Wpisy Obserwatorium

Rusza kampania samorządowa… Wybory za trzy lata, ale już dziś trzeba patrzeć i widzieć…

Czytam dziś w porannym serwisie GW, że:

 

Rząd dobija samorządy wydatkami na szkołę

Według MEN samorządy mają zapłacić za wszystko: reformę edukacji, podwyżki dla nauczycieli, a teraz też za skutki epidemii koronawirusa. Machina przed wyborami samorządowymi już ruszyła.

Do wyborów samorządowych jeszcze trzy lata, ale pisowski rząd już uruchomił machiny kampanii negatywnej. Za cel obrali sobie samorządy, które opanowane są głównie przez polityków PO. Metody są proste: przycisnąć ich finansowo.

Grubo ponad połowa wydatków gmin w Polsce przeznaczana jest na oświatę (niektórzy burmistrzowie wyliczają, że to nawet 80 proc.). Lwia część z nich to nauczycielskie pensje. Po latach wydawania na reformę edukacji Anny Zalewskiej i jej skutki: likwidację gimnazjów, uruchamiania ośmioklasowych podstawówek, dostosowywania budynków, uzupełniania sprzętu, gminne kasy zaczynają świecić pustkami. Ministerstwo edukacji tłumaczy: przecież rządowa subwencja oświatowa rokrocznie wzrasta, a burmistrzowie mają swoje dochody z podatków. A lokalni włodarze odpowiadają, że przychody z tych podatków – również decyzją PiS – właśnie się kurczą, subwencja owszem rośnie, ale zadania do wykonania stawiane przez rząd są zbyt kosztowne na takie kwoty.

 

 

I naturalnie, jak zwykle nawiedza mnie REFLEKSJA – ta wścibska pani, która nie pozwala przyjmować wszystkiego jak leci na wiarę i z pełnym zaufaniem do źródła…

Jestem daleka od szukania symetrii w ocenie PO i PIS – bo dla mnie to rodzeństwo bliźniacze. A refleksja będzie dotyczyła każdego samorządu jaki się pojawi.

 

 

Idea samorządu lokalnego jest ideą, wedle której to mieszkańcy gminy mieli mieć wpływ na zarządzanie jej zasobami. Mieszkańcy mieli się przy okazji uczyć  zasad prawidłowej redystrybucji dochodów z podatków, zyskać większą świadomość mechanizmów demokratycznych, poznawać własne możliwości i odkrywać takie zasoby intelektualne i pokłady kreatywności wśród innych mieszkańców swojej gminy. Mieli też w ten sposób pozyskiwać niezbędne kwalifikacje oraz konkretne umiejętności i poczuć, że też mogą skutecznie zarządzać wspólnym majątkiem. Większość z mieszkańców powinna w jakimś momencie otrzeć się o samorząd i spróbować zarządzać. Tak się buduje społeczeństwo obywatelskie – czynnik niezbędny by demokracja prawidłowo działała i była skuteczna.

Tyle idea.

 

 

A praktyka jaka jest – każdy widzi. Teoretycznie założenia są realizowane – są szkolenia, są konsultacje społeczne, są konkursy na budżet obywatelski… Tylko, że te działania, o których wiedzą  nieliczni – znajomi królika, kilka organizacji pożytku publicznego – zawsze te same od lat, ludzie aspirujący do polityki, którzy mogą się wypromować na jakiejś akcji społecznej itp., to są pozory, które trzeba stwarzać, żeby nikt nie zarzucił samorządowi, że ich nie realizuje. Ma się wrażenie, że im mniej ludzi partycypuje w zarządzaniu tym lepiej – bo i spokój święty od oszołomów i ludzi niekompetentnych, i mniej oczu patrzy co i jak się zarządza w gminie. Sumienie uspokaja się mówiąc, że przecież po to nas wybrali, żebyśmy zarządzali i, że mieszkańcy wcale się nie garną do współzarządzania.

 

 

 

 

To prawda. Ale idea samorządów lokalnych zakładała, że obok swoich bieżących zadań będą one tworzyć atmosferę współpracy z mieszkańcami, budować zaufanie do władz lokalnych, ośmielać ludzi, pokazać im, że mają wpływ, że mogą coś zrobić dla miejscowej społeczności, integrować mieszkańców wokół ważnych inicjatyw, i pokazać im, że praca na rzecz dobra wspólnego na swoim terenie, to źródło satysfakcji.

Ponieważ jednak ta idea marnie się realizuje w praktyce, to zamiast współpracy nadal sceną samorządową trzęsie KONKURENCJA I ZWALCZANIE OPONENTÓW. Np. ruchy miejskie i aktywiści, to z reguły rodzaj PRZECIWNIKA, a nie głos doradczy z którym władze lokalne chciałyby się liczyć. Trudno w takiej atmosferze o wypracowanie stylu współpracy… Nadal więc obowiązuje walka o wpływ, w stylu wolnej amerykanki.

***

 

Do wyborów samorządowych jeszcze trzy lata, ale pisowski rząd już uruchomił machiny kampanii negatywnej. Za cel obrali sobie samorządy, które opanowane są głównie przez polityków PO. Metody są proste: przycisnąć ich finansowo.

 

Gazeta Wyborcza słusznie konstatuje w tym wypadku, że metoda duszenia finansów spowoduje cały szereg negatywnych następstw, rzutujących bezpośrednio na opinię o samorządowcach, i że to łatwa i przyjemna metoda zgnębienia przeciwnika w  nadchodzących wyborach samorządowych, gdy te opanowane są przez polityczną  konkurencję. Jednakowoż obie strony grają w tę sama grę, do której nie dopuszczają nikogo poza sobą. Nie zdziwię się zatem, jeśli metoda kreowania złej opinii o samorządzie okaże się nadzwyczaj skuteczna i w kolejnych wyborach samorządowych mieszkańcy dadzą się nabrać na czarny PR… i tak w koło…

A przecież nie trzeba być wielkim znawcą tematu, żeby rozumieć, że gdzie jak gdzie, ale w gminach podziały polityczne są kompletnie bez sensu z punktu widzenia dobra mieszkańców i podmiotów działających na jej terenie. Nieodpowiedzialne działania władz samorządowych, uwikłanych w gry polityczne na szczycie, zaowocowały strefami wolnymi od LGBT, odcięciem funduszy europejskich dla tych gmin, które takie strefy ogłosiły, zaprzestaniem działań związanych z przeciwdziałaniem przemocy w rodzinie, zarządzeniami sprzecznymi z nauką dotyczącymi epidemii, biernością w sprawie przygotowania szkół do rozpoczęcia roku szkolnego, dewastacją obszarów natura 2000, niekontrolowaną wycinką drzew przy drogach, parafiach i cmentarzach, i wielu innych. Ślepy by zauważył, że te inicjatywy i wdrożenia nie mają nic wspólnego z gospodarnością samorządową. A w ostatniej kampanii wyborczej na stanowisko prezydenta RP mogliśmy zobaczyć, że szantaż finansowy wobec władz gminnych, to doskonała metoda pozyskiwania głosów – Morawiecki obiecał niektórym gminom gruszki na wierzbie jeśli… podmiot domyślny wygra w ich gminach…

 

 

 

Czy wyborcy widzą te mechanizmy, przez które gminy są nadal biedne i marnie finansowane, a obarczone nadmiernymi wydatkami bez pokrycia w kasie? Bardzo w to wątpię. Dlaczego miejscowy samorząd nie pokazuje mieszkańcom tych patologii? Bo partie – wszystkie partie polityczne realizują swoje cele w podobny sposób zwalczając konkurencję. Mamy więc do czynienia z chorobą demokracji. Ta patologia narasta, a jej skutki są coraz bardziej uciążliwe.

