Spotkania przy trzepaku

Ordo Iuris pod lupą Centrum Zwalczania Organizacji Sekciarskich w Belgii. Kiedy zostanie zdelegalizowana w Polsce?

Kerstine Vanderput, kierująca pracą belgijskiego CIAOSN, (Centrum Informacji i Analiz Szkodliwych Organizacji Sekciarskich) podała do wiadomości, że:

Ordo Iuris jest odgałęzieniem światowej sieci TFP ( Tradition, Family and Property) stworzonej w Brazylii w 1960 roku przez Plinio Correa De Oliveira, a ich działalność, finansowana milionami, jest niesłychanie szkodliwą krucjatą konserwatywną.

Warto dodać, że w ramach tej krucjaty, Ordo Iuris w Polsce inicjuje wszystkie inicjatywy w zakresie propagandy antychoice,  klerykalizacji uczelni wyższych, podsyca konflikty na tle obrażonych uczuć religijnych – wręcz poszukuje takich organizacji i osób fizycznych, które skłonne są pod ich wpływem poczuć się jakoś obrażone i sygnować pozwy z art. 196 kk. To nie kto inny tylko Ordo Iuris stoi za strefami wolnymi od LGBTQ i Kartą Rodziny, która wprost prowadzić może do dyskryminacji nie tylko osób LGBTQ, ale także niepełnych rodzin, samotnego rodzicielstwa, i ofiar przemocy domowej. Jest dziś w Polsce postrzegana jako jedna z najbardziej szkodliwych społecznie organizacji, prowadzi bowiem nachalną propagandę rozbijającą więzy rodzinne poprzez antagonizowanie bliskich po dwóch stronach jakiejś sztucznej barykady.

Osobnego omówienia wymaga ich działalność na polu dyskryminacji kobiet, niszczenia ich praw i wolności – co jest zgodne z agendą TFP, która marzy o zniesieniu praw człowieka. Na temat metody działania, powiązań i działalności TFP oraz licznych klonów tej sekty można się dowiedzieć więcej z lektury pod tytułem „To jest wojna” Klementyny Suchanow. Lektura nie łatwa, ani przyjemna, za to nie pozostawia wątpliwości co do charakteru, celu i motywacji ludzi działających w Ordo Iuris. Polecamy każdemu, kto nie chce żyć z szeroko zamkniętymi oczami.

księgarnia

 

 

Jak Solidarna Polska zadba o kobiety podejrzane o letalną ciążę. Lekarze, pielęgniarki i psycholodzy – mają donosić na swoje pacjentki.

Niniejszym zamieszczam suplement do poprzedniej informacji na temat projektu ustawy Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro… Jest bowiem jeszcze gorzej, niż na pierwszy rzut oka się wydawało.

Po fali krytyki na temat „pokoju do wypłakania się” ultrakatolicka partia postanowiła „zaopiekować” się kobietami na swój zwyczajowy sposób i ma zamiar uczynić z lekarzy, pielęgniarek i psychologów wykonawców ustawy. Po tym, jak środowisko medyków odniosło się milcząco i akceptująco do afery profesora Chazana w 2014 roku nie wykluczone, że nadzieje Ziobro na owocną współpracę z donosicielami ma szansę się ziścić.

 

 

Wasz Wonż zapoznał się z treścią projektu ustawy i donosi co następuje:

Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry, w trybie inicjatywy poselskiej, wniosła do Sejmu projekt rozszerzający zakres programu „Za życiem”, który ma za zadanie troskliwe przypilnowanie kobiet w ciąży z wadą letalną płodu.

Lektura projektu dostarcza silnych emocji i wskazuje po raz kolejny w historii na ułomność i podłość niektórych przedstawicieli naszego gatunku.

Projekt zakłada systemową kontrolę nad postępowaniem nie tylko kobiety w ciąży z rozpoznaną wadą letalną płodu, ale także takiej, u której się taką wadę podejrzewa !

Kontrola ma przebiegać według schematu :

– poinformowanie kobiety przez lekarza o podejrzeniu lub rozpoznaniu wady letalnej płodu

– skierowanie kobiety do dalszych badań diagnostycznych lub konsultacji

– skierowanie kobiety do hospicjum perinatalnego

– skierowanie kobiety do psychologa

– udostępnienie kobiecie dokumentacji potwierdzającej rozpoznanie wady letalnej płodu, a na żądanie- wydanie tejże dokumentacji

Następnie w szpitalu powoływany ma być KOORDYNATOR perinatalnej opieki paliatywnej, którym może zostać lekarz, położna lub psycholog.

Ów koordynator przesyła dokumentację kobiety, której rozpoznano lub podejrzewa się wadę letalną płodu do ordynatora oddziału ginekologicznego, dopilnowuje, żeby kobieta była zaopiekowana przez lekarza, położną i psychologa oraz ma obowiązek zgłosić urodzone dziecko, U KTÓREGO PODEJRZEWANO LUB STWIERDZONO wadę letalną, do podmiotu leczniczego, zajmującego się opieką paliatywną dla dzieci.

Przed porodem lekarz, po uzyskaniu zgody kobiety, wplątanej już w system kontroli, jak mucha w sieć pająka, zgłasza ją na KONSYLIUM, w którym bierze udział ona sama, wskazana bliska osoba, ginekolog, neonatolog, położna i psycholog oraz wymieniony wcześniej koordynator, a opcjonalnie przedstawiciel hospicjum perinatalnego.

W trakcie konsylium zapewnia się kobiecie MOŻLIWOŚĆ SWOBODNEJ WYPOWIEDZI.

Prezesa SP, Ziobrę, kobiety powinny za to po rękach całować. Oj, będą ci, będą…..na pewno o nim nie zapomną….

Oczywiście nikt nie gwarantuje, że tę swobodną wypowiedź kobiety ktokolwiek weźmie pod uwagę.

W trakcie konsylium ustala się również miejsce i zaplanowany przebieg porodu oraz opieki poporodowej i sporządza się podpisany przez wszystkich uczestników protokół.

Szczęśliwie zapędzonej wszelkimi sposobami do porodu kobiecie, u której PODEJRZEWA SIĘ lub stwierdza ciążę z wadą letalną płodu, gwarantuje się obecność osoby bliskiej, stały kontakt z urodzonym dzieckiem oraz pożegnanie się z nim i kontakt z psychologiem lub duchownym. A także zabezpieczenie pamiątek po dziecku, „ w szczególności odcisków rąk lub stóp i fotografii”. WZRUSZAJĄCE.

Cały ten projekt tak mnie mocno wzruszył, że gdybym posiadał moce, jakich, niestety, nie mam, to życzyłbym wszystkim twórcom tej opresji, podpisanym imiennie :

Tadeuszowi Cymańskiemu,

Mariuszowi Goskowi,

Sebastianowi Kalecie,

Mariuszowi Kałużnemu,

Janowi Kanthakowi,

Januszowi Kowalskiemu,

Marii Kurowskiej,

Dariuszowi Olszewskiemu,

Jackowi Ozdobie,

Piotrowi Sakowi,

Edwardowi Siarce,

Piotrowi Uruskiemu,

Michałowi Wosiowi,

Tadeuszowi Woźniakowi,

Michałowi Wójcikowi

i

Zbigniewowi Ziobro-

natychmiastowego zajścia w ciążę z wadą letalną płodu oraz donoszenia jej i urodzenia dziecka, które umrze na ich oczach, a wszystko według zaprojektowanych przez nich procedur.

Ten projekt albo nie wejdzie w życie, albo kobiety sobie poradzą, mając w d..pie swoich dręczycieli. A potem pokażą im bardzo dokładnie, gdzie jest ich miejsce.

Być może pozwolą im tam NA MOŻLIWOŚĆ SWOBODNEJ WYPOWIEDZI. Trudno powiedzieć ….

W załączeniu projekt ustawy na stronie sejmowej:

https://www.sejm.gov.pl/sejm9.nsf/druk.xsp?documentId=D901A9E10FD5EF59C12586A80038543B&fbclid=IwAR26TZQ8Yy5NsMa_tsQrAdKgSihTlBQ0anR9rMrGzma6YfXtRIYgGsGblxY

 

Wasz Wonż

 

 

Episkopat pod rękę z Ordo Iuris przeciwko kobietom. Odkurzamy parasolki…

 

 

Głównymi zagrożeniami dla kobiet i rodzin nie są, zdaniem Episkopatu, ani religia, ani tradycja, lecz: „alkoholizm, narkomania i inne uzależnienia, a także pornografizacja kultury masowej oraz związane z nią uprzedmiotowienie kobiety i dehumanizacja życia seksualnego”.

Równocześnie z uznaniem przyjmujemy powstanie społecznej inicjatywy ustawodawczej na rzecz wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej i zastąpienia jej Międzynarodową Konwencją Praw Rodziny, zachęcając do wspierania tej akcji”.

ŹRÓDŁO

 

Komentarz redakcyjny

Wydawać by się mogło, że taka instytucja, która trzyma ucho blisko ludzi, niemal ma ich non stop na podsłuchu chociażby z racji kontaktów w konfesjonale, powinna mieć jakieś pojęcie o czym jest mowa, gdy świat dyskutuje od lat na temat przemocy wobec kobiet i w ogóle przemocy domowej. Wydawać by się mogło, że kościół, że jego pasterze mają narzędzia i możliwości by zmieniać motywacje ludzi tworzących patologiczne związki oparte na przemocy każdego typu. Że potrafią przemówić do swoich wiernych w duchu pokory i mądrości, która nakazuje w NT przykazanie miłości bliźniego.

I nie wątpię, że taki potencjał drzemie w murach kościołów w Polsce. Dlaczego drzemie, zasypia, chrapie i gada przez sen? Dlaczego nie rozmawia z ludźmi, dlaczego nie potępia przemocy domowej?

Zamiast tego obraża się na twórców Konwencji stambulskiej, bo słowo <religia> zostało użyte, zgodnie z prawdą, w nie najlepszym kontekście? Bo  kulturoznawcy,  stwierdzili w oparciu o badania,  że przemoc domowa jest utrwalana z mocy religii i tradycji, i jest społecznie tolerowaną postawą głównie z tego powodu. Kler się burzy, bo to prawda. Dlaczego nie stanie po jej stronie? Dlaczego woli stare znane piekło od nieznanego nieba? Czego się boi?

A polski Episkopat nie tylko nie potrafi wspierać kobiet, ale boi się ich tak bardzo, że wchodzi w relacje z Ordo Iuris- organizacją, która programowo i metodycznie niszczy prawa kobiet w Polsce. To wymowny fakt i świadczy dobitnie z kim mamy do czynienia oraz pozwala domyślać się intencji i motywacji kleru.

 

 

Szczęśliwie nadal mamy rząd, sejm, senat i całe rzesze ludzi wystarczająco przytomnych, by nie dopuścić do tego, aby kler i Ordo Iuris doprowadzili do wypowiedzenia przyjętej i ratyfikowanej konwencji. Wprawdzie obecny rzad już parokrotnie mocno Polskę ośmieszył, ale wypowiedzenie konwencji stambulskiej byłoby czymś znacznie bardziej poniżającym nas w oczach Europy i reszty świata. Z takim wyrazem woli politycznej nie można się nie zgadzać, bo w konwencji stambulskiej mamy oczywiste intencje i to są szlachetne intencje. Treści zawarte w konwencji stambulskiej to efekt wieloletniego wysiłku specjalistów i ekspertów, którzy zbudowali mocną podstawę naukową i zaprezentowali kulturowo-historyczną metaanalizę. To bardzo solidnie uzasadniony dokument, który tworzy nadzieję na zmianę trudnej sytuacji kobiet na świecie.

Odrzucenie jej, to odrzucenie zaproszenia do tworzenia lepszego świata. To także odwrócenie się od współpracy międzynarodowej i skazanie Polaków na życie w skansenie stereotypów, przesądów, zaścianku kulturowym i zapyziałej tradycji, która na to wszystko zezwala i to wszystko gloryfikuje. Każdy, kto dziś mówi, że ta konwencja czymkolwiek zagraża –  jest tchórzem i kłamcą. Jest kimś, kto nie chce, by kobiety żyły w bezpiecznym świecie, by mogły korzystać ze swoich uprawnień i praw człowieka. Taki ktoś ma wyłącznie złe intencje i nienawidzi kobiet, tak jak i rodziny, nie rozumie potrzeb ludzkich i nie ma pojęcia o cierpieniu dzieci i ich rodziców. Ktoś taki w ogóle nie ma prawa się wypowiadać na temat przemocy w rodzinie, a cóż dopiero prezentować alternatywne treści utrwalające stare piekło kobiet i dzieci.

 

Do bezczelności Episkopatu, do jego nienawiści wobec ludzi i jego pogardy dla maluczkich zdążyliśmy się już przyzwyczaić. To nie znaczy, że uznajemy ich głos za liczący się pogląd. Natomiast wiemy że z tym głosem trzeba się liczyć, bo ma on w tym kraju wartość handlową, a politycy właśnie tym się zajmują – handlem. Pozostaje nam jedynie przyglądać się i ocenić efekt negocjacji. Jeśli się kobietom nie spodoba – wyjdą na ulicę z parasolkami i nie tylko… Będą z nimi mężczyźni i dzieci. Wszyscy z nimi pójdziemy.

 

 

Kuna2020Kraków

Nie dla psa kiełbasa. Fundusze norweskie nie dla homofobów…

Już jakiś czas temu byliśmy świadkami sukcesu Ordo Iuris na polu legislacji na poziomie samorządowych uchwał. Mam na myśli uchwały o strefach wolnych od LGBT+. Czuliśmy się i faktycznie byliśmy bezradni wobec działań tego wybitnie szkodliwego uczestnika życia politycznego, działał bowiem pod parasolem ochronnym i z poparciem nie tylko koalicji konserwatywnej rządu, ale także kościoła katolickiego, który swoją narracją homofobiczną stwarzał odpowiedni klimat w prowincjonalnej Polsce regionalnej…

 

Pierwszą strefę „wolną od LGBT” w marcu 2019 roku ustanowili radni Świdnika (woj. lubelskie). Od tego czasu 105 jednostek samorządu terytorialnego przyjęły podobne uchwały. Są wśród nich gminy, powiaty i pięć województw: lubelskie, łódzkie, małopolskie, podkarpackie i świętokrzyskie. Część z nich w formie skrajnie homofobicznych rezolucji „przeciwko ideologii LGBT”, inne – w postaci „Samorządowej Karty Praw Rodziny” stworzonej przez prawników „Ordo Iuris”.

 

To co można było zrobić – zrobiono. Nagłośniono sprawę stref wolnych… na całą Europę, dowiedział się o tych działaniach PE i KE. Opinia Europejczyków i ocena była jednoznacznie negatywna. Ale przecież jak wiemy ” nie będą nam w obcych językach mówili jak mamy żyć” zatem nikt się tu w kraju nie przejął opinią Unii. Kolejne gminy, łase na poklask konserwy, nadal klepały swoje bida uchwały.

W tzw. międzyczasie …

Samorządy, które przyjęły lub odrzuciły homofobiczne uchwały, można zobaczyć na „Atlasie Nienawiści”, mapie stworzonej przez aktywistów Kubę Gawrona, Paulinę Pająk i Pawła Parentę

Osoby, które śmiały pozbierać rzetelne informacje na temat wielkości procederu bezprawia, mają wprawdzie dziś kilka pozwów od gmin, a jak należy się domyślać od Ordo Iuris, mają też nominację do Nagrody Sacharowa, przyznawanej przez PE  za działalność na polu ochrony Praw Człowieka. Brawo!!

Sprawa dojrzewała kilka miesięcy i obecnie żarty się skończyły.

„Kraśnik i gminy z podobnymi deklaracjami nie otrzymały wsparcia projektowego w bieżącym okresie finansowania i nie otrzymają takiego wsparcia, dopóki te deklaracje będą ważne. Dotyczy to również wszystkich instytucji znajdujących się pod kontrolą władz miejskich” – oświadczyła minister spraw zagranicznych Norwegii Ine Eriksen Soreide odnosząc się do polskich „stref wolnych od LGBT”.

Jej stanowisko zostało opublikowane 14 września na stronie norweskiego parlamentu. Była to odpowiedź na pytania posłanki i byłej minister Anniken Huitfeldt o przyznawanie funduszy gminom, które przyjęły uchwały o „strefach wolnych od ideologii LGBT”. Chodzi o fundusze Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego (Funduszy EOG), czyli tak zwane fundusze norweskie. Składają się na nie środki, które Norwegia, Lichtenstein i Islandia w zamian za udział we wspólnym obszarze UE przekazują krajom UE bezzwrotnie jako formę pomocy rozwojowej. Polska jest ich największym beneficjentem.

„Takie deklaracje nie są zgodne z wartościami, na których opiera się europejska współpraca.

Istnieją również przesłanki do stwierdzenia, że naruszają Europejską Konwencję Praw Człowieka. Osoby LGBT mają prawo do takiej samej ochrony przed naruszaniem ich praw i wolności osobistych, jak wszyscy inni obywatele Europy” – wyjaśniła norweska minister spraw zagranicznych.

 

W grudniu 2019 roku Parlament Europejski przyjął rezolucję potępiającą homofobiczne uchwały samorządów, a także wezwał polskie władze publiczne do natychmiastowego uchylenia szkodliwych dokumentów. W lutym 2020 uchwały stanowczo potępiła też Komisja Europejska. W czerwcu KE wysłała list do marszałków pięciu województw, które przyjęły uchwały anty-LGBT. Poleciła w nim marszałkom zbadanie, czy samorządy, będące beneficjentami funduszy unijnych nie dyskryminują społeczności LGBT w swoich działaniach.

W lipcu komisarz UE ds. równości Helena Dalli (na zdjęciu) poinformowała, że sześć polskich gmin, w których przyjęto uchwały o „strefach wolnych od LGBT”, nie dostanie europejskich funduszy na partnerstwo miast.

 

W środę Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej podczas orędzia o stanie Unii w Parlamencie Europejskim jeszcze raz ostro podniosła tę kwestię mówiąc: „Budujmy Unię równości, gdzie wszyscy mogą być tym, kim naprawdę są. Bycie sobą to nie ideologia ale tożsamość. Nikt nie może nikomu tego zabrać. Strefy wolne od LGBT to strefy wolne od wartości humanistycznych i nie ma dla nich miejsca w naszej Unii.”

 

Norwegowie nie zgodzili się także na przejęcie kontroli przez polski rząd nad 53 milionami euro z funduszy EOG przeznaczonych na rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Wbrew żądaniom ministra kultury Piotra Glińskiego pieniądze rozdysponuje nie podległy mu Narodowy Instytut Wolności, lecz niezależne od rządu konsorcja organizacji pozarządowych.

 

To wszystko bardzo ładnie, ale… Zwrócić należy uwagę na sposób w jaki samorządy, które uchwaliły strefy wolne od LGBT+, usiłują uciec z mapy homofobicznej i czarnej listy byłych już beneficjentów funduszy europejskich. Otóż uchylając poprzednią, homofobiczną uchwałę, przyjmują jednocześnie  samorządową Kartę Praw Rodzin, który to dokument – również autorstwa Ordo Iuris – jest równie homofobiczny w każdym wymiarze i daje gminom podstawę do dyskryminacji i wykluczenia LGBT+ z życia społeczności.

 

We wtorek 22 września radni Kraśnika będą głosować nad uchyleniem uchwały o „strefie wolnej od LGBT”. Inicjatorem tego projektu jest Paweł Kurek, radny z Nowoczesnej. Wcześniej, gdy rada głosowała nad homofobiczną uchwałą, wstrzymał się od głosu.

Tego samego dnia rada miasta z inicjatywy m.in. radnych PiS będzie też głosować nad uchwałą w sprawie przyjęcia samorządowej Karty Praw Rodzin. Karta, którą przygotowała m.in. Ordo Iuris, mówi o: „Ochronie rodziny, małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, rodzicielstwa i macierzyństwa, prawa do ochrony życia rodzinnego, prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz prawa dziecka do ochrony przed demoralizacją”.

