Wpisy Obserwatorium

Jest wyrok w sprawie zwolnienia pracownika sieci IKEA

W tych dniach sąd rejonowy uznał Katarzynę N., kierowniczkę z IKEA, która zw0lniła pracownika za homofobiczne wpisy, za niewinną dyskryminacji ze względu na światopogląd, o czym z satysfakcją informujemy naszych czytelników.

Krakowski sąd uznał, że do żadnej dyskryminacji nie doszło. Zdaniem sądu proces zwolnienia z pracy autora wpisu przebiegł zgodnie z prawem, a on sam nie miał najmniejszych problemów, w związku z wyznawaniem wiary, czy noszeniem symboli religijnych.

Prokuratura chce się odwołać od wyroku.

 

źródło

Sąd Najwyższy odpowiada panu Zero… w sprawie Grażyny Juszczyk co krzyż zdjęła w szkole.

Przypomnijmy – w 2014, w Krapkowicach, w  Zespole Szkół Sportowych, Grażyna Juszczyk, matematyczka, zdjęła krzyż w pokoju nauczycielskim, za co spotkało ją szereg niezasłużonych konsekwencji, m.in. ostracyzm środowiskowy, mobbing ze strony dyrekcji szkoły, utrata pracy i środków do życia.

– Jestem osobą niewierzącą, a krzyż kojarzy mi się ze śmiercią i okrucieństwem. Nie chciałam być nim epatowana w miejscu pracy, dlatego zdjęłam go ze ściany i położyłam na najwyższej półce w pokoju nauczycielskim – tłumaczyła na pierwszej rozprawie w sądzie.

źródło

Nota bene wszędzie, gdzie zawiesza się krzyże w miejscach publicznych, urzędach, w miejscach pracy – wiesza się je bez pytania kogokolwiek o zdanie, tak jakby to było oczywiste, że krzyż ma prawo wisieć gdzie się władzy podoba. Skala tej arogancji ostrzegać nas powinna już od co najmniej 25 lat, przed nieuchronną katastrofą, polegającą na tym, że cała przyszłość, rozwój i pomyślność państwa została złożona w ręce polityków, którzy chętnie służą episkopatowi kościoła katolickiego. Pełzająca klerykalizacja życia publicznego do 2005 roku, spowodowała równie powolną, ale sukcesywną polaryzację społeczeństwa. Konformiści i oportuniści, swoją postawą przypominający zwierzęta uprawiające mimikrę, przywdziali barwy ochronne – to jeden z łatwiejszych mechanizmów obronnych, który ludzie stosują, by przetrwać trudne czasy. Ci co zawieszają krzyże i ci co mają odwagę je zdejmować – to ludzie o wyrazistym charakterze, posiadający mocny kręgosłup światopoglądowy. Ogromna większość jednak jest słaba, łatwo daje się zdominować i zagonić tam gdzie aktualna władza sobie życzy.

 

 

 

Wyjątkowość takiej postawy, jaką wykazała się Pani Grażyna Juszczyk, polega na tym że, wiedząc w jakim kraju żyjemy, miała odwagę cywilną wyjść ze swojej strefy komfortu, by przypomnieć wszystkim swoim kolegom, że  zawieszanie krzyża bez konsultacji i choćby fasadowej troski o osoby, którym może on jednak przeszkadzać w takim miejscu jak szkoła świecka, jest niestosowne i godne zdecydowanej reprymendy. W szkole, gdzie rozegrał się, smutny dla Pani Grażyny, pokazowy spektakl niszczenia człowieka za jego światopogląd, nie tylko reprymendy nie przyjęto z pokorą, ale postanowiono w rewanżu pokazać nauczycielom co spotyka nieprawomyślnych, dopominających się o swoje prawa i o postanowienia zapisane w konstytucji. Bo o takie wartości próbowała zawalczyć Pani Grażyna Juszczyk.

Po wielu latach, nadal ta sama arogancja, jak zaraźliwy wirus, próbuje wymuszać na sędziach Sądu Najwyższego wydanie wyroku po myśli prokuratora generalnego – częstego gościa Radia Maryja – akolity kościoła katolickiego. Mówimy o tym  bez cienia złośliwości. Jest to powszechna wiedza na temat tego osobnika. Wielu ludzi obecnej władzy zapomina, że złożyło przyrzeczenie społeczeństwu, które ich żywi, ubiera, wozi i dopieszcza, choć wcale  tego nie chce, bo widzi, że to wyrzucone pieniądze.

Gdy zauważono, że krucyfiks zniknął w szkole rozpoczęło się dochodzenie. Nauczycielka nie ukrywała, że to ona go ściągnęła. Dyrektorka szkoły zwołała zebranie, na którym oznajmiła w obecności wszystkich nauczycieli, że wie „kto ośmielił się zdjąć krzyż”.

Później część nauczycieli przestała z Grażyną Juszczyk rozmawiać, dyrekcja wystawiła oficjalne upomnienie, pojawiły się podejrzenia o kradzież krzyża, zresztą nie tylko krzyża. W końcu Juszczyk poszła na zwolnienie, żeby podreperować zdrowie, bo – jak mówi – szykany były nie do zniesienia.

We wrześniu 2016 roku Sąd Okręgowy w Opolu uznał, że działania dyrekcji szkoły były dyskryminacją w formie molestowania psychicznego. A w szkole dochodziło do szykan ze względu na bezwyznaniowość. Nauczycielkę regularnie upokarzano, przez co naruszano jej godność.

i zaczęło się … apelacja za apelacją, aż do kasacji i skargi nadzwyczajnej do SN…

Wrocławski sąd apelacyjny podtrzymał dzisiaj wyrok pierwszej instancji w sprawie nauczycielki, która zdjęła krzyż ze ściany w pokoju nauczycielskim. Zdaniem sądu w szkole doszło do dyskryminacji nauczycielki.