Wybory samorządowe za trzy lata. Jako mieszkańcy miast i gmin powinniśmy zacząć już od dziś patrzeć wszystkim urzędnikom państwowym i radnym na ręce, przyglądać się ich aktywnościom, pytać o cele i efekty ich działań. Za trzy lata rozpęta się nienawistna kampania wyborcza i lepiej żebyśmy mieli wyrobione zdanie o konkretnych ludziach z samorządu, który dziś pracuje pod naszym nosem, ale bez naszego nadzoru. Kampanie mają to do siebie, że pośród eventów, fajerwerków, awantur i pomówień trudno rozeznać co jest warte uwagi, a co jest tylko malowanym konikiem na biegunach z jego jeźdźcem też mocno stylizowanym na bohatera…

 

 

 

 

 

 

PS. Nie. Nie przemawia przeze mnie naiwność, ani idealizm. Jeśli się zastanowić, to jest to całkiem realistyczne podejście do całkowicie rozwalonej rzeczywistości. Tą rzeczywistość nagle jeden przez drugiego, na wyścigi diagnozują to tu to tam, a my potrzebujemy narzędzi i metody, by sobie z nią poradzić, by ją naprawić, przystosować dla naszych elementarnych potrzeb. Nie jesteśmy folwarkiem Kaczyńskiego czy innego polityka, jaki tu nastanie po nim. Jesteśmy wciąż społeczeństwem, które zasługuje na lepsze państwo i lepszą władzę. Władzę, wyrastającą ponad interes partyjny, umiejącą realizować dalekosiężne i globalne interesy ludzkości, nie tylko własne, ograniczone do grubości portfela i ilości zachachmęconych nieruchomości na boku, przy okazji brylowania na salonach władzy.

 

 

Kuna2020Kraków

Białoruś krwawi po sfałszowanych wyborach i brutalnej rozprawie z opozycją demokratyczną. Solidarność społeczna świata pilnie potrzebna!

Maria Kolesnikowa Fot. Sergei Grits / AP Photo

 

Białoruś. Protesty ludności białoruskiej przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim. Ludzie znikali i nadal znikają z ulic Mińska. Brutalne konfrontacje służb mundurowych z protestującymi. Krzepiący i mobilizujący „uśmiech Marii Kolesnikowej„, która była twarzą kampanii Wiktora Babariko, a gdy go aresztowano nadal prowadziła kampanię opozycji i zagrzewała ludzi do wyrażenia poparcia z kolei dla Swiatłany Cichanouskiej, nadal zagrzewa do wyrażania sprzeciwu.

9.08.2020, Mińsk, Maria Kolesnikowa , Swiatłana Ciachanouska  (Fot. Sergei Grits / AP Photo)

– Spójrz na nią, skoro taka piękna, promienna kobieta może przejść przez to piekło, to i my nie możemy opuścić rąk – mówili uczestnicy wieców. Właśnie „jasne spojrzenie” Marii motywowało wielu ludzi, by nie poddawali się w najtrudniejszym dla kraju okresie protestów po sfałszowaniu wyborów prezydenckich.

ŹRÓDŁO

 

 

Swiatłana Cichanouska (Fot. Sergei Grits / AP Photo)

Wielu Białorusinów pozbyło się uczucia strachu, zaczęło rozumieć, że Łukaszenka jest przecież tylko człowiekiem, takim samym jak wszyscy. Nie ma prawa nas obrażać, poniżać. Pamiętajmy jednak, że w krajach demokratycznych takie sposoby wyrażania sprzeciwu są jak najbardziej zgodne z konstytucją. I z naszą, białoruską, tą z przed licznych poprawek uczynionych ręką rządzącego ponad ćwierć wieku prezydenta, również. A konstytucja jest najważniejsza. Zresztą, jak inaczej można wyrazić swój sprzeciw? Kierowanie na bezbronnych ludzi czołgów jest natomiast przestępstwem.

ŻRÓDŁO

 

 

Dziś już wiemy, że oczekiwanie poszanowania procedur demokratycznych, to nie tylko nieuzasadnione oczekiwanie polskiego ruchu sprzeciwu…

Jest już po wyborach. Wiktor Babariko został uwięziony, a Swietłana Cichanowska zmuszona do opuszczenia kraju. Natomiast demonstranci białoruscy są niesłychanie brutalnie tratowani przez pałujących, i chyba nie w pełni świadomych co robią, funkcjonariuszy OMON-u.  A świat demokratyczny w zasadzie bezradnie się temu przygląda – czyli jak zwykle.

Białoruś spływa krwią, demonstranci są brutalnie pacyfikowani, pałowani, zamykani – terror policyjny trwa i nie ustanie dopóki ostatni odważny obywatel nie opuści rąk.

***

 

Ten komentarz nie jest krzepiący, ale też nie jest to miejsce ani czas na snucie marzeń.

REFLAKSJA jest następująca:

To jest czas ostatni na to, by przygotować się na konfrontację z brutalną rzeczywistością, na którą w Polsce pozwoliliśmy przez ostatnie trzy dekady, ignorując wszystkie znaki zapowiadające autorytarny reżim – w przypadku Polski  – reżim katolicko – nacjonalistyczny. A pierwszym symbolicznym znakiem ostrzegawczym był krzyż katolicki, powieszony w sali obrad sejmu. Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu moich rodaków nie zgodzi się z tak ujętą refleksją, tym niemniej tak ona brzmi po przeanalizowaniu i racjonalnym oglądzie rzeczywistości. Też wolałabym, żeby brzmiała inaczej, ale pobożne życzenia to nie w tym miejscu i nie w tym czasie.

Powyborcze kłębowisko myśli i wniosków niewesołych. Pierwsza tura za nami… w drugiej Polacy będą zdawali egzamin z odpowiedzialności za przyszłość swoich dzieci i wnuków.

 

 

I nastał ten smutny dzień „The day after”. Policzono głosy wyborów pierwszej tury. Dwa zdania na ten temat. Trzaskowski – to wielki sukces, biorąc pod uwagę ilość błota jakie rządowe media wylały na tego jegomościa i czas jaki dostał w tych mediach sam kandydat, w ciągu zaledwie dwóch tygodni kampanii. Duda wprawdzie wygrał formalnie, natomiast z takim wynikiem, po tak długiej i wszechobecnej kampanii – to klęska, żeby nie rzec kompromitacja całego systemu propagandowego i zwłaszcza w przeliczeniu na ilość kasy jaką w tym bagnie intelektualnym utopiono.

Najbardziej jednak powalił mnie wynik Bosaka z Konfederacji…

 

 

 

…i to, że 40% poparcia dostał od …kobiet! Jak bardzo trzeba być źle poinformowaną kobietą, żeby poprzeć chłystka, który nienawidzi kobiet, mizogina i fircyka z lokiem, wyuczonego retoryki bezczelnego smarkacza…

No ale to jest też pokłosie braku edukacji feministycznej. Konserwatyści zrobili wszystko, by odciąć je od głosu, od mikrofonu, od mediów i środków na działalność organizacji pożytku publicznego.

Poza Strajkiem Kobiet z twarzą Marty Lempart – ruchem nieformalnym zrzeszającym tysiące kobiet z odpowiednią świadomością na temat praw reprodukcyjnych i praw człowieka w ogólności, pozostałe nurty są w życiu społecznym nieobecne od lat.

Od czasu gdy Katarzyna Bratkowska zapowiedziała w tv że w wigilię Bożego Narodzenia dokona aborcji, a potem jeszcze gdy Anka Zawadzka wykonała swoje wejście w kościele  zaś prof. Magdalena Środa zaczęła wplatać w wypowiedzi swój osobisty zachwyt nad wartościami chrześcijańskimi, a pozostałe znane twarze feministycznej walki o prawa kobiet zniknęły całkowicie z życia publicznego… mamy systematyczne oddawanie pola narracji kobiet prawicowych, konserwatywnych – i te kobiety mówią tak:

” Nie róbcie nam tu równouprawnienia – po co nam równe prawa! Chłop ma zarabiać na rodzinę i decydować o wszystkim. My nie chcemy tego zmieniać. Nam jest tak dobrze. My chcemy tylko emeryturę państwową za rodzenie im dzieci i za pracę w domu. Jeśli o coś warto walczyć to właśnie o to.”

I czemu by nie? To są jak najbardziej feministyczne postulaty. Wolność wyboru jak chce się żyć, zgodnie z jakimi ambicjami i jakimi preferencjami – NIE JEST SPRZECZNE I MIEŚCI SIĘ W POSTULACIE PRAWA DO DECYDOWANIA O SOBIE. Dlaczego feministki tego nie dostrzegają? Dlaczego konserwatystki udają obleganą twierdzę? 