 

ŹRÓDŁO

 

Dla każdego średnio inteligentnego odbiorcy takich treści jest jasne, że, zawarte już w tytule dokumentu, tezy są nie do zrealizowania w żaden sposób, albo się samoistnie realizują od zawsze bez uchwał na ten temat – bo spróbuj zabronić rodzicom wychowywać dziecko do homofobii, albo do antysemityzmu, spróbuj wymusić na nich żeby nie demoralizowali swoich dzieci swoim przykładem – no spróbuj! Nie ma takiej możliwości i nawet zapisy w Karcie praw dziecka im tego nie zabraniają! Żyjemy w takiej antyhumanistycznej kulturze. Taki przekaz kulturowy dostajemy dziś z każdej strony- bije po oczach w podstawie programowej szkoły powszechnej, bije z narracji kościoła katolickiego, chlasta nas w komentarzach opiniotwórczych publicystów  całej tej śmietanki towarzyskiej rozhamowanej przez konserwatywny rząd nad mediami Kurskiego… I nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale wypowiedzi Tomasza Terlikowskiego ultrakatolickiego publicysty, w tej sytuacji  brzmią jak kojący balsam. Serio.

Czy zabieg formalny, polegający na  podmianie jednego haniebnego dokumentu na drugi jeszcze gorszy, ujdzie uwadze UE? Czy trzeba będzie Unii tłumaczyć, że to jest to samo tylko inaczej rozpisane? Przyszłość pokaże. Ale już dziś wiadomo, że kasa to jedyny argument jaki dociera do władz gmin i ich homofobicznych wyborców. A stwierdzenie tego faktu pozycjonuje polskie społeczeństwo na poziomie plemion, które sprzedają się za koraliki… No i gdzie ten Wielki Naród!? Dumny! Niepokonany!?? Gdzie Patriotycznie Wzmożone Hordy!??

Siedzą cicho i czekają na swoje fundusze, spokojnie, przy kawce i piwku, koniaczku i wódce – zależnie od kostiumu i barw ochronnych w jakich występuje się w spektaklu pt.  Życie Społeczne. Ale mam więcej szacunku do żebraka, co zna twardość trotuaru i smród śmietników ludzkiej rozrzutności, niż żebrzących europarlamentarzystów, którzy nawet łapek nie chcą umyć z brudu, tylko łapczywie  sięgają po ciasteczko, i najlepiej bez pytania czy wolno. Takich teraz mamy przedstawicieli w Parlamencie Europejskim. Takich sobie wybraliśmy.

 

Kuna2020Kraków

Ordo Iuris zastrasza brać akademicką w ramach wojny kulturowej między nauką a zabobonem. Dr Ewa Budzyńska uchyla się od nagany. Gowin ogranicza autonomię uniwersytetów.

 

Miejsce akcji – Komenda Policji  w Katowicach

Czas akcji – od kilku dni trwają intensywne i wyczerpujące przesłuchania studentów z Uniwersytetu Śląskiego.

Przesłuchanie odbywa się w obecności prawników z Ordo Iuris.

Studenci nie zostali poinformowani o celu przesłuchań.

Nieoficjalnie wiadomo jednak, że chodzi o skargę dotyczącą poziomu wiedzy naukowej dr. Ewy Budzyńskiej. Studenci złożyli odpowiednie zawiadomienie z uzasadnieniem,  na ręce władz autonomicznej uczelni, w związku z tym, że:

dr. Ewa Budzyńska wprowadza studentów w błąd i kształtuje postawy oparte na fałszywych informacjach, niezgodnych z obecną wiedzą naukową

 

Według studentów, podczas wykładów i zajęć dydaktycznych miała ona mówić im, że:

 

antykoncepcja to „działania antyspołeczne”

tabletki antykoncepcyjne mają działanie wczesnoporonne, czyli jest to aborcja

aborcja to morderstwo

NORMALNA rodzina składa się zawsze z mężczyzny i kobiety

teoria gender to tak naprawdę „ideologia”, jest jak komunizm

na Zachodzie eutanazji dokonuje się wbrew woli pacjentów, w ten sposób „pozbywają się” starszych osób

 

Komentarz

…Jeśli zatem jest to komplet jej osobistych poglądów – do których naturalnie ma prawo – to skarga studentów jest w pełni uzasadniona, ponieważ faktycznie nie jest to wiedza, ani tym bardziej naukowy wywód. Studenci na uniwersytetach mają prawo oczekiwać innych standardów ze strony wykładowców. Umówmy się, że luźne pogaduchy na temat światopoglądu jako takiego, do tego zapodanie go jako jedynie słuszny, to nie jest wykład naukowy. Można sobie pogadać o tym i o owym przy kawce, albo piwku na biwaczku, ale nie w murach szacownej i poważnej uczelni.

Pani Ewa Budzyńska po 28 latach nienagannej pracy – jak sama mówi o sobie – jako wykładowca na socjologii uniwersyteckiej, pewnego dnia postanowiła zrezygnować z naukowej postawy wobec faktów i spróbować czegoś nowego – agitacji, indoktrynacji, przemocy ideologicznej itp. Już nawet pomijając treści jakimi wypełniła się sala wykładowa – to sama jej postawa wobec studentów, samo stworzenie tej niestandardowej sytuacji, w której widać wyraźnie nadużycie pozycji wobec podległych jej ocenie studentów i studentek, jest nie tylko oczywistym skandalem ale i ordynarną prowokacją.

 

Zobaczmy co się dzieje dalej…

 

Rzecznik dyscyplinarny Uniwersytetu Śląskiego wszczyna postępowanie. Dr Budzyńska przed zakończeniem postępowania  zwalnia się z pracy, a ekstremiści katoliccy przejmują sprawę i obecnie prawnicy z Ordo Iuris biorą udział w zastraszaniu studentów – sygnalistów.

Świadkowie i obserwatorzy twierdzą, że studenci są przetrzymywani na komendzie po kilka osób, że poddawani są kilkugodzinnym przesłuchaniom i wychodzą po nich w opłakanym stanie.

Udało się w końcu dokładniej ustalić w jakiej sprawie studenci są wzywani  na przesłuchania.  Otóż prawnicy z Ordo Iuris, zgodnie z ich dewizą przewodnią, że  jak się chce psa uderzyć to kij zawsze się znajdzie, sformułowali oskarżenie z art.235 kk. o fałszowanie dowodów. Nie wiadomo tylko, czy oskarżeni są studenci, czy rzecznik dyscyplinarny, który przez rok prowadził rozpoznanie sprawy. W styczniu b.r. miało miejsce posiedzenie komisji dyscyplinarnej, ale nie zakończyło się żadną uchwałą.

Ze względu na epidemie kolejne posiedzenie komisji dyscyplinarnej z 13 marca zostało odroczone aż do powrotu normalnego trybu pracy uniwersytetu. Tyle jeśli chodzi o stan formalny.

 

A co w kółku katolickich ekstremistów?

W obronę prof. Budzyńskiej zaangażował się Instytut Kultury Prawnej „Ordo Iuris”. – Zarzuca się pani profesor, że nie podziela ideologii gender – skomentował dr Marcin Olszówka z tego instytutu.

Poparcie dla prof. Budzyńskiej wyraziło ponad 33 tys. osób, które podpisały petycję do władz Uniwersytetu Śląskiego. W obronie profesor stanęli też metropolita katowicki abp Wiktor Skworc i działająca przy nim Rada Społeczna.

źródło

Za prof. Budzyńską i wolnością słowa opowiedział się wicepremier Jarosław Gowin. Wicepremier Zbigniew Ziobro polecił prokuraturze przebadać sprawę prowadzonego przeciwko niej postępowania dyscyplinarnego. Minister Michał Woś zauważył, że skandaliczne jest uzasadnienie wniosku rzecznika dyscyplinarnego, które odnosi się m.in. do ideologii gender.

źródło

…a następnie Ordo Iuris sformułuje wykładnię dla ówczesnego ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosława Gowina, która brzmi tak:

Ordo Iuris ocenia jednak, że w tej sprawie chodzi w istocie o wolność akademicką. – Nie można wymagać od wykładowcy, aby pominął w toku prowadzonych przez siebie zajęć treści istotne z punktu widzenia omawianego tematu. Z pewnością treści wykładu nie można także dostosowywać do przekonań słuchaczy. Nie można również żądać, aby wykładowca zaniechał wyrażania uzasadnionych naukowo wątpliwości lub zastrzeżeń wobec prezentowanych zjawisk. Co więcej, takie oczekiwanie byłoby bezprawną cenzurą konstytucyjnie gwarantowanej wolności akademickiej z oczywistą szkodą dla kształtowania umiejętności krytycznej analizy stereotypów, w tym stereotypów budzących niechęć wobec chrześcijaństwa – mówi Magdalena Majkowska z Centrum Interwencji Procesowej „Ordo Iuris”.

…Innymi słowy, wymaganie naukowego podejścia od wykładowców uniwersyteckich, to tłamszenie wolności akademickiej, cenzura i atak na kościół, a prezentowanie jedynie słusznego światopoglądu zamiast naukowej wykładni, to uzasadniona naukowo(?) wątpliwość, którą akademicy mają obowiązek wygłaszać, nie licząc się z przekonaniami słuchaczy, bo?

Bo TKM !!!

 

I co natychmiast robi Jarosław Gowin?

 

W związku z odnotowanymi przypadkami naruszania zasady wolności wyrażania poglądów na uczelniach, resort nauki zdecydował się zaproponować rozwiązania, które mają wzmocnić akademicką wolność.

Czy czujecie ten mdły zapach hipokryzji? A rozumiecie język zawłaszczenia – nie? Zaraz tłumaczę – Gowin chce założyć autonomicznej uczelni kaganiec na akademicką wolność w postaci speckomisji, decydującej za władze uczelni, kto, kiedy i na jaki temat może w jej murach się wypowiadać i nazywa to wzmocnieniem akademickiej wolności. Trzeba przyznać, że osłuchanie się ze specyficznym językiem kościoła daje efekty, a ciemny lud i tak się nie pozna na sztuczce.

W tym samym czasie  koledzy Gowina z Ordo Iuris, rozbrajająco szczerze przyznają, że:

 

– Zbudowaliśmy machinę, która jest gotowa przeciwstawić się inwazji ideologii wchodzących do Polski – mówi szef Ordo Iuris

  • a ma zapewne na myśli ekologię ( to taka nauka o równowadze w środowisku naturalnym)
  • prawa człowieka i takie niebezpieczne zjawiska jak równość, wolność, braterstwo ( zdobycze rewolucji francuskiej)
  • ideę walki z globalnym ociepleniem
  • ideę globalnej wioski ( obywatele świata)
  • solidaryzm społeczny i odtrutkę na niewolnictwo ekonomiczne ( ideolo lwicujące)

… a machina ta polega na uszczelnieniu wszystkich systemów państwa w taki sposób, by pracowały sprawnie tylko dla jednej ideologii, jedynej słusznej i  konserwatywnej wizji świata oraz  chroniły biznes katolicki. Trochę to trwało, ale w końcu w 2015 roku można było mocno przyspieszyć dzięki nieudolności opozycji antyPIS… A już po pięciu latach ich zarządzania i demontażu demokracji, słuszni ludzie prawicy są dosłownie wszędzie – w edukacji, w zarządzaniu opieką zdrowotną, w bankowości, w spółkach skarbu państwa, w NFZ i ZUS, w US, PIPie, wśród dowództwa sił zbrojnych, w Sądzie Najwyższym, ale i w samorządach, zarządach i nierządach – wszędzie!

Kamera OKO.press na spotkaniu Ordo Iuris

Spotkanie komisarza Stępkowskiego. Kamera OKO.press na półzamkniętej konferencji Ordo Iuris.„Jedna osoba umieszczona na eksponowanym stanowisku znaczy więcej niż setki działaczy, czy dyskutantów". "Trzeba umieszczać swoich ludzi na kluczowych stanowiskach, żeby osiągnąć cele. Tak zdziałamy o wiele więcej". "Modlić się, pracować, ale z przebiegłością. Czeka nas bitwa trudna i długa (…), ale zwyciężymy. Pamiętajcie – praca, odwaga i przebiegłość” – to słowa hiszpańskiego prawnika Francisco Javiera Borrego Borrego wypowiedziane do grona członków i sympatyków Ordo Iuris na konferencji zorganizowanej przez Aleksandra Stępkowskiego, obecnie tymczasowego prezesa SN, w Warszawie przed prawie czterema laty. Członkowie Ordo Iuris, skrajni konserwatyści i religijni fundamentaliści, piszą projekty ustaw (m.in. o całkowitym zakazie aborcji, wolności akademickiej), przygotowują ekspertyzy, przenikają w struktury władzy. Wszystko zgodnie z powyższą instrukcją.Materiał Roberta Kowalskiego

Gepostet von OKO.press am Freitag, 22. Mai 2020

Tak to działa. Mniej więcej.

 

Tak komentują wydarzenia sami studenci:

 

Jak wynika z opinii prawników zarzuty są absurdalne i nie trzymają się kupy. Wszystko wskazuje na to, że Ordo Iuris chce po prostu zastraszyć studentów, by każdy kolejny bał się złożyć podobną skargę.

Nawet kiedy jego wykładowca będzie opowiadał nienaukowe bzdury.

Zresztą właśnie o to chodzi: by przełamać opór uniwersytetów, które nie chcą wpuszczać w swoje mury różnego rodzaju szarlatanów opowiadających o „terapii zmiany orientacji seksualnej”, związkach homoseksualizmu z pedofilią, płaskiej Ziemi, czy zabójczych szczepionkach.
źródło

 

I jeszcze krótka notatka ze strony Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego:

 

 

Tymczasem nasza bohaterka, mówi o tym w jeszcze inny sposób

 

Tutaj nie chodzi o mnie! Dzisiaj jestem na uczelni, jutro mnie nie będzie. Chodzi o podstawowe wolności akademickie, o to, by moi młodsi koleżanki i koledzy mogli w pełni wolności interpretować zjawiska społeczne i aby nikt ich nie ścigał donosami – powiedziała w piątek prof. Budzyńska. Dodała, że postępowanie w jej sprawie toczy się długo, bo już ponad rok. – Chodzi o działanie określane jako maglowanie delikwenta, to ma być przestrogą dla innych nauczycieli, aby inni nie głosili poglądów niezgodnych z poprawnością polityczną – podkreśliła.

źródło

źródło: Polskie Radio, polskieradio24.pl

Rozumiem prof. Ewę Budzyńską – poprawność polityczna musi bardzo jej doskwierać. Ta poprawność nie musiała by w ogóle istnieć w obyczajach publicznych, gdyby w tej przestrzeni nie było takich jak ona i jej podobni – ludzi absolutnie odpornych na wiedzę, utkanych jak patchwork ze stereotypów, lęków i fobii, dla których każda zmiana, to uderzenie z siłą huraganu, w ich marną niestety konstrukcję. Ale są i to wcale liczni… więc i poprawność musi być, żeby chronić tych, których by obrażali, deptali, pluli, zaszczuwali, korzystając naturalnie z pełni wolności interpretacji zjawisk społecznych – o co postuluje dla swoich młodszych koleżanek i kolegów, koniecznie w ramach wolności akademickiej pani Profesor, a minister  zatwierdzi…

 

 

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (…) poinformował, że na katowickiej komendzie policji trwają przesłuchania studentów Uniwersytetu Śląskiego.

Antyrasistowski ośrodek poinformował, że(…) w środku są obecnie – policjant i prawnik Ordo Iuris. Studenci siedzą w środku po kilka godzin, wychodzą roztrzęsieni, dziewczyny płaczą.

– Wygląda to na przesłuchanie w celu zastraszenia, a nie standardowe działania organów ścigania – czytamy na Facebooku Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

źródło

 

 

 

Wpisy Obserwatorium

Jak Ordo Iuris wykorzystuje organizacje religijne do własnych pokrętnych celów – na przykładzie pozwu przeciwko prawdzie o JP2

 

Bartosz Lewandowski, dyrektor Ordo Iuris zorganizował konferencję prasową, na której poinformował czego dotyczyć będzie pozew przeciwko dwojgu ( dlaczego tylko tych?) polityków, a to Pani Joannie Senyszyn i Panu Robertowi Biedroniowi…

Następnie zaczęły się sypać łzawe pretensje i gorzkie żale o to, że JP2 nie okazał się być godnym szacunku świętym kościoła rzymskokatolickiego… Mówi np. tak:

 

  • „nigdy nie myślał, że będzie musiał bronić przed kimkolwiek bezkompromisowego obrońcy praw człowieka, jakim był Jan Paweł II”.
  • Jak podkreślał, politycy Lewicy „nie przeczytali raportu watykańskiego, z którego wynika, jakoby Jan Paweł II był okłamywany w tej sprawie m.in. przez kard. McCarrica”.

 

 

Panie Bartoszu – bardzo nam przykro, że musi pan bronić JP2 przed oczywistą przecież prawdą o jego udziale w zorganizowaniu systemowej ochrony pedofilów w sutannach. Obawiam się, że watykański raport brzmi jak brzmi, bo jest to rozpaczliwa i żenująca próba obrony interesu kościoła. Trudno sobie zapewne wyobrazić, że papież Franciszek tak po prostu ogłosi, że JP2 nie jest już świętym, bo wobec stwierdzonych faktów nie jest godzien tego wyróżnienia. No i naprawdę – panie Bartoszu – trzeba się zdecydować – był JP2 wielkim i mądrym człowiekiem czy nieporadnym niezgułą, który nie wiedział co się wyprawia od setek lat w zarządzanej przez niego korporacji.No przecież ma pan chyba świadomość, że pedofilia to stary zwyczaj w tej korporacji – zresztą nie tylko pedofilia…

A tak na marginesie – jako prawnik zapewne zapoznał się pan z instrukcją papieską w sprawie algorytmu postępowania w przypadku zgłoszenia grzechu pedofilii przez ofiary albo ich opiekunów? Ten skandaliczny dokument ujawnili biskupi w Irlandii po atakach opinii publicznej, zbulwersowanej skalą nadużyć w ich kościołach i instytucjach zarządzanych przez kler. Ujawnili przyczynę swojego postępowania jako okoliczność łagodzącą osąd. I słusznie postąpili, albowiem jako członkowie hierarchicznej organizacji na pierwszym miejscu zawsze mieli stawiać posłuszeństwo swojemu bossowi – papieżowi i bronić dobrego imienia kościoła nade wszystko, nawet kosztem poniewierania ofiar procederu pedofilskiego i pomnażania ich ilości, jako bezpośrednie następstwo realizowania instrukcji papieskiej. W ten sposób umyli swoje rączki konsekrowane od odpowiedzialności – słowo papieża bowiem stawiają najwyżej i z pominięciem etyki i moralności.

Doprawdy- pański dylemat, panie Bartoszu jest maluśki i nikogo nie obchodzi tak naprawdę pańskie złe samopoczucie, bo uznał pan za swój obowiązek bronić dobrego imienia kogoś, kto już bardzo dawno je stracił bezpowrotnie. Najwyraźniej dla pana także nie istnieje ani etyka ani moralność, tylko interes i osiąganie celów. Proszę więc nie owijać w bawełnę i nie chować się za naiwnymi tezami o „bezkompromisowym obrońcy praw człowieka” bo się pan ośmiesza.

