Prawdy objawione” nie mogą być uznane na gruncie nauki. Mamy tu głęboką sprzeczność, której nie da się zaprzeczyć gołosłownymi zapewnianiami o zgodności między nauką a religią.

pope-309611_640Sprzeczność między nauką a religią dobrze pokazuje wypowiedź Jana Pawła II, zacytowana w podręczniku. Papież mówi: „nie ma sprzeczności między ewolucją a nauką wiary o człowieku i jego powołaniu pod warunkiem, że nie zgubi się pewnych niezmiennych prawd”. Jakie to prawdy? Papież powołuje się na objawienie boże i poucza, że człowiek „został stworzony na obraz i podobieństwo Boże”, czyli posiada nieśmiertelną duszę daną mu przez Boga itd. Nauki przyrodnicze musiałyby tę „prawdę objawioną” uznać.

Żadne badania naukowe nie potwierdzają, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną. Ale co z tego, teolodzy mówią przecież, że religia nie podlega możliwościom empirycznego sprawdzenia, w prawdy objawione trzeba wierzyć bez sprawdzania. Takie postawienie sprawy to próba uniknięcia moralnej odpowiedzialności za to, co się głosi. Kościół bez wstydu głosi mity sprzed tysięcy lat. A może wypadałoby się wstydzić?

Słyszy się czasem, że Pismo Święte to nie mitologia – zawiera fakty historyczne i relacje naocznych świadków.

Stary i Nowy Testament rzeczywiście zawiera, tak jak Iliada i Odyseja Homera, pewne fakty historyczne, geograficzne i etnograficzne. Ale główny przekaz Pisma Świętego to opowieści o Bogu i cudownych zdarzeniach. To fantazje, nie fakty. A relacje świadków? Są tak samo wiarygodne jak w mitach greckich, także w Iliadzie i Odysei, relacje ze spotkań z greckimi bogami.

Można uznać, że Jezus był postacią historyczną, chociaż brak na to wystarczających dowodów w historycznych źródłach. Proroków w tamtych czasach było wielu (tak jak i dziś), Jezus mógł być jednym z nich. Ale tego, że Jezus był rzeczywiście synem bożym, w żaden sposób nie da się uznać za fakt. A czy zmartwychwstanie Jezusa to fakt? O zmartwychwstaniu Jezusa piszą tylko autorzy ewangelii. Robią to nadzwyczaj wstrzemięźliwie. Widzieli go nieliczni i tylko swoi, grób był pusty … To fantazje autorów ewangelii, a nie fakt. Nie istnieją żadne wiarygodne źródła historyczne  potwierdzające zmartwychwstanie Jezusa.

Traktowanie Biblii jako mitologii religijnej jest jak najbardziej uprawnione.

Podsumujmy: Kościół uznaje prawdy objawione przez Boga. Nauka prawd objawionych uznać nie może. Dlaczego? Bo właściwe współczesnej nauce empiryczne metody sprawdzania wiedzy nie potwierdzają tych „prawd”. Ich uznanie byłoby sprzeczne z podstawową zasadą nauki. Jaką? Nauka może uznać za prawdziwe tylko te twierdzenia, które zostały w wymagany sposób zweryfikowane, sprawdzone, uzasadnione. Tak nie jest w przypadku prawd objawionych.

Mamy tu głęboką sprzeczność między współczesną nauką a religią katolicką i każdą inną. Sprzeczność dotyczy podstaw całej wiedzy o przyrodzie, świecie i człowieku. Ot co!

Czy to prawdy??

Kościół i podręczniki głoszą, że to, czego nauczają, to „prawdy objawione” lub – inaczej mówiąc – „prawdy wiary”. Nie ma jednak żadnej możliwości sprawdzenia, że mamy rzeczywiście do czynienia z prawdą, a nie z mitologią i fantastycznymi opowieściami. Kapłani wszystkich religii podają swoje wierzenia jako prawdę.

Jaki wniosek?

Nie powinno się mówić, że kościelne nauki to prawda. To wierzenia, których prawdziwość w żaden sposób nie została potwierdzona. Władze kościelne, teolodzy, katecheci dokonują intelektualnego nadużycia, nazywając to, czego nauczają, prawdą.

Na jakiej podstawie twierdzą, że uczą prawdy?

Kościół przyjmuje, że są dwa rodzaje poznania: Jedno naturalne, oparte na ludzkich zmysłach i rozumie (tu mieści się nauka). Drugie to poznanie nadprzyrodzone, nazywane też religijnym lub teologicznym, którego źródłem ma być boże objawienie. To na nie powołują się władze kościelne i zalecają wiernym. W podręczniku czytamy, że tam, gdzie nauka nie znajduje odpowiedzi, udziela jej „najwyższy Autorytet – Bóg. Odpowiedź taką nazywamy prawdą wiary, bo jej pewność wynika z przyjęcia i wyznawania wiary w Boga”.

Wierzenia religijne można sobie nazwać „prawdami wiary”, ale jest do nadużycie słowa prawda. Z wiary w Boga w żaden sposób nie wynika, że to, w co się wierzy, jest prawdą. Co najwyżej może się tak wierzącym wydawać.

Nietrudno zauważyć, że tzw. poznanie nadprzyrodzone nie jest w ogóle poznawaniem czegokolwiek. To wyobrażenia religijne, grzeszą one subiektywnością. Każdy może twierdzić, że jego wierzenia są prawdziwe. Kościelni teolodzy mówią, że dysponują poznaniem obiektywnym, bo pochodzącym od Boga. Czy tak? Nie ma żadnej możliwości wiarygodnego potwierdzenia, że rzeczywiście pochodzi od Boga. Setki proroków, guru, założycieli sekt powoływały się na objawienie nadprzyrodzone. Nie ma żadnego powodu, by właśnie katolickie nauki uznawać za prawdziwe.

Nazywanie wierzeń religijnych „prawdami wiary” to – powtórzmy – intelektualne nadużycie, manipulacja. Nazywa się prawdą coś, co w żaden sposób nie zostało sprawdzone, potwierdzone. Stawia się słowo „prawda” obok słowa „wiara”, by sugerować, że wierzenia religijne, które się głosi, są prawdziwe. To manipulowanie słowami, tworzenie fałszywych skojarzeń, oszukańcza technika perswazji, przekonywania, wmawiania. Słowo „prawda” nie powinno być w tym kontekście użyte. Mamy do czynienia z wierzeniami religijnymi bezpodstawnie nazwanymi prawdami. Na myśl przychodzi świat Orwellowski, tam prawdą nazywano nieprawdę – i odwrotnie.

Również autorzy Ewangelii nazywali nauki Jezusa „prawdą”. Sam Jezus miał je tak określać. Nie ma w tym nic szczególnego. Na ogół każdy prorok, guru, wróżbita, astrolog, magik, także wielu cierpiących na zdiagnozowaną paranoję, mówi, że głosi prawdę. Nie ma podstaw, by właśnie nauki ewangelistów i Jezusa uznawać za prawdziwe.

Podkreślmy ponadto, że teologia katolicka wypowiada się na temat przyrody, świata, człowieka – podałem przykłady na początku. Także twierdzenie, że Bóg stworzył świat, dotyczy przyrody. Nauka tych twierdzeń nie może uznać za prawdziwe – Kościół naucza, że są prawdziwe. To ewidentna sprzeczność. Alvert Jann

PS. Dziesięć przykładów sprzeczności między nauką a religią przedstawiam w artykule pt. „Sprzeczności między nauką a religią: 10 przykładów” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sprzecznosci-miedzy-nauka-a-religia-10-przykladow/

………………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Co wyjaśnia teologia?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/

Kim jest Bóg?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

Ewolucja według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Grzech pierworodny” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Koniec świata według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ i inne.

……………………………………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu (część 23) . „Podręczniki do religii. Co wyjaśnia teologia?”

magic-790704_960_720

W podręczniku czytamy, że duża część filozofii ostatnich trzystu lat to ataki na religię i „zastępowanie jej światopoglądem naturalistycznym, który całkowicie eliminuje wyjaśnienia teologiczne”. Tak jest rzeczywiście. Naturalizm to dziś bardzo ekspansywny światopogląd, a eliminowanie wyjaśnień teologicznych odbywa się nie bez powodu. Przyjrzyjmy się.

Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia.

Co to jest naturalizm?

Naturalizm to stanowisko filozoficzne uznające, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości – ta, w której żyjemy i której jesteśmy częścią. Nie istnieje jakaś inna rzeczywistość, nadprzyrodzona czy boska.

universe-1044107_960_720Jak nazwać tę jedyną istniejącą rzeczywistość? Najlepiej przyrodą, czyli naturą. Obejmuje ona makro i mikrokosmos, wszechświat i cząstki elementarne, giganty i kwanty; przyrodę nieożywioną i organizmy żywe, a także doznania psychiczne i świadomość, będące pochodnymi funkcjonowania organizmów biologicznych (nie istnieją niezależnie do organizmów żywych). Mówiąc najkrócej, naturalizm uznaje, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne, psychika i świadomość.

Z punktu widzenia filozofii naturalizm jest monizmem ontologicznym (mono– jedno; onto– byt, istnienie). Ontologia to najogólniejsza teoria bytu, rzeczywistości, istnienia. Monizm ontologiczny przyjmuje, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości. Według monizmu naturalistycznego istnieje tylko przyroda/natura. Według monizmu idealistycznego naprawdę istnieją tylko idee, bóg, duch, świadomość.

Odmiennym stanowiskiem jest dualizm/pluralizm ontologiczny. Przyjmuje istnienie wielu rodzajów rzeczywistości. Na stanowisku dualizmu ontologicznego stoi teologia chrześcijańska – przyjmuje, że istnieją dwa rodzaje rzeczywistość: nadnaturalna (nadprzyrodzona) i naturalna (przyrodzona/przyrodnicza).

Wyjaśnianie

Na czym polega wyjaśnianie? Wyjaśnić to uczynić coś zrozumiałym, podać powód, przyczynę, powiedzieć, dlaczego coś zaszło lub ma miejsce. Np. pytamy, skąd się biorą trzęsienia ziemi. Wszelkie klęski żywiołowe frapowały ludzi od zarania dziejów. Wyjaśnienia mogą być różne. W mitologii greckiej, tworzonej przez poetów, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, grzmoty i błyskawice przypisywano działalności i walkom bogów.

abracadabra-484969_960_720

Wyjaśnienia teologiczne

Na czym polega wyjaśnianie teologiczne? Twierdzi się, że to lub owo sprawił Bóg. Wskazuje się na boże sprawstwo.

Warto zapytać, czy wyjaśnienia teologiczne cokolwiek wyjaśniają. Bo jeżeli nic nie wyjaśniają lub – inaczej mówiąc – dają wyjaśnienia pozorne, to nie ma się czemu dziwić, że są eliminowane i zastępowane przez światopogląd naturalistyczny.

W katechizmie i w podręcznikach mamy wiele przypadków wyjaśnień teologicznych. Ich źródłem jest przede wszystkim Stary i Nowy Testament, bardzo często cytowane. Warto pamiętać, że jeszcze w czasach Newtona (XVII/XVIII w.) Biblię traktowano jako wiarygodne źródło wiedzy o świecie. Np. Newton na podstawie Biblii obliczył wiek świata na kilka tysięcy lat i fundamentaliści biblijni do dziś powołują się na te ustalenia. We współczesnej nauce jest to nie do przyjęcia nawet jako hipoteza, bo hipoteza naukowa wymaga poważnego uzasadnienia, a tego brak.

Czego współcześnie dotyczą najczęściej wyjaśnienia teologiczne?

Bożym aktem stworzenia wyjaśnia się powstanie świata. Chociaż niektóre biblijne opisy traktowane są jako przenośnie, to samo stworzenie świata przez Boga podawane jest jako wiedza prawdziwa.

Czy wyjaśnienie to da się obronić? Nie, na jego poparcie brak wiarygodnej argumentacji. Równie dobrze można uznać (wierzono tak w starożytnej Grecji), że świat istniał wiecznie i nie został przez nikogo stworzony.

Opowieści o stworzeniu świata mamy w różnych religiach tysiące. Nie sposób uzasadnić, dlaczego właśnie wyjaśnienia podawane przez chrześcijańskich teologów miałoby być prawdziwe. Wyjaśnienia religijne nie opierają się na wartościowej wiedzy. Lepiej uczciwie powiedzieć, że nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci istniał wiecznie, niż przyjmować religijne interpretacje.

A teologiczne wyjaśnienia dotyczące końca świata, podawane w katechizmie i podręcznikach, to – chciałoby się powiedzieć – całkowity odlot, fantastyka. Chrystus ma ponownie zstąpić na Ziemię, osądzić ludzi, po czym z bożej woli świat na zawsze przestanie istnieć. Jak czytamy w podręczniku, będzie to „absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu”. Teolodzy i podręczniki nie traktują biblijnego opisu końca świata jako metafory. Wszystko ma nastąpić realnie. Starożytną mitologię religijną podaje się jako rzekomo prawdziwą wiedzę o świecie.

paradise-146120_960_720A oto inny przykład teologicznych wyjaśnień. To, że ludzie doświadczają cierpień, chorób i są śmiertelni, wyjaśnia się grzechem pierworodnym. Przypadłości te mają być skutkiem nieposłuszeństwa Bogu, jakiego dopuścili się pierwsi ludzie. „Grzech pierworodny spowodował – czytamy w podręczniku – że człowiek podlega fizycznemu cierpieniu, a jego życie kończy się śmiercią. Ograniczone zostały jego możliwości poznawcze”, nabrał „skłonności do grzechu”. Opowieści o grzechu pierworodnym nie są przedstawiane jako przenośnie, lecz jako rzeczywistość.

Nietrudno zauważyć, że teologiczne wyjaśnienia mają charakter mitologiczny, odwołują się do fantastycznych opowieści, w przypadku teologii chrześcijańskiej do opowieści biblijnych. Nie są oparte na jakiejkolwiek sprawdzonej wiedzy.

W wielu przypadkach teolodzy uciekają się do sofistycznych (tzn. naciąganych) reinterpretacji. Dobrego przykładu dostarcza stosunek teologów do ewolucji biologicznej. Władze Kościoła katolickiego pogodziły się z tym, że ewolucja jest faktem, a nie hipotezą. Ale nie rezygnują z wyjaśnień teologicznych w tej dziedzinie. Przyjmują, że Bóg w proces ewolucji ingeruje. W ważnym dokumencie kościelnym, cytowanym także w podręczniku, czytamy: „ewolucja wiedzie ku pojawieniu się człowieka jako istoty wolnej, odpowiedzialnej i świadomej. Ale sama z siebie tego progu nie pokonuje. W celu powołania do życia człowieka Bóg mógł posłużyć się jakąś istotą przygotowaną na planie cielesnym przez miliony lat ewolucji i tchnąć w nią duszę – na swój obraz i podobieństwo”.

Teolodzy nie są w stanie podać żadnych zadowalających argumentów świadczących, że Bóg tchnął duszę w istotę ukształtowaną w toku ewolucji. I że tylko dzięki bożej ingerencji człowiek stał się istotą o wyjątkowych zdolnościach umysłowych i wyjątkowo rozwiniętej świadomości.

Nie ma potrzeby przyjmowania „na wiarę” teologicznych wyjaśnień. Wiedza dotycząca ewolucji biologicznej pozwala zrozumieć, jak stopniowo kształtowały się układ nerwowy, mózg, psychika – od form najprostszych po charakterystyczne dla człowieka. Teologia oferuje mitologiczne wyjaśnienia, które nic nie wyjaśniają.

brick-83696_640

Bóg luk”

Jeżeli nauka czegoś nie wyjaśnia, teolodzy i osoby religijne uznają, że mamy tam do czynienia z bożą ingerencją. Luki w wiedzy traktowane są jako dowody mające świadczyć o bożym sprawstwie. Można powiedzieć, że w lukę w wiedzy wstawia się boga. W tej roli nazwano go Bogiem luk (ang. God of the gaps). Jest to wnioskowanie błędne. Z tego, że nauka czegoś nie wyjaśnia, nie wynika, że mamy do czynienia z bożym sprawstwem. W grę mogą wchodzić przyczyny jak najbardziej naturalne, tyle że jeszcze niezbadane.

Współcześnie metodą „Boga luk” religijni autorzy próbują wyjaśniać na przykład powstanie życia, pierwszych organizmów żywych. Krótko o tej kwestii.

Nauce wytyka się, że nie wyjaśnia jak powstało życie. Wymaga się dokładnego opisania tego procesu (i słusznie), co na dziś nie jest możliwe. Wypada jednakowoż zapytać, czy powiedzenie, że życie stworzył Bóg, cokolwiek wyjaśnia? Teolodzy nie opisują procesu stwarzania, nie podają, jakie to reakcje chemiczne i procesy uruchomił Bóg. Mówią tylko, że stworzył. Jak czarownik z bajki. Mamy tu do czynienia z Bogiem-Czarownikiem.

Powiedzmy wyraźnie, teologiczne wyjaśnienia nie wyjaśniają jak powstało życie. W podobnie nieprecyzyjny sposób może dziś wyjaśnić powstanie życia także nauka. Jak? Naukowiec może powiedzieć, że życie powstało w drodze procesów zachodzących w przyrodzie, nie podając szczegółów. Inaczej mówiąc: zostało stworzone przez przyrodę w drodze ewolucji.

Różnica między nauką a teologią jest jednak w tym punkcie wyraźna. Badania naukowe czynią olbrzymie postępy i zagadka powstania życia zostanie przypuszczalnie wyjaśniona. Natomiast teolodzy powtarzają mitologiczne wyjaśnienia, które niczego nie wyjaśniają i nie wyjaśnią. Nie zmieniają tego podejmowane przez religijnych autorów próby podawania wyjaśnień w filozoficznym i naukowy sosie, unowocześniania. Encykliki papieskie, kościelne dokumenty, a także publikacje religijnych naukowców, nie wnoszą nic nowego. Powtarza się tam stare religijne koncepcje, pochodzące najczęściej z czasów scholastyki, z czasów św. Tomasza z Akwinu (XIII w.).

Teolodzy i religijni autorzy mówią/powtarzają, że Bóg to i owo stworzył, wykorzystują luki w wiedzy naukowej, cytują dzieła teologiczne i Pismo Święte na przemian z publikacjami naukowymi. Powstaje przedziwny galimatias mający sprawiać wrażenie naukowości. Przedstawianie tego jako wyjaśnień jest intelektualnym nadużyciem. Nasuwa się przypuszczenie, że teolodzy i religijni filozofowie popełniają to nadużycie świadomie i każą wiernym żyć w kłamstwie.

sigonella-81772_960_720

Wyjaśnienia naturalistyczne

Zgodnie ze stanowiskiem naturalistycznym wszelkie zjawiska należy wyjaśniać przyczynami naturalnymi, a nie nadnaturalnymi (nadprzyrodzonymi). Jest to praktyka uznawana w nauce współczesnej powszechnie. Naukowcy w badaniach nie przyjmują wyjaśnień teologicznych. Dlaczego? Bo działania czynników nadprzyrodzonych nie stwierdzono. Nie idzie tu więc o „założenie” przyjmowane przez naukowców, ale o fakt, że przyczyn nadprzyrodzonych nie stwierdzono. Gdyby ktoś je odkrył w sposób spełniający wymogi obowiązujące w nauce, naturalizm w badaniach naukowych przestałby obowiązywać.

Rozróżnia się często naturalizm ontologiczny i naturalizm metodologiczny. Ten pierwszy uznaje, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne. Ten drugi mówi, że w badaniach naukowych nie bierze się pod uwagę przyczyn i wyjaśnień nadnaturalnych.

Badacz może oczywiście wierzyć w istnienie sił nadprzyrodzonych. Wielu dawniejszych i współczesnych naukowców wierzyło w Boga (ciekawe badania na ten temat przedstawiam w innym artykule – link poniżej). Ale faktem jest, że nic z tej wiary dla badań nie wynika. Prowadząc badania religijny naukowiec zachowuje się jakby był naturalistą ontologicznym – w praktyce badawczej nie bierze pod uwagę przyczyn nadnaturalnych. Może domniemywać, że np. reakcje chemiczne zachodzą dzięki mocom bożym. Ale nic to do badań nie wnosi i nic tych domniemywań nie potwierdza. Sytuacja jest więc poniekąd – chciałoby się powiedzieć – schizofreniczna. To jakby rozdwojenie jaźni, świadomości. Religijny badacz wierzy, że przyczyny nadnaturalne działają, ale nie bierze ich pod uwagę i nie stwierdza ich istnienia. Postępuje, jakby przyczyn nadnaturalnych nie było.

Badacz stojący konsekwentnie na gruncie naturalizmu tego rozdwojenia nie doświadcza.

To, że badania naukowe nie potwierdzają obecności przyczyn nadprzyrodzonych, podważa wiarę w ich istnienie. Cokolwiek naukowcy odkryją, okazuje się zjawiskiem naturalnym. Nie tak dawno boską cząstką nazywano bozon Higgsa – ale była to tylko metafora. Nie odkryto prawdziwie boskiej cząstki. Również mechanika kwantowa dotyczy wyłącznie przyrody, nie stwierdza istnienia bytów nadprzyrodzonych. Tzw. obserwator, o którym mówi się w fizyce kwantowej, nie jest bogiem czy istotą nadnaturalną.

Naturalizm metodologiczny trzyma się mocno. Można powiedzieć, że dostarcza poważnych argumentów na rzecz naturalizmu ontologicznego. Bo skoro nauka nie stwierdza istnienia przyczyn naturalnych i nie wymaga, by brać je pod uwagę, to najpewniej nie istnieją. Naturalizm metodologiczny prowadzi w konsekwencji do naturalizmu ontologicznego. Więcej, jest w istocie z naturalizmem ontologicznym tożsamy, chociaż na pierwszy rzut oka trudno to uznać.

Wygląda na to, że wyjaśnienia teologiczne są i będą eliminowane z naszej wartościowej wiedzy o świecie i człowieku. Rozwój nauki sprawia, że tracą i będą tracić na znaczeniu. Nie ma czego żałować. Wyjaśnienia teologiczne nie oferują wartościowej poznawczo wiedzy.

Podsumowując:

Wyjaśnienia teologiczne – także te zawarte w podręcznikach – niczego nie wyjaśniają. Są to wyjaśnienia pozorne, oparte na mitologii biblijnej. Nie ratują ich próby podawania w filozoficznym i naukowym sosie. Nie można poważnie traktować wyjaśnienia chorób i śmierci grzechem pierworodnym. Podobnie jest z innymi wyjaśnieniami teologicznymi.

Co więcej, samo pojęcie Boga ma mitologiczne pochodzenie. W starożytnych mitologiach bogowie byli głównymi postaciami. W mitologii Izraelitów bóg Jahwe stworzył świat, wygnał ludzi z raju za nieposłuszeństwo, jest wszechmocny jak czarownik z bajki. Filozofowie starogreccy, a następnie chrześcijańscy, mitologiczne pojęcie boga zaczęli ubierać w filozoficzne szaty. Jest to jednak ta sama starożytna mitologia religijna, tylko podana w innej formie.

Wprawdzie nauka nie wyjaśnia wszystkiego, ale teologia nic nie wyjaśnia. Bardzo dobrze, że wyjaśnienia teologiczne są zastępowane przez wyjaśnienia naukowe.

australia-695178_960_720

Zamiast humoru

Może już zapomnieliście? Warto przypomnieć.

„Przed rozpoczęciem najbliższych obrad Sejmu, w sejmowej kaplicy zostanie odprawiona msza święta w intencji deszczu, zamówiona przez klub parlamentarny PiS. Komunikat odczytał sekretarz obrad. Sala zareagowała gromkim śmiechem. Marszałek Sejmu Marek Jurek podkreślił, że >kpina z liturgii razi bardzo wielu posłów na tej sali<. Zaapelował o >odrobinę kultury<„ (Źródło: wiadomosci.wp.pl 19-07-2006). – Alvert Jann

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiat artykułów, m.in.:

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Grzech pierworodny” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/

Z okazji rozpoczęcia roku akademickiego mogę polecić:

„Lekcje religii w szkołach wyższych” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

enforce-46910_640.

 

Ćwiczenia z ateizmu. Kim jest Bóg? Część 22

W jednym z podręczników religii pada pytanie: Kim jest Bóg? Spróbujmy odpowiedzieć, nie sugerując się katechezą.

flowing-abstract-artAbstrakcyjny bóg deistów

Mówiąc „Bóg”, często ma się na myśli nieznaną siłę, która spowodowała powstanie świata i także dziś podtrzymuje jego istnienie. Na forach można przeczytać, że musi istnieć „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę jego istnienia. Ten Bóg-Coś przypomina boga deistów.

Deistami nazwano filozofów i ludzi wykształconych, którzy w czasach Oświecenia twierdzili, że bóg stworzył świat, ale nie ingeruje w ziemskie sprawy. Kwestionowali też inne podstawowe nauki kościołów chrześcijańskich: wiarę w cuda, sąd ostateczny, zbawienie, potępienie, w to, że Pismo Święte zawiera boże objawianie itd. W epoce Oświecenia wśród sławnych ludzi deistami byli Denis Diderot, Jan Jakub Rousseau, Voltaire, Maksymilian Robespierre, Napoleon Bonaparte, Benjamin Franklin, Jerzy Waszyngton, Thomas Jefferson. Do XX w. deiści, podobnie jak ateiści, ukrywali swoje poglądy. W państwach islamistycznych ma to miejsce do dziś.

Bóg deistów nie jest osobą. Jest niezwykłą siłą, nadzwyczajną rzeczywistością. Współcześnie utożsamia się go często z „mózgiem” sterującym światem za pomocą praw przyrody, z ładem rzekomo panującym w przyrodzie, z transcendencją (rzeczywistością całkowicie innego rodzaju niż rzeczywistość fizyczna czy przyroda), z absolutem rozumianym jako rzeczywistość wieczna, niezmienna, stanowiąca podstawę wszystkiego, co istnieje. Deizm często trudno odróżnić od panteizmu, od utożsamiania z bogiem całego wszechświata rządzącego się prawami przyrody.

Bóg według Kościoła katolickiego

Kościół uznaje Boga osobowego, który opiekuje się ludźmi i sądzi ich po śmierci. Naucza ponadto – a jest to sprawa kluczowa – że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, daną mu przez Boga. Dzięki temu będzie mógł istnieć wiecznie. Obietnica „wiecznego życia” jest wręcz głównym tematem kościelnego nauczania.

moses-1564373_960_720Z pojęciem Boga w katolicyzmie wiąże się wiele innych wyobrażeń i dogmatów, np. wiara w cuda, w istnienie aniołów i szatana, w grzech pierworodny, w niepokalane poczęcie, w objawienie zawarte w Piśmie Świętym, w Trójcę Przenajświętszą, w Jezusa Chrystusa, który został zasłany przez Boga ojca, by odkupić świat, następnie zmartwychwstał i w przyszłości będzie sądził ludzi itd. Jest to, jak widać, obszerna mitologia religijna.

Pod wpływem starożytnej filozofii greckiej teolodzy chrześcijańscy zaczęli w Średniowieczu przedstawiać Boga za pomocą pojęć filozoficznych. Za Biblią pisze się, że jest niewidzialnym, wszechpotężnym duchem, z którym rozmawiał Mojżesz, prorocy, Jezus. A za starożytną filozofią pisze się (także w podręcznikach), że jest absolutem, transcendencją, immanencją. W ten sposób Bóg z wszechpotężnego ducha bytującego gdzieś w niebiesiech, stał się nadnaturalną rzeczywistością, bytem istniejącym poza czasem i przestrzenią, a zarazem przenikającym wszechświat jakby był rodzajem promieniowania.

Czy to prawda?

W podręczniku czytamy, że „Bóg nie może być przedmiotem bezpośredniego i jednoznacznego poznania”, oraz że „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. Wiedza o Bogu ma pochodzić z bożego objawienia zawartego w Piśmie Świętym, oraz z poznania religijnego (teologicznego) odbywającego się za pomocą nadzwyczajnego „zmysłu wiary”, danego przez Boga.

Kościelni autorzy nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy: istnienie Boga może być przyjęte tylko „na wiarę”, nie „na rozum”. Nie ma na to rady. Poznanie religijne jest całkowicie subiektywne, chociaż w podręczniku pisze się, że jest obiektywne. Dlaczego obiektywne? „Obiektywny charakter wiary potwierdza Nauczycielski Urząd Kościoła”, a biblijna prawda o stworzeniu świata i człowieka przez Boga „jest zagwarantowana nieomylnym Bożym natchnieniem”. No tak, nic dodać, nic ująć. Jak władze kościelne i Biblia coś mówią, to jest to na pewno obiektywna prawda. Hej!

Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia (w innych podręcznikach jest podobnie). Jeden z podrozdziałów nosi tytuł: „Człowiek pyta, kim jest Bóg”.

W jakiego boga wierzyć?

Jeżeli już musimy wierzyć w boga, to tylko w abstrakcyjnego boga deistów. I najlepiej nie nazywać go bogiem. Idzie bowiem o nieznaną pierwotną, fundamentalną siłę jak najbardziej naturalną, należącą do świata przyrody. Nazwa „Bóg” sugeruje, że jest to siła nadnaturalna. I że jest to Bóg osobowy. Dlatego lepiej nie nazywać tej siły bogiem (szczególnie przez duże B). Może nazwa supersiła byłaby odpowiednia?

W żadnym przypadku nie warto wierzyć w boga utkanego z zabobonów, należącego do którejkolwiek ze znanych religii – katolicyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, hinduizmu lub innych. Wiara w istnienie nieznanej supersiły ma w sobie łut racjonalności. Coś takiego może istnieć. Natomiast wiara w biblijnego Boga osobowego, nawet przekształconego za pomocą pojęć filozoficznych, to jakby wiara w krasnoludki lub we wszechpotężnego czarownika z bajki (o tym, dlaczego nie wierzymy w krasnoludki, próbowałem napisać w innym miejscu, w artykule „Dowód na nieistnienie. Kogo?” – link poniżej). Nie warto wierzyć w starożytne mity religijne, nawet jeżeli zostały „unowocześnione” przez filozofów i teologów.

Warto przyjrzeć się bogowi Arystotelesa i Einsteina.

albert-einstein-1145030_960_720Einstein nie identyfikował się z żadną z istniejących religii. Nie wierzył w Boga, o którym nauczały kościoły chrześcijańskie, judaizm czy jakakolwiek inna znana religia. Ale … po pierwsze, często używał słowa „bóg” jako przenośni, alegorii, jak w sławnym powiedzeniu „Bóg nie gra w kości”. Wyrażał w tej sposób przekonanie, że w przyrodzie panuje powszechnie determinizm. Przeciwstawiał się indeterminizmowi zyskującemu wówczas na znaczeniu wśród fizyków i filozofów.

Po drugie, Einstein nazywał „bogiem” swoisty ład, który przyroda zawdzięcza zadziwiającym zasadom/prawom. Chciał wiedzieć, skąd ten ład pochodzi. Są to poglądy o charakterze deistycznym lub panteistycznym. Sugerowanie, że Einstein wierzył w Boga, o którym mówi Biblia, jest intelektualnym nadużyciem i wprowadzaniem w błąd. Einstein nie był „wierzący”.

„Słowo >Bóg< jest dla mnie – napisał – niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić”.

Jednak Einstein nie unikał słowa „bóg”. Można powiedzieć, że był niekonsekwentny, co wynikało chyba stąd, że nie próbował przedstawić swoich poglądów na temat boga w pełniejszy i systematyczny sposób. Za to w telegraficznym skrócie napisał: „Wierzę w Boga Spinozy, który ujawnia się w harmonii wszystkiego, co istnieje, a nie w Boga, który interesuje się losem i uczynkami ludzi”. Spinoza (XVII w.) to czołowy przedstawiciel panteizmu. Podręcznik wymienia go jako jednego z głównych krytyków teizmu w czasach nowożytnych.

W jednym z wywiadów Einstein powiedział: „Jesteśmy w sytuacji dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. (…) Dziecko niewyraźnie dostrzega tajemniczy porządek w układzie ksiąg, ale nie wie, co to jest”. Bóg Einsteina to coś, co ujawnia się w „tajemniczym porządku” zauważalnym w przyrodzie, czy też jest tym porządkiem.

Einstein nie chciał nazwać się ateistą, bo ateizm kojarzył z niedostrzeganiem tajemniczości świata i życia. Niesłusznie, tak jak bywają prymitywni teiści, w tym prymitywni katolicy i biskupi katoliccy, tak też bywają prymitywni ateiści. Ale ateizm nie wyklucza zadziwienia światem, a nawet swoistego mistycyzmu, rozumianego nie jako wrażenie kontaktu z Bogiem, ale jako poczucie, że jesteśmy częścią świata, którego nie potrafimy do końca zrozumieć (to mistycyzm naturalistyczny, jak można by go nazwać).