źródło

I tak mniej więcej brzmiały wyroki w sądach apelacyjnych…

 

A teraz po wielu latach mamy kolejny – tym razem nie jest to wyrok tylko uzasadnienie odmowy przyjęcia skargi nadzwyczajnej do SN – odpowiedź na próbę zmuszenia SN do podważenia własnego wyroku.

 

– Byłam pewna, że ta sprawa już dawno została zakończona, dostałam niewielkie odszkodowanie, w prasie pojawiły się przeprosiny, na których mi najbardziej zależało. Tymczasem teraz okazuje się, że prokurator generalny postanowił zainterweniować w mojej sprawie. Jestem tym przerażona i uważam, że jako szary obywatel doświadczam prześladowania ze strony państwa. Tak się właśnie czuję – mówiła

Jak wyjaśnia Sąd Najwyższy: „Niedopuszczalne jest formułowanie zarzutów skargi nadzwyczajnej w sposób zmierzający do wymuszenia kolejnej kontroli orzeczenia, którego prawidłowość w zakresie podnoszonych w skardze uchybień była już wcześniej weryfikowana przez Sąd Najwyższy w postępowaniu kasacyjnym.”

źródło

 

Żeby prokurator generalny mógł zaspokoić swoją żądzę pomsty na ateistach, sejm będzie musiał znowu coś klepnąć w nocy, nad ranem – diabli wiedzą co to będzie, ale znając ich pomysłowość i kreatywność może to być nawet prawo szariatu katolickiego. Bo lepiej to już było- jak mawiali nasi dziadkowie i babcie.

 

„Kariatydy, symbolizujące trzy cnoty: wiarę, nadzieję i miłość, umieszczone są na tyłach gmachu Sądu Najwyższego. Zostały wykonane z brązu przez Jerzego Juczkowicza. Plotka o przeniesieniu rzeźb z części frontowej na tyły gmachu z powodu protestów biskupa polowego WP jest nieprawdziwa.”

źródło

kuna2021kraków

 

 

 

Od łyczka do rzemyczka – Polski Reżim nie rozmawia z Unią. On głosi ewangelię wg. Mateusza.

Pani Karolina, mieszkanka Torunia została aresztowana i przewieziona do więziennego oddziału chorych z covid19, ponieważ złamała zakaz wychodzenia z domu podczas kwarantanny. Na podstawie monitoringu policzono, że w ten sposób mogła narazić nawet 30 osób na zarażenie się tym groźnym wirusem. U żadnej z osób nie stwierdzono jednak zarażenia.

Pani Karolina opiekuje się trojgiem ludzi w bardzo podeszłym wieku – obojgiem rodziców i mężem. Cierpi od lat na depresję i ma problem z kontaktami interpersonalnymi. Nie poprosiła więc o pomoc wolontariuszy i wolała sama zrobić zakupy spożywcze i apteczne. Policja zamknęła kobietę w zakładzie karnym, prokurator przedłużył areszt do 5 miesięcy…

 

Kodeks karny z nieco ponad 300 artykułami stwarza ograniczone możliwości „podpięcia” zachowań pod określony przepis. Karolinie L. postawiono zarzut sprowadzania niebezpieczeństwa powszechnego (art. 165 Kodeksu Karnego). – Moim zdaniem to zbyt daleko idący zarzut – mówi Lewandowski. – Prokuratura działała automatycznie. Wyszukała wszystkie osoby, z którymi Karolina L. miała kontakt, kiedy złamała kwarantannę, i wrzucono je jako osoby pokrzywdzone. Nie wyjaśniono, czy kontakt z każdą z tych osób wiązał się z ryzykiem zakażenia, czy zachowano środki ochrony osobistej i dystans społeczny.

 

Takich osób zidentyfikowano trzydzieści jeden, skorzystano z monitoringu miejskiego. U żadnej z nich nie stwierdzono wirusa.

[…]Jednak z upływem czasu spędzonego w areszcie i gdy sprawą zainteresowały się lokalne media, mecenas Lewandowski otrzymał kilkanaście telefonów z deklaracją wpłaty poręczenia majątkowego. Dzwoniły do niego zarówno osoby prywatne, jak i fundacje oraz stowarzyszenia. Z wpłatą trzeba było jednak poczekać na decyzję sądu.

Ten – 24 września – uchylił areszt dla Karoliny L. bez wpłaty poręczenia majątkowego, uznając, iż to, że oskarżona pozostaje poza zakładem karnym, nie utrudnia pracy organów wymiaru sprawiedliwości i nie zakłóca toku procesu. Kobieta przebywa teraz w miejscu zamieszkania pod dozorem policji. Musi dwa razy w tygodniu stawiać się w komisariacie. Miejsce pobytu może zmieniać tylko za zgodą dozorców. Dozór może być stosowany nawet do zakończenia procesu.[…]

ŹRÓDŁO

 

Choć trudno pochwalać zakaz wychodzenia w okresie kwarantanny, to jednak okoliczności jakie pojawiły się podczas rozpoznania sprawy powinny zastanowić prokuraturę. Nie tylko nie zastanowiły, ale nawet doszło do przekroczenia granic koniecznej zapobiegliwości wobec kobiety. Nie jest ona groźnym bandytą, nikogo nie pobiła, nikt się nie zaraził – prawdopodobnie zachowała wszystkie środki ostrożności – dlaczego więc została w ten sposób potraktowana? Dlaczego osobę chorą na ciężką depresję, zamknięto na 5 miesięcy odosobnienia, dlaczego dopiero adwokat z urzędu udzielił jej informacji na temat stanu zdrowia jej rodziców pozbawionych jej opieki? Moim zdaniem to zahacza o dręczenie, a nawet tortury psychiczne.