 

Stowarzyszenie Pamięć Jana Pawła II oraz Zakon Rycerzy Jana Pawła II, to organizacje, w imieniu których Ordo Iuris występuje z pozwem przeciwko wspomnianym politykom. I o cóż im chodzi? Ano posłuchajmy:

  • Do zadań tych organizacji należy przekazywanie wiedzy o Janie Pawle II. Jak widzimy, dobre imię Jana Pawła II idzie więc z renomą tych organizacji i wpływa na ich dobra osobiste.
  • Stefan Czerniecki z Zakonu Rycerzy Jana Pawła II, męskiej formacji, która – jak mówił – „powstała, by synowie członków tej organizacji wiedzieli, kim był i kim jest dla nich Jan Paweł II”. – Każdy nasz brat-rycerz musi złożyć ślubowanie na wierność Bogu, Janowi Pawłowi II oraz ojczyźnie. Ślubujemy także poznawać i propagować nauczanie Jana Pawła II. Słowa Senyszyn i Biedronia są natomiast siekierą w pień, na której budujemy nasze wartości – mówił.
  • Stwierdził, że „ich słowa działają na braci”. – Są zgorszeni, dochodzi też do napaści fizycznych w parafiach. Słowa te wpływają także na liczbę osób, które mogłyby do nas przystąpić: jest ich mniej, niż moglibyśmy ich mieć – przekonywał. 

 

Muszę przyznać, że przynajmniej sensownie argumentują swoje niezadowolenie. Na ich miejscu też bym ubolewała, że ktoś niszczy moją strefę komfortu organizacyjnego i koniunkturę na poszerzanie zasobów ludzkich w szeregach organizacji. Ale… to zdecydowanie nie mieści się w standardach prawnych. Wywoływanie sprawy w prokuraturze jest wyłącznie okazją do zrobienia szumu medialnego. Pozew z takich powodów nie ma najmniejszych szans. Jeśli się mylę, to następnego dnia możemy być pewni milionów pozwów przeciwko państwu polskiemu z dokładnie tych samych powodów.

Przypuszczam, że ludzie w tych organizacjach wyalienowali się trochę zbyt bardzo i nie dotarły jeszcze do nich ani dokumenty, ani książki szeroko traktujące osobę ich idola. Mogę nawet zrozumieć w tej sytuacji ich frustrację. Jednak chciałabym wierzyć, że w porę zorientują się iż Ordo Iuris to bardzo źli, interesowni ludzie. Że ich intencje są fałszywe. Że chcą wykorzystać ich prostolinijne i prostoduszne podejście do swojej misji organizacyjnej.

Krótko mówiąc traktują ich jak „pożytecznych idiotów” i chcą się nimi posłużyć  do własnych, pokrętnych celów. Ten cel to zalać prokuraturę lawiną pozwów przeciwko każdej i każdemu kto w jakikolwiek sposób krzyżuje ich plany. I nie ma znaczenia, że akurat wzmiankowani pozwani to ludzie, których „winą” jest jedynie mówienie prawdy. Zresztą prawda ta nie jest objawiona tylko opiera się na faktach, których nie wolno pomijać, ignorować, zakłamywać i zakrzykiwać. Ta trudna do przyjęcia prawda jest znana całemu światu i to od wielu lat – pragnę zwrócić uwagę działaczom wzmiankowanych wyżej organizacji pozywających Senyszyn i Biedronia.

 

ŹRÓDŁO

 

kuna2021Kraków

 

 

 

 

 

 

Tęsknota za rzeczową debatą polityczną na marginesie emocjonalnego wystąpienia Francuski Chrysouli ZACHAROPOULOU w Parlamencie Europejskim.

 

 

Najpierw obejrzyj materiał- nie zajmie czasu- krótki jest.

https://www.facebook.com/joanna.piotrowska.547/videos/10224047528565999

Dlaczego w PE jak i wszędzie na salach parlamentów nie mówi się prawdy, tylko szuka zręcznych wytrychów, robi się ruch konikiem szachowym i mówi szach, ale nie chce się zrobić mata, wszyscy czekają aż adwersarz położy króla na szachownicy i przyzna się do przegranej przed czasem. Przecież to naiwne. Nigdy tak się nie dzieje. Nie rozumiem tego czułego macania powierzchni problemu, zamiast sięgnąć do samego sedna. Rozumiałabym, gdyby oskarżenie pod adresem Ordo Iuris było tylko insynuacją- jestem w tym dobra, więc wiem, że tak można mówić prawdę bez ewidentnego dowodu, ale dowody są od dawna! To że jest organizacja która zmierza do unieważnienia praw człowieka i jest coraz bliżej tego celu – to SĄ FAKTY! Jak można nadal udawać, że nie wiemy w co się politycy bawią?

Jak można być parlamentarzystką, która chce solidaryzować się z kobietami w Polsce i poprzeć ich protest, a nie mieć odwagi mówić prawdy. Do tego prawda jest o wiele bardziej porażająca dla każdego cywilizowanego polityka na poziomie europejskim i zapewne bardziej by go zainteresowała niż wiadomość o tym, że znowu gdzieś, jakieś feministki coś tam coś tam… Uprzedzając ataki – mówię to sarkastycznie! No i nie jest tak, że się nie wzruszam gdy słyszę co kobieta mówi na nagraniu Joanny Piotrowskiej, której przy tej okazji dziękuję za ten materiał. Bo prawda jest też taka, że potrzebujemy każdej pomocy i każdego wsparcia. I tak naprawdę, to nie krytykuję tej pani. Ja tylko ubolewam nad trendem jaki się utrwala od lat w debacie politycznej- właściwie to wcale nie są debaty tylko, bardziej lub mniej udatne spicze, autoprezentacje, lansy, albo potyczki kogucie… Aż szkoda tego ich potencjału, wiedzy i umiejętności. No chyba, że się kardynalnie mylimy i parlamentarzyści nie posiadają takich przymiotów. Dlaczego wciąż ich wybieramy?

 

Na naszym podwórku

Tracimy całe mnustwo energii w sporach na linii tematycznej, wyznaczonej przez ideologów konserwatywnych, kłócimy się na temat – od jakiego momentu jest człowiek, albo czy czuje i co czuje, gdy zasypia pod wpływem środków farmakologicznych, albo jak sobie konserwatyści wyobrażają obywatela w postaci 2 komórek rozrodczych i jego pochówek gdy się złuszczy naturalnie w czasie menstruacji… to są najczęstsze spory na których bije się pianę pseudo dyskursu społecznego. Brałam w nich udział lata temu, kiedy naiwnie wierzyłam, że ludzie z anty-choice to grupa indoktrynowanych, młodych osób, wrażliwych i z wybujałą wyobraźnią, za to bez wglądu na czym w istocie polega życie, jego znój i trud, co to jest stres przewlekły w społeczeństwie pozbawionym perspektyw dzięki działalności politycznej ich własnych wybrańców/ posłów.

Ale od tamtego czasu wiemy o wiele więcej…

Pokładanie nadziei, że jak się „pro prawo zygoty do życia” dowie co to znaczy nielegalna aborcja, to zmieni zdanie i zrozumie, że broni złej sprawy – jest nieuprawnione. Po pierwsze dlatego i przede wszystkim dlatego, że ludzie stojący za tym projektem i jego agendą nie realizują wcale prawa zygot do przyjścia na świat, tylko używają zygot i całej otoczki rzekomego ich prawa do życia, jako nahaja przeciwko prawom narodzonych ludzi – czyli przeciwko Prawom Człowieka.

Środowiska związane z tym ruchem nalezą do sieci organizacji podległych Agenda Europe – organizacji, która ostatecznym celem swoich knowań uczyniła zniesienie praw człowieka. Tak więc ich wiedza o nielegalnej aborcji może być całkiem kompletna. To co powinniśmy robić to mówić coś innego: że –

mimo iż wiedzą co to jest nielegalna aborcja stają  murem za całkowitym zakazem, bo nie mają litości, ani szacunku dla kobiet, dla tych, które chcą rodzić dzieci zdrowe, w nowoczesnych szpitalach, które chcą mieć potomstwo mimo pewnych problemów, i przeciwko każdej kobiecie, która matką zostać nie chce, do czego ma PRAWO! Nie mają szacunku dla kobiet, ani respektu dla dzieła ludzi z czasów po 2wojnie (1948) – twórców Karty Praw Człowieka i Obywatela, dlatego opowiadanie im o prawdzie podziemia aborcyjnego może tych, dobrze opłacanych cyników jedynie rozbawić, na pewno nie spowoduje wybuchu wrażliwości tłumionej politycznym interesem.

Więc chociaż miło się słucha emocjonalnego występu parlamentarzystki w obronie walki polskich kobiet o prawo do aborcji na życzenie, poraża brak odwagi by mówić na temat, czyli dotknąć sedna sprawy. No a gdzie jeśli nie w PE!?, Przecież nie w polskim Sejmie! Ani nie w polskim Senacie! Odwaga mówienia prawdy zaniknęła już dość dawno w obyczajach parlamentaryzmu światowego, więc nie powinno mnie to dziwić. Zatem niech się nie dziwią politycy, że idzie rewolucja i że to ich postawa ją wywołała. A postawa ta nazywa się oportunizm – konieczny by zachować stołki i wysokie pensje, dostęp do informacji i kontaktów, które pomogą wykorzystać je do zrobienia wałków finansowych.

Od początku pandemii mieliśmy całą serię wydarzeń, które tylko potwierdzają to spostrzeżenie i tą insynuację o braku praworządności w łonie samego sejmu. O tym żeby polityk miał ambicje, by coś zrobić dla społeczeństwa, lub choćby realizować aksjologiczne podstawy swoich partyjnych programów, o tym by szanować priorytety ideologiczne swoich wyborców- od dawna przestaliśmy nawet marzyć. Mam takie wrażenie, nie wiem czy szeroko podzielane, że przestaliśmy tego oczekiwać i ONI to doskonale czują. Więc nie muszą się starać. Mogą sobie pofolgować i przejść do realizacji własnych jednostkowych albo grupowych interesów własnej partii, nie wyborców i nie społeczeństwa jako całości. Nic dziwnego, że frekwencja wyborcza jest marna – była marna nawet w tak istotnych wyborach jak te ostatnie, skandaliczne i pełne nadużywania prawa wyssanego z palca …

Na tym zakończę ten strumień myśli rozczochranych jakie przeleciały mi przez głowę przy okazji odsłuchiwania materiału jaki Wam tu na górze i na dole zalinkowałam

https://www.facebook.com/joanna.piotrowska.547/videos/10224047528565999

 

kuna2020Kraków

Dlaczego kościół i jego akolici świeccy zwalczają konwencję antyprzemocową? Ziobro zabezpiecza bezkarność kościoła katolickiego w Polsce. Odpowiednia ustawa już jest na stole.

Witam ponownie w świecie absurdu, czyli w polskim cyrku, gdzie każdy może gadać co mu ślina na język przyniesie, ewentualnie co przyniesie mu bardzo konkretny zysk. I  tym razem, zapraszam właśnie na wspólną zabawę, w której rozprawiczymy tekst ultrakatolickiej agendy spod znak Ordo Iuris – przypominam,

to taka organizacja o której sąd zakazał mówić,

że jest finansowana przez Kreml.

a która zwie się dla niepoznaki Stowarzyszenie Obrońców Wiary – Fidei Defensor. Zdaje się, że jest takie odznaczenie przyznawane dla świeckich, którzy i które się szczególnie zasłużyły kościołowi w tym zadaniu. Przy czym stwierdzić wypada w tym miejscu, że jeśli wiara katolicka spotyka się gdziekolwiek z krytyką, jest to zwykle dyskurs merytoryczny między badaczami tych samych źródeł wiary. Nie jest to nigdy dyskryminacja wierzących ani tym bardziej prześladowanie. Bo wiara jako zjawisko powszechne może być przedmiotem krytyki, jak wszystko co człowiek wymyśla, i zaledwie przyczynkiem do rozważań nad kruchą psychiką istoty ludzkiej.

Co innego zaś krytyka instytucji zajmującej się nadzorem nad treściami wiary i sposobem wykorzystania tych treści dla swoich spektakularnych celów. I to właśnie tych interesów bronią setki stowarzyszeń katolickich w Polsce i na świecie. Warto więc być uważnym i pamiętać, że gdy przedstawiciele kościoła lub ich akolici świeccy zaczynają mówić o obronie wiary, to zwykle chodzi im o bardzo przyziemne sprawy takie jak kasa i władza. I to z tego powodu i dla takich celów kościół wystąpił, z tyleż ostrą co absurdalną krytyką konwencji stambulskiej. A co się kryje w tej konwencji, że kościół boi się jej jak diabeł święconej wody? O tym potem.

Tu możecie przeczytać artykół w całości;

A tu można zapoznać się z celami Stowarzyszenia Fidei Defensor czyli obrońców wiary

Najkrócej cele działalności prokatolickich NGO-sów, poza tym, że są kolejną  przyssawką do budżetu państwa, sprowadza się do:

walczymy z dyskryminacją chrześcijan, którym nie pozwala się dyskryminować wszystkich innych…

 

tak, jak np. w tym przypadku:

 

 

 

Artykuł ze strony SFD usiłuje udowodnić, że konwencja stambulska jest dokumentem, który Polska powinna wypowiedzieć, ponieważ zdaniem autora jest niepotrzebny, kłamliwy, niechrzescijański i szkodliwy dla tzw. rodziny. Nawiasem mówiąc chciałabym poznać ich definicję rodziny – mogła by być niemałym zaskoczeniem dla nas. Tak sądzę.

Jak katolicy widzą kobietę i jej miejsce w hierarchii społecznej pisaliśmy tu

 

Żebyśmy mogli zobaczyć skalę manipulacji zawartej w artykule, trzeba sięgnąć do tekstu źródłowego, czyli do samej Konwencji.  Autor krytykowanego przeze mnie artykułu liczył zapewne, i skądinąd słusznie, że nikt z jego czytelników nie sięgnie po oryginał. Zróbmy to jednak, bo w przeciwnym razie nie będziemy w ogóle wiedzieli o co chodzi.

Oto i on – specjalnie dla Was.  Konwencja Stambulska…. Wystarczy kliknąć

Mało zorientowanym o jaki dokument chodzi przypomnę, że rzecz tyczy przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Powstał w oparciu o wiedzę socjologiczną, kulturoznawczą, antropologiczną, psychologiczną – ujęte i analizowane przez gender studies – kierunek zajmujący się badaniem naukowym nierówności społecznych, m.in. ze względu na płeć. Dokument zarysowuje kompleksowe działania, jakie powinniśmy podjąć jako społeczeństwo, jeśli chcemy zlikwidować przemoc w stosunkach społecznych – przemoc wobec słabszych, w tym kobiet,  jest definiowana jako skutek nierówności płci.

Konwencja proponuje systemowe metody przeciwdziałania przemocy i kładzie nacisk na wychowanie antydyskryminacyjne i edukację dla równości. Taki plan nie może podobać się środowiskom ultrakatolickim, które raczej skłaniają się i pochwalają  karanie kobiet, gdy te nie spełniają oczekiwań tego środowiska. A jakie to oczekiwania? Przeczytajcie Wandę Półtawską, przyjaciółkę JP2, która wypowiada się obszernie na ten temat np. TU

 

 

 

 

 

***

 

A teraz chwila prawdy; będziemy wspólnie analizować treści fragmentów artykułu w oparciu o porównanie z treściami wskazanymi przez autora, a zawartymi w krytykowanej przez niego konwencji.

 

Już artykuł 1 ust. 1 pkt b Konwencji budzi kontrowersje. Przede wszystkim dlatego, że zakłada konieczność “usamodzielnienia” kobiet, tj. zniechęcenia ich do zakładania rodziny. Zakłada, że kobiety nie mają równych praw z mężczyznami. Jest to nieprawdą, ponieważ m.in. Konstytucja RP i inne ustawy podkreślają równość płci. Równość w koncepcjach Konwencji zakłada zwalczanie instytucji rodziny o charakterze heteroseksualnym i monogamicznym.

artykuł 1(cele konwencji) ust. 1 pkt b brzmi:

b. przyczynienie się do eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet oraz wspieranie rzeczywistego równouprawnienia kobiet i mężczyzn, w tym poprzez wzmocnienie pozycji kobiet;

Albo inny fragment…

Artykuł 3 Konwencji zawiera w sobie “definicje” różnych pojęć. W punkcie „c” omawianego przepisu stwierdza się, że płeć nie jest czymś obiektywnym biologicznie. Jest to zastosowanie teorii Gender w praktyce. Zakłada się, że płeć to konstrukcja (wymysł) społeczeństwa i przyznaje określone role społeczne kobietom i mężczyznom ze względu na budowę ciała, psychikę i atrybuty. Ma to na celu rozmycie granicy pomiędzy kobiecością a męskością. Jest to szeroko rozumiana negacja płci. Przemoc wobec kobiet jest, według tej teorii, efektem kultury europejskiej.

Jak nie, jak tak…

Ano zobaczmy co też konwencja mówi w przywołanym punkcie

artykuł 3 c:

c. „płeć społeczno-kulturowa” oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn;

Tyle i ani słowa więcej. To niesamowite ile autor artykułu potrafi wywnioskować z prostych stwierdzeń konwencji, tak prostych żeby najbardziej tępy czytelnik zrozumiał. Ale najwyraźniej autorzy konwencji nie przewidzieli ordojurków. Cóż bywa! Nie pierwszy i nie ostatni to raz ktoś odczytuje intencje na opak i interpretuje jak mu wygodnie, byle nie powiedzieć o co naprawdę mu chodzi…. ale o tym za chwilę.

Artykuł 4 ust. 3 rozróżnia płeć biologiczną oraz płeć społeczno-kulturową, co jest efektem teorii Gender. Zakłada się, że istnieją inne płcie niż płeć biologiczna. Zwraca się również uwagę na “orientację seksualną” oraz “tożsamość płciową”, co ma na celu wskazanie, że człowiek może posiadać więcej niż jedną identyfikację własnej płci. W tych koncepcjach mężczyzna uważający siebie za kobietę i spełniający “społeczno-kulturowe” role kobiety, jest rzeczywiście kobietą. Jest to sprzeczne z biologią.

A konwencja w tym miejscu mówi, że:

Art 4

3. Wdrożenie przepisów niniejszej konwencji przez Strony, w szczególności środków chroniących prawa ofiar, zostanie zagwarantowane bez dyskryminacji ze względu na: płeć biologiczną, płeć kulturowo-społeczną, rasę, kolor skóry, język, religię, poglądy  polityczne i inne, pochodzenie narodowe lub społeczne, przynależność do mniejszości narodowej, własność, urodzenie, orientację seksualną, tożsamość płciową, wiek, stan zdrowia, niepełnosprawność, stan cywilny, status uchodźcy lub migranta lub inny.

Ten punkt w konwencji mówi zwyczajnie o tym, że status ofiary może mieć każdy kto doznaje krzywdy i przemocy i żeby nie było wątpliwości akcentuje wyraźnie, że przepisy tej konwencji maja być wdrożone bez dyskryminacji ze względu na cokolwiek, po czym na wszelki wypadek i żeby uniknąć niewłaściwych interpretacji podaje dokładnie kryteria dyskryminujące.

Autor artykułu natomiast uważa najwyraźniej, że fakty biologiczne które potwierdzają wnioski gender studies nie istnieją, a jedyną dyskryminowaną grupą na świecie są chrześcijanie. I wcale nie chodzi tu o spór merytoryczny czy naukowy. Nie. Tu cały czas mamy do czynienia z przygotowaniem podkładu pod polityczne nadużycia partii, które działają w naszym kraju wyłącznie na rzecz  dobrostanu kościoła. Dla mnie to oczywiste i czytelne od lat… Żeby dla większości nie było to tak czytelne i oczywiste, w mediach prokatolickich ukazują się takie teksty jak krytykowany tu artykuł Stowarzyszenia Fidei Defensor, czy dziesiątki innych na setkach stron i FP na FB …

Ziobro za nasze pieniądze sponsoruje pismo „Do Rzeczy”, gdzie ukazują się elaboraty na ten temat. Państwo PIS bowiem przygotowuje się do uchwalenia ustawy antydyskryminacyjnej dotyczącej wyłącznie katolików i wielce prawdopodobne jest, że umieszczą w niej zabezpieczenia chroniące od odpowiedzialności karnej kościół rzymskokatolicki za przestępstwo pedofilii i wszystkie inne, w tym także nadużycia gospodarcze i finansowe jeśli dotyczą tej instytucji…

Stanie się to tak czy inaczej, chyba, że całe społeczeństwo stanie do plebiscytu zamiast wyborów, i powie PIS-owi, że nie ma naszej zgody na taką chucpę. Trudno te ich działania nazwać inaczej jak autorytarnym dewastowaniem prawa i zasad, nie tylko etycznych i moralnych, ale także standardów do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić i od których nie zamierzamy odchodzić.