Dlaczego kobiety prawicowe myślą, że feminizm zabrania im być zależnymi od mężczyzn? Może mi się to w głowie nie mieścić, mogę nie rozumieć takich ambicji, ale nie mogę zaprzeczyć, że jeśli to jest jej wybór, wolny od kulturowego przymusu środowiskowego, to niech jej tak będzie jak chce- życzę spełnienia się i powodzenia! Tylko, że co to za równość- powie ktoś? No właśnie – warto chyba o tym porozmawiać.

Konserwatystki nie tylko chcą same tak żyć jak chcą. One chcą żeby w ustawach zawarowano obowiązek życia na sposób konserwatywny dla WSZYSTKICH kobiet. Tak jak Kaja Godek chce, i od wielu lat o to walczy, żeby każda kobieta miała obowiązek rodzić chore dzieci – tak jak ona, Kaja kiedyś zdecydowała sama o sobie. I o ile mogę akceptować jej niegdysiejszą decyzję, tak nie zgodzę się nigdy, żeby stał się on, ten jej wolny, kajowy wybór, kanonem obowiązującym w Polsce. Bo kiedy coś jest nakazem obligatoryjnym, to o wolnym wyborze nie może być mowy. Sprzeciwiam się rozciąganiu inercji prawicowych kobiet w decydowaniu o swoim losie na wszystkie Polki, bo z jakiej racji? 

 

W tym sporze o priorytety najistotniejsze wydaje się być dotarcie do kobiet z prawicy z taką oczywistością jak ta:

Nie chcesz aborcji to jej sobie nie rób.

Najwyraźniej jednak kobiety prawicy muszą czuć bicz pański nad sobą, bez którego tracą orientację i nie potrafią podjąć własnej, niezależnej decyzji w żadnej sprawie. Można się wyzłośliwiać, ale nie czarujmy się – wśród konserwatystów jest tak samo dużo aborcji, jak w pozostałych środowiskach. Oni tylko w deklaracjach i w polityce robią z siebie mitycznych obrońców życia, ale jak poskrobiesz lekko paznokciem wyłazi zaraz cała hipokryzja tego środowiska. Przez ich mizoginiczną politykę cierpią kobiety wykluczone ekonomicznie, których nie stać ani na środki antykoncepcyjne, ani na zabieg przerwania ciąży w odpowiednich warunkach. 

 

***

 

Złodziejstwo, oszustwo, rozboje, przemoc w rodzinach, dzieciobójstwo,  korupcja, i wiele innych przestępstw kodeksowych to plagi społeczne w naszym państwie. Tylko skuteczne ramię sprawiedliwości może mieć faktyczny wpływ, ograniczający patologiczne zachowania w relacjach społecznych. Nawiasem mówiąc to ramię, jeśli nie chwyta złodziei spośród najwyższych władz państwa, czy spośród członków samorządu terytorialnego – staje się współodpowiedzialne za demoralizację i zachęca wręcz do popełniania malwersacji  zwykłych obywateli.

 

 

I po ostatnich „porządkach” w tym sektorze mamy właśnie taką oto sytuację, jak z ośmiornicą rodziny Szumowskich –  jest oczywiste oszustwo i malwersacje środków publicznych, ale nie ma możliwości ukarania sprawców, bo szeryf Ziobro zadbał o to, by kolejna wersja tarczy anty – cowid19 chroniła kolegę przed odpowiedzialnością za straty … Okazuje się, że to wszystko zmienia – brak sankcji karnej sprawia, że od dziś tak wolno! Po prostu. Czego nie rozumiesz człowieku? 

 

 

Jak jeszcze do tego jakiś szeregowy poseł mówi :

 

” jak ktoś nie radzi sobie w rzeczywistości polskiej to powinien zrezygnować…”

 

…to mamy do czynienia z zachętą do kombinacji i przekraczania prawa wzorem najwyższych władz państwa. Czy widzicie tę ironię – państwo, które okrada swoich obywateli nie mając dla nich żadnych propozycji prócz 500+, radzi wprost uczyć się od najlepszych. Może więc powinniśmy na początek i na przekór własnemu interesowi, przestać płacić podatki? Głupi pomysł- wiem, ale z logicznego punktu widzenia – pozbawienie władz dopływu gotówki do budżetu czyni ją bezradną, bo pozbawiona jedynego argumentu, jakim potrafi się skutecznie posługiwać, starci też wyborców i zwolenników „dojnej zmiany”. 

 

 

Co innego gdy  ustawa  zmusza do zachowań niezgodnych z intencją  praw człowieka – a takim prawem jest ustawa antyaborcyjna z 1993 roku i obecnie procedowana, całkowicie zabraniająca przerywania ciąży -bo mamy tu do czynienia z opresywnym prawem eugenicznym, z inżynierią społeczną opartą na terrorze religijnym, co bardzo niebezpiecznie zbliża nas do kolejnych ustaw takich jak : zakaz rozwodów, zakaz używania środków antykoncepcyjnych, zakaz zapłodnienia pozaustrojowego, zakaz pracy zawodowej dla matek, zakaz wychowywania dzieci w rodzinach patchworkowych i przez singli, i co sobie jeszcze wymarzy konserwatywny mizogin z dostępem do władzy.

Zastanawiam się też dlaczego kobiety konserwatywne popierają terror religijny. Czy czerpią z tego sadystyczną satysfakcję? A może czuły zawsze, że feministki oczekują od nich innego podejścia do życia, na które one nigdy nie miały ochoty? Czy tak trudno zrozumieć, że wolny wybór każdej z nas to sprawa każdej z nas i że bez względu na to jaki on ostatecznie będzie, ważne jest by był faktycznie wolny?

A może uważają, że to część ich obowiązku ewangelizacyjnego – wszak konserwatystki to także katoliczki – konserwatyzm nie istnieje bez tej obowiązkowej łatki. To część szkieletu zewnętrznego, narzucona w ich rodzinach od urodzenia – katolicyzm i konserwatyzm przenikają się wzajemnie zarówno w kwestiach priorytetów jak i w specyficznym postrzeganiu człowieka. Ten specyficzny obraz człowieka jaki konserwatysta nosi w swojej świadomości, to zunifikowany osobnik, bez prawa do siebie samego, bez praw człowieka, oddany zawsze większej sprawie np. NARODOWI, WSPÓLNOCIE RELIGIJNEJ, REWOLUCJI OBYCZAJOWEJ, NAPRAWIE MORALNEJ – zawsze według jedynie słusznej koncepcji.

 

 

No i jeszcze największa cnota – POSŁUSZEŃSTWO! To samo posłuszeństwo, przez które tysiące dzieci molestowanych w łonie kościoła katolickiego, do dziś nie doczekało się sprawiedliwości… To samo posłuszeństwo, które sprawia, że wieś wyrzuca poza swoje granice rodzinę dziecka molestowanego i murem staje za księdzem – sprawcą przestępstwa na tle seksualnym. To samo posłuszeństwo, które stworzyło silny PIS – z miernym ale wiernym członkiem, z prezydentem i premierem, z byłą premier, z kontrowersyjnymi europarlamentarzystami – Czarneckim, Kępą, Sobecką i innymi personami godnymi pożałowania.

Tak zbudowano postać prezydenta Dudy. Dzięki takiemu fanatycznemu posłuszeństwu poseł Kaczyński, prezes PIS-u rządzi od 5 lat, niszczy Polską demokrację, okrada nas z zasobów finansowych na rzecz swoich zwolenników w tym też w znacznym stopniu (20mld!) na rzecz kościoła katolickiego i ośrodka biznesu i mediów katolickich ojca Rydzyka. Korumpuje w ten sposób swoich wyborców, którzy nawet jeśli widzą z czym mają do czynienia, nie głosują przecież przeciwko swojej prosperity. To nie przekonania licznych wyborców PIS-u sprawiają, że tak trudno podnieść się opozycji i wygrać kolejne wybory. To perfekcyjnie zaplanowana korupcja wśród akolitów PIS-u jest matką ich sukcesów wyborczych. I robią to za nasze pieniądze!

Czy konserwatyści, prawicowo myślący ale i uczciwi jednocześnie, to tylko oksymoron? Czy doprawdy tak trudno zauważyć do czego zmierza kościół ze swoimi podopiecznymi, pieszczoszkami nazistami zwanymi dla niepoznaki narodowcami? Czy oni sami, Konfederaci rozumieją swoje cele i, że ich osiągnięcie to dramat dla Polski? Czy  potrafią w porę dostrzec jak wielkimi krokami zmierzamy do nacjonalizmu i fanatyzmu religijnego z wszystkimi tego konsekwencjami? 