Ateizm nie wyklucza zafrapowania „tajemniczym porządkiem” panującym w przyrodzie i jego źródłem. Ateista zauważy co najwyżej, że w przyrodzie ładowi towarzyszy bezład. I nie wiadomo, co leży u podstaw. Może ład jest po wierzchu, zaś bezład u podstaw? Na pewno ateista nie przyjmie wyjaśnienia, że porządek został stworzony przez boga, bo na istnienie boga brak dowodów.

Einsteinowi przypisuje się deizm, panteizm (utożsamienie boga ze światem) lub agnostycyzm. Żadne z tych określeń nie jest zadowalające. Przekonania Einsteina to pogranicze deizmu i panteizmu, w żadnym wypadku teizm. Fundamentem teizmu, w tym judaizmu i chrześcijaństwa, jest pojęcie boga osobowego, ingerującego w sprawy świata i ludzi.

Przeskakując do starożytności zauważmy, że dla Arystotelesa bóg to bezosobowy byt najdoskonalszy, wieczna, niezmienna rzeczywistość. To nieruchomy „pierwszy poruszyciel”, który utrzymuje cały świat w ciągłym ruchu. Nie jest to bóg osobowy, nie sądzi ludzi, nie karze, nie zbawia, nie czyni cudów, nie wskrzesza zmarłych, nie objawia się w pismach świętych. Arystotelesowi nie idzie o bogów znanych z mitologii greckiej. Ma na uwadze coś zupełnie innego niż jakiegokolwiek boga z mitów greckich lub z Biblii.

Bóg deistów, Arystotelesa, Einsteina, nie reaguje na ludzkie zachowania i nie wymaga, by go czcić. Nie ma sensu modlić się do niego. Modlitwa do tego boga przypominałaby modlitwę do energii elektrycznej.

Z powodu domniemanego istnienia deistycznego boga (supersiły, nieznanego „coś”) nie ma sensu należeć do Kościoła katolickiego lub jakiegokolwiek innego.

Teologiczne pomyłki

Dla Arystotelesa bóg (theos) to byt bezosobowy. A co zrobił św. Tomasz z Akwinu (XIII w.)? Utożsamił Arystotelesowskiego bezosobowego boga – z Bogiem chrześcijańskim. Czy to celowa sofistyczna (oszukańcza) zmyłka? Po części ten kamuflaż trwa do dziś. Np. św. Tomasz zapożyczył od Arystotelesa argumentację na rzecz istnienia boga, chociaż w grę wchodzą całkowicie odmienne pojęcia boga. Argumentacja ta przekazywana jest w nauczaniu kościelnym także dziś, także w podręczniku. Jest błędna formalnie i merytorycznie, na co wskazuje się powszechnie. Mimo to nadal jest w obiegu.

Św. Tomasz przyjmuje za Arystotelesem, że każda rzecz ma swoją przyczynę, musi więc istnieć pierwsza przyczyna sprawcza. Przyjmuje też, że ruch zawsze wymaga siły poruszającej – musi więc istnieć „pierwszy poruszyciel”, który wprawił świat w ruch. Mają to być argumenty przemawiające za istnieniem Boga. Bo tą pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem musi być – twierdzi św. Tomasz – Bóg.

Otóż nie. Pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem może być równie dobrze nieznana nam samoistna pierwotna rzeczywistość, jak najbardziej naturalna. Św. Tomasz i teolodzy katoliccy tendencyjnie przyjmują/sugerują, że musi to być Bóg – i to Bóg, o którym mówi Pismo Święte i Kościół katolicki.

Na coś jeszcze warto zwrócić uwagę. Nawet jeżeli przyjmiemy za św. Tomaszem, że Bóg istnieje i jest pierwszym poruszycielem i pierwszą przyczyną, to w żaden sposób nie wynika z tego, że człowiek ma duszę nieśmiertelną; że Jezus był synem bożym; że przed końcem świata odbędzie się sąd ostateczny itd. Te wszystkie „prawdy”, podawane do wierzenia przez Kościół, wymagałyby odrębnej argumentacji – a tej brak. Kościół powołuje się na objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na „zmysł wiary”, który zawdzięcza się łasce bożej (czytamy o tym także w podręczniku).

Jest to argumentacja bezwartościowa. Dlaczego? Bo przekonanie, że Pismo Święte rzeczywiście zawiera boże objawienie, jest pozbawione jakiegokolwiek sensownego uzasadnienia. A świadectwa „zmysłu wiary” to bez reszty subiektywne doznania.

Na koniec sięgnijmy do katechizmu. Mówi się tam, że istnieje rzeczywistość, która „nie ma ani początku, ani końca”, jest „pierwszą przyczyną i ostatecznym celem wszystkiego”. I stwierdza się, że tę właśnie rzeczywistość „wszyscy nazywają Bogiem” (KKK 34).

No właśnie – nazywają. Co z tego, że wszyscy nazywają to Bogiem? Być może istnieje wieczna rzeczywistość, która nie ma początku ani końca i jest przyczyną wszystkiego, ale nazywanie jej Bogiem i sugerowanie, że to Bóg, o którym naucza Kościół, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Hipotetyczną wieczną rzeczywistością może być przyroda, nieznana nam dziś jej postać. Nie musi to być jakikolwiek bóg.

Najlepiej …

Najlepiej nie wierzyć w żadnego boga, nie wyznawać żadnej religii, żadnych religijnych filozofii, nie wierzyć w żadne zabobony i przesądy, wróżby, magię, astrologię, ezoterykę, w żadne duchy. Niczym to nie grozi. Nie słyszałem, żeby ktoś cierpiał z powodu utraty wiary w boga, w „prawdy” religijne, zabobony, moce tajemne. A ludzi niereligijnych jest sporo.

Nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci był wieczny. To jednak nie powód, by ulegać kościelnej indoktrynacji i wierzyć w religijne mity.

PapieżBiskupiNa deser porcja humoru

Dopiero dziś wiemy, jak przebiegało spotkanie papieża Franciszka z polskimi biskupami na Wawelu 27 lipca 2016 r. podczas Światowych Dni Młodzieży (jak donosiła prasa, spotkanie odbyło się na życzenie papieża za zamkniętymi drzwiami).

Biskupi zapytali papieża:

– Co mamy zrobić, by naród polski pozostał wierny Bogu?

– Nic nie da się zrobić. Boga nie ma! – odpowiedział papież.

Alvert Jann

…………………………………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – 

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

– Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ i inne.

enforce-46910_640.

………………………………………………………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu. Część 21. Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła

Kościół katolicki próbuje pogodzić wiarę w stworzenie człowieka przez Boga – z ewolucją, o której mówią nauki przyrodnicze. Temat ten pojawia się także w podręcznikach do religii dla liceum i technikum. Jak to wygląda?

church-1190816_960_720Nie kwestionuje się ewolucji, w podręcznikach przytaczana jest wypowiedź Jana Pawła II, że „nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą”. Jednak to, co prezentuje Kościół i podręczniki, pozostaje w wyraźnej sprzeczności z naukami przyrodniczymi.

Zajmę się przede wszystkim podręcznikiem religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia (ewolucji poświęcono rozdział pt. „Poszukiwanie początku i przeznaczenia”). W innych podręcznikach jest podobnie.

Kościelny kreacjonizm

Nauki przyrodnicze ukazują, jak w drodze procesów naturalnych, bez bożego udziału, następował rozwój przyrody, pojawiały się nowe gatunki, w tym także człowiek (te procesy to przede wszystkim adaptacja do środowiska i selekcja naturalna). Natomiast Kościół uznaje, zgodnie z cytowanym w podręczniku stanowiskiem polskiego episkopatu z 2006 r., że bóg ingeruje w proces ewolucji i tylko dzięki bożej ingerencji powstał człowiek. Na gruncie nauk przyrodniczych jest to nie do przyjęcia. Dlaczego? Najzwyczajniej brak po temu jakichkolwiek podstaw. Nie ma żadnych wiarygodnych argumentów świadczących o bożym wkładzie w proces ewolucji.

Problem nie polega na tym, jak sugeruje podręcznik, że sprawa bożej ingerencji po prostu wykracza poza zakres badań naukowych. Idzie o coś innego. Na rzecz udziału Boga w procesie ewolucji – powtórzmy – brakuje jakichkolwiek wiarygodnych argumentów. Gdyby były, naukowcy wzięliby je pod uwagę. Ponieważ argumentów brak, boże sprawstwo musi być traktowana wyłącznie jako religijne wierzenie, fantazja. Podobnie ktoś mógłby twierdzić, że w proces ewolucji ingerowały krasnoludki. Czy można to uznać, zadowalając się wyjaśnieniem, że zbadanie tej kwestii wykracza poza zakres badań naukowych? To byłby absurd.

Kościół poczynił w końcu XX w. pewien postęp w nauczaniu o powstaniu człowieka. Nie głosi już, że Bóg stworzył świat i człowieka w ciągu sześciu dni, jak jest to przedstawione w Biblii. W podręczniku czytamy, że Kościół odrzuca fideistyczny kreacjonizm. Tak nazwano przekonanie, że Biblia przedstawia dokładny, niemetaforyczny opis stworzenia świata i człowieka (nazwa kreacjonizm pochodzi od łac. creatio – stworzenie, w tym przypadku idzie o stworzenie przez Boga; przymiotnik fideistyczny ma wskazywać, że idzie o wiarę opartą wyłącznie na zapisach Pisma Świętego). W przytoczonym stanowisku polskiego episkopatu z 2006 r. o fideistycznych kreacjonistach czytamy: „Ustalają oni wiek ziemi na kilka tysięcy lat oraz uznają istnienie jedynie tej liczby gatunków, które zostały powołane do życia na początku i nie ulegają żadnym zmianom ewolucyjnym”. Biskupi nie zgadzają się z tymi ustaleniami, mającymi charakter ekscesu i niedorzeczności.

Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć: Jan Paweł II, episkopat i podręcznik wciskają swój własny kościelny kreacjonizm, tj. wiarę, że człowiek pojawił się w toku ewolucji za sprawą Boga. Jak mówi przysłowie: „niedaleko pada jabłko od jabłoni”. Stanowisko Kościoła katolickiego można określić jako mniej szokującą wersję kreacjonizmu. Kreacjonizm nie jest uznawany na gruncie nauk przyrodniczych. Przyjrzyjmy się dokładniej.

Bóg tchnął duszę?

W cytowanym w podręczniku stanowisku polskiego episkopatu w sprawie ewolucji czytamy: „ewolucja wiedzie ku pojawieniu się człowieka jako istoty wolnej, odpowiedzialnej i świadomej. Ale sama z siebie tego progu nie pokonuje. W celu powołania do życia człowieka Bóg mógł posłużyć się jakąś istotą przygotowaną na planie cielesnym przez miliony lat ewolucji i tchnąć w nią duszę – na swój obraz i podobieństwo” (notes ucznia, s. 15). Zacznijmy od kwestii duszy.

Czy są jakiekolwiek wiarygodne argumenty wskazujące, że Bóg tchnął duszę w istotę ukształtowaną w toku ewolucji?

Jeżeli ktoś twierdzi, że coś takiego miało miejsce, to na nim spoczywa obowiązek podania dowodu/argumentacji. Zamiast tego mamy pokrętne rozumowania i uniki. Oto kwintesencja teologicznego krętactwa:

Według kościelnej teologii cała rzeczywistość nadprzyrodzona – Bóg, aniołowie, dusza nieśmiertelna – jest niedostępna naszym zmysłom i badaniu empirycznemu. Także w podręczniku napisano (w innym rozdziale), że „religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. To bardzo wygodna i sprytna teza. Dzięki niej, chociaż nie ma żadnych argumentów i dowodów potwierdzających istnienie duszy danej człowiekowi przez Boga, można głosić, że istnieje. To sofistyka w pełnej krasie (sofistyką nazwano w filozofii pokrętne, oszukańcze argumentowanie i wyjaśnianie).

Podobnie zwolennicy krasnoludków mogliby twierdzić, że są niewykrywalne i chociaż ich istnienia nigdzie nie stwierdzono – istnieją na pewno, bo tak głoszą stare legendy. Różni kapłani i guru twierdzą, że bogowie i nadzwyczajne siły, o których mówią, istnieją na pewno i robią różne rzeczy.

Mieszając teologię i biologię teolodzy tworzą własną kościelną teorię ewolucji, w której decydującą rolę przypisują Bogu. Ta hybrydowa teoria nie opiera się na żadnych badaniach przyrody, tylko na religijnych wierzeniach. Stanowisko Kościoła w kwestii ewolucji to fideizm, który skądinąd Kościół stara się odrzucać. Fideizm to przekonanie, że należy wierzyć wbrew jakimkolwiek rozumowym argumentom i nauce (idzie o wiarę religijną). Ciekawa fideistyczna formuła głosi: „Wierzę, bo jest to niedorzeczność” – „Credo quia absurdum”. Fideizm miał i ma zwolenników. Kościół werbalnie odrzuca to stanowisko, chociaż trafnie ujmuje ono, na czym polega wiara religijna, w tym także wiara w to, że Bóg ingerował w przebieg ewolucji i tchnął duszę w jedną z istot.

Ewolucja „sama z siebie” nie mogła?

Według polskiego episkopatu, jak zacytowano w podręczniku, „ewolucja wiedzie ku pojawieniu się człowieka jako istoty wolnej, odpowiedzialnej i świadomej. Ale sama z siebie tego progu nie pokonuje. Pokonanie progu, jaki dzieli człowieka od innych gatunków zwierząt, musiało być – zdaniem teologów i biskupów – dziełem Boga.

Można zapytać, skąd teolodzy i biskupi wiedzą, że ewolucja „sama z siebie” tego progu nie pokonuje? Ewolucja polega właśnie na powstawaniu nowych gatunków, które charakteryzują się często nowymi właściwościami. Ze świata roślin wyłonił się świat zwierząt. Różnica olbrzymia, chociaż są też formy pośrednie, o których trudno powiedzieć, czy to rośliny, czy zwierzęta. Czy Bóg miał spowodować tę wielką przemianę? I wiele innych, które miały miejsce w toku ewolucji?

Badania nauk przyrodniczych pokazują, że ewolucja „sama z siebie” pokonuje różnego rodzaju progi i „sama z siebie” doprowadziła do pojawienia się człowieka obdarzonego świadomością, rozwiniętymi umiejętnościami myślenia, wolą, zasadami moralnymi i wartościami.

Można dokładnie śledzić, jak w procesie ewolucji stopniowo formował się układ nerwowy, mózg i psychika, od form najprostszych po wysoce rozwinięte u ssaków i człowieka. Także w rozwoju płodowym człowieka można śledzić wcześniejsze stadia ewolucji, w tym rozwój ludzkiego mózgu odpowiedzialnego za świadomość i myślenie abstrakcyjne.

Badania naukowe, od paleontologii po genetykę, wskazują, że ewolucja w drodze naturalnych procesów „sama z siebie” doprowadziła do pojawienia się człowieka z wszystkimi jego właściwościami. Ale władze Kościoła nie chcą tego uznać, bo kłóci się z religijnymi wyobrażeniami i mitami, że człowiek został stworzony przez Boga. Nie chcąc negować faktu ewolucji wymyślono, że oto Bóg ingerował w proces ewolucji, tchnął duszę w ludzkie ciało i dzięki temu człowiek zyskał właściwości wyróżniające go na tle innych gatunków – wyjątkowe zdolności umysłowe, świadomość itp. To religijne fantazje na temat ewolucji, a nie jakakolwiek istotna wiedza o procesach ewolucji.

Książki kreacjonistów, teolodzy, a także Jan Paweł II, nie przedstawiają jakichkolwiek wiarygodnych argumentów czy uzasadnień na rzecz udziału Boga w ewolucji.

Przytoczony wyżej cytat ze stanowiska polskiego episkopatu nie powinien znaleźć się w podręczniku. Dlaczego? Bo jest to wypowiedź na temat ewolucji i ewolucyjnego powstania człowieka – a zagadnienia te należą do nauk przyrodniczych, a nie do teologii i władz Kościoła. Kościół od końca XIX w. uznał w zasadzie, że nie przedstawia stanowiska w kwestiach należących do kompetencji nauki. A tu oto mamy autorytatywne stanowisko, że ewolucja „sama z siebie” nie mogła doprowadzić do pojawienia się człowieka, dopiero Bóg musiał tchnąć duszę …

Moja znajoma teolożka Celestyna złośliwie twierdzi, że episkopat niebawem ogłosi, że „obserwator”, o którym dowcipnie mówi się w fizyce kwantowej, to Bóg.

Nie ma sprzeczności?

W podręczniku przywoływane jest stanowisko Piusa XII i Jana Pawła II, zgodnie z którym nie ma sprzeczności między ewolucją a wiarą katolicką „pod warunkiem, że nie zgubi się pewnych niezmiennych prawd”. Rzecz właśnie w tych rzekomych „niezmiennych prawdach”. Kościelni autorzy wymagają, by ewolucję widzieć jako proces, w który ingeruje Bóg.

Natomiast nauki przyrodnicze wskazują, że człowiek wraz z wszystkimi umiejętnościami powstał w drodze naturalnych procesów ewolucyjnych, coraz lepiej poznawanych.

Teologia pozostaje w głębokiej sprzeczności z nauką. Wprowadza do wiedzy o ewolucji wyobrażenia Boga i boskiej duszy. Na gruncie nauki nie mają one racji bytu.

Na zakończenie kącik humoru

Ktoś puka do bram nieba.

– Kto tam? – pyta głos z góry.

– Karol.

– Który? Marks, Darwin czy Wojtyła? – pyta głos.

– Wojtyła.

– Niedobrze – odpowiada głos.

– Dlaczego, Panie?

– Nie głosiłeś prawdy – odpowiada Najwyższy.

Do podręczników religii jeszcze wrócę. – Alvert Jann

………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ 

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Grzech pierworodny” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Koniec świata według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/ 

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne /

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Na blogu znajdują się kilkadziesiąt artykułów, m.in.:

Lekcje religii w szkołach wyższych”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Chrześcijaństwo obłędu” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Sens według teologów i nie tylko” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sens-wedlug-teologow-i-nie-tylko/

enforce-46910_960_720

……………………………………………………………………..              

Ćwiczenia z ateizmu. Cz.20: Podręczniki do religii. Grzech pierworodny

Kościół nie chce uznać grzechu pierworodnego za mit. Podręczniki do religii nie pozostawiają pod tym względem wątpliwości, biblijna opowieść ma wyjaśniać rzeczywistą przyczynę cierpień, chorób, śmierci i wszelkiego zła. „Grzech pierworodny spowodował – czytamy – że człowiek podlega fizycznemu cierpieniu, a jego życie kończy się śmiercią. Ograniczone zostały jego możliwości poznawcze”, nabrał „skłonności do grzechu”. Autorzy podręcznika podają to wszystko jako prawdę, której Kościół naucza, nie jako mitologię (cytuję tu podręcznik dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia; w innych podręcznikach jest podobnie). Grzechowi pierworodnemu poświęcono w podręczniku cały rozdział pt. „Bóg odrzucony”.

Ewa prometejska

Na mit o grzechu pierworodnym spójrzmy odmiennie niż podręcznik.

Według podręcznika istotą grzechu pierworodnego jest nieposłuszeństwo Bogu. Pierwsi ludzie – Adam i Ewa – żyli szczęśliwie i bezpiecznie w rajskim ogrodzie, ale źle się to skończyło: „Człowiek nadużył podarowanej mu przez Boga wolności. Dopuścił się grzechu”, okazał nieposłuszeństwo Bogu. Skutkiem tego grzechu mają być nieszczęścia trapiące ludzi – cierpienia, śmierć, skłonność do zła.

Podręcznik kamufluje istotę buntu, widzi ją w nieposłuszeństwie Bogu, a pomija, o co był ten bunt.

emancipation-156066_960_720Czego chcieli pierwsi ludzie wypowiadając posłuszeństwo Bogu? Chcieli uwolnić się od zależności od potężnego władcy i zyskać wiedzę, którą zastrzegł on dla siebie. Bo Bóg-Władca umieścił ludzi w złotej klatce. Warunki życia były rajskie, ale trzymał ich w niewiedzy i pozbawił możliwości decydowania o sobie. W Biblii symbolicznie mówi się, że Bóg zabronił im jeść owoce, dzięki którym znaliby dobro i zło. Ta wiedza była zastrzeżona tylko dla Boga.

Opowieść o grzechu pierworodnym to w istocie saga o dążeniu człowieka do wolności, o buncie, którego głównym celem była – podkreślmy – wiedza. Ludzi skusiła perspektywa posiadania pełnej wiedzy, wolność myśli, którą dziś uważamy za fundamentalne prawo człowieka.

Czy to źle?

Można usłyszeć odpowiedź, że źle, bo ludzie nie potrafią rządzić się sami, powinni być posłuszni … , no właśnie, komu? Biblijny mit i podręcznik sugerują niedwuznacznie, że Bogu. Ale Bóg jest niewidoczny. W praktyce w Starym Testamencie chodziło o posłuszeństwo nie Bogu, a władcom Izraelitów. A w podręczniku – o posłuszeństwo władzom Kościoła katolickiego. Bo to oni przypisali sobie prawo występowania w imieniu biblijnego Boga.

Problem w tym, że władze Kościoła doświadczają wszelkich patologii i zła, właściwych ludziom. Bez nacisków z zewnątrz nie potrafią poradzić sobie z nadużyciami, np. z seksualnym wykorzystywaniem dzieci przez księży i ze skłonnością kleru do życia w luksusie. A kiedy Kościół panował, było z nim tak źle, że doprowadziło do buntu przeciw kościelnej władzy (takie jest moralne źródło reformacji, protestantyzmu i świeckiego liberalizmu, który ogłosił prawa człowieka zamiast kościelnego prawa bożego). Wygląda na to, że lepiej polegać na świeckiej władzy respektującej prawa człowieka, niż na mądrości władz Kościoła.

Wróćmy do raju. Czy bunt się udał? To zależy od punktu widzenia. Człowiek poznał dobro i zło, zrzucił blokadę nałożoną na jego umysł przez Boga. W Biblii czytamy: Bóg rzekł: >Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło<” (Rdz 3,21). Po zjedzeniu jabłka „niewiasta spostrzegła, że (…) owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy”(Rdz 3,6), poznała i mogła decydować, co dobre, a co złe. Ale Bóg-Władca nie chciał człowieka równego mu wiedzą, wygnał/wydalił (tak napisano w Księdze) ludzi ze złotej klatki. Zyskali wolność i wiedzę, ale życie stało się bez porównania trudniejsze.

W buncie przewodziła Ewa, jej należą się laury. Zamiast tego przypięto jej łatkę grzesznicy, kusicielki, która namówiła Adama do zła. Spójrzmy na to przekornie.

Ewa zapragnęła wyzwolić siebie i swojego partnera z zależności od władcy, zdobyć wiedzę, znać dobro i zło. Chwała jej za to. Nieposłuszeństwo Ewy to nie grzech, tylko – niech to nie zabrzmi zbyt patetycznie – czyn wielki, prometejski. Bunt w słusznej sprawie. Ewa może być symbolem wyzwolenia kobiet i ludzkości.

Żeby przedstawić Ewę w jak najgorszym świetle, autorzy Biblii wymyślili, że czyn swój popełniła z inspiracji szatana. W podręczniku czytamy: „Sprawcą zaistnienia tego zła, a także sprawcą każdego następnego grzechu, jest upadły anioł, nazywany też Szatanem lub diabłem”. Według Biblii to on miał powiedzieć: „gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,5). Moja znajoma teolożka Celestyna złośliwie twierdzi, że w takim razie szatan działał w słusznej sprawie.

Ktoś powie, że grzech pierworodny spowodował straszne skutki, lepiej gdyby go nie było. Nic z tych rzeczy. To tylko fikcyjna opowieść, mit, a mity nie mówią, jak było naprawdę, tylko w archaiczny sposób próbują objaśniać rzeczywistość „ciemnemu ludowi”, a ten – jak mówią niektórzy politycy – wszystko kupi.

Biblijną opowieść o grzechu pierworodnym trzeba dziś odczytać jako mit prometejski, chociaż został wymyślony po to, by utrzymać ludzi w poddaństwie.

Prometeizm to walka o dobro ludzkości, bunt przeciwko zniewoleniu, bogom, władcom, siłom wyższym, losowi – w imię wolności i wielkości człowieka. Co zrobił Prometeusz? Wbrew Zeusowi dał ludziom ogień, liczne umiejętności i wiedzę. Zeus okrutnie ukarał Prometeusza, kazał przykuć do skały na Kaukazie, gdzie Prometeusz cierpiał męczarnie. A na ludzi zły bóg zesłał plagi, cierpienie, kataklizmy.

W Prometeuszu widzimy postać wielką, a nie grzesznika.

Skutki grzechu pierworodnego

Według teologii grzech pierworodny przeszedł na wszystkich ludzi. Z winy pierwszych ludzi cierpią wszyscy do dziś, chorują, umierają itd. W podręczniku czytamy: „Pierwsi ludzie przekazali konsekwencje nieposłuszeństwa Bogu swemu potomstwu”.

Na jednym z oficjalnych portali katolickich katechetka pisze, że dzieci w szkole podstawowej pytają, dlaczego muszą cierpieć za grzech Adama i Ewy? Nie mogą tego zrozumieć. Katechetka przyznaje, że nie jest zadowolona ze swoich odpowiedzi, nie potrafi sensownie odpowiedzieć. Trudno jej się dziwić. Również znany teolog, którego poproszono o wyjaśnienie, tonął w wywodach tyleż pokrętnych, co nieprzekonujących chyba nawet dla czytelnika pozytywnie nastawionego do Kościoła.

Autorzy podręcznika – w ślad za katechizmem – podają następującą odpowiedź: „Przekazywanie grzechu pierworodnego jest tajemnicą, której nie można ani zrozumieć, ani wyjaśnić”. Hm…, sprytnie powiedziane, sofistyka w pełnej krasie (sofistyka to pokrętne, oszukańcze argumentowanie i wyjaśnianie). Jest to pozorne wyjaśnienie problemu, niczego nie wyjaśnia. W ten sam sposób można by wyjaśniać i uzasadniać każdy absurd, nonsens. Np. ktoś może twierdzić, że wróżby karciane pozwalają przewidzieć datę czyjejś śmierci. Jak ? Dlaczego? Odpowiedź: To tajemnica, której nie da się zrozumieć ani wyjaśnić, ale tak twierdzi nasza wróżka ubrana w czarne szaty.

W opowieści o grzechu pierworodnym nie ma żadnej tajemnicy. Teolodzy dlatego mówią o tajemnicy, bo przekonanie, że to wskutek grzechu pierworodnego dzisiejsi ludzie są śmiertelni i doznają cierpień, brzmi niedorzecznie. By wybrnąć z głupiej sytuacji wymyślili, że mamy tu do czynienia z tajemnicą nie dającą się zrozumieć ani wyjaśnić.

Bóg jest Miłością?

Opowieść o wygnaniu z raju każe domniemywać, że za grzech pierwszych ludzi Bóg ukarał cierpieniem i śmiertelnością wszystkich ludzi. Teolodzy wkładają wiele wysiłku, by dowieść, że te przypadłości to konsekwencja grzechu pierworodnego, a nie kara boża. Także podręcznik mówi o konsekwencjach i skutkach, nie o karze. „Grzech pierworodny – czytamy – spowodował, że człowiek podlega fizycznemu cierpieniu, a jego życie kończy się śmiercią”. Bo Bóg karzący całą ludzkość cierpieniami i śmiercią byłby postacią raczej straszną. Nie pasuje do propagowanego obecnie wizerunku Boga, który ludzi kocha i wspomaga. W podręczniku czytamy, że „Bóg dla ludzi jest Ojcem i Miłością”.

Ale Boga nie da się łatwo wybielić, usprawiedliwić. Padają pytania, dlaczego nie powstrzymał strasznych konsekwencji grzechu, przecież jest wszechmocny? Może wbrew temu, czego naucza dziś Kościół, Bóg ukarał zbiorowo wszystkich ludzi? Może nie jest miłością ale …? W Wielkiej Improwizacji Konrad gotów był powiedzieć, że jest … carem!

Autorzy podręcznika znaleźli sprytne wyjaśnienie niesłusznych wątpliwości co do dobroci Boga. Znów wszystkiemu winien ma być grzech pierworodny. Spowodował on bowiem – jak czytamy – osłabienie możliwości poznawczych człowieka. Dlatego człowiek nie jest w stanie wyrobić sobie prawdziwego obrazu Boga. Nie jest w stanie zrozumieć, że Bóg jest miłością.

„Wskutek grzechu pierworodnego – czytamy – zafałszowany został w człowieku obraz Boga (…). Bóg jawi się jako małostkowy, mściwy, karzący”, albo też niezdolny „do okazywania człowiekowi swej przychylności i stawania w jego obronie. Te fałszywe wyobrażenia budzą w człowieku lęk i niechęć do Niego. (…) Tymczasem biblijny obraz jest całkowicie inny. Biblia ukazuje człowiekowi Boga – Osobę, która kocha i działa na rzecz dobra człowieka”. Czy tak? Bóg w Biblii jest nie tylko „małostkowy, mściwy, karzący”. Jest dużo gorszy.

Biblijny Bóg wielokrotnie karał śmiercią masowo i nakazywał zbiorowe morderstwa, nie odpuszczał niemowlakom i kobietom w ciąży.

Sięgnijmy do Pisma Świętego.

Oto scena potopu z Księgi Rodzaju: „Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi (…) rzekł: >Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki< (…). Tylko Noego Pan darzył życzliwością” (Rdz 6,5-8). Rezultat: „Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7,21).

A oto jak Bóg potraktował zbiorowo mieszkańców Sodomy i Gomory, których oskarżył o różne bezeceństwa: „Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana >z nieba<. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność” (Rdz 19,24-25). Zginęły także niemowlaki, które nie miały okazji zgrzeszyć. Bóg w tych scenach przywodzi na myśl Godzillę lub jakiegoś innego potwora z filmów grozy.

Czy więc słusznie autorzy podręcznika twierdzą, jak cytowałem, że wyobrażenie Boga budzącego lęk i niechęć jest fałszywe? Według nich, powtórzmy: „biblijny obraz jest całkowicie inny. Biblia ukazuje człowiekowi Boga – Osobę, która kocha i działa na rzecz dobra człowieka”.

Na temat innych bestialstw, popełnionych według Pisma Świętego przez Boga lub z jego rozkazu, polecam krótki artykuł „Pismo Święte jakiego nie znacie” (link poniżej).

A teraz pytanie: Czy potop i zagłada Sodomy i Gomory nie są zastosowaniem odpowiedzialności zbiorowej, a także karaniem dzieci za winy rodziców? Nie da się odwrócić kota ogonem, biblijny Bóg stosował barbarzyńskie zasady zbiorowego karania śmiercią.

Jeszcze wzmianka o Dekalogu. W Dekalogu, który jest podstawą wiary chrześcijan, Bóg mówi, że będzie karał do czwartego pokolenia za odstępstwo od właściwej religii (pełny tekst Dekalogu znajduje się w Księdze Wyjścia): „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (…) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20;3-5).

Teolodzy przytaczają fragment biblijnej Księgi Ezechiela: „Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna. Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego” (Ez 18,20). Cytat ten dotyczy sytuacji indywidualnych, mówi o tym, że np. ojciec nie poniesie kary za morderstwo popełnione przez syna, i odwrotnie. Ale w tejże księdze Ezechiela czytamy, że jeżeli jakiś kraj zgrzeszyłby przeciwko Bogu niewiernością, to nikt nie ocaleje, z wyjątkiem Noego, Danela i Hioba, jeśli by tam byli (Ez 14,12-20)Bóg, jak przedstawiono go w Piśmie Świętym, wielokrotnie karał śmiercią zbiorowo i nakazywał mordowanie całych plemion i ludności miast. Pomijając to, czy kary te świadczą o sprawiedliwości i mądrości Boga, ginęły dzieci za winy rodziców. W Dekalogu Bóg obiecuje karać do czwartego pokolenia.

Wbrew temu co mówią autorzy podręcznika, Pismo Święte przedstawia Boga jako postać groźną i okrutną. Nie ma co ściemniać. Taki Bóg mógł ukarać całą ludzkość za grzech pierwszych rodziców i – jak dość jasno wynika z biblijnego tekstu – ukarał. Nie traktując biblijnych scen jako literalnego opisu realnych wydarzeń trzeba stwierdzić, że Biblia przedstawia Boga jako nieobliczalnego okrutnika.

Całe szczęście, że to wszystko są mity, których nie można traktować poważnie. Kościelny dogmat, że Pismo Święte zawiera słowo boże, nie ma racji bytu i źle świadczy o władzach Kościoła, które w katechizmie głoszą, że „księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości (…) Boga mają za Autora” (KKK 105). 