Nikt nie odpowie nam na te pytania. Tak jak nikt nie odpowie na pytanie dlaczego inna pani prokurator wobec chuligana  nie zastosowała zasady prawnej, obowiązującej w przypadku recydywy. Nie było też aresztu, po tym jak ponownie pobił człowieka … No ale ofiarą był  gej… czyli okoliczność łagodząca? Na to wygląda. Doniesień o pobiciach na tle homofobicznym jest coraz więcej. Ciekawa jestem jak się z tym czuje abp Jędraszewski odznaczony, ni mniej ni więcej tylko za płomienne mowy szczujące na społeczność LGBT+… Ale tego też się nie dowiemy. Możemy być tylko biernymi odbiorcami informacji. Kiedy wychodzimy na ulicę, by zaprotestować przeciwko katoprawicowemu reżimowi – lądujemy na dołkach i w aresztach.

Ale różni ważni Polacy twierdzą, że w Polsce wszystko jest w porządku. Demokracja, sądy, praworządność nie są zagrożone w najmniejszym stopniu, a tolerancję to Polacy maja genetycznie zakodowaną… Odkąd Jezus Chrystus decyduje tu o wszystkim, to nawet bzdury pisane przez Instytut Pamięci Narodowej są święte i nie do podważenia. – o czym dopiero co wszyscy się dowiedzieliśmy z ust pewnego polityka… Ale nie spodziewajmy się nie wiadomo czego po ludziach z bańki, w której padają także takie odkrywcze twierdzenia jak to:

 

 

A teraz jeszcze tylko słówko tytułem usprawiedliwienia, tego iście tabloidowego artykuliku… Drodzy czytelnicy – szkoda zachodu czasu i atłasu na przemawianie do ludzi, którzy mówią te wszystkie niesłychane bzdury, którzy kłamią bezczelnie patrząc Europie i światu prosto w oczy. Będziemy nazywać rzeczy po imieniu. Będziemy mówić i opisywać rzeczywistość bez kunsztu językowego, bez używania intelektualnych zawijasów i barokowych stylizacji. Będziemy mówić tak jak proszą hierarchowie- tak, tak, nie nie. Jesteśmy dorośli, dojrzali i świadomi co się tu odstawia. Może uda im się oszukać Unię Europejską, może wyprowadzą ją w pole, a może z równowagi – to już nie jest chyba istotne. Istotne jest dziś stwierdzenie, że w Polsce zaistniały wszystkie okoliczności, pozwalające na ukonstytuowanie się REŻIMU,  i że nie ma większego znaczenia czy jest to reżim czerwony, czarny czy brunatny – bo reżim zawsze jest taki sam.

 

 

Reżim potrzebuje języka tzw.wartości, służb mundurowych w charakterze obrońców, pożytecznych idiotów, fantomowych figurantów, wrogów i ofiar, donosicieli i lizusów. Najbardziej jednak reżimowi sprzyjają wszyscy ci, którzy przez lata udają, że nic nie widzą, choć widzą, że nic nie rozumieją, choć rozumieją, i mówią że ich to nie obchodzi bo ich to nie dotyczy.  Ich jest najwięcej. I wobec nich wszyscy inni- zaangażowani, buntujący się, krzyczący od dawna, sygnalizujący że źle się dzieje w państwie duńskim – to tylko grupki wzmożonych obywateli, których łatwo wyeliminować, pozamykać, wykończyć ekonomicznie lub zdezawuować i ośmieszyć przed resztą publiczności.

Jak to jest, że ta wiedza – w końcu wcale nie tajemna – nie jest wiedzą powszechną? I czy gdyby była powszechną, to coś by to zmieniło? Umielibyśmy się obronić przed dojrzewaniem tego destrukcyjnego potwora, obżartego populizmem i wypchanego pakułami banału?

 

kuna2020Kraków

 

 

Przemoc domowa – refleksje nad ustawą, która nie będzie działać w obronie ofiar.

 

 

Prawdopodobnie informacja o nowelizacji ustawy antyprzemocowej dotarła do większości z Was. Nie wiem jak Wy, ale ja byłam zaskoczona nagłym dość pojawieniem się tej nowelizacji, a jeszcze bardziej wynikiem głosowania nad nią w ubiegły czwartek, w sejmie RP. Rzuciłam się do czytania ustawy i jej nowelizacji, przeleciałam kilka źródeł i komentarzy na ten temat. Nie chcę być zrzędliwą babą, która we wszystkim dopatruje się drugiego dna albo ukrytych niegodziwości, ale taki mam umysł i wiele razy , zbyt wiele nawet, ten niepokój prowadził mnie ku słusznym wnioskom.

Czego się tym razem czepię? Zobaczcie sami.

Przeczytajcie trzy źródła – opisują ten sam fakt. Opisują go z różnych perspektyw – to zrozumiałe – działaczki i działacze społeczni, którzy o ten zapis walczyli od wielu lat to ludzie, którzy zawsze byli świadomi powagi sytuacji i wiedzieli, że przemoc domowa w Polsce, to palący od lat problem społeczny.

Konserwatyści i politycy wywodzący się z tej opcji ideologicznej, ( POPIS, PSL, Konfederacja) to  ludzie, którzy także wiedzieli o wielkości problemu przemocy, ale ponieważ dotyczył on przede wszystkim polskiej kobiety i dzieci, ewentualnie „mężczyzn, którzy sobie nie radzą” z przemocą, przyjęli postawę zaprzeczania faktom. Poza tym uważają oni przemoc domową za coś w rodzaju „starej polskiej tradycji” nierozerwalnie związanej z polską rodziną, a ta jest pod ochroną, czyli nie podlega w tym zakresie krytyce.