Przecież nie będziemy mieli dobrej edukacji, ani kultury, ani debaty społecznej… PIS zniszczyło wszystko czego nie zniszczyło PO i pozostali… Tak drodzy państwo – usługi publiczne zostały nam odebrane. W ich miejsce nic nie powstało – katolickie uniwersytety, gimnazja i szkoły podstawowe, to nie jest to czego oczekuje społeczeństwo w którym tylko 20% to optymistyczna ilość katolików praktykujących swoją religię.

Jesteśmy bardzo zróżnicowanym zbiorem światopoglądów i stylów życia. Każdy z nas składa się do budżetu podatkami, każdy z nas ma prawa wyborcze. Dlaczego 40% wyborców, jak zwykle zostało w domu i ma wywalone na politykę? Tego nie potrafię zrozumieć. Nie teraz, kiedy mamy ostry zakręt na prawo… Czy myślicie państwo niegłosujący, że to was nie dotknie? Jesteście bardzo naiwni jeśli tak sądzicie.

Przekonali się już o tym przedsiębiorcy, właściciele małych biznesików. Wkrótce przekonają się o tym rentierzy, właściciele kamienic, wie o tym już młodzież licealna i studenci – całe młode pokolenie, które coraz częściej radykalizuje się w swoich poglądach politycznych… Z jednej strony niby dobrze, że zaczynają się interesować, ale jak patrzę według ich sympatii to widzę, że lekcje odrobiła Konfederacja, Kościół Katolicki i reszta konserwy. Na wagary poszła Lewica i resztki centrum, jakie jeszcze gdzie nie gdzie się odzywają.

Wygląda, że PIS utorował drogę Konfederacji, która uważa za swoim guru Korwinem, że demokracja to zło i należy ją zniszczyć. Podobnie uważają politycy kościoła katolickiego. A PIS właśnie kończy swoje dzieło destrukcji systemu, który nawet nie miał szans się rozwinąć dostatecznie dobrze, żeby Polki i Polacy mogli go docenić i nauczyć się go praktykować skutecznie. Co nastąpi, gdy kryzys sceny politycznej utrzyma się dostatecznie długo?

 

Jeśli do tego dodać, że edukacja społeczna jako taka w ogóle nie istnieje od początku transformacji, to staje się zrozumiałe, dlaczego tyle młodzieży błądzi po omacku w polityce i ideologiach, serwowanych im w formie jedynie słusznej racji dla nich i dla Polski. Kiedy zderzą się z murem, na którym będzie wielkie graffiti mówiące o tym, że nie mają prawa żyć w tym kraju – może być za późno na debaty i dyskusje.

Nigdy nie uwierzę w to, że  cała młodzież pozbawiona jest umiejętności wyciągania wniosków, logicznego myślenia, racjonalnego oglądu rzeczywistości. Na razie wszystko jest dla nich fascynującą przygodą z dorosłością z aktywizmem… ale kiedy założą rodziny i naprawdę zaczną myśleć odpowiedzialnie za siebie i swoich najbliższych  zmieni im się optyka i dojdą do słusznych wniosków – że zostali wykorzystani, zmieleni i wypluci na boczne tory, a nawet wprost do rowu rzeczywistości, w której nie przewiduje się dla nich ani sukcesu ani pomocy w dźwiganiu ciężarów codzienności. Wtedy dopiero zrozumieją swój błąd i zobaczą, że nie głosowali dla siebie tylko dla partyjnych beneficjentów władzy.  Pytanie – czy zdążą się przegrupować nim nastąpi totalny krach państwa nad Wisłą?

Żeby być sprawiedliwym – moje pokolenie nie zdążyło się ani opamiętać ani zmobilizować przeciwko jednej wielkiej hucpie – dopuściliśmy do głębokiego kryzysu politycznego w Polsce. Uśpieni gonitwą za sukcesem, za pieniądzem, za karierami – a tak naprawdę konkurując o kość, którą nam rzucili neoliberałowie, zapomnieliśmy o wychowaniu naszych dzieci, albo nie starczyło nam na to czasu, albo padaliśmy z nóg, bo wyścig szczurów jest bardzo wyczerpujący… słowem zaniedbaliśmy obowiązki. A teraz widzę co się z tego urodziło i wznoszę larum. I czuję bezradność. 

 

PS,:

Kłębowisko myśli nie daje zasnąć i powoduje, że zapadam się w depresji… Bezradność to ogromnie destrukcyjny stan, nie sprzyja wyzwalaniu twórczego wysiłku, zwłaszcza gdy człowiek nie ma wsparcia organizacyjnego, bo organizacje straciły polot, motywację, poczucie sensu… czemu trudno się dziwić.

Mordor dymi, zbroi się armia Orków, a Gollum knuje…

 

 

Kuna2020Kraków

Polska Matka Teresa z Kalkuty – nowy ewangelista Łukasz – pomyślcie ile „dobrego” by zrobił, zmieniając garnitur na sutannę!

 

 

 

 

Powiem szczerze – już  nawet nie zliczam kwot, które znikają z budżetu i z naszych kieszeni dzięki „talentom” ministra Szumowskiego i jego rodziny – staram się rozumieć, że rodzina jest najważniejsza. Wszak słyszymy o tym od wielu lat ze złotych ust PIS-u i biskupów.

W dzisiejszym przeglądzie prasy pobudziły mnie do refleksji dwa artykuły – jeden z OKOpress i jeden z Wyborczej – linki poniżej.

Mój komentarz:

Artykuł artykułem… a mój komentarz będzie krótki:

Za takie dochody niektórzy gotowi są płacić nawet utratą twarzy, dobrego imienia, ośmieszaniem się… Żadna cena nie jest zbyt wysoka. I faktycznie – na wysokiej górze nie słychać obelg i nie widać wykrzywionych złością twarzy. Kiedy zrobi się niebezpiecznie, kasa pomoże im wszystkim, bo przecież nie tylko państwu Szumowskim – bądźmy sprawiedliwi – szybko znaleźć się daleko stąd – wszak nie są to patrioci polscy, tylko zwykli dorobkiewicze na wielką skalę – tak są nauczeni, pewnie przez kościół i organizacje okołokatolickie… to już taka mentalność i kultura – brać co się tylko da, korzystać z każdej okazji, bo jak nie ja to kto inny skorzysta – iście chłopsko – pańszczyźniana spuścizna kulturowa. Nie żadna tam szlachta, bo szlachta nie pracuje, a tu trzeba było się trochę nagłówkować jednak.

Szumowski to taka polska Matka Teresa…

I podejrzewam niestety, że Polacy bardziej zazdroszczą Szumowskim „zaradności” niż potępiają złodziejstwo i spekulację cenami. A nepotyzm? Przecież ustawa jest co chroni praktyki tego typu… więc wszystko w porządku? Według nowego spojrzenia PIS na prawo – jak najbardziej. Zresztą – nepotyzm to w Polsce normalka.

Pytanie na dziś – co z tym zrobimy my, obywatele świadomi co się wyprawia bezczelnie na naszych oczach?

Dalej będziemy siedzieć na kanapie i myśleć – to mnie nie dotyczy, i czekać aż zacznie?

Idziemy, wszyscy na wybory!!!!!!!!!!!!

I nie chcę słyszeć więcej, że „olewam, mam to w tyle, nie mam wpływu”

Masz tylko obywatelstwo, obowiązek podatkowy, i prawo wyborcze.

Płacisz podatki? To wymagaj!!! Wymagaj zarządzania budżetem w sposób transparentny i sprawiedliwy, bez złodziejstwa i korupcji. Rusz tyłek z kanapy i pomóż pozbyć się pasożytów z Polski.

 

Zwłaszcza, że ci obywatele, którzy właśnie zamówili mszę za pedofila skazanego na więzienie, zamiast zamówić mszę za cierpienie jego ofiar, nie będą wspierać naszych wysiłków na drodze do normalności, bo dla nich, to ich 5 minut w historii Polski i będą tkwić w tym absurdzie póki życia….

Czytaj źródło info w lokalnej 

Czytaj info w OKOpress

Czytaj info w GW

kuna2020Kraków

Tu nie ma żadnej polityki. Tu jest hucpa i bezprawie. Polska stała się pyskatym parweniuszem Europy.

