Ćwiczenia z ateizmu

Ćwiczenia z ateizmu. Cz.20: Podręczniki do religii. Grzech pierworodny

Kościół nie chce uznać grzechu pierworodnego za mit. Podręczniki do religii nie pozostawiają pod tym względem wątpliwości, biblijna opowieść ma wyjaśniać rzeczywistą przyczynę cierpień, chorób, śmierci i wszelkiego zła. „Grzech pierworodny spowodował – czytamy – że człowiek podlega fizycznemu cierpieniu, a jego życie kończy się śmiercią. Ograniczone zostały jego możliwości poznawcze”, nabrał „skłonności do grzechu”. Autorzy podręcznika podają to wszystko jako prawdę, której Kościół naucza, nie jako mitologię (cytuję tu podręcznik dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia; w innych podręcznikach jest podobnie). Grzechowi pierworodnemu poświęcono w podręczniku cały rozdział pt. „Bóg odrzucony”.

Ewa prometejska

Na mit o grzechu pierworodnym spójrzmy odmiennie niż podręcznik.

Według podręcznika istotą grzechu pierworodnego jest nieposłuszeństwo Bogu. Pierwsi ludzie – Adam i Ewa – żyli szczęśliwie i bezpiecznie w rajskim ogrodzie, ale źle się to skończyło: „Człowiek nadużył podarowanej mu przez Boga wolności. Dopuścił się grzechu”, okazał nieposłuszeństwo Bogu. Skutkiem tego grzechu mają być nieszczęścia trapiące ludzi – cierpienia, śmierć, skłonność do zła.

Podręcznik kamufluje istotę buntu, widzi ją w nieposłuszeństwie Bogu, a pomija, o co był ten bunt.

emancipation-156066_960_720Czego chcieli pierwsi ludzie wypowiadając posłuszeństwo Bogu? Chcieli uwolnić się od zależności od potężnego władcy i zyskać wiedzę, którą zastrzegł on dla siebie. Bo Bóg-Władca umieścił ludzi w złotej klatce. Warunki życia były rajskie, ale trzymał ich w niewiedzy i pozbawił możliwości decydowania o sobie. W Biblii symbolicznie mówi się, że Bóg zabronił im jeść owoce, dzięki którym znaliby dobro i zło. Ta wiedza była zastrzeżona tylko dla Boga.

Opowieść o grzechu pierworodnym to w istocie saga o dążeniu człowieka do wolności, o buncie, którego głównym celem była – podkreślmy – wiedza. Ludzi skusiła perspektywa posiadania pełnej wiedzy, wolność myśli, którą dziś uważamy za fundamentalne prawo człowieka.

Czy to źle?

Można usłyszeć odpowiedź, że źle, bo ludzie nie potrafią rządzić się sami, powinni być posłuszni … , no właśnie, komu? Biblijny mit i podręcznik sugerują niedwuznacznie, że Bogu. Ale Bóg jest niewidoczny. W praktyce w Starym Testamencie chodziło o posłuszeństwo nie Bogu, a władcom Izraelitów. A w podręczniku – o posłuszeństwo władzom Kościoła katolickiego. Bo to oni przypisali sobie prawo występowania w imieniu biblijnego Boga.

Problem w tym, że władze Kościoła doświadczają wszelkich patologii i zła, właściwych ludziom. Bez nacisków z zewnątrz nie potrafią poradzić sobie z nadużyciami, np. z seksualnym wykorzystywaniem dzieci przez księży i ze skłonnością kleru do życia w luksusie. A kiedy Kościół panował, było z nim tak źle, że doprowadziło do buntu przeciw kościelnej władzy (takie jest moralne źródło reformacji, protestantyzmu i świeckiego liberalizmu, który ogłosił prawa człowieka zamiast kościelnego prawa bożego). Wygląda na to, że lepiej polegać na świeckiej władzy respektującej prawa człowieka, niż na mądrości władz Kościoła.

Wróćmy do raju. Czy bunt się udał? To zależy od punktu widzenia. Człowiek poznał dobro i zło, zrzucił blokadę nałożoną na jego umysł przez Boga. W Biblii czytamy: Bóg rzekł: >Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło<” (Rdz 3,21). Po zjedzeniu jabłka „niewiasta spostrzegła, że (…) owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy”(Rdz 3,6), poznała i mogła decydować, co dobre, a co złe. Ale Bóg-Władca nie chciał człowieka równego mu wiedzą, wygnał/wydalił (tak napisano w Księdze) ludzi ze złotej klatki. Zyskali wolność i wiedzę, ale życie stało się bez porównania trudniejsze.

W buncie przewodziła Ewa, jej należą się laury. Zamiast tego przypięto jej łatkę grzesznicy, kusicielki, która namówiła Adama do zła. Spójrzmy na to przekornie.

Ewa zapragnęła wyzwolić siebie i swojego partnera z zależności od władcy, zdobyć wiedzę, znać dobro i zło. Chwała jej za to. Nieposłuszeństwo Ewy to nie grzech, tylko – niech to nie zabrzmi zbyt patetycznie – czyn wielki, prometejski. Bunt w słusznej sprawie. Ewa może być symbolem wyzwolenia kobiet i ludzkości.

Żeby przedstawić Ewę w jak najgorszym świetle, autorzy Biblii wymyślili, że czyn swój popełniła z inspiracji szatana. W podręczniku czytamy: „Sprawcą zaistnienia tego zła, a także sprawcą każdego następnego grzechu, jest upadły anioł, nazywany też Szatanem lub diabłem”. Według Biblii to on miał powiedzieć: „gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,5). Moja znajoma teolożka Celestyna złośliwie twierdzi, że w takim razie szatan działał w słusznej sprawie.

Ktoś powie, że grzech pierworodny spowodował straszne skutki, lepiej gdyby go nie było. Nic z tych rzeczy. To tylko fikcyjna opowieść, mit, a mity nie mówią, jak było naprawdę, tylko w archaiczny sposób próbują objaśniać rzeczywistość „ciemnemu ludowi”, a ten – jak mówią niektórzy politycy – wszystko kupi.

Biblijną opowieść o grzechu pierworodnym trzeba dziś odczytać jako mit prometejski, chociaż został wymyślony po to, by utrzymać ludzi w poddaństwie.

Prometeizm to walka o dobro ludzkości, bunt przeciwko zniewoleniu, bogom, władcom, siłom wyższym, losowi – w imię wolności i wielkości człowieka. Co zrobił Prometeusz? Wbrew Zeusowi dał ludziom ogień, liczne umiejętności i wiedzę. Zeus okrutnie ukarał Prometeusza, kazał przykuć do skały na Kaukazie, gdzie Prometeusz cierpiał męczarnie. A na ludzi zły bóg zesłał plagi, cierpienie, kataklizmy.

W Prometeuszu widzimy postać wielką, a nie grzesznika.

Skutki grzechu pierworodnego

Według teologii grzech pierworodny przeszedł na wszystkich ludzi. Z winy pierwszych ludzi cierpią wszyscy do dziś, chorują, umierają itd. W podręczniku czytamy: „Pierwsi ludzie przekazali konsekwencje nieposłuszeństwa Bogu swemu potomstwu”.

Na jednym z oficjalnych portali katolickich katechetka pisze, że dzieci w szkole podstawowej pytają, dlaczego muszą cierpieć za grzech Adama i Ewy? Nie mogą tego zrozumieć. Katechetka przyznaje, że nie jest zadowolona ze swoich odpowiedzi, nie potrafi sensownie odpowiedzieć. Trudno jej się dziwić. Również znany teolog, którego poproszono o wyjaśnienie, tonął w wywodach tyleż pokrętnych, co nieprzekonujących chyba nawet dla czytelnika pozytywnie nastawionego do Kościoła.

Autorzy podręcznika – w ślad za katechizmem – podają następującą odpowiedź: „Przekazywanie grzechu pierworodnego jest tajemnicą, której nie można ani zrozumieć, ani wyjaśnić”. Hm…, sprytnie powiedziane, sofistyka w pełnej krasie (sofistyka to pokrętne, oszukańcze argumentowanie i wyjaśnianie). Jest to pozorne wyjaśnienie problemu, niczego nie wyjaśnia. W ten sam sposób można by wyjaśniać i uzasadniać każdy absurd, nonsens. Np. ktoś może twierdzić, że wróżby karciane pozwalają przewidzieć datę czyjejś śmierci. Jak ? Dlaczego? Odpowiedź: To tajemnica, której nie da się zrozumieć ani wyjaśnić, ale tak twierdzi nasza wróżka ubrana w czarne szaty.

W opowieści o grzechu pierworodnym nie ma żadnej tajemnicy. Teolodzy dlatego mówią o tajemnicy, bo przekonanie, że to wskutek grzechu pierworodnego dzisiejsi ludzie są śmiertelni i doznają cierpień, brzmi niedorzecznie. By wybrnąć z głupiej sytuacji wymyślili, że mamy tu do czynienia z tajemnicą nie dającą się zrozumieć ani wyjaśnić.

Bóg jest Miłością?

Opowieść o wygnaniu z raju każe domniemywać, że za grzech pierwszych ludzi Bóg ukarał cierpieniem i śmiertelnością wszystkich ludzi. Teolodzy wkładają wiele wysiłku, by dowieść, że te przypadłości to konsekwencja grzechu pierworodnego, a nie kara boża. Także podręcznik mówi o konsekwencjach i skutkach, nie o karze. „Grzech pierworodny – czytamy – spowodował, że człowiek podlega fizycznemu cierpieniu, a jego życie kończy się śmiercią”. Bo Bóg karzący całą ludzkość cierpieniami i śmiercią byłby postacią raczej straszną. Nie pasuje do propagowanego obecnie wizerunku Boga, który ludzi kocha i wspomaga. W podręczniku czytamy, że „Bóg dla ludzi jest Ojcem i Miłością”.

Ale Boga nie da się łatwo wybielić, usprawiedliwić. Padają pytania, dlaczego nie powstrzymał strasznych konsekwencji grzechu, przecież jest wszechmocny? Może wbrew temu, czego naucza dziś Kościół, Bóg ukarał zbiorowo wszystkich ludzi? Może nie jest miłością ale …? W Wielkiej Improwizacji Konrad gotów był powiedzieć, że jest … carem!

Autorzy podręcznika znaleźli sprytne wyjaśnienie niesłusznych wątpliwości co do dobroci Boga. Znów wszystkiemu winien ma być grzech pierworodny. Spowodował on bowiem – jak czytamy – osłabienie możliwości poznawczych człowieka. Dlatego człowiek nie jest w stanie wyrobić sobie prawdziwego obrazu Boga. Nie jest w stanie zrozumieć, że Bóg jest miłością.

„Wskutek grzechu pierworodnego – czytamy – zafałszowany został w człowieku obraz Boga (…). Bóg jawi się jako małostkowy, mściwy, karzący”, albo też niezdolny „do okazywania człowiekowi swej przychylności i stawania w jego obronie. Te fałszywe wyobrażenia budzą w człowieku lęk i niechęć do Niego. (…) Tymczasem biblijny obraz jest całkowicie inny. Biblia ukazuje człowiekowi Boga – Osobę, która kocha i działa na rzecz dobra człowieka”. Czy tak? Bóg w Biblii jest nie tylko „małostkowy, mściwy, karzący”. Jest dużo gorszy.

Biblijny Bóg wielokrotnie karał śmiercią masowo i nakazywał zbiorowe morderstwa, nie odpuszczał niemowlakom i kobietom w ciąży.

Sięgnijmy do Pisma Świętego.

Oto scena potopu z Księgi Rodzaju: „Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi (…) rzekł: >Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki< (…). Tylko Noego Pan darzył życzliwością” (Rdz 6,5-8). Rezultat: „Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7,21).

A oto jak Bóg potraktował zbiorowo mieszkańców Sodomy i Gomory, których oskarżył o różne bezeceństwa: „Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana >z nieba<. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność” (Rdz 19,24-25). Zginęły także niemowlaki, które nie miały okazji zgrzeszyć. Bóg w tych scenach przywodzi na myśl Godzillę lub jakiegoś innego potwora z filmów grozy.

Czy więc słusznie autorzy podręcznika twierdzą, jak cytowałem, że wyobrażenie Boga budzącego lęk i niechęć jest fałszywe? Według nich, powtórzmy: „biblijny obraz jest całkowicie inny. Biblia ukazuje człowiekowi Boga – Osobę, która kocha i działa na rzecz dobra człowieka”.

Na temat innych bestialstw, popełnionych według Pisma Świętego przez Boga lub z jego rozkazu, polecam krótki artykuł „Pismo Święte jakiego nie znacie” (link poniżej).

A teraz pytanie: Czy potop i zagłada Sodomy i Gomory nie są zastosowaniem odpowiedzialności zbiorowej, a także karaniem dzieci za winy rodziców? Nie da się odwrócić kota ogonem, biblijny Bóg stosował barbarzyńskie zasady zbiorowego karania śmiercią.

Jeszcze wzmianka o Dekalogu. W Dekalogu, który jest podstawą wiary chrześcijan, Bóg mówi, że będzie karał do czwartego pokolenia za odstępstwo od właściwej religii (pełny tekst Dekalogu znajduje się w Księdze Wyjścia): „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (…) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20;3-5).

Teolodzy przytaczają fragment biblijnej Księgi Ezechiela: „Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna. Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego” (Ez 18,20). Cytat ten dotyczy sytuacji indywidualnych, mówi o tym, że np. ojciec nie poniesie kary za morderstwo popełnione przez syna, i odwrotnie. Ale w tejże księdze Ezechiela czytamy, że jeżeli jakiś kraj zgrzeszyłby przeciwko Bogu niewiernością, to nikt nie ocaleje, z wyjątkiem Noego, Danela i Hioba, jeśli by tam byli (Ez 14,12-20)Bóg, jak przedstawiono go w Piśmie Świętym, wielokrotnie karał śmiercią zbiorowo i nakazywał mordowanie całych plemion i ludności miast. Pomijając to, czy kary te świadczą o sprawiedliwości i mądrości Boga, ginęły dzieci za winy rodziców. W Dekalogu Bóg obiecuje karać do czwartego pokolenia.

Wbrew temu co mówią autorzy podręcznika, Pismo Święte przedstawia Boga jako postać groźną i okrutną. Nie ma co ściemniać. Taki Bóg mógł ukarać całą ludzkość za grzech pierwszych rodziców i – jak dość jasno wynika z biblijnego tekstu – ukarał. Nie traktując biblijnych scen jako literalnego opisu realnych wydarzeń trzeba stwierdzić, że Biblia przedstawia Boga jako nieobliczalnego okrutnika.

Całe szczęście, że to wszystko są mity, których nie można traktować poważnie. Kościelny dogmat, że Pismo Święte zawiera słowo boże, nie ma racji bytu i źle świadczy o władzach Kościoła, które w katechizmie głoszą, że „księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości (…) Boga mają za Autora” (KKK 105). 

I jeszcze jedno.

Można by sądzić, że na lekcjach religii dzieci i młodzież uczą się czegoś pożytecznego i dobrego. Nic z tych rzeczy. Katecheci wciskają do głów starożytne opowieści i kościelne dogmaty. Gdyby uczniowie wzięli to wszystko na poważnie, mieliby mentalność sekciarzy. Na szczęście psychika ludzka stawia opór takiemu gwałtowi, chociaż zaburzenia powodowane religijną indoktrynacją nie są rzadkością.

Na koniec humor

Apokryficzne wersje Księgi Rodzaju podają wiele przypadków nieposłuszeństwa Bogu, jakich dopuścili się w raju Adam i Ewa. Oto jeden z nich:

„Ewa z partnerem, skryci za krzakiem bukszpanu, oddają się rozkoszom cielesnym. Dostrzegł ich Pan Bóg i pyta:

– Adamie, Ewo, jak możecie coś takiego robić?

– Panie – odrzekł Adam – kazałeś nam mnożyć się, napełniać Ziemię. Nie czynimy nic złego.

– Tak? A co tu robi ta prezerwatywa? Nędznicy! Spójrzcie na biedronki, słusznie nazywane bożymi krówkami. I na inne owady. Nie używają antykoncepcji. A wy?”

macro-1271771_960_720 Teolożka Celestyna twierdzi, że to na ten apokryf powołują się władze Kościoła katolickiego zakazując stosowania wszelkich środków antykoncepcyjnych. Kanoniczne księgi Pisma Świętego nie zawierają nigdzie zakazu antykoncepcji, chociaż środki antykoncepcyjne (roślinne, tampony, pęcherze rybne podobne do prezerwatyw itp.) były w starożytności znane i stosowane. – Alvert Jann

………………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” : https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

 Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Na blogu znajdują się w tej chwili 22 artykuły, m.in.:

Lekcje religii w szkołach wyższych”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

 

enforce-46910_640

Ćwiczenia z ateizmu. Cz.19. Prawo naturalne według abp Gądeckiego

Biskupi, rozpoczynając obecną kampanię o całkowity zakaz aborcji, powołują się na prawo naturalne. Co to takiego? Arcybiskup Gądecki w jednej z homilii powiedział, że „Prawo naturalne nie jest wymysłem Kościoła”. Powiedział na odwrót. Bo to, co Kościół rozumie przez prawo naturalne, jest wymysłem Kościoła. Przyjrzyjmy się.

Co to jest prawo naturalne?

Według Kościoła prawo naturalne to zasady moralne stworzone przez Boga i wpisane w naturę człowieka. Zawiera je Dekalog. Katechizm wprost stwierdza: „Prawo naturalne, będące doskonałym dziełem Stwórcy, dostarcza solidnych podstaw, na których człowiek może wznosić budowle  zasad moralnych”. „Główne przepisy prawa naturalnego zostały wyłożone w Dekalogu” (art. 1959 i 1955). Interpretują je władze Kościoła.

Prawo naturalne nazywane jest też prawem bożym. Jest to nazwa mniej myląca. Bowiem nazwa „prawo naturalne” sugeruje, że są to zasady wywodzące się z biologicznej natury człowieka. Tymczasem według Kościoła jest to prawo moralne pochodzące od Boga i wyłożone w Piśmie Świętym. W homiliach księża grają nieczysto tym nieporozumieniem – kościelne ustalenia przedstawiają jako wynikające „z natury ludzkiej”. Można sądzić, że to świadoma manipulacja. 

Abp Gądecki mówił, że prawo naturalne to „uniwersalne, pierwotne prawo (zbiór norm) wynikające z natury ludzkiej, z samej natury człowieka”, a dalej stwierdzał, że „uprzywilejowanym wyrazem prawa naturalnego jest Dekalog”.

Biskupi, podejmując obecną krucjatę antyaborcyjną, powołują się na prawo naturalne i wskazują na przykazanie „Nie zabijaj”. Uważają też, że współczesne prawo cywilne powinno opierać się na Dekalogu. Problem w tym, że ze względu na starożytność Pisma Świętego i liczne niejasności, nie sposób ustalić, jakie normy prawa naturalnego są. Nie ma też żadnych dowodów, że Pismo Święte, w tym Dekalog, mają boskie, a nie ludzkie pochodzenie – i że jakikolwiek bóg stworzył jakiekolwiek prawo naturalne, moralne czy inne.

Nazwę „prawo naturalne” wzięto z filozofii starogreckiej i przekształcono w średniowieczu na użytek teologii katolickiej. 

Podsumowując: Głoszone przez Kościół katolicki prawo naturalne (czy też prawo boże) to, w świeckim rozumieniu, zasady ustalane przez władze kościelne w oparciu o dowolną interpretację Pisma Świętego. Trzeba powiedzieć zdecydowanie, że prawo naturalne, o którym mówią księża i teolodzy, jest – wbrew opinii abp Gądeckiego – wymysłem Kościoła.

Co zawiera Dekalog?

Abp Gądecki mówił, że „uprzywilejowanym wyrazem prawa naturalnego jest Dekalog”. A następnie ogłaszał, że prawo naturalne to „jedyny autentyczny fundament życia jednostek, społeczeństw i narodów (…) zachowuje swoją obowiązującą moc w każdym czasie i w każdym miejscu”. Ma być niezmienne.

Zajrzyjmy do Dekalogu (pełny tekst jest w biblijnej Księdze Wyjścia). Co znajdujemy?

„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (…) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20;3-5).

Zacytowana zasada Dekalogu neguje prawo do wolności wyznania i jest sprzeczna z prawami człowieka. Nie sposób zgodzić się z nią również ze zwykłego ludzkiego punktu widzenia. A nakaz karania do czwartego pokolenia za odstępstwo od właściwej wiary religijnej, to barbarzyństwo w pełnej krasie.

Dziwicie się, że w niektórych krajach islamskich nawet dziś śmiercią karze się odstępstwo od islamu, np. przyjęcie katolicyzmu? Skąd się to wzięło? Islam zapożyczył wiele z Biblii, z judaizmu i chrześcijaństwa.

Ktoś może powiedzieć, że czepiam się Dekalogu, idzie tylko o jeden dziwaczny punkt. Nie, problem jest głębszy. Kościół dopiero po drugim soborze watykańskim (1962-1965) uznał w ograniczonej wersji prawa człowieka, w tym wolność wyznania. Ale dążenie do dominacji w państwie i społeczeństwie pozostało.

Biskupi chcą o wiele za wiele

Gądecki przypomina, że według Kościoła prawo naturalne „dostarcza koniecznej podstawy dla prawa cywilnego”, „stoi przed wszelkim prawem stanowionym. Każdy porządek prawny musi się na nim opierać”. Na nim? To znaczy na czym? Co to znaczy? Znaczy tyle, że podstawą dzisiejszego prawa miałyby być księgi pochodzące sprzed 2-3 tys. lat, ich interpretacja dokonana przez Kościół. To obłędne stanowisko. Nie ma podstaw, by władzom kościelnym przyznawać takie uprawnienia. Biskupi rezerwują sobie tytuł do definiowania prawa pochodzącego rzekomo od samego Boga, jakby mieli dostęp do bożych prawd. To dość śmieszne roszczenie, można dopatrywać się w nim chęci wprowadzanie współobywateli w błąd.

Zapytajmy, czy można się na to zgodzić? Konsekwencje przyjęcia proponowanej przez Kościół zasady byłyby nieobliczalne, otwarłyby drogę do wcielania w życie najróżnorodniejszych norm uzasadnianych Pismem Świętym. W państwach islamistycznych ma to miejsce w odniesieniu do Koranu.

O aborcji w Piśmie Świętym

Biskupi, powołując się na prawo naturalne, podjęli obecnie kampanię na rzecz całkowitego zakazu aborcji. Czy to argumentacja sensowna?

Pismo Święte nigdzie nie mówi o zakazie aborcji, chociaż w czasach biblijnych aborcja była znana (m.in. stosowano środki pochodzenia roślinnego). Dlatego biskupi starają się całkowity zakaz wyprowadzić z przykazania „Nie zabijaj”. Do Dekalogu odwołuje się Konferencja Episkopatu Polski, żądając ustawy bezwzględnie zakazującej aborcji: „Życie każdego człowieka jest chronione piątym przykazaniem Dekalogu: Nie zabijaj!” (Komunikat KEP z 30.03.2016).

Jest to uzasadnienie naciągane, bardzo rozszerza interpretację przykazania. Wobec braku w całym Piśmie Świętym nawet wzmianki o zakazie aborcji, jest to interpretacja bezpodstawna. Trzeba też przypomnieć, że przykazanie „Nie zabijaj” nie było i nie jest interpretowane przez Kościół bezwzględnie, są od niego wyjątki, np. nie dotyczy wojny i kary śmierci, którą Kościół akceptował przez wieki (w pewnym zakresie także dziś). Bezwzględny zakaz zabijania przyjmowały, powołując się na Pismo Święte, chrześcijańskie wyznania pacyfistyczne. Kościół katolicki do nich nie należy.

Faktem jest, że Dekalog malowniczo i dość szeroko mówi o nakazie czczenia Boga, świętowania szabatu i o tym, czego nie należy pożądać (domu bliźniego swego, jego żony, niewolnika, niewolnicy, wołu, osła, innych rzeczy). Zaś zakaz zabijania brzmi sucho: „Nie będziesz zabijał”, kropka. Nie ma wzmianki o zakazie aborcji. Może Bóg nie natchnął autorów Pisma w tym kierunku?

Biskupi, żądając bezwzględnego zakazu aborcji, postępują w myśl zasady: wiem, czego chcę, a uzasadnienie w Piśmie Świętym zawsze się znajdzie.

Pismo Święte mówi tylko o poronieniu w bardzo szczególnym kontekście. Idzie o poronienie spowodowane pobiciem:Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to [winny] zostanie ukarany grzywną, jaką <na nich> nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie (…)” (Wj 21;22-23).

Stary Testament zawiera wielostronicowe prawo mojżeszowe, często bardzo szczegółowe i ilustrowane przykładami. O zakazie aborcji nie ma wzmianki. Według Biblii prawo to zostało Mojżeszowi przekazane przez Boga. Wygląda na to, że Bóg lub autorzy Biblii zakazu nie chcieli lub przeoczyli.

Niewiarygodne jest wyjaśnienie, że aborcja była wśród Izraelitów czymś niewyobrażalnym, zakaz był więc niepotrzebny. Aborcja była w tamtych czasach i społeczeństwach praktykowana. Czyżby tylko wśród Izraelitów nie zagościła? Z Biblii wynika, że wśród Izraelitów występowały wszelkie bezeceństwa i naganne praktyki. Akurat aborcja miałaby być wyjątkiem?

Także w Nowym Testamencie nigdzie nie mówi się o aborcji. Jest nieprawdopodobne, by aborcja uprawiana wówczas w całym świecie rzymskim i greckim, nie miała miejsca wśród Żydów w czasach Jezusa i ewangelistów. Brak wzmianki o aborcji może znaczyć tylko jedno: autorzy – kimkolwiek byli – nie chcieli lub dyplomatycznie zapomnieli ustanowić zakaz aborcji. Wygląda na to, że dzisiejsi biskupi wiedzą lepiej. Co chcą, to w Piśmie Świętym znajdą.

Problem aborcji dziś

Sprawa ustawodawstwa dotyczącego aborcji nie jest prosta. Ale prawo w tej kwestii, jak i w innych, powinno być rezultatem współczesnych dyskusji, a nie zapisów czy interpretacji Pisma Świętego.

Stanowienie prawa wymaga wyważenia wielu racji. Tymczasem biskupi traktują kobietę ciężarną jako inkubator, maszynę, której racje się nie liczą. Żądają bezwzględnego zakazu aborcji.

Na czym polega wyważanie różnych racji? W większości krajów ustawodawstwo zakazuje aborcji w pewnych sytuacjach, szczególnie w późnym okresie ciąży, ale dopuszcza w innych okolicznościach we wczesnym okresie. Różnie te racje są wyważane. W Polsce prawo dotyczące aborcji jest bardzo restrykcyjne i jeżeli by je zmieniać, to w kierunku przeciwnym niż żąda Kościół katolicki. Stanowisko władz kościelnych jest wyjątkowo jednostronne, niezrównoważone, nie znajduje też uzasadnienia w Piśmie Świętym.

Środki antykoncepcyjne

Ale kościelne władze idą dalej, potępiają używanie jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych, nawet prezerwatyw – i chcą zakazać ich stosowania. Pismo Święte nie zawiera nigdzie zakazu antykoncepcji, chociaż środki antykoncepcyjne (roślinne, tampony, pęcherze rybne podobne do prezerwatyw itp.) były w starożytności znane i stosowane.

Władze kościelne próbują zakaz antykoncepcji uzasadnić rzekomym prawem naturalnym. Szczególne miejsce zajmuje tu encyklika „Humanae vitae”, ogłoszona przez Pawła VI w 1968 r. Papież ucieka się do kuriozalnych wywodów, by zakaz uzasadnić. Wywód sprowadzić można do stwierdzenia, że antykoncepcja jest niezgodna z Bożym planem natury.

Ciekawe tylko, skąd papież wie, że antykoncepcja nie mieści się w planie bożym? Moja znajoma teolożka Celestyna twierdzi, że teza Pawła VI to bezpodstawne domniemanie. Jej zdaniem antykoncepcja ułatwia ludziom życie i rozważne planowanie dzietności, co wskazuje, że jest efektem zamysłu Bożego.

Do księży nie przemawia argument, że stosowanie środków antykoncepcyjnych zmniejsza przypadki niepożądanych ciąż i w rezultacie przyczynia się do zmniejszenia liczby legalnych lub nielegalnych aborcji. Zamiast zakazywać stosowania środków antykoncepcyjnych, Kościół powinien zalecać je szczególnie tam, gdzie niepożądanych ciąż – i w konsekwencji aborcji – jest ciągle dużo. Wbrew temu kościelni autorzy wkładają dużo wysiłku, by dowodzić, że antykoncepcja prowadzi do zwiększenia liczby aborcji. Trzeba być zaślepionym kościelnymi naukami, by coś takiego głosić.

Podsumowując, szerokie stosowanie środków antykoncepcyjnych jest najlepszym sposobem zmniejszenia liczby aborcji. Nie ma żadnego prawa bożego, które zakazywałoby ich stosowania.

Prawo naturalne a prawa człowieka

Abp Gądecki mówił:Dzisiejsza doktryna prawa nie wykazuje większego zainteresowania kwestią prawa naturalnego, ponieważ opiera się ona na koncepcjach woluntarystycznych, do których należy pozytywizm prawniczy i relatywizm etyczny. Według tych koncepcji każdy ma prawo uważać za dozwolone wszystko, co mu się podoba”. Wygląda na to, że Gądecki nie chce widzieć tego, co powinien. Tendencyjnie nie zauważa, że doktryna prawna obowiązująca w ustroju liberalno-demokratycznym (takim jak m.in. w Polsce) nie opiera się na woluntaryzmie i relatywizmie etycznym, ale na prawach człowieka. Nie jest tak, że według tej doktryny władze państwowe i obywatele mają prawo uważać za dozwolone wszystko, co im się podoba. Również etycznie nie wszystko jest dopuszczalne. Aż dziw bierze, że arcybiskup powiedział, co powiedział. A jak jest?

Według doktryny prawnej obowiązującej w liberalnych demokracjach obywatele, władze państwowe, a także kościoły, mają przestrzegać praw człowieka. Mogą tego nie chcieć, jak ostatnio PiS, ale wtedy muszą się liczyć ze sprzeciwem, również międzynarodowym. Obywatel za czyny niezgodne z prawem jest karany. Księża za seksualne wykorzystywanie dzieci są karani więzieniem przez sądy państwowe, chociaż Kościół i papieże przez wieki przymykali na to oczy. I robiliby tak nadal, gdyby nie naciski z zewnątrz. Dziś starają się nie dostrzegać i bagatelizować nadużycia.

Wbrew poglądom Gadeckiego, krytykowany przez niego w homilii liberalizm nie polega na tym, że wszystko wolno. Sednem liberalizmu są prawa człowieka.

Czym są prawa człowieka?

Powtórzę w skrócie, co pisałem gdzie indziej. Prawa człowieka to nie tylko przepisy prawne, są to zasady etyczne przekładane na język przepisów prawa. Ich sednem jest świecka etyka i aksjologia. Jaka?

Podstawowe znaczenie ma idea ograniczenia przemocy i krzywd doświadczanych przez ludzi w życiu społecznym. Prawa człowieka regulują w pożądany etycznie sposób stosunki między ludźmi, przede wszystkim ograniczają władzę państwową i mają chronić przed jej nadużywaniem, ale mają chronić człowieka także przed kościołami, wspólnotami, organizacjami, przed społecznością lokalną, rodziną i innymi grupami, także tymi, do których należy się dobrowolnie. Można powiedzieć, że mają chronić człowieka przed człowiekiem.

Szczególne znaczenie ma wolności słowa i przekonań, prawa socjalne, oraz zasada równego traktowania bez względu na narodowość, rasę, religię, światopogląd, płeć, orientację seksualną.

Kościół katolicki odrzucał zdecydowanie prawa człowieka aż do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965 ). Zmienił stanowisko, bo sprzeciw wobec praw człowieka groził mu marginalizacją. Ale do dziś władze kościelne przyjmują wsteczną, konserwatywną interpretację praw człowieka. Nadal przeciwstawiają prawom człowieka prawo naturalne, boże, próbując stawiać je wyżej niż prawa człowieka.

Tzw. prawo naturalne, boże, ustalają władze Kościoła zgodnie z własnym punktem widzenia, powołując się dowolnie na święte księgi. Prawa człowieka ustalane są w dyskursie publicznym niepoddanym kontroli kościołów, w państwach o liberalno-demokratycznych ustrojach są podstawą prawa stanowionego, stoją wyżej niż rzekome prawo naturalne. Konflikt jest głębszy niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Podsumowując, abp Gądecki przekonuje, że „prawo naturalne nie jest wymysłem Kościoła”, „stoi przed wszelkim prawem stanowionym”. Otóż jest ono wymysłem Kościoła i nie może stać wyżej niż prawa człowieka. – Alvert Jann.

*Link do cytowanej homilii abp Gądeckiego z 3.04.2016 – http://abpgadecki.pl/homilia-tresc-prawa-wypisana-jest-w-ich-sercach-matka-boska-trybunalska/

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu”: – 

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 20 artykułów, m.in.:

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

laughter-995213_960_720

Ćwiczenia z ateizmu. Cz. 18. Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła

Kościół nie głosi już, że Bóg stworzył świat w ciągu sześciu dni, uznał to za metaforę. Ale nadal naucza, że „powtórne przyjście Chrystusa będzie (…) absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu”. W podręczniku do religii, który zacytowałem, czytamy też: „Według religii chrześcijańskiej Bóg Stwórca jest zarazem Wybawicielem i Tym, który doprowadza historię do celu”. Przed końcem świata ma nastąpić zmartwychwstanie wszystkich ludzi i sąd ostateczny: „Zmartwychwstanie człowieka dokonuje się przy końcu świata, bo jego źródło tkwi w zmartwychwstaniu Chrystusa”. „Dla wierzących Paruzja (tak nazywane jest powtórne przyjście Chrystusa) nieodłącznie oznacza sąd Boży. Kościół naucza, że jedynie Bóg zna czas sądu i tylko On decyduje o jego nadejściu” (cytaty powyższe pochodzą z podręcznika dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia; w innych podręcznikach jest podobnie).

Nigdzie nie pisze się, że to przenośnie. Opisany w Piśmie Świętym i podręcznikach koniec świata ma nastąpić realnie.

W teologii katolickiej przedstawione wyżej wizje końca świata oznaczają koniec istnienia człowieka na Ziemi lub nawet koniec istnienia kosmosu. Czasami twierdzi się, że nastanie nowy, lepszy kosmos. Ponieważ wizje te zakrawają na nonsens, niektórzy teolodzy poszukują nowych interpretacji. Nie zmienia to faktu, że nadal jest to religijna mitologia, a nie wartościowa wiedza o świecie.

Można spodziewać się, że młodzież przyjmuje kościelne nauki ze zdrowym poczuciem humoru. Ale powstaje pytanie, czy ten opis powinien być nauczany w szkołach jako prawda o przyszłości świata? A tak jest obecnie.

Trzeba powiedzieć wyraźnie. Chrześcijańskie mity o końcu świata powinny być prezentowane w ten sam sposób jak mitologia grecka. Należą one do kultury europejskiej i dobrze co nieco o nich wiedzieć. Ale sposób, w jaki robią to podręczniki do religii, jest skandalem. Archaiczne mity, pochodzące sprzed 2-3 tys. lat, przedstawiane są jako wiedza prawdziwa.

hand-65689_960_720

Mity różne

Mity końca i zagłady świata nie są tylko domeną Pisma Świętego. Nie tak dawno w internecie duże zainteresowanie budziła wiadomość, że według mitologii Majów świat, w którym żyjemy, zakończy się kataklizmem w 2012 r. Według Azteków świat ulega cyklicznie zagładzie, a następnie się odradza. W mitologii staroegipskiej bóg Atum stworzył świat i każdą istotę, i on przypuszczalnie spowoduje koniec świata. Można go od tego powstrzymać zaklęciami i darami. W starożytnej Grecji wierzono, że świat jest wieczny, ale byli też filozofowie, którzy głosili, że cyklicznie ulega zagładzie i odradza się. W islamie, który dużo zaczerpnął z Biblii i chrześcijaństwa, koniec świata wygląda podobnie jak w chrześcijaństwie, ale bez udziału Chrystusa. Buddyzm przewiduje stopniowe zanikanie świata, a opis podany jest za pomocą skomplikowanych pojęć.

Nauka

Co mówi nauka? Nie ma w tej chwili dostatecznie uzasadnionej teorii, która pozwalałaby powiedzieć, jaka będzie przyszłość wszechświata. Pewniejsza jest przyszłość Ziemi. Za około 6 miliardów lat wygaśnie Słońce, bo naszej gwieździe zabraknie paliwa, którym jest wodór. Dużo wcześniej, ale z ludzkiej perspektywy w niewyobrażalnie odległym czasie, na Ziemi zapanują warunki uniemożliwiające istnienie żywych organizmów. Czy ludzie zdołają przenieść się w inne rejony naszej galaktyki? Bierze się pod uwagę taki scenariusz.

Co z wszechświatem? Obserwacje wskazują, że galaktyki oddalają się od siebie, wszechświat rozszerza się, obejmuje coraz większą przestrzeń. Czym to się skończy? Wszechświat może ulec rozproszeniu albo zacznie zacieśniać się. Za ponad 100 trylionów lat wszystkie galaktyki wygasną. Wspomnijmy jeszcze o hipotetycznych teoriach cykliczności wszechświatów. Przyjmuje się, że obecny wszechświat powstał około 14 miliardów lat temu w efekcie tzw. wielkiego wybuchu. Według teorii cykliczności możliwe jest, że przedtem istniały inne wszechświaty lub nieznane nam formy rzeczywistości przyrodniczej. Również obecny wszechświat może nie być ostatnim. Wydarzenie, jakim był wielki wybuch, może powtarzać się.

W sumie nie wygląda to dobrze, ale można spać spokojnie. Człowiek jako tako wolny od zaburzeń psychicznych nie będzie zamartwiał się tak odległymi perspektywami końca świata.

Czy Chrystus przyjdzie ponownie?

Jeżeli ktoś bardzo chce, może wierzyć, że Chrystus w bliżej nieokreślonym czasie ponownie zstąpi na Ziemię, osądzi ludzi, po czym nastąpi koniec świata. Na rzecz tego przekonania nie można przytoczyć żadnego argumentu poza tym, że tak mówi Pismo Święte, które według Kościoła zawiera prawdę, bo zostało spisane pod bożym natchnieniem. Jak zaznaczałem w poprzednim artykule, także autorzy podręcznika piszą wprost: „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. A nie ma żadnych innych możliwości sprawdzenia prawdziwości religijnych wierzeń, nie ma żadnych argumentów rozumowych, logicznych lub rzeczowych przemawiających na ich rzecz. Dlatego nie ma podstaw, by jakiekolwiek wierzenia religijne uznawać za prawdziwe. Można je przyjąć wyłącznie >na wiarę<. Dotyczy to także powtórnego przyjścia Chrystusa i związanego z tym końca świata.