I jeszcze jedno.

Można by sądzić, że na lekcjach religii dzieci i młodzież uczą się czegoś pożytecznego i dobrego. Nic z tych rzeczy. Katecheci wciskają do głów starożytne opowieści i kościelne dogmaty. Gdyby uczniowie wzięli to wszystko na poważnie, mieliby mentalność sekciarzy. Na szczęście psychika ludzka stawia opór takiemu gwałtowi, chociaż zaburzenia powodowane religijną indoktrynacją nie są rzadkością.

Na koniec humor

Apokryficzne wersje Księgi Rodzaju podają wiele przypadków nieposłuszeństwa Bogu, jakich dopuścili się w raju Adam i Ewa. Oto jeden z nich:

„Ewa z partnerem, skryci za krzakiem bukszpanu, oddają się rozkoszom cielesnym. Dostrzegł ich Pan Bóg i pyta:

– Adamie, Ewo, jak możecie coś takiego robić?

– Panie – odrzekł Adam – kazałeś nam mnożyć się, napełniać Ziemię. Nie czynimy nic złego.

– Tak? A co tu robi ta prezerwatywa? Nędznicy! Spójrzcie na biedronki, słusznie nazywane bożymi krówkami. I na inne owady. Nie używają antykoncepcji. A wy?”

macro-1271771_960_720 Teolożka Celestyna twierdzi, że to na ten apokryf powołują się władze Kościoła katolickiego zakazując stosowania wszelkich środków antykoncepcyjnych. Kanoniczne księgi Pisma Świętego nie zawierają nigdzie zakazu antykoncepcji, chociaż środki antykoncepcyjne (roślinne, tampony, pęcherze rybne podobne do prezerwatyw itp.) były w starożytności znane i stosowane. – Alvert Jann

………………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” : https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

 Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Na blogu znajdują się w tej chwili 22 artykuły, m.in.:

Lekcje religii w szkołach wyższych”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

 

enforce-46910_640

Ćwiczenia z ateizmu. Cz.19. Prawo naturalne według abp Gądeckiego

Biskupi, rozpoczynając obecną kampanię o całkowity zakaz aborcji, powołują się na prawo naturalne. Co to takiego? Arcybiskup Gądecki w jednej z homilii powiedział, że „Prawo naturalne nie jest wymysłem Kościoła”. Powiedział na odwrót. Bo to, co Kościół rozumie przez prawo naturalne, jest wymysłem Kościoła. Przyjrzyjmy się.

Co to jest prawo naturalne?

Według Kościoła prawo naturalne to zasady moralne stworzone przez Boga i wpisane w naturę człowieka. Zawiera je Dekalog. Katechizm wprost stwierdza: „Prawo naturalne, będące doskonałym dziełem Stwórcy, dostarcza solidnych podstaw, na których człowiek może wznosić budowle  zasad moralnych”. „Główne przepisy prawa naturalnego zostały wyłożone w Dekalogu” (art. 1959 i 1955). Interpretują je władze Kościoła.

Prawo naturalne nazywane jest też prawem bożym. Jest to nazwa mniej myląca. Bowiem nazwa „prawo naturalne” sugeruje, że są to zasady wywodzące się z biologicznej natury człowieka. Tymczasem według Kościoła jest to prawo moralne pochodzące od Boga i wyłożone w Piśmie Świętym. W homiliach księża grają nieczysto tym nieporozumieniem – kościelne ustalenia przedstawiają jako wynikające „z natury ludzkiej”. Można sądzić, że to świadoma manipulacja. 

Abp Gądecki mówił, że prawo naturalne to „uniwersalne, pierwotne prawo (zbiór norm) wynikające z natury ludzkiej, z samej natury człowieka”, a dalej stwierdzał, że „uprzywilejowanym wyrazem prawa naturalnego jest Dekalog”.

Biskupi, podejmując obecną krucjatę antyaborcyjną, powołują się na prawo naturalne i wskazują na przykazanie „Nie zabijaj”. Uważają też, że współczesne prawo cywilne powinno opierać się na Dekalogu. Problem w tym, że ze względu na starożytność Pisma Świętego i liczne niejasności, nie sposób ustalić, jakie normy prawa naturalnego są. Nie ma też żadnych dowodów, że Pismo Święte, w tym Dekalog, mają boskie, a nie ludzkie pochodzenie – i że jakikolwiek bóg stworzył jakiekolwiek prawo naturalne, moralne czy inne.

Nazwę „prawo naturalne” wzięto z filozofii starogreckiej i przekształcono w średniowieczu na użytek teologii katolickiej. 

Podsumowując: Głoszone przez Kościół katolicki prawo naturalne (czy też prawo boże) to, w świeckim rozumieniu, zasady ustalane przez władze kościelne w oparciu o dowolną interpretację Pisma Świętego. Trzeba powiedzieć zdecydowanie, że prawo naturalne, o którym mówią księża i teolodzy, jest – wbrew opinii abp Gądeckiego – wymysłem Kościoła.

Co zawiera Dekalog?

Abp Gądecki mówił, że „uprzywilejowanym wyrazem prawa naturalnego jest Dekalog”. A następnie ogłaszał, że prawo naturalne to „jedyny autentyczny fundament życia jednostek, społeczeństw i narodów (…) zachowuje swoją obowiązującą moc w każdym czasie i w każdym miejscu”. Ma być niezmienne.

Zajrzyjmy do Dekalogu (pełny tekst jest w biblijnej Księdze Wyjścia). Co znajdujemy?

„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (…) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20;3-5).

Zacytowana zasada Dekalogu neguje prawo do wolności wyznania i jest sprzeczna z prawami człowieka. Nie sposób zgodzić się z nią również ze zwykłego ludzkiego punktu widzenia. A nakaz karania do czwartego pokolenia za odstępstwo od właściwej wiary religijnej, to barbarzyństwo w pełnej krasie.

Dziwicie się, że w niektórych krajach islamskich nawet dziś śmiercią karze się odstępstwo od islamu, np. przyjęcie katolicyzmu? Skąd się to wzięło? Islam zapożyczył wiele z Biblii, z judaizmu i chrześcijaństwa.

Ktoś może powiedzieć, że czepiam się Dekalogu, idzie tylko o jeden dziwaczny punkt. Nie, problem jest głębszy. Kościół dopiero po drugim soborze watykańskim (1962-1965) uznał w ograniczonej wersji prawa człowieka, w tym wolność wyznania. Ale dążenie do dominacji w państwie i społeczeństwie pozostało.

Biskupi chcą o wiele za wiele

Gądecki przypomina, że według Kościoła prawo naturalne „dostarcza koniecznej podstawy dla prawa cywilnego”, „stoi przed wszelkim prawem stanowionym. Każdy porządek prawny musi się na nim opierać”. Na nim? To znaczy na czym? Co to znaczy? Znaczy tyle, że podstawą dzisiejszego prawa miałyby być księgi pochodzące sprzed 2-3 tys. lat, ich interpretacja dokonana przez Kościół. To obłędne stanowisko. Nie ma podstaw, by władzom kościelnym przyznawać takie uprawnienia. Biskupi rezerwują sobie tytuł do definiowania prawa pochodzącego rzekomo od samego Boga, jakby mieli dostęp do bożych prawd. To dość śmieszne roszczenie, można dopatrywać się w nim chęci wprowadzanie współobywateli w błąd.

Zapytajmy, czy można się na to zgodzić? Konsekwencje przyjęcia proponowanej przez Kościół zasady byłyby nieobliczalne, otwarłyby drogę do wcielania w życie najróżnorodniejszych norm uzasadnianych Pismem Świętym. W państwach islamistycznych ma to miejsce w odniesieniu do Koranu.

O aborcji w Piśmie Świętym

Biskupi, powołując się na prawo naturalne, podjęli obecnie kampanię na rzecz całkowitego zakazu aborcji. Czy to argumentacja sensowna?

Pismo Święte nigdzie nie mówi o zakazie aborcji, chociaż w czasach biblijnych aborcja była znana (m.in. stosowano środki pochodzenia roślinnego). Dlatego biskupi starają się całkowity zakaz wyprowadzić z przykazania „Nie zabijaj”. Do Dekalogu odwołuje się Konferencja Episkopatu Polski, żądając ustawy bezwzględnie zakazującej aborcji: „Życie każdego człowieka jest chronione piątym przykazaniem Dekalogu: Nie zabijaj!” (Komunikat KEP z 30.03.2016).

Jest to uzasadnienie naciągane, bardzo rozszerza interpretację przykazania. Wobec braku w całym Piśmie Świętym nawet wzmianki o zakazie aborcji, jest to interpretacja bezpodstawna. Trzeba też przypomnieć, że przykazanie „Nie zabijaj” nie było i nie jest interpretowane przez Kościół bezwzględnie, są od niego wyjątki, np. nie dotyczy wojny i kary śmierci, którą Kościół akceptował przez wieki (w pewnym zakresie także dziś). Bezwzględny zakaz zabijania przyjmowały, powołując się na Pismo Święte, chrześcijańskie wyznania pacyfistyczne. Kościół katolicki do nich nie należy.

Faktem jest, że Dekalog malowniczo i dość szeroko mówi o nakazie czczenia Boga, świętowania szabatu i o tym, czego nie należy pożądać (domu bliźniego swego, jego żony, niewolnika, niewolnicy, wołu, osła, innych rzeczy). Zaś zakaz zabijania brzmi sucho: „Nie będziesz zabijał”, kropka. Nie ma wzmianki o zakazie aborcji. Może Bóg nie natchnął autorów Pisma w tym kierunku?

Biskupi, żądając bezwzględnego zakazu aborcji, postępują w myśl zasady: wiem, czego chcę, a uzasadnienie w Piśmie Świętym zawsze się znajdzie.

Pismo Święte mówi tylko o poronieniu w bardzo szczególnym kontekście. Idzie o poronienie spowodowane pobiciem:Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to [winny] zostanie ukarany grzywną, jaką <na nich> nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie (…)” (Wj 21;22-23).

Stary Testament zawiera wielostronicowe prawo mojżeszowe, często bardzo szczegółowe i ilustrowane przykładami. O zakazie aborcji nie ma wzmianki. Według Biblii prawo to zostało Mojżeszowi przekazane przez Boga. Wygląda na to, że Bóg lub autorzy Biblii zakazu nie chcieli lub przeoczyli.

Niewiarygodne jest wyjaśnienie, że aborcja była wśród Izraelitów czymś niewyobrażalnym, zakaz był więc niepotrzebny. Aborcja była w tamtych czasach i społeczeństwach praktykowana. Czyżby tylko wśród Izraelitów nie zagościła? Z Biblii wynika, że wśród Izraelitów występowały wszelkie bezeceństwa i naganne praktyki. Akurat aborcja miałaby być wyjątkiem?

Także w Nowym Testamencie nigdzie nie mówi się o aborcji. Jest nieprawdopodobne, by aborcja uprawiana wówczas w całym świecie rzymskim i greckim, nie miała miejsca wśród Żydów w czasach Jezusa i ewangelistów. Brak wzmianki o aborcji może znaczyć tylko jedno: autorzy – kimkolwiek byli – nie chcieli lub dyplomatycznie zapomnieli ustanowić zakaz aborcji. Wygląda na to, że dzisiejsi biskupi wiedzą lepiej. Co chcą, to w Piśmie Świętym znajdą.

Problem aborcji dziś

Sprawa ustawodawstwa dotyczącego aborcji nie jest prosta. Ale prawo w tej kwestii, jak i w innych, powinno być rezultatem współczesnych dyskusji, a nie zapisów czy interpretacji Pisma Świętego.

Stanowienie prawa wymaga wyważenia wielu racji. Tymczasem biskupi traktują kobietę ciężarną jako inkubator, maszynę, której racje się nie liczą. Żądają bezwzględnego zakazu aborcji.

Na czym polega wyważanie różnych racji? W większości krajów ustawodawstwo zakazuje aborcji w pewnych sytuacjach, szczególnie w późnym okresie ciąży, ale dopuszcza w innych okolicznościach we wczesnym okresie. Różnie te racje są wyważane. W Polsce prawo dotyczące aborcji jest bardzo restrykcyjne i jeżeli by je zmieniać, to w kierunku przeciwnym niż żąda Kościół katolicki. Stanowisko władz kościelnych jest wyjątkowo jednostronne, niezrównoważone, nie znajduje też uzasadnienia w Piśmie Świętym.

Środki antykoncepcyjne

Ale kościelne władze idą dalej, potępiają używanie jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych, nawet prezerwatyw – i chcą zakazać ich stosowania. Pismo Święte nie zawiera nigdzie zakazu antykoncepcji, chociaż środki antykoncepcyjne (roślinne, tampony, pęcherze rybne podobne do prezerwatyw itp.) były w starożytności znane i stosowane.

Władze kościelne próbują zakaz antykoncepcji uzasadnić rzekomym prawem naturalnym. Szczególne miejsce zajmuje tu encyklika „Humanae vitae”, ogłoszona przez Pawła VI w 1968 r. Papież ucieka się do kuriozalnych wywodów, by zakaz uzasadnić. Wywód sprowadzić można do stwierdzenia, że antykoncepcja jest niezgodna z Bożym planem natury.

Ciekawe tylko, skąd papież wie, że antykoncepcja nie mieści się w planie bożym? Moja znajoma teolożka Celestyna twierdzi, że teza Pawła VI to bezpodstawne domniemanie. Jej zdaniem antykoncepcja ułatwia ludziom życie i rozważne planowanie dzietności, co wskazuje, że jest efektem zamysłu Bożego.

Do księży nie przemawia argument, że stosowanie środków antykoncepcyjnych zmniejsza przypadki niepożądanych ciąż i w rezultacie przyczynia się do zmniejszenia liczby legalnych lub nielegalnych aborcji. Zamiast zakazywać stosowania środków antykoncepcyjnych, Kościół powinien zalecać je szczególnie tam, gdzie niepożądanych ciąż – i w konsekwencji aborcji – jest ciągle dużo. Wbrew temu kościelni autorzy wkładają dużo wysiłku, by dowodzić, że antykoncepcja prowadzi do zwiększenia liczby aborcji. Trzeba być zaślepionym kościelnymi naukami, by coś takiego głosić.

Podsumowując, szerokie stosowanie środków antykoncepcyjnych jest najlepszym sposobem zmniejszenia liczby aborcji. Nie ma żadnego prawa bożego, które zakazywałoby ich stosowania.

Prawo naturalne a prawa człowieka

Abp Gądecki mówił:Dzisiejsza doktryna prawa nie wykazuje większego zainteresowania kwestią prawa naturalnego, ponieważ opiera się ona na koncepcjach woluntarystycznych, do których należy pozytywizm prawniczy i relatywizm etyczny. Według tych koncepcji każdy ma prawo uważać za dozwolone wszystko, co mu się podoba”. Wygląda na to, że Gądecki nie chce widzieć tego, co powinien. Tendencyjnie nie zauważa, że doktryna prawna obowiązująca w ustroju liberalno-demokratycznym (takim jak m.in. w Polsce) nie opiera się na woluntaryzmie i relatywizmie etycznym, ale na prawach człowieka. Nie jest tak, że według tej doktryny władze państwowe i obywatele mają prawo uważać za dozwolone wszystko, co im się podoba. Również etycznie nie wszystko jest dopuszczalne. Aż dziw bierze, że arcybiskup powiedział, co powiedział. A jak jest?

Według doktryny prawnej obowiązującej w liberalnych demokracjach obywatele, władze państwowe, a także kościoły, mają przestrzegać praw człowieka. Mogą tego nie chcieć, jak ostatnio PiS, ale wtedy muszą się liczyć ze sprzeciwem, również międzynarodowym. Obywatel za czyny niezgodne z prawem jest karany. Księża za seksualne wykorzystywanie dzieci są karani więzieniem przez sądy państwowe, chociaż Kościół i papieże przez wieki przymykali na to oczy. I robiliby tak nadal, gdyby nie naciski z zewnątrz. Dziś starają się nie dostrzegać i bagatelizować nadużycia.

Wbrew poglądom Gadeckiego, krytykowany przez niego w homilii liberalizm nie polega na tym, że wszystko wolno. Sednem liberalizmu są prawa człowieka.

Czym są prawa człowieka?

Powtórzę w skrócie, co pisałem gdzie indziej. Prawa człowieka to nie tylko przepisy prawne, są to zasady etyczne przekładane na język przepisów prawa. Ich sednem jest świecka etyka i aksjologia. Jaka?

Podstawowe znaczenie ma idea ograniczenia przemocy i krzywd doświadczanych przez ludzi w życiu społecznym. Prawa człowieka regulują w pożądany etycznie sposób stosunki między ludźmi, przede wszystkim ograniczają władzę państwową i mają chronić przed jej nadużywaniem, ale mają chronić człowieka także przed kościołami, wspólnotami, organizacjami, przed społecznością lokalną, rodziną i innymi grupami, także tymi, do których należy się dobrowolnie. Można powiedzieć, że mają chronić człowieka przed człowiekiem.

Szczególne znaczenie ma wolności słowa i przekonań, prawa socjalne, oraz zasada równego traktowania bez względu na narodowość, rasę, religię, światopogląd, płeć, orientację seksualną.

Kościół katolicki odrzucał zdecydowanie prawa człowieka aż do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965 ). Zmienił stanowisko, bo sprzeciw wobec praw człowieka groził mu marginalizacją. Ale do dziś władze kościelne przyjmują wsteczną, konserwatywną interpretację praw człowieka. Nadal przeciwstawiają prawom człowieka prawo naturalne, boże, próbując stawiać je wyżej niż prawa człowieka.

Tzw. prawo naturalne, boże, ustalają władze Kościoła zgodnie z własnym punktem widzenia, powołując się dowolnie na święte księgi. Prawa człowieka ustalane są w dyskursie publicznym niepoddanym kontroli kościołów, w państwach o liberalno-demokratycznych ustrojach są podstawą prawa stanowionego, stoją wyżej niż rzekome prawo naturalne. Konflikt jest głębszy niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Podsumowując, abp Gądecki przekonuje, że „prawo naturalne nie jest wymysłem Kościoła”, „stoi przed wszelkim prawem stanowionym”. Otóż jest ono wymysłem Kościoła i nie może stać wyżej niż prawa człowieka. – Alvert Jann.

*Link do cytowanej homilii abp Gądeckiego z 3.04.2016 – http://abpgadecki.pl/homilia-tresc-prawa-wypisana-jest-w-ich-sercach-matka-boska-trybunalska/

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu”: – 

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 20 artykułów, m.in.:

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

laughter-995213_960_720

Ćwiczenia z ateizmu. Cz. 18. Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła

Kościół nie głosi już, że Bóg stworzył świat w ciągu sześciu dni, uznał to za metaforę. Ale nadal naucza, że „powtórne przyjście Chrystusa będzie (…) absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu”. W podręczniku do religii, który zacytowałem, czytamy też: „Według religii chrześcijańskiej Bóg Stwórca jest zarazem Wybawicielem i Tym, który doprowadza historię do celu”. Przed końcem świata ma nastąpić zmartwychwstanie wszystkich ludzi i sąd ostateczny: „Zmartwychwstanie człowieka dokonuje się przy końcu świata, bo jego źródło tkwi w zmartwychwstaniu Chrystusa”. „Dla wierzących Paruzja (tak nazywane jest powtórne przyjście Chrystusa) nieodłącznie oznacza sąd Boży. Kościół naucza, że jedynie Bóg zna czas sądu i tylko On decyduje o jego nadejściu” (cytaty powyższe pochodzą z podręcznika dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia; w innych podręcznikach jest podobnie).

Nigdzie nie pisze się, że to przenośnie. Opisany w Piśmie Świętym i podręcznikach koniec świata ma nastąpić realnie.

W teologii katolickiej przedstawione wyżej wizje końca świata oznaczają koniec istnienia człowieka na Ziemi lub nawet koniec istnienia kosmosu. Czasami twierdzi się, że nastanie nowy, lepszy kosmos. Ponieważ wizje te zakrawają na nonsens, niektórzy teolodzy poszukują nowych interpretacji. Nie zmienia to faktu, że nadal jest to religijna mitologia, a nie wartościowa wiedza o świecie.

Można spodziewać się, że młodzież przyjmuje kościelne nauki ze zdrowym poczuciem humoru. Ale powstaje pytanie, czy ten opis powinien być nauczany w szkołach jako prawda o przyszłości świata? A tak jest obecnie.

Trzeba powiedzieć wyraźnie. Chrześcijańskie mity o końcu świata powinny być prezentowane w ten sam sposób jak mitologia grecka. Należą one do kultury europejskiej i dobrze co nieco o nich wiedzieć. Ale sposób, w jaki robią to podręczniki do religii, jest skandalem. Archaiczne mity, pochodzące sprzed 2-3 tys. lat, przedstawiane są jako wiedza prawdziwa.

hand-65689_960_720

Mity różne

Mity końca i zagłady świata nie są tylko domeną Pisma Świętego. Nie tak dawno w internecie duże zainteresowanie budziła wiadomość, że według mitologii Majów świat, w którym żyjemy, zakończy się kataklizmem w 2012 r. Według Azteków świat ulega cyklicznie zagładzie, a następnie się odradza. W mitologii staroegipskiej bóg Atum stworzył świat i każdą istotę, i on przypuszczalnie spowoduje koniec świata. Można go od tego powstrzymać zaklęciami i darami. W starożytnej Grecji wierzono, że świat jest wieczny, ale byli też filozofowie, którzy głosili, że cyklicznie ulega zagładzie i odradza się. W islamie, który dużo zaczerpnął z Biblii i chrześcijaństwa, koniec świata wygląda podobnie jak w chrześcijaństwie, ale bez udziału Chrystusa. Buddyzm przewiduje stopniowe zanikanie świata, a opis podany jest za pomocą skomplikowanych pojęć.

Nauka

Co mówi nauka? Nie ma w tej chwili dostatecznie uzasadnionej teorii, która pozwalałaby powiedzieć, jaka będzie przyszłość wszechświata. Pewniejsza jest przyszłość Ziemi. Za około 6 miliardów lat wygaśnie Słońce, bo naszej gwieździe zabraknie paliwa, którym jest wodór. Dużo wcześniej, ale z ludzkiej perspektywy w niewyobrażalnie odległym czasie, na Ziemi zapanują warunki uniemożliwiające istnienie żywych organizmów. Czy ludzie zdołają przenieść się w inne rejony naszej galaktyki? Bierze się pod uwagę taki scenariusz.

Co z wszechświatem? Obserwacje wskazują, że galaktyki oddalają się od siebie, wszechświat rozszerza się, obejmuje coraz większą przestrzeń. Czym to się skończy? Wszechświat może ulec rozproszeniu albo zacznie zacieśniać się. Za ponad 100 trylionów lat wszystkie galaktyki wygasną. Wspomnijmy jeszcze o hipotetycznych teoriach cykliczności wszechświatów. Przyjmuje się, że obecny wszechświat powstał około 14 miliardów lat temu w efekcie tzw. wielkiego wybuchu. Według teorii cykliczności możliwe jest, że przedtem istniały inne wszechświaty lub nieznane nam formy rzeczywistości przyrodniczej. Również obecny wszechświat może nie być ostatnim. Wydarzenie, jakim był wielki wybuch, może powtarzać się.

W sumie nie wygląda to dobrze, ale można spać spokojnie. Człowiek jako tako wolny od zaburzeń psychicznych nie będzie zamartwiał się tak odległymi perspektywami końca świata.

Czy Chrystus przyjdzie ponownie?

Jeżeli ktoś bardzo chce, może wierzyć, że Chrystus w bliżej nieokreślonym czasie ponownie zstąpi na Ziemię, osądzi ludzi, po czym nastąpi koniec świata. Na rzecz tego przekonania nie można przytoczyć żadnego argumentu poza tym, że tak mówi Pismo Święte, które według Kościoła zawiera prawdę, bo zostało spisane pod bożym natchnieniem. Jak zaznaczałem w poprzednim artykule, także autorzy podręcznika piszą wprost: „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. A nie ma żadnych innych możliwości sprawdzenia prawdziwości religijnych wierzeń, nie ma żadnych argumentów rozumowych, logicznych lub rzeczowych przemawiających na ich rzecz. Dlatego nie ma podstaw, by jakiekolwiek wierzenia religijne uznawać za prawdziwe. Można je przyjąć wyłącznie >na wiarę<. Dotyczy to także powtórnego przyjścia Chrystusa i związanego z tym końca świata.

Jezus mógł być postacią rzeczywistą, mógł nauczać i jak wielu kaznodziei zyskać grono wyznawców. Ale to, że był synem bożym, a jego powtórne przyjście będzie „absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu” – to są religijne mity pozbawione jakichkolwiek argumentów przemawiających za ich prawdziwością.

Kościół głosi, że nie ma sprzeczności między nauką a religią katolicką. To nieprawda. To, co o przyszłości świata może powiedzieć nauka, jest całkowicie sprzeczne z tym, co głosi Kościół.

Apokalipsa

Wydarzenia związane z sądem ostatecznym i końcem świata są tematem obszernej księgi znanej pod nazwą Apokalipsy św. Jana, wchodzącej w skład Nowego Testamentu. Jest to obłędna halucynacja przypisywana apostołowi Janowi. Zawiera rzeczy dziwaczne i straszne, a jej treść – o ile potraktować ją poważnie – musi budzić przerażenie. Sąd ostateczny poprzedzony jest budzącymi grozę kataklizmami sprowadzonymi na ziemię i ludzi przez Boga. Kościół katolicki współcześnie próbuje pomijać i łagodzić te opisy. Teolodzy wyjaśniają, że to tekst metaforyczny, pełen symboliki, nie należy go brać dosłownie. Podręczniki pomijają kompromitujące treści.

Oto ilustracja apokaliptycznych zwidów. Po wielu niesamowitych zdarzeniach do dzieła przystępują aniołowie:

„I pierwszy zatrąbił. A powstał grad i ogień – pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. A spłonęła trzecia część ziemi i spłonęła trzecia część drzew, i spłonęła wszystka trawa zielona” (Ap 8; 7). „I zostali uwolnieni czterej aniołowie, gotowi na godzinę, dzień, miesiąc i rok, by pozabijać trzecią część ludzi. (…) I tak ujrzałem w widzeniu konie (…) a z pysków ich wychodzi ogień, dym i siarka. Od tych trzech plag została zabita trzecia część ludzi” (Ap 9; 15-18).

Powstaje pytanie, czy te obrazy bestialstwa, nawet jeżeli mają charakter symboliczny a nie dosłowny, dobrze świadczą o Kościele, który te teksty uznaje za święte?

Millenaryzm

Od wieków opisy Apokalipsy pobudzały niezdrowo wyobraźnię chrześcijan. Co jakiś czas wiernych ogarniało wielkie poruszenie. Z dnia na dzień spodziewano się przyjścia Chrystusa, wyznaczano daty. Do dziś powstają tu i ówdzie kościoły, ruchy i grupy oczekujące rychłego końca świata. Religioznawcy nazywają to millenaryzmem lub chiliazmem (od łac. mille lub gr. chilioi – tysiąc). Bo według księgi Apokalipsy, przed końcem świata diabeł zostanie uwięziony i nastanie tysiącletnie panowanie Chrystusa na ziemi: ujrzałem anioła, zstępującego z nieba (…) pochwycił Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat (…) by już nie zwodził narodów”. Sąd ostateczny ma nastąpić dopiero „gdy się skończy tysiąc lat” (Ap 20;1-7).

W religioznawstwie pojęcie millenaryzmu/chiliazmu odnosi się nie tylko do chrześcijaństwa lub religii odwołujących się do Biblii. Jest to owocujące ruchami religijnymi poczucie upadku lub oczekiwanie zagłady istniejącego świata, połączone z nadzieją na lepszy, rajski świat, na zbiorowe zbawienie. Ruchy millenarystyczne/chiliastyczne związane są z mitami końca świata, z poczuciem ogólnego upadku, z lękami doświadczanymi przez ludzi w różnych czasach i kulturach.

Chrześcijanie oczekiwali rychłego ponownego przyjścia Chrystusa od początku istnienia wyznania. Na podstawie Pisma Świętego starali się przewidzieć datę. Ale mijały wieki i tysiąclecia – i nic. Nawet Świadkowie Jehowy po kilkakrotnych nieudanych próbach zadowalają się dziś stwierdzeniem, że nastąpi to wkrótce. Niektóre kościoły nastrój oczekiwania bardzo eksponują, np. Adwentyści Dnia Siódmego, Świadkowie Jehowy, kościoły baptystyczne i ewangelikalne w USA. Powstają też mniejsze charyzmatyczne ruchy, skupione wokół proroka, guru, animatora, oczekujące przyjścia Chrystusa lada dzień. Księga Apokalipsy, zapowiadane tam kataklizmy, sąd ostateczny – to ulubione tematy Świadków Jehowy, ale nie stroni od nich także Kościół katolicki, teolodzy i portale katolickie.

Kościół katolicki nastrój oczekiwania świadomie pobudza (widać to także w podręczniku), ale jednocześnie stara się nie eksponować nadmiernie, żeby się nie ośmieszyć.

Millenaryzm w podręcznikach

Oczekiwanie „ostatecznego spełnienia Bożych obietnic”, paruzja, zmartwychwstanie ciał, sąd ostateczny, królestwo Boże, to główne tematy ostatnich rozdziałów podręcznika. Czytamy m.in: „Chrześcijanie nie tylko wierzą, że w Jezusie Chrystusie przyszedł do ludzi Mesjasz, by ich zbawić, ale oczekują też Jego powtórnego przyjścia w chwale”, tj. w dniach apokalipsy. Tematy te upodabniają szkolną katechezę do nauk Świadków Jehowy i nadają jej sekciarskie oblicze. Autorzy podręcznika i ogólnopolskiego programu nauczania religii są, jak można zauważyć, pod wrażeniem Świadków Jehowy. Nawet podręcznikowi nadano tytuł „Drogi Świadków Chrystusa w świecie”, a program ogólnopolski nosi tytuł „Świadek Chrystusa w świecie”. Zamiast Świadków Jehowy (tj. Świadków Boga nazywanego w Biblii Jahwe), mamy Świadków Chrystusa. Znaczny sukces Świadków Jehowy w zdobywaniu wyznawców (w Polsce 122 tys., ale od lat nie ma już wzrostów) pobudza wyobraźnię ludzi Kościoła.

Zanim rodzice zdecydują się na udział dziecka w lekcjach religii, warto zapoznać się dokładniej z podręcznikami i zastanowić się, czy warto, by córce lub synowi wtłaczano do głowy obłędne treści. Zastanowić powinna się także młodzież, czy chce w tym uczestniczyć.

Na zakończenie

mała porcja humoru. Oto nius. W małym miasteczku w Teksasie grupa charyzmatyczna dowiedziała się od kościelnego animatora, że najbliższej nocy nastąpi koniec świata. Niektórzy wypili z tej okazji za dużo drinków. Rano przecierając oczy spotyka się przed domem dwóch wyznawców polskiego pochodzenia:

– Ale pierdolnęło – mówi jeden.

– O kurwa, nie zauważyłem – odpowiada drugi.

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” –

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Dwa inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Na blogu znajduje się w tej chwili 18 artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Lekcje religii w szkołach wyższych”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

enforce-46910_640

Wpisy Obserwatorium

Oferta kościoła katolickiego dla swoich wyznawców – zostań niewolnikiem Maryji !

Zaciekawiona poniższą opowieścią zajrzałam na stronę www. gdzie można przystąpić do przemiany i z człowieka wolnego stać się  niewolnikiem Maryji…

źrodło

 

 

Wchodzimy do małego sklepiku wiejskiego, tak się składa, że znajdującego się w cieniu wielkiego neo-gotyckiego kościoła, który góruje nad całą okolicą i tą drobną wsią w sposób dość oburzający. Aż trudno uwierzyć, że te kilkanaście rachitycznych gospodarstw udźwignęło taką budowlę… rozpoczętą w 1914 roku, czyli jeszcze za Ruska, jak się dowiedzieliśmy z tablicy na fasadzie, choć do środka nie udało się wniknąć przez zamknięte drzwirze. Wiadomo, teraz kościoły się zamyka, tylu wrogów chrześcijaństwa… W zakresie topologii to zdradzę, że do Częstochowy jakieś 50 minut na południe, do Piotrkowa 30 minut na wschód. Na płocie naszą uwagę przykuł plakat reklamujący 33 dni przygotowania do niewolnictwa Maryji. Yyy… Cisza, spokój, przez ryneczek sunie pan o kulach.