Kiedy po raz pierwszy Prawo i Sprawiedliwość przyssało się do władzy w 2005 roku, mówiłam  partnerowi na pocieszenie – nie martw się. Może Polacy muszą zobaczyć na własne oczy, poczuć na własnej skórze czym pachnie ta formacja. No wiesz, czasem im gorzej tym lepiej. 

Skwitował moje  gadanie tak – PIS to najgroźniejszy psuj pod słońcem. Rozwalić, zniszczyć jest bardzo łatwo. Naprawić będzie bardzo trudno.

 

 

Potem był 2007 rok, potem osiem lat rządziło PO. Rządy PO też mnie rozczarowały… Priorytety PO, to nie były moje priorytety. Ale to była jakaś polityka. Mogła się podobać, albo nie. W 2015 roku głosowałam na Razem – młodą formację, podobno lewicową. Byłam tak spragniona innego podejścia do ludzi, że nawet wstąpiłam w szeregi tej partii. Tak, tak! Miłość jest ślepa…

 

 

 

W tamtych wyborach wygrała partia Kaczyńskiego. Platforma Obywatelska przegrała, bo wyborcy nie kupili tym razem strategii straszenia PIS-em, a poza tym nie byłam jedyną, która czuła się oszukana i wykorzystana… I przede wszystkim – co to za wybór miedzy dżumą a cholerą? Większość uprawnionych  do głosowania nie wzięła udziału w wyborach. Przez cztery lata PIS miała większość w sejmie i zrezygnowała z polityki na rzecz destrukcji systemu demokratycznego państwa. Zrobiła to koncertowo, nie niepokojona przez opozycję, ignorując wielotysięczne demonstracje uliczne obywateli. Po drodze wielokrotnie ośmieszyła Polskę na forum międzynarodowym, i sądząc z wyniku wyborów w 2019 roku – musiało się to bardzo podobać jej wyborcom.

 

 

Kiedy patrzę na scenę polityczną, to niestety nie widzę jakiegoś specjalnego zróżnicowania. Przeważa generalnie POPULIZM  we wszystkich możliwych narracjach. Lewica opowiada o tym jak się troszczy o ludzi, choć wcale tego nie robi;  centrum straszy wyborców upadkiem gospodarki, czyli jak zwykle, a partie konserwatywne / prawicowe populizm mają we krwi – on ją napędza, czaruje, odpowiednio wcześniej sformatowany, elektorat. A co łączy wszystkie partie? Wszystkie partie włażą, z wazeliną lub bez, w tyłek kościołowi katolickiemu. Kościół trzyma zaś wszystkich na dystans, mocniej lub słabiej, chętniej lub mniej chętnie za jajca. Czując ten czuły uścisk, politycy jak ognia unikają słowa – świeckość, neutralność światopoglądowa, prawo do aborcji, równość, solidarność, katastrofa klimatyczna, a ostatnio nawet ekologia nie przechodzi im przez gardło.

 

 

Miałam kiedyś okazję zadać mądrej kobiecie z lewicy pytanie – co sprawia, że politycy tak się boją kościoła? Dlaczego zachowują się jakby nie wiedzieli, że to państwo w państwie istnieje wyłącznie z powodu tego ich nieuzasadnionego strachu. Zostałam poinformowana, że dziesięć tysięcy parafii to bardzo groźna i bardzo wydajna agitacja w okresie wyborów i nikt, żadna formacja, nie chce być z tych ambon napiętnowana i wskazana wyborcom, jako ta zła, najgorsza i potępiona przez Boga i kościół.

 

 

 

I wtedy potwierdziło mi się, że politycy są odklejeni od rzeczywistości. że nie umieją liczyć, oraz że są zwyczajnie leniwi, mało kreatywni i zaślepieni własnym strachem. Nie umieją liczyć, bo 24% elektoratu głosującego na PIS  to nie jest większość społeczeństwa; Są leniwi, bo nie chce im się dotrzeć do pozostałych 76% uprawnionych, w tym około 50% stale olewających wybory. Kreatywni nie są, bo wciąż trzymają się kurczowo swoich nieuzasadnionych wyobrażeń o potędze kościoła, co naturalnie powoduje coś w rodzaju paraliżu i brak otwartości na inne opcje rozwiązania tego swoistego węzła gordyjskiego.

 

 

I co ciekawe – teraz kiedy mamy przed sobą termin nielegalnych wyborów ustalony na 10 maja – „opozycja” , przynajmniej jej część, nawołuje  byśmy wzięli w nich udział, chociaż akurat tym razem nie są to żadne wybory, tylko logistyczne przedsięwzięcie za ciężkie, nasze(!) pieniądze, są kropką nad „i” całego zestawu fanaberii Kaczyńskiego, w wyniku czego nie dokona się absolutnie żaden wybór. Wynik jest ustalony, wiadomo, że nikt go nie zaskarży – nie ma do kogo i nie ma odpowiedniej procedury – zatem do czego tak naprawdę nawołuje „opozycja” ? Czy opozycja w ogóle wie co robi? Wątpię.

 

Czy zauważyliście, że kosciół schował się za węgłem, zamknął się za spiżowymi bramami swoich wypasionych siedzib? Oni, tak chętnie wypowiadający się na każdy temat, nagle nabrali wody w usta i niezbornie coś tam bąkają niezrozumiale… Wiecie co się dzieje? Kościół się przyczaił. Zajął z góry ustalone pozycje i zastanawia się do kogo się przyklei kiedy minie kryzys epidemiczny, klęska żywiołowa i ustanie bujanie na politycznych falach. A przyklei się do tego, kto będzie gwarantował im dalszą prosperity na kolejne dekady. Ciekawe kto obejmie funkcję po PIS-ie i nadal będzie oddawał haracz  kościelnej mafii, za ochronę interesów politycznych swojej formacji…

Kościół zachowa się dokładnie tak, jak ma to w zwyczaju i jak zachował się w latach 80-tych – wtedy też nie wiedział jak się skończy rozróba solidarnościowa, zwłaszcza, że dysydentami byli ludzie z KIK-u – a więc wykształceni inteligenci, a ci nie byli do końca przewidywalni. Jak wiecie z najnowszej historii – owi dysydenci nie okazali się być wystarczająco przewidujący i oddali Polskę w łapy hierarchów. Podobno nie wzięli pod uwagę, że kościół nie potrafi się samoograniczać – czyli że weźmie wszystko co się mu zaoferuje…  i jeszcze więcej.

 

 

I w tym momencie sugerowałabym jednak, żeby politycy zdali sobie sprawę z tego, że  nawet jeśli mamy w Polsce dziesięć tysięcy parafii i tyleż propagandzistów w koloratce – to jednak słuchaczy jest drastycznie mało. Że wobec tego, istnieje pilna potrzeba budowania relacji z pozostałym elektoratem, którego pozyskać można dziś jedynie przekonującym programem i narracją, w której nie straszy się PIS-em, tylko odsłania nowe perspektywy rozwoju dla Polski i dla każdego obywatela z osobna. Jeżeli opozycja tego nie potrafi – może się rozwiązać, oddać mandaty poselskie i pójść w odstawkę, jako nikomu do niczego nie potrzebna siła bez mocy przerobowych, bez koncepcji i pomysłu na konstruktywną działalność polityczną.

 

 

Czemu piszę tak nieładnie o wszystkich? Bo jestem wściekła. Bo nie chce mi się już gadać o politykach, o uśpionych, a także sprzedajnych elitach, o inteligentach kolaborujących z kościołem, o naukowcach, którzy szukają „boskiej cząstki” i kropią wodą święconą wszystko co się da w instytutach, i o cwaniaczkach, którzy nie wiadomo kiedy zmienili statuty wyższych uczelni po to, by  wpisać do nich obronę wartości chrześcijańskich i wyrzucić z nich humanizm.

 

 

Martwię się, jak będę żyła po odtrąbieniu pandemii, gdy wirus pozostanie w naszej populacji, która nabędzie odporność zbiorową. Każdy będzie dla mnie zagrożeniem, bo moja odporność będzie żadna, dopóki nie pojawi się dobra 100% skuteczna szczepionka. A co jeśli wirus zacznie gwałtownie mutować? Co roku będzie nowa szczepionka? Tak jak na grypę? Za dużo pytań bez odpowiedzi, za dużo.