Jezus mógł być postacią rzeczywistą, mógł nauczać i jak wielu kaznodziei zyskać grono wyznawców. Ale to, że był synem bożym, a jego powtórne przyjście będzie „absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu” – to są religijne mity pozbawione jakichkolwiek argumentów przemawiających za ich prawdziwością.

Kościół głosi, że nie ma sprzeczności między nauką a religią katolicką. To nieprawda. To, co o przyszłości świata może powiedzieć nauka, jest całkowicie sprzeczne z tym, co głosi Kościół.

Apokalipsa

Wydarzenia związane z sądem ostatecznym i końcem świata są tematem obszernej księgi znanej pod nazwą Apokalipsy św. Jana, wchodzącej w skład Nowego Testamentu. Jest to obłędna halucynacja przypisywana apostołowi Janowi. Zawiera rzeczy dziwaczne i straszne, a jej treść – o ile potraktować ją poważnie – musi budzić przerażenie. Sąd ostateczny poprzedzony jest budzącymi grozę kataklizmami sprowadzonymi na ziemię i ludzi przez Boga. Kościół katolicki współcześnie próbuje pomijać i łagodzić te opisy. Teolodzy wyjaśniają, że to tekst metaforyczny, pełen symboliki, nie należy go brać dosłownie. Podręczniki pomijają kompromitujące treści.

Oto ilustracja apokaliptycznych zwidów. Po wielu niesamowitych zdarzeniach do dzieła przystępują aniołowie:

„I pierwszy zatrąbił. A powstał grad i ogień – pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. A spłonęła trzecia część ziemi i spłonęła trzecia część drzew, i spłonęła wszystka trawa zielona” (Ap 8; 7). „I zostali uwolnieni czterej aniołowie, gotowi na godzinę, dzień, miesiąc i rok, by pozabijać trzecią część ludzi. (…) I tak ujrzałem w widzeniu konie (…) a z pysków ich wychodzi ogień, dym i siarka. Od tych trzech plag została zabita trzecia część ludzi” (Ap 9; 15-18).

Powstaje pytanie, czy te obrazy bestialstwa, nawet jeżeli mają charakter symboliczny a nie dosłowny, dobrze świadczą o Kościele, który te teksty uznaje za święte?

Millenaryzm

Od wieków opisy Apokalipsy pobudzały niezdrowo wyobraźnię chrześcijan. Co jakiś czas wiernych ogarniało wielkie poruszenie. Z dnia na dzień spodziewano się przyjścia Chrystusa, wyznaczano daty. Do dziś powstają tu i ówdzie kościoły, ruchy i grupy oczekujące rychłego końca świata. Religioznawcy nazywają to millenaryzmem lub chiliazmem (od łac. mille lub gr. chilioi – tysiąc). Bo według księgi Apokalipsy, przed końcem świata diabeł zostanie uwięziony i nastanie tysiącletnie panowanie Chrystusa na ziemi: ujrzałem anioła, zstępującego z nieba (…) pochwycił Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat (…) by już nie zwodził narodów”. Sąd ostateczny ma nastąpić dopiero „gdy się skończy tysiąc lat” (Ap 20;1-7).

W religioznawstwie pojęcie millenaryzmu/chiliazmu odnosi się nie tylko do chrześcijaństwa lub religii odwołujących się do Biblii. Jest to owocujące ruchami religijnymi poczucie upadku lub oczekiwanie zagłady istniejącego świata, połączone z nadzieją na lepszy, rajski świat, na zbiorowe zbawienie. Ruchy millenarystyczne/chiliastyczne związane są z mitami końca świata, z poczuciem ogólnego upadku, z lękami doświadczanymi przez ludzi w różnych czasach i kulturach.

Chrześcijanie oczekiwali rychłego ponownego przyjścia Chrystusa od początku istnienia wyznania. Na podstawie Pisma Świętego starali się przewidzieć datę. Ale mijały wieki i tysiąclecia – i nic. Nawet Świadkowie Jehowy po kilkakrotnych nieudanych próbach zadowalają się dziś stwierdzeniem, że nastąpi to wkrótce. Niektóre kościoły nastrój oczekiwania bardzo eksponują, np. Adwentyści Dnia Siódmego, Świadkowie Jehowy, kościoły baptystyczne i ewangelikalne w USA. Powstają też mniejsze charyzmatyczne ruchy, skupione wokół proroka, guru, animatora, oczekujące przyjścia Chrystusa lada dzień. Księga Apokalipsy, zapowiadane tam kataklizmy, sąd ostateczny – to ulubione tematy Świadków Jehowy, ale nie stroni od nich także Kościół katolicki, teolodzy i portale katolickie.

Kościół katolicki nastrój oczekiwania świadomie pobudza (widać to także w podręczniku), ale jednocześnie stara się nie eksponować nadmiernie, żeby się nie ośmieszyć.

Millenaryzm w podręcznikach

Oczekiwanie „ostatecznego spełnienia Bożych obietnic”, paruzja, zmartwychwstanie ciał, sąd ostateczny, królestwo Boże, to główne tematy ostatnich rozdziałów podręcznika. Czytamy m.in: „Chrześcijanie nie tylko wierzą, że w Jezusie Chrystusie przyszedł do ludzi Mesjasz, by ich zbawić, ale oczekują też Jego powtórnego przyjścia w chwale”, tj. w dniach apokalipsy. Tematy te upodabniają szkolną katechezę do nauk Świadków Jehowy i nadają jej sekciarskie oblicze. Autorzy podręcznika i ogólnopolskiego programu nauczania religii są, jak można zauważyć, pod wrażeniem Świadków Jehowy. Nawet podręcznikowi nadano tytuł „Drogi Świadków Chrystusa w świecie”, a program ogólnopolski nosi tytuł „Świadek Chrystusa w świecie”. Zamiast Świadków Jehowy (tj. Świadków Boga nazywanego w Biblii Jahwe), mamy Świadków Chrystusa. Znaczny sukces Świadków Jehowy w zdobywaniu wyznawców (w Polsce 122 tys., ale od lat nie ma już wzrostów) pobudza wyobraźnię ludzi Kościoła.

Zanim rodzice zdecydują się na udział dziecka w lekcjach religii, warto zapoznać się dokładniej z podręcznikami i zastanowić się, czy warto, by córce lub synowi wtłaczano do głowy obłędne treści. Zastanowić powinna się także młodzież, czy chce w tym uczestniczyć.

Na zakończenie

mała porcja humoru. Oto nius. W małym miasteczku w Teksasie grupa charyzmatyczna dowiedziała się od kościelnego animatora, że najbliższej nocy nastąpi koniec świata. Niektórzy wypili z tej okazji za dużo drinków. Rano przecierając oczy spotyka się przed domem dwóch wyznawców polskiego pochodzenia:

– Ale pierdolnęło – mówi jeden.

– O kurwa, nie zauważyłem – odpowiada drugi.

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” –

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Dwa inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Na blogu znajduje się w tej chwili 18 artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Lekcje religii w szkołach wyższych”- https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

enforce-46910_640

Ćwiczenia z Ateizmu część 17. Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?

Podręczniki do religii zawierają wiele treści wymagających sprostowania i krytycznej oceny. Dziś kluczowy temat: Skąd Kościół czerpie wiedzę o Bogu? I czy to wiedza wiarygodna? Biorę pod uwagę program nauczania religii w liceach i technikach, cytuję podręcznik „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM (w innych jest podobnie).

W podręczniku czytamy, że Kościół i wierni zyskują wiedzę o Bogu dzięki poznaniu religijnemu, nazywanemu też poznaniem teologicznym. To szczególny rodzaj poznania, który zawdzięczać mają łasce bożej, „zmysłowi wiary” kształtowanemu przez Boga, otwarciu się na Boga, „na światło Bożego objawienia” zawarte w Piśmie Świętym. Źródłem wiedzy, określanej jako prawdziwa, jest więc Pismo Święte.

Wątpliwości

Trzeba zapytać, czy poznanie religijne prowadzi do uzyskania wiedzy prawdziwej? W podręcznikach pisze się wprost, że „Bóg nie może być przedmiotem bezpośredniego i jednoznacznego poznania ludzkiego”, oraz że „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. Nie ma więc żadnych możliwości sprawdzenia/udowodnienia, że wiedza religijna jest prawdziwa. Ma być przyjęta >na wiarę<. Poznanie religijne opiera się na przyjętym z góry i bez dowodu założeniu, że Bóg w Piśmie Świętym przekazał prawdziwą wiedzę, którą odczytuje i głosi Kościół. Pisze się o tym wielokrotnie, ot chociażby: „Poznanie religijne (teologiczne) charakteryzuje zatem w punkcie wyjścia uznanie przewyższającego człowieka Autorytetu, czyli Boga, oraz tego, co On ludziom przekazał o sobie, świecie i przyszłości – jako niepodważalnych założeń, nad którymi snuje się rozumną refleksję”. Czytamy też, że biblijna prawda o stworzeniu świata i człowieka „jest zagwarantowana nieomylnym Bożym natchnieniem”. Zagwarantowana? Nie ma takiej gwarancji.

Zwróćmy uwagę, że podawane przez Kościół katolicki wierzenia religijne zawierają bardzo ważne twierdzenia egzystencjalne (tak nazywa się twierdzenia mówiące, że coś istnieje lub nie istnieje). Kościół głosi, że istnieją aniołowie, złe duchy, Bóg. Głosi, że są to byty osobowe, osoby. To twardy orzech do zgryzienia. Rozumnie człowiek może uznawać za prawdziwe tylko te twierdzenia, które zostały sprawdzone, udowodnione, dobrze uzasadnione. Dotyczy to w szczególności twierdzeń egzystencjalnych, chociaż nie tylko ich. Nie ma podstaw, by uznać za prawdziwe twierdzenia o istnieniu aniołów, złych duchów, Boga. Nie ma też podstaw, by uznać, że Pismo Święte zawiera boże objawienie; że ludzi czeka sąd ostateczny i rajskie Królestwo Boże; że Jezus był synem bożym zesłanym by odkupić świat; że prawdziwe są kościelne dogmaty. Dlaczego? Bo nie można tego sprawdzić.

Warto powiedzieć o olbrzymiej różnicy, jaka istnieje między religią a nauką.

W dziedzinie nauki są ustalone procedury sprawdzania prawdziwości twierdzeń i teorii – na tej podstawie jedne z nich uznaje się za prawdziwe, inne mają status hipotez, mogą być odrzucone, zmodyfikowane lub potwierdzone. Wprawdzie nikt nie jest w stanie sam sprawdzić wiedzy z różnych dziedzin nauki, ale wiedza naukowa podlega ciągłemu sprawdzaniu w toku prowadzonych badań.

W dziedzinie wierzeń religijnych panuje całkowita dowolność. Nie ma możliwości sprawdzenia czegokolwiek, np. czy Pismo Święte zawiera rzeczywiście boże objawienie. Każda religia, każdy kościół, każdy prorok, guru twierdzi, że jego wiedza jest prawdziwa. Nie ma kryteriów, które pozwalałyby powiedzieć, że to katolicyzm, a nie kościoły protestanckie, judaizm, mormonizm, islam, hinduizm lub buddyzm głoszą prawdę. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że w odniesieniu do wszelkich wierzeń religijnych, także tych podawanych przez Kościół katolicki, nie można mówić o prawdzie. Nazywanie wierzeń religijnych „prawdą” jest nieuzasadnione.

Nie są wiarygodne interpretacje Pisma Świętego podawane przez Kościół. Dobiera się cytaty, ukrywając to, co niewygodne (niżej podaję link do tekstu zawierającego takie kłopotliwe cytaty). Podaje się pokrętne interpretacje. Całkowita dowolność panuje w sprawie uznania lub odrzucenia tego, co zawiera Stary Testament. Twierdzi się też, że tekstu Pisma Świętego nie można rozumieć dosłownie, mamy tam np. dużo przenośni i symboli. Ale nie wiadomo, jakie rozumienie jest właściwe, oraz co jest, a co nie jest przenośnią. Władze kościelne podają tę interpretację, która aktualnie im odpowiada. Jaki jest rezultat tego zamieszania? Trudno mówić tu o jakiejkolwiek prawdzie. Mamy dziwną sytuację. Kościół głosi, że Pismo Święte zawiera prawdę, ale nie wiadomo, jaka ta prawda jest.

Osoby religijne twierdzą często, że ateiści nie rozumieją, czym jest poznanie religijne, bo nie jest im dane. Zapytajmy, czym jest doświadczane przez osoby religijne poznanie religijne? Jest to przeżycie psychiczne, doznanie, polegające na nabraniu poczucia, że wyznawane wierzenia religijne są prawdziwe. W żaden sposób nie znaczy to, że wierzenia te są prawdziwe.

Powiedzmy też, że tzw. przeżycie mistyczne (mistycyzm religijny), czyli poczucie bezpośredniego kontaktu z Bogiem, doświadczane czasami przez osoby religijne, jest niczym więcej niż szczególnym stanem psychicznym. Można go wywołać środkami farmakologicznymi z kategorii narkotyków. Pod ich wpływem osoba zafascynowana religią może mieć wrażenie łączności z Bogiem.

Sofistyka religijna

Warto zwrócić uwagę, że teologiczne i filozoficzne rozważania dotyczące religii grzeszą często sofistyką. Najkrócej mówiąc, sofistyka to wymyślanie bałamutnych lub wręcz oszukańczych argumentów i teorii. Sofistami nazywano w starożytnej Grecji i Rzymie wędrownych filozofów-nauczycieli. Wielu nie stroniło od intelektualnego kuglarstwa. Stąd sofistyka to filozoficzne krętactwo.

Przykład sofistyki: Oto mówimy, że krasnoludki nie istnieją w rzeczywistości, są postaciami z bajek. Na to ktoś odpowiada, że krasnoludki to postacie duchowe, są niewidoczne, ich istnienia nie można empirycznie stwierdzić. Ale istnieją naprawdę. Skąd o tym wie? Ze starożytnych legend i kronik.

Możemy być zaskoczeni, ale w filozofii i teologii roi się od sofistycznych pomysłów. Dlaczego? Wierzenia religijne od dawien dawna budziły wątpliwości, trzeba było jakoś uzasadnić, że są prawdziwe (także Biblia wspomina o notorycznych niedowiarkach, których oczywiście przedstawia w jak najgorszym świetle). Ponieważ Boga nie można było nigdzie dostrzec, przed kapłanami i teologami stało zadanie wytłumaczenia, że jednak istnieje naprawdę.

Najlepszy okazał się pomysł, że Bóg istnieje, ale jest niewidzialny i niedostępny ludzkim zmysłom, ludzkiemu poznaniu. Za teologią wyobrażenie niepoznawalnego Boga przekazują podręczniki szkolne. Mamy tu do czynienia z sofistyką, ze sprytnym, ale niezbyt rzetelnym rozumowaniem. Oto mówi się, że coś jest faktem, istnieje naprawdę, a jednocześnie, że nie można tego w żaden sposób sprawdzić. W takim razie nie powinno się mówić, że to prawda.

Argumenty św. Tomasza z Akwinu

W podręcznikach przytacza się argumenty za istnieniem Boga, podane przez św. Tomasza z Akwinu w XIII w. Nawet teolodzy i religijni filozofowie nie uważają ich za wystarczające. Podręczniki stwarzają jednak sugestię, że są to trafne dowody istnienia Boga (przypuszczalnie dlatego są zamieszczane). Nie poddaje się ich krytycznej ocenie. Nie mówi się, że są błędne, nie wytrzymują krytycznej analizy, nie dowodzą istnienia Boga. Nie mówi się, że mają charakter sofistyki, pokrętnego filozoficznego rozumowania. Przyjrzyjmy się.

Argument 1 (nazywany „z ruchu”). W podręczniku czytamy: „Musi istnieć ktoś/coś, co wprawiło istniejący świat w ruch. Tym pierwszym >poruszycielem< jest Bóg”. Dowód zakłada, że istniał nieruchomy świat i dopiero pierwszy poruszyciel wprawił go w ruch. Tę teorię można by uważać co najwyżej za poetycką metaforę, ale nie za argument na rzecz istnienia Boga. Nietrudno zauważyć, że jeżeli nawet przyjmiemy pojęcie pierwszego poruszyciela, który wprawił istniejący świat w ruch, to równie dobrze mogłaby to być nieznana nam bezosobowa siła, pierwotna energia, której nie można nazwać bogiem. Nawet w cytowanym zdaniu mówi się, że musi to być „ktoś” albo – podkreślmy – „coś”. Owo „coś” to raczej nieznana siła, a nie Bóg.

Natomiast św. Tomasz bez żadnych podstaw nazywa pierwszego poruszyciela Bogiem.

To nie wszystko. Kościół przyjmuje pojęcie Boga osobowego, który zajmuje się światem i opiekuje ludźmi, ma ich sądzić i obiecuje zbawienie. Tymczasem pierwszego poruszyciela można wyobrazić sobie – jak robili to deiści – jako istotę boską, która wprawiła świat w ruch lub go stworzyła, ale później nie zajmuje się światem i ludźmi. Takie pojęcie Boga niewiele ma wspólnego z Bogiem uznawanym przez chrześcijan, żydów czy muzułmanów. Kościół katolicki odrzuca zdecydowanie takie rozumienie Boga.

Podsumowując, w powyższym argumencie wniosek nie wynika z przesłanki, która – podkreślmy – została przyjęta bez dostatecznej podstawy. W żadnej mierze nie mamy tu do czynienia z argumentem za istnieniem Boga, a w szczególności Boga, w jakiego wierzą chrześcijanie. Nie pisze się o tym w podręczniku.

Argument 2. głosi: „Każda rzecz ma swą przyczynę. Jeżeli tak, to musi też istnieć pierwsza przyczyna sprawcza – Bóg”. Zauważmy, po pierwsze, że znów bez żadnych podstaw ową pierwszą przyczynę nazywa się Bogiem. I po drugie, można zasadnie zapytać, kto w takim razie stworzył Boga? Teolodzy na mocy definicji przyjmują, że Bóg istniał wiecznie. Wobec tego równie dobrze na mocy definicji można by przyjąć, że wieczna jest cała przyroda.

Co na to teolodzy? Mówią, że Bóg jest istotą nadzwyczajną i tylko on istnieje wiecznie. Łatwo zauważyć, że to założenie dowolnie przyjęte, sprytne – sofistyka w pełnej krasie.

W istocie nie wiemy, jak powstała przyroda, czy może była w jakiejś formie wieczna. Powiedzenie, że to Bóg stworzył wszystko, niczego nie wyjaśnia. Jest to wyjaśnienie pozorne, fikcyjne. Równie dobrze można powiedzieć, że stwórcą był brodaty czarownik z zaświatów. Lepiej uczciwie powiedzieć „nie wiem”, niż głosić starożytne mity o stworzeniu świata przez Boga.

Argument 3. mówi, że wszystko na świecie przemija, musi więc istnieć byt nieprzemijający – jest nim Bóg. Znów bezpodstawnie przyjmuje się, że ten trwały składnik to Bóg. Zapytajmy, a dlaczego nieprzemijającą rzeczywistością nie może być przyroda? Są dziś przypuszczenia, że przed tzw. wielkim wybuchem (przed powstaniem naszego wszechświata) istniały inne wszechświaty, lub też nieznane nam formy rzeczywistości przyrodniczej.

Kościół nie chce uczciwie powiedzieć, że nie znamy dziś odpowiedzi na wiele podstawowych pytań. Zamiast tego podaje mitologiczne wyjaśnienia, mówi że to Bóg jest stwórcą wszechrzeczy i jedynym bytem wiecznym. To są wyjaśnienia pozorne, gołosłowne, niczego nie wyjaśniają. To tak, jakby na pytanie, skąd się biorą dzieci, odpowiadać, że Bóg je stwarza. Kilkuletnie dziecko może w tę odpowiedź uwierzyć.

Argument 4. jest najbardziej zaskakujący i absurdalny: „Jeśli istniejące w świecie rzeczy wykazują różną doskonałość, to musi istnieć byt najdoskonalszy – Bóg”. Wnioskowanie, jakie tu przeprowadzono, jest karykaturalnie błędne. Z tego, że wykoncypujemy sobie, iż najdoskonalszą istotą jest Bóg, nie wynika że Bóg istnieje. W ogóle z tego, że coś sobie wyobrazimy, nie wynika, że to istnieje. Ponadto pojęcie doskonałości jest tak nieokreślone i niejasne, że jego sofistyczny charakter ujawnia się w całej pełni (sofistyka opiera się często na niejasności pojęć i słów). Z przedstawionego argumentu w żaden sposób nie wynika, że musi istnieć Bóg.

W końcu argument 5. głosi, że „ład i porządek panujący w działaniu bytów świadczy o istnieniu Boga kierującego światem”. Znów mamy nieuprawnione wnioskowanie. Względny ład i porządek świadczy tylko o tym, że taka jest właśnie postać świata. Jeżeli świat istnieje, pewien ład i porządek należy do właściwości przyrody. Nie wynika z tego, że Bóg kieruje światem.

Podsumowując, powyższe argumenty na rzecz istnienia Boga są może i pomysłowe, ale zwróćmy uwagę, że mają one charakter sofistyki, tzn. opierają się na filozoficznych mistyfikacjach, manipulowaniu pojęciami, niejasności pojęć, bezpodstawnym wyciąganiu wniosków. Argumentacji brakuje dostatecznego uzasadnienia. Św. Tomasz zawsze dochodzi do wniosku, że musi istnieć Bóg, ale wniosek nie wypływa z przyjętych przesłanek.

Na zakończenie

W jednym z liceów na lekcji religii niegrzeczny uczeń zapytał księdza katechetę:

– Proszę księdza, skąd ksiądz wie, że Pismo Święte naprawdę zawiera Boże objawienia?

– Kościół tak naucza – odpowiedział katecheta.

– A skąd Kościół to wie? – pyta uczeń.

– Z Pisma Świętego – odparł katecheta.

W podręcznikach religii często cytuje się Pismo Święte. Ale zarówno katolicy jak i ateiści mogą być zaskoczeni tym, co zawiera. Są tam rzeczy obłędne i straszne. Podręczniki i katechizm pomijają kompromitujące treści, a warto o nich wiedzieć. Garść zaskakujących cytatów przytaczam w krótkim artykule pt. „Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie . Do podręczników religii będę jeszcze wracał. – Alvert Jann

……………………………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 17 artykułów, m.in.:

„Jan Paweł II bez taryfy ulgowej – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

„Lekcje religii w szkołach wyższych” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

„Sens według teologów i nie tylko” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sens-wedlug-teologow-i-nie-tylko/

enforce-46910_640

Ćwiczenia z Ateizmu. Część 16. Pismo Święte jakiego nie znacie

Zarówno katolicy, jak i ateiści, mogą być zaskoczeni tym, co zawiera Pismo Święte. Są tam rzeczy obłędne i straszne. Podręczniki szkolne i katechizm pomijają kompromitujące treści, a warto o nich wiedzieć. Tytuł tego artykułu zapożyczyłem z nieistniejącej już strony poświęconej Biblii.

Święte wojny, rzezie, masakry

Prorok Izajasz tak oto wieszczy wojnę, w której wrogowie zostaną za sprawą Boga zmasakrowani:

„Zawyjcie, bo bliski jest dzień Pański, nadchodzi jako klęska z rąk Wszechmocnego.(…) Każdy odszukany będzie przebity, każdy złapany polegnie od miecza. Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach, ich domy będą splądrowane, a żony – zgwałcone. (…) Wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone. Nad noworodkami się nie ulitują, ich oko nie przepuści także niemowlętom” (Iz 13, 6,15-16,18).

Jest też w Starym Testamencie ludobójstwo dokonane z bożego nakazu. Oto polecenie dane przez Boga narodowi wybranemu: 

„Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, aby ją posiąść, usunie liczne narody przed tobą: Chetytów, Girgaszytów, Amorytów, Kananejczyków, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebusytów: siedem narodów liczniejszych i potężniejszych od ciebie. Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz, obłożysz je klątwą, nie zawrzesz z nimi przymierza i nie okażesz im litości” (Pwt 7, 1-2).

Warto wiedzieć, co zrobił Mojżesz, kiedy schodząc z tablicami Dekalogu z góry Synaj, zastał w obozie Izraelitów rozpasanie i kult złotego cielca.

„Zatrzymał się Mojżesz w bramie obozu i zawołał: «Kto jest za Panem, do mnie!» A wówczas przyłączyli się do niego wszyscy synowie Lewiego. I rzekł do nich: «Tak mówi Pan, Bóg Izraela: „Każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego”». Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza, i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów. Mojżesz powiedział wówczas do nich: «Poświęciliście ręce dla Pana, ponieważ każdy z was był przeciw swojemu synowi, przeciw swemu bratu” (Wj 32, 26-28).

Obrazów masakry, wojennych zbrodni i ludobójstwa, dokonanych z nakazu Boga, jest w Biblii więcej.

Masowa zagłada

Oto scena potopu z Księgi Rodzaju:

„Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi (…) rzekł: >Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki< (…). Tylko Noego Pan darzył życzliwością” (Rdz 6,5-8). Rezultat: „Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7, 21).

A oto jak Bóg potraktował zbiorowo mieszkańców Sodomy i Gomory, których oskarżył o różne bezeceństwa:

„Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana >z nieba<. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność” (Rdz 19, 24-25).

Bóg zgładził, jak widać, także niemowlaki i małe dzieci, oraz kobiety w ciąży.

Kary okrutne

Prawo, przekazane Mojżeszowi przez Boga, nakazuje karę śmierci w kilkudziesięciu przypadkach. Za co?

„Jeśli się znajdzie człowieka śpiącego z kobietą zamężną, oboje umrą: mężczyzna śpiący z kobietą i ta kobieta. (…) Jeśli dziewica została zaślubiona mężowi, a spotkał ją inny jakiś mężczyzna w mieście i spał z nią, oboje wyprowadzicie do bramy miasta i kamienować ich będziecie, aż umrą” ( Pwt 22, 22-24 ).

Na czym polega kamienowanie? Na zabiciu kamieniami rzucanymi przez zgromadzony tłum. Wykonywane jest z wyroku sądowego, ale nierzadko – jak wynika z Biblii – ma charakter samosądu. 

  Kamienowaniem miał być karany brak dziewictwa u poślubionej młodej kobiety: „jeśli oskarżenie to okaże się prawdziwym, bo nie znalazły się dowody dziewictwa młodej kobiety, wyprowadzą młodą kobietę do drzwi domu ojca i kamienować ją będą mężowie tego miasta, aż umrze” (Pwt 22,20-21).

Także syn, zachowujący się nagannie, ma być ukamienowany:

Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny, ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, i powiedzą starszym miasta: «Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu». Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze” (21, 18-21).

Śmiercią miały być karane stosunki homoseksualne oraz seks ze zwierzętami:

„Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli. Jeżeli kto bierze za żonę kobietę i jej matkę, dopuszcza się rozpusty: on i ona będą spaleni w ogniu, aby nie było rozpusty wśród was. Ktokolwiek obcuje cieleśnie ze zwierzęciem wylewając nasienie, będzie ukarany śmiercią. Zwierzę także zabijecie. Jeśli kobieta zbliży się do jakiegoś zwierzęcia, aby z nim się złączyć, zabijesz i kobietę, i zwierzę” ( Kpł 20, 13-16).

A oto inny ciekawy fragment. Prawo, rzekomo objawione przez Boga, nakazuje zabijać członków własnej rodziny, jeśli nakłaniają do zmiany religii:

Jeśli cię będzie pobudzał skrycie twój brat, syn twojej matki, twój syn lub córka albo żona (…) mówiąc: <Chodźmy, służmy bogom obcym>, bogom, których nie znałeś ani ty, ani przodkowie twoi – jakiemuś spośród bóstw okolicznych narodów, czy też dalekich od jednego krańca ziemi do drugiego – nie usłuchasz go, nie ulegniesz mu, nie spojrzysz na niego z litością, nie będziesz miał miłosierdzia, nie będziesz taił jego przestępstwa. Winieneś go zabić, pierwszy podniesiesz rękę, aby go zgładzić, a potem cały lud. Ukamienujesz go na śmierć, ponieważ usiłował cię odwieść od Pana, Boga twojego (Pwt 13,7-11).

I jeszcze:

Jeśli usłyszysz (…) że wyszli spośród ciebie ludzie przewrotni i uwodzą mieszkańców swego miasta mówiąc: <Chodźmy, służmy obcym bogom!>, których nie znacie – przeprowadzisz dochodzenia, zbadasz, spytasz, czy to prawda. Jeśli okaże się prawdą, że taką obrzydliwość popełniono pośród ciebie, mieszkańców tego miasta wybijesz ostrzem miecza, a samo miasto razem ze zwierzętami obłożysz klątwą” (Pwt 13,13-16).

W innym miejscu Bóg nakazuje kamienować tych, którzy przechodzą „do bogów obcych, by służyć im i oddawać pokłon” (Pwt 17,3).

Wiara w cuda i opętanie

Nowy Testament przeładowany jest opisami cudownych uzdrowień, wskrzeszeń zmarłych, wypędzania złych duchów z ciał opętanych. Kościół podtrzymuje te wierzenia, poszukuje cudów przy okazji kanonizowania świętych, powołuje egzorcystów. Oto kilka scen z Ewangelii:

„Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: «Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. (…) Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!». Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli” (Mk 1, 21-27).

„I przypłynęli do kraju Gergezeńczyków (…) wybiegł Mu naprzeciw pewien człowiek, który był opętany przez złe duchy. Już od dłuższego czasu nie nosił ubrania i nie mieszkał w domu, lecz w grobach. (…) A Jezus zapytał go: «Jak ci na imię?» On odpowiedział: «Legion», bo wielu złych duchów weszło w niego. Te prosiły Jezusa, żeby im nie kazał odejść do Czeluści. A była tam duża trzoda świń, pasących się na górze. Prosiły Go więc [złe duchy], żeby im pozwolił wejść w nie. I pozwolił im. Wtedy złe duchy wyszły z człowieka i weszły w świnie, a trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i utonęła” (Łk 8, 26-33).

„Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił” (Mk 1, 32-34).

„Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!” Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom!” A gdy szli, zostali oczyszczeni” (Łk 17, 12-14).

Apokalipsa

W Nowym Testamencie znajduje się objawienie św. Jana, nazwane Apokalipsą. Obłędna halucynacja zawiera obraz zagłady mas ludzkich i dewastacji Ziemi przed nastaniem Sądu Bożego i Królestwa Bożego. Wszystko z woli Boga, o którym Kościół mówi, że jest Miłością.

Tekst Apokalipsy jest długi, zawiły, przytaczam tylko kilka zdań. Oto po różnych dziwacznych i strasznych zdarzeniach do dzieła przystępują aniołowie:

„I pierwszy zatrąbił. A powstał grad i ogień – pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. A spłonęła trzecia część ziemi i spłonęła trzecia część drzew, i spłonęła wszystka trawa zielona” (Ap 8, 7).

(…) „I zostali uwolnieni czterej aniołowie, gotowi na godzinę, dzień, miesiąc i rok, by pozabijać trzecią część ludzi. (…) I tak ujrzałem w widzeniu konie (…) a z pysków ich wychodzi ogień, dym i siarka. Od tych trzech plag została zabita trzecia część ludzi” (Ap 9, 15-18).

Słowo na zakończenie

Katechizm Kościoła katolickiego i Sobór Watykański II stwierdzają:Bóg jest Autorem Pisma świętego. Prawdy przez Boga objawione, które są zawarte i wyrażone w Piśmie świętym, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego. Święta Matka Kościół uważa, na podstawie wiary apostolskiej, księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości, ze wszystkimi ich częściami za święte i kanoniczne, dlatego że, spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, Boga mają za Autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane” (KKK 105).

Teolodzy mają dziś problem. Próbują kompromitujące fragmenty Pisma Świętego pomijać albo poddać pokrętnej interpretacji, złagodzić, przedstawić w wersji soft, zmiękczyć, zakamuflować. Mówi się, że tekstów biblijnych nie można rozumieć dosłownie, mamy tam metafory, przenośnie, symbole. Ale czy metaforyczna wizja, w której z woli Boga „wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone”, nie może budzić odrazy? I kto jest autorem tych słów?

A może zamiast szukać pokrętnych wyjaśnień, trzeba powiedzieć, że nie są to księgi spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, tylko zwyczajne pełne zmyśleń starożytne opowieści, jakich wiele. I traktować tak samo jak mitologię starogrecką.- Alvert Jann

PS. Wszystkie cytaty według: Biblia Tysiąclecia. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Pallottinum – http://biblia.deon.pl

Katechizm Kościoła Katolickiego cytuję za: – http://www.katechizm.opoka.org.pl/

……………………………………………………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu”  https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

………………………………………………………………………………………………………………………..

Ćwiczenia z Ateizmu 15. Ateizm na dziś.

Chciałbym napisać, jaki ateizm we współczesnej Polsce jest potrzebny i ma perspektywy rozwoju. Dziś ateizmowi najlepiej w towarzystwie naturalizmu, nauki i praw człowieka.

Naturalizm

Najlepszą filozoficzną podstawą ateizmu jest naturalizm. Główne twierdzenie naturalizmu mówi, że istnieje tylko przyroda, natura. Do przyrodniczej rzeczywistości należą także doznania psychiczne i wszelkie formy myślenia. Są to pochodne funkcjonowania układu nerwowego i mózgu, nie istnieją poza organizmami biologicznymi.

Na dobrą sprawę zamiast o ateizmie można by mówić właśnie o naturalizmie, chociaż nie postuluję takiej zmiany. Bez potrzeby nie warto burzyć językowych zwyczajów.

Przyroda (natura) to rzeczywistość, która nas otacza i której jesteśmy częścią. Obejmuje ona mikro i makrokosmos, wiele niepoznanych i trudnych do zrozumienia form. Nie ma żadnych uzasadnień, żadnych dowodów, by wierzyć, że istnieją jakiekolwiek byty nadprzyrodzone, nadnaturalne, bez względu na to, czy nazywa się je bogiem lub inaczej. To, że bóg nie istnieje, można dowieść/uargumentować bardzo dobrze (link poniżej). Natomiast tego, że bóg istnieje, nie można dowieść/uzasadnić w żaden sposób.

Bóg

Wyobrażenie boga występuje w świadomości ludzi w dwóch postaciach:

Po pierwsze, jako abstrakcyjna rzeczywistość nadprzyrodzona. To jakby bóg abstrakcyjny, nieokreślony. Nazywany jest transcendencją, absolutem, pierwszą przyczyną, pierwotną energią, siłą wyższą, uniwersalnym duchem, rozumem rządzącym wszechświatem, bytem przenikającym wszystko lub wręcz utożsamianym z przyrodą. To w zasadzie bóg bezosobowy, właściwy deizmowi i panteizmowi, ale bywa  eklektycznie łączony z wierzeniami chrześcijańskimi.

Pojęcie boga abstrakcyjnego występuje zarówno w umysłach niektórych dzisiejszych filozofów i naukowców, jak i w kulturach prymitywnych, w wyobrażeniach niepiśmiennych tubylców badanych przez etnologów i w pospolitych ludowych emocjach. W tej prostej postaci jest to wyobrażenie mocy tajemnych, zazwyczaj powiązane z magią. Pojęcie tzw. boga filozofów i fizyków jest niczym innym niż przetworzeniem owego pierwotnego wyobrażenia niepojętych mocy.

Po drugie, mamy pojęcie boga znane z wielu religii, w tym chrześcijaństwa. To istota duchowa, rozumna, ingerująca w życie ludzi, w szczególności opiekująca się nimi, ale także karząca za przewinienia. Każda religia nadaje bogu odmienne cechy. W judaizmie, chrześcijaństwie i islamie bóg wywodzi się z mitologii biblijnej, występuje jako wszechmocny stwórca świata i prawodawca. Pojęciu boga towarzyszy wiele innych wierzeń. W chrześcijaństwie są to wyobrażenia nieba, piekła, aniołów, szatana, duszy nieśmiertelnej, grzechu pierworodnego, sądu ostatecznego, zmartwychwstania, zbawienia, potępienia, cudów itp. Katolik powinien w to wszystko wierzyć.

Bóg abstrakcyjny i bóg ze znanych religii nie mają ze sobą nic wspólnego, poza może jednym – jest to przetworzenie pierwotnego wyobrażenia niepojętych mocy.

Z punktu widzenia chrześcijaństwa wiara w boga abstrakcyjnego jest ciężkim błędem i w średniowieczu można było za to spłonąć na stosie. Dziś, wobec kryzysu religii, Kościół katolicki toleruje te herezje także wśród wiernych, o ile zachowują lojalność wobec Kościoła i składają publiczną deklarację właściwej wiary.

Współcześnie idea boga abstrakcyjnego, np. nieokreślonej siły wyższej, bezosobowego ducha, transcendencji, stała się dość popularna w krajach zachodnich. Nie ma żadnych uzasadnień, dowodów, które świadczyłyby, że byty tego rodzaju istnieją realnie.

Można natomiast hipotetycznie brać pod uwagę, że istniała czy istnieje nieznana nam dziś pierwotna czy podstawowa forma rzeczywistości przyrodniczej, np. rzeczywistość kwantowa albo też rzeczywistość poprzedzająca tzw. wielki wybuch. Zauważmy jednak, że w obu przypadkach idzie o rzeczywistość jak najbardziej naturalną, a nie o boga i podobne mu wyobrażenia. Fizyka kwantowa, teoria cyklicznych wszechświatów poprzedzających powstanie naszego wszechświata i inne, dotyczą przyrody, rzeczywistości naturalnej, w żaden sposób nie uprawdopodobniają istnienia boga czy bytów nadnaturalnych.

Również transcendencję można by pojmować jako pierwotną czy podstawową rzeczywistość naturalną, przyrodniczą, chociaż kłóci się to z dotychczasowym rozumieniem tego słowa.

Naturalizm, odrzucający istnienie bytów nadprzyrodzonych, odgrywa we współczesnej kulturze i świadomości ludzi coraz większą rolę. Jest to skutek przede wszystkim rozwoju nauki.

Nauka

Konsekwentny ateizm odrzuca wiedzę pochodzącą z tzw. objawienia bożego, doświadczenia mistycznego, iluminacji, źródeł tajemnych, ezoteryki itp. Tylko wiedza zdobyta w sposób akceptowany na gruncie nauki współczesnej może być uznana za prawdziwą. Metody i procedury naukowe nie są czymś nadzwyczajnym, pozostają w zgodzie z naszym codziennym sposobem zdobywania wartościowej wiedzy za pomocą obserwacji, doświadczeń, eksperymentowania, racjonalnego myślenia. Poznanie naukowe, dzięki konsekwentnie przemyślanym metodom badawczym oraz instrumentom służącym obserwacji i analizie danych, osiąga znacznie wyższy poziom wiarygodności niż poznanie dostępne nam na co dzień.