Zatem, gdy działacze społeczni i organizacje walczyły o skuteczne zapisy w prawie, które chroniłyby ofiary przed agresorem, ci mizogini i konserwatywne ciury twierdzili, że w Polsce nie ma problemu przemocy, a jeśli nawet, to dotyczy wyłącznie marginesu społecznego i wynika z problemu alkoholowego – ten ostatni pogląd charakteryzował narrację kościoła katolickiego w czasach dyskusji na temat konwencji europejskiej o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet…

Dlaczego więc dzisiaj, kiedy nikt się w zasadzie nie spodziewał ani tej nowelizacji, ani takiego wyniku głosowania w sejmie? Jest nazbyt oczywiste, że to wyłącznie jakiś interes polityczny sprawił cud nad Wisłą – no bo chyba nie narodowe modły? Co chce nam powiedzieć rząd PIS-owski? Jesteśmy fajnymi misiami? Mamy wrażliwość? Rozumiemy problem kobiet bitych w zamkniętych czterech ścianach? Może jednak popatrzycie na nas łagodniej i życzliwiej. Może na nas zagłosujecie? Przecież za PO nie udało się wam nic wskórać? My jednak jesteśmy lepsi, wyciągnęliśmy do kobiet rękę!! 

Nie wiem jak zostanie ten fakt wykorzystany w narracji Prezydenta czy Premiera RP… ale, że będzie- tego jestem pewna. Czy przez to mniej się cieszę? Nie – cieszę się ogromnie!! Nie pierwszy to raz kobiety „coś” dostają z powodu li tylko korzyści politycznych na jakie liczą mężczyźni. Tak było z prawem do głosowania, do pracy zarobkowej, do dziedziczenia majątku. Chyba tylko prawo do nauki i studiowania na uniwersytetach zawdzięczamy uporowi wielkich i mądrych kobiet. Choć do dzisiaj, mimo tylu lat udowadniania naszej wartości w tym zakresie, nadal w tym środowisku mamy szklany sufit … Ale zostawmy to na boku…

Pierwszy fragment to post z FB, ze strony Ogólnopolskiego Strajku Kobiet 

 

 

Ustawa o natychmiastowej izolacji sprawcy przemocy uchwalona przez Sejm – i to prawie jednogłośnie (443 głosy za)!

Do tej pory policja nie miała możliwości zastosowania izolacji sprawcy przemocy od ofiary. Nie mogła nakazać takiej osobie, aby trzymała się od żony, matki, ojca czy córki z daleka. Nie było takiego przepisu.
Dzisiaj się to zmieniło.
W końcu ofiary przemocy będą chronione. W końcu policja stanie w ich obronie wydając nakaz natychmiastowego opuszczenia przez kata wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia.

Wołania dziesiątek organizacji ratujących życie ofiarom przemocy i udzielające im pomocy zostały usłyszane. To wyjątkowy dzień, pełen łez radości osób, które od lat zabiegały o te zmiany w prawie. Szczególnego wzruszenia nie mogła ukryć Anita Kucharska-Dziedzic – posłanka na Sejm RP, która trafiła do Sejmu prosto z jednej z takich organizacji. Usiadła w ławach sejmowych jako szefowa Lubuskie Stowarzyszenie na Rzecz Kobiet BABA, stawiając sobie za pierwszy i najważniejszy cel przeprocedowanie właśnie tej ustawy przez Sejm. I dzisiaj ten cel został osiągnięty.

Ogromny udział w dzisiejszym sukcesie ma Danuta Wawrowska osoba publiczna, nasza strajkowiczka, znakomita prawniczka ze Słupska, która jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu, jako asystentka społeczna posłanki Ewa Lieder przygotowała w konsultacji z Joanną Piotrowską z Feminoteki projekt zmian w ustawie o Policji. Została ona złożona w Sejmie, ale nie była procedowana. W kolejnej kadencji Sejmu projekt ten nasza Danka przekazała posłance Anicie Kucharskiej – Dziedzic, która przedstawiła ją Parlamentarnemu Zespołowi ds. Praw Kobiet, pracowała nad nim i walczyła o jego przyjęcie. Rozwiązania zaproponowane w projekcie zostały dziś przyjęte przez Sejm.
Brawo Danka! Brawo Anita! Brawo wszystkie i wszyscy!

 

A tu macie drugi fragment – tym razem ze strony Serwis Rzeczpospolitej Polskiej z zakładki Ministerstwa Sprawiedliwości

W myśl nowych przepisów, funkcjonariusz policji podejmujący interwencję oceni, czy osoba stosująca przemoc fizyczną stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia domowników. Jeśli będzie takie niebezpieczeństwo, policjant wyda bezwzględny nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania przez sprawcę przemocy. Będzie mógł on zabrać z mieszkania niezbędne rzeczy. Nakaz ten będzie egzekwowany – łącznie z możliwością użycia środków przymusu – także, jeśli sprawca oświadczy, że nie ma dokąd się wyprowadzić. Policjant wskaże mu placówki zapewniające miejsca noclegowe, np. schronisko dla bezdomnych.

Ja rozumiem, że jak się coś reklamuje, to się nie mówi o wadach produktu. W tym wypadku uwypuklono wszystko co brzmi jak spełnienie oczekiwań kobiet… Nie mogę wprost uwierzyć, że „W kolejnej kadencji Sejmu projekt ten nasza Danka przekazała posłance Anicie Kucharskiej – Dziedzic, która przedstawiła ją Parlamentarnemu Zespołowi ds. Praw Kobiet, pracowała nad nim i walczyła o jego przyjęcie.” No cóż, ja bym nie walczyła o przyjęcie takiego projektu. Sorry, ale nie. Dlaczego? O tym za chwilę…
I trzeci fragment – tym razem pochodzi z Gazety Prawnej i to typowa autoreklama – patrzcie i podziwiajcie…

Wiceminister Romanowski podkreślił w piątek na konferencji prasowej, że uchwalona przez Sejm ustawa, „tworzy realne narzędzie pomocy dla ofiar przemocy domowej”.

„Dzięki temu, Polska stanie się krajem, w którym standard ochrony osób pokrzywdzonych przemocą domową, będzie należał do najwyższych” – powiedział Romanowski.