 


Tak wyglądają tulipany po 27 godzinach od ścięcia – usychają stojąc w wodzie po szyję

Susza. To jest temat. To jest prawdziwy widoczny gołym okiem problem. A nasz rząd właśnie wyprzedaje gigantyczne ilości zboża. Za chwile rozpoczną się zbiorowe modły o deszcz… I oby nie stało się tak jak przed laty – modlili się w sejmie o deszcz, wiadomość poszybowała do niebios, ale miała cholernie duże opóźnienie i potem mieliśmy powodzie i trąby powietrzne… Oj coś z tą relacja z bogiem nie najlepiej im idzie. A może ich bóg się wkurzył na ich głupotę i posłał im odpowiedź w postaci znaków – czytajcie więc znaki świętoszkowaci, kryptoateiści – hipokryci… Wciąż wam to mówię – czytajcie znaki.

 

Kuna2020Kraków

 

 

 

Poczta Polska żąda… samorządy odmawiają… państwo z kartonu stało się chochołem, a złoty róg szlag trafił.

Dziś w nocy wszystkie gminy otrzymały od Poczty Polskiej niepodpisanego e-maila z żądaniem…

 

Kuriozalna forma, a na dodatek bez podstawy prawnej – tak samorządowcy z Krakowa komentują maila, jakiego w nocy do wszystkich samorządów wysłała Poczta Polska. Zawarto w nim żądanie udostępnienia w ciągu dwóch dni spisu wyborców, w tym danych wrażliwych, jak PESEL czy adres.[…]

[…]nikt nie odwołał zaplanowanych na 10 maja wyborów prezydenckich w tradycyjnej formie, więc miasta – chcąc nie chcąc, muszą się do nich przygotowywać, choć mają ważniejsze sprawy.  – Zgodnie z obowiązującym Kodeksem wyborczym, zbieraliśmy kandydatów do obwodowych komisji wyborczych. Udało się zapełnić minimalny skład 5 osób w 272 komisjach, brakuje go w 178 komisjach.

[…]Wątpliwości jest więcej, np. kilkudziesięciu mieszkańców wystąpiło o zaświadczenie uprawniające do głosowania – taka osoba była wykreślana ze spisu wyborczego. Gdyby jednak wybory odbyły się w trybie korespondencyjnym, tych osób nie byłoby w ogóle w spisach wyborców. – Dopiero niedawno dostaliśmy odpowiedź, że zaświadczenia o prawie do głosowania mają być anulowane

ŹRÓDŁO

 

… czyli osoby takie nie będą mogły wziąć udziału w wyborach, jeśli będą przebywać poza swoim miejscem zamieszkania?

Wygląda to wszystko jak jeden wielki bajzel – brakuje formalnych zarządzeń, nikt nie wie w jakiej formie odbędą się wybory, wiadomo tylko, że się odbędą. Oj coś mi się zdaje, że komuś skończył się koncept, a w chaosie prawno-administracyjnym już nikt kompetentnie się nie orientuje. Więc już nie pytam retorycznie – czy leci z nami pilot? Jedynie stwierdzę, że nikt w takim charakterze z nami nie leci. Zaraz potem właściwym pytaniem jest – kiedy znajdziemy się na kursie kolizyjnym? A może już na nim jesteśmy, tylko jeszcze o tym nie wiemy??

 

 

Prezydent Krakowa[…], zapowiedział wprost: dopóki ustawa o wyborach korespondencyjnych nie zostanie przyjęta, nie jest zobowiązany, by ją wykonywać.

[…]”Wielu patrzy na wybory przez pryzmat głosowania. A to przecież cały ciąg zdarzeń, np. kampania. Powinna trwać 90 dni, aby każda osoba przed wyborami mogła dokładnie zapoznać się z programem kandydata. Tymczasem teraz żaden kandydat, z wyjątkiem jednego, tak naprawdę nie ma możliwości prowadzenia kampanii”- odparł.

„O ważności wyborów zdecyduje Sąd Najwyższy. Inspektor Danych Osobowych wyda pozytywną opinię, wybory zostaną uznane za legalne. To wszystko zostało precyzyjnie obmyślone. Ale to nie będą legalne wybory. Nie w świadomości społeczeństwa. Ludzie widzą, że PiS próbuje je zorganizować na wariackich papierach, z pogwałceniem Konstytucji, regulaminu Sejmu. Społeczeństwo tego nie zapomni.”

ŹRÓDŁO

 

Spokojna głowa, panie Prezydencie Krakowa – zapomną, jak wiele innych poprzednich działań.

A osobliwie Krakowianie zapomną również panu Prezydentowi swojego miasta niejedną złą decyzję. Tak więc przyganiał kocioł garnkowi – jakby na to nie patrzeć.

 

Teraz chwila na prywatę – jestem tu redaktorem więc sobie pozwalam. Wybaczcie, ale muszę, bo inaczej się uduszę.

 

 

Tematem rozmowy z mieszkańcami były też igrzyska europejskie. Przypomnijmy: Tomasz Leśniak i Stowarzyszenie „Miasto Wspólne” zaapelowali w środę, aby prezydent igrzyska odwołał.

Pomysł zyskał zwolenników, ale Majchrowski dywagacje te szybko uciął: – Nie widzę powodu, aby zrezygnować z igrzysk. Mają one odbyć się dopiero za trzy lata – to po pierwsze. Po drugie: jeśli mamy rozkręcić turystykę w mieście po epidemii, to posłużą do tego m.in. właśnie te igrzyska – wyliczał prezydent.

Na koniec odparł: – Kiedy mam do wyboru: stworzyć infrastrukturę za pieniądze z miejskiej kasy albo za pieniądze rządu, to wybór jest prosty. A takie zapewnienie usłyszeliśmy, że wszelkie inwestycje zostaną zrealizowane z pieniędzy rządowych – przekonywał Majchrowski.

 

Nienawidzę PIS-u i tego co sobą reprezentuje, ale nienawidzę równie gorąco Rady Miasta Krakowa, która pracuje dla swoich prywatnych mocodawców – lobbystów i developerów,  zamiast pracować dla dobra mieszkańców. Nie poprę też pomysłu organizowania kolejnych igrzysk sportowych, nawet za pieniądze z centralnego budżetu – bo to nadal są nasze, podatników pieniądze. Mamy inne priorytety, niż organizowanie igrzysk, które są imprezą marketingową – niech więc finansują ją sobie prywatne podmioty – stać ich na to!

Poza tym,  skoro systemowo utrąca się usługi publiczne dla ludności, bezlitośnie tnie fundusze na rozwój kultury, odcina od budżetu znane i cenione na świecie festiwale, organizowane też w naszym mieście, to dlaczego nagle mamy tyle atencji dla igrzysk sportowych? Bo lobby kibolskie ma poważanie u rządzących? Miasto nie potrzebuje kolejnych nierentownych placówek dla sportu. Te, które już istnieją nie mogą dopiąć budżetów i zarobić na siebie. Infrastruktura – tak, zawsze jest w budowie i zawsze pochłania miliony, ale jakoś trudno mi uwierzyć, że stała się priorytetem dla Rady m. Krakowa i jego Prezydenta.

Opowiadanie o tym, że  to dla miasta promocja, nie sprawdziło się w przypadku wielkiej i bardzo kosztownej imprezy prywatnej środowisk katolickich – mam na myśli ŚDM – Światowe Dni Młodzieży ( katolickiej), po której niektórzy hotelarze i restauratorzy mają absmak do dziś. Ruch turystyczny spowodował jedynie jeszcze więcej zastrzeżeń mieszkańców zwłaszcza, że jesteśmy już nieco znudzeni oglądaniem nagich torsów i tyłków wyspiarzy, którzy hurtowo odwiedzają Stare Miasto w celu konsumpcji taniego piwa. Chyba nie o taki efekt chodziło Panu, panie Prezydencie?  Można darować nietrafione prognozy, ale brak refleksji i korekty w planowaniu promocji miasta –  mieszkańcy mogą już nie odpuścić.