Nauka współczesna, podobnie jak ateizm, stoi na stanowisku naturalizmu, tzn. przyjmuje w praktyce, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne. Nie bierze pod uwagę rzeczywistości nadprzyrodzonej. Dlaczego? Bo nigdzie nie znajduje przyczyn nadprzyrodzonych, duchów, boga. Naturalizm nauki harmonizuje z ateizmem, natomiast kłoci się zdecydowanie z teizmem.

Wbrew poglądom teistów, naturalizm nauki nie jest założeniem czy rezultatem światopoglądu naukowców, ale wynikiem naukowej działalności, faktu, że badania naukowe nie wskazywały i nie wskazują na istnienie bytów i przyczyn nadprzyrodzonych. Byty nadprzyrodzone nie dają o sobie znać. Naukowiec może wierzyć, że bóg czy boska transcendencja istnieją. W wywiadach dla mediów może mówić, że jest o tym przekonany. Są to jednak wyłącznie jego osobiste przekonania nie mające nic wspólnego z nauką, podobnie jak sympatyzowanie z tym lub innym klubem piłki nożnej. Religijni naukowcy nie potrafią przytoczyć żadnych dowodów czy uzasadnień przemawiających za istnieniem rzeczywistości nadnaturalnej. Nic dziwnego, że religijnych naukowców jest niewielu. Np. wśród członków amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk wiarę w boga zadeklarowało 7% (link poniżej).

Różnica między nauką a religią polega m.in. na tym, że nauka uznaje za prawdziwe tylko te twierdzenia, które przeszły procedury sprawdzania. Jeżeli nie znajdują dostatecznego uzasadnienia, mają status hipotez, przypuszczeń. Hipoteza naukowa nie jest jednakowoż dowolnym przypuszczeniem, musi znajdować oparcie w analizach i badaniach.

Twierdzenie głoszące, że bóg istnieje, nie jest w żaden sposób potwierdzone i nie może być uznane za prawdziwe. Nie ma nawet powodów, by uznawać je za hipotezę.

Na gruncie religii tzw. prawdy wiary uzasadniane są na podstawie fantastycznych opowieści, które nie wytrzymują żadnych racjonalnych prób sprawdzenia. Np. chrześcijaństwo i judaizm opierają się na przypuszczeniu, pozbawionym jakichkolwiek podstaw, że Biblia zawiera objawienie boże. Także uznając nawet historyczność Jezusa, nie da się potwierdzić czy uzasadnić, że był on synem bożym poczętym z Ducha Świętego, zesłanym by odkupić świat. Nie można uznać, że to prawda albo hipoteza – to wyłącznie fantastyczna mitologia.

Nauka współczesna nie potwierdza żadnych przypuszczeń, że istnieje bóg, który stworzył świat i życie, kieruje ewolucją, ustanowił prawa przyrody, ingeruje na poziomie kwantów, przenika wszystko i jest obecny wszędzie. Przypuszczenia te nie mogą być uznane za prawdziwe.

W żaden sposób nie jest potwierdzone stanowisko tych religijnych filozofów, którzy uważają, że prawdziwe poznanie – w tym naukowe – człowiek zawdzięcza bogu. Nieuprawnione jest przekonanie, że pojęcie prawdy wymaga istnienia boga czy transcendencji. Założenie, że istnieje boska skarbnica wiedzy, którą człowiek odsłania, jest wyłącznie literacką fikcją. Teistyczna teoria poznania ma cechy sofistyki, tj. filozoficznego krętactwa. Nauka i poznanie nie mają teistycznych podstaw

Nauka czyni olbrzymie postępy, ale nie wyjaśnia wszystkiego – przede wszystkim nie wiemy, jak przyroda powstała, czy może w jakiejś formie była wieczna. Trzeba jednak powiedzieć wyraźnie, że religia nic nie wyjaśnia, nie odpowiada na te pytania, podaje co najwyżej wyjaśnienia fikcyjne, podtrzymuje archaiczne wyobrażenia i mity.

Etyka praw człowieka

Ateizm stoi na gruncie etyki świeckiej. Współcześnie najdonioślejszą świecką etykę i aksjologię prezentują prawa człowieka. Nie są one tylko przepisami prawnymi – są to zasady etyczne przekładane na język przepisów prawa.

U podstaw etyki praw człowieka leży idea ograniczenia przemocy i krzywd doświadczanych przez ludzi w życiu społecznym. Prawa człowieka regulują – zgodnie z wartościami i etyką praw człowieka – stosunki między ludźmi, przede wszystkim ograniczają władzę państwową i mają chronić przed jej nadużywaniem, ale mają chronić człowieka także przed kościołami, wspólnotami, organizacjami, przed społecznością lokalną, rodziną i innymi grupami, także tymi, do których należy się dobrowolnie. Można powiedzieć, że mają chronić człowieka przed człowiekiem.

Nie sposób tu przedstawiać szerzej wartości i etyki praw człowieka. Wspomnijmy tylko o wolności słowa i przekonań, prawach socjalnych oraz zasadzie równego traktowania bez względu na narodowość, rasę, religię, światopogląd, płeć, orientację seksualną itp.

Kościół katolicki przeciwstawiał się zdecydowanie prawom człowieka aż do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965 ). Zmienił stanowisko z konieczności. Od zakończenia drugiej wojny światowej znaczenie praw człowieka we współczesnym świecie wzrosło na tyle, że ich otwarte negowanie groziło Kościołowi marginalizacją. Przedtem w encyklikach papieskich roiło się od zdecydowanego sprzeciwu wobec tych praw. Ciekawy przykład to papież Pius IX, który w encyklice „Quanta cura” z 1864 r. wymienił osiemdziesiąt dokładnie ponumerowanych błędnych – jego zdaniem – poglądów, których wierni nie mogą uznawać. Odrzucał prawa człowieka, uważał, że religia katolicka powinna mieć status religii państwowej, odrzucał wprost wolność słowa, wyznania, sumienia.

Kościół przyjmuje wsteczną, konserwatywną interpretację praw człowieka. Nadal przeciwstawia prawom człowieka tzw. prawo boże (nazywane też prawem naturalnym). Konflikt jest głębszy niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. „Prawo boże” ustalają kościelni hierarchowie zgodnie z własną wolą, powołując się dowolnie na objawienie boże i święte księgi. Prawa człowieka ustalane są w dyskursie publicznym niepoddanym kontroli kościołów, w państwach o liberalno-demokratycznych ustrojach są one podstawą prawa stanowionego, stoją wyżej niż rzekome prawo boże. Kościół próbuje stawiać tzw. prawo boże ponad prawem stanowionym. Widać tu dążenie Kościoła do klerykalizacji państwa.

Warto podkreślać, że chociaż prawa człowieka są wynalazkiem zachodnim, zyskują uniwersalny charakter. Ich rola we współczesnym świecie jest olbrzymia, są atrakcyjne także dla bardzo wielu muzułmanów i obywateli państw niedemokratycznych. Nie jest oczywiście łatwą sprawą wcielanie praw człowieka w życie, budzą one też wiele szczegółowych kontrowersji, ale stanowią najbardziej dynamiczną ideę moralną i polityczną współczesnego świata. – Alvert Jann

……………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 16 artykułów, m.in.:

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ilu naukowców wierzy w boga?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/

Ćwiczenia z ateizmu 14. Jan Paweł II bez taryfy ulgowej

Jaki najgłębszy problem nasuwa encyklika Jana Pawła II pt. Wiara i rozum (1998)? Papież pisze, że nie ma rozbieżności między wiarą religijną a rozumem. Czyżby? A może trzeba powiedzieć wprost, że wiara religijna jest nie do pogodzenia z godnością istoty rozumnej jaką jest człowiek. Dlaczego? Bo w „prawdy wiary”, których prawdziwości w żadnej mierze nie dowiedziono, rozumnej istocie nie godzi się wierzyć.

W encyklice czytamy: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary” (43). „Jeżeli człowiek mimo swej inteligencji nie potrafi rozpoznać Boga jako Stwórcy wszystkiego, to przyczyną … … przeszkody wzniesione przez jego wolną wolę i grzech” (19).

A czy bez upokorzenia własnego rozumu można wierzyć w to, co kościoły do wierzenia podają? Dlaczego mamy wierzyć w biblijne opowieści, mity, cuda, duchy i boga, który ma być duchem doskonałym? Sprzeczności między wiarą religijną a rozumem nie da się załatać sofistycznymi argumentami, ani w jakikolwiek inny sposób.

Chciałbym, nie stosując taryfy ulgowej wobec autora, który jest już katolickim świętym, pokazać błędy kryjące się w jego encyklice. A może więcej – chciałbym pokazać manowce ludzkiej psychiki, myśli i kultury; powikłania, z którymi ludzie nie mogą się uporać. Religia i inne irracjonalne wierzenia to właśnie takie manowce, pokrętne ścieżki ludzkiego umysłu, gdzie rozum wytwarza – jak w narkotycznym śnie – urojenia i zwidy, oszustwa i samooszustwa, intelektualne matactwa, wszystko z zadziwiającą inwencją. Dodam, że encyklika JP II jest tu tylko szczegółowym materiałem, problem dotyczy religii i umysłu człowieka. Żeby artykuł nie był zbyt długi, piszę tylko o kilku kwestiach.

*

Dwa czy jeden rodzaj poznania?

JP II stwierdza, że istnieją dwa rodzaje poznania: obok poznania właściwego ludzkiemu rozumowi … istnieje poznanie właściwe wierze” (idzie o wiarę religijną); „w pierwszym przypadku poznajemy przy pomocy naturalnego rozumu, a w drugim przy pomocy wiary” (8-9).

Nie ma problemu ze zrozumieniem, czym jest ten pierwszy rodzaj poznania. Odbywa się ono za pomocą rozumu i zmysłów, posługujemy się nim na co dzień. Udoskonaloną jego wersją jest poznanie naukowe, nauka. Dzięki zastosowanym metodom badawczym i instrumentom służącym obserwacji, poznanie naukowe reprezentuje znacznie wyższy poziom niż to wykorzystywane przez nas na co dzień. Pojęcie rozumu, używane w encyklice, odnosi się do ludzkiej zdolności myślenia, którego efektem jest m.in. filozofia i nauka. 

Ale co to jest poznanie właściwe wierze, poznanie religijne? JP II powołuje się na autorytet pierwszego soboru watykańskiego (1869-1870). To poznanie – pisze – które zawdzięczamy łasce bożej, dzięki niemu odkrywamy tajemnice boże zawarte w objawieniu bożym. Efektem są tzw. prawdy wiary podawane przez Kościół.

Trzeba zapytać, czy rzeczywiście można tu mówić o poznawaniu czegokolwiek? I, powiedzmy wyraźnie, rozum staje w cichej lub głośnej opozycji do tych odkryć. Podpowiada, że nie ma czegoś takiego jak poznanie religijne, odkrywanie bożych tajemnic. To tworzenie religijnych fantazji, a nie poznanie, które człowiek rzekomo zawdzięcza łasce bożej. Także przekonanie, że Pismo Święte zawiera boże objawienie nie ma żadnego uzasadnienia. Każdy może powiedzieć o swojej religii lub nawet o swoich fantastycznych opowieściach, że objawił mu je bóg i są prawdziwe. Również opowieści o Harrym Potterze mogłyby być ogłoszone jako boże objawienie.

Ktoś może twierdzić, że ateiści nie są w stanie zrozumieć, na czym polega poznanie religijne, bo nie jest im dane. To żaden argument. Równie dobrze wierzący we wróżby tarota mogą twierdzić, że teolodzy katoliccy i ateiści nie są w stanie zrozumieć, że tarot to prawda. Mamy tu do czynienia z całkowicie dowolnymi przekonaniami i roszczeniami do prawdy. A jeżeli ktoś ma na myśli tzw. przeżycia mistyczne (poczucie kontaktu z bogiem), to są one niczym więcej niż szczególnymi stanami psychicznymi, możne je wywołać środkami farmakologicznymi lub doświadczać jako szczególne poczucie piękna, wielkości czy dziwności otaczającego nas świata, a nie kontaktu z bogiem.

Pojęcia poznania religijnego, poznania za pomocą wiary religijnej, to sofistyczny pomysł mający kościelnemu nauczaniu nadać status podobny do poznania racjonalnego i właściwego nauce.

Sofistyka to pokrętne rozumowanie, z pozoru poprawne, a w istocie pozbawione podstaw. Nazwa pochodzi od starogreckich wędrownych filozofów, zwanych sofistami, którzy nie stronili od filozoficznego kuglarstwa. Teologia od wieków tym wzorem stoi.

*

Sofistyczne rozwiązanie

Problem relacji między wiarą religijną a rozumem i nauką papież rozwiązuje na sposób sofistyczny, tzn. fikcyjny, niemerytoryczny, manipulując pojęciami, przyjmując dowolne założenia. Czytamy w encyklice: „Chociaż jednak wiara jest ponad rozumem, nigdy nie może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między wiarą a rozumem: ten sam Bóg, który objawia tajemnice i udziela wiary, rozniecił też w ludzkim umyśle światło rozumu, nie może zatem tenże Bóg wyprzeć się samego siebie ani też prawda nie może zaprzeczać prawdzie” (55).

Po pierwsze, wbrew temu, co pisze papież, wiara religijna (o niej mowa) nie jest i nie powinna być ponad rozumem. Nie ma żadnych merytorycznych powodów, by uznać papieską tezę. Wierzenia religijne w praktyce tylko w niewielkim zakresie decydują o działaniach i myśli ludzkiej. A jak powinno być? To rozum powinien stać wyżej niż wierzenia religijne.

Wprawdzie rozum nie gwarantuje trafności decyzji i prawdy, ale wierzenia religijne dają po temu jeszcze mniej podstaw. Lepiej polegać na rozumie niż na religijnych wierzeniach, które w praktyce obarczone są większym ryzykiem błędu. Wywyższając wiarę religijną papież dał wyraz partykularnemu interesowi Kościoła, jego dążeniu do przywilejów i władzy. Można to zrozumieć, ale nie ma to nic wspólnego z prawdą i JP II nie powinien był tego napisać. Kościołowi przydałoby się czasami trochę pokory.

Po drugie, nie jest trafne twierdzenie papieża, że „nie może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między wiarą a rozumem”, bo jedno i drugie pochodzi od boga, a bóg nie może zaprzeczać sam sobie. Takie rozwiązanie problemu to pokrętna sofistyka. To tak samo jakby powiedzieć, że nigdy nie może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między poglądami Kasi i Marysi z V b, bo prawda jest jedna i pochodzi od boga. Albo że nie było prawdziwej rozbieżności między Ptolemeuszem a Kopernikiem.

Między wiarą religijną a rozumem, między nauczaniem kościelnym a nauką, istnieje mnóstwo rozbieżności. Papież powołuje się w swoim rozumowaniu na hipotezę boga, który stworzył wszystko, i twierdzi na tej podstawie, że prawdziwych rozbieżności być nie może. Ale rozbieżności są i hipoteza boga niczego tu nie zmienia. Np. Kościół głosi jako prawdę, że istnieje bóg, aniołowie, dusza nieśmiertelna itd. Nauka tego – najdelikatniej mówiąc – nie potwierdza, co oznacza, że nie uznaje tych twierdzeń za prawdę, a nawet za uzasadnione badaniami hipotezy. Czy to rozbieżność? Tak, bardzo poważna. Teiści pocieszają się, że nauka nie zaprzecza istnieniu boga. Jest gorzej. Z punktu widzenia nauki bóg i inne byty, o których mówi religia, to fantazje podobnego rodzaju jak krasnoludki, duchy leśne, wilkołaki, magia, czary i wróżby.

Można się zgodzić, że prawda jest jedna, ale Kościół nie zna prawdy. Sprzeczność między tzw. prawdami wiary a tym, co rozum i nauka mogą za prawdę uznać, występuje rzeczywiście. A jeżeli Kościół i papież mówią, że prawdy wiary, które głoszą, pochodzą od boga, jest to pogląd nieuzasadniony, a może grzech pychy.

Po trzecie, papież przyjmuje, że skoro bóg dał człowiekowi zarówno rozum, jak i wiarę, wyklucza to prawdziwą rozbieżność w tym względzie. Jest to bardzo wątpliwe założenie. Zdolności te ukształtowały się w procesie ewolucji, ostatnio nawet Kościół skłania się powoli, „jak żółw ociężale”, do uznania ewolucji. A ewolucja wytwarza także sprzeczności, zawdzięczają jej ludzie zarówno skłonność do irracjonalizmu (efektem tego jest częsta wiara w tzw. zabobony, w nieszczęśliwą trzynastkę, w złe duchy hasające po lasach, a także w boga i religię), jak i umiejętność myślenia racjonalnego, dzięki któremu nastąpił rozwój nauki. Tymczasem papież mówi, że wszystko zawdzięczamy bogu, a bóg wykluczył prawdziwą rozbieżność między rozumem a wiarą. Polegałbym na wiedzy o ewolucji, a nie na wierze religijnej.

*

Co to jest prawda?

JP II wyróżnia trzy formy prawdy: „Warto może teraz przyjrzeć się pokrótce tym różnym formom prawdy. Najliczniejsze są te, które opierają się na dowodach bezpośrednio dostępnych lub które można potwierdzić eksperymentalnie. Jest to rząd prawd występujących w życiu codziennym i w sferze badań naukowych. Na innej płaszczyźnie usytuowane są prawdy natury filozoficznej, do których człowiek dociera dzięki zdolności spekulatywnej rozumu. Istnieją wreszcie prawdy religijne, które w pewnej mierze sięgają korzeniami także do filozofii. Są one zawarte w odpowiedziach, jakich różne tradycje religijne udzielają na fundamentalne pytania” (30).

Na jakiej jednak podstawie mamy uznać, że wierzenia religijne są prawdziwe? Że są prawdami, a nie fantazjami?

Teolodzy katoliccy i JP II (por. 82) uznają tzw. klasyczną definicję prawdy, arystotelesowską, przyjętą także przez św. Tomasza z Akwinu. W tym rozumieniu prawda to zgodność myśli/twierdzenia z faktycznym stanem rzeczy, z rzeczywistością (adaequatio intellectus et rei). Otóż w żaden sposób nie stwierdzono, że zdanie „Bóg istnieje”, jest zgodne z rzeczywistością. Nie ma więc podstaw, by zdanie to uznawać za prawdziwe. No i sprawę można by zamknąć. Nie wiadomo też, jak można by istnienie boga stwierdzić.

Kościół przyjmuje, że to, co głosi, opiera się na prawdziwym objawieniu bożym. Skąd wiadomo, że to prawda? Sam papież stwierdza, że to „przeświadczenie” (7). Czy prawda i przeświadczenie to to samo? Nie. Rozum musi buntować się przeciw głosowi Kościoła, bo nie ma żadnych rozumnych podstaw, by uznać, że teksty Pisma Świętego zawierają boże objawienie. Jeżeli ktoś w to wierzy, może co najwyżej powiedzieć: wierzę, bo wierzę, wierzę chociaż jest to pozbawione jakichkolwiek podstaw. Sprzeczność między rozumem a wiarą religijną ujawnia się w pełnej krasie.

W historii Kościoła wielu zwolenników miało stanowisko, nazywane fideizmem, według którego wierzy się wbrew rozumowi (idzie o wiarę religijną). Ujęto to w formule: „Wierzę, bo jest to niedorzeczność” – Credo quia absurdum. Kościół odrzuca to stanowisko, chociaż trafnie ujmuje ono, na czym polega wiara religijna.

*

Depozytariusz archaicznych mitów

„U podstaw wszelkiej refleksji, jaką podejmuje Kościół – czytamy w encyklice – leży jego przeświadczenie, że zostało mu powierzone orędzie, które bierze początek z samego Boga (por. 2 Kor 4, 1-2). Wiedzy, którą pragnie przekazać człowiekowi, Kościół nie uzyskał w drodze samodzielnych przemyśleń, choćby najwznioślejszych, ale dzięki przyjęciu z wiarą słowa Bożego” (7).

Kościół – jak czytamy – ma przeświadczenie, że jest depozytariuszem prawdziwej wiary. Skąd ta pewność? Skąd to wiadomo? Wyłącznie z oświadczeń tegoż Kościoła. Rozum zgłasza sprzeciw, wszak wielu było takich, którzy oświadczali, że posiedli prawdę. Skąd ma być wiadomo, że to Kościół katolicki, a nie muzułmanie, żydzi czy mormoni głoszą prawdziwe słowo boże? Straszny galimatias jest z tymi religiami. Co ma zrobić człowiek stojący wobec tych niejasności? Nie wiadomo, które są prawdziwe. Najlepiej gdyby uwierzył we wszystkie religie jednocześnie albo stworzył sobie własną. A jeszcze lepiej, gdyby nie wierzył w żadną.

A czego depozytariuszem jest Kościół? Archaicznych biblijnych mitów, przetwarzanych od wieków przez kapłanów, teologów i religijnych filozofów.

*

Fałszywy akord

JP II jest ostrym krytykiem współczesnego świata, skrytykował także współczesną demokrację. Można jej wiele zarzucić, ale w tym przypadku krytyka grzeszy kościelnym partykularyzmem i intelektualną ślepotą.

W encyklice czytamy, że obecnie doszło „do ukształtowania się pewnej koncepcji demokracji, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek odniesienie do zasad o charakterze aksjologicznym, a więc niezmiennych: o dopuszczalności lub niedopuszczalności określonego postępowania decyduje tu głosowanie większości parlamentarnej. Konsekwencje takiego założenia są oczywiste: najważniejsze wybory moralne człowieka zostają w rzeczywistości uzależnione od decyzji podejmowanych doraźnie przez organy instytucjonalne” (89). Parlamenty z pewnością nie są nieomylne, ale przeczytajcie jeszcze raz ten cytat. Znacie ten głos? To głos przeciw demokracji, „fałszywy akord jak syk węża, jak zgrzyt żelaza po szkle”. Papież pisał w 1998 r., fałszywy akord słyszymy do dziś, struna złowróżąca jeszcze nie pękła.

JP II nie dostrzegł, że demokracja współczesna opiera się na prawach człowieka, które są w równej mierze koncepcją polityczną, jak aksjologiczną, etyczną. Dokumenty mówiące o prawach człowieka zostały ratyfikowane przez państwa demokratyczne i odgrywają zdecydowanie pozytywną rolę. Natomiast Kościół i jego aksjologiczne idee w wielu krajach Ameryki Łacińskiej oraz Hiszpanii i Portugalii do niedawna służyły karygodnym dyktaturom. Kościół akceptuje prawa człowieka pod naciskiem, do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965) programowo był przeciw. Dziś wszelkimi sposobami broni się przed demokratyczną kontrolą nad swoimi poczynaniami, także finansami. Na pewno dzisiejszy Kościół nie jest lepszy od współczesnej demokracji.

Papież twierdzi, że w krytykowanej przez niego koncepcji demokracji brak jakichkolwiek odniesień do zasad aksjologicznych, „a więc niezmiennych”. To bardzo poważne oskarżenie, w istocie odsądzenie od czci, od uznawania jakichkolwiek wartości etycznych, bo aksjologia to wartości. Powiedzmy więc wyraźnie, że papież manipuluje pojęciami, uprawia sofistykę. Utożsamił aksjologię z zasadami niezmiennymi, czyli w jego rozumieniu ustanowionymi przez boga i głoszonymi przez Kościół. Pozwoliło mu to oskarżyć współczesną demokrację o brak jakichkolwiek zasad aksjologicznych. Inaczej mówiąc, skoro rzekomo boże zasady aksjologiczne ustalają kościelni hierarchowie, to jak ktoś nie uznaje aksjologii ustalonej w Watykanie, to według papieża nie uznaje jakiejkolwiek aksjologii. Sprytne rozumowanie, ale nie fair.

JP II ujawnia kościelne dążenie do monopolu na ustalanie zasad moralnych, do negowania etyki świeckiej, do ustalania standardów w demokratycznym państwie, bo Kościół rzekomo reprezentuje niezmienne i boskie zasady aksjologiczne. Trzeba powiedzieć zdecydowanie, Kościół nie ma moralnego tytułu do ustalania standardów aksjologicznych stojących ponad etyką świecką, świeckimi prawami człowieka oraz demokracją opartą na tych prawach. Dlaczego? Bo Kościół jest instytucją grzeszną, nie jest nieomylny, to co głosi nie jest głosem boga, tylko głosem hierarchów naginających rzekomo niezmienne zasady do własnych doraźnych dążeń. Jak chcą, to zmieniają aksjologię, jak nie chcą to nie zmieniają. Wbrew temu, co hierarchowie mówią, nie reprezentują niezmiennej aksjologii lecz swoje partykularne interesy.

Wiele jeszcze można by złego powiedzieć o tej encyklice. Ale obiecałem, że tekst nie będzie zbyt długi, więc tylko 

słowo na zakończenie.

Według badań sondażowych 20-23% Polaków nie wierzy w duszę nieśmiertelną, niebo, sąd ostateczny, cuda. 7-9% nie ma zdania w tych sprawach (CBOS, 2015). W Europie zachodniej niedowiarków jest dużo więcej, a około 50% Holendrów i Szwedów nie wierzy w boga, 34% Niemców, 23% Hiszpanów (World Values Survey, 2010-2014). Skąd ta laicyzacja?

W encyklice JP II czytamy: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary” (43). Kościół każe wierzyć w duchy, anioły, szatana i boga jako ducha doskonałego, w duszę nieśmiertelną, zbawienie, niebo, piekło, potępienie, sąd ostateczny, w boskie pochodzenie Pisma Świętego. Kościół każe w to wszystko wierzyć, a jednocześnie nie chce przyznać, że człowiek, przyjmując religijne treści, których prawdziwości nie dowiedziono, sam się poniża, pozbywa się godności istoty rozumnej, upokarza. I że to poniżenie musi się kiedyś skończyć. Rozum ludzki buntuje się przeciw zaprzeczającej mu wierze religijnej. Mamy dramat niezgody między wiarą religijną a rozumem, Kościołem a ludzką godnością.  –  Alvert Jann

*Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 15 artykułów, m.in.:

Ewolucja i moralność” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Sens według teologów i nie tylko” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sens-wedlug-teologow-i-nie-tylko/

** Link do encykliki „Wiara i rozum” – http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/fides_ratio_0.html

Ćwiczenia z ateizmu 13. „Sens” według teologów i nie tylko

Z odrobiną zdrowej bezczelności powiem, że człowiek nie potrzebuje jakiegoś szczególnego sensu wymyślonego przez teologów, księży, kapłanów, kaznodziei, proroków, guru, filozofów, pisarzy, ideologów itp. Jesteśmy istotami biologicznymi, podobnie jak inne gatunki mamy sens – chciałoby się powiedzieć – w sobie, w naszym organicznym wyposażeniu. To naturalny sens życia, dany nam przez przyrodę, tj. naturę. Co to takiego? To pragnienie życia, które nosimy w sobie. Jeżeli chęć życia dominuje, życie ma dla nas sens. Bez tej organicznej woli życia nasz gatunek (tak jak i inne gatunki zwierząt) by nie powstał i nie utrzymał się.

Ktoś mógłby nazwać to poczucie sensu zwierzęcym. Tak, to zwierzęce, naturalne poczucie sensu. Nie gardźmy zwierzęcością. Jesteśmy gatunkiem zwierząt i różne zwierzęce właściwości są dane także nam. Możemy dostrzegać szczególne właściwości naszego gatunku, ale nie wywyższajmy się za bardzo, bo – powiedzmy pół żartem, pół serio – zwierzęta przypomną nam, jak bardzo jesteśmy do nich podobni.

Naturalne pragnienie życia pozwala nam przeżyć życie bez konieczności wiary w jakiekolwiek religie. I nie znaczy to, że nasze życie miałoby się sprowadzać do bezmyślnej biologicznej wegetacji, do spania, jedzenia itp. Wbrew pozorom także życie zwierząt nie na tym polega. Są one aktywne, korzystają z życia na swój sposób, tak jak my możemy cieszyć się życiem po swojemu.

Spróbuję tu napisać, jak sens ludzkiego życia i świata przedstawiają teolodzy (mam na uwadze przede wszystkim religie odwołujące się do Biblii, najbliższe kulturze Europy i Polski). Chciałbym też pokazać ciekawy proces: jak ten „sens” staje się nonsensem. I jaki sens ma życie bez boga.

Bóg jako dostawca sensu

Według teologów, ludzkiemu życiu, człowiekowi, światu sens nadaje religia. Jako dostawca sensu występuje bóg. Jaki to sens? Mówią oni, że bóg stworzył świat i człowieka, a po śmierci będziemy żyć wiecznie w niebie. Czasami dodają, że bóg nas kocha i wspomaga. To jest ten sens. Dlatego naszym celem powinna być głęboka wiara, oddawanie czci bogu-stwórcy, dążenie do boga.

Ten „sens” jest przekazywany nieznośnym księżowskim żargonem, nieznośną retoryką, potokiem sloganów, jakby autorzy nie potrafili mówić ludzkim głosem. Wszystko przetykane religijną mitologią, z której wyparowały życiodajne soki.

Oto przykłady w miarę przejrzystych tekstów, chociaż przeładowanych teologią i księżowskim gadaniem (autorami są znani księża):

celem życia człowieka jest niebo, to znaczy zjednoczenie z Bogiem, który nas stworzył (tzn. „zrobił” z niczego, kodując w nas swój obraz i podobieństwo), zbawił (tzn. uratował od tego, co najbardziej nam ciąży, czyli od śmierci i lęku przed nią, od winy i od niszczącego jej poczucia) i w ogóle nas kocha. Wtedy (tzn. w niebie) osiągamy pełnię szczęścia dostępując pełni podobieństwa do Boga”. Inny ksiądz pisze: „W rozumieniu ludzkim, nie tylko chrześcijańskim, sensem życia powinna być miłość – czyli: jednoczenie się z Bogiem. Słowo ‚miłość’ jest tu brane w szerokim znaczeniu. Bo człowiek jednoczy się z Bogiem nie tylko w akcie modlitwy kontemplacyjnej, ale również gdy postępuje w prawości, mądrości, wolności, pokoju i miłości. Kiedy tak myśli, mówi i czyni, jednoczy się z Bogiem, uczestniczy w Jego Bóstwie. Specyfika zaś chrześcijaństwa polega na tym, że w tej drodze pomaga mu Jezus, który ową prawdę uwyraźnił w Ewangelii. Tak przez swoje nauczanie, jak i przez przykład własnego życia. I w ten sposób prowadzi swoich uczniów”.

Mieszanie teologii z fizyką

Są też bardziej wymyślne teologiczne koncepcje sensu. Np. ks. prof. Michał Heller – i nie tylko on – próbuje powiązać rozważania teologiczne z fizyką i filozofią, akcentuje związek sensu ludzkiego życia z sensem wszechświata. Przez mieszanie teologii z fizyką i filozofią rozważania Hellera mogą sprawiać wrażenie głębokich i opartych na osiągnięciach nauki. Wychodzi jednak na to samo: bóg stworzył świat i człowieka, w tym zawiera się sens wszystkiego. Zmieszanie religijnej mitologii z fizyką i filozofią sprawia, że jakość absurdów wyraźnie wzrasta.

Coraz częściej inspiracją teologicznych rozważań staje się teoria kwantów. Rzecz w tym, że fizyka kwantowa w żaden sposób nie uprawdopodabnia istnienia boga. Dotyczy ona przyrody, rzeczywistości naturalnej, ma charakter modeli matematycznych. W żaden sposób nie wynika z tego istnienie boga, tak jak nie wynika z teorii grawitacji czy z twierdzenia Pitagorasa.

W tekstach teologów i religijnych autorów pojawiają się najdziwniejsze sugestie. Można przeczytać, że bóg ingeruje w przyrodę na poziomie kwantów. Potrafią napisać, że bóg przenika w niewykrywalnej postaci wszystko, co istnieje i nas otacza, a istnienie przyrody jest dla nich dowodem istnienia boga. Jeszcze inni twierdzą, że bóg jest obecny w prawach przyrody, a istnienie tych praw świadczyć ma o istnieniu boga. Wszystkie te wątki występują u Hellera.

Można zapytać, skąd oni o tym wszystkim wiedzą? Z sufitu. To nie są nawet liczące się hipotezy, bo wartościowa hipoteza wymaga liczącego się uzasadnienia, a tu mamy do czynienia z pozbawionymi podstaw imaginacjami.

Po co to mieszanie nauki z religią? Do czego potrzebna ta przedziwna mikstura?

W religijnych tekstach, także u Hellera, nauka służy sofistycznym zabiegom mającym sugerować istnienie boga (sofistyka to nierzetelne argumentowanie i wnioskowanie, pokrętne rozumowanie – celowali w tym wędrowni filozofowie starogreccy zwani sofistami, mówiono o nich z ironią, że potrafią udowodnić każde twierdzenia). Religijni autorzy, odwołując się do nauki, próbują za pomocą sofistycznego kuglarstwa uratować archaiczne pojęcie boga, tracące w kulturze zachodniej na znaczeniu. Wygląda na to, że – parafrazując znane przysłowie – tonący brzytwy się chwyta, a teolog mechaniki kwantowej.

Co pisze Heller o sensie życia?

Według Hellera świat jest tworem racjonalnego boga, a racjonalny bóg nie czyni nic bez celu, każde jego działanie jest sensowne. Stwarzając świat i człowieka bóg miał w tym racjonalny zamysł. To główny argument na rzecz sensowności świata i ludzkiego życia. Zarówno świat, jak i człowiek nabierają sensu w racjonalnym zamyśle boga-stwórcy. Bo skoro racjonalny bóg stworzył celowo racjonalny świat i nas, to znaczy że wszechświat i nasze życie mają sens. Jaki to sens? Jaki to zamysł? Tu pojawia się bardzo ważne stwierdzenie: my, ludzie, możemy tego nie rozumieć. Świat ma sens, bo stworzył go racjonalny bóg, który miał w tym swój zamysł. Ale ten sens to Tajemnica, pisana koniecznie przez duże T, co wskazuje, że to tajemnica boża. Teolog nie wskazał sensu istnienia świata. Powiedział tylko, że niezbadane są wyroki boże. Inni teolodzy mówią przy różnych okazjach, że bóg ma swój „plan zbawienia”. Najdziwniejsze absurdy można wyjaśniać tym „planem zbawienia”, którego nie jesteśmy w stanie zrozumieć.

Heller pisze, że teolodzy muszą przemyśleć wiele problemów, by pogodzić religię z nauką. Tak, z pewnością nie poskąpią sofistycznych rozważań, pokrętnych wyjaśnień, które nic nie wyjaśniają.

Jak sens staje się nonsensem

Stworzenie świata i człowieka przez boga, plus nadzieja na zbawienie i wieczne życie w niebie, to jest ten sens-nonsens, o którym mówi teologia. Jest to ukształtowana przed tysiącami lat mitologiczna konstrukcja, przekazywana z pokolenia na pokolenie przez korporacje kapłanów. Mądry bóg może by się światu przydał, ale nic nie poradzimy, nie ma żadnych dowodów na jego istnienie. Czy mamy oszukiwać siebie? Dawać się oszukiwać? Żyć w kłamstwie?

Warto postawić niewygodne pytanie, skąd Heller wie, że bóg wszystko robi racjonalnie, celowo, z sensem? Z objawienia przekazanego przez tegoż boga? Objawienie to ciekawe, ale mało wiarygodne źródło wiedzy. Co gorsza, okazuje się, że coraz więcej prawd objawionych to przenośnie. Moja dobra znajoma, niepokorna teolożka Celestyna twierdzi, że samo pojęcie boga to tylko przenośnia. Z właściwym jej poczuciem humoru Celestyna mówi, że autorzy Biblii użyli tej przenośni, by zapanować nad zabobonnym, ciemnym ludem izraelskim, wierzącym w magię, wróżby, czary, co powodowało duże zamieszanie w głowach. Mędrcy wyznawali naturalizm, wiedzieli, że istnieje tylko przyroda, ale lud by w to nie uwierzył. Wymyślili więc boga, który jest metaforą przyrody. Dodajmy, że pogląd Celestyny to niewątpliwa herezja, a posądzenie autorów Biblii o wyznawanie naturalizmu jest skandalicznym nadużyciem. A co do racjonalności boga, to widząc bałagan panujący w mikro i makrokosmosie, wybuchy i zderzenia, można mieć wątpliwości, czy stwórca był racjonalny. Po co ustanowił tak niedoskonałe prawa przyrody, niezdolne zapewnić ład i porządek?

Nowożytna nauka podważała i w końcu odrzuciła mitologiczne wyobrażenia o stworzeniu świata i człowieka przez boga. Jeszcze Newton (XVII/XVIII w.) obliczał wiek świata na podstawie Biblii na kilka tysięcy lat, dziś taka metoda zdobywania wiedzy o świecie nie może być traktowana poważnie.

Co więcej, nauka odrzuciła sam podział na rzeczywistość naturalną (przyrodniczą) oraz rzeczywistość nadnaturalną, nadprzyrodzoną, boską. Na gruncie nauki siły nadprzyrodzone nie są brane pod uwagę, znikły z naukowych badań, twierdzeń, teorii. Nie dlatego, że tak sobie założono, ale dlatego, że nic nie wskazuje na istnienie boga i rzeczywistości nadprzyrodzonej.

Fakt ten wywiera głęboki wpływ na światopogląd naukowców i ogółu, odmienia i osłabia religijność, sprzyja laicyzmowi i ateizmowi. Bo skoro nauka obywa się bez boga, to być może wiara w jego istnienie jest bezpodstawna? Bóg traci grunt pod nogami. To realny proces, wielka zmiana w kulturze i świadomości ludzi, zachodząca powoli, ale dość wyraźnie.

W nauce – i nie tylko w nauce – zyskuje na znaczeniu integralny naturalizm. Jest to fundamentalna teoria stwierdzająca, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości, tj. przyroda, rzeczywistość naturalna, zaś byty nadprzyrodzone – w tym bóg – nie istnieją. Nie wszyscy naukowcy muszą tę teorię uznawać, ale naukowców niewierzących w istnienie boga przybywa.

Nadawanie światu sensu przez wskazanie, że stworzył go racjonalny bóg i miał w tym swój zamysł czy plan zbawienia, jest dziś gołosłowną konstrukcją pojęciową i werbalną. To podtrzymywanie najzwyklejszej archaicznej mitologii, która wchodzi w głęboką kolizję ze współczesną nauką.

Nie ma żadnych dowodów wytrzymujących krytyczną weryfikację, które wskazywałyby, że byty nadnaturalne istnieją. Dowodów nie potrafią dostarczyć także teolodzy. Dlatego nauka współczesna przesunęła boga do kategorii wyobrażeń takich jak fikcyjne postacie literackie, krasnoludki, magia i czary.

Ostatnią przysłowiową deską ratunku bywa przekonanie, że nauka jednak nie jest w stanie stwierdzić, że boga nie ma (czasami mówią tak również naukowcy, co bywa zwykłym unikiem). Powiedzmy wyraźnie, to nie jest tak, że być może jednak gdzieś tam bóg istnieje i nauka nie może temu zaprzeczyć. Nauka odrzuciła istnienie bytów nadprzyrodzonych, w tym boga, dlatego, że nic nie wskazuje, by byty takie istniały. Teza głosząca, że boga nie ma, jest bardzo dobrze uzasadniona. Nie ma natomiast dowodów/uzasadnień wskazujących na istnienie boga i bytów nadprzyrodzonych.