Jeśli się mylę i obywatele znowu zlekceważą zagrożenia, to państwo PIS będzie trwało przez wiele jeszcze dekad. I wcale nie chcę straszyć PIS-em – tego już nikt robić nie musi. Ludzie wiedzą, bo widzą do czego są zdolni, ale z jakiegoś powodu nie wierzą w siłę tłumu, w sens demonstracji, w aktywność prospołeczną i że warto rzutem na taśmę przezwyciężyć obecny trend do autodestrukcji.

PS.: Kościół i jego miłośnicy dobrze wiedzą czego się boją w konwencji. Boją się mianowicie prawdy o walnym udziale działalności kościoła w kulturotwórczym procesie, który wygenerował m.in. także dyskryminację kobiet i przemoc, która jest tego zjawiska następstwem. Krótko mówiąc proponowane w konwencji zmiany w kształtowaniu młodego pokolenia, odbiorą kościołowi szereg argumentów na rzecz usprawiedliwiania przemocy w naszej kulturze, opartej w znacznej mierze na supremacji jednych wobec innych- mniejszych, słabszych, mniejszości, wobec dzieci, kobiet i starców.

Czy ten artykuł mojego autorstwa, jak niemal wszystkie, które pisuję dla polskiegoateisty.pl są wołaniem na puszczy?

Kuna2020Kraków

Nowelizacja w Konstytucji dla Nauki – minister Gowin ogranicza autonomię uczelni i otwiera drzwi „antyszczepionkowcom”

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosław Gowin, uznał za konieczne wprowadzić zmiany do Konstytucji dla Nauki, bo jak twierdzi :

W związku z odnotowanymi przypadkami naruszania zasady wolności wyrażania poglądów na uczelniach, resort nauki zdecydował się zaproponować rozwiązania, które mają wzmocnić akademicką wolność.

Nie wiemy o jakich przypadkach łamania wolności do głoszenia przekonań mówił. Czy chodziło mu o prof. Aleksandra Nalaskowskiego? Albo prof. Ewę Budzyńska? Całkiem możliwe też, że ostatecznie minister zaproponował nowelę, by w przyszłości ułatwić życie takim osobnikom jak Konrad Smuniewski – student UW i działacz Ruchu Narodowego?

…pani profesor ( Ewa Budzyńska) przekonywała, że stosowanie antykoncepcji jest zachowaniem aspołecznym.

…tabletki antykoncepcyjne mają działanie wczesnoporonne, a stosowanie wkładki domacicznej to aborcja.

…aborcję, bez względu na przyczynę, nazwała morderstwem.

Wyraźnie dawała do zrozumienia, że osoby homoseksualne to coś gorszego.

Oniemieliśmy. W XXI wieku na uczelni wykładowca przekazywała fałszywe informacje.

Żródło 

 

 

Czy pan minister widzi tu gdzieś miejsce na ścieranie się poglądów? Czy „wiedza”, jaką prezentuje pani profesor, ma cokolwiek wspólnego z nauką? I gdzie miała by się odbyć krytyka poglądów pani profesor – na egzaminie?

 

„UW wolne od marksizmu”, która odbywała się pod bramą uniwersytecką przy Krakowskim Przedmieściu. Mówił tam: „Albo oni nas usuną, albo my ich usuniemy. I o to będziemy walczyć”. I dalej: „To są jakieś jaja, co robią. Nauką nazywają jakieś cwelostwo, które przepychają na uniwersytetach na całym świecie. Nie będę mówić, gdzie oni sobie grzebią i nazywają to nauką”.

Jego przemówienie przerywały okrzyki: „Śmierć wrogom ojczyzny”.

Smuniewski kontynuował: „Powinniśmy robić to samo co oni – promować siebie na uniwersytetach. Ściągać na doktoraty, bo zaczną robić to co w Anglii, gdzie pedalstwo jest uczone. Musimy wywalić ich z uniwersytetów, musimy przegonić ich kadrę wykładowców, która z nauką nie ma nic wspólnego”.

A na koniec mówił, że nie będzie „obdzierania z kasy klasy pracującej” i rozdawania jej „napływowej ludności z Afryki, Bliskiego Wschodu, z Azji”. – Nie będzie takich rzeczy w Polsce. Dlatego, że my rośniemy w siłę, a wy macie HIV-a – krzyknął.

źródło wyborcza.pl

 

Czy to brzmi panu ministrowi jak zaproszenie do debaty? Czy raczej jak wstęp do wprowadzenia getta ławkowego?

 

 

Akademicka wolność debaty nie polega na wciskaniu kitu studentom, którzy podejmują studia na poważnej uczelni i oczekują poważnego traktowania. My jako podatnicy, którzy szkolnictwo finansujemy także mamy określone oczekiwania w stosunku do tych podmiotów. W związku z tym nie wydaje mi się, żeby preferencje pana Gowina i jego osobiste wyobrażenie o wolności akademickiej (???) – cokolwiek to dlań znaczy, miało być powodem do ograniczania autonomii uczelni. Tym bardziej zażalenia profesorów i studentów takiej proweniencji jak wyżej nie powinny mieć wpływu na postawę ministra.

Tymczasem usłyszeliśmy z jego ust co następuje:

Celem projektowanej nowelizacji Konstytucji dla Nauki jest zagwarantowanie wszystkim członkom wspólnoty uczelni oraz pracownikom systemu szkolnictwa wyższego i nauki przynależnych im wolności związanych z kształceniem, wyrażaniem poglądów i prowadzeniem działalności naukowej. „Uczelnie muszą być przestrzenią, w której swobodnie ścierają się różne poglądy” – mówił 30 stycznia podczas śniadania prasowego w MNiSW minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

 

Wyrażanie poglądów  wymaga dyscypliny i trwania w konsekwencji intelektualnej. Wymaga też rzetelnego przygotowania merytorycznego i gotowości do przyjęcia krytyki. Nie wydaje mi się aby ludzie o takich właściwościach wymagali specjalnej ochrony ze strony Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, albowiem są najbardziej pożądanym elementem każdej uczelni. Powiem więcej – uczelnie ubiegają się o takich właśnie ludzi nauki, bo to tacy ludzie stanowią nie tylko o samym prestiżu placówki, ale rzutują na jej poziom wymagań i gwarantują jej rozwój. O cóż więc chodzi ministrowi Gowinowi? Prawo do czego chce on zagwarantować i komu?

Chcę też zwrócić uwagę pana ministra na raport z działalności Ordo Iuris za 2019 rok. Przewodniczący Jerzy Kwaśniewski, chwali się :

– Zbudowaliśmy machinę, która jest gotowa przeciwstawić się inwazji ideologii wchodzących do Polski – mówi szef Ordo Iuris

 

Ordo Iuris wymyśla wroga, buduje strategie obrony przed nim, wdraża je i chwali się sukcesami:

 

 Instytut przygotował kilkadziesiąt opinii do ustaw i nowelizacji.

Piszą analizy prawne i pseudoraporty, w których wykazują rzekomą niekonstytucyjność działań ludzi i organizacji o przeciwnym do własnego światopoglądzie. 

minister zdrowia Łukasz Szumowski powołał na stanowisko konsultanta krajowego ds. genetyki medycznej wieloletniego eksperta Ordo Iuris, przeciwnika aborcji, awaryjnej antykoncepcji i in vitro prof. Andrzeja Kochańskiego.

 

A to już jest bardzo groźne w skutkach działanie systemowe… Czy pan minister Gowin zechce łaskawie to zauważyć? Czy będzie dalej udawał, że wolność wyrażania poglądów na uczelniach wyższych jest zagrożona i wzorem Ordo Iuris nadal będzie odwracał kota ogonem i twierdził jak oni, że :

 

prawa mniejszości, np. osób homoseksualnych albo niewierzących, są dyskryminacją wierzących, rodzin itd.

 

I teraz to co powinno zainteresować ministra Gowina w kontekście jego obaw o wolność debaty akademickiej

 

 2019 r. to wejście na uczelnie z Akademią Ordo Iuris – mówił ( J. Kwaśniewski – przyp.red.). W szkoleniach dla studentów prawa na publicznych uniwersytetach wzięło udział do tej pory ponad sto osób. Zorganizowano je m.in. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, Uniwersytecie Łódzkim i Uniwersytecie Opolskim.

Najlepsi mogą ubiegać się o staż w Ordo – w ten sposób Instytut przeszkolił kolejną setkę młodych ludzi. – To początek dużego dzieła formacji prawników – stwierdził mec. Kwaśniewski. A na stronie organizacji pojawiają się kolejne propozycje pracy.

Mec. Kwaśniewski pochwalił się, że Ordo Iuris jest obecne w szkole, działa w samorządach. – Zaczęliśmy od poziomu szkolnego. Przygotowaliśmy poradnik dla rodziców, jak chronić dzieci przed inwazją ideologii LGBT na szkołę. Pomagamy w tym również samorządom. Naszą Kartę Praw Rodziny przyjęło do tej pory ponad 30 samorządów w Polsce – wyliczał.

źródło

 

Ideologia religijna od dawna sączy się w murach uczelni wyższych i łasi się do Nauki. Niekiedy usiłuje się z nią bratać, częściej jednak wprowadza powątpiewanie w jej ustalenia. Najchętniej wypełniła by wszystkie luki w wiedzy, by nabyć prawo do bycia nieodzowną w budowaniu obrazu rzeczywistości. A kiedy jej się to nie udaje – apologeci religii zaczynają lament porzuconej przed ołtarzem oblubienicy – plotą coś o dyskryminacji, nagonce, obrazie uczuć religijnych itd. A teraz pan minister Gowin stanął zdecydowanie po stronie religii i tych wszystkich, którzy za jej zasłoną będą realizować swoje ambicje, za pieniądze przeznaczone oficjalnie na rozwój Nauki.

 

 

Dopatruję się u pana Gowina pewnego wypaczenia widzenia rzeczywistości, jak wtedy, parę już ładnych lat temu, gdy na listę zawodów, całkiem poważnie, wpisał numerologię, wróżbiarstwo, różdżkarstwo, astrologię i jeszcze kilka, których nie pamiętam w tej chwili. Rozumiem, że minister Nauki i Szkodnictwa Wyższego ma jakieś inklinacje i osobiste sympatie dla tego rodzaju myśli twórczej, ale na litość- trzeba na takim odpowiedzialnym stanowisku umieć oddzielić od siebie prywatne powołanie od państwowego urzędu. Nie kieruje Pan swoim folwarkiem tylko naszym wspólnym zarządza  majątkiem – proszę o tym nie zapominać.

Zbliżamy się nieubłaganie do sedna.

Problem z wolnością wyrażania przekonań w takim miejscu jak uniwersytet polega na tym, że jeśli nie towarzyszy jej racjonalna  dyskusja i krytyczne podejście oponentów, to mamy jedynie do czynienia z biernym przenikaniem treści. Gdy treści te osiądą jak kurz na szacownych murach uczelni, zyskują prestiż i powagę – dwa atrybuty im nienależne, bo przydane tylko z powodu miejsca w jakim zostały zaimplementowane. Ideologie, gusła, religie – oczywiście mogą pojawić się na wyższej uczelni, ale tylko jako pretekst do dyskusji na temat nauki. Niestety –  paranaukowe tematy dość często są głównym zagadnieniem, nie towarzyszy im żadna dyskusja, oponenci jeśli nawet są, to dobrze się ukrywają, a brać akademicka, wychowana od urodzenia w oparach kadzidła,  już dawno nie widzi w tym nic niestosownego. A zwracam na ten szczegół uwagę, ponieważ to tłumaczy dlaczego nie protestuje przeciwko ideologizacji nauki, za to protestuje przeciwko wykładowi Romana Polańskiego…

Następny problem jaki zauważam, to rażący brak dyskusji wśród akademików na temat wprowadzania nienaukowych treści pod skrzydłami i ochroną uznanych autorytetów jak najbardziej naukowych. Nie będę tu przytaczać konkretnych nazwisk, bo nie o to chodzi, żeby kogoś piętnować personalnie, ale raczej o sygnał, że zauważamy ten proceder i  uważamy, że to kompromitacja i dewaluacja wartości akademickich i wartości samej nauki jako takiej. Nie może być tak, że ktoś w jednym zdaniu, na jednym wdechu miesza naukę z ideologią, względnie wypacza treści naukowe pod własną tezę ideologiczną.

Dlaczego to jest groźne?

Bo kiedy nikt wyraźnie nie oddziela tego co naukowe od tego co ideologiczne, to powoli przywyka się do takiej oto sytuacji, że ktoś, kogo znamy w innej roli, miesza nagle naukę z ideologią, ideologię z poglądami i przekonaniami i na odwrót. Z czasem zaś można zacząć na przykład widzieć boga wszędzie tam gdzie powinno się widzieć pytania naukowe. A kiedy zamiast pytań widzi się boga kwantowego, to jest koniec dociekliwości naukowej i pasji poznawania odpowiedzi.

To jest też koniec nauki i racjonalnej oceny rzeczywistości jaka jest nam dana do postrzegania. Niepoznawalność rzeczywistości takiej jaką ona jest w swej istocie, nie może być powodem łatania luk poznawczych za pomocą ezoteryki i wiary. Takie uproszczenia niczego nie upraszczają, tylko wyhamowują rozwój człowieka. A ten rozwój nie jest znowu aż tak oszałamiający, żebyśmy pozwolili go dodatkowo opóźniać. 

A niestety już dziś można stwierdzić, że powolna osmoza nienaukowej myśli do wnętrza uczelni wyższych odbywa się przy całkowitym milczeniu i w atmosferze nie znoszącej krytyki oraz pod  zewnętrznym naciskiem na władze uczelni. Jak można w tej sytuacji bezczelnie twierdzić, że nowelizacja Konstytucji dla Nauki, to wzmocnienie wolności wyrażania poglądów jej pracowników. Nie panie ministrze – to co pan robi z Konstytucją dla Nauki ma na celu odebranie uczelniom autonomii. Teraz to szef MEN, który dzierży kasę dla Nauki, będzie pokazywał palcem kto może, a kto nie może wykładać na uczelni wyższej. I Rektor ma nie mieć już więcej prawa do wyrażania się na ten temat.

Pan minister ma po prostu dość telefonów od swoich protegowanych, że znowu jakaś uczelnia nie chce go wpuścić do auli uniwersyteckiej z jego przezacnymi poglądami na różne tematy. Teraz te telefony będą się urywać do członków 9-osobowej grupy opiniującej – kto, kiedy i na jaki temat będzie mógł się wywnętrzyć swobodnie i nie niepokojony przez nikogo krytyką. Naprawdę myślał pan, panie ministrze, że nikt nie dojrzy prawdy i pańskich intencji poprzez okrągłe zdanka  na temat nowelizacji KdN?

Ale to nie wszystko. W uczelniach wyższych już dziś zatrudnionych jest wielu paranaukowców. Pan minister chce także, żeby pracownicy mieli wolność do badań naukowych i treści dydaktycznych – prawda, że to dobrze brzmi? Ale jeśli wziąć pod uwagę tę szczególną  koincydencję, o której tu rozprawiamy – to nie można wykluczyć, że środki, znowu nie tak wielkie, pochłoną w całości ambitni paranaukowcy pod protektoratem MEN. Za bardzo wybiegam w przód? Być może. Być może źle oceniam działania ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jeśli się mylę, to z wielka przyjemnością i radością wejdę pod stół i odszczekam, Słowo!

 

Nauka, i to nie tylko w Polsce, boryka się ze zjawiskiem ideologizacji – wydaje się, że minister Gowin pragnie, by ten proces w Polsce przyspieszył. A to jest bardzo niebezpieczne, degraduje bowiem naukę do paradygmatu ideolo. 

 

Po wprowadzeniu nowelizacji, która używa nieścisłych pojęć, będzie problem z interpretacją takich zachowań jak agresja słowna czy symboliczna, nawoływanie do eksterminacji, uwłaczanie godności ludzkiej czy obrazą godzącą w dobra osobiste. Żadnego z tych zachowań nie da się podciągnąć pod wolność debaty akademickiej czy ścieranie się poglądów, co nie znaczy, że w ocenie komisji specjalnej nie okaże się być li tylko brakiem poprawności politycznej. Wydaje się ponad to, że nowelizacja nie wychodzi na przeciw potrzebie pobudzenia debaty w murach uniwersyteckich – ta bowiem toczy się zawsze i stanowi jedno z wielu zadań uczelni wyższej.

Nowelizacja będzie raczej chroniła przed odpowiedzialnością dyscyplinarną ludzi przekraczających granice debaty i dobrych obyczajów. Sprawi, że ocena wspólnoty akademickiej na temat takich zachowań straci moc i skuteczność w zapobieganiu szerzenia się np. poglądów faszystowskich. Ponieważ wdzieranie się różnych ideologii na uniwersytety ma już miejsce od dłuższego czasu i doskonale widoczne są następstwa takiej sytuacji, to dość niepokojąca jest aktywność ministra w stronę eskalacji zjawiska, czemu skutecznie sprzyjać będzie  proponowana nowelizacja KdN. Nie bądźmy dyletantami i korzystajmy z wiedzy jakiej dostarcza historia. Nie trzeba być jasnowidzem, żeby przewidzieć skutki krytykowanej noweli.

 

PS>: artykuł powstał przed wieloma tygodniami, gdy Jarosłąw Gowin był jeszcze ministrem Nauki I S.W. – tym niemniej mechanizm i sposób myślenia opcji, którą minister reprezentuje nie zmienia się i w tym sensie artykuł jest nadal aktualny.

wyborcza.pl

Założenia nowelizacji Konstytucji dla Nauki

wpolityce

 

Kuna 2020 Kraków

 

 

Szczyt bezczelności wobec praw i wolności!

Mój zacny kolega ze Stowarzyszenia Wszechnicy Oświeceniowo-Racjonalistycznej, zamieścił na swoim profilu treść zaproszenia, jakie wpłynęło na skrzynkę zarządu. Oto jego treść:

„Szanowni Państwo,

mam przyjemność zaprosić Państwa na I Forum Praw i Wolności, organizowane przez Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris we współpracy z Konfederacją Inicjatyw Pozarządowych Rzeczypospolitej oraz Stowarzyszeniem KoLiber.

Forum organizowane jest w związku z przypadającą w tym roku 70. rocznicą przyjęcia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i odbędzie się 9 czerwca 2018 roku w kompleksie konferencyjnym PGE Narodowego w Warszawie.

Zostało ono objęte Patronatem Honorowym Wicepremiera Rządu RP, Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego Dr. Jarosława Gowina oraz Ministra Inwestycji i Rozwoju Dr. Jerzego Kwiecińskiego.”

Tematem przewodnim Forum będą strategiczne problemy ustrojowe i wyzwania związane z ochroną praw człowieka oraz praw obywatelskich. Zależy nam jednakże również, aby odpowiedzieć na pytanie, czy we współczesnej dyskusji nad stanem przestrzegania praw człowieka mogą nam pomóc klasyczne pojęcia sprawiedliwości, tradycji i autorytetu. Będziemy też próbowali określić zależności pomiędzy prawami obywatelskimi a obowiązkami obywatelskimi i odpowiedzialnością obywatelską.

Wierzymy, że podejmując trudne pytania o dobre prawo możemy stworzyć skuteczne gwarancje wolności obywatelskich, pozwalając, by nasza wspólnota właściwie odpowiedziała na podstawowe wyzwania rozwojowe.

 

 

 

 

Coroczne święto Praw Człowieka odbywa się  10. grudnia, w rocznicę podpisania Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Ordo Iuris postanowiło jednak wyprzedzić wszystkich, a ma ku temu ważny powód – musi zdążyć przedefiniować te prawa po swojemu. Będzie próbował też włożyć nam wszystkim do głów nowe znaczenia słów takich jak wolność, równość, braterstwo.