A prywatnie to mogę zdradzić, że wkurza mnie  ciągłe dopieszczanie kibiców, kiboli, awanturników w szalikach, finansowanie ochrony imprez sportowych – głównie chodzi o piłę nożną – która mobilizuje policję całego miasta i niekiedy nawet wymaga desantu z okolicznych gmin. To wszystko kosztuje, a i tak odpowiedzialni rodzice nie mogą pójść z dziećmi na stadion, bo wiedzą, że nie są w stanie zadbać o bezpieczeństwo ani własne, ani tym bardziej dzieci. Dorabianie filozofii do chęci pozyskania pieniędzy na rzekoma infrastrukturę – budzi mój niesmak.

 

Kuna2020Kraków

Od dziś PKW pod kontrolą PIS-u, a członkowie tego organu są usuwalni. Kolejny organ niezależny do tej pory, stanie się całkowicie kontrolowany przez polityków.

Polityka donosi, że…

Koniec niezależnej Państwowej Komisji Wyborczej. Zamiast niej mamy organ polityczny – coś w rodzaju neo-KRS. W dodatku jego członkowie są odwoływalni.

I nie da się tej „dobrej zmianie” zarzucić złamania standardów europejskich – przynajmniej na poziomie prawa – bo w większości krajów organy wyborcze są wybierane politycznie. Polskie rozwiązanie – że w PKW byli sędziowie wskazani przez prezesów sądów: Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i Trybunału Konstytucyjnego, a politycy nie mieli w tym procesie nic do gadania – było nowatorskie, a Komisja Wenecka wskazywała je innym krajom jako wzór do naśladowania.

 

Prezydent Andrzej Duda wręczył nominacje nowej Polskiej Komisji Wyborczej:

Z rekomendacji PIS:

Zbigniew Cieślak, dr hab., profesor Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego, który od 2006 do 2015 r. był sędzią w Trybunale Konstytucyjnym.

Dariusz Lasocki – radca prawny i warszawski radny z ramienia PiS-u (Praga Południe).

Arkadiusz Pikulik, adwokat i przedsiębiorca

 

Koalicja Obywatelska zgłosiła :

Ryszard Balicki – dr hab., konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Konrad Składowski, prof. dr hab. Uniwersytetu Łódzkiego.

 

Lewica zaproponowała

Liwiusz Laska, doktor nauk prawnych i adwokat

 

Kukiz ‘15 rekomendował :

Maciej Miłosz, adwokat, sędzia Trybunału Stanu.

 

Prezes NSA wskazał :

Sylwester Marciniak, rzecznik prasowy NSA.

 

Prezes TK wyznaczyła:

Wojciech Sych, doktora prawa.

 

Więcej o nominantach czytaj w publikacji Polityki 

 

Tak więc mamy PKW złożoną w 80 proc. z osób wskazanych politycznie. I dwóch sędziów, których karierą – co widać wyraźnie – dysponuje partia rządząca. PiS ma wpływ na blisko połowę członków PKW. Kadencja członków PKW wybranych przez Sejm to 9 lat, ale można ich odwołać „na uzasadniony wniosek podmiotu wskazującego”. Odwołuje prezydent i ma tu pełną swobodę, czy uzna wniosek o odwołanie za „uzasadniony”. To znaczy, że członkowie PKW są uzależnieni od partii politycznych, od których dostali nominację. A dwaj sędziowie, których też można odwołać na „uzasadniony wniosek prezesa” – od szefów NSA lub Trybunału.

 

Na wszelki wypadek podkreślenia wymaga, że  w rzeczywistości antydemokratycznej degrengolady, jakiej warunki ustalił PIS przez 5 lat swoich rządów, nastąpi  dalszy, gwałtowny spadek zaufania społecznego i do komunikatów tej komisji,  jak również do sensu wyborów jako takich, bo nikt nie ma chyba wątpliwości co do konsekwencji tak głębokiej zależności politycznej organu, który z definicji powinien być niezależny i służyć społeczeństwu, a nie jakiejś partii.

Spotkania przy trzepaku

Punkty widzenia. Radek Wiśniewski o arytmetyce wyborów.

[Nie byłem z Wami na ulicach, ale kto wie?]

 

Mówicie – śpiewki moje smutne –
lecz życie kocham tak jak wy
tak jak oni…
Nie chce by palce, które struny szarpią
musiały szarpać jutro za spust broni. ”
(Jan Krzysztof Kelus, „Jesień w pasiece”)

 

 

Kto mnie zna to wie, że ja zazwyczaj nie piszę o polityce, jak nie czuję, że absolutnie muszę. Nakładka profilowa – może czasem na ulicę wyjdę, ale nie jestem streetfighter, raczej pisarz powiatowy czy gminny ze mnie. No cóż. Zdarza się.

 

Wybory jak wybory chciałoby się powiedzieć. Przed wyborami obietnice urzędującego, po wyborach radosny ryk jego przydupasów (na przykład taki Janusz Kowalski) że teraz się przejmie już całkiem media i całkiem się dokręci śrubę, przejmie szkoły, uniwerki i wychowa posłusznych wykonawców woli prezesa za pięć lat. O. A o tym Ążej nic nie mówił w kampanii. Dziwne.

 

Podobnie dziwne, że już nazajutrz nieumundurowani funkcjonariusze służb wywieźli w nieznanym kierunku aktywistkę Małgorzatę Szutowicz, bez butów, bez prawa do kontaktu z nikim. I oczywiście kajdanki, bo ustawa o policji już nie działa, działa ustawka policyjna. Szybko poszło. „Prawo mój panie? Ja jestem prawem” – tak to szło? Przedsmak tego, co czeka ludzi, którym nie jest wszystko jedno. A takim z władzą zazwyczaj nie po drodze.

 

 

Ale okej. Gdyby ostatnie wybory to była wyraźna przewaga któregoś z kandydatów, to bym się nie dziwił i nie brąchał. Jechaliśmy z Małgosią między pierwsza a drugą turą interiorem na Podlasie, widziałem wsie i miasteczka od Piotrkowa po granicę z Białorusią i wiem w ilu z nich nie było nic poza banerem urzędującego prezydenta Chociaż w wielu też były zaskakująco samotne, powieszone przez prywatne osoby na prywatnych płotach banery kandydata opozycji. Samotne, przytłoczone, ale chwackie. Bo to na takiej wsi trzeba mieć cojones, żeby się nie bać i powiesić baner, który pokazuje, że się jest samemu, nie raz samemu przeciwko wszystkim.

 

 

Różnica w tych wyborach wyniosła podobno około 400 tysięcy głosów.

To że w społeczności, która gremialnie nie czyta, spora grupa ludzi pragnących głosować poza miejscem zamieszkania pomyliła zaświadczenie do głosowania poza miejscem zamieszkania z dopisaniem się do listy wyborców i w konsekwencji w pierwszej i drugiej turze musiała oddać głos  w tym samy miejscu, w którym się dopisała do listy wyborców – nie wspominam. Niespecjalnie mnie to dziwi. Nie da się w prawie zapisać, że jak ktoś nie rozumie co robi, to ma jednak rozumieć. Także to pomijam.

Ale:

Podobno – za tym co znalazł Marcin Murzyński – w Domach Pomocy Społecznej nagle okazuje się, że między 90 a 100% głosów dostawał urzędujący prezydent. Ja rozumiem, że DPS-y to ludzie starsi, często ciężko potraktowani przez los, być może, ale coś nie wierzę w ich jednomyślność na poziomie 100%. (Adriana Porowska – Pani zna się lepiej, może nie mam racji, ale mnie wydaje się to dziwne). To jakieś 250 tysięcy głosów.

No i wiadomo, ludzie z DPS-ów to nie są ci, którzy wnoszą najwięcej protestów wyborczych.

W głosowaniu korespondencyjnym podobno 200 tysięcy głosów unieważniono.

Kartki bez pieczątki były podobno nagminne, bo kto by zwracał uwagę na pieczątkę? Na skutek tego, gdy trafiła się kartka bez pieczątki na Czaskoskiego, można było ją uznać za głos nieważny przy liczeniu. A gdy na tego drugiego – przybić pieczątkę i głos stawał się ważny. Proste? Proste. Ile takich kartek było? Dużo, ale nikt nie zliczył. Sygnałów o tych kartkach bez pieczątek czytałem dużo. Prawda Radek Kobierski?