Żadne sofistyczne, definicyjne czy werbalne zabiegi teologów nie są w stanie powstrzymać rozpadu archaicznych mitów i pojęć. Sofistyką, krętactwem jest mówienie, że bóg to nadnaturalny byt, który wszystko stworzył, ale sam nie musiał być przez nikogo stworzony; albo że bóg istnieje w niewyobrażalnej i w żaden sposób nie dającej się stwierdzić postaci; albo że bóg przenika wszystko i jest obecny we wszystkim. To są wyłącznie fantazje. O bogu można mówić wszystko, co się chce – i wszystko jest pozbawione podstaw, z wyjątkiem twierdzenia, że nie istnieje (to twierdzenie jest – powtórzmy – bardzo dobrze uzasadnione).

Pod wpływem rosnącej w siłę nauki „sens” oferowany przez religię, oparty na pojęciu boga, staje się nonsensem. Nie jest to proces zakończony, ale od trzech wieków, wraz z rozwojem współczesnej nauki, wyraźnie postępuje.

Czy świat bez boga jest pozbawiony sensu?

Osoby religijne często twierdzą, że świat bez boga, to świat bez sensu, świat absurdalny. Tylko religia i bóg – mówią – nadaje światu i naszemu życiu sens, nieprzemijającą wartość, znaczenie. Powtarzają to czasami filozofowie, wraz z innym poglądem, że jeżeli boga nie ma, to wszystko wolno. Gdyby poglądy te były prawdziwe, gdyby poczucie sensu oraz porządek społeczny zależały od mocnej wiary w boga czy jakiś inny absolut, ludzkość chyba by już dawno nie istniała.

Naturalny sens życia, chęć życia, którą nosimy w sobie, ma dużo większe znaczenie niż religijne złudzenia. Wiara religijna większości ludzi nie jest na tyle głęboka, by religia rzeczywiście zaspokajała potrzebę poczucia sensu. Nie należy wyolbrzymiać znaczenia abstrakcyjnych systemów symbolicznych, takich jak religie, ideologie, filozoficzne przekonania, abstrakcyjna wiedza. W konfrontacji z życiem codziennym, z praktycznymi celami motywującymi ludzi, rola religii jako dostawcy sensu dla większości ludzi nie może być duża, a w warunkach współczesnego społeczeństwa słabnie. Procesowi temu można tylko przyklasnąć.

Powierzchowność życia religijnego jest rozpowszechniona także w krajach islamskich i Indiach. Pozwala to ludziom normalnie żyć tam, gdzie religijne „sensy” nie doprowadzają do walk i prześladowań. Na szczęście obok boskiego sacrum, wszędzie istnieje profanum. Praktyczny sceptycyzm, zdrowa bezczelność, skłonność do konfrontowania religijnej i mitologicznej wiedzy z doświadczeniem, stwarzają często przeciwwagę totalitarnym zapędom kościołów, kapłanów, polityków wykorzystujących religię dla własnych partykularnych celów. Teolożka Celestyna mówi, że bóg na szczęście chroni ludzkość przed głęboko wierzącymi.

Nie możemy zdefiniować sensu istnienia świata wskazując stwórcę. Ani teologia, ani nauka nie jest w stanie powiedzieć, jak świat powstał. Przywoływanie archaicznych mitów i pojęć, wstawianie boga w tę lukę w wiedzy, niczego nie wyjaśnia. To sianie złudzeń. Nie można wskazać obiektywnego sensu istnienia świata i człowieka. Co więcej, taki obiektywny sens nie jest ludziom do niczego potrzebny. Wystarczy, że nasze życie i świat będą mieć sens dla nas. Żadna religia, żaden bóg nie jest do tego potrzebny.

To, co nazywa się utratą sensu życia, jest jednym ze wskaźników depresji psychicznej. Może mieć ona różne przyczyny, ale nie słychać, by nawet w Polsce tą przyczyną była utrata lub brak wiary religijnej (prędzej już utrata pracy).

Jaki sens może mieć świat bez boga dla nas? Największe znaczenie ma naturalny sens życia, pragnienie życia, które mamy w sobie jako istoty biologiczne. Dodajmy do tego poczucie sensu, które daje ludziom spełnianie codziennych obowiązków, życie rodzinne i społeczne. Nie powinno się lekceważyć codzienności jako źródła sensu. Jest ważniejsza niż abstrakcyjne systemy wierzeń religijnych. Istotną rolę odgrywają zabiegi o dobra materialne, pozycję społeczną, szacunek otoczenia. Nie należy deprecjonować tego rodzaju motywów, przeciwstawiając im religijność, „dążenie do boga” itp. Publicyści religijni zarzucają często ludziom, że ważna jest dla nich kasa, konto w banku, egzotyczne wakacje, a nie bóg. Niech religianci najpierw sami wyzbędą się agresji, pazerności, hipokryzji, kłamstwa, stawiania krzyży i pomników na każdym kroku (dziś w Polsce symbolizują one dążenie katolickich aktywistów, polityków i Kościoła do władzy i agresję, a nie cokolwiek innego).

Co mogę jeszcze powiedzieć ludziom, którzy mówią, że wszechświat bez boga pozbawiony jest sensu? Wszechświat ma taki „sens”, jaki nadają mu ludzie. Jeżeli osoby religijne mówią, że tylko bóg nadaje światu i życiu sens, to jest to tylko ich subiektywny pogląd – to nie bóg, ale oni nadają światu sens religijny. Bóg nie może nadać sensu, bo nie istnieje, został wymyślony przez ludzi, nie jest stwórcą świata i życia. Ja widzę ten sens inaczej niż teolodzy, też subiektywnie. Moje życie ma dla mnie sens samoistny, uważam że to dobrze, że istnieję. Dla osób religijnych samoistnego sensu ich życie nie ma, dlatego mówią o bogu – nie zazdroszczę im, raczej współczuję. A jeżeli moje życie ma dla mnie sens, to i wszechświat ma dla mnie sens.

Co jeszcze? Świat bez boga pozwala nam cieszyć się życiem. To bardzo ważna postać naturalnego sensu. Religie na ogół wydatnie przeszkadzają w cieszeniu się życiem. Nie tylko zresztą religie. Cieszenie się życiem bywa nazywane pejoratywnie hedonizmem i często krytykowane przez konserwatystów. Nie powinniśmy im ulegać, nie powinniśmy brać poważnie tych oskarżeń. Mamy prawo cieszyć się życiem. Jeżeli potrafimy cieszyć się życiem, świat ma dla nas sens. I nie będą nas obchodzić depresyjne wywody niektórych filozofów, nawet jeżeli będą to znani filozofowie egzystencjalistyczni lub nawrócony prof. Leszek Kołakowski.

Cieszenie się życiem może przybierać bardzo różne formy, mieć różną jakość, tak jak różna i różnej jakości może być np. muzyka. Radość życia można znajdować w poznawaniu świata, w nauce, w pozytywnych kontaktach z innymi ludźmi, a także w codziennym zwykłym życiu. Także w refleksji filozoficznej. Ale nie zachęcam do poważnego traktowania tych filozofów, których rozważania polegają na powtarzaniu, że życie jest absurdalne, bez sensu itp. Ani tych, którzy powielają slogany, że tylko religia nadaje życiu sens, a świat bez boga jest światem absurdalnym. Niewielu ludzi zawdzięcza poczucie sensu życia wierze religijnej, a utrata wiary w boga nie jest istotną przyczyną stanów depresji psychicznej. Przyczyny są inne.

Cieszenie się życiem niekoniecznie oznacza egoizm. Cieszyć się można także pomaganiem innym i pożyteczną pracą. Może zbyt łatwo dajemy narzucić sobie skojarzenie, że cieszenie się życiem jest równoznaczne z egoizmem i bezmyślnością. Dodam też, że osoby chore i stare (każdego to czeka) mogą cieszyć się życiem na swój sposób – może to polegać na tzw. pogodzie ducha. Warto nad tym się zastanowić, zamartwianie się nie jest dobrym podejściem do życia.

Jest też inny jeszcze sposób przeżywania sensu świata i życia. Warto o nim pamiętać. Jeżeli patrzymy na gwiaździste niebo (pisane przez małe n) albo na zaśnieżone szczyty Alp, możemy podziwiać piękno świata bez boga. Nasza zdolność do postrzegania piękna nadaje światu sens subiektywny, którego autorami jesteśmy my. Jest to sens głębszy niż ten, który daje wyobrażenie boga. A przede wszystkim jest to sens prawdziwy. Piękno postrzegamy rzeczywiście, zaś istnienie boga to trwające przez wieki złudzenie i oszustwo.

Warto powiedzieć o swoistym mistycyzmie bez boga (to mistycyzm naturalistyczny). Możemy podziwiać i przeżywać niepojętą tajemnicę świata. Nie wiemy, czym świat jest i jak powstał, ale ta wiedza nie jest potrzebna do szczęścia, ani nie musi nas wpędzać w depresję psychiczną. Piękna i tajemnicy świata możemy doświadczać bez boga. Być może pod tym względem zyskujemy takie samo poczucie sensu świata i życia, jak niektóre osoby religijne, gdy – jak mówią – doświadczają kontaktu z bogiem. Różnica polega na tym, że im w głowach zainstalowano boga (taki program instalacyjny sprzedawany przez kościoły i teologów), wskutek czego skłonni są wszędzie widzieć dzieło boga. Bez tegoż boga świat wydaje się im bez sensu. Jeżeli ktoś zaakceptuje religijny slogan, że tylko bóg czyni świat sensownym, skłonny jest też powtarzać, że świat bez boga nie ma sensu. To nieprawda, poczucie sensu nie zależy od wiary w boga. Warto zignorować ten kościelny program instalacyjny, nie dać się zaprogramować.

Słowo na zakończenie

Spotkać można pogląd, że utrata wiary religijnej doprowadzi ludzkość do upadku, ludzie nie będą przestrzegać prawa i moralności, nie będą pracować tylko kraść, utracą poczucie sensu życia i popadną w depresję. Teolożka Celestyna mówi, że to fałszywy pesymizm. Religie to abstrakcyjne systemy pojęć i poglądów, ich stopniowy upadek niczym złym nie grozi. Raczej przeciwnie.

W krajach zachodnich, w których religia znalazła się w kryzysie, ludziom żyje się lepiej bez religii niż wcześniej z religią. Zaś w wielu krajach religijnych dzieje się źle m.in. z powodu religijnych konfliktów. Nie od religii zależy porządek, dobrobyt, jakość życia, poczucie sensu. Laicyzacja niczego złego nie powoduje, wprost przeciwnie.

Sądzi się czasami, że gdyby odsunięto na margines dominujące dziś religie, to zapanowałyby prymitywne wierzenia i przesądy, wróżbiarstwo, szkodliwe sekty. Trzeba raczej uznać, że to dzisiejsze oficjalne religie napędzają i wzmacniają irracjonalne wierzenia i fanatyzm. Heller sądzi, że racjonalna religia pozwala okiełznać irracjonalne skłonności. Jak religia oparta na pojęciu boga, niedorzeczna od podstaw, mająca się nijak do współczesnej nauki, kultywująca wiarę w cuda i wskrzeszenia zmarłych, może być racjonalna? Ona irracjonalne skłonności utrwala, podsyca, potęguje, stwarza podatny grunt pod religijny fanatyzm i tzw. zabobony. – Alvert Jann 

………………………………………………………………………………..

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : „Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

Zachęcam do przeczytania:

Ewolucja i moralność” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

……………………………………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu 12. Komentarz do debaty przedwyborczej: Republika wyznaniowa

W przedwyborczej debacie telewizyjnej 19 października 2015 r. kandydatki unikały kontrowersyjnych tematów. Wyszła z tego parodia debaty. Jeden przykład. Pani Kopacz zarzuciła wprawdzie pisowi dążenie do ustanowienia republiki wyznaniowej, ale nie próbowała drążyć tematu. Pani Szydło w ogóle nie podjęła kwestii. A było po temu miejsce w części poświęconej sprawom konstytucyjnym. Temat jest ważny.

PiS optuje zdecydowanie na rzecz tzw. wartości chrześcijańskich i chce pełni władzy. Uczynił katolicyzm swoją ideologią, robi z katolicyzmu ideologię państwową. Skoro inne ideologie przeżywają kryzys, rodzi się pokusa, by lukę wypełnić religię z mocnym dodatkiem nacjonalizmu i dumy narodowej. Sojusz z kościołem staje się podstawową strategią. Podobną politykę prowadzi w Rosji Putin (tam oczywiście prawosławie i cerkiew). To ma być ta ryba na ideowym bezrybiu.

Również w PO poważna frakcja chce uczynić z katolicyzmu naczelną ideologię polityczną i państwową. Nie tak dawno poseł Niesiołowski (PO) ogłosił, że „nie ma alternatywy moralnej dla chrześcijaństwa”. Jarosław Kaczyński też niedawno: „Nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół”’. A biskup Ryczan pytał retorycznie: „Na kim oprzemy wartości? Na feministkach, Greenpeace, ekologach, a może stowarzyszeniu wegetarian?”. Przezornie, jak na katolika przystało, nie wymienił nazwy „etyka świecka”, bo nie jest nacechowana negatywnie wśród przeciętnych polskich katolików, i nie daj boże mogłoby niektórym przyjść do głowy, że lepiej może na niej się oprzeć.

Powiedzmy wyraźnie, w kraju takim jak Polska ludzie najczęściej praktycznie kierują się potoczną etyką świecką i tzw. zdrowym rozsądkiem – nie kierują się etyką katolicką, wybierają z niej co najwyżej to, co im odpowiada, nie myślą w kategoriach religijnych. Wiedzą, że nie wolno kraść, bo to złe, a ponadto można zostać ukaranym. Oczywiście wiedzą, że norma „nie kradnij” jest w Dekalogu, ale jest to zasada moralna uniwersalna (przynajmniej w wersji: „nie kradnij swoim bliskim”). Polska jest krajem na tyle świeckim, że myślenie w kategoriach religijnych nie ma większego znaczenia, co potwierdzają zresztą także wyniki sondaży opinii publicznej.

Warto byłoby pociągnąć w debacie przedwyborczej temat republiki wyznaniowej, zobaczyć, co PiS chciałoby wprowadzić zgodnie z doktryną/ideologią Kościoła katolickiego. Nie wnikając w szczegóły, chciałoby podporządkować kościelnej ideologii wszystkie sprawy bioetyczne, także związane z płcią i z małżeństwem. Nauczanie religii w szkołach będzie kwitło, całkowicie pod dyktando Kościoła. Rozwijać się będzie kościelne szkolnictwo wyższe, które finansuje i finansować będzie budżet państwa (szkolnictwo wszystkich szczebli daje mnóstwo miejsc pracy dla ludzi Kościoła). Będzie przybywało w nieskończoność różnego rodzaju kapelanów i asystentów kościelnych, może np. w każdym oddziale banków. Do prawa stanowionego przez organy państwowe będą inkorporowane przepisy prawa kościelnego. Wielu polityków odwołuje się wprost do tzw. społecznej nauki Kościoła. Zauważmy, że nie jest to żadna nauka, tylko kościelna doktryna/ideologia dotycząca spraw społecznych i politycznych. Idzie tu więc o kierowanie się ideologią Kościoła, a nie jakąkolwiek nauką.

Za poparcie Kościoła PiS będzie musiał się odpłacać ciągłymi ustępstwami. Na horyzoncie jest właśnie republika wyznaniowa, katolicka. Istniała w latach 1990. taka partia – Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, ZChN – która miała początkowo w programie ustanowienie w Polsce państwa chrześcijańskiego, później to wykreśliła, bo nie chwyciło, partia nie notowała sukcesów i upadła. PiS chce państwo katolickie ustanowić po cichu, wprowadzić tylnymi drzwiami, nie umieszczając tego hasła w programie. To niewątpliwie sprytniejsza taktyka. Pisowi wydaje się, że w katolicyzmie i Kościele zyska mocne podstawy władzy na długo.

A może polska rzeczpospolita katolicka byłaby państwem i społeczeństwem lepszym niż obecnie? Można żyć złudzeniami, ale warto na jedno chociażby zwrócić uwagę. Istnieje państwo watykańskie, kościelne, katolickie, oparte na silne władzy szefa, wręcz na zasadach absolutyzmu. I co? Pół biedy, że panuje tam wszechobecny kicz, kiczowate stroje, pantofelki, kiczowate obyczaje, kiczowata tzw. duchowość. Ale dzieje się tam wiele zła, któremu katolicyzm jak widać nie zapobiegł. Wysoki funkcjonariusz, arcybiskup Wesołowski okazał się pedofilem, nie brak afer korupcyjnych. Nie ma nic złego w stosunkach homoseksualnych, ale okazuje się, że w Kościele nie brak aktywnych homoseksualistów, co jest wskaźnikiem hipokryzji. To nie są incydenty. Wspomnijmy też o przemożnej skłonności Kościoła do eksploatowania państw, w których Kościół działa, i do strzyżenia owieczek. Książa – mówi się – muszą przecież z czegoś żyć, nie ma się czemu dziwić.

Katolicyzm niczego nie naprawi ani nie poprawi. Gołym okiem widać, że państwa i społeczeństwa, które przeszły cywilizacyjny proces laicyzacji i budowane są na demokratycznie wybranych zasadach świeckości, prosperuję lepiej niż te, w których religia i kościoły odgrywają wielką rolę. – Alvert Jann

* Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

„Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

Ćwiczenia z ateizmu 11. Ewolucja i moralność.

Badania nad zachowaniami zwierząt potwierdzają tezę, że nasze ludzkie zachowania moralne kształtowały się ewolucyjnie jako właściwość gatunków żyjących w grupach, tj. gatunków społecznych, do których należymy także my. Są one owocem rozwoju sięgającego naszych przedludzkich przodków

Czym jest ludzka moralność? To oceny i normy mówiące, co jest dobre, a co złe. Odnoszą się one do zachowań, mają regulować postępowanie ludzi. Zachowania zgodne z normami moralnymi nazywamy zachowaniami moralnymi.

Podobieństwa

Wśród zwierząt bliskich nam ewolucyjnie obserwujemy wiele zachowań bliźniaczo podobnych do naszych zachowań moralnych. Więcej. W zachowaniach zwierząt można odnaleźć podstawowy zrąb ludzkich zachowań moralnych. Są to zachowania starsze niż gatunek homo sapiens.

bali-1969975_960_720Najprostszy przykład. Jeżeli rodzice opiekują się dziećmi, jeżeli ktoś udziela pomocy osobie znajdującej się w potrzebie, mamy do czynienia z zachowaniami moralnymi. Nakaz opiekowania się dziećmi jest jedną z najsilniejszych ludzkich norm moralnych. I ludzie na ogół dziećmi się opiekują. Podobne zachowania obserwujemy wśród innych zwierząt, a w przypadku gatunków nam najbliższych podobieństwo bywa uderzające. Czasami mówi się, że opiekę nad dziećmi mamy „w genach”. Zwierzęta też to mają. Owe „geny opieki” (nie ma pojedynczego genu odpowiedzialnego za te zachowania) to ewolucyjne dziedzictwo, wspólne nam i wielu innym gatunkom.

Tak jak można prześledzić rozwój układu krwionośnego czy nerwowego od form najprostszych do najbardziej złożonych i ewolucyjnie najpóźniejszych, tak samo można śledzić rozwój zachowań moralnych. Formy zaczątkowe, pierwotne, przedmoralne i quasimoralne, występują zwłaszcza wśród ssaków, w rozwiniętej postaci wśród naczelnych, w tym najbliższych nam ewolucyjnie szympansów.

Czy, poza troską o dzieci, znajdziemy wśród zwierząt inne zachowania, które są wyraźnie pokrewne ludzkim zachowaniom moralnym? Tak, jest ich sporo.

Na podstawie badań w ostatnich kilku dziesięcioleciach opisano dość dokładnie życie społeczne naczelnych, w tym szympansów i goryli żyjących na wolności. Mamy wśród nich do czynienia z współpracą, pomocą bezinteresowną, pomocą wzajemną, objawami sympatii, altruizmu, współczucia, empatii. Zwierzęta te dzielą się jedzeniem, pomagają czyścić rany, usuwać pasożyty, uwalniać się z sideł kłusowników, adoptują niespokrewnione sieroty. Szczególne miejsce zajmują objawy sympatii, np. iskanie, towarzyskość, zabawa. Zwierzęta społeczne wspólnie bronią terytorium i przeciwstawiają się drapieżnikom, a także wspólnie polują, czasami w dość przemyślny sposób. Zwierzak broniący z wielką odwagą stada niewiele różni się pod względem emocji i zachowań od człowieka występującego w obronie swoich bliskich, co jest jednym z nakazów ludzkiej moralności.

Wśród niektórych gatunków ssaków – szczególnie szympansów i psów – zaobserwowano wyraźną zdolność do empatii, współczucia, rozumienia cierpienia innych i reagowanie pomocą i pocieszaniem. Szympansy pocieszają cierpiących i pokonanych w walce, udzielają pomocy.

Jak się przypuszcza, empatia rozwinęła się pierwotnie jako zachowanie sprzyjające opiece nad potomstwem.

Współpraca, udzielanie pomocy i inne wymienione wyżej umiejętności okazywały się zachowaniami funkcjonalnymi, adaptacyjnymi, sprzyjającymi wzrostowi liczebności gatunku. Utrwalały się one w toku długotrwałych procesów ewolucyjnych niektórych gatunków, pozwalały przetrwać i zwiększać populację.

Trzeba podkreślić, że ludzie dziedziczą po zwierzęcych przodkach – sami będąc gatunkiem zwierząt – także zachowania agresywne i pełne przemocy. Dotyczą one nie tylko wrogów zewnętrznych, ale także członków grupy własnej, w tym najbliższej. Zwierzęta społeczne konkurują i walczą o miejsce w grupie i w hierarchii społecznej, biją się, są kłótliwe.

Czasami sądzi się, że w ewolucji główną rolę odgrywa agresja i przemoc, przysłowiowa „walka na kły i pazury”. Tak jednak nie jest. W procesie ewolucji istotną rolę odgrywają bardzo różne czynniki, w tym współpraca i pomoc, co prowadziło do powstania gatunków społecznych. Także Karol Darwin nie widział ewolucji przez pryzmat agresji, ale jako proces adaptacji organizmów do otoczenia. Pisał także o współpracy jako jednym z istotnych mechanizmów ewolucji.

Głębokie podobieństwo emocji ludzi i innych ssaków potwierdzają prowadzone obecnie badania mózgu.

Różnice

Różnimy się od innych zwierząt tym, że nasze zasady moralne ujmujemy w kodeksy, w systemy wierzeń, ubieramy w skomplikowane i niejasne pojęcia, słowa, maksymy – religijne, filozoficzne, potoczne. Ale praktyka wśród ludzi zdaje się wyglądać zasadniczo podobnie jak wśród wielu innych gatunków zwierząt. Ludzka moralność to, można by powiedzieć, późniejsze wariacje na tematy zakorzenione w naszej odległej ewolucyjnej przeszłości.

Na czym polega zasadnicza różnica? Często sądzi się, że życie społeczne ludzi jest mniej brutalne. Zważywszy jednak na liczbę śmiertelnych ofiar powodowanych przez wojny i brutalną przestępczość kryminalną, trudno być optymistą w ocenach. Także Europa, w tym Polska, nie tak dawno, bo w pierwszej połowie XX w., naznaczona została niezmiernie krwawymi wojnami. Dopiero od kilkudziesięciu lat możemy mówić o istotnej poprawie.

Główna różnica polega na czymś innym.

Zachowania ludzi są w znacznej mierze kształtowane przez czynniki kulturowe, w tym przez normy zwyczajowe i prawne, formułowane za pomocą pojęć/słów i przekazywane za pośrednictwem środków komunikacji symbolicznej. Normy te pozostają w sprzężeniu zwrotnym z zachowaniami – wpływają na zachowania i znajdują się pod wpływem zachowań. Biologiczną podstawę kultury stanowi wyjątkowo rozwinięty u człowieka mózg, zdolny do abstrakcyjnego myślenia, do tworzenia i posługiwania się złożonymi systemami symboli, pojęć, słów.

Tylko ludzie dysponują tego rodzaju właściwościami i możliwościami. U innych gatunków znajdziemy zaczątki tych umiejętności. Zwierzęta uczą się, modyfikują świadomie swoje zachowania, porozumiewają się za pomocą symboli, ale wszystko to występuje w nieporównanie skromniejszej i niezwerbalizowanej postaci.

Konsekwencje wymienionych właściwości gatunku ludzkiego są przeogromne. Trzeba jednak przypomnieć przysłowie: nie ma róży bez kolców. Wspaniała ludzka zdolność do abstrakcyjnego myślenia umożliwiła rozwój nauki i poprawę warunków bytu materialnego, ale jednocześnie umiejętności te służą wojnie, zabijaniu i niszczeniu, przemyślnym formom agresji.

Ludzi stać na wiele. Możliwe jest doskonalenie i postęp moralny, ale – zauważmy – z jak zadziwiającą inwencją wymyślano normy nacechowane okrucieństwem. Umysł ludzki może służyć dobrej albo złej sprawie, pozwala obmyślać okrucieństwa, jakich nie są w stanie wymyślić inne zwierzęta. Składanie ofiar z ludzi, kary okrutne (m.in. przez kamienowanie, księgi biblijne nakazują je wielokrotnie), niewolnictwo, palenie wdów wraz z ciałami mężów, palenie na stosach, pojedynki honorowe, to najbardziej drastyczne przykłady norm świadomie wprowadzonych w wielu społeczeństwach i znoszonych często dopiero od czasów Oświecenia. To wszystko było gdzieś i kiedyś moralne.

Nie można powiedzieć, że człowiek jest „z natury” zły albo dobry. Ewolucja wyposażyła nas zarówno w zachowania agresywne i egoistyczne, jak i w zachowania altruistyczne i empatię. Jedne i drugie dają o sobie znać.

Religia i ewolucja

Moralność nie jest dana przez boga czy jakieś siły nadprzyrodzone, lecz wyewoluowała w procesach zmian, którym podlega przyroda. Ewolucyjne spojrzenie na naszą moralność jest niewątpliwym wielkim osiągnięciem nauki i ma duże znaczenie dla światopoglądu współczesnego człowieka. Stanowi nie lada wyzwanie dla Kościoła katolickiego i tych religii, które tradycyjnie przyjmowały, że to bóg objawił ludziom zasady moralne.

Moralność jest w dziejach człowieka zjawiskiem starszym niż religia w ściślejszym tego słowa znaczeniu. Religie nie stworzyły moralności lecz włączały do kanonu wierzeń zwyczajowe zasady moralne. Nie zabijaj swoich, nie kradnij swoim, pomagaj, szanuj rodziców, bądź uczciwy, lojalny, sprawiedliwy – wszystkie te zasady są starsze niż religie, zostały do religii inkorporowane ze zwyczajowej moralności grupowej, mającej odległe ewolucyjne korzenie.

W materiałach Soboru Watykańskiego II (Gaudium et spes 16) czytamy, że człowiek „ma w swym sercu wypisane przez Boga prawo, wobec którego posłuszeństwo stanowi o jego godności i według którego będzie sądzony” . Ta często powtarzana koncepcja boskiego pochodzenia moralności, oparta na religijnej mitologii, jest dziś nie do obrony. Podstawowe ludzkie wartości i normy, owo prawo wpisane w serce człowieka, to efekt długiego ewolucyjnego rozwoju i kultury. Nic nie wskazuje, że jest to dzieło jakiegokolwiek boga.

Dwie uwagi na zakończenie

Czasami można usłyszeć, że ewolucja organizmów biologicznych „to tylko teoria”. Jakkolwiek sceptycyzm nie jest czymś nagannym, to w tym wypadku trzeba podkreślić, że teoria ewolucji jest bardzo dobrze uzasadniona i udokumentowana. Wszystko wskazuje, że jest to teoria prawdziwa. Nic natomiast nie wskazuje, by prawdziwa była teoria stworzenia świata przez boga czy siły nadprzyrodzone. Jerry A. Coyne, jeden z wybitnych biologów badających procesy ewolucji, napisał książkę pt. „Ewolucja jest faktem” (wydaną także w języku polskim).

Na koniec pytanie: Czy w naszym ludzkim świecie ma miejsce postęp moralny? Czy można to badać? Można, chociaż jest to trudne. Trzeba przyjąć sensowne kryteria/wskaźniki postępu moralnego i przeprowadzić badania. Impresyjnie można uznać, że w starożytności czy średniowieczu, a i później, nie było lepiej niż teraz. W Europie porównanie pierwszej połowy XX w. z drugą i z chwilą obecną, zdecydowanie przemawia na rzecz czasów nam bliższych.

Są teorie, np. teoria rozwoju moralnego Lawrenca Kohlberga, które można wykorzystywać w badaniach sondażowych/ankietowych obejmujących wielkie populacje. Takie przedsięwzięcia badawcze są na dużą skalę trudne do zrealizowania. Ponadto, by coś pewniejszego na tej podstawie powiedzieć, trzeba badania prowadzić przez dość długi okres czasu. Na razie musimy zadowolić się impresjami. Jedno warto powiedzieć: popularny pogląd, że „kiedyś było lepiej” i „z moralnością jest coraz gorzej”, nie jest przekonujący. Gdyby tak było, ludzkość by prawdopodobnie już nie istniała.  –  Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” –  https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Zachęcam do przeczytania:

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Ćwiczenia z ateizmu 10. Bóg przed trybunałem nauki

Na czym polega największy wkład nauki w zaprzeczenie istnieniu boga? Nauka zakwestionowała i odrzuciła podział na rzeczywistość naturalną i nadnaturalną. Dokonała tego w praktyce badawczej. Naukowcy, prowadząc badania, konstruując teorie naukowe, przestali brać pod uwagę przyczyny i byty nadprzyrodzone. W praktyce przyjęli, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości – przyroda, rzeczywistość naturalna. Postępowali tak nie dlatego, że nakazywał im to ich światopogląd lub że przyjęli takie założenie. Raczej przeciwnie, wielu naukowców było ludźmi religijnymi. Rezygnowali z uwzględniania bytów nadprzyrodzonych, bowiem – podkreślmy mocno – nic nie przemawiało za ich istnieniem. Bóg, najznamienitszy z bytów nadnaturalnych, odszedł w niebyt, wraz z innymi nadprzyrodzonymi istotami i wierzeniami – duchami, bóstwami, aniołami, szatanem, niebem, piekłem, sądem ostatecznym, reinkarnacją, magią, przeznaczeniem, wróżbami. Na gruncie nauki nastąpiła głęboka zmiana obrazu świata. Wykreślona została cała rzeczywistość nadnaturalna, pozostała tylko natura (przyroda) i jej pochodne, np. przeżycia psychiczne i pojęcia, które nie istnieją samodzielnie, a są pochodnymi funkcjonowania układu nerwowego i mózgu.

*

Naturalizm nauki

Nauka współczesna stoi na gruncie naturalizmu. Odrzucono dualizm ontologiczny, tj. stanowisko zakładające istnienie dwóch rodzajów rzeczywistości – naturalnej i nadnaturalnej (nadprzyrodzonej). Dlaczego? Bo nic nie świadczy o istnieniu rzeczywistości nadnaturalnej, boga, transcendencji itp. Istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości, rzeczywistość naturalna, tj. przyroda i jej pochodne.

Często rozróżnia się naturalizm ontologiczny i metodologiczny. Ten drugi, to metodologiczna zasada, zgodnie z którą w badaniach i teoriach naukowych nie należy brać pod uwagę przyczyn i bytów nadnaturalnych. Zasada ta ma sens tylko dlatego, że byty i przyczyny nadnaturalne nie istnieją. Gdyby istniały, zasada byłaby pozbawiona podstaw. Dlatego naturalizm metodologiczny wiąże się z naturalizmem ontologicznym.

Są jednak naukowcy, którzy w badaniach stosują się do zasady naturalizmu metodologicznego, ale jednocześnie wierzą w istnienie rzeczywistości nadnaturalnej. Jest to brak konsekwencji zadziwiający, ale zrozumiały. Naukowcy zajmują się zwykle szczegółową dziedziną i mogą wierzyć, że gdzieś tam poza sferą ich badań bóg występuje, chociaż nie daje o sobie znać w ich badaniach. Wskazuje to też, że nasz mózg, ukształtowany w toku dość chaotycznej ewolucji, pozwala myśleć logicznie i nielogicznie zarazem. Odsetek naukowców religijnych jest niewielki („Ilu naukowców wierzy w Boga?” (link na końcu).

Bóg znikł nie tylko z nauk o przyrodzie, ale także z nauk społecznych, historycznych i humanistycznych. Przekonanie, że bóg kieruje zdarzeniami historycznymi i życiem społecznym, należy szczęśliwie do przeszłości, podobnie jak domniemanie, że jest sprawcą reakcji chemicznych i ruchu gwiazd. Wskazuje to na istotną jedność nauki nowożytnej.

Naturalizm nauki wywiera znaczny wpływ na sposób myślenia i światopogląd współczesnych ludzi. Bo skoro nauka zrezygnowała z pojęcia przyczyn i bytów nadprzyrodzonych, to może wiara w ich istnienie jest bezpodstawna? Naturalizm nauki podrywa zaufanie do „prawd” religijnych, przekształca religię, sprzyja sekularyzacji i przekonaniom ateistycznym. Można powiedzieć, posługując się retoryką Oświecenia, że bóg stanął przed trybunałem nauki i przegrywa proces.

Oskarżyciele boga zwracają uwagę, że współczesna nauka odkrywa zadziwiający mikro i makrokosmos, trudną do wyobrażenia fascynującą rzeczywistość. Ale wszystko okazuje się przyrodą, rzeczywistością naturalną. Tylko w przenośni nazywa się czasami jakiś obiekt boskim, np. boską cząstką. Nie odkryto jednak niczego, co byłoby prawdziwie boskie. To poważny argument – mówią oskarżyciele – że bóg to fikcja, pojęcie bez pokrycia. Gdyby istniał, dałby się metodami naukowymi zauważyć. Tymczasem na jego rzecz przytacza się jedynie argumenty spekulatywne, powtarzane od czasów św. Tomasza z Akwinu, zdecydowanie nieprzekonujące. Tak naprawdę pozostaje tylko argument wiary pozbawionej podstaw – przekonanie, że bóg jest, bo jest, chociaż brak na to dowodów.

*

Fałszywe prawdy społeczne”

Oskarżyciele wskazują, że ludzie potrafią wierzyć w najdziwniejsze nieprawdziwe historie. Nie zawsze są to tylko indywidualne złudzenia. Niektóre fantazyjne wyobrażenia podlegają instytucjonalizacji, tzn. stają się przekonaniami kultywowanymi w pewnej społeczności, uznaje się je za prawdziwe, przekazuje z pokolenia na pokolenie, naucza. Obrastają w rytuały, obrzędy, zwyczaje. W ten sposób powstają „fałszywe prawdy społeczne”. Są to przekonania, które dzięki ciągłemu powtarzaniu, nauczaniu i kultywowaniu, uchodzą za „prawdziwe”, chociaż nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Tak powstają mity, legendy i „prawdy plemienne”, właściwe zarówno ludom archaicznym, jak i współczesnym. Taka „prawda” nie jest już indywidualnym złudzeniem, urojeniem, halucynacją. To mitologia. Oskarżyciele mówią, że „bóg” to właśnie mit plemienny, fałszywa prawda społeczna.

Największy absurd może stać się fałszywą prawdą społeczną, mitem plemiennym. Jest to istotna różnica w porównaniu z nauką. W nauce istnieje obowiązek konfrontowania tez i teorii z rzeczywistością, respektowania zasad logiki, krytycznej analizy. Nie każda niedorzeczność może być uznana za prawdę, są granice fantazji i absurdu. Natomiast w religii i teologii nie ma granic absurdu. Dlatego teolodzy lubią mówić o granicach nauki i przenosić się poza te granice, gdzie za „prawdę” może uchodzić wszelka niedorzeczność. Teologia brnie w absurdy. Nie przesadzam. Np. w poważnym tekście rozważa się skutki grzechu pierworodnego i stwierdza, że przez ten grzech „wszyscy ludzie utracili łaskę uświęcającą, a tym samym prawo do nieba (…) odtąd musieli ciężko pracować, cierpieć, chorować i umierać”.

Dzisiejsze pojęcia boga, transcendencji, absolutu itp. nie zawierają żadnej wiedzy o świecie. To wyłącznie kontynuacja archaicznych mitów kulturowych, pierwotnych wyobrażeń mówiących o siłach tajemnych rządzących światem, i o bóstwach, które te siły ucieleśniały. Wskutek nawyku sądzi się nierzadko, że pojęcia te zachowały ważność. Warto spojrzeć krytycznie. Otóż wyobrażenie boga czy transcendencji wnosi do naszej wiedzy tyle samo, co wiara w duchy krążące po lasach. Podkreślmy, pojęcia takie jak bóg, transcendencja, idee platońskie, to mity kulturowe, a nie wiedza o rzeczywistości, mająca jakiekolwiek walory poznawcze.

Nauki społeczne i przyrodnicze dostarczają wystarczająco dużo informacji, by powiedzieć w zarysie, jak powstało wyobrażenie dwóch rzeczywistości – naturalnej oraz nadnaturalnej, boskiej. To ciekawa legenda. Równie ciekawe, że kilku fizyków i kosmologów legendę tę opowiada dziś, ubierając w nowe szaty, mieszając z naukowymi teoriami. To tak, jakby biolog-genetyk podtrzymywał na poważnie opowieści o wilkołakach, ludziach przemienionych w krwiożercze wilki.

*

U źródeł legendy o bogu

Nauki historyczne i społeczne wskazują, że pojęcie boga, jakie znamy z naszego kręgu kulturowego, pojawiło się stosunkowo późno. Przytaczany czasami pogląd, że w boga wierzono od zarania dziejów człowieka, jest pozbawiony podstaw. Bóg znany jest co najwyżej od kilku tysięcy lat.

Pojęcie boga ma charakter partykularny, a nie uniwersalny, także w tym znaczeniu, że pojawiło się tylko w niektórych, chociaż bardzo wpływowych, kulturach. W kulturze chińskiej nigdy chyba nie zakorzeniło się na dobre. Matecznikiem bogów/boga był w szczególności region dzisiejszego Bliskiego Wschodu. Przed trybunałem nauki wytknięto bogu, że gdyby nie inwencja rosnących w siłę korporacji kapłanów, chyba by o nim dziś w ogóle nie mówiono. Jest więc bóg pojęciem swojego czasu i swojego ludu, a nie uniwersalną postacią, za jaką chciałby uchodzić.