W sklepie natomiast dwie miłe panie po dwóch stronach lady, w podobnym wieku mocnych 60tek, więc bierzemy lody i zagadujemy: jak się wam udało tak wielki kościół postawić? – O, to nasi przodkowie – mówią z dumą obie panie, a klientka dodaje, że jej dziadek cegły na kościół nosił i że kiedyś generalnie ludzie lepsze były. Ekspedientka na to, że kościół piękny w środku, ale jaki piękny! i że trzeba zobaczyć, że o osiemnastej otwierają na maryjne, a klientka, że zaraz idzie zebrać zioła do przystrajania. Widzę krówki miętowe, więc proszę o 20 deko. Pytam też, czy panie wiedzą, o co chodzi z tym niewolnictwem Maryji i czemu 33 dni. Panie się ożywiają, bo obie są w programie. Jak to? No tak to, obie zrobiły 33 dni i teraz są niewolnicami Maryji. Na dowód pokazują kajdany, które obie mają na nadgarstkach w postaci stalowych bransolet. Trochę nas zatkało. Say what? Klientka mówi, że trzeba wejść na stronę www i przez 33 dni słuchać rekolekcji maryjnych, po czym kupuje się kajdany na znak niewolnictwa… i że ona uwielbia się modlić i poświęcać, że dla Chrystusa ona się modli w specjalnych sesjach wyczynowych polegających na staniu z rękoma wzniesionymi do pozycji krzyża, a ustać tak nie jest łatwo, bo ręce ciążą i – tu pokazuje – takie buły wyskakują na ramionach! Leżenie krzyżem to ona nawet lubi, ale to stanie, to jest ciężkie. Na to ekspedientka dodaje, że ich proboszcz jest świetnym gospodarzem i organizatorem, bo taki kościół potrzebuje takiego. I generalnie obie panie zapalone są do niewolnictwa, jak Ania Lewandowska do joggingu.

Wychodzimy na spalony słońcem placyk z ostrym cieniem kościelnej wieży otoczony bida domkami i myślimy. A mianowicie po pierwsze, że rzeczywiście, ksiądz dobry gospodarz, skoro dał radę opchnąć tym paniom te chińskie bransolety jako „kajdany niewolnictwa Maryji”… oraz o tym, co w zasadzie zaszło… co to w zasadzie było… że dwie miłe panie dały się wkręcić w jakąś taką bzdurę i jak to możliwe, że ludzie mogą łaknąć niewolnictwa… No bo ok, można mówić, że to niewolnictwo duchowe i tere fere, ale jednak słowo pozostaje słowem… Niewolnik. Kajdany. Upokorzenie. Leżenie krzyżem. Słuchanie przez miesiąc tych rekolekcji czytanych głosem młodego geja – spróbowaliśmy w samochodzie… w 7 minut dotarliśmy do progu szaleństwa. O co chodzi? Dlaczego ktokolwiek miałby pragnąć być niewolnikiem? Nawet jeśli niewolnikiem samego Boga. Co to za pomysł w sumie, że Bóg może chcieć zrobić z nas niewolników? Dlaczego? Jaką przyjemność może komukolwiek sprawiać zniewolenie kogokolwiek, jaką satysfakcję ma czerpać z tego, że ktoś się przed nim/nią upokarza? Czy to nie jest raczej domena zjebów? Głos z taśmy w dniu pierwszym mówi, że „Bóg szczególnie umiłował pokorę, że jeśli ktoś się upokarza, to wywyższa Boga, a jeśli się wywyższa, to umniejsza Bogu”. Ale jak można umniejszyć komuś bezkresnemu? Dlaczego Bóg kochający pokorę miałby chcieć się sam wywyższać? I czemu miałby chcieć, by dwie miłe panie we wsi B. nosiły dla niego kajdany?

Zrozumiałe jest to tylko w przypadku księdza, dobrego gospodarza, który zastępując Boga na ziemi korzysta z tego niewolnictwa i w związku z tym ma najlepszą chatę w okolicy.

Rafał Betlejewski

obrazek wyrózniający: „wiejska droga” Piotr Warchoł; Galeria Planetofart

 

Klęska moralna kościoła katolickiego, to droga do „Własnego Boga”. Wywiad.

 

 

Świat naszych rodziców i dziadków się wali. Dla młodego pokolenia temat Kościoła to jakieś wykopaliska

Takie motto zawisło nad wywiadem w wyborcza.pl, który przeprowadziła Małgorzata Skowrońska (oazowiczka) ze Stanisławem Obirkiem (były ksiądz) i Arturem Nowakiem (ofiara księdza i były katolik)

 

A.N.: – Wielu 40-, 50-latków wychowanych w katolickich domach to dziś zbuntowane nastolatki, które właśnie odkrywają, że wychowywały się w patologicznym środowisku.

 

 

Dla części dzieciaków, tych wklejonych w kościół, jeszcze za PRL-u, katolicyzm, praktykowanie rytuałów, oaza, rekolekcje wakacyjne, wyjazdy pod opieką duchownych, mogły być i zapewne były fajną formą spędzania czasu, bo nie sądzę, żeby w owym czasie szła pełną parą indoktrynacja od przedszkola. Jestem rocznik 59 i nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek musiała się zastanawiać która koleżanka ma partyjnych rodziców, a która religijnych. Światopogląd? Nikogo to nie obchodziło. Nie było takiej potrzeby – rodziny, nawet osób należących do PZPR-u, były z tradycji katolickiej. Niemal wszystkie dzieciaki przystępowały do pierwszej komunii i innych sakramentów. I nadal nie miało to wiele wspólnego z światopoglądem. Najbardziej adekwatnie opisuje tę sytuację i jej powszechność słowo NAWYK, TRADYCJA, KULTURA. A uzasadnia ją brak refleksji na temat wiary katolickiej.  Parafie w znacznym stopniu były na utrzymaniu  praktykujących katolików. Państwo nikogo nie dyskryminowało z powodu wiary i był nieoficjalny zakaz szykanowania kościoła. Funkcjonowała Komisja Wspólna Episkopatu i Rządu, oraz przyznawany był kościołowi fundusz kościelny. Wysocy funkcjonariusze Kościoła Rzymskokatolickiego współpracowali z władzą zarówno oficjalnie jak i w postaci tajnych współpracowników za pośrednictwem Służby Bezpieczeństwa, ale to jest akurat wiedza, którą nabyliśmy dopiero po transformacji, kiedy Instytut Pamięci Narodowej udostępnił akta.

S.O.: – W pewnym momencie za pontyfikatu Jana Pawła II pojawił się ruch My Jesteśmy Kościołem (niem. Wir sind Kirche). Równocześnie powstał ruch Jezus – Tak, Kościół – Nie. Kościoły zachodnie, zwłaszcza niemieckojęzyczne, przepracowały moment odklejenia instytucji od wiary. Ja jestem właśnie na tym etapie: Jezus – tak, Kościół – nie. Biograficznie jestem mocno naznaczony katolicyzmem rzymskim. Urodziłem się w rodzinie typowo katolickiej z obu stron. Jednak dzięki temu, że przez kilkadziesiąt lat byłem we wnętrzu tej instytucji, poznałem wiele jej tajemnic. Znam ludzi, do dziś się z nimi przyjaźnię, którzy robią wszystko, żeby Kościół zmienić. To nie schizofreniczne zachowanie, ale bardzo wyraźne rozróżnienie.

Otóż to. W Polsce nawet nie zauważyliśmy że kościół, JP2 i hierarchia odkleili się od wiary. Nadal praktykujący uczestnicy życia parafialnego nie przeżywają najmniejszej refleksji. Wypierają fakty, powtarzają za biskupami że kościół jest prześladowany, utożsamiają się z „nękanymi” i niewinnie posądzanymi o jakieś okropności księżmi, bronią ich za wszelką cenę, byle utrzymać swój status – wiernych kościoła. Czują, że ta potężna instytucja jest stabilna i nawet jeśli niektóre cegiełki się posypały to i tak gmach trzyma się mocno. To są także ci, którzy chętnie współpracują z kościołem gdy trzeba potępić mniejszości seksualne czy etniczne i poprą go, gdy będzie szczuł na kolejne grupy wykluczone spod jego łaski. Są psychicznie uzależnieni od Kościoła. I to już dawno, jeśli w ogóle, nie ma nic wspólnego z wiarą.

Ci, którzy zaczęli dostrzegać, że ich SPA dla duszy się popsuło, że pedofilia to nie jest proceder powszechny tylko w dzielnicach biedy, w krajach Ameryki Południowej i zepsutych Stanów Zjednoczonych oraz izolowanej Irlandii, ale równie powszechne zajęcie wielu polskich księży, ci co zauważać zaczęli rozpasanie i życie  w bizantyjskim przepychu polskich hierarchów, oraz, a może przede wszystkim, że hierarchia nie słucha ich głosu, że o nich nie dba i nie okazuje wdzięczności za te wszystkie lata, gdy klubowicze KIK-u dbali o poziom debaty – wszyscy oni czytają dziś Znak i Tygodnik Powszechny i robią wszystko, by zabezpieczyć upadający kościół, jego pozycję w Polsce i jego wpływy polityczne.

S.O.: – Przypomnę, że gdy w 1968 r. wyszła encyklika „Humanae vitae”, wszystkie episkopaty miały do niej zastrzeżenia, poza polskim. Wojtyła miał swój udział w irracjonalnej walce z pigułką. To wszystko składa się na dzisiejszy obraz Kościoła. Z miejsca, które powinno dawać ludziom oparcie i siłę, stał się miejscem, które tę energię pożera. Biskupi zarządzają wspólnotą, która gromadzi ludzi zgodnie z zasadami kultury strachu. Polskie owieczki są nauczone, że trzeba bać się nowości,

Tylko co zrobić z tą metafizyczną dziurą, która w nas zostaje. Kościół przestał ją wypełniać, ale co w zamian? Jeśli już coś ciekawego dzieje się w sferze duchowości, to poza Kościołem. Apokalipsa to koniec Kościoła, jaki znamy?

S.O.: – Nie da się zmienić biografii. Przeszliśmy kościelny trening, ale też przestaliśmy się bać biskupów. Nie chodzi o to, żeby wyszło na nasze, ale żeby wyszło dobrze. Metafizycznej dziury na pewno nie zapełni skorumpowana instytucja. Wybitny socjolog niemiecki Ulrich Beck swoją ostatnią książkę zatytułował „Własny Bóg” („Der eigene Gott”). Choć sam był ateistą, wierzył, że każdy może stworzyć własnego Boga, który mu da siłę potrzebną do sensownego życia. Też w to wierzę.

Cały wywiad możecie przeczytać TU

 

Natomiast mnie, jako ateistkę, od dawna nurtuje kilka pytań…

Jak daleko ludzie władzy posuną się, w celu jej utrzymania, w pogrążaniu ludzi w ciemnocie i zabobonie?

Jak długo jeszcze rodzice młodego pokolenia będą udawali, że nic złego się nie dzieje w polskiej szkole świeckiej?

Jakiej edukacji potrzebują dorośli, by zauważyli podmiotowość dzieci?

Czy Polki i Polacy zauważyli w ogóle, że wszystko co robią konserwatyści zmierza, po raz kolejny w dziejach ich kraju, do wyrzucenia go z pędzącego pociągu ku przyszłości? Czy widzą jak ten pociąg oddala się od nas z zawrotna prędkością? Dlaczego ich to nie martwi?

Pytań i wątpliwości jest znacznie więcej. Trzeba je zadawać bo tylko tak możemy uruchomić jakąkolwiek debatę. Zapraszam do dyskusji i stawiania własnych pytań. Razem możemy więcej.

 

kuna2021kraków

grafika: Dariusz Klimczak_moses

 

 

Komentarz do artykułu Zuzanny Radzik w GW – autorstwa Jacka Dehnela.

 

Na temat Gazety Wyborczej nie będę się wypowiadać, bo mam do niej ogromny sentyment, choć nie czytuję jej już jak dawniej od dechy do dechy… Nie robię tego zresztą z wielu powodów, o których nie chcę rozprawiać publicznie. Natomiast o jednym aspekcie – zadziwiającym zresztą – chcę a nawet muszę powiedzieć. Otóż jest wciąż dla mnie tajemnicą  dlaczego naczelny i człowiek legenda Adam Michnik , usiłuje od wielu lat, jeśli nie od samego początku, wmawiać nam Polakom, że bez kościoła katolickiego nie umielibyśmy odróżnić dobra od zła. No cóż, może mieć na temat ziomków swoje zdanie, ale prezentuje je często i w sposób mocno eksploatujący jego autorytet, naraża go nawet na podejrzenie, że się sprzedał agendzie KK. Jak jest w istocie tego nie wiem i chyba nie ma to znaczenia, bo tak naprawdę liczy się wymiar tych wypowiedzi i to, czy Polacy przejmują się tym co naczelny pisze.

A ostatnio wysłużył się Zuzanną Radzik – teolożką i znaną publicystką popularnych pism inteligencji katolickiej. Przyznam, że nie lubię stylu pisania tej pani – o rzeczach prostych pisze zawile o trudnych pisze w skrócie i płytko – tak ma. Można lubić- ja nie lubię. Ale przeczytać trzeba koniecznie, bo inaczej nie skorzystacie z tego komentarza jaki dał Jacek Dehnel poniżej. Tak więc klikajcie Państwo najpierw w link do Radzikowej 

 

 

 

W pierwszy dzień roku Wyborcza proponuje tekst Zuzanny Radzik (sprzed kwartału, ale widać bardzo był ważny, bo powtarza), w którym katolicka teolożka tłumaczy niewierzącym, co pozytywnego może dla nich oznaczać kościół. Uważam, że to bardzo dowcipne, warto byłoby jeszcze zamówić tekst u księcia pana, który wyjaśniałby chłopom, dlaczego pańszczyzna była dobra, a także plantatora, zachwalającego czarnym niewątpliwe zalety niewolnictwa. Żeby wytłumaczyć niewierzącym lepiej, zwraca się do „sióstr katoliczek”. I bardzo słusznie, nic tak nie wspomoże księcia pana w tłumaczeniu chłopom cudów pańszczyzny, jak dwóch baronów, hrabia i markiz. To mocna ekipa.

Co tam odchodzi w retoryce, to głowa mała. Po pierwsze, autorka w głosach przytaczanych i własnym dość swobodnie i wymiennie traktuje polski katolicyzm, katolicyzm w ogóle, chrześcijaństwo i Jezusa, a nawet judaizm. Dowiadujemy się, że „nie ma nas bez Ewangelii i dziesięciu przykazań, bo to podwaliny moralności.” Po pierwsze, to wątpliwe, po drugie – a to się Mojżesz zdziwił! Albo zagaduje: „pewnie nie chcecie, by po raz kolejny ktoś z tej problematycznej wspólnoty, reprezentantka silnego społecznego i politycznego aktora, umizgiwał się do was Bachem, Rembrandtem.” No, prawdę mówiąc, Bach i Rembrandt, dwaj protestanci, Niemiec i Holender, kiepsko się nadają na patronów kościoła Jędraszewskiego i Głodzia, owszem. Pyszne jest też, jak Radzik pisze, że Matka Boska jest „dziewicą więc niedefiniowaną przez mężczyznę”. Jakby cała jej pozycja nie brała się stąd, że jest matką pewnego mężczyzny.

Zostawmy jednak drobne uszczypliwości i ewidentne pojęciowe bordellino tego wywodu. Są tam rzeczy gorsze: „Gdy chrześcijaństwo pojawiło się w późnym antyku, wniosło w świat wyobrażenie, że sens historii nie zamyka się w jej materialności, i obraz bliskiego Boga – Boga z nami.” Jak wiadomo, o tym właśnie pisał Homer: że bogowie są zupełnie gdzie indziej, na chmurce, a tu tylko się okładają Trojanie z Achajami, zamykając się w materialności historii. A pan Wergiliuszek tylko to po nim poprzepisywał.

Główna teza Radzik jest taka, że dopiero chrześcijaństwo ofiarowało nam boga kochającego, że chrześcijaństwo wpoiło ludzkości zamiar budowania lepszego świata i pracę na rzecz utopii. I że „w swym misyjnym zapale, ale też dzięki imperialnym osiągnięciom, które dziś są często wstydliwe, rozwlekło ten rodzaj myślenia nie tylko po Europie, ale również po wszystkich kontynentach.” To zdanie podwójnie fałszywe.

Po pierwsze dlatego, że owo przeciwstawne „ale” jest niczym nieusprawiedliwione: „misyjny zapał” był ściśle związany z przemocą i imperium; od bardzo wczesnych wieków chrześcijaństwa wiązał się z niszczenie świątyń, mordowaniem kapłanów, krwawym karaniem opornych, którzy nie chcieli porzucać swojej wiary. Chrześcijaństwo było solidnym napędem i zarazem usprawiedliwieniem („nie ma nas bez podwalin moralności”, hłe, hłe) podbojów Ziemi Świętej, wyrzynania Prusów i Jaćwingów, kolonizacji Afryki, obu Ameryk, Indii. Dzięki chrześcijaństwu można było brodzić po kostki „w imię boże”.

Drugi fałsz bierze się z typowego dla chrześcijan zadufania, wpajanego im od dziecka – również przez teksty takie, jak ten – o absolutnej wyjątkowości ich religii, światopoglądu, tradycji. Na ziemi były tysiące bóstw, systemów etycznych, skomplikowanych i prostych, frapujących i powtarzalnych, strasznych i pociesznych, mądrych i głupich. Rzecz w tym, że w większości zostały wytępione przez religie księgi. Od dwóch tysięcy lat chrześcijanie konsekwentnie tępili i wybijali inne osiągnięcia duchowe ludzkości. Niezliczonych skarbów tych kultur – dzieł sztuki, literatury (zarówno pisanej, jak i mówionej) nigdy nie poznamy, począwszy od niszczonych na wielką skalę dzieł antycznych, przez kodeksy Majów, na pieśniach First Nations kończąc.

Chrześcijaństwo w życiu duchowym jest jak człowiek, który panoszy się po całej Ziemi, mówiąc o sobie jako o koronie stworzenia, niszcząc wszystko wokół, zabijając skomplikowane struktury ekosystemów, wytępiając gatunki roślin i zwierząt, zaprzepaszczając ogromne skarby naszego wspólnego dziedzictwa (ta pycha zresztą bierze się w prostej linii z Genesis). Jest w tym, owszem, skuteczne, ale taka skuteczność nie powinna być powodem do dumy. I kiedy spali się wszystkie księgi, rozbije wszystkie stele z prawami, wytnie wszystkie święte gaje, zatrze w pamięci wszystkie wielusetletnie teksty, można opowiadać głodne kawałki, jak to przyniosło się rzeczy zupełnie nowe i wyjątkowe. I jakim prawem ateiści chcą świętować coś 25 grudnia, bo to przecież chrześcijańska data. Bujać to my, nie nas, drodzy państwo.

 

 

Jacek Dehnel

Ciąża i poród to nie lody malinowe. Cud narodzin to fakt naukowy. Prawa reprodukcyjne to cywilizacja.

 

Cud narodzin

W przestrzeni publicznej niemal całej Polski pojawił się w ostatnim czasie pewien zagadkowy plakat. Przedstawia schematyczny przekrój macicy wpisany w kształt serca, w której z kolei wpisany jest płód ludzki, gotowy do narodzin, czyli skierowany główką w dół do kanału rodnego. Całość utrzymana w przyjemnych odcieniach różu i wrzosu, czyli mocno podkoloryzowana rzeczywistość daleka od brunatno-brązowej krwi, od sinych barw niedotlenienia, czy bieli pośmiertnej… I gdyby nie cała ta rozpaczliwa i głośna walka o prawa reprodukcyjne Polek, można by powiedzieć, że opisana przed chwilą grafika to jakaś afirmacja, wynikająca już to z marzeń o  macierzyństwie, albo z przemyśleń o cudzie narodzin zdrowego i silnego, nowego osobnika z gatunku H. sapiens.

 

 

Mówienie o cudzie, gdy mowa o pomyślnych narodzinach nie jest żadną przesadą.Każdy neonatolog i specjalista od fizjologii rozrodu wie, że mówię prawdę – biorąc pod uwagę ile niebezpiecznych zakrętów musi pokonać – najpierw plemnik na drodze do komórki jajowej, a potem zapłodnione jajo w drodze do zagnieżdżenia się w śluzówce macicy, następnie rozwijający się zarodek, który powtarza całą filogenezę gatunku i na koniec organogenezę swoją, osobistą – by na koniec przyjąć odpowiednią pozycję do wyjścia podczas porodu i przeżyć pierwsze newralgiczne chwile po odcięciu pępowiny – pierwszy oddech… I wierzcie albo nie, ale pierwszy oddech jest tak samo niepewny jak i podejście plemnika do jaja. Wszystkie etapy reprodukcji są obłożone setkami możliwych powikłań, a dodatkowo mogą być związane z genetycznymi błędami replikacji, z przyjmowanymi lekami, dietą, używkami, zanieczyszczeniem środowiska, ze stresem, z lękiem itd… Krótko mówiąc – naturalny poród, po dobrze przebiegającej ciąży, w wyniku czego na świat przychodzi kolejny, zdrowy i silny osobnik naszego gatunku – to cud.

 

 

W realizacji tego cudu klasyczna medycyna ma swój walny udział. Przychodzą na świat osobniki przedwcześnie rodzone – i dzięki urządzeniom technicznym – dojrzewają w dobrych warunkach poza organizmem matki. Jeśli są chore, albo  w trakcie organogenezy dzieje się coś złego – można płód operować, leczyć skutecznie albo też dzięki badaniom prenatalnym wykluczyć możliwość leczenia i ciążę przerwać. Można podejmować szereg działań. Jedno czego absolutnie nie wolno robić, to zatajać informacji o stanie płodu, oszukiwać ciężarną kobietę, korzystać ze swojej władzy lekarza, duchownego, ministra, by pozbawić tę kobietę jej prawa do decydowania w sprawie tej konkretnej ciąży.

 

Matki ludzkości w opresji

Haniebne podejście do kobiet, które są matkami ludzkości, ma swoje źródło w prymitywnej supremacji, wywodzącej się z patriarchalnego sposobu wymuszania posłuszeństwa. Władza rozumiana jako siła i przemoc wobec społeczeństwa, nie ma nic wspólnego z etyką odpowiedzialności, gdzie każda ustawa i każdy paragraf prawa służy zarówno jednostce jak i zbiorowości, jego dobru i jego pomyślności. Dlatego władza satrapów, prezesów, dyktatorów, uzurpatorów, reżimów itd nie rozwija społeczeństwa, tylko je cofa i degraduje do roli niewolników, oportunistów, wreszcie też ksenofobów, homofobów, antysemitów itp… wybryków intelektu, czemu trudno się dziwić – ludzie szukają po omacku sposobów na przeżycie, próbują przetrwać, wypierają fakty, stosują różne techniki obronne przed osunięciem się w depresję i stupor społeczny.

 

 

I to nie jest przypadek, że za każdym razem gdy władzę obejmuje prymitywny populista,  przemoc systemowa zaczyna majstrować przy prawach reprodukcyjnych. Że dotyczą one przede wszystkim kobiet – to chyba oczywiste, że kobiety stawiają opór. Prawa reprodukcyjne i to w każdej sytuacji demograficznej, muszą być pod ochroną szczególną. Władza, która tego nie rozumie, na władzę i zaufanie społeczne nie zasługuje, a to dlatego, że tykanie tych praw, to zawsze proszenie się o kłopoty. W Polsce problem z prawami reprodukcyjnymi zaczął się w 1993 roku gdy, mimo ogromnego sprzeciwu większości dorosłych obywateli, odebrano Polkom dostęp do legalnego przerywania ciąży.

Następnie do 2016 roku obserwowaliśmy jak ustawa dopuszczająca możliwość aborcji w trzech przypadkach – gwałtu, zagrożenia życia ciężarnej, ciężkiego uszkodzenia płodu – kompletnie nie działa. Nie działa bo: lekarze zostali obdarowani klauzulą sumienia katolickiego, następnie całe szpitale, a także całe województwa ogłaszały jednolicie, że nie wykonują zabiegów przerywania ciąży. Dodatkowo Ella one – pigułka uniemożliwiająca zagnieżdżenie się zarodka w macicy, stała się bardzo drogą pigułką i wyłącznie na receptę, której- znowu – można było odmówić kobiecie powołując się na klauzulę sumienia, a gdy jakimś cudem udało się jej zdobyć receptę i pieniądze by ją wykupić – mogła spotkać się z odmową sprzedaży przez magistra farmacji…

 

 

Spotykam się niekiedy z pogardliwym i wyższościowym traktowaniem kobiet, których nie stać na turystykę aborcyjną, ani nawet na wizytę u ginekologa… I nie mówię w tej chwili o mężczyznach. Mówię o kobietach. Tych, które nie stąpają po ziemi, które nie widzą niczego poza własnym końcem nosa. Które nie potrafią empatycznie wejść w sytuację, zależnej ekonomicznie i psychicznie od partnera, kobiety, mieszkającej na głębokiej prowincji, gdzie jest jeden autobus kursowy do najbliższej pipidówki, skąd dopiero następnego dnia można dostać się do miasta, gdzie jest dwóch ginekologów na krzyż… za to 4 parafie KK i 5 tysięcy mieszkańców, udających przed sobą nawzajem prawilnych katolików gromadnych.

 

 

To z powodu właśnie tych kobiet, których nigdy nie ma i nie będzie na naszych demonstracjach, inne kobiety, wychodzą dziś na ulicę, żeby odzyskać cywilizacyjną zdobycz jaką są prawa człowieka. Prawa reprodukcyjne do nich należą – przypominam tym, którzy tego jeszcze nie wiedzą. Dostępność aborcji, to nie dostęp do refundowanej antykoncepcji jak chcieliby anty choice. Dostęp do przerywania ciąży do prawne potwierdzenie, że Polki są dla państwa ważne, że państwo je szanuje i że mają one prawo ostateczne do decydowania o swoim losie, zdrowiu i życiu. Kobiety chcą nie tylko swobodnego dostępu do możliwości przerwania niepożądanej ciąży, ale też żądać będą odpowiedniej opieki nad kobietami w ciąży, podczas porodu i w połogu – co najmniej tak dobrej opieki, jaką miałyśmy trzydzieści lat temu, w PRL-u.

 

 

Przejęcie kampanii na rzecz wyższego dobra społecznego

Wracając do grafiki rosyjskiej autorki, zresztą zwolenniczki pro choice… Ktoś wydał mnóstwo kasy, wykupił miejsca ekspozycji, i zalał cały obszar Polski obrazem, który w obecnej sytuacji, atmosferze i z powodu ilości egzemplarzy nie może być inaczej odebrany, jak element przemocy psychicznej wobec dorastającej młodzieży. Myślę sobie, że adresatkami są młode dziewczyny, źle wyedukowane, uczone religii w szkole, uczestniczki pielgrzymek i spędów religijnych, które są codziennością w  katolickim reżimie dzisiejszej Polski. Te namolne obrazki, przedstawiające dość infantylne pojęcie o biologii rozrodu, przenikają do, nieskalanej wiedzą podświadomości, jako zapewnienie, że ciąża to sama przyjemność, prawie jak malinowe lody z bitą śmietanką. Owo zapewnienie jest tak atrakcyjne, że żadna wiedza merytoryczna nie będzie w stanie z nim konkurować.

 

 

 

Brak odpowiedniej wiedzy, to brak możliwości weryfikacji przekazu pozawerbalnego, jaki niesie ze sobą omawiany plakat. To dlatego kościół ryczy jak wściekły lew, że nie wolno dopuścić do szkół edukacji seksualnej. Dziewczyna bez wiedzy zobaczy tylko malinowe lody i ten obraz bardzo będzie się jej podobał. Kobieta świadoma przed czym stoi i na co patrzy zdecyduje się doprecyzować nieco ten przekaz… I to się właśnie dzieje – kobiety ze strajku kobiet nie postponują samej grafiki – widzą jednak kontekst, czas, i skutki, jakie może wywołać bez odpowiedniej dyskusji. A ponieważ od trzech dekad nie mamy w tym kraju żadnej dyskusji, na żaden ważny temat, to przynajmniej próbują przekaz plakatu przekierować na właściwe tory.

 

 

 

 

 

Zapewne autorka grafiki, Ekaterina Glaskova, nie spodziewała się, że zostanie ona wykorzystana w taki szkodliwy dla zdrowia sposób, ale stało się jak się stało i zamiast płakać nad rozlanym mlekiem lepiej, że kampanię przejęły kobiety ze strajku. Przynajmniej jest szansa, że młodzi ludzie przeżyją coś na kształt refleksji, że być może sięgną do źródeł wiedzy poza świętą księgę i być może nie wzrośnie tym razem ilość nieletnich ciąż. Nastolatki, to wciąż przecież dzieci, a dzieci nie powinny rodzić dzieci. Macierzyństwo wymaga dojrzałości i poczucia odpowiedzialności. Także więc dla nieletnich w kłopocie walczą dziś kobiety o wolność i autonomię decyzji każdego człowieka w swojej własnej sprawie. I do tych aspektów walki o wolność kobiet odwołują się hasła, jakimi opatruje się dziś plakat z sercem.

 

 

 

Widma i wizje kościoła w Polsce

Patrząc na ten plakat nie mogę się oprzeć skojarzeniu jego formy z witrażami w kościołach. Zapewne nie tylko ja mam takie paralelne widzenie. I zapewne nie jestem jedyną osobą, która widzi spójność wizji roli kobiety wg. Wandy Półtawskiej, jej deklaracji wiary lekarzy katolickich z narracją organizacji anty choice. Wszystko co kościół i jego akolici tacy jak Orgo Iuris  robią wokół praw reprodukcyjnych sprowadza się do formatowania nowego pokolenia jako ludzi otwartych wyłącznie na naiwne spółkowanie – bez wiedzy, bez zabezpieczeń, bez odpowiedzialności. W myśl przekazu dnia- jeśli bóg dał dziecko to da i na dziecko. Przekaz kościoła katolickiego na temat rodziny jest niezmienny od wieków. Ona ma być uległą i cichą, posłuszną i spolegliwą wobec roli, dodajmy – jedynej roli – jaką dla niej kościół przewiduje. Infantylizacja kobiet i mężczyzn przez kościół katolicki, może doprowadzić wyłącznie do zbiorowego dramatu – gdzie mężczyźni- prawdziwi Polacy, będą oczyszczać Polskę z wskazanego przez hierarchów, obcego elementu, by po tak spełnionym patriotycznym obowiązku płodzić w domu dzieci ze swoją ślubną partnerką. W tak zwanym międzyczasie, ciężko tyrając, będą zdobywać środki na utrzymanie tej małżonki i tych kilku sztuk dziecek.

 

 

Na porządną edukację nie będzie ich nigdy stać. Na wakacje prawdopodobnie również nie wybiorą się całą rodziną – ale tu pomoże KK – zabierze dzieci na oazę, gdzie dziewczynki i chłopczyki będą z patyków wytwarzać krzyże, które następnie wbiją na szczycie np. Lubania albo Gorca… wszystko jedno zresztą gdzie. Wypłoszą nieco zwierząt leśnych, bo oaza musi bardzo głośno śpiewać. Przy odrobinie szczęścia chłopisko – jedyny żywiciel rodziny – odumrze gdy dzieci będą już zarabiały gdzieś na budowie i jakoś utrzymają matkę przy życiu. Gorzej, jeśli będzie to patriota chorowity i odejdzie znacznie przed planowanym końcem swojej egzystencji. Wtedy opieka społeczna i zapewne Caritas – ten wielki oszust charytatywny za pieniądze wydarte z budżetu, sypnie jakimś makaronem albo ryżem i w ten sposób kobieta z szóstką dzieci będzie wegetować na kościelnym garnuszku, nie zapominając co niedziela podczas mszy wyrazić swojej wdzięczności w modlitwie i datkach na tacę.

 

Oczywiste, ale nie dla każdego

W podsumowaniu chciałabym tylko wspomnieć o tym, że macica nawet stylizowana na ckliwe serduszko i najpiękniejszy, najzdrowszy płód, gotowy do przyjścia na świat, nie mówi nic o macierzyństwie, bo macierzyństwo to przede wszystkim ONA MATKA RODZICIELKA. Plakat ją całkowicie wycina z rzeczywistości, pozbawia ją głosu w swojej sprawie, odbiera jej poczesne i najważniejsze miejsce w całej procedurze prokreacji, gdzie zgoda  na zapłodnienie, zgoda na oddanie części siebie nowemu życiu, zgoda na wszystkie zmiany jakie ten fakt ze sobą niesie jest kluczową sprawą i to nie tylko z punktu widzenia społecznego ale także prawnego. Zatem niech już mężczyźni – sprawcy licznych ciąż  nie ciskają się nerwowo gdy mówię im, że decyzja o urodzeniu lub nie, należy wyłącznie i ostatecznie do kobiety, a ich udział w tym procesie sprowadza się do udzielania jej wsparcia bez względu na to jaką decyzję podejmie. Kropka.