Jak dodał, „to pokazuje też, w jaki sposób dla nas ważne są realne i skuteczne działania; nie kierujemy się ideologią„. Wyjaśnił, że realne działania ukierunkowane są na „sprawne zwalczanie przestępczości” i pomoc ofiarom tej przestępczości. Dodał, że dzięki tej ustawie przerwana zostanie „pewna spirala przemocy i milczenia”.

Wiceminister przekazał, że dzięki rozwiązaniom zawartym w ustawie, „ofiara przemocy domowej będzie miała pewność, że interwencja policji rozwiąże jej problem w sposób definitywny”.

Romanowski podał, że według szacunków, rocznie jest ok. 250 tys. osób, które zostały dotknięte przemocą domową.

Ustawa zakłada wprowadzenie odrębnego, szybkiego postępowania w sprawach o zobowiązanie osoby stosującej przemoc do opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania oraz zakazanie zbliżania się do niego. Uprawnienia do wydawania natychmiastowego nakazu w tych sprawach będą przyznane Policji, a także Żandarmerii Wojskowej. Nakaz będzie obowiązywał przez 14 dni, jednak na wniosek osoby dotkniętej przemocą, sąd może przedłużyć ten okres.

Nakaz opuszczenia mieszkania będzie egzekwowany – łącznie z możliwością użycia środków przymusu – bez względu na ewentualne twierdzenie sprawcy, że nie ma dokąd się wyprowadzić.

Policja będzie zobowiązana do regularnego sprawdzania, czy osoba objęta nakazem opuszczenia mieszkania lub niezbliżania się do niego stosuje się do nałożonych na nią sankcji. Jeżeli nie będzie tego robić, będzie podlegać karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Dodatkowo w określonych przez ustawę sprawach pisma procesowe będą mogły być doręczane nie tylko przez pocztę, ale również za pośrednictwem policji, a osoby domagające się zastosowania środków wobec sprawcy przemocy będą zwolnione z kosztów sądowych.

Ustawa ma wejść w życie po upływie sześciu miesięcy od dnia ogłoszenia. (PAP)

No i co powiecie? Że to dobrze brzmi, że wreszcie, że to bardzo ważna nowelizacja…
Szkoda tylko, że będzie mało skuteczna. Szkoda, że jedyną odpowiedzialną osobą za wydanie nakazu/zakazu będzie policjant- szeregowy policjant, który dostanie  naganę służbową, a może nawet straci szansę na awans, jeśli osoba, która w jego ocenie dopuściła się przemocy domowej, złoży zażalenie do sądu, a ten w trybie natychmiastowym, najpóźniej do trzech dni wyda inne postanowienie – zresztą czytajcie sami:

Art. 15 aj. 1. Osobie stosującej przemoc w rodzinie, wobec której wydano nakaz lub zakaz, przysługuje zażalenie do sądu rejonowego właściwego ze względu na miejsce położenia wspólnie zajmowanego mieszkania. Zażalenie wnosi się w terminie 3 dni od dnia doręczenia nakazu lub zakazu, o czym należy osobę tę pouczyć wraz z doręczeniem nakazu lub zakazu. W zażaleniu skarżący może się domagać zbadania prawidłowości prowadzenia czynności, zasadności oraz legalności wydanego nakazu lub zakazu. Do zażalenia stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu postępowania cywilnego.

2. Sąd rozpoznaje zażalenie niezwłocznie, nie później jednak niż w ciągu 3 dni od dnia jego wpływu do sądu.

3. Sąd uchyla zaskarżony nakaz lub zakaz w przypadku stwierdzenia jego bezzasadności lub nielegalności, o czym niezwłocznie zawiadamia osobę dotkniętą przemocą w rodzinie, prokuratora, właściwą jednostkę Policji oraz zespół interdyscyplinarny, o którym mowa w przepisach ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

4. W przypadku stwierdzenia bezzasadności, nielegalności lub nieprawidłowości nakazu lub zakazu sąd zawiadamia o tym przełożonego policjanta, który wydał nakaz lub zakaz.

 

Pomijając już nawet pytanie – jak sobie ustawodawca wyobraża sprawdzenie zasadności zakazu/nakazu i to w ciągu trzech dni, to nie widzę też żadnych zabezpieczeń prawnych, chroniących subiektywny osąd policjanta przed subiektywnym osądem sądu. Jeszcze gorzej to widzę, gdy sędzia jest częścią np. miejscowej śmietanki towarzyskiej. A co jeśli w tej śmietance znajduje się też oprawca? Co jeśli to miejscowy prokurator, albo pułkownik W.P. , albo pani kurator oświaty, która np. pogardza swoim mężem i bija go regularnie? Ja bardzo przepraszam wszystkich porządnych i uczciwych funkcjonariuszy publicznych, ale sorry – żyję dość długo, by wiedzieć, że ostatecznie to życie właśnie i jego praktyka weryfikuje teorie i pobożne życzenia. W związku z tym nie podoba mi się takie prawo, które stoi daleko od rzeczywistości i które nie zabezpiecza w żaden sposób praworządności, ergo nie gwarantuje, że w praktyce orzekania będą chronione intencje prawodawcy.

Oceniając tą ustawę można też,  wyjść z innego założenia – Koń jaki jest każdy widzi,  albo – po owocach ich poznacie. Przywołane przeze mnie zapisy ustawy – zaledwie fragment tego dokumentu – pozwala uznać, z dużym prawdopodobieństwem, że intencją ustawodawcy nie było jednak stworzenie skutecznego prawa ograniczającego przemoc domową. Nie była nią też chęć stworzenia narzędzi do skutecznego izolowania ofiar od oprawców.