Badania sugerują natomiast, że dużo starsza i powszechniejsza była wiara w różne istoty, siły, byty i zdarzenia, które łączyło jedno: były nadzwyczajne, zasadniczo odmienne od tej rzeczywistości, której ludzie doświadczali zmysłami na co dzień. Czy to religia? Niekoniecznie, co najwyżej quasi-religia. Była to niejasna wiara w moce tajemne oraz w duchy, szczególnie w duchy ludzi zmarłych i przodków. Znalezione przez archeologów groby neandertalczyków świadczą o ceremoniach pogrzebowych i chyba także o wierze w życie po śmierci, chociaż na podstawie wykopalisk trudno powiedzieć coś więcej. Na pewno nie świadczy to o wierze w boga/bogów, zbyt pochopnie mówi się o religii i religijności. Wiara w życie pozagrobowe mogła powstać np. pod wpływem snów i należy do najbardziej elementarnych wyobrażeń protoreligijnych, ale nie oznacza wiary w bogów czy boga. Tego rodzaju powszechnie występujące imaginacje przypominają bardzo ludowe wierzenia w duchy, czary itp. Sam słyszałem, jak skądinąd normalna kobieta opowiadała, że przyszedł do niej w nocy zmarły niedawno mąż, stał w drzwiach, następnie powiedział: „Spotkamy się tam przed Wielkanocą”. Kobieta była przerażona. W dawnych społeczeństwach wierzenia te zostały zinstytucjonalizowane, stały się ważnymi składnikami ich kultury, a nie tylko pokątnymi opowieściami.

Badania etnologiczne prowadzone od połowy XIX w. w egzotycznych społecznościach tubylców, pozostających na prymitywnym poziomie rozwoju gospodarki i techniki, wskazywały – poza wiarą w duchy – na ważną rolę wiary w magię, w siły tajemne, które przenikają wszystko (Melanezyjczycy nazywali je „mana”), w tabu, totemizm, legendy. Czasami, np. wśród Indian Ameryki Płn., pojawiało się wyobrażenie istot duchowych, przypominających bóstwa.

Czy te dalece niejednorodne wierzenia miały jakiś wspólny mianownik? Jeżeli tak, to jest nim niejasne wyobrażenie rzeczywistości nadnaturalnej. Skłonność ku tego rodzaju fantazjom jest rzeczywiście pierwotna i szeroko rozpowszechniona. Wykazują ją też – na szczęście nieliczni – współcześni profesorowie fizyki i kosmolodzy.

Wyobrażenia i kulty bogów pojawiły się lokalnie przed kilkoma tysiącami lat w kulturach Bliskiego Wschodu. Stamtąd pochodzi znany nam bóg, w Biblii występujący często pod imieniem Jahwe.

Bogowie są postaciami antropomorficznymi, ale jednocześnie ucieleśniają moce nadnaturalne, nadprzyrodzoną rzeczywistość. Już w starożytności wyobrażeniom bogów i rzeczywistości nadnaturalnej zaczęto nadawać bardziej abstrakcyjny kształt, a z powstaniem filozofii przekształcać i opowiadać za pomocą pojęć filozoficznych. Bóg w tych filozoficznych opowieściach zamienia się np. w transcendencję lub absolut. Pojawia się bóg filozofów, deistów, panteistów. Ale nawet w najbardziej abstrakcyjnej postaci zachowuje on cechy ludzkie, jest np. tym, który jak rzemieślnik stworzył świat i nadał mu ruch. Albo jest najwyższą inteligencją, umysłem na kształt ludzki, tylko nieskończenie doskonalszym. Ten abstrakcyjny bóg, pozornie obdarty z ludzkich szat, pozostaje – jak bóg z archaicznych religii – głęboko antropomorficzny.

Trybunał nauki ogłosił, że bóg – także ten abstrakcyjny, transcendencja – to jedno z wielu wyobrażeń istoty nadnaturalnej, jakie pojawiały się i pojawiają w różnych religiach. Bóg jest dzieckiem swojego czasu i ludu. Bóg chrześcijan jest postacią mitologiczną tak samo jak Zeus, Ozyrys i inni. Czy stanie się kiedyś bogiem „martwym”, jak ci dwaj? Tacy bogowie przypominają nieużywane „martwe” języki.

W żadnym wypadku bóg nie jest istotą nadnaturalną, bo – jak twierdzi trybunał – istnienia rzeczywistości nadnaturalnej, nadnaturalnych sił i przyczyn nie stwierdzono. Bóg i transcendencja to tylko pojęcia, wytwory ludzkiego umysłu i kultury, a nie jakakolwiek rzeczywistość nadprzyrodzona, bo ta nie istnieje.

Nauka – twierdzi trybunał – odebrała pojęciu boga i transcendencji jakąkolwiek wartość poznawczą. Zaliczyła do kategorii archaicznych mitów, a nie pojęć z dziedziny wiedzy o świecie i nauki. Trybunałowi nie zabrakło poczucia humoru. Zwrócił uwagę, że nazywanie boga transcendencją może przynieść zaskakujące efekty. Niebawem ksiądz, pasjonujący się fizyką, powie do wiernych, że po śmierci będzie ich sądzić transcendencja. Kogo trybunał miał na myśli?

*

Boski eksperyment?

Nauka wymaga, by twierdzenia, które uznajemy za prawdziwe, były należycie uzasadnione. By spełniały wymogi logiki i metodologii badań naukowych. Czy twierdzenie, że bóg istnieje, jest wystarczająco uzasadnione? Czy opiera się jedynie na bezpodstawnej wierze i równie bezpodstawnych spekulacjach?

W naukach dedukcyjnych, formalnych, takich jak logika i matematyka, twierdzenia uzasadniamy przez poprawne wyprowadzenie z innych twierdzeń i aksjomatów. W naukach o rzeczywistości, tj. w naukach indukcyjnych, uzasadnianie opiera się na wynikach bezpośredniej lub pośredniej obserwacji, którą można wielokrotnie powtarzać, poddawać krytycznej analizie, sprawdzać, czy została prawidłowo wykonana (obserwacja pośrednia polega na badaniu objawów czy wskaźników dotyczących badanego obiektu, chociaż sam obiekt może być niedostępny obserwacji).

Na tej podstawie uznajemy dziś kulistość Ziemi, promieniowanie rentgenowskie, istnienie bakterii itp. Ale skąd wiemy, że Rzym istniał już w odległej starożytności? Wiemy pośrednio, na podstawie zabytków, wykopalisk, różnych dokumentów analizowanych krytycznie przez historyków. Mimo to, jeżeli ktoś bardzo chce, może wątpić w starożytność Rzymu. Może też nie wierzyć w istnienie bakterii. Rozmawiałem kiedyś z chrześcijańskim fundamentalistą, który twierdził powołując się na Biblię, że ludzkość liczy zaledwie kilka tysięcy lat. Powiedziałem, że badania naukowe wskazują na dużo dłuższą historię. Odpowiedział, że naukowcy popełniają błąd w datowaniu. Dla niego autorytetem było Pismo Święte, nie wyniki naukowych obserwacji i analiz.

Najlepszą metodą, stwierdzającą rzeczywiste istnienie boga, byłby eksperyment. Eksperymentalnie potwierdzono np. rzeczywiste istnienie takich cząstek, jak neutrino i cząstka Higgsa. Ich występowanie przewidywano na podstawie teorii i analiz, ale uznano dopiero na podstawie doświadczeń.

Nikt, jak dotąd, nie przedstawił możliwości eksperymentalnego potwierdzenia istnienia boga. Sfinansowaniem takiego eksperymentu powinna być zainteresowana wspierająca religię fundacja Templetona. Dotyczy to także takich pojęć, jak transcendencja, absolut czy platońskie idee, które pod względem istotnych treści utożsamiane są z bogiem. Czy projekt takiego doświadczenia, spełniającego wymogi przyjęte w nauce, pojawi się? Trybunał sądzi, że nie. Stanowi to poważny argument na rzecz tezy, że bóg to wyłącznie pojęcie, a nie rzeczywista istota.

*

Argumenty obrońców

Wszystkie argumenty, przytaczane na rzecz istnienia boga, to spekulacje, w których operuje się tzw. „bogiem luk”. Kto to taki? Jeżeli nauka czegoś nie wyjaśnia (luka w wiedzy), teolodzy i osoby wierzące przypisują sprawstwo bogu, wstawiają w lukę boga, „boga luk”. A istnienie luk w wiedzy miałoby dowodzić istnienia boga.

Łatwo zauważyć, że takie wyjaśnienia nic nie wyjaśniają. Np. zamiast uczciwie przyznać, że nie wiemy, jak świat powstał, mówi się, że to bóg go stworzył. To pozorne wyjaśnienie. To tak, jakby na pytanie, kto stworzył piramidy w Egipcie, odpowiedzieć, że stworzyciel. A dlaczego żelazo rdzewieje? Bóg to sprawia.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, ale religia nic nie wyjaśnia. Na gruncie nauki dokonuje się jednak postęp wiedzy o świecie, teologia nic nie wnosi, oferuje mitologię.

Obrońcy boga mówią, że świat musiał mieć stwórcę, ale pomijają pytanie, kto w takim razie stworzył boga? Twierdzą, że bóg to rzeczywistość ostateczna, nie musiał być już stworzony. To manipulowanie definicjami, a nie merytoryczne wyjaśnienie. Nie ma powodu, by uznawać taką definicję boga. Co więcej, skoro mielibyśmy przyjąć, że bóg nie musiał być już stworzony, to dlaczego nie uznać, że świat nie musiał być stworzony przez kogokolwiek? Równie dobrze świat, przyroda, może być rzeczywistością samoistną i ostateczną.

Ostatnio obrońcy boga szczególnie dużo mówią o prawach przyrody. Według nich o istnieniu boga świadczy istnienie praw przyrody, oraz to, że te prawa poznajemy. Prawa i zdolności poznawcze człowieka muszą – jak twierdzą – pochodzić od boga. Są to, powiedzmy wyraźnie, tylko spekulacje, za którymi nic nie przemawia. Prawa przyrody są nieodłącznym atrybutem przyrody, ich istnienie w żaden sposób nie świadczy o istnieniu boga czy transcendencji. Bez tych praw przyroda nie mogłaby istnieć.

Niektórzy obrońcy boga, używając frazy „prawa rządzące przyrodą”, dokonują przy tym intelektualnego nadużycia. Sugerują, że „prawa” są bytami istniejącymi poza przyrodą i realnie „rządzą” przyrodą. Takie prawa, to ma być boska rzeczywistość. Otóż nie ma praw jako odrębnych bytów. To, co często nazywa się prawami, to pewne właściwości przyrody. Rozróżnijmy, istnieje np. grawitacja jako właściwość przyrody, oraz – po drugie – prawo grawitacji (prawo nauki), które jest twierdzeniem sformułowanym przez naukowców, czyli przez ludzi.

Nie świadczy o istnieniu boga także tzw. matematyczność świata. Prawa przyrody są często ujmowane w matematyczne formuły/wzory, ale z tego w żaden sposób nie wynika istnienie boga. A co wynika? Niestety, tylko to, że naukowcy pewne właściwości przyrody odkrywają i zapisują w formie matematycznej. Podobnie jak w matematyczny sposób, za pomocą liczb, określamy temperaturę powietrza. Nie ma czegoś takiego, jak „matematyczność” świata w postaci istniejących niezależnie od przyrody praw matematycznych rządzących przyrodą.

Czasami mówi się, że w przyrodzie panuje zadziwiający ład. Ma to dowodzić istnienia boga, który ten ład zaprojektował. Ale – zauważmy – zachwyt nad ładem wynika z niedostrzegania nieładu. Tyle kosmicznych kolizji, zderzeń, wybuchów, żywiołowości, ile mamy w przyrodzie, nie świadczy o ładzie, ale co najwyżej o współwystępowaniu ładu i bezładu. Być może świat jest systemem otwartym, a to znaczyłoby, że ład ma charakter względny, częściowy, zaś cały system charakteryzuje się czymś w rodzaju bezładu.

A może nie jesteśmy w stanie zrozumieć ładu i doskonałości wszechświata (księża mówią, że „niezbadane są wyroki boże” lub „bóg ma swój plan zbawienia”)? Wszelki absurd można uzasadniać tą równie absurdalną metodą argumentacji.

Nie jest żadnym argumentem na rzecz istnienia boga to, że świat poznajemy. Mamy zdolność poznawania świata, bowiem jesteśmy jego częścią, z niego wyewoluowaliśmy i jesteśmy z nim „z natury” kompatybilni. Bez zdolności poznawczych nie moglibyśmy powstać i istnieć. Wszelkie zwierzęta, a w pewien sposób nawet rośliny, poznają swoje otoczenie. W żaden sposób nie dowodzi to istnienia boga. Można śledzić, jak ewolucyjnie zmieniał się układ nerwowy i mózg, jak rozwijało się życie psychiczne, świadomość i zdolności poznawcze. Teoria ewolucji, a nie bóg, to najlepsze wyjaśnienie, jakie znamy.

Przyroda, świat, jest skomplikowaną rzeczywistością. Może urzekać i zadziwiać. Nauka odsłania coraz to bardziej zaskakujące zjawiska. Czy są jakiekolwiek podstawy, by sądzić, że wszechświat rozwija się zgodnie z kosmicznym „planem”, wielkim „projektem”? Jak ktoś bardzo chce, może w to wierzyć, ale nic nie wskazuje, żeby istniał nadnaturalny umysł, który wszystko zaprojektował. Nie ma „inteligentnego projektu”. Nie wiemy, czy i jak świat powstał, ale twierdzenie, że taki „projekt” istnieje, jest niczym więcej niż kolejną wersją archaicznego mitu o stworzeniu świata przez boga.

*

Summa summarum

Bóg przed trybunałem nauki wypada fatalnie. Podsumujmy, pamiętając, że dotyczy to nie tylko boga, ale także pokrewnych mu wyobrażeń, takich jak transcendencja i absolut.

Po pierwsze, nic nie przemawia za istnieniem boga. Dlatego zarówno na gruncie nauki, jak i w praktyce w życiu codziennym, nie bierze się pod uwagę jego istnienia, nawet jeżeli bez dowodów w niego się wierzy.

Po drugie, pojęcie boga jest celowo przedstawiane niejasno, by można było powiedzieć, że może jednak w nieokreślonej postaci i nieokreślonym miejscu bóg istnieje.

Po trzecie, pojęcie boga to absurd, obciążone jest wewnętrzną sprzecznością, ma wszelkie cechy sofizmatu (triku, sprytnej kuglarskiej sztuczki). Według teologów bóg istnieje obiektywnie, ale nie ma żadnych właściwości obserwowalnych bezpośrednio lub pośrednio, jest niewykrywalny, jest niepojętą rzeczywistością nadnaturalną. Cóż to takiego? Mamy tu do czynienia z rozumowaniem niedorzecznym, a zarazem chytrym wybiegiem, w którym można dostrzec chęć oszustwa. Taka istota nie może istnieć, tak jak nie istnieje kwadratowe koło. Bóg to tzw. pojęcie puste, pozbawione desygnatów, tj. obiektów istniejących realnie.

I po czwarte, badania historyczne i religioznawcze wskazują, że bóg to pojęcie mitologiczne, postać fikcyjna. Zostało wykreowane w kulturach Bliskiego Wschodu, tak samo jak Ozyrys, Zeus i inni, a następnie przetworzone przez wieki w toku sofistycznych zabiegów. Nie ma żadnych dowodów i uzasadnień wskazujących, że te mitologiczne postacie istniały lub istnieją w rzeczywistości.

Trybunał nauki uznaje, że przedstawione zarzuty stanowią wystarczający dowód na nieistnienie boga. Półżartem trybunał dodaje, że według tzw. logiki religijnej, bóg istnieje, nawet jeżeli go nie ma.

*

Epitafium

Istnieje tylko jedna rzeczywistość. Jest to rzeczywistość naturalna, przyroda i jej pochodne, np. właściwe rozwiniętym organizmom biologicznym przeżycia psychiczne i świadomość. Nie ma rzeczywistości nadprzyrodzonej. To dlatego nauka nie może odkryć boga, ani nie można zaplanować doświadczeń, które by jego istnienie potwierdziły. Nie można odkryć czegoś, czego nie ma. To dlatego wszystko, co nauka odkrywa, okazuje się przyrodą, formą natury, a nie boską transcendencją. Rzeczywistość nadnaturalna w jakiejkolwiek postaci – bóg, transcendencja, absolut, idee platońskie, pierwszy poruszyciel – nie istnieje. To wyłącznie kulturowe mity i ludzkie złudzenia, które nie mają żadnej wartości poznawczej.

Z pewnością oczom nauki ukażą się niewyobrażalne dziś formy istnienia przyrody. Np. badania astrofizyczne wskazują na istnienie tzw. ciemnej energii, o której niewiele jeszcze wiadomo. Nie słyszałem, by teolodzy na poważnie uznali, że idzie tu o byt nadprzyrodzony. Zawsze okazuje się, że nowo odkryta forma rzeczywistości to postać przyrody, a nie coś boskiego. Dlaczego? Bo rzeczywistość nadprzyrodzona, bóg, transcendencja, to starodawne wyobrażenia mitologiczne, co najwyżej aktualizowane. Mają to do siebie, że nie istnieją realnie, podobnie jak duchy leśne, wilkołaki i krasnale.

Nauka odsłania zdumiewającą budowę naszego świata i nas samych, fascynującą rzeczywistość przyrody i jej pochodnych, ludzkiej psychiki i umysłu. To bez porównania ciekawsze niż religijne fantazje, nawet w filozoficznych wariantach. Czasami z nostalgią mówi się, że racjonalne myślenie i nauka odczarowują świat, niszczą wyobrażenia zakorzenione w religii i magii. Nie ma czego żałować. Lepiej mówić o odfałszowaniu, i nie żałować odczarowania. Obraz świata, który kreśli nauka, jest bardziej ekscytujący, ciekawszy i ma walor prawdy.

Strofy poetyckie czasami ujmują problem lepiej niż jakakolwiek analiza. Dlatego naukowcom, skłonnym dziś jeszcze wierzyć w boga lub transcendencję, polecam alegoryczny wiersz Juliana Tuwima (skróty i tytuł pochodzą od A. Janna):

SEN O TRANSCENDENCJI

Pomnę dzieciństwa sny niewysłowne

Baśń lat minionych wstaje jak żywa

Bajki czarowne, bajki cudowne

Opowiadała mi niania siwa

              O złotym smoku, śpiącej królewnie

              O tym jak walczył rycerzy huf

              A gdy skończyła, płakałem rzewnie

              Prosząc, nianiusiu, mów dalej mów

Mów dalej, mów dalej, mów jeszcze

Aż usnę i dalej śnić będę

Niech we śnie spokojnym wypieszczę

Złocistą tajemną legendę

               Złóż z marzeń wzorzystą mozaikę

               Niech przyjdą rycerze tu do mnie

               Mów dalej czarowną swą bajkę

               Ja bajki tak lubię ogromnie

Alvert Jann

……………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : „Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

Polecam pierwszy artykuł z cyklu ćwiczeń z ateizmu pt. „Dowód na nieistnienie. Kogo?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/ 

Podaję też link do artykułu pt. „Ilu naukowców wierzy w Boga?”  – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ ).  

Ćwiczenia z ateizmu 9. Czy wiara w Boga jest racjonalna?

„Wiara katolicka – czytamy w katechezie papieża Benedykta XVI – jest racjonalna i pokłada ufność w ludzkim umyśle”. Jan Paweł II pisał: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary”. Czy tak? Jak bez upokarzania rozumu uwierzyć w istnienie czegoś, czego w żaden sposób nie dowiedziono? Jak uwierzyć w istnienie Boga, aniołów, szatana, nieba, piekła? Jak uwierzyć, że Biblia zawiera rzeczywiście objawienie boże? Można co najwyżej przyjąć to wszystko „na wiarę”. A jeśli wierzy się w katolickie „prawdy wiary”, to równie dobrze można wierzyć we wróżby tarota, astrologię lub najdziwaczniejszą magię. Tak się zresztą działo i dzieje. Ludzie łatwowierni wierzą nie tylko w „prawdy” podawane przez Kościół, ale także w najprzeróżniejsze wróżby i znaki.

Jak odróżnić, które twierdzenia/wierzenia są prawdziwe, które bałamutne? Kluczowe znaczenie ma weryfikacja, sprawdzanie prawdziwości. Otóż zarówno tarot, astrologia, magia, jak i chrześcijańskie wierzenia dotyczące rzeczywistości nadprzyrodzonej, nie wytrzymują elementarnej weryfikacji. Nic nie wskazuje, że zawierają wiedzę prawdziwą.

Kiedy wiara jest racjonalna?

W najszerszym rozumieniu, zauważalnym także u Benedykta XVI, racjonalność to posługiwanie się rozumem. Rzecz w tym, że ludzie posługują się rozumem również wtedy, kiedy wierzą we wróżby, magię, a także w zdiagnozowane psychiatrycznie urojenia. Posługiwanie się rozumem, rozumowanie, nie jest więc wystarczającym argumentem na rzecz „racjonalności wiary w Boga” (to fraza użyta przez papieża Benedykta)

Kiedy można uznać, że wiara – nie tylko wiara religijna – jest racjonalna? Z pewnością wtedy, gdy jej przedmiotem są twierdzenia, które spełniają kryteria prawdy przyjęte w logice i nauce współczesnej. Wiara w istnienie krasnoludków (tj. w twierdzenie głoszące, że krasnoludki istnieją realnie) z pewnością nie jest racjonalna. Wiara w istnienie bakterii i wirusów jest racjonalna.

Podsumowując: Racjonalne jest tylko takie rozumowanie/myślenie które spełnia kryteria ustalone w logice i/albo jest w pewnej przynajmniej mierze  potwierdzone empirycznie, doświadczalnie (niekoniecznie na 100%). Nie jest racjonalna wiara w istnienie krasnoludków, aniołów, boga, bo ani logika, ani badania naukowe nie potwierdzają ich istnienia. Natomiast pogląd, że istnieje np. promieniowanie rentgenowskie, jest jak najbardziej racjonalny, bowiem potwierdzają to doświadczenia spełniające kryteria metodologii naukowej.

Czy istnieje życie w kosmosie?

Nie ma do tej pory dowodów, że organizmy biologiczne istnieją gdziekolwiek poza Ziemią. Wiara w istnienie życia w kosmosie byłaby nieracjonalna, bo pozbawiona dostatecznych podstaw. Ci, którzy wierzą bez dowodów, są jak błogosławieni, o których mówi Ewangelia: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29).

Badania wskazują natomiast, że we wszechświecie może istnieć olbrzymia liczba planet, a na niektórych z nich mogą panować warunki dopuszczające egzystencję organizmów biologicznych. Dlatego istnienia życia poza Ziemią nie można wykluczyć (jeżeli życie powstało na Ziemi, to w podobnych warunkach mogłoby powstać także gdzie indziej). Jest to hipoteza poważna, wsparta badaniami astrofizycznymi, ale – podkreślmy – tylko hipoteza.

Pogląd dopuszczający możliwość istnienia życia w kosmosie jest więc racjonalny. Wiara, że ono tam faktycznie istnieje, jest przy dzisiejszym stanie wiedzy nieracjonalna.

A jeżeli ktoś będzie snuć przypuszczenia, że być może istnieją cywilizacje, które kolonizują wszechświat, docierają do Ziemi, infekują nas szkodliwymi lub stymulującymi substancjami, szkodzą lub wspomagają, będzie to tylko czcza fantazja, na której rzecz nic nie przemawia. Nazwanie tych fantazji hipotezami byłoby przesadą, trzeba mówić o fantastyce. Wartościowa hipoteza powinna być wsparta istotną argumentacją.

A co, jeżeli ktoś powie, że kosmici istnieją, są wśród nas, ale są całkowicie niewykrywalni, nie można więc wskazać na ich istnienie żadnych dowodów? Taką sprytną argumentację nazywa się w logice sofistyką/sofizmatami. Jest to rozumowanie pozornie bez zarzutu, a w istocie obarczone błędem logicznym i oszukańcze. To celowe krętactwo, z którym można jednak sobie poradzić. Np. pojęcie istoty niewykrywalnej, na istnienie której z definicji nie może być dowodów, nie spełnia elementarnego wymogu logiki, jakim jest podanie poprawnej, w miarę jasnej definicji. Widoczna jest też sprzeczność, bo jeżeli na istnienie tego stworu nie może być dowodów, to na jakiej podstawie twierdzi się, że istnieje? Wiara w takie alogiczne istoty jest nieracjonalna.

Trzeba koniecznie odróżnić: fantazje, hipotezy, twierdzenia, sofizmaty

Jakkolwiek mogą być z tym poważne problemy, ludzie mają ukształtowaną w toku ewolucji zdolność odróżniania fantastycznych wyobrażeń od wiedzy sprawdzonej realnie, na której można polegać. Zdolność tę ujawniają dzieci już w bardzo wczesnym okresie życia. Nie może więc być zaskoczeniem, że także na gruncie logiki i metodologii nauki odróżnia się czcze fantazje od wartościowych hipotez, a wartościowe hipotezy od dobrze uzasadnionych twierdzeń. Ponadto zarówno w życiu codziennym, jak i w logice, powszechne jest przekonanie, że ludzie potrafią świadomie posługiwać się pokrętną, z pozoru logiczną, a w istocie niedorzeczną argumentacją (to sofistyka/sofizmaty).

A co z bogiem?

Czy przekonanie, że istnieje bóg i rzeczywistość nadprzyrodzona jest racjonalne? Jest nieracjonalne? A może to racjonalna hipoteza? Czy tylko fantazja? Sofizmat?

Nie ma wytrzymujących krytykę dowodów/uzasadnień wskazujących, że bóg czy rzeczywistość nadprzyrodzona istnieją. Np. koronny argument, że wszechświat musiał mieć stwórcę i tym stwórcą był bóg, opiera się na założeniu, że wszystko, co istnieje, musiało mieć stwórcę. Jeżeli tak, to można zapytać, kto w takim razie stworzył boga? Teolodzy robią unik, na mocy dowolnie przyjętej definicji twierdzą, że bóg to istota, która nie musiała już być przez nikogo stworzona. Nie ma powodu, by definicję taką przyjmować. Zauważmy ponadto, że skoro na mocy dowolnie przyjętej definicji uznaje się, że bóg nie musiał być stworzony, to równie dobrze można uznać, że cała przyroda nie musiała być stworzona przez kogokolwiek i jest rzeczywistością samoistną.

A może istnienie boga to hipoteza, którą można racjonalnie brać pod uwagę? Nie można. Dlaczego? Żeby jakąś hipotezę można było traktować poważnie i racjonalnie, muszą na jej rzecz przemawiać istotne argumenty. Nie można brać na serio wszystkiego, co komukolwiek przyjdzie do głowy, np. że w kosmosie krąży czajnik (znany przykład Bertranda Russella), że na Marsie żyją ludzie, że po lasach grasują wilkołaki, lub że gdzieś tam żyje czarnoksiężnik, który wyczarował świat i niebawem go zniszczy.

Nie ma argumentów, które uzasadniałyby, że istnienie boga można traktować poważniej niż istnienie duchów leśnych i czarodzieja, który stworzył wszechświat.

A co w szczególności miałoby przemawiać za rzeczywistym istnieniem tego boga, o którym mówi Biblia, Kościół katolicki czy jakakolwiek inna religia? W toku historii powstało co najmniej kilka tysięcy religii, każda z własnymi „prawdami wiary” – nie sposób w nich widzieć racjonalne hipotezy. Próba wyróżnienia wierzeń katolickich jako racjonalnych, jak chce Benedykt XVI, nie może być sensownie uargumentowana.

Religijne wyobrażenia są czystymi fantazjami, chociaż – co trzeba podkreślić – okraszonymi smakowitymi sofizmatami.

Sofizmaty religijne

Na forach spotykamy pogląd, że nie można wykluczyć istnienia czegokolwiek, co ktoś wymyśli. Jakby w myśl zasady „wszystko jest możliwe”. Albo że nie można udowodnić, że coś nie istnieje. Chętnie mówią to osoby religijne, bowiem wzmacnia to ich przekonanie, że mimo braku dowodów bóg być może istnieje. Pojawia się też pogląd, że logika wyklucza możliwość udowodnienia, że coś nie istnieje. Kwestię tę przedstawiałem w innym artykule (link poniżej), tu tylko kilka uwag.

Można udowodnić, że coś nie istnieje, jeżeli obiekt ten jest w miarę dobrze zdefiniowany i dobrze poznany jest teren, na którym ma występować. Możemy np. udowodnić, że na Ziemi nie istnieje góra wyższa niż Mount Everest. Problem pojawia się wtedy, gdy teren nie jest wystarczająco poznany. Tak jest w przypadku kosmosu i występowania organizmów żywych na innych planetach.

Ale innego rodzaju problem napotykamy, jeżeli ktoś twierdzi, że interesujący go obiekt istnieje, ale celowo definiuje go tak, by uniemożliwić jego zbadanie. Mówi się, jak w przypadku boga, że to istota duchowa, należąca do rzeczywistości innej kategorii niż obiekty poznawalne metodami naukowymi. Głosi się, że istnieje „coś” (bóg, rzeczywistość nadnaturalna, absolut, transcendencja), czego z definicji badać się nie da. Otóż trzeba powiedzieć zdecydowanie, że taki koncept to fantazja szczególnego rodzaju. To pojęciowe kuglarstwo, trik, zmyłka. Na gruncie logiki tego rodzaju krętactwo nazywa się sofistyką/sofizmatami. Idzie o rozumowanie pozornie poprawne, logiczne, ale w istocie obarczone błędem logicznym. Jakim? Jeżeli mówi się, że coś istnieje, to powinno się podać w miarę jasną definicję, opis, parametry (to podstawowy wymóg logiki). Teolodzy i filozofowie religijni, mówiąc o bogu, nie robią tego, uciekają celowo w niejasne formuły, pokrętne rozumowania. Np. podają cechy boga, a jednocześnie skorzy są zapewniać, że bóg jest niepojęty ludzkim umysłem.

Pokrętna sofistyka, pojęciowe manipulacje nie zmieniają faktu, że na rzecz prawdziwości wierzeń religijnych brakuje dowodów. Wiara w „prawdy wiary” pozostaje nieracjonalna.

Słowo na zakończenie

Mówiąc o religii wskazuje się często na pożytki, jakie ma dawać (mówi o nich także Benedykt XVI w cytowanej katechezie). Wierzenia religijne są w ten sposób postrzegane jako racjonalne, ale nie dlatego, że są prawdziwe, lecz dlatego że są pożyteczne czy przydatne. Nazywa się to racjonalnością pragmatyczną, użytecznością. To odrębny temat.

Zaznaczmy tylko, że pozytywny wpływ religii jest zwykle wyolbrzymiany, pomijane są mankamenty. Jeżeli spojrzymy na religię z pragmatycznego punktu widzenia, to trzeba powiedzieć, że jej pragmatyczna racjonalność jest bardzo ograniczona. Podkreślmy też, że ewentualnie pozytywna rola wierzeń religijnych nie stanowi argumentu na rzecz istnienia boga. To dwie różne sprawy.

Żeby wierzenia religijne uznać za racjonalne nie tylko pod względem pragmatycznym (instrumentalnym), trzeba by udowodnić/uzasadnić ich prawdziwość, przede wszystkim prawdziwość podstawowych tez mówiących, że istnieje bóg i rzeczywistość nadprzyrodzona. Nikt tego nie zrobił. Wierzenia religijne nie są racjonalne. A czy można udowodnić, że coś, np. bóg, nie istnieje? Polecam na ten temat: „Dowód na nieistnienie. Kogo? https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/„Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

Zachęcam do przeczytania:

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

O sobie piszę w: „Jak zostałem ateistą. Część 1”: https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jak-zostalem-ateista-czesc-1/

PS. Link do katechezy Benedykta XVI pt. „Racjonalność wiary” – http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/audiencje/ag_21112012.html

Ćwiczenia z ateizmu 8. Wypędzanie szatana.

W Polsce działa ponad stu egzorcystów *, oficjalnie powołanych przez biskupów. Zajmują się wypędzaniem szatana z dusz i ciał wiernych. Mają pełne ręce roboty. Najpierw trochę faktów, a na koniec sugestia, w jaki sposób Kościół mógłby pełnić konstruktywną rolę w profilaktyce i terapii choroby psychicznej nazwanej opętaniem (ang. possession – owładnięcie). Do zamieszczenia tego artykułu skłonił mnie nowy film Konrada Szołajskiego „Walka z szatanem”, dokumentalny, bardzo dobry.

  • dane z października 2015 roku kiedy ukazał się po raz pierwszy ten artykuł ( przyp. red.)

Opętanie i egzorcyzmy według Kościoła

Doktryna Kościoła katolickiego jednoznacznie stwierdza, że szatan to osoba i byt realny, żadna tam przenośnia/metafora zła, którego nie brakuje w świecie. Również opętanie to – według Kościoła – stan realny, a nie np. urojenie czy choroba psychiczna. Na czym polega opętanie? Oto dosłownie szatan, który jest osobą, dostaje się do czyjegoś ciała i duszy, i egzorcysta ma go przegonić.

Nie chcę być gołosłowny i posądzony o przesadne przedstawianie stanowiska kościelnego. Oto kilka przykładów:

Na oficjalnym portalu katolickim opoka.org.pl , prowadzonym przez Fundację Konferencji Episkopatu Polski, czytamy: „Szatan nie chce, aby o nim pisano. Przeszkadza. Wiedzą o tym zarówno autorzy poważnych teologicznych traktatów, jak i szukający sensacji dziennikarze. Ks. Roman Kempny zmarł, pracując nad tym tematem. Gdy podejmowano temat związany z szatanem, pojawiały się zastanawiające trudności, psuły się urządzenia, komplikowały się relacje międzyludzkie, a czasami następowały bardzo tragiczne wydarzenia. Niewiara w diabła jest jednym z jego sukcesów. Podobnie jak traktowanie go jedynie jako mitu lub symbolu ogólnego zła. Nauczanie Kościoła jest jasne: „Kiedy na zakończenie Modlitwy Ojcze nasz mówimy: »ale nas zbaw ode Złego«, zło o którym mówi ta prośba, nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza osobę, Szatana, Złego, anioła, który sprzeciwił się Bogu, a nie zło w ogólności (Katechizm, pkt. 2851)”.

To sugestywny tekst, może przemawiać do wyobraźni wierzących, o ile są podatni na tego rodzaju przekonania. Co może poczuć po przeczytaniu takich tekstów ktoś wierzący nieco naiwnie, niepewny, lękliwy? Są to teksty podawane przez autorytety kościelne, a nie przez domorosłych świętych lub przez autorów popularnych powieści o czarach. Można poczuć obecność szatana w swoim pokoju, poczuć wzmożony lęk? Sądzę, że kościelni autorzy robią to z premedytacją. Łowią – jak mówi przysłowie – ryby w mętnej wodzie. Takich tekstów jest w kościelnych publikacjach zatrzęsienie.

Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie stwierdza, że egzorcyzmy mają na celu wypędzenie złego ducha, szatana, a szatan to osoba: „Egzorcyzmy maja na celu wypędzenie złych duchów lub uwolnienie od ich demonicznego wpływu, mocą duchowej władzy, jaką Jezus powierzył Kościołowi. Czymś zupełnie innym jest choroba, zwłaszcza psychiczna, której leczenie wymaga wiedzy medycznej. Przed podjęciem egzorcyzmów należy więc upewnić się, że istotnie chodzi o obecność Złego, a nie o chorobę” (pkt. 1673). Obecnie Kościół rozróżnia rzeczywiste opętanie przez szatana i chorobę psychiczną, ale zdecydowanie stoi na stanowisku, że szatańskie opętania istnieją realnie.

Egzorcyści mówią o rzeczywistym wejściu szatana w ciało człowieka i powołują się często na katechezę Jana Pawła II z 13 września 1986 r. Papież powiedział: „W pewnych wypadkach działalność złego ducha może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka, wtedy mówimy o opętaniu”.

Liczne teksty i wypowiedzi przedstawiają opętanie w sposób dosadny i malowniczy. Przytoczę fragment znanego i szeroko kolportowanego wywiadu z egzorcystą kurii białostockiej ojcem Benedyktem Barkowskim. Przeprowadziła go dziennikarka „Gazety Polskiej”, sama nie stroniąca od wiary w opętanie:

„Egzorcysta: – Złego ducha mogą kierować na nas inni. Wrogi człowiek, który chce kogoś skrzywdzić, będzie uparcie prosił diabła, by ten nawiedził jego adwersarza.

Dziennikarka: Czy w ten właśnie sposób urok rzuca się na innego człowieka?

Egzorcysta: – Tak. Rzuca się urok, lub dokładniej przeklina go. Niekiedy takie przekleństwo może objąć całą rodzinę. (…)

Dziennikarka: Czy w opętanym człowieku diabeł jest ciągle, czy przychodzi do niego tylko co jakiś czas?

Egzorcysta: Oczywiście, że jest. Jednak diabeł potrafi doskonale się maskować, ukrywać. To, kiedy się ujawnia, zależy od sytuacji. Czasem wygodniej jest mu się nie objawiać, cicho siedzieć i ukrywać się.

Dziennikarka: A dlaczego się ukrywa? Boi się czegoś?

Egzorcysta: By zrozumieć diabelskie myślenie, trzeba uświadomić sobie jedną podstawową sprawę: on myśli odwrotnie niż człowiek. Oznacza to, że dobre rzeczy są dla niego czymś strasznym, a to, co dla niego jest do przyjęcia, dla nas jest okropne. Diabeł nie ma zatem interesu ujawniać się komuś, kto czyni zło, próbuje grzechu. Wprost przeciwnie – siedzi wówczas cicho, aby tylko nie przestraszyć swoją obecnością owego nieszczęśnika”. (…)

Dziennikarka: Czy podczas egzorcyzmu Ksiądz rozmawia z diabłem?

Egzorcysta: Tak. Rytuał przewiduje zadawanie pytań diabłu, ale jedynie tych, które mogą pomóc uwolnić opętanego człowieka od złego ducha. Nie można wypytywać diabła tylko z ciekawości.

Dziennikarka: Więc o co można go zapytać?

Egzorcysta: Na przykład o imię.

Dziennikarka: To takie ważne?

Egzorcysta: Oczywiście, że ważne. Każdy zły duch ma swoje imię. Poznanie go, a później wypowiedzenie podczas egzorcyzmu jest dla diabła ogromnym ciosem. Wtedy wprost wije się z nieszczęścia”.

Takich kwiatków jest mnóstwo. Byłoby to zabawne, gdyby nie było beznadziejnie głupie i jednocześnie szkodliwe. Przeczytałem wiele wypowiedzi egzorcystów i muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się aż takiej ciemnoty i prymitywizmu. To mocna ocena, ale trafna i nie formułowana pochopnie. Nasuwa się natomiast ważny wniosek. Nie powinno się egzorcystom powierzać tak ciężkich przypadków chorób psychicznych, jakimi są tzw. opętania. Mogą chorym bardzo zaszkodzić. Sądząc po wypowiedziach, egzorcyści sami wymagają leczenia. Ale egzorcyści to tylko pionki. Odpowiedzialność spada na kościelnych hierarchów, także na kościelne uczelnie.