 

kuna29020Kraków

Czy nowa książka prof. Tomasza Polaka zmąci pozorny spokój reformatorów kościoła katolickiego w Polsce?

Oto jeden z najważniejszych głosów mówiący prawdę o instytucji kościoła hierarchicznego, o Jezusie Chrystusie i początkach chrześcijaństwa. Polski głos. Głos zdolny zmącić pozorny spokój katolików… choć sam autor mocno w to wątpi, my zaś karmimy się nadzieją, że autor się myli w tej kwestii…

Tomasz Polak – ur. w 1952 r. w Poznaniu. Jeszcze jako ksiądz Tomasz Węcławski był dziekanem Papieskiego Wydziału Teologicznego w Poznaniu, członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej w Rzymie. Był w grupie księży, którzy ujawnili sprawę molestowania kleryków przez abp. Juliusza Paetza. W 2007 r. dokonał aktu apostazji. W 2008 r. przyjął nazwisko żony. Jest współtwórcą Pracowni Pytań Granicznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

Tomasz Polak jest autorem wydanej właśnie książki pt.  „System kościelny, czyli przewagi pana K.”. Uznajemy tę pozycję wydawniczą, za jedną z obowiązkowych lektur dla ateistów i ludzi stojących w rozkroku między bańka katolicką a światem laickim.

Zgadzamy się z poziomem realizmu autora, gdy mówi on o potencjale tej instytucji do zmiany w podejściu do swojego mitu założycielskiego. Podzielamy w tej kwestii pogląd, że nie jest ona zdolna do ewoluowania w żadną stronę. Stoi w środku jądra zbudowanego na kłamstwie o boskości Jezusa Chrystusa – Mesjasza, którego zabito z całą jego rewolucyjną opowieścią o człowieku, by następnie wskrzesić jako konstrukt całkowicie zależny od ojców założycieli kościoła katolickiego.

W ten zawiły sposób stali się oni dysponentami symbolicznego J.Ch., oraz niezbędnym elementem w kontaktach między wiernymi a boskim synem, gdy jednocześnie boga zredukowali do ” tego, który wskrzesił swego syna” To oni uznają, które zapisy i jak interpretowane uznaje się za prawdę objawioną, a które wymazuje się z świadomości i obiegu społeczności katolików. Kilka bardzo istotnych tez  z wywiadu z prof. Polakiem dla Wyborcza.pl zamieścimy na naszym portalu, bo uznajemy je za zbyt ważne, by miały przepaść w pomroce niepamięci…

 

systemowa odporność Kościoła na krytykę jest niezależna od napięć politycznych, kulturowych czy społecznych wokół kościelnego chrześcijaństwa

 

Jezus nie był ani religijnym rewolucjonistą, ani anarchistą (…)  Był reformatorem religijnego doświadczenia żydowskiego, nie struktur…

 

Gdy został zabity, jego śmierć, tak gwałtowna i poniżająca, była zaprzeczeniem tego, co o nim dotychczas sądzili: skoro był obiecanym Mesjaszem, nie powinien tak zginąć. I musieli się z tym jakoś uporać.

 

przepracowali to tak: dobrze, myliliśmy się co do Jezusa i jego wrogów, ale Bóg jednak uczynił go Mesjaszem mimo jego śmierci. Ta ich reakcja to kluczowy moment tej historii.

 

nowy „koncept Jezusa” dynamizuje ich odniesienie do samych siebie, do ich otoczenia i ich działanie: nabierają przekonania, że blask tego nowego dzieła Boga pada też na nich, że są inni, nowi, lepsi.

 

opisana w Dziejach Apostolskich decyzja Dwunastu, że nie powinni się zajmować „obsługiwaniem stołów”, ale rzeczami „wyższymi”(…) to zasadnicza zmiana we wspólnocie i klucz do rozumienia kościelnej hierarchii.

 

silne są wewnętrzne wzorce Kościoła: do głosu zawsze dochodzi to samo – struktura, podporządkowanie i bogactwo.

 

szaleństwo budowania wielkich sakralnych przestrzeni wynikało z potrzeby zasypania pustki,

 

pytanie o to, czy jest Bóg, nie ma sensu. Sens ma pytanie, dlaczego ludzie chcą, żeby był Bóg.

pytanie o istnienie Boga nie ma dla Kościoła znaczenia.

 

niektórzy wiedzą że jest źle, ale nie chcą porzucić nadziei, że da się z tym coś zrobić.

 

Kościoły chrześcijańskie nie mają już światu nic istotnego do zaproponowania, poza jałowymi przepychankami konserwatystów i progresistów.

 

(kościół) swoje problemy zawsze prezentuje tak, by oddalić od siebie winę lub przenieść ją na kogoś innego.

 

„jeśli przyczyną zła jest człowiek z wnętrza Kościoła, to znaczy, że to świat poza Kościołem go do tego doprowadził”. Tak broni się tezy, że kościół w środku jest zawsze dobry

 

i dobry przykład ilustrujący ten brzydki nawyk:

 

Benedykt w „liście pasterskim do katolików Irlandii”, w którym miał przeprosić za pedofilię tamtejszych księży, znalazł winnych w tym zdaniu: kapłani ulegli tendencji przyjmowania świeckiej mentalności.

 

jeden z czynników siły Kościoła wynika z tego, że każda osoba w kontakcie z Kościołem od początku jest petentem, bo została jej udzielona łaska, więc każdy jest dłużnikiem Kościoła. Czyli to tak, jakbyśmy się urodzili z kredytem w banku, a ten bank przez całe życie nam go spłacał albo obiecywał, że daruje, a czasami postraszył komornikiem

 

ludzie, którzy mają nierozwiązane problemy życiowe, płacą za to, by pozostały one nierozwiązane.

 

 

 

Książka prof. Tomasza Polaka ukazała się nakładem Wydawnictwa Nauk Społecznych i Humanistycznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

 

I na zachętę do czytania tekstu źródłowego

taki dowcip z wywiadu:

mało ortodoksyjny chrześcijanin trafił do nieba i oprowadza go Piotr. Ów człowiek widzi tam mur, zza którego słychać śpiewy i modły. Co to, kto tam siedzi? – pyta. Piotr na to: za tym murem są katolicy i myślą, że są tu sami.

I ten obszar za murem, w którym siedzą katolicy, to dobra ilustracja fantazmatu.

 

kuna2020Kraków

Świętoszkowaty prezydent zmienia skórę i narrację – teraz będzie pogromcą LGBT i narodowcem pełnej krwi…

Po ostatnich wynurzeniach prezydenta A. Dudy, fora internetowe pękają od porównań, analiz i memów, nawiązujących do historii faszyzmu. Historii, którą jedni znają, a inni zapomnieli. Zachodnie dzienniki zanoszą się z oburzenia, a nawet ktoś zaproponował, żeby Polskę odciąć od pomocy finansowej UE … Serio? Wcześniej nie widzieli jak depcze się prawa człowieka w Polsce? Nie mieli kontaktów z polskim oddziałem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka? A tak zupełnie na boku – nie do wiary, że Kaczyński był członkiem tej organizacji… (sic!)

Na PolskimAteiście pisaliśmy o rodzącym się faszyzmie od samych jego początków. Pytaliśmy głośno dlaczego władze pozwalają, by funkcjonowała organizacja, która jest zabroniona przez konstytucję. Wskazywaliśmy na przyszłe skutki tolerowania szkodliwej, antyludzkiej ideologii. Ale nikt się tym nie interesował. Przerażający był ten, wiele mówiący, brak reakcji.

Szybko jednak zrozumieliśmy, że organizacje pozostające pod protektoratem kościoła rzymskokatolickiego  będą poza zasięgiem prawa, podobnie zresztą jak sam kościół. Potem zobaczyliśmy kolejne pielgrzymki „kibiców”, a następnie już bez kamuflażu, wielkie zjazdy faszystów na Jasnej Górze. To tam właśnie zostało dobitnie powiedziane, ustami duchownych tego kościoła, kim są ci hajlujący ludzie – są mianowicie „solą tej ziemi” oraz „są prawdziwymi Polakami i patriotami„.

 

 

 

Tak się składa, że katolicyzm, konserwatyzm i faszyzm mają zdumiewająco dużo wspólnego. Cenią posłuszeństwo, nienawidzą indywidualizmu. Nie szanują człowieka jako takiego oraz jego praw. Widzą w nim sługę, poddanego, narzędzie wykonujące zlecenia. Różnią się maskaradą, całym tym teatrem, obrzędem, metodą oddziaływania na odbiorców. Ale narrację mają raczej wspólną i podobne cele ostateczne – władzę i dostęp do cudzej kasy. Wszystkie trzy kręgi towarzyskie zachodzą na siebie, wzajemnie siebie chronią i tworzą wspólną iluzję, że mają coś wspólnego z wiarą, z religią i że to jest dla nich ważna sfera życia duchowego, gdy tak naprawdę wypełnia ich nienawiść do żydów, lewaków, cyklistów i wegetarian – dziś wprawdzie plują na LGBT, ale  tylko dlatego, że to jest nośne i wiadomo było, że się w homofobicznej Polsce dobrze sprzeda.

 

 

 

W taki oto sposób zagospodarowano najbardziej zaniedbane jednostki, z odpowiednim poziomem złości i nienawiści do wszystkich i wszystkiego, za  swoje porażki, za stracone marzenia i złudzenia. Wyszkolono ich do wiecowania, do gardłowego wrzasku, do skandowania haseł o lewactwie, o kościele katolickim, o wieszaniu ludzi na drzewach, o mniejszościach seksualnych, o żydach i innych nacjach, których podobno tu nie chcą. To  wybrańcy losu – nie myślą, nie wiedzą, nie tworzą, ale doskonale przyswajają całkowicie nową „wiedzę” ipeenowską i służą również doskonale. Więc kiedy trzeba nienawidzić – nienawidzą, kiedy trzeba bić – biją, a kiedy trzeba zabić też to zrobią- bez zastanowienia i bez oporów. 

 

 

 

Konserwatywny POPIS akceptuje więc faszystów, gwarantuje im nietykalność i niekaralność. Ponieważ nie może  robić tego otwarcie chroni faszoli poprzez swoje decyzje, odwracając wzrok od ich poczynań, udając że nic złego się nie dzieje. I wciąż całkowity  brak reakcji na kolejne ekscesy urządzane przez te organizacje, a to przy okazji marszy niepodległości, a to podczas nękania marszy równości … Czy może być coś bardziej zachęcającego do dalszej działalności, do coraz bardziej nachalnej i agresywnej przemocy wobec wskazanych przez biskupów grup mniejszościowych? Czują się jak pączki w maśle, pieszczoszki władzy i tej kościelnej i tej niby świeckiej. 

 

 

 

Są już tak popularni, że zafundowali Polsce kolejną formację pod buńczuczną nazwą – Konfederacja – a jak! Teraz kościół będzie zarządzał strachem trzech partii. Jak mu PIS podskoczy, to go zdzielą Konfederacją, albo Gowinem pojadą po całości. A jak uzna, że lewica da mu więcej, to nawet z nią puści się w tango mówiąc wiernym, że przecież Jezus był lewicowcem… Wszak ciemny lud wszystko kupi.

 

 

 

 

Oblegana twierdza” kościoła katolickiego wyhodowała  sobie obrońców, a konserwatyści chłopców na posyłki. Czego się obawiają? Do czego chcą ich wykorzystać? Czemu ma służyć ta demonstracja siły, ten krzyk wyrwany z tysiąca męskich gardeł? Przecież nie wytacza się armat przeciwko muszkom owocówkom – mniejszości nikomu nie zagrażają! Naprawdę ktoś wierzy jeszcze, że LGBT zniszczyć może rodzinę! Że geje to pedofile ganiający za polskimi dziećmi? W kraju wyrosłym na chrześcijaństwie, w którym niemal cała kultura zawdzięcza wszystko kościołowi? Taka słaba jest polska rodzina? No chyba, że to prawda, cała prawda i gówno prawda! Jak powiedziałby Tischner, gdyby mógł.

Może więc obawiają się zwykłych ludzi, takich jak większość z nas , nieprzystających do żadnego szablonu, których nie interesują żadne ideologie, żadne koncepcje ekonomiczne czy społeczne. O polityce się nie wypowiadamy, bo się na niej nie znamy, nie interesuje nas i raczej brzydzi niż zachwyca. Nie chodzimy nawet na wybory… ani do kościoła, chyba, że jakaś uroczystość rodzinna… Czy to możliwe, że aż tak się nas obawiają? Nas? Przeciętnych zjadaczy chleba? Przecież podzielili nas wzdłuż i wszerz, przecież zniszczyli solidaryzm społeczny, odebrali nam siłę sprawczą oburzonego tłumu. Więc dlaczego teraz, po tylu „sukcesach” na polu destrukcji państwa szczerzenie kłów?

Bo nadchodzi wielki kryzys? Bo będziemy znowu głodowali jak w latach 70-tych? Bo wtedy zrobimy się niebezpieczni, zaczniemy warczeć i nie będziemy mieli nic do stracenia? Tego się boją? Chcą jak najszybciej postawić nas wobec wyboru – z nami albo przeciwko nam – innej drogi nie ma!? Tak mówili komuniści – tak mówili młodzi socjaliści w organizacjach studenckich – słyszałam na własne uszy i tak samo jak dziś miałam gęsią skórkę…

 

I tak oto w Polsce, po serii dewastacji jakich dokonało PIS we wszystkich sektorach funkcjonowania państwa, ustanawia się właśnie nowy trójpodział władzy – kościół, konserwatywni politycy, faszyści. Świat już kilka razy przerabiał tę lekcję. No ale to trzeba wiedzieć, trzeba czytać książki, te które jeszcze nie zostały spalone…

 

***

 

PS.:

…I kiedy patrzymy na polskie życie społeczne, które budzi sprzeciw i słuszną krytykę, kiedy słuchamy Brudzińskich, Żalków, Czarnków i Dudów poniżających i odczłowieczających innych ludzi, w gabinetach posłów, urzędników z bożej łaski PIS-u i wszędzie tam, gdzie zapadają decyzje o podziale tortu, okrada się ten kraj w bezprecedensowy sposób z każdego grosza, z każdej kwoty, którą da się wyprowadzić pod byle pretekstem…

A pieniądze podatników powinny do nich wracać w postaci coraz lepszych usług publicznych, w postaci dotacji dla NGo-sów działających dla pożytku publicznego, powinny być wpompowane w kulturę i jej dostęp dla wszystkich…

Ściągnęłam na potrzeby tego wpisu pewne zestawienie z ściany pewnego polityka z FB – dobrze, że choć czasem walka polityczna pozwala nam, zwykłym ludziom zobaczyć takie kwiatki. W normalnych krajach ludzie się w ogóle nie muszą interesować takimi kwestiami – w normalnych krajach działa, raz lepiej raz nieco gorzej ale działa, system i demokratyczne zasady oraz kontrola społeczna… A ludzie widzą codziennie jak ich trud i podatki przekładają się na coraz lepsze życie zwykłych ludzi. U nas nie do pomyślenia i to  od kilku dekad…

 

A poza LGBT:

4.800.000 na straty stadniny w Janowie za 2018 i 2017, za 2019 rząd uparcie milczy
5.000.000 wyniosła w reklamówce sekretarka z CBA
5.500.000 na trefne maseczki od kumpla, instruktora narciarstwa
7.500.000 cena zakupu trzech rozbitych limuzyn Dudy, Szydło i Macierewicza
10.000.000 na komisję Macierewicza, badanie parówek, puszek
10.000.000 znikło w upadającej, państwowej stoczni GRYFIA za stępkę promu Morawieckiego
12.000.000 na zabawę na lotnisku w „lądowanie Antonowa”
17.000.000 na testy które „uległy? zniszczeniu w transporcie LOTu
20.000.000 na testy które okazały się nieskuteczne
25.000.000 łącznych dotacji na biznes męża ?naszej Beatki?, prywatna szkoła
27.000.000 przepłacone firmie znajomego Macierewicza za testy z Turcji, 6x drożej niż polskie
30.000.000 stracił szumnie upaństwowiony, konający Autosan za 20 min spóźnienia na przetarg
40.000.000 na łapówki dla KNF za przejęcie banku ?za złotówkę?
50.000.000 na projekt księdza egzorcysty, od resortu Ziobry
65.000.000 wyprowadzone przez senatora PiS z fundacji SKOK
70.000.000 na nielegalny druk kart wyborczych
111.000.000 na jachty, niedziałające strony internetowe i wydatki Polskiej Fundacji Narodowej,
115.000.000 poszło wg. raportu NIK na lewe przetargi w służbie więziennej Patryka Jakiego
140.000.000 na biznes brata i żonki ministra $zumowskiego
165.000.000 dotacji z budżetu państwa na prywatne muzeum Tadeusza Rydzyka i jego biznesy
200.000.000 na respiratory od handlarza bronią (dane lista ONZ), respiratorów nie dostarczono
500.000.000 dla książąt Czartoryskich od Glińskiego, pieniądze znikły, fundacja upada
1.000.000.000 straciły łącznie państwowe Enea i Energa na budowie elektrowni Ostrołęka
1.200.000.000 znikło w GetBack, to państwowe banki czyściły portfele z długów na koszt GetBack
1.300.000.000 promesy kredytowej PKO dla spółki Kaczyńskiego ?Srebrna? na dwie wieże
1.500.000.000 na roczne wynagrodzenia katechetów
2.000.000.000 na nową planszę pogody w TVP,
5.000.000.000 wypłacił Bankowy Fundusz Gwarancyjny klientom 13 upadłych kas SKOK
90.770.000.000 (prawie STO MILIARDÓW ZŁOTYCH) PUSTYCH I BEZ POKRYCIA wydrukował pan Glapiński w NBP na wykup obligacji rządowych (dane samego NBP na początek 06.2020)
112.000.000.000 dziura w VAT za rządów Banasia i Morawieckiego 2016-2019, dane ministerstwa
1.071.900.000.000 (JEDEN BILION, 71 MILIARDÓW, 900 MILIONÓW ZŁOTYCH) zadłużenie skarbu państwa na koniec kwietnia 2020

50.000 koperty Kaczyńskiego dla księdza to już drobne nie warte splunięcia.

 

 

kuna2020kraków

 

 

Ziobro planuje zakneblować krytyków kościoła katolickiego w ramach „obrony chrześcijan” przed dyskryminacją. A to dopiero! Widać, że ma gościu wybitne poczucie humoru.

 

 

Tuż przed premierą “Zabawy w chowanego”, najnowszego filmu braci Sekielskich o pedofilii w polskim Kościele, Ministerstwo Sprawiedliwości ruszyło z kampanią w obronie prześladowanych chrześcijan. Przypadek? Nie sądzę.

…komentuje publicysta Wyborczej.pl, Grzegorz Wysocki w nawiązaniu do publikacji, sponsorowanej przez Ministerstwo Ziobry, która ukazała się w prawicowym „Do Rzeczy”, pod znamiennym tytułem

„W obronie chrześcijan”

i dalej snuje takie dywagacje….

 

Ataki na chrześcijan w różnych miejscach na świecie są faktem. Dochodzi do nich np. w Korei Północnej, Arabii Saudyjskiej, Nigerii, Somalii, Afganistanie, Indiach czy na Filipinach. Pytanie tylko, dlaczego Ministerstwo Sprawiedliwości postanowiło się zająć tematem chrześcijan prześladowanych na Sri Lance czy w Maroku właśnie teraz, w samym środku pandemii, w samym środku ogromnego kryzysu politycznego, gospodarczego i społecznego? Czy zbieżność z datą premiery “Zabawy w chowanego” braci Sekielskich jest zupełnie przypadkowa? A może Zbigniew Ziobro i spółka uważają za chrystianofobów również znanych dokumentalistów, którzy ich zdaniem daleko wykraczają poza granice dopuszczalnej krytyki i niecnie swymi produkcjami atakują Kościół?

(…) Szybko się okazuje, że wyliczanka państw, w których rzeczywiście dochodzi do napaści na chrześcijan (…)  służy tylko do tego, by móc płynnie przejść do przykładu Polski. Kraju, jak dobrze wiemy, znanego w świecie z prześladowania chrześcijan.(sic) Nie dziwi więc, że ministerstwo głośno zaczęło się zastanawiać nad tym, czy nie czas najwyższy, by wprowadzić do kodeksu karnego nie tylko przepisy dotyczące antysemityzmu i islamofobii, ale również “paragrafy dotyczące chrystianofobii”.

(…) Czyżby minister Romanowski nawiązywał do pamiętnych słów prezesa Kaczyńskiego, (…) , który mówił na obchodach urodzin Radia Maryja w Toruniu:

 

“Każda ręka podniesiona na Kościół,

to ręka podniesiona na Polskę. My to wiemy”?

 

Coś mi to przypomina – jakieś zamierzchłe czasy środkowego PRL-u… tylko wtedy chodziło o rękę podniesioną na Partię Robotniczą… ale to inna kwestia.

Krótko mówiąc Ziobro jawnie grozi społeczeństwu terrorem, który trywialnie nazywamy zamordyzmem…

 

W mojej ocenie mamy przed oczami teatr walki o tzw.kościół otwarty – po tej stronie zdecydowanie stoi reportaż Braci Sekielskich. Kościoła gromadnego o. Rydzyka z Torunia broni aparat przymusu, stymulowany przez funkcjonariuszy publicznych (Ziobro i spółka) i tuby propagandowe mediów pisowskich. Groźby Ziobry są śmieszne – w Polsce KK to najbardziej uprzywilejowany, tłusty beneficjent nowych czasów, zdemoralizowany, obłudny, antychrześcijański w każdym aspekcie swojej działalności, nastawionej na zyski, wygodne życie w luksusie, żyjący poza prawem, w obrębie tzw. autonomii z mocy Konkordatu.

Wygrażanie nahajem prawno-ustawowym każdemu, kto poważy się wyrazić swoją opinię na temat Kościoła w Polsce, i naiwna wiara w to, że te buńczuczne obietnice zrobią na kimkolwiek wrażenie, jest jedynie objawem wewnętrznego miotania się władzy we własnym i to  mocno przesolonym proklerykalnym sosie. Nie pierwszy to raz jakaś klasa polityczna sama się degraduje pod ciężarem własnych poczynań. Obserwatorium, z nieukrywaną przyjemnością, będzie nadal obserwować ten niezwykle interesujący proces samozaorania.

 

Jest jeszcze jedna kwestia związana z premierą filmu Braci Sekielskich… otóż prymas, abp Wojciech Polak :

 

Zwracam się do Stolicy Apostolskiej o wszczęcie postępowania” – napisał prymas abp Wojciech Polak po dzisiejszej premierze filmu „Zabawa w chowanego”. Jego antybohater, bp Edward Janiak, może zostać usunięty z urzędu. O tuszowaniu przez niego pedofilii Kościół wiedział wcześniej

 

Coś mi tu brzydko pachnie. Mianowicie ta gotowość, wcześniejsze uzgodnienia dotyczące tej wiekopomnej decyzji Episkopatu i ta „godna” pochwały postawa- wydaje się być częścią strategii przetrwania kościoła w Polsce na dotychczasowych uprzywilejowanych pozycjach. Nie odbieram tej decyzji jako wyrazu szczerego przejrzenia na oczy. W moim odbiorze to fałszywka, upozowana na szczerą, postawa hipokrytów w koloratkach. Zwyczajnie, wiedząc kim jest antybohater filmu Sekielskich, przemyśleli sobie wszystko i wymyślili, że poświęcą biskupa na ołtarzu „wyższego dobra kościoła”, w zamian oczekują fali miłości do kościoła ze strony wiernych, oraz świętego spokoju w walkach frakcyjnych wewnątrz mafijnej organizacji rządzonej w przewadze przez homoseksualistów  zarówno w Watykanie, jak i we wszystkich episkopatach na świecie.

 

 

Kiedy ukazała się 'Sodoma” francuskiego działacza na rzecz praw społeczności LGBTQ – pomyślałam od razu, że to dziwne nieco, ale mogę się mylić. Wolę być w błędzie w tej sprawie, bo to nie jest przyjemne odkrywać, że coś co wydaje się służyć prawdzie, jest fałszywe i robione z nieetycznych pobudek. Nadal mam wątpliwości… Wiem jednak, że sytuacja biskupa Rzymu nie jest wesoła- większość watykańczyków na wysokich, strategicznych stanowiskach to geje. Kościół katolicki przeżywa  kryzys powołań,  odkąd mleko pedofilii się wylało i kiśnie na oczach opinii publicznej. Być może więc „Sodoma” była im potrzebna, by nagłośnić to, co nam wydawało się marginalne i oczywiste w gruncie rzeczy – że tak jak we wszystkich środowiskach mamy pewien odsetek ludzi o odmiennej orientacji tak i w środowisku kleru musi być podobnie. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy z tego, że to lobby jest tak liczne i ma taki wpływ na tę instytucję. Pamiętam jednak, że wiem to jedynie z kart tej książki… Mam zbyt dużo sceptycyzmu by wierzyć na słowo i oglądowi kogoś kto nie powinien mieć teoretycznie aż takiego głębokiego wglądu w sprawy Watykanu. To ograniczone zaufanie ciągle gdzieś we mnie zostało….

Myślę, że postanowili odkryć swoje tajemnice, by najpierw wzburzyć opinie publiczną, a następnie zwalić winę na gejów w koloratkach za całe zło pedofilii. Nie musieliby wówczas zmieniać swojego uparcie negatywnego stanowiska w sprawie celibatu oraz nie wykluczone, że udałoby im się uchronić przed bankructwem kurie biskupie chroniące pedofili w sutannach. Niestety opinia nie zapomina, że taki proceder mógł kwitnąć tylko dzięki dwóm okolicznościom – omercie – zasadzie milczenia, oraz dzięki kulturze katolickiej wygenerowanej przez kościół, która wprost wymusza na wierzących ignorowanie głosu dzieci molestowanych przez księży. A to już wyraźnie wskazuje na instytucję KK jako odpowiedzialną za taki stan rzeczy. Odpowiedzialność finansową na rzecz ofiar – także.

Kandydaci do stanu duchownego nie muszą już ukrywać się pod sutanną. Mogą żyć w wielu krajach zgodnie ze swoimi orientacjami seksualnymi. Z drugiej strony Kościół rzymski nie zdoła jednym dekretem usunąć wszystkich należących do „lobby” gejowskiego w tej instytucji. Ewentualne czystki będą się odbywały sukcesywnie i potrwają wiele lat i najprawdopodobniej wygasną wraz ze śmiercią sędziwych biskupów i księży tworzących organizację wewnątrz większej mafii. NB. ciekawa jestem jakby funkcjonowała instytucja KK bez gejów w szeregach?

Jest jeszcze inny sposób na ograniczenie strat wizerunkowych – zainteresowanych moim pomysłem zapraszam na piv – chętnie się podzielę… oczywiście nie za darmo. Kreatywne myślenie musi kosztować.

 

Kuna2020Kraków

 

 

 

 

Tu nie ma żadnej polityki. Tu jest hucpa i bezprawie. Polska stała się pyskatym parweniuszem Europy.

Kiedy po raz pierwszy Prawo i Sprawiedliwość przyssało się do władzy w 2005 roku, mówiłam  partnerowi na pocieszenie – nie martw się. Może Polacy muszą zobaczyć na własne oczy, poczuć na własnej skórze czym pachnie ta formacja. No wiesz, czasem im gorzej tym lepiej. 

Skwitował moje  gadanie tak – PIS to najgroźniejszy psuj pod słońcem. Rozwalić, zniszczyć jest bardzo łatwo. Naprawić będzie bardzo trudno.

 

 

Potem był 2007 rok, potem osiem lat rządziło PO. Rządy PO też mnie rozczarowały… Priorytety PO, to nie były moje priorytety. Ale to była jakaś polityka. Mogła się podobać, albo nie. W 2015 roku głosowałam na Razem – młodą formację, podobno lewicową. Byłam tak spragniona innego podejścia do ludzi, że nawet wstąpiłam w szeregi tej partii. Tak, tak! Miłość jest ślepa…

 

 

 

W tamtych wyborach wygrała partia Kaczyńskiego. Platforma Obywatelska przegrała, bo wyborcy nie kupili tym razem strategii straszenia PIS-em, a poza tym nie byłam jedyną, która czuła się oszukana i wykorzystana… I przede wszystkim – co to za wybór miedzy dżumą a cholerą? Większość uprawnionych  do głosowania nie wzięła udziału w wyborach. Przez cztery lata PIS miała większość w sejmie i zrezygnowała z polityki na rzecz destrukcji systemu demokratycznego państwa. Zrobiła to koncertowo, nie niepokojona przez opozycję, ignorując wielotysięczne demonstracje uliczne obywateli. Po drodze wielokrotnie ośmieszyła Polskę na forum międzynarodowym, i sądząc z wyniku wyborów w 2019 roku – musiało się to bardzo podobać jej wyborcom.

 

 

Kiedy patrzę na scenę polityczną, to niestety nie widzę jakiegoś specjalnego zróżnicowania. Przeważa generalnie POPULIZM  we wszystkich możliwych narracjach. Lewica opowiada o tym jak się troszczy o ludzi, choć wcale tego nie robi;  centrum straszy wyborców upadkiem gospodarki, czyli jak zwykle, a partie konserwatywne / prawicowe populizm mają we krwi – on ją napędza, czaruje, odpowiednio wcześniej sformatowany, elektorat. A co łączy wszystkie partie? Wszystkie partie włażą, z wazeliną lub bez, w tyłek kościołowi katolickiemu. Kościół trzyma zaś wszystkich na dystans, mocniej lub słabiej, chętniej lub mniej chętnie za jajca. Czując ten czuły uścisk, politycy jak ognia unikają słowa – świeckość, neutralność światopoglądowa, prawo do aborcji, równość, solidarność, katastrofa klimatyczna, a ostatnio nawet ekologia nie przechodzi im przez gardło.

 

 

Miałam kiedyś okazję zadać mądrej kobiecie z lewicy pytanie – co sprawia, że politycy tak się boją kościoła? Dlaczego zachowują się jakby nie wiedzieli, że to państwo w państwie istnieje wyłącznie z powodu tego ich nieuzasadnionego strachu. Zostałam poinformowana, że dziesięć tysięcy parafii to bardzo groźna i bardzo wydajna agitacja w okresie wyborów i nikt, żadna formacja, nie chce być z tych ambon napiętnowana i wskazana wyborcom, jako ta zła, najgorsza i potępiona przez Boga i kościół.

 

 

 

I wtedy potwierdziło mi się, że politycy są odklejeni od rzeczywistości. że nie umieją liczyć, oraz że są zwyczajnie leniwi, mało kreatywni i zaślepieni własnym strachem. Nie umieją liczyć, bo 24% elektoratu głosującego na PIS  to nie jest większość społeczeństwa; Są leniwi, bo nie chce im się dotrzeć do pozostałych 76% uprawnionych, w tym około 50% stale olewających wybory. Kreatywni nie są, bo wciąż trzymają się kurczowo swoich nieuzasadnionych wyobrażeń o potędze kościoła, co naturalnie powoduje coś w rodzaju paraliżu i brak otwartości na inne opcje rozwiązania tego swoistego węzła gordyjskiego.

 

 

I co ciekawe – teraz kiedy mamy przed sobą termin nielegalnych wyborów ustalony na 10 maja – „opozycja” , przynajmniej jej część, nawołuje  byśmy wzięli w nich udział, chociaż akurat tym razem nie są to żadne wybory, tylko logistyczne przedsięwzięcie za ciężkie, nasze(!) pieniądze, są kropką nad „i” całego zestawu fanaberii Kaczyńskiego, w wyniku czego nie dokona się absolutnie żaden wybór. Wynik jest ustalony, wiadomo, że nikt go nie zaskarży – nie ma do kogo i nie ma odpowiedniej procedury – zatem do czego tak naprawdę nawołuje „opozycja” ? Czy opozycja w ogóle wie co robi? Wątpię.

 

Czy zauważyliście, że kosciół schował się za węgłem, zamknął się za spiżowymi bramami swoich wypasionych siedzib? Oni, tak chętnie wypowiadający się na każdy temat, nagle nabrali wody w usta i niezbornie coś tam bąkają niezrozumiale… Wiecie co się dzieje? Kościół się przyczaił. Zajął z góry ustalone pozycje i zastanawia się do kogo się przyklei kiedy minie kryzys epidemiczny, klęska żywiołowa i ustanie bujanie na politycznych falach. A przyklei się do tego, kto będzie gwarantował im dalszą prosperity na kolejne dekady. Ciekawe kto obejmie funkcję po PIS-ie i nadal będzie oddawał haracz  kościelnej mafii, za ochronę interesów politycznych swojej formacji…

Kościół zachowa się dokładnie tak, jak ma to w zwyczaju i jak zachował się w latach 80-tych – wtedy też nie wiedział jak się skończy rozróba solidarnościowa, zwłaszcza, że dysydentami byli ludzie z KIK-u – a więc wykształceni inteligenci, a ci nie byli do końca przewidywalni. Jak wiecie z najnowszej historii – owi dysydenci nie okazali się być wystarczająco przewidujący i oddali Polskę w łapy hierarchów. Podobno nie wzięli pod uwagę, że kościół nie potrafi się samoograniczać – czyli że weźmie wszystko co się mu zaoferuje…  i jeszcze więcej.