Ta ustawa to projekt rządowy. Rząd mamy konserwatywny, a oni przez trzydzieści lat twierdzili, że problemu nie ma. Kościół ich wspierał i twierdził, że to tylko problem marginesu i alkoholizmu. Przecież wciąż pamiętamy te argumenty z sufitu, jakie fruwały w mediach i tvp,  przy okazji kampanii, krytykującej w czambuł wszystko co proponowała, szeroko zakrojona, konwencja europejska o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i zwalczaniu przemocy domowej. Ja pamiętam.

 

czytajcie także: Uderz w stół…

 

Możliwość szybkiego i skutecznego podważenia zasadności decyzji funkcjonariusza policji,  to nie jest jedyny haczyk. To nie jest też jedyny problem jaki mam z zaakceptowaniem tej nowelizacji… Bardzo mnie martwi całkowity brak zabezpieczenia dla ofiar w przypadku, gdy miejsce wspólnego zamieszkiwania nie jest nawet współwłasnością ofiary – co stanie się z ofiarami przemocy domowej po owych 14 dniach od wydania nakazu/zakazu?

Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że w Polsce fakt wyżywania się na bliskich,  mógłby odebrać świętemu prawu własności jego moc sprawczą. Trudno mi też sobie wyobrazić, że ofiara w ciągu 14 dni ogarnie wszystkie sprawy dotyczące zarówno przedłużenia okresy zakazu/nakazu, jak i te najtrudniejsze związane z egzystencją. Ofiarą się stajemy, gdy sobie kiepsko radzimy, gdy nie jesteśmy samodzielne i nie mamy żadnego wsparcia w rodzinie i otoczeniu.

W ustawie jest też mowa o tym, że ta osoba, która pozostaje w lokum przejmuje obowiązek jego utrzymania – a co jeśli ofiara  była na wyłącznym utrzymaniu swojego oprawcy? To przecież najczęściej właśnie taka sytuacja – nie czarujmy się – zależność ekonomiczna jest dlatego tak groźną nierównością w rodzinie, że napędza mechanizmy uzależnienia od partnera i działa w obie strony – ofiara jest zwykle uzależniona psychicznie i ekonomicznie, a agresor pozwala sobie coraz śmielej bo może, bo ma świadomość lub tylko czuje, że ofiara zniesie wiele, że nie będzie się bronić, nie odejdzie, bo jako niesamodzielna myśli, że sobie nie poradzi…

Brakuje mi też w systemie, właściwie rozumianego wsparcia instytucjonalnego dla ofiar przemocy. Potrzebni są świeccy psychologowie i psychoterapeuci, program pozwalający na szybkie usamodzielnienie się poszkodowanych w wyniku przemocy domowej – zwykle dotyczy to kobiet – oraz mieszkań samodzielnych dla nich i ich dzieci. Bo nie czarujmy się – ta ustawa nie spowoduje, że agresor nie wyrwie swojej własności. W świetle prawa nadal będzie właścicielem, a że lubi bić kobietę, to zupełnie inna sprawa przecież. Tymczasem ustawa wspomina o kierowaniu kobiet do m.in. :

 

Art. 15ag. 1. Policjant, w przypadku wydania nakazu lub zakazu, informuje osobę dotkniętą przemocą w rodzinie o:[…]

[…] 5) możliwości uzyskania pomocy udzielanej przez podmioty, które otrzymały dotacje z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej – Funduszu Sprawiedliwości, o którym mowa….[…]

 

No i tu widać też wyraźnie intencje prawodawcy – otóż podmioty, które otrzymały dotacje z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym  to głównie organizacje związane z kościołem katolickim, a zatem realizujące swoją agendę – np. w ramach „pomocy” możemy się spodziewać nakłaniania kobiet do aktu wybaczania agresywnemu partnerowi, nakłaniania do wycofania pozwu rozwodowego, czy zgłoszenia przestępstwa przemocy fizycznej. W ramach tej samej agendy można się też spodziewać wzbudzania poczucia winy i wtórnej wiktymizacji. Nie jest żadną tajemnicą, że kościół zawsze namawia kobiety do zachowania rodziny w całości, bez względu na skutki i okoliczności.

I nie ma w tym co tu napisałam żadnej przesady. Kto zetknął się choć raz z taką organizacją – wie o czym mówię. Warto też sobie uzmysłowić, że według prezydenckiego projektu, nowa struktura organizacji opieki społecznej – tzw. Centra Usług Społecznych –  podlegać będą katolickiej na wskroś agendzie z klauzulą sumienia jako narzędziem, które ostatecznie ma rozstrzygać komu się należy wsparcie, a komu nie. Nie trudno sobie wyobrazić, jak te dwie okoliczności wpłyną na realizację ustawy antyprzemocowej, którą dzisiaj z niekłamaną radością  przywitały organizacje kobiece…

 

Czytajcie także : Katolickie poradnie za pieniądze podatnika….

 

Dobra ustawa to taka, która gwarantuje każdemu sprawcy przemocy domowej osąd i karę, której nie da się uniknąć. Ta ustawa tego nie gwarantuje. Całą odpowiedzialność spycha na policjanta i wątpię, czy znajdzie się wielu mundurowych, którzy nie kalkulując czy im się to opłaca, podejmą właściwe kroki, zgodne z ustawą i ich poczuciem sprawiedliwości. Nie można wymagać, by policjant szedł na oślep na zwarcie z sądem! Żadna ustawa nie ma prawa tego od niego wymagać. Odczytuję taki zapis, jako pobożne życzenie, naiwne w swych założeniach, albo perfidną pułapkę na prawych funkcjonariuszy, którzy nie dostrzegą w porę czym ten zapis pachnie. A pachnie naprawdę brzydko.