W obliczu groźby przyklepania ustawy o dyskryminacji i uprzedmiotowieniu połowy społeczeństwa polskiego, Instytut O.I. zechce zapewne wyjaśnić społeczeństwu korelację między prawami człowieka, a opresją w zakresie praw reprodukcyjnych  kobiet w Polsce. Być może zresztą, przeceniam tę instytucję i w dzisiejszej rzeczywistości wystarczy, że udowodnią iż kobiety jednak ludźmi nie są, zatem żadne prawa im się nie należą. A jest to całkiem możliwe kiedy się spojrzy na listę prelegentów i w zasadzie tak by było logicznie. Poza tym wyjaśniałoby patronat honorowy dwóch ministrów. Jeden to ten nadwrażliwy i cierpiący na bezsenność z powodu rzekomego krzyku zygot, a ten drugi notorycznie myli inwestycje i rozwój z destrukcją i wstecznictwem.

Chciałam się wbić na to forum, ale ostatecznie zrezygnowałam. Nie spodobała mi się lista ekspertów od cudzych obowiązków i uszczęśliwiania bliźnich porcjami opium dla ludu… Ale może Wam się spodoba – jest tu 

Natomiast dla tych, którzy chcieliby sobie przypomnieć fascynującą historię powstania Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, poznać fakty jakie były bezpośrednią inspiracją  do pracy nad tym dokumentem oraz utrwalić sobie szczególne intencje jakie przyświecały ONZ w 1948 roku, namawiam do odwiedzin na poniższej stronie:

UNIC Warszawa strona główna Ośrodka Informacji ONZ w Warszawie

Jest to sensowny adres, tym bardziej, że coraz nam bliżej do redefinicji prawa i wolności według standardów etycznych Instytutu Ordo Iuris, czyli do 9 czerwca b.r.

 

 

 

 

I pozwolę sobie być małostkową…

Czy wiecie Państwo ile kosztuje wynajęcie  kompleksu konferencyjnego stadionu  Narodowego PGE  w Warszawie?

Ja też nie wiem, ale bardzo dużo. I wszystko mi jedno czy dostali wielki grant od szczodrego państwa PIS, czy wspomaga ich Stowarzyszenie KoLiber, za którym stoi bogaty Instytut Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa, a na co dzień powiela i skutecznie implantuje w młodych umysłach, skompromitowane idee neoliberalne na temat wolnego rynku, świętego prawa własności i naiwne marzenia o rockefelleryźmie.

Mimo, że mam bogatą wyobraźnię i bardzo dużo tolerancji, nie będę sobie wyobrażać co na temat Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ma do powiedzenia Ordo Iuris, który marzy o pozbawieniu Polek tych praw, ani też nie chce mi się słuchać liberałów, którzy nie widzą sensu w dbaniu o rozwój społeczny, którzy nie widzą sensu w usługach publicznych i nie potrafią zrozumieć, że sponsoring podobnie jak i charytatywność a’la Caritas uwłacza godności ludzkiej. Uważam dalej, za moim kolegą, że powierzanie takim organizacjom obchodów 70-lecia uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka za szczyt bezczelności, a finansowanie tej imprezy z funduszy publicznych za zwyczajną malwersację.

 

 

 

Wnioski około aborcyjne. Część 1. Wszystko jest polityczne.

Ponieważ prawa reprodukcyjne pozostaną tematem dyżurnym jeszcze przez wiele lat, i ponieważ od dawna nikt nie wnosi nic nowego, postanowiłam przedstawić wnioski około aborcyjne, w oparciu o własne widzimisię i inne źródła informacji. 24 lata to kawał czasu na rozmyślanie… 

W pierwszej części obejrzymy problem w makroskali. Drugą poświęcę na omówienie skutków społecznych, mam nadzieje, że nim dojdziemy do części trzeciej, uda mi się dostrzec w końcu coś, co uświadomi nas wszystkich, że kobiety mają dobry powód by dojrzeć do siostrzeństwa.

Wszystko jest polityczne 

Kiedy  pojawia się jakieś zjawisko społeczne, na ogół pytamy o to, skąd się wzięło, komu lub czemu je zawdzięczamy, i zastanawiamy się po co, w jakim celu ta zmiana? I niezależnie, czy uda się odpowiedzieć na nie wszystkie czy też nie, warto je zadać i warto szukać odpowiedzi. Gdybyśmy robili to częściej i w każdej wspólnej sprawie, być może nie traktowano by nas, zwykłych ludzi, jak tępych idiotów i element bez znaczenia. 

Zjawisko jakim się dziś zajmiemy, to  nieoczekiwana zmiana postrzegania aborcji. Przez niemal czterdzieści lat prawo kobiety do przerwania ciąży, było ważną częścią ochrony jej zdrowia i życia oraz realizacją jej prawa do decyzji w kwestii własnej prokreacji. Stanowiła o tym ustawa z 1956 roku, którą uchwalono by zakończyć piekło kobiet w podziemiu aborcyjnym. Była to słuszna decyzja, ponieważ od zawsze wiadomo, że jeśli kobieta nie chce być matką, to żadna ustawa nie stanie na drodze jej autonomicznej decyzji. Kropka.

Po transformacji, w 1993 roku, na mocy wprowadzonej w życie ustawy antyaborcyjnej, niemal z dnia na dzień kobiety utraciły swoje prawa. Jednak żadna ustawa, zwłaszcza narzucona z pogwałceniem zasad demokracji bezpośredniej, nie jest w stanie pozbawić człowieka jego wolności – ona mu ją wręcz uświadamia. I nie powinno nikogo dziwić, że około 150 tysięcy kobiet rocznie realizuje swoje autonomiczne decyzje o niepodjęciu funkcji rozrodczej. Dokonują  przerwania ciąży nielegalnie, w złych warunkach, z ogromnym ryzykiem utraty zdrowia a nawet życia, chyba, że kobietę stać na turystykę aborcyjną.

Miłośnicy zakazów powtarzają jak mantrę, że aborcja to holokaust nienarodzonych dzieci, a kobiety decydujące się na ten akt  to morderczynie, nie zasługujące na litość i zrozumienie. Oczywista są to narracje propagandowe, ale skutki takiego doboru słów i wykluczenie naukowego języka z tzw. debaty publicznej, to już całkiem poważne zagrożenie dla rozwoju społecznego. Ściślej rzecz ujmując w Polsce nie było szerokiej debaty publicznej. Była jedynie prezentacja poglądów ze strony ideologów katolickich, wzmacniana co chwilę przez pojedyncze, często ordynarne zdania autorstwa biskupów z KEP ( Konferencja Episkopatu Polski).

Zdaniem Obserwatorium…

Problem aborcji zaczyna się i kończy w naszych głowach, ergo, jest to problem całkowicie wymyślony przez jednych ludzi i zaszczepiony poprzez propagandę w głowach pozostałych. Twórcy idei świętości zygoty ubili interes z politykami i wytwór własnej wyobraźni, od wielu lat wciskają opinii publicznej wszystkimi dostępnymi środkami. Czy chodzi im o wyrobienie sobie przepustki do nieba, czy stworzono problem wokół sporu ideologicznego, by coś ugrać?

Różne, czasem dziwne uzasadnienia, jakie wpuszcza się w obieg społeczny – a, że to wyraz mizoginii konserwatywnego duchowieństwa, albo że wskaźniki demograficzne są alarmujące, a system ubezpieczeń pada, to zwykła ściema. I kiedy po raz setny jestem świadkiem dyskusji o nieoznaczoności początku życia człowieka – co ma stanowić kość niezgody –  mam ochotę krzyczeć, że jak najbardziej jest on ściśle określony i zdefiniowany. Mikroskop rozwiał ostatecznie wątpliwości, jakie mogli mieć ci, do których opornie docierało, że kobiety nie są wiatropylne i północny wiatr ma tyle wspólnego z ciążą co i sztorm w wiosce rybackiej, albo godzina milicyjna w stanie wojennym.

Może więc sporny ideologicznie teren jest częścią większej rozgrywki, a stawką wcale nie jest życie poczęte, tylko czyjeś interesy, fobie albo długi? Może chodzi cały czas o realny wpływ na władzę i żeby ponownie zakotwiczyć hegemona katolickiego w życiu społecznym poprzez ustawy i sądy? Może chodzi o to co zawsze – pokazać gawiedzi kto tu rządzi? Mówiąc po ludzku – wpadł taki jeden z drugim na plac, zadarł kiecę, obszczał stare kąty i powiada, że znowu wszystko ma być po staremu. I wtedy Boy Żeleński w grobie się przewrócił…, a katolicki bóg tylko jęknął zrezygnowany, patrząc na tę porażkę i ludzką mizerię.

 

Jak to się stało możliwe…

…w kraju dzielnych bojowników o wolność? ( złośliwość )

Głównymi reżyserami nowego problemu są JP2, Wanda Półtawska – przyjaciółka papieża, oraz liczne satelity – pomagierzy, którzy skutecznie rozrobili temat w sferze publicznej oraz położyli go na szali politycznych rozgrywek – biskupi i media publiczne w charakterze szczekaczki, moderatorzy Klubu Inteligencji Katolickiej jako samozwańczy dysponenci szerokiej, politycznej oferty dla KRK, politycy wszystkich opcji jako stojący w kolejce do dziobania, po swój kawałek tortu pt. Polska.

Społeczeństwo nie uczestniczyło. Społeczeństwo po wyborach 1989 roku przestało być potrzebne. Ustawa zabraniająca przerywania ciąży weszła do kanonu prawa w 1993 roku ponad naszymi głowami. Bez konsultacji społecznych. Mimo ogromnego sprzeciwu obywateli, czego wyrazem były wyniki badania opinii publicznej w tamtym okresie. Mimo petycji w sprawie referendum z 1,7 milionem podpisów, bezpardonowo zmielonych w niszczarce sejmowej.

Nawiasem  dla niektórych, jak ja  to był koniec demokracji. Inni czekali do zamachu na Trybunał Konstytucyjny. Ten wtręt jest po to, by pokazać jak wielką ma się tolerancję dla władzy, jeśli się nie ma refleksji i świadomości w czym się uczestniczy, gdy zajęci swoimi sprawami obywatele przestają patrzeć na ręce władzy.

I zaczęła się awantura medialna. Wzięli w niej udział mężczyźni – duchowni i świeccy bez mandatu i moralnego prawa, słabo przygotowane do tej rozgrywki feministki, oraz kobiety mówiące głosem konserwatywnych mężów – Terlikowska, Wróblewska, Godek, Kempa i wiele innych. Jak beznadziejna była to pyskówka może świadczyć rozpaczliwy performance Katarzyny Bratkowskiej, która oświadczyła publicznie, że: przerwę ciążę w Wigilię Bożego Narodzenia – i co mi zrobicie?

Powszechny chór dur we wszystkich środowiskach nie wyłączając progresywnych feministek pokazał, że odbiorcy komunikatu Bratkowskiej nie poradzili sobie z jej przekazem. Gremialnie nikt nie zrozumiał co się tak naprawdę wydarzyło; że gra nie idzie o życie ludzkie, że krzykiem zygot, które nie dają spać Gowinowi, zagłusza się głosy, przypominające czym staje się kobieta odarta z godności i praw człowieka. Bratkowska powiedziała ni mniej ni więcej tylko, że :

Nikt i nic nie jest w stanie odebrać mi prawa do własnych decyzji.

Ani bóg, ani opinia publiczna, ani państwo i jego opresyjny system prawny.

W nielicznych, medialnych burzach temat aborcji sprowadza się do mordowania poczętych. Mówi się o ciąży jak o świętym obowiązku  i, że utrzymanie jej wbrew wszelkim przeciwnościom losu stanowi dopiero o godności kobiety. Taka narracja przynosi wkrótce efekty. Po kilkunastu latach tego typu retoryki, kolejne badania opinii publicznej zdają się potwierdzać, że większość ludzi uległa terrorowi symboliki religijnej, począwszy od matki boskiej w klapie marynarki i krzyży w każdym urzędzie państwowym, skończywszy na błogosławieniu  narodowców przed obliczem Matki Boskiej Częstochowskiej i tolerowaniu przemocy słownej i symbolicznej w przestrzeni publicznej. I nie, nie pomyliłam się   jest to ten sam terror ideologiczny co zawsze. 

 

Pozycja kościoła Rzymsko-katolickiego (KRK) i Konferencji Episkopatu Polski (KEP)

 

Przez wiele lat starałam się zrozumieć błąd jaki popełnił Tadeusz Mazowiecki, gdy uznał, że kościół zasłużył na szczególne traktowanie. Niestety nie znajduję usprawiedliwienia dla jego krótkowzroczności i ignoranckiej postawy wobec historii KRK. Akt oddania pod jego kuratelę całego społeczeństwa polskiego, bez względu na jego różnorodność światopoglądową, walnie przyczynił się, w mojej ocenie, do pojawienia się większości problemów na linii sacrum – profanum. Dał zielone światło dla pełzającej klerykalizacji i wpłynął na postawy obywateli, którzy w takich warunkach skorzy są do konformizmu i oportunizmu.

 

Przebudowa zbiorowej opinii publicznej życzliwej kobietom, na opinię pełną zniewag, histerii, niesprawiedliwych i wypranych z empatii ocen, wymagała czasu, konsekwentnych decyzji, stałej, prostackiej narracji i  zmian personalnych na wielu, strategicznie istotnych stanowiskach. Nie było to trudne zadanie biorąc pod uwagę szczególną pozycję KRK i postrzeganie go apriorycznie jako autorytetu.  Zamknięcie publicznej debaty, wprowadzenie monologu antyaborcjonistów w mediach i jednocześnie odcięcie głosów eksperckich, spowodowało zmianę języka i stworzyło całkowicie nową narrację. 

Ponieważ KRK za sprawą katechezy w szkole dba o to, by młode pokolenie było odpowiednio sformatowane, a  sugestie biskupów mają rangę nakazu, ministrowie rządu RP przestali panować nad podstawą programową dla szkół i postępującą wymianą kadr w strategicznych punktach resortów – zdrowia, oświaty i nauki, opieki społecznej i kultury. Zanim ktokolwiek się zorientował było po ptokach. Szacowne grona decyzyjne opanował duch ochrony wartości chrześcijańskich cokolwiek to znaczy, choć w praktyce znaczy po prostu wykonywać polecenia i zgadywać życzenia mocodawców. Klasyczny  KETMANING, żywcem jak z Czesława Miłosza w dziele Zniewolony umysł, nawiasem znowu aktualna pozycja wydawnicza (sic!)

By dokonać zmian kadrowych, KEP potrzebował, wykwalifikowanych pod swoje potrzeby, specjalistów, a tych dostarczyły katolickie uniwersytety, szkoła Rydzyka i takie twory jak np. Akademia Ignatianum w Krakowie. I dziś stanowią oni armię cywilnych akolitów, którzy niezauważalnie realizują  politykę kościoła we wszystkich sektorach życia społeczno-politycznego.

AKADEMIA IGNATIANUM W KRAKOWIE

Wysoce skorelowane działania KRK, na polu przejęcia faktycznej kontroli nad państwem, niepokoją tym bardziej im mniej oczywisty jest udział KRK w tych działaniach. Coraz częściej o interesy kościoła walczą i dbają wzmiankowani wyżej– świeccy akolici. Obecnie mamy szczególnie dużo urzędników państwowych z wysokiego szczebla wybranych z tego klucza – prezydenta państwa, byłą panią premier i szefową jej kancelarii, ministrów, kuratorów oświaty, dyrektorów teatrów państwowych, ekspertów w różnych dziedzinach np. ginekologii i położnictwa, i wielu, wielu innych.

Kościół nie musi się już oficjalnie wypowiadać w każdej sprawie, by realizować swoją politykę na szczeblu państwowym. Nie będzie więc ponosił konsekwencji swoich poczynań i to mimo, że tacy jak Gowin, Niesiołowski, Rzepliński, Królikowski, Zoll-senior, kiedyś także Giertych i wielu nowych, jak małopolski kurator oświaty pani Barbara Nowak, nie kryją swojego uzależnienia emocjonalnego od KRK i że są przede wszystkim wierni tej instytucji.

Ja tylko tak poza wszystkim chcę przypomnieć, że od urzędników państwowych oczekujemy niezależności światopoglądowej i, że jest ona warunkiem sine qua non sprawowania urzędu. Ale to tak na marginesie, żebyśmy nie dali się zwariować i mimo wszystko o tym warunku pamiętali. Zbliżają się wybory…

Stanowisko samorządu lekarskiego (NRL)

Przewidując, że ustawa nie wpłynie na ilość rzeczywistych aborcji, kościół realizował dalsze, polityczne kroki, zmierzające do uniemożliwienia kobietom dostępu do legalnej aborcji, nawet w tych trzech przypadkach, o jakich szczegółowo mówi ustawa. Wanda Półtawska zredagowała Deklarację Wiary Lekarzy Katolickich, by następnie podsunąć ów dokument do podpisu profesorom uczelni medycznych, lekarzom, studentom i personelowi pomocniczemu. Deklarację podpisało nieco ponad trzy tysiące osób co stanowi niecały procent populacji medyków, ale akcja i tak odniosła oczekiwany sukces medialny.

Wkrótce miała miejsce tzw. afera Chazana – profesora ginekologii i położnictwa, znanego aborcjonisty z czasów PRL-u, sygnatariusza Deklaracji Wiary, który nadużył praw pacjentki z ciążą letalną i uniemożliwił jej skorzystanie z prawa do aborcji. Oburzeniom nie było końca, ale włos z profesorskiej głowy nie spadł, a cała afera zamiast być ostrzeżeniem stała się przyczynkiem do uznania wyższości sumienia lekarza nad dobrem pacjenta, w czym miała swój udział Naczelna Rada Lekarska. Zasada zaczęła odtąd obowiązywać w polskim standardzie opieki medycznej.

Afera Chazana stanowiła ferment do kolejnych kroków, przekraczających granice przysięgi Hipokratesa. Naczelnym obowiązkiem lekarza i jego wolą jest mieć na uwadze przede wszystkim dobro pacjenta. Ku zaskoczeniu lekarzy i pacjentów, których zaufanie było dotąd osadzone mocno na wierze, że lekarz nie sprzeniewierzy się swojej przysiędze, Naczelna Rada Lekarska zażądała prawa do  bezwarunkowego stosowania klauzuli sumienia przez  lekarzy. Ten niefrasobliwy krok przyczynił się, za sprawą wyroku Trybunału Konstytucyjnego, do jeszcze większej asymetrii między prawami lekarza i jego pacjenta, na niekorzyść tego drugiego…

Kazus Chazana pokazał jak bezradny jest nasz wymiar sprawiedliwości i Trybunał Konstytucyjny. W ślad za tymi wydarzeniami doszło do samowolnego poszerzenia zastosowania klauzuli sumienia i odtąd nie dotyczy ona tylko sumienia danego lekarza, ale całych placówek, a nawet wszystkich placówek w województwie, jeśli tak zdecyduje władza terytorialna. W ten sposób poradzono sobie z lekarzami, którzy nie są sygnatariuszami Deklaracji Wiary… i nadal są wierni przysiędze Hipokratesa. Takich lekarzy mamy na szczęście ogromną większość, ale zmuszeni są działać w  warunkach, w których etyka kłóci się z prawem, a co jeszcze ważniejsze z zarządzeniami pracodawcy.

Na drodze do nieświadomego rodzicielstwa…

W makroskali omawianych problemów nie można pominąć także równolegle toczących się sporów o wprowadzenie do szkół edukacji seksualnej i dostępnej, taniej antykoncepcji awaryjnej. Konstanty Radziwiłł, były już minister zdrowia, kompromitował się wielokrotnie całkowitą niewiedzą na temat Ella-one i trudno powiedzieć, czy był to z jego strony samobójczy akt desperacji czy dowód całkowitego oddania kościołowi. Wszystko jedno – tak czy siak, zasłużył na społeczne wykluczenie i ostracyzm towarzyski, a jako polityk na Trybunał Stanu.