 

 

I w tym momencie sugerowałabym jednak, żeby politycy zdali sobie sprawę z tego, że  nawet jeśli mamy w Polsce dziesięć tysięcy parafii i tyleż propagandzistów w koloratce – to jednak słuchaczy jest drastycznie mało. Że wobec tego, istnieje pilna potrzeba budowania relacji z pozostałym elektoratem, którego pozyskać można dziś jedynie przekonującym programem i narracją, w której nie straszy się PIS-em, tylko odsłania nowe perspektywy rozwoju dla Polski i dla każdego obywatela z osobna. Jeżeli opozycja tego nie potrafi – może się rozwiązać, oddać mandaty poselskie i pójść w odstawkę, jako nikomu do niczego nie potrzebna siła bez mocy przerobowych, bez koncepcji i pomysłu na konstruktywną działalność polityczną.

 

 

Czemu piszę tak nieładnie o wszystkich? Bo jestem wściekła. Bo nie chce mi się już gadać o politykach, o uśpionych, a także sprzedajnych elitach, o inteligentach kolaborujących z kościołem, o naukowcach, którzy szukają „boskiej cząstki” i kropią wodą święconą wszystko co się da w instytutach, i o cwaniaczkach, którzy nie wiadomo kiedy zmienili statuty wyższych uczelni po to, by  wpisać do nich obronę wartości chrześcijańskich i wyrzucić z nich humanizm.

 

 

Martwię się, jak będę żyła po odtrąbieniu pandemii, gdy wirus pozostanie w naszej populacji, która nabędzie odporność zbiorową. Każdy będzie dla mnie zagrożeniem, bo moja odporność będzie żadna, dopóki nie pojawi się dobra 100% skuteczna szczepionka. A co jeśli wirus zacznie gwałtownie mutować? Co roku będzie nowa szczepionka? Tak jak na grypę? Za dużo pytań bez odpowiedzi, za dużo.

 


Tak wyglądają tulipany po 27 godzinach od ścięcia – usychają stojąc w wodzie po szyję

Susza. To jest temat. To jest prawdziwy widoczny gołym okiem problem. A nasz rząd właśnie wyprzedaje gigantyczne ilości zboża. Za chwile rozpoczną się zbiorowe modły o deszcz… I oby nie stało się tak jak przed laty – modlili się w sejmie o deszcz, wiadomość poszybowała do niebios, ale miała cholernie duże opóźnienie i potem mieliśmy powodzie i trąby powietrzne… Oj coś z tą relacja z bogiem nie najlepiej im idzie. A może ich bóg się wkurzył na ich głupotę i posłał im odpowiedź w postaci znaków – czytajcie więc znaki świętoszkowaci, kryptoateiści – hipokryci… Wciąż wam to mówię – czytajcie znaki.

 

Kuna2020Kraków

 

 

 

Katarzyna Wójtowicz, Rafał Gaweł, Marek Lisiński i wielu innych znika ze sceny publicznej przez boczne furtki władzy i bezprawia. Tak się zaczyna terror polityczny.

Katarzynę Wójtowicz pewnie kojarzycie z organizacją „DOŚĆmilczenia. STOP klerykalizacji Polski. Inicjatywa obywatelska” – która działa od ponad dwóch lat na rynku krakowskim, gdzie organizuje coraz bardziej interesujące performance – komentarze do sytuacji społecznej i przestępczości kościoła katolickiego, debaty w przestrzeni publicznej, przypomina abp Jędraszewskiemu jak bardzo nie na miejscu jest jego obecność w Krakowie oraz jego działalność polityczna skierowana przeciwko LGBTQ, ekologom, wegetarianom, kobietom -samotnie wychowującym swoje dzieci, w sytuacji, gdy jest jednym z tych, który przez lata wspierał Juliusza Paetza i zapewne wszystkich innych przestępców seksualnych działających na podległych mu terenach.

 

 

Wspominam o Kasi, bo nagle dość przestała regularnie pojawiać się co dwa tygodnie pod kurią, czy na Rynku krakowskim. Sama organizacja także nie podjęła działań. Jeszcze nikt nie pisze o niej w wielkiej prasie o ogólnopolskim zasięgu, ale ja wiem, że takie nagłe wyciszenie organizacji prężnie działającej przez dość długi czas, to zawsze zapowiedź represji i tak ten fakt odczytuję. Bardzo chcę się mylić… Wiem jednak, że :

 

 

O moim drugim bohaterze – Rafale Gawle – założycielu Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych należy powiedzieć przede wszystkim, że jego działalność w tym zakresie zaowocowała wieloma pozwami przeciwko ludziom odznaczającym się zachowaniami, które wydajnie niszczą zasady tolerancji i kulturę współżycia społecznego, zamieniając ten kraj we wrzący tygiel nienawiści wszystkich wobec wszystkich innych. Jest więc jego działalność pożyteczna i godna naszego uznania.

 

 

 

 

 

Poniżej macie linki do typowych artykułów w tabloidach i gadzinówkach – tylko tam zamieszczono informację i omówienie na temat Rafała. Gdybym była dość sarkastyczna, a nie jestem, to powiedziałabym coś lapidarnie na temat męskiej zawiści z powodu drugiej żony Rafała – zjawiskowo piękna kobieta w nieokreślonym wieku… Nie mogłam oderwać oczu – serio, serio… i już nic więcej w tym złym stylu nie powiem, bo mi tu zaraz wpadnie jakiś dydaktyk feministyczny, że znowu jestem seksistowska…

 

Dzień dobry Białystok – miejscowa gadzinówka

TVP info

Kurier poranny

 

Same gadzinówki – żadnego artykułu rzetelnie przedstawiającego fakty, sporo naciąganych określeń i przerysowań. Coś tam było pewnie nie tak, ale niekoniecznie zaraz świadome malwersacje… Kaliber człowieka nie taki, żeby komuś chciało się robić śledztwo dziennikarskie – podobnie było z Markiem Lisińskim, byłym prezesem „Nie lękajcie się”- to GW. napisała obrzydliwy paszkwil na tego człowieka – dlaczego? Po co? I była to kula w płot. Bardzo dyletanckie dziennikarstwo, dwóch niedoświadczonych dziennikarek. Artykuł jednak zrobił swoje – organizacja nie istnieje póki co i nie wiadomo czy powstanie coś o podobnym profilu działania. Władza się cieszy – znowu udało im się dopieścić kościelne władze.

Czytajcie także TO

…i wyróbcie sobie własne zdanie. Co ciekawe i zdumiewające – artykuł został gruntownie przeredagowany i dziś brzmi znacznie lepiej i profesjonalniej . Ja mam wciąż w pamięci ten pierwszy wrzucony w panice, bo panie dowiedziały się, że zarząd fundacji został poinformowany o skandalu i natychmiast prawidłowo zareagował, a panie redaktorki chciały rzucić bombę i zabłysnąć. W tamtej pierwotnej wersji, napisanej raczej  zanim dziennikarki zrobiły śledztwo – była użyta liczba mnoga  – że Lisiński wykorzystywał ofiary pedofilii – panie bardzo chciały odkryć, że tak właśnie było, tylko, że śledztwo tego nie potwierdziło. Artykuł był znacznie krótszy i źle napisany – tak jak powiedziałam- nieprofesjonalnie. Nadawał się co najwyżej do tabloidu albo na pudelka.

Człowiek popełnił błąd, wielki błąd, za który konsekwencje poniosła cała fundacja, a przede wszystkim ofiary, które straciły zaufanie do Marka. Ale przecież każdy świadomy uczestnik życia społecznego wie – po prostu wie, że jak chce się kogoś zmasakrować, to kij zawsze się znajdzie. Po co było ułatwiać to PIS-owi? Mają jakieś układy?  GW wbrew ciągłej nagonce, że jest koszerna, że Soros, że upolityczniona ma swoich czytelników i to nie mało – więc jak oni coś chlapną, to ludzie traktują to poważniej niż gdyby przeczytali w jakiejś GP na przykład. Nie chce mi się babrać w tym bagnie, tylko stwierdzam fakty obserwowalne gołym okiem. A czemu o tym dla Was piszę? Żebyście byli uważni i roztropni w ocenach na podstawie li tylko tego co przeczytacie czy usłyszycie w jednym medium. I w ogóle jak to jest, że wszyscy podobno wiedzą, że media kłamią, a wciąż im wierzą i to niekiedy ślepo? Nie rozumiem tego rozjazdu.

 

Dziś mamy podobną sytuację jak za PRL-u, tylko wtedy trzeba było umieć czytać między wierszami – bo jednak kultura i etyka dziennikarska była na znacznie wyższym poziomie mimo dużo trudniejszych warunków z powodu wszechobecnej cenzury – i dziennikarze dawali nam sygnały dymne, dzięki którym mogliśmy domyślić się prawdy, natomiast dziś mamy zalew informacyjny, pozory wolnej prasy, ataki ze strony ferm trolli i botów, fejk newsy, fałszywe strony. I nie mam pretensji  o to, że na rynku wydawniczym pojawia się mnóstwo tytułów o skrajnie innych poglądach na każdą sprawę – to normalne, gdy nie ma cenzury i jest wolność słowa.

Mam obawy, czy obywatele tego kraju potrafią sobie z tym radzić i czy mają czas, by robić własny re-search, bo to jednak wymaga czasu no i umiejętności. A wiecie co mnie najbardziej dziwi i wkurza? Autocenzura – wyhodowana na lęku, przebranym w szaty roztropności i stojącym za tzw. poważnym podejściem, co niestety sprowadza się jedynie do zwlekania aż ktoś wyda książkę z całym mnóstwem źródeł, aż ktoś zrobi badania naukowe potwierdzające to, co i tak jest oczywiste i widoczne bez lupy. To prawdopodobnie dlatego w początkach XXI wieku nikt z „poważnych” publicystów i żadna z szanujących się gazet i tygodników nie śmiała napisać o pełzającym klerykalizmie, o nadużyciach seksualnych w kościele, o fatalnych wyrokach TK, a także o rozczarowaniu rządami PO.

I dzisiaj nadal poczytne gazety mało poświęcają miejsca na publikowanie tekstów na temat działalności oddolnej obywateli. Nie dają miejsca – ani jednej szpalty na zapowiedzi o wydarzeniach planowanych przez te organizacje.  Czasem, kiedy im to na rękę i tylko wtedy – wykorzystują ich działalność. A mogliby być przydatni w organizacji widowni, powinni nawet, bo taka jest też ich rola, informować o wszystkim co się dzieje w przestrzeni publicznej. Tymczasem bardziej dziś przypominają komentatora politycznego niż informatora, pośrednika w komunikacji z obywatelami. No cóż, nie jest prasa czwartą władzą w Polsce. To fakt.

 

Kuna 2020 Kraków

 

Juliusz Paetz. Mechanizmy przemocy i władzy. Część 1

Myślę, że historia tego człowieka powinna być dobrze znana nam wszystkim choćby po to, by zrozumieć jak działa zamknięta organizacja o charakterze sekty religijnej, posiadająca władzę i możliwości działania na polu przemocy wobec zależnych od niej jednostek, jak indukuje ofiarom przekonanie, że tak wolno i że nie ma w tym nic złego. Kościół Katolicki stosuje przemoc seksualną od wieków. Dzieci, kobiety, duchowni – bez różnicy – nikt nie jest chroniony w tej instytucji przed nadużyciami. Jedynie oprawcy mogą liczyć na ukrywanie ich zbrodni przed opinią publiczną dzięki powszechnej w kościele OMERCIE – zmowie milczenia. I nie miejmy złudzeń – ta ochrona wynika wyłącznie z potrzeby ukrycia prawdy o tej instytucji i z nakazu dbania o opinię na jej temat.

W latach 50-tych XX w. szambo zaczęło cuchnąć, a u schyłku tegoż wieku rozlało się szeroko na wszystkich kontynentach. Wydaje się, że kryzys wizerunkowy kościoła rzymskokatolickiego zakończy jego istnienie po niemal dwóch tysiącach lat… Nowe tereny dla katolicyzmu, zdobywane z niemałym trudem w Afryce i archipelagach tysiąca wysp, to rozpaczliwa próba przetrwania. Czy kościół się odbuduje w nowej odsłonie i zapanuje nad patologią jaka zawsze towarzyszyła jego historii? Czas pokaże.

Zapraszam do śledzenia serialu publicystycznego pt. „Juliusz Paetz. Mechanizmy przemocy i władzy”

Teksty dostrzeżone i docenione przez redakcję polskieateista.pl są autorstwa jednego z wielu świetnych publicystów z FB. Gdy prasa jest niezborna i zależna politycznie i finansowo, FB okazuje się ostatnią deską ratunku dla czytelników chcących się czegoś dowiedzieć bez narażania się na manipulacje i stosowanie sztuczek socjotechnicznych. Cieszymy się, że możemy być rozsadnikiem wolnej prasy i wolnego od cenzury słowa.

 

 

ABP JULIUSZ PAETZ – część I.

Media od wielu lat rozpisują się o seksualnych skandalach związanych ze zmarłym niedawno emerytowanym metropolitą poznańskim, abp Juliuszu Paetzu, ale wszystkie publikacje na ten temat dotyczą jego seksualnej aktywności w stosunku do kleryków miejscowego seminarium duchownego w czasach, gdy zmarły hierarcha zarządzał metropolią poznańską.
Tymczasem problem jego specyficznej seksualności nie rozpoczął się w okresie, gdy stanął on na czele Kościoła wielkopolskiego, ale dotyczył niemal całego jego dojrzałego życia i swoimi korzeniami sięga okresu jego życia młodzieńczego.
Homoseksualizm zmarłego hierarchy jest najlepszym dowodem na istnienie od wieków, specyficznego stosunku Kościoła do problemu wykorzystywania seksualnego młodych chłopców, najczęściej adeptów do kapłaństwa lub członków liturgicznej służby ołtarza, przez dojrzałych mężczyzn, kapłanów i wpływowych hierarchów kościelnych. I dzieje się tak od niemal początków Kościoła hierarchicznego, przy równoczesnym oficjalnym potępieniu samego zjawiska homoseksualizmu przez instytucję Kościoła.
Przypomnijmy, urodzony w stolicy Wielkopolski w dniu 2 lutego 1935 roku Juliusz Paetz, już jako 14-latek, został „oddany przez rodziców Kościołowi”, bo jak można uznać, że czternastoletni chłopiec ma w tak młodym wieku, jakiekolwiek świadome powołanie do kapłaństwa. I tam w niższym seminarium duchownym został, jak sam to po latach wspominał swojemu partnerowi, ofiarą wykorzystania seksualnego zarówno przez dojrzałych mężczyzn, wykładowców tegoż seminarium, jak i starszych kolegów. Stało się to okazją do nawiązania specyficznych, ale niezwykle silnych więzi między nimi, które przetrwały lata, a właściwie całe ich kapłańskie życie. Po czterech latach z tymi kolegami trafił, latem 1953 roku, do wyższego seminarium tejże archidiecezji, gdzie spędził kolejne pięć lat studiów, w zupełnie odizolowanym środowisku młodych mężczyzn i spragnionych ich ciał wpływowych zwyrodnialców w sutannach. Spędził ten czas formacji duchowej w instytucji w której codziennie słyszał, że tak jedynie trzeba, że liczy się w niej przede wszystkim bezwzględne posłuszeństwo i całkowita uległość względem przełożonych, ale w zamian zapewnione mu będzie dostatnie życie, opływanie w luksusie, godności i zaszczyty, a więc to wszystko co kochał, czego zawsze pragnął i czego oczekiwał w swoim życiu.
Mógł oczywiście zawsze odejść, ale za murami tego kościelnego „azylu” była szara ulica Polski Ludowej, niepewna przyszłość i zagrożenie wynikające z politycznych realiów lat stalinowskiego terroru. Więc pozostał, a kościelny „azyl” stał się jego domem i jego jedyna przyszłością.
A ponieważ od zawsze bał się kobiet, codziennie podczas wykładów słyszał o nich, że są źródłem grzechu nieczystości dla mężczyzny, więc utrwalał w sobie przyzwyczajenia do obcowania jedynie z mężczyznami. I do tego mężczyznami niezwykle wpływowymi, którzy dawali mu poczucie pełnego bezpieczeństwa i zapewniali ścieżkę kariery w instytucji Kościoła.
Po latach robił dokładnie to samo ze swoimi podwładnymi, bo to teraz on był wpływowym hierarchą kochającym ciała młodych i całkowicie od niego zależnych mężczyzn, ale jak do tego doszło, opowiem szczegółowo w kolejnych odsłonach tej wyjątkowej historii.
Ciąg dalszy nastąpi.

Andrzej Gerlach

https://www.facebook.com/andrzej.gerlach.319?__tn__=%2CdC-R-R&eid=ARCzWRo86btNCzrm2i66E3JeXKdnN3_aU2jiVIoMDoALarz8F_eiorXsSPJNEiNKdtr4fDd-qbcSSzrW&hc_ref=ARSitS7Q15yBB3Z5VP-OcSbfin5aFjls-YJTCQ9Z_dNygsD6qXLFgSspWvVevb_FFOY&fref=nf

Obowiązkowa religia w szkole?

Abp Wiktor Skworc przewodniczył w mszy świętej w katedrze Chrystusa Króla w Katowicach. W homilii poruszył temat religii i etyki w polskich szkołach.

Zdaniem metropolity katowickiego szkoła ma za zadanie kształcić i wychowywać, a religia właściwie ustawia relacje zarówno z Bogiem, jak i otaczającymi nas ludźmi. Ponadto, szkoła ma wprowadzać ucznia w kulturę, a jej nieodłącznym elementem jest religia. Trzecim argumentem był fakt, że religia niesie za sobą odpowiednie wartości i dzięki temu jest możliwe utrzymanie pokoju.

 

PolskaTimes

Po moich osobistych kontaktach z Narodem, kiedy to jadąc tramwajem nawiązałam dialog na temat pór roku, które zniknęły i globalnego ocieplenia, które jak usłyszałam jest bardzo korzystną zmianą – doszłam do wniosku, że edukacja w Polsce to nietrafiona inwestycja i strata nie do odrobienia w bieżącym stuleciu. Zatem  zgadzam się z hierarchą – a nawet posunęła bym się dalej – proponuję by w szkole nauczać wyłącznie religii. Po ostatnich zmianach w opiece zdrowotnej, dążącej do depopulacji Narodu polskiego, byłaby to kolejna usługa publiczna do skasowania, co przełożyłoby się na wielomilionowe oszczędności w budżecie oraz poparcie kościoła dla jedynie słusznej opcji politycznej, co z kolei oszczędziłoby nam cyrku wyborczego i całego tego udawania, że rozumiemy co to jest demokracja. Po ustanowieniu Jezusa Chrystusa Królem Polski będziemy kryci z każdej strony. I czego chcieć więcej!?

„1983” i dwadzieścia lat potem – czyj sukces i czyja porażka – refleksje wokół miniserialu.

Sukces to pojęcie względne. Dostrzeżenie sukcesu, jak i jego ocena zależy od punktu widzenia. Sukces niejedno ma imię i smakuje rozmaicie – słodko, gdy można go konsumować bez ograniczeń, kwaśno jeśli przypadną nam tylko okruchy, gorzko gdy jedynie pozostaje nam posprzątać po wielkim balu beneficjentów.

Weźmy taki kościół katolicki…

 

Kwitnąca kultura Słowian, ulegając ekspansji nowej religii chrześcijan, została przemielona i przemocą wcielona w nowy porządek, by służyć jedynemu bogu. Oddała mu swoje atrybuty i odeszła w niepamięć historyczną.  Nie mogło być inaczej – wszak tysiące ofiar przemocy religijnej i ich następcy, to ludzie bez wykształcenia, nie umiejący czytać ani pisać, ludzie odarci z godności przez wieczną biedę i skazani na niewolniczą pracę dla swoich panów. Nie oni pisali kroniki, nie oni zostawili po sobie ślady.  A pany jak to pany – bratają się i wchodzą w alianse, które uznają za dobre, bez względu na koszty społeczne i bez jakiejkolwiek  za nie odpowiedzialności. To oni napisali historię i zadbali o swoje dobre imię. Dziś nasze dzieci uczą się z podręczników historii, które nadal piszą  zwycięzcy.

Nihil novi!

 

******************************************

Polityka KRK, to spójna, konsekwentna kampania, której celem zawsze była i jest ekspansja ideologiczna, rozpisana w długiej perspektywie czasowej,  nieznająca  ograniczeń terytorialnych. Skrojona zwykle w kilku wariantach, nie pozwala się zaskoczyć. Kiedy kościół napotyka  silnego przeciwnika – ustępuje z drogi, przysiada na ogonie, nie warczy i nie szczeka, ale zawsze gotowy skoczyć  do gardła, gdy nadarzy się okazja.

Współczesny obserwator tej hierarchicznej instytucji, doznaje dysonansu poznawczego, o ile oczywiście nie ignoruje dyscypliny intelektualnej, jak to zdarza się niekiedy nawet profesorom. Dysonans ów wynika z braku podatności na bezkrytyczne przyjmowanie falsyfikowanych treści, ujętych w sofizmaty i podanych z zastosowaniem taniej dość erystyki. Innymi słowy – każdy ogarnięty i poważny człowiek XXI w. patrzy na polski kościół katolicki w nieustającym osłupieniu, jak na osobliwość i fenomen całkowicie nieprzystający do oczekiwań i wyzwań teraźniejszości. Fenomen tym większy im dłużej trwa w oparach polskiego absurdu politycznego i degrengolady społecznej.

O przyczynach takiej sytuacji w Polsce pisałam na PolskiAteista.pl wielokrotnie i z różnych punktów widzenia. Ale dziś chcę jedynie zachęcić Was, do obejrzenia serialu „1983” , w którym wątek kryminalno – sensacyjny rozgrywa się na tle rzeczywistości alternatywnej, jaka mogłaby zaistnieć w przypadku, gdyby prymas Józef Glemp i stworzona przez niego Prymasowska Rada Społeczna w 1981 roku,  znalazła dobry odbiór w kręgach PZPR-owskich kacyków. W 81 roku w radzie Prymasowskiej nie było ani jednej osoby z N.Z.Z. Solidarność, a dokumenty produkowane przez 28 członków tego organu pisane były w tonie otwartym na współpracę i opisywały rzeczywistość w taki sposób, że działaczka KOR i poetka Anka Kowalska ( (1932-2008),  pod wpływem tej lektury napisała znany wiersz pt. „Zdrada”, dedykowany hierarchom kościoła katolickiego.

Czytaj także Deprywacja państwa -1989 – proces w toku

 

Popatrzcie na wizję fantasy i odpowiedzcie sobie na pytanie – co wam to przypomina, oraz,  po czyjej stronie stoi kościół katolicki. Te i  inne refleksje jakie pojawią się podczas oglądania serialu polecam szczególnie uwadze tym spośród nas, ateistów, którzy nadal są skłonni przyjmować bez dyskusji tezę o wielkim wsparciu KRK dla społeczeństwa w walce o lepsze jutro … dla wszystkich.

Kilka kadrów …

Nawiasem –  kadry pochodzą z 2 odcinka  – obrazy z  nadętej imprezy rocznicowej z udziałem najważniejszych osób i organów państwa- SB, armii, kacyków partyjnych i hierarchów KRK, ich żony, kochanki i dzieci – w filmie zmontowane na przemian z obrazkami z prawdziwego życia społecznego, z półświatka itd… całkiem niezły kolaż wyszedł. Film polecam uwadze Państwa.

 

 

PS. Moje osobiste refleksje z którymi nikt nie musi się zgadzać, są następujące:

 

KRK stoi zawsze po swojej własnej stronie.

Rozgrywa społeczeństwo dla własnych korzyści.

Jest mu wsio rawno z kim kolaboruje, byleby gwarantował kościołowi profity…

 

Ponad to taka wersja wydarzeń mogła mieć miejsce. Pokazane ofiary, poniesione koszty społeczne, brak perspektywy na przyszłość i taki sam brak suwerenności jaki mamy w rzeczywistości tu i teraz, mówią nam dużo o naszej kondycji jako społeczeństwa. Więcej już nie przeszkadzam. Oglądajmy i przeglądajmy się w tym miniserialu, bo póki co na lepszą edukację społeczną nikt nie wyłoży złamanego grosza.

 

E.K. Kraków 03.12.2018

Uwaga Rodzice! „W stronę dojrzałości” promuje seks bez zabezpieczeń!

„W stronę dojrzałości” to projekt wykonany na zamówienie ministerstwa zdrowia. Jest to edukacja seksualna według wizji ideologów katolickich zrzeszonych w organizacjach tego środowiska, a mianowicie, za

OKO.press: 

 

Jeśli jesteś Rodzicem nastolatka koniecznie zapoznaj się z artykułem OKO.press w całości i kilkoma wcześniejszymi na ten sam temat, ponieważ to czemu poddawana jest młodzież w szkole powszechnej, to nic innego jak groźny w skutkach eksperyment socjologiczno-ideologiczny, wpleciony w system edukacji.

Dzięki czujności młodych odbiorców tego projektu, możemy zobaczyć niektóre części prezentacji. Zatem popatrzmy co tu mamy…

 

a, z filmów, których już nie można obejrzeć na stronach projektu dowiedzieć się można było np., że :

 

  • prezerwatywy i tabletki antykoncepcyjne są toksyczne i szkodliwe dla zdrowia,

  • antykoncepcja jest powodem rozwodów,

  • wczesna inicjacja seksualna prowadzi do samobójstw,

  • relacje homoseksualne są nietrwałe,

  • a zapłodniona komórka jajowa komunikuje się ze swoją „matką”.

 

 Jedną z absolutnie podstawowych zasad w zapobieganiu HIV/AIDS jest stosowanie mechanicznej antykoncepcji, czyli prezerwatyw. Znajdziemy ją także w dokumencie z 2018 roku „Profilaktyka infekcji HIV i zwalczanie AIDS w województwie mazowieckim”, podpisanym przez wojewodę z PiS-owskiego nadania, Zdzisława Sipierę. W dokumencie zachowaniem ryzykownym jest nazwany „niezabezpieczony prezerwatywą kontakt seksualny” (str. 39).

 

Nie chcę powielać treści, znakomicie ujętych przez Magdalenę Chszczonowicz z OKO.press. To, na co chciałabym zwrócić uwagę Rodziców i Nauczycieli, w kontekście ich odpowiedzialności za wychowanie i edukację młodego pokolenia Polek i Polaków, leży poza kwestią samego projektu. Niepokojące jest to, że zarówno środowisko nauczycielskie, jak i organizacje rodzicielskie od trzech dekad nie reagują w liczący się sposób, na stale i systematycznie obniżający się poziom kształcenia młodego pokolenia.

Rozumie się, że żaba gotowana na wolnym ogniu nie orientuje się w swojej sytuacji, ale dziś trudno już udawać, że nic złego się nie dzieje. Mogę zrozumieć, że rodzice, posyłający dzieci na katechezę, dość głupio cieszyli się swego czasu, że mają problem z głowy i nie muszą ganiać po południu z dzieckiem do kościoła. Mogę nawet zrozumieć, że przywykli do stałego angażowania swoich pociech do obsługi uroczystości religijnych w miejscowej parafii, a nawet zwożenia dzieci do większych miast by robiły za tłum w prestiżowych imprezach, jak choćby ta zorganizowana przez kurator oświaty Barbarę Nowak, dla uczczenia czegoś tam w Krakowie, z udziałem bp. Marka Jędraszewskiego – około 190 autokarów z dziećmi z okolicznych gmin!

Nie wymagam od przemęczonych rodziców głębokich refleksji nad skutkami klerykalizacji życia społecznego. Ale nie pojmuję milczenia tych środowisk, w obliczu  oczywistego nadużycia zaufania i równie oczywistego nadszarpywania powagi instytucji jaką jest polska szkoła. Nie sposób nie wytknąć Związkowi Nauczycielstwa Polskiego, że milczał w sprawie religii w szkole wtedy, gdy wprowadzono ją wbrew obowiązującemu prawu i konstytucji, zwykłą instrukcją zamiast ustawą, gdy zaczęła się presja na wtrynianie katechezy – zajęcia nieobowiązkowe!  – pomiędzy zajęcia edukacyjne, co jest jawną dyskryminacją innowierców i ateistów, a także gdy zaczęto wliczać ocenę z religii do średniej, oraz gdy podwojono ilość godzin tych zajęć kosztem innych przedmiotów ścisłych, będących częścią obowiązkowej edukacji w szkole.

Szkoła zamienia się w teren kościoła katolickiego – w wielu szkołach urządza się obchody rozmaitych świąt katolickich w salach gimnastycznych. Na korytarzach w gablotach uprawia się marketing kościelny. Są szkoły państwowe, których całe życie kręci się wokół kościoła. Nauczyciele są zobowiązani towarzyszyć uczniom na niektórych mszach i rekolekcjach.

Mogę zrozumieć te 20% praktykujących ekstremistów katolickich – rodziców, którzy nie mają narzędzi do rozpoznania wielkiego nadużycia wobec ich dzieci. Ale w żaden sposób nie potrafię pojąć, co z tą świadomością robi pozostałe 80% rozmaitych odcieni od braku wiary w bogów, przez agnostyków i innowierców a nawet ignostyków. Szczególnie trudno mi się pogodzić z świadomością, że wielu nauczycieli-katolików przemyca, z własnej i nie przymuszonej woli,  ideologię i paradygmaty katolickie – takie jak zaprzeczenie ewolucji, fałszowanie historii, opisy rzeczywistości nie mające nic wspólnego z racjonalnym oglądem. Co tacy nauczyciele w ogóle robią w tym zawodzie? Jak długo jeszcze ministerstwo oświaty będzie tolerowało taki stan rzeczy? To jest pytanie retoryczne, bo jak wiemy ministerstwo oświaty od trzech dekad nie ma nic wspólnego z racjonalnym i naukowym podejściem do edukacji.

I teraz ten projekt – zamiast rzetelnej edukacji seksualnej, jaką propagują aktywiści z Pontonu – organizacji znienawidzonej przez kosciół i hipokrytów świeckich. W opisanej powyżej szkole uczą się dzieci i dorasta młodzież, która w znacznym procencie została sformatowana na przyjęcie treści, oferowanych dziś przez ministerstwo zdrowia. Mam wobec tego jeszcze kilka retorycznych pytań:

Kto i w jaki sposób poniesie odpowiedzialność za skutki dezinformacji proponowanej przez twórców projektu „W stronę dojrzałości”?

Co dojrzałego jest w odrzuceniu prezerwatywy podczas zbliżenia seksualnego w dobie AIDS i plagi chorób wenerycznych?

Kto zapłaci za skutki bezpośrednie wynikające z takiej „edukacji”?

 

Odpowiedź na wszystkie pytania jest dość prosta. Tak realizowane życie seksualne, jak sobie tego życzą twórcy programu, obciąża przede wszystkim każdą dziewczynę i każdego chłopaka – nasze dzieci. To one, w liczbie ponad 10 tys. kobiet poniżej 19 roku życia – rodzą dzieci tysiącom młodych mężczyzn. Nie sądzę, że jest to okoliczność  sprzyjająca ich rozwojowi, edukacji zawodowej i współgrająca z ich planami życiowymi. Choroby przenoszone drogą płciową także obciążają przede wszystkim zarażone osoby, potem dopiero system ochrony zdrowia publicznego. Za te i inne skutki oddziaływania systemu oświaty na poziom świadomości młodego pokolenia nie odpowie nikt poza poszkodowanymi.

Ciekawa jestem czy i kiedy będzie miał miejsce pierwszy proces przeciwko państwu polskiemu z tytułu świadomego działania ministerstwa oświaty i ministerstwa zdrowia na szkodę obywatela RP. W oparciu o istniejące już dowody ignorancji III R.P. Trybunał w Sztrasburgu mógłby już dziś zasądzać wysokie odszkodowania, z tytułu szkód poniesionych przez obywatela w drodze wadliwej, opartej o fałszywe informacje, edukacji seksualnej, prowadzonej od lat w ramach WDŻ, a obecnie wprowadzonych przez projekt „W stronę dojrzałości”.