Ustawa jest pełna nieścisłych pojęć, luk, niekompatybilna z innymi ustawami, naszpikowana kruczkami, czyli prawnymi wytrychami, którymi sprawny adwokat będzie mógł żonglować jak cyrkowiec na korzyść swojego klienta. Dobre prawo nie zostawia tak szerokiego pola do dowolności interpretacji. Jednym słowem w tej ustawie brakuje zabezpieczeń praworządności i niestety jest to zgodne, jak przypuszczam z intencjami rządu. W związku z tym ostrzegam wszystkich zainteresowanych, że nic nie jest takie na jakie wygląda – ta ustawa udaje, że podaje rękę ofiarom przemocy, udaje że wyposaża policję w nowe sprawne narzędzie, wreszcie udaje że spełnia najwyższe światowe standardy w walce z przemocą domową. To jest deepfake w świecie prawa.

Co to za prawo, które separację ofiar od sprawcy uzależnia od subiektywnej oceny zwykłego funkcjonariusza policji, albo żandarmerii wojskowej? Nie chcę być złośliwa, ale fakty są takie, że akurat w środowisku mundurowych jest znacząco więcej mężczyzn uprawiających przemoc wobec bliskich, niż gdziekolwiek indziej. Nie wchodząc głęboko w ten temat chcę tylko zwrócić uwagę, że osobiście nie wierzę, że mundurowi mają odpowiednie kwalifikacje do decydowania w tej sprawie. Prawo musi być tak sformułowane, żeby funkcjonariusz nie miał absolutnie innego wyjścia w zetknięciu się z przemocą domową, jak tylko zarządzić natychmiastowy nakaz/zakaz, a  dopiero zaniechanie tej czynności mogłoby grozi poważnymi konsekwencjami służbowymi. Wtedy powiem, że jest to narzędzie na które kobiety czekają od dziesiątek lat.

Nie jestem prawnikiem, nie powinnam się w ogóle odzywać na ten temat i do tego aż tak krytycznie, ale ponieważ nie słyszę specjalistów, a krew mi się burzy w arteriach, jak czytam ten knot prawny, udający najwyższy standard światowy w walce z przemocą domową, to muszę zabrać głos, by zawstydzić prawników, posłów i wszystkich dumnych z tego „dzieła”- nie ma żadnego powodu do świętowania sukcesu – Panie i Panowie!

Nie wiem też jak wyglądają najwyższe standardy, o których mówił wiceminister Romanowski – być może są one równie wadliwe. Nie widzę jednak przeszkód, byśmy stworzyli w Polsce naprawdę dobrą ustawę chroniąca ofiary przed sprawcami przemocy domowej. I mam nadzieję, że za pół roku, ta dzisiaj nie najlepiej sformułowana ustawa, zostanie ponownie przemyślana, uzupełniona o brakujące elementy i poprawiona zgodnie z logiką celu jakiemu ma służyć i zgodnie z interesem społecznym i praworządnością. W przeciwnym razie będziemy musieli uznać, że ustawa o której mowa, to tylko element PR-owy w czasie około wyborczym i próba zatkania ust wszystkim, którzy twierdzą, że PISowskie porządki w prawie, to rozbój w biały dzień.

 

Kobiety bezradne, mało agresywne, nie potrafiące się bronić, pasywne, ciche, skulone w sobie – nie budzą ani sympatii ani litości. Ale to właśnie dla nich ma być to nowe prawo. I jeśli posłowie dopuszczą, by weszło w życie w tak kalekiej formie tylko dlatego, że pozornie stanowi narzędzie do szybkiej izolacji ofiar od sprawcy, to niechaj mają świadomość, że są w błędzie, i że to zwyczajne niechlujstwo z ich strony, że nie przeczytali ustawy nad którą głosowali niemal jednogłośnie. Nie chcę nawet insynuować, że wiedzieli co głosują, bo trudno by mi było przyjąć to do wiadomości i żyć z tą prawdą jakby nigdy nic się nie stało.

 

EDIT:

Minęły prawie dwie doby od momentu gdy opublikowałam powyższy tekst… Emocje opadły i poczułam, jak bardzo krzywdzące jest to, że nie doceniłam ogromu pracy, jaką włożyły w ten projekt zaangażowane w walkę z przemocą domową kobiety. Jeszcze raz przestudiowałam cały projekt zmian i co chwilę czytałam jakiś fragment ewidentnie napisany z perspektywy poszkodowanej/ofiary przemocy domowej. Takiej perspektywy brakowało w poprzedniej ustawie z wszystkimi późniejszymi zmianami. Chcę powiedzieć, że widać jak na dłoni, że ta ustawa została znowelizowana przez kobiety, które wiedzą co robią.

Drogie i drodzy!  Chcę, żebyście wiedziały/ wiedzieli, że w tej krytycznej ocenie nie ma niczego osobistego, ale faktycznie laurka to nie jest. Podtrzymuję wszystkie zastrzeżenia i obawy dotyczące ustawy jako takiej. Nie wiem jak to jest, kiedy robi się coś naprawdę trudnego, mało widocznego, kiedy systematycznie poświęca się swoje prywatne życie dla czegoś większego, ważniejszego i nie dla siebie tylko dla dobra innych, a na koniec nikt nawet nie podziękuje, za to nie jeden skrytykuje, odbierze satysfakcję, a czasem nawet przypisze  sobie zasługi. Nigdy tego nie doświadczyłam. Nie mam ogłady organizacyjnej. Jestem obserwatorem i bardzo krytycznym komentatorem rzeczywistości. Jeśli ktokolwiek poczuł się źle z tym co napisałam, to bardzo mi przykro, nie takie były moje intencje.

Drogie Siostry! Ustawa antyprzemocowa jest ważniejsza niż Wasze uczucia, niż moje pretensje… Jeśli ma działać niezależnie od kondycji psychicznej i poziomu inteligencji tych, którzy będą ją w praktyce stosowali – musi być w istotnych punktach poprawiona. I powtórzę – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to właśnie polska ustawa, wyznaczała najwyższy standard ochrony poszkodowanych w wyniku przemocy domowej. Dotarłyście tak daleko, że mocno wierzę w to, że dostrzeżecie istotę krytyki i sprężycie się raz jeszcze, by zrobić ostatni wysiłek i dopiąć ustawę na ostatni guzik. Powodzenia!