Trudno wyrokować jaka motywacja stała za pomysłem, by pozbawić kobiety zdobyczy cywilizacyjnej, jaką jest bez wątpienia antykoncepcja i bezpieczna aborcja – dwa narzędzia świadomego rodzicielstwa. Może mieć z tym coś wspólnego fakt, że w Polsce rządzą od ponad trzydziestu lat konserwatyści obyczajowi i marnej proweniencji politycy, którzy nie brzydzą się handlem prawami kobiet i w ogóle prawami człowieka. Mają niską kulturę prawną – większość z nich nie rozumie na czym polega demokracja i dlaczego nie polega na rządach większości.  Warto podkreślić, że ułomność ta dotyka polityków wszystkich opcji.

Od dwóch lat tj. od 2016 roku, kiedy zagrożono kobietom całkowitym zakazem aborcji, znowu wyszły one na ulice polskich miast i miasteczek – tym razem mocno wkurzone i zdeterminowane – nie zejdą z nich, dopóki sejm nie zwróci im ich praw, a kościół nie przestanie włazić w buciorach do ich domów i pod ich kołdry. Sprawcą wzmożenia inicjatywy środowisk kobiecych był projekt całkowitego zakazu aborcji,  dość dyletancko napisany przez prawniczy think-tank środowisk anty-choice, czyli Fundację Ordo Iuris. Spekuluje się na temat zagranicznych mocodawców tej organizacji, ale nie ma to znaczenia, bo to tylko bandzior do wynajęcia.

Osobiście jestem zaniepokojona tym, że Polki są bardziej skore do wyjścia na ulicę z powodu strachu przed całkowitym zakazem aborcji niż w sprawie poparcia projektu Barbary Nowackiej Ratujmy Kobiety, który faktycznie dba o ich prawa i zwraca im szacunek oraz godność człowieczą. Skwitować to potrafię tylko tak: takie hasła na demo jaki poziom świadomości. Ale nie mam pretensji do kobiet. Nikt przez lata, ani za PRL-u, ani po 89 roku nie dbał o stan ich świadomości, a one same podlegały ciśnieniu z wszystkich stron, tylko nie z tej właściwej czyli organizacji feministycznych. Do tych organizacji też trudno mieć pretensje – skuteczna działalność wymaga funduszy i zaangażowania. Kiedy brakuje tego pierwszego trudno o to drugie.

Natomiast Kongres Kobiet  organizacja mocno dofinansowana przez biznes, sprawiła jedynie że kobiety poczuły, że też mogą mieć coś do powiedzenia w polityce. Problem polega na tym, że nie bardzo wiedzą co, i jak na razie są nieobecne w ławach poselskich, gdy trzeba być i ostro walczyć o Ratujmy Kobiety. Projekt ustawy Barbary Nowackiej przepadł z powodu wyraźnych braków w edukacji naszych przedstawicieli i przedstawicielek w parlamencie.

Przypadek Polski powinien być przestrogą dla Europy, bo uświadamia, że dobry zwyczaj omawiania problemów społecznych w demokratycznej debacie, opartej o racjonalne testowanie rzeczywistości nie jest możliwy, gdy podstawą systemu myślenia o nich jest biblia i ewangelie. A osobliwie problem dzietności nie rozwiąże się drogą uświęcania macicy i wbijania tego dziwnego wyobrażenia w głowy dziewcząt w podstawówce, ani tym bardziej zachęcaniem kobiet do rodzenia dzieci z wadami rozwojowymi i pod pręgierzem prawa stanowionego w oparciu o dogmaty kościelne.

Kuna; blog Obserwatorium.

 

 

c.d.n.

lektura obowiązkowa

Prawo dot. aborcji

historia ustawy antyaborcyjnej od 1993 roku

warunki dopuszczalności przerywania ciąży

Aborcja w Polsce

 

 

Petycja jak akt oskarżenia o uprawianie eugeniki…

Ta petycja trafiła do mnie przypadkiem. A szkoda, bo jestem dobra w krytyce, więc zapewne natychmiast zaproponowałabym zmianę wiodącego napisu informującego o wydarzeniu…

Patrzę na  zbitek rozżalonych buziek niemowlaków.

Wiem dokładnie na co patrzę, i rozumiem jak ta socjotechnika ma działać, odruchowo zastygam jak w tej zabawie- raz, dwa, trzy, Baba Jaga pa-trzy, by zobaczyć to, o co naprawdę chodzi  — o komórkę jajową? Zapłodniona czy nie, wszystko jedno przecież, bo nie o nią tu chodzi…

 

I po chwili widzę te same buźki, zrozpaczone twarze niemowlaków, nie znających pojęcia upływu czasu, czekających w bezmiarze wieczności na powrót swojej matki karmicielki, bijącego jej serca, jej zapachu, głosu, uśmiechu, czyli tego wszystkiego, co określa  sens ich życia na tym etapie.

Ale ich MATEK już nie ma, nigdy już nie przyjdą, nie przytulą, nie obetrą łez, nie zanucą mruczanki, nie wymasują wzdętego brzuszka… Nie będą też obecne w ich życiu, gdy będą dorastać i uczyć się jak sobie radzić z licznymi deficytami życiowymi.

matki

 

Te dzieci będą musiały z tym żyć. Pewnego dnia, kiedy podrosną na tyle, by zmierzyć się z prawdą o powodach, dla których ich matki banasiukskazano na śmierć, dowiedzą się o tych wszystkich  ludziach, uwiedzionych nowomową katolickiej propagandy, którzy uznali, że prawo do  eugenicznego zarządzaniagodek  płodnością kobiet należy do dogmatycznego kościoła katolickiego w Polsce i akolitów typu Ordo Iuris i cała kato prawica.

 

Ktoś tym dzieciakom opowie, co to jest eugenika i nie omieszka wspomnieć, że u jej podłoża leży pycha i pogarda dla ludzi oraz brak wiedzy i prymitywna chęć  nadużycia władzy wobec obywateli. Polska nie będzie mogła być z tego dumna. Eugenika kwitła już raz w Europie, w Stanach Zjednoczonych i na Wyspach Japońskich, w początkach XX w. Szwecja tak bardzo się wstydziła być kolebką tej swoistej inżynierii społecznej,  że po II W.Ś. wymazała te fakty z wszystkich źródeł informacji — encyklopedii, historii, literatury i prasy.

W początkach XXI w. reporter Maciej  Zaremba Bielawski był jednym z tych dziennikarzy śledczych, któremu udało się dotrzeć do ocalałych źródeł historycznych i wydobyć ten wstydliwy fakt na światło dzienne. Do dziś żyją ofiary tamtych zdarzeń, a rząd szwedzki higieniściwypłaca odszkodowania za ten haniebny proceder. Nasz rodak opisał te fakty w tomiszczu pt. Higieniści. Z dziejów eugeniki. wydawnictwo Czarne,Wołowiec 2011.

Ktoś się zdziwi, ktoś powie – oszalała? — co to ma wspólnego z ruchem za życiem, z prolifem, z ochroną życia dzieci nienarodzonych itd.

Otóż wcale nie oszalała. Bo drodzy Państwo, eugenika to nie tylko zabijanie niepełnosprawnych i chorych psychicznie przez starożytnych Rzymian, to nie  tylko pozbawianie płodności kobiet złej proweniencji — cyganek, prostytutek, dziewcząt, które zostały pozbawione dziewictwa przed ślubem, czy nosicielek chorób dziedzicznych, ani mężczyzn — alkoholików,  morderców, recydywistów wszelkiej maści. To także zmuszanie niemieckich kobiet do współżycia z nordyckimi mężczyznami, by zaludnić kraj wartościową rasą białych blond niebieskookich panów, a także zakaz rozmnażania ponad jedno dziecko na parę, w Chinach Ludowych — to także eugenika.

Eugenika, czyli systemowe poprawianie i modelowanie jedynie słusznego profilu społeczeństwa podległego kontroli to utopia, która zawsze opiera się na wątpliwych przesłankach naukowych, za to mocno wsparta jest o rozbuchane ego ludzi władzy, którym przeszkadza fakt, że ludzie dysponują wolnością i prawem do samostanowienia o sobie. I chociaż po wojnie w latach pięćdziesiątych prawa eugeniczne nauka ostatecznie ośmieszyła, to dopiero w latach siedemdziesiątych zapisy tych ustaw oficjalnie zniesiono w Szwecji.

 

Eugenika ma zawsze takie oblicze jak teza, która w danym czasie i miejscu, akurat pasuje wszelkiego rodzaju moralistom u władzy. A ponieważ nie ma na nią zgody, ani nawet etycznej dyspensy, bo i być nie może, to tworzy się coś na kształt faktów dokonanych, a to przez zmianę języka opisu, poprzez kneblowanie merytorycznego dyskursu, nadużywanie autorytetów moralnych, a wszystko po to, by zdobyć poparcie społeczne, niezbyt dobrze wykształconych warstw i zagłuszyć protest tych, którzy mają świadomość skutków.

W dzisiejszej Polsce eugeniczna ustawa antyaborcyjna nie jest nawet inżynierią społeczną, ponieważ tą drogą nie osiąga się ani wzrostu dzietności, ani nie zmniejsza się ilość aborcji. To już empirycznie sprawdzone, bo swoiście polski sposób na dyscyplinowanie przez groźbę egzekwowania opresyjnego prawa, nie zagraża klasom średnio, dobrze uposażonym i dotyczy w zasadzie tylko kobiet nisko uposażonych bądź całkowicie zależnych ekonomicznie. Przykro mi, Jarosław Gowin nadal będzie nocą słyszał krzyk zygot. Taka eugenika jest już tylko rodzajem przemocy systemowej, opartej o środki przymusu prawnego.

Skoro więc ustaliliśmy, że nic się nie zmieni, z ustawą czy bez niej nadal urodzą się oczekiwane, a nie urodzą się nieplanowane i niechciane dzieci, czyli kobiety nie zrezygnują ze swojego prawa do życia, to moje pytanie jest takie: komu robi dobrze ta ustawa? Jedna  25-ciolatka, powiedziała kiedyś tak:

Ta ustawa chroni kobiety zmuszane do aborcji.

(!???!)

Te znaki zapytania i wykrzykniki oznaczają mój wytrzeszcz i opad szczęki oraz pacnięcie rąk, które mi opadły do ziemi. Nie no, poważnie pytam —

komu ta ustawa robi dobrze???

 

A oto spontaniczna reakcja na zaproszenie do podpisania petycji zygotarian

Jak sobie pomyśle o tym, że ta petycja jest w sprawie zygot to natentychmiast widzę dokładnie takie rozpłakane dzieciaki po utracie matki, której np. nie udzielono pomocy, nie leczono jej, nie empatyzowano z nią, gdy dostała rozpoznanie nowotworu nerki i okazało się tydzień później, ze jest w ciąży i nie pozwolą jej przerwać ciąży bo … no właśnie bo co?

No właśnie, bo co?

Terror farmaceutyczny! Przyznali się do zamachu!

 

Ta reklama kłamie. Wiele reklam kłamie. Wiemy o tym nie od dziś. Ale od dziś wiemy dodatkowo, że nie tylko nie decydujemy gdzie , ale czy w ogóle odbierzemy naszą przesyłkę… A zawdzięczamy to przymierzu sekty Ordo Iuris z władzami RP.

poczta2

Terror farmaceutyczny dotknął Pocztę Polską – do odbiorców nie dotarła ani jedna przesyłka z Ella-one. Kilka dni po tym jak ta wiadomość obiegła serwisy informacyjne, do zamachu na wolny rynek przyznało się ugrupowanie skrajnie prawicowe, będące agendą charyzmatycznej organizacji z Ameryki Łacińskiej, czyli Ordo Iuris we własnej osobie.

ordo iuris

Działało wspólnie i za porozumieniem z władzami RP. Pytanie- czy terroryzm władzy, legalnie wybranej w wyborach demokratycznych, to prymitywna arogancja, demonstracja siły i możliwości usadzania każdego niepoprawnego ignoranta, czy może dekompensacja nagromadzonych przez lata frustracji osobistych?

PHOTO: MACIEJ KULCZYNSKI / SE / EAST NEWS WROCLAW WICEPREZES PIS ZBIGNIEW ZIOBRO PRZYJECHAL DO WROCLAWIA BY POPRZEC KANDYDATA NA PREZYDENTA POSLA DAWIDA JACKIEWICZA PRZYJECHAL W ASYSCIE DWOCH OFICEROW BOR SAMOCHODEM BORU 16/11/2010

Odnotowane, zapamiętane, będzie rozliczone wcześniej czy później i raczej nie będziemy czekać na wolę polityczną, bo wiemy doskonale z doświadczenia, że ta drepta na samym końcu ciągu technologicznego obecnej polityki wewnętrznej. Mamy już zimę, ale nie wydaje mi się, żebyśmy musieli poddawać się terroryzmowi państwowemu… Jak sądzicie?

sprawiedliwość2

 

Kim są Ordo Iuris

To bardzo dobry materiał filmowy, który tłumaczy czym jest Ordo Iuris i dlaczego to niebezpieczna sekta…

Lepiej wiedzieć niż domyślać się i insynuować…

Polecam, każdemu kto nie obawia się prawdy i jest na nią otwarty.

 

Zajrzałam w oczy oprawcy

Dziś poznałam oblicze Złego. Dziś usłyszałam jak gładko mówi o nienawiści do bliźnich, w szczególności do kobiet, mężczyzn i dzieci. Zobaczyłam jak działa przez wybranych ludzi. Takim człowiekiem-tubą Złego jest dla mnie ten pan. Nie mam ochoty na polemikę ze Złym. Nie mam ochoty pochylać się nad tym jak do tego doszło, że posiadł i zmącił umysł inteligentnego człowieka, by wykorzystać go do swoich celów.

Rany!! Co ja plotę!! Przecież nie ma żadnego Złego!!

Kim więc jesteś człowieku? Jaką ścieżką doszedłeś do tego miejsca, z którego chcesz dziś decydować o losie ludzkim. Dlaczego uważasz, że masz takie prawo?! Skąd tyle pychy i pewności, że się nie mylisz w swoich ocenach?! Jaki deficyt potrzeb sprawia, że znajdujesz przyjemność w stosowaniu przemocy wobec kobiet?! Jaką konstrukcją jest twoje sumienie, a może raczej, dlaczego jest zepsute?!

Słuchając tej rozmowy, starałam się wejść, swoim zwyczajem, w buty tego pana. Zwykle, stosując tą metodę, udaje się spenetrować sposób myślenia obiektu badawczego, dociec sedna błędu rozumowania, albo przynajmniej zarysowuje się  oś nieporozumienia, bywa i to nie rzadko, że znajduję swój błąd. W tym wypadku, mój błąd polegał na tym, że w ogóle miałam dobrą wolę wchodzić w interakcję z osobowością zaburzoną, że zamiast potraktować cały wywód, tak jak na to zasługuje, czyli jako część propagandowego show i polityczną rozgrywkę, zafascynowana powierzchownością rozmówcy, jego pozornym zaangażowaniem i aksamitną retoryką, gładko weszłam w tok rozumowania i popłynęłam od początku do końca wywodu bez kamizelki ratunkowej, ergo, urwałam się z choinki racjonalnego rozumowania.

Szczęśliwie pokonałam wartki nurt, obfitujący w wystające kamienie, i unikając większych obrażeń wyszłam na brzeg, by ocieknąć z resztek absurdu. Trwam w stanie kompletnego osłupienia. Przez kilkanaście minut przebywałam w innym świecie, musicie więc zrozumieć, że szok poznawczy jakiego doznałam, oraz skutki uboczne z tego wynikające, mogą jeszcze przez czas jakiś wpływać na moją zdolność do wyciągania wniosków z tego przeżycia.

Czuję się trochę jak po pierwszym obejrzeniu filmu „The Lobster” – bardzo ważny obraz, wyprodukowany przez Yorgosa Lanthimosa w 2015 roku. Opowiada o świecie, gdzie niby wszystko, na pierwszy rzut oka, wygląda jak w naszym – są ludzie, noszą ubrania takie jak my, mieszkają w domach takich jak nasze, jedzą to co my, jeżdżą samochodami, posługują się mową… W świecie który oglądamy jest też przemoc.

Ludzie starają się nie okazywać emocji ani uczuć – rzadko słyszymy śmiech, gwar ożywionych rozmów, krzyk sporów…, tak jakby okazywanie ich było nieprzyzwoite, nieakceptowane przez społeczność. A zatem w świecie „bez emocji” żyją ludzie tacy jak my, ale skrojeni wg. innych zasad, wierzący w to, że jeśli nie znajdą partnera, to w specjalnym zakładzie przypominającym hotel, zostaną poddani przemianie w dowolnie wybrane zwierzę. Umierają uśpieni przez innych kuracjuszy podczas polowania na nich w miejscowych lasach.

Główny bohater trafia tam z powodu rozstania z partnerką. Ona odeszła do innego, on został sam – bycie samotnikiem jest w tym świecie zabronione prawem. Ma 40 dni na znalezienie wśród skazanych z tego samego powodu co on, kobiet, partnerki dla siebie. Co ciekawe, wydaje się, że dobór odbywa się poprzez poszukiwanie jakiejkolwiek wspólnej cechy – ot choćby samoistne , częste krwawienie z nosa, albo zerowy poziom empatii, lub cokolwiek innego – ważne by oboje TO mieli.

Nie będę dalej opowiadać fabuły, może ciekawość zaprowadzi czytelników do obejrzenia filmu. Gorąco polecam. Przytaczam ten film, bo przez godzinę można się rozejrzeć w tamtym świecie i poczuć różne dziwne drgania, zdziwienia, opory, sprzeciw, silną niezgodę.

Ale przede wszystkim jest to przeżycie skłaniające do zadania sobie pytania, wielu pytań. Np. jak wiara wpływać może na kształtowanie świata relacji międzyludzkich, jak czyni z ludzi bierne narzędzie, jak rozkłada akcenty, jak hamuje jedne popędy lub wzmaga inne, jak kształtuje kulturę bycia wśród ludzi. Jak czyni i wykonuje władzę nad ludźmi i do czego prowadzi taki sztuczny ład. Ważna pozycja w kinematografii współczesnej. Koniecznie obejrzyjcie ten obraz.

Wracając do tematu. Otóż skrajne przeżycie po kontakcie z panem Jerzym Kwaśniewskim z ordo iuris, poza tym, że przykre, odpowiedziało mi na dręczące mnie pytania. Np. skąd taka determinacja pro-liferów w upowszechnianiu zmanipulowanych obrazów ich ulubionej galerii aborcyjnej, albo dlaczego pani Godek, działaczka tego ruchu, pozbawiona jest empatii i zwykłego współczucia dla innych kobiet, mężczyzn i dzieci.

Odpowiedź jest dość prosta. Ci ludzie funkcjonują w innym świecie, w świecie gdzie każde pojęcie zostało przedefiniowane. Jeśli mówią o współczuciu, to odnosi się ono wybiórczo i wyłącznie do zygot. Jeśli mówią o prawie do życia – tak samo – mają je tylko zygoty. Absurdalne? Oczywiście, dla nas absurdalne. Dla nich to wartość, dla której poświęcają całą swoją energię. Można by nawet im współczuć tych ścisłych ograniczeń, gdyby poza holokaustem zygot nie było holokaustu żydów, gdyby nie wydarzyła się Rwanda, gdyby dzieci narodzone nie cierpiały wykluczenia z powodu biedy, gdyby na świecie był raj bez przemocy, ksenofobii, rasizmu, gdybyśmy nie przeżywali powrotu do niewolnictwa, gdyby państwo zamiast prawnej opresji stosowało prawo sprawiedliwości społecznej , i wielu innych GDYBY.