Ministerstwo Zdrowia nie zamierza podać nazwisk ekspertów, którzy konsultowali materiały programowe projektu „W stronę dojrzałości”. Nie zamierza też ujawniać zawartości merytorycznej przedsięwzięcia Ministerstwo Oświaty. Sugeruję więc byście – Drodzy Rodzice – sami zadbali o wychowanie seksualne swoich dzieci, bo na system powszechnej edukacji, wbrew oczekiwaniu, liczyć już nie można. Należy ostatecznie porzucić nawyk poszanowania dla instytucji Szkoły Powszechnej, jaką stworzyła Komisja Edukacji Narodowej w 1773 roku, z inicjatywy Stanisława Augusta Poniatowskiego, a przypomnę tylko, że była to pierwsza w Europie inicjatywa oświaty powszechnej i władzy oświatowej niezależnej od kościoła.

PS>: może i wygodnie jest Wam posyłać dzieci na religię w szkole, ale następstwa tego wygodnictwa odbiją się Wam czkawką, o ile już nie mierzycie się z całkiem realnymi skutkami własnej ignorancji.

 

E. Kunachowicz

28.10.2018 Kraków

Na skraju załamania nerwowego przy łuskaniu pedofilii w kościele.

Ostatnimi czasy w Polsce problem pedofilii w  kościele katolickim został maksymalnie strywializowany i spłycony. Dramatu ofiar nie dostrzeżesz i o nim nie usłyszysz. W centrum uwagi są jedynie pedofile i oblężona twierdza, czyli instytucja, w której wyjątkowo łatwo uprawiać ten proceder latami i równie długo po wykryciu przestępstwa.  Od czasu do czasu dostojnicy kościoła katolickiego, zmuszeni okolicznościami wypowiadają się w osobliwy sposób na ten trudny temat.

Publikowałam nie tak dawno stary materiał z TV sprzed 2015 r., w którym mogliśmy usłyszeć szczere wyznanie na temat pedofilii bp. Hosera. Przywołałam ten wywiad, byśmy mogli przesłuchać go dowolną ilość razy, ponieważ język, jakim posługują się dostojnicy kościoła katolickiego, wprowadza najczęściej w błąd i trzeba nie lada uważności, by wyłapać  prawdziwe intencje i odpowiednio na nie reagować. Redaktor prowadzący wywiad był niezły, ale i tak poległ.

W wypowiedzi bp. Hosera, człowieka biegłego w mowie bez treści, a także w robieniu wrażenia, że mówi coś zupełnie odwrotnego niż faktycznie, nie znajdziemy ani jednego potknięcia się na temat odpowiedzialności kościoła za pedofilię, nie znajdziemy też potępienia pedofilii, omerty i braku woli, by oczyścić kościół z tej plagi. Całą analizę tego wywiadu przypomnieć sobie można TU 

O pedofilii w kościele mówią też inni duchowni. Mówią szczerze, zgodnie z własnym, najgłębszym przekonaniem, językiem prostym i nieskomplikowanym,  dzięki czemu wiemy, jak kościół widzi czyny pedofilskie, naruszanie cielesności dzieci i pozostałe czyny zabronione wobec nieletnich. Kilka cytatów:

Długo miałem ochotę pracować z dziećmi. W 1972 roku złożyłem podanie o pracę w alternatywnym [państwowym] przedszkolu we Frankfurcie nad Menem. Pracowałem tam ponad dwa lata. Mój nieustanny flirt z dziećmi szybko przyjął charakter erotyczny. Te małe pięcioletnie dziewczynki już wiedziały, jak mnie podrywać. Rzecz jasna niejedna z nich przygląda się rodzicom, kiedy się pieprzą. Kilka razy zdarzyło się, że dzieci rozpięły mi rozporek i zaczęły mnie głaskać. Ich życzenie było dla mnie problematyczne. Jednak często mimo wszystko i ja je głaskałem. Wtedy oskarżono mnie o perwersję (…). Pytałem się ich: „Dlaczego wybrałyście mnie i nie bawicie się z innymi dziećmi?”

Paryż 1975 rok Autor: Daniel Cohn-Bendit,

Ile jest ran w dziecięcych sercach, w dziecięcych życiorysach, kiedy rozchodzą się rodzice. Dzisiaj nikt nie mówi o rozwodzie, że to jest krzywda dla dziecka. (…) Wiele tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby te relacje między rodzicami były zdrowe. Słyszymy nie raz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga. (…) Dzisiaj otrzymujemy z instancji międzynarodowych światowych instrukcję, że mamy zaczynać informację, czy wprowadzenie w życie seksualne dziecka, w przedszkolach. To jest horrendalna rzecz (…).

Karygodne są nadużycia dorosłych wobec dzieci, o których wciąż mówią media. Jednak nikt nie zwraca uwagi na przyczyny tych zachowań: pornografia i fałszywa miłość w niej pokazywana, brak miłości rozwodzących się rodziców i promocja ideologii gender.

Autor: bp Józef Michalik

Jeżeli chodzi o samych biskupów i wyższych przełożonych zakonnych nie mamy takiego obowiązku prawnego, żeby osoby te musiały składać zawiadomienia w prokuraturze o swych podwładnych.

Autor: bp  Wojciech Polak

Kościół jest atakowany także za to, że jego przedstawiciele nie są donosicielami i nie przekazują informacji na temat pedofilii do odpowiednich instancji. Każdy duchowny jest potencjalnym (…) powiernikiem wielu spraw, łącznie z tymi najstraszniejszymi, jak choćby morderstwa. Duchowny zawsze będzie pod tym kątem widziany, a gdyby na kogoś złożył donos, to trudno mu będzie się wytłumaczyć, czy ten ktoś był u niego u spowiedzi, czy też nie. To może podważać zaufanie do sakramentu. Nie można naciskać na duchownych, by byli współpracownikami świeckich instancji. Państwowe organa mają tysiące osób właściwie przygotowanych i przeróżne sposoby, aby jak najszybciej docierać do źródeł zła, nie musi się do tego mieszać kapłanów.

Autor: bp Antoni Dydycz

Tacy, rozbrajająco szczerzy duchowni jak ci powyżej, zmuszają do refleksji nad realnymi możliwościami wykrywania i przeciwdziałania pedofilii w kościele. Tym bardziej w polskiej, przaśnej rzeczywistości, tym bardziej na ścianie wschodniej i w małych gminach, zagubionych na pustkowiu. Tym bardziej, gdy widzimy, jaki jest dobrotliwy stosunek do księdza proboszcza, najczęściej jedynego organizatora społeczności lokalnej, jedynego dysponenta funduszy na zorganizowanie wycieczki, odpustowej zabawy, kina objazdowego itp. atrakcji. Tym bardziej, gdy z pozoru dojrzali i inteligentni celebryci mówią takie brednie jak w przykładzie poniżej :

2014 rok XXI wiek!

Wolałbym, by moja córka trafiła w łapy pedofila (pedofila – nie gwałciciela!), który po pupie poklepie, biuścik pomaca, może popieści i pocałuje – niż poszła na taką lekcję [wychowania seksualnego]. Bo po zetknięciu z pedofilem pozostanie cenne uczucie wstydu i napięcie erotyczne (…). Z tą pedofilią mocno się przesadza. Pedofilem miłośnikiem ośmioletnich panienek był np. Ludwik Carroll (ten od „Alicji w Krainie Czarów”); nie tylko sąsiadki, ale i panie z towarzystwa na ogół bez obaw posyłały dziewczynki do jego domu, uważając, że dotykanie przez mężczyznę (byle, oczywiście, bez nadmiernego natręctwa) raczej rozbudza kobiecość i pomaga, niż szkodzi.

Autor: Janusz Korwin-Mikke

Ale  w drugim końcu rozpiętości poglądów na temat pedofilii są i takie głosy:

 

Okazuje się, że pedofilów w sutannach jest dwudziestokrotnie więcej, niż twierdzili dotychczas! Nie jeden na tysiąc, lecz dwudziestu na tysiąc! Dwóch na sto! Jeden na pięćdziesięciu! Oznacza to ni mniej, ni więcej, że po świecie grasuje 8260 księży pedofilów. To cała dywizja zboczonego wojska. Na Polskę przypada z tego statystycznie aż 570! Jeśli wierzyć papieskim ekspertom, z prawdopodobieństwem bliskim pewności mamy w Polsce ponad 500 księży pedofilów (XP)!

prof. Jan Hartman 2014

I jeszcze inna próba ogarnięcia tematu:

Eklezjalna mniejszość, tak jak bolszewicy, chce zdrowej większości narzucić swe chore standardy. Zagrożone są zwłaszcza dzieci, którym eklezjalizm wtłaczany jest do głów już od przedszkola pod pozorem katechizacji. Szczególnie groźny wydaje się rytuał spowiedzi, w czasie którego nadzorcy eklezjalni wchodzą w bliskie relacje z nieletnimi pod nieobecność rodziców, wypytując ich o szczegóły ich seksualności i nakłaniając do rozmów na ten temat. Ta eklezjalna seksualizacja dzieci czyni z nich ofiary molestowania i gwałtów. Sytuacja jest tym bardziej alarmująca, że na tysiąc zdiagnozowanych przypadków pedofilii aż czterysta (!) jest wśród duchownych, natomiast statystycznie w tej grupie może się znaleźć zaledwie jeden gej.

Autor: Wojciech MaziarskiIdeologia eklezjalna zgubą narodu, wyborcza.pl, 6 lutego 2014

 

 

Jakbyśmy tego tematu nie zgłębiali i jakbyśmy się nad nim nie pochylali, jedno trzeba stwierdzić wyraźnie – problemem nie jest samo przestępstwo i jego karanie, tylko brak możliwości wykrywania i ścigania, oraz brak należytego  zadośćuczynienia pokrzywdzonym, gdyż w kościele obowiązuje OMERTA – zmowa milczenia. Ważniejszy jest nieskazitelny wizerunek hierarchii kościelnej i samej instytucji jako takiej, niż otwarta walka z patologią, jaka drąży od wieków to środowisko. Wielkie są pokłady zła i krzywdy ludzkiej zamiecione pod dywan. Teraz kiedy mleko się wreszcie rozlało, wstyd i pokora, z jaką kościół musiałby się objawić wiernym, żeby przeprosić i odkupić swoje winy, przerasta tych panów.

Nie spodziewajmy się po tej wiekowej i zaprawionej w kłamstwie instytucji, że nagle zmieni swoje obyczaje. Seksualizacja nieletnich chłopców i dziewcząt to u nich wielowiekowa tradycja – to tylko nam, ignorantom wiedzy historycznej wydaje się to czymś potwornym, bo nie zdajemy sobie sprawy z tego, że prawa dziecka to zaledwie kilkadziesiąt lat. Co to jest kilkadziesiąt lat dla instytucji z nieprzerwaną kilkunastowiekową (!!) tradycją rozwiązłości seksualnej. Toż to dla nich nieważna nowinka świeckich oszołomów, pięknoduchów, którym zachciało się jakichś praw człowieka – szatańskie wymysły pod maską humanizmu!

Kościół zostanie w końcu zmuszony do wydania przestępców. Sądzę, że chętnie ich odda w ręce sprawiedliwości – pod warunkiem, że nie będzie musiał brać za ten skandal odpowiedzialności finansowej. Bo od złego PR-u gorsza jest tylko bida w kościele. Będzie więc postulował, żeby zadośćuczynienie płaciło państwo. Tylko że państwo to podobno MY! I może, biorąc pod uwagę, jak sobie to państwo urządziliśmy przez ostatnie trzy dekady, to gdzieś jest w tym ziarno sprawiedliwości dziejowej. Ale tylko małe ziarenko.

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności przyrody, postuluję najprostszy sposób na wprowadzenie pełnej sanacji od pedofilii, a to poprzez:

odsunięcie dzieci od możliwości napastowania księży w szkole, kościele, w ZHP, na pielgrzymce, oazie, w fundacji „wiosna”, w sierocińcach, szpitalach, domach poprawczych, podczas kolędy, i pozostałych, niewymienionych tu okazjach

surowe kary dla tych rodziców, którzy nie pełnią należytego nadzoru nad nieletnimi dziećmi w tym, szczególnie gdy zapisują oni swoje dzieci na katechezę w szkole, posyłają synów na proboszczówkę w charakterze wolontariusza – ministranta, a nawet do spowiedzi. Są to sytuacje narażające duchownych w sposób szczególny

wprowadzenie do programów nauczania przyszłych kleryków, kursów rozpoznawania złego dotyku, odpierania ataku i emocjonalnego szantażu ze strony małoletniego dziecka, ofiary złych rodziców.

Tą sarkastyczną i prześmiewczą receptą na uzdrowienie sytuacji, która ma i ten walor, że zastosowana z całą surowością i  konsekwentnie ma potencjał, by odprowadzić kościół tam gdzie jego miejsce w świeckim państwie, kończę rozważania nad klerem w kraju nad Wisłą. I się z Państwem żegnam  do miłego.

 

E.Kunachowicz

Kraków 04.10.2018

 

 

KRK nie kłamie, kiedy mówi, że pedofilia to problem społeczeństwa, nie kościoła.

Tytuł niniejszych rozważań ( KRK nie kłamie, kiedy mówi, że pedofilia to problem społeczeństwa, nie kościoła) zwłaszcza teza, że kościół nie kłamie, jest przewrotny, ale sami zobaczycie, że nie taki znowu głupi jakby się wydawało…

Wiem, że to stary już materiał, z 2013 roku, ale przypominam dla tych, którzy mają jakieś wątpliwości, w jaki sposób kościół w Polsce chce umyć ręce od odpowiedzialności za swoich funkcjonariuszy korporacyjnych…

W szczególności polecam przetłumaczyć sobie na język praktyki następujące fragmenty:

1.30, 2.15, 4.35, – o tym, że to wyłącznie wina sądów powszechnych, cywilnych, że pedofile nie są karani

5.00, 7.00, 8,04, 8.35, 8,42, – o tym, dlaczego KRK nie jest odpowiedzialny za przestępstwa pedofilii i o strategii jaką stosują przełożeni przestępców w sutannach, żeby umyć ręce od odpowiedzialności

9.15, 12,27, – o rozbieżnościach w oficjalnych wypowiedziach miedzy poszczególnymi urzędnikami KRK na temat pedofilii – w szczególności odcięcie się od kanclerza Lipki, który nota bene dość uczciwie opowiedział opinii publicznej o tym jak kościół przejmuje się pedofilią w kościele…

17.46, 18.24,- pedofilia to problem tego społeczeństwa, a nie kościoła jako takiego ale…

18.24 – …oczywiście kościół wesprze i pomoże ofiarom, ale nie finansowo tylko : i tu wymienia formy pomocy, które nazywam leczeniem dżumy cholerą.

Cały materiał polecam uwadze Państwa, bo tu mamy występ wyjątkowego, nawet jak na duchownego, hipokryty, jednego z najlepszych mistrzów kluczenia i pływania w bajorze półprawd i kłamstw, który bez mrugnięcia okiem, gładko i bez zażenowania mówi ofiarom –

nie dostaniecie żadnej rekompensaty za wasze cierpienia.

Kościół pochyla się oczywiście nad aferami pedofilskimi, ale tylko tymi,

które zostały upublicznione i tylko dlatego,

że cierpi na tym jego wizerunek.

Możemy wam pomóc jedynie dając opiekę psychologiczną.

Cały wywiad z Henrykiem Hoserem; TVP INFO 2013 rok..

Mniej inteligentny od Hosera, kanclerz kurialny Wojciech Lipka, zanim  go biskup zdymisjonował za szkodzenie wizerunkowi instytucji kościoła katolickiego, zdążył wyraziście dać świadectwo – czym dla kościoła jest zjawisko pedofilii w jego łonie. Wcześniej, przypomnę, mogliśmy się zaznajomić z podejściem KRK do przestępstwa pedofilii z ust szanowanego ks. Tadeusza Pieronka, o. Leona Knabita i kilku innych znanych postaci opiniotwórczych tego środowiska. Wskazywali oni, że pedofilia zawsze była i (co gorsza – uwaga red.) zawsze będzie; , że –  to wina złych środowisk rodzinnych, że dzieci lgną, tulą się i szukają pociechy w ramionach księży… i tego typu, zresztą szczere do bólu wypowiedzi.

Wystąpienie kanclerza Lipki na konferencji prasowej 

 

O czym świadczą takie wypowiedzi? Moim zdaniem, one wszystkie świadczą o kompletnym braku wrażliwości kleru, gdy chodzi o krzywdę jaka dotyka parafian. I mówię tu nie tylko o pedofilii. Wszyscy znamy z autopsji, jaka jest wrażliwość przeciętnego proboszcza, gdy trzeba pogrzebać naszych bliskich, odprawić mszę za dusze zmarłych, udzielić jakiegokolwiek sakramentu, albo gdy trzeba pochylić się nad biedą. Kiedy parafianina nie stać  na opłatę „co łaska” słyszy zwykle, że kościół nie jest instytucją charytatywną… A ja pamiętam czasy, że katolicy mieli świadomość, że udzielanie sakramentów świętych, to część ich posługi kapłańskiej, a nie źródło wysokich dochodów. Płacili faktycznie co łaska i stosownie do swoich możliwości, albo nie płacili wcale.

Przestępstwo pedofilii jest czynem karalnym w KPK, w przeciwieństwie do chciwości, która jest tylko jednym z grzechów głównych, na jaki wskazuje w katechizmach wiary katolickiej sam autor tych przepisów, czyli KK. Nie mniej, zwracam uwagę na ten dość oczywisty wniosek (0 braku wrażliwości KK) w szerokim kontekście i umieszczam w nim także brak poczucia odpowiedzialności za księży pedofilów, ponieważ taka postawa KRK wobec przestępców, wynikać może nie tylko z tradycji stosowania przemocy, ale także z pogardy dla ludzi w ogóle, a do kobiet w szczególności, i właśnie owej chciwości. To prozaiczny powód, ale i obawa, że bogaty i uwłaszczony KK w Polsce, mógłby z powodu odszkodowań, zostać zlicytowany do gołej ziemi i stracić swoje ogromne wpływy w punktach uchwytu władzy.

Drugi, nie mniej ważny powód poza chciwością, by zamiatać przestępstwa pedofilii pod dywan, to utrata przez tę instytucję twarzy i godności, czyli mówiąc współczesnym językiem – zły PR jaki grozi kościołowi w związku z pedofilią. Na razie jednak, przynajmniej w Polsce, parafianie są od lat odpowiednio formatowani i wszechstronnie przygotowani do odpierania zarzutów pod adresem kościoła. Tak jak w poniższym materiale dziennikarskim, gdzie widać jak instrumentalnie kościół posługuje się parafianami.

Mieszkańcy bronią księdza, który rozbierał dzieci.Stacja TVN zainteresowała się sprawą pewnego proboszcza z Warmii, który miał nakłaniać małe dziewczynki do rozbierania się. Reporterzy stacji odwiedzili miejsca, w których ksiądz pracował bądź pracuje.Szybko okazało się, że nie są tam mile widziani. Wielu okolicznych mieszkańców broniło księdza nawet wówczas, gdy reporter ,,Uwagi'' pytał, czy ,,cieszyłby się Pan, gdyby ksiądz Pana nagie dziecko fotografował pod prysznicem?''. Naprawdę nie przeszkadzałoby mi to – odparł jeden z broniących duchownego mężczyzn!!!

Opublikowany przez Marcin Krystian Wichert 18 czerwca 2018

 

A skądinąd, tylko tajemnicą Poliszynela jest, że KK najchętniej widziałby ofiary pedofilii na salonach kurii, gdzie mogliby ich wysłuchać, obiecać, że winny zostanie odpowiednio ukarany po zastosowaniu wszystkich jeśli, o ile, gdyby okazało się w ogóle prawdą, to co ofiara mówi. Może nawet daliby parę groszy na otarcie łez i po sprawie. Następnie odpowiednio ukarano by pedofila w sutannie przeniesieniem na inne miejsce, z dobrym dostępem do dzieci – wszak kościół nie popiera, ale rozumie potrzeby popędowe swoich ludzi – trza być ludzkim nie?

Polecam się Państwu – Wasze  Obserwatorium obywatelskie, 20.06.2018

Elżbieta Kunachowicz.

Kościół katolicki i jego wybrańcy krzyczą wszędzie TKM!!!

Jakieś dziesięć lat temu poznałam znaczenie skrótu TKM – Teraz, Kurwa, My!! Pamiętam kto użył tego skrótu by odpowiedzieć mi na pytanie –

Co się dzieje z waszym kościołem, koledzy katolicy? Przecież to jest droga do pustych kościołów i przecinanie gałęzi, na której siedzi KK a wy razem z nim.

To pytanie rzuciłam  moim kolegom po fachu, na naszym forum zawodowym, którzy założyli sobie własny wątek o wierze, bogu itd… Tylko jednego uczestnika było stać na, w pełni świadomą, odpowiedź i była ona zarazem najkrótszą z wszystkich  a brzmiała – TKM!!

Do tego uroczego skrótu wrócę jeszcze na zakończenie…

Zwykle tak ze mną jest, że jakiś niepozorny drobiazg powoduje lawinę skojarzeń, które dopiero po uporządkowaniu chaosu zaczynają układać się w jakąś logiczną całość, gdzie zachowana jest zasada mówiąca o tym, że nie ma reakcji bez akcji… i na odwrót. Potem okazuje się, że odkryłam Amerykę, dawno już przez kogoś odkrytą, ale to tylko tłumaczy dlaczego nigdy nie dostanę nagrody Nabla – nie szkodzi – samo odkrywanie jest procesem fascynującym i tego nic nie zastąpi.

 

***

 

Trochę mnie rozbawił ten mem, no bo niby to głos krytyczny ze strony młodej lewicy, no i w zasadzie celny i uzasadniony, ale jak mem razempopatrzeć na niego przez pryzmat kwot wymienionych w treści, to mimochodem pojawić się musi uśmieszek i lekkie zażenowanie.  Ale ok. Rozumiem. Nie można, będąc odpowiedzialnym komentatorem sceny politycznej i jednocześnie aspirując w przyszłości do władzy, pisać ani mówić o domniemaniach czy powtarzać plotek. Byłoby to zniżeniem się do poziomu tabloidu, to oczywiste. Zatem istotna informacja to nie ile, ale jak się drenuje budżet państwa. Myślę, że autorom tej notatki krytycznej chodziło raczej o zwrócenie uwagi, że kolejne standardy zostały przekroczone, a mianowicie ten, że jeśli już się kradnie,  to wypada przynajmniej udawać, że wszystko jest lege artis. W tym punkcie dokładnie zaczynam widzieć jeszcze jeden smutny wniosek – taki oto, że władza czuje się tak pewnie w swoich okopach, że nawet już nie wysila się na kamuflaż. To jest szybko mrugające, czerwone światełko, które powinno się zapalić w każdej zdrowej głowie w Polsce A.D. 2017 rok!

Mam poważne powody przypuszczać, że ten mem Razemitów ani nie budzi obywatelskiego wkurwu, ani specjalnie nikogo nie obejdzie, ponieważ ginie on w zalewie o wiele bardziej bulwersujących doniesień o wyczynach władzy w tym zakresie. No, nie oszukujmy się, to obwieszczenie nie stawia oczu w słup. A dzieje się tak dlatego, że nasz obywatel to mało świadomy obywatel, o demokracji ma mętne pojęcie – najczęściej twierdzi, że jest ona dyktaturą większości, a o standardach przyzwoitości wie jeszcze mniej i tym mniej im bardziej realizuje stereotyp – POLAK POTRAFI! Na takim obywatelu robią wrażenie miliardy, tysiączki mogą co najwyżej wzbudzić współczucie i prędzej pogna taki do kościoła wspomóc parafię, niż złoży doniesienie do prokuratury o domniemaniu popełnienia przestępstwa.

 

DYGRESJA

Chcę wyraźnie powiedzieć, że w mojej ocenie, a obserwuję scenę od trzydziestu lat, podwaliny dla takiej partii jak PIS i zielone światło dla nadużyć na linii państwo/ kościół rzymsko-katolicki, położył pierwszy rząd pod przewodnictwem Tadeusza Mazowieckiego. Wiem, że to stwierdzenie nie przysparza mi przyjaciół. Trudno mówić, a jeszcze trudniej przyjąć taką ocenę tej wybitnej postaci i dużo mnie kosztowało w swoim czasie zarówno dochodzenie do takiego wniosku jak i szukanie jakiegoś uzasadnienia takiej jego postawy. Ponieważ był on mocno związany z środowiskiem KIK ( klub inteligencji katolickiej ) i można sobie wyobrazić, że z dziecinną naiwnością poddał społeczeństwo kościołowi w najlepszej wierze, to jednak nie zmienia faktu, że dalsze konsekwencje pojawiały się w coraz większej skali, dochodząc do absurdu już 10 lat temu, kiedy PIS modlił się o deszcz pod kopułą sejmu. Od tamtej pory kula śniegowa toczy się coraz szybciej i szybciej a jej średnica przekracza najśmielsze prognozy.

 

MODLITWA O DESZCZ W POLSKIM PARLAMENCIE

( koniecznie odtwarzaj w nowej karcie)

 

 

Tych bulwersujących zdarzeń w ostatniej dekadzie było z resztą dużo więcej i jakoś nie słyszało się by opozycja szczególnie żywo reagowała. Byłam ciekawa co się jeszcze musi zdarzyć, by partie zaczęły odpowiedzialnie reagować, a społeczeństwo głośno protestować. I wygląda na to, że tak partie jak i społeczeństwo, musi się zacząć naprawdę bać. Partie zaczęły się bać dopiero kiedy demontaż trójpodziału władzy zagroził im zarówno zmianami w ordynacji wyborczej jak i ograniczył możliwość działania w granicach obowiązującego prawa. A społeczeństwo podkręcone przez polityków  wystąpiło w obronie Trybunału Konstytucyjnego, o którym, nota bene, nic właściwie nie wiedziało. Diagnostyczne wydaje mi się, tak na marginesie, obwołanie ówczesnego prezesa TK bohaterem i męczennikiem za demokrację. To najlepiej bodaj świadczy o świadomości pięćdziesięciu tysięcy obywateli na pierwszej demonstracji KOD-u. Ale ponieważ w gruncie rzeczy bardzo mnie cieszy to wzmożenie społeczne, to spuszczam zasłonę na te i inne okoliczności. KOD powinien się umocnić, przejrzeć szeregi, określić się o co chce walczyć i na straży czego chce stanąć. Bez wątpienia demokracja bezpośrednia w tak masowym ruchu jest możliwa do realizacji i w tym sensie jest w KOD-zie cenny potencjał.

KONIEC DYGRESJI

 

Chciałabym na koniec powrócić na chwilę do pierwotnego tematu – czyli którędy wyciekają pieniądze z budżetu. I naturalnie będę jak pospolity tabloid – z prostej przyczyny – nie dysponuję możliwością przeprowadzenia szczegółowego dochodzenia w poszczególnych sprawach i nikt tego ode mnie nie wymaga. Umiem natomiast łączyć pozornie odległe fakty i na tej podstawie wyciągać daleko idące wnioski.

Oczywiście, że to o czym powiadomiła nas partia Razem, publikując swojego mema to skandal. Ale też wyraz jakiejś nieprawdopodobnej arogancji władzy, która już nawet nie ukrywa komu służy i wobec kogo czuje swoje zobowiązania, i że nie jest to społeczeństwo, a nawet ta wąska grupa wyborców ( 19% ). Mało tego, uważa prawdopodobnie, że ma do tego prawo i mandat społeczny, a to stawia pod znakiem zapytania ich zdolność do oceny rzeczywistości.

 

Ponieważ mogę sobie pozwolić na więcej niż twórcy razemowego mema, to dorzucę kilka dodatkowych źródeł utrzymania KK w Polsce. A mianowicie – przez trzydzieści lat powstało kilkaset stowarzyszeń, fundacji i organizacji typu NGO-s, które formalnie są świeckie, w nazwie nawet nie mają katolickie, ale faktycznie są bezpieczną furtką przez którą pompuje się kasę na działalność stricte tego dominującego związku wyznaniowego. I nie sądzę, żeby te organizacje były obligowane do sprawozdawania finansowego – a jakby nawet ktoś zaryzykował i zażądał, toby się podniósł krzyk obleganej twierdzy

 

zwalczanie kościoła katolickiego- hańba!

 

Inną formą wspierania przez państwo instytucji kościoła katolickiego jest przekazywanie ogromnych środków na cele charytatywne – tu przoduje Caritas, ale także inne inicjatywy kościelne, którym państwo zezwala, bez kontroli rzecz jasna, organizować domy pomocy, a to dla dzieci , sierot społecznych, a to dla staruszków z ograniczeniami ruchowymi, a to dla matek samotnych,  zmuszonych opuścić swój dom z powodu przemocy domowej, dla młodych kobiet w ciąży, wyrzuconych z domu rodziców itd.itp. Nie chcę wyrokować na temat ile z tej kasy idzie faktycznie na zorganizowanie godnych warunków, ale biorąc pod uwagę ilość afer,  związanych z bardzo złą i nieprofesjonalną opieką w takich domach, nie mam złudzeń i jedna czy dwie placówki prowadzone  przykładnie, nie zmienią moich złych przeczuć. Z resztą, gdyby takie dobre przykłady istniały – na pewno byśmy byli natychmiast o tym poinformowani, a jakoś sobie nie przypominam…

 

Nie wiem do końca czy to byłoby nadużycie z mojej strony, gdybym powiedziała, że ogromna ilość etatów w tzw. budżetówce to etaty od lat powoli przejmowane przez osoby polecane z góry – cokolwiek to znaczy – a wyróżniające się specyficznym sumieniem, inteligencją nienachalną, sztywne i nieprzejednane w kwestiach dotyczących wiary. Mam na myśli zwłaszcza szkodliwe praktyki tego typu w szkolnictwie – od ministra, przez kuratoria, dyrektorów szkół przywiezionych na ogół w teczce (czyli bez konkursu), skończywszy na opiekunkach w przedszkolach państwowych. Gdzie tu nadużycie finansowe? Twierdzę, że takie dysponowanie etatami to inwestowanie w propagandę jednego wyznania. Już nie tylko na katechezie wciska się katolicyzm, ale także na biologii, geografii, historii, a nawet matematyce czy fizyce. Wiem jak trudno jest sobie to wyobrazić i wiem jak to brzmi, ale wiem też, że z wielu drobnych faktów układa się, jak z puzzli cała panorama struktury wysysania funduszy na działalność KK w Polsce. Przypuszczam, że z tych niejednoznacznych źródeł pochodzi więcej środków finansowych, niż te o których nas się oficjalnie informuje.

 

Ogromne pole do ssania kasy jest w ministerstwie kultury i sztuki, a także w ministerstwie zdrowia.

 

PS.: Z ostatniej chwili – powiem bardzo ogólnikowo, bo nie mam upoważnienia – na uczelniach wyższych ma coraz częściej miejsce praktyka sekowania, rugowania pod byle pretekstem wybitnie zdolnych doktorantów i studentów co do których nie ma wątpliwości , że są ateistami. Ponieważ genialnych studentów i młodych naukowców nie przeliczamy na tysiące, nawet nie na setki, to nowe zjawisko może być całkowicie niewidoczne jako problem społeczny, wynikający z nepotyzmu, konkurencji ale też z walki o przestrzeń dla jedynie słusznej opcji katolickiej. Ten haniebny obyczaj, wysyłania na zieloną trawkę najlepszego narybku, ma wymiar zbrodni przeciwko rozwojowi nauki polskiej. I nie da się strat tego rodzaju przeliczyć na pieniądze.

 

To przerażające jak głośno i we wszystkich możliwych obszarach kościół katolicki krzyczy razem ze swoimi beneficjentami

TKM!!!!  TKM!!!!  TKM!!!!

(Teraz   Kurwa   My  !!!!)

Po co komu świeckie państwo?