 

Kuna2020Kraków

 

Spotkania przy trzepaku

Mądrość, powaga, odpowiedzialność. Sędziowie mówią Ziobrze- sprawdzam!

No i proszę! Ruszyło towarzystwo! Odczuwam coś w rodzaju dochodzenia do…. dosłownie.

Sędziowie piszą na siebie samych donosy.

Czyli mówią Ziobrze- sprawdzam!

 

 

 

I dobrze. Cienki Bolek to tylko cienki Bolek. Wystarczy wyciągnąć takiego za uszko na środek klasy, a zaraz obleje się pąsem po czubek nosa… pamiętam jeszcze ze szkoły powszechnej. Każdy gieroj postawiony pod ścianą wymiękał i wychodził zeń mały karzeł. Czasem taki nie wiedział co ma zrobić z rękami, jakoś przestawał nimi wymachiwać, wygrażać pięściami, grozić palcem… Czasem nawet taki się rozbeczał… Smutny widok.

 

 

 

 

28 kwietnia 2020 roku.

Jej Ekscelencja Ambasador

Ingibjörg Sólrún Gísladóttir

Dyrektor Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OSCE/ODIHR)

Jako sędziowie polskich sądów powszechnych i sądów administracyjnych wszystkich szczebli, jesteśmy zaniepokojeni zmianami w prawie regulującym zarządzone na 10 maja 2020 roku, wybory na urząd Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Proponowane przepisy rodzą prawdopodobieństwo naruszenia podstawowych norm prawnych, a szczególnie prawa naszych współobywateli do uczestniczenia w kierowaniu sprawami publicznymi kraju. Zwracamy się z apelem o wsparcie, dialog oraz wnikliwe monitorowanie przebiegu trwającego procesu wyborczego i prawodawczego.

Z dużą uwagą i satysfakcją zapoznaliśmy się z Pani wypowiedzią udzieloną po przyjęciu przez polski Sejm zmian w prawie wyborczym (1). Po przeanalizowaniu tekstu ustawy przyjętej przez Sejm, podzielamy Pani spostrzeżenia. Nasz niepokój budzi zagrożenie tak podstawowych norm jak zasada powszechności wyborów i tajności głosowania.

Na terenie całego kraju wprowadzono prawny stan epidemii, z którym wiążą się ograniczenia praw obywatelskich, takich jak swoboda poruszania się, wolność zgromadzeń, prawo do informacji. Trwająca formalnie kampania wyborcza nie spełnia więc warunków do swobodnego wyboru przedstawicieli przez uprawnionych do głosowania. Przyjęte przez Sejm rozwiązania pozwalają także na arbitralną zmianę, ustalonej wcześniej w oparciu o przepisy Konstytucji RP, daty wyborów.

Wprowadzany jest system głosowania korespondencyjnego, jako jedynej drogi do wyrażania prawa głosu. Obawiamy się, że dotarcie “pakietów z kartami wyborczymi” do każdego wyborcy jest w obecnych warunkach niemożliwe. Ta forma wyborów niesie za sobą wyzwania w zwykłym trybie wprowadzania do prawa wyborczego. Tym bardziej, zastosowana na tak krótko przed datą głosowania, rodzi wątpliwości czy wyborcy będą mieli, oprócz prawa, także realną możliwość oddania głosu.

Obecnie, rozpoznanie protestów wyborczych i stwierdzenie ważności wyborów toczyć się będzie przed Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Jej członkowie zostali powołani w wadliwym prawnie procesie wywołującym brak niezależność tej izby (2).

Chcemy podkreślić, że nasze zastrzeżenia nie wynikają z oceny politycznej przyjmowanych rozwiązań, a jedynie z roli w jakiej przychodzi nam na co dzień uczestniczyć w funkcjonowaniu państwa.Naszą konstytucyjną rolą w strukturze organów państwowych jest stosowanie prawa, które nie może być sprzeczne z Konstytucją RP ani obowiązującym Polskę prawem międzynarodowym. Jako sędziowie jesteśmy także odpowiedzialni za rozstrzyganie sporów i odwołań w kwestiach wyborczych. Pełnimy m.in. funkcję Komisarzy Wyborczych i członków Komisji Wyborczych. W tych warunkach możliwość wykonywania naszej służby publicznej zostaje podważona. Tym samym, także prawo Polaków do skutecznego odwołania.Postulujemy, aby podjąć szczególne starania oceny, na ile podstawowe gwarancje praw człowieka są zachowane w trwających obecnie wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Z wyrazami szacunku,

ŹRÓDŁO

 

List podpisało 1278 sędziów ich listę znajdziecie pod linkiem do listu…

 

tylko sędziowie rejonowi z okręgu Piotrkowa Trybunalskiego są teraz ścigani za podpisanie tego listu. Rzeczniczka dyscyplinarna z Piotrkowa w wysłanych im wezwaniach do złożenia wyjaśnień napisała, że podpisanie listu do OBWE może być przewinieniem dyscyplinarnym. Stwierdziła też, że konstytucja zakazuje sędziom prowadzenia działalności publicznej, która nie daje się pogodzić z zasadami niezależności sędziowskiej.

W ostatnich tygodniach sędziowie masowo „donosili” na siebie do zastępcy rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim. Rzecznik ten zasłynął na całą Polskę wszczęciem postępowania wyjaśniającego wobec 15 sędziów z sądów rejonowych podległych pod Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim. Rzecznik zażądał, by sędziowie wytłumaczyli się z podpisania listu do OBWE. Chodzi o pismo dotyczące organizacji korespondencyjnych wyborów prezydenckich zaplanowanych pierwotnie na 10 maja.

źródło