Jerzy Kwaśniewski mówi w pewnym momencie, że ochrona życia musi być bezwarunkowa od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Proponuję, żeby odwrócić wektor – niech najpierw starość i śmierć odbywa się bez poniżenia i deptania ludzkiej godności, niech stanie się cud i zniknie patriarchat, przemoc wojna i ludobójstwo, niech macierzyństwo odzyska sens i stanie się radością ludzi a nie ich, wymuszonym przez prawo skażone dogmatyzmem katolickim, nakazem przypominającym kontraktację cieląt, i niech kościół przestanie wreszcie święcić broń, służącą do zabijania ludzi, a przemoc domową nazywać kulturowym podziałem ról kobiety i mężczyzny…

Dopóki jednak jest jak jest, nikt nie ma prawa zmuszać kobiety do tego by dzieliła się swoim zdrowiem i życiem z drugą istotą, nawet najzdrowszą genetycznie, potencjalnie genialną, piękną itd… To tylko i wyłącznie jej decyzja. I nawet gdyby zapanował rzeczony raj na ziemi, nadal zasada byłaby ta sama. Kropka. BTW – czy kogoś jeszcze może dziwić, że kobiety, przynajmniej te świadome czym jest dziś ludzkość i życie na ziemi, nie chcą wydawać potomstwa na jego pastwę? Mnie nie dziwi.

Zgadzam się z Kwaśniewskim – nie ma dziś wyznacznika początku życia nowej istoty, innego niż zygota. Nie polemizuję z tym. Zapytam jednak – i co z tego? Dla mnie nic. Aż do trzeciego miesiąca ciąży nic to dla mnie nie znaczy jak tylko, że rozwija się zarodek. I do trzeciego miesiąca ten zarodek, to potencjalne życie, może być eksterminowane jeśli tak zdecyduje kobieta – jego nosicielka. Kropka.

I mówię o prawidłowej ciąży w wyniku stosunku płciowego z wybranym partnerem seksualnym, za pozwoleniem i za entuzjastyczną zgodą obojga. Warto w tym miejscu powiedzieć, że ciąża, poród i połóg to wyniszczające i zagrażające życiu kobiety stany, i że za każdym razem to kobieta ryzykuje. Jakim trzeba być głupcem, by brać na siebie odpowiedzialność za wymuszanie tych decyzji. No ale kiedy kobieta umiera, albo traci wzrok panowie prawnicy pokroju Kwaśniewskiego nie ponoszą absolutnie żadnych konsekwencji z tytułu prawnego zmuszania kobiet do rodzenia dzieci.

Powiedzą, wychowane przez kościół, młode kobiety- jak się idzie z chłopem do łóżka to trzeba brać pod uwagę, że mogą z tego być dzieci… słyszałam to wielokrotnie. Otóż nie muszą wcale być z tego dzieci, nawet jeśli dojdzie do zapłodnienia. Tym młodym kobietom nikt nie powiedział co to jest popęd seksualny? Nikt im nie powiedział jak ważną sferą życia jest seks? I, że nie służy przede wszystkim poczynaniu dzieci? Że seks to radość i bliskość z drugim człowiekiem? Najwyraźniej nikt im nie powiedział, za to prawdopodobnie dowiedziały się podczas rachunku sumienia przed pierwszą spowiedzią, że TE  miejsca są brudne, nieczyste – chyba, że uświęci je obecność powołanego do świętego życia – dziecko.

Czy napisałam coś niestosownego? Dlaczego jesteście poruszeni? Powiem Wam dlaczego. Bo od 30 lat żyjemy w świecie nasączonym kłamliwymi treściami wokół praw reprodukcyjnych kobiet. Bo wymazano ze słownika debaty społecznej  słowo płód, zarodek, morula, zygota i wszystkie te terminy zastąpiono słowem -DZIECKO. Bo słowo wolność nie dotyczy kobiet. Bo kobieta to jedynie wylęgarnia piskląt ludzkich, wszystko jedno zdrowych, chorych, z szansą na dobre życie, albo i bez szans, z udanego związku lub z gwałtu – dla pana Kwaśniewskiego to bez różnicy.

I nie, nie jest zabieg aborcji antykoncepcją. Jest możliwością z jakiej kobieta powinna mieć pełne prawo skorzystać, gdy tak zdecyduje. Nie mówię, że nie ma kobiet, które będą tak traktować ten zabieg. Są takie kobiety i były dawniej i będą w przyszłości. Ale to jest margines. Nie widzę powodu by odbierać wszystkim ich prawa dlatego, że pewien promil kobiet postępuje głupio.

Przestańmy sprzedawać alkohol bo pewien, i to znaczny odsetek, mężczyzn i kobiet chla na umór. Dlaczego tego nie zabraniamy? Przecież jest to problem społeczny, który bardzo drogo kosztuje społeczeństwo! Jakoś nie widzę chętnych do walki o prohibicję. I słusznie. Nie tak się walczy z plagami dręczącymi życie społeczne. Najważniejsza jest w tej walce EDUKACJA, ale pro-liferzy sprzeciwiają się także edukacji, antykoncepcji, pigułce po, prezerwatywom, za to viagrę można kupić bez recepty i żaden aptekarz nie zasłania się klauzulą sumienia.

Wracając do pana Jerzego Kwaśniewskiego – i tego co on reprezentuje. Nie będzie między nami zgody, bo różni nas światopogląd. Mój nie pozwala mi głosić, że in vitro jest złe, mimo, że sama nigdy bym się nie poddała tej skomplikowanej i ryzykownej zdrowotnie procedurze, mój nakazuje mi milczeć w sprawie moich osobistych wyborów i nie narzucać ich kobiecie, która owładnięta przez potrzebę macierzyństwa, marzy o własnym potomku.

On powie wszystkim kobietom, że nie wolno im urodzić własnego dziecka poczętego tą drogą, bo on święcie wierzy, że jakiś bóg decyduje o poczęciach i, że w związku z tym żaden lekarz nie ma prawa bawić się w boga. I  w tym momencie kończy się wiara a zaczyna przemoc. Nota bene to wcale nie jest zabawa, tylko uznana metoda, z której poczęło się tysiące dzieci, które dopełniły sens życia niejednej kobiety i mężczyzny.

Gdyby ordo iuris i inne organizacje tzw. cywilizacji życia nie gromadziły w swych szeregach wyłącznie hipokrytów, byliby na każdej demonstracji przeciwko wojnie, przeciwko przemocy domowej, w wyniku której rocznie traci życie tysiące ludzi – kobiet, dzieci a także mężczyzn, byliby przeciwko karze śmierci, popieraliby darmową antykoncepcję i przypominaliby na każdym kroku o używaniu prezerwatyw jako prewencji przed zakażeniami droga płciową, czyli propagowaliby postulat powszechnej edukacji seksualnej.

Nie przypominam sobie, żebym ich widziała w szeregach demonstrujących przeciwko mowie nienawiści, czy marszach popierających przyjmowanie uchodźców syryjskich, no chyba, że obok, jak stali z tymi swoimi plakatami i z głośną narracją w sprawie płaczu nienarodzonych.

Zostawmy ich na chwilę i zastanówmy się przez ostatnie kilka minut o co tak naprawdę chodzi, bo przecież nie o przyrost naturalny, ani nie o dobro rodziny, także nie o płaczące tysiącami zarodki złuszczone i wydalane codziennie z krwią menstruacyjną. Pewnie już wiecie co powiem. Tak. Macie rację. Chodzi wyłącznie o władzę, wpływ i pieniądze. I nie mam wielkich nadziei, że uda się dziś komukolwiek powstrzymać nasz rząd przed wprowadzeniem ustawy zakazującej aborcji bez względu na sytuację.

Ciekawe jak długo przyjdzie nam poczekać na naszą polską, swojską, rodzimą Rosę, choć nie, nie jestem tego ciekawa. Nie chcę żeby się to zdarzyło, tylko, że to się zdarzy na pewno. I nikogo to nie wzruszy, nikt za to nie odpowie. Macie tego świadomość – Dziewuchy dziewuchom? Ma pan tego świadomość panie Kwaśniewski Jerzy? A Kaja Godek? Ma pani świadomość co szykujecie kobietom – jakie piekło? Jakie poniżenie? I że niczego, oprócz satysfakcji posiadania władzy, nie osiągniecie. Jakiż to musi być narkotyk, żeby zdołał was do tego stopnia odurzyć, żebyście nic nie czuli…

 

pięść

 

 

Ćwiczenia z ateizmu

Ideologia katolickich talibów (część 2)

Przedstawiam tu krytykę głównych punktów ideologii głoszonej przez katolickich radykałów. Pisałem już o międzynarodowym porozumieniu „Agenda Europe” (Program dla Europy) oraz o instytucie Ordo Iuris, głośnym z forsowania projektu ustawy o całkowitym zakazie aborcji i karaniu kobiet więzieniem (link na końcu).

Dziś możliwie krótko o innych sprawach.

1. Prawo do rozwodów

Katoliccy radykałowie i Kościół negują prawo do rozwodów małżeńskich, uznają je wyłącznie za zło. Prawo to wprowadzano wbrew stanowisku Kościoła, np. we Włoszech w drodze referendum dopiero w 1970 r.

Radykałowie zdają sobie sprawę, że likwidacja prawa do rozwodów jest obecnie praktycznie niemożliwa. Zakaz stawiają jako cel dalekosiężny, na dziś Agenda Europy zaleca utrudnienia w uzyskaniu rozwodu, komplikowanie procedur, podnoszenie opłat itp.

Czy prawo do rozwodów jest słuszne?

Etyka świecka i ustawodawcy nie namawiają do rozwodów. Jeżeli małżeństwo zgodnie chce, może się nie rozwodzić w żadnej sytuacji. Natomiast zdroworozsądkowe podejście i etyka świecka mówią, że jeżeli w małżeństwie bardzo źle się dzieje, lub praktycznie doszło do jego rozpadu, to uzasadniony jest rozwód. Wbrew temu Kościół i religijni radykałowie chcą utrzymywać praktycznie nieistniejące małżeństwa, lub utrzymywać złe małżeństwa, w których małżonkowie i dzieci doznają wielu szkód, zamiast korzyści. Trwanie w chorym małżeństwie nie pozwala ułożyć sobie życia w nowy sposób, korzystniejszy także dla dzieci (trzeba to podkreślić, bo przeciwnicy rozwodów powołują się zawsze na dobro dzieci).

Stanowisko Kościoła i katolickich radykałów w sprawie rozwodów grzeszy skrajnym dogmatyzmem, bezdusznością i bezrozumnym traktowaniem ludzkich spraw. Zapisy w Piśmie Świętym, pochodzące sprzed blisko dwóch tysięcy lat, lub wyimaginowane prawo boże, są dla nich ważniejsze niż dobro ludzi.

2. Prawo do antykoncepcji

W Kościele katolickim wiernych obowiązuje zakaz stosowania jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych, nawet prezerwatyw. Encyklika Pawła VI Humanae Vitae z 1968 r., wyrażająca obowiązujące do dziś stanowisko Kościoła, dopuszcza jedynie – jako metodę regulacji poczęć – korzystanie z naturalnych rytmów płodności (cyklów miesiączkowych). Katolicy, w szczególności w Europie Zachodniej, a także w Polsce, masowo nie przestrzegają zakazu.

Nieskrywanym marzeniem biskupów, Agendy Europy i innych radykałów jest wprowadzenie ustawowego zakazu sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Nie łudźcie się, nie idzie tylko o środki poronne, ale o wszystkie (także Jan Paweł II z wielką mocą potępiał używanie prezerwatyw).

Ponieważ nie jest realne wprowadzenie tego zakazu jedną ustawą, radykałowie dążą do wprowadzenia tzw. klauzuli sumienia, to znaczy regulacji prawnych pozwalających lekarzom odmawiać przepisywania środków antykoncepcyjnych, a aptekarzom – odmawiać ich sprzedaży, powołując się na „sprzeciw sumienia”. W Polsce możliwość odmowy dają ustawy o zawodach lekarza oraz pielęgniarki i położnej. Otwiera to księżom i katolickim aktywistom pole do działania. Mogą wywierać nacisk na lekarzy, by nie przepisywali środków antykoncepcyjnych.

Kościoły protestanckie już w latach 1930. zaczęły powszechnie traktować stosowanie środków antykoncepcyjnych jako sprawę osobistą wyznawców (wyjąwszy środki poronne). Także na oficjalnej stronie świadków Jehowy można przeczytać:Decyzja o stosowaniu antykoncepcji — pod warunkiem że wybrana metoda nie prowadzi do poronienia — jest osobistą sprawą małżonków. Nikt nie powinien krytykować ich decyzji” (1). Kościół katolicki tkwi w sprzeciwie.

Zwraca uwagę, że w papieskich encyklikach i wypowiedziach kościelnych hierarchów ujawnia się wyjątkowo prymitywne spojrzenie na antykoncepcję. Widzą w niej przede wszystkim rozpustę oraz niszczenie miłości małżeńskiej. Doskonałego przykładu dostarczył niedawno arcybiskup Henryk Hoser.

W Kościele katolickim obchodzono właśnie pięćdziesiątą rocznicę ogłoszenia encykliki Pawła VI Humanae Vitae z 1968 r. Encyklika ta rozwiała nadzieje wielu katolików, że Kościół pozostawi antykoncepcję osobistym decyzjom wiernych. Ale rocznica nie stała się dla biskupów w Polsce okazją do zastanowienia się, tylko wyłącznie do zademonstrowania prymitywnych ocen. Arcybiskup Hoser powiedział: Profetyczny okazał się głos encykliki co do skutków działania antykoncepcji. Paweł VI trafnie przewidywał, że jej stosowanie otworzy szeroką i łatwą drogę zarówno niewierności małżeńskiej, jak i ogólnemu upadkowi obyczajów” (2).

Kościelni hierarchowie widzą w antykoncepcji wyłącznie zło i rozpustę. Nie zauważają pozytywnego wpływu antykoncepcji na życie seksualne, na redukcję lęku przed niepożądaną ciążą, na poprawę uczuciowych relacji w parach małżeńskich i pozamałżeńskich, na wzrost zadowolenia z seksu.

Trzeba powiedzieć biskupom zdecydowanie: Każdy człowiek ma moralne prawo regulować swoją płodność zgodnie z możliwościami, jakie dają współczesne środki antykoncepcyjne. Kościół i katoliccy radykałowie chcą Polaków tego prawa pozbawić.

3. Prawa osób homoseksualnych i LGBT

Maniacki wręcz sprzeciw religijnych radykałów budzą związki i małżeństwa homoseksualne, a szerzej – prawa osób LGBT (lesbijki, geje, biseksualiści, transseksualiści). W wielu krajach radykałowie doznali w tej dziedzinie druzgocących klęsk, ale liczą jeszcze, że uda im się to i owo w prawach osób LGBT pokomplikować, utrudnić, utrzymać zakazy tam gdzie one są.

Obecnie małżeństwa homoseksualne można zawierać legalnie we wszystkich krajach zachodnich, z wyjątkiem Włoch i Szwajcarii (gdzie sprawa legalizacji pozostaje nierozstrzygnięta). W USA  od 2015 r. można je zawierać we wszystkich stanach. W Irlandii od 2015 r. po referendum konstytucyjnym, przegranym przez katolickich klerykałów.

Badania sondażowe wskazują, że prawo do zawierania małżeństw homoseksualnych jest w tych krajach akceptowane przez zdecydowaną większość obywateli. Według badań amerykańskiego renomowanego ośrodka Pew Research Center (3), w 2017 r. legalizację małżeństw homoseksualnych akceptowało (podam tylko dane dla największych krajów): 77 % Hiszpanów; 77 % Brytyjczyków; 75 % Niemców; 73 % Francuzów; 62 % Amerykanów.

We Włoszech, gdzie prawo nie dopuszcza małżeństw homoseksualnych, akceptacja wynosi 59 %. W Szwajcarii, gdzie sprawa legalizacji pozostaje nierozstrzygnięta, jest to 75 %.

A w Polsce? Legalizację małżeństw homoseksualnych popiera 32 % Polaków. Nie jest tak źle, jak można by przypuszczać.

Zdecydowanie negatywne nastawienie dominuje w Rosji, gdzie legalizacji małżeństw homoseksualnych sprzeciwia się 90 %; na Ukrainie 85 %; na Litwie 85 %; na Białorusi 81 %; w Mołdowie 92 %.

Można powiedzieć, że mamy w Europie dwa światy: zachodni i wschodni – i Polskę pomiędzy nimi.

Dlaczego doszło w tak wielu krajach do legalizacji małżeństw homoseksualnych i ich akceptacji przez obywateli? Mimo że także w krajach zachodnich stosunki homoseksualne były karane, czasami aż do połowy XX wieku.

W dziedzinie prawa w Europie od czasów Oświecenia (XVIII w.) torowała sobie drogę zasada, że czyny, które nie przynoszą szkody, nie powinny być karane ani zabronione, nawet jeżeli zakazuje ich Pismo Święte. Tak ujmuje to na przykład francuska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 r. (to być może najważniejszy dokument w nowożytnej historii Europy).

Stosunki homoseksualne między osobami dojrzałymi nie przynoszą szkody ani im, ani społeczeństwu. Konsekwencją tego jest znoszenie karalności stosunków homoseksualnych i zgoda na legalizacją małżeństw homoseksualnych. Nie można wiarygodnie twierdzić, że stosunki i małżeństwa homoseksualne są szkodliwe.

Władze Kościoła katolickiego w swoim sprzeciwie powołują się na Pismo Święte, ale dziś interpretacja Pisma Świętego nie może decydować o treści stanowionego prawa. Liczą się argumenty rozumne, a nie autorytet ksiąg sprzed około 2-3 tysięcy lat.

Biskupi i katoliccy radykałowie jak mantrę powtarzają, że legalizacja małżeństw homoseksualnych zagraża rodzinie. W jaki sposób? Nie wyjaśniają tego, tylko gardłują. Jeżeli osoby homoseksualne chcą zawierać małżeństwa i zakładać rodzinę, umacnia to instytucję małżeństwa i rodziny, a nie osłabia. Ponadto brak zgody na zawieranie takich małżeństw jest pozbawionym podstaw działaniem na szkodę osób homoseksualnych. Nie ma powodu, by szkodzić.

A co z adopcją dzieci przez małżeństwa homoseksualne?

W USA od kilku dziesięcioleci sporo dzieci wychowało się w nieformalnych lub formalnych małżeństwach homoseksualnych. Nie można powiedzieć, że działo się tam gorzej niż w małżeństwach heteroseksualnych i spowodowało negatywne skutki. Dodajmy, że chłopiec może być bardziej narażony na wykorzystanie seksualne w kontaktach z księżmi, niż w rodzinie gejowskiej (seksualne wykorzystywanie dzieci przez księży, jak wskazują ciągle ujawniane w USA materiały, miało bardzo szeroki zasięg).

4. Prawo do aborcji

Wbrew temu, co sugerują katoliccy radykałowie, dziecko w okresie płodowym jest chronione prawem. Prawo powszechnie nie dopuszcza aborcji w późniejszych okresach ciąży, a szczególne sytuacje regulowane są dodatkowymi postanowieniami. Trzeba natomiast powiedzieć wyraźnie, że zygota czy zarodek to nie jest jeszcze dziecko, nie posiada właściwości pozwalających mówić o dziecku (do kwestii tej jeszcze wrócę).

Żądaniem Kościoła i organizacji antyaborcyjnych jest całkowity zakaz aborcji od chwili poczęcia, również w tak trudnych przypadkach, kiedy ciąża zagraża życiu matki lub dziecko urodzi się nawet bez mózgu. W Polsce biskupi co jakiś czas występują z głośnymi żądaniami całkowitego i bezwarunkowego zakazu aborcji. Powołują się na prawo boże i ewangelię, które – ich zdaniem – stoją wyżej niż prawo stanowione w demokratycznych państwach (np. abp Gądecki w 2016 r., niedawno abp Depo). Otóż tak było w średniowieczu, arcybiskupom mylą się epoki. Dziś prawo stanowione w demokratyczny sposób stoi wyżej niż tzw. prawo boże.