Na wydziałach teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie zagadnienie egzorcyzmów i opętania jest ciągłym przedmiotem prowadzonych tam rzekomo naukowych badań. Ale łatwo można zauważyć, że „badania”, kształcenie i dydaktyka w zakresie opętania i egzorcyzmów mają tylko jeden cel, i innego mieć nie mogą. Jest nim umacnianie wiary w osobowego szatana, opętanie i egzorcyzmy.

Nie ma innej możliwości, cały KUL i tzw. wydziały kościelne na UKSW poddane są ścisłemu nadzorowi ze strony władz kościelnych, muszą statutowo przestrzegać doktryny Kościoła. A ta nakazuje wiarę w szatańskie opętanie i egzorcyzmy. Zatrudnienie tam wymaga (według statutu i obowiązujących przepisów) akceptacji przez władze kościelne, a w przypadku profesorów – zatwierdzenia aż przez watykańską Kongregację Wychowania Katolickiego.

Paranoja „opętania” panuje więc od góry do dołu. Radosna twórczość profesorów, doktorów i magistrów kwitnie, przybywa publikacji, odczytów, rozwija się dydaktyka. W programie studiów na Wydziale Teologii KUL znajduje się temat: „zniewolenie szatańskie i egzorcyzmy”. Skoro Kościół uznaje oficjalnie opętania, temat musi być w programie. Nie można kwestionować paranoicznych wyobrażeń, obowiązuje wierność doktrynie kościelnej. Pisane są prace magisterskie. Jakie? Oto informacja dostępna na portalu UKSW:

Tytuł pracy magisterskiej: „Egzorcyzmy jako narzędzie walki Kościoła z szatanem. Studium teologiczno-moralne w świetle współczesnej literatury przedmiotu”.

Streszczenie: „Szatan i jego działanie stanowi przedmiot analizy wielu dziedzin wiedzy, w tym szczególnie teologii. Aktualność aktywności szatana we współczesnym świecie, a nawet jej charakterystyczne nasilenie, domaga się ciągłego analitycznego pochylenia się nad tym fenomenem. Rzeczywistość ta stała się problemem badawczym niniejszej pracy. Nie ma ona na celu demonizowania wszystkiego, co nas otacza, wyszukiwania sensacji, czy wzbudzania strachu u odbiorcy. Jest próbą analitycznego poznania prawdy i stwierdzeniem o istnieniu problemu z szatanem oraz jego „aniołami”. Praca ta podejmuje teologiczną analizę faktu istnienia dobra i zła, w kontekście współczesności. Tak określony problem koncentruje się na walce Kościoła z szatanem i jego działaniem przy pomocy szczególnego środka, jakim są egzorcyzmy, który w dzisiejszym świecie wzbudza trwogę, ciekawość lub obojętność”.

Urocze i przedziwne jest w tej pracy pomieszanie materii, jakby technika kontrapunktu. Z jednej strony deklaruje się analizą faktu istnienia dobra i zła, w kontekście współczesności, a z drugiej – wiarę w osobowego szatana i walkę z nim za pomocą kościelnych egzorcyzmów. Sądzę, że w streszczeniu tym ujawnia się doskonale głęboki konflikt między kulturą współczesną a kulturą głębokiego średniowiecza, do której należy wiara w opętanie przez szatana. Autor zapewnia, że nie chce demonizować, wzbudzać strachu i trwogi. A co chce? Chce napisać pracę magisterską na bałamutny temat, a kościelne uczelnie to umożliwiają.

Wydziały teologii istnieją także na sześciu uniwersytetach państwowych, finansowane z budżetu państwa.

Choroba psychiczna

Międzynarodowa klasyfikacja chorób WHO wymienia zaburzenie transowe i opętaniowe (trance and possession disorder) jako chorobę psychiczną. Mieści się w tej kategorii także poczucie opętania (owładnięcia) przez diabła. Nie uznaje się tzw. rzeczywistego opętania człowieka przez szatana. Psychiatria jest tu zdecydowanie sprzeczna z religią katolicką i niektórymi innymi. Według psychiatrii chory ma poczucie (!), że owładnęły nim szatańskie moce – na tym polega jego choroba. Natomiast Kościół z uporem twierdzi, że są przypadki, kiedy to szatan rzeczywiście opętuje. W efekcie egzorcyzmów – jak przekonuje Kościół – szatan jest skutecznie wypędzany.

Jak wygląda choroba opętaniowa? Jakie są jej przyczyny? Choroba charakteryzuje się czasową utratą dotychczasowego poczucia osobistej tożsamości i normalnej świadomości. Chory ma poczucie, że owładnęła nim jakaś zewnętrzna siła. W przypadku osób religijnych może być przekonany, że to szatan. Choroba wiąże się z czasowymi atakami/wybuchami niekontrolowanych zachowań, ruchów, krzyków, agresji, halucynacji. Osoby przekonane, że są w mocy szatana, często agresywnie reagują na symbole religijnie. Mogą słyszeć głosy nakazujące im czynić zło. Choroba ujawnia elementy histerii, transu, psychozy, schizofrenii, paranoi.

Przyczyny tych stanów mogą być bardzo różne. Z jednej strony w grę wchodzi podatność czy swoista nadwrażliwość psychiczna. Z drugiej – życiowe trudności, z którymi chory nie mógł sobie poradzić, traumatyczne wydarzenia i nieszczęścia. Może to prowadzić do poważnych zaburzeń, a u osób religijnych rodzić poczucie opętania przez szatańskie moce.

To, co widzimy, rzekome opętanie, jest objawem procesów zachodzących w ludzkiej psychice/umyśle. Według psychiatrii poczucie owładnięcia przez szatana to przypadek absorpcji religijnej, tj. pochłonięcia przez religijne wyobrażenia aż do stanu chorobowego. Ludzie różnią się znacznie między sobą podatnością na absorpcję i urojenia. Czasami ta podatność jest tak duża, że prowadzi do choroby psychicznej.

Kościół wśród przyczyn umieszcza szatana. Można powiedzieć, że egzorcysta, Kościół i chory doświadczają tych samych urojeń.

Dodajmy, że efektem procesów absorpcji, zachodzących w mózgu/umyśle osób głęboko religijnych, bywa poczucie mistycznego kontaktu z bogiem, a także patologiczne przypadki religijności.

Skuteczność egzorcyzmów

Głównym argumentem, przytaczanym często na rzecz realności szatańskich opętań, są przypadki skuteczności egzorcyzmów. Można usłyszeć: ale przecież egzorcyzmy są skuteczne. Zaznaczmy najpierw, że egzorcyzmy dość rzadko są skuteczne, nie można pochopnie uogólniać. A po drugie, skuteczność egzorcyzmów nie polega na tym, że egzorcysta rzeczywiście wygania rzeczywistego szatana. Psychiatria jednoznacznie wskazuje, że mamy tu do czynienia z działaniem sugestii. Opętanie to choroba psychiczna, w której wiara religijna, sugestia i autosugestia odgrywają szczególnie dużą rolę. Jeżeli psychicznie chory głęboko wierzy, że opętał go szatan, to jest też w stanie uwierzyć, że egzorcyzmy, moce boskie, uwolnią go od złych mocy. Inaczej mówiąc, zachodzi tu tzw. efekt placebo. To tak, jakbyśmy komuś nadmiernie pobudzonemu podali pastylkę zawierającą mąkę, a on wierzy, że dostaje skuteczny środek farmakologiczny. Wielu ludzi, podatnych na sugestię, poczuje się znacznie lepiej. Skuteczność sugestii potwierdzają liczne eksperymenty, chociaż oczywiście nie zawsze sugestia działa.

W przypadku rzekomego opętania chory zawdzięcza Kościołowi swoje chorobliwe wyobrażenia. I Kościół czasami może go od tych wyobrażeń uwolnić. Koło się zamyka, błędne koło. Lepiej byłoby, żeby Kościół zrezygnował ze swoich interpretacji „opętania”, przestał je głosić, i co najwyżej pomagał psychiatrom w uzasadnionych przypadkach (np. kiedy psychiatra uzna, że odprawienie modłów przez księdza jest pożądane). Kościół z uporem nie chce zrezygnować z propagowania swoich interpretacji, szkodliwych w rezultacie, bo często pobudzających i nasilających stany chorobowe.

Szkodliwość egzorcyzmów

Egzorcyzmy rzadko dają pozytywny skutek, sami egzorcyści mówią o trudnościach, nawrotach opętania, konieczności długotrwałego kontaktu z opętanym. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że egzorcyzmy często szkodzą, pobudzają i utrwalają chorobę, powodują stany krytyczne, niebezpieczne.

Notuje się przypadki silnych wybuchów histerii i agresji na widok kapłana-egzorcysty, krzyża, religijnych akcesoriów, obrazów, wody święconej, którą egzorcysta podczas rutynowych rytuałów kropi chorego. W ten sposób chory wyładowuje tłumioną w sobie agresję, mającą różne podłoże, ale głęboka wiary w szatana sprawia, że jest ona zgodna z wyobrażeniem o tym, jak szatan postępuje. Nie ma co się dziwić tym zachowaniom, dopiero w szpitalach psychiatrycznych możemy poznać prawdę o umyśle człowieka i jego patologiach.

Egzorcyści w tych agresywnych zachowaniach widzą potwierdzenie, że szatan rzeczywiście owładnął chorym. To obłędny wniosek. Chciałoby się powiedzieć, boże zlituj się nad swoimi orędownikami i uwolnij ich od tych urojeń. O ile chorym trzeba współczuć, to egzorcystów i Kościół trzeba krytykować, obnażać fałszerstwo.

Sygnalizowane czasami takie zachowania chorych, jak niespotykana siła fizyczna, są znane z innych sytuacji, np. w przypadku silnego poczucia zagrożenia życia. Reakcja organizmu bywa wtedy „nadludzka”, wydziela się niespotykana ilość adrenaliny, dają o sobie znać mechanizmy mobilizujące organizm do niezwykłych działań. Wszystkie te efekty (także tzw. mówienie językami, halucynacje, doświadczenia mistyczne) można osiągnąć za pomocą środków farmakologicznych. Nie trzeba szatana ani boga.

Obecnie Kościół w swoim nauczaniu szerzy paranoiczne wyobrażenia, że szatan może wstąpić w człowieka. M.in. za sprawą Kościoła liczba opętanych w Polsce rośnie. Kościół „leczy” opętanych, a jednocześnie ich produkuje. Przypomina strażaka, który podpala po to, by mieć co gasić.

Warto podkreślić znaczne podobieństwo między niegdysiejszą wiarą w czary i czarownice, a dzisiejszą wiarą w opętanie i egzorcyzmy. Kościół nauczał, że istnieją czarownice, które mają konszachty z diabłami. Wierzono w czary i czarownice. Skoro tak, w społeczeństwach o zakorzenionej religijności rzekome czarownice się pojawiały. Nieszczęsne kobiety pod wpływem różnych okoliczności i urojeń były przekonane, że są w kontaktach z szatanem. Procesy czarownic były czymś oczywistym i kończyły się dla nich często tragicznie.

Na szczęście pod wpływem Oświecenia Kościół utracił możliwość wytaczania procesów. Ale nie łudźmy się, gdyby mógł, to by chciał. Można zauważyć, że skoro Kościół zrezygnował z nauczania o czarownicach, czarownic jest mniej. Byłoby lepiej, gdyba dziś zaczął nauczać, że tzw. opętania to wyłącznie choroba psychiczna. Straciłby jednak jedną z dziedzin swej działalności i wpływów.

Czego powinniśmy wymagać od Kościoła

Działalność egzorcystów jest zbędna i Kościół nie powinien ich powoływać. Nie powinien też nauczać, że rzeczywiste diabelskie opętania mają miejsce. W uzasadnionych wypadkach ksiądz mógłby, pod kierownictwem psychiatry, pomagać w leczeniu choroby, o ile psychiatra uzna to za wskazane. Ksiądz nie powinien występować jako egzorcysta, lecz tylko jako kapłan. Nie powinien potwierdzać opętania swoją obecnością. Powinien swym autorytetem zaświadczać choremu, że nie jest opętany, tylko chory.

Warto spojrzeć szerzej. Kościół musi wiele zmienić w swej działalności, by przestać być ostoją obskurantyzmu, ciemnoty, zabobonu. Sprawa szatańskich opętań i egzorcyzmów to przykład ciemnej strony Kościoła. Powołując egzorcystów Kościół kompromituje siebie. Swoimi naukami szerzy paranoiczne wyobrażenia, że szatan może wstąpić w człowieka.

W jaki sposób Kościół mógłby uzasadnić rezygnację z głoszenia wiary w opętanie i egzorcyzmy? Teolodzy mówią, że według Ewangelii sam Chrystus wypędzał demony z opętanych, Kościół nie może więc odstąpić od tych nauk i praktyk. Sądzę, że to żaden problem. Przez wieki Kościół wypracował sposoby wycofywania się z absurdalnych poglądów i dziś nie twierdzi, że bóg stworzył świat dosłownie w ciągu sześciu dni. Powinien ogłosić, że w tamtych czasach były to przekonania i praktyki odpowiadające mentalności ludzi, nie było też psychiatrów i dzisiejszych metod terapii. Natomiast dziś trzeba korzystać z terapii psychiatrycznej, a nie z egzorcyzmów.

Spotkać można pogląd, że jeżeli Kościół zrezygnowałby z egzorcyzmowania, rozrosłoby się podziemie egzorcystyczne. To nieprzekonujący argument na rzecz utrzymania obecnego stanu rzeczy. W dzisiejszej Polsce jasne opowiedzenie się Kościoła przeciw wierze w opętanie i egzorcyzmy powodowałoby stopniowe ograniczenie przypadków tej choroby.

Rezygnując z egzorcyzmów Kościół uczyniłby krok w kierunku myślenia racjonalnego. Obecnie teolodzy powtarzają, że ich wiara jest racjonalna, a wspierają wierzenia, które mają charakter paranoiczny i irracjonalny. Wspierają praktyki rodem ze starożytności i średniowiecza, która nie powinny obecnie mieć miejsca. – Alvert Jann

PS. Od opublikowania tego artykułu po raz pierwszy w 2015 r. w sprawie egzorcystów nie nastąpiły w Kościele żadne istotne zmiany. – Alvert Jann

………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 49 artykułów.

………………………………………………………………….

Ćwiczenia z ateizmu 7. Bóg Luk i bogini Luka

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego – to popularny argument na rzecz istnienia boga. Czy uprawniony? Czy można przypisać sprawstwo bogu, jeżeli nauka nie wyjaśnia, jak powstało życie, jak powstała ludzka świadomość? Metodę argumentowania wykorzystującą luki w wiedzy, by wskazywać na istnienie i działalność boga, nazwano alegorycznie argumentem „boga luk” lub „boga zapchajdziury”.

Jest to metoda błędna. Jeżeli nauka nie wyjaśnia danego zjawiska, to wniosek, że mamy do czynienia z działaniem sił boskich, jest nieuprawniony. Po pierwsze, w grę mogą wchodzić inne przyczyny, jak najbardziej naturalne. Po drugie, nauka czyni postępy, z czasem wyjaśnia to, co było niewyjaśnione. Po trzecie, hipotezy teistyczne, wskazujące na rolę sił nadprzyrodzonych, są zawsze gołosłowne, brak im uzasadnienia poza jednym, niewystarczającym argumentem– że nauka nie daje odpowiedzi.

Sensowna hipoteza wymaga poważnego uzasadnienia. Tak nie jest w przypadku hipotez teistycznych. Nie wystarczy powiedzieć, że być może mamy w danym przypadku do czynienia z działaniem boga. To nie żart, ale równie dobrze można by twierdzić, że to dzieło krasnoludków, szatana lub innych nieuchwytnych istot. Formułowanie niczym nie popartych przypuszczeń nie ma wartości poznawczej.

Co więcej, wskazanie na sprawstwo boga to wyjaśnienie pozorne. To tak jakby na pytanie, kto zbudował piramidy egipskie, odpowiedzieć, że stworzyciel. Nadal nic nie wiemy, otrzymujemy odpowiedź gołosłowną, która nic nie wyjaśnia. Nauka nie wyjaśnia wielu zjawisk, ale religia nic nie wyjaśnia.

Przykład z życia

Z faktu, że biochemia nie podaje obecnie dokładnego opisu powstania życia, nie można wnioskować, że jest ono dziełem boga. Nie jest to też argument na rzecz istnienia boga.

Wiedza biochemiczna pozwala na poważną hipotezę, że życie powstało w drodze naturalnego procesu. Natomiast wskazywanie na sprawstwo sił nadprzyrodzonych, to odwoływanie się do mitologicznych wyjaśnień, do „boga luk”.

Żeby uwiarygodnić swoje stanowisko teiści – osoby wierzące w boga – powołują się nierzadko na autorytet nauki. Możemy przeczytać, że współczesna nauka potwierdza, że życie nie mogło powstać z materii nieożywionej. Tymczasem jest to co najwyżej osobiste przekonanie niektórych badaczy. Zwolenników hipotez teistycznych jest wśród naukowców niewielu. Wystarczy wspomnieć, że wśród członków amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk, zrzeszającej najwybitniejszych naukowców, wiarę w boga deklarowało tylko 7 %, w tym wśród biologów 5.5 % (por. – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ )

Dziś teolodzy stali się nieco ostrożniejsi w korzystaniu z argumentu „boga luk”, niektórzy krytykują jego nadużywanie. Wiadomo dlaczego. Bo co będzie, jeżeli biochemicy dowiodą możliwości powstania życia w drodze procesu naturalnego? Będzie kompromitacja kościelnego stanowiska. Kościół wielokrotnie się mylił. Jednak argument „boga luk” ciągle jest w użyciu.

Katalog zjawisk, w których osoby wierzące i Kościół dopatrują się interwencji boskiej, rozciąga się od rzekomych cudów medycznych po powstanie świata. Poziom wypowiedzi bywa bardzo różny. Pozostańmy na polskim podwórku i sięgnijmy do górnej półki.

Bóg Luk według ks. prof. Hellera:

Na stronie Copernicus Center (nie mylić z Centrum Nauki Kopernik), instytucji działającej pod patronatem ks. prof. Michała Hellera, można było przeczytać: „Zdaniem profesora Hellera, istnieją jedynie trzy 'dziury’, które ostatecznie muszą być 'wypełnione’ Bogiem”: dziura ontologiczna, epistemologiczna i aksjologiczna. Można powiedzieć, że Bóg Luk istnieje w trzech osobach.

 Bóg luki ontologicznej

Na czym ma polegać luka ontologiczna? Wiemy, że świat istnieje, ale nie wiemy dlaczego, wielu rzeczy nie wiemy. Według Hellera odpowiedź wymaga uwzględnienia boga. Świat zawdzięcza istnienie bogu i jest przez niego kierowany. Luka w wiedzy zostaje wypełniona bogiem. Teraz już wiemy.

Czy to zadowalająca odpowiedź? Jak wielu teologów Heller przyjmuje, że bóg istnieje i nie musiał być stworzony. Jest rzeczywistością ostateczną, samoistną, absolutną. Teolodzy uznają to na mocy definicji, założenia, aksjomatu. Czy jest to uzasadnione? Nie, nie ma powodu, by takie wydumane definicje i założenia przyjmować.

Jak najbardziej zasadne pozostaje pytanie, które teolodzy chcą odrzucić na mocy definicji: Kto w taki razie stworzył boga? Co więcej, skoro teolodzy uznają, że bóg już nie musiał być stworzony, to równie dobrze można przyjąć założenie, że także natura, przyroda, nie musiała być stworzona, jest rzeczywistością samoistną. Wtedy hipoteza istnienia boga okazuje się niepotrzebna, bo tak jak ostateczną i nie wymagającą uzasadnień rzeczywistością według teistów jest bóg, tak samo według ateistów samoistną, przez nikogo nie stworzoną rzeczywistością może być świat, przyroda/natura.

To jednak spekulacje, co innego jest ważniejsze. Lepiej uczciwie powiedzieć, że nie wiemy czy i jak świat powstał, niż głosić, że został wytworzony przez boga. Nie jest prawdą, że ludzie koniecznie pragną odpowiedzi na pytanie, jak świat powstał. Nie słyszałem, by cierpieli z powodu tej niewiedzy. Nie ma potrzeby upierać się przy iluzji z epoki brązu, nieco tylko unacześnionej. Powiem mocniej. Wierzyć w ten mit, to żyć w kłamstwie. Jeżeli mamy obowiązek wierności rozumowi, to rozum nie pozwala wierzyć w archaiczne mity, tak jak nie pozwala wierzyć w duchy krążące po lasach.

Bóg luki epistemologicznej

Luka epistemologiczna ma być związana z pytaniem, dlaczego możemy poznawać świat, dlaczego możemy go badać metodami matematycznymi.

Heller odpowiada, powiedzmy w skrócie, że świat został stworzony przez boga według matematycznych zasad i dlatego może być badany przez naukowców metodami matematycznymi.

Zauważmy, że kwestię tę znacznie lepiej można zrozumieć bez przyjmowania hipotezy o stworzeniu świata przez boga. Jak? Przyroda posiada właściwości, które naukowcy starają się przedstawić za pomocą matematycznych formuł/wzorów. Wiele zjawisk daje się opisać za pomocą liczb, np. temperatura powietrza. Nie ma potrzeby zakładać, że bóg stworzył przyrodę według matematycznych wzorów, które ma w swoim umyśle. Formuły te, zwane prawami przyrody, są tworzone przez naukowców w efekcie badań. Nie ma żadnych uzasadnień, by twierdzić, jak chce Heller, że istnieją w boskim umyśle.

Posłużmy się przykładem. Istnieje grawitacja, która jest właściwością przyrody. Naukowcy tę właściwość badają i przedstawiają w postaci matematycznego wzoru. W ten sposób powstaje prawo grawitacji, które jest twierdzeniem sformułowanym przez badaczy. Nie ma potrzeby zakładać, że prawo to istnieje w boskim umyśle.

A ks. prof. Heller zakłada dużo więcej. Przyjmuje, że matematyka i twierdzenia matematyczne istnieją niezależnie od człowieka, a matematycy jedynie odkrywają istniejącą obiektywnie matematyczną rzeczywistość. Gdzie ona istnieje? Nie jest jasne, ale teolodzy chrześcijańscy przyjmują, że w boskim umyśle. Podobne stanowisko, nazywane matematycznym platonizmem, było w starożytności, w czasach Pitagorasa i Platona dość rozpowszechnione wśród filozofów, ale bynajmniej nie powszechne. Dziś to kuriozum kultywowane przez niektórych matematyków.

Trzeba zwrócić uwagę, że nauka starożytna różni się bardzo od współczesnej nie tylko zakresem wiedzy, ale przede wszystkim standardami metodologicznymi. Aż do tzw. rewolucji naukowej, która rozpoczęła się na dobre w XVII w., nauka nie była wyraźnie odróżniana do wiedzy magicznej i ezoterycznej, astrologii, wróżbiarstwa, alchemii. Pitagoras był, jak byśmy dziś powiedzieli, szalonym sekciarzem. Nie on jeden uprawniał – nie rozróżniając – matematykę, wiedzę magiczną i ezoterykę. Głęboką zmianę przyniosło dopiero Oświecenie. Dzisiejsza skłonność do wstawiania boga w luki w wiedzy o świecie, do kreowania teistycznych wyjaśnień, jest reliktem zaprzeszłych czasów. Teologiczne i filozoficzne dociekania dotyczące spraw nadprzyrodzonych, a także platonizm matematyczny, są ryzykownie bliskie dawnej wiedzy tajemnej.

Dlaczego możemy poznawać świat? Wyjaśnienie naturalistyczne jest nie tylko możliwe, ale i lepiej uzasadnione niż teistyczne. Mamy zdolność poznawania świata, bo jesteśmy jego częścią, powstaliśmy w drodze ewolucji, jesteśmy z nim „z natury” kompatybilni. Wszelkie zwierzęta, a w pewien sposób nawet rośliny, poznają swoje otoczenie. Można śledzić, jak ewolucyjnie zmieniał się układ nerwowy i mózg, jak rozwijało się życie psychiczne, świadomość i zdolności poznawcze. Teoria ewolucji, a nie bóg, to najlepsze wyjaśnienie, jakie znamy.

Podsumowując, nie na żadnej luki/dziury epistemologicznej w rozumieniu przyjętym przez Hellera. Nie ma po co przywoływać boga luk.

Bóg luki aksjologicznej

Teiści twierdzą często, że nauka nie wyjaśnia, skąd się biorą wartości uniwersalne, właściwe wszystkim ludziom. Także Heller sądzi, że nauka nie ma nic do powiedzenia o ich pochodzeniu i o naturze dobra i zła. Tylko wskazując na boga można wyjaśnić istnienie uniwersalnych wartości.

Trzeba powiedzieć, że luki aksjologicznej – wbrew temu, co mówi Heller – nie ma, nie trzeba przywoływać boga, by wyjaśnić pochodzenie i treść wartości uniwersalnych. Odpowiedzi dostarczają współczesne badania socjobiologiczne i teoria ewolucji. Wskazują one, że wśród zwierząt żyjących w grupach ma miejsce współpraca, pomoc i opieka wzajemna, poczucie solidarności. Zwierzęta społeczne walczą z wrogiem zewnętrznym, potrafią za grupę poświęcić życie. Jednocześnie zwierzęta społeczne walczą o pozycję w stadzie, tak jak ludzie walczą o pozycję społeczną i wpływy nawet w rodzinie. Osobnik, który jest nadmiernie agresywny w stosunku do członków grupy własnej, jest przywoływany do porządku, karany.

Wszystkie te zachowania kształtowały się wśród zwierząt ewolucyjnie i są wręcz niezbędne dla życia grupowego. Można je zauważyć nawet bez prowadzenia badań. Nasz ludzki uniwersalny system wartości wyrasta z naszej odległej ewolucyjnej przeszłości. Podstawę ludzkiej moralności stanowi biologiczne, ewolucyjne wyposażenie.

Czy nasza moralność czymś się wyróżnia? Ludzie, mając rozwiniętą zdolność abstrakcyjnego myślenia, ujmują zasady moralne w kodeksy, w systemy wierzeń, w niejasne maksymy. Dają o sobie znać kulturowe uwarunkowania. Ale praktyka wygląda zasadniczo podobnie jak wśród wielu innych gatunków zwierząt społecznych, chociaż kulturowe modyfikacje są znaczne.

Przekonanie, że ludzka moralność ma wyższe, boskie pochodzenie jest dziś nie do obrony. Ma pochodzenie ewolucyjne, zwierzęce. Teoria ewolucji jest genialnym wynalazkiem, zaś wyjaśnienia religijne – archaiczną ściemą. Że mają zwolenników także wśród naukowców? Tak, ale niewielu. Przypomnijmy, wśród członków amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk wiarę w boga deklarowało 7 %, w tym wśród biologów 5.5 %.

Słowo na zakończenie

Postęp nauki sprawia, że powstają nowe problemy, nowe pytania, na które nie ma jeszcze odpowiedzi. Zawsze będą istniały luki w wiedzy. Taka jest właściwość współczesnej nauki. I powiedzmy wyraźnie, dzięki temu dokonuje się postęp nauki. – Alvert Jann

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

 Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się”.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Ćwiczenia z ateizmu 6. Dowód na nieistnienie. Kogo?

W Kościele katolickim mówi się coraz częściej, że wiara nie wymaga dowodów ani uzasadnień, jest zawierzeniem Bogu. Przywoływane są słowa Ewangelii: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”(J 20,29). Inaczej mówiąc, katoliku, chrześcijaninie, masz wierzyć i nie pytać o argumenty.

Ale czy można udowodnić, że Bóg istnieje albo nie istnieje?

Czy istnieją krasnoludki?

Pytanie o dowody na istnienie/nieistnienie boga prowadzi do innego ciekawego pytania: Czy można udowodnić, że istnieją krasnoludki? Albo że nie istnieją?

Weźmy pod uwagę dwie hipotezy: Pierwsza, krasnoludki istnieją w rzeczywistości, nie są jedynie postaciami z bajek. Druga, krasnoludki nie istnieją w rzeczywistości, to postacie fikcyjne. Która hipoteza jest prawdziwa?

Według zasad logiki, jeżeli ktoś twierdzi, że „coś” istnieje, to na nim spoczywa obowiązek przeprowadzenia dowodu (ciężar dowodu). Jeżeli nie udowodni, jego pogląd nie może być uznany za prawdziwy.

Nikomu nie udało się udowodnić, że krasnoludki istnieją. Dlatego przekonania, że istnieją, nie uznajemy za prawdę. Natomiast wierzący w krasnoludki uważają, że to prawda, nazywają prawdą wiary. Otóż trzeba powiedzieć, że nie jest to żadna prawda, tylko pogląd podawany do wierzenia. Żeby jakiekolwiek zdanie uznać za prawdę, musi być ono udowodnione albo dobrze uzasadnione, uargumentowane. Jeżeli bardzo wątpliwą tezę nazywa się „prawdą”, to przychodzi na myśl świat orwellowski. Tam nieprawdą nazywano prawdę, i odwrotnie.

Ale czy można udowodnić, że krasnoludki nie istnieją? Niektórzy twierdzą, że w ogóle nie można udowodnić, że coś nie istnieje. To pogląd fałszywy.

Możemy udowodnić, że coś nie istnieje, jeżeli obiekt ten jest w miarę dobrze zdefiniowany (to elementarny wymóg logiki) oraz dobrze poznany jest teren, na którym ma występować. Oto trzy przykłady różnej kategorii. Nie istnieje cadillac będący moją własnością (w życiu codziennym bardzo często udowadniamy sobie i innym, że coś nie istnieje). Inny przykład: Nie istnieje na Ziemi góra wyższa niż Mount Everest. Jeszcze inny: Na Księżycu nie istnieją rozwinięte organizmy biologiczne, takie jak np. drzewa, ssaki itp. We wszystkich podanych przykładach przeprowadzenie „dowodu na nieistnienie” nie nastręcza trudności. Np. o Księżycu wiemy wystarczająco dużo, by twierdzić, że rozwinięte organizmy biologiczne tam nie istnieją.

Jeżeli zdefiniujemy krasnoludki w miarę precyzyjnie jako kilkunastocentymetrowe ludziki zamieszkujące naszą planetę, to z udowodnieniem nieistnienia nie ma problemu. Ziemię znamy na tyle dobrze, by twierdzić, że nie występują tu takie istoty. Ponadto żadne wiarygodne materiały nie potwierdzają ich istnienia. Stwierdzimy natomiast, że krasnoludki występują w legendach, pierwotnie głównie germańskich, a wiemy, że ludzie lubią opowiadać pełne zmyśleń legendy. Wszystko wskazuje, że krasnoludki to zmyślone postacie z legend, nie istnieją w rzeczywistości.

Ale pojawia się poważny problem. Jaki?

Sofizmaty

Według niektórych legend krasnoludki istnieją gdzieś w niedostępnych głębinach Ziemi lub są niewidocznymi duchowymi postaciami, niedostępnymi zmysłom i badaniu. Jak udowodnić, że takie coś nie istnieje? Chwila zastanowienia wystarcza, by powiedzieć, że w opowieściach tych krasnoludki celowo przedstawiane są tak, by ich istnienia lub nieistnienia nie można było stwierdzić. Wtedy łatwiej mówić, że istnieją.

Mamy tu do czynienia ze zmyłką, kuglarską sztuczką, trikiem, krętactwem. Jest to przykład tego, co na gruncie logiki nazywa się sofistyką/sofizmatem, tzn. rozumowaniem czy argumentowaniem z pozoru bez zarzutu, a w istocie zwodniczym i obarczonym błędem logicznym. W starożytnej Grecji i Rzymie celowali w tym często wędrowni filozofowie zwani sofistami, stąd sofistyka to pokrętna, nierzetelna argumentacja. Kiedy jednemu z nich mówiono, że ponieważ wszyscy ludzie umierają, to on także umrze – odpowiedział, że nie, bo jest synem Zeusa, a synowie Zeusa są nieśmiertelni. Logiczne? Niedorzeczne. Dlaczego? Bo twierdzenia, że każdy umrze, jest bardzo dobrze uzasadnione, zarówno indukcyjnie (na podstawie znanych przypadków), jak i w oparciu o znajomość procesów biologicznych.

Pojęcie niedostrzegalnego krasnoludka przebywającego w niedostępnych głębinach Ziemi, to sofizmat/sofistyka. Na czym polega błąd logiczny? Jeżeli mówimy, że jakiś obiekt istnieje, to powinniśmy w miarę ściśle podać jego opis czy parametry. To warunek, by możliwe było potwierdzenie lub zaprzeczenie jego istnienia. Sofistyką, oszukańczym rozumowaniem będzie powiedzenie, że to obiekt niewykrywalny, umiejscowiony celowo tak, by nie móc go badać.

Sofizmatami, kuglarską sztuczką, są takie pojęcia jak istota duchowa, duch, duch doskonały, bóg itp., zadomowione dobrze w wielu religiach. To byty celowo przedstawiane i definiowane w taki sposób, by uniknąć możliwości sprawdzenia, czy w ogóle istnieją. Nie wiadomo co to, gdzie i jak. Nic nie wiadomo.

Wiadomo natomiast, że krasnoludki, bóg i różne istoty duchowe to postacie z legend, z mitologii. Kultywowany dziś Bóg chrześcijan pochodzi z mitów Bliskiego Wschodu, z biblijnych opowieści. Od Ozyrysa, Zeusa i wielu innych różni się tym, że ci nie są już czczeni, przypominają martwe języki, którymi nikt nie mówi. Bóg biblijny, a także np. starożytni bogowie hinduistyczni, mają miliony wyznawców.

Tworzywem, z którego kapłani i religijni filozofowie przez wieki tkali – nie stroniąc od sofistyki – pojęcie boga, były pierwotne wierzenia w niewidzialne duchy, zwidy i siły tajemne. Są to wyobrażenia starsze niż pojęcie boga/bogów, a dziś występują w pospolitych ludowych emocjach.

Charakter sofizmatów lub paralogizmów (paralogizm to rozumowanie obarczone podobnymi błędami logicznymi jak sofizmat, podejmowane jednak w dobrej wierze, a nie jako kuglarska sztuczka) mają pojęcia boga deistów i panteistów, pierwszego poruszyciela, pierwszej przyczyny, nieznanej energii, rozumu kierującego wszystkim i przenikającego wszystko itp. To niejasne wizje odnoszące się do nieokreślonej rzeczywistość utożsamionej z bogiem. Rzeczywistość ta rzekomo istnieje, ale jest niewykrywalna. Sprytnie wymyślone – chciałoby się powiedzieć.

A może jednak istnieje jakaś rzeczywistość nadprzyrodzona? Transcendencja, absolut, siła wyższa? Zwróćmy uwagę, że pojęcia te – utożsamiane z bogiem – mają charakter sofizmatów. Odnoszą się do nieokreślonej, niewykrywalnej rzeczywistości. To sofistyka w pełnej krasie. Taka rzeczywistość nadprzyrodzona jest tylko wydumaną fantazją, tak jak niewidzialny krasnoludek i wiele innych fantastycznych tworów ludzkiej wyobraźni i kultury.

Często, mówiąc o transcendencji lub absolucie, ma się na myśli nieznaną nam hipotetyczną rzeczywistość pierwotną, wieczną, podstawową. Zauważmy, że wtedy pojęcia te nie muszą oznaczać rzeczywistości nadprzyrodzonej; utożsamienie z bogiem, z nadprzyrodzonością jest nieuprawnione. Może to być nieznana nam rzeczywistość pierwotna, ale jak najbardziej przyrodnicza. To tak jak z niewidzialnym promieniowaniem rentgenowskim, przenikającym przez wszystko niczym duch. Było nieznane jeszcze w połowie XIX, zostało odkryte i zbadane na przełomie XIX/XX w. Nikt poważnie nie twierdził, że to jakaś rzeczywistość nadprzyrodzona.

Słowo na zakończenie

Słyszymy dość często: nie można udowodnić, że bóg nie istnieje. To nieprawda.

W jaki sposób można udowodnić jakąś tezę? Po pierwsze, można to zrobić dedukcyjnie, tzn. wywodząc z przyjętych założeń lub udowodnionych już twierdzeń. I po drugie, można dowód przeprowadzić wskazując bardzo mocne uzasadnienie, argumenty. Droga dedukcyjna nie jest możliwa w przypadku tezy o istnieniu/nieistnieniu boga. Pozostaje uzasadnienie, argumentacja. Tą drogą udowodniliśmy, że nie istnieją krasnoludki. A jak jest z bogiem? Trzeba powiedzieć jasno, wszystko wskazuje, że boga nie ma; nic nie wskazuje, że istnieje.

Podsumujmy:

Po pierwsze, pojęcie boga jest celowo przedstawiane niejasno, by łatwiej było mówić, że może jednak w nieokreślonej postaci i nieokreślonym miejscu bóg istnieje.

Po drugie, pojęcie boga to niedorzeczność, obciążone jest wewnętrzną sprzecznością, ma wszelkie cechy sofizmatu (triku, rozumowania zwodniczego). Cała teologia sofizmatami stoi. Według teologów bóg istnieje obiektywnie, ale nie ma żadnych właściwości obserwowalnych bezpośrednio lub pośrednio, jest niewykrywalny, nazywa się go duchem doskonałym. To absurd, a zarazem chytry wybieg, w którym można dostrzegać chęć oszustwa. Taka istota nie może istnieć, tak jak nie istnieje kwadratowe koło. Bóg to tzw. pojęcie puste, pozbawione desygnatów, tj. obiektów istniejących realnie.

I po trzecie, badania historyczne i religioznawcze wskazują, że bóg to pojęcie mitologiczne, postać fikcyjna. Zostało wykreowane w kulturach Bliskiego Wschodu, tak samo jak Ozyrys, Zeus i inni, a następnie przetworzone przez wieki w toku sofistycznych zabiegów. Nie ma żadnych dowodów i uzasadnień wskazujących, że te mitologiczne postacie istniały lub istnieją w rzeczywistości.

Powyższe trzy punkty zawierają wystarczający dowód na nieistnienie boga. A przed teologami stoi karkołomne zadanie, jak dowieść/uzasadnić, że istnieją aniołowie, szatan, niebo, piekło, dusza nieśmiertelna. Nie da się tego zrobić. – Alvert Jann

PS. Polecam artykuł „Teoria Boga krótko wyłożona” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

……………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

O nauce i religii piszę m.in. w:

Sprzeczności między nauką a religią: 10 przykładów” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sprzecznosci-miedzy-nauka-a-religia-10-przykladow/

Jak ks. prof. Heller dowodzi istnienia Boga?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ks-prof-heller-dowodzi-istnienia-boga/

Teologia nie jest nauką!” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teologia-nie-jest-nauka/

„Teoria Boga krótko wyłożona” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Polecam artykuł o ekspansji Kościoła w szkolnictwie wyższym pt. „Lekcje religii w szkołach wyższych” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

……………………………………………………………………………

Ćwiczenia z ateizmu 4. Ilu naukowców wierzy w Boga?