Do tego w wielu komisjach, szczególnie na wschodzie i południu nie było przedstawicieli demokratycznej opozycji. Zarzucić nic się nie da, skoro nikt nikogo za rękę nie złapał, ale pono pojedynek wyrównany a tam nagle wygrywa urzędujący i to przewagą 70 do 30. Skoro nie było tam mężów i żon zaufania (a pisała o tym tuż przed druga turą m.in. Elżbieta Podleśna) to mogło, chociaż nie musiało być, nie halo tu i ówdzie. Albo w bardzo wielu miejscach.

W jednym z bliskich mi miast w pierwszej turze żona zaufania po powrocie z papierosa przy liczeniu głosów zauważyła, że spora kupka kartek do głosowania znikła z biurka, więc zapytała czy dzwonić na policję już, czy może pójść na drugą fajkę i może jednak kartki się znajdą. I się znalazły. Ile było takich komisji?

 

 

Mój wujek porusza się na wózku inwalidzkim. Syn podwiózł go pod komisję, ale okazało się, że podjazd do komisji jest niewłaściwy i wujo nie wjedzie do komisji. Nikt z komisji nie wyszedł pomóc ewentualnie w przeniesieniu wózka do środka, nikt nie wyszedł z urną, żeby mógł oddać głos, nic. Niepełnosprawny przebył swoją droga pod drzwi i pocałował klamkę.

Nie od dzisiaj wiadomo gdzie niepełnosprawnych z ich prawami ma urzędująca władza, ale ile było takich komisji, niepełnosprawnych, wózków, wujków?

 

 

 

O głosowaniu za granicą nie wspomnę. Ludzie, żeby zdążyć z oddaniem głosu musieli np. w UK wykupywać drogie usługi kurierskie, co z gruntu eliminowało tych, których na takie usługi nie było stać. Wiele osób nie dostało na czas pakietów do głosowania i w pierwszej i drugiej turze, bo ogłoszone terminy wyborów były za krótkie. Ile to tysięcy? Liczba też szła w dziesiątki tysięcy różnicy miedzy pakietami wydanymi a odesłanymi na czas.

Nie wiem co z mężami i żonami zaufania w komisjach zagranicznych?

 

 

 

Wszystkie inne okoliczności dalece pomijam, nie są tematem tego posta i nie chce mi się o nich pisać.

Chodzi mi o czystą arytmetykę i rachunek prawdopodobieństwa. Bo to wszystko daje asumpt do przypuszczenia, że jednak ta różnica między kandydatami nie była tak wielka i zasadniczo nie wiadomo kto tak naprawdę wygrał. Tak, napisałem to – nie mam żadnej pewności kto wygrał ostatnie wybory bo wiele wskazuje na to że skala nieprawidłowości przy wyborach była dużo większa niż kiedykolwiek od czasów PRL. One zawsze się zdarzały, ale nie miały charakteru systemowego.

Napiszę to jeszcze raz – od 1989 roku nie było nieprawidłowości w wyborach idących w setki tysięcy.

A różnica podobno wyniosła 422 tysiące. Więc każda nieprawidłowość mogła mieć dalekosiężne skutki.

I to powinien rozważyć ni e z a w i s ł y sąd. Tylko jego nie pozostawiające niedopowiedzeń, jeżeli chodzi o ewentualne polityczne naciski orzeczenie, mogłoby rozwiać wszelkie wątpliwości.

Śmiejecie się już? Z samych siebie się śmiejecie. Bo jak wiadomo tych niezależnych instancji w naszym kraju już nie ma. Władza nie słucha nikogo poza sobą i zapchała szlamem wszelkie kanały komunikacji. Nie wiem co teraz będzie bo i potencjał gniewu chyba nie ten, co potrzebny, żeby wywrzeć naciski na władzę, żeby władza się zaczęła bać.

Tak na marginesie – to ucina wszelkie spekulacje o tym kto miałby / nie miał szans wygrać z urzędującym prezydentem w drugiej turze, Panie Szymonie. Bo nikt nie miał szans. Teraz może Pan płakać nad konstytucją ile wlezie. I wiele wskazuje na to, że tak już zostanie na długo, nie tylko w wyborach prezydenckich. Mimo, że być może wcale nas, z tej strony nie jest mniej, tylko więcej!

Tymczasem na Białorusi protesty, bo urzędujący prezydent aresztował wszelkich konkurentów z i tak podzielonej i słabej opozycji. I kiedy patrzę na te zdjęcia, nie tylko zmięta flaga Wolnej Białorusi wydaje mi się dziwnie przypominać polską.

Nie tylko ta flaga.

Wiele rzeczy wygląda mi podobnie.

Boję się.

Do czwartku można składać protesty wyborcze.

 

Radek Wisniewski

 

 

O żesz, Poczta Polska, mać! Szykujmy się do spłacania kredytów!!!

Poseł Brejza na tropie….

 

1. Czy prawdą jest, że Poczta Polska na skutek ominięcia zabezpieczeń została w ostatnim czasie okradziona na kwotę ok. 20 mln zł?

2.Kiedy wszczęto postępowanie w tej sprawie, i czy wstępne ustalenia potwierdzają tezę o przejęciu przez przestępców kodów do systemu wewnętrznego Poczty Polskiej na skutek błędów w zabezpieczeniach tego systemu?

3.Czy o sprawie błędnego zabezpieczenia systemów informatycznych Poczty Polskiej którykolwiek z przedstawicieli rządu został poinformowany przed, czy też po podjęciu decyzji o zaangażowaniu Poczty Polskiej do przeprowadzenia wyborów prezydenta RP?

4.Czy w związku z zaistniałą sytuacją nie obawia się Pan Premier, że istnieje poważne ryzyko dotrzymania standardów demokratycznych w wyborach organizowanych  przez Pocztę Polską, jeśli przestępcy w tak łatwy sposób mogli obejść zabezpieczenia systemu Poczty?

5.Dlaczego rząd i prokuratura ukrywa przed opinia publiczna informacje o wyżej wymienionej aferze, co jest szczególnie istotne w kontekście planowanych wyborów mających być przeprowadzonych przez Pocztę Polską?

 

BEZ KOMENTARZA… ?

 

22 kwietnia Poczta Polska – spółka prawa handlowego- otrzymała nasze wrażliwe dane za zgodą Marka Zagórskiego, ministra cyfryzacji.

[…]na mocy art. 99 tzw. ustawy dotyczącej zapobieganiu i zwalczaniu koronawirusa, która weszła w życie 18 kwietnia 2020 roku.

W rejestrze PESEL znajdują się m.in. wrażliwe informacje dotyczące adresów zamieszkania, dat urodzin, stanu cywilnego, urodzeń dzieci, rozwodów i danych małżonków. Jak podaje „Rz”, resort cyfryzacji potwierdził przekazanie danych Poczcie Polskiej. Ma ona usunąć je wraz z kopiami zaraz po wykorzystaniu ich do przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych.

ŹRÓDŁO

 

KOMENTARZ

 

Wygląda na to, że nic nie wygląda na takie jakie jest, albo miało być… RODO miało chronić nas przed nieuprawnionym wejściem w posiadanie naszych danych osobowych, ale to jest już nieaktualne; Tajne służby miały być tajne, ale już od dawna nie są, dzięki uprzejmości Antoniego Macierewicza; tarcza antykryzysowa nie jest tarczą, nawet już nie jest sitkiem czy serem szwajcarskim – ona nas wpycha jeszcze głębiej w kryzys; reforma szkolnictwa okazała się być deformą, a „kraj w ruinie” okazało się być przepowiednią, a nie stwierdzeniem faktu tu i teraz.

 

 

 

 

I tak można ciągnąć tę litanię bez końca. A na jej końcu stoi jeden człowiek – ten któremu się marzyło być zbawcą Polski i Polaków, a zbliża się nieuchronnie do własnej katastrofy wizerunkowej i politycznego upadku własnej formacji.

 

 

 

 

Niezależnie od tego czy ktoś weźmie udział w wyborach, czy też nie będzie dawał legitymacji dla łamania wszystkich zasad współżycia społecznego w oparciu o literę konstytucji – każdy z nas musi się liczyć z tym, że zgodnie z nową „tradycją polską”  nic nie jest takie na jakie wygląda – panduda zostanie na swoim stanowisku, ale nie będzie prezydentem, a zaś poseł Kaczyński nigdy nie stanie na ławie oskarżonych przed trybunałem stanu, bo nie ma takiej siły, żeby kruk krukowi coś wydziobał…

Bredzę? A co? Tylko im wolno?