Trzeba bowiem podkreślić, że władze Kościoła nie głoszą żadnego rzeczywistego prawa bożego, tylko zasady, które same dowolnie ustalają, manipulując wersetami z Pisma Świętego i innych starożytnych ksiąg. Wiadomo też, że Pismo Święte zawiera zapisy ogólnikowe i niejasne, ponadto dotyczyło zupełnie innych społeczeństw i kultur. Z tych powodów Pismo Święte nie może być dziś źródłem prawa. I nie jest.

Dlaczego kobieta powinna mieć prawo do aborcji we wczesnym okresie ciąży?

Wbrew temu, co twierdzą katoliccy radykałowie, aborcja we wczesnym okresie ciąży nie jest „zabiciem dziecka”. Zygota, zarodek, płód we wczesnym okresie nie jest jeszcze dzieckiem. Nie ma właściwości, które pozwalają mówić o dziecku. Zygota/zarodek dopiero może stać się dzieckiem, ale nim nie jest. Analogicznie jajko nie jest kurczakiem, chociaż zawiera często zapłodniony zarodek.

Można w rozważny sposób ustalić, do kiedy dopuszczalna jest aborcja na mocy osobistej decyzji kobiety (tzw. aborcja „na życzenie”). Można też ustalić, w jakich szczególnych okolicznościach jest dopuszczalna i niedopuszczalna w późniejszym okresie. Z radykalnymi biskupami i działaczami nie ma jednak możliwości uzgodnienia czegokolwiek.

Nie ma dostatecznych argumentów, by zakazywać aborcji „na życzenie” we wczesnym okresie ciąży. Zakaz taki oznacza w praktyce zmuszanie kobiety do rodzenia dzieci. Ze względu na wagę sprawy, jaką jest urodzenie i wychowywanie dziecka, jest to złe zarówno z punktu kobiety, jak i społeczeństwa.

5. Prawo do eutanazji

Z katolickimi talibami i biskupami niemożliwa jest rzeczowa dyskusja na temat tak trudnego problemu, jak prawo do eutanazji. Idzie tu o prawo osób nieuleczalnie chorych i cierpiących do świadomego i dobrowolnego podjęcia decyzji o zakończeniu życia. Zamiast dyskusji, radykałowie mówią o mordowaniu staruszków i chorych, przywołują zbrodnie hitlerowców.

Głoszą też, że śmierć powinna zależeć tylko od Boga. Jest to – powiedzmy jasno – religijna demagogia, religijne kłamstwo. Życie chorego człowieka nie zależy od Boga, tylko od postępów choroby powodowanej infekcjami, nowotworami itp. Mieszanie do tego Boga jest nonsensem i kłamstwem właśnie.

Warto docenić, że są kraje, w których cierpiącym przyznano w określonych warunkach prawo do podjęcia decyzji o zakończeniu życia. W Kościele potrafią tylko rzucać na te kraje oskarżenia. Biskupi w Polsce, mówiąc o eutanazji, zajmują stanowisko skrajnie dogmatyczne, bezduszne i nieludzkie. Cierpiący człowiek, wybierający śmierć, wymaga szacunku. Prawo do eutanazji oznacza poszanowanie ludzkiej godności.

6. Na zakończenie szczypta satyry

Talibscy teolodzy i prawnicy głoszą, ni mniej ni więcej, że za tym, co proponują, stoi Bóg i stworzone przez niego tzw. prawo naturalne, czyli racje nadprzyrodzone. Oto jak na przykład wygląda w skrócie wyznanie wiary jednego z profesorów prawa: „Będąc młodym profesorem UJ uważam, że rozum ludzki może być racjonalny tylko jeśli stoi za nim racjonalność idealna, tj. Boga. A konstytucjonalizm bez założenia prawa naturalnego, stworzonego przez Boga, to śmierć człowieczeństwa” (4).

Powstaje pytanie: Czy jak ktoś powie, że istnieje boska racjonalność i boskie prawo naturalne, to znaczy, że tak jest naprawdę? Szanowni teolodzy i prawnicy mylą rzeczywistość z religijnymi imaginacjami i urojeniami na jej temat.

Profesor, wycierając sobie buzię Bogiem, ośmiesza prawo i zespół ekspertów sejmowych, w skład którego wchodził. Bo okazuje się, że byli tam prawnicy nie tylko inteligentni, ale także nawiedzeni, którzy wiedzą, co chce Bóg. Alvert Jann

PS. Link do pierwszej części artykułu https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ideologia-katolickich-talibow-czesc-1/

…………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 66 artykułów.

Z okazji rozpoczęcia roku akademickiego zachęcam do przeczytania dwóch artykułów:

„Lekcje religii w szkołach wyższych” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/ (o kościelnych uczelniach i wydziałach).

Afera z doktoratem na Uniwersytecie Kardynała Wyszyńskiego”https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/afera-doktoratem-uniwersytecie-kardynala-wyszynskiego/ (tytuł mówi za siebie).

……………………………………………………………………………

Przypisy

1 Świadkowie Jehowy o antykoncepcji – https://www.jw.org/pl/nauki-biblijne/pytania/antykoncepcja-pogl%C4%85d-biblijny/

2 Abp Hoser o antykoncepcji – https://ekai.pl/profetyczne-znaczenie-humanae-vitae-sesja-w-50-rocznice-dokumentu/

3 Sondaże Pew Research Center – http://assets.pewresearch.org/wp-content/uploads/sites/11/2018/05/14165352/Being-Christian-in-Western-Europe-FOR-WEB1.pdf

; http://www.pewforum.org/2017/05/10/religious-belief-and-national-belonging-in-central-and-eastern-europe/

4 Andrzej Bryk w: „Rzeczpospolita” z 10.09.2016 r. – https://www.rp.pl/Rzecz-o-prawie/309109991-Prawa-czlowieka-to-religia-swiata-liberalno-demokratycznego—pisze-prof-Andrzej-Bryk.html#ap-1

……………………………………………………………………………….

Ideologia katolickich talibów (część 1)

W Europie nasila się aktywność radykalnych ugrupowań katolickich. Ich celem jest wprowadzenie daleko idących zmian w prawie. W programowych dokumentach mówią o zakazie rozwodów, antykoncepcji, praw osób homoseksualnych i LGBT, aborcji, zapłodnienia in vitro, eutanazji. Chcą z programów edukacyjnych i szkolnych usunąć świeckie wychowanie seksualne, zastępując je kościelnym. Przeciwstawiają się europejskiej polityce równego traktowania kobiet i mężczyzn, a szerzej – europejskiej polityce antydyskryminacyjnej. Patronują im i wspierają radykalni biskupi i hierarchowie w Kościele katolickim.

W Europie Zachodniej radykałowie ponoszą dotkliwe porażki, ale tym bardziej skupiają uwagę na naszym regionie Europy. W Polsce spodziewają się, że w sojuszu z rządzącym PiS uda im się wiele osiągnąć. Jeżeli Polacy nie przeciwstawią się ich zamiarom, pozbawią nas wielu praw. Polska stanie się republiką katolicką. Stracą na tym także katolicy. Mówiąc potocznie, księża dobiorą się im do skóry i do portfela. Nie przesadzam.

1. Działalność kościelnych radykałów

Kluczową formą aktywności dzisiejszych religijnych radykałów nie jest oszołomstwo w rodzaju frondy, ale działalność instytutów zatrudniających prawników i lobbystów. Przykładem w Polsce jest instytut Ordo Iuris, głośny z forsowania – na szczęście bezskutecznie – ustawy o całkowitym zakazie aborcji, wprowadzającej karę więzienia dla kobiet dokonujących aborcji.

Tę „prawniczą” formę działalności propaguje zwłaszcza tzw. „Agenda Europe” (Program dla Europy). Jest to międzynarodowe porozumienie zrzeszające religijnych radykałów (przypis 1). Ich szczególne zainteresowanie budzą konwencje międzynarodowe oraz prawo i dyrektywy Unii Europejskiej. Ponadto Agenda inspiruje i wspomaga działalność krajowych instytutów i stowarzyszeń. W Polsce współpracuje m.in. z instytutem Ordo Iuris i Polską Federacją Ruchów Obrony Życia. Wspierają ich radykalni hierarchowie Kościoła katolickiego.

Radykałowie zdają sobie sprawę, że ambitnych celów, jakie kreślą, nie osiągną łatwo i szybko. Dlatego często proponują zmiany częściowe, albo też reinterpretację istniejących już dokumentów prawnych i politycznych, obowiązujących w Unii Europejskiej i w poszczególnych krajach.

Ich celem głębszym jest – piszą to wprost – cofnięcie zmian, jakie zaszły w prawie, a także w przekonaniach Europejczyków i w kulturze europejskiej od połowy XX wieku. Nie ma w ich planach żadnych propozycji pozytywnych, jest tylko negacja dokonujących się przemian i powrót do dawnych praw i dawnych dobrych czasów. Europa miałaby wrócić może nie do średniowiecza, ale do czasów dwudziestolecia międzywojennego. Wtedy to w wielu krajach nie było prawa do rozwodów, za stosunki homoseksualne wsadzano do więzienia, uznaną zasadą było nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn, a także mniejszości religijnych i narodowościowych. Kościół nie uznawał praw człowieka, propagowanych w Europie od XVIII w. (dziś często próbuje się ukryć, że Kościół sprzeciwiał się prawom człowieka aż do drugiego soboru watykańskiego, 1962-1965 r.). 

Czy radykałowie katoliccy mają szansę? Czy mogą odmienić Europę?

W historii nie ma powrotu do „dawnych dobrych czasów”. Wobec kryzysu kościołów chrześcijańskich i religii w krajach zachodnich, skazani są tam na porażkę. Agenda Europy jest tam czymś w rodzaju szaleńczej próby przeciwstawienia się zachodzącym zmianom. Ale w Polsce, w niektórych krajach Europy Wschodniej i Ameryki Łacińskiej,  działalność katolickich talibów może spowodować wiele złego.

Jeżeli nie zdobędziemy się na ostry sprzeciw, obudzimy się niebawem w katolickim zadupiu, gdzie nie będzie można legalnie kupić prezerwatywy, ani przeprowadzić badań USG we wczesnym okresie ciąży.

Można zauważyć, że biskupi w Polsce bywają bardziej radykalni niż Agenda Europy, naznaczona porażkami Kościoła w Europie Zachodniej. Biskupi uważają, że w Polsce pod rządami PiS wolno im więcej.

2. Złe i dobre ideologie

Przedstawię tu jak najkrócej kilka zagadnień, stanowiących rdzeń ideologii katolickich radykałów, katolickich talibów, jak ich się czasami nazywa.

Ideologia to cele i poglądy właściwe danemu ruchowi, ugrupowaniu lub organizacji (tak ideologię definiuje się najprościej w naukach społecznych). Ideologie mogą być dobre lub złe – w różnym stopniu. Ideologia katolickich talibów należy do tych złych. Spróbuję to pokazać. Są oczywiście ideologie jeszcze gorsze, ale to nie może być jej usprawiedliwieniem.

Nazwy talibowie używam jako w pełni uzasadnionej metafory. Katolickich radykałów łączy z muzułmańskimi talibami to, że jedni i drudzy chcą przywracać dawne zasady prawne (oczywiście nie zawsze idzie o takie same prawa, ale pamiętajmy, że chrześcijaństwo i islam mają wspólne korzenie). Ponadto ruch talibów składał się z wojowniczych mułłów i ich najbardziej oddanych uczniów. Ruch katolickich radykałów tworzą najbardziej wojowniczy arcybiskupi i oddani im absolwenci. Różnice są oczywiście istotne: mułłowie walczyli zbrojnie, arcybiskupi pracują głosem.

Krytykę ideologii i zamierzeń katolickich talibów zacznę od projektu zmian w ustawach dotyczących wolności sumienia i wyznania oraz zawodów medycznych, przedstawionego przez instytut Ordo Iuris. W drugiej części artykułu (za miesiąc) zajmę się zamierzeniami radykałów dotyczącymi rozwodów, antykoncepcji, praw osób homoseksualnych i LGBT, aborcji i eutanazji.

3. Ordo Iuris na haju

Radykałowie nie są w stanie wprowadzać zakazów wprost i w pełni (np. w Polsce ich projekt całkowitego zakazu aborcji i karania kobiet więzieniem przepadł w Sejmie w efekcie wielotysięcznych protestów na ulicach). Do realizacji swoich celów wykorzystują pojęcie prawne i moralne, jakim jest sprzeciw sumienia. Czynią to niezgodnie z moralnym i prawnym sensem tego pojęcia, a radykalizm ich propozycji przekracza wszelkie granice. 

Katoliccy radykałowie wywalczyli, że od 1996 r. lekarz może – zgodnie z ustawą o zawodzie lekarza – odmówić „wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem”. Również pielęgniarki i położne „mogą odmówić wykonania zlecenia lekarskiego oraz wykonania innego świadczenia zdrowotnego niezgodnego z ich sumieniem”.

Nawet w przybliżeniu nie określa się tam, jakich świadczeń można odmówić. Jest to wada dyskwalifikujące ustawy. Ale mimo to instytut Ordo Iuris przygotował projekt  zmian w ustawach o innych zawodach medycznych oraz o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, zawierający ten sam błąd.

Obecnie obowiązująca ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania stanowi: „Korzystanie z wolności sumienia i wyznania nie może prowadzić do uchylania się od wykonywania obowiązków publicznych nałożonych przez ustawy” (Dz. U. 2017 r. poz. 1153, art.3.2).

Ordo Iuris proponuje zastąpić ten artykuł następującym: „Wolność sumienia obejmuje w szczególności prawo każdego do odmowy wykonania obowiązku nałożonego zgodnie z prawem, jeżeli powołuje się na sprzeciw sumienia, czyli racjonalnie uzasadniony osąd moralny lub naukowy, który kwalifikuje wykonanie obowiązku jako etycznie niegodziwe (…). Ograniczenia w korzystaniu z prawa do sprzeciwu sumienia mogą zostać ustanowione wyłącznie w drodze ustawy” (2). 

Tak szeroko sformułowany zapis otwierałby drogę do powoływania się na „sprzeciw sumienia” każdemu i we wszystkim. Projekt proponuje coś w rodzaju powszechnego „liberum veto” (powszechnego „nie zgadzam się”), a nie klauzulę mówiącą o sprzeciwie sumienia. Klauzula sumienia jest instytucją zasadną, ale wymaga precyzyjnego określenia, kogo, czego i w jakich warunkach może dotyczyć. Może być stosowana tylko wyjątkowo, a nie powszechnie. Projekt Ordo Iuris nie spełnia tych elementarnych wymogów, co dyskwalifikuje go całkowicie.

Skutki przyjęcia projektu Ordo Iuris byłyby opłakane, włącznie z postępującą dezorganizacją prawa i życia społecznego. Mogłoby też dojść do powstania dwóch równoległych społeczeństw w Polsce: kościelnego i świeckiego. Trudno powiedzieć, czy Kościół i PiS są gotowi na taki eksperyment. Ale zapędy Ordo Iuris są faktem.

Ordo Iuris proponuje ponadto poprawki w ustawach dotyczących zawodów i usług medycznych. Prawo do odmowy świadczeń ze względu na sprzeciw sumienia mieliby zyskać także farmaceuci, diagności medyczni i felczerzy (obecnie mają je lekarze, pielęgniarki  i położne). Ewidentnym celem jest utrudnianie korzystania z należnych każdemu świadczeń medycznych i farmaceutycznych.

Jak widać, ludzie z Ordo Iuris mają nieograniczone apetyty. Nie wystarcza im to, że lekarze, pielęgniarki i położne mogą odmawiać świadczeń. Żądają dalszych zmian. Mój znajomy, artysta kabaretowy, mówi że będą żądać więcej i więcej, aż do uchwalenia ustawy o przymusowym zapładnianiu kobiet. Ale i to może nie być koniec. W średniowieczu palono ludzi żywcem na stosach za rzekome konszachty z diabłami, herezję itp.

Obowiązujące dziś prawo farmaceutyczne nie daje farmaceutom możliwości odmawiania sprzedaży leków i środków farmakologicznych ze względu na sprzeciw sumienia. I co? Ordo Iuris oczywiście chce to zmienić. Według ich projektu apteka mogłaby zgodnie z prawem odmówić wydania farmaceutyków, jeżeli wydanie produktu leczniczego jest niezgodne z sumieniem farmaceuty”. Nie określa się, o jakiego rodzaju produkty lecznicze może chodzić (w grę mógłby wchodzić każdy). Już ta wada prawna dyskwalifikuje projekt.

A co, jeśli dziś w aptece odmówią nam wydania środka medycznego, powołując się na sprzeciw sumienia? Jest to złamanie prawa, trzeba ten fakt zgłosić na policję, a także złożyć skargę do Rzecznika Praw Obywatelskich.

Ordo Iuris chce też, by prawo do odmowy świadczeń objęło laborantów: „Diagnosta laboratoryjny może – czytamy w projekcie – odmówić zabiegów i czynności diagnostyki laboratoryjnej niezgodnych z jego sumieniem”. Nie określa się, o jakiego rodzaju zabiegi i usługi może chodzić.

Prawo do odmowy świadczeń ze względu na sprzeciw sumienia mieliby zyskać także felczerzy. Ordo Iuris proponuje odpowiednią poprawkę w ustawie o zawodzie felczera.

Podsumujmy: Projekty Ordo Iuris, a także obowiązujące ustawy o zawodach lekarza, pielęgniarki i położnej, mają dyskwalifikujące je wady:

1. W projekcie zmiany ustawy o wolności sumienia i wyznania proponuje się – pod nazwą „sprzeciwu sumienia” – zasadę powszechnego „liberum veto” (powszechnego „nie zgadzam się”). Jest to nieliczenie się z interesem publicznym, jakim jest obowiązek przestrzegania prawa.

2. W aktualnych ustawach o zawodach lekarza, pielęgniarki i położnej, oraz w projektach zmian, nie określa się, czego sprzeciw sumienia może dotyczyć. Mógłby dotyczyć wszystkiego, co komu przyjdzie do głowy. Warto pamiętać, że katolickich i innych radykałów nie brakuje. Przesadzam? Niekoniecznie.

3. Obecne ustawy o zawodach lekarza, pielęgniarki i położnej, a także projekt Ordo Iuris, wprowadzając klauzulę sumienia nie liczą się dostatecznie z prawami pacjenta i nie zawierają gwarancji, że pacjent będzie miał realny dostęp do należnych mu świadczeń i usług (np. jeżeli pacjent z powodu sprzeciwu sumienia medyków będzie zmuszony szukać placówki medycznej zbyt daleko, to jest to sprzeczne z jego prawami).

Wady te dyskwalifikują projekt Ordo Iuris, a także obowiązujace obecnie ustawy o zawodach lekarza, pielęgniarki i położnej. – Alvert Jann

PS. W drugiej części artykułu (za miesiąc) zajmę się zamierzeniami katolickich talibów dotyczącymi rozwodów, antykoncepcji, praw osób homoseksualnych i LGBT, aborcji i eutanazji: –

Ideologia katolickich talibów (cz. 2)” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ideologia-katolickich-talibow-czesc-2/

………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 66 artykułów.

Z okazji rozpoczęcia roku szkolnego zachęcam do przeczytania:

„Złe skutki lekcji religii”https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii/

Chrześcijaństwo obłędu”https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

„Wiara w cuda” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wiara-w-cuda/

…………………………………………………………………..

Przypisy

1 Agenda Europe – https://agendaeurope.wordpress.com/ . Publikacje krytyczne: Klementyna Suchanow „Religijni radykałowie ćwiczą w Polsce” – https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1756232,1,religijni-radykalowie-cwicza-w-polsce.read ; Neil Datta (o programie Agendy Europy) – https://www.epfweb.org/sites/epfweb.org/files/rtno_epf_book_lores.pdf

2 Ordo Iuris: Projekt zmiany ustaw – https://ordoiuris.pl/sites/default/files/inline-files/ORDO_IURIS_PROJEKT_USTAWY_O_ZM_UST_O_GWARANCJACH_WOLNOSCI_SUMIENIA.pdf

……………………………………………………………………….