Na temat państwa wyznaniowego napisano wiele artykułów, ksiąg, traktatów itd. I jakkolwiek by nie podchodzić do tego zagadnienia jedno jest dla mnie oczywiste – nie istnieje jednobrzmiąca definicja tego rodzaju państwa. Wypada mi się zgodzić ze stwierdzeniem Wikipedii, że jest to termin potoczny. A jeśli potoczny, to i mnie niech będzie wolno opisać go tak jak to odczuwam, jako laik – ignorant , ktoś kto nie pozując na filozofa czy prawnika, jest uwikłany, dotknięty, czasem zbulwersowany, czasem sponiewierany przez takie właśnie państwo.

wyznaniowe

Zadając sobie pytanie – od kiedy czuję się obywatelem państwa wyznaniowego – cofam się do lat 90-tych… Pamiętam dokładnie dzień, w którym powieszono krzyż w sejmie. Pamiętam, że nie miałam wątpliwości, że stało się coś niestosownego. Obawiałam się następstw, wiedziałam z historii, że nie wróży to niczego dobrego. W sierpniu 1990 roku wprowadzono religię do szkół i przedszkoli, wbrew wówczas obowiązującej konstytucji i ustawie o rozwoju oświaty i wychowania.

religia w szkole

W 1998 r. ratyfikowano Konkordat.  Niepokojące w tamtym czasie były też doniesienia- fakt, że nieliczne i enigmatyczne – na temat odrzucenia szeregu inicjatyw strony lewicowej i liberalnej, dążących do resekularyzacji państwa i prawa. Moje zaufanie do państwa topniało coraz bardziej, a kolejne lata jedynie potwierdzały, że nie można spodziewać się z tej strony niczego konstruktywnego.

politycy politycy1 politycy2

Na naszych oczach i bez zachowania choćby pozorów, dochodziło do zacieśnienia stosunków między politykami wszystkich ówczesnych opcji, a hierarchami Kościoła Rzymsko-katolickiego. Większość z nas nie widziała w tym nic nadzwyczajnego, wielu i dziś nie dostrzega w tym przekroczenia dopuszczalnej granicy w stosunkach państwo-kościół. Nadal utrzymano instytucję z poprzedniej epoki,  Komisję Wspólną Episkopatu i Rządu, a niewielu obywateli orientowało się na jakie tematy i w jakim stylu prowadzone są w tym gremium rozmowy, a już na pewno społeczeństwo nie miało pojęcia, że jest to rodzaj targowiska, gdzie sprzedaje się przywileje w zamian za poparcie w różnych kwestiach politycznych i gospodarczych.

Dopiero po latach GW zamieściła pełne zapisy stenogramów z tych posiedzeń, a mam przeświadczenie, że ze zrozumieniem przeczytało je niewielkie grono czytelników. Skąd to przeświadczenie? Może stąd, że nie słyszałam żadnych głosów oburzenia, lęku o przyszłość, zniesmaczenia.  Nikt w tamtym czasie nie mówił, że najwyższe władze sprzedają interesy społeczne za obietnicę wsparcia dążeń polityków, że oddano równouprawnienie, zasadę tolerancji, prawa człowieka za bezcen…

komisja

Politycy, zamiast komunikować się bezpośrednio ze społeczeństwem, rozpoczęli haniebny „dialog” przez rozgłośnię Rydzyka, listy biskupów odczytywane podczas mszy w kościołach, oraz przez szepty w konfesjonałach. Media publiczne przerobiono na polityczną tubę i w takiej postaci funkcjonują one nieprzerwanie do dziś. Z dzisiejszej perspektywy można śmiało powiedzieć, że rząd oddał społeczeństwo pod kuratelę kościoła, tak jak w dawnych czasach sprzedawało się ziemię razem z chłopami.

rydzyk rodzina RM

Państwo polskie już przed 89 rokiem stawiało podwaliny pod przyszły, agresywny kapitalizm. Wprowadzono do obiegu społecznego pozytywnie zabarwione hasła neoliberalne, zaimportowane prosto z ukochanych USA, z świętym prawem własności i wolnym rynkiem na czele. Państwo zrzuciło z barków kilka szczególnie uciążliwych sektorów – oświatę , kulturę, naukę i szkolnictwo wyższe oraz ochronę zdrowia publicznego… czyli całość usług publicznych.

Od tamtego momentu domy kultury, teatry, galerie, producenci filmowi, teatry, szkoły i uczelnie, a także szpitale i przychodnie miały zacząć utrzymywać się same i zgodnie z tym założeniem zaczęto mocno przykręcać strumień środków na rozwój w tych obszarach. Tam gdzie kurek przykręcono jednym, dla innych strumień środków popłynął rzeką. Największym beneficjentem neoliberalnej gospodarczo Polski jest nie kto inny jak KK. Komisja majątkowa – twór dziwaczny i jedyny w swoim rodzaju, nie podlegający absolutnie żadnej kontroli, uwłaszczyła  KK , dzięki czemu jest on dzisiaj posiadaczem ogromnego kapitału i najbogatszym właścicielem ziemi oraz posiadaczem najintratniejszych nieruchomości.

„Obserwatorium” widzi i analizuje zawsze w szerokiej perspektywie. To co może nie być wyraźnie widoczne dla przeciętnego zjadacza chleba, jawi się w ostrych konturach, jeśli fakty poddać procesowi analizy i syntezy. Naukowo zajmują się tym procesem socjolodzy, psychologia społeczna, czasem coś opracują ludzie zrzeszeni w NGO-sach, ale wyniki ich pracy to dopiero materiał do dalszej obróbki, i na koniec, jeśli w ogóle, dociera do opinii publicznej, to jest to jakiś, bardziej lub mniej, popularnie ujęty raport, zwykle już historyczny.

Obywatele tymczasem żyją w błogiej nieświadomości procesów jakim podlegają i jakie kształtują na koniec społeczeństwo. Ponieważ jednak mój osobisty, głęboki sceptycyzm odnosi się także do wyników prac naukowych, od lat polegam raczej na własnej spostrzegawczości i doświadczeniu życiowym. To wyjaśnienie jest konieczne ze względu na to, że opisuję tu swój własny matrix i mam świadomość, że dla specjalistów musi to być dość  chaotyczna i dyletancka praca. Trudno. Jestem tylko pojedynczym elektronem, obywatelką, która się nie poddaje i nie ulega formowaniu wg. pożądanego wzorca i gdzieś muszę wylać nagromadzone zasoby żółci.

I cóż widzę? Po pierwsze, że państwo polskie nie zajmuje się problemami społecznymi, zostawiło na pastwę złego prawa i ustaw swoich obywateli, dopuściło do degradacji i utraty prestiżu kształcenia wyższego, nie dba o szkolnictwo podstawowe i średnie, skazuje pacjentów na źle funkcjonujący system ochrony zdrowia, cenzuruje kulturę i sztukę hamując jej rozwój, stygmatyzuje mniejszości, nie liczy się z przejawami aktywności społecznej i w ogóle ze zdaniem obywateli na jakikolwiek temat. Tak zachowuje się złe państwo, państwo opresyjne, kontrolujące i wykluczające. Władze nie zarządzają państwem, tylko korzystają z władzy i dla tego przywileju gotowi są poświęcić każdą wartość, nawet swoją autonomię. I, żeby było jasne- dotyczy to wszystkich opcji politycznych.

Po drugie, że obywatele po 1989 roku, odcięci natychmiast od wpływu na cokolwiek, poddali się formowaniu wg. twierdzenia, skądinąd słusznego, że o wiele łatwiej przyswajają treści propagandowe niż edukacyjne, w wyniku którego zostali rozdzieleni na grupy silnie antagonizowane, przez co z kolei społeczeństwo straciło swoją spójność, jedność i jako takie nie może być solidarne, a co za tym idzie nie ma siły przebicia, nie może mieć wpływu, nie może też kontrolować skutecznie władzy. Wszyscy rzuciliśmy się na kość jaką nam rzucono – i wielu z nas nadal bije się o nią – mowa o „nowych” możliwościach jakie miał stworzyć wolny rynek i zasady neoliberalnej gospodarki. Wielu z nas połamało sobie na tej kości zęby, ale tylko nieliczni wyciągnęli z tego wnioski. Zbyt wielu nadal gotowych jest bronić tego systemu bez względu na widoczne gołym okiem skutki społeczne.

Kilka z nich nazwę po imieniu;-

zanik relacji społecznych = brak solidarności społecznej

kwitnąca homofobia, ksenofobia, faszyzm, nietolerancja, egoizm i nepotyzm

wzrost wskaźnika samobójstw w grupie +50 i -25

spadek dzietności i brak zastępowalności pokoleń

stygmatyzacja grup wykluczonych

dyskryminacja ekonomiczna

brak równości wobec prawa

poszerzający się obszar biedy

podział na Polskę A i B

Chciałoby się krótko powiedzieć – BEZHOŁOWIE, FOLWARK ZWIERZĘCY I CAŁA PRAWDA O PLANECIE KSI… wysypałam te zagadnienia jak z rękawa- wiem, że to groch z kapustą, ale systematyką zjawisk niech się zajmują specjaliści. To co dla mnie istotne, to to, że wszystkie one mają swoje źródło w źle zarządzanym państwie.

Zatem mamy taką oto sytuację, że z jednej strony państwo zostawiło społeczeństwo samemu sobie, z drugiej to samo państwo zaprosiło Kościół Rzymsko-katolicki na salony polityczne i uczyniło go wyrocznią w każdej sprawie, a dając niewyobrażalnie wielki kapitał uczyniło go także możnym sponsorem, który od czasu do czasu dzieli się z maluczkimi, ale tylko tymi których uzna za godnych…

Nie dziwi  w tej sytuacji, że coraz więcej szkół wszystkich szczebli zarządzanych jest wg. jedynie słusznej doktryny, że jak kultura to tylko katolicka, że jak Polak to Katolik. Zwęszyły ten trend niektóre gwiazdy i gwiazdki pop-kultury, aktorki/aktorzy, publicystki/publicyści, profesorki/profesorzy, nauczycielki/nauczyciele, dyrektorki/dyrektorzy, prezydentki/prezydenci, premierki/premierzy – wszyscy od góry do samego dołu. Wszyscy ketmanują jak za komuny stalinowskiej i potem… Paralela nie jest przypadkowa- otóż…

państwa totalitarne opierają się na tych samych zasadach co państwa wyznaniowe i budzą te same mechanizmy przetrwania.

BTW – nieźle przetrenowani w poprzednim ustroju w zasadzie gładko przeszliśmy spod jednego reżimu pod drugi – w zasadzie te same zagrożenia, ten sam język propagandy, te same metody osłabiania woli i siły społecznej.  Zmieniły się gadżety, symbole, ideologia,  reszta bez zmian. I o tą całą resztę należy się martwić. Jak zawsze… człowiek i jego podstawowe potrzeby, perspektywa rozwoju, dobrostan społeczny – leżą w rowie i kwiczą. Kiedy w cywilizowanym świecie dostosowuje się i ustawicznie doskonali prawo, tak by nie było tylko pustym zabazgranym papierem, ale służyło urzeczywistnieniu praw człowieka i sprawiedliwości społecznej rozwiniętych demokracji, w Polsce w XXI wieku wydaje się kolejne dzienniki ustaw ograniczających swobody obywatelskie, kieruje się ostrze prawa przeciwko niemu i traktuje go a priori jak przestępcę.

Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości czy Polska jest państwem wyznaniowym, to może sobie poczytać znacznie lepsze, bo profesjonalne analizy na ten temat. Szczerze polecam. A komu się nie chce może przyłożyć jeden z szablonów jaki znalazłam w bibliografii na ten temat np. taki:

 Barbara Stanosz :

W zakresie terminu „państwo wyznaniowe” wyróżniono cztery zasadnicze elementy świadczące o dominacji w takich państwach zasad i norm regulujących praktykę wyznaniową nad sposobem funkcjonowania państwa. Są następujące elementy:

— 1. uprzywilejowanie jednej instytucji wyznaniowej w porównaniu do innych instytucji i organizacji, a wiec np. finansowanie z budżetu państwa,

— 2. dostosowanie stanowionego prawa do interesów i aspiracji wyznaniowych wspólnot religijnych, a więc np. wprowadzenie zasady konfesyjnego zawierania związków małżeńskich, powoływanie pozaprawnych organów i instytucji państwowo-kościelnych,

— 3. materialne uprzywilejowanie kleru wobec innych grup społecznych, np. zwolnienia podatkowe, finansowanie ubezpieczeń społecznych,

— 4. represyjna bądź dyskryminacyjna polityka wobec innych religii i ich wyznawców, np. pozbawienie prawa pełnienia urzędów państwowych wyznawców religii mniejszościowych,

 Pytanie w tytule niniejszego artykułu, to pytanie retoryczne oczywiście, tym niemniej warto sobie uświadomić przy tej okazji jedno – że bez przywrócenia świeckości, państwo nie będzie dobrze funkcjonować, że nie będzie możliwy dialog i nasze nabrzmiałe problemy nigdy nie doczekają się racjonalnego rozwiązania. Być może niektórym obywatelom za całą poradę wystarczy skwitowanie ich losu zdaniem o boskim planie, albo truizm, że cierpienie jest nieodłączną częścią życia, ale nie podniesie to dzietności ani nie spowoduje, że ludzie w depresji przestaną odbierać sobie życie, tym bardziej nie załatwi to problemów socjalnych czy mieszkaniowych ogromnej części społeczeństwa.

Do szczególnie oburzających nadużyć władzy wobec społeczeństwa dochodzi wszędzie tam, gdzie dotknięta nimi grupa jest wyjątkowo mała, statystycznie nie licząca się w 40-milionowej społeczności. Z tego co sami gołym okiem możemy zobaczyć lub własnym uchem podsłuchać tu i ówdzie, przychodzą mi do głowy następujące przykłady:

eksmisjeW dużych miastach,  takich jak Kraków, Poznań, Gdańsk, Lublin, Opole, Łódź i inne, po klepnięciu ustawy reprywatyzacyjnej NIE objęto realną ochroną lokatorów posiadających legalny przydział i od 26 lat trwa niekończąca się tragedia kilkudziesięciu tysięcy rodzin, które z dnia na dzień stały się obywatelami drugiej kategorii, i są do dzisiaj wyrzucani na bruk lub gnębi się ich rozmaitymi szykanami jak wyłączanie gazu, wody, mediów, podnoszeniem czynszów do absurdalnie wysokich kwot itd… zależnie od fantazji nowych „właścicieli”.

Co ciekawe, ci nowi nie wiedzieć dlaczego uzyskali moc prawną do takich działań – dziwne? Wcale nie! Państwo uznało, że nie musi się przejmować losem swoich niegdysiejszych lokatorów – jest ich niewielu, coraz mniej, bo jako posiadacze starych peseli, obciążeni często marną emeryturą i słabym zdrowiem, a dodatkowo nie mając możliwości i dostępu do bezpłatnej obrony prawnej NIE są przeciwnikiem ani głosem z którym państwo musi się liczyć. A co!!

W podobnie rozpaczliwej sytuacji są rodziny opiekujące się niepełnosprawnym dzieckiem, zwykle jest to samotna matka lub ojciec, bo dzieci npspartner często się stlenia od początku problemu lub nie wytrzymuje nowych okoliczności przyrody, czego nie śmiałabym nawet poddawać ocenie etycznej, bo tak naprawdę wiemy tylko tyle o sobie ile nas życie przeczołga… Ale społeczeństwo, jego poziom kultury, w tym solidaryzm i poczucie odpowiedzialności, tak za dzieci jak i za ludzi starych i niedołężnych, mierzyć można poziomem zorganizowania się wokół takich m.in. problemów jak powyższej. A nasze państwo co na to? Ano, podobnie jak w przypadku lokatorów  kamienic prywatnych  – nie ma silnego przeciwnika – nie ma sprawy – namiastka opieki społecznej musi wystarczyć. No i oczywiście – modlitwa.

Walka z przemocą domową – temat znany i  skandal na miarę europejską – katolicka Polska nie widzi problemu, nie zamierza poważnie się nim zajmować, trochę, mam wrażenie, na zasadzie że jak czegoś nie pokażemy, nie nazwiemy, to tego po prostu nie ma! O! alkoholizm to co innego! To jest problem! Dopalacze i gram marychy – to jest coś na czym można budować narrację państwa zatroskanego o zdrowie społeczeństwa. Ale przemoc? Jaka przemoc! – toć to tylko uświęcony kulturowo obyczaj.

przemoc1 przemoc2 przemoc

A w ogóle to kobiety są sobie same winne, a jak ten problem dotyczy mężczyzny- to co to za facet! Tworzyć spójny system  prewencji, to zachęcać do zgłaszania aktów przemocy- i co? statystyki się pogorszą, okaże się jaka jest skala problemu, a w ogóle toby kosztowało budżet sporo kasy, a przecież potrzebujemy kasy na ważniejsze rzeczy np. taki ŚDM albo kolejne igrzyska, stadiony, centra biznesowe itd. To są istotne marketingowo cele. Można wpisać sobie do zasług dla miasta i w razie kampanii  się pochwalić. Ale przemoc? Apage satanas!

Problem bezrobocia wśród wykształconej młodzieży opędzono za pomocą otwartej dla polskich emigrantów UE, a ci co jeszcze zostali w kraju wierzą (sic!) w mit możliwości jakie daje neoliberalna gospodarka, także w to, że każdy jest sobie winien i jeśli mu nie idzie to jest nieudacznikiem, leniem, beztalenciem itp… Kiedy tego typu przekonania zagnieździły się na dobre w chłonnych, ale niezbyt krytycznych umysłach młodych, nie trzeba było już martwić się np. o to, że nie rozwija się budownictwo komunalne pod wynajem. Wszak raz na zawsze wbito nam do głowy, że tylko ciasne ale własne się liczy. A prawda jest taka, że młodzi nie zakładają rodzin, nie rozmnażają się i nie planują swojego rozwoju, no bo jak można coś planować nie mając żadnych perspektyw? Trudno nazwać perspektywą pracę na śmieciówce, brak możliwości wynajęcia, nie mówiąc już o kupnie własnego locum, a posiadanie potomstwa to kosztowny luksus dla nielicznych.

 

IMAG0237_BURST001

 

Ignoruje się nie tylko małe i rozproszone grupy wykluczonych, środkowy palec pokazuje państwo także dobrze zorganizowanej grupie zawodowej pielęgniarek i położnych, bo to kobiecy zawód, można więc marnie opłacać, dopuszczać do łamania prawa pracy, nie przejmować się, że średni wiek białej służby to 45 lat i wciąż się podnosi… a jak zacznie brakować kadr, to się zorganizuje outsourcing czy inny desant z krajów na wschód od Wisły i po problemie.

I to wszystko ma miejsce w kraju, gdzie politycy i hierarchowie kościoła katolickiego mają gęby pełne frazesów na temat świętości rodziny.

Hipokryci!

Czym więc zajmuje się państwo, władza, kościół? Ano głównie skupia uwagę obywateli na tematach takich jak:

Ochrona życia od poczęcia do… urodzenia. W tym celu zaostrza ustawę antyaborcyjną, wprowadza i rozszerza zakres działania klauzuli sumienia lekarzy, tak by mogli nie informować, nie przepisywać leków i środków antykoncepcyjnych, nie wykonywać zabiegów przerywania ciąży nawet kiedy są ewidentne wskazania zdrowotne. Problem aborcji nielegalnej dotyczy szacunkowo 150 tyś kobiet rocznie – to te, które nie mogą z różnych względów lub nie chcą zostać matkami.

Restrykcyjna ustawa naraża je na utratę zdrowia i życia. Także na stres związany z pozyskaniem środków oraz wynikający z konieczności utrzymania tajemnicy wokół tego tematu. Te, których nie stać na luksus świadomego decydowania o swojej reprodukcji –  chodzą w ciąży bez należytej opieki zdrowotnej, nie mogą liczyć na badania prenatalne, a kiedy wylądują wreszcie w szpitalu nie mogą liczyć na znieczulenie , cesarkę czy inne luksusy, które są standardem w cywilizowanym świecie.

Ochrona społeczeństwa przed zgubnymi skutkami ideologii gender – cokolwiek to jest, nie wymyśliły tego ani feministki, ani UE tylko ks. Oko, a reszta biskupów przyklepała i dołożyła do pieca histerii wśród niezbornych obywateli. Owa niezborność obywateli polega na tym, że zamiast sobie wygooglać termin gender jednym kliknięciem i poczytać o co chodzi, siedzą przed szklanym ekranem TV i spijają „wiedzę” z krynicy „mądrości” ks.Oko. Kampania zohydzania  powiodła się znakomicie i potwór gender straszy dziś małe dzieci groźbą seksualizacji w żłobkach i przedszkolach, których z resztą nie ma i raczej nie będzie. Chociaż nie. Będą, nawet już jest ich sporo, ale zupełnie inne, wolne od gender, prywatne, pod nadzorem kościoła i z jego obsługą. A co najważniejsze – żadna instytucja państwowa nie ma i mieć nie będzie wglądu ani w program ani w metodologię zajęć. Fajnie?

Polityka historyczna- to następny pomysł na zajęcie obywateli, żeby z jednej strony ciągle mieli powód do kłótni, a z drugiej żeby nie mieli czasu i głowy zajmować się krytyką władzy. Dziś przerabiamy żołnierzy wyklętych, a jutro podrzucą nam coś innego – specjalnie nie rzucam pomysłów, żeby nie ułatwiać im roboty – poza tym muszą się w końcu czymś zajmować, skoro nie mają kompetencji by zarządzać państwem.

Ostatnio sporo uwagi społecznej skupia się wokół 500 pln na każde dziecko, a właściwie tylko na niektóre i pod warunkiem, że wszystkie są wspólne… ergo, władze zajmują się kombinowaniem jak nie zdemolować budżetu przez spełnienie tej obietnicy, czyli jak dać i nie dać jednocześnie. Perpetuum mobile politycznej fikcji. Kiełbasa wyborcza stoi kością w gardle zwolennikom PIS-u, ale udają, że się nie krztuszą, można zatem pogratulować specom od kampanii wyborczych doskonałego pomysłu na deal, a wyborcom życzyć, aby następnym razem nie dopadła ich pomroczność jasna i żeby wykazali się w przyszłości jasnością myślenia.

Prawie bym zapomniała – SMOLEŃSK! – niekończący się serial z powtórkami… szkoda słów…

Nowe władze, nowe porządki, to z kolei coś co elektryzuje i spiętrza co chwilę tłumy obywateli, którzy postanowili bronić demokracji na ulicy. To dobrze, że  oczywiste naruszenia konstytucji potrafią oni zreflektować, ale martwi mnie nieco, że wielu innych naruszeń, takich jak choćby łamanie postanowień konkordatu, łamanie praw obywatelskich oraz praw człowieka – już niekoniecznie, w każdym razie nie wszyscy, a nawet nie większość… I od razu chce podkreślić, że to nie tylko ich wina… ale o tym już wielokrotnie pisałam.

KOD

Nie mogę odnaleźć się w Polsce po transformacji. Mam wciąż jakieś deja vu. Oglądam na żywo powtórki z historii, mam co chwilę wrażenie, że za moment rozsypie się zamek z piasku, a wiatr dziejowy i fale zamętu ostatecznie posprzątają plażę. I zalegnie wielka ciszaaaa. Zaczynam marzyć o tej ciszy.

materiały pomocnicze:

DEMOKRATYCZNE PAŃSTWO ŚWIECKIE

ŚWIECKIE PAŃSTWO CZYLI CO?

Spotkania przy trzepaku

Kościół a pandemia. Część 11 i 12

KOŚCIÓŁ POLSKI, A PANDEMIA – część XI.

W moim prywatnym archiwum znalazłem słynną książkę, która w 1904 roku, wywołała wielką burzę, początkowo na terenie austro-węgierskiej Galicji, a następnie innych diecezji w pozostałych zaborach.

Mam tu na myśli kontrowersyjną książkę „O krzyczącej niedorzeczności i strasznej szkodliwości szczepienia ospy” autorstwa ks. Wincentego Pixa, wydanej w Berlinie w 1904 roku. Na przeszło 200 stronach autor, powołując się na znane autorytety medyczne dowodzi, że szczepienie przeciwko ospie jest niezwykle szkodliwe i grozi mam zagładą całej ludzkości.

Autorem tego szokującego „dzieła” nie był jakiś nieznany pleban jakiejś wiejskiej parafii na terenie Galicji, ale znany i powszechnie szanowany kanonik diecezji krakowskiej, długoletni katecheta wielu szkół na terenie Krakowa, a potem długoletni spowiednik Kościoła Mariackiego w Krakowie, ks. kanonik Wincenty Pixa (1836-1927). Był niezwykle wpływowym kanonikiem w diecezji krakowskiej, w czasach gdy na jej czele stał kard. Jan Puzyna, a następnie bp Stefan Sapieha (od 1925 arcybiskup, a od 1946 kardynał). Po wydaniu swojej książki w Berlinie w 1904 roku, ksiądz kanonik stał się „autorytetem” wśród polskiego duchowieństwa, w kwestii walki ze wszelkimi szczepionkami, które ratowały ludzi przed chorobami zakaźnymi dziesiątkującymi całą ludzkość od stuleci.

Nie wchodząc w szczegóły dodam tylko, że autor dowodził w swojej książce, że to właśnie katolicy, ludzie wierzący, mają wręcz obowiązek sprzeciwić się wszelkim szczepionkom, które są nie do pogodzenia z nauczaniem biblijnym i wizją Boga, który stworzył świat i człowieka. Oczywiście za ochronę dzieci przed szczepionkami odpowiedzialni są ich rodzice i oni będą odpowiedzialni za ich zaszczepienie.

Książka krakowskiego kanonika wywołała prawdziwa burzę zarówno w środowisku kościelnym jak i medycznym, gdyż znany autor w sposób tendencyjny powoływał się w niej na rzekome autorytety medyczne, czym jeszcze potęgował całe zamieszanie społeczne wobec szczepień przeciw ospie, która dziesiątkowała ludzkość od wieków. O całej skali zamieszania świadczy chociażby fakt, że po przeszło stu latach, obecni przeciwnicy szczepionek powołują się nadal na autorytet ks. kanonika Wincentego Pixa i jego książkę z 1904 roku.

Aby zrozumieć jak ważne dla nauki było to „dzieło” przed stu laty, dodam jedynie, że szczepionki na ospę, według księdza kanonika, wywoływały nie tylko choroby weneryczne i inne groźne choroby zakaźne, ale także wzmagały masturbację u młodzieży, powodowały wysychanie piersi u młodych kobiet i uniemożliwiały im karmienie piersią, a także powodowały problemy z rekrutacją młodych mężczyzn do wojska.

Oto dwa krótkie, ale moim zdaniem jakże wymowne cytaty z tego ponad dwustu stronnicowego dzieła:

„Groźne ze szczepienia ospy wymienić należy weneryzm, którym wedle twierdzenia uczonych cała prawie ludzkość europejska jest zarażona, gdyż z niewielkim wyjątkiem wszędzie praktykuje się to nieszczęsne szczepienie, a ospa ludzka i krowianka mają powinowactwo z weneryzmem i podobnymi chorobami, jakiemi są: gruźlica, szkarlatyna, odra (żarnica), zołzy, suchoty płuc, cholera i rak” (pisownia oryginalna).

„Również powszechne niestety ! u młodzieży szkolnej zepsucie moralne (onanizm) wedle opinii lekarzy (-) ma swoją przyczynę często w szczepieniu ospy, bo jadowita materja podrażnia narządy płciowe i przyspiesza płciową dojrzałość. W Niemczech żalą się, że z powodu powtórnego szczepienia dziewcząt powszechne panuje u nich plaga wyschnięcia gruczołów mlecznych, że zostawszy matkami nie mogą dawać piersi swoim dzieciom, a wiadomo, że najlepszym dla niemowląt pokarmem jest mleko macierzyńskie i żadnym innym, ani mamczynym, ani sztucznym, zastąpić się nie da. Także słabości żołądka u dzieci, niebezpieczna róża, osłabienie wzroku itd. ze szczepienia powstają. Wreszcie tej operacji przypisuje się degeneracje zwyrodnienie i osłabienie rodu ludzkiego, mający z każdym rokiem wzrost spisowych młodzieńców i choroby w wojsku, na co uwagę p. Ministra wojny zwrócićby wypadało, aby rekrutów nie kazano szczepić” (pisownia oryginalna).

Minęło już ponad sto lat od ukazania się tej kontrowersyjnej książki ks. kanonika Wincentego Pixa, o szkodliwości szczepień przeciw ospie, ale warto ją nadal przywoływać w obecnej dyskusji, gdyż wywołała ona niezwykłe zamieszanie i śmiem twierdzić, doprowadziła na początku XX wieku, do tysięcy niepotrzebnych zgonów tych, którzy uwierzyli w jej argumentacje. Teraz świat zwalcza pandemię koronawirusa, a ludzie Kościoła nadal uważają się za jedynych fachowców od wszelkich pandemii i medycznych zagrożeń ludzkości… Czy kogoś to dziwi?

 

 

KOŚCIÓŁ POLSKI, A PANDEMIA – część XII.

Od kilku dni piszę o absurdach podejścia instytucji polskiego Kościoła do problemu obecnej pandemii, do obowiązujących praw biologii czy współczesnej wiedzy medycznej. I wydawało mi się, że temat jest już wyczerpany, ale wczorajsze oświadczenie bp Józefa Wróbla (rocznik 1952) i jego zespołu współpracowników na temat „moralnych i tych niemoralnych” szczepionek „wbił mnie w ziemię”. Poddaję się. Nie mam już siły „kopać się z koniem”.

Mógłbym przytaczać liczne argumenty o tym, że przecież każdy ksiądz i osoba życia konsekrowanego, w ciągu swojego całego życia sama wielokrotnie była szczepiona, zarówno jako dziecko czy osoba dorosła, różnymi szczepionkami, które pochodzą z linii komórkowej, która wczoraj została uznana przez biskupa pomocniczego lubelskiego i jego zespół za niemoralną. Tylko po co?

Mógłbym przypomnieć, że przecież większość ludzi Kościoła, w tym także ci najmłodsi, oraz cały episkopat jest już dawno zaszczepiony, mimo iż ich świeccy rówieśnicy najczęściej jeszcze czekają na swoją kolej. Mógłbym zadać ważne pytanie, czy zaszczepili was moralnymi szczepionkami? Tylko po co?

Mógłbym przypomnieć wyczyny młodego studenta, ks. Józefa Wróbla, ze Zgromadzenia Księży Sercanów, podczas jego pobytu na studiach rzymskich. Mógłbym przypomnieć, że jego znany osobisty protektor i konsekrator, australijski kardynał zmarł zaledwie pięć dni temu. Nosisz Wróbelku po nim żałobę?

Mógłbym przy tym zapytać czy to normalne, że po ośmiu latach bycia ordynariuszem w Helsinkach, składa się „dobrowolną rezygnację” na ręce papieża, który czyści kadry po swoim poprzedniku, i ląduje się na stanowisku biskupa pomocniczego lubelskiego? Tylko po co?

Nie wiem co jeszcze wydarzy się w naszym kraju w dobie obecnych problemów z szalejąca pandemią? Czym zaskoczy nas jeszcze nasze duchowieństwo? Możemy spodziewać się wszystkiego. W końcu jak ktoś dysponuje siłą kadzidła, wody święconej, monstrancji, mocy relikwii, zawierzenia, poświęcenia, litanii, nowenny czy procesji, jest go stać na wszystko.

Powołałem się na znane mi, absurdalne z punktu widzenia nauki, przykłady działań naszych księży w dobie obecnej pandemii. Ale w ciągu tych dni dostałem od swoich czytelników, aż 138 przykładów (!!!) podobnych działań na terenie naszego kraju, i to wszystkie zaledwie w ciągu ostatniego roku. Skala tego szaleństwa nadaje się nie na wpisy na Facebooku, ale na książkę, albo cały cykl wydawniczy…

Nie spodziewam się zatem żadnej refleksji ze strony tych szarlatanów, którzy pomylili sobie czasy obecnej pandemii z okresem mroków głębokiego średniowiecza. Ale nie ukrywam, że równocześnie liczę na zdrowy rozsądek zwykłych ludzi, także tych głęboko wierzących.

Kończąc ten cykl o pandemii, życzę wszystkim dużo zdrowia i dedykuję czytelnikom słowa ks. prof. Józefa Tischnera (1931-2000):

„POBOŻNOŚĆ JEST NIEZWYKLE WAŻNA, ALE ROZUMU NIE ZASTĄPI”.

Andrzej Gerlach

Kościół, a pandemia. Część 9 i 10

KOŚCIÓŁ POLSKI, A PANDEMIA – część IX.

Jedni chodzili po ulicach swoich parafii, inni jeździli po całym mieście, ale jeden z księży postanowił przebić wszystkich i postanowił uratować cały Przasnysz i jego powiat z samolotu.

Kapłanem tym jest ks. Michał Gaszczyński (rocznik 1968, wyświęcony w 1994 roku), kapłan diecezji płockiej, pochodzący z Pułtuska, proboszcz parafii w Czernicach Borowych koło Przasnysza pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa i Męczennika i wicedziekan miejscowego dekanatu. Wymieniam jego wszystkie dane publicznie, bo jego osobisty wkład w zwalczanie pandemii jest wyjątkowy i zasługuje na wyróżnienie.

Nie tylko latał, choć za lot nie zapłacił i do dziś nie wiemy jakie były koszty tej duszpasterskiej posługi, ale w trakcie tego lotu błogosławił miasto Przasnysz i cały okoliczny powiat Najświętszym Sakramentem, relikwiami św. Stanisława Kostki, bo on jest patronem tego miasta, oraz figurką Matki Boskiej z Medjugorie, choć wiadomo, że Watykan nie uznaje jak do tej pory jej kultu. Co ważne, ksiądz nie tylko błogosławił, ale także podczas lotu odmawiał modlitwę różańcową i koronkę do Bożego Miłosierdzia.</