Autor: Alvert Jann.

Pojawiają się na forach różne, często rozbieżne informacje dotyczące odsetka amerykańskich naukowców wierzących w Boga. Głównym problemem jest oczywiście to, jaką populację/zbiorowość bierzemy pod uwagę w badaniach, czy np. wszystkich wykonujących prace badawcze w instytucjach naukowych, czy też legitymujących się wysokiej rangi osiągnięciami. Ponadto ważne jest, jakie dziedziny nauki uwzględniamy, np. czy tylko nauki przyrodnicze, „ścisłe”, czy także społeczne i humanistyczne. Ważne jest też, jakie przyjmujemy kryteria wiary/niewiary w Boga. Uznaje się, że podstawowe znaczenie ma deklarowanie osobistej wiary w Boga.

Wyniki badań wskazują na wyraźną zależność: im grupa naukowców charakteryzuje się wyższymi osiągnięciami naukowymi, tym odsetek deklarujących brak wiary w Boga jest wyższy. Wśród członków amerykańskiej National Academy of Sciences, zrzeszającej najwybitniejszych naukowców amerykańskich, wierzący w Boga stanowią tylko kilka procent. Wyniki badań opublikowano w „Nature” w 1998 r. (vol. 394, No 6691). Podaję dane dotyczące wiary w Boga osobowego. Oto one:

 – Wierzący w Boga – 7.0 %

– Niewierzący w Boga 72.2 %

– Nie mający pewności lub agnostycy – 20.8 %

Wyniki te dotyczą członków amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk (National Academy of Sciences) z dziedziny nauk przyrodniczych i matematycznych. Dodajmy, że wśród biologów wierzy w Boga 5.5 %, wśród fizyków i astronomów 7.5 %). Akademia liczy około 2000 członków, ok. 200 nagrodzonych Noblem.

Jeżeli uwzględnia się bardzo szeroką kategorię naukowców, tj. wszystkich prowadzących prace badawcze, a nie tylko tych, którzy są członkami National Academy of Sciences, to według badań Pew Research Center z 2009 r. (to wysoko ceniony ośrodek badawczy), naukowcy wierzący w Boga stanowią 33 %. Mamy tu bardzo duży kontrast w stosunku do ogółu Amerykanów: 83 % dorosłych Amerykanów deklaruje wiarę w Boga.

Informacje powyższe wzbudziły znaczne zainteresowanie i pytania na fb, podaję linki i kilka uwag w uzupełnieniu:

Badanie dotyczące wiary w boga i religijności napotykają znaczne trudności powodowane np. tym, że w krajach zachodnich obecnie znaczny odsetek pytanych deklaruje wiarę w bezosobową siłę wyższą lub bezosobowego ducha, odrzucając zdecydowanie wiarę w boga osobowego. W chrześcijaństwie, islamie, hinduizmie i judaizmie, a więc w religiach liczących współcześnie najwięcej wyznawców, występuje wyraźnie pojęcie boga osobowego. Deklarowanie wiary w bezosobową siłę wyższą lub bezosobowego ducha, a wyraźne odrzucanie wiary w boga osobowego, jest wskaźnikiem odchodzenia od wierzeń religijnych, przynajmniej w ich tradycyjnym rozumieniu (bezosobowa siła wyższa lub bezosobowy duch nie jest „Bogiem”)

W buddyzmie pojęcie boga nie odgrywa istotnej roli, ale trzeba wziąć pod uwagę, że w USA buddyści stanowią bardzo mały odsetek. Według amerykańskiego sondażu identyfikacji religijnej z 2008 r., buddystów było w USA ok. 0,5 % , a wśród naukowców przypuszczalnie znacznie mniej (chociaż nie mam danych). Kwestia buddyzmu komplikuje badania nad religijnością, ale w odniesieniu do USA nie wpływa w istotny sposób na podane wyżej wyniki badań.

Artykuł w „Nature” dostępny jest odpłatnie, ale można przeczytać dość obszerny skrót zrobiony przez autorów (Edward J. Larsen i Larry Witham):  – https://www.nature.com/nature/journal/v394/n6691/pdf/394313a0.pdf

Artykuł z Pew Research Center: http://www.pewforum.org/2009/11/05/scientists-and-belief/  

Polecam ponadto: Nowy sondaż o religijności w Europie Zachodniej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/nowy-sondaz-o-religijnosci/

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Ćwiczenia z ateizmu 3. Chrześcijaństwo obłędu.

Chrześcijaństwo obłędu nie należy do przeszłości. „Mówienie językami”, wiara w rzucanie uroku, w opętanie przez szatana, egzorcyzmy, cudowne uzdrowienia, to wszystko znajduje się dziś w oficjalnej doktrynie i praktyce Kościoła katolickiego oraz wielu kościołów protestanckich. Warto powiedzieć o tych urojeniach i sięgnąć do wyników badań neurologicznych.

Mówienie językami”

W Nowym Testamencie czytamy:Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy (tj. Zielonych Świąt), znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (1 Kor 12).

„Mówienie językami” zdarza się do dziś. Wierni wprawiają się w stan religijnego uniesienia/ekstazy i wyrzucają z siebie potoki niezrozumiałych słów. Na gruncie chrześcijaństwa „mówienie językami” (inaczej glossolalia) jest obecnie kultywowane przede wszystkim w protestanckich kościołach zielonoświątkowych (pentekostalianie/pentecostals), a także w katolickich wspólnotach Odnowy w Duchu Świętym. W Polsce istnieją one we wszystkich diecezjach i cieszą się pełną aprobatą władz kościelnych. To tam mówi się „językami”, wydając niezrozumiałe dźwięki. Rzecz traktowana jest z całą powagą, wartą chyba lepszej sprawy.

Na jezuickim portalu służącym temu ruchowi profesor teologii z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego pisze:Tematyka „mówienia językami” jest współcześnie niezwykle aktualna. W naszych czasach tysiące chrześcijan we wspólnotach Odnowy w Duchu Świętym odkryły w sobie ten charyzmat: mówią, modlą się i śpiewają Panu w nowym języku: w języku niezrozumiałym, którego nawet sami ci ludzie nie potrafią wyjaśnić. Są przekonani, że w ten sposób realizują charyzmat glossolalii, o którym mówi św. Paweł w Liście do Koryntian. To doświadczenie i to przekonanie należą do najbardziej charakterystycznych cech Odnowy Charyzmatycznej (F. Sullivan). Modlitwa ich staje się bardziej spontaniczna i intensywna, a równocześnie wyzwalająca”.

W Nowym Testamencie o mówieniu językami wspomina się kilkanaście razy. Teolodzy na ogół twierdzą, że to „mówienie” jest niezrozumiałe dla innych, ale czasami być może ma charakter mowy zrozumiałej. Delikatnie rzecz ujmując, natchnione „mówienie językami” to zwykły bełkot, ale Kościół uznaje, że to charyzmat, dar Ducha Świętego. Analogiczne zachowania (słowny bełkot) zdarzają się u osób z zaburzeniami psychicznymi, także w przypadku rzekomych opętań przez szatana, kiedy to – jak twierdzi Kościół – szatan owładnął ciałem chorego. Kościelni egzorcyści widzą w tym wypadku inspirację szatana, a nie ducha świętego.

W każdym przypadku mamy tu do czynienia z psychozą, zaburzeniem psychicznym występującym z różną częstością i nasileniem. Może być nieszkodliwe, ale może też mieć poważne konsekwencje psychiczne i życiowe.

Psychoza kryjąca się pod nazwą „mówienia językami” znana była na długo przed powstaniem chrześcijaństwa, a etnolodzy w XIX/XX w. opisali ja dokładnie w społecznościach tubylców w Afryce i Indian amerykańskich.

ghosts-572038_1280

Cuda i opętanie

W Afryce ważną dziś postacią Odnowy w Duchu jest katolicki ks. Bashobora, rzekomo uzdrawiający chorych za sprawą Chrystusa. W Polsce znany jest ze spektakli na Stadionie Narodowym, organizowanych przez abp Hosera specjalnie dla niego.

Chrześcijaństwo obłędu, którego znakomitym przykładem są zielonoświątkowcy i katolicka Odnowa w Duchu Świętym, wyrasta wprost z Nowego Testamentu. Cały Nowy Testament przeładowany jest cudownymi uzdrowieniami, wypędzaniem szatana z ciał opętanych, obecnością ducha świętego i szatana, apokaliptycznymi wyobrażeniami końca świata. To niewątpliwy pierwowzór i inspiracja gatunku literackiego i filmowego nazywanego horrorem, tematów grozy, cudów, uzdrowień, duchów, demonów.

Jezus uzdrawiał i egzorcyzmował nie tylko pojedyncze osoby, ale czynił to masowo. Rzecz jest ważna, bo dostarcza uzasadnienia stadionowym spektaklom z uzdrawiaczami w roli głównej (doktryna kościelna głosi, że to nie „uzdrawiacz” uzdrawia, ale Chrystus za sprawą uzdrawiacza, np. za sprawą ks. Bashobory na Stadionie Narodowym).

Oto przykłady grupowego uzdrawiania przez Jezusa:

„Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił” (Mk 1, 32-34).

„Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!” Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom!” A gdy szli, zostali oczyszczeni” (Łk 17, 12-14).

Szatan

Wielkim tematem paranoicznego chrześcijaństwa jest szatan. Także Jan Paweł II, w katechezie przywoływanej często przez egzorcystów, nauczał: „W pewnych wypadkach działalność złego ducha może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka, wtedy mówimy o opętaniu”.

Religia chrześcijańska nie jest tylko pogodną wiarą w boga, dziedziną wzniosłych rytuałów, modlitwy, pocieszającej wiary w życie wieczne i zbawienie. Taka pocieszająca wiara jest – jak się często uważa – ludziom potrzebna. Chrześcijaństwo ma też ponurą stronę, pełną paranoicznych urojeń, obłędnych lęków, niezdrowych emocji, chorobliwej religijności, zabobonnej wiary w cuda. Kościoły skutecznie podtrzymują te urojenia.

Kościół katolicki mocno podkreśla, że demony istnieją realnie jako duchy i są bytami osobowymi, a nie jakąś abstrakcją, symbolem czy personifikacją zła. Katechizm wprost stwierdza: „Kiedy na zakończenie Modlitwy Ojcze nasz mówimy: „ale nas zbaw ode Złego”, zło o którym mówi ta prośba, nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza osobę, Szatana, Złego, anioła, który sprzeciwił się Bogu, a nie zło w ogólności (Katechizm, pkt. 2851)”. Katechizm mówi też: „Egzorcyzmy maja na celu wypędzenie złych duchów lub uwolnienie od ich demonicznego wpływu, mocą duchowej władzy, jaką Jezus powierzył Kościołowi” (pkt. 1673).

Przekonanie, że szatan istnieje rzeczywiście, pozbawione jest jakichkolwiek sensownych uzasadnień. To fałszywa i szkodliwa koncepcja. Pojęcie szatana jest wytworem chorobliwej religijnej wyobraźni.

W tekstach religijnych nierzadko mówi się, że szatan jest władcą tego świata. Teolodzy mają problem z wyjaśnieniem tego zdania, pochodzącego z Ewangelii. Cokolwiek by powiedzieli, sugeruje ono niedwuznacznie, że szatan jest wszędzie. Satanizacja obrazu świata to jedno ze szkodliwych dokonań chrześcijaństwa. Kościół z tego przesłania wiary do dziś nie zrezygnował, tylko nieco złagodził.

Zdrowy rozum na ogół każe ludziom ignorować lub neutralizować te urojenia. Gdzieś tam jednak w umysłach szatańskie koszmary tkwią i czasami wyłażą, wzmagając niepokój i lęki towarzyszące nieuchronnie ludzkiemu życiu. U niektórych ludzi prowadzi to do zaburzeń psychicznych, a szatańskie urojenia napełniają nierzadko umysły cierpiących na schizofrenię i paranoję. Urojeń tych doświadczać mogą także osoby niereligijne, cierpiące na te choroby, bowiem religijne wyobrażenia są im znane i w stanie choroby umysłu mogą się u nich mimowolnie aktywizować.

demon-177816_1280

Czary

Wydawać się by mogło, że wiara w czary to w Kościele przeszłość, co najwyżej pokątny zabobon katolickiego ludu. Tak nie jest.

Wiara w czary jest zawarta w doktrynie Kościoła katolickiego, chociaż nie na miejscu eksponowanym. Kościół zakazuje czarów, ale nie zaprzecza, że są możliwe i mają miejsce. Jak wygląda dziś teologiczna teoria czarów?

Kościół uznaje, że czary polegają na posłużeniu się szatanem. Ktoś, przywołując skutecznie szatana, może za jego pośrednictwem wyrządzić drugiemu człowiekowi poważną krzywdę, spowodować nawet śmierć lub opętanie przez szatana. Nazywa się taki proceder czarami lub – w bardziej księżowskim żargonie – rzucaniem uroku, rzucaniem klątwy, rzucaniem przekleństwa na kogoś.

Czary są jakby odwrotnością cudów. Cudów uzdrowienia dokonuje bóg wysłuchując modlitwy ks. Bashobory lub przyszłego świętego. Czary to zło wyrządzane przez szatana za sprawą jakiegoś złego człowieka. Kościół nie potrafi wyzbyć się wiary w cudowne uzdrowienia, i tak samo nie potrafi otrząść się z wiary w rzucanie uroku.

Głosicielami kościelnej doktryny o czarach są przede wszystkim powoływani przez biskupów egzorcyści, zajmujący się praktycznie rzekomym wypędzaniem szatana z ciał opętanych (w Polsce jest ich grubo ponad stu). Kilka przykładów:

Ksiądz egzorcysta mówi w jednym z wywiadów:

„Pytanie: Jak to się dzieje, że >działanie< przez słowo (tj. klątwę) jest tak skuteczne?

Egzorcysta: – Jeżeli ten człowiek, który źle życzy, rzuca klątwę, jest w stanie grzechu, nie ma więzi z Bogiem, ma w sercu zło, nienawiść, zazdrość, to wtedy otwiera się na moc demonów. Wówczas to słowo jest spotęgowane siłami demonicznymi. (…) Jeżeli człowiek, na którego została rzucona klątwa, nie jest w stanie łaski uświęcającej, nie ma ochrony od Pana Boga, to uderzenie może być druzgocące”.

Trzeba powiedzieć, że to chytre uzasadnienie interesów Kościoła i egzorcystów.

Na jednym z portali polskich katolików brazylijski egzorcysta przedstawia sprawy według tego samego schematu:

„Pytanie: Czy często zdarza się, żeby ludzie rzucali czary, uroki lub przekleństwa na innych?

Egzorcysta: – Niestety zdarzają się takie przypadki. Nie możemy zapominać, że istnieją osoby, pełne zazdrości, urazów osobistych czy złej woli, bądź takie, które pragną zła dla innych i w tym celu szukają w diable sprzymierzeńca. (…) Czasem efekt czarów jest fizyczny i dana osoba może czuć bóle różnych części ciała, czasem nachodzą ją koszmary, a innym razem – ataki paniki lub psychicznej depresji. W niektórych przypadkach rzucony czar może spowodować, że dotknięta nim osoba przeżyje dramat osobisty lub rodzinny”.

Polski ksiądz jezuita uczenie wyjaśnia: „Gdzie więc kryje się istotna przyczyna skuteczności działań magicznych? Trudno bowiem uznać, że nagle zupełnie neutralne przedmioty czy słowa mogą nabierać niezwykłej mocy, i to o charakterze szkodliwym dla człowieka.(…) Objawienie Boże mówi nam o Bogu i o całej rzeczywistości istot duchowych niewidzialnych dla ludzi, które mają wpływ na życie człowieka i świat go otaczający. Ten wpływ może być zgodny z Bożym planem dla świata – o tych duchach mówimy: anioły; ale może być sprzeczny z Bożym planem i o takich duchach mówimy: duchy złe, nieczyste. Działanie tychże duchów sprawia, że ryty, zaklęcia czy inne praktyki magiczne, same z siebie wyglądające na niewinne, okazują się skuteczne i niszczące człowieka, jego zdrowie i życie, więzi rodzinne czy innego rodzaju dobro”.

Czytając wypowiedzi egzorcystów wkraczamy w świat niedorzecznych urojeń, zwidów, zinstytucjonalizowanego szalbierstwa. Chrześcijaństwo obłędu w pełnej krasie. Ciekawy stan umysłu ujawnił jeden z egzorcystów warszawskich, warto przeczytać:

„Przed jego kościołem – mówi o swoim znajomym, polskim księdzu z Ukrainy – szamani pozawieszali kolorowe wstążeczki. Miejscowi ludzie dobrze wiedzieli, co to znaczy. Nikt nie odważył się ich zerwać, by wejść do kościoła. Przychodzi wspomniany ksiądz. Pyta, co się stało. Zrywa wstążeczki i wszyscy wchodzą. A konsekwencje? Po niedługim czasie pojawiły się u niego poważne dolegliwości z kolanem. Najpierw z jednym, później z drugim. Miejscowi twierdzili, że to poważna sprawa, że choroba może okazać się śmiertelna. Gdy kłopot pojawił się z drugim kolanem, ksiądz był akurat w Krakowie. Badano go w różnych klinikach, nie wykryto śladu jakiejkolwiek choroby, choć kolano było spuchnięte jak balon. Nie mógł chodzić. Po tygodniu wszystko przeszło. Wtedy on, a po jego świadectwie i ja, uwierzyliśmy, że czarna magia to nie żarty”.

Pismo „Egzorcysta”, zajmujące się kościelnymi egzorcyzmami, znajduje się od lat w powszechnej sprzedaży, jest reklamowane, żeruje na ludzkich słabościach, na ludzkiej łatwowierności, szerzy kościelną ciemnotę (przepraszam, nie można tego inaczej nazwać). Od Kościoła można by oczekiwać czegoś więcej. A wypowiedzi egzorcystów wskazują, że poziom ich kwalifikacji jest bardzo niski. Odradzałbym korzystania z ich usług, mogą bardzo zaszkodzić.

Koniec świata

Obłędne wyobrażenia wiążą się w chrześcijaństwie z oczekiwaniem końca świata, sądu ostatecznego i nadejścia królestwa bożego. Zapowiada to Stary i Nowy Testament w wielu miejscach. Wielostronicowy opis tego horroru zawiera Objawienie św. Jana, obłędna halucynacja włączona do kanonu Nowego Testamentu. Ze względu na rozwlekłość i wyjątkową niedorzeczność nie sposób ten tekst cytować.

Apokaliptyczne proroctwo miało się spełnić za życia pokolenia z czasów Chrystusa. Mimo że okazało się fałszywe, pobudza do dziś apokaliptyczne nastroje grozy i nadziei w różnych środowiskach i odłamach chrześcijaństwa.

Według Ewangelii św. Łukasza, Chrystus zapowiedział:

Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego (tj. Chrystusa), nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie (…) gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie” (Łk 21, 25-26).

W wielu kościołach chrześcijańskich wyciszono – chociaż nie do końca – sprawę tych urojeń, bowiem mijały kolejne stulecia i nic. W kościołach fundamentalistycznych i ewangelikalnych mówi się o tych fantazjach często. Świadkowie Jehowy powtarzają niestrudzenie przy każdej okazji, że apokaliptyczny koniec nastanie wkrótce. Baptyści głoszą, że Królestwo Boże nadchodzi, chociaż – jak można zauważyć – miało nadejść już dawno.

Armagedon1024x768

Neurologia

Warto wiedzieć, że bardzo intensywna religijność, a także poczucie opętania przez szatana, są skorelowane z chorobowymi zmianami w mózgu. Zwyczajna religijność może pozytywnie wpływać na stan i samopoczucie człowieka, ale w artykule tym piszę o religijności i ideach religijnych związanych z zaburzeniami psychicznymi i paranoicznymi urojeniami. „Mówienie językami”; tzw. „upadki w Duchu Świętym” zdarzające się podczas religijnych wydarzeń (stany przypominające atak padaczki); poczucie owładnięcia przez szatana, którego częściej doświadczają osoby wrażliwe religijnie niż niereligijne; dezorganizujące normalne życie poczucie kontaktu z bogiem; obsesyjne przekonanie o wszechobecności osobowego szatana; słyszenie głosów boga czy szatana, co jest częstym objawem schizofrenii – to nie jest zdrowa, zwyczajna religijność. To religijność, najdelikatniej mówiąc, paranormalna, związana często z zaburzeniami psychicznymi i patologicznymi zmianami w mózgu.

Jakie to zmiany? Literatura medyczna nie jest łatwa do prezentowania, ale wnioski płynące z badań prowadzonych za pomocą rezonansu magnetycznego i tomografii nie pozostawiają wątpliwości. Wysoki poziom religijności (można powiedzieć, zbyt wysoki), przeżyć religijnych, mistycznych, medytacyjnych, poczucie opętania itp., skorelowane są w szczególności z zaburzeniami synchroniczności półkul mózgowych. Skorelowane są też z nadmierną podatnością na absorpcję religijną (opanowanie świadomości przez religijne wyobrażenia).

W Anglii duże zainteresowanie, a także protesty, wzbudziły wypowiedzi Kathleen Taylor z Oxfordu, prowadzącej neurologiczne badania dotyczące m.in. ekstremalnych form religijności. Sugerowała ona możliwość leczenia neurologicznego takich osób. Wielu komentatorów odniosło to do ekstremizmu czy fundamentalizmu islamistycznego. Inni posądzali autorkę o chęć zamykania osób religijnych w szpitalach psychiatrycznych. Są to zarzuty bezpodstawne. Kathleen Taylor nie mówi o przymusie, tylko o możliwości leczenia. Nie ma nic złego w tym, że muzułmanin zwróci się do neurologa lub psychiatry, gdy poczuje nadmierne wzmożenie religijne i gotowość do złożenia ofiary z własnego życia i zabijania innych. Możliwości leczenia nie należy zakazywać, raczej trzeba dać szansę. Od przymusowego „zamykania” to są siły policyjne, a nie lekarze.

W Polsce mamy problemy inne niż w Anglii. Ale jeżeli kogoś zaczynają poważnie interesować wspólnoty w Duchu Świętym lub fronda, to warto wykonać rezonansem magnetycznym badania, bo objawy te mogą świadczyć o początkach chorobowych zmian w mózgu i zaburzeń psychicznych. Obecnie medycyna jest w stanie zapobiec pogłębianiu się schorzenia, a im wcześniej wykryje się chorobowe zmiany, tym lepiej. Badania neurologiczne pozwalają zdiagnozować patologiczne zmiany już w bardzo wczesnych stadiach (por.M.S. Keshavan, G. Berger, R.B. Zipursky, Neurobiology of early psychosis, British Journal of Psychiatry, 2005).

Warto wziąć pod uwagę coś jeszcze. Jak wskazują badania psychiatryczne, obłęd może się udzielać w grupie, w kontaktach z innymi ludźmi (nazywa się to indukowanym zaburzeniem urojeniowym lub obłędem indukowanym). W objawach takie indukowane urojenie jest bliskie schizofrenii.

Ludzie bardzo się różnią podatnością na uleganie zbiorowym urojeniom i psychozom. Różnią się też zdolnością do ich kreowania i przekazywania innym (posiadający tę zdolność to charyzmatyczni przywódcy lub charyzmatyczni psychotycy).

kto-sie-tak-przezywa..

Słowo na zakończenie

Prawa człowieka i polskie ustawodawstwo gwarantują swobodę wyznania i praktyk religijnych. Jak ktoś chce, może sobie „mówić językami” i wierzyć, że władcą tego świata jest szatan. Ale prawa człowieka i nasze ustawy gwarantują też prawo do krytyki przekonań i praktyk religijnych oraz kościołów. Można krytykować. Także dlatego, że Kościół i część wiernych wykazują przemożną skłonność do narzucania innym zasad przyjętych w ich religii. Chcą to robić za pośrednictwem prawa stanowionego przez państwo. Mając takie ambicje, chcąc urządzić życie innym, muszą liczyć się ze zdecydowanym oporem i krytyką. – Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : „Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 17 artykułów, m.in.:

„Jan  Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ewolucja i moralność” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

 

 

 

Ćwiczenia z ateizmu 2. Ks. Bashobora i katoliccy intelektualiści

Redakcja portalu PolskiAteista.pl postanowiła przypominać od czasu do czasu dawniejsze publikacje. Dziś artykuł Alverta Janna z 2015 r. Dotyczy spraw ciągle aktualnych.

*

W „Tygodniku Powszechnym” ukazał się artykuł Piotra Sikory dotyczący ks. Bashobory i ruchów charyzmatycznych w Polsce. Nie zgadzam się z poglądami autora. W dość obszernym artykule zabrakło kilku bardzo ważnych kwestii. Powstał obraz dalece, najdelikatniej mówiąc, zniekształcony. Nie zgadzam się też z głównym postulatem autora artykułu.

1. „Pentekostalizacja” Kościoła katolickiego w Polsce

„Kilka dni temu – pisze Sikora – w całodniowym spotkaniu z ugandyjskim księdzem i charyzmatykiem Johnem Bashoborą na Stadionie Narodowym wzięło udział ok. 40 tys. ludzi. Jednak członków ruchów charyzmatycznych o duchowości podobnej do tej, która reprezentowana była w czasie wydarzenia <Jezus na stadionie>, jest znacznie więcej – stanowią oni gros zaangażowanych katolików w Polsce” (TP, 31/2015).

Redaktor „Tygodnika Powszechnego” pomija całkowicie fakt, że religijny spektakl, o którym pisze, zorganizował i firmował Kościół, a osobiście arcybiskup diecezji warszawsko-praskiej Henryk Hoser. Z opisu można by sądzić, że to wydarzenie znacznie niższej rangi. Widzę w tym unik ze strony autora. A rzecz jest ważna. Bo to „gros” hierarchów popiera i wytycza taki właśnie kierunek działania: wiara w cuda, granie na niedojrzałych religijnych emocjach, wzniecanie religijnych uniesień, religijny „szoł”.

Kiedy zabrakło JPII, budzącego masowe emocje, Kościół stawia na spektakle z cudotwórcami w roli głównej. „Pentekostalizacja” (przejmowanie praktyk i form ekspresji charakterystycznych dla zielonoświątkowców, tj. pentekostalian/pentecostals), to ważny świadomy wybór dokonany przez hierarchów kościelnych. Ks. Bashobora to pionek, arcybiskup Hoser to ręka. Ruchy charyzmatyczne nie są rzeczywistością samoistną, są „przykościelne”, odpowiadają za nie księża i hierarchowie. Bashobora nie wystąpił incydentalnie, w polskim Kościele zagnieździł się na dobre, ma przed sobą – jak kiedyś mówiono w odniesieniu do czegoś innego – kolosalną przyszłość.

Kościół wybrał i animuje charyzmatyczny kierunek rozwoju. Dzięki celowemu pobudzaniu przez Kościół tej formy religijności – pentekostalizacja będzie trwałym rysem kościelnej działalności. Sikorze nie najbardziej się to podoba, ale w obecnej sytuacji jego propozycje – wrócę do niej jeszcze – sprowadzające się do wezwania, by studiować dzieła teologiczne, to iluzja.

Nadzieja w czym innym. Charyzmatyczny nurt może wkrótce wyczerpać swoje możliwości rozwoju, nie zyskiwać zwolenników, słabnąć. Charyzmatycy staną się (oby!) wyspą na tle laicyzującego się społeczeństwa polskiego. Co dziś warto robić? Trzeba wspierać laicyzację, a nie zalecać studiowanie teologii.

25

2. Kłamstwa? Urojenia?

Sikora pomija szokującą prawdę o ks. Bashoborze. Nosi to znamiona kamuflażu. Gdyby ktoś opierał swoją wiedzę tylko na artykule Sikory, mógłby sądzić, że jest to normalny ksiądz, który wygłasza kazania, prowadzi rekolekcje, tylko w sposób nieco bardziej emocjonalny, poruszający, egzotyczny. Tak nie jest. Bashobora szerzy wiarę w cudotwórstwo, uzdrowienia i wskrzeszenia zmarłych. To, co robi, to sianie zabobonów i złudzeń. Nawet w wywiadzie dla TVP info (jest w sieci) mówił, że kiedyś we Włoszech na spotkaniu z nim spośród 150 chorych 40 wstało z wózków zdrowymi. Wspomniał też, że innym razem do chorego na wózku powiedział „wstań”, i ten wstał.

Trudno się dziwić, że na rekolekcje cudotwórcy przychodzi dużo chorych. Czy złudna nadzieja, jaką mogą chwilowo zyskać, usprawiedliwia te spektakle? Czy ich depresji nie pogłębi rozczarowanie, kiedy okaże się, że także Bashobora nie pomógł? Czy Bashobora jest wiarygodny, kiedy mówi o chorych, których dzięki jego posłudze uzdrowił Jezus? Czy chorzy rzeczywiście zostali uzdrowieni? Czy jest dokumentacja medyczna potwierdzająca te uzdrowienia? To retoryczne pytania.

Działalność Bashobory odsłania głębię urojeń kultywowanych w Kościele. Przy okazji Bashoborowych imprez szerzona jest wiara nie tylko w cuda, ale także w moce szatańskie, które wręcz panują nad światem. Ilu w to uwierzy? Jaki jest skutek tych urojeń? W ludzkich umysłach Kościół instaluje demoniczny obraz świata. To żerowanie na ludzkich lękach i naiwności. Redaktor Sikora nawet nie wspomina o tym.

Nie chcę być posądzony o przesadę. Warto chociażby zwrócić uwagę na dwa wywiady, jakich udzielił fronda.pl ks. Łukasz Turek, koordynator diecezjalny ruchów charyzmatycznych w Warszawie, zaangażowany w stadionowe spektakle Bashobory.

Ks. Turek uprawia zaawansowaną demonologię. Mówi: „żyjemy w świecie, w którym dominuje grzech – bo władcą tego świata jest szatan”. Czy nie jest to aby promowanie satanizmu? Nie Bóg, tylko szatan jest władcą świata – mówi ksiądz.

Charakterystyczne, że Turek nie zaprzeczył przypadkom uzdrowień i wskrzeszania zmarłych, uściśla tylko, dokonując kamuflażu i uników, że to nie Bashobora uzdrawia i wskrzesza, tylko Chrystus za sprawą Bashobory. Trzeba powiedzieć, że to sprytne wyjaśnienie: Bashobora się tylko modli, zaś Chrystus jak chce, to wysłuchuje, uzdrawia, wskrzesza. No, no!

Oto fragment wywiadu:

Fronda: Niedawno usiłowano w dość niefortunny sposób „reklamować” rekolekcje z O. Johnem (Bashoborą), mówiąc o „wskrzeszeniach”.

Ks. Turek: Prawda… ciągnie się za o. Johnem taka czarna legenda, że niby mówił o tym, że wskrzesza ludzi… Tymczasem o. John nawet gdyby całe życie się wysilał, to z pewnością nikogo by nie uzdrowił, a tym bardziej nie wskrzesił… A Jezus… z Nim to już inna sprawa. (…) Jezus nadal jest skuteczny i jeżeli chce taki cud uczynić z wiadomego sobie powodu – może to uczynić. Czy uczynił to przez o. Johna? – dlaczego nie?

Kościół oficjalnie nie uznał żadnych cudów dokonanych za sprawą Bashobory, ale nie spieszy z zaprzeczaniem. Katolickie media, tak jak i ks. Turek, niedwuznacznie cuda te uznają za fakt.

Stałym tematem w mediach katolickich jest podkreślanie różnicy między Bashoborą a „uzdrawiaczami”. Nie wskazuje się na fałszywość samej wiary w cudowne uzdrowienia. Mówi się, że Bashobora działa rzeczywiście w imię Chrystusa, zaś inni to oszuści lub – co ciekawsze – znajdują się w rękach szatana. Inaczej mówiąc, nasz zabobon jest dobry, ich zabobon jest zły. Kościół chce tępić cudze zabobony za pomocą własnych.

Fronda: Jaka jest różnica między Ks. Johnem Bashobora a uzdrawiaczem ?

Ks. Turek:Różnica generalnie polega na tym, w czyje imię następuje to <uzdrowienie>. Nie może być tu najmniejszej wątpliwości, że w przypadku o. Johna czynione jest to w Imię Jezusa Chrystusa.

Skąd ta pewność? Kościół już raz zawiódł się na innym, znanym także w Polsce uzdrawiaczu, Harrisie, co zostało przypomniane. Kościół długo patronował Harrisowi, a w końcu uznał, że Harris służy diabłu.

Odnosząc się do sprawy Harrisa, ks. Turek mówi, że szatanowi udało się przez pewien czas oszukiwać wszystkich:

Ks. Turek: Znając diabelską przebiegłość i jego skłonność do małpowania Boga można wnioskować, że szatan zadbał o to, by wprowadzić zamieszanie w sercach ludzi. Musiało zatem nieco czasu upłynąć, abyśmy zaobserwowali, że coś w tym się nie zgadza. Jeżeli chodzi o tego słynnego Harrisa, to pierwsza chyba zorientowała się jego tłumaczka, której wygadał się, że uzdrawia mocą <duchów>, zaobserwowano również okoliczności w których widać było, że modlitwa mu przeszkadza.

Szatan został zdekonspirowany dzięki tłumaczce. Dziś pod rozwagę katolickich intelektualistów chciałbym wnieść coś równie ważnego. Zauważyłem, że redaktor frondy i ks. Turek mówią rzeczy podejrzane. Ogłaszają mianowicie, że mocą Chrystusa można uwalniać od nałogowego uprawiania masturbacji i praktyk gejowskich. Czy to nie ośmiesza Kościoła i Chrystusa?

Fronda: Słyszałam wypowiedź psychologa, i to katolickiego, który negował fakt że wyzwolenie z nałogowego grzechu np. praktyk gejowskich, czy masturbacji może nastąpić nagle, dzięki modlitwie. Powoływał się na „prawa psychologii”, że na studiach psychologicznych uczą o „konieczności długotrwałej terapii”. Czy jest możliwe cudowne, nagłe przekroczenie „praw psychologii”?

Ks. Turek: Jezus na szczęście jest większy od psychologii. Skoro może sprawić nagłe uzdrowienie fizyczne, to tym bardziej może uwolnić człowieka od największych nawet zniewoleń. Potwierdza to niejedno świadectwo. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

W sprawie Harrisa Kościół zawierzył polskiej tłumaczce, niech spróbuje teraz zawierzyć polskiemu ateiście. Sądzę, że za powyższą wypowiedzią, za Bashobarą, ks. Turkiem i frondą, stoi szatan. Teraz jest sprytniejszy i skutecznie unika dekonspiracji. Ale łatwo zauważyć, jaki jest jego cel. Szatan chce skompromitować Kościół w oczach co bardziej myślących wiernych oraz żądnych sensacji ateistów. Po to robi imprezy z udziałem ks. Bashobory. Po to inspiruje na łamach frondy publikacje, które ośmieszają Kościół i Chrystusa.

26e2f8b80006cda74d826c65

Redaktorzy „Tygodnika Powszechnego” mogą sądzić, że sobie żartuję. Jeżeli tak, to tylko pod względem formy. Treść jest jak najbardziej poważna. Warto ją wziąć pod uwagę.

3. Szkodliwość ruchów charyzmatycznych

Sikora pomija sprawę szkodliwości Bashobory i ruchów charyzmatycznych. Nie idzie o to, że ruchom charyzmatycznym brakuje – jak uważa Sikora – intelektualnych kompetencji. Sprawa jest poważniejsza. Pod ich wpływem ludzie potrafią zaprzestać leczenia, polegając na charyzmatycznych praktykach. Udział w ruchach charyzmatycznych często zwiększa niepokój i lęk. W wielu wypadkach prowadzi to do zaburzeń psychicznych, nawet ciężkich. Ruchy i spektakle charyzmatyczne wzmacniają irracjonalizm, sprzyjają urojeniom.

Psychiatria zna dobrze zjawisko „absorpcji religijnej”, tj. pochłonięcia ludzkiej świadomości przez religijne wyobrażenia aż do stanu chorobowego. Ludzie różnią się znacznie między sobą podatnością na religijne urojenia. Czasami podatność ta jest tak duża, że prowadzi do choroby psychicznej. U uczestników ruchów i spektakli charyzmatycznych religijna absorpcja może powodować zaburzenia z elementami histerii, psychozy, transu, schizofrenii, paranoi. Np. na rekolekcjach Bashobory i im podobnych dochodzi do tzw. upadków w Duchu Świętym. Nadwrażliwe osoby padają jakby w konwulsjach, przypomina to atak padaczki. U uczestników ruchów dają o sobie znać zaburzenia mniej widoczne, ale o dużej trwałości. Kościół lekceważy te zagrożenia.

monster-602548_1280

Jednym z zaburzeń psychicznych może być poczucie tzw. opętania przez szatana. W ten sposób daje o sobie znać kościelne nauczanie o obecności osobowego szatana w świecie. Nie ma „prawdziwych” opętań, ale Kościół głosi, że są. Liczba psychoz opętaniowych na tle religijnym rośnie w Polsce.

Być może straszę Bashoborą, ale Kościół, ks. Turek i inni straszą szatanem. Co gorsze?

4. Czy warto studiować teologię?

Sikora zaleca ruchom charyzmatycznym i katolikom w Polsce studiowanie teologii. To jego główna rada, czy raczej przesłanie. Chce w ten sposób podnieść jakość polskiego katolicyzmu. „Wspólnotom Kościoła w Polsce potrzeba zatem – pisze – gruntownych studiów nad tradycją teologiczną chrześcijaństwa”.

Nie sądzę, by przyniosło to pozytywne rezultaty. Obawiam się, że propozycja Sikory to przejście z deszczu pod rynnę. Teologia zawiera zbyt dużo elementów irracjonalnych, urojeń. Sednem teologii jest dociekania spraw nadprzyrodzonych. To sytuuje ją w kategorii szeroko rozumianej ezoterycznej wiedzy o zjawiskach nadnaturalnych. O ile ruchy charyzmatyczne bazują na emocjonalnych przeżyciach, to teologia jest dziedziną wyrozumowanych urojeń. Studiowanie teologii chrześcijańskiej prowadzi do zanurzanie się w pojęciach boga, szatana, nieba, piekła, duszy nieśmiertelnej, sądu ostatecznego, cudów, opętań, dogmatów kościelnych, biblijnych mitów. To droga donikąd. Studiowanie teologii grozi zejściem rozumu na manowce, nie powoduje rozwoju intelektualnego, na którym zależy redaktorowi Sikorze.

Czy jest coś wartościowego w teologii? Wartości etyczne? Bywa, że tak, ale trzeba wziąć pod uwagę, że tradycją teologii katolickiej jest odnoszenie wszystkich problemów etycznych do wersetów Pisma Świętego. Katolikom bardzo trudno rozważać zagadnienia etyczne, bo te wersety przygniatają mentalnie. Chyba że katolik oderwie się od religii, teologii, świętych ksiąg. Weźmy karę śmierci? Zamiast refleksji etycznej, w teologicznej tradycji dominują wiekowe rozważania nad znaczeniem kilku wersetów. A homoseksualizm? Biblijne potępienia nie pozwalają myśleć. Katolicyzmowi trzeba raczej wyzwolenia od teologii, a nie zanurzenia się w teologii.

Niedawno Agnieszka Sabor, redakcyjna koleżanka Sikory, przejechała się krytycznie po ateistach, korzystając z wysłużonego wehikułu, jakim jest „Rzeczpospolita”. Dziwię się, że ateistom nie polecała gruntownego studiowania teologii.

Nie zgadzam się z finalnym stwierdzeniem redaktora Piotra Sikory: „dobrze się dzieje, że w Kościele w Polsce rośnie świadomość konieczności zanurzenia w Duchu”. Dlaczego niby dobrze? Sikora nie odpowiedział. „Brakuje nam jednak – czytamy dalej – sposobu patrzenia na to wydarzenie, jakie prezentuje Ewangelia Jana – w której Duch Święty, nazwany Duchem Prawdy, prowadzi do coraz głębszego zrozumienia działania Boskiego Logosu i do konkretnego zaangażowania miłości. A wszelkie cuda są przede wszystkim znakami niosącymi Boże objawienia”. Czytając te słowa, chciałoby się powiedzieć, boże zmiłuj się nad biegłymi w teologii. Cytat potwierdza moje obawy. Na jego podstawie widać, do jakich zwidów prowadzi zanurzenie się w świętych księgach.

Co może pomóc katolikom w oderwaniu się od religijnych wyobrażeń? Teologiczne lektury niczego dobrego nie spowodują. Może raczej czytanie książek popularno-naukowych lub naukowych, ale takich, które nie propagują między wierszami religijnych lub parareligijnych idei. Współczesna wiedza naukowa jest naprawdę fascynująca, dużo ciekawsza niż teologia i religia. Zapewniam.  –  Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Lekcje religii w szkołach wyższych (Ćwiczenia z ateizmu 1)

Minęło kilka lat od czasu pierwszych publikacji z cyklu „Ćwiczenia z ateizmu”. Postanowiliśmy powtórzyć ten cykl, dla nowych chętnych do pogłębienia wiedzy merytorycznej, koniecznej gdy trzeba zmagać się z aprioryczną tautologią religijną, i sofizmatami obrońców wiary. Cykl stworzył nasz stały współpracownik Alvert Jann, któremu składamy nieustająco podziękowania za wkład do, niezbędnej naszym zdaniem, edukacji młodzieży akademickiej…

Kuna2020Kraków

 

Alvert Jann

Ekspansja Kościoła w państwowym szkolnictwie wyższym i w instytucjach naukowych umyka uwadze opinii publicznej. Pisze się o religii w szkołach podstawowych i średnich, zapominając o szkołach wyższych.

Mamy w Polsce trzy duże uniwersytety katolickie, ponadto na sześciu państwowych uniwersytetach działają wydziały teologii katolickiej. Wszystkie są kościelnymi placówkami w całości finansowanymi przez budżet państwa. Kościół okopał się w wielu instytucjach naukowych. W Narodowym Centrum Nauki (państwowej instytucji finansującej badania naukowe) teologia figuruje jako pełnoprawna dziedzina nauki. Centralna Komisja Do Spraw Stopni i Tytułów nadaje tytuły i stopnie naukowe w zakresie teologii. Są to praktyki zakorzenione w czasach średniowiecza, ale współcześnie nieuzasadnione. Za pieniądze podatników stwarza się pozór naukowego charakteru teologii. Nie każda tradycja jest dobra. Teologia nie jest nauką, a jej ekspansja służy wyłącznie partykularnym interesom Kościoła. Powiedzmy wyraźnie, nie powinno się teologii finansować z budżetu państwa.

Jak do tego doszło?

Jak powstało rozdęte państwowe szkolnictwo wyższe podporządkowane Kościołowi? Gotowość do finansowania kościelnego szkolnictwa ujawniła się tuż po transformacji. W 1991 r. finansowaniem z budżetu państwa objęto, na mocy odrębnej ustawy, Katolicki Uniwersytet Lubelski, a w 1997 r. Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie (dziś jest to Uniwersytet Papieski). Korzystną dla Kościoła sytuację stwarzał Konkordat zawarty między Rzeczpospolitą Polską a Państwem Watykańskim, który wszedł w życie 25 kwietnia 1998 r. (rządził AWS i premier Jerzy Buzek). Na tej podstawie zawarto umowy między Rządem RP a Konferencją Episkopatu Polski dotyczące szkolnictwa wyższego. Konkordat nie określał szczegółów, nie przesądzał o finansowaniu uczelni i wydziałów kościelnych przez budżet państwa, nie przesądzał o ich całkowitym podporządkowaniu Kościołowi. W umowach z episkopatem rząd oddał te uczelnie i wydziały pod kierownictwo władz kościelnych polskich i watykańskich. Zgodził się na ich zdecydowanie wyznaniowy charakter. Jednocześnie zobowiązywał się do finansowania. W państwowym szkolnictwie wyższym powstało państwo kościelne, utrzymywane z pieniędzy publicznych.

Oprócz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, powstał i rozrósł się Uniwersytet Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie oraz Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie. Wydziały teologii katolickiej utworzono na państwowych uniwersytetach w Poznaniu, Toruniu, Katowicach, Opolu, Szczecinie, Olsztynie, a w Białymstoku powołano Katedrę Teologii Katolickiej oraz Katedrę Teologii Prawosławnej. Uczelnie te i wydziały są w całości finansowane przez budżet państwa. Ponadto państwo dofinansowuje takie kościelne instytucje mające uprawnienia szkół wyższych, np. dwa Papieskie Wydziały Teologiczne w Warszawie, jezuicką Akademię Ignatianum w Krakowie, a także inne placówki kościelne.

Za powoływanie wydziałów teologii na państwowych uniwersytetach odpowiedzialność ponoszą także senaty i władze tych uczelni. Mogły się nie zgodzić, ale wolały akceptować lobbystyczne zabiegi Kościoła. W głosowaniach mało kto decydował się na podniesienie ręki „przeciw”. Ekspansja Kościoła w państwowym szkolnictwie wyższym nie budziła sprzeciwu. Środowiska uniwersyteckie i naukowe, a także opinia publiczna i media, wykazały się co najmniej biernym przyzwoleniem. W ten sposób, obok religii w szkołach podstawowych i średnich, mamy lekcje religii w państwowych szkołach wyższych. Przyjrzyjmy się dokładniej, jak to działa.

Kościelne szkoły wyższe (nazwa oficjalna)

KUL, UKSW, Uniwersytet Papieski w Krakowie, oraz wydziały teologiczne na państwowych uczelniach, respektują przepisy ustawy o szkolnictwa wyższego w zakresie pozwalającym uznawać dyplomy tych uczelni. Pozostają natomiast pod ścisłym kierownictwem Kościoła katolickiego – są domeną Kościoła finansowaną przez państwo. Gwarantują to porozumienia między episkopatem a rządem polskim, oraz statuty tych uczelni i wydziałów, zatwierdzane aż w Watykanie, ale także przez ministerstwo w Warszawie. Ścisły nadzór ze strony Stolicy Apostolskiej (watykańskiej Kongregacji Wychowania Katolickiego) może zaskakiwać. Działalność tych uczelni i wydziałów opiera się na przepisach watykańskich i prawie kanonicznym (kościelnym), nadających państwu watykańskiemu olbrzymie prerogatywy. Zgodził się na to rząd polski. Formy kościelnego nadzoru są zadziwiające. Rektorzy, dziekani, nauczyciele akademiccy przed objęciem funkcji lub zatrudnieniem muszą być zatwierdzeni przez wielkiego kanclerza (jest nim arcybiskup metropolita lub biskup diecezjalny), a na wielu wydziałach także przez Watykan. Kanclerz i Watykan zatwierdzają statuty uczelni i wydziałów. W działalności naukowej ma być respektowana wiedza pochodzącą z Objawienia oraz doktryna Kościoła katolickiego. Zostało to jasno zapisane w dokumentach, nie jest to moje domniemanie.

Rząd polski nie musiał się zgadzać na takie podporządkowanie tych uczelni i wydziałów Kościołowi, skoro je finansuje. Ale się zgodził. Konkordat stwierdzał tylko: Status prawny szkół wyższych (…) oraz status prawny wydziałów teologii katolickiej na uniwersytetach państwowych regulują umowy między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Konferencją Episkopatu Polski upoważnioną przez Stolicę Apostolską” (art. 15).

Przyjrzyjmy się kilku kluczowym sprawom. Dla jasności skupię się na KUL, ale identycznie jest na innych uczelniach i wydziałach podporządkowanych Kościołowi.

Decydującą władzę na KUL posiada wielki kanclerz, którym jest arcybiskup metropolita lubelski (obecnie ks. dr hab. Stanisław Budzik). Władza wielkiego kanclerza jest ogromna, przypomina absolutyzm papieski. Co robi?

Wielki kanclerz „udziela misji kanonicznej lub zezwolenia na uczenie, a w razie konieczności zawiesza lub odbiera je nauczycielom akademickim”. Praktycznie więc od kanclerza zależy przyjęcie i zwolnienie nauczyciela akademickiego. Jakimi kryteriami się kieruje wielki kanclerz? W statucie czytamy, że kanclerz „troszczy się, aby doktryna katolicka była uprawiana i wykładana zgodnie z nauczaniem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła i przepisami prawa kanonicznego”. Kanclerz ma olbrzymi wpływ na całą działalność KUL, także na merytoryczną stronę nauki. Czuwa – jak czytamy – nad sprawami nauki, nauczania i wychowania, a także nad przestrzeganiem przepisów Stolicy Apostolskiej.

Warto wspomnieć o czymś jeszcze. Wielki kanclerz przyjmuje wyznanie wiary od nowego rektora. To kuriozalne potwierdzenie klerykalizmu, podporządkowania uczelni Kościołowi. Zatwierdza też uchwały senatu o wyborze rektora, a także prorektorów (wcześniej wspominałem o zezwalaniu na nauczanie i odbieraniu tego zezwolenia w stosunku do wszystkich nauczycieli akademickich). Kanclerz zatwierdza też plan rzeczowo-finansowy uniwersytetu.

Ale wielki kanclerz nie jest wierzchołkiem piramidy władzy. Nad nim czuwa Wielki Brat, Watykan. Władza Watykanu jest olbrzymia. O najważniejszych sprawach KUL decyduje Rzym. Wszystkie ważniejsze decyzje wielkiego kanclerza muszą być potwierdzone przez Watykan. Statut wprost stwierdza, że uniwersytet podlega Stolicy Apostolskiej. Watykan zatwierdza statut uniwersytetu, a także wybranego przez senat uczelni rektora. Kuriozalny wymóg to zatwierdzanie przez Rzym dziekanów (tzw. nihil obstat) oraz wyrażanie zgody na zatrudnienie profesora nadzwyczajnego i zwyczajnego na wydziałach kościelnych. Na innych wydziałach konieczna jest zgoda na wykładanie dyscyplin dotyczących wiary i moralności (formułę tę można odnieść dowolnie do bardzo wielu dyscyplin, w tym np. do biologii).

Wydziały kościelne, poddane szczególnie silnej kontroli Rzymu, to Wydział Teologii oraz Instytut Prawa Kanonicznego, a także – co najciekawsze – Wydział Filozofii (zatrudnianie profesorów filozofii decyduje się aż w Rzymie). Wydziały kościelne mają szczególny przywilej, na który zgodził się nasz rząd. Nie dość, że działają na podstawie prawa kanonicznego (kościelnego), to w przypadku kolizji tego prawa z prawem państwowym, pierwszeństwo ma – jak zapisano – prawo kanoniczne.

Watykan musi być informowany „o poważniejszych sprawach Uniwersytetu” oraz otrzymuje okresowo sprawozdania. Można powiedzieć, że Wielki Brat czuwa bez przerwy.

Podsumowując, KUL podporządkowany jest bez reszty Kościołowi i doktrynie katolickiej. Podkreślmy, że jest to zależność wprost od Watykanu. Nie ma żadnej autonomii uniwersytetu wobec Kościoła, jest jednostronna podległość. KUL jest folwarkiem Kościoła finansowanym przez państwo polskie z pieniędzy podatników.

A co z uprawianą tam nauką? Działalność naukowa jest podporządkowana formalnie i merytorycznie doktrynie katolickiej i Kościołowi. Nie tylko teologia i filozofia, ale także inne dyscypliny naukowe są zobowiązane respektować doktrynę kościelną. Warto pamiętać, że problemy światopoglądowe pojawiają się często także na gruncie nauk przyrodniczych (najwyraźniej dotyczy to biologii, szczególnie teorii ewolucji, którą Kościół co najwyżej toleruje w wersji teistycznej, tzn. podkreślając moc sprawczą Boga).

Warto wspomnieć, że na KUL pod nazwą filozofii i Wydziału Filozoficznego kryje się w znacznej mierze teologia. Wydział Filozofii zaliczony jest – jak już zaznaczałem – to kategorii wydziałów kościelnych, poddanych szczególnej kontroli, gdzie np. nie można zatrudnić profesora bez zgody Watykanu. Na wydziale tym „pod przykrywką” filozofii w znacznym zakresie uprawiana jest teologia, bronione są rozprawy doktorskie z zakresu teologii i doktryny Kościoła. Jeszcze niedawno była tam Katedra Filozofii Boga (obecnie katedra taka działa na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie).

Nasuwa się pytanie, co to za nauka, co to za uniwersytet, który bez reszty jest podporządkowany Kościołowi i kościelnej doktrynie/ideologii? Zniewolenie nauki dosadnie zapisano w Statucie KUL: „Realizacja zasady wolności nauki powinna pozostawać w zgodzie z Objawieniem i nauczaniem Kościoła” (par. 14). W Statucie Uniwersytetu Papieskiego czytamy: „Celem Wydziału Nauk Społecznych jest wszechstronne i systematyczne zgłębianie społecznych zagadnień w świetle Objawienia Bożego” (pkt. 167). To są teksty jak z kabaretu. A jeśli ktoś miał złudzenia co do wolności nauki na tych uczelniach, to powinien przypomnieć sobie słowa:„porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie” (Dante „Boska komedia”).

W statucie jednego z wydziałów teologicznych na państwowym uniwersytecie mówi się wprost o „wierności doktrynie katolickiej”. Przywołanie Dantego jest nieprzypadkowe. Czytając o wielkim kanclerzu, o zatwierdzaniu wszystkiego przez Stolicę Apostolską, o nauce wiernej objawieniu i doktrynie katolickiej, nieodparcie zyskujemy przekonanie, że to ta sama komedia, ta sama zjawa z teologicznej wyobraźni, którą przedstawiał Dante w XIV w. I chce się zakrzyknąć: A kysz!

Na UKSW, Akademii Papieskiej w Krakowie oraz na wydziałach teologicznych państwowych uczelni obowiązują takie same przepisy i praktyki jak na KUL. Chociaż wydziały te są częścią państwowych uniwersytetów, to kluczowe sprawy wymagają zatwierdzenia przez wielkiego kanclerza wydziału (jest nim biskup diecezjalny) i przez Watykan.

Czy teologia jest nauką?

Mogłoby się wydawać, że teologia jest – jak wskazywałaby nazwa – nauką o bogu, tak jak biologia jest nauką o organizmach żywych, a geologia o ziemi. Różnica miałaby polegać na odmiennym przedmiocie badań. Tak jednak nie jest.

Po pierwsze, teologia podporządkowana jest interesom i poglądom głoszonym przez Kościół katolicki lub przez inne kościoły i społeczności religijne. Stawia to ją w rzędzie ideologii, tj. poglądów związanych z jakimś ugrupowaniem politycznym i kultywowanych w imię jego interesów. Do teologii przystają takie określenia, jak doktryna, ideologia, światopogląd, ale nie nauka. Jej miejsce jest obok innych kierunków światopoglądowych i doktryn, obok liberalizmu, konserwatyzmu, materializmu, marksizmu-leninizmu. Kierunki takie nie mają statusu dyscyplin naukowych czy akademickich, nie są wymieniane w Narodowym Centrum Nauki jako dziedziny nauki, nie nadaje się stopni naukowych w zakresie konserwatyzmu, marksizmu itp. Nie tak dawno status nauki i przedmiotu akademickiego próbowano nadać marksizmowi, ale powszechnie odnoszono się do tych zabiegów z przymrużeniem oka. Podobnie trzeba traktować dziś teologię.

Po drugie, teologia nie jest nauką ze względu na przedmiot i cel dociekań.

Przedmiot badań nauki współczesnej istnieje realnie. Jest to przyroda, mikro i makrokosmos, organizmy żywe, psychika, życie społeczne, kultura, język, sztuka. Także ludzkie wierzenia religijne są przedmiotem badań naukowych. Badania naukowe dostarczają wiedzy o tych dziedzinach rzeczywistości, w tym także o religii.

A co jest przedmiotem badań teologii? Tym przedmiotem są sprawy nadprzyrodzone, nadnaturalne, bóg. Kościół widzi w teologii wiedzę o objawieniu bożym. Istotą i celem teologii jest dociekanie i głoszenie prawd objawionych przez boga w Piśmie Świętym.

Czy można takie badania prowadzić w zgodzie z metodologią naukową? Nie można. Można, będąc w habicie i pozostając w zgodzie z metodologią naukową, badać język hebrajski i biblijne wierzenia. Ale są to wtedy badania z zakresu filologii, religioznawstwa, historii. Możemy zyskać wiedzę o języku i wyobrażeniach religijnych ludzi żyjących w tamtych czasach, ale nie ma podstaw, by sądzić, że będzie to wiedza o bogu i tym, co nas czeka po śmierci. Domniemanej rzeczywistości nadprzyrodzonej i boga badać nie można, bowiem jest to dziedzina niedostępna badaniom naukowym, albo wręcz – nie rozstrzygajmy w tej chwili dylematu – nie istnieje, jest tylko mitem, tworem ludzkiej wyobraźni i kultury.

Zainteresowanie sprawami nadprzyrodzonymi niedwuznacznie wskazuje, że teologia nie jest nauką, należy do dziedziny religii i ezoteryki. Miejsce teologii jest w rzędzie takich dociekań, znanych od tysiącleci, jak starożytna i średniowieczna gnoza, magia, astrologia, kabała, tarot, hinduistyczne i buddyjskie spekulacje dotyczące inkarnacji, reinkarnacji itp.

W starożytności i średniowieczu nauka nie była wyraźnie odróżniana od spekulacji religijnych i ezoteryki. Pismo Święte traktowano jako źródło wiedzy o świecie i człowieku. Nawet Newton (1643-1727) obliczał wiek świata na podstawie Biblii na kilka tysięcy lat. Nie rozgraniczano astrologii i astronomii. Od tamtych czasów dużo się zmieniło. Naukę zaczęto ostro odróżniać od wierzeń religijnych i ezoteryki, bo nic nie wskazywało, że wierzenia religijne i ezoteryczne zawierają prawdę o świecie.

Jakie więc racje przemawiają za traktowaniem teologii jako dziedziny nauki w Narodowym Centrum Nauki? Dlaczego nadaje się stopnie i tytuły naukowe w dziedzinie teologii? Stoi za tym interes Kościoła i jego ludzi. Teologia nie powinna figurować jako dyscyplina naukowa w Narodowym Centrum Nauki, nie ma też uzasadnienia nadawanie stopni i tytułów naukowych w zakresie teologii. Na uprawianie teologii miejsce jest w Kościele, ale nie w nauce.

A co z filozofią? Mówi się czasami, że teologia jest pokrewna filozofii?

Filozofia przeszła w czasach współczesnych wielką metamorfozę, dostosowała się do wymogów metodologii i kultury naukowej, nie bada spraw nadprzyrodzonych. Natomiast kościelna teologia nadal, jak w średniowieczu, docieka, co też Bóg objawił ludziom w Piśmie Świętym.

264668_IMG_4047-D

Summa summarum

Klerykalizm w szkolnictwie wyższym i nauce narasta przy milczącej zgodzie środowisk naukowych. Rzeczpospolita Polska okazuje się podatna na kościelny lobbing, władze państwowe gotowe są finansować kościelne szkolnictwo wyższe, całkowicie podporządkowane władzom kościelnym polskim i watykańskim. Teologii przyznaje się status nauki chociaż jest niczym więcej niż kościelną ideologią oraz zakorzenioną w czasach archaicznych wiedzą tajemną o sprawach nadprzyrodzonych.

Jaki wniosek? Kościelne uczelnie powinny albo uwolnić się od podporządkowania Kościołowi (wymaga to całkowicie nowych statutów, swoistej sekularyzacji), albo władze państwowe powinny zrezygnować z ich finansowania. Nie ma potrzeby utrzymywania przez państwo kościelnych uczelni i wydziałów teologii na państwowych uniwersytetach. – Alvert Jann

………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się kilkadziesiąt artykułów, m.in.: 

Teologia nie jest nauką!” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teologia-nie-jest-nauka/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

O ciekawym wydarzeniu piszę w artykule pt.

Afera z doktoratem na Uniwersytecie Kardynała Wyszyńskiego”https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/afera-doktoratem-uniwersytecie-kardynala-wyszynskiego/

…………………………………………………………………..

Zmartwychwstanie Jezusa.

Kościół ma problem ze zmartwychwstaniem Jezusa. Przybywa chrześcijańskich teologów, którzy negują realność zmartwychwstania. Natomiast władze Kościoła nadają zmartwychwstaniu najwyższą rangę. W wielu dokumentach kościelnych, także w katechizmie, powtarza się za św. Pawłem: „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1Kor 15,14). Hierarchowie i księża mówią wręcz, że bez wiary w zmartwychwstanie Jezusa nie ma chrześcijaństwa. 

Pojawia się pytanie, czy rozumny człowiek może dziś w zmartwychwstanie uwierzyć. Jak wynika z ewangelii, nawet wśród pierwszych chrześcijan nie brakowało niedowiarków. Nie bez powodu św. Paweł w liście do wiernych w Koryncie pytał około 50-60 roku nowej ery: „dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał” (1Kor 15,12-13).

Od lat wzrasta zainteresowanie twórczością niemieckiego luterańskiego teologa Rudolpha Bultmanna (1884-1976). Głosił on ideę „demitologizacji chrześcijaństwa”, a za mity uznawał dziewicze poczęcie Jezusa, jego cielesne zmartwychwstanie, cuda opisane w ewangeliach itp. Dla protestanckich ortodoksów i Kościoła katolickiego jest to oczywiście nie do przyjęcia. Ale „Bultmannowska zaraza” zdaje się szerzyć. Przybywa chrześcijańskich teologów, którzy skłonni są uznać zmartwychwstanie za legendę, za ludową opowieść.

Nie tak dawno jeden z wielkich kardynałów katolickich Walter Kasper, znany szeroko w Niemczech i Watykanie, został przez katolickich ortodoksów zaatakowany za nieuznawanie zmartwychwstania Jezusa, czyli za herezję. Kardynałowi Kasperowi zarzucono nie bez podstaw, że „od lat ma problem z naczelnym dogmatem wiary katolickiej jakim jest Zmartwychwstanie. (…) – Pusty grób przedstawia sobą wieloznaczny fenomen, otwarty na różne interpretacje – twierdzi kardynał, mówiąc o powstaniu z martwych Pana Jezusa”. Ortodoksyjny krytyk kardynała pyta: „A co z wiarą apostołów czy relacjami zapisanymi w Biblii? Według niemieckiego hierarchy są to <wierzenia i świadectwa przekazane przez ludzi, którzy w nie wierzyli>”. No właśnie, apostołowie wierzyli, ale nie jest pewne, czy Jezus rzeczywiście zmartwychwstał fizycznie.

„Świadectwa biblijne apostołów – piszą katoliccy ortodoksi – są dla kard. Kaspera jedynie spotkaniem Chrystusa mającym naturę duchową, tak jak obecnie wierni spotykają się z Nim poprzez wiarę. Według hierarchy <z gruntu fałszywy rodzaj twierdzenia, jakoby Pan Jezus był dotykany ich rękami oraz jadł przy stole wraz ze swymi uczniami, (…) prowadzi do ryzyka przyjęcia zbyt topornej wiary paschalnej>” (link na końcu).

Skłonność, by ignorować kościelne dogmaty, a za to przeżywać wiarę, wywraca do góry nogami Katechizm Kościoła Katolickiego i kościelną teologię. Jak widać, ciekawe problemy ma Kościół i wierni.

1. „Bajki czarowne, bajki cudowne”

Nie można się dziwić, że relacje ewangelistów budzą sceptycyzm. Są jak bajki dla dzieci lub dla niezbyt rozgarniętych dorosłych. Jezus mógł być jednym z nawiedzonych kaznodziejów, jakich wówczas i dziś nie brakuje. Mógł być skazany na śmierć i ukrzyżowany przez Rzymian. Takie rzeczy tam się zdarzały. Ale nie ma podstaw, by człowiek rozumny wierzył w realność takich wydarzeń jak dziewicze poczęcie i zmartwychwstanie Jezusa. To są religijne fantazje, mity i urojenia. W artykule o narodzinach Jezusa napisałem – posługując się swobodnie frazą z wiersza Juliana Tuwima – że są to bajki czarowne, bajki cudowne.

Przyjrzyjmy się nieco bliżej ewangelicznym opowieściom o zmartwychwstaniu, by posmakować uroczej bajkowej naiwności tych relacji.

2. Zmartwychwstanie według Mateusza

W ewangeliach czytamy, że ciało Jezusa złożono w komnacie wykutej w skale, a wejście przywalono wielkim głazem. Mateusz pisze, że na żądanie kapłanów żydowskich przy grobie wystawiono straże rzymskie oraz opieczętowano wejście, by nikt nie wykradł zwłok (inni ewangeliści o strażach i opieczętowaniu nie wspominają).

Po co te zabezpieczenia? Jak pisze Mateusz, kapłani słyszeli, że Jezus zapowiadał swoje zmartwychwstanie. Obawiali się więc, że uczniowie Jezusa wykradną jego zwłoki i powiedzą ludowi: „Powstał z martwych” (Mt 27,62-66). Sprawie tej Mateusz poświęca sporo miejsca i wrócę jeszcze do niej.

Co się działo trzeciego dnia po zamknięciu grobu Jezusa?

Ewangelista Mateusz pisze: „Po upływie szabatu o świcie … przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli. Anioł zaś przemówił do niewiast: <Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie>” (Mt 28,1-7).

Afera korupcyjna: Ale to nie wszystko. Mateusz pisze, że kapłani przekupili strażników, by rozgłaszali, że uczniowie wykradli ciało Jezusa. W ewangelii czytamy: „niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: <Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu>. Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego” (Mt 28,11-15).

Wojna informacyjna: Wszystko wskazuje, że wśród chrześcijan toczyła się wówczas swoista wojna informacyjna. Z jednej strony szerzyły się wieści, że grób był pusty i Jezus zmartwychwstał. Z drugiej strony opowiadano, że to uczniowie wykradli zwłoki i kłamliwie rozgłaszają, że zmartwychwstał. Aby odeprzeć te oskarżenia, Mateusz mówi o wystawieniu i przekupieniu straży przez kapłanów. Być może wcześniej wersję taką rozgłaszali wyznawcy Jezusa.

3. Zmartwychwstanie według Jana

Oto co pisze Jan (długie, ale warto przeczytać): „A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: <Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono>. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu (zgodnie z żydowskim zwyczajem zmarłych zawijano w płótna). Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. (…) Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: <Niewiasto, czemu płaczesz?> Odpowiedziała im: <Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono>. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: <Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?> Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik (grób znajdował się w ogrodzie), powiedziała do Niego: <Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę>. Jezus rzekł do niej: <Mario>. A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: <Rabbuni>, to znaczy: Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: <Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego>. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: <Widziałam Pana i to mi powiedział>” (J 20).

Relacje Mateusza i Jana, a także dwóch pozostałych ewangelistów, różnią się w wielu szczegółach. Wskazuje to, że wśród wyznawców Jezusa krążyły różne opowieści, spisywane przez ewangelistów, oraz że ewangeliści puszczali wodze własnej fantazji, urozmaicali opis, dodawali dialogi, dokonywali selekcji.

W odróżnieniu od Mateusza, pozostali trzej ewangeliści nie wspominają o wystawieniu straży rzymskich, ani o trzęsieniu ziemi i aniele odsuwającym kamień. Kobiety zastają kamień już odsunięty.

Ewangeliści nie są zgodni co do tego, kto przyszedł do grobu i stwierdził, że grób jest pusty. Mateusz mówi o dwóch kobietach wymienionych z imienia, Marek o trzech. Łukasz pisze o kobietach nie wymieniając imion ani liczby. Według Jana do grobu przyszła Maria Magdalena oraz apostoł Piotr i jeden z młodszych uczniów Jezusa, a przy grobie pojawił się też zmartwychwstały Jezus.

Zawsze o zmartwychwstaniu informuje anioł lub tajemnicza postać (w domyśle anioł). Ma to chyba rozwiać podejrzenia, że zwłoki zostały wykradzione.

4. Spotkania ze zmartwychwstałym

Opowieści o spotkaniach ze zmartwychwstałym Jezusem są jak bajki dla dorosłych, ale niezbyt mądrych. W ewangeliach jest kilkanaście takich scen, podam tylko fragmenty dwóch.

Łukasz, tak jak i pozostali ewangeliści, stara się pokazać, że Jezus rzeczywiście zmartwychwstał fizycznie, cieleśnie, a nie jako duch. Oto Jezus niespodziewanie pojawia się wśród apostołów: „Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: <Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam>. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: <Macie tu coś do jedzenia?> Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich” (Łk 24,36-43).

A teraz fragment z ewangelii Jana:

Apostołowie przez noc łowili ryby w jeziorze, ale nic nie złowili: „A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: <Dzieci, czy macie co na posiłek?> Odpowiedzieli Mu: <Nie>. On rzekł do nich: <Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie>. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. (…) A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: <Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili>. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: <Chodźcie, posilcie się!> Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: <Kto Ty jesteś?> bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał” (J 21,4-14).

Ewangelię kończy Jan jak prawdziwy bajkopisarz: „Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać” (J 21,25).

Trudno się dziwić, że wielu teologów chciałoby powyższe opowieści interpretować jako metafory, przenośnie, a nie dosłownie. Jest to jednak w kontekście Nowego Testamentu trudne. W opowieściach ewangelistów zmartwychwstanie Jezusa ma charakter cielesny. Również katechizm i oficjalne dokumenty kościelne mówią o zmartwychwstaniu rozumianym fizycznie. Ortodoksi podkreślają, że w Kościele obowiązuje dogmat o cielesnym zmartwychwstaniu Jezusa.

5. Moment śmierci Jezusa

Cudowna fantazja dopisywała ewangelistom także przy opisie ukrzyżowania Jezusa. Ewangeliści mówią o przedziwnych zdarzeniach, które nastąpiły w momencie śmierci Jezusa na krzyżu: trzęsienie ziemi, zaćmienie słońca, pęknięcie zasłony w Świątyni Jerozolimskiej. Mateusz dorzuca jeszcze – co zasługuje na szczególną uwagę – liczne zmartwychwstania: „A oto zasłona przybytku (tj. w Świątyni Jerozolimskiej) rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu” (Mt 27,51-53). Mateusz nie opisuje, niestety, jak wyglądały spotkania z owymi zmartwychwstałymi.

6. Gdy rozum śpi …

Wieści o zmartwychwstaniu Jezusa szerzyły się najpewniej żywiołowo, tak jak dziś nierzadko szerzą się wieści o objawieniu Matki Boskiej gdzieś na działkach lub w Medjugorie. Przypomnijmy, w tym chorwackim miasteczku Matka Boska miała się ukazywać regularnie od 1981 r. kilkorgu dzieciom. Zrobił się z tego wielki międzynarodowy kult, ale Kościół powstrzymuje się od oficjalnego uznania tej szytej grubymi nićmi afery, by się nie ośmieszyć.

Jak widać, nie tylko w odległej przeszłości, także we współczesnej Europie wiara w cudowne zjawiska znajduje dość szeroki oddźwięk.

Z pewnością do powstania wieści o zmartwychwstaniu Jezusa walnie przyczynili się jego pierwsi uczniowie. Bibliści wskazują na szczególną rolę apostoła Piotra i jego otoczenia. Opowieści, krążące wśród wyznawców Jezusa, zostały po kilku dziesięcioleciach spisane przez ewangelistów. Dodali oni coś od siebie, ale zachowali ich ludowy, naiwny charakter, odpowiadający umysłowości wiernych i potrzebom propagowania kultu Jezusa.

Zmartwychwstanie było koronnym argumentem, że Jezus jest rzeczywiście zapowiedzianym w Starym Testamencie mesjaszem i synem bożym, a nie tylko zwykłym prorokiem, jak za przeproszeniem Jan Chrzciciel, którego ścięto i nic, kropka. Jezus – pisali ewangeliści – zmartwychwstał, jest w niebie i powróci „w chwale” przed sądem ostatecznym i końcem świata. Opowieści te skutecznie tworzyły kult Jezusa.

7. Zmartwychwstanie według Kościoła

Według oficjalnego stanowiska Kościoła katolickiego, wyłożonego w katechizmie, Jezus zmartwychwstał dosłownie, nie w przenośni. Wszystko odbyło się tak, jak opisali to ewangeliści. Katechizm skrzętnie przywołuje opowieści ewangelistów.

Stwierdza się wprost, że zmartwychwstanie Jezusa jest wydarzeniem rzeczywistym, które posiadało potwierdzone historycznie znaki, jak świadczy o tym Nowy Testament”. I dalej: Przedmiotem wiary w Zmartwychwstanie jest wydarzenie historyczne poświadczone przez uczniów, którzy rzeczywiście spotkali Zmartwychwstałego” (Katechizm 639 i 656).

Relacje pozostawione przez ewangelistów traktowane są jako wiarygodne źródło historyczne. Katechizm uznaje zmartwychwstanie Jezusa za fakt, bo według ewangelii stwierdziło je kilka kobiet, które przyszły do grobu Jezusa, apostoł Piotr oraz inni apostołowie i uczniowie.

„Wobec tych świadectw – czytamy w Katechizmie – nie można interpretować Zmartwychwstania Chrystusa poza porządkiem fizycznym i nie uznawać go za fakt historyczny” (pkt 643). Zmartwychwstanie Jezusa jest, według Kościoła, faktem historycznym i fizycznym. Głosząc takie nauki Kościół i wierni brną w kłamstwo.

Dlaczego władze kościelne nie chcą uznać wprost, że opowieści ewangelistów o zmartwychwstaniu Jezusa nie są opisem rzeczywistych zdarzeń? Dlaczego nie chcą uznać, że ewangelie spisane zostały dla niezbyt rozgarniętego, przesądnego ludu?

Uznanie zmartwychwstania za przenośnię, za opis metaforyczny, byłoby dla władz Kościoła ryzykowne. Wymagałoby wielkich zmian w całej doktrynie kościelnej, wzbudziłoby wielki opór ortodoksów. Przede wszystkim podważyłoby wiarygodność wszystkiego, co ewangelie i Nowy Testament zawierają. No bo skoro zmartwychwstanie to tylko przenośnia, to wszystko w ewangeliach może być przenośnią i opowieścią dla ciemnego zabobonnego ludu, gotowego wierzyć w najprzeróżniejsze cudowności. Przenośnią może być również to, że Jezus był mesjaszem, synem bożym, bogiem. Może powstać wśród wiernych podejrzenie, że także Bóg, o którym mówi Pismo Święte, to fikcja literacka stworzona przez kapłanów i władców, by lud trzymać w posłuszeństwie.

8. Zmartwychwstanie jest sprzeczne z wiedzą naukową

Nie ma rozumnych, racjonalnych, intelektualnych podstaw, by zmartwychwstanie Jezusa uznać za fakt realny fizycznie i historycznie.

Władze kościoła ignorują to, że z punktu widzenia metodologii nauk historycznych opowieści o zmartwychwstaniu/wskrzeszeniu kogokolwiek muszą być traktowane jako legenda, mit, a nie jako historyczny fakt.

Nie można traktować ewangelii, listów św. Pawła, Nowego Testamentu bezkrytycznie jako wiarygodnych źródeł historycznych. Nauki historyczne każą dokonywać krytyki źródeł, nie brać wszystkiego za dobrą monetę. Istnieją bowiem, jak wiadomo, monety fałszywe. To, co zapisane jest w źródłach, poddaje się krytycznej analizie, sprawdza na różne sposoby. Na tej podstawie jedne informacje uznaje się za prawdziwe, inne za możliwe, jeszcze inne za nieprawdopodobne twory ludzkiej fantazji, urojenia lub kłamstwa. Zmartwychwstanie i wskrzeszanie zmarłych należą do kategorii religijnych mitów. Metodologia nauk historycznych nie pozwala uznać zmartwychwstania Jezusa za fakt historyczny.

Również racjonalna ludzka wiedza i nauka nie zna czegoś takiego jak zmartwychwstanie czy wskrzeszenie zmarłych. Zmartwychwstanie/wskrzeszenie jest sprzeczne z wiedzą naukową.

Na podstawie krytycznej analizy można co najwyżej przypuszczać, że Jezus istniał realnie, był nawiedzonym kaznodzieją, nauczycielem wiary. Takie postacie nie były rzadkością wówczas, tak jak nie są rzadkością dziś. Natomiast nie można uznać, że był Bogiem, narodził się z dziewicy, a po ukrzyżowaniu zmartwychwstał itp. Takie wydarzenia pozostają w sprzeczności z racjonalną wiedzą naukową o człowieku i świecie. Nie przeszkadza to kościelnym teologom głosić, że między religią katolicką a nauką nie ma sprzeczności. – Alvert Jann

……………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” https://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi-2/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się.

– Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili ponad 70 artykułów, m.in.:

Teoria Boga krótko wyłożona” https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/teoria-boga-krotko-wylozona/

Kim był Jezus?” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/kim-byl-jezus/

Dziewicze narodziny Jezusa” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dziewicze-narodziny-jezusa/

Sprzeczności między nauką a religią: 10 przykładów” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sprzecznosci-miedzy-nauka-a-religia-10-przykladow/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – https://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

……………………………………………………………………….

Cytowane źródła:

Artykuł dotyczący kard. Kaspera – https://gloria.tv/article/opDcV3zkpRqi12amVsmmY26eY

Stary i Nowy Testament cytuję za Biblią Tysiąclecia (wydawnictwo Pallottinum) – http://biblia.deon.pl/

Katechizm Kościoła Katolickiego – http://www.katechizm.opoka.org.pl/

……………………………………………………………..

Wpisy Obserwatorium

Nic nie znaleziono

Sorry, no posts matched your criteria

Spotkania przy trzepaku

Nic nie znaleziono

Sorry, no posts matched